9

Tak się nieładnie śmieją z Twoich drobnych niepowodzeń, a w końcu kupon na pół miliona siądzie Ci jak przewrotka Ronaldo i wtedy wszystkim ze zdziwienia opadną kopary. Będziesz Królem Życia, rozumiesz?

34

Jestem alergikiem i nie cierpię brzóz. Mam tak paskudne uczulenie na pyłki tego drzewa, że wyniki badań poszybowały poza skalę. Niby stara, poczciwa brzoza, a mnie doprowadza do kichania, swędzenia, a niekiedy do łzawienia i biegunki. A tu akurat kwiecień w pełni i zaczyna się rollercoaster. Nie wspomniałem o najgorszym. Od tego pylenia popadam w epizod psychotyczny. Wydaje mi się, że cały świat interesuje się moją alergią. Gdzie nie spojrzę – nagłówki, wiadomości, komentarze – tam jest temat brzozy. Nawet na ulicy ludzie rozmawiają o brzozie. Badają jej strukturę, wytrzymałość. A mnie ona wcale nie obchodzi! Interesuje się mną, choć ja nią nie. Chciałbym krzyknąć: ratunku! Obłęd. I jak tu przetrwać w spokoju ten gorący kwiecień?

1

Jeśli lubisz taką tematykę, to gorąco polecam "Rozpustne nasienie" Burgessa. Książka jest z 1962 roku, a niektóre wątki wydają się być aktualne jak nigdy dotąd.

2

Najzwyczajniej w świecie nie chce mi się przeglądać tego artykułu, ale kiedyś czytałem dysertację o Inkwizycji. Dowiedziałem się z niej np. że ponad 90% spaleń na stosie było wykonywane na rozkaz władzy świeckiej, a nie KK. Po prostu władcy traktowali tę lukę jako bardzo pożądany temat, dzięki któremu mogli się pozbywać niewygodnych przeciwników politycznych. A Galileusz jako karę początkową otrzymał codzienne odmawianie bodaj różańca, do którego wynajął jakąś dewotkę oraz dostał areszt domowy. Oczywiście, te pozostałe 10 % czy nawet trochę mniej to krwista plama na instytucji religijnej, jakiej podstawowym zadaniem powinno być dbanie o prawdę, uczciwość i sprawiedliwość. Tak czy siak, stosy są nie do wybaczenia.

0

Na pewno do mnie skierowałeś odpowiedź? Starałem się do minimum ograniczyć ładunek emocjonalny w moim mini-komentarzu. Nigdzie czegoś takiego nie napisałem.

0

Jestem w trakcie pracy nad opowiadaniem, które przeradza się w dłuższą formę, a traktuje o tym, że i wierzący, i ateiści, mylą się w sprawie metafizyki. Dopuszczasz w ogóle taką możliwość?

3



Trafiłem na coś takiego. To się wydarzyło naprawdę czy to tylko jakiś kabaret?

19

I bardzo dobrze, że nie ma takiej opcji. Jakby to wyglądało, gdyby Ernesto wygrał tryplet lub np. "tylko" Mistrzostwo Hiszpanii i Puchar Króla, a jego całosezonowa ocena oscylowała wokół 5 czy 6? Byłaby to przykra laurka, świadectwo zacietrzewienia tutejszych kibiców. Po prostu wstyd.

1

Słowem kluczem w moim komentarzu był "populizm", którego nie należy mylić z konstruktywną krytyką, o której pisał GenerałXavi. Starałem się napiętnować wypowiedzi pisane w emocjach, które przynoszą wstyd nam kibicom Barcelony jako ogółowi. Nie dorabiajmy sobie tak brzydkiej gęby. Spokojna, merytoryczna wypowiedź - jak najbardziej. Dzięki niej możemy argumentować i się spierać. Tylko tyle i aż tyle chciałem przekazać.

46

Czasami czytając komentarze na stronie przecieram oczy ze zdumienia. Skala populizmu wygląda zastraszająco. Dlaczego populizmu? Bo spora część wypowiedzi szanownych użytkowników podyktowana jest daną chwilą i emocjami. Rozumiem, że dzięki temu kibic pozbywa się negatywnych uczuć, które rozsadzają od środka, ale mimo wszystko, warto zachować chłodną głowę i uczciwie – a nie na skróty – podejść do tematu. Decydująca faza sezonu za pasem, Barcelona ma spore szansę powalczyć o kolejny tryplet, a tutaj ciągle pojawiają się szarże na trenera.

Valverde robi wszystko, aby tegoroczna kampania zakończyła się sukcesem. Nie siedzi sobie na ławce trenerskiej i nie duma: „a może by tak wkurzyć La Ramblę i nie dokonać zmian, albo przeprowadzić takie, które z ich perspektywy wydadzą się absurdalne”. Zrozumcie, trenerem Dumy Katalonii jest zostać bardzo ciężko, a jeszcze ciężej jest się na tym stołku utrzymać. Ile stresu i nerwów kosztuje praca na Camp Nou, najlepiej powiedzą zdjęcia z siwiejącym Pepem czy Lucho. Prezes i kibice na koniec sezonu nie będą się patyczkować, tylko jeśli zabraknie trofeów, to szkoleniowiec może wylecieć po jednym sezonie – jak chociażby Papa Martino. I Ernesto oprócz tego, że walczy o punkty, o puchary, o sławę, to również i realizuje swoją ścieżkę zawodową. Bycie szkoleniowcem Barcelony to wielki zaszczyt i ogromna odpowiedzialność. Głupio by było zostać trenerem takiego klubu jak FC Barcelona i nie wygrać z nią żadnych rozgrywek. Myślę, że taki scenariusz oznaczałby osobistą porażkę Mistera. Zgadza się, każda decyzja Ernesto Valverde ma na celu dobro drużyny i oczywiście też wiążące się z tym dobro własne. On widzi piłkarzy na co dzień, ma za sobą sztab fachowców, zapewne posiada na kilka kolejek do przodu rozrysowaną strategię. I oczywiście z odległości ławki dostrzega, która zawodnik na placu gry nie domaga i potrzebuje zmiany. Dziwią mnie zatem te kategoryczne osądy ze strony użytkowników, których wiedza jest niestety co najwyżej mglista.

Finał sezonu coraz bliżej, nerwowa atmosfera w trakcie meczów udziela się niemal wszystkim, temperatura wzrasta, i nie wiemy co nam kolejne spotkanie przyniesie, ale czasami warto na głowę wylać sobie kubeł zimnej wody, wziąć kilka głębokich oddechów i dopiero wtedy przystąpić do klepania w klawiaturę.

20

Jeśli Barcelona złamała tradycję co do szpaleru po KMŚ, to "karą" ze strony Królewskich powinien być w przyszłości ewentualny bojkot szpaleru po KMŚ zdobytych przez Barcelonę, czyli np. w grudniu 2018 roku.

Jeśli Real Madryt złamie tradycję co do szpaleru po wygraniu ligi, to "karą" ze strony Barcelony, powinien być bojkot szpaleru po ewentualnym wygraniu ligi przez Real, czyli np. za rok.

Jak dzieci, jak dzieci. I hop, szufla gnoju z jednej strony płotu przerzucona do sąsiada. Profesjonalizm.

9

Guardiola był głównym bohaterem tej książki, który dowolnie przemieszczał się w czasoprzestrzeni. Jednak taki osobnik był tylko jeden. A wszyscy inni muszą żyć i radzić sobie bez tej umiejętności :)

68

Kurt Vonnegut - wybitny lewicowy myśliciel, humanista i pisarz w jednym, wymyślił na potrzeby swej powieści termin "infundybuła chronosynklastyczna". Jest to takie miejsce w kosmosie, w którym najrozmaitsze prawdy, także przeciwstawne wobec siebie, wpadają do wielkiego leja, mieszają się, i nagle pasują jak ulał, składając się w jedną perfekcyjną prawdę.

Jedna z infundybuł chronosynklastycznych istnieje na La Rambli: zgarnąć wszystkie tytuły, grać przepięknym i widowiskowym stylem, bić rekordy wszelkiej maści, śrubować statystyki, gnieść jak walec rywali, a do tego stawiać na nieopierzonych wychowanków. Ot tak, odpalą i szturmem wezmą pierwszą jedenastkę.

Malkontentom polecam "Syreny z Tytana".

8

Może i namiętnie nie przeglądałem polskich stron innych klubów, ale zdarzało mi się, i powiem Ci szczerze, że nigdzie nie spotkałem się z czymś takim jak właśnie na fcbarca.com. Każdy pisze jak uważa, jeden o wiele dłużej ode mnie, drugi skrótowo, trzeci bardzo prosto, czwarty używa przekleństw, a piąty, który dobrze się zna na piłce, taktycznie opisuje zjawisko. I nigdzie, kurde, z tym nie było problemu. Ale nie tutaj. BarcaInfo wrzuca pożyteczne wklejki z twittera - atak nieprawdopodobny, czasami wręcz personalny. Don Corleone się rozpisze, wbije kilka inteligentnych szpilek - awantura. Pax wypunktuje jakąś opinię - przypisana łatka hejtera lub sztucznie broniącego jakiegoś piłkarza. I tak dalej. Wiecznie jakiś problem, wiecznie niezadowolenie. A czy ktoś innym broni się wypowiadać, forsować swoje przekonania? Nie wydaje mi się. Czasami jak mam wolny czas, to lubię zawrzeć dłuższy komentarz. Tak Ci to przeszkadza? Zignoruj mnie. Nie piszę po to, by się podobać, ale by wyrazić we własnym stylu swoje odczucia. I tylko tyle. Odkąd się zarejestrowałem na stronie, już nie raz i nie dwa, spotkałem się z przeróżnymi atakami czy obśmiewaniem. Jak widzisz, nic sobie z tego nie robię, więc dajmy temu pokój. Niech każdy wypowiada się tak, jak jest mu najprościej.

10

Piszę tak jak uważam, Ty również możesz mnie skrytykować lub wyrazić własną opinię w uznany przez siebie sposób. Nie widzę w tym problemu. Ok. Ale z tym "Dzięki Bogu" to dałeś lepiej niż Kuczok z "wymię Ojca" wobec Kubackiego. To był przeze mnie użyty zwykły, popularny, szczególnie w Polsce zwrot. Jeśli z kontekstu mojego komentarza wywnioskowałeś, że Barcelona Bogu zawdzięcza ten sukces, a nie elementom, które między innymi wymieniłem, to wybacz, ale ręce mi opadają. Dobrych snów. Wygraliśmy, więc powinny być kolorowe.

13

Wszelkie przedmeczowe założenia taktyczne Chelsea wzięły w łeb już bardzo szybko, bo Messi się nie patyczkował i w trzeciej minucie meczu dał prowadzenie Barcelonie. Jeszcze przed rozpoczęciem spotkania na szybko przejrzałem pewną kwestię (więc mogę się mylić). Każde następne spotkanie po narodzinach potomka, Messi wieńczył świetnym występem. Tak było z Atletico, tak było z Mallorcą. I w głowie miałem, że być może i z Chelsea, nabuzowany szczęściem i energią, rozegra fantastyczne zawody. I okazało się, że faktycznie, Argentyńczyk po raz kolejny eksplodował formą. Lionel strzelił dwie bramki i miał decydujący udział przy golu Dembele. Chapeau bas!

Podejrzewałem, iż Ernesto Valverde podejdzie bardziej konserwatywnie do rewanżu. Postawi na zagęszczenie pola, uważniej skupi się na destrukcji. Tymczasem asygnował do gry Dembele. I o nim też słów kilka. W pierwszej połowie bardzo źle wywiązywał się ze swoich zadań w obronie. Nie nadążał za wybiegającym rywalem, przewracał się, faulował w niebezpiecznych sektorach, nieodpowiednio wspomagał prawą flankę. Kilka razy głupio tracił piłkę, przez co Chelsea przechodziła do kontrataku, a do tego momentami nie widziałem u niego po stracie zaangażowania w odzyskanie futbolówki. Najwidoczniej w trakcie przerwy trener kazał się mu pilniej przykładać do zadań defensywnych, i oczywiście Francuz się poprawił, bo dopuścił się fantastycznej interwencji w sytuacji dosłownie beznadziejnej. Nie powstydziłby się tego Szefuncio i jego wślizgi. Świetnie. Ofensywa to już inna sprawa i nasz nowy nabytek spisywał się znacznie lepiej, a przede wszystkim swojego premierowego gola zdobył w idealnym momencie. Jest sporo do poprawy, ale występ zdecydowanie na plus.

Przechodząc do samej taktyki. Spodziewałem się czegoś zupełnie innego, to znaczy wydawało mi się, że na początku Duma Katalonii zagra spokojniej, a dopiero później przyciśnie. Ale jak już wspomniałem, blitzkrieg z początku spotkania anulował jakiekolwiek plany i domysły. Natomiast Chelsea Londyn zagrała naprawdę bardzo, bardzo dobre spotkanie i nie mają się czego wstydzić, bo wynik w pełni nie odzwierciedla przebiegu gry. Po raz pierwszy od dawna widziałem bezradną Barcelonę, która zdaje się być zagubiona jak we mgle i nic nie wskazuje, że może się pozbierać. Co prawda trwało to raptem kilkanaście minut, ale Jezus Maria, wyglądaliśmy jak ogłupiały autobus, który nie wie jak przejąć kontrolę nad spotkaniem, więc wybija lagę jak najdalej przed siebie. Była presja i pomimo dwubramkowego prowadzenia, to nie czułem się jakby to Barcelona trzymała rękę na pulsie.

Dzięki Bogu Valverde zareagował jak należy. Przetasował ustawienie. Wielką wartość dodaną do pojedynku wniósł Paulinho. A i również Gomes oraz Vidal nie zawiedli. Przestraszyłem się nie na żarty, co to będzie jak zejdzie Busquets. Akurat to był fragment spotkania, kiedy The Blues nas niszczyli, a tu jeszcze ma się zameldować na placu gry Andre, i tak naprawdę to nie wiadomo, co z tego wyniknie. Jednak obawy były zdecydowanie przedwczesne, a Barcelona stopniowo zaczęła uspokajać grę i powolutku przejmować kontrolę.

Niesamowity mecz. Co nerwy mnie zjadły, to moje. Widać, że istnieje diametralna różnica pomiędzy starciami w lidze hiszpańskiej a Ligą Mistrzów. Głównie chodzi o presję i poziom rozgrywek. A właśnie, byłbym zapomniał – pressing. Jeden z najważniejszych elementów potyczki. Barcelona bardzo dużo dała od siebie w naciskaniu na rywala i stąd też się brały problemy londyńczyków. Druga bramka, trzecia bramka, przechwyt Suareza i sam na sam z Belgiem. Miło było patrzeć jak chłopaki biegają, aż się kurzy.

Trzeba pamiętać, że za przeciwnika mieliśmy nie byle kogo, bo renomowaną ekipę, na najwyższym europejskim poziomie, która potrafiła nam zaleźć za skórę. Jasne, z problemami, przeżywającą ciężkie chwile, ale warto wspomnieć, że takie rozgrywki jak Liga Mistrzów rządzą się swoimi prawami, i aktualna dyspozycja na podwórku krajowym nie musi mieć wcale przełożenia, negatywnego czy pozytywnego, na postawę zespołu w konkretnym spotkaniu Champions League.

Możliwe, że pominąłem jakieś, albo i sporo, istotnych fragmentów z tego spotkania, ale o tym innym razem. Teraz jestem zadowolony, bo po arcytrudnej batalii - naprawdę jestem pełen podziwu dla Chelsea – awansowaliśmy do ćwierćfinału. Przed Ernesto Valverde jeszcze sporo pracy, gdyż w kolejnym etapie zawodów łatwiej nie będzie, a trzeba skorygować masę błędów, bo w przeciwnym razie, następny rywal może nas srogo ukarać. Nie można ciągle polegać na największym geniuszu w historii piłki nożnej, czytaj, Messim.

22

Dzisiaj w porządku zmiana ze strony Andre. Raz bardzo ładnie mając na plecach rywala uwolnił wbiegającego Albę, przy bramce Messiego zachował się jak należy - zbiegł do środka, otwierając pole Argentyńczykowi. Poza tym ogólnie dobrze współpracował z Jordim w defensywie, wspomagał go w kryciu, sporo biegał. Dużo zachowawczych zagrań, w tym kilka mądrych, gdy Chelsea przycisnęła, zaczęła dominować, Barcelona straciła posiadanie piłki, a nawet ratowała się dalekimi wykopami, to wtedy Gomes potrafił rozsądnie wycofać i trochę uspokoić. Do tego zdecydowana walka, na pograniczu faulu, do czego już wcześniej nas przyzwyczaił. Nie zaprezentował niczego ekstra, co by go jakoś wyróżniło, ale po zejściu Busquesta z placu gry, kiedy chyba wszyscy mieliśmy spore obawy, jak to będzie wszystko wyglądać, Andre Gomes zaprezentował się naprawdę przyzwoicie. Myślę, że tak uczciwie to na: 6.0. I to w kluczowym meczu sezonu. Może to będzie jakieś lekkie przełamanie? Dobra postawa w kolejnych meczach byłaby mile widziana.

13

Co to był za mecz! Niesamowita dawka emocji. Wynik jest zdecydowanie lepszy niż gra zespołu, bo Chelsea długimi momentami prezentowała się naprawdę dobrze i postawiła nam trudne warunki. Chwilami wręcz dominowała i Barcelona musiała ratować się rozpaczliwymi wybiciami piłki i rwaniem gry rywala. Na szerszą analizę jeszcze przyjdzie czas. Kapitalny Messi. Zmiennicy też swoje wybiegali, nie zjadła ich presja. Pierwszy poważny test na europejskich salonach przez Ernesto Valverde zaliczony. Gramy dalej!

47

Cóż to była za konferencja prasowa w wykonaniu kuglarza Mourinho. Po raz kolejny odpalił swój ulubiony, zupełnie nieoczekiwany i nieprzewidywalny numer, to znaczy w sytuacji, gdy prowadzony przez niego klub się kompromituje na murawie, okrutnie przebiegły Portugalczyk postanawia na oczach całego świata bryknąć fikołka i w trakcie spotkania z prasą nie tylko nie zamierza się ugryźć w język, a wręcz przeciwnie, ten się mu rozwiązuje, i z ust wylatują same jadowite żmije. Tendencja jest taka, że im gorzej zagrają podopieczni, tym silniej Jose musi się rozdokazywać. A czasami nie zna umiaru. O tym jak fatalna była postawa Czerwonych Diabłów, niech świadczy fakt, że tym razem Mourinho wzniósł się na Himalaje swych przemyśleń i z nieukrywaną bezczelnością wsadził kij w szprychy roweru o nazwie Manchester United. Zadał okrutny cios między oczy. Gazety sportowe mogą się prześcigać w domysłach, co było gorsze: mecz czy konferencja prasowa? Czyżby to był jego sposób na katapultowanie się poza mury Old Trafford? Skandalista. Trenerski paleontolog, wydłubujący z ziemi prymitywne narzędzia z czasów homo habilis. Android z zaimplementowaną wielofunkcyjną aplikacją wyrzygującą na ekran treści kolejnych legendarnych wymówek. Niepokorny syn portugalskiej ziemi. Wybraniec. Jak dla mnie może być po prostu skromne „The Special Five”. Na wieki wieków.

81

Dziękuję wszystkim, którzy poświęcili kilka minut z życia na przeczytanie mojego dość długiego komentarza. Pisałem go późną nocą, więc nie udało mi się uniknąć paru literówek.

Odnosząc się do merytorycznej odpowiedzi użytkownika Granto - kwestionowałem kwestionowanie samego transferu. Sztab trenerski, jak i sami skauci, mają od nas nieporównanie większą wiedzę na temat profilu danego zawodnika. A przede wszystkim obserwują go w szeregu spotkań na żywo! Moja uwaga odnosiła się do tego, że skoro znalazł się w kadrze Barcelony, to oznacza, że: a) wiązano z nim nadzieje b) czysto piłkarsko poziom umiejętności Gomesa przynajmniej wystarczał do jego zakupu.

Dopóki jest piłkarzem Dumy Katalonii i stara się jak może na treningach, przestrzega diety i sportowego trybu życia, nie awanturuje się, słowem, nie ma z nim problemów typowo wychowawczych, będę za niego mocno trzymał kciuki. Nie idzie mu w trakcie meczów. Portugalczyk nie potrafi się przełamać psychicznie. Jedyne co może zrobić kibic, który widzi, że zawodnik postępuje profesjonalnie, tyra na treningach, przykłada się do swoich obowiązków, to okazać mu wsparcie. Bo jest naszym piłkarzem. Gwizdanie na Andre w trakcie meczu to głupota - przecież gramy mecz! Chcemy na nim wywołać dodatkową presję, żeby grał jeszcze gorzej? Może przez to popełnić błąd, która dajmy na to, będzie kosztował Barcelonę stratę punktów. Nielogiczne zachowanie.

Nie jestem ślepy. Widzę, że gra słabo, czasami przeciętnie. I jestem zdania, że być może Gomes rozwinie skrzydła w innej drużynie. To może być dla niego i klubu najlepsze. Ale! To dopiero po sezonie. Teraz rozgrywki wchodzą w decydującą fazę. Powtórzę: dopóki jest piłkarzem Dumy Katalonii, dopóty będę go wspierał i mu kibicował. Tu już nie tylko chodzi o komfort psychiczny samego gracza, ale o korzyści z tego płynące dla ekipy. Jeśli chłopaki nie będą zjednoczeni, a kibice nie staną za nimi murem, to my, jako fani, nie zrobimy wszystkiego, aby pomóc im zakończyć sezon z sukcesem. Przecież nikt z nas nie wejdzie na murawę i nie zagra spotkania. Jedyne co możemy zrobić, to zamiast biernie się przyglądać, czy nie daj Boże opluwać człowieka, to jak sama nazwa wskazuje k-i-b-i-c-o-w-a-ć. I na tym te kibicowanie - oczywiście według mnie - polega.

221

Tylko dla wyrozumiałych.

Nie lubuję się w grze Andre Gomesa, urodzonego 30 lipca 1993 roku w Grijó, mierzącego 188 cm i ważącego 84 kg, a w Barcelonie występującego z numerem 21. Przed jego transferem do Dumy Katalonii zbyt dużo o nim nie wiedziałem. To prawda, kosztował całkiem sporo, lecz jak niemal wszyscy wówczas, tak i ja, byłem wobec takiej kwoty wyrozumiały, gdyż wpisywał się w projekt przyszłościowych transferów z rocznika ’93 – podobnie jak Digne, Alcacer, Semedo, Umtiti. Zaczynał, będąc nadzieją na wypełnienie luki po Xavim. I wszyscy mocno ściskali za niego kciuki. A potem w miarę postępującego sezonu, Portugalczyk systematycznie tracił zaufanie kibiców, bo zawodził, bo się nie rozwijał, bo grał asekuracyjnie, bo nie integrował się z systemem Barcelony. Pierwsza kampania dobiegła końca i Andre Gomes wskoczył na czarną listę. Z początkiem kolejnej, machina drwin i szyderstw coraz szybciej nabierała tempa. A zawodnik ewidentnie zablokował się psychicznie. Nie zapomniał, jak się gra w piłkę nożną. Jego technika drastycznie nie spadła. Nie uległ kontuzji. Nie przybyło mu kilogramów, ani nie stracił żadnych walorów fizycznych. Nie przeżył dramatów w życiu osobistym, poważnie nie zachorował. Chyba każdy logicznie rozumujący człowiek, jest w stanie wywnioskować, że skoro został sprowadzony do klubu, to już posiada odpowiedni poziom, aby nie mówić o nim jako o „drewnie” czy „oczywistym niewypale”. Inne wyjście: kwestionujemy na podstawie naszej wiedzy internetowej, poziom wiedzy scoutingu w jednym z najlepszych klubów na świecie. Troszkę pyszałkowate – odpada. Zatem wszystko, ale to niemal wszystko, przemawia za problemami z psychiką. O tyle temat został rozjaśniony, że sam piłkarz w ostatnim wywiadzie przyznał, iż w jego świadomości, w związku z narastającą presją, rozpętało się piekiełko, z którym nie może sobie poradzić. Okej. To teraz takie testowe pytanie: czy, i ewentualnie jak, kibice mogą pomóc swojemu zawodnikowi w walce z samym sobą? Gwizdami? Wsparciem? Dajmy na to, że ktoś wykonuje jakąś czynność pod presją, na jego ruchy zwrócone są tysiące par oczu, i mu to nie wychodzi, gubi się, myli, cała czynność przypomina groteskę. Rozumiem, że w takiej chwili gwizdy dopomogą w koncentracji i przełamaniu impasu (Pique może być zmobilizowany gwizdami ze strony kibiców Królewskich, ale czy równie lekko przyjąłby chłostę, przeradzającą się w tortury, ze strony socios?). Czy bardziej wyciągnięta ręka? Po prostu zrozumienie słabości drugiej osoby, w chwili kiedy nie idzie, tym bardziej okazanie mu zaufania i wsparcia, właśnie po to, żeby pomóc psychicznie się mu przełamać. Bo, że problem ma podłoże typowo psychiczne, to już chyba udało się nam ustalić? Rozumiem jak pięknie i widowiskowo kibicuje się Messiemu, ze zrozumieniem i podziwem kiwa się głową na wyczyny Busquesta, chwali się popisy ter Stegena, niezachwianą postawę Umititego. I tutaj każdy jest kibicem, każdy jest piewcą futbolu rodem z Katalonii. Tymczasem przychodzi wątek Andre Gomesa. Taki test, sprawdzian. I wylewa się strumieniami, niczym ze średniowiecznych kamienic, zawartość wiader z pomyjami. Leci na katalońskie ulice i katalońskie chodniki. A potem ludzie w tym chodzą, to ich wciąga, sami się w tym ubabrają i już nie mają pretensji do tych, co te świństwa wylali, tylko do obiektu, z powodu którego nieczystości zostały wylane. Bardzo jest mi szkoda naszego piłkarza. On się zapętlił. Nie może znaleźć wyjścia z tej sytuacji. Wybaczcie, ale jeśli czuje wstyd z powodu własnej postawy, i to taki, że nie pozwala mu on wyjść na ulicę, że doprowadza do jakiejś klaustrofobicznej alienacji, to nie jest bagatela. To jest coś poważnego. Mam przyjaciela, który jest wiernym fanem Lazio. Od dawna. I nie raz mi mówił, że musi mi być łatwo w tych czasach kibicować Barcelonie. On niejednokrotnie już załamywał ręce, ale wciąż coś go ciągnęło do tej drużyny, do oglądania ich meczów, do ściskania kciuków nawet wtedy, gdy było to beznadziejne. Otóż, mamy w Barcelonie mikrośrodowisko ówczesnego Lazio Rzym. Może trochę papierek lakmusowy naszej wierności i przywiązania do barw. Bo jeśli bycie z wybraną przez siebie drużyną, ma polegać tylko na skakaniu z radości w momentach tryumfu, a oklaskiwanie jest zarezerwowane jedynie dla nielicznych, to nie należy mylić kibicowania ze zblazowanym obserwowaniem. Piłka nożna i emocje z nią związane to jednak coś więcej niż zwykła transakcja handlowa. A drużyna piłkarska jest ze sobą o wiele bardziej zżyta nich pracownicy jakiejkolwiek firmy komercyjnej. Tutaj dochodzi magia sportu, cała ta czasami niemal baśniowa otoczka. Stąd też nie podchodzę do Andre Gomesa jako pracownika, który nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, a który zasługuje z tego powodu na naganę, wyrzucenie z pracy, wyśmianie, dyscyplinarkę i na koniec kopa w dupę. Do końca będę w tego chłopaka wierzył. I mam marzenie, że Valverde wreszcie wykrzesze z tego chłopaka to, co najlepszego. Wielu już było takich piłkarzy, co się bardzo długo nie asymilowali z systemem Barcelony. Nawet wychowankowie. A warto było na nich poczekać, by później stworzyli historię. Od Portugalczyka nie wymagam żeby stał się legendą, ale jeszcze wierzę w to, że Ernesto, oprócz swoich podstawowych zadań jak wygrana ligi hiszpańskiej czy walka w Lidze Mistrzów, „wyczaruje” nam również Andre Gomesa. Znajdzie dla niego odpowiednią rolę na boisku i pomoże przełamać psychiczny dyskomfort. To jest taki rodzaj trenera, któremu może się to udać. Futbol był świadkiem licznych niespodziewanych sytuacji czy absurdalnych wydarzeń. Dlaczego tym razem nie mogłoby być podobnie? Na końcówkę sezonu jedno hasło: wiara!

2

Pięknie jest jak Barcelona wygrywa i awansuje dalej. W tym momencie jest przewidywalnie, z lekką szyderą w stronę zdumionego szejka malinowego.

5

Erskine Caldwell. Humanista. Niezwykły pisarz. Kto przynajmniej trzy powieści przeczyta, ten się zakocha. Ale, ale. O burdelu też napisał - "Jenny". I tam burdelmama była najbardziej moralną jednostką spośród całej panoramy miasteczka. Dlaczego? Chętnych zapraszam do lektury. Natomiast ów spektakl, owo przedstawienie... było oglądane przez ludzi. Się skończyło. Ekran zgasł. Któż, oprócz tandetnych powtórek, to wspomni? Masochista. Hej-ho!

4

Jestem lekko poirytowany widowiskiem z pierwszej połowy. Gramy bardzo niechlujnie, było dużo strat i niedokładności. Digne musi uważać, żeby nie dostać drugiej żółtej kartki, i najwyższy czas, by po przerwie obudził się Paulinho, bo 45 minut spożytkował fatalnie. W środkowej strefie boiska panuje zbyt duży chaos, czego odzwierciedleniem jest stosunkowo niskie posiadanie piłki. Akcje niezbyt się kleją. Taki trochę marazm ze strony Barcelony. I to z 18 ekipą La Liga. Liczę, że się pozbierają, bo do stracenia jednej bramki i zafundowania kibicom nerwówki wiele przecież nie potrzeba.

29

Przejrzałem terminarz rozgrywek ligowych i szczerze powiedziawszy, to wcale nie jest powiedziane, że Barcelona będzie mieć usłaną różami ścieżkę po tytuł Mistrza Hiszpanii. Jednocześnie Duma Katalonii ma wypracowaną solidną przewagę nad niżej przycupniętymi w tabeli drużynami. I nie po to ten dystans punktowy istnieje, aby z niego nie skorzystać. Moim zdaniem w najbliższym spotkaniu z Las Palmas trener powinien akredytować do gry konkretnie przetasowaną jedenastkę, a potem na mecz z Materacami wystawić pełnię siły rażenia, i znowu, na kolejną potyczkę w La Liga solidnie rotować i w arcyważnych zawodach z Chelsea wypuścić tyle, ile fabryka dała. Nawet w razie potknięcia z Kanaryjczykami, bardzo szybko Barcelona może sobie to zrekompensować, wygrywając bezpośrednie starcie z Atletico. Dzięki wspaniałej postawie w pierwszej części sezonu, drużyna może sobie pozwolić na luksus straty punktów w mniej ważnych spotkaniach na wiosnę i z pełną mobilizacją przystąpić do walki wtedy, gdy jest to konieczne. Nie chciałbym więcej rozczarowań w Lidze Mistrzów, a pomimo tego, że wynik z Londynu jest dla nas korzystny, to jeszcze do awansu daleka droga. Mam lekkie obawy co do rewanżu. Mam nadzieję, że Ernesto odpowiednio przygotuje piłkarzy do tej batalii, a zawodnicy wyjdą na murawę Camp Nou zregenerowani. To może być klucz do sukcesu. Przewaga nad rywalami z Madrytu jest bardzo przyjemna, tylko żeby nie stała się wartością samą w sobie, a raczej środkiem, z którego Valverde skorzysta dla zabezpieczenia interesów klubu w wiążącej fazie sezonu.

7

Dlaczego w internecie panuje niesprawiedliwa moda na generalizowanie???

Poczytaj sobie stare artykuły, gdzie niejednokrotnie użytkownicy krytykowali Neymara za np. wycieczkę na urodziny siostry. Nie raz i nie dwa dostawało mu się za pajacowanie i symulanctwo oraz brak dojrzałości. Także niestety, ale nie masz racji. Idąc Twoim tokiem rozumowania, można wybrać sobie stronę sportową dowolnego klubu, przeczytać kilka wpisów na krzyż, a potem wyciągać na ich podstawie uniwersalne wnioski. To się fachowo nazywa: M-A-N-I-P-U-L-A-C-J-A.

3

Lata temu jak pomagałem trenować juniorów młodszych w mojej rodzinnej miejscowości, w trakcie gierki doznałem nieprzyjemnej kontuzji - w wyskoku zablokowałem stopą uderzenia napastnika, po czym dotykając murawy, noga mi się wykoślawiła i skręciłem kostkę. Wyobraź sobie, że może nie płakałem, a może automatycznie łzy mi się pojawiły w oczach - nie wiem, bo nie zwracałem uwagi na taki pikuś. Natomiast musiałem czołgać się do linii bocznej. Nie potrafiłem utrzymać równowagi! Zadzwoniłem po kolegę, który odwiózł mnie do domu, bo nie mogłem nawet prowadzić samochodu. Także moim zdaniem opartym na jakimś tam doświadczeniu - okropnie bredzisz. Obyś nigdy nie musiała weryfikować swojego kategorycznego myślenia w tej sprawie na podstawie jakiegoś przykrego incydentu.

32

Myślę, że otrzymaliśmy całkiem zgrabnie i widowiskowo opakowaną odpowiedź na odwieczne pytanie - dlaczego rywale (na Camp Nou szczególnie) wolą po stokroć ustawić się defensywnie i liczyć na kontry, niż pójść z Barceloną na wymianę ciosów. To nie jest nawet kwestia naszej wyjątkowo ofensywnej taktyki w tym meczu. Po prostu była przestrzeń do gry w piłkę, a w tym elemencie Duma Katalonii jest praktycznie nie do zatrzymania. Mało który zespół odważy się na takie szaleństwo, ale dzięki temu można rozkoszować się futbolem. Z naszą formą w warunkach normalnych nie ma problemu. Jeśli Valverde opatentuje swój własny wynalazek na szczelną obronę, podwajanie krycia, wycofaną w głąb pola linię pomocy, niezwykłą koncentrację i zaangażowanie, zwane nie do końca uczciwie autobusem, to drużyna może stać się maszynką do mielenia. Tylko to nie będzie takie proste. Tak jak proste nie jest wyjście przeciwko Barcelonie i walka o piłkę. Im dalej w sezon, tym robi się ciekawiej. Ufam Valverde. Poczekajmy i się przekonajmy, co też Ernesto zrobi.

24

Takich spotkań jak dzisiejsze było mnóstwo. Rywal przyjeżdża na Camp Nou grać z kontry i jego jedynym zadaniem jest totalna murarka: podwajanie krycia, zagęszczenie środka, głębokie cofnięcie się drugiej linii, zasieki i nieustanne wypychanie graczy z piłką przy nodze z dala od pola karnego. I najczęściej są dwa scenariusze. Albo Barcelona zdobywa bramkę dość szybko i rozwiązuje się worek z trafieniami, bo rywal musi się otworzyć, albo do ostatniego gwizdka oglądamy bezskuteczną nerwówkę. Getafe wytrzymało do końca. I tyle. Nie wyciągałbym pochopnych wniosków. Nie ma żadnego kryzysu. Natomiast Valverde przeszedł przeprawę przed meczem z Chelsea i może się skupić na szukaniu rozwiązań. Poza tym jestem mile zaskoczony poziomem gry stoperów.

35

Taki mecz jak dzisiaj nie powinien mieć w ogóle miejsca (i nie chodzi mi o wynik). Katastrofalny stan murawy, który spowodował, że nie oglądaliśmy piłki nożnej, tylko jakąś inną, kuriozalną dyscyplinę. Poza tym ze strony sędziego to już nie była pobłażliwość, nieuwaga czy błędy interpretacyjne, ale po prostu okropna niekompetencja! Dlaczego pozwalał na tak brutalną grę? To się kiedyś może skończyć tragedią - bardzo długą kontuzją dla jakiegoś piłkarza. Liga hiszpańska organizacyjnie stoi na fatalnym poziomie. Jak dodamy do tego brak VAR i tak dalej... Czasami się zastanawiam jakim cudem to wszystko jest możliwe, przecież jedna z najlepszych lig na świecie, nie może sobie pozwalać na tak rażące uchybienia... a jednak, to nie koszmar, tylko rzeczywistość...

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?