Jak wygramy z Atleti to znów będzie 8 punktów przewagi. No ale trzeba wygrać, a nie - dajmy na to - zremisować, co ostatnio jest powszechne w przypadku Barcy...
Słabiutki mecz w wykonaniu Barcy i nie ma co zwalać na sędziego, czy cokolwiek innego. Las Palmas wiedząc, że Barcelona wszystkie akcje przeprowadza środkiem - tam gdzie jest Messi - zrobiło tłok w tej części boiska przed swoim polem karnym, obstawiając trzech lub czterech piłkarzy wokół Messiego. Szkoda, że przez 90 minut nikt ze sztabu szkoleniowego Barcelony nie wpadł na pomysł, żeby zmienić sposób grania, na przykład przesunąć Messiego na skrzydło, bądź wycofać go nieco bardziej do tyłu, tak żeby pozostali ofensywni gracze, tacy jak Dembele, Coutinho, czy Suarez, mieli więcej miejsca. W tym gąszczu ewidentnie nie było szansy na zrobienie jakiegoś ataku pozycyjnego.
Hola hola! To nie do końca tak! Godziny rozgrywania WSZYSTKICH meczów do tej pory to była godzina 20:45 (wyjątkowo 18, jeśli mecz był w Rosji)
Od sezonu 2018/2019 mecze będą rozgrywane w każdym dniu meczowym zarówno o 19:00 , jak i o 21:00 (w fazie grupowej będą to 2 mecze dziennie o 19:00 i 6 meczy o godzinie 21:00) , tak więc będzie można jednego dnia dwa mecze obejrzeć. To chyba jest kluczowe w tym wszystkim :)
Spoza UE może być w składzie każdego klubu z Primera Division 3 zawodników. Nie wiem, czy ten przepis dotyczy też rozgrywek w ramach Ligi Mistrzów, ale chyba nie, bo wczoraj w składzie Sevilli grali w pierwszej jedenastce Correa, Mercado i Banega ( wszyscy z Argentyny) oraz Muriel (z Kolumbii). A skoro może być więcej niż 3 spoza Unii Eurpejskiej, to taki Arthur przydałby się nam nawet jeszcze w obecnym sezonie na Champions League, z tym, że i tak niestety nie można by go już było zgłosić do obecnych rozgrywek :(
Rakieta dziś 3 bardzo nieładne straty - poprzez tak anemicznie wolne wyprowadzanie piłki, że rywal zabierał mu ją bez większego wysiłku! W sumie tylko z tego go zapamiętałem...
Eibarczycy biegali jak najęci!!! Naprawdę szacun!
A co do naszej gry, to znów szwankuje kreowanie akcji ofensywnych. Dziś Suarez był ewidentnie na szpicy, a ciężar gry próbował brać na siebie Leo, który zdawał się być nieco bardziej wycofany niż zwykle. Jednak szło mu z tym bardzo średnio, o ile nie powiedzieć, że nieporadnie. Co prawda asysta przy golu Suareza była palce lizać, ale znacznie częściej Messi wdawał się w niepotrzebne pojedynki z gąszczem piłkarzy SD Eibar, nakręconych dziś jak po 7 wypitych w kwadrans redbullach. Do tego niezbyt ciekawy stan murawy i pogoda pod psem. Wszystko to sprawiało, że nasz crack często tracił nie tylko piłkę, ale i siły. Niepotrzebnie. Zwłaszcza, że i tak wielce wyróżniającym się piłkarzem przez to wcale nie był. Tak samo jak zresztą cała drużyna, która zagrała trochę apatycznie, trochę zachowawczo, a na pewno bez tej werwy, bez tej energii, bez pressingu, z którego słynie, i w zasadzie to i bez jakiegoś konkretnego pomysłu.
Zresztą jak tu mówić o pomyśle na grę, skoro przez 2/3 meczu to Eibar dyktował jej tempo, zmuszając Barcelonę do przetrenowania taktyki, do której zwykle się nie ucieka, tj. do wybijania na oślep, bądź wyprowadzania równie sporadycznych, co chaotycznych kontrataków.
Jestem w lekkim szoku i jednocześnie pełen uznania dla ekipy, która rozegrała jak dotąd 3,5 sezonu w najwyższej klasie rozgrywkowej w Hiszpanii; ekipy, której wartość rynkowa w sumie wszystkich piłkarzy to (uwaga, uwaga!) 57,50 mln €, czyli prawie 20 razy mniej niż łączna wartość wszystkich piłkarzy Barcy; i ekipy której domową arenę stanowi mogący pomieścić ledwie 7 tysięcy widzów Estadio Municipal de Ipurua. Dziś przez sporą część meczu grali z Barceloną jak równy z równym. Potrafili zdobyć przewagę w tak kluczowych statystykach jak utrzymywanie się przy piłce, ilość rzutów rożnych, czy ilość oddanych strzałów. Mam wrażenie, że gdyby udało im się nie podwyższyć na swoją niekorzyść także statystyki czerwonych kartek, to wynik meczu do końca mógł pozostać niepewny.
Na szczęście temperament Orellany w tym meczu przyniósł mu więcej szkody niż pożytku.
Na nieszczęście pozytywny wynik w tym meczu wcale nie poprawia przeciętnego obrazu gry Barcelony, a już na pewno nie napawa przekonaniem o wysokiej dyspozycji Blaugrany przed meczem z The Blues.
Oby kolejne dni nasi piłkarze i trenerzy dobrze przepracowali, bo o ile takie wymęczone zwycięstwa jak dziś są często kluczem do sukcesu w Lidze, to niestety rzadko kiedy taka gra pozwala dominować w Champions League.
Mam nadzieję, że to tylko chwilowy brak wiatru w żaglach Barcy, od kilkunastu dni ledwie dryfującej po oceanie mających nadejść w tym sezonie sukcesów.
Zobacz w Carrefour. Kilka razy kupowałem i to w dwóch wersjach pojemnoścuowych: 0,33l lub 1l. Kupowałem bardziej z senstymentu do Barcelony, bo jako browar to taki sik trochę :)
Z tego co się orientuję, to przecież z Neymarem miało być podobnie. W 2013 r. Barcelona miała wpłacić Santosowi kwotę odstępnego, a chłopak miał do mundialu w Brazylii, czyli do lipca 2014 r. zostać w Santosie. Ostatecznie jednak wszystkie strony ustaliły, że będize to od razu transfer definitywny.
Taka idea nie jest więc czymś niezwykłym i w przypadku zawodników, których talent nie ulega wątpliwości, i którzy już mają przynajmniej jako tako ustabilizowaną formę, jest to niekiedy dobre rozwiązanie. Po pierwsze zawodnik nie przeżywa szoku związanego z przejściem do wielkiego klubu, ma czas na oswojenie się z myślą, że niedługo wyzwania, jakie przed nim staną, będą znacznie poważniejsze niż w aktualnym klubie. Po drugie ma on motywację do tego, żeby starać się utrzymać dobrą dyspozycję, z uwagi na fakt, że jest cały czas na świeczniku swojego nowego pracodawcy.
Dokładnie! Wyciąganie jakichkolwiek logicznych wniosków z meczu, którym rządziły chaotyczne prawa żywiołu, jest kompletnie bezsensowne. Równie dobrze mogłoby być w tym meczu 4-0 dla Espanyolu, a w obliczu warunków w jakich był rozgrywany, wynik ten nie świadczyłby absolutnie o niczym.
Dobrze w sumie, że mecz zakończył się remisem i w relacji sportowej pomiędzy oboma klubami zachowane zostało dotychczasowe status quo, bo na dobrą sprawę mecz ten nie powinien był się w takich warunkach odbyć.
Jedyne co przychodzi mi do głowy jako komentarz do dzisiejszego spotkania, to myśl, że z samego rana, zamiast przedmeczowego rozruchu, cała drużyna Espanyolu z pewnością musiała leżeć krzyżem w kościele parafii Santa Mariia przy Plaça de l'esglesia w Cornella i modliła się o przychylność niebios. A że Bóg miłościwy jest i zawsze w opiece ma słabszych, zesłał dziś nad stadion na przedmieściach Barcelony prawdziwy potop. I paradoksalnie tylko dlatego Espanyol nie zatonął, bo przy mniej apokaliptycznej pogodzie Los Pericos poszliby niewątpliwie na dno.
Z drugiej strony powiedzieć też, że tak jak Noe biblijny kataklizm, tak i piłkarze z Cornella el Prat z sukcesem przetrwali dzisiejszą ulewę, to jednak spore nadużycie. Bo przecież potop miał w swoim założeniu unicestwić tych złych. Tymczasem po dzisiejszym meczu Espanoyl nadal zalega gdzieś w odmętach ligowej tabeli, tuż nad grząskim mułem dna, które rokrocznie wciąga najgorszych przedstawicieli hiszpańskiej ekstraklasy do czyśćca Segunda Division, zaś Barcelona w dalszym ciągu bezpiecznie osiada na szczycie Araratu La Ligi, pozostając niezwyciężoną od początku obecnej kampanii. Któż zatem jest tym dobrym, a kto tym złym?
I to nie jest tak, że nabijam się z mniej utytułowanego klubu z sąsiedztwa, ale to jedyne obiektywne wnioski, jakie mi się nasuwają.
Tak na marginesie na chwilę obecną suma wartości piłkarzy Barcy jest zdecydowanie najwyższa na świecie. Wg Transfermarkt jest to kwota rzędu 957 mln €. Jest to suma o 99 € mln wyższa od wartości piłkarzy Realu Madryt. Są to dwie najdrożej wyceniane ekipy na świecie, no i z oczywistych względów także w Hiszpanii. Trzecią najdroższą kadrę w La Liga posiada Atletico - 644,00 mln €, a czwarta Valencia posiada skład warty 311,00 mln €. Na piątym miejscu jest Sevilla z piłkarzami o wartości 273,00 mln €.
Jeśli chodzi o Anglię, to suma wartości graczy Manchesteru City to 792,5 mln €, a Manchesteru United 741,5 mln €. Na trzecim miejscu pod kątem wartości kadry w Premier League jest... Tottenham! Posiada on szatnię z piłkarzami wycenianymi w sumie na 706,00 mln €. Chelsea jest czwarta - 695,75 mln €, piąty Liverpool - 548,00 mln €, a Arsenal o dziwo dopiero szósty (a nie czwarty;) z kadrą wycenianą na 492,45 mln €.
We Francji najdrożej wycenianych piłkarzy w kadrze ma oczywiście PSG - suma ich wartości to 756,50 mln €. Co ciekawe drugie pod tym względem AS Monaco ma piłkarzy o łącznej wartości o ponad połowę niższej - 342,65 mln €.
W Bundeslidze przoduje pod tym względem Bayern Monachium. Uzbierał w kadrze graczy o łącznej wartości 642,50 mln €, z czego najdroższy jest Robciu (80 mln €). Druga jest Borussia Dortmund z kadrą wartą 364,45 mln €, a trzeci (sam jestem zaskoczony) RasenBallsport Leipzig z kadrą wartą 305,55 mln €.
We Włoszech jest biedniej, ale za to mniejsze są dysproporcje między czołowymi klubami. Kadra Starej Damy jest warta 564,65 mln €, zaś Napoli wycenia się na 402,95 mln €. Trzeci jest Inter z piłkarzami o łącznej wartości 348,30 mln €. Czwarta pod tym względem jest AS Roma - 344,40 mln €, a piąty AC Milan - 340,60 mln €.
Jeśli chodzi o sumę wartości piłkarzy w całych ligach, to zdecydowanie najwięcej trzeba by było wydać, aby kupić wszystkich graczy Premier League - aż 6,48 mld €. Na graczy hiszpańskiej Primera Division potrzeba 4,34 mld €. Piłkarze grający w Serie A są w sumie warci 3,51 mld €, ci z Bundesligi - 3,09 mld €, a ci z Ligue 1 wyceniani są na 2,72 mld €.
Dla porównania dodam, że wszyscy piłkarze naszej kochanej polskiej Ekstraklasy są wyceniani na 155,88 mln €, przy czym najdroższą kadrę ma Legia - 22,58 mln €, a drugi Lech uzbierał skład wyceniany na 16,73 mln €.
I na koniec ciekawostka. Prawie 31-letni Messi wyceniany jest na 180 mln €, co oznacza, że jakby go Barcelona za te pieniądze sprzedała, to teoretycznie stać by ją było aby kupić całą Ekstraklasę i jeszcze by zostało 25 milionów euro na piwo :)
Jeszcze zamiast Cillessena powinien być Busquets. Wówczas wartość tego rzędu wynosiłaby €535 mln. Z Cillessenem jest "tylko" €464 mln ;D Ceny wg transfermarkt.
Kiedy cała Iberia tak rechocze nad futbolową śmiercią kliniczną pewnego królewskiego klubu futbolowego ze stolicy Kastylii, zwłaszcza zaś z agonii jej przywódcy o czerepie urody kolana, z której to śmierci objęć wyrwać się zupełnie nie może, pomimo aplikowanych średnio dwa razy w tygodniu czopków do wybudzania ofiar w tego typu nieszczęsnych przypadkach, jak choćby tych z Numancii, La Corunii, czy Leganes, nie możemy zapomnieć, że przed nami jeszcze potyczka z tutejszą filią madryckiego królewskiego kombinatu antykatalońskiego. Zostawmy zatem uśmiechy i radosne pląsy na potem, najlepiej na maj, a konającego uszanujmy raczej ciszą, bo – jak stare porzekadło mówi – o zmarłych mówi się albo dobrze, albo wcale.
Tak, Real umarł. Nie żyje. Co prawda na razie klinicznie i są tam jeszcze dostrzegalne pewne podrygi poszczególnych członków, które chciałyby swoim nieco mocniejszym, acz nadal ledwo wyczuwalnym pulsem wzmóc w całym organizmie siły do zmartwychwstania, owszem, ale wygląda to bardziej na konwulsje przed mającą zaraz nastąpić śmiercią biologiczną, tą ostateczną. I pomyśleć, że to wszystko wygląda bardziej na samobójstwo, albo – w zależności od kryteriów jakie przyjmiemy – przynajmniej eutanazję na własne życzenie. Albo w zasadzie to jedno i drugie naraz i w efekcie doktor P. Saint Germain będzie musiał wpisać w karcie zgonu: "po nieudanej serii samobójstw ciężko ranny domaga się odłączenia aparatury podtrzymującej życie. W imię miłościwego Boga spełniłem ostatnią wolę Pana Los Blancos."
Dzisiejszy mecz przypomniał mi stare piłkarskie porzekadło: niewykorzystane sytuacje się mszczą. Setka Denisa Suareza, karny Messiego. Takie mecze są bardzo potrzebne, bo przypominają, że sezon wciąż trwa i skoro jeszcze nic nie wygrałeś, to znaczy, że jeszcze wszystko możesz przegrać. Trzeba zachować koncentrację do ostatniego gwizdka sędziego w sezonie, a mecze takie jak ten są jak bura od starego za nieodpowiedzialność, jak porcja piołunu dla słaniającego się na nogach boksera, albo jak łyk magicznego napoju dla Asterixa ;)
Tak uważają głównie osoby sympatyzujące z Realem Madryt. Obiektywni kibice uważają, że to był największy come back w historii europejskiego futbolu. Zaraz po tym meczu rozmawiałem ze znajomym Anglikiem, kibicem Liverpoolu. Powiedziałem mu, że wielu moich znajomych uważa, że sędzia pomógł Barcelonie. Odpowiedział mi wtedy jedną z najsłuszniejszych racji, jakie żądzą w futbolowym świecie, a z istnienia których rzadko zdajemy sobie sprawę: jeśli jedna drużna jest przy piłce i atakuje przez 90% czasu gry, a druga tylko przez 10% czasu gry, to kto ma większe szanse na to, że sędzia gwizdnie na ich korzyść? Jasne że Ci pierwsi. A potem wszyscy mówią, że sędzia im pomógł. Ok, to dlaczego druga drużyna nie kontrolowała gry, nie utrzymywała się przy piłce i nie dawała powodów sędziemu, żeby gwizdnął na ich korzyść? Poza tym gdyby Cavani wcześniej wykorzystał swoje okazje, Barcelona już dawno straciłaby wiarę w sukces.
Za list ma u mnie plusa. NIe wiem czy dużego czy małego, bo odchodząc zawsze należy się pożegnać, także nic w tym nadzwyczajnego nie widzę.
Natomiast zawsze mnie zastanawiało dlaczego nie może znaleźć sobie pewnego miejsca w drużynie. Musze przyznać, że czasem bezmyślnie brałem na wiarę komentarze niektórych tutaj osób, jakoby Arda był leniem i nie starał się na treningach. W zasadzie jak sobie pomyślę teraz, to na początku swojej przygody z Barcą był naprawdę wartościowym zawodnikiem. Pamiętacie Superpuchar Hiszpanii, mecz rewanżowy z Sevillą i jego dwie bramki? Nie wiem czemu później zaczął się na niego niezrozumiały dla mnie hejt. Przecież nikt tak naprawdę z nas nie wie jak Arda spisywał się na treningach. Chcę wierzyć, że brak powołań na mecze nie wynikały z jego fatalnej formy, tylko z jakichś innych względów, a tych mogą być przecież setki.
Niech mu tam wyjdzie w tym Stambule. Jeśli znów będzie błyszczał, to znaczy, że po prostu do nas nie pasował, a nie że był za słaby.
Powodzenia Arda!
2
Jak wygramy z Atleti to znów będzie 8 punktów przewagi. No ale trzeba wygrać, a nie - dajmy na to - zremisować, co ostatnio jest powszechne w przypadku Barcy...
2
Słabiutki mecz w wykonaniu Barcy i nie ma co zwalać na sędziego, czy cokolwiek innego. Las Palmas wiedząc, że Barcelona wszystkie akcje przeprowadza środkiem - tam gdzie jest Messi - zrobiło tłok w tej części boiska przed swoim polem karnym, obstawiając trzech lub czterech piłkarzy wokół Messiego. Szkoda, że przez 90 minut nikt ze sztabu szkoleniowego Barcelony nie wpadł na pomysł, żeby zmienić sposób grania, na przykład przesunąć Messiego na skrzydło, bądź wycofać go nieco bardziej do tyłu, tak żeby pozostali ofensywni gracze, tacy jak Dembele, Coutinho, czy Suarez, mieli więcej miejsca. W tym gąszczu ewidentnie nie było szansy na zrobienie jakiegoś ataku pozycyjnego.
7
Hola hola! To nie do końca tak! Godziny rozgrywania WSZYSTKICH meczów do tej pory to była godzina 20:45 (wyjątkowo 18, jeśli mecz był w Rosji)
Od sezonu 2018/2019 mecze będą rozgrywane w każdym dniu meczowym zarówno o 19:00 , jak i o 21:00 (w fazie grupowej będą to 2 mecze dziennie o 19:00 i 6 meczy o godzinie 21:00) , tak więc będzie można jednego dnia dwa mecze obejrzeć. To chyba jest kluczowe w tym wszystkim :)
0
Komentarz usunięty przez użytkownika
1
Brawo Coutinho. Boże, jak mi brakowało takich bramek w wykonaniu Barcy!!!! :)
0
Spoza UE może być w składzie każdego klubu z Primera Division 3 zawodników. Nie wiem, czy ten przepis dotyczy też rozgrywek w ramach Ligi Mistrzów, ale chyba nie, bo wczoraj w składzie Sevilli grali w pierwszej jedenastce Correa, Mercado i Banega ( wszyscy z Argentyny) oraz Muriel (z Kolumbii). A skoro może być więcej niż 3 spoza Unii Eurpejskiej, to taki Arthur przydałby się nam nawet jeszcze w obecnym sezonie na Champions League, z tym, że i tak niestety nie można by go już było zgłosić do obecnych rozgrywek :(
0
Jest taki piłkarski komentarz na temat takich spotkań:
"mecz do zapomnienia."
Odbył się. Ok. Wymęczone, bo wymęczone, ale zwycięstwo. Ok. Ale teraz dupy w troki i trzeba się skupić na następnym, znacznie ważniejszym meczu.
1
Rakieta dziś 3 bardzo nieładne straty - poprzez tak anemicznie wolne wyprowadzanie piłki, że rywal zabierał mu ją bez większego wysiłku! W sumie tylko z tego go zapamiętałem...
3
Eibarczycy biegali jak najęci!!! Naprawdę szacun!
A co do naszej gry, to znów szwankuje kreowanie akcji ofensywnych. Dziś Suarez był ewidentnie na szpicy, a ciężar gry próbował brać na siebie Leo, który zdawał się być nieco bardziej wycofany niż zwykle. Jednak szło mu z tym bardzo średnio, o ile nie powiedzieć, że nieporadnie. Co prawda asysta przy golu Suareza była palce lizać, ale znacznie częściej Messi wdawał się w niepotrzebne pojedynki z gąszczem piłkarzy SD Eibar, nakręconych dziś jak po 7 wypitych w kwadrans redbullach. Do tego niezbyt ciekawy stan murawy i pogoda pod psem. Wszystko to sprawiało, że nasz crack często tracił nie tylko piłkę, ale i siły. Niepotrzebnie. Zwłaszcza, że i tak wielce wyróżniającym się piłkarzem przez to wcale nie był. Tak samo jak zresztą cała drużyna, która zagrała trochę apatycznie, trochę zachowawczo, a na pewno bez tej werwy, bez tej energii, bez pressingu, z którego słynie, i w zasadzie to i bez jakiegoś konkretnego pomysłu.
Zresztą jak tu mówić o pomyśle na grę, skoro przez 2/3 meczu to Eibar dyktował jej tempo, zmuszając Barcelonę do przetrenowania taktyki, do której zwykle się nie ucieka, tj. do wybijania na oślep, bądź wyprowadzania równie sporadycznych, co chaotycznych kontrataków.
Jestem w lekkim szoku i jednocześnie pełen uznania dla ekipy, która rozegrała jak dotąd 3,5 sezonu w najwyższej klasie rozgrywkowej w Hiszpanii; ekipy, której wartość rynkowa w sumie wszystkich piłkarzy to (uwaga, uwaga!) 57,50 mln €, czyli prawie 20 razy mniej niż łączna wartość wszystkich piłkarzy Barcy; i ekipy której domową arenę stanowi mogący pomieścić ledwie 7 tysięcy widzów Estadio Municipal de Ipurua. Dziś przez sporą część meczu grali z Barceloną jak równy z równym. Potrafili zdobyć przewagę w tak kluczowych statystykach jak utrzymywanie się przy piłce, ilość rzutów rożnych, czy ilość oddanych strzałów. Mam wrażenie, że gdyby udało im się nie podwyższyć na swoją niekorzyść także statystyki czerwonych kartek, to wynik meczu do końca mógł pozostać niepewny.
Na szczęście temperament Orellany w tym meczu przyniósł mu więcej szkody niż pożytku.
Na nieszczęście pozytywny wynik w tym meczu wcale nie poprawia przeciętnego obrazu gry Barcelony, a już na pewno nie napawa przekonaniem o wysokiej dyspozycji Blaugrany przed meczem z The Blues.
Oby kolejne dni nasi piłkarze i trenerzy dobrze przepracowali, bo o ile takie wymęczone zwycięstwa jak dziś są często kluczem do sukcesu w Lidze, to niestety rzadko kiedy taka gra pozwala dominować w Champions League.
Mam nadzieję, że to tylko chwilowy brak wiatru w żaglach Barcy, od kilkunastu dni ledwie dryfującej po oceanie mających nadejść w tym sezonie sukcesów.
0
Z wyjątkiem jednej sytuacji, kiedy to Angel wkręcił go w ziemię jak drewnowkręt w masło :)
1
Vicente Calderon jest przecież przeznaczone do rozbiórki.
5
Zobacz w Carrefour. Kilka razy kupowałem i to w dwóch wersjach pojemnoścuowych: 0,33l lub 1l. Kupowałem bardziej z senstymentu do Barcelony, bo jako browar to taki sik trochę :)
4
Przecież Remi70 ironizuje nawiązując do odrobionego przez Barcę wyniku 0-4 w ubiegłorocznej rywalizacji z PSG...
0
Z tego co się orientuję, to przecież z Neymarem miało być podobnie. W 2013 r. Barcelona miała wpłacić Santosowi kwotę odstępnego, a chłopak miał do mundialu w Brazylii, czyli do lipca 2014 r. zostać w Santosie. Ostatecznie jednak wszystkie strony ustaliły, że będize to od razu transfer definitywny.
Taka idea nie jest więc czymś niezwykłym i w przypadku zawodników, których talent nie ulega wątpliwości, i którzy już mają przynajmniej jako tako ustabilizowaną formę, jest to niekiedy dobre rozwiązanie. Po pierwsze zawodnik nie przeżywa szoku związanego z przejściem do wielkiego klubu, ma czas na oswojenie się z myślą, że niedługo wyzwania, jakie przed nim staną, będą znacznie poważniejsze niż w aktualnym klubie. Po drugie ma on motywację do tego, żeby starać się utrzymać dobrą dyspozycję, z uwagi na fakt, że jest cały czas na świeczniku swojego nowego pracodawcy.
0
Dokładnie! Wyciąganie jakichkolwiek logicznych wniosków z meczu, którym rządziły chaotyczne prawa żywiołu, jest kompletnie bezsensowne. Równie dobrze mogłoby być w tym meczu 4-0 dla Espanyolu, a w obliczu warunków w jakich był rozgrywany, wynik ten nie świadczyłby absolutnie o niczym.
Dobrze w sumie, że mecz zakończył się remisem i w relacji sportowej pomiędzy oboma klubami zachowane zostało dotychczasowe status quo, bo na dobrą sprawę mecz ten nie powinien był się w takich warunkach odbyć.
17
Jedyne co przychodzi mi do głowy jako komentarz do dzisiejszego spotkania, to myśl, że z samego rana, zamiast przedmeczowego rozruchu, cała drużyna Espanyolu z pewnością musiała leżeć krzyżem w kościele parafii Santa Mariia przy Plaça de l'esglesia w Cornella i modliła się o przychylność niebios. A że Bóg miłościwy jest i zawsze w opiece ma słabszych, zesłał dziś nad stadion na przedmieściach Barcelony prawdziwy potop. I paradoksalnie tylko dlatego Espanyol nie zatonął, bo przy mniej apokaliptycznej pogodzie Los Pericos poszliby niewątpliwie na dno.
Z drugiej strony powiedzieć też, że tak jak Noe biblijny kataklizm, tak i piłkarze z Cornella el Prat z sukcesem przetrwali dzisiejszą ulewę, to jednak spore nadużycie. Bo przecież potop miał w swoim założeniu unicestwić tych złych. Tymczasem po dzisiejszym meczu Espanoyl nadal zalega gdzieś w odmętach ligowej tabeli, tuż nad grząskim mułem dna, które rokrocznie wciąga najgorszych przedstawicieli hiszpańskiej ekstraklasy do czyśćca Segunda Division, zaś Barcelona w dalszym ciągu bezpiecznie osiada na szczycie Araratu La Ligi, pozostając niezwyciężoną od początku obecnej kampanii. Któż zatem jest tym dobrym, a kto tym złym?
I to nie jest tak, że nabijam się z mniej utytułowanego klubu z sąsiedztwa, ale to jedyne obiektywne wnioski, jakie mi się nasuwają.
0
Boisko gorsze niż w '74 podczas meczu NIemcy-Polska...
1
Ta poprzeczka po strzale Coutinho to najlepszy dowód na to, jak wiele wspólnego ma z Messim ;)
0
Trafna aluzja :)
0
Spokojnie, teraz druga połowa... ;]
20
Tak na marginesie na chwilę obecną suma wartości piłkarzy Barcy jest zdecydowanie najwyższa na świecie. Wg Transfermarkt jest to kwota rzędu 957 mln €. Jest to suma o 99 € mln wyższa od wartości piłkarzy Realu Madryt. Są to dwie najdrożej wyceniane ekipy na świecie, no i z oczywistych względów także w Hiszpanii. Trzecią najdroższą kadrę w La Liga posiada Atletico - 644,00 mln €, a czwarta Valencia posiada skład warty 311,00 mln €. Na piątym miejscu jest Sevilla z piłkarzami o wartości 273,00 mln €.
Jeśli chodzi o Anglię, to suma wartości graczy Manchesteru City to 792,5 mln €, a Manchesteru United 741,5 mln €. Na trzecim miejscu pod kątem wartości kadry w Premier League jest... Tottenham! Posiada on szatnię z piłkarzami wycenianymi w sumie na 706,00 mln €. Chelsea jest czwarta - 695,75 mln €, piąty Liverpool - 548,00 mln €, a Arsenal o dziwo dopiero szósty (a nie czwarty;) z kadrą wycenianą na 492,45 mln €.
We Francji najdrożej wycenianych piłkarzy w kadrze ma oczywiście PSG - suma ich wartości to 756,50 mln €. Co ciekawe drugie pod tym względem AS Monaco ma piłkarzy o łącznej wartości o ponad połowę niższej - 342,65 mln €.
W Bundeslidze przoduje pod tym względem Bayern Monachium. Uzbierał w kadrze graczy o łącznej wartości 642,50 mln €, z czego najdroższy jest Robciu (80 mln €). Druga jest Borussia Dortmund z kadrą wartą 364,45 mln €, a trzeci (sam jestem zaskoczony) RasenBallsport Leipzig z kadrą wartą 305,55 mln €.
We Włoszech jest biedniej, ale za to mniejsze są dysproporcje między czołowymi klubami. Kadra Starej Damy jest warta 564,65 mln €, zaś Napoli wycenia się na 402,95 mln €. Trzeci jest Inter z piłkarzami o łącznej wartości 348,30 mln €. Czwarta pod tym względem jest AS Roma - 344,40 mln €, a piąty AC Milan - 340,60 mln €.
Jeśli chodzi o sumę wartości piłkarzy w całych ligach, to zdecydowanie najwięcej trzeba by było wydać, aby kupić wszystkich graczy Premier League - aż 6,48 mld €. Na graczy hiszpańskiej Primera Division potrzeba 4,34 mld €. Piłkarze grający w Serie A są w sumie warci 3,51 mld €, ci z Bundesligi - 3,09 mld €, a ci z Ligue 1 wyceniani są na 2,72 mld €.
Dla porównania dodam, że wszyscy piłkarze naszej kochanej polskiej Ekstraklasy są wyceniani na 155,88 mln €, przy czym najdroższą kadrę ma Legia - 22,58 mln €, a drugi Lech uzbierał skład wyceniany na 16,73 mln €.
I na koniec ciekawostka. Prawie 31-letni Messi wyceniany jest na 180 mln €, co oznacza, że jakby go Barcelona za te pieniądze sprzedała, to teoretycznie stać by ją było aby kupić całą Ekstraklasę i jeszcze by zostało 25 milionów euro na piwo :)
0
Jeszcze zamiast Cillessena powinien być Busquets. Wówczas wartość tego rzędu wynosiłaby €535 mln. Z Cillessenem jest "tylko" €464 mln ;D Ceny wg transfermarkt.
3
Dziś mieliśmy zdecydowanie więcej szczęścia, niż rozumu...
7
Kiedy cała Iberia tak rechocze nad futbolową śmiercią kliniczną pewnego królewskiego klubu futbolowego ze stolicy Kastylii, zwłaszcza zaś z agonii jej przywódcy o czerepie urody kolana, z której to śmierci objęć wyrwać się zupełnie nie może, pomimo aplikowanych średnio dwa razy w tygodniu czopków do wybudzania ofiar w tego typu nieszczęsnych przypadkach, jak choćby tych z Numancii, La Corunii, czy Leganes, nie możemy zapomnieć, że przed nami jeszcze potyczka z tutejszą filią madryckiego królewskiego kombinatu antykatalońskiego. Zostawmy zatem uśmiechy i radosne pląsy na potem, najlepiej na maj, a konającego uszanujmy raczej ciszą, bo – jak stare porzekadło mówi – o zmarłych mówi się albo dobrze, albo wcale.
Tak, Real umarł. Nie żyje. Co prawda na razie klinicznie i są tam jeszcze dostrzegalne pewne podrygi poszczególnych członków, które chciałyby swoim nieco mocniejszym, acz nadal ledwo wyczuwalnym pulsem wzmóc w całym organizmie siły do zmartwychwstania, owszem, ale wygląda to bardziej na konwulsje przed mającą zaraz nastąpić śmiercią biologiczną, tą ostateczną. I pomyśleć, że to wszystko wygląda bardziej na samobójstwo, albo – w zależności od kryteriów jakie przyjmiemy – przynajmniej eutanazję na własne życzenie. Albo w zasadzie to jedno i drugie naraz i w efekcie doktor P. Saint Germain będzie musiał wpisać w karcie zgonu: "po nieudanej serii samobójstw ciężko ranny domaga się odłączenia aparatury podtrzymującej życie. W imię miłościwego Boga spełniłem ostatnią wolę Pana Los Blancos."
3
Siódemka jest wolna mówicie? Hmmm... znam jednego gościa z Realu, który gra właśnie z 7 i chciałby stamtąd odejść...
Oczywiście żartuję! ;)
0
Powinien strzelić na 2-0 w ostatniej minucie dogrywki w rewanżu z Espanyolem :) Myślę, że to by była piękna historia :)
5
Dzisiejszy mecz przypomniał mi stare piłkarskie porzekadło: niewykorzystane sytuacje się mszczą. Setka Denisa Suareza, karny Messiego. Takie mecze są bardzo potrzebne, bo przypominają, że sezon wciąż trwa i skoro jeszcze nic nie wygrałeś, to znaczy, że jeszcze wszystko możesz przegrać. Trzeba zachować koncentrację do ostatniego gwizdka sędziego w sezonie, a mecze takie jak ten są jak bura od starego za nieodpowiedzialność, jak porcja piołunu dla słaniającego się na nogach boksera, albo jak łyk magicznego napoju dla Asterixa ;)
0
Przepraszam, nie wyczułem tej ironii. Teraz Twój komentarz ma zupełnie inny wydźwięk ;)
5
Tak uważają głównie osoby sympatyzujące z Realem Madryt. Obiektywni kibice uważają, że to był największy come back w historii europejskiego futbolu. Zaraz po tym meczu rozmawiałem ze znajomym Anglikiem, kibicem Liverpoolu. Powiedziałem mu, że wielu moich znajomych uważa, że sędzia pomógł Barcelonie. Odpowiedział mi wtedy jedną z najsłuszniejszych racji, jakie żądzą w futbolowym świecie, a z istnienia których rzadko zdajemy sobie sprawę: jeśli jedna drużna jest przy piłce i atakuje przez 90% czasu gry, a druga tylko przez 10% czasu gry, to kto ma większe szanse na to, że sędzia gwizdnie na ich korzyść? Jasne że Ci pierwsi. A potem wszyscy mówią, że sędzia im pomógł. Ok, to dlaczego druga drużyna nie kontrolowała gry, nie utrzymywała się przy piłce i nie dawała powodów sędziemu, żeby gwizdnął na ich korzyść? Poza tym gdyby Cavani wcześniej wykorzystał swoje okazje, Barcelona już dawno straciłaby wiarę w sukces.
1
Za list ma u mnie plusa. NIe wiem czy dużego czy małego, bo odchodząc zawsze należy się pożegnać, także nic w tym nadzwyczajnego nie widzę.
Natomiast zawsze mnie zastanawiało dlaczego nie może znaleźć sobie pewnego miejsca w drużynie. Musze przyznać, że czasem bezmyślnie brałem na wiarę komentarze niektórych tutaj osób, jakoby Arda był leniem i nie starał się na treningach. W zasadzie jak sobie pomyślę teraz, to na początku swojej przygody z Barcą był naprawdę wartościowym zawodnikiem. Pamiętacie Superpuchar Hiszpanii, mecz rewanżowy z Sevillą i jego dwie bramki? Nie wiem czemu później zaczął się na niego niezrozumiały dla mnie hejt. Przecież nikt tak naprawdę z nas nie wie jak Arda spisywał się na treningach. Chcę wierzyć, że brak powołań na mecze nie wynikały z jego fatalnej formy, tylko z jakichś innych względów, a tych mogą być przecież setki.
Niech mu tam wyjdzie w tym Stambule. Jeśli znów będzie błyszczał, to znaczy, że po prostu do nas nie pasował, a nie że był za słaby.
Powodzenia Arda!