FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
2
Tyle by się pisało o tym historycznym półfinale, tylko po co?
Usta milczą, dusza śpiewa, cóż do szczęścia więcej trzeba?
Gracias Pepie
0
@napisal To należało od razu jasno to określić i napisać a nie jakoś tak że nie wiadomo o co chodzi!?
7
Tragiczny epizod pełen patosu:
17 maja 1919 r. w trakcie meczu Urugwaj-Chile(2:0), podczas Copa America 1919, Urugwajski bramkarz Roberto Chery, interweniował tak nieszczęśliwie że uderzył głową o słupek tracąc momentalnie przytomność. Agonia na łóżku szpitalnym trwała 2 tygodnie. Przy jego łóżku czuwali na przemian koledzy z drużyny i gracze innych zespołów uczestniczących w turnieju. Niestety Roberto zmarł 30 maja 1919, skończywszy zaledwie 23 lata. Dla uczczenia jego pamięci, Brazylia(w strojach Peñarol) z Argentyną(w koszulkach Urugwaju) rozegrały specjalny mecz. Oba zespoły ufundowały puchar imienia Roberto Chery, który został uroczyście przekazany do honorowych zbiorów Peñarol, zaś w samym Urugwaju powstał klub o nazwie Roberto Chery biorący w latach 1922-25 udział w rozgrywkach ligowych. Roberto Chery, zwany ,,Poetą”, miał wielkie uzdolnienia literackie. Swoje wiersze czytywał na głos przyjaciołom, również tym z boiska, stąd ów przydomek.
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@patataj
@Pawel13sz
1
@napisal No dobra ale pisząc że ,,dzisiaj pokażą" to masz na myśli Real Madrid? czy obie ekipy?
1
@napisal A można jaśniej wyjaśnić, użytkowniku ,,napisal"?
0
@pasjonat No ja tam spalonego nie widziałem. Gdyby tak gwizdać wszystkie milimetrowe spalone to nie wiem czy w tej dyscyplinie sportowej miało by to większy sens...
10
Cudowny, niezapomniany, wręcz epokowy finał Champions League:
17 maja 2006 r. na Stade de France, FC Barcelona pokonała Arsenal FC 2:1 w finale Ligi Mistrzów i zdobyła to trofeum po raz drugi w swojej historii. Kluczowa dla losów meczu była akcja z 18 minuty, gdy bramkarz ,,Kanonierów” Lehmann sfaulował wychodzącego na czystą pozycje Eto’o. Pomimo że w tej samej akcji piłke w siatce umieścił Giuly, sędzia cofnął gre do momentu faulu, anulował gola i pokazał Lehmannowi czerwoną kartkę. W 37 minucie Emmanuel Eboue wymusił kontrowersyjny rzut wolny z narożnika boiska i po dośrodkowaniu w pole karne Sol Campbel główką zdobył gola na 1:0 dla Arsenalu. W drugiej połowie Blaugrana biła głową w mur a przeciwnicy groźnie kontrowali, lecz strzały Henry’ego raz po raz kapitalnie bronił Valdes. Wreszcie w 76 minucie wprowadzony kwadrans wcześniej Henrik Larsson przedłużył podanie Iniesty do Eto’o i Kameruńczyk pokonał rezerwowego bramkarza Arsenalu Manuela Almunie. Raptem 5 minut później Larsson ponownie dograł piłke w pole karne a tam rezerwowy prawy obrońca Barçy Beletti zmieścił piłke pomiędzy nogami Almunii i padł z radości na kolana w strugach rzęsistego deszczu. Pamiętam jaki byłem zły że przez większość meczu Rijkaard stawiał na swojego bezproduktywnego rodaka Van Bommela a na ławce siedział Iniesta z Larssonem. Na szczęście w pore zareagował bo inaczej nigdy bym mu tego nie wybaczył!
Przeżyjmy to jeszcze raz:
@Lionel_Messi10
@Monix10
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
6
@FCBparasiempre
16 maja 1907 r. urodził się Antonin Puč, napastnik. Urodził się w czasach gdy Hitler jeszcze miał dwa jądra a na mapach świata próżno było szukać Polski. Pierwsze swoje mecze rozgrywał na ulicach Smichova, jednej ze starych dzielnic Pragi. Już licząc sobie sześć wiosen, uczęszczał na treningi do miejscowego klubu Cechie. W roku 1920, gdyż Polacy stawiali czoło bolszewickiemu agresorowi, Antonin Puc przeniósł się do SK, innego zespołu ze stolicy Czech. Pięć lat później był już piłkarzem Slavii, drużyny której był jedną z największych gwiazd. Był dość drobnej postury, za to dysponował niesamowitym uderzeniem, które sprawiało olbrzymie problemy każdemu ówczesnemu bramkarzowi. Jego strzały były zaskakujące, gdyż mało kto wierzył, że człowiek o tak przeciętnej sylwetce może mieć w nodze prawdziwą petardę. Przeciwnicy nabierali się i często byli karani przez mierzącego 175 centymetrów napastnika. Szybki, zwinny mijał obrońców jak tyczki, a w połączeniu ze wspomnianym wcześniej uderzeniem był zabójczą bronią. Świetne występy w praskim zespole zaowocowały powołaniem i regularną grą w reprezentacji. W eliminacjach do mistrzostw świata 1934 Czechosłowacy trafili na Polaków. Zespół Józefa Kałuży przegrał 1:2 i nie stawił się na rewanż, co jest pierwszym zanotowanym walkowerem w historii kwalifikacji. Powodem takiego obrotu spraw był ówczesny konflikt pomiędzy oba państwami o Zaolzie, tj. terytorium Śląska Cieszyńskiego, które było głównym powodem sporów pomiędzy Polską i Czechosłowacją. Ministerstwo Spraw Zagranicznych wystosowało komunikat, w którym zakomunikowali, że mecz “nie służyłby dobrze stosunkom międzynarodowym” i zablokowali wydanie paszportów polskim piłkarzom. Warto wspomnieć, że w tym spotkaniu, które było zaplanowane na 15 kwietnia, w kadrze miał zadebiutować Ernest Wilmowski, który kilka dni wcześniej dopiero po raz pierwszy zagrał w lidze w barwach Ruchu Hajduki Wielkie. Rok po Anschlussie Austrii, w 1934 roku we Włoszech odbyły się drugie mistrzostwa świata w piłkę nożną. Wśród szesnastu zespołów, którym udało się zakwalifikować do głównego czempionatu, znalazła się drużyna Czechosłowacji. Turniej został rozegrany w dość nieprzyjemnej atmosferze, gdyż głównie był on promocją włoskiego faszyzmu i Benito Mussolini organizując go w swoim państwie, chciał pokazać, jak silny jest kult jego osoby na Półwyspie Apenińskim. Ponadto reprezentacje Brazylii i Urugwaju przybyły w rezerwowych składach. Była to odpowiedź za sytuację sprzed czterech lat, gdy tylko kilka reprezentacji ze Starego Kontynentu pojechało do Ameryki Południowej. Reszta tłumaczyła się olbrzymimi kosztami transportu. Biorąc wszystkie czynniki pod uwagę, trzeba powiedzieć jasno, że te mistrzostwa musiały paść łupem jakiegoś europejskiego zespołu. Dlatego Czechosłowacy mimo tego, że debiutowali na tej imprezie przybyli w dobrych humorach. Pierwszy swój mecz rozegrali 27 maja. Ich przeciwnikiem była inna europejska drużyna – Rumunia. Zwyciężyli oni 2:1 po bramkach właśnie Puca i Oldricha Nejedliego, honorowe trafienie dla Rumunów zaliczył Stefan Dobay. W związku z tym, że w mistrzostwach udział brało tylko szesnaście zespołów, to pierwsza runda była jednocześnie 1/8 finału. W ćwierćfinale ekipa Karela Petru zmierzyła się ze Szwajcarią. I po 90 minutach gry dwunastotysięczna publiczność brawami nagradzała zwycięstwo reprezentacji Czechosłowacji 3:2. 3 czerwca rozegrane zostały półfinały. Puc i spółka musieli stawić czoło drużynie III Rzeszy. Niemców na łopatki rozłożył Oldrich Nejedly, strzelając trzy gole, Czech odesłał ich do meczu o trzecie miejsce. 10 czerwca na ówczesnym Stadionie Narodowej Partii Faszystowskiej(obiekt został wyburzony w 1953 roku) rozegrano finał mistrzostw świata pomiędzy gospodarzami imprezy i Czechosłowacją. Obecność Włochów w wielkim finale nie może dziwić, jedynie zaskoczyć może, że ich droga do meczu o złoty medal była dość wyboista. Oprócz pierwszego łatwego meczu, wygranego aż 7:1 z Amerykanami, Włosi ledwo zwyciężyli w starciach z Hiszpanami i Austriakami. Tym bardziej, że w spotkaniu z tymi drugimi Giuseppe Meazza zdobył gola poprzez wepchnięcie do bramki austriackiego bramkarza z piłką w rękach. Sędzia jednak przewinienia się nie dopatrzył i Włosi mogli zagrać w finale. Mecz wygrała drużyna z Półwyspu Apenińskiego 2:1. Do siatki bramki bronionej przez Frantiska Planicke trafili Raimudno Orsi i Angelo Schiavio. Wynik meczu otworzył właśnie Antonin Puc, jednak następne dwa ciosy zadali Włosi i tak o to po raz pierwszy w historii wygrali mistrzostwa świata. Warto dodać, że strzelec pierwszego gola dla gospodarzy turnieju był w połowie Argentyńczykiem, a przy akcji dające drugie trafienie Włochom duży udział miał Meazza, który jeszcze kilka minut wcześniej ledwo przeżył starcie z Czechosłowakiem. Z tym meczem związana jest jeszcze legenda mówiąca, że przed finałem do trenera Azzurich podszedł Mussolini i powiedział: “Masz to wygrać albo umrzeć”. Te słowa jednak nigdy nie zostały potwierdzone.
W przerwie pomiędzy turniejami Puc i jego koledzy ze Slavii dwukrotnie świętowali mistrzostwo Czechosłowacji. Tak samo liczbę tytułów zgarnęli ich sąsiedzi zza miedzy, Sparta. W 1938 roku w cieniu nadchodzącego konfliktu rozegrane zostały mistrzostwa we Francji. Tym razem na turniej nie dotarły reprezentacje Argentyny i Urugwaju. Argentyńczycy twierdzili, że to im należała się organizacja czempionatu, który przyznano Francuzom. Ponadto podczas tych mistrzostw po raz pierwszy przyjęto, że zapewniony występ na turnieju zapewniony ma mistrz świata i gospodarz. Pierwszym przeciwnikiem Czechosłowacji była Holandia. Po upływie regulaminowych dziewięćdziesięciu minut był bezbramkowy remis. W dogrywce Czechosłowacy strzelili trzy bramki i drużyna Oranje musiała pożegnać się z turniejem już w pierwszej rundzie. W ćwierćfinale Puc wraz z kolegami musiał stawić czoło Brazylii, która w 1/8 pokonała Polskę 6:5. 12 czerwca na stadionie w Bordeaux Canarinhos padł remis 1:1 i w związku z tym, że wówczas nie praktykowano rozstrzygania meczu rzutami karnymi czy złotym golem grano jeszcze jedno starcie. Oprócz tego, starcie te było rozgrywane w atmosferze walki na śmierć i życie. Z boiska usunięto trzech piłkarzy, a kolejnych pięciu zostało kontuzjowanych. Pod koniec spotkania złamania śródręcza doznał bramkarz reprezentacji Czechosłowacji, Frantisek Planička , jednak dograł on ten mecz do końca. Dwa dni później na tym samym obiekcie Czechosłowacy już bez swojego golkipera nie dali rady drużynie z Ameryki Południowej i protoplaści Pelego i Ronaldo wygrali 2:1 eliminując wicemistrzów świata sprzed czterech lat. Ostatecznie tytuł obronili Włosi, którzy w finale zwyciężyli Węgrów 4:2. W chwili wybuchu II Wojny Światowej Antonin Puc pomimo tego, że na karku miał już trzydziestkę to miał jeszcze kilka lat gry przed sobą. Jednak poczynania Hitlera pokrzyżowały plany jego i kilku milionów innych ludzi. Karierę zakończył w czasie gdy już pewien Niemiec z wąsem wdrażał w życie plan Operacji Barbarossa a swoje ostatnie mecze rozgrywał dla Viktorii Žizkow i SK Smichov. Już podczas trwania zmagań wojennych Puc zdążył raz zagrać w reprezentacji Protektoratu Czech i Moraw. W tym zespole oprócz niego epizod zaliczyli inni piłkarze kadry Czechosłowacji m.in. Nejedly czy Bican. Najlepszy strzelec reprezentacji Czechosłowacji zmarł 18 kwietnia 1988 roku w Pradze.
6
Wybitne legendy czeskiego futbolu:
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
@Rastafarnianin
8
Czy wiemy że…
16 maja 1925 r. International Football Board przyjął przepis o spalonym. Zaproponowana przez szkocką federację zasada brzmiała: ,,Atakujący zawodnik nie jest na spalonym jeżeli w momencie zagrania piłki pomiędzy nim znajduje się 2(wliczając bramkarza) zawodników drużyny przeciwnej’’. Przepis ten zastąpił wcześniejszą ,,zasadę trzech’’ i spowodował znaczne zwiększenie liczby goli na mecz.
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@patataj
@Rastafarnianin
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@AssisMoreira
11
Wybitne legendy futbolu:
16 maja 1925 roku w Rio de Janeiro urodził się Nilton Santos, lewy obrońca, 2-krotny Mistrz Świata: 1958 i 1962. Nilton Santos przez całą piłkarską karierę związany był z jednym klubem a mianowicie Botafogo Rio de Janeiro. W barwach tego klubu rozegrał 723 spotkania i strzelił 11 goli. Był podstawowym graczem reprezentacji Brazylii podczas Mistrzostw Świata w Szwajcarii w 1954 roku, Mistrzostw Świata w Szwecji w 1958 roku oraz Mistrzostw Świata w Chile w 1962 roku. Na mistrzostwach świata w Szwecji strzelił gola, który przeszedł do historii futbolu a trzeba zaznaczyć iż w owych czasach bardzo rzadko obrońcy strzelali gole a zwłaszcza na Mundialu. Przypomnijmy zatem ten wyczyn Santosa; otóż Brazylia grała mecz z Austrią, była 5 minuta drugiej połowy i Brazylia starała się utrzymać wątłe prowadzenie 1-0. Nilton przyją piłkę na swojej połowie i ruszył do przodu. Niedaleko pola karnego przeciwnika podał do Altafiniego i zażądał jej z powrotem. Otrzymał ją tuż przed polem karnym i przerzucił rasowym lobem nad bramkarzem Szanwaldem. Było 2-0 a na 3-0 podwyższył Altafini i Austriacy już się nie podnieśli. Austria okazała się trudnym rywalem i nie wykorzystała dwóch dogodnych sytuacji na strzelenie goli tylko dzięki dobrze broniącemu Gilmarowi. Ostateczny wynik 3-0 dla Brazylii nie oddaje przebiegu gry. Gdyby nie gol Santosa rezultat mógłby być zupełnie inny. Niltona Santosa uważa się za pioniera gry ofensywnej wśród obrońców, który regularnie strzelał gole w barwach Botafogo. Nilton wyróżniał się spośród większości graczy. Był inteligentny, wygadany i przyjaźnił się z gwiazdami estrady. Lecz niewielu wiedziało iż pomimo sławy jaką zdobył grając w Botafogo i w reprezentacji, wrócił do nauki, zapisując się na wieczorowy kurs do Colegio Juruena, gdzie ukończył edukację przynajmniej na poziomie gimnazjum. Legendarny zawodnik cierpiał na chorobę Alzheimera, zmarł w wieku 88 lat w Rio de Janeiro 27 listopada 2013 roku. FIFA uznała Niltona Santosa za najlepszego lewego obrońcę w historii futbolu!
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
@MesQueUnClub96
10
Duma Katalonii triumfująca w Copa del Rey:
16 maja 1926 r. FC Barcelona wygrała szósty w historii(i drugi z rzędu) Puchar Hiszpanii. W finale rozgrywanym na Estadio Mestalla pokonała Athletic Club de Madrid 3:2 po dogrywce. Gole dla Barçy strzelali: Samitier(62 m.), Just(63 m.) oraz Alcantara(112 m.). Przypomne tylko iż Athletic Club de Madrid to była pierwsza nazwa Atletico Madryt. A oto skład Barçy z tego finału: Platko, Planas, Walter, Bosch, Sancho, Carulla, Just, Piera, Samitier, Alcantara oraz Sagi Barba.
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@patataj
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
7
Fantastyczny finał Blaugrany w PZP :
16 maja 1979 r. FC Barcelona zdobyła swój pierwszy Puchar Zdobywców Pucharów w historii, pokonując w finale Fortune Düsseldorf. Rozgrywki, w których brali udział zdobywcy krajowych pucharów, organizowano w latach 1961-99. Ogółem przeprowadzono 39 edycji a Barça wygrała czterokrotnie te rozgrywki, najwięcej ze wszystkich drużyn. W sezonie 1978/79 Duma Katalonii eliminowała kolejno Szachtar Donieck, Anderlecht(obrońców tytułu), Ipswich Town i SK Beveren aby w finale na St. Jakob Stadium w Bazylei ograć Fortune Düsseldorf po dogrywce 4:3. Był to jeden z najlepszych meczów w finałach europejskich pucharów. Przy stanie 1:1 Rexach nie strzelił karnego, jednak wyprowadził swój zespół na prowadzenie w dogrywce. Nie brakowało również heroicznych czynów. Otóż Migueli grał z unieruchomionym obojczykiem a Quini wystąpił krótko po wypadku samochodowym, w którym ucierpiał on i jego żona. Gwoli ścisłości przypomnę tylko strzelców goli dla Blaugrany: Tente Sanchez(5 m.), Asensi(35 m.), Rexach(103 m.) oraz Krankl(111 m.). Składy obu drużyn:
Barcelona: Artola, Zuviria, Migueli, Albaladejo (De la Cruz 57'), Costas (Martinez 67'), Neeskens, Rexach, Sanchez, Krankl, Asensi, Carrasco.
Fortuna Dusseldorf: Daniel, Brei (Weikl 25'), Zewe, Zimmermann (Lund 84'), Haltes, Kuhnen, Schmitz, T. Allofs, Bommer, K. Allofs, Seel.
Przypominjmy:
@Lionel_Messi10
@Monix10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@patataj
0
@Walker Akurat tych braci to zupełnie nie znam. Jedynego Gancarczyka to znam jedynie Seweryna ale to raczej większość kibiców go zna...
8
@FCBparasiempre
Dwóch braci grających dla jednego klubu to nic nadzwyczajnego w świecie futbolu. Znajdziemy wiele przykładów. Co z sytuacją, kiedy w jednej drużynie grała trójka braci? Zdarzają się podobne historie na etapie juniorskim ale w seniorach to prawdziwa rzadkość. Dlatego warta uwagi jest historia braci Céspedes. Nie dość, że w trójkę grali w pierwszej drużynie urugwajskiego Nacionalu, to byli liderami zespołu i do dzisiaj są prawdziwymi klubowymi legendami. Rodzina Cepsedes pochodziła z miasteczka Melo, położonego na wschodzie Urugwaju. W ostatniej dekadzie XIX w. Don Eusebio Céspedes i Doña Luisa Polanco de Céspedes przybyli do Montevideo w poszukiwaniu lepszego życia. Mieszkali w dużym domu na ulicy 19 kwietnia. Mieli pięcioro dzieci: Amílcara, Bolívara, Carlosa, Delię i Ernesto. W maju 1899 r. grupa studentów uniwersytetu założyła Club Nacional de Fútbol, który powstał z połączenia dwóch klubów: Uruguay Atlético i Montevideo F.C. Początkowo grali w Punta Carretas, gdzie przeniosło się wielu sympatyków futbolu ze wschodu kraju. Jednym z nich był właśnie Don Eusebio. Chętnie wspierał nową inicjatywę, choć sam już w piłkę nie grał. W futbolu swoich sił próbowało jednak jego trzech synów. Najstarszy, Amílcar, urodzony 15 maja 1882 r., Bolívar, który przyszedł na świat 19 grudnia 1883 r. i Carlos, który urodził się 31 grudnia 1884 r. Od razu pokochali piłkę. Bracia próbowali swoich sił w najstarszym urugwajskim klubie – Albionie, ale także w Artigas Football Club i Defensa Football Club. Kiedy ten ostatni połączył się z Nacionalem w 1900 r., to stali się zawodnikami Tricolores. W swoim nowym klubie zadebiutowali 12 sierpnia 1900 r. w meczu z załogą brytyjskiego pancernika HMS Flora. Na zespół marynarzy nie było wtedy mocnych w rejonie La Platy i również Nacional musiał uznać ich wyższość. Przegrał 1:2. Bracia Céspedes szybko dali się poznać jako silni i zwinni piłkarze. Zawsze grali odważnie i zostawiali serce na boisku. Amílcar zaczynał w środku pola, ale wkrótce został przekwalifikowany na bramkarza i całkiem dobrze sobie radził. Carlos początkowo grał na lewym skrzydle, ale ulubieńcem kibiców stał się jako środkowy napastnik. Bolívar miał chyba największy talent z całej trójki. Dysponował dużą szybkością i został zapamiętany jako niestrudzony, bramkostrzelny skrzydłowy. W tamtym czasie był najbardziej znanym z urugwajskich graczy. Ze względu na swoją ofiarną grę i wolę zwycięstwa odciskał piętno na każdym meczu, w którym grał. Carlitos Céspedes dysponował nadzwyczajnym dryblingiem, którego jednak często nadużywał. Był przeciwieństwem Bolívara, który zawsze zmierzał prosto na bramkę. Bolívar często miał pretensje do Carlitosa, że ten przez swoje dryblingi spowalnia grę i ułatwia zadanie obrońcom. nieraz sprzeczali się o to na boisku– wspominał Domingo Prat, pierwszy kapitan Nacionalu. W 1901 r. Nacional po raz pierwszy wystartował w ligowych zmaganiach. Bracia Céspedes wystąpili we wszystkich meczach, ale wtedy musieli jeszcze uznać wyższość CURCC. Już rok później sytuacja się odwróciła i to Nacional zdobył mistrzostwo. Zrobili to w sposób bezdyskusyjny. Wygrali wszystkie dziesięć meczów i strzelili w nich aż 40 bramek, tracąc przy tym zaledwie pięć. To w tamtym sezonie po raz pierwszy pokonali zespół CURCC. 18 maja, po dwóch bramkach Bolívara, wygrali 2:1 u siebie na Parque Central, a 10 sierpnia potwierdzili swoją wyższość, zwyciężając na Villa Peñarol 3:1, gdzie gole zdobyli Bolívar, Carlos i Alejandro Cordero. Rok później na finiszu rozgrywek oba zespoły zgromadziły taką samą liczbę punktów. Oba przeszły przez ligowe zmagania bez porażki, a dwa bezpośrednie pojedynki zakończyły się bezbramkowymi remisami. O mistrzostwie miał zadecydować dodatkowy mecz. Niestety w kraju nasiliły się niepokoje i wybuchł wewnętrzny konflikt. Piłkarze CURCC, którzy w sporej części byli cudzoziemcami i pracownikami kolei, nie musieli się obawiać powołania do wojska i wysłania na front. Praca na kolei niejako ich z tego zwalniała. Inaczej było z zawodnikami Nacionalu. Bracia, chcąc uniknąć walki, schronili się w Buenos Aires. Razem z nimi kraj opuścili Gaudencio Pigni i Gonzalo Rincón. Pigni i bracia Céspedes zaczęli grać wówczas dla klubu Barracas Athletic. Kiedy sytuacja w Urugwaju się uspokoiła, federacja pod naciskiem CURCC wyznaczyła termin spotkania, w którym miały rozstrzygnąć się losy tytułu. Mecz miał odbyć się 28 sierpnia, a bracia cały czas jeszcze wtedy przebywali po drugiej stronie La Platy. Jednak dzięki zabiegom Pedro Manini Ríosa udało się przekonać prezydenta José Batlle y Ordóñeza, żeby pozwolił piłkarzom wrócić do kraju. Polityk zapewnił, że przez 24 godziny nic im nie grozi i że nie muszą się niczego obawiać ze strony władz. Kiedy już we wrześniu podpisano pokój i zawodnicy na stałe wrócili do kraju, prezydent powiedział: ,,Nie popełnili żadnej zbrodni podczas ucieczki. Nie jest przestępstwem odmowa wzięcia broni w wojnie między braćmi…” CURCC liczyli na łatwe zwycięstwo, ale niespodziewanie w dniu meczu wrócili bracia Céspedes. Wzmocnieni swoimi asami piłkarze Nacionalu zagrali z pełnym zaangażowaniem i wydarli zwycięstwo rywalom. Po zaciętym meczu wygrali 3:2, a bramki tradycyjnie strzelali bracia – Bolívar dwie i Carlos jedną. Bracia Céspedes wiele znaczyli nie tylko dla klubu, ale i dla reprezentacji. 16 maja 1901 r. Urugwaj rozegrał pierwszy mecz z Argentyną. Nie jest jednak uważany za oficjalny, bo został zorganizowany przez Albion. Drużyna była złożona z dziewięciu graczy Albionu i dwóch zawodników Nacionalu. Urugwaj przegrał 2:3, ale jedną z bramek strzelił Bolívar Céspedes. Drugie w historii starcie tych reprezentacji, już w pełni oficjalne, odbyło się 20 lipca 1902 r. Zespół złożony z ośmiu zawodników z Nacionalu i trzech z Albionu poniósł klęskę 0:6. Od tamtego meczu obie drużyny umówiły się, że co roku będą rozgrywać mecze towarzyskie, na przemian w każdym z krajów. W 1903 r. spotkanie miało odbyć się w Buenos Aires. Początkowo komisja, w której skład wchodziło po dwóch przedstawicieli z każdego klubu, wyznaczyła do wyjściowego składu ośmiu zawodników z Nacionalu i trzech z CURCC. Władze CURCC poczuły się jednak dotknięte tym wyborem i pominięciem Lorenzo Mazzuco. Zgłosiły swoje obiekcje komisji, ale ta podtrzymała decyzję. Wobec tego klub nie pozwolił swoim zawodnikom na wzięcie udziału w meczu. Luki w składzie chciano załatać graczami Wanderers, ale oni także odrzucili propozycję. Rozegranie meczu stanęło pod znakiem zapytania i rozważano nawet jego przesunięcie. Wtedy do akcji wkroczyli włodarze Nacionalu. Jako niepokonani w sezonie 1902 uznali, że mają prawo reprezentować cały kraj. Federacja przystała na tę propozycję i do składu dołączyli Gaudencio Pigni, Gonzalo Rincón i Carlos Céspedes. Piłkarze koniecznie chcieli zmazać plamę na honorze, jaką zostawiła porażka sprzed roku. Przez trzy tygodnie przed meczem trenowali codziennie po dwie godziny. Jako studenci nie mieli zbyt wielu obowiązków, więc mogli sobie na to pozwolić, w przeciwieństwie do Argentyńczyków. Wreszcie 13 września 1903 r. na Campo de la Sociedad Hípica w Buenos Aires oba zespoły stanęły naprzeciw siebie. Wszyscy trzej bracia Céspedes wyszli w pierwszym składzie. Sięgniecie po Carlosa Céspedesa okazało się strzałem w dziesiątkę. Już w 21. minucie wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Po przerwie wyrównał Jorge Brown, ale kilka minut później Carlitos strzelił swojego drugiego gola. Niedługo potem na 3:1 podwyższył Bolívar i losy meczu były praktycznie rozstrzygnięte. Na dziesięć minut przed końcem rozmiary porażki zdołał zmniejszyć Jorge Brown. Kibice długo oklaskiwali gości, doceniając ich grę. Nazajutrz w porcie w Montevideo zgromadziło się wielu fanów futbolu, żeby przywitać swoich bohaterów. Urugwaj po raz pierwszy pokonał Argentynę, a rywalizacja między oboma krajami rozpoczęła się na poważnie. W 1905 r. Urugwaj zmagał się z epidemią ospy prawdziwej, która w tamtym czasie zbierała śmiertelne żniwo. 21 maja Nacional odniósł pewne trzybramkowe zwycięstwo nad Albionem. Carlos, Bolívar i Gonzalo Rincón świętowali zwycięstwo w gospodzie El pinchazo. Kiedy skończyli biesiadować i wyszli na zewnątrz, okazało się, że jest już po północy i uciekł im ostatni tramwaj. Postanowili więc spędzić noc w tanim hotelu w dzielnicy portowej. To wtedy Bolívar zaraził się ospą. Najprawdopodobniej spał w tym samym łóżku, co zarażony chorobą Brazylijczyk, którego dzień wcześniej wywieziono do izolowanej strefy. Kiedy tydzień później Nacional wygrywał 1:0 z Wanderers, Bolívar nie grał, bo objawy choroby były już widoczne. Tej samej nocy przy jego rodzinnym domu wywieszono plakat informujący o chorobie wśród domowników. Nad ranem 9 czerwca, po dziesięciu dniach walki z chorobą, Bolívar zmarł. Miał tylko 21 lat. Dla rodziny to jednak nie był koniec dramatu. Zarażeni zostali również Carlos i ich siostra Delia. Dziewczyna przez kilka miesięcy zmagała się z chorobą i ostatecznie wyzdrowiała. Carlos nie miał tyle szczęścia. Zmarł 30 sierpnia w wieku 20 lat. Obu zmarłym zawodnikom w ich ostatniej drodze towarzyszyły tłumy kibiców. Choroba ominęła najstarszego z braci. Amílcar dążył się zaszczepić. Grał w Nacionalu do 1908 r. Wtedy przeniósł się do Albionu, w którym zaczynał swoją przygodę z piłką. Klub chylił się już ku upadkowi i zawodnik chciał pomóc w odzyskaniu dawnej świetności. Nie udało mu się to, a sezon 1908 był ostatnim dla Albionu w lidze. Céspedes już nie wrócił do futbolu i do swojej śmierci 13 lipca 1940 r. działał w handlu. Pisząc o braciach Céspedes, trzeba też wspomnieć o ojcu tych wspaniałych zawodników. Don Eusebio zawsze wspierał synów w ich pasji. Po zwycięskich meczach piłkarze często szli do domu Céspedesów, gdzie mogli odpocząć po meczu czy wymienić uwagi na temat gry. Angażował się futbolowe sprawy kraju. Był członkiem komisji, która powoływała zawodników i jednym z delegatów w pamiętnym meczu w Buenos Aires. Mimo tragedii ciągle pozostał przy klubie, a od 1907 r. był honorowym prezydentem Nacionalu. Historia braci Céspedes pokazuje, że człowiek żyje tak długo, jak pamięć o nim. W klubie ich spuścizna żywa jest do dzisiaj. Nawet po ponad 100 latach od śmierci otacza się ich szczególną czcią. Każdy z kibiców wie, kim byli i ile znaczyli dla klubu w jego pionierskim okresie. Szanuje się ich w każdym środowisku, niezależnie od pochodzenia, statusu, czy koloru skóry. Ich imieniem nazwano kompleks sportowy, w którym trenują piłkarze. Bracia Céspedes są nierozerwalnie związani z Nacionalem, a Nacional z nimi.
7
Tragiczna historia braci Céspedes(wiecie gdzie czytać? no to czytajcie!):
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@Rastafarnianin
@Lionel_Messi10
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@patataj
@AssisMoreira
@Mixtape
7
@FCBparasiempre
Dawno, dawno temu, kiedy biały orzeł miał się dopiero wykluć a inne orły dopiero miały zacząć naukę latania, na świecie postrach siały trzy lwy. Trzy lwy zahartowane na białych klifach Dover nie miały sobie równych. Początkowo nie były w stanie się im przeciwstawić nawet czerwone smoki gniazdujące w Górach Kambryjskich. Jedynym, który potrafił ich powstrzymać, był czerwony lew, którego domem były zielone stoki Grampianów. Po kilku dekadach zażartych walk w Albionie lwy po raz pierwszy pojawiły się na kontynencie. W pierwszych dziesięcioleciach XX wieku kilkukrotnie odwiedzały stały ląd. Za każdym razem potwierdzały swoją wyższość. Radziły sobie z czarnymi orłami znad Dunaju czy z kogutami znad Sekwany. Nie straszne im były nawet czerwone diabły. Wydawało się, że nikt nie będzie w stanie nawiązać z nimi równorzędnej walki. Do czasu. Do czasu aż na ich drodze stanęli waleczni torreadorzy… Te trzy lwy to oczywiście piłkarska reprezentacja Anglii. Po raz pierwszy Wsypy Brytyjskie opuściła w 1908 r. W ciągu tygodnia odwiedziła Wiedeń, Budapeszt i Pragę. Rozegrała cztery spotkania. Wszystkie wygrała. Zdobyła 28 goli a straciła tylko dwa. Rok później Anglicy znowu pojawili się w Austro-Węgrzech. Znowu zdemolowali rywali, ale tym razem w trzech spotkaniach strzelili tylko 20 bramek i stracili aż pięć. Pokazali jednak piłkarzom z kontynentu, że sporo jeszcze muszą się nauczyć. Wrócili po ponad 10 latach. Ich przewaga nie była już tak ogromna. W 1921 r. wygrali jeszcze co prawda w Brukseli z Belgami 2:0, ale już dwa lata później starcie Trzech Lwów z Czerwonymi Diabłami zakończyło się remisem. Wynik ten podziałał mobilizująco na Anglików, bo w kolejnych 9 pojedynkach z zespołami spoza Wysp odnieśli komplet zwycięstw. Zbliżał się rok 1929, w którym po raz pierwszy mieli zmierzyć się z Hiszpanami, którzy znaczyli coraz więcej na piłkarskiej mapie świata. Rok 1929 zaczęli od kwietniowej porażki 0:1 ze Szkocją w Home Championship. W maju angielska reprezentacja rozpoczęła kolejne europejskie tournée. Podobnie jak w poprzednich latach ich rywalami były drużyny Francji i Belgii. 9 maja wygrali w Paryżu 4:1. Po meczu w The Times pisano o dość łatwym zwycięstwie, ale zaznaczano jednocześnie, że pod pewnymi względami gra była nieco rozczarowująca. Bardziej krytyczny był Daily Sketch and Graphic: ,,Anglicy nie grali za dobrze. Brakowało im prędkości i będą musieli się bardziej postarać, jeżeli chcą myśleć o pokonaniu Hiszpanii, która miesiąc wcześniej rozbiła Francję 8:1”– pisano. Dużo lepiej oceniano odniesione dwa dni później zwycięstwo nad Belgią. Anglicy wygrali w Brukseli 5:1, a prasa chwaliła grę reprezentantów: ,,Angielscy obrońcy z łatwością powstrzymywali belgijskich napastników, a po okresie silnego nacisku anglików, belgowie przegrywali we wszystkich elementach gry – pisano w The Times”. Jednym z wyróżniających się zawodników tamtego spotkania był George Camsell. Strzelił cztery bramki, dziennikarze chwalili jego pomysłowość, a Sketch nazwał go objawieniem. Niestety napastnik doznał w tym starciu urazu, który wykluczał jego udział w spotkaniu w Madrycie. Prasa zauważała, że to dla zespołu dotkliwa strata i obawiano się, że brak Camsella ze względu na jego siłę i waleczność będzie mocno odczuwalny. W Hiszpanii panowało przekonanie, że pojedynek z Anglią jest krokiem w kierunku umocnienia swojej pozycji na arenie międzynarodowej. El Mundo Deprotivo pisało, że grając przeciwko Anglikom, Hiszpania robi olbrzymi, transcendentalny krok. Może się wydawać, że Hiszpanie czuli się zaszczyceni samą możliwością gry z ojcami futbolu, ale wcale nie stali na straconej pozycji. W swoich poprzednich dwóch meczach zaprezentowali naprawdę solidny futbol. W marcu rozbili Portugalię 5:0, a w kwietniu nie pozostawali złudzeń Francuzom, których ograli aż 8:1. Choć w pamięci kibiców ciągle żywa była porażka 1:7 z Włochami na igrzyskach w Amsterdamie, to rezultaty odnoszone w 1929 r. dawały im powody do optymizmu. Smaczku zbliżającemu się spotkaniu dodawał fakt, że Anglicy, jak to Anglicy czuli się wyraźnie lepsi. Kiedy angielski kapitan Jack Hill wyraził przekonanie, że upał może mieć wpływ na wynik meczu, ale to oni wygrają, bardzo nie spodobało się to hiszpańskiej prasie. Pisano o niesportowym zachowaniu, małym szacunku dla rywala i arogancji Anglików. ,,Anglia całkowicie wierzy w zwycięstwo. nie możemy oprzeć się wrażeniu, że ich wiara wydaje się przesadzona. Broń Boże, żebyśmy śmiało mówili, że mamy przewagę na papierze. Gdybyśmy wygrali, nasz prestiż utrwaliłby się na całym świecie. Mogłyby minąć epoki i lata, mogłyby zdarzyć się rozmaite katastrofy, ale już zawsze Hiszpania byłaby „narodem, który pokonał Anglię”– pisało z emfazą El Mundo Deportivo. Warto również zauważyć, że jednym z najważniejszych nauczycieli w hiszpańskim futbolu był Anglik – Fred Pentland. Miał za sobą grę w kilku angielskich klubach, pięciokrotnie reprezentował swój kraj na arenie międzynarodowej. W 1914 r. zaczął trenować niemiecką kadrę olimpijską. Wkrótce jednak wybuchła wojna i został internowany. W obozie podzielił więźniów na zespoły i zorganizował mistrzostwa. Po wojnie prowadził reprezentację Francji, z którą dotarł do półfinału igrzysk w Antwerpii w 1920 r. Po tym turnieju przeniósł się na drugą stronę Pirenejów.
Objął stery w Racingu Santander, który należał wówczas do najlepszych klubów na Półwyspie Iberyjskim. Prowadził również Athletic Bilbao, Atlético Madryt i Real Oviedo. Był zwolennikiem gry krótkimi podaniami, skupiał się na technice i panowaniu nad piłką. Odradzał piłkarzom naśladowanie stylu gry Anglików, czyli prostej taktyki i gry długimi podaniami. Namawiał ich do wykazywania na boisku tej samej odwagi i determinacji, która przyniosła im sukces na igrzyskach w 1920. Otworzył Hiszpanom oczy na wiele futbolowych aspektów. Dziś może wydawać się to śmieszne, ale to on nauczył piłkarzy jak poprawnie wiązać buty. ,,Zacznijmy poprawnie wykonywać proste rzeczy i reszta sama do nas przyjdzie”– powtarzał. W 1927 r. zdobył z Atlético Campeonato del Centro, czyli regionalne mistrzostwo centralnej Hiszpanii, co było dużym osiągnięciem dla pozostającego w cieniu lokalnego rywala madryckiego klubu. Pentland cieszył się dużym uznaniem w kraju, a dla wielu piłkarzy był prawdziwym autorytetem. Miał niezwykły dar czytania gry. Zdobyte doświadczenie w angielskiej i europejskiej piłce było bezcenne. ,,Zawsze potrafił stworzyć drużynę, która łączyła w sobie męstwo ze stylem i szybkością– pisał o nim Jimmy Burns w piłkarskiej furii. Nie może więc dziwić fakt, że jego wiedza była bardzo pożądana przed starciem z Anglią. Hiszpański trener José María Mateos włączył go do sztabu szkoleniowego jako swojego osobistego doradcę. Mecz zaplanowano na 15 maja 1929 r. Miał zostać rozegrany na Estadio Metropolitano de Madrid, na którym swoje spotkania rozgrywało wówczas Atlético. Bilety zostały wyprzedane już na dwa dni przed meczem. Według różnych źródeł od 30 do 45 tys. kibiców pojawiło się na stadionie, żeby oglądać swoich ulubieńców. Mimo że było to spotkanie towarzyskie, to pojedynek z Anglikami wiele znaczył dla dumy narodowej Hiszpanów. Po raz pierwszy mecz reprezentacji był transmitowany w ogólnokrajowej rozgłośni radiowej. Wyspiarze nie byli przyzwyczajeni do gry w wysokich temperaturach. Niektórzy próbowali zarzucać Hiszpanom, że specjalnie ustalili godzinę rozpoczęcia meczu na popołudnie, ale wobec braku sztucznego oświetlenia trudno było o inną decyzję. Spotkanie miało rozpocząć się o godzinie 17:00. Słońce co prawda było już niżej nad horyzontem, ale upał nadal był odczuwalny. Przedmeczowe losowanie wygrali Hiszpanie. Wybrali swoją połowę, a Anglicy dostali piłkę i to oni mieli rozpocząć grę. Wtedy dużo większą rolę niż dzisiaj odgrywały warunki pogodowe. Stadiony były bardziej otwarte, a co za tym idzie wpływ wiatru czy promieni Słońca nie był bez znaczenia. W pierwszej odsłonie Anglicy mieli grać pod wiatr, a Słońce mieli za plecami.
Hiszpanie rozpoczęli mecz w następującym zestawieniu: Ricardo Zamora – Félix Quesada, Jacinto Quincoces, Francisco Prats, Martín Marculeta, José María Peña, Jaime Lazcano, Severino Goiburu, Gaspar Rubio, José Padrón i Mariano Yurrita. Drużyna angielska zagrała w składzie: Ted Hufton – Tommy Cooper, Ernie Blenkinsop, Fred Kean, Jack Hill, John Peacock, Hugh Adcock, Edgar Kail, Joe Bradford, Joe Carter i Len Barry. Anglicy rozpoczęli, ale to Hiszpanie jako pierwsi przeprowadzili groźną akcję. Severino Goiburu, który był jedynym amatorem na boisku, otrzymał piłkę od Gaspara Rubio, sprytnie przedryblował obrońcę i znalazł się w dogodnej sytuacji do oddania strzału. Niestety futbolówka po jego uderzeniu przeleciała nad poprzeczką. Wkrótce jednak angielscy pomocnicy zaczęli radzić sobie z hiszpańskimi atakami i świetnymi podaniami obsługiwali swoich napastników. Po jednym z nich Joe Bradford miał okazję wyprowadzić swój zespół na prowadzenie, ale przestrzelił nad poprzeczką. Hiszpanie nie dawali za wygraną i odpowiedzieli strzałem lewego skrzydłowego Mariano Yurrity, który jednak minimalnie przestrzelił obok słupka. Powszechna była wówczas opinia, że drużyny z kontynentu potrafią dobrze rozegrać piłkę, ale brakuje im dokładności i zimnej krwi pod bramką rywali. Wkrótce gra zaczynała przybierać spodziewany obraz. Anglicy w krótkim odstępie czasu dwukrotnie pokonali Zamorę. ,,Po dziewiętnastu minutach Anglia otworzyła wynik dzięki trafieniu Cartera. Adcock ograł kilku przeciwników i w końcu ładnie zacentrował piłkę, a piłkarz West Bromwich umieścił ją w bramce. Po podobnej akcji obu zawodników kilka minut później Carter strzelił drugiego gola– relacjonowano w Sporting Life. Prasa winą za pierwszą bramkę obarczyła José Maríę Peñę i jego złe podanie. Sugerowano też, że przy obu straconych golach Zamora był zbyt niezdecydowany. To z kolei zirytowało kibiców, którzy dali wyraz swemu niezadowoleniu gwiżdżąc i bucząc. Anglicy, mając dwubramkową przewagę, powinni spokojnie kontrolować przebieg spotkania. Wiele drużyn przy takim wyniku mogłoby się załamać, ale nie Hiszpanie. Wzięli się do roboty i starali się odrobić straty. Prasa nazwała to później heroicznym powrotem godnym prawdziwego ducha La Furia. The Telegraph pisał, że Anglicy nie docenili przeciwników, a hiszpańscy zawodnicy żarliwie walczyli o wyrównanie. Ich starania przyniosły efekt jeszcze w pierwszej połowie. Na dziesięć minut przed jej końcem Zamora podał do Marculety, który zagrał do Peñy. Ten posłał ją do Yurrity, który po dwójkowej akcji z Padrónem oddał ją Marculecie. Po jego długim podaniu piłkę przejął Lazcano i świetnie obsłużył Rubio, który niskim strzałem pokonał Huftona. Kilka minut później było już 2:2. Trójkowa akcja Lazcano – Goiburu – Rubio zakończyła się potężnym strzałem tego pierwszego. Kibice byli zachwyceni. Po 45 minutach Hiszpanie remisowali z wielką, niepokonaną Anglią 2:2.
Ich radość nie trwała jednak długo. Krótko po wznowieniu gry Anglicy zepchnęli gospodarzy do obrony. Zamora musiał wspinać się na wyżyny swoich umiejętności, żeby obronić strzały Hilla i Barry’ego. Goście dwukrotnie egzekwowali rzuty rożne, ale nie byli w stanie złamać hiszpańskiej obrony, w której wyróżniaj się Marculeta, nazywany przez The Times wieżą siły. W końcu jednak zasieki Hiszpanów zostały przerwane. Bramkarz Hufton przerwał hiszpańską kontrę, zagrał do kolegów, którzy błyskawicznie wyszli do przodu, a Hill w świetnym stylu zdobył bramkę ponownie dającą prowadzenie. Hiszpanie nie rezygnowali, ale czas nieubłaganie mijał. Do końca pozostawało niewiele ponad dziesięć minut. Anglicy czuli się już zwycięzcami i powoli odliczali minuty do końcowego gwizdka. Wtedy jednak gospodarze zerwali się do jeszcze jednego ataku. Akcję Anglików przerwał Quesada, zagrał do Pratsa, który podał do Marculeta. Ten oddał piłkę Goiburemu, który ściął do środka, wymienił podania z Lazcano, zszedł do boku i dośrodkował na głowę Rubio, który potężną główką dał wyrównanie swojej drużynie. Nie zapominajmy, że w drugiej odsłonie Anglicy grali pod Słońce, które było coraz niżej nad horyzontem i z pewnością nie ułatwiało rozegrania piłki. Rubio wprawił kibiców w euforię. Niesieni falą entuzjazmu rozradowani fani wbiegli na murawę. Każdy chciał dotknąć i wyściskać strzelca gola. Zamieszanie trwało dobrych kilka minut ale w końcu służbom porządkowym udało się ich usunąć z boiska. Anglicy byli zaskoczeni i ze zdumieniem przyglądali się sytuacji na boisku. Ich dekoncentrację wykorzystał Goiburu, którego później obwołano bohaterem meczu. Chwilę po wznowieniu gry ruszył na bramkę w niesamowitym tempie i nie dał szans bramkarzowi. ,,Hufton nawet nie drgnął, kiedy Goiburu pokonał go po prostu wspaniałym strzałem”– pisało el Mundo Deportivo. Hiszpania prowadziła. Tłum znowu próbował wbiec na boisko, ale tym razem służby porządkowe zdały egzamin. Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie. Trzy lwy poległy z rąk torreadorów niczym byki na korridzie. Anglicy ponieśli pierwszą w historii porażkę poza Wyspami Brytyjskimi. El Mundo Deportivo krzyczało w nagłówku: Hiszpania pokonała Anglię!, a na pierwszej stronie wydrukowano zdjęcia każdego hiszpańskiego zawodnika. ,,Na zwycięstwo Hiszpanii wpłynęło bardziej serce niż technika”– pisano. Anglicy byli w szoku. Spodziewali się dość łatwego zwycięstwa, byli pewni siebie, prowadzili grę, a mimo to przegrali. ,,Hiszpania grała dobrze i muszę przyznać, że nie spodziewałem się, że będą aż tak dobrzy. Nasza porażka naprawdę, naprawdę mnie rozczarowuje ale prawdą jest, że upał dawał się nam we znaki”– mówił po meczu angielski kapitan Jack Hill. Zamora zauważał, że zwycięstwo mogło być bardziej przekonujące, ale nikt nie może powiedzieć, że było dziełem przypadku. Według niego drużyna hiszpańska swoją postawą w drugiej połowie zasłużyła na zwycięstwo. Kilka dni po spotkaniu korespondent Daily Mail pisał: ,,Nigdy nie myślałem, że dożyję dnia, w którym zobaczę, jak jedenastu hiszpańskich piłkarzy upokorzy siłę(większą lub mniejszą)– angielskiej piłki. Większość gazet jednak ograniczała się do zdawkowych relacji o spotkaniu. Jonathan Wilson zwraca uwagę, że lekceważenie tego bądź co bądź historycznego meczu w angielskiej prasie, było jednym z najbardziej znaczących aspektów tamtego wydarzenia. Dużą rolę odegrały tutaj więzi historyczne, a także animozje między oboma narodami. ,,Wśród artykułów, które zdawały się ważniejsze od pierwszej porażki Anglii z zagranicznym zespołem, było wręczenie dużego zegara krykieciście Wally’emu Hammondowi, zwycięstwo Tottenhamu podczas ich tournée po Malcie nad reprezentacją wojsk lądowych 2:0, transfer Williama Hilla do Portsmouth ze Scunthorpe United oraz informacja, że pierwszy finał żeńskich amatorskich mistrzostw Wielkiej Brytanii w golfa zostanie rozegrany pomiędzy panną Joce Wethered a panną Glenna Collett”– pisał Wilson w ,,The Anatomy of England”: A history in ten matches. Hiszpanie pokazali, że są liczącą się siłą na kontynencie i nikt nie może ich lekceważyć. Przywrócili kibicom wiarę i udowodnili, że potrafią grać w piłkę. W kolejnym roku pokonali takie zespoły jak Czechosłowacja, Włochy czy Portugalia. Zwycięstwa te były cenne, ale jednak minimalne. Prawdziwym egzaminem miał się okazać dla nich rewanżowy mecz z Anglią. 9 grudnia 1931 r. na Highbury przegrali jednak aż 1:7, a Zamora rozegrał jeden z najgorszych meczów w karierze. Nadzieje hiszpańskich kibiców, że ich ulubieńcy przejmą od Anglików rolę hegemonów w światowej piłce, okazały się przedwczesne. Tymczasem angielscy kibice utwierdzili się w przekonaniu, że porażka w Madrycie była jedynie wypadkiem przy pracy. Historia jednak pokaże, że przekonanie Anglików o własnej wyższości okaże się zgubne, a najdobitniej udowodni to węgierska Złota jedenastka. Hiszpanie podważyli mit o niepokonanych Anglikach, a Węgrzy ostatecznie się z nim rozprawili.
5
Lwy poskromione przez torreadorów:
@Ogorinho1974
@patataj
@Rastafarnianin
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@AssisMoreira
5
@FCBparasiempre
15 maja 1901 r. urodził się Luis Monti, pomocnik. Czy każdy piłkarz marzy o tym, by zagrać w finale mistrzostw świata? Teoretycznie tak. Monti wystąpił w takim meczu dwukrotnie, ale… wyznał, że wolałby w nich nie uczestniczyć. Urodził się w Buenos Aires, w rodzinie z włoskimi korzeniami. Piłkarzami byli jego brat Enrique, wuj Juan oraz kuzyni Eusebio, Luis Pedro, Antonio i Mario. Przygodę ze sportem zaczął w Club Atletico Huracan. Zdobył z tym zespołem mistrzostwo Argentyny. Trzy kolejne tytuły wywalczył z San Lorenzo. Nic dziwnego, że był powoływany do reprezentacji. Zanim został medalistą mistrzostw świata, wywalczył dla Argentyny krążek na igrzyskach olimpijskich. W 1928 roku lepszy okazał się tylko Urugwaj. Do wyłonienia mistrza potrzebowano dwóch meczów. Pierwszy zakończył się remisem. W powtórce lepsi okazali się Urusi. Dwa lata później właśnie w Urugwaju odbyły się pierwsze piłkarskie mistrzostwa świata. Rozpoczęła się zabawa, która do dziś rozpala serca kibiców w każdym zakątku globu. W finale imprezy zagrały ze sobą te same zespoły, które walczyły o tytuł najlepszej drużyny igrzysk. Doszło do wielkiego rewanżu Argentyny z Urugwajem. Miejscowi kibice starali się uprzykrzyć życie gościom z Argentyny. Uciekali się do różnych, często nieczystych sposobów. ,,Mieliśmy dobrą drużynę, myślę, że byliśmy najlepsi na tych mistrzostwach. Ale już od pierwszego meczu, z Francją, lokalna publiczność urządziła nam piekło. Wyzywali nas, rzucali w nas czym popadnie, w nocy hałasowali pod naszymi oknami. To było straszne”–mówił napastnik Argentyny Francisco Varallo.
Nieprzyjemne sytuacje, które spotykały argentyńskich piłkarzy nasiliły się zwłaszcza przed finałem. Podobno do Montiego podeszli ludzie, którzy powiedzieli: ,,Jeśli Argentyna wygra finał, nie przeżyjecie, ty i twoja rodzina”. Te słowa podcięły mu skrzydła. Sprawiły, że przed najważniejszym wydarzeniem w karierze czuł ogromny strach. Bał się nie tylko o siebie, ale przede wszystkim o swoich bliskich. Przed ostatnim meczem turnieju Monti poprosił selekcjonera, by ten wykreślił go ze składu. W takiej sytuacji zastąpiłby go inny zawodnik grający na pozycji środkowego pomocnika, Adolfo Zumelzu. Był jednak kontuzjowany, przez co Monti nie miał wyboru. Musiał wyjść na boisko. ,,Bardzo się bałem. Grozili, że zabiją mnie i moją rodzinę. Byłem tak przerażony, że nawet nie myślałem, że gram w piłkę. Niestety zaszkodziłem moim kolegom” – wspominał bohater naszego tekstu. Monti w trakcie tego meczu nie był tym piłkarzem, którego znali i podziwiali kibice. Widać było, że przeraził się pogróżkami. Strach miał bardzo duży wpływ na jego grę. Cytowany już Varallo tak opisywał to, jak Monti wyglądał w spotkaniu o złoto: ,,Oddałby wszystko, by nie grać w finale. Nerwowy, płaczący i trzęsący się w szatni. Wyszedł na murawę, zapomniał o swojej brawurze i stał się „cieniem” na boisku. Nie powinien grać w tym finale. Był śmiertelnie przerażony”. Argentyna przegrała 2:4. Wydaje się jednak, że Monti, zamiast rozpaczy, czuł po tej porażce ulgę. Mógł być pewien, że złość urugwajskich fanów nie zostanie na nim wyładowana. Po latach wyznał, że żaden z jego kolegów nie pragnął zwycięstwa. Trudno powiedzieć, jak było naprawdę. Zastraszani byli niemal wszyscy Argentyńczycy, ale chyba żaden nie potraktował pogróżek tak poważnie jak Luis. Możemy tylko gdybać, co spotkałoby Argentyńczyków, jeśli by jednak wygrali. O powadze sytuacji świadczy fakt, że sędzia finału, Belg John Langenus zażądał dostarczenia łódki – na wypadek, gdyby konieczna była ucieczka przed rozwścieczonymi miejscowymi kibicami po końcowym gwizdku. W 1931 roku Monti został zawodnikiem Juventusu. Początki w Turynie były trudne. Argentyńczyk zjawił się w Italii z nadwagą. Aby się jej pozbyć, poświęcił się ostrym indywidualnym treningom. Biegał wokół boiska, mając na sobie… trzy wełniane swetry. Wszystko po to, by mocniej się pocić. Katorżnicze treningi dały pozytywny efekt. Forma wreszcie przyszła i na początku lat 30. Monti sięgnął ze Starą Damą po cztery z rzędu tytuły mistrza Włoch. Kiedy brylował na boiskach w Italii, otrzymał propozycję zmiany barw narodowych. W tych czasach było to dozwolone. Włosi budowali drużynę na mundial, który w 1934 roku miał odbyć się u nich. Już w latach 20. zaczęto we Włoszech szukać piłkarzy poza granicami kraju. Brano zawodników o włoskich korzeniach, a głównym terenem poszukiwań była Ameryka Południowa. Tomasz Wołek tak opisywał to zjawisko w książce „Futbol – historie prawdziwe”: ,,Wystarczyło stwierdzić, iż babcia lub pradziadek urodzili się w Palermo lub Turynie i już otrzymywało się status tzw. „oriundo”. Otwierało to pole do różnych nadużyć”. Pierwszym zawodnikiem, który zasługiwał na miano „oriundo” był Ermanno Aebi. Syn Szwajcara zadebiutował w kadrze w 1920 roku. Wkrótce Włochów zasilali kolejni piłkarze, głównie latynoscy. Przed mundialem w 1934 roku ciśnienie na sukces było ogromne. Mussolini nie wyobrażał sobie, aby najlepszą drużyną globu została inna reprezentacja niż Squadra Azzura. Do kadry dołączyli tacy argentyńscy piłkarze jak: Enrique Guaita, Raimundo Orsi czy Attilio Demaria. Ofertę przyjął również Monti. W 1932 roku zadebiutował w nowej reprezentacji. Na mundialu u siebie Włosi po prostu musieli wygrać. Mussolini nie brał po uwagę innego scenariusza. W artykule napisanym przez Michała Fabiana na portalu WP Sportowe Fakty przedstawiono dialog, który podobno miał miejsce przed turniejem. W rozmowie udział brali „Duce” oraz działacz włoskiej federacji. ,,Nie wiem, jak to zrobicie, ale Włochy muszą wygrać te mistrzostwa”– powiedział Mussolini. ,,Zapewniam, że wszystko, co w naszej mocy, będzie zrobione– odparł działacz. ,,Nie zrozumiał mnie pan dobrze. Włochy muszą wygrać te mistrzostwa. To rozkaz!– wypalił „Duce”. Wszystko sprzyjało gospodarzom. Także sędziowie. W ćwierćfinale Włosi zremisowali z Hiszpanią. Mecz należało zatem powtórzyć. W drugim spotkaniu Italia odniosła zwycięstwo, a duży udział „podobno” miał w nim arbiter. Tak opisywał sytuację Krzysztof Guzowski w 3. części serii „Piłka w grze”, wydanej przez „Rzeczpospolitą”: ,,Żeby duce nie był nieszczęśliwy, zadbano tym razem o odpowiedniego sędziego. Roland Mercet ze Szwajcarii najchętniej gwizdałby w czarnej koszuli, a skoro było to niemożliwe, na potrzeby gospodarzy oddał swój gwizdek. Kiedy Hiszpanie podchodzili pod włoską bramkę, natychmiast znajdował jakiś powód, żeby zatrzymać akcję. Za to Włochom uznał gola strzelonego przez Giuseppe Meazzę po faulu”.
Monti oczywiście znalazł się we włoskiej kadrze i przyczynił się do zdobycia przez nią tytułu najlepszej reprezentacji na świecie. W finale bowiem Italia pokonała Czechosłowację 2:1 po dogrywce. Historia się powtórzyła i nasz bohater znów musiał zmagać się ze strachem przed najważniejszym meczem turnieju. Lorena Monti, wnuczka mistrza świata, opowiadała jak przed pierwszym gwizdkiem w finale do szatni weszła osoba, która przekazała wiadomość od Mussoliniego. Miała ona następującą treść: będą konsekwencje, jeśli nie wygramy. Różne były wersje dotyczące sposób motywowania włoskich piłkarzy przez dyktatora. Niektórzy twierdzą, że „Duce” zajrzał do ich szatni w przerwie i powiedział: ,,Jeśli przegracie, niech Bóg ma was w swojej opiece”. Ponieważ na szyjach Włochów zawisły złote medale, żadnych konsekwencji nie było. Mimo wygranej Italii, Monti nie zaprezentował się dobrze. Presja znów miała negatywny wpływ na jego postawę. ,,W 1930 roku chcieli mi zrobić krzywdę, jeśli wygram finał. We Włoszech, cztery lata później, chcieli mnie skrzywdzić, jeśli przegram”– opowiadał reprezentant dwóch krajów. Luis Monti był we Włoszech bardzo ceniony. Zdawano sobie sprawę z tego, że jego gra miała duży wpływ na sukces reprezentacji Italii. Świadczą o tym słowa, jakimi opisywał go dziennikarz gazety „Tuttosport”, Giglio Panza: ,,Argentyna przysłała nam wielu wspaniałych piłkarzy, ale Luisito Monti był najlepszym ze wszystkich. Był jak wielu piłkarzy w jednym. Jak kilka pozycji na jednej pozycji. Jak różne serca w jednym ciele. Wspaniały piłkarz i wielki człowiek honoru”. Krótko po udanych mistrzostwach Monti doznał poważnej kontuzji. Miało to miejsce w spotkaniu z Anglią w Londynie. Z tego powodu wypadł z kadry na rok. Karierę zakończył w 1938 roku. Został trenerem. Prowadził kilka włoskich klubów, w tym Juventus, w którym występował jako zawodnik. W 1950 roku wrócił do ojczyzny. W Argentynie pracował w Club Atletico Huracan. Zmarł w 1983 roku w wieku 82 lat. Powodem śmierci był atak serca. Historia Luisa Montiego jest niezwykła. Tylko on zdobywał medale mistrzostw świata dla dwóch krajów. Prawdopodobnie pozostanie jedynym takim zawodnikiem już na zawsze, o ile nie nastąpi rewolucja w przepisach. Dodatkowo otoczka obu finałów i emocje, jakie towarzyszyły Montiemu są idealnym materiałem na film. Z jednej strony jest to historia wybitnego piłkarza, z drugiej zaś obraz człowieka, który nie do końca radził sobie z przerażającą presją i paraliżującym strachem.
Osiągnięcia i statystyki:
Osiągnięcia klubowe:
Huracan:
1 x mistrzostwo Argentyny (1921)
San Lorenzo:
3 x mistrzostwo Argentyny (1923, 1924, 1927)
Juventus:
4 x mistrzostwo Włoch (1932, 1933, 1934, 1935)
1 x Puchar Włoch (1938)
Osiągnięcia Reprezentacyjne:
Argentyna:
Złoty medal Copa America (1927)
Srebrny medal igrzysk olimpijskich (1928)
2. miejsce na mistrzostwach świata (1930)
Włochy:
Złoty medal mistrzostw świata (1934)
Puchar Europy Środkowej (edycja 1933-1935)
Osiągnięcia Trenerskie:
Juventus:
Puchar Włoch (1942)
8
Wybitne legendy futbolu:
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@patataj
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@kamyk_23
@DaPidejpi
@Rastafarnianin
11
Feliz cumpleaños panowie De Boer!
15 maja 1970 r. urodzili się holenderscy bracia De Boer. 15 stycznia 1999 r. FC Barcelona ogłosiła transfer braci Franka i Ronalda de Boer z Ajaxu Amsterdam do FC Barcelony. Za zawodników zapłacono odpowiednio 11 i 10 milionów euro. Louis Van Gaal, który był trenerem bardzo naciskał na zakup przede wszystkim obrońcy reprezentacji Holandii, brat przyszedł niejako w pakiecie. Guardiola tak podsumował transfer kolejnych graczy z Kraju Tulipanów do FC Barcelony: „Gdybym to ja był Holendrem, z trudem zaakceptowałbym ośmiu Katalończyków w Ajaksie ale jeżeli gra się dobrze i wygrywa, można zaakceptować wszystko”. Frank występował w Dumie Katalonii przez pięć sezonów i był podstawowym zawodnikiem, natomiast Ronald po dwóch mocno nieudanych dla siebie latach opuścił Camp Nou i przeniósł się do Glasgow Rangers gdzie stał się jedną z legend i ikon klubu z Ibrox Stadium.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
@DaPidejpi
@patataj
4
Niedowiary! 2:4 na Cornella El Prat w derbach, gdzie gospodarz broni się przed spadkiem to nawet by mi się nigdy nie przyśniło! No ale mamy to! Mamy w końcu 27 mistrzostwo Hiszpanii!! Madrid cabron saluda al Campeon!!! Barcunia Campeones!!! Campeeeeeooooooneeeeees!!!!!!!!!!!! A Robert Lewandowski ma już na koncie 365 goli na poziomie pierwszoligowym i do wielkiego Alfredo Di Stefano traci już tylko 9 goli a do Romario równo 10 goli! Ech bede nieprzytomny jutro w robocie ale co tam pierdzielić to!!! Barcunie jak się kocha to na całego!. i asta la muerte!!!!!!!!!
12
Żywe legendy polskiego futbolu:
14 maja 1962 r. urodził się Jan Urban. Świetny bramkostrzelny napastnik lub ofensywny pomocnik, którego gwiazda z równą mocą błyszczała na polskim podwórku, jak i poza granicami. Mimo to wiele osób do dziś twierdzi że talent Urbana nie został w pełni wykorzystany. Swoje występy w ekstraklasie rozpoczął od gry dla Zagłębia Sosnowiec. Nie były to jednak złote lata tej drużyny. Najwyżej udało jej się uplasować na 5 miejscu. W tej najszczęśliwszej od wielu sezonów kampanii sosnowiczan sam Urban jednak aż 11-krotnie wpisał się na liste strzelców. Dzięki temu na jego transfer zdecydował się Górnik Zabrze. Tutaj stworzył znakomity kwartet ofensywny z Andrzejami: Iwanem, Pałaszem i Zgutczyńskim. Każdy z nich uczestniczył w MŚ. Zbiegiem okoliczności debiut w barwach nowego klubu w Ekstraklasie wypadł w starciu z poprzednim zespołem. W czterech kolejnych sezonach ani razu dorobek indywidualny Urbana nie spadł poniżej 10 goli. W trzech ostatnich był najlepszym strzelcem Górnika, choć nie zawsze występował w najbardziej wysuniętej do przodu formacji. Najokazalej wypadł w sezonie 1987/88, gdy strzelił aż 17 goli, plasując się na 3 miejscu w klasyfikacji strzelców. Najpiękniejszą partie rozegrał jednak w początkach kolejnej edycji, gdy Górnik rozgromił 8:3 Szombierki Bytom. On sam przyczynił się do tego 3 prześlicznymi golami. Najpiękniejsza z nich zdobyta została przewrotką. Trzykrotnie też wówczas asystował. Urban świetnie grał również głową. Zdarzały się mecze ligowe, w których tą częścią ciała strzelał nawet 2 gole. Stąd porównywano go czasem do Szarmacha. Wraz z Górnikiem 3 razy z rzędu został mistrzem Polski. Dwukrotnie awansował z tym klubem do 1/8 PEMK.
W reprezentacji wystąpił na MŚ 1986. Trener Piechniczek stawiał na niego w każdym z czterech spotkań białoczerwonych podczas tego turnieju, w tym 3 razy w wyjściowym składzie. Jedyny wyjątek stanowiło starcie z Marokiem na otwarcie turnieju. Tu jednak znakomicie pokazał się jako zmiennik. ,,Dopiero wejście Urbana zmieniło nieco obraz gry”- opisywała ,,Trybuna Ludu”. Wcześniej był ważną postacią w końcówce eliminacji do mundialu. ,,Był to dla mnie najważniejszy mecz w dotychczasowej karierze. Chcieliśmy wygrać, nie udało się ale jedziemy do Meksyku. Owszem grałem twardo ale przecież Belgowie również nie przebierali w środkach”- opowiadał na gorąco po starciu z Belgią pieczętującym awans. Uznano go za najlepszego zawodnika tego meczu wespół z Młynarczykiem. W sumie w reprezentacji zagrał 57 razy, strzelając 7 goli. Brał też udział w MŚ-18 w 1981 r. Po wyjeździe z Górnika trafił do Hiszpanii. Był pierwszym piłkarzem wytransferowanym z Ekstraklasy do Primera Division. To właśnie tam zdobył się na wyczyn, który okrył go największą sławą. W barwach Osasuny Pampeluna uzyskał hat-tricka na Estadio Santiago Bernabeu przeciwko Realowi Madryt! Potem grał jeszcze w Realu Valladolid, CD Toledo oraz VFB Oldenburg. Na zakończenie kariery wrócił do Górnika. W ostatnim czasie stał się jednym z najbardziej cenionych trenerów ligowych. Z Legią Warszawa dwukrotnie sięgał po mistrzostwo Polski, tyle samo razy udało mu się zdobyć Puchar Polski. Z Wojskowymi oraz z Lechem Poznań zwyciężał w rozgrywkach o Superpuchar Polski. Oprócz tych dwóch zespołów prowadził jeszcze Polonie Bytom, Zagłębie Lubin, Osasune, Lech Poznań, Śląsk Wrocław a obecnie prowadzi Górnik Zabrze.
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
0
@Kapiczek Internetowe durnoty, którymi ja się nie bawie. Każdemu to się może zdarzyć, nawet jemu. Tak czy inaczej Samuel to był wybitną ,,dziewiątką" w historii, zwłaszcza w historii FC Barcelony i tego już mu nikt nie odbierze, na wieki wieków!
14
FC Barcelona odzyskała mistrzostwo Hiszpanii:
14 maja 2005 r. po remisie z Levante 1:1 w 36 kolejce Primera Division, Duma Katalonii sięgnęła po 17-te mistrzostwo Hiszpanii po sześciu latach przerwy. Dzień później wraz drużyną na ulicach miasta świętowało ponad milion spragnionych tytułów fanów. Fiesta skończyła się na Camp Nou, gdzie Samuel Eto’o po otrzymaniu mikrofonu zaintonował obraźliwą przyśpiewke: ,,Madrid, cabron saluda al Campeon!”(Madryt, rogaczu, pokłoń się mistrzowi). To wydarzenie stanowiło pożywke dla madryckich gazet, dla których ten wybryk stał się wydarzeniem tygodnia.
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Sensible
@Ogorinho1974
@Symson
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@patataj
9
Duma Katalonii w Copa del Rey:
14 maja 1922 r. FC Barcelona po raz czwarty w historii sięgnęła po Puchar Hiszpanii. W finałowym starciu w Vigo, Blaugrana pokonała Real Union Club Irun aż 5:1! Gole dla Barçy zdobywali: Torralba, Samitier, Clement Gracia oraz dwa gole genialny Paulino Alcantara. Zamieszki, do których doszło po meczu, łącznie z atakami na piłkarzy Blaugrany wywołały ogromne wzburzenie w Barcelonie. Wszystko to przełożylo się na pamiętne przywitanie drużyny. Przy Passeig de Gracia na zawodników czekało ponad 20 tysięcy ludzi. Tłum eskortował drużynę aż do placu Sant Jaume, gdzie została ona przyjęta przez burmistrza Ferrana Fabrę i Puiga, markiza d’Allela i prezydenta Mancomunitatu Josepa Puiga i Cadafalcha. Blaugrana wystąpiła w składzie: Zamora, Planas, Surroca, Torralba, Sancho, Samitier, Piera, Martinez, Gracia, Alcantara, Sagi Barba.
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@patataj
10
Kolejne trofeum w PZP:
14 maja 1997 Duma Katalonii zdobyła swój czwarty i zarazem ostatni Puchar Zdobywców Pucharów. Drużyna Sir Bobby’ego Robsona pokonała w drodze do finału AEK Larnace, Crvene Zvezde, AIk Sztokholm oraz AC Fiorentine. W decydującym spotkaniu na De Kuip w Rotterdamie Blaugrana pokonała w finale PSG 1:0. Katalończycy przybyli do Holandii na dwa dni przed meczem z czterogodzinnym opóźnieniem. Powodem był fałszywy alarm bombowy na pokładzie samolotu. Trener Robson denerwował się gdyż zespół chciał poświęcić popołudnie na odpoczynek. Mimo kłopotów Blaugrana zwyciężyła z ekipą Brazylijczyka Raia, który pokonał Barçe w Pucharze Interkontynentalnym w 1992 r. i w Lidze Mistrzów w 1995 r., za każdym razem strzelając gola. Jedynego gola w Rotterdamie zdobył w 37 minucie z rzutu karnego Ronaldo. To był ostatni występ Brazylijczyka w barwach Dumy Katalonii. Z trybun widowisko oglądał Van Gaal, który w przyszłym sezonie objął FC Barcelone. Bobby Robson był świadomy że jego posada wisiała na włosku i mimo zdobycia tego Pucharu został jednak zwolniony.
Wspomnień czar:
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
@DaPidejpi
@patataj
12
O tym się mówi, o tym się pisze, o tym trzeba wiedzieć!
14 maja 1994 r. FC Barcelona zdobyła czwarte z rzędu mistrzostwo Hiszpanii w niecodziennych okolicznościach. W ostatniej kolejce Blaugrana zgodnie z planem wygrała w ostatniej kolejce z FC Sevillą 5:2. To jednak jeszcze nie wystarczało bowiem liderem przed ostatnią serią spotkań było Deportivo La Coruña i wygrana na własnym stadionie z Valencią dawała piłkarzom z Galicji pierwszy w historii klubu tytuł. Na Estadio El Riazor długo jednak utrzymywał się wynik bezbramkowy. Wreszcie w ostatniej minucie meczu, Deportivo wywalczyło rzut karny. Podstawowy wykonawca ,,jedenastek” Donato został zmieniony a jego zastępca Bebeto odmówił podjęcia odpowiedzialności. W końcu odpowiedzialność na swoje barki wziął Serb Djukič, który uderzył jednak w środek bramki strzeżonej przez Vazqueza i bramkarz ,,Nietoperzy” nie miał problemu z obroną tego strzału. Duma Katalonii trzeci raz z rzędu zdobyła mistrzostwo dzięki wpadce rywali w ostatniej kolejce. Trzeba przyznać iż Ś.p. Johan Cruijff miał niebywałego farta i to aż trzy razy pod rząd!
@Lionel_Messi10
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Symson
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
0
@Mixtape O masz! No ale dajcie już spokój z tą ,,chińszczyzna"...
0
@Mixtape Co to znaczy OMG?