Cochise
Dołączył/a: wrzesień 2011
158 obserwujących
2 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
Gabriel Garcia Marquez - na kartach powieści "Miłość w czasach zarazy", strona 461: „...Lorenzo Daza pośredniczył między rządem liberalnego prezydenta Aquileo Parry a niejakim Josephem Korzeniowskim, Polakiem z pochodzenia, który stacjonował tu przez wiele miesięcy w charakterze członka załogi statku handlowego „Saint Antoine”, pływającego pod banderą francuską, i usiłował doprowadzić do sfinalizowania niezbyt jasnej transakcji bronią. Korzeniowski, nieco później sławny na całym świecie jako Joseph Conrad...
Kurt Vonnegut - w przedmowie do polskiego wydania książki "Matka noc" lub "Galapagos". Czytałem jedną po drugiej i nie pamiętam już dokładnie w której.
2
Narody anglojęzyczne, w których Conrad jest popularnym pisarzem, stawianym na równi np. z Henrym Jamesem, są święcie przekonane, że był on Brytyjczykiem. Wyspiarze są z niego dumni. Natomiast kuksańca ich pewności dają chociażby dwaj wielcy literaci, Gabriel Garcia Marquez oraz Kurt Vonnegut, którzy wprost wyrażają się, iż Joseph był Polakiem! Dodatkowo nieszczęśliwy, polski system edukacyjny zraża młodzież do jego twórczości, gdy na siłę wpycha się im świetną pozycje, jaką jest Jądro Ciemności (z podobnej tematyki polecam nowelę Placówka Postępu). Cóż, chyba nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. I na koniec ciekawostka, Sejm RP ustanowił Józefa Teodora Konrada Korzeniowskiego jednym z patronów nadchodzącego 2017 roku :)
P.S. Bardzo miło, że wciąż ktoś o nim pamięta!
4
Przeczytaj książkę wybitnego polskiego pisarza Josepha Conrada "Smuga cienia". Jest dość krótka. Lata później zekranizował ją Wajda, ale filmu jeszcze nie oglądałem.
4
Bardzo ładnie rozwinąłeś myśl. Bodajże Goethe powiedział: "Kto nie idzie do przodu, ten się cofa". A piłka nożna, która jest sportem niezwykle dynamicznym, kolektywnym, i w którym sukces zależy od wielu czynników, wymaga ciągłego postępu, ciągłych zmian. Pewne rzeczy już nie powrócą w tak idealnym odwzorowaniu, jak było to kiedyś. Oczywiście możemy się zbliżyć do zapoczątkowanej przez śp. (sprawdziłem, wcześniej popełniłem błąd z dwoma kropkami) Cruyffa i ulepszonej przez Guardiolę formuły, ale to nie będzie to samo w stu procentach. Mądry strateg wojskowy wykorzystuje ukształtowanie terenu, warunki atmosferyczne, kondycję armii np. po długim marszu, aby zoptymalizować szanse na zwycięstwo i zminimalizować straty. Futbol to też swego rodzaju wojna. Od trenera oczekuję właśnie takiej elastyczności, a nie fundamentalizmu taktycznego, ocierającego się czasami o śmieszność. Luis Enrique już raz wprowadził małą rewolucję. Skoro my widzimy, że pressing u rywala, jego zaciekłość, agresja, powodują w naszych szeregach popłoch, to jestem przekonany, że Mister również to dostrzega. Bardzo możliwe, że na treningach sprawdzane są nowe (a może stare?) warianty. Tylko trening a mecz to dwa światy. Jak już wspomniałem - potrzeba czasu, aby wyćwiczone elementy przełożyć na boiskową rzeczywistość. W najbliższym czasie najważniejsza jest cierpliwość i zaufanie. A na to "wuefista" sobie zasłużył. Chociażby zdobytymi tytułami.
4
Po trzech sezonach taktyka Pepa została rozbita na najmniejsze czynniki, przez co z lepiej zorganizowanymi drużynami stała się nieefektywna. Co mądrzejszy trener stosował autobus i Barcelona miała wielki problem. Następnie ś.p. Tito oraz Tata Martino kurczowo trzymali się schematu, który wyglądał coraz gorzej. I tylko dzięki geniuszowi poszczególnych graczy (najwięcej Messiego) drużyna punktowała, ale sama gra była bardzo nudna i usypiająca. Przyszedł Lucho. Jako pierwszy odważył się zmodyfikować nieskalaną filozofię na bardziej bezpośredni futbol i natychmiast rozwiązał się worek z trofeami. Jednak ewolucja ma to do siebie, że przeciwnicy rozgryźli Luisa Enrique i bardzo możliwe, że znowu taktyka musi się lekko zmienić wobec tych okoliczności. Czy powrót do korzeni Guardioli będzie lekiem na całe zło? Być może. Choć również może przynieść rozczarowanie, bo to już było i wiadomo jak grać z taką ekipą. Możliwe, że trzeba czegoś nowego. Nie jakiejś strategii z kosmosu. Syntezy myśli szkoleniowej Pepa i Lucho? Może. Większej płynności w grze? Może. Zmiany ustawienia na boisku? Może. Szybszych reakcji na boiskowe wydarzenia, zamiast konserwatywnego trzymania się planu A? Może. Myślę, że nasz trener jest inteligentnym gościem i postara się wyjść z tej kabały obronną ręką. Tylko poczekajmy. Z meczu na mecz niczego nie da się ulepszyć.
P.S. Jedno słowo pasuje tu jak ulał - elastyczność. Tego brakuje.
5
Jeśli chodzi o to, że zjedzą nas w glebie robaki, to jesteśmy wszyscy równi, ale liczy się też to, co poprzedza śmierć, czyli życie. Może powinienem użyć dosadniejszego kontrastu. Po jednej stronie lekarz-zbawiciel a po drugiej chory umysłowo dyktator wrzucający ludzi do pieca. Z punkt widzenia biologii ich zejście jest takie samo, lecz mi, Tobie, i chyba niemal wszystkim nie byłoby obojętne, kto z nich zamknie oczy?
A otoczka medialna to już inna bajka. I tutaj się zgadzam.
5
Śmierć piłkarza nie jest stawiana wyżej od śmierci anonimowego lekarza. Jest jedynie bardziej medialna. A wydarzenie bardziej medialne nie oznacza, że jest wartościowsze, tylko popularniejsze.
Z drugiej strony. Hipotetyczna sytuacja. Na Ziemi panuje zaraza. Giną tysiące ludzi. Lekarz X jest na ostatniej prostej do wynalezienia remedium. Nagle umiera. Nikt inny nie jest w stanie dalej prowadzić skutecznych badań, przez co mrą kolejne tysiące niewinnych ludzi. W tym samym czasie na zawał pada ciężko pracujący robotnik, który jest bardzo dobrym człowiekiem, kochającym swoją rodzinę i tak dalej. Czy Twoim zdaniem ich odejście ze świata jest równoważne? Dla rodzin na pewno. Dla cywilizacji? Nie.
1
Aż sobie włączę :D
0
Melatonina. Od ponad tygodnia łykam, bo nie mogę zamknąć jednego oka, i działa jak złoto, gdzieś tak po dwóch godzinach.
0
Komentarz usunięty przez użytkownika
6
Haos - album duetu polskich raperów O.S.T.R.-a oraz Hadesa, wydany 26 lutego 2013 roku, nakładem wytwórni Asfalt Records. Także jakaś pizzeria w Lipnie, Tłuchowie, Złotoryi.
Chaos - bezład, zamęt, zamieszanie.
0
Jeśli idzie o aktualną dyspozycję to mecz z Królewskimi wiele nam wyjaśni. Nie ma chyba takiego drugiego spotkania, gdzie zawodnicy czują, że chcą i muszą. Natomiast, biorąc pod uwagę jakieś rozliczania i obiektywne oceny, zgadzam się w pełni - koniec sezonu jest najodpowiedniejszą do tego chwilą, a do epilogu tej kampanii jeszcze daleka droga.
6
A ja uważam, że z kategorycznymi sądami należałoby się wstrzymać do meczu z Realem. Niekiedy w życiu, jak i w sporcie, potrzebny jest punkt zwrotny, po którym wszystko powoli zaczyna nabierać kolorów. Nie ma ku temu lepszego momentu niż Klasyk. Jestem przekonany, że piłkarze wyjdą na murawę nabuzowani energią i będą chcieli pokazać kibicom, ale i samym sobie, że nie zapomnieli jak się gra w piłkę. Poczekajmy. Niecały tydzień cierpliwości to naprawdę nie jest zbyt wygórowana stawka. Czasami po prostu warto wierzyć w tych, którym poświęca się tyle wolnego czasu.
18
To był bardzo słaby występ nie pojedynczych zawodników, lecz całej drużyny, więc nie widzę sensu w atakowaniu poszczególnych graczy. Nie istniał nasz system. Świetnie ze sobą zgrani, wyśmienicie techniczni piłkarze, dłuższymi chwilami nie potrafili dokładnie podać, gubili się w ustawieniu. A to dlatego, że zostaliśmy walecznością i pressingiem zepchnięci na własną połowę. Niemal zginęliśmy od niegdysiejszej, własnej broni. Ciekawi mnie ilość strat, niecelnych zagrań. Niestety, ale za taki mecz winę ponosi trener. I nie chodzi tutaj o to, żeby go wywalać na zbity pysk. Absolutnie! Po prostu byłoby miło, gdyby Luis Enrique wykazał się wiedzą i sprytem, wyciągając jakieś wnioski na przyszłość, bo wątpię, aby Real Madryt nie spróbował w ten sam sposób nam zaszkodzić.
1
Patrząc na przebieg gry to masz absolutną rację. Z perspektywy Barcelony chodziło mi bardziej o założenia przedmeczowe.
1
I z tego remisu chyba nikt nie jest zadowolony. Ani Sociedad, ani Barcelona. A liga ociupinkę mam odjeżdża. Liczę na pełną mobilizację w meczu z Królewskimi.
0
W tym porównaniu raczej chodziło mi o umiejętności techniczne i zmysł taktyczny. Zupełnie rozregulowana orkiestra.
6
Oglądając pierwszą połowę miałem wrażenie, że w barwach Barcelony biega dziesięciu Grosskreutzów. Strasznie to wyglądało, jakby po raz pierwszy się spotkali na murawie, ktoś im pod nogi kopnął piłkę, sędzia gwizdnął, a trener krzyknął: "grajcie!". I zdezorientowani grali. System padł.
Na szczęście doturlaliśmy się do przerwy. Mocno wierzę w to, że Lucho ich ogarnie i trzy punkty będą na naszym koncie!
2
Aleksander Dumas - Hrabia Monte Christo
0
Otóż to, panie ściahu :)
Może nie uważam, żebyśmy ich "pyknęli", ale chyba nadszedł najwyższy czas, żeby wywieźć z Anoeta trzy punkty. Pod względem psychologicznym, czas ku temu jest wyborny. Sportowa złość i tak dalej...
A samo pojęcie klątwy - jak logicznie wykazałeś - jest zbyt szumnie używane. I jedynie szkoda, że jeszcze tyle godzin pozostało do meczu...
17
Widzę, że Moderacja słusznie usunęła dyskusję ze względu na użycie nicków, które zostały zbanowane, więc ja się od tego powstrzymam, a temat pociągnę w troszkę inną stronę.
Nie ma się co samemu nakręcać, wciąż jest sporo użytkowników, którzy wypowiadają się rozsądnie, tylko trzeba trafić na odpowiednią porę ich przesiadywania tutaj. Wiadomo, że jak jest mecz to zaleje nas powódź impulsów i przez to bardzo często głupoty. W takiej konfiguracji nie zbawi się świata, a zamiast dokładać kij w mrowisko, lepiej jest jak złoto milczeć. Jak już kiedyś wspominałem - im bardziej bajerancka strona, tym więcej ludzi na niej przesiaduje. Niestety, ale Internet ma to do siebie, iż pozwala na zachowania, jakie w rzeczywistości by nie przeszły, zatem trzeba z chłodną głową podchodzić do różnych komentarzy i odsiewać ziarno od plew. Zamiast koncentrować się na czynnikach negatywnych, warto wspierać i uwypuklać pozytywy. A tych dostrzegam sporo. Poza tym, podróżując po portalach innych klubów z równą łatwością surfer natknie się na ekscesy i beznadziejne opinie, nierzadko wulgarne.
P.S. I przede wszystkim szacunek. Można się pośmiać, można się nie zgadzać (tak jak większość np. z LinekParkiem), ale nie szafujmy przymiotnikami czy nie straszmy banami. Każdy ma prawo do kreowania własnego wizerunku.
I byłbym zapomniał. Chcecie dyskusji o futbolu? Eoren, challenger czy silver912 co jakiś czas zamieszczają felietony. Dlaczego tam jest tak pusto w komentarzach???
29
Na tym etapie sezonu nie można jeszcze ich skreślać, ale po odejściu Guardioli, z Bayernu zeszło powietrze. Nie prezentują żadnego stylu, tam nie ma nic charakterystycznego w grze. Lewandowski bezpłodny, brak kreacji w środku pola, wytarte schematy na skrzydłach i bicie głową w mur. Ciężki czas nastał dla Carlo. A jeszcze niedawno opluwano tam Pepa, który na długo przed końcem rozgrywek zapewniał im mistrzowski tytuł. Ciekawie się dzieje w lidze niemieckiej.
I przeglądając polską stronę kibiców drużyny z Monachium można odetchnąć z ulgą. Rynsztok nie jest wyłączną domeną fanów hiszpańskiej piłki.
8
Ileż razy można oglądać tę samą komedię i śmiać się wniebogłosy? Wszyscy uwijają się jak w ukropie, zgrzani niczym pomocnicy murarza, żeby tę piłkę podać do Arcyksięcia, a ta impertynencko i celowo nie trafia mu pod nogi, więc nasz bohater zamaszyście pruje ramionami falę stylem na delfina. Od czasu do czasu, jakiś wyrodny żartowniś podpiłuje trzecie i czwarte koło w rowerzyku, a dandys jeszcze się nie nauczył jeździć bez bocznych stabilizatorów, toteż nie z własnej winy traci równowagę i dramatycznie pada na murawę, przy tej okazji kalecząc kolano i z wyrzutem obserwując milczącego jak skała pana z gwizdkiem w zębach. Gdy tylko zapunktuje, rozcapierza się na boki, wystawiając tors na smaganie wiatrem. Fortuna wypisuje odgrzewany na patelni scenariusz. Nuuuda.
P.S. Choć przyznaję, że w swej ocenie mogę być niesprawiedliwie stronniczy, bo coraz rzadziej zerkam na ich występy.
1
Na naszych oczach tworzy się nowa kasta społeczna: lumpenpatrycjat.
12
Pan Max Kolonko jest istotą zmiennocieplną. Podejrzewam, że szelest banknotów ma niemały wpływ na jego dziennikarskie zapatrywanie się. W swoim portfolio może pochwalić się współpracą z TVNem, TVP i tak krytykowanym obecnie Axel Springerem, i Faktami, Dziennikami, Newsweekami...
Pamięcią sięgam nawet do sytuacji, kiedy podczas jakiejś tam gali, gdy wręczano mu statuetkę, Mariusz pobiegł w te pędy do pani Kwaśniewskiej i czule całował ją po dłoniach...
Teraz zarabia w Internecie. Parę lat temu znalazł odbiorców, postawił na poglądy okołoprawicowe i wygrał na loterii, gdyż jak się okazało, nastąpiła zmiana w myśleniu wielu obywateli. Od dawna nie oglądam jego filmików, ale nie zdziwię się, że gdy nastąpi kolejne tąpnięcie w polityce czy gospodarce, to zacznie krytykować np. obecny Rząd RP czy Prezydenta Trumpa. Cóż, "pecunia non olet".
P.S. Nie rozstrzygam tutaj czy aktualnie mądrze prawi. Raczej chodzi mi o kompleksowe podejście do jego sylwetki.
1
Ciekawostką jest, iż najbardziej proeuropejski z proeuropejskich narodów w Unii - mianowicie niemiecki - z każdym rokiem coraz więcej sieje i spożywa... tak, tak.... cebuli. Podczas gdy odwrotny trend panuje w rolnictwie i handlu... polskim. Zresztą, pamiętam kiedyś rozmowę z majętnym Niemcem, który chwalił sobie smak i efekty zdrowotne jedzenia owego warzywa. Także w obecnych czasach nic nie jest tak oczywiste jakby się mogło wydawać.
12
Hahahahaha. Dawno się tak nie uśmiałem jak dzisiaj. Doprawdy, zorganizowało się kółko wzajemnej adoracji i tańczą tu kadryla na oczach wszystkich. Mędrcy próbują umoralniać i nauczać jak zakupy robić się winno.
Sama idea Czarnego Piątku powoduje zachowania amoralne, rozpychanie się łokciami, wyzwiska, bezrozumną gonitwę. Szanowny użytkownik nie chciał uczestniczyć w tym rytuale, a postanowił zamiast "mięśni" i nadczynności warg użyć... mózgu. Oj, gdyby taki Sherlock czy inny bohater serialu postąpił w ten sposób na ekranie to wielbiono by jego zwoje i budowę czerepu, oj wielbiono by...
Używanie jakichś sformułowań "demoludy", kiedy najbardziej rozpowszechniona koncepcja Czarnego Piątku jest za oceanem, wypada komicznie. Rozumiem, że tam jest kultura i Wersal. Nie ma kolejek jak za PRLu, a każdy z uśmiechem podaje produkty bliźniemu. Lecz szczytem są te wszystkie "cebule" i "Polaczki" - zrozumcie wreszcie, że to świadczy o tych, którzy używają takich wyrazów. Może i czujecie się znaczniej Europejczykami, ale jednak Wasze geny i korzenie wyrastają z tej ziemi, więc trochę szacunku. "Zły to ptak co własne gniazdo kala".
13
Odnośnie sytuacji Paco.
Hiszpan prezentuje się bardzo słabo, ale jestem o niego spokojny i uważam, że przede wszystkim potrzeba mu czasu na adaptację. Setki razy powtarzano, iż FC Barcelona posługuje się dość nietypowym systemem gry w piłkę nożną. Warto o tym pamiętać. Tak wielki crack jak Luis Suarez na samym początku swojej przygody w stolicy Katalonii wyglądał cudacznie, potykał się o własne nogi, a to dlatego, że nie był w stanie przyswoić sobie taktyki, która wpajana jest w wychowanków "od maleńkości". Alcacer nie jest piłkarzem formatu Urugwajczyka, to są jego pierwsze miesiące w drużynie, a do tego nie gra regularnie. Cierpliwości. Poza tym, Blaugrana cierpi na chroniczny brak typowego rozgrywającego, który organizowałby grę w środku, posyłał prostopadłe podania czy też wrzucał futbolówkę za kołnierz linii defensywnej rywala. O skondensowaniu tejże formacji także nie sposób nie wspomnieć. Utrudnia to szybszą wymianę piłki. Te wszystkie czynniki sprawiają, że nasz nowy nabytek nie jest w stanie się w pełni zaprezentować. Skreślano już różnych zawodników, ostatnimi czasy: Roberto, Turana. Miło by było wyciągać wnioski z tych zdarzeń i nie powielać ich w przyszłości. Dajmy mu choć dograć tę temporadę do końca. Moim zdaniem transfer do Dumy Katalonii można oceniać dopiero w trakcie drugiego sezonu. Pierwszy - kredyt zaufania, adaptacja. Drugi - ocena i rozliczanie trafności zakupu. Opisałbym przypadek Hiszpana szerzej, ale czas nagli - ruszamy z meczem w Glasgow.
1
Nie ekscytuję się już polityką tak jak kiedyś. Z nikogo nie biorę przykładu, nie naśladuję. Po prostu uwielbiam czytać książki. Reszta przychodzi sama.
34
Legia Warszawa pod zwierzchnictwem Jacka Magiery przeobraziła się w drużynę prezentującą iście ułańską fantazję. Grają bez kompleksów. Ranga rywala jest im nieistotna: czy to tryumfator poprzedniej edycji Ligi Mistrzów, czy też jeden z magnatów niemieckiej piłki. Oni szarżują jak husaria pod Hodowem, nie zważając na potencjał finansowo-kadrowy przeciwnika. Podejmują się niemożliwego, gnając na złamanie karku niczym szwadron polskich szwoleżerów pod Somosierrą. Może to przekoloryzowane, może zabawne, lecz czuć w tej ekipie ducha przodków. Trochę lekkomyślnych a walecznych. Z góry skazanych na porażkę a z przyłbicą w ręku dumnie stawiających opór przeciwnościom losu. W ogóle nie czuję wstydu. Nie wywiesili białej flagi, nie skapitulowali, nie położyli się na murawie błagając "za mocno nie bijcie!". Z całych sił, do samego końca, walczyli. Mieli nie zdobyć żadnego punktu. Ba! Nawet jednej bramki. A tu namieszali w szykach Królewskich, byli współtwórcami spektaklu w Dortmundzie. Rekord LM? Nie było 12-0. Wpakowali czteropak, a w ostatniej kolejce Bundesligi nawet Bayern nie był w stanie strzelić Westfalczykom gola. I choć futbolowa dysproporcja widoczna jest gołym okiem, to za ten i poprzedni bój należy się im szacunek. A przynajmniej ja tak uważam.