FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
3
Feliz cumpleaños panie Bianquetti! Z okazji rocznicy urodzin.
19 grudnia 1951 r. w Cueta urodził się Miguel Bernardo Bianquetti, środkowy obrońca. Jego pierwszym poważnym klubem, w którym zaczął swoją przyszłą wielką przygodę z piłką był Cadiz CF. Ledwie 3 lata wystarczyły aby działacze FC Barcelony wypatrzyli obrońcę z Andaluzji. Do Barcelony trafił w tym samym czasie co Johan Cruyff. Na Camp Nou szybko zyskała sympatie i przydomek od kibiców ,,Tarzan”. Dzięki technice, szybkości i sercu do gry był pupilem katalońskiej publiczności. Już w swoim pierwszym sezonie dla Barçy zdobył wraz z kolegami mistrzostwo Hiszpanii a ponadto miał udział w rozgromieniu Realu w Madrycie 5:0! Migueli, jak go nazywano, był graczem o ogromnych możliwościach i wielkim sercu do gry. Jego odwage najlepiej można było dostrzec w finale Pucharu Zdobywców Pucharów w 1979 r. w Bazylei, kiedy grał wówczas z wybitym obojczykiem. Świetnie wyszkolony technicznie, nie zastąpiony w kryciu i niepokonany w powietrzu, dzięki tym cechom Migueli był obrońcą największego kalibru. Trenerzy reprezentacji Hiszpanii również zauważyli u ,,Tarzana” cechy na światowej klasy obrońcę i 20.11.1974 r. Migueli zadebiutował w meczu przeciwko Szkocji, z którą Hiszpanie wygrali 2:1 a nasz bohater zagrał wtedy 75 minut u boku Quiniego czy też Rexacha a trenerem był Ladislao Kubala. Od tego czasu Migueli był przez 5 lat kadrowiczem i wystąpił na dwóch imprezach- Mundialu w Argentynie i mistrzostwach Europy we Włoszech. Podczas swojej 15-letniej kariery w Blaugranie strzelił 27 goli, co jak na środkowego obrońcę było sporym wyczynem, lecz Migueli był kimś wyjątkowym. Ponadto w swoim dorobku ma 2 mistrzostwa Hiszpanii, 4 Puchary Hiszpanii, 3 Puchary Zdobywców Pucharów, 2 Puchary Ligi oraz Superpuchar Europy. W rozpoczynającym się sezonie 1988/89. Kiedy funkcje trenera objął Johan Cruyff, Migeli doznał kontuzji kolana. Mając 37 lat zdecydował się na zakończenie kariery. Na jego pożegnalnym meczu na Camp Nou z Bułgarią zagrały takie gwiazdy futbolu jak choćby Cruyff czy Rexach.
0
@sevs Zgadza się, tyle że gość nic nie zaznaczył że chodzi o oficjalne mecze!
2
Jakiś mądrala napisał zaraz po pierwszym golu dla Barcy że Ferran Jutgla strzelił debiutanckiego gola w swojej karierze w barwach FCB. Bzdura! Pierwszego gola w swojej karierze strzelił przeciwko Boca Juniors.
0
Kim są Alvaro Sanz i Guillem?
0
Historia żywa:
Kochani cules, dokładnie 10 lat temu(18 grudnia 2011 r.) FC Barcelona pokonała FC Santos 4:0 w finale Klubowych Mistrzostw Świata, po 2 golach Messiego oraz Xaviego i Fabregasa. Blaugrana była pierwszą drużyną, która dwukrotnie wygrała te rozgrywki(nie licząc Pucharu Interkontynentalnego). W finale Barça po znakomitym meczu rozgromiła Santos 4:0. W ekipie brazylijskiej grał Neymar, lecz sam nie był w stanie przeciwstawić się supremacji Katalończyków. Messi dzięki dwóm finałowym golom wyrównał osiągnięcie Pedro z 2009 r., strzelając gola w 6 różnych rozgrywkach w jednym roku kalendarzowym.
