FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
2
@Comentateiro W maju w 50-stopniowym upale? Jeśli się nie myle to uważam uważam że nigdy w maju nie było i nie będzie takiej temperatury. Podejrzewam że nawet latem nigdy w Polsce nie było takiej temperatury...
10
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
7 maja 1918 r. w Hajdukach Wielkich urodził się Henryk Alszer. Jeden z czołowych napastników chorzowskiego Ruchu w latach powojennych. Swoją piłkarską karierę rozpoczął w 1934 r. w RKS Hajduki. Później grał jeszcze w Hajduczance i KS CHorzów. Kiedy wybuchła wojna występował w zespole 06 Załęże. W czasie okupacji był zawodnikiem Bergknappen. To właśnie wojna zabrała mu najlepsze piłkarskie lata. Jako zawodnik niemieckiego klubu zyskał opinię niezwykle skutecznego napastnika, co zaowocowało powołaniem do reprezentacji Śląska. W 1944 r. został przymusowo wcielony do Wehrmachtu, ale wkrótce zdezerterował na terenie Francji i przedostał się do Wielkiej Brytanii. Tam zgłosił się jako ochotnik do służby w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. W 1945 r. występował we francuskim Lens, a później w szkockim Forres. Kiedy w 1946 r. na tournée w Szkocji przebywał Team Silesia, to do drużyny zgłosiło się kilku przedwojennych piłkarzy, którzy służyli u generała Andersa. Wśród nich był też Alszer. Podpisali karty zgłoszenia do Ruchu i wkrótce wszyscy pojawili się w Chorzowie. Alszer znakomicie rozumiał się z młodym Gerardem Cieślikiem. Kiedy Niebiescy pokonywali 5:0 kijowskie Dynamo, to właśnie ta dwójka była nieuchwytna dla zawodników rywali. Sam Cieślik wspominał, że to był chyba najlepszy mecz Alszera w klubowych barwach. W szczytowym okresie formy imponował szybkością i energią. Grał na środku ataku i był raczej egzekutorem niż konstruktorem akcji. Obok niego grali Cieślik i Breitner, z którymi stworzył trio ABC. Równie dobrze radził sobie jednak na prawym skrzydle. W zależności od sytuacji potrafił wrzucać miękkie centry w pole karne albo posyłać ostre, przeszywające piłki. Był filarem mistrzowskiego zespołu z lat 1951-1953. Już w 1950 r. próbował swoich sił jako trener – dojeżdżał wtedy raz w tygodniu do Głuchołaz, gdzie pomagał miejscowej Unii. W Ruchu grał do 1957 r., potem jako grający trener występował w Górniku Katowice i Pogoni Nowy Bytom. Fatalnie znosił podróże, nawet te samochodowe. Kiedy jego szkoleniowa kariera zaczynała się rozwijać, zginał tragicznie pod kołami samochodu 31 grudnia 1959 r. ,,Do tragedii doszło w Sylwestra, więc wielu myślało, że „Walek” był pijany. Zapewniam, że to nieprawda. Przyszedł do mnie wieczorem feralnego dnia, był zupełnie trzeźwy. Wybierał się dopiero na sylwestrową zabawę. Dla wszystkich, którzy go znali, była to wielka strata” – opowiadał jego przyjaciel Henryk Hajduk. W Reprezentacji rozegrał 13 meczów, strzelając 2 gole.
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
10
Debiuty żywych legend FC Barcelony:
7 maja 2002 r. w finale Pucharu Katalonii z FC Terrasa zadebiutował w pierwszej drużynie Barçy Andres Iniesta. 18-letni wówczas pomocnik wszedł na boisko w 49 minucie meczu przy stanie 1:1, lecz nie zdołał pomóc kolegom na tyle by zdobyć puchar. Barça niestety przegrała ten finał rzutami karnymi 4:1.
@Lionel_Messi10
@Monix10
@Pawel13sz
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
8
Duma Katalonii w finałach europejskich pucharów:
7 maja 1986 r. FC Barcelona przegrała finał Pucharu Europy Mistrzów Klubowych po rzutach karnych. Przeciwnikiem na rozgrywanym Ramon Sanchez Pizjuan obiekcie był mistrz Rumunii Steaua Bukareszt. Mecz zakończył się wynikiem 0:0 a dogrywka również nie przyniosła goli. Potrzebne były zatem rzuty karne. Bohaterem tych karnych został Rumuński bramkarz Duckadam, który obronił wszystkie 4 ,,jedenastki”, strzelane kolejno przez Alexanco, Pedraze, Pichiego Alonso i Marcosa. Bramkarz Barçy Urruti wybronił ,,tylko” 2 karne i Steaua wygrała 2:0, wywołując rozpacz na trybunach zdominowanych przez kibiców Blaugrany.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Symson
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
2
@insp1re Nie chciałbym być w skórze Osasuny gdyby ,,Biali" grali na 100%
1
Nie wiem jak ta Osasuna dotarła do finału ale niestety byli gorsi od Realu. Każda formacja była gorsza a defensywa Osasuny to woła o pomste do nieba! Przecież ,,Los Blancos" wchodzili w pole karne jak w masło, to się spokojnie mogło skończyć 4:1
0
Dlaczego nasza Iga nie gra po kątach tak jak Sabalenka, tylko środkiem.
1
@Bocheno1 Też mam taką nadzieje ale też mówią że nadzieja to matka głupich...
Oby w tym wypadku wyszło tak jak mówisz...
0
Ta pani Sabalenka wygląda jak chłop, wręcz jak robocop!
1
Czadu Iga, musisz Iga, kochamy cie Igunia :)
0
@FcPortoFan1999 Łukaszenka? a nie Sabalenka?
0
Skoro Ilkaj Gundogan nie umie strzelić rzutu karnego to znaczy że nie nadaje sie do FC Barcelony
1
@Mixtape Przyjąłem do wiadomości i będe się starał nie zapominać o tobie :)
5
@FCBparasiempre
Ostatnie miesiące były mocno rozczarowujące, a były zawodnik Betisu coraz mniej miejsca znajduje na boisku. Przed półfinałowym meczem Ligi Mistrzów z Manchesterem United Ricardo Oliveira mimo to wychodzi na jaw i do mikrofonów „Il Giornale” jasno mówi, że ma nadzieję zostać w Rossonerich. "Podoba mi się tutaj - zapewnia - i chcę zostać, aby pokazać, co potrafię. Ale zawodnik chce i musi grać więcej niż ja w tym sezonie. Myślę, że mogę grać u boku Ronaldo i mam potencjał, by grać z nim on, z Gilardino lub Inzaghim. Myślę, że mogę być starterem, ale trener tak nie myśli : szanuję jego decyzje, nawet jeśli nie zawsze się ze mną zgadzają”. Nawet ostatnią fazę Ligi Mistrzów Ricardo będzie musiał oglądać z trybun. Ancelotti będzie wolał Inzaghiego, który wrócił na szczyt i Gilardino. I będzie miał rację: Milan pokonał Liverpool 2:1 23 maja, zemścił się na Stambule i zdobył 7. Ligę Mistrzów/Puchar Europy w swojej historii. Oliveira jest oczywiście wśród zwycięzców , ale nie postawił stopy na boisku od drugiego meczu 1/8 finału przeciwko Celticowi. Zakończył ze skromnym bilansem 37 występów i 5 goli, z czego 3 w 26 występach ligowych, 2 w 5 meczach w Pucharze Włoch i żadnym w 6 ogólnych występach w Lidze Mistrzów. Wbrew oczekiwaniom jego los był już przesądzony: klub postanowił nie dawać mu kolejnej szansy i w czerwcu Galliani wysłał go do Realu Saragossa na wypożyczenie za 2 mln euro z prawem wykupu po 10. Wracając do futbolu bardziej mu odpowiadającego, bo mniej defensywnego i fizycznego, jak hiszpański, w drużynie Aragonii stworzy szanowany ofensywny duet z „Księciem” Diego Milito. W rzeczywistości obaj strzelili 33 z 50 bramek zdobytych przez drużynę , jednak nie na tyle, aby uniknąć degradacji. Oliveira zrewidował dwucyfrową liczbę bramek, zdobywając 18 bramek , ale ostatnia porażka 3:2 z Majorką (w meczu, w którym Brazylijczyk strzelił dwa gole) zadecydowała o spadku Realu Saragossa do Segunda División. Jednak 22 gole w 43 meczach sprawiły, że iberyjski klub wykorzystał kartę napastnika. 25 maja 2008 roku Real Saragossa wpłacił 10 milionów euro do kasy Rossonerich i przejął etykietę napastnika. Po 9 bramkach w 18 meczach w hiszpańskiej Serie B (i łącznie 31 bramkach w 61 występach dla drużyny) , Betis postanowił w styczniu 2009 roku odebrać syna marnotrawnego za 9 milionów. Oliveira zdobywa 6 goli w 16 meczach , którymi może pozdrowić nawet drużynę, która chyba przede wszystkim dała mu sławę, po 39 golach w 76 meczach. Rzeczywiście, jego czas w drogim europejskim futbolu dobiegł końca. Powita go Al-Dżazira , ambitny klub ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich , który latem 2009 roku zapłacił za niego dobre 15 milionów euro , aby przenieść go do lokalnej ligi. Na Bliskim Wschodzie napastnik, obecnie dwudziestodziewięcioletni, zna drugiego młodzieńca . W mistrzostwach, które są z pewnością mniej wymagające niż europejskie, dużo zdobywa i wygrywa. W szczególności z Al-Dżazirą, w ciągu czterech i pół roku, przeplatanego powrotem do San Paolo w 2010 roku (łącznie 15 goli w 29 meczach z El Tricolor Paulista) , Brazylijczyk zdobył 92 gole w 119 rozegranych meczach i dodaje do jego palmarès an Emirati Scudetto (2010/11) , 2 Puchary Prezydenta i Puchar Ligi . Na poziomie osobistym najlepszym rokiem jest rok 2015, w którym jest autorem 33 bramek w 37 meczach . Ponownie w Mistrzostwach Zjednoczonych Arabów Ricardo Oliveira również nosił koszulkę Al-Wasl od stycznia do czerwca 2014 (4 gole w 12 meczach) , zanim wrócił na stałe do ojczyzny. Złote lata w Betisie sprawiły, że Ricardo Oliveira również nosił koszulkę Brazylii . Trener wzywa napastnika. zielono- złoty Carlos Alberto Parreira w kadrze na Copa America 2004 . Zadebiutuje 8 lipca w meczu 1. rundy z Chile (1:0 dla Seleçao). W tej edycji turnieju napastnik rozegrał jeszcze 2 mecze. Występował na boisku w przegranym 1:2 meczu z Paragwajem, zawsze w fazie grupowej, oraz w meczu 1/8 finału z Meksykiem 18 lipca, w którym strzelił także pierwszego gola w rundzie pokerowej z Brazylią ( 4- 0). Potem zobaczył, jak jego koledzy z ławki rezerwowych docierają do finału, pokonując rywali Argentynę w rzutach karnych i zdobywając trofeum. W 2005 roku znalazł się w kadrze na rozgrywany w Niemczech Puchar Konfederacji . Wychodzi na boisko tylko w meczach z Grecją (zwycięstwo 3:0) i Meksykiem (porażka 1:0), ale i w tym przypadku może świętować ostateczne zwycięstwo w tytule dzięki 4:1, jakie daje Adriano i jego towarzysze Argentyna 29 czerwca.
Kontuzja kolana i trudności z powrotem do poprzedniego poziomu kosztowały Oliveirę utratę powołania na Mistrzostwa Świata 2006 w Niemczech i niedługo potem odejście zawodnika z Seleçao. Ale historia Ricardo Oliveiry i Brazylii jeszcze się nie skończyła: niesamowita forma na Bliskim Wschodzie pozwala mu wrócić do reprezentacji w wieku 35 lat, w 2015 roku, aby pomóc drużynie Dungi po cięciu Roberto Firmino. Strzela jeszcze 2 gole i jest również powołany na Copa America del Centenario w 2016 roku, ale w tym przypadku nowy problem fizyczny zmusi go do poddania się. Swoją przygodę w zielono-złotych barwach zakończył 30 marca 2016 roku z bilansem 5 bramek w 15 meczach oraz wygranym Copa America i Pucharem Konfederacji. Po powrocie do Brazylii w 2015 roku Ricardo Oliveira strzela serią bramek i ma fundamentalny wkład w Santos , wygrywając dwa kolejne mistrzostwa Paulisty (2015 i 2016). W złotym roku 2015, w wieku 35 lat, strzelił 37 bramek w 62 meczach, niesamowite liczby, które przywróciły go także do reprezentacji. Oliveira nadal zdobywa bramki dla Santosu, zespołu, który wprowadził go na wysokie poziomy, aż do 2017 roku , kończąc długą przygodę w różnych okresach z Peixe z dorobkiem 91 bramek w 171 występach. W wieku 37 lat ten, który był flopem w koszulce Rossonerich, nie myśli ani chwili o przerwaniu i rozpoczyna długą wędrówkę: gra przez 2 i pół roku z Atletico Mineiro (37 goli w 110 meczach) , również zdobywając tytuł Mineiro w 2020 roku , następnie gra w Coritiba (2 gole w 18 występach) od września 2020 do lutego 2021, następnie po rocznej przerwie spowodowanej pandemią, w São Caetano (bez gry, od stycznia do lutego 2022 ) i wreszcie dla klubu Athletic Minas Gerais , z którym właśnie grał w wieku 41 lat w Campeonado Mineiro do Interior ( 9 występów i jeden gol ), jednym z wielu turniejów, które przyciągają brazylijską piłkę nożną. Oliveira strzelił gola dla swojej drużyny 1:1 w pierwszym meczu przeciwko Caldense , podczas gdy w rewanżu Athletic zwyciężył w rzutach karnych, zdobywając tytuł po raz pierwszy. „Doświadczenie w Athletic było zapierającą dech w piersiach przygodą” – powiedział ekspert w rozmowie z „Globo.com” . Do klubu trafiłem w wieku 41 lat, po rocznej przerwie, a sztab szkoleniowy przestudiował konkretny plan treningowy dla mistrzostwo. Każdy dzień tutaj był dla mnie jak nowy początek i świetna okazja, aby wrócić do robienia tego, co zawsze kochałem, do gry w piłkę nożną. Powoli osiągnąłem najlepszą formę fizyczną i mogłem się do tego przyczynić. Jednak podczas swoich doświadczeń w Zjednoczonych Emiratach Arabskich Oliveira został pastorem ewangelickim : chrzci, odprawia msze i celebruje śluby , nawet swoich kolegów z drużyny. W tym swoim duchowym doświadczeniu płodny napastnik odkrył również, że ma wielką pasję do śpiewania : wraz z żoną Deborą w 2019 roku nagrał singiel „Te Amo, te Quero!”. 380 goli w 768 meczach rozegranych pomiędzy klubem a reprezentacją narodową sprawia, że Ricardo Oliveira jest drugim najlepszym strzelcem Brazylii, który wciąż jest aktywny, za Fredem. Największym żalem w karierze takiej jak jego pozostaje niemożność przebicia się we Włoszech.
10
@FCBparasiempre
6 maja 1980 r. urodził się brazylijski napastnik Ricardo José Dognella Lima de Oliveira. Jest jednym z najdłużej żyjących brazylijskich napastników, biorąc pod uwagę, że dzisiaj, w wieku 43 lat, nadal gra. Z 381 golami zdobytymi w swojej długiej karierze, jest drugim najbardziej skutecznym zawodnikiem za legendarnym Fredem . Wysoki i smukły (1 metr i 83 centymetry przy 78 kilogramach) Ricardo Oliveira w swoich złotych latach miał najlepsze cechy pod względem szybkości w krótkich strzałach i w progresji oraz oko do bramki. Wciąż potrafi się wykazać zarówno w polu karnym, jak i w strzelaniu ze średniej odległości. Zdobywał puchary i tytuły mistrzowskie w Brazylii, Hiszpanii i Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz był królem strzelców Copa Libertadores i azjatyckiej Ligi Mistrzów, a także ligi brazylijskiej . Jego talent oczarował także prezesa Adriano Galliani z Mediolanu, który sprowadził go do Włoch w 2006 roku z niewygodną etykietą „spadkobiercy Szewczenki”, gdy tylko został sprzedany do Chelsea. Jednak mimo udziału w zwycięskiej jeździe w Lidze Mistrzów dla Rossoneri , Oliveira, również dzięki nieoptymalnej kondycji fizycznej, nie będzie w stanie spisać się dobrze i już po jednym sezonie odejdzie z klubu. Ricardo Oliveira , urodził się w São Paulo. Jego rodzina jest bardzo biedna i w wieku 8 lat stracił ojca. W wieku 15 lat został zmuszony do bycia żebrakiem na ulicy, aby przeżyć. Jednak miłość do piłki nożnej uratuje go przed smutnym losem. „Pochodzę z biednej rodziny – powiedział w rozmowie z „Marcą” w 2008 roku . Musiałem prosić ludzi o jedzenie, bo byłem głodny. Chodziłem też zbierać rzeczy na ulicy, żeby je potem sprzedawać. Inni znajomi próbowali różne ścieżki: przemoc, napady rabunkowe, narkotyki. Nigdy tego nie robiłem. Nie miałem jedzenia, ale zawsze wstawałem, żeby coś zrobić”. „Nawet jeśli nie miał pracy, a ja wychodziłem na ulicę prosić o jedzenie lub pieniądze na światłach, nigdy nie szedłem kraść, żeby zabrać coś, co nie było moje. Moje dzieciństwo było bardzo skromne, z wielkimi trudnościami, ale przezwyciężyłem je dzięki mojemu wielkiemu marzeniu: zostać piłkarzem”. Od 1997 do 1999 grał w młodzieżowym sektorze Corinthians, z którym wygrał Copa São Paulo de Futebol Júnior , najważniejsze młodzieżowe rozgrywki piłkarskie w Brazylii w 1999 roku. „Timão – powiedział „SportNews” – był pierwszym klubem, który poprosił mnie o spróbowanie. W 1997 roku wszedłem do sektora młodzieżowego razem z 300 zawodnikami, ale w 1999 roku, po Copa São Paulo, zostałem zwolniony. Tak więc po 5 -6 miesiącach pojechałem do Portuguesa”. La Portuguesa, jego nowy klub, uwierzył w Ricardo i po niecałym roku w drużynie młodzieżowej, w 2000 roku zadebiutował w pierwszej drużynie. Młody napastnik od razu pokazał, że ma dobre średnie gole iw nieco ponad dwa lata strzelił łącznie 49 goli w 82 występach dla Rossoverdich. Te liczby zwróciły na niego uwagę tak dużego zespołu jak Santos , który zdecydował się go kupić w 2003 roku. W zespole, który należał do wielkiego Pelé, Ricardo Oliveira zyskuje wielki rozgłos. Zastępując Alberto został wyjściowym środkowym napastnikiem zespołu, przyczynił się do 2. miejsca w mistrzostwach Brazylii (14 występów i 4 gole) a przede wszystkim doprowadził Peixe golami do finału Copa Libertadores . Brazylijczycy ponieśli porażkę w podwójnej konfrontacji z Argentyńczykami z Boca Juniors (podwójny nokaut na 2:0 i 1:3), ale Ricardo Oliveira wciąż może świętować tytuł króla strzelców turnieju ex aequo z Marcelo Delgado dzięki 9 zdobytym golom.
W 2003 roku nadszedł czas, aby napastnik z Sao Paulo przepłynął ocean: w rzeczywistości podpisał kontrakt z Valencia Rafy Beniteza, który zdobył historyczny „dublet” , zdobywając Scudetto i Puchar UEFA , ten ostatni pokonując 2:0 „Olympique Marsylia. Ricardo Oliveira nie jest w kadrze Göteborga, ale nadal uczestniczy w szczególnie pozytywnym roku dla Nietoperzy z 29 występami i 9 golami. Jednak ostateczna eksplozja nastąpiła w sezonie 2004/05 , kiedy brazylijski napastnik przeniósł się do Betisu . Z zielono-białymi od razu strzelił 23 gole w 38 meczach, w tym 22 w La Liga, w których zajął 3. miejsce w tabeli Pichichi za Forlanem i Eto'o. Zespół zajął 4. miejsce w La Liga i zakwalifikował się do Ligi Mistrzów. Mało tego: Ricardo Oliveira poprowadził drużynę Serry Ferrer do sukcesu w Copa del Rey, zdobywając 4 gole w 8 meczach , z których najważniejszym jest pierwszy w finale na Vicente Calderón w Madrycie , w którym Andaluzyjczycy wygrywają 2- 1 dodatek na Osasunie. Brazylijczyk również zaczął dobrze w drugim sezonie w Andaluzji, zdobywając 7 bramek w 13 meczach, ale oto odcinek , który będzie oznaczał kolejne sezony. W Lidze Mistrzów, 1 listopada 2005 r., na Estadio Benito Villamarin w Sewilli zostanie rozegrany mecz pomiędzy Betisem i Chelsea. Było to tuż po 20 minutach pierwszej połowy, kiedy Oliveira został mocno zaatakowany przez portugalskiego obrońcę Ricardo Carvalho. Wślizg był na piłce, ale brazylijski napastnik upadł niefortunnie na boisku i doznał kontuzji prawego kolana . Musiał zejść z boiska na noszach, zastąpiony przez Daniego w 25. minucie , a konsekwencje były bardzo poważne: pierwsze badania lekarskie wskazywały na złamanie kolana i skręcenie więzadła, ale kolejne badania instrumentalne pogarszały sytuację. Ricardo Oliveira faktycznie zgłosił całkowite zerwanie więzadeł krzyżowych i częściowe zerwanie więzadeł bocznych . W rzeczywistości sezon napastnika już się skończył, Oliveira przegrywa również mistrzostwa świata 2006 z Brazylią i minie 6 miesięcy, zanim znów zobaczymy go na boisku. Napastnik ponownie pojawił się na murawie 19 marca 2006 roku w ekstraklasie, rozgrywając na stadionie Bernabeu cały mecz z Realem Madryt (0:0). Potem rozegrał jeszcze tylko jeden mecz, 16 kwietnia, z Celtą Vigo (0:2 na korzyść Galicji). Dla wszystkich jest jasne, że zawodnik nie jest już tym, czym był przed kontuzją i że powrót do dobrej formy zajmie mu trochę czasu. Statyczny, przewidywalny, ma niewielki wpływ. Po łącznie 15 meczach i 7 bramkach , wszystkie zdobyte przed wypadkiem, został sprzedany w kwietniu do rodaków z San Paolo , gdzie ma nadzieję spotkać się ponownie. Wpływ jest dobry: w mniej niż trzy miesiące Oliveira zdobywa 5 goli w 8 meczach ligowych i 2 gole w 4 meczach Copa Libertadores . W rozgrywkach Tricolor Paulista dociera do finału po pokonaniu Meksykanów z Chivas Guadalajara. Betis wezwał go z powrotem do Hiszpanii, Ricardo też chciał zagrać w finale, a brazylijski klub próbował przekonać Hiszpanów do przedłużenia wypożyczenia, ale bez powodzenia. Zawodnik późno wrócił do Sewilli i został ukarany grzywną , a São Paulo straciło trofeum na rzecz Internacional de Porto Alegre. Tymczasem Milan skupił się jednak na brazylijskim napastniku, który właśnie stracił Andrija Szewczenkę , który poleciał do Chelsea w Anglii za sumę 43 mln 300 tys. euro . Cios na poziomie technicznym, ale także porządna suma do reinwestowania na rynku transferowym. Poza tym, że klub był nieprzygotowany: Adriano Galliani nie spodziewał się pożegnania ukraińskiego napastnika i został zmuszony do znalezienia ważnej alternatywy w krótkim czasie. Tak zaczęły się długie negocjacje z prezesem Betisu Manuelem Ruizem de Loperą , który naturalnie próbował negocjować cenę, wiedząc, jaką sumę włożyli Rossoneri za sprzedaż ukraińskiego napastnika. Ostatecznie także dzięki dobrym stosunkom mediolańskiego klubu z Roberto de Assis , bratem Ronaldinho i agentem Ricardo Oliveiry oraz za jego pośrednictwem transakcja została sfinalizowana za kwotę 17 mln euro plus rezerwacja pomocnika Szwajcara Johanna Vogela.
Podczas gdy Szewczenko rozpoczyna swoją przygodę w The Blues prawą nogą, zdobywając Tarczę Dobroczynności, w Mediolanie Ricardo Oliveira jest jego wyznaczonym spadkobiercą. Kiedy zakup staje się oficjalny, atakujący wybiera koszulkę Shevy z numerem 7 i dumnie prezentuje ją w dniu swojej prezentacji. "Nie zawiodę kibiców - zadeklarował po przyjeździe do Włoch - cieszę się, że trafiłem do tak ważnego klubu jak Milan". Nieśmiały i raczej zamknięty w sobie, pierwsze letnie wypady wydają mu się kojące. Brazylijski napastnik robi dobre wrażenie na trenerze Carlo Ancelottim i kibicach Rossonerich, którzy mają nadzieję, że choć wyraźnie nie jest tak silny jak Szewczenko, to przynajmniej zapewni drużynie dobre zaopatrzenie pod bramką. Początek sezonu 2006/07 również jest dla niego zachęcający. Oliveira zadebiutował w Serie A 10 września pierwszego dnia, w którym Rossoneri zmierzą się z Lazio na San Siro . Nowy nabytek, który przejął Gilardino w 62. minucie, po zaledwie 8 minutach , po doskonałej trajektorii Andrei Pirlo z rzutu rożnego, dobrze uderzył głową i wprowadził Peruzziego na 2:0. Mecz zakończy się wynikiem 2:1 dla Diavolo, a dla Ricardo Oliveiry, który marnuje kilka okazji, które mogły dać mu bramkę, wydaje się, że to początek dobrej kombinacji z włoską drużyną. Zamiast tego, a fani wkrótce zrozumieją, że tak nie będzie. Pomimo znalezienia dużej przestrzeni po kontuzji Pippo Inzaghiego, Brazylijczyk nie spełnia oczekiwań. Wychodzi na boisko we wszystkich rozgrywkach, w których Rossoneri są bohaterami, oprócz mistrzostw, Coppa Italia i Ligi Mistrzów, ale jego proszek jest mokry. Prawdopodobnie to, co spotkało jego siostrę, która 4 października zostaje porwana w San Paolo przez zakapturzonych bandytów , dotyka również jego, odbiera mu pogodę ducha . Dziewczyna pozostanie w rękach porywaczy przez ponad 5 miesięcy, na szczęście 12 marca 2007 roku zostaje zwolniona. Faktem jest, że Ricardo nie jest przekonujący na boisku . Dezorientujący, gdy ma piłkę przy nodze, niecelny w strzałach od bramki, często przytłaczany w atakach obrońców przeciwnika, były Betis wpada w inwolucyjną spiralę. Od 23 listopada gol przeciwko Lazio pozostaje jego jedynym golem dla Włochów. ,,Od dawna nie strzeliłem gola i to nie jest dla mnie normalne - powiedział La Repubblica - Nigdy nie przydarzył mi się taki okres. Ale praca się opłaca, czuję to, Wszystko w porządku. Sceptycyzm w moich porównaniach? Nie ma to dla mnie znaczenia: minie, kiedy wrócimy na zwycięską drogę”. Niedługo potem sytuacja nieco się poprawiła: Oliveira otworzył wynik 28 listopada w rewanżu 1/8 finału Coppa Italia przeciwko Brescii (2:1) , a następnie przed Bożym Narodzeniem, 23 grudnia, powtórzył się w lidze przeciwko Udinese. Podnosi asystę Brocchiego i po dobrej kontroli szybkości klatką piersiową pokonuje De Sanctisa i jest 0-3. Za mało jednak dla tych, którym przyznano tytuł „wyznaczonego spadkobiercy Szewczenki”. Również z tego powodu w styczniu firma AC Milan ubiega się o przykrywkę , kupując Ronaldo „Il Fenomeno” , aw przypadku Ricardo Oliveiry możliwości popisu są znacznie ograniczone. Rzeczywiście, zawodnik był poszukiwany w styczniu przez Real Madryt, Milan był za sprzedażą, ale FIFA zawetowała ją, biorąc pod uwagę, że napastnik grał już w 2 klubach w tym samym sezonie. Jednak 25 stycznia Oliveira złożył swój podpis w pierwszym meczu półfinałowym Coppa Italia , zdobywając drugiego osobistego gola w meczu z Romą, prawdopodobnie najpiękniejszego w koszulce Milanu. Brazylijczyk kradnie piłkę Chivu i odlatuje wielkimi krokami w kontrataku, po czym pokonuje Curciego na najbliższym słupku. Rossoneri, prowadząc 2: 0 w pierwszej połowie, odzyskają równowagę, tracąc 2 bramki w drugiej połowie pierwszej połowy. Kończy się wynikiem 2:2, a w rewanżu Roma awansuje do finału dzięki wygranej u siebie 3:1. ,,Dobrze się spisaliśmy - stwierdził po meczu napastnik San Paolo dla "Sport Mediaset" - ale potem popełniliśmy kilka błędów i Roma jest za mocna. Wiemy, że jeśli pozwolisz im grać, są niebezpieczni. 17 lutego numer 7 zdobywa swoją trzecią i ostatnią bramkę w Serie A w brawurowym remisie 3:4 ze Sieną: asysta Ronaldo i uderzenie prawą nogą, które lekko odbite przez bramkarza wślizguje się w lewą stronę.
10
Żywe legendy brazylijskiego futbolu:
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
8
@FCBparasiempre
6 maja 1953 r. urodził się Graeme Souness, szkocki pomocnik. Jako nastolatek podjął treningi w lokalnym klubie North Merchiston. Z czasem trafił jednak do młodzieżowej drużyny Tottenhamu Hotspur. W 1968 roku w wieku 15 lat podpisał profesjonalny kontrakt z tym klubem. Swoimi umiejętnościami nie przekonał do siebie menedżera klubu, Billa Nicholsona i nie zdołał zadebiutować w First Division. Zaliczył zaledwie jedno spotkanie w Pucharze UEFA wchodząc na boisko jako rezerwowy. Skłócony z Nicholsonem, Graeme opuścił klub w 1972 roku. Mając 19 lat wyjechał do Kanady i zaczął występować w tamtejszym klubie Montreal Olympique w rozgrywkach North American Soccer League. Wystąpił w 10 meczach ligowych (na 14 kolejek), zdobył 2 gole i wybrano go do jedenastki sezonu ligi. W 1972 roku Souness powrócił do Wielkiej Brytanii i za 30 tysięcy funtów przeszedł do Middlesbrough, występującym wówczas w Second Division. W „Boro” zadebiutował 6 stycznia 1973 roku w przegranym 1:2 meczu z Fulham rozegranym na Craven Cottage. Do końca sezonu wystąpił w 9 spotkaniach, ale już w sezonie 1973/1974 był podstawowym zawodnikiem drużyny. 11 grudnia zdobył swojego pierwszego gola w lidze w wygranym 3:0 meczu z Preston North End na Ayresome Park. W pierwszym sezonie zajął z Middlesbrough 4. pozycję w lidze, ale już w swoim drugim wraz z zespołem prowadzonym przez Jacka Charltona wywalczył awans do First Division (w ostatnim meczu sezonu wygranym 8:0 z Sheffield Wednesday Souness zdobył hat-tricka). W Middlesbrough Szkot spędził jeszcze cztery sezony. Przez ten okres wystąpił w 176 ligowych spotkaniach i zdobył w nich 22 gole. W 1977 roku Liverpool F.C. prowadzony przez menedżera Boba Paisleya zdobył Puchar Europy. Paisley zdecydował się na uzupełnienie zwycięskiego składu, a wybór padł na trzech szkockich piłkarzy. Środkowy obrońca Alan Hansen przybył z Patrick Thistle za 100 tysięcy funtów, a Kenny Dalglish, reprezentant Szkocji - z Celticu za 440 tysięcy funtów (nowy rekord na Wyspach). Ostatnim, trzecim transferem był zakup Sounessa, który przybył z „Boro” za 350 tysięcy funtów (rekord klubowy) i 10 stycznia 1978 podpisał kontrakt z „The Reds”. W nowym zespole Graeme zadebiutował 14 stycznia 1978 w wygranym 1:0 meczu z West Bromwich Albion rozegranym na stadionie The Hawthorns. Natomiast swojego pierwszego gola zdobył strzałem z woleja, 25 lutego, gdy LFC pokonał na Anfield odwiecznych rywali Manchester United 3:1. Od początku pobytu w Liverpoolu Souness zaczął grać w wyjściowej jedenastce. 10 maja wystąpił w podstawowym składzie „The Reds” w finale Pucharu Europy na Wembley. Asystował przy golu Dalglisha, dzięki któremu Anglicy pokonali 1:0 belgijski Club Brugge i sięgnęli po drugi z rzędu puchar, a pierwszy w karierze Sounessa. W lidze Liverpool zajął 2. miejsce zostając wicemistrzem (7 punktów za Nottingham Forest. W sezonie 1978/1979 Souness po raz pierwszy w karierze wywalczył mistrzostwo Anglii, a jego udział w tym sukcesie to 41 rozegranych meczów i osiem strzelonych bramek. Rok później wraz z kolegami z zespołu ponownie świętował tytuł mistrzowski - tym razem jego dorobek to 1 gol w 41 ligowych meczach. Natomiast w 1981 roku Szkot osiągnął dwa kolejne sukcesy. Najpierw sięgnął po Puchar Ligi Angielskiej, a następnie wystąpił w finale Pucharu Europy z Realem Madryt. Na Parc des Princes w Paryżu ,,The Reds” zwyciężyli 1:0 po golu Alana Kennedy’ego, a Souness wystąpił przez pełne 90 minut. Wcześniej w ćwierćfinałowym spotkaniu z CSKA Sofia, wygranym 5:1, zawodnik ten uzyskał hat-tricka.
W sezonie 1981/1982 Paisley mianował Sounessa kapitanem zespołu i zastąpił on tym samym Phila Thompsona. Pod kapitańską opaską Sounessa Liverpool wywalczył kolejne trofea. Było to mistrzostwo i Puchar Ligi. W 1983 „The Reds” powtórzyli oba sukcesy, jednak po finale Pucharu Ligi na Wembley (2:1 z Manchesterem United) Souness zrzekł się opaski. W 1984 roku zdobył swoje piąte mistrzostwo Anglii, a także swój trzeci Puchar Europy. Wystąpił przez 120 minut meczu z AS Roma. W serii rzutów karnych pewnie pokonał Franco Tancrediego i Liverpool zwyciężył. Do 1984 roku Souness rozegrał 358 meczów dla Liverpoolu i zdobył 56 goli. W 1984 roku Souness opuścił Liverpool i podpisał kontrakt z włoską Sampdorią. Kosztował 650 tysięcy funtów, a do zespołu trafił wraz z innym Wyspiarzem, Trevorem Francisem z Genoi CFC. Zespół z Sounessem, Francisem, a także Roberto Mancinim, Pietro Vierchowodem i Gianlucą Viallim w składzie wywalczył w 1985 roku Puchar Włoch dzięki wygraniu 3:1 finału z A.C. Milan. W 1985 roku Souness zajął z Sampdorią 4. miejsce w lidze, a w 1986 - 11. Po sezonie, latem 1986 Graeme wrócił do Szkocji i został grającym menedżerem Rangers F.C. W lidze zadebiutował w meczu z Hibernian F.C. mającym siedzibę w jego rodzinnym Edynburgu. W 34. minucie otrzymał drugą żółtą kartkę i został usunięty z boiska. Przez 5 sezonów Souness wystąpił w 49 meczach Rangersów i zdobył 3 gole. Swój ostatni mecz rozegrał w 1990 roku, a Rangersi pokonali 2:0 Dunfermline Athletic (Souness zagrał przez 20 ostatnich minut). Swoje pierwsze powołanie do reprezentacji Szkocji Souness otrzymał w październiku 1974 roku i 30 października zadebiutował w wygranym 3:0 towarzyskim meczu z NRD rozegranym na Hampden Park. W 1978 selekcjoner Ally McLeod powołał go do kadry na Mistrzostwa Świata w Argentynie, pomimo że sam zawodnik miał na koncie tylko 6 występów w kadrze A. Tam jako zawodnik Middlesbrough zaliczył jedno spotkanie grupowe, wygrane 3:2 z Holandią. Szkoci odpadli jednak już po dwóch pierwszych meczach z Peru i Iranem. W 1982 roku Souness został powołany przez Jocka Steina na Mistrzostwa Świata w Hiszpanii. Wystąpił w wygranym 5:2 meczu z Nową Zelandią, przegranym 1:4 z Brazylią oraz zremisowanym 2:2 z ZSRR. Gol na 2:2 był jego pierwszym w karierze reprezentacyjnej. W 1986 roku Souness zaliczył swój trzeci Mundial - Mistrzostwa Świata w Meksyku. Wystąpił w dwóch przegranych spotkaniach - 0:1 z Danią i 1:2 z RFN. W ostatnim meczu z Urugwajem nie został wystawiony przez Alexa Fergusona. Karierę reprezentacyjną Souness zakończył po mistrzostwach w Meksyku. Jego dorobek w kadrze Szkocji to 54 mecze i 4 gole. W 1986 roku Souness wrócił do Szkocji i został mianowany grającym menedżerem Rangers. Na tym stanowisku zastąpił Jocka Wallace’a. Prezes klubu David Holmes zatrudnił Sounessa w celu zdobycia pierwszego od 1978 roku mistrzostwa Szkocji (mistrzostwo kraju zdobywały od tego czasu Aberdeen FC, Dundee United i odwieczny rywal, Celtic F.C.). W pierwszym sezonie na Ibrox Park przybyli Anglicy Terry Butcher, obrońca i kapitan Ipswich Town oraz bramkarz Norwich City Chris Woods. W kolejnych latach Souness także sięgał po angielskich graczy. Byli to Trevor Steven, Gary Stevens, Trevor Francis oraz Ray Wilkins. Już w pierwszym sezonie pracy, czyli 1986/1987 Souness wywalczył z Rangersami mistrzostwo Szkocji, a także Puchar Ligi Szkockiej, dzięki wygraniu 2:1 finału z Celtikiem. Także w 1989 roku „The Gers” wywalczyli prymat w kraju, a sukces ten pod wodzą Sounessa powtórzyli w 1990 roku. Inne sukcesy Graeme podczas pobytu w Glasgow to dwa kolejne Puchary Ligi, dzięki wygraniu finałów z Aberdeen (3:2) w 1989 roku i z Celtikiem (2:1) w 1991 roku. W 1991 Souness porzucił stanowisko i odszedł do Liverpoolu. Jego miejsce na 4. kolejki przed zakończeniem sezonu 1990/1991 zajął Walter Smith i doprowadził on piłkarzy do kolejnego triumfu w lidze. Pobyt Sounessa na Ibrox park nacechowany był kontrowersjami. W 1989 roku dokonał transferu Mo Johnstona, byłego gracza Celticu, będącego katolikiem, w momencie, gdy Rangers niemal od początku był klubem protestanckim. Ostatecznie po dwóch sezonach Johnston powrócił do swojego pierwotnego klubu. Istniały również kontrowersje w postaci zatargów Sounessa z władzami Szkockiej Federacji Piłkarskiej.
Lata 1991-1994, podczas których Souness pracował w Liverpoolu, nie były udane dla klubu. Zespół jedyny sukces odniósł w 1992 roku gdy w finale Pucharu Anglii pokonał 2:0 grający w Second Division Sunderland A.F.C. Do braku sukcesów i kryzysu przyczyniły się: złe transfery, zła taktyka i zły dobór zawodników. Jednak to Souness odkrył talenty wychowanków zespołu Steve’a McManamana i Robbiego Fowlera. W 1992 roku przeszedł operację serca, ale już parę dni po wyjściu ze szpitala poprowadził zawodników do wspomnianego triumfu w pucharze. Po operacji przeszedł rehabilitację i w Liverpoolu pracował do stycznia 1994 roku. W 1992 roku zajął z „The Reds” 6. miejsce w lidze, podobnie jak rok później. Z pracy zrezygnował po porażce Liverpoolu z Bristol City w rozgrywkach Pucharu Anglii. Jego miejsce zajął wówczas Roy Evans. W 1995 roku Souness został trenerem tureckiego Galatasaray SK ze Stambułu. Przez 2 lata nie zdobył mistrzostwa Turcji, jednak w 1996 roku wywalczył Puchar Turcji, a w 1997 - Superpuchar. Zasłynął też kolejnym kontrowersyjnym zachowaniem. 24 kwietnia podczas finału krajowego pucharu z Fenerbahçe SK wywołał zamieszki na trybunach, gdy umieścił flagę Galatasaray na stadionie rywali. Wydarzenie to porównano do tureckiego bohatera narodowego Ulubatliego Hasana, który umieścił flagę osmańską na ruinach Konstantynopola i za to został zabity. Souness otrzymał wówczas przydomek Ulubatli Souness. W 1996 roku Souness powrócił do Anglii i został menedżerem zespołu Southampton F.C., jednak po sezonie zrezygnował z powodu kłótni z prezesem Rupertem Lowe. Jednym z kontrowersyjnych momentów był zakup Senegalczyka Alego Dii początkowo reklamowanego przez Liberyjczyka George’a Weah. Jak się potem okazało było to kłamstwo, a Dia zaliczył tylko jeden mecz w Premiership zastępując Matta Le Tissiera i spisał się na tyle słabo, że po kilkunastu minutach został zdjęty z boiska, a niedługo potem zwolniony z klubu. Po pobycie w Southampton w 1997 roku Souness został szkoleniowcem Torino Calcio, jednak pracował tam zaledwie cztery miesiące. Jeszcze w tym samym roku prezes portugalskiej SL Benfiki, Vale e Azevedo, zatrudnił go na stanowisku pierwszego trenera, obiecując kibicom powrót do dawnych sukcesów. Souness sprowadził kilku zawodników z Wysp - obrońców Steve’a Harknessa i Gary’ego Charlesa, pomocników Michaela Thomasa i Marka Pembridge’a oraz napastników Deana Soundersa i Briana Deane’a. Jedynym sukcesem było wicemistrzostwo Portugalii w 1998 roku, a po dwóch latach Szkot został zwolniony, a wraz z nim z klubu odeszli inni Brytyjczycy. W 2000 roku Souness objął stanowisko menedżera Blackburn Rovers. Już w pierwszym sezonie wywalczył z tym klubem awans z First Division do Premiership. Jako beniaminek Blackburn zajęło 10. miejsce w lidze oraz wywalczyło Puchar Ligi Angielskiej, dzięki zwycięstwu 2:1 w finale z Tottenhamem Hotspur. W kolejnych dwóch sezonach Graeme nie osiągał już takich sukcesów z Rovers. W tym okresie zakupił takich zawodników jak Damien Duff, David Dunn, Matt Jansen, a także Andrew Cole, Brad Friedel, Dwight Yorke i Lucas Neill. Cole i Jansen byli zdobywcami goli we wspomnianym finale Pucharu Ligi. W sezonie 2003/2004 prowadził Blackburn w Pucharze UEFA i zajął 15. miejsce w lidze, przez większą część sezonu broniąc zespół przed spadkiem. W 2004 roku został zastąpiony na stanowisku przez Walijczyka Marka Hughesa. W 2004 roku Souness opuścił Blackburn, gdyż dostał ofertę pracy w Newcastle United. Na stanowisku menedżera zastąpił legendę piłki angielskiej, Bobby’ego Robsona, który został zwolniony. Pokłócił się jednak z jednym z czołowych graczy, Walijczykiem Craigiem Bellamym, który odszedł na wypożyczenie do Celtiku, a następnie do Blackburn. Były także drobne scysje z Laurentem Robertem, Olivierem Bernardem i Jermainem Jenasem. „Sroki” zajęły dopiero 14. miejsce w Premier League i odpadły zarówno z półfinału Pucharu UEFA, jak i Pucharu Anglii. Sezon 2005/2006 Newcastle zaczęli słabo, jednak 30 sierpnia Souness kupił Michaela Owena z Realu Madryt za rekordową sumę 17 milionów funtów. Newcastle wygrali w Tyne-Wear Derby z Sunderlandem (3:2) i zaczęli wygrywać kolejne mecze. Souness wzmocnił defensywę i z kolejnych 12 meczów zespół nie stracił gola w sześciu. Owen doznał jednak kontuzji i stracił 2-3 miesiące na leczenie. Nowe nabytki w osobach Jeana-Alaina Boumsonga (8 milionów funtów) i Alberta Luque (10 milionów funtów) nie przyniosły zespołowi korzyści. 2 lutego 2006 Souness został zwolniony wówczas, gdy drużyna Newcastle zajmowała w lidze 15. lokatę. Jego następcą został Glenn Roeder. Obecnie Souness jest bezrobotny. Pracuje jako ekspert w irlandzkiej telewizji RTÉ, w której zaczął pracować po zwolnieniu z Newcastle. Pojawia się także regularnie w kanale Sky Sports, gdzie komentuje mecze Ligi Mistrzów.
7
Zapomniane legendy futbolu(wiecie gdzie czytać):
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
1
@Antimadridista_WR A już mam, znalazłem w końcu! Dzieki śliczne :)
Jednak i tak jestem zdecydowanym przeciwnikiem zamieszczania tutaj tej ,,chińszczyzny"!
0
@Antimadridista_WR No weszłem w tego tweta ale nie wiem gdzie jest to ,,przetłumacz tweta"? Ja się nie znam na tych pieprzonych niebieskich ptaszkach
1
@MesQueUnClub96 No pod względem emocji to jeszcze ta remontada z PSG ale na żywo nie ogladałem. A najpiękniejsze momenty? no było ich kilka, jak choćby finały Champions League z Sampdorią, Arsenalem,dwa razy z MU no i Juventusem...
14
Tak, to jest ten cud!
6 maja 2009 r. FC Barcelona dokonała ,,cudu”, remisując na Stamford Bridge z tamtejszą Chelsea FC 1:1 w rewanżowym meczu półfinału Ligi Mistrzów. Podopieczni Guardioli przegrywali z londyńską Chelsea już od 9 minuty po kapitalnym uderzeniu z dystansu Essiena a od 65 minuty grali w dziesiątke po czerwonej kartce dla Abidala i kilkukrotnie byli bliscy straty drugiego gola. Chelsea jednak nie wykorzystała swoich szans. W ostatnich sekundach meczu rozpaczliwe dośrodkowanie w pole karne ,,The Blues” posłał Dani Alves, piłke zgraną przez obrońców źle przyjął Eto’o, próbujący wybić ją jak najdalej od własnej bramki Essien nie trafił czysto i futbolówka trafiła pod nogi Messiego. Argentyńczyk wyłożył ją nadbiegającemu Inieście, który strzałem zza pola karnego prawą nogą umieścił piłke tuż pod poprzeczką. Kataloński komentator krzyczał ,, Kaiserlslautern!, Kaiserslautern!, Kaiserslautern!” przypominając podobnie istotnego gola strzelonego niegdyś przez Bakero w Lidze Mistrzów. Po końcowym gwizdku piłkarze Chelsea długo nie mogli się pogodzić z wynikiem a kibice wypominali Norweskiemu arbitrowi kilka niepodyktowanych rzutów karnych dla gospodarzy. Powtórki pokazały iż londyńczykom należał się tylko jeden rzut karny, natomiast kibice Barçy przypominali brak rzutu karnego na Henry’m w pierwszym meczu na Camp Nou. Tak czy inaczej Duma Kataloni miała mnóstwo szczęścia w tym meczu ale jak to mówią ,,szczęście sprzyja lepszym”. Ja natomiast jak dziś pamiętam komentarz pana Szpakowskiego w chwili strzelenia gola przez Inieste, który brzmiał: ,, Tak to jest ta akcja, tak to jest Iniesta, tak to jest Barça, tak to jest ten cud!”. Szkoda że takie ,,cuda” zdarzają się bardzo rzadko…
@Monix10
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
0
@Kessie Ale to nie był żart, ja naprawde nie znam języka angielskiego!
1
@Kessie A byłbyś tak uprzejmy zamieszczać materiały po Polsku? Ja nie rozumiem tej ,,chińszczyzny"!
12
Wierni cules nigdy nie zapominają o legendach ukochanego klubu:
Dokładnie 100 lat temu urodził się Josep Seguer, pomocnik, jedna z legend Dumy Katalonii. Josep Seguer całe swoje życie spędził grając w FC Barcelonie. W 1940 roku dołączył do młodzieżowych rezerw Barçy, zaś w 1943 roku awansował do pierwszej drużyny, gdzie spędził czternaście sezonów. Seguer występował najczęściej na pozycji pomocnika i zdobył wszystkie najważniejsze tytuły z Barçą w latach 40. Być może stało się to dlatego, że miał wielką zdolność do przystosowywania się do każdej pozycji. Ponadto był zarówno silny jak i utalentowany. Przeciwnikom zawsze bardzo trudno było przewidzieć jego następny ruch. Jego przydomek - Diesel - wziął się od niesamowitej ilości przebiegniętych kilometrów podczas każdego spotkania. Jego umiejętności i wytrzymałość sprawiły, że stał się filarem legendarnej drużyny ,,Pięciu Pucharów’’. W sezonie 1942/43 został wypożyczony do Granollers, sezon później wrócił do pierwszego zespołu Barcelony, w którym grał przez 14 lat (1943-1957), rozegrał 495 spotkań i zdobył 133 gole. Josep Seguer z Barçą pięciokrotnie wygrywał ligę (1944/45, 1947/48, 1948/49, 1951/52 i 1952/53), czterokrotnie Puchar Hiszpanii (1950/51, 1951/52, 1952/53 i 1956/57), dwa Puchary Latynoskie (1948/49 i 1951/52) i dwa Copes Eva Duarte (1948/49 i 1951/52). W 1959 roku zakończył karierę piłkarską i rozpoczął pracę jako trener. Początkowo występował jako zastępca Salvadora Artigasa, jednak na początku sezonu 1969/1970 pierwszy trener został zwolniony i to właśnie Seguer objął to stanowisko. Dość ciekawą rzeczą tyczącą się tego szkoleniowca, było to, iż zawsze uważał on, że dla zawodników ze swojej drużyny był nie tylko przełożonym i człowiekiem odpowiedzialnym za taktykę, ale również opiekunem i osobą z którą można porozmawiać o pozaboiskowych problemach. Po tym, jak nowym prezydentem katalońskiego klubu został Augustí Montal, Josep Seguer musiał pożegnać się ze swoją posadą, a jego miejsce zajął Vic Buckingham.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
0
@Mixtape Ależ było by mi bardzo miło z tego powodu. Jest tylko malutki problem, otóż oznaczam już 10 użytkowników a więcej nie moge. Chyba że od czasu do czasu cię oznacze? A powiedz mi jakie generalnie rzeczy cie interesują, o jakim przekroju, jakim okresie historii? To będe wówczas wiedział jaki komentarz oznaczyć właśnie ciebie..
11
Feliz cumpleaños Dani! Jeden z najwybitniejszych prawych obrońców w historii Blaugrany kończy dziś 40 lat! Za cudowne i niezapomniane przeżycia z tobą ślicznie dziękują wszyscy cules na całym świecie.
@Lionel_Messi10
@Monix10
@Pawel13sz
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
9
Czy wiemy że…
5 maja 1971 r. reprezentacja Polski rozegrała pierwszy mecz pod wodzą Kazimierza Górskiego. W grudniu 1970 roku Kazimierz Górski samodzielnie objął reprezentację Polski. Po sześciu miesiącach przyszło biało-czerwonym rozegrać pierwszy mecz pod jego wodzą. To że Kazimierz Górski wcześniej czy później poprowadzi reprezentację Polski mogło być dla większości oczywiste. Miał z nią już krótki epizod w 1966 roku, gdy wraz z Klemensem Nowakiem i Antonim Brzeżańczykiem współprowadził drużynę. Pracował także wielokrotnie w roli asystenta oraz szkoleniowca młodzieżowych ekip. W końcu otrzymał szansę na samodzielne pokierowanie seniorską reprezentacją. Choć zespół był naszpikowany znakomitymi nazwiskami jak Robert Gadocha, Kazimierz Deyna czy Włodzimierz Lubański, to ciągle mu czegoś brakowało. Minimalnie przegrał rywalizację o awans na Mundial w 1970 roku. Z kolei wcześniej w Polsce musiano się również pogodzić z brakiem kwalifikacji na mistrzostwa Europy 1968. Choć Górski miał już pewną renomę (był znakomitym piłkarzem i miał za sobą już m.in. wicemistrzostwo Polski z Legią Warszawa), to prawdopodobnie mało kto spodziewał się, że z reprezentacją wypracuje potem znakomite wyniki. Już jako trener 5 maja 1971 roku po ponad 30 latach przyszło rozegrać Polsce mecz towarzyski ze Szwajcarią. Wygraliśmy w Lozannie 4:1. Początki nie były łatwe, bo to gospodarze prowadzili po golu Friedricha Künzliego, etatowego reprezentanta i ówczesnego zawodnika FC Zurich. Pod koniec pierwszej połowy biało-czerwoni ruszyli do odrabiania strat. Kwadrans przed końcem prowadzili już 4:1. Szansę na debiut dostał wtedy Antoni Trzaskowski. Co ciekawe był to jedyny występ obrońcy w reprezentacji, późniejszej legendy Legii Warszawa.
05.05.1971, Lozanna, mecz towarzyski
Szwajcaria – Polska 2:4
22’ Friedrich Künzli, 78’ Jakob Kuhn – 38′ Zygfryd Szołtysik, 53′ Jan Banaś, 72′ Kazimierz Deyna, 74′ Włodzimierz Lubański
Polsce potem nie udało się zakwalifikować do kolejnych mistrzostw Europy, w 1972 roku. W grupie mieli jednak silnego rywala – RNF. Późniejszych mistrzów. Za to historyczne sukcesy udało się osiągnąć w kolejnych latach: Monachium 1972 – złoty medal igrzysk olimpijskich, RFN 1974 – srebrny medal mistrzostw świata (mecz o trzecie miejsce z Brazylią odbył się na Stadionie Olimpijskim w Monachium), Montreal 1976 – srebrny medal igrzysk olimpijskich. Co ciekawe – ten ostatni rezultat potraktowano w kraju jako porażkę. Górski podał się zatem do dymisji. Wyobrażacie sobie to teraz? Gdy od lat mamy problemy z kwalifikacją na IO. To tylko pokazuje jak ówczesne rezultaty rozbudziły apetyty wśród kibiców i pokazywały siłę reprezentacji.
@kamyk_23
@DaPidejpi
@Sensible
@Symson
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
13
Rekordy ,,La Pulgi”:
5 maja 2012 r. w derbach Barcelony na Camp Nou(4:0), Lionel Messi strzelił 4 gole(!) ustanawiając jednocześnie rekord strzelonych goli w jednym sezonie w La Liga. Messi strzelając czwartego gola w meczu, jednocześnie zdobył 50-tego gola w sezonie ustanawiając tym samym rekord wszechczasów Primera Division.
@Monix10
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@patataj
2
@Lionel_Messi10 Ja właśnie zacząłem pasjonować się Copa Libertadores, kiedy zobaczyłem te rozgrywki właśnie na tej włoskim kanale, gdy niemal w pojedynke Juan Roman Riquelme triumfował z Boca Juniors, bodaj w 2006 czy 2007? Wtedy byłem jeszcze kawalerem i nie musiałem wstawać rano do pracy. Teraz nie moge sobie pozwolić po nocach oglądać niestety...:)