0

Szanując opinie inne niż własne uważam, że MM nie jest i nie będzie graczem, który jest w stanie zapełnić lukę po Alvesie .
Dziś brakowało gry bokami, gdyż nie bardzo było z kim grac. A wiadomo, że w przypadku autobusu w polu karnym (statystycznie rzecz ujmując, często powtarzana logiczna taktyka przez niżej notowanych oponentów), grę rozciąga się skrzydłami (prawa strona to współpraca prawego obrońcy z Messim, który biega po linii). Nie było tej współpracy, nie było dośrodkowań, było wycofywanie piłki.
W przypadku FCB nie można analizować pozytywów gry na zasadzie "nie przeszkadzał". W Barcelonie piłkarz ZAWSZE będzie oceniany za kreację, a nie za nie bycie piątym kołem u wozu.

7

A ja przy okazji dzisiejszego meczu zapytam: czy fani i maniakalni "obrońcy" obrońcy Motnoyi wreszcie zaczęli oceniać jego jakość przez pryzmat pn. "obiektywizm"?

Z puntu widzenia osoby oglądającej mecz w TV nasuwa się jeden wniosek - MM gra po prostu słabo. Jedyne, co można było zauważyć w jego grze, to celne wsteczne podania do Pique. Żadnej kreacji, żadnej spektakularności, gra zachowawcza i bojaźliwa. Wniosek nasuwa się sam: MM raczej nie jest graczem formatu FCB.

Nawet podczas gry z drugoligowcem (bez obrazy) w grze Montoyi nie widać progresu, pomysłu, klasy, techniki. Nic ponad najzwyklejsze w świecie rzemieślnictwo, i to rzemieślnictwo wsteczne, strachliwe, bez próby brania na siebie odpowiedzialności, bycia decydującym w akcji, kluczowym.

Moim skromnym zdaniem MM nie gwarantuje i nie zagwarantuje FCB różnicy, niestety...

2

Ad. 1 zamiast 5x czteropak butla łychy
Ad. 2 Klubowy szalik + koszulka klubowa
Ad. 3 Oglądanie z familią, nie ze znajomymi
Ad. 4 Łakocie do podgryzania

:-)

22

Podoba mi się "twardy marsz" Enrique po ziemi.
Gdy było średnio, nie dramatyzował, gdy jest dobrze, nie popada w hurraoptymizm.
Ma facet świadomość ilości czynników decydujących o sukcesie, tego jak codzienność jest krucha (dziś piedestał, jutro piekło). Zasługuje na bycie wygranym!

1

Mamy fajny temat do dyskusji, ale dla władz klubu to pewnie niezły zgryz.
Każda droga może być wpadką lub sukcesem. Pamiętajmy jednak, że lepszy wróbel w garści...:)

1

Osobiście życzę Douglasowi jak najlepiej i nigdy z niego nie szydziłem.
Od początku uważam, że chłopak jest ofiarą jakiś dziwnych ustaleń, niejasnych interesików. Powiedzcie, kto kupuje nieopierzonego młokosa do pierwszej drużyny, i to jakiej drużyny. Zawodnika bez europejskiego doświadczenia, gracza który nawet w rodzimej Brazylii nie błyszczał.
A jaka ciąży na nim presja. WIELKA Barca, piłkarze światowego formatu. Do tego nie ma okazji grać, to i się nie rozwija (sam trening, nawet z najlepszymi. to za mało).
Powinien zostać wypożyczony, aby odbudować nie tylko formę, ale i psychikę. Wydaje mi się, że na początek najlepszy byłby kierunek brazylijski, a potem mniejszy klub europejski. Obawiam się, że szanse na eksplozje formy Douglasa w Barcelonie są nikłe podobnie jak minuty, które dostaje. Szkoda zawodnika...

0

Oczywiście masz rację.
Przecież nie można zapomnieć o tym, że polityką transferową nie zajmuje się Zubi, więc jest szansa na pozyskanie i dwóch obrońców.
Pamiętaj jednak o jednym - unikalny styl Barcy, którego nauka zawsze wymaga czasu. Nowi zawodnicy mogą nie zagwarantować "wejścia w mecz" od samego początku, mogą wymagać czasu na adaptację.
Ważne, żeby ruch wykonany przez FCB gwarantował sukces, aby transfery były udane nie tylko ze względu na sam zakup, ale i jego efekt.

1

Osobiście uważam, że pozostanie Alvesa może zagwarantować jeszcze jedną (oprócz gry) ważną korzyść: nadal będzie wymuszało konkurencję na prawej obronie, co będzie dotyczyło również ewentualnych nowych nabytków.
Załóżmy, że Alvesa nie ma. Przychodzi nowy zawodnik i z kim ma konkurować, a więc walczyć o podnoszenie swojej jakości? Z Montoyą i Douglasem, którzy cały czas przegrywają walkę z "słabym" Alvesem? Skoro następca ma być lepszy, tym bardziej będzie zapewniał grzanie ławy wymienionej dwójce.
A tak należy oczekiwać walki na całego o miejsce w pierwszym składzie z korzyścią dla klubu.

5

Mam wrażenie, że niektórzy (Pani Aguirre, Pan Tebas) próbują budować swój kapitał polityczny w oparciu o wydarzenie sportowe jakim jest Puchar Króla. Ale populizm to dyscyplina, która w Polsce również wspaniale się rozwija...

Wszyscy wiemy, że zadaniem organizatora spotkania jest zapewnienie bezpieczeństwa kibicom, jednak nie wydaje mi się, aby było możliwe uniknięcie w 100% gwizdów czy też innych wybryków niezgodnych z regulaminem obowiązującym widzów.
Nawet groźba drakońskich kar może niewiele wskórać, bo nie zawsze możliwe jest stwierdzenie "kto zawinił". A przecież są i tacy, którzy uczestniczą w meczu "aby zawinić". I co, karać wszystkich przez jednego, czy grupę idiotów?
A może tak wsadzać do więzienia Katalończyka, który podczas danego meczu kopnie Hiszpana i vice versa?
To nie tak, że popieram stadionowe bandyctwo, wręcz przeciwnie, ale wciąż aktualnym znakiem czasów jest istnienie zadymiarzy stadionowych i póki co nie ma sposobu na ich skuteczne wyplewienie. Zawsze ktoś, gdzieś, kiedyś, coś nabroi. Zjawisko należy minimalizować i próbować eliminować, jednak podchodząc to tematu z rozsądkiem. A nie strzelać na prawo i lewo pseudo-patriotycznymi banałami.
I zgadzam się z przedmówcami - po co grać hymn, skoro może zabraknąć adresatów?

0

Osobiście stawiam na bramkę Arduiza.

Na jej piękno patrzę nie tylko przez pryzmat samej wyborności strzału. Bramka również pięknie "pogrążyła" Real Madryt, co pośrednio spowodowało odzyskanie przez Barcę pięknej pozycji lidera La Liga.

Oby pierwsze miejsce w lidze było "okupowane" przez FCB do końca sezonu...

7

Czy Barca byłaby skłonna udostępnić stadion na spotkanie, w którym wystąpi jej największy rywal? Wątpliwe...
Jakby nie patrzeć, rywalizacja dwóch największych oponentów w Primera Division ma wymiar nie tylko sportowy, ale i m.in. ekonomiczny, wizerunkowy, społecznościowy, honorowy, etyczny, etc.
Czy jest więc sens pompować balon próbując rozegrać mecz finałowy na stadionie największego przeciwnika i to w chwili, gdy ów przeciwnik wypadł z gry? Chyba nie, bo i po co? Aby rozdrażnić kibiców, wykreować wrogów? Sami nie chcielibyśmy oglądać "latającego" po Camp Nou Ronaldo i Spółka, o ile po przeciwnej stronie nie grałaby Barca.
Istnieją inne, bardziej neutralne stadiony, więc z atrakcyjnym miejscem rozegrania finału raczej nie powinno być problemu.
Liczy się nie miejsce, a wygrana, na którą z utęsknieniem czekamy.

0

Faceta chyba doszczętnie "opuścił" rozum.

Faul na Sergio mógł być tragiczny w skutkach (póki co nie znamy oficjalnej diagnozy, więc może być różnie, a więc i tragicznie).

Faul na Neymarze to ewidentnie spóźniona reakcja, atak od tyłu (to już jest "żółć"), ale co najważniejsze, atak zamierzony, przeprowadzony z premedytacją. Do tego Pina specjalnie w trakcie wślizgu "złączył" nogi w okolicy stóp, aby "wykosić/złapać" przeciwnika. Gdyby jego intencje były inne, zgiąłby nogi, aby uniknąć faulu.

Otrzymana przez Pinę czerwień to zbyt mało. Ataki Piny były na tyle "skuteczne", że mogły spowodować kontuzje (i być może jedną przewlekłą spowodowały).


0

Komentarz usunięty

1

Osobiście sytuację pojmuję w następujący sposób:
bramkarz przejął pozycję obrońcy, a obrońca zastępuje bramkarza jako zawodnik znajdujący się najbliżej linii bramkowej drużyny broniącej.
W analizowanej sytuacji bramkarz jako "obrońca" (decyduje odległość przedostatniego zawodnika drużyny broniącej do linii bramkowej, a jest nim właśnie bramkarz/obrońca) wyznacza linię spalonego. Jako że Messi prawdopodobnie był bliżej linii bramkowej niż bramkarz/obrońca, jest spalony.

0

Kapitalne zdjęcie obrazujące powagę sytuacji. Ney i Alba "uprawiają" modły, Busi udaje głupiego (jaki faul, czysty wślizg).

A tak poważnie, to mam nadzieję, że sztab szkoleniowy dodał do swojej strategii punkt traktujący o niebezpieczeństwie absencji tytułowej (artykuł) trójki. Możliwości?
1. Ława (nonsens)
2. Brak fauli (nonsens - interpretacja sędziego jest decydująca)
3. Faul taktyczny i wcześniejsza absencja (jakiś tam sens, element strategii)
Barca!

11

City nie tylko rozgrywa mecz, ale i bierze udział w interwałowym treningu biegowym...
A tak poważnie, wygląda to na "globalną" (całe boisko) grę w dziada, która musi chol3rnie frustrować tych, którzy próbują odebrać piłkę.

4

A ja stawiam inną tezę - w przeciwieństwie do polskich kopaczy, których zazwyczaj satysfakcjonuje grzanie ławy byle kasa się zgadzała, Alves poprzez swój wybryk mógł pokazać swoją wielką ambicję sportową.
Być może zmiana wkurzyła go, bo chce grać, chce wygrywać, chce walczyć dla Barcy. Nie interesuje go ława, a jako że był to mecz z topowym przeciwnikiem w arcyważnych rozgrywkach, stąd takie emocje.
Alvesa należy rozgrzeszyć, bo dał wiele drużynie, nadal biega, walczy, nie poddaje się. Ma serce, a to przecież bardzo ważne.
A że czasami coś nie wyjdzie? Wahania formy przeżywa każdy - popatrzmy na Iniestę, "niedawnego" Messiego czy Pique, wczorajszego średnio grającego Neymara, pudłującego Suareza.
Nie ważne jak zaczynasz. Liczy się końcowy efekt lub jego brak.

0

Czego nie rozumiesz we wstawieniu Mache do obrony w celu przesunięcia Alby wyżej na skrzydło w celu próby wzmocnienia siły rażenia poprzez dodanie jednego zawodnika?

7

Nie czekaj ani chwili dłużej, przejdź natychmiast, dla dobra Cavaniego :-).
Nie gniewaj się, to nie uszczypliwość.
Rozumiem Twoje intencje, ale zabawnie je wyraziłeś...