0
Wypadałoby zakończyć ten rok na Camp Nou z przytupem! Wierzę że tak właśnie będzie, ponoć wiara czyni cuda? Spodziewam się wyniku 3:1. Vamos ukochana Barcunio! Visca el Barca para siempre!
2
Wybitne postacie Dumy Katalonii:
18 grudnia 1977 r. prezydent FC Barcelony zrezygnował ze stanowiska. Agusti Montal był ekonomistą i synem jednego z poprzednich prezydentów Barçy. Jego rodzina zajmowała się przemysłem włókienniczym. W 1969 r. został prezydentem klubu, pokonując Pedro Bareta stosunkiem głosów 126 do 112. W tamtych czasach prezydenta Barcelony wybierali oficjalni przedstawiciele a nie sami socios. W 1973 r. został wybrany na drugą kadencje wygrywając z Luisem Casacubertą 902 do 340. Jednym z powodów, dla których zwyciężył tak zdecydowanie było sprowadzenie do klubu Johana Cruijffa. W czasie sprawowania urzędu przez Montala otwarto hale Palau Blaugrana i Palau Blaugrana 2, zainstalowano elektroniczną tablice wyników i oświetlenie na Camp Nou. Montal walczył z reżimem Franco i przeforsował projekt nowego hymnu klubowego p katalońsku, używanego aż do dzisiaj. Poza tym w języku katalońskim zaczął ukazywać się oficjalny biuletyn klubu i informacje prezentowane przez megafony podczas meczu. Za jego kadencji poza Cruijffem sprowadzono również Johana Neeskensa, Hugo Sotila i przede wszystkim legendarnego Rinusa Michelsa, który wywalczył z klubem mistrzostwo kraju w 1974 r. po 14 latach bez tego trofeum. W 1977 r. zrezygnował z funkcji prezydenta na rzecz wiceprezydenta Raimona Carrasco, który sprawował ten urząd do kolejnych wyborów w 1978 r.
1
Azulgrana w europejskich pucharach:
18 grudnia 1963 r. FC Barcelona przegrała w Lozannie dodatkowy mecz 1/8 Pucharu Zdobywców Pucharów z Hamburger SV 2:3 i odpadła z tychże rozgrywek. Gole zdobyli: Bähre i Seeler(2) dla Niemców oraz 2 gole wybitnie grający głową Sandor Kocsis dla Barçy.
7
Pamiętamy!
Panie i Panowie, Sto lat!!! 100lat!!! mija dokładnie dzisiaj od pierwszego w historii meczu reprezentacji Polski. Dwa lata po założeniu krajowego Związku Piłki Nożnej, a nieco ponad trzy po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, biało-czerwoni rozegrali pierwszy oficjalny mecz międzypaństwowy. 18 grudnia 1921 roku nasza reprezentacja wyjechała do Budapesztu pociągiem z Krakowa w piątek 16 grudnia 1921 r. o godzinie 10.40. Podróż do Budapesztu była pełna przygód. W Piotrowicach piłkarze musieli stawić czoła czeskim celnikom, którzy chcieli zarekwirować zapasy żywności. W nocy pociąg dotarł do Żyliny, gdzie ogłoszono 4-godzinną przerwę. Na kolacje zawodnicy zjedli to co uchronili przed celnikami: sznycle posmarowane musztardą, jabłka, popili herbatą, piwem i wodą sodową, po czym poszli na spacer po uśpionych ulicach miasta. W Trenczynie pociąg stanął, ponieważ z powodu niskiej temperatury zamarzły koła w jednym z wagonów. Nim usterke naprawiono, z Leopoldowa, gdzie zaplanowano przesiadkę, odjechał pociąg pośpieszny do Budapesztu. Na następny trzeba było czekać 5 godzin. Gracze spędzili je na twardych ławkach w poczekalni dworcowej. Ostatecznie dotarli do Budapesztu przed północą, z soboty na niedziele, po 36 godzinach podróży! Najdziwniejsze jest to, iż czekała tam na nich delegacja Węgierskiego Związku Piłki Nożnej. ,,Po niezwykle serdecznem powitaniu wsadzono nas do szeregu specjalnie zamówionych karet i zawieziono do wspaniałego hotelu Astoria przy ulicy Rakoczego. Umycie się i zjedzenie kolacji zabrało nam około 2 godzin czasu; dopiero o godz. 1 w nocy położyliśmy się spać”- relacjonował ,,Przegląd Sportowy” z 24 grudnia 1921 r. O żadnym treningu nie było mowy. Nazajutrz o godz. 9.00 piłkarze zjedli śniadanie, o 12.00 obiad a godzine później wyjechali podstawionymi samochodami osobowymi na stadion Hungaria, należącym do MTK Budapeszt. Wszyscy padali ze zmęczenia, w dodatku legendarny Józef Kałuża miał gorączkę a Ludwik Gintel narzekał na bóle żołądka. Mecz rozpoczynał się o godz. 14.00. Sędziował Czech Ernst Graetz, na trybunach zasiadło 10 tys. widzów według ,,PS” i o dwa tys. mniej według źródeł węgierskich. Polacy grali w czerwonych koszulkach, białych spodenkach i czerwonych getrach. Dla Polski to był pierwszy mecz, natomiast dla Węgier, którzy rozpoczęli swoją historię w 1902 r.- już 80-ty! Lewy łącznik Imre Schlosser wystąpił po raz 65 i z tej okazji otrzymał od Polaków zloty sygnet. Gospodarze byli więc w znacznie lepszej sytuacji ale Polacy dzielnie stawiali opór i wprawdzie przegrali 0:1, tracąc gola w 18 minucie(strzelcem Szabo), lecz ,,zostawili po sobie dobre wrażenie”. Mogło być gorzej, ponieważ w 44 minucie po faulu Marczewskiego na Molnarze, sędzia podyktował rzut karny. Jego wykonawca Fogl II strzelał z całej siły i przeniósł piłke nad poprzeczką. ,,Przegląd Sportowy” pisał: ,,Wynik jest nadzwyczaj chlubny, ponieważ ponieśliśmy porażkę najmniejszą jaką zna ten sport, najmniejszą ze wszystkich państw, jakie w tym roku gościły w Budapeszcie”. Apelowano też do PZPN ażeby na przyszłość tak planował podróże, aby drużyna mogła mieć przed zawodami dzień odpoczynku. Można przyjąć że już wtedy zaczęto tworzyć podbudowę ideologiczną pod coś, co wkrótce stanie się znane jako ,,moralne zwycięstwo Polski”. Prasa węgierska też była dla Polaków dość łaskawa, choć podkreślała iż nasza postawa mogła wynikać między innymi z nieobecności czterech czołowych piłkarzy Węgier: Ortha, Brauna, Pataky’ego i Jeneia. ,,Sporthirlap” napisał: ,,Ani Węgrzy ani Polacy nie zainteresowali publiczności. Węgrzy dopiero w końcówce grali lepiej. Właściwie było to święto polskiego footballu. Choć przykrą dla nas jest słaba gra drużyny węgierskiej, to jednak cieszymy się że pierwszy występ sportu polskiego, szukającego przyjaznego zbliżenia się do nas, odbył się bez wielkiej porażki. I gdyby z dzisiejszych zawodów nie było innego rezultatu, jak ten, że zapewniliśmy sobie przyjaźń sportu polskiego, to już nie było by powodu tego żałować. Występ początkującego sportu należy uważać za stanowczo pomyślny. Z wyniku Polacy mogą być dumni. Drużyna nie gra wcale świetnie. Gra wskazuje że niedawno dostali się w dobre ręce i okazują się pojętnymi uczniami. Wybitnych jednostek nie widać wśród nich. Zasługą ich to zapał, ambicja, jaką się wszyscy przejeli i której zawdzięczają dzisiejszy piękny wynik”. Pierwszy historyczny skład Polski: Jan Loth(bramkarz Polonii Warszawa), Ludwik Gintel(obrońca Cracovii), Artur Marczewski(obrońca Polonii Warszawa), Zdzisław Styczeń(pomocnik Cracovii), Stanisław Cikowski(pomocnikCracovii), Tadeusz Synowiec(pomocnik Cracovii), Stanisław Mielech(napastnik Cracovii), Wacław Kuchar(napastnik Pogoni Lwów), Jozef Kałuża(napastnik Cracovii), Marian Einbacher(napastnik Warty Poznań) oraz Leon Sperling(napastnik Cracovii). Natomiast rezerwowymi w tymże meczu byli Stefan Loth(pomocnik Polonii Warszawa) oraz Mieczysław Batsch(napastnik Pogoni Lwów). Trenerem Polski był wówczas… Węgier Imre Pozsonyi, wybitna postać przedwojennego futbolu.
3
Niespodziewana porażka:
17 grudnia 2006 r. FC Barcelona przegrała z Internacional Porto Alegre 1:0 w finale Klubowych Mistrzostw Świata. ,,Nie należy mówić że jest się najlepszym, trzeba być najlepszym” – tak przed finałowym meczem w Klubowych Mistrzostwach Świata wypowiedział się Frank Rijkaard, podkreślając że bez dobrej gry nie wygrywa się trofeów. Niestety wydarzenia boiskowe potwierdziły obawy trenera. Nie licząc końcówki pierwszej połowy i trzech sytuacji między 72 a 74 minutą, Blaugrana osłabiona brakiem Eto’o i Messiego prezentowała się słabo. Najlepszy na boisku Pedro Iarley wyprowadził perfekcyjną kontre i to po jego dośrodkowaniu gola strzelił Luiz Adriano. Do końca meczu pozostało 10 minut, lecz jedynym pomysłem Barçy było granie długich piłek na niskiego Giuly’ego. Katalończycy na brakujący tytuł musieli czekać kolejne 3 lata.
0
@Michael24 ten turniej został przełożony na luty przyszłego roku
6
Czy pamiętacie że…
16 grudnia 2012 r. w finałowym meczu Klubowych Mistrzostw Świata piłkarze Corinthians São Paulo pokonali Chelsea Londyn 1:0 (0:0). Tym samym przerwali pięcioletnią hegemonię europejskich klubów w tych rozgrywkach. Od siedmiu lat tylko jeden finał - w 2010 roku - nie był potyczką pomiędzy zespołem z Europy i Ameryki Południowej. W pięciu ostatnich edycjach triumfowały ekipy ze Starego Kontynentu. W poprzedniej edycji Barcelona pokonała inny brazylijski zespół - Santos 4:0. Przed tegorocznym finałem obie strony zgodnie twierdziły, że trudno jest wskazać faworyta spotkania. Pierwsza wyrównana połowa w pełni to odzwierciedlała. Pierwszą groźną okazję stworzyli sobie zwycięzcy Ligi Mistrzów. Po rzucie rożnym, w polu karnym Corinthians świetnie zachował się Gary Cahill. Piłka po jego strzale zatańczyła na linii bramkowej, ale Cassio ostatecznie nakrył piłkę brzuchem i zapobiegł utracie gola. Brazylijczycy jednak nie próżnowali. W odpowiedzi Emerson znalazł się na szesnastym metrze od bramki Petra Czecha, zdecydował się na strzał, ale za bardzo się odchylił i piłka poszybowała wysoko nad poprzeczką. Ten sam zawodnik w 34. minucie z ostrego kąta trafił w słupek. Guerrero strzela "za kolegów" Jeszcze w pierwszej połowie prowadzenie mogła objąć Chelsea. Znakomitą akcję swojego zespołu technicznym podkręconym strzałem kończył Moses. Cassio wyciągnął się jednak jak struna i wybił piłkę na rzut rożny. Początek drugiej połowy należał zdecydowanie do Corinthians. Zepchnęli podopiecznych Rafaela Beniteza do defensywy, prezentując przy tym charakterystyczne dla brazylijskiego futbolu wymiany piłek. Dopięli swego w 70. minucie. Były piłkarz Bayernu Monachium Paolo Guerrero pomścił swoich byłych kolegów za finał Ligi Mistrzów (Niemcy przegrali z Chelsea) i strzałem głową z pięciu metrów wpakował piłkę do siatki. W tej akcji piłkarze z Ameryki Południowej "rozklepali" obronę londyńczyków trzema podaniami z pierwszej piłki. Taką grę prezentowali niemal przez całą drugą połowę. "The Blues" momentami byli po prostu bezradni. Torres trafia tylko ze spalonego Pięć minut przed końcem Chelsea miała jednak piłkę na wagę remisu i dogrywki. Po jedynym tak poważnym błędzie obrońców Corinthians Fernando Torres mając piłkę przy nodze znalazł się przed Cassio. Napastnik nie spodziewał się jednak, że dostanie taki prezent, a jego niezdecydowanie wykorzystał bramkarz, który umiejętnie skrócił pole gry. Hiszpan trafił prosto w niego. Frustrację zespołu z Europy doskonale obrazuje zachowanie Cahilla. Na środku boiska brutalnie sfaulował Emersona, za co obejrzał czerwoną kartkę. Nie mająca nic do stracenia Chelsea w doliczonym czasie gry rzuciła się na rywali. Torres trafił nawet do bramki, ale był na spalonym. Rywale przetrzymali napór i po końcowym gwizdku cieszyli się z drugiego w historii klubu mistrzostwa świata. Jedynego gola zdobył Paulo Guerrero w 69 minucie. Składy obu drużyn- Corinthians: Cassio; Alessandro, Chicao, Paulo Andre, Fabio Santos; Ralf, Paulinho, Danilo, Jorge Henrique, Emerson (90+1. Wallace); Paulo Guerrero (87. Juan Martinez). Chelsea: Petr Cech; Branislav Ivanović (83. Cesar Azpilicueta), Gary Cahill, David Luiz, Ashley Cole; Frank Lampard, Ramires, Victor Moses (73. Oscar), Juan Mata; Eden Hazard (87. Marko Marin), Fernando Torres.
0
@Pawel13sz No ja to osobiście chciałbym Kyliana Mbape. Wiem że jest to raczej niemożliwe ale on by pasował u nas jak ulał. Z tych dostępnych to trudno mi powiedzieć ponieważ nie mam możliwości śledzenia wszystkich lig, jednak powiem ci że jeśli nie chodziłoby o typową 9-tke to zdecydowanie chciałbym Bernardo Silve, to takie połączenie Xaviego z Iniestą.
1
@Pawel13sz No na tą chwile to akurat 9-tki nie ma porządnej. Jedyny perspektywiczny to ten Ferran Jutgla(właśnie chyba napastnik?). Ja bym zaoszczędził na porządnego środkowego napastnika i poczekał do letniego okienka, a póki co to możemy grać dwójką w ataku: Fati, Depay(Braithwaite), bądź Fati, Depay(Jutgla).
1
@Pawel13sz Nie znam języków obcych, jednak odpowiadając na twoje pytanie, to ani jeden ani drugi. Trzeba przede wszystkim wykorzystywać naszą szkółke La Masia.
3
Epokowy turniej w dziejach Dumy Katalonii:
16 grudnia 2009 r. FC Barcelona pokonuje FC Atlante 3:1 w półfinale Klubowych Mistrzostw Świata rozgrywanych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Po 5 minutach meczu mistrz Ameryki Północnej prowadził po golu Rojasa, jednak w 35 minucie wyrównał Busquets. Po przerwie gole Messiego i Pedro zapewniły Blaugranie udział w wielkim finale.
2
Oficjalne debiuty legend:
16 grudnia 1990 r. Josep Guardiola OFICJALNIE zadebiutował w barwach Blaugrana meczem z Cadiz CF na Camp Nou w 15 kolejce La Liga(de facto Pep zadebiutował już 1 maja 1989 r. /wraz z Francesciem Vilanova i Jordim Roura, który strzelił 2 gole/ w towarzyskim meczu z CD Banyoles wygranym 6:2). Guardiola miał szczęście ponieważ Amor pauzował za żółte kartki. Johan Cruyff dał mu od razu szanse w podstawowym składzie i nie omieszkał pochwalić go po meczu. ,,Zawsze należy być dumnym z pochwał, zwłaszcza jeżeli pochodzą od trenera. Jestem zadowolony ze swojej postawy, choć zawsze mógłbym zagrać lepiej. Byłem otoczony tyloma doskonałymi graczami, że trudno było zagrać źle w takim doborowym towarzystwie. Wszyscy mi pomagali i pozwoliło mi to dobrze wykonać swoją prace.’’– podsumował swój występ Pep. Guardiola zachował koszulke z debiutu ale mimo udanej gry był świadomy tego iż Amor wróci do składu w kolejnym meczu. ,,Czuję że od teraz będzie się ode mnie wymagać więcej na Mini Estadi(gdzie grywał w drużynie rezerw). Przeciwnicy będą mnie ostrzej atakować ale przyjmuje wyzwanie. Czuje że mogę być przydatny w pierwszym zespole’’- kontynuował Pep. Przypomnę tylko że mecz z Cadiz, Barça wygrała 2:0 a Pepito zagrał w nim pełne 90 minut. Jeszcze w owym sezonie Guardiola wystąpił w Primera Division trzykrotnie, natomiast od sezonu 1991/92 na stałe awansował do kadry Cruyffa. Jak widać ,,boski’’ Johan miał nosa i przysłowiowe jaja aby dać zagrać Pepowi w meczu La Liga.
5
Joe Jordan, szczerbaty strzelec:
Staroświecki środkowy napastnik, który nie bał się włożyć głowy tam, gdzie inny nie włożyłby nogi. Charakterny. Waleczny. Jego znakiem rozpoznawczym był… brak górnych jedynek. Można pomyśleć, że to taki boiskowy zabijaka, który do zaoferowania ma tylko siłę i szaleństwo. Z nim nie do końca tak było. Joe Jordan urodził się 15 grudnia 1951 w wiosce Cleland, w North Lanarkshire. Twardy szkocki styl gry w piłkę zaszczepiono w nim już na początku kariery. Wśród rówieśników młody Joe wyróżniał się sporą umiejętnością zdobywania bramek. Potrafił ustawić się w polu karnym i z zimną krwią wykorzystać sytuację. To dlatego w 1971 roku sięgnęło po niego Leeds United – ówczesna angielska potęga. Myślicie, że klub, który w latach 60-tych i 70-tych ubiegłego stulecia należał do europejskiej czołówki, transferowałoby byle świra, który tylko biega i przepycha się z rywalami? Nie, nie. Nic z tych rzeczy. Przez siedem lat gry dla „Pawi” Jordan dał kibicom wiele radości. Strzelał sporo goli. Był bardzo skuteczny (w 1973 roku w 16 grach zdobył 9 bramek). W Leeds przytrafił mu się też wypadek, który na zawsze utrwalił jego wizerunek. W meczu rezerw Jordan walczył o piłkę i został kopnięty w twarz. Krew siknęła, a Joe poczuł, że ma coś w ustach. Prędko wypluł zawartość na dłoń. Były to dwa górne zęby. Po całym zdarzeniu zaoferowano mu grę w specjalnych protezach, ale te tylko mu wadziły. Nie były też do końca bezpieczne. Boiskowy walczak zyskał tym samym pseudonim „Jaws”, co można przetłumaczyć jako „Szczęki”. Gdy po trzyletniej przygodzie w Manchesterze United przeniósł się na Półwysep Apeniński, by przywdziać trykot AC Milan, