Cochise
Dołączył/a: wrzesień 2011
158 obserwujących
2 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
17
Obecne wybory nie mają już żadnego znaczenia, a nie tam te opcje polityczne przestały grzać lub też ziębić, ale jedno jest pewne. W dłuższej perspektywie, która rozpoczęła swój meandryczny bieg od dobrych kilku dekad, idealnie wytłuszczony na podstawie demografii, Francja za 30-50 lat, drogą legalistycznie-demokratyczną skręci w stronę skrajnie prawicowego, teokratycznego rządu islamskiego, który pozostawi w ruinach dawną cywilizacyjną kolebkę Europy. Czy muzułmańskie rządy nad Sekwaną będą lepsze, mądrzejsze i bardziej cywilizowane niż obecna kultura wywodząca się od dawien dawna? Niech każdy sobie odpowie. I chyba tyle.
22
".... a po tym jak Ramos ochoczo wystrugał kolejną czerwoną kartkę do swego lśniącego dorobku, a Real Madryt jak buchająca ekspresją węgla, rozpędzona starodawna lokomotywa wbił bramkę na remis Barcelonie, dało się zewsząd słyszeć głosy nie tylko oburzenia, lecz rzucane na prawo i lewo straszne przez niby zwolenników kalumnie pod adresem katalońskich wojowników. Bo jak to, a czemu, w takiej przewadze dali się zepchnąć i przełamać swe szyki? Lecz ten, który nierzadko w swe nogi bierze decydująca rolę, postanowił. Oto szlakiem meczu z paryską ekipą (gdy Sergi Roberto był przyczynkiem do mikro-trzęsienia ziemi), podadzą mi piłkę, a ja zamknę usta rozbestwionej i egzaltującej się remisem białej hołocie. Toć mnie wyzywali, toż i krwawiłem. A tutaj patrz, panie madrycki, i pani madrycka, strzelam Wam bramkę na 2:3. Sen się kończy. Już niby miało być wszystko przegrane, a trwać błogo pozostanie. Nie Wam splendory, nie Wam przedwczesny tytuł. Choć każdy z barcelońskiej braci niemal równo zawinił na europejskim froncie, to dzisiaj swoim kochanym kibicom porządny oddech nadziei dajemy. I liga nierozstrzygnięta. I fanfary Królewskim nie zabrzmią. Czekać i wierzyć trzeba. Tak każdy kibic winien do końca za nas swe modły składać, a resztą my się już po piłkarsku zajmiemy..."
Z kronik Galla Katalończyka
20
Składy podane, mecz się jeszcze nie zaczął, ale od razu widać, że wspaniałych kibiców FC Barcelona tutaj ma. Howgh!
30
Mecz trudny, mecz walki, troszkę wyszarpany. Konfiguracja w grupie przednia, dla naszej ukochanej reprezentacji wyśniona. Robert Lewandowski po raz kolejny pokazuje, że jest naszą rodową bestią. I moim skromnym zdaniem już wyprzedził Bońka. Jeszcze pozostaje mu do udowodnienia mit Kazimierza Deyny, aby zostać najlepszym piłkarzem w historii polskiej piłki. Zieliński? Heh. Jego gra, a szczególnie kółeczka z futbolówką momentami przypominały mi Generała. Niesamowity chłopak. Melodia przyszłości kadry i nie tylko. Piszczu, zawodnik na którego można liczyć w trudnych sytuacjach. Człowiek stalowy. Ogólnie sytuacja w grupie jest dla nas jak z bajki. Rumunia zremisowała z Danią, i nagle otwiera się nam autostrada do Putinolandu. Mam nadzieję, że nasza Husaria pójdzie za ciosem i zapewni sobie bezpośredni awans z grupy. Dwunaste miejsce w rankingu FIFA wydaje się, że nie jest królikiem z kapelusza. Summa summarum niedziela ekstazy. Oby tak dalej. Można jedynie rzec: jesteśmy z Was bardzo dumni!
141
Mnie kibicowanie Barcelonie nauczyło wielu rzeczy. Dydaktycznie przekazał mi wiarę Rivaldo, strzelając hat-tricka, w tym ostatnią bramkę z przewrotki, przywracającą marzenia o Lidze Mistrzów w kolejnym sezonie. Eto'o i napoczęte dzięki niemu zmartwychwstanie w finale Ligi Mistrzów. Niejednokrotnie Messi, który eksplodował i dawał śmiertelne pchnięcie rywalowi (Man Utd, Athletic, Milan, Real Madryt, Arsenal, Bayern). Ronaldinho, motor napędowy całej drużyny, jakiego był sprawcą. Koeman, Romario. Obejrzałem czego w naszych barwach dokonywał Maradona, Cruyff, Lineker. W 1960 Luis Suarez. Byli Stoiczkow, Deco, Hagi, Laudrup, Schuster, Kubala. Heh. Ja mam zwątpić w ten klub? W ten klub, który kocham? Który dał mi tyle emocji? Na którym się wychowałem? Dzięki niemu mam tyle fenomenalnych piłkarskich przeżyć. Zapamiętam je do końca życia. I ostatnio. Sergi Roberto z Neymarem dołączają do annałów. Wpisują się do Złotej Księgi. Kolejny niebywały, niespotykany na całym globie rezultat zostaje dodany do kronik klubowych. I ja mam na nich psioczyć? Bo tracą kilka punktów do lidera, a wciąż tyle kolejek do końca? Hehe. Wybaczcie. Niemożliwe. Nie. Uczyłem się od dawien dawna Dumy Katalonii. Czasami wątpiłem. Później byłem na siebie za to wkurwiony. Ale w pewnym momencie powiedziałem: basta! I tego się trzymam. I będę. Wierzę w nich. Ilość sublimowanych wrażeń, jakie przelałem na ten Klub, nie pozwala mi utyskiwać na chłopaków. Zaprzeczyłbym całej swojej kibicowskiej przeszłości. Dla kogoś mogę być zwykłym ślepo wierzącym baranem prowadzonym na rzeż, ale ja wiem - otóż nie jestem. To jest moje zaangażowanie w historię FC Barcelony. I wiem, że piłkarze, mi, Wam, i wszystkim kibicom, odpłacą. Dlaczego? Bo ich, tak jak nas, łączy ta sama HISTORIA!!!
23
Po tej kolejce stało się tak a nie inaczej. Po remontadzie Barcelona wykaligrafowała znowu w mojej duszy milowy kamień, i nie jestem w stanie ich krytykować za dzisiejsze potknięcie. Ba! Nie interesują mnie losy meczu Realu. Jak, kto, dlaczego. Wygrali? OK.
Tak, wierzę. Wierzę, że są w stanie odwrócić ligowe losy. Nie zamierzam szczekać, mędrkować, punktować. Nie, nie, nie. To nie moja rola. Dadzą z siebie wszystko w następnych etapach. Będę ich (jako kibic) w tym wspierał. Poczekajmy, przekonajmy się. Wszak niemożliwe - nie istnieje !!!
Okręt nasz płynie dalej. Jest dzień.
0
Jak historia pokazała, emocje i wiara mogą być większe od intelektualnego cmokania :)
3
Ty także masz prawo, bo w głębi serca na pewno ich wspierałeś. Bardzo się cieszę z Twojej wypowiedzi. To jest Barca. Jesteśmy zjednoczeni :)
3
Czy ktokolwiek pamięta?
http://www.fcbarca.com/75413-okiem-fcbarcacom-opinie-redaktorow-na-temat-porazki-z-psg.html
Panu Błażejowi składamy po stokroć dzięki! A reszta? Czekamy na artykuł, gdzie zamiast będziecie piać na drużyną, posypiecie dyńkę popiołem?
Panie Błażeju jesteś wielki!!!
21
Oczekuję konkretnego artykułu Redakcji. Nie wierzyli. Chcę teraz przeczytać ich wersję. Fides et ratio? To wiara nie może na wspólnych skrzydłach rozwijać się z rozsądkiem? Czekam z niecierpliwością. Bo z mojej strony jestem i rozśmieszony całą sytuacją i lekko zażenowany Waszą asekuracją, i czekam jak będziecie się bić w piersi albo pokrętnie w odpowiedziach wić jak piskorze. Czekam aż mnie wdepniecie w ziemię. Mnie szaraczka, za to, com napisał.
17
Napisałem tak:
Największa REMONTADA W HISTORII PIŁKI NOŻNEJ. Spora część użytkowników opierających kibicowanie na rozsądku zamiast na czystej wierze w Klub zdyskredytowana. Mądre głowy z Najświętszej Redakcji tej strony POWINNY głowę sypać popiołem. Nie ma innego wyjścia. Sama FC Barcelona? MAGIA, MAGIA, MAGIA. Jeden z najpiękniejszych sportowych wieczorów w moim życiu. Hitchcock mógłby być uczniem Luisa Enrique. Pozdrawiam Was bracia i siostry :) GRAMY DALEJ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
1
To tak ten ogół ogarniając, tak sumarycznie patrząc. Kibicu drogi, ty, wierz w odwracalność sytuacji, albo i nie wierz, bo coś by ci się stać mogło! Ty tam, gdzie uczucia twe w grę idą, dopowiadaj sobie pozytywne rozwiązania, albo i ich nie dopowiadaj, bo przecież kalorii trochę stracisz możesz! Patrząc na wyrwy w pomocy i jej ułomność straszną, kciuki mocniej ściskaj, albo i nie ściskaj, o zdrowie kończyn, kości swych dbając! A przegrana krwawa jak baty na wojnie; żołnierzy i dowództwo wspieraj w kontrataku, albo i nie wspieraj, siły na dezercję zostawiając! Tyle razy nauczony, doświadczeniami remontad i powrotów króla podparty, tym bardziej w blasku chwały zwycięstwa oczekuj, albo i nie oczekuj, nie trwoniąc czasu na daremno! Kibicu drogi, choćby fatalnie było, zwątpienie zmysły i uczucia przytłumiło, to kibicem pozostań, czarów i magii Camp Nou chciej się spodziewać, albo i nie chciej, witalność na krytykę i gromy pozostawiając w rezerwie! Ty kibicu, kibicem pozostań przez kilka tygodni jeszcze, albo i nie pozostań, łatwiejszej ścieżki jeźdźcem będąc! Bez nadziei jest? Bez szans? Opuszczoną drużyna się czuje? Racjonalnie awans niemożliwy? Wybierz sam. Z FC Barceloną, albo i jej przeciw. Wierząc lub myśląc. A nawet jak padną, polegną, to przecież kibicu, do końca z nimi w marzeniach o Lidze Mistrzów byłeś, albo i nie byłeś.
11
Przegraliśmy. Przykro mi się zrobiło, przykro i pochmurno mojej barcelońskiej duszy, smutniej się poczułem, bo mocno wierzyłem, bo kciuki za nich trzymałem. A jak wierzyłem, a jak marzyłem! Bo i z serca uczucie płynęło szczere, wierne, katalońsko niemiłosierne. Więc wstałem i zacząłem po pokoju chodzić. Chodziłem. Od jednej ściany do drugiej. Wzrok w dywany i panele skierowany, i chodzę. I chodzę, chodzę, chodzę. Od ściany do ściany. Chodzę i myślę sobie. Jak tak można było TAK przegrać? Brzydko, bez pomysłu, tragicznie. Ale chodzę i przyspieszam. A im szybciej chodzę, tym mniej myślę. A jak jeszcze myślę, to i tak chodzę. No i chodzę po pokoju. Smutno, a i lekko depresyjnie, a i jakoś tak na barcelońskiej duszy inaczej. I chciałoby się zadumać. Lecz nad czym? Nie ma, nie ma, więc chodzę, chodzę i piszę. Ale wierzyć przecież trzeba. Wierzyć trzeba przecież. Chodzę. Jakby na tylko dzisiaj zniszczony, ogolony, wypalony, osmalony, skarcony i na ziemię zwalony. Więc już nie chodzę, lecz leżę. A leżę i myślę. A jak to, a jak, w jaki sposób, co mnie tak na glebę powaliło. Leżę i nie wiem. I dalej myślę. I jeszcze nie wiem. Ale powalony jestem. I z FC Barceloną tak leżę. I z FC Barceloną tak razem myślę. A przecież nie wiem, nie wiem, nie wiem.
19
Część kibiców jest żałosna. Nie da się Was czytać. Wierzę w drużynę i w jej zupełnie odmienne oblicze w drugiej połowie. Wszystko da się naprawić. Jedna bramka Barcelony, i w rewanżu awans jest jak najbardziej możliwy. Cierpliwości.
2
Cha, cha, cha. I prawidłowo. Jak ja zacząłem czytać "Finneganów tren", poczułem się w pewnym momencie odmóżdżony totalnie. Tutaj, co zapewne bardzo ciężko wywnioskować z tekstu, opisałem futurystyczny finał Mistrzostw Świata w Rosji: Argentyna - Polska, w którym, w samej końcówce Messi strzela zwycięską bramkę. Myślałem, że zostanę totalnie zmiażdżony i sponiewierany za abstrakcyjnie niemożliwie-bezsensownie trudną formę, ale jednak nie było tak źle. Tolerancja na fcbarca.com stoi na naprawdę wysokim poziomie. Dzięki!
P.S. Nie ma w tym żadnych piguł ani towarów :)
3
"Finneganów tren" - J. Joyce :) Taka mała inspiracja.
15
Zagadkopytanie
Kropelspadek siecze źdźbłozieleń! Rudoargentyńczyk bip-bip strusiempędziwiatrem międzyczas wypełnia opiretuowaniem pachołkochorągiewiek naszokrwistych, lecz-że-przecież, niepojedynczy białoorzeł szponiastymi, dziobastymi, rozkrwawionymi, silnosłabościami, hurmem piórowiatru i skrzekoechem prędkoszybnego walkolotu usilniewawszy położyć go pod paznokciozłotą łapką szlachetności swej postarał się razysiów kilka, a patrz - nic z takich i temu w smak podobnych. Bip-bip. Najmniejszy-i-najwięszky z (ach!) srebrnomendelejewów ruchodrgawką kończynodolną piłkokulę posuwiście przemieszczającosprytnie, jakoby wprostiście telekinetycznie przetransferowawszy, w pobliskość aluminiowości bez podłoża prostokątnęj, naglenatychmiastowo zamachokopem spruł starannie dłubanoszytą włóknistą nać siatkołapki. Na Maradonę, na Pelę, na Cruyffa! Toż ten, cóż z kadrochłopakami nic nie osiągnąwszy, imać porównania do złotobłyskich legendochłonów prawoskłonności wedle pewnych skrybów kadłubkoanonimowych nie posiadał, terazchwilnie, ostatniominutowo, w pojedynkomeczu na ziemoglebie rosyjskocerkiewnej, w mundialoturniejowym finałozwieńczeniu, naszokrwistych białoorłów pognębił, lecz-że-przecież, w tejtu graaloczarze goryczoprzelanej, tkwi jakaś słodyczonamiastka wymykoprzewrotnej historyjeczkogłupoty. Czyż komuś ambiwalentnoogniskowe emocjouczucia prześwietlostroboskopowały?
22
Wyprawa krzyżowa. Real upada po raz pierwszy. Zidane pociesza płaczące matrony.
0
Spokojnie, to tylko zwykły tekst. Nic więcej. Nie rozumiem, dlaczego miałby wzbudzać takie emocje. Lubię czasami sobie popisać, ktoś lubi to czytać, a ktoś nie lubi. Tyle.
A jak ktoś raz przeczytał mój tekst i mu się nie spodobał styl albo ma do niego różne obiekcje, to po co ma sobie psuć zdrowie czy humor, i ponownie męczyć oczy, przeżywając katorgę?
14
Nie ma takiej opcji.
32
Stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk.
Z powodu licznych zmartwień, tu i ówdzie przyprószony siwizną, elegancki biznesmen uderzał w klawiaturę.
- Czternaście milionów euro plus jedenaście... a i potem jeszcze szesnaście... - spokojnie dodawał - ten kontrakt trzeba przedłużyć, tutaj żądają dodatkowej klauzuli, i proszę, kolejny nieprzewidziany w budżecie wydatek. Wzrost kosztów protekcyjnych, uzupełnienia, aneksy...
Na skroni mężczyzny pojawiła się rytmicznie tańcząca żyłka.
Stuk-stuk-stuk-stuk-stuk-stuk-stuk-stuk-stuk-stuk-stuk.
- Proszą o jakieś gwarancje, tu znowu dobrze widziane są z góry płatne gratyfikacje. Przebudowa infrastruktury. Ach, prawie bym zapomniał. Liczą na bonusy, premie i profity.
Oddech kalkulującego przyspieszył, przygryzł wargi i poprawił krawat.
- Nie poddam się - pomyślał, następnie otworzył list, od którego zakręciło się mu w głowie - chcą do tego nagród, pucharów, trofeów. Przecież z tego wszystkiego rok mi się nie domknie - niemal zaszlochał.
Stuk-stuk-stu-stu-stu-stu-st-st-st-st-st-s-s-s-s-sssssssss....
Łubudum!
Ocknął się, gdy już praktycznie, wykrzywiony jak paralityk, ześlizgiwał się z fotela. Rozejrzał się dookoła, i obłędny, psychiczny wzrok, skierował na laptopa.
- Hi, hi, hi, hi - złowieszczo się zaśmiał i począł realizować swój projekt - lalalalalala, wypieprzymy z herbu krzyż u muzułmanów: trzysta milionów. W Afryce, lalalalala, z białych na czarne zmienimy barwy koszulek: sto milionów. Najbardziej demokratyczne państwa, lalalalalala, otrzymają wersję bez królewskiej korony: czterysta milionów. Wszystko da się załatwić. Każdy będzie zadowolony. Mój prywatny biznes, taki piękny - i w tę księżycową, jasną noc, jak wilk, zawył z zachwytu.
3
Admini musieli nas rozdzielić przy narodzinach. Jestem rad, że wreszcie się odnalazłeś!
4
Pierwszy raz od baaaardzo dawna wybrałem się do kina. Byłem na premierze "La La Land". Wiem, że są tu fani filmów. Jestem ciekaw Waszych opinii na temat tej produkcji.
34
Moim zdaniem nasza aktualna wiedza nie jest w stadium ostatecznym. Ba! Prawdopodobnie nie znajdujemy się nawet w połowie drogi do zrozumienia istoty Wszechświata, do rozwiązania wszelkich zagadnień i problemów dotyczących Ziemi. Jestem pewien, że obecne systemy polityczne czy ekonomiczne - w bliższej lub dalszej przyszłości - będą równie śmiesznie jak wiele rozwiązań stosowanych np. w Starożytności czy Średniowieczu. Uważam, że za dziesiątki, setki lub tysiące lat - o ile wcześniej nie wysadzimy się sami w powietrze - odpowiemy na szereg pytań, które obecnie nas nurtują i odkryjemy kolejne kwestie, nad jakimi uczeni będą się głowić. Tylko zwykła ludzka ignorancja i pyszałkowatość może bez mrugnięcia powieką przyjmować tezę, że te wszystkie -izmy, -kracje, -chie, są szczytem osiągnięć myśli człowieczej. Tak samo jedynie megalomania pozostaje wyjaśnieniem, iż ktoś - na tym etapie - naukowo potrafi stwierdzić istnienie bądź nieistnienie Boga, bytność lub też niebytność obcych cywilizacji pozaziemskich, możliwość egzystencji lub niemożliwość egzystencji kolejnych wymiarów. Nie spenetrowaliśmy całości Kosmosu, nie posiedliśmy zapiętej na ostatni guzik mądrości. Tak naprawdę wiemy niewiele. Jesteśmy mocno ograniczeni. Im więcej ludzi jest tego świadomych, tym mniej prawd absolutnych na polu naukowym, filozoficznym, moralnym, może doprowadzić nas do zagłady. Z drugiej strony skrajny nihilizm i relatywizm nie jest żadnym rozwiązaniem, dlatego ludzie powinni szanować to, co mają. To, do czego doszli z takim trudem na polu badawczym. Nierzadko metodą prób i błędów. Skrajny nihilizm i relatywizm prowadzą do podważania prawd, chciałoby się rzec: oczywistych. Stąd też w sprawach takich jak np. teoria płaskiej Ziemi, warto stosować brzytwę Ockhama. Po co ktoś miałby nas na taką skale oszukiwać? O ile, nie wierzę politykom, bo kradną i manipulują, o tyle, co, kto, i w jaki sposób, mógłby zyskać na tak gigantycznym humbugu, w który należałoby zaangażować biliony czy tryliony dolarów, czy też porozstawiać wojsko dookoła rzekomo rozciągniętej na wszelkich odcinkach płaszczyzny Antarktydzie? Co konkretnie?
12
Może i Lucho na treningach widzi, że Aleix odstaje od Roberto. Ale nadchodzi kluczowa faza sezonu. Sergi oddycha rękawami lub doznaje kontuzji. Co będzie z prawą obroną? Grający od święta Vidal np. na Bayern lub Juventus? Nie rozumiem, naprawdę.
50
Jeśli dobrze pamiętam, to w trakcie poprzedniego meczu na Anoeta piłkarze Sociedad zastosowali wysoki pressing, przez co Barcelona się mocno gubiła, i zarzucano jej niski poziom determinacji oraz bezjajeczność. Dlatego jestem bardzo zadowolony z faktu, iż wczoraj wykazali ogromne chęci do gry, do walki. Byli nieustępliwi. Nastawieni na wymianę ciosów, która rozpoczynała się od strefy napastników. Messi i spółka podeszli do tego spotkania jak wojownicy i prawdopodobnie to było kluczem do upragnionego zwycięstwa. Zrobili wszystko, aby złamać "klątwę". Przez tyle lat to się nie udawało. Jednak dokonał tego Luis Enrique i jego ekipa. Za to należą się im wielkie brawa.
30
Anemiczna, laserowa strużka, średnicy spłaszczonego pod kołami autobusu pucharu, zuchwale pruła chodniki, ulice, sklepiki, restauracyjki i skwerki dumnego i majestatycznego Madrytu. Lizała artystycznie zdobione kolumny, jak orzechy rozłupywała postmodernistyczne kule, roztapiała latarnie, podgrzewała wodę w fontannach.
Na biurku najważniejszej persony w stolicy Hiszpanii zadźwięczał alarm. 69-letni jegomość, o jowialnej konstrukcji głowy, ubrany w elegancki surdut, z niedowierzaniem spojrzał w stronę wariującej lampki. Wyrafinowaną białą chustką przetarł oczy, założył okulary i wybrał numer do "ludzkiej broni". W słuchawce brzmiał sygnał za sygnałem. I nic, po tamtej stronie nikt nie odbierał. Rozzłoszczony staruszek powstał i ruszył w stronę drzwi. Poczuł ukłucie w sercu.
W apartamencie pieszczotliwie drzemał Krzyś. Z jego ust wydobywał się bąbelek, coś na kształt bańki mydlanej. Za każdym razem gdy wypuszczał powietrze, pęcherzyk powiększał swoją słodką powierzchnię. Nagle rozległ się potworny huk. Krzyś zerwał się na równe nogi, wciąż oszołomiony, spojrzał w stronę pochmurnego dziadziusia, który spiczastą końcówką laski przekłuł jego wszystkie wspaniałe senne marzenia. Pozbawił go lukrowanych pałeczek, budyniowych deserów, musujących koktajlów i innych delikatesowych rozmaitości.
- To ja wydaję dziesiątki, a może i setki milionów na twój trening, zapewniam ci najlepszych specjalistów w swoim fachu, turbodoładowuję cię najnowszymi osiągnięciami technologii, a kiedy przychodzi zagrożenie, ty sobie śpisz? Nie dość, że kilka dni temu w Andaluzji zostałem zdeflorowany, to jeszcze okazuje się, że jakiś podrzędny batalion z Galicji odważył się otwarcie mnie zaatakować we własnym mieście! Dosyć tego, wstawaj!
- Ale proszę pana, poprzedni rok był dla mnie wycieńczający. Czuję się kompletnie wydmuchany. Zeszło ze mnie powietrze. Tyle razy obroniłem, tyle razy zdobyłem, tyle razy z najcięższych okoliczności wyprowadziłem białą gwardię, że chyba należy mi się odpoczynek. Sposobność taka. A wszystkie największe, najmądrzejsze, naj, naj, naj... wspanialsze instytuty naukowe na świecie potwierdziły moją niepowtarzalność i międzygalaktyczność. Jestem przystosowany do walki na każdym polu. Kompletny. Nurkuję jak delfin, zabijam z bliska, grzmocę z daleka...
Zirytowany jegomość wytargał Krzysia za ucho, tym samym przerywając niedokończoną tyradę.
- Już ja ci dam.
- Uczeni i badacze się nie mogą mylić.
- Ach, te nagrody. Masz szczęście, bo gdyby nie to, mieszkańcy już dawno by cię wygwizdali. A tak im nie wypada. Choć słyszałem przeróżne głosy. Tymczasem zabieram cię do laboratorium. Rozpoczniemy proces pompowania, żebyś nie wyglądał jak sflaczała kiszka. Musimy się tym bydlakom zrewanżować.
I choć laser w pewnej chwili zaprzestał swej działalności - prawdopodobnie ze względu na ograniczoną energię, jaką dysponował - to przecież kilka szkód w Madrycie wyrządził. Sielankowa atmosfera dobiegła końca. W stolicy muszą się ponownie wysilić, aby ukontentować zdenerwowany i pragnący wojennej chwały lud. Chwały, w swym własnym, poszatkowanym licznymi autonomiami państwie.
15
Rzadko czytam książki typowo sportowe, ale Magdę wesprę ochoczo. Powodzenia!
6
Bardzo przyjemny mecz, wzbudził pozytywne emocje. Nowe kółka w maszynie powoli zaczynają funkcjonować, dzięki czemu podzespoły się zazębiają, a drużyna wygląda akuratnie. Niektórzy piłkarze odpoczęli, inni sprawili, że trener otrzymał bodziec do zastanowienia się nad personalną układanką w kolejnych meczach. Do pełni szczęścia - na tym etapie - brakuje jedynie przełamania klątwy na Anoeta. Ekipa jest na lekkiej fali wznoszącej, troszkę optymizmu wlało się w nasze serca, część kibiców mogła choć chwilowo ustabilizować swoje skołatane nerwy, dwoma słowami - idylliczna sobota. Chciałoby się powiedzieć: chwilo trwaj!
46
2:1 widnieje na tablicy świetlnej. Awans niepewny, jeszcze daleki. Wziął i ustawił futbolówkę. Rozpoczęła się 78 minuta. Rudobrody się rozejrzawszy, z impetem naciera. I przychrzanił, przyfasolił, przypieprzył. Ding-dong. Ledwie nad trawiastym kobiercem, lecz jednak piłka zadzwoniła o aluminium. A jakże skutecznie! Bramkarz zamarł ze zdziwienia, bo Argentyńczykowi się kierunki pomyliły. Panie Lionelu, takie strzały są niedozwolone, Pan łamie wszelkie konwenanse! A katalońska dziesiątka nic sobie z tych krzyków nie robi i po chwili tonie w uściskach swych bordowo-granatowych braci. Stadion w euforii, my przed ekranami niebożęta w euforii, statystycy i dziennikarze odnotowujący jego trzecie trafienie z rzutu wolnego w ciągu tygodnia w euforii. I nasuwa się na myśl tylko jedno małe pytanie, co Pan jeszcze potrafi, Panie Messi?