9

Cóż to był wczoraj za mecz! Niejeden barokowy czy renesansowy Malarz nie potrafiłby oddać tej głębi obrazu. Była walka, były kartki, była Rzeźnia. Ciśnienie skakało jak przy występach Moulin Rouge. Oczywiście znalazł się też Kopczyk kontrowersji, bo rzut karny dla Sportingu nie podlegał żadnej dyskusji. I zagrzmiał Basem ichni kapitan, jakby akurat dostał Rui. W końcu na wojskowy plac wyciągnięto tajną broń, która niezbyt zatrybiła owej nocy. Ale czegóż się spodziewać, skoro portugalski trener Jesus modlił się do niebios trzykrotnie "skuś babę na dziada". I następowała Skucha za Skuchą, lecz im bliżej do kończącego spektakl gwizdka, tym więcej Miroslav się mógł Radović, a i każdy z nas przy okazji. Nareszcie dokonało się! Warszawska ekipa stała się mocna jak ten Dąb. A jednym chórem wszyscy mogą potwierdzić, to jakiś jest sprawcą Mag-i-era jego następuje.

3

Po prostu jestem zaciekawiony jego teorią, a jednocześnie niezbyt do niej przekonany. Mam uzasadnione wątpliwości i zanim bezmyślnie sieknę mu polecenie, to chciałbym, żeby rozwiał mój sceptycyzm. Inna sprawa, jeśli to tylko niewinny żarcik, ja o tej porze straciłem humor i bezpodstawnie się czepiam. Wtedy - mea culpa, mea maxima culpa.

5

Ok, czysto hipotetycznie. Właśnie wróciłem z prerii, upolowałem kilka bizonów, zgromadziłem parę skalpów. Wchodzę do wigwamu, odpalam mój laptop, melduję się na stronie ulubionego klubu. I tam dezkritV2 twierdzi, że Perez smaruje. Logiczną konsekwencją Twojej wypowiedzi jest stwierdzenie, że UEFA to gniazdo korupcji, co w moim mniemaniu, wcale nie musi rozmijać się z prawdą, lecz powstaje pytanie - dlaczego Bartomeu lub prezes innego klubu również nie smaruje? Uważasz, że nie ma licytacji? Jeśli działacze UEFA są tak chciwi na pieniądze, to powinni dopuścić do szemranej licytacji. Jeśli tego nie robią, to znaczy, że Perez nie smaruje, tylko ma tam wtyki, które niwelują znajomości innych. Chyba że z góry wiedzą, iż zaoferuje pieniądze, jakich nie jest w stanie zapłacić tak bogaty klub jak np. City, Bayern czy Barcelona. Jak dla mnie teoria z kosmosu i to z jakiejś bardzo odległej galaktyki.

0

Komentarz usunięty przez użytkownika

9

Nie jestem sympatykiem Legii, ale niech im się powodzi, niech wygrają ten mecz, niech awansują do LE. Dzięki temu nazbierają kilka punkcików więcej dla Polski, co z kolei może się przyczynić do korzystniejszego rozstawienia rodzimych zespołów w przyszłości - zyskają na tym kluby Ekstraklasy, zyskają kibice, więcej kasy będzie się obracać wewnątrz państwa.

Ale nie! Niech te c**** ze stolicy odpadną, tak ich nie cierpię. A potem, o Borze, o Jezósie, dlaczego mój Leszek, Jagusia trafili na tak mocną drużynę? Te losowania są ustawione, nie ma sprawiedliwości na świecie, tyle się starali w lidze, tyrali jak posadzkarze przy agregacie, poty wylewali, a nawet do grupy nie wejdą? Jak to tak? Piniądze, misiu, piniądze i tak od wieków. A my w miejscu stoim.

76

Ależ wieczór pełen sportowych emocji mnie ominął. Messi zdobył w Lidze Mistrzów bramkę numer dziesięć. Mając w tym sezonie Champions League tyle samo występów co pewien dandys, przewyższa go skutecznością pięciokrotnie! Z formą wystrzelił Arda i wturanił hat-tricka! Fantastyczna sprawa. Jakby tego było mało, to kapitan naszej reprezentacji, Robert Lewandowski, wałkuje i magluje nas pięknie wykonanymi rzutami wolnymi. Tomasz go hajtował i proszę, bach-bach, supersnajper pobłogosławił niedowiarka, a i Ania przy okazji się załapała na przychylność Opatrzności. Od razu komentator z e-papierosem w zębach tłumaczy się na ćwierkaczu, że lwa obudził. Ja mu teraz mówię: Hajto Tomaszu, królu złoty, obudź rządzących państwami, głodnych nakarm i nasyć spragnionych, nagich przyodziej, w dom imigrujących przyjmij, zaś Paco Alcacerowi kajdany niemocy przełam!

5

Paul z imienia, Pogba z nazwiska.

Już tam urzęduje siwy i zatroskany portugalski baron w swym mrocznym zamczysku, gdzie aby dotrzeć, trzeba się chyżo przedzierać na wartkim wierzchowcu, by knieje i zagajniki niedostrzeżenie pokonać, bo czai się w zaroślach, w parowach, w listowiu, zwierzyna straszna a głodna niesłychanie, co pożreć kłusaka z jeźdźcem bez żadnego problemu może. I ów władca fortecy spiżowej, diabelskiej, ogniem w piwnicach ziejącej, nietoperzami w sklepieniach naszpikowanej, z tronu zstąpił, bo włości jego mizeria dotknęła, chude lata nastały, co poddanym wyposzczonym tak mocno, że żebra z daleka idzie policzyć, dała się we znaki niemiłosiernie. I nie raz i nie dwa pachołek z krzykiem prosił, o gomółkę sera, o pucharek wina, o kość do obgryzienia, lecz bieda i nędza samemu, wyjątkowemu Specjalnemu do oczu zajrzała. I choć litował się nad ludem, to sam był skazany, aby po nocach dokładnie gary i kociołki lizać. I wspominał ten dzień, wtedy surmami grzmiący, z dywanem czerwonym przed bramą wyścielonym, dziewkami piskliwie targającymi swą garderobą, bo oto przybywał na białym rumaku, lśniący i wyperfumowany, w zbroi złotej, z pawężem w dłoni, mieczem do pasa przypiętym, mesmerycznie wpatrzonym w tłum wiwatujący, rycerz najdroższy na świecie, wybawca przed uciskiem Bestii, która panoszyć się po puszczach zaczęła. I miał ją ściąć, ubić, krew wytoczyć, siarczystym ciosem do stóp powalając. Lecz dni kolejne mijały, potem tygodnie, w miesiące się przemieniając, a potem lata nadeszły i kalendarz jak bąk obracał się nieprzerwanie. Skarbiec pustoszał, służących wypędzano, budynki zaniedbywano. Ach, nic z dawnej potęgi grodu diabelskiego nie przetrwało. Z dawnej świetności, kurz i pajęczyny, skrzypiące zawiasem odrzwia, wyschnięta fosa i zarośnięte ogródki na trwale w murach twierdzy zagościły. Szlochał więc baron, zawodził i dukał, że słychać go na czterech stronach świata było. I tylko legenda, mit i przypowiastka pozostała po wojaku, który nie zbawił i pokładanych w nim nadziei nie zaspokoiwszy, pokotem ruinę po sobie w testamencie królestwu Specjalnego zostawił.

36

Naśliniwszy palec wskazujący, przyłożył go do kilku odstających od harmonijnego szyku włosów, z nosa zdmuchnął pyłek, tu i ówdzie tuszem poprawił wyrazistość swych rzęs, w myślach powtarzając "ale ten nowy Rimmel jest zajebisty". I już bez obaw, że wygląda jak karykatura siebie, mógł skierować się w stronę lustra. Będąc srogim i wymagającym, dostrzegł kilka pomniejszych wad w wyglądzie, lecz od czego ma buduar, jego wyjątkowe królestwo, gdzie mógł dostać się, wciskając ukryty przycisk, tuż za kotarą z wyhaftowanymi nań muskularnymi Marokańczykami. A tam aż z zachwytu wyfruwała z niego dusza, bo różano-pastelowy pokoik, w którym się znajdował, lśnił kosmetykami wszelkiego autoramentu. Były tam najkosztowniejsze podkłady, korektory różnej maści, niewielkie igiełki nasączone jadem kiełbasianym, kilka puszek z wazeliną, pędzle, francuskie pudry, olejki, kremy brązujące, te i inne szykowne, wytworne rozmaitości, którymi codziennie upiększał swe atletyczne, wyrzeźbione aż do znakomitości pojedynczej żyłki i mięśnia ciało.
Zupełnie zapomniał o koloru blond włosów istotach, jakie smacznie chrapały w jego małżeńskim, heblowanym na zamówienie łożu. Drobna łezka wezbrała w korycie oczek, tkliwość i rozczulenie przybierały na rozmiarach. Idąc za tym prądem, impulsem, wylakierowanym paluszkiem stopy wcisnął klawisz sprytnie ukryty pod barwnym ornamentem, przedstawiającym pulchnego, wesolutkiego, kędzierzawego aniołka. I jak za pociągnięciem zaczarowanej różdżki, z sufitu zjechała lśniąca niczym baśniowe zwierciadło półka. Nigdy nie mógł się przyzwyczaić do tego widoku, więc jedyną, każdorazową reakcją było subtelne, delikatne westchnienie, brzmiące ni mniej, ni więcej niż "ach". Kiedy tylko rzeczony, luksusowy regał stanął vis-a-vis jego dobrodusznej twarzy, od razu przejrzał się w trofeach, jakie tam zgromadził. Złote Piłki rzucały niebiański blask. Wtedy to, wziąwszy głęboki wdech, jednym ciągiem przemówił do całej wspaniałości, która przyprawiała go o niekończące się wzwody, zawroty głowy, niemal cudaczne a ckliwe uniesienia:
- Piłeczki Złote, moje Złote Piłeczki, powiedzcie przecie, kto najlepszym jest piłkarzem na świecie, kto najpiękniej kopie, najambitniej walczy, najcudowniej strzela, mimo gradów, mimo trzęsień, aż do końca, aż po czasów kres, stara się, nie bacząc na kontuzje, faule i kuksańce. Któż to jest tym Smykiem, tym piłkarzem doskonałym w każdym calu, co publika go wychwala, co pobija wsze rekordy i umyka też rywalom.
- Messi, Messi, Messi - nieoczekiwanie wykrzyknęły Złote Piłki - my jego, on nasz.
I z zemstą w oku, z niedowierzaniem, oddalił się, zapadając w sobie, przy tym kuląc jak matrioszka, babuleńka. Natychmiast odpalił telefon, wystukał numer i przemówił łkając:
- Paaaanie Preeeezesie, nikt mnie nie docenia, nie wiem czy chcę w piłkę grać jeszcze, wszyscy o tym Messim mówią, a to ja najlepszy jestem - z widocznym fochem skrzętnie tupał regularnie peelingowaną, muskularną nogą.
- Załatwi się, niczym się mój kochanieńki nie martw - odrzekł spocony z wrażenia Prezes.

26

Lew Tołstoj:

"Ale nie znalazł się ani jeden człowiek, który by się nad nim ulitował przez cały ten czas, kiedy chłopak, oddany do terminu, żył w mieście jak zwierzątko i, ostrzyżony do skóry, żeby nie lęgły się na nim wszy, biegał za sprawunkami dla majstrów; przeciwnie, odkąd mieszkał w mieście, słyszał tylko od majstrów i kolegów, że zuch ten, kto oszukuje, kto pije, kto wymyśla, kto się lubi bić, kto oddaje się rozpuście.
A kiedy, chory i zdemoralizowany niezdrową pracą, pijaństwem, rozpustą, wałęsał się, ogłupiały i półprzytomny, jak we śnie, bez celu po mieście, kiedy bezmyślnie wlazł do jakiejś szopy i zabrał stamtąd nikomu niepotrzebne chodniki, wówczas my wszyscy, zadowoleni z siebie, zamożni, oświeceni ludzie, nie tylko nie zatroszczyliśmy się o to, żeby usunąć przyczyny, które doprowadziły chłopca do tego stanu, ale chcemy jeszcze zaradzić sprawie w ten sposób, że skażemy go na więzienie.
Okropność! Człowiek nie wie, czego tu więcej - okrucieństwa czy nonsensu. Ale zdaje się, że zarówno jedno, jak i drugie doprowadzono do ostatecznych granic."

0

Parę dni temu przez synapsy przeszła mi taka myśl, że to niebawem nastąpi, a dokładniej było to w dniu urodzin naszego Klubu :) Taki trochę sentymentalizm.

13

Dzisiaj też wrzucam ciekawą historię do przeczytania/przeanalizowania.

W 1959 roku grupa radzieckich studentów Politechniki Uralskiej w Jekaterynburgu wybrała się na zimową wyprawę. Ich celem było zdobycie szczytu góry Otorten, znajdującej się w północnej części okręgu swierdłowskiego na Uralu. Miała to być przygoda ich życia. Jednak cena, którą za to zapłacili, była ogromna. Ich ciała znaleziono na zboczu sąsiedniej góry Cholat Sjakl, co w języku lokalnego ludu Mansów znaczy "Góra umarłych". Okoliczności ich śmierci od ponad 50 lat pozostają jedną z największych tajemnic Związku Radzieckiego.

http://wmrokuhistorii.blogspot.com/2014/03/tragedia-na-przeeczy-diatowa.html

1

Bardzo ciężko wybrać, bo są napisane w różny sposób i każda uwypukla coś innego. Jeśli miałbym wybrać jedną, to polecam Ci "Paragraf 22". Obok tej książki nie da się przejść obojętnie. Czarny humor, groteska wobec tragedii, jaką jest wojna.

Cytat jednego z użytkowników lubimyczytać: "Tytułowy paragraf 22 daje żołnierzowi możliwość natychmiastowego przejścia do cywila na własną prośbę z powodu choroby psychicznej, jednak ktoś, kto wnosi o zwolnienie ze służby, udowadnia tym samym, że jest psychicznie zdrowy, a tym samym nie może prosić o przejście do cywila z powodu choroby psychicznej - piękne! "

2

Jaroslav Hasek - Losy dobrego żołnierza Szwejka czasu wojny światowej
Erich Maria Remarque - Na zachodzie bez zmian
William Wharton - W księżycową jasną noc
Alistair MacLean - Działa Nawarony
Joseph Heller - Paragraf 22
Michaił Szołochow - Los człowieka
Ken Follett - Upadek gigantów
Frederick Forsyth - Psy wojny
Jarosław Abramow-Newerly - Alianci

21

Wczoraj wrzuciłem link do Księgi Voynicha, a dzisiaj na tapetę idzie tzw. Efekt Mandeli. Zanim posypią się hejty, to zaznaczam, że traktuję ów efekt jako ciekawostkę, a teoria spiskowa brzmi... wiadomo. Zagadnienie rozpatrywałbym w kontekście psychologii i funkcjonowania mózgu. Spotkał się kiedyś ktoś z Was z czymś podobnym?

http://www.nautilus.org.pl/artykuly,3225,mandela-effect-dowodem-na-ingerencje-podroznikow-w-czasie-w-.html

0

Katalonia to wspólnota autonomiczna Hiszpanii. Posiada własną flagę, herb, hymn, języki urzędowe, a nawet Prezydenta.

Bardziej chodzi o to, że Bawaria nie chce opuścić federacji państw niemieckich, zaś Katalonia pragnie odłączyć się od Hiszpanii. Tak mi się wydaję.

A te argumenty UEFY to takie okrągłe teksty, żeby jakoś się wytłumaczyć. Terroryzm? Nacjonaliści? Bardzo popularne hasła w tych czasach.

3

Wolałbym, żeby Lewandowski został w Bayernie i stał się najskuteczniejszym strzelcem wśród obcokrajowców w całej historii Bundesligi. A jak zdrowie pozwoli, to może by i wskoczył na podium najczęściej trafiających ogółem. Polak niepodważalną i wyjątkową legendą w lidze naszych zachodnich sąsiadów? Coś wspaniałego.

9

Choć sędzia też człowiekiem jest, to akurat w lidze hiszpańskiej ich pocieszna załoga popełnia błędy z regularnością godną robota. I tylko niezaostrzone ołówki, których nie poskąpiła sobie Matka Natura hojnie usiać niemal jednolitym kodem genetycznym w pewnym piórniku, odważyły się na obiektywny zarzut przekupstwa ze strony Barcelony. Nie mogę jednak winić poszczególnych obojów, fletów czy nawet puzonów, skoro sam artysta, który autorem był pomeczowej partytury, uwzględnia jedynie rzut karny z początku spotkania, a o dalszych kontrowersjach już nie raczy swym instrumentów wspomnieć i zachowuje się jak miedź brzęcząca oraz cymbał brzmiący. Gdyby to nie wystarczyło nam tutaj kolegom i koleżankom zgromadzonym, aby uśmiechnąć się pod nosem, to również warto napomknąć o dyrygencie całej tej transparentnej filharmonii, uciesznym Tebasie, co to wiercąc się w złotem upstrzonej, federacyjnej loży, nie jest w stanie ukryć swych muzycznych upodobań. O niedorzeczny byłby Bartomeu lub inny wysłannik, próbując cukierkami wypchać kieszenie arbitrom. Jak powiedział pewien ambitny polityk "głowa psuje się od góry", więc na co my tak naprawdę liczymy?

19

Pudzianowski wytarł podłogę Marszałkiem Polnym polskich kindergangów.
Ile wynosi jednostka czasowa "jeden Popek"?

3

Jeśli ktoś interesuje się zagadkami i różnymi ciekawostkami, to polecam zapoznać się z tym materiałem. Bardzo interesująca i nierozwikłana dotąd hmm... tajemnica... a może to tylko dowcip?

http://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/manuskrypt-voynicha-ksiazka-i-wielka-zagadka/

7

Na skołatane nerwy polecam:



Sami sobie jesteśmy winni.
Druga połowa przebiegała dużo lepiej w naszym wykonaniu. Momentami naprawdę czuło się magię wielkiej Barcelony. Elastyczność, płynne podania, sztuczki techniczne, wola walki. Oczywiście nie wszytko było tak pastelowe, jakbyśmy tego chcieli. Niektórzy zawodnicy zaprezentowali się poniżej oczekiwań. Szkoda sytuacji Neymara i Messiego. Cóż, taki jest futbol. Kibice Realu powinni ozłocić Ramosa. Jest ich ratunkiem, gdy wydaje się, że nadszedł koniec i nic nie można już na to poradzić.
Myślę, że powoli nasza gra zacznie się zazębiać. Iniesta wróci w pełnym wymiarze czasowym. Busquets ponownie zakumał cha-chę. Podobał mi się występ Alby. I wreszcie Suarez trafił do siatki.
Głowa do góry, bitwa zakończyła się remisem, lecz finiszu tej wojny jeszcze nie widać na horyzoncie. Wciąż wiele się może wydarzyć.

0

Białe kartki z czarnymi hieroglifami. Legalny, szeroko dostępny środek. Polecam.

2

Przez pierwsze 45 minut dwa buldogi się obwąchiwały, zaznaczyły już swój teren, a teraz nadszedł czas, aby skoczyć sobie do gardeł.
Po przerwie będzie ciekawiej. Warto pamiętać, że Luis Enrique jeszcze nie wyciągnął swojego asa z rękawa.

9

Jeszcze sędzia nie zdążył po raz pierwszy zadąć w gwizdek, a już internetowa armia proroków przepowiada niechybną zagładę. Paralityczny wstrząs wydobywa pianę na usta, powoduje drżenie członków i palce dalej i dalej, samoczynnie, wbrew rozsądkowi ich posiadacza, wstukują kolejne litery. "Nie chcę, niech ktoś mnie powstrzyma!" - do martwych ścian pokoju krzyczy toczone epilepsją ciało.
Gomes zwiastuje klęskę, Rakitić nie nadaje się do pierwszego składu i nawet Busquets jest bez formy. Przegramy! - rozgrzane klawisze komputera klepią nieustannie. Wykręcony z nerwów organizm próbuje odkręcić wentyl emocji. "Już nie dam rady, na Boga, niech to się skończy."
Aroganckie wskazówki zegara nie chcą przyspieszyć. Jeszcze 10 minut! Zdrętwiałe od bólu koniuszki rozprostowują się na chwilę by złapać oddech, po czym ponownie zbliżają się w stronę przycisków z wygrawerowanymi nań literami...

3

Skupię się na pozytywach, a tych jest bardzo dużo: plastyczny język, inteligencja połączona z humorem, szeroka wyobraźnia i duża dawka dystansu do rzeczywistości. Poza tym po raz kolejny nieszablonowo ubogacacie witrynę, dając tym samym pokaz swej kreatywności. Serialu nie oglądałem, więc nie wiem, czy istnieje jeszcze trzecie dno Waszego opowiadania, lecz dostępne na stronie części powodują u mnie niedosyt. I choć rozumiem, że niedopowiedzenia są również oznaką kunsztu, bo pozostawiają pole do myślenia i dalszych konstrukcji wydarzeń wewnątrz imaginacji każdego czytelnika, to zwracam się do Was z nietypową prośbą. Mianowicie chciałbym, abyście napisali czwarty epizod. Po zakończeniu meczu, na jego podstawie. Metafizyczny pojedynek pomiędzy Potworem a Dziesiątką. Kto z niego wyszedł zwycięsko? A może był remis?

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję.

4

Notatka z przyszłości

Minęły eony, od kiedy zapomniano o monarchiach, demokracjach, tyraniach i anarchiach. Wszystkie te formy rządów przeszły do lamusa, gdyż nieustannie ewoluujące umysły uznały je za zbyt trywialne. Zastąpiła je futbolokracja.

Właśnie dzisiaj ogół inter-dzienników, obszernie rozpisuje się na temat największego, ponadgalaktycznego święta, jakie rokrocznie odbywa się w granicach naszej Supergromady. Kaligrafują wydawnictwa z Drogi Mlecznej, Mgławicy Kopernika, Egzowymiaru, Gwiazdy Pozytronowej. Gryzmolę i ja, jajogłowa istota o ołowianej strukturze mózgu.

Szczycę się tym, że pomimo czterdziestu sześciu Wielkich Wybuchów, jakie demolowały Uniwersum, udało mi się dotrzeć do zachowanych manuskryptów z dziwnej substancji, która onegdaj nazywana była papierem. Tamto wyłuskałem Arkę Przymierza naszych czasów, zesłaną nam przez Przedwiecznych Bogów. Zawierała w sobie dość prymitywne pod względem techniki obrazy i dźwięki, lecz jej esencja była wstrząsająca. Z iście archeologicznym zamiłowaniem oglądałem kolejne mecze w wykonaniu Największych Istot, jakie stąpały po niezliczonych murawach przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Byli to: atletycznie zbudowany niczym kolos Cristiano Ronaldo oraz mikroskopijny geniusz finezji Lionel Messi. Każde tknięcie piłki, każde atomowe uderzenie, każde podanie, każdy drybling, każdy gol, nie bacząc na miliardy przesypanych od tamtej pory makro-klepsydr, dotąd wywołuje dreszcze u całego zbioru kibiców, fachowców, dziennikarzy.

Tak, tak... ich potomkowie za kilka godzin rozpoczną kolejny bój w zawieszonym między dziesięcioma wymiarami Hiper-Koloseum. Rozgrzani do białości, znerwicowani i niecierpliwi, czekamy na zawody. Znowu rozstrzygnie się, komu na najbliższy rok przypadnie władza we Wszechświecie. Pokojowo a walecznie, nieustępliwie lecz bez ofiar. Bracia i siostry, w chwili najbardziej uroczystej i podniosłej, z całych sił, z samego wnętrza naszych jestestw, dopingujmy tych, których kochamy i przede wszystkim - chwalmy naszą futbolokrację!

34

Nie za bardzo wiem, pod którą wypowiedzią użytkownika "tomasanet" umieścić ten wpis, więc daję go tutaj.

Szanuję Twoje subiektywne zdanie na temat najlepszej trójki kończącego się roku, ale się z nim nie zgadzam. O ile umieszczenie w niej Griezmanna uważam za słuszne, o tyle wpychanie tam na siłę Vidala kosztem Messiego uchodzi za kuriozum i w zasadzie dalsza dyskusja nie powinna mieć miejsca, gdyż oznacza stratę czasu dla nas obydwóch, ale mimo to spróbuję.

Ze względu na to, że niegdyś Pep był sternikiem Bayernu, a potem przybył tam Lewandowski, oglądałem i oglądam niemal każdy ich mecz. Owszem, Arturo jest wyróżniającą się postacią w linii pomocy, haruje, podłączą się do akcji ofensywnych, a do tego stosunkowo często zdobywa bramki, ale stawianie go na piedestale jest ogromną przesadą. Nie spotkałem się z opinią, iżby zasłużył na bytność w Złotej Trójce nawet wśród sympatyków ekipy z Monachium. Wg Kickera znalazł się w drużynie sezonu Bundesligi, a wg Goal.com nie. Podsumowując: był bardzo ważnym ogniwem, ale w samym Bayernie znalazłoby się co najmniej z dwóch bardziej kluczowych piłkarzy.

Messi już nie dominuje od 2012 roku? Nie wiem czy zwróciłeś uwagę, lecz Lionel został przesunięty z pozycji wysuniętego napastnika na prawe skrzydło, a pomimo tego zdobył do tej pory w 2016 roku 55 bramek i zaliczył 32 asysty (za witryną messivsronaldo) w 58 występach!!! I to w sytuacji, kiedy niektóre rzuty karne "oddaje" kolegom. Znajdź mi takiego drugiego gracza w całej historii futbolu, który nie będąc typową "9" ma takie statystyki (samych statystyk blisko jest Ronaldo, ale on przecież też nie powinien Twoim zdaniem się znaleźć w tym zaszczytnym gronie). Choć nie zawsze są miarodajne, ale przejrzyj jego ratingi na whoscored czy squawka. Mało tego, średnia dryblingów na mecz spokojnie ponad 3, kluczowych podań oscyluje około 2. Niejednokrotnie wracał się by rozgrywać piłkę, uruchamiał partnerów, ściągał na siebie uwagę rywala, o przerzutach, dośrodkowaniach i pchaniu wózka z napisem Argentyna, chyba nie muszę wspominać?

Naprawdę, rozumiem kontrowersyjne i alternatywne podejście do tematu, ale żeby mieć bielmo na oczach, aż w takim stopniu? Dla tak rozsądnie piszącego faceta jak Ty, to nie przystoi. Skończyłem.

34

Ronaldo nie płacił podatków? Spisek katalońskich nierządnic. Ten Kręcidło, jemu to źle z oczu patrzy. Od razu widać, że jest bordowym agentem, emisariuszem ich brukowej prasy na wschodnią część Europy. Dostaje żołd, więc jątrzy. Teraz jak Cristiano ma najlepszy rok w całej karierze - kosą wyciął, a cepem wymłócił rywali, jak rolnik zawartość pola, to tu nagle przed Klasykiem jakiejś lojalki z Irlandii wyciągają? I co może jeszcze grafologa niech na łeb mu sprowadzą, wasza mać? Przypadek? Gorące kartofle podrzucają do królewskiej szatni, a sami to w tej Barcelonie mają kryminalistów na pęczki. Taki ojciec Neymara, wisus i swawolnik, jumbo-jetami napakowanymi koksem i jawnogrzesznicami, niczym stodoła zbożem, rozwoził się po świecie za te katalońskie siano, bo inaczej by synalek wylądował w innym klubie. Co tu więcej gadać. A ten złodziej i malwersant Messi? A wyłysiały Mascherano, co to chciał przed sezonem się katapultować, bo fiskus wywąchał, że i on konfitury w piwnicy za pralką składował? A Laporta, zegarmistrz od kieliszka purpurowy? O, Rosell przecież! Ten to potrafił jak nikt inny geszeft robić. Teraz pewnie zaszył się w jakiejś Puszczy Białowieskiej lub Bieszczadach. Wszyscy oni funta kłaków niewarci!

51

Nie wytrzymie ta strona niedługo, już ja się z ziomkami o to postaram! Robertinho nie nadąży klepać algorytmów w klawiaturę. Aż im wszystkim pazury powykręca. Łooo Jezusiu, śniegiem sypie, grudzień się zaczął, a oni Herkulesowi po hat-tricku nie strzelają. Same nieuki w tym zarządzie siedzą, ja to bym lepsze transfery zrobił. Od razu po kilka asyst by pomoc miała. I jakby grali fantastycznie! A tak ten Lucho, coś mu idzie trenerka jak krew z nosa. Ostatnio to mi w Fifie, a koledze w Menadżerze, Kołtinio całą drużynę rozruszał. Teraz w rewanżu z tym trzecioligowcem to musi zagrać once de gala i wpakować koniecznie ze trzynaście bramek, żeby więcej od madryciaków w dwumeczu mieli. Ja tu szaliki i kubki pokupywał, koszulka idzie kurierem, kibic ze mnie jak ta lala, a oni śmią tak zawodzić? Niedługo Gran Derbi. Jeszcze się okaże po tym meczu czy mam dalej na profilowym w fejsbuku herb Barcelony trzymać. Toć jak Ronaldo wpakuje jakąś bramkę a Messi nie, to znów zacznę łykać nervosol. Już i tak po nocach śni mi się Paco. Niedługo to człowiek bał się będzie lampkę nocną wyłączyć. Czas jakiś strajk w internetach nakręcać, bo co to się stanie, co to się stanie? Ze wstydu trza będzie się pod tapczanem chować.

1

Komentarz usunięty przez użytkownika

1

W Hiszpanii nie ma takiego zwyczaju. Chyba że się do niego wybierzesz osobiście i mu owe przełamanie zaproponujesz :D

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?