Niepotrzebnie w ogóle wymieniali nazwiska zawodników. Mistrzostwo zdobyła FC Barcelona, a nie poszczególni zawodnicy. Owszem, wkład w trofeum miało wiele osób, każda z nich w mniejszym, czy większym stopniu, ale oprócz tych, które widnieją na powyższych koszulkach, także i masa innych osób w klubie miała wkład w końcowy sukces ZESPOŁU. Choćby i lekarze, sztab zarządzający, rehabilitanci, czy trenerzy bramkarzy, których praca pewnie nierzadko miała więcej wpływu na mistrzostwo, niż np. w przypadku takiego Rafinhi. Dlatego nie powinno się takich rzeczy robić. Zespół to zespół.
To był typowy wypadek przy pracy. Klątwa jakiegoś szamana, zły układ planet, bezsenność spowodowana pełnią księżyca noc wcześniej, apatia, niekorzystny biorytm, zrządzenie losu, a może po prostu kobiety piłkarzy miały okres i im humor zepsuły. Albo li może wszystko razem. Nie mam pojęcia, ale czasem po prostu są takie dni. Nie poradzisz.
Gratuluję całemu zespołowi, w tym Ernesto Valverde. Na ten sezon mamy jeszcze jeden cel - nie przegrać w żadnej kolejce ligowej. Za tydzień mecz z Realem i jestem pewien, że postarają się zrobić wszystko żeby nam w tym przeszkodzić. Także zapowiada się ciekawie.
"Zawsze zaznaczałem jednak, że nigdy nie będę rywalizował przeciwko Barcelonie."
Czyli prawdopodobnie przyjdzie do Polski. Tylko tutaj będzie miał pewność, że nie zagra z najlepszymi klubami na świecie, w tym z Barceloną. Już prędzej takie chińskie Chongqing Dangdai Lifan spotka się z Barcą w Klubowych Mistrzostwach Świata niż jakiś polski klub zagra z Barceloną w Lidze Mistrzów ;)
Mam nadzieję, że gdy Real będzie grał w kolejnym meczu Pucharu Króla, to RFEF zakaże wnoszenia białych przedmiotów. Ponadto oczekuję informacji jakie konsekwencje RFEF wyciągnie wobec sędziego za wniesienie żółtego kartonika nie tylko na stadion, ale i na murawę, którym to kartonikiem w dodatku bezwstydnie wymachiwał pięciokrotnie w trakcie meczu!
Pamiętam pierwszy sezon Puyola w pierwszym składzie. Wchodził w meczu, w którym rywale mieli biało-niebieskie koszulki, bodajże Valladolid (niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę). Nie pamiętam już nawet, czy te mecze widziałem już na Canal+, czy jeszcze na jakichś zagranicznych kanałach na satelicie. Wtedy jeszcze nie był środkowym obrońcą - bardziej kojarzę go jako defensywnego pomocnika, albo prawego obrońcę. Ale świetnie kojarzę częste zbliżenia na Puyola przy linii bocznej, gdzie Van Gaal go w każdym meczu, w którym grał, co chwilę pouczał, a chłopak pokornie kiwał głową na znak, że rozumie. A potem, chociaż dla swoich rywali był jeszcze nikim, nikomu nieznanym smarkaczem-kudłaczem, to bark w bark, noga w nogę, dech w dech, walczył o każdą piłkę, nawet taką, o której było wiadomo, że jest stracona. Był przez to nieco dziki. Dlatego nazwano go Tarzanem, nie tylko przez rozwichrzone długie włosy. To było... Boże prawie 20 lat temu... Ale tak, do dziś pokora i serce to właśnie są cechy naszych wychowanków. To samo cechowało Xaviego i to samo cechuje Iniestę. Jeśli odejdzie, Barca straci swojego człowieka, ale nie mówmy, że straci swoje DNA. Przecież Busquets jest taki sam. I Pique. Messi też, choć nieco bardziej niepokorny. Dopiero po nich będę bał się o naszą tożsamość, bo nie widać kolejnych graczy, wychowanych w La Masia i od dziecka grających tylko tu. Takich, w których płynie krew w kolorach blau-grana. I takich, którzy na boisku będą wyróżniać się barcelońską pokorą i sercem.
Jemu braku partnera, jakim był dla niego Xavi. Owszem, Andres ma już też swj wiek, ale wciąż potrafi regulowac grę jak mało kto. Jeśli przyjdzie do nas Arthur, myślę, że Andres byłby niezbędny, żeby zaszczepić w nim DNA Barcy. Młody miałby rok nauki od mistrza. Przy okazji wierzę, że tworzyliby świetnie uzupełniający się duet.
To nie jest tak, że jedna porażka może decydować o zwolnieniu trenera. Są takie mecze, których po prostu nie można przegrywać. Nadal nie rozumiem jak Valverde to zrobił, że już jesteśmy za Burtą Ligi Mistrzów. Mieliśmy fantastyczną zaliczkę. Zmarnować taką, to prawdziwy dramat. Można przegrywać od czasu do czasu w La Liga. Tam porażka nie oznacza końca rozgrywek i tak bardzo nie boli. W Lidze mistrzów natomiast jedna porażka oznacza, że całe rozgrywki są porażką. Dlatego każdy mecz w Lidze Mistrzów MUSI być absolutnym priorytetem. Valverde musi odwrócić priorytety. Wszystkie siły rzucać na Ligę Mistrzów, a w La Liga dawkować siły tak, żeby liczyć się w walce o mistrzostwo i najwyżej na końcu tych rozgrywek postarać się dać z siebie wszystko także i w nich. Mam dziwne wrażenie, że Valverde tego nie rozumie. Zidane natomiast przykłada uwagę za bardzo do Ligi Mistrzów, zaś La Ligę zbytnio lekceważy. On też musi nad tym popracować.
Ja jestem obiektywny i stwierdzam, że mało który sędzia w Premier League by to gwizdnął. Ale fakt, że akurat w pucharach międzynarodowych to UEFA każe gwizdać byle co, żeby było jak najwięcej bramek i tym samym emocji.
Halo, Messi, czytasz to? Chcesz dostać w tym roku Złotą Piłkę? To słuchaj, skoro nie chciało Ci się grać w tym meczu, nie pozostaje Ci nic innego jak wygrać mistrzostwo świata w lipcu.
Póki co CR7 wygląda znacznie lepiej od Ciebie.
Pozdrowienia od kibica, który lubi, gsy piłkarze wkładają wszystkie siły i całe serce w każdy mecz, zwłaszcza ci, którzy w miesiąc zarabiają tyle ile ja nie zarobię przez całe życie.
Owszem, jest. Guardiola. On tu jeszcze wróci, mimo iż zapowiadał, że nie. Jestem tego prawie pewien. Dziś przegrał z Liverpoolem, fakt. Ale odbyło się to, przyz acie sami, w okolicznościach nieco niesprawiedliwych. Nieuznany słusznie zdobyty gol na 2-0 zmieniłby oblicze tego rewanżu, jestem tego pewien. A to dowód na to, że przynajmniej drużyna pokazała charakter.
Guardiola na miejacu trenera Barcy był idealnym człowiekiem w idealnym miejscu. Tak z jego punktu widzenia, jak i z punktu widzenia klubu. Wierzę, że po tourneé po ławkach trenerskich w najsilniejszych ligach europejskich, znając specyfikę futbolu z innych długości geograficznych, byłby dla Barcy jeszcze lepszym trenerem niż wcześniej.
Dla tych co marudzą, że już od 3 lat nie wygramy Ligi Mistrzów nadmieniam, że Liverpool czeka na to od 13 lat - od pamietnego finału z Milanem. A na sukces w Premier League czekają od 28 lat. I wiecie co robią ich kibice? Przed każdym meczem śpiewają swoim idolom 'You'll never walk alone'.
Owszem, daliśmy dupy, zawiedliśmy, daliśmy się znokautować, a Roma, drużyna, ktora rok temu pozbyla się swojej gwiazdy, Mohameda Salaha, pokazała naszym piłkarzom, że w futbolu nie pieniądze, lecz pasja i serce się liczą. I wiecie co? Nie zasłużyliśmy na awans. Fakt. Ale może ktoś w końcu w zarządzie dzięki temu zrozumie, że sukcesy Barcy nigdy nie były opłacone pieniedzmi. Nigdy w futbolu sukcesy nie były ekwiwalentem wydanych kwot. Największe sukcesy Barcelony to czasy gry co najmniej 7 wychowanków w podstawowej jedenastce. To znaczy 7 ludzi, którzy za ten klub oddadzą serce i przeleją za niego ostatnią kroplę krwi. Nie mówię, że ktoś z zewnatrz nie może kochać Barcy. Może. Może marzyć o tym, żeby w niej zagrać i tworzyć jej historię. Ale wychowankowie czują sie do tego szczególnie zobowiązani! Poza tym może trener w końcu dostrzeże, że coś jest nie tak, skoro drużyna ma ewidentnie problemy z grą w swoim stylu na wyjazdach i daje sobie narzucać styl rywali. Nie wiem, może to po prostu kwestia popracowania z psychologami...
Ta porażka to świetna nauka dla przyszłych trenerów Barcelony. Nauka dwóch rzeczy, które powinny być wpojone w głowy całego barcelonismo już od kilku sezonów, choć jak widać - nie są. Po pierwsze i zarazem po drugie: fazy w pucharach oraz sezon ligowy mają po dwa etapy. Faza rozgrywek pucharowych to dwa mecze, a sezon ligowy ma dwie rundy. Wygranie pierwszego etapu nie oznacza ostatecznego triumfu. Granie na maksa w rundzie jesiennej La Liga, pomimo zimowych zachwytów nad drużyną, nie jest synonimem mistrzostwa Hiszpanii i chwały latem. Zwyciestwo w pierwszym meczu rundy play-off Ligi Mistrzów nie oznacza też awansu do kolejnej rundy tych rozgrywek. Aż dziw, że taka drużyna jak Barca nie potrafi gryźć trawy, wtedy kiedy trzeba. Dzisiejszy mecz to dla mnie absolutny brak honoru i dowód na to, że niektórzy piłkarze Barcy są przepłacani. Szacunek dla Romy za sercę, ambicję i udowodnienie tego, że prawdziwy futbol jeszcze nie umarł. Bo choć leży już w odrażającej mogile pieniędzy, to potrafi jeszcze ostatnimi heroicznymi czynami przypomnieć światu tą romantyczną prawdę, że prawdziwa miłość i pasja będą zawsze potężniejsze od pieniędzy.
Wczoraj w tym meczu Juve miało tragiczną skuteczność. Tam powinno być mniej więcej 3-3 i to byłby naprawdę sprawiedliwy wynik. Niestety, na tym poziomie żeby wygrywać, trzeba wykorzystywać nawet te 50-procentowe sytuacje jakie się ma, tak jak robi to Real.
Ok, co do anulowania kartek przekonaliście mnie, ale tylko częściowo. Ja myślałem raczej o tym, że na dogrywkę trenerzy jednej i drugiej drużyny mogliby po prostu i tak dowolnie zmodyfikować skład wykorzystując zawodników, którzy są na murawie i tych którzy są na ławce rezerwowych (z wyjątkiem tych, którzy są na niej bo już zostali zmienieni lub otrzymali czerwone kartki). Zawodnik, który dostałby czerwoną kartkę w końcówce meczu podstawowego za ewidentny niesportowy faul poniósłby taką karę, że nie mógłby po pierwsze zagrać w końcówce meczu, po drugie w całej dogrywce, i po trzecie zapewne w kilku następnych meczach w kolejnych fazach rozgrywek.
A co z bramkami? Czy w dogrywce powinna być forowana drużyna przyjezdna?
Zmienić powinni po pierwsze to, że jeśli jakaś drużyna gra w osłabieniu z powodu czerwonej kartki otrzymanej przez zawodnika w trakcie zasadniczego czasu gry meczu rewanżowego, to w dogrywce w jego miejsce powinien móc ktoś wejść, tak żeby obie drużyny do dogrywki przystępowały w komplecie. Po drugie bramki zdobyte przez gości w dogrywce nie powinny się liczyć "podwójnie".
Jakby nie patrzeć dogrywka to taka krótka dodatkowa rozgrywka spowodowana tym, że nie udało się wyłonić zwycięzcy po rozegraniu obu podstawowych meczów. Karanie jednej z drużyn tym, że musi do tej dodatkowej rozgrywki podejść w osłabieniu tylko dlatego, że jeden z jej zawodników w podstawowym czasie gry meczu rewanżowego dostał czerwoną kartkę, jest moim zdaniem nielogiczne. Drużyna, której zawodnik dostałby czerwoną kartkę w pierwszym meczu, do dogrywki nie podchodzi w osłabieniu... Zasady powinny być równe w zarówno w pierwszym meczu, jak i w rewanżu, czyż nie?
Tak samo forowanie w dogrywce drużyny przyjezdnej, tym, że ich bramki są cenniejsze niż bramki zdobyte przez gospodarzy, też jest bezsensowne. Czemu jeden klub ma mieć trudniej w dogrywce tylko dlatego, że ich wylosowano jako gospodarzy meczu rewanżowego?
Ankieta ta pojawia się w czasie, kiedy wszystkie rozgrywki wkraczają w decydującą fazę, a zawodnicy, zmęczeni trudami sezonu, coraz łatwiej mogą łapać kontuzję, albo najzwyczajniej w świecie tracić siły i nie grać na swoim najwyższym poziomie. Nie wiem ile osób sobie zdaje z tego sprawę, udzielając odpowiedzi w tej ankiecie. Ja osobiście uważam, że taki zawodnik jak Mina powinen dostawać szansę najczęściej jak to tylko możliwe, po to by dać odpocząć zawodnikom pierwszej jedenastki. I nie mówię tu tylko o rozgrywaniu całych meczów przez Yerrego, ale jeśli w 60 minucie meczu Barca będzie prowadzić z kimś 3-0 to powinien wchodzić Mina za Pique, czy Umtitiego.
Ogólnie dziwię się, że redakcja jeszcze nie zdecydowała się na artykuł o meczach w najbliższym czasie. Ja wiem, że trenerzy zawsze powtarzają, że dla drużyny ważny jest tylko najbliższy mecz... Ale kibice na stadionie siedzą wyżej i z tej perspektywy rozgrywki mają nieco dalszy horyzont, na którym już widać kilka najbliższych meczów. A nadchodzące półtora miesiąca przyniesie Barcelonie konkretny maraton meczów z bardzo wymagającymi rywalami.
Dzień przed Wielkanocą zagramy w Andaluzji z walczącą o pierwszą szóstkę Sevillą, która przed momentem wyeliminowała Manchester United z Champions League. 4 kwietnia ugościmy na Camp Nou AS Romę. Zaledwie trzy dni później zagramy u siebie z Legnes. Przypominam, że choć to nie jakaś markowa drużyna, to "Ogórki" potrafiły na Santiago Bernabeu ograć w tym sezonie Real i nie zdziwię się jeśli w meczu z nami będą gryźć trawę, bo to drużyna z przedmieść Madrytu, która co prawda Realowi punkty odebrała, ale też z nimi sympatyzuje. Każdy kibic Leganes jest jednocześnie kibicem Realu. W ramach pewnej sprawiedliwości z pewnością będą i nam chcieli maksymalnie napsuć krwi, choćby i po to żeby zamęczyć nas przed rewanżem z Rzymianami w Champions League, który mamy kolejne trzy dni po meczu z Leganes. No i ten mecz, jako że Roma jest ostatnio w świetnej formie (w sześciu meczach pięć zwycięstw i raptem jedna porażka z również rozpędzonym Milanem, który zalicza ostatnio 5 zwycięstw i remis) będzie od nas wymagać maksymalnej mobilizacji. Parę dni po powrocie z Rzymu gramy co prawda u siebie, ale nie z byle kim, bo z Valencią, a trzy dni po niej jedziemy rozegrać mecz na Estadio Balaídos z nieobliczalną i wciąż walczącą o puchary Celtą Vigo. Trzy dni po powrocie z Galicji gramy finał Pucharu Króla na Wanda Metropolitano w Madrycie z Sevillą. Dopiero potem będzie pierwszy od dłuższego czasu tydzień odpoczynku dla naszych piłkarzy, po którym zmierzymy się w La Corunii z walczącym o utrzymanie Deportivo. Także z pewnością nie będzie można przejść obok tego meczu obojętnie. Zwłaszcza, że drużyny z dołu tabeli pod koniec sezonu zawsze zdobywają więcej punktów niż przeciętnie w ciągu reszty kampanii. Kolejna runda rozgrywek LaLiga odbędzie się 6 maja i przyniesie nam Gran Derbi, w których Real z całą pewnością będzie chciał wziąć rewanż za blamaż w rundzie jesiennej. Trzy dni po Realu przyjdzie nam zmierzyć się z również walczącą o Puchary "Żółtą Łodzią Podwodną".
Jak widać terminarz jest w tym czasie solidnie upakowany meczami z naprawdę wymagającymi rywalami. 10 meczów w 40 dni. Zatem mecz średnio co 4 dni. Dlatego, żeby dozować siły naszych najlepszych graczy Mina powinien być wykorzystywany kiedy i ile tylko się da. Tak samo jak Verma.
Sorry za tak długi komentarz. Wiem, że niektórzy lubią krótko ;)
Cristiano ale schapany na Pichichi, ło matko! No ale to może być jedyny tytuł w tym roku jaki się Realowi jeszcze może przytrafić, więc nie dziwota, że cała drużyna gra na Ronaldo, a temu nie pozostaje nic jak dokładać nogę, albo głowę :)
Iniesta jest Legendą Barcelony. Jest też Legendą całej Hiszpanii za tego gola, który w 2010 r. dał La Roja upragniony Puchar Świata. Nawet jeśli nie zejdzie ze sceny będąc na szczycie, to Legendą i tak pozostanie już na zawsze. Dlatego w mojej ocenie możliwe jest to, że odejdzie do innego silnego europejskiego klubu, żeby choćby przez jeden sezon sprawdzić się w innych realiach. Równie możliwe jest też to, że z tego samego powodu przeniesie się na inny kontynent. Chociaż ze względu na to, że jest bardzo rodzinnym człowiekiem, jaki i z uwagi na biznesy jakie prowadzi (Andres jest bardzo ogarniętym życiowo człowiekiem i prowadzi różne firmy, np. winiarnię) uważam, że przenosiny na inny kontynent nie są dla niego priorytetem. A najłatwiej jest mi wyobrazić sobie scenariusz, w którym Iniesta swoje piłkarskie buty załkłada po raz ostatni w szatni na Camp Nou. A potem w ostatniej minucie meczu trener ściąga go z boiska i przy akompaniamencie stu tysięcy gardeł krzyczących "Iniesta, Iniesta" w szpalerze utworzonym przez przyjaciół z szatni ostatni raz opuszcza murawę Camp Nou.
I szczerze mówiąc ta ostatnia opcja podoba mi się najbardziej, ale nie wiem, czy moje widzimisię jest zgodne z planami Iniesty. Poza tym jestem pewien, że Andres jest świadomy tego, że jego organizm nie będzie mu pozwalał na granie na najwyższym poziomie, wymaganym w takim klubie jak Blaugrana. I jeśli odejdzie, to także dlatego, żeby z powodu jakichś niepotrzebnych sentymentów nie osłabiać swoją osobą ukochanego klubu. Bo przecież nikt go stąd nie wyrzuci. Nikt nie będzie miał na tyle odwagi, by powiedzieć Legendzie "Ya no te quiero. Adios!" (Już Cię nie chcemy. Do widzenia!). Ktoś taki musi po prostu samemu podjąć decyzję o odejściu i o sposobie w jaki miałoby ono nastąpić. Zwłaszcza, że ma przecież bezterminowy kontrakt - chyba najwyższy wyraz uznania, jakim klub może obdarzyć swojego zawodnika.
Dlatego cokolwiek się stanie, powiem: "gracias y buena suerte en la nueva forma de vida, Andrés!" (Dziękuję i powodzenia na nowej drodze życia, Andres!).
1
Niepotrzebnie w ogóle wymieniali nazwiska zawodników. Mistrzostwo zdobyła FC Barcelona, a nie poszczególni zawodnicy. Owszem, wkład w trofeum miało wiele osób, każda z nich w mniejszym, czy większym stopniu, ale oprócz tych, które widnieją na powyższych koszulkach, także i masa innych osób w klubie miała wkład w końcowy sukces ZESPOŁU. Choćby i lekarze, sztab zarządzający, rehabilitanci, czy trenerzy bramkarzy, których praca pewnie nierzadko miała więcej wpływu na mistrzostwo, niż np. w przypadku takiego Rafinhi. Dlatego nie powinno się takich rzeczy robić. Zespół to zespół.
2
To był typowy wypadek przy pracy. Klątwa jakiegoś szamana, zły układ planet, bezsenność spowodowana pełnią księżyca noc wcześniej, apatia, niekorzystny biorytm, zrządzenie losu, a może po prostu kobiety piłkarzy miały okres i im humor zepsuły. Albo li może wszystko razem. Nie mam pojęcia, ale czasem po prostu są takie dni. Nie poradzisz.
0
A faktycznie, zapomniałem o tym meczu :)
7
Gratuluję całemu zespołowi, w tym Ernesto Valverde. Na ten sezon mamy jeszcze jeden cel - nie przegrać w żadnej kolejce ligowej. Za tydzień mecz z Realem i jestem pewien, że postarają się zrobić wszystko żeby nam w tym przeszkodzić. Także zapowiada się ciekawie.
0
"Zawsze zaznaczałem jednak, że nigdy nie będę rywalizował przeciwko Barcelonie."
Czyli prawdopodobnie przyjdzie do Polski. Tylko tutaj będzie miał pewność, że nie zagra z najlepszymi klubami na świecie, w tym z Barceloną. Już prędzej takie chińskie Chongqing Dangdai Lifan spotka się z Barcą w Klubowych Mistrzostwach Świata niż jakiś polski klub zagra z Barceloną w Lidze Mistrzów ;)
1
Jedną nogą to my byliśmy w półfinale...
24
Mam nadzieję, że gdy Real będzie grał w kolejnym meczu Pucharu Króla, to RFEF zakaże wnoszenia białych przedmiotów.
Ponadto oczekuję informacji jakie konsekwencje RFEF wyciągnie wobec sędziego za wniesienie żółtego kartonika nie tylko na stadion, ale i na murawę, którym to kartonikiem w dodatku bezwstydnie wymachiwał pięciokrotnie w trakcie meczu!
2
Pamiętam pierwszy sezon Puyola w pierwszym składzie. Wchodził w meczu, w którym rywale mieli biało-niebieskie koszulki, bodajże Valladolid (niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę). Nie pamiętam już nawet, czy te mecze widziałem już na Canal+, czy jeszcze na jakichś zagranicznych kanałach na satelicie. Wtedy jeszcze nie był środkowym obrońcą - bardziej kojarzę go jako defensywnego pomocnika, albo prawego obrońcę. Ale świetnie kojarzę częste zbliżenia na Puyola przy linii bocznej, gdzie Van Gaal go w każdym meczu, w którym grał, co chwilę pouczał, a chłopak pokornie kiwał głową na znak, że rozumie. A potem, chociaż dla swoich rywali był jeszcze nikim, nikomu nieznanym smarkaczem-kudłaczem, to bark w bark, noga w nogę, dech w dech, walczył o każdą piłkę, nawet taką, o której było wiadomo, że jest stracona. Był przez to nieco dziki. Dlatego nazwano go Tarzanem, nie tylko przez rozwichrzone długie włosy. To było... Boże prawie 20 lat temu... Ale tak, do dziś pokora i serce to właśnie są cechy naszych wychowanków. To samo cechowało Xaviego i to samo cechuje Iniestę. Jeśli odejdzie, Barca straci swojego człowieka, ale nie mówmy, że straci swoje DNA. Przecież Busquets jest taki sam. I Pique. Messi też, choć nieco bardziej niepokorny. Dopiero po nich będę bał się o naszą tożsamość, bo nie widać kolejnych graczy, wychowanych w La Masia i od dziecka grających tylko tu. Takich, w których płynie krew w kolorach blau-grana. I takich, którzy na boisku będą wyróżniać się barcelońską pokorą i sercem.
0
Jemu braku partnera, jakim był dla niego Xavi. Owszem, Andres ma już też swj wiek, ale wciąż potrafi regulowac grę jak mało kto. Jeśli przyjdzie do nas Arthur, myślę, że Andres byłby niezbędny, żeby zaszczepić w nim DNA Barcy. Młody miałby rok nauki od mistrza. Przy okazji wierzę, że tworzyliby świetnie uzupełniający się duet.
0
To nie jest tak, że jedna porażka może decydować o zwolnieniu trenera. Są takie mecze, których po prostu nie można przegrywać. Nadal nie rozumiem jak Valverde to zrobił, że już jesteśmy za Burtą Ligi Mistrzów. Mieliśmy fantastyczną zaliczkę. Zmarnować taką, to prawdziwy dramat. Można przegrywać od czasu do czasu w La Liga. Tam porażka nie oznacza końca rozgrywek i tak bardzo nie boli. W Lidze mistrzów natomiast jedna porażka oznacza, że całe rozgrywki są porażką. Dlatego każdy mecz w Lidze Mistrzów MUSI być absolutnym priorytetem. Valverde musi odwrócić priorytety. Wszystkie siły rzucać na Ligę Mistrzów, a w La Liga dawkować siły tak, żeby liczyć się w walce o mistrzostwo i najwyżej na końcu tych rozgrywek postarać się dać z siebie wszystko także i w nich. Mam dziwne wrażenie, że Valverde tego nie rozumie. Zidane natomiast przykłada uwagę za bardzo do Ligi Mistrzów, zaś La Ligę zbytnio lekceważy. On też musi nad tym popracować.
0
Taka przegrana boli, ale wierzę, że dzięki niej Ernesto będzie miał nauczkę na przyszłość i będzie jeszcze lepszy...
1
Ja jestem obiektywny i stwierdzam, że mało który sędzia w Premier League by to gwizdnął. Ale fakt, że akurat w pucharach międzynarodowych to UEFA każe gwizdać byle co, żeby było jak najwięcej bramek i tym samym emocji.
0
Oczywiście, że tak może być. Zgadzam się.
0
Halo, Messi, czytasz to? Chcesz dostać w tym roku Złotą Piłkę? To słuchaj, skoro nie chciało Ci się grać w tym meczu, nie pozostaje Ci nic innego jak wygrać mistrzostwo świata w lipcu.
Póki co CR7 wygląda znacznie lepiej od Ciebie.
Pozdrowienia od kibica, który lubi, gsy piłkarze wkładają wszystkie siły i całe serce w każdy mecz, zwłaszcza ci, którzy w miesiąc zarabiają tyle ile ja nie zarobię przez całe życie.
0
Jakbym mógł, dałbym Ci za ten komentarz 10 okejek!
1
Owszem, jest. Guardiola. On tu jeszcze wróci, mimo iż zapowiadał, że nie. Jestem tego prawie pewien. Dziś przegrał z Liverpoolem, fakt. Ale odbyło się to, przyz acie sami, w okolicznościach nieco niesprawiedliwych. Nieuznany słusznie zdobyty gol na 2-0 zmieniłby oblicze tego rewanżu, jestem tego pewien. A to dowód na to, że przynajmniej drużyna pokazała charakter.
Guardiola na miejacu trenera Barcy był idealnym człowiekiem w idealnym miejscu. Tak z jego punktu widzenia, jak i z punktu widzenia klubu. Wierzę, że po tourneé po ławkach trenerskich w najsilniejszych ligach europejskich, znając specyfikę futbolu z innych długości geograficznych, byłby dla Barcy jeszcze lepszym trenerem niż wcześniej.
1
Dla tych co marudzą, że już od 3 lat nie wygramy Ligi Mistrzów nadmieniam, że Liverpool czeka na to od 13 lat - od pamietnego finału z Milanem. A na sukces w Premier League czekają od 28 lat. I wiecie co robią ich kibice? Przed każdym meczem śpiewają swoim idolom 'You'll never walk alone'.
Owszem, daliśmy dupy, zawiedliśmy, daliśmy się znokautować, a Roma, drużyna, ktora rok temu pozbyla się swojej gwiazdy, Mohameda Salaha, pokazała naszym piłkarzom, że w futbolu nie pieniądze, lecz pasja i serce się liczą. I wiecie co? Nie zasłużyliśmy na awans. Fakt. Ale może ktoś w końcu w zarządzie dzięki temu zrozumie, że sukcesy Barcy nigdy nie były opłacone pieniedzmi. Nigdy w futbolu sukcesy nie były ekwiwalentem wydanych kwot. Największe sukcesy Barcelony to czasy gry co najmniej 7 wychowanków w podstawowej jedenastce. To znaczy 7 ludzi, którzy za ten klub oddadzą serce i przeleją za niego ostatnią kroplę krwi. Nie mówię, że ktoś z zewnatrz nie może kochać Barcy. Może. Może marzyć o tym, żeby w niej zagrać i tworzyć jej historię. Ale wychowankowie czują sie do tego szczególnie zobowiązani! Poza tym może trener w końcu dostrzeże, że coś jest nie tak, skoro drużyna ma ewidentnie problemy z grą w swoim stylu na wyjazdach i daje sobie narzucać styl rywali. Nie wiem, może to po prostu kwestia popracowania z psychologami...
29
Ta porażka to świetna nauka dla przyszłych trenerów Barcelony. Nauka dwóch rzeczy, które powinny być wpojone w głowy całego barcelonismo już od kilku sezonów, choć jak widać - nie są. Po pierwsze i zarazem po drugie: fazy w pucharach oraz sezon ligowy mają po dwa etapy. Faza rozgrywek pucharowych to dwa mecze, a sezon ligowy ma dwie rundy. Wygranie pierwszego etapu nie oznacza ostatecznego triumfu. Granie na maksa w rundzie jesiennej La Liga, pomimo zimowych zachwytów nad drużyną, nie jest synonimem mistrzostwa Hiszpanii i chwały latem. Zwyciestwo w pierwszym meczu rundy play-off Ligi Mistrzów nie oznacza też awansu do kolejnej rundy tych rozgrywek. Aż dziw, że taka drużyna jak Barca nie potrafi gryźć trawy, wtedy kiedy trzeba. Dzisiejszy mecz to dla mnie absolutny brak honoru i dowód na to, że niektórzy piłkarze Barcy są przepłacani. Szacunek dla Romy za sercę, ambicję i udowodnienie tego, że prawdziwy futbol jeszcze nie umarł. Bo choć leży już w odrażającej mogile pieniędzy, to potrafi jeszcze ostatnimi heroicznymi czynami przypomnieć światu tą romantyczną prawdę, że prawdziwa miłość i pasja będą zawsze potężniejsze od pieniędzy.
5
Jeszcze Roma grała pod wiatr.
2
Mówienie, że ManCity nie ma już szans na awans nie przystoi kibicowi Barcelony. To jest futbol, tu się gra do końca.
0
Wczoraj w tym meczu Juve miało tragiczną skuteczność. Tam powinno być mniej więcej 3-3 i to byłby naprawdę sprawiedliwy wynik. Niestety, na tym poziomie żeby wygrywać, trzeba wykorzystywać nawet te 50-procentowe sytuacje jakie się ma, tak jak robi to Real.
0
Ok, co do anulowania kartek przekonaliście mnie, ale tylko częściowo. Ja myślałem raczej o tym, że na dogrywkę trenerzy jednej i drugiej drużyny mogliby po prostu i tak dowolnie zmodyfikować skład wykorzystując zawodników, którzy są na murawie i tych którzy są na ławce rezerwowych (z wyjątkiem tych, którzy są na niej bo już zostali zmienieni lub otrzymali czerwone kartki). Zawodnik, który dostałby czerwoną kartkę w końcówce meczu podstawowego za ewidentny niesportowy faul poniósłby taką karę, że nie mógłby po pierwsze zagrać w końcówce meczu, po drugie w całej dogrywce, i po trzecie zapewne w kilku następnych meczach w kolejnych fazach rozgrywek.
A co z bramkami? Czy w dogrywce powinna być forowana drużyna przyjezdna?
2
Zmienić powinni po pierwsze to, że jeśli jakaś drużyna gra w osłabieniu z powodu czerwonej kartki otrzymanej przez zawodnika w trakcie zasadniczego czasu gry meczu rewanżowego, to w dogrywce w jego miejsce powinien móc ktoś wejść, tak żeby obie drużyny do dogrywki przystępowały w komplecie. Po drugie bramki zdobyte przez gości w dogrywce nie powinny się liczyć "podwójnie".
Jakby nie patrzeć dogrywka to taka krótka dodatkowa rozgrywka spowodowana tym, że nie udało się wyłonić zwycięzcy po rozegraniu obu podstawowych meczów. Karanie jednej z drużyn tym, że musi do tej dodatkowej rozgrywki podejść w osłabieniu tylko dlatego, że jeden z jej zawodników w podstawowym czasie gry meczu rewanżowego dostał czerwoną kartkę, jest moim zdaniem nielogiczne. Drużyna, której zawodnik dostałby czerwoną kartkę w pierwszym meczu, do dogrywki nie podchodzi w osłabieniu... Zasady powinny być równe w zarówno w pierwszym meczu, jak i w rewanżu, czyż nie?
Tak samo forowanie w dogrywce drużyny przyjezdnej, tym, że ich bramki są cenniejsze niż bramki zdobyte przez gospodarzy, też jest bezsensowne. Czemu jeden klub ma mieć trudniej w dogrywce tylko dlatego, że ich wylosowano jako gospodarzy meczu rewanżowego?
Zgadzacie się?
5
Ustalmy raz na zawsze - najlepszy piłkarz świata gra w Madrycie. No przynajmniej do wtorkowego wieczoru ;)
0
Ankieta ta pojawia się w czasie, kiedy wszystkie rozgrywki wkraczają w decydującą fazę, a zawodnicy, zmęczeni trudami sezonu, coraz łatwiej mogą łapać kontuzję, albo najzwyczajniej w świecie tracić siły i nie grać na swoim najwyższym poziomie. Nie wiem ile osób sobie zdaje z tego sprawę, udzielając odpowiedzi w tej ankiecie. Ja osobiście uważam, że taki zawodnik jak Mina powinen dostawać szansę najczęściej jak to tylko możliwe, po to by dać odpocząć zawodnikom pierwszej jedenastki. I nie mówię tu tylko o rozgrywaniu całych meczów przez Yerrego, ale jeśli w 60 minucie meczu Barca będzie prowadzić z kimś 3-0 to powinien wchodzić Mina za Pique, czy Umtitiego.
Ogólnie dziwię się, że redakcja jeszcze nie zdecydowała się na artykuł o meczach w najbliższym czasie. Ja wiem, że trenerzy zawsze powtarzają, że dla drużyny ważny jest tylko najbliższy mecz... Ale kibice na stadionie siedzą wyżej i z tej perspektywy rozgrywki mają nieco dalszy horyzont, na którym już widać kilka najbliższych meczów. A nadchodzące półtora miesiąca przyniesie Barcelonie konkretny maraton meczów z bardzo wymagającymi rywalami.
Dzień przed Wielkanocą zagramy w Andaluzji z walczącą o pierwszą szóstkę Sevillą, która przed momentem wyeliminowała Manchester United z Champions League. 4 kwietnia ugościmy na Camp Nou AS Romę. Zaledwie trzy dni później zagramy u siebie z Legnes. Przypominam, że choć to nie jakaś markowa drużyna, to "Ogórki" potrafiły na Santiago Bernabeu ograć w tym sezonie Real i nie zdziwię się jeśli w meczu z nami będą gryźć trawę, bo to drużyna z przedmieść Madrytu, która co prawda Realowi punkty odebrała, ale też z nimi sympatyzuje. Każdy kibic Leganes jest jednocześnie kibicem Realu. W ramach pewnej sprawiedliwości z pewnością będą i nam chcieli maksymalnie napsuć krwi, choćby i po to żeby zamęczyć nas przed rewanżem z Rzymianami w Champions League, który mamy kolejne trzy dni po meczu z Leganes. No i ten mecz, jako że Roma jest ostatnio w świetnej formie (w sześciu meczach pięć zwycięstw i raptem jedna porażka z również rozpędzonym Milanem, który zalicza ostatnio 5 zwycięstw i remis) będzie od nas wymagać maksymalnej mobilizacji. Parę dni po powrocie z Rzymu gramy co prawda u siebie, ale nie z byle kim, bo z Valencią, a trzy dni po niej jedziemy rozegrać mecz na Estadio Balaídos z nieobliczalną i wciąż walczącą o puchary Celtą Vigo. Trzy dni po powrocie z Galicji gramy finał Pucharu Króla na Wanda Metropolitano w Madrycie z Sevillą. Dopiero potem będzie pierwszy od dłuższego czasu tydzień odpoczynku dla naszych piłkarzy, po którym zmierzymy się w La Corunii z walczącym o utrzymanie Deportivo. Także z pewnością nie będzie można przejść obok tego meczu obojętnie. Zwłaszcza, że drużyny z dołu tabeli pod koniec sezonu zawsze zdobywają więcej punktów niż przeciętnie w ciągu reszty kampanii. Kolejna runda rozgrywek LaLiga odbędzie się 6 maja i przyniesie nam Gran Derbi, w których Real z całą pewnością będzie chciał wziąć rewanż za blamaż w rundzie jesiennej. Trzy dni po Realu przyjdzie nam zmierzyć się z również walczącą o Puchary "Żółtą Łodzią Podwodną".
Jak widać terminarz jest w tym czasie solidnie upakowany meczami z naprawdę wymagającymi rywalami. 10 meczów w 40 dni. Zatem mecz średnio co 4 dni. Dlatego, żeby dozować siły naszych najlepszych graczy Mina powinien być wykorzystywany kiedy i ile tylko się da. Tak samo jak Verma.
Sorry za tak długi komentarz. Wiem, że niektórzy lubią krótko ;)
1
Cristiano ale schapany na Pichichi, ło matko! No ale to może być jedyny tytuł w tym roku jaki się Realowi jeszcze może przytrafić, więc nie dziwota, że cała drużyna gra na Ronaldo, a temu nie pozostaje nic jak dokładać nogę, albo głowę :)
0
Bayern znów trafia najlepiej :)
2
Jak Neymar odchodził do Paryża, opłacił swoją klauzulę. Niech teraz też opłaci PSG kwotę odstępnego, to może wracać, proszę bardzo :)
0
Skandynawski spokój :)
3
Iniesta jest Legendą Barcelony. Jest też Legendą całej Hiszpanii za tego gola, który w 2010 r. dał La Roja upragniony Puchar Świata. Nawet jeśli nie zejdzie ze sceny będąc na szczycie, to Legendą i tak pozostanie już na zawsze. Dlatego w mojej ocenie możliwe jest to, że odejdzie do innego silnego europejskiego klubu, żeby choćby przez jeden sezon sprawdzić się w innych realiach. Równie możliwe jest też to, że z tego samego powodu przeniesie się na inny kontynent. Chociaż ze względu na to, że jest bardzo rodzinnym człowiekiem, jaki i z uwagi na biznesy jakie prowadzi (Andres jest bardzo ogarniętym życiowo człowiekiem i prowadzi różne firmy, np. winiarnię) uważam, że przenosiny na inny kontynent nie są dla niego priorytetem. A najłatwiej jest mi wyobrazić sobie scenariusz, w którym Iniesta swoje piłkarskie buty załkłada po raz ostatni w szatni na Camp Nou. A potem w ostatniej minucie meczu trener ściąga go z boiska i przy akompaniamencie stu tysięcy gardeł krzyczących "Iniesta, Iniesta" w szpalerze utworzonym przez przyjaciół z szatni ostatni raz opuszcza murawę Camp Nou.
I szczerze mówiąc ta ostatnia opcja podoba mi się najbardziej, ale nie wiem, czy moje widzimisię jest zgodne z planami Iniesty. Poza tym jestem pewien, że Andres jest świadomy tego, że jego organizm nie będzie mu pozwalał na granie na najwyższym poziomie, wymaganym w takim klubie jak Blaugrana. I jeśli odejdzie, to także dlatego, żeby z powodu jakichś niepotrzebnych sentymentów nie osłabiać swoją osobą ukochanego klubu. Bo przecież nikt go stąd nie wyrzuci. Nikt nie będzie miał na tyle odwagi, by powiedzieć Legendzie "Ya no te quiero. Adios!" (Już Cię nie chcemy. Do widzenia!). Ktoś taki musi po prostu samemu podjąć decyzję o odejściu i o sposobie w jaki miałoby ono nastąpić. Zwłaszcza, że ma przecież bezterminowy kontrakt - chyba najwyższy wyraz uznania, jakim klub może obdarzyć swojego zawodnika.
Dlatego cokolwiek się stanie, powiem: "gracias y buena suerte en la nueva forma de vida, Andrés!" (Dziękuję i powodzenia na nowej drodze życia, Andres!).