0

@adi7adi8 Nie do końca się zgodze że w obie strony...

0

@MesQueUnClub96 Wszędzie...

1

@Transu96 ,,sztangi"? jakiej znowu sztangi?

2

Skąd UEFA wytrzasneła tego sędziego we wczorajszym meczu Realu Madryt z Manchesterem City to ja nie wiem. Żeby Portugalczyk prowadził mecz Hiszpanów z Anglikami to coś nie bardzo...
Wcale się nie dziwie że ten typ sprzyjał ,,Los Blancos"...

0

Nie wiem skąd się wzioł i kim jest ten człowiek prowadzący mecz na Santiago Bernabeu ale bardzo wyraźnie pomaga gospodarzom. Jak to mawia mój stary dobry sąsiad: ,,Sędzia ch*j!"

6

Każdy stuprocentowy cule chciałby aby ,,Obywatele" pokonały ,,Los Blncos". Jednak im bardziej tego chcemy, tym bardziej możemy się przeliczyć! Królewscy w Lidze Mistrzów to zupełnie inna drużyna. Po prostu wypisz wymaluj: Doktor Dżekil i Mister hajd. Biorąc pod uwage rewanż to dzisiaj remis dla Obywateli będzie naprawde dobrym wynikiem a jak wygrają to tym lepiej Tak czy siak:
Vamos Pepito!, Vamos The Citizens! Vamos a ganar!

9

Kalendarium FCB:


9 maja 2018 r. FC Barcelona wysoko wygrywa na Camp Nou z Villareal CF 5:1 w 34(zaległej) kolejce Primera Division. Gole dla Barçy strzelali: Dembele(2), Coutinho, Paulinho oraz Messi. Tym samym Blaugrana umocniła się z 14 punktami przewagi nad drugim w tabeli Atletico a 25 w historii mistrzostwo Hiszpanii zapewniła sobie już 2 kolejki wcześniej.



@Monix10
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj

12

Żywe legendy niemieckiego futbolu:

9 maja 1945 r. urodził się Jupp Heynckes, były napastnik. W 2013 roku został wyróżniony jako Ehrenpreisträger (Odbiorca Honorowej Nagrody) w ramach obchodów 50-lecia Bundesligi. Jest również pierwszym niemieckim trenerem, który z Bayernem Monachium zdobył potrójną koronę: w Bundeslidze, DFB-Pokal i Lidze Mistrzów UEFA. Trofeum elitarnego klubu Europy zostało zapewnione dzięki zwycięstwu 2:1 nad Borussią Dortmund w finale Ligi Mistrzów na londyńskim stadionie Wembley. Jupp Heynckes wygrał już Ligę Mistrzów UEFA z Realem Madryt w 1998 roku. Był także zwycięzcą Bundesligi z Bayernem Monachium w 1989, 1990 i 2018 roku. Jupp Heynckes rozpoczął karierę piłkarską i trenerską w Borussii Mönchengladbach w swoim rodzinnym mieście, gdzie urodził się jako dziewiąte z dziesięciorga dzieci. Trenował także Athletic Bilbao, Eintracht Frankfurt, CD Tenerife, Benfikę, FC Schalke 04 i Bayer 04 Leverkusen. Po obu stronach trzyletniej kariery w Hannover 96, grał jako zawodowiec w Mönchengladbach od 1962 do 1967 i od 1970 do 1978. Poprowadził „Źrebięta” do czterech tytułów Bundesligi (1971, 1975, 1976, 1977), DFB-Pokal w 1973 i Puchar UEFA w 1975. Jupp Heynckes zagrał w 369 meczach Bundesligi (strzelając 220 goli) i był królem strzelców w 1974 i 1975. Z reprezentacją Niemiec, dla której rozegrał 39 występów (strzelając 14 goli ), Jupp Heynckes zdobył mistrzostwo Europy w 1972 roku i Puchar Świata w 1974 roku.


@AssisMoreira
@DaPidejpi
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
@patataj

4

Premierowe El Clasico w La Liga:

9 maja 1929 r. FC Barcelona pokonuje na Estadio Chamartin Real Madrid 0:1 w 11-tej kolejce Primera Division. Jedynego gola zdobywa w 83 minucie znakomity Kataloński napastnik Jose Sastre Perciba. To było pierwsze zwycięstwo nad ,,Królewskimi” w pierwszym historycznym sezonie Primera Division. Oczywiście w tym pierwszym sezonie triumfuje Duma Katalonii 2 punkty przed Realem Madrid oraz 5 przed Athletic Bilbao i Realem Sociedad. Oto historyczne składy:

Real Madrid: Cabo, Quesada, Urquizu, J.M.Pena, Prats, Esparza, L.Pena, Lazcano, Lozano, Rubio, Morera.

FC Barcelona: Platko, Walter, Saura, Samitier, Guzman, Castillo, Piera, Sastre, Arocha, A.Garcia, Parera.

@Lionel_Messi10
@Monix10
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj

0

@Salchent A to ciekawe bo myślałem że wynik zkręci sie wokół 2:2 i tak chciałem dzisiaj obstawić. Watpie by ,,Obywatele wygrali różnicą 2,3 goli... ale oczywiście chciałbym...

0

Jaki wynik(ale dokładny) przewidujecie w meczu Realu Madryt z Manchesterem City?

0

@Lionel_Messi10 A coż to się staneło że Brighton przegrał aż 1:5 z Evertonem? I to na własnym boisku? Przypadkiem nie pobili jakiegoś niechlubnego rekordu z tym Evertonem?

8

Wybitne legendy futbolu:

8 maja 1960 r. urodził się włoski obrońca Franco Baresi, mistrz Świata z 1982 r., Zdobywca Pucharu Mistrzów i Ligi Mistrzów-1989, 1990,1994 (AC Milan), Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego-1989 i 1990 (AC Milan), Zdobywca Superpucharu Europy-1989, 1990, 1994 (AC Milan), 6-krotny Mistrz Włoch, Zdobywca Pucharu Mistrzów i Ligi Mistrzów-1989, 1990,1994 (AC Milan), Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego-1989 i 1990 (AC Milan), Zdobywca Superpucharu Europy-1989, 1990, 1994 (AC Milan), 6-krotny Mistrz Włoch raz 4-krotny Zdobywca Superpucharu Włoch. W wieku 14 lat wstąpił do szkółki Milanu, w drużynie seniorów zadebiutował 4 lata później 23 kwietnia 1978 roku w meczu z Veroną. Nigdy nie był silny fizycznie jak wielu środkowych obrońców, nie imponował szybkością, ale zawsze przez cały mecz zachowywał koncentrację, nie pozwalając by coś go rozproszyło. Miał też zdolność "czytania gry", umiejętność ustawienia się na boisku, dlatego też jego ulubioną pozycją był libero, skąd widział wszystko co działo się na polu gry. Właśnie "brak budowy typowej dla obrońcy" spowodował, że w lokalnym rywalu Interze nie poznali się na jego talencie, przez co nie trafił do tego klubu jak jego brat Giuseppe.W sezonie swojego debiutu wywalczył z Milanem scudetto i jak się miało okazać był to na dłuższy czas jedyny sukces Włocha. Przeżył on w Rossonerich dwie dekady: najczarniejszą i najpiękniejszą. Właśnie zaczynała się ta pierwsza. W roku 1980 wybuchnął skandal z ustawianiem meczów. Zamieszany był w to m.in. prezydent Rossonerich i kilku graczy. Wśród nich nie znalazł się Franco. Milan został karnie zdegradowany do Serie B. Już w następnym sezonie wrócił na najwyższy szczebel, ale ponownie spadł. Mimo to Baresi nie opuścił Mediolanu. Jego dobra gra zaowocowała mianowaniem go na kapitana drużyny, którą pełnił przez następne 14 lat. W Serie B rozegrał 61 spotkań (4 gole).Tego samego roku (1982) pojechał na Mistrzostwa Świata, ale był tam tylko rezerwowym i nie zagrał ani minuty. Trener reprezentacji Włoch Bearzot stawiał na innych a do takiej roli Baresi był nieprzyzwyczajony. Dlatego też oświadczył, że dopóki nie zmieni się trener, on w reprezentacji nie zagra; słowa dotrzymał. Kosztowało go to absencję również na MŚ 86. Mimo tego rok 1986 był dla Baresiego szczególny. W tym to roku prezydentem Milanu został Silvio Berlusconi, potentat medialny, który zainwestował w klub wielkie pieniądze. I tak dla Rossonerich i Baresiego rozpoczął się najwspanialszy okres w historii klubu. Obrona z Tassotim, Costacurtą, Maldinim i naszym głównym bohaterem stała się jedną z najlepszych, jeżeli nie najlepszą defensywą w dziejach piłki nożnej. W czasie tej dekady Milan zdobył wszystko co było do zdobycia. Z reprezentacją nie wiodło mu się tak jak na arenie klubowej. Najbliżej wielkiego sukcesu był na ostatnich dla niego MŚ 94, gdzie to w finale Włochy uległy Brazylii w rzutach karnych. To właśnie przestrzelone karne najpierw Franco a później Roberto Baggio zadecydowały o porażce. Zajął też 3 miejsce na MŚ 90. Łącznie w reprezentacji rozegrał 81 meczów, z czego 10 na MŚ, strzelił jednego gola. Franco, jako obrońca, nie strzelał zbyt wielu goli, ale może pochwalić się niezwykłym wyczynem. W sezonie 1989/90 podczas meczu z Messiną w rozgrywkach o Coppa Italia Baresi zanotował hat-trick! Wprawdzie wszystkie trzy gole strzelił z rzutów karnych, ale to rzadki wyczyn - zwłaszcza dla defensora. W swej karierze rozegrał 470 spotkań w Serie A i zdobył 12 goli. Poza tym zanotował 61 spotkań w Serie B (4 gole), 97 w Pucharze Włoch, 69 w rozgrywkach o Europejskie Puchary, 5 w SuperPucharze Włoch, 6 w SuperPucharze Europy, 4 w Pucharze Interkontynentalnym, 1 baraż o miejsce w Pucharze UEFA i 3 spotkania w Mitropa Cup. Łącznie rozegrał 719 oficjalnych spotkań w barwach Milanu. Baresi zakończył karierę w 1997 roku. Na jego pożegnalny mecz przyszło ponad 50.000 tys. widzów, a transmisje przeprowadził między innymi Eurosport. W uznaniu zasług Silvio Berlusconi wręczył Beresiemu złotą piłkę oraz ogłosił, iż nikt więcej w Milanie nie założy koszulki z numerem 6. Przy okazji obchodów stulecia Milanu został wybrany najlepszych zawodnikiem w historii klubu. W sezonie 2002/03 rozpoczął samodzielną pracę trenerską jako opiekun Primavery Milanu.



@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@kamyk_23
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
@patataj

7

@FCBparasiempre

8 maja 1966 r. urodził się Claudio Taffarel, brazylijski piłkarz, który grał jako bramkarz i jest trenerem bramkarzy reprezentacji Brazylii i Galatasaray. Podczas 18-letniej kariery grał zawodowo w pięciu klubach, w tym w Parmie, Atlético Mineiro i Galatasaray. Zdobywca ponad 100 występów w reprezentacji Brazylii, pomógł drużynie narodowej wygrać mistrzostwa świata w 1994 roku, występując także w innych ośmiu głównych międzynarodowych turniejach w ciągu jednej pełnej dekady, przede wszystkim pomagając Brazylii zająć drugie miejsce w mistrzostwach świata w 1998 roku. Urodzony w Santa Rosa, Rio Grande do Sul, Taffarel rozpoczął karierę grając w Sport Club Internacional, ale pojawił się tylko w 14 meczach Série A podczas swojego pięcioletniego okresu, otrzymując jednak nagrodę Złotej Piłki za sezon 1988. W 1990 roku wyjechał za granicę i dołączył do Parmy AC we Włoszech, świeżo awansowanej do Serie A po raz pierwszy w jej historii; wystąpił we wszystkich 34 meczach ligowych w następnej kampanii, kiedy drużyna Emilii-Romanii zajęła szóste miejsce i zakwalifikowała się do Pucharu UEFA. W 1993 roku Taffarel, obecnie tylko rezerwowy w Parmie, podpisał kontrakt z innym zespołem Serie A, AC Reggiana 1919, gdzie był pierwszym wyborem w niewielkiej ucieczce przed spadkiem. Następnie wrócił do ojczyzny i przez trzy lata grał w Clube Atlético Mineiro. W wieku 32 lat Taffarel wrócił do Europy i dołączył do Galatasaray SK, zdobywając sześć głównych trofeów podczas swojej trzyletniej kariery, w szczególności dwa tytuły Süper Lig i Puchar UEFA 1999-2000 , pokonując Arsenal 4: 1 w rzutach karnych, gdzie został wybrany Zawodnik meczu (0-0 po 120 minutach); Karierę zakończył w wieku 37 lat w byłym klubie Parma, po półtora sezonu jako drugi wybór i po odrzuceniu oferty Empoli FC: zepsuł mu się samochód, gdy miał podpisać kontrakt, który później opisał jako „znak Boga”. W 2004 roku Taffarel ponownie dołączył do Galatasaray jako trener bramkarzy - pod wodzą byłego kolegi z drużyny Gheorghe Hagi - wracając do klubu na sezon 2011-12, ponownie z Fatihem Terimem jako menadżerem. Taffarel zadebiutował w reprezentacji Brazylii 7 lipca 1988 r. W Złotym Pucharze Dwustulecia Australii , grając we wszystkich czterech meczach i tracąc dwa gole, gdy jego drużyna wygrała turniej. Był także w bramce przyszłorocznego Copa América , który Brazylia również wygrała (w swojej dziesięcioletniej karierze wystąpił w pięciu edycjach tego ostatniego turnieju). Taffarel był starterem dla narodu podczas Mistrzostw Świata FIFA 1994 w Stanach Zjednoczonych, pozwalając tylko na jednego gola w pierwszej rundzie i dwa w fazie pucharowej, z wyłączeniem dwóch rzutów karnych w finale. Cztery lata później we Francji pomógł drużynie narodowej zająć drugie miejsce, w szczególności oszczędzając dwa rzuty karne w wygranym 4: 2 rzutach karnych z Holandią w półfinale.

Taffarel zagrał 101 razy z ,,Seleção” . Po przejściu na emeryturę w 2003 roku trener Carlos Alberto Parreira zaproponował zorganizowanie pożegnalnego meczu, ale zawodnik odmówił, stwierdzając, że nie jest zainteresowany takimi fanfarami; wrócił do gry u boku Romário pod koniec 2004 roku przeciwko Meksykowi, aby upamiętnić zwycięstwo w Mistrzostwach Świata w 1994 roku w Los Angeles Memorial Coliseum. Uważany za jednego z największych brazylijskich bramkarzy wszechczasów, Taffarel był znany jako racjonalny, konsekwentny i skuteczny bramkarz, z dobrą podstawową techniką bramkarza, który preferował raczej skuteczny niż spektakularny styl gry. Jego głównymi atrybutami były refleks, wyczucie pozycji i opanowanie w bramce, a także umiejętności zatrzymywania kar; ponadto był znany z tego, że był szybki, gdy schodził z linii, a także był wysoko ceniony za umiejętności z piłką u jego stóp. Jednak ze względu na niski wzrost czasami miał problemy z obsługą krzyży. Taffarel i jego były kolega z drużyny Atlético Mineiro, Paulo Roberto, założyli agencję graczy, skupiającą się głównie na obiecującej młodzieży. Podczas mistrzostw świata w 1998 roku, kiedy reprezentacja Brazylii trenowała na stadionie Trois-Sapins w Ozoir-la-Ferrière, na przedmieściach na południowy wschód od Paryża, burmistrz miasta zaproponował zmianę nazwy stadionu na jego imię. Obecnie pracuje jako trener bramkarzy w Galatasaray i reprezentacji Brazylii.

0

Luis Suarez zdobył wczoraj swojego 353 gola na poziomie pierwszoligowym i powolutku goni Roberta Lewandowskiego(363 gole) ale czy kiedykolwiek go dogoni?

16

Feliz cumpleaños Lucho!

Swoje 53 urodziny obchodzi dzisiaj Luis Enrique, ofensywny pomocnik, który swoją karierę zaczynał w Sportingu Gijon i z którego trafił do Realu Madryt. Na Santiago Bernabeu spędził 5 lat, lecz skłócony z zarządem zdecydował się na odejście do… FC Barcelony! Już w grudniu 1995 nastąpiły pierwsze kontakty Lucho z zarządem Blaugrany a 3 miesiące później przeszedł w tajemnicy testy medyczne w Madrycie. Luis rozbił aparat fotograficzny dziennikarza, który próbował mu zrobić zdjęcie w szpitalu i oświadczył że przechodził jedynie badania przed podpisaniem umowy ubezpieczeniowej. Oficjalne porozumienie nastąpiło dopiero 27 maja. Kibice Barçy początkowo byli sceptycznie nastawieni do jego osoby, jednakże w ciągu ośmiu sezonów stał się ulubieńcem cules a dzięki swojej charyzmie i waleczności został kapitanem drużyny. W 2004 r. zdecydował się na zakończenie kariery. Do klubu wrócił w 2008 r. obejmując stanowisko FC Barcelony B, z którą awansował do drugiej ligi hiszpańskiej. W 2011 r. został trenerem AS Romy, lecz po jednym sezonie podziękowano mu za współprace. Po roku przerwy trafił na ławke trenerską Celty Vigo, którą prowadził przez jeden sezon. Dalsze losy Lucho znamy chyba wszyscy?


@Lionel_Messi10
@Monix10
@Pawel13sz
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj

1

Przed nami 383 Superclasico w historii. Początek o 22.30. Tym razem na Estadio Monumental i zdecydowanym faworytem jest River Plate. Ja jednak po cichutku i z nadzieją na przynajmniej remis wyszeptam: Vamos ,,Bosteros"! Vamos a ganar!
Jaka szkoda że to jutro poniedziałek i trzeba wstawać raniutko do roboty. Aj, chyba raczej nie dam rady śledzić tego wydarzenia. Zresztą nawet nie wiem na jakiej stacji to ogladać, skoro nawet na tym strumyku nie ma...

1

@Lionel_Messi10 No oby, oby, bo nie chce mi się po nocy ogladać z komputera. Z telewizora dużo większy komfort ogladania :)

2

@Mixtape Ależ prosze uprzejmie. Tylko tak jak mówiłem, pamiętaj że nie w każdym komentarzu(a nawet dniu) będe cie oznaczał. Bardzo mi przykro ale mam obiecane do oznaczania bodaj 12 użytkowników(a z toba 13), więc zawsze będe musiał kogoś pomijać ale napewno o tobie nie zapomne!

3

@Sysia11 Mistrzostwa w Argentynie już za 2 tygodnie a ja nie widze na żadnym kanale transmisji. Czyżby nie było na polskiej stacji?

5

@FCBparasiempre
Dla zainteresowanych historią kibiców Derby County Ben Warren jest prawdziwą legendą. Choć od jego śmierci minęło już ponad 100 lat, to trudno przejść obojętnie obok jego tragicznej historii. Odszedł w wieku zaledwie 37 lat. Benjamin Warren urodził się 7 maja 1879 w Newhall. Ta mała podmiejska osada położna jest w pobliżu miasteczka Swadlincote w dystrykcie South Derbyshire w Anglii. Dzisiaj osada liczy niespełna 800 mieszkańców. 140 lat temu było ich z pewnością jeszcze mniej. W osadzie znajduje się Kościół Św. Jana i to właśnie w nim mały Ben został ochrzczony 4 kwietnia 1880 roku. Spisy ludności z tamtego okresu pozwalają znaleźć sporo informacji na temat rodziny Warrenów. Według takiego spisu z 1881 roku Benjamin jest trzecim z czwórki dzieci Josepha Henry’ego i Emily Sarah (z domu Staley). Jego ojciec jest kotlarzem. Mieszkają na Thorn Tree Lane w Newhall. Ze spisu przeprowadzonego 10 lat później dowiadujemy się, że Ben ma jeszcze czworo młodszego rodzeństwa. Państwo Warrenowie mają wówczas ósemkę dzieci. Kolejnych 10 lat później Joseph i Henry mają już 12 dzieci i mieszkają pod nowym adresem, przy Union Road 201 w Newhall. Młody Ben pracuje wówczas, podobnie jak jego ojciec, jako kotlarz. Ślub Benjamina z jego daleką kuzynką Minnie Staley odbył się 21 października 1902 roku w kościele Emmanuela w Swadlincote (ślub został zarejestrowany w Burton-upon-Trent, grudzień 1902). W tym czasie Ben już od czterech lat był piłkarzem pierwszej drużyny Derby County. Wcześniej grał w juniorskich zespołach w Swadlincote i Newhall, a następnie w już w „dorosłych” drużynach Newhall Town FC i Newhall Swifts FC. Działacze Derby County udali się do Newhall w maju 1898 roku, aby pozyskać zdolnego lewego obrońcę. Z czasem Warren zaczął grać na prawej stronie defensywy, stając się jednym z najlepszych na tej pozycji w całym kraju. Bazując na relacjach prasowych sprzed ok. 120 lat, można stwierdzić, że Warren był dobry w odbiorze piłki. Grał twardo, ale bardzo fair. Często włączał się do akcji ofensywnych, co nie było typowe dla obrońców w tamtym czasie. Słynął także ze starannej pielęgnacji swoich wąsów. Derby County, nazywane często The Rams, było wówczas ambitną drużyną, której marzyły się większe sukcesy niż wicemistrzostwo Anglii w 1896 i dwa przegrane finały Pucharu Anglii w 1898 i 1899. Za pierwszym razem lepsze w finałowym meczu lepsze okazało się Nottingham Forrest, a za drugim Sheffield United. W rozrywkach 1901/1902 Derby z Warrenem w składzie również dobrze radziło sobie w rozgrywkach Pucharu Anglii, a Ben imponował skutecznością. We wszystkich pucharowych meczach zdobył łącznie osiem goli. Barany wygrały kolejno z Blackburn Rovers 2:0, Lincoln City 3:1 i Portsmouth 6:3 (po wcześniejszym remisie 0:0). W półfinale Derby trafiło na Sheffield United, z którym miało rachunki do wyrównania. Spotkanie odbyło się w West Bromwich i zakończyło się remisem 1:1. W powtórzonym meczu rozegranym w Wolverhampton znów padł remis 1:1. Dopiero w trzecim spotkaniu (tym razem w Nottingham) piłkarze Sheffield okazali się lepsi i wygrali 1:0. W kolejnym roku piłkarze Derby byli jeszcze bardziej zdeterminowani, aby zwyciężyć w FA Cup. 2:1 ze Small Heath, 2:0 z Blackburn Rovers, 3:0 ze Stoke (gol Warrena) i 3:0 w półfinale z Millwall (znów bramka Warrena) dały The Rams awans do finału. Finał rozegrany na starym stadionie Crystal Palace w Londynie odbył się 18 kwietnia 1903 roku. Grające w błękitno-granatowych strojach Bury FC nie dało żadnych szans występującej w czerwonych koszulkach i czarnych spodenkach drużynie Derby County. Warren zagrał w spotkaniu jako prawy pomocnik w ustawieniu 2-3-5. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem Bury 6:0. W kolejnych latach, w których Warren by członkiem zespołu drużynie Derby nie udało się dotrzeć już do finału. Na zdobycie jedynego w historii Pucharu Anglii The Rams czekały aż do 1946 roku, a na mistrzostwo (jedno z dwóch) do 1972 roku. Warren grał w Derby do 1908 roku. W tym czasie uzbierał łącznie 242 ligowe spotkania. Jego kolegami z drużynami byli zawodnicy, którzy zapisali się złotymi zgłoskami w historii Derby County — Steve Bloomer (474 ligowych meczów), Jimmy Methven (458 meczów), Archie Goodall, młodszy brat Johna (380 spotkań), George Richards czy Charlie Morris.

Dobra i stabilna forma w meczach ligowych i pucharowych zaowocowała powołaniem Warrena do reprezentacji Anglii. 17 lutego 1906 w meczu przeciwko Irlandii (wtedy będącej jeszcze częścią Zjednoczonego Królestwa) Warren zadebiutował w kadrze, a Anglia wygrała 5:0. Spotkanie odbyło się w ramach 22. edycji British Home Championship — turnieju rozgrywanego między reprezentacjami z Wysp Brytyjskich. Warren zagrał także w wygranym 1:0 meczu z Walią i przegranym 1:2 spotkaniu ze Szkocją. Do 1 kwietnia 1911 roku Warren uzbierał w kadrze 22 mecze i zdobył dwie bramki — obie w spotkaniach z Austrią. Najpierw w 1908 roku trafił do siatki Austriaków w meczu wygranym aż 11:1, a rok później w rywalizacji zakończonej wynikiem 8:1 dla Synów Albionu. W ostatnim meczu, w którym grał Ben Warren, Anglicy zremisowali ze Szkocją 1:1. 28 lipca 1908 roku Chelsea zapłaciła drużynie Derby County 1000 funtów za pozyskanie Warrena. Chrapkę na Bena miały też Leicester Fosse (do 1919 nazwa dzisiejszego Leicester City) i Manchester City. Warren wybrał jednak Chelsea, ale odrzucił możliwość przeniesienia się na stałe do Londynu. Po każdym meczu w barwach Chelsea wracał do domu w rodzinnym Newhall. W barwach The Blues zadebiutował w meczu z Preston North End 1 września 1908 roku. Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, a Chelsea wystąpiła w następującym składzie: Jack Whitley – John Cameron, Thomas Miller, Ted Birnie, Robert McRoberts, Ben Warren, Norman Fairgray, Angus Douglas, Percy Humphreys, George Hilsdon, Jimmy Windridge. Warren bez trudu zdobył stałe miejsce w drużynie Chelsea, utrzymał także swoją pozycję w narodowej kadrze. Kolejny sezon(1909/1910) przyniósł Warrenowi pierwsze poważne problemy zdrowotne. Opuścił drugą połowę sezonu z powodu cysty (rodzaju torbieli) na boku tułowia. 4 grudnia 1909 roku Warren zagrał jeszcze w wygranym meczu Chelsea z Bristol City 4:1 (dwa gole słynnego Viviana Woodworda), a już 21 grudnia został zoperowany w szpitalu Świętego Tomasza w Londynie. Podczas drugiej części sezonu Warren tylko raz pojawił się na boisku — 7 marca w zakończonym bezbramkowym remisem meczu z Sheffield United. Dla Chelsea nie była to dobra kampania. Dziewiętnaste, czyli przedostatnie miejsce w tabeli oznaczało spadek do Second Divison. Sezon 1910/1911 już z w miarę zdrowym Warrenem Chelsea rozpoczęła od wyjazdowego zwycięstwa z jego byłym klubem, Derby County 4:1. Hat-tricka strzelił w tym spotkaniu George Hilsdon (prawie 100 bramek dla The Blues w zaledwie sześć lat). Warren również imponował swoją grą i ponownie stał się ważnym członkiem zespołu. Najczęściej grał na boku trzyosobowej linii pomocy. Chelsea radziła sobie nieźle, wygrywając m.in. 7:0 z Lincoln City czy 3:1 z West Bromwich. Ostatecznie jednak to ta ostatnia drużyna zajęła pierwsze miejsce w lidze i wywalczyła awans. Drugi był Bolton, a Chelsea dopiero trzecia. Na pocieszenie został tytuł króla strzelców dla Boba Wittinghama (31 goli). O krok od sukcesu The Blues byli też w FA Cup. Po pokonaniu Leyton Orient, Chesterfield Town, Wolverhampton i Swindon Town Chelsea znalazła się w półfinale krajowego Pucharu. Na St. Andrew’s Stadium w Birmingham rywalem Chelsea było Newcastle. Porażka 0:3 zakończyła marzenia ówczesnego drugoligowca o zdobyciu prestiżowego trofeum. Warren nie mógł wtedy wiedzieć, że więcej przed taką szansą już nie będzie dane mu stanąć. Sezon 1911/1912 był bardzo udany dla Chelsea. 54 punkty i drugie miejsce w tabeli dały upragniony powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej. Bob Wiittingham tym razem zdobył mniej bramek (26), ale i tak był najlepszym strzelcem zespołu. Prawie wszystko układało się po myśli fanów The Blues. Prawie. Dla Benjamina Warrena i jego rodziny jesień 1911 roku była początkiem koszmaru, który nie miał szczęśliwego końca. 28 października 1911 roku Chelsea wygrała 4:1 z Clapton Orient (ówczesna nazwa Leyton Orient). Jedna z prasowych relacji głosiła: ,,Wagę zwycięstwa podkreśla fakt, że zawodnik Ben Warren był w drugiej połowie tylko statystą”. Taki stan rzeczy spowodowany był kontuzją kolana, której doznał. Przypomnijmy, że w tamtych czasach nie było możliwości dokonania zmiany. Lekarze uznali, że jest to niewiele więcej niż rutynowa kontuzja, a artykuł z gazety The Evening Telegraph & Post z 22 listopada 1911 roku sugerował, że uraz Warrena nie jest poważny: ,,Ben Warren robi wielkie postępy. Stan kontuzjowanego kolana poprawił się znacznie szybciej, niż się spodziewano, a teraz Warren spokojnie ćwiczy, aby wzmocnić mięśnie. Oczekuje się, że za kolejne trzy tygodnie znów będzie w formie meczowej”.

Takie twierdzenia okazały się jednak nieuzasadnionym hurraoptymizmem. Kolano nie goiło się, jak należy. Warren im dłużej przebywał w szpitalach i był poza domem, tym bardziej martwił się, jak nakarmi swoją żonę i czwórkę dzieci. W ówczesnej rzeczywistości piłkarz, który nie grał, nie otrzymywał wynagrodzenia. Warren obawiał się nie tylko perspektywy przedwczesnego zakończenia kariery, ale także utraty zdolności do wykonywania jakiejkolwiek godziwej pracy. Kolejna miesiące przynosiły tylko gorsze wiadomości. Gazety donosiły, że u Warrena rozwinęła się „gorączka mózgowa”. Zdaniem prasy, Warren, wcześniej łagodny i kulturalny człowiek, „stał się bardzo dziwny a czasami agresywny”. 15 grudnia 1911 r. trafił do prywatnej kliniki. Rick Glanvill tak pisał o tym fakcie w oficjalnej monografii Chelsea FC: ,,Został przyjęty do prywatnej kliniki w Nottingham, cierpiąc na ostrą manię, urojenia, że został otruty oraz halucynacje słuchu i wzroku”. Wiedza o leczeniu tego rodzaju chorób na początku XX wieku była dużo mniejsza niż obecnie. Psychiatria budziła wówczas wielkie zainteresowanie naukowców, ale metody leczenia znacznie odbiegały od dzisiejszych. Warrenowi starano się zapewnić jak najlepsze warunki odzyskiwania zdrowia. Nie bez znaczenia było to, że piłkarz był znaną publicznie postacią. W lutym 1912 roku Warren musiał przyjąć kolejny cios. Mająca od lat problemy z płucami matka piłkarza, Emily zachorowała na grypę. Ciężki przebieg choroby oraz troska o swego syna doprowadziła panią Warren do śmierci. Pogarszający się stan Warrena skłonił lekarzy do decyzji o umieszczeniu Bena w zakładzie zamkniętym. ,,Ben Warren został przeniesiony z Nottingham do zakładu w Mickleover, bliżej jego własnego domu. Nadal daleko mu do wyzdrowienia— donosił „The Manchester Courier”, w poniedziałek, 11 marca 1912 roku”. Kontuzjowane kilka miesięcy wcześniej kolano Warrena miało się już zdecydowanie lepiej. Natomiast stan umysłu piłkarza Chelsea mógł budzić bardzo poważny niepokój. Po kilku miesiącach pobytu w zakładzie w Mickleover wciąż sprawny fizycznie Warren postanowił stamtąd uciec. Przyjrzyjmy się nieco dłuższemu cytatowi z gazety The Courierz 5 września 1912, aby przekonać się, jak skończyła się ta próba. Wczoraj rano, tuż przed drugą, na Derby Road w Nottingham miał miejsce niesamowity incydent. Uwagę przyciągnął nagi mężczyzna przechodzący między fontanną a główną bramą cmentarza. Inny mężczyzna, który akurat pił przy fontannie, zobaczył tajemniczą postać i był tak przerażony, że pobiegł za nią z pełną prędkością wzdłuż Alfreton Road. Pozostali przechodnie podążyli za tą postacią w dół Derby Road. Mężczyzna palił papierosa i nie miał na sobie nic poza kołnierzem i krawatem. Przechodząc Derby Road, zobaczył goniących go mężczyzn i krzyknął: „Dobranoc, Jack”. Przechodnie niespokojnie podążyli za nagim mężczyzną i zobaczyli, jak oddawał się dziwacznym wybrykom. Skakał po chodniku i jezdni, jakby się bawił w wyimaginowaną grę w piłkę nożną i wrócił drogą w kierunku mężczyzn. Mężczyźni podeszli do dziwnego „piłkarza”i spytali go, co robi. Powiedział im, że jedzie do Trent Bridge, aby zagrać w meczu. Musiał tam być o 15:30. Wkrótce przybył inspektor policji i przekonując nieznajomego, że zostanie zabrany na boisko piłkarskie, nakłonił go do udania się do Guildhall, gdzie mężczyzna podał nazwisko Ben Warren i powiedział, że mieszka w Derby. Kilkakrotnie nawiązał do gry w Derby County ze Steve’em Bloomerem i innymi znanymi piłkarzami, a później został rozpoznany przez dziennikarza jako słynny obrońca lub pomocnik. Żałosną sytuację Warrena tłumaczy fakt, że po opuszczeniu Derby County kilka sezonów temu przeniósł się do Chelsea, gdzie doznał urazu kolana, co wymagało operacji chirurgicznych. W końcu udał się do swojego domu w Newhall, a następnie do szpitala publicznego w Nottingham, gdzie przebywał kilka miesięcy i poinformowano go, że jego stan znacznie się poprawił. Warren, jeszcze tydzień temu, był w szpitalu psychiatrycznym hrabstwa Derbyshire w Mickleover, gdzie był przeniesiony z Nottingham. Uważa się, że uciekł z Mickleover i szedł pieszo do Nottingham, czyli odległość 20 mil. Kilka dni później po tych wydarzeniach w gazecie The Evening Telegraph and Post ukazał się zaskakujący artykuł. Autor tekstu sugerował, że Warren ma się coraz lepiej. Czytelnicy mogli dowiedzieć się, że Ben jest w dobrej formie fizycznej, znów jest dawnym sobą i wkrótce wróci do gry w Chelsea. Biorąc pod uwagę, iż kilka dni wcześniej Warren biegał nagi po parku w Nottingham, doniesienia gazety wydawały się mało wiarygodne i dawały fałszywą nadzieję wielbicielom jego futbolowego talentu. Dwa dni później sprawę skomentował pracownik Chelsea, A.J. Palmer, który bez ogródek stwierdził, że tekst, który ukazał się w gazecie, jest zwykłą bzdurą. ,,Chciałbym, żeby tak było, ale pewne jest, że Ben Warren nie będzie w stanie grać w Chelsea w tym sezonie i osobiście wątpię, czy kiedykolwiek będzie na tyle zdrowy, by grać w pierwszoligowym futbolu. Proszę publicznie zaprzeczyć tej pogłosce”. O tym, że rację miał raczej Palmer niż dziennikarz The Evening Telegraph and Post świadczyć mogą kolejne wydarzenia. Według personelu szpitala Warren uważał się za nieprzydatnego i często wspominał o tym, że popełni samobójstwo. Raz zdarzyło się, że podarł prześcieradła na strzępy i usiłował się powiesić. Jego stan nie poprawił się na pewno w związku z doniesieniami o wybuchu I wojny światowej i wysłaniu na front jego braci. Wszyscy przeżyli wojnę, choć brali udział w krwawej bitwie nad Sommą, w której śmierć poniosło ponad 400 tysięcy brytyjskich żołnierzy. Przebywający w zamkniętym zakładzie Ben nie doczekał końca Wielkiej Wojny.

W sierpniu 1916 roku u Warrena zaobserwowano niepokojący suchy kaszel, po dwóch miesiącach zdiagnozowano u niego gruźlicę. Wyczerpany psychicznie Ben nie miał siły walczyć z chorobą. 15 stycznia 1917 roku pół godziny przed północną Ben Warren został znaleziony martwy przez mającego nocny dyżur opiekuna. Zanim doszło do tego tragicznego wydarzenia, angielskie środowisko piłkarskie wyszło z inicjatywą udzielenia pomocy finansowej rodzinie Bena Warrena. W tym celu zorganizowano dwa mecze charytatywne. 27 kwietnia 1914 roku rozegrano mecz „Południe” kontra „Północ”. „Południe” wystąpiło w składzie: Molyneux (Chelsea); Shaw (Arsenał), Colclough (Crystal Palace), White (Fulham), Logan (Chelsea), Grimsdell (Tottenham Hotspur); Walden (Tottenham Hotspur), Woodward (Chelsea), Davis (Millwall), McFadden (Clapton), McNeil (Chelsea). W drużynie „Północy” zagrali natomiast: Pearson (West Bromwich); Crompton (Blackburn Rovers), Womack (Birmingham); Barbour (Derby County), Roberts (Oldham); Meredith (Manchester United), Shea (Blackburn Rovers), Osborn (Preston North End), Bache (Aston Villa), Henshall ( Notts County). Najpierw prowadzenia objęli piłkarze z północy(gol Bache’a) ale strzały McFaddena i Forda (wszedł z ławki) dały zwycięstwo „południowcom”. Najważniejsze było jednak to, że z biletów zebrano kwotę, którą po odliczeniu kosztów organizacji, w całości przekazano żonie piłkarza, pani Minnie Warren. Kilka dni później w Newhall zorganizowano mecz miejscowego zespołu Newhall Swifts z Derby County. Goście wygrali 4:1, jednak ponownie najważniejsza była kwota zebrana na rzecz żony i dzieci Bena Warrena. Łącznie z obu spotkań, a także z licznych datków uzbierano kwotę 613 funtów. Pogrzeb odbył się w Newhall, 18 lutego 1917 roku, w obecności dużej liczby żałobników. Warrena żegnała nie tylko rodzina i mieszkańcy Newhall, ale także przedstawiciele świata angielskiej piłki. W 1929 w tym samym grobie pochowany został najmłodszy syn Warrena, Grenville. Po latach (w 1963) spoczęła tam także żona Bena, Minnie. Przez wiele dziesięcioleci rodzinny grobowiec Warrenów był zapomniany i bardzo zaniedbany. Dopiero w ostatnich latach grób został uporządkowany przez krewnych. Dzięki miejscowemu historykowi Stuartowi Haywoodowi odsłonięto tablicę pamiątkową w miejscu urodzenia Warrena. Jego rodzinny dom został częścią szlaku edukacyjnego prezentującej dziedzictwo miasta Swadlincote i okolic. Mający już ponad 80 lat Stuart Haywood uważany jest za najlepszego znawcę życiorysu Warrena. W rozmowie z Derby Telegraph przyznaje, że stylem gry Ben Warren mógł przypominać Stevena Gerrarda, mimo iż grał na innej pozycji: ,,Oczywiście nigdy nie widziałem, jak grał i nie ma żadnych nagrań ale na podstawie doniesień o jego kondycji, nieustannym bieganiu, zdecydowanych interwencjach i celnych podaniach, jego styl był prawdopodobnie podobny do stylu Gerrarda. Piłkarskie tradycje w rodzinie Warrenów kontynuował syn Bena, Harry. Grał w drużynie Folkestone Invicta, w której z czasem został grającym menadżerem. Później prowadził też drużyny Chelmsford City, Southend United i Coventry City. Życiorys Bena Warrena to z całą pewnością historia tragiczna. Jego niewątpliwie udaną karierę sportową przerwał szereg następujących po sobie nieszczęść. Choć był przecież jednym z najbardziej znanych piłkarzy w kraju, to pomoc, której mu udzielono, nie wystarczyła, aby ocalić go przed chorobą psychiczną i śmiercią. Patrząc na tę historię z perspektywy ponad stu lat łatwo zauważyć, jak wiele zmieniło się w świecie futbolu od tamtego czasu. Zdrowie współczesnych piłkarzy monitorowane jest przez szereg specjalistów, a w razie problemów futboliści otaczani są troskliwą opieką. Warto pamiętać o tym kontraście i jeszcze bardziej docenić trud zawodników, którzy dostarczali kibicom rozrywki przed stu laty.


1

Osimhen nie strzelił karnego? W takim razie nie nadaje sie do FC Barcelony
To stwierdzenie napisałem oczywiście w formie ,,pół żartem, pół serio" ale napewno nie w całości w formie żartu...

0

@P33ck Przecież właśnie oznaczam go w każdym swoim komentarzu! więc o co chodzi?

0

Pawełku co z tobą? żyjesz? Gdzie się podział Paweł 13 sz?

12

Historia Barçy jakiej nie znacie a jaką może chcielibyście poznać:

W roku 1916(dokładną datą nie dysponuje), prawdopodobnie na przełomie kwietnia i maja, w popularnym barze kibiców ,,Izquierda” w dzielnicy Eixample w Barcelonie, działacze FC Barcelony zorganizowali swoje coroczne zgromadzenie. Spotkanie miało wyłonić nowy zarząd oraz zakończyć polemikę odnośnie do zachowania niektórych piłkarzy pierwszej drużyny w półfinale Pucharu Hiszpanii(15.04.1916). W tamtym dwumeczu Barça została wyeliminowana po rozegraniu dwóch dodatkowych spotkań z FC Madrid. Część barcelońskiej publiczności okazała niezadowolenie wobec boiskowej postawy niektórych zawodników w ostatnim meczu, który oznaczał wyeliminowanie Blaugrany po porażce 2:4. Wszystko to sprzyjało zmianom na czele klubu. Nowym prezydentem został Gaspar Roses i Arus, wówczas szef barcelońskiego Ratusza a niedługo potem deputowany do hiszpańskich Kortezów z ramienia Ligi Regionalistycznej. Aby rozwiązać sprawę z półfinałów, nowy zarząd, dowodzony przez Rosesa, postanowił zreformować drużynę, pozbywając się wielu piłkarzy, jak choćby braci Massana i sprowadzając innych. Klub opuścił również(tyle że dobrowolnie) legendarny Paulino Alcantara, który z powodów osobistych wrócił na Filipiny. Związek Esquerry, jak powszechnie zwany był bar, z Barçą nie skończył się wraz z tamtym zgromadzeniem. Trzy lata później klub znów zwołał swoich socios do lokalu przy Exaimple na zgromadzenie ogólne zarządu. Miało ono na celu poproszenie Gampera, by wrócił na stanowisko szefa klubu. Jak podają kroniki z tamtych lat, była to prośba jednogłośna i pełna entuzjazmu. Mimo to założyciel FC Barcelony odrzucił propozycje, w następstwie czego nowym prezydentem został Ricard Graells i Miro. Lokal, który w prasie nazywano mianem ,,pierwszorzędnej restauracji”, w 1923 r. stał się siedzibą Penyi Esquerra- jednego z pierwszych klubów kibica Barçy. Z dala od wszelkich konotacji ideologicznych jego nazwa odnosiła się tylko do miejsca, w którym spotykali się sympatycy klubu. Penya Esquerra, złożona wyłącznie z socios Blaugrany była pionierem wśród barcelońskich klubów kibica, które po latach zaczęły zrzeszać się wokół klubu. Do penyi należą honorowi barceloniści, tacy jak Delfi Vinyoles, Pere Lloveras czy Ernest Gassol ale także byli piłkarze, jak choćby legendarny Katalończyk Roma Forns.


@Symson
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Sensible
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj

12

Czy wiemy że...
7 maja 1972 r. Polska pokonała Bułgarie 3:0 w eliminacjach do Igrzysk Olimpijskich w Monachium po dwóch golach Banasia i jednym Marxa. „Sędzia wygrał mecz w Zagorze, a wam nikt tu nie pomoże” – głosił jeden z transparentów, trzymanych przez kibiców na trybunach Stadionu Dziesięciolecia. Trzy tygodnie po pamiętnej wyjazdowej porażce biało-czerwoni wzięli na Bułgarach srogi rewanż, a ojcem zwycięstwa był ten, którego gola w pierwszym meczu sędzia Victor Pădureanu nie uznał. Jan Banaś trafił do siatki dwa razy, swoje trzy grosze dorzucił Joachim Marx i Polakom przyszło już tylko czekać na wynik kończącego eliminacje spotkania w Burgos. Szczęśliwie amatorzy z Hiszpanii odebrali w nim punkt naszym głównym rywalom do awansu i to my pojechaliśmy na igrzyska w Monachium.

@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96

5

@FCBparasiempre
Jeśli tego dnia wstałbyś rano, kupił gazetę a potem czytał ją, popijając kawę, papier pachniałby jeszcze ciepłym drukiem. W końcu wyszedł spod prasy nad ranem. Wypiłbyś gorący łyk kawy i leniwie przełożył pierwszą stronę a pachnący druk oznajmiłby ci, że nie ma już nadziei. „Nie ma już nadziei… José Suñol i Pedro Ventura zostali rozstrzelani przez wichrzycieli”. Od momentu, gdy pierwsze wieści o zaginięciu i możliwej śmierci prezydenta Barçy dotarły do stolicy Katalonii, minął niemal rok. Przez cały ten czas była jeszcze nadzieja. „Domek Śmierci”- Sierra de Guadarrama, Wspólnota Autonomiczna Madrytu, 6 sierpnia 1936 roku. Prawdopodobnie był to przypadek. Strefy przejęte przez tę czy inną stronę konfliktu czerwoną linią obrysowuje się jedynie na mapach. Przed nimi nie widać żadnych granic, tylko porośnięte sosnami zbocza Sierra de Guadarrama, okalające drogę wiodącą ku A Coruñii. Samochód jedzie szybko, widać, że czterem mężczyznom, którzy nim podróżują zależy na czasie. Oprócz szofera w środku znajduje się Josep Suñol, prezydent FC Barcelony, jego przyjaciel, dziennikarz – Pedro Ventura Virgilli, i jeden wojskowy, mający ich ochraniać. Ta podróż nie ma jednak nic wspólnego z Barçą. Suñol, członek Republikańskiej Lewicy Katalonii, udał się do Walencji i Madrytu by skontaktować się z tamtejszymi przedstawicielami władz republikańskich na zlecenie Joana Casanovasa, prezydenta Katalonii. Teraz jadą właśnie ze stolicy Hiszpanii drogą w kierunku Galicji. Z północy nadeszły dobre wieści: siły Republiki zajęły Przełęcz Lwów. Suñol tuli do siebie skórzaną walizkę; w środku znajduje się 50 tysięcy peset, które mają zostać przeznaczone na opłacenie żołdu stacjonujących w tej strefie żołnierzy. Samochód przyśpiesza, żółto-czerwona chorągiewka senyery zaczyna trzepotać szaleńczo. Znajdują się 50 kilometrów od Madrytu. Przed nimi otwiera się droga przez Sierra de Guadarrama, w oddali widać już mały domek, wybudowany jako schronienie dla robotników drogowych. Prawdopodobnie był to przypadek. Żadna czerwona linia nie ostrzegła ich, że przekroczyli granicę strefy kontrolowanej przez Republikę. Nikt nie uprzedził, że wieści o zajęciu Przełęczy Lwów były jedynie optymistyczną pogłoską. Jest gorące, wibrujące popołudnie w samym sercu Hiszpanii. Przydrożny domek zbliża się szybko. O wszystkim przesądziły godziny. Jeszcze poprzedniej nocy niewielki budynek wzniesiony dla robotników znajdował się w rękach armii republikańskiej. Nocna potyczka sprawiła jednak, że okolice Sierra de Guardarrama, a wraz z nimi niepozorny domek przy drodze do A Coruñii, zostały przejęte przez nacjonalistów. Po latach miejscowi zaczną nazywać to miejsce Casita de la Muerte – Domkiem Śmierci. ,,Niech żyje Republika!” Nie wiadomo co kieruje Suñolem, gdy tym okrzykiem wita dowódcę oddziału frankistów. Nie miał pojęcia, że właśnie przekroczył granicę strefy republikańskiej, czy jednak nie zorientował się z kim ma do czynienia kiedy wysiadł z samochodu? Nie rozpoznał mundurów, nawet gdy nacjonaliści się zbliżyli? A może zrobił to tylko i wyłącznie po to, by zobaczyć na ich twarzach wyraz konsternacji? Chwilę później powód nie ma już najmniejszego znaczenia, liczy się tylko to, że Suñol przywitał oddział nacjonalistów republikańskim pozdrowieniem. Dowódca frankistów uśmiecha się, wita przyjezdnych surowym salutem. Prezydent Barcelony sięga do kieszeni, wyjmuje dokumenty, zaczyna tłumaczyć, że jest delegatem rządu pełniącym misję dyplomatyczną. Przez cały ten czas z twarzy dowódcy nacjonalistycznego oddziału nie znika uśmiech. Ruchem ręki zatrzymuje rozwijającą się tyradę Suñola. Daje znać, że wszystko rozumie – czterech podróżnych chroni immunitet dyplomatyczny. Zaprasza ich by weszli z nim do domku dla robotników, nie będą przecież rozmawiać przy drodze. Gdy upłynie kilkanaście minut i pięciu ludzi opuści niewielki budynek padnie tylko jedno zdanie, będące rozkazem: ,,Uformować pluton egzekucyjny!”


Pośród oddziału przebiega szmer, nikt z żołnierzy nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Nikt też jednak nie protestuje, po krótkiej chwili ociągania pięciu ludzi staje w linii, tworząc szpaler i przygotowuje broń. Suñol milczy, jego twarz wydaje się nie wyrażać żadnej emocji. Jedyne słowa padają z ust Pedro Ventury. ,,Jestem dziennikarzem! – krzyczy w stronę zwierzchnika oddziału. – Odpowiedzialni za moją śmierć poniosą konsekwencje.” ,,Nie potrzebujemy tu dziennikarzy – pada odpowiedź. – Na polu bitwy przydatni są tylko mężczyźni, którzy noszą broń.” Bezgłośne uniesienie ręki oznacza rozkaz. Zapada cisza a potem słychać już tylko dwa okrzyki, wydobywające się z dwóch różnych gardeł:


– Niech żyje Republika!


– Niech żyje wolna Katalonia!


Zbiegają się one w czasie z odgłosem wystrzałów. Chwilę później słychać jedynie głuche uderzenie czterech ciał. Zaraz ktoś zaciągnie je do domku, by nie zaczęły gnić w letnim słońcu, czekając na zaimprowizowany pochówek. W miejscu egzekucji, u stóp Casita de la Muerte, pozostaną zaledwie ciemne, zadeptane żołnierskimi butami ślady tężejącej krwi. Pierwsze pogłoski o śmierci prezydenta FC Barcelony, Josepa Suñola dotrą do stolicy Katalonii dwa dni później. Mimo to, przez najbliższych dziewięć miesięcy, będzie jeszcze można mieć nadzieję.


Barcelona, Katalonia, 2 maja 1937 roku. To mogło być zwycięstwo 5:0, ten magiczny wynik, który w przyszłości stanie się jednym najgłośniejszych w historii Barcelony. Tym razem tak jednak nie będzie, Gimnástico zdoła strzelić na Les Corts tę jedyną, honorową bramkę. Na zakończenie Ligi Śródziemnomorskiej, którą zdobędzie Barça. Ironia losu sprawi, że mimo iż na przestrzeni całych rozgrywek liderem był Español w ostatnim meczu tytuł powędruje do ich największego rywala. Los Pericos potkną się na Mestalla i oddadzą Barcelonie Ligę Śródziemnomorską. Rozgrywki, będące namiastką prawdziwej ligi w strefie republikańskiej. Barça zostanie ich pierwszym triumfatorem. I jedynym. Drugiego sezonu już nie będzie. Rok później siły nacjonalistów odetną Katalonię od reszty Republiki. Prezydent Suñol zaginął bez śladu. Po mieście, jak zaraza – z dnia na dzień coraz boleśniej, rozchodziły się plotki o jego śmierci. Barça została osierocona, jednak nie umarła, zadbało o to kilku ludzi, którzy od lat byli wewnątrz klubu. Rossend Calvet, Pere Ballarín, Manuel Bassols, Àngel Sánchez, Àngel Mur… Wspólnie przejęli władzę w Barcelonie, ogłaszając się Komitetem Pracowniczym, i obwieścili, że konfiskują klub i Les Corts. Zdążyli na czas, by uchronić Barçę przed interwencją anarchosyndykalistycznych organizacji CNT-FAI. Ligę Śródziemnomorską, znaną też jako liga Katalonia-Walencja, rozpocznie dwanaście drużyn: po sześć z obu tych federacji regionalnych. Nie wszystkim będzie dane ją ukończyć. Listopad przyniesie ze sobą falę bombardowań – z wody i z powietrza. Miasta walenckiego i katalońskiego wybrzeża ucierpią najbardziej. Ładunki wybuchowe zrzucone przez nacjonalistów, oraz ich sojuszników z Niemiec i Włoch, spadną także na Barcelonę i Walencję. Te miasta i ich drużyny wytrzymają ostrzał, jednak nie o wszystkich klubach z nadmorskich miast będzie można powiedzieć to samo. Hércules Alicante, Murcia i Cartagena będą musiały się wycofać, z powodu zniszczeń, których dokonają bombardowania. W okaleczonych miastach nie będzie już miejsca na futbol. Barcelona wytrwa, ukończy rozgrywki i w ostatniej kolejce w korespondencyjnym pojedynku pokonując rywala zza miedzy, sięgnie po tytuł. Jest początek maja, lato powoli wypiera wiosnę z katalońskiego wybrzeża. Za trzynaście dni do Ciutat Condal dotrą wieści o śmierci Josepa Suñola.


Dublin, Irlandia, sierpień 1936 roku. Irlandczyk z krwi i kości, Don Patricio. Tak zwą Patricka O’Connella, trenera Barcelony, na hiszpańskiej ziemi. Gdy lato 1936 roku przynosi ze sobą wojnę domową irlandzki szkoleniowiec spędza wakacje w rodzinnym kraju. Podobnie jak większość zagranicznych zawodników Barçy: Enrique Fernández odpoczywa w Urugwaju, Elemer Berkessy wyjechał na Węgry. Gdy prezydent klubu ginie bez śladu piłkarze, którzy znajdują się za granicą dostają z Barcelony taką samą wiadomość: nie wracajcie. Don Patricio marszczy wydatne brwi, gdy czyta wieści, które dotarły z klubu. Wiadomość, jaką otrzymał różni się od tej, którą wysłano do piłkarzy, jednak tylko nieznacznie. „Jeśli nie wrócisz – zrozumiemy”. Palce Irlandczyka rytmicznie wybijają rytm na drewnianym stole, gdy przez głowę O’Connella przetacza się gonitwa myśli. Za kilka dni Don Patricio znów będzie w Barcelonie. Kiedy Hiszpania przeżyje pierwszy rok wojny przed Paddym O’Connellem, jak nazywano go w ojczyźnie, pojawi się większe wyzwanie niż zdobycie z Barceloną Primera División czy jej namiastki, Ligi Śródziemnomorskiej. Siły nacjonalistów powoli odcinają Katalonię od reszty strefy republikańskiej. W 1938 roku Barcelona będzie już wyspą pośród morza pod kontrolą frankistów. Już w ’37 jedno jest pewne – kolejnej Ligi Śródziemnomorskiej nie będzie. Do końca wojny liczba socios FC Barcelony stopnieje do mniej niż połowy; starszych nie stać już na opłacanie karnetów, młodsi zamiast na stadion udają się na front. Barça, mistrzowska Barça, zawisa na skraju bankructwa. Zawodnicy zgadzają się na obniżenie pensji do minimum, jednak to nie wystarcza. Maj ’37, miesiąc zdobycia mistrzostwa, staje się dla Barcelony granicą nie do przekroczenia. Jeśli nic się nie zmieni, klub przestanie istnieć. Don Patricio był w stanie powieść klub do sportowych sukcesów, ale uratowanie przed upadkiem nie leży już w jego mocy. A może jednak?……gdy mecz o mistrzostwo z Gimnástico dobiega końca do szatni Barcelony wchodzi dziennikarz. Jest już późno, w pomieszczeniu zostało tylko dwóch ludzi: Calvet, sekretarz klubu, i grający na pomocy Pedrol. ,,Byliście już kiedyś w Ameryce – zagaduje. Nie. Ja jeszcze nigdy – odpowiada Pedrol. No, to teraz będziesz.” To stwierdzenie, nie pytanie. Papieros rozjarza się czerwono, gdy periodista zaciąga się, wdychając dym głęboko do płuc. ,,Ilu was jedzie?” – z jego ust wypływa jasna chmura.


Calvet nadal milczy. Z irytacją przeciera szkła okrągłych okularów. ,,Szesnastu – mówi Pedrol. Zobaczmy czy zgadnę kto. ,,Nie ma jeszcze potwierdzonego programu wyjazdu” – Calvet odzywa się po raz pierwszy, w jego głosie pobrzmiewa niecierpliwość. Dziennikarz zbywa to machnięciem ręki. ,,Nie ważne. Na bramce to będą Iborra i Urquiaga. Obrona: Zabalo, Rafa, Babot; w środku pola: Argemí, García, Balmanya, Bardina i Pedrol. Napastnicy: Ventolrá, Escolá, Gual, Barceló, Munlloch i Torredeflot. Mam rację?” Dym powoli rozpływa się po szatni… Nadzieja na uratowanie klubu przypłynie zza morza, dokładniej z Meksyku. Kataloński biznesmen na emigracji w kraju Azteków, były bejsbolista, Manuel Más Soriano, zaproponuje Barcelonie transatlantyckie tournée. Za dwa tygodnie gry w Meksyku klub ma otrzymać 15 tysięcy dolarów, to ogromna suma. Pieniądze na uratowanie klubu i wyjazd w bezpieczne miejsce z ogarniętej wojną Hiszpanii. O’Connell nie zastanawia się ani chwili.


Ocean Atlantycki, maj 1937 roku. Ángel Mur, człowiek odpowiedzialny za utrzymanie murawy Les Corts, niedawno zasnął na pokładzie. Gdy się obudzi odkryje, że spanie w południe, w promieniach ostrego słońca Atlantyku, nie jest dobrym pomysłem. Na razie jednak nie ma to dla niego znaczenia. Jego dłoń bezwładnie zwisa z leżaka nad książką, która właśnie zsunęła mu się z kolan. Tytuł na okładce głosi: Anatomia człowieka. Mur jest konsekwentny względem wszystkich decyzji, także tej podjętej kilkanaście dni wcześniej…… Twarz O’Connella przybiera niewzruszony wyraz. ,,Pojedziesz – stwierdza ze swoim twardym irlandzkim akcentem. Co ja będę robić w Ameryce? Przecież zajmuję się murawą. Pojedziesz z drużyną.” Don Patricio zdaje sobie sprawę, że pozostanie w Barcelonie nie jest teraz bezpieczne. Nie ma innej możliwości, Mur pojedzie do Meksyku. ,,Jako kto? – pyta zrezygnowany Ángel. Jako masażysta. Masażysta?! Przecież nie mam o tym zielonego pojęcia. To nic – nieugięty spokój O’Connella naprawdę może zirytować. – Nauczysz się. Jak? Kiedy? Wyjazd jest za kilka dni. Nauczysz się podczas rejsu. Dostaniesz podręcznik do anatomii.” Uśmiech Don Patricio potwierdza, że od tej decyzji nie ma odwołania. Ángel Mur, nowo mianowany masażysta FC Barcelony, popłynie do Meksyku… Dwa tygodnie, to miały być dwa tygodnie w kraju Azteków. Planowane pół miesiąca przerodzi się w cztery. Barcelona rozegra w Meksyku sześć przewidzianych spotkań, jednak oferty wciąż się mnożą a wieści dobiegające z domu wskazują, że nie ma się do czego śpieszyć. Sierpień przynosi ze sobą propozycję wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Kolejne cztery mecze do rozegrania w Brooklynie i Nowym Jorku. Kolejne pieniądze, które spłyną na konto we Francji, bezpieczne od przejęcia przez frankistów. To jedna z tych ofert, których nie da się odrzucić.


Nowy Jork, Stany Zjednoczone, 3 września 1937 roku. Ángel Mur schodzi z pokładu statku Iroquois na twardą ziemię nowojorskiego wybrzeża. Matko Przenajświętsza, co to był za rejs! Bóg jeden wie co na statku płynącym z Veracruz do Nowego Jorku robiły te wszystkie kobiety… Czy raczej skąd się tam wzięły – sam siebie poprawia w myślach, – bo w kwestii tego, co robiły trudno było mieć wątpliwości. Szesnastu zawodników Barcy i setki, całe setki Meksykanek na pokładzie okrętu płynącego przez Atlantyk. Mój Boże… trzeba było uważać gdzie się staje, żeby przypadkiem nie wejść na którąś z tych wszystkich przelotnych par, zabawiających się nawet na pokładowych deskach. Kiedy Mur schodzi na ląd Ameryki Północnej przez jego głowę przebiega jedna niesforna myśl: jakkolwiek udany nie byłby pobyt w Stanach Zjednoczonych i tak nie przebije podróży. Amerykański sen, będzie trwać jeszcze miesiąc, jednak tylko dla niektórych. Gdy tournée dobiegnie końca do Barcelony powrócą jedynie O’Connell, Calvet, Mur, Amoros – lekarz drużyny i czterech zawodników Barçy. Czterech z szesnastu, którzy popłynęli przez Atlantyk. Pieniądze zebrane podczas tej wyprawy okażą się zbawieniem. Koniec stycznia 1939 roku sprawi, że na ustach całego kraju będzie tylko jedno, wciąż powtarzane zdanie: Barcelona upadła! Dzięki Don Patricio choć miasto faktycznie upadnie, nie upadnie klub. Czterech z szesnastu… Aż dwunastu piłkarzy Barçy, którzy wsiedli na pokład transatlantyku wybierze wyganianie i amerykański sen. Niektórzy z nich postanowią powrócić do Katalonii po zakończeniu wojny, jak Josep Escolá, którego ta decyzja kosztowała rok zawieszenia. Inni nie wrócą nigdy.


Coyoácan, Meksyk, sierpień 2002 rok. ,,Wyjechałem na cztery tygodnie a spędziłem tu 65 lat… Josep Iborra i Blanco, niegdyś bramkarz FC Barcelony, potem konsul Hiszpanii w Meksyku. Jakie to wszystko zawiłe, jakie niespodziewane. W młodości mamy skłonność do myślenia, że możemy cokolwiek zaplanować. Co za arogancja. Josep Iborra nigdy nie planował, że sportową karierę zakończy w meksykańskim Puebla Fútbol Club. Teraz, po tylu latach, Pepe grzeje kości w cieple meksykańskiego słońca. Przychodzi mu na myśl, że tak naprawdę nie wiemy nic na temat tego, co może zdarzyć się jutro. Jak wtedy, gdy poszedł na obiad z Ramónem… To wspomnienie wywołuje w nim sprzeczne emocje. Zjedli paellę, jak przystało na dwóch Katalończyków, którzy znaleźli się z dala od domu. Nie było łatwo ją dostać. Po obiedzie poszli na kawę. Tamtego dnia nie zwrócił uwagi na to, że Ramón był jakiś dziwny, nie zwrócił do chwili kiedy przyjaciel wstał i oznajmił: ,,Pepe, muszę iść. Mam ważną sprawę do załatwienia…” Nawet nie dopił kawy. Roztargnionym gestem zostawił na stole banknot na opłacenie rachunku i wyszedł, nie mówiąc nic więcej. Ramón. Ramón Mercader. O tym, czym była ważna sprawa, którą jego przyjaciel miał do załatwienia, Pepe dowiedział się dopiero następnego dnia. Dowiedzieli się wszyscy, gdy odnaleziono ciało Lwa Trockiego z czekanem głęboko wbitym w jego czaszkę przez Ramóna Mercadera. Tamto wspomnienie, z nie do końca jasnego powodu, wywołuje teraz uśmiech na twarzy Pepe. Plany… arogancja wobec tego, co może przynieść nam życie. Dziewięćdziesięcioletni Josep Iborra uśmiecha się do meksykańskiego słońca i własnych wspomnień. Wie, że coraz szybciej zbliżają się ostatnie dni jego życia, które wcale nie było złe. Josep Iborra zmarł w Meksyku 17 września 2002 r.



6

Futbol w czasie wojny domowej w Hiszpanii część 3:

15 maja 1937 roku. Początek lata w Barcelonie. Drugiego lata wojny domowej.
Całą historie przeczytasz w odpowiedzi na mój komentarz.

@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?