1

Ciekawe jak precyzyjne są informacje odnośnie cytowanych budżetów. W końcu to biznes, w którym istnieją klauzule tajności.
Nawet gdyby budżety były takie same, to przecież istnieje wiele parametrów "miękkich", które mogą decydować o wyborze danej oferty.

1

Idiotycznie tłumaczenie i żale Pana Założyciela.
Wiadomo, że chodzi o kasę, która niestety (trzeba się z tym faktem pogodzić) jest znakiem współczesności.
Tam gdzie większy budżet, tam i lojalność. Zapewne dlatego Barca jest "lojalna" inaczej, gdyż wybrała bardziej sprzyjającą ofertę.

0

MB grał po profesorsku. Wspaniały "timing". Czytanie gry jak u samego Mistrza Macherano.Do tego szybkie konstruowanie akcji tuz po przejęciu piłki, a wszystko okraszone pięknym podaniem prostopadłym do samego Messi(asza).
Brawo!!!

10

Ogólnie szkoda chłopaka.
Wiadoma rzeczą jest, że do Barcy przychodzi się na życzenie klubu, a nie swoje.
Dziś Douglas płaci wysoką cenę ze względu na niejasne kryteria tego transferu. Już na wstępie "przygody z Europą" nosi etykietę tego, "który dla Barcy jest za słaby". Do tego zamiast grać, okupuje ławę lub widownię.
Oczywiste, że sam trening słabo rozwija, skoro nie ma możliwości gry. Nie grając, nie da się złapać formy. Nie dziwne więc, że krótkie epizody meczowe Douglasa były nieudane. Presja sporo waży. Po drodze zdarzyła się kontuzja. Zawodnik nie ma żadnego "europejskiego" doświadczenia, a do tego w Brazylii również nie "błyszczał".
Dziwny transfer, który nic nie daje Barcelonie, a szkodzi młodemu zawodnikowi. Trudno dopatrzyć się jakiś pozytywów, gdyż nie zapowiada się, aby w krótszym czy nawet dłuższym czasie status Douglasa uległ zmianie.
Opcja wypożyczenia, nawet do Brazylii (ojczyzna, język, otoczenie), wydaje się najlepsza. Przecież obecnie Douglas raczej nie jest "gorącym towarem", a z jednej strony obciąża budżet klubu, z drugiej będąc zablokowanym w kwestii rozwoju.

1

Statystyka odnośnie ilości zdobywanych goli ciekawie wygląda w zestawieniu ze statystykami i opiniami z początku sezonu, kiedy to pisano, że Barcy nie przeszkadza wygrywanie minimalną ilością strzelonych goli.
Maszyna zaczęła pięknie funkcjonować, jak w należycie dotartym silniku.
Cieszmy się więc wspaniałymi chwilami bez względu na to, ile meczów do końca. Wczoraj było średnio, dziś jest wspaniale, a o "dobre" jutro będą walczyć wszystkie zespoły.
Nie zważajmy na malkontentów, którzy "wolą tkwić" w wiecznym niezadowoleniu stale "prorokując" niebyt. Carpe diem!

0

Świetny mecz. Kapitalne tempo i dramaturgia. Wynik nie odzwierciedla jakości gry gospodarzy i zostawionego przez nich na murawie serca.
Niestety, taki jest sport. Oczywiście lepiej wygrać w fatalnym stylu, niż przegrać pięknie grając.
Ale tego dnia Barca postawiła poprzeczkę niesamowicie wysoko. Bilbao pokazało jednak, że charakterem można choć w części próbować neutralizować wirtuozerię.

4

"Wartości, patriotyzmu, dumy, serca, historii, tożsamości, oddania, charakteru rzekomo nie można kupić za żadne pieniądze".
Niestety, w dzisiejszych czasach to już tylko puste frazesy.
Wraz z postępem cywilizacyjnym praktycznie do wszystkiego można przyczepić metkę zawierającą określą cenę.
Przecież nie tak dawno byliśmy świadkami "katarskiego cudu" w szczypiorniaku, któremu tylko nieliczni byli się w stanie sportowo postawić (nieznaczne wygrane Hiszpanii i Francji).
Pogoń za kasą i jej zdobywanie wszelkimi sposobami nie jest już właściwie ograniczone żadnymi barierami. Jednym z ostatnich bastionów "wolności" była frontowa część trykotu FC Barcelony. Była...
Idąc tym tropem nie trudno sobie wyobrazić, że i stadion Barcy również mógłby zmienić nazwę.
Przecież już krążą informacje, że Arabowie maja zawładnąć nazwa stadionu Królewskich. Inne stadiony również noszą nazwy sponsorów (Emirates Stadium, Allianz Arena).
A wytłumaczenie "sprzedania się" będzie zawsze łatwe - modernizacja, poprawa jakości, transfery, etc.
Pieniądze..reszta to już "historia".

2

Oczywiście w Twoim poście jest dużo racji.Osobiście jednak odnoszę się przede wszystkim do wypowiedzi, które "udają" dyskusję i polemikę, a napisane są tylko po to, by coś napisać, by przywalić, by tak "po polsku, patriotycznie" ponarzekać i skrytykować (w końcu narzekanie i krytyka innych to nasz spot narodowy).I za Tito, i za Taty, i przed Guardiolą i za Guradioli również było dużo słabych meczów. To jest sport, każdy chce wygrać, więc nie zawsze wszystko idzie płynnie. Ile elementów składa się na końcowy sukces? Przecież każde spotkanie jest inne, jest zaledwie jedna bitwą w całej wojnie...Denerwujące są wypowiedzi nie poparte jakąkolwiek analizą, wynikające z chwilowych emocji ("widzi mi się" chyba jest bardziej trafnym określeniem). Każdy jest ekspertem, każdy wie wszystko najlepiej. A gdzie czas na refleksję i obiektywizm. I gdzie szacunek dla własnych poglądów (przykłady: dziś Alves jest ok, wczoraj dno; Montoya już nie jest taki niezbędny jak był chwilę temu). Przecież nie chodzi też o to, aby mówić, że jest dobrze, skoro jest źle. Trzeba jednak użyć argumentacji, aby poprzeć swoja tezę. Krytykowanie na zasadzie "źle" bo "źle" pozbawione jest jakiegokolwiek sensu i merytoryki.Po prostu momentami mam wrażenie, że największymi oponentami Barcy są fani. Chyba nie na tym polega kibicowanie, aby zawsze prezentować postawę "anty". I nie sztuką być kibicem, kiedy wszystko idzie "jak po maśle"...

0

Miło wiedzieć, że i inni forumowicze dokonują racjonalnych ocen nie skacząc z kwiatka na kwiatek..

1

„Tym, co uległo zmianie, są wyniki. Tutaj wyniki zmieniają niemal wszystko. Wszystko podlega analizie w zależności od wyniku. Ani wcześniej nie byliśmy tacy słabi, ani teraz nie jesteśmy tak dobrzy. " - bardzo sensowna wypowiedź obrazująca bezzasadność widzenia tylko i wyłącznie w czerni bądź bieli. Czasami grasz dobrze i przegrywasz, a zdarza się wygrana w słabym stylu. To jest sport - system "zero-jedynkowy" nie ma tutaj zastosowania.

2

Sytuacja związana z "niesamowitym" zainteresowaniem usługami Montoyi pozwala wnioskować, że wielu forumowiczów widzących w jego osobie zbawcę prawej flanki prawdopodobnie się pomyliło.
Skoro niby MM prezentuje taką jakość, potencjał i perspektywiczność, kwota odstępnego nie powinna nikogo odstraszyć. A tymczasem wpłynęło ofert "zero".
Chyba, że wpłynęły oferty opiewające na kwoty znacznie niższe od wyznaczonego w umowie z piłkarzem minimum.
W każdym razie dobrze mieć Daniego, który radośnie hasa "po prawicy"...

Media

Sonda

MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest: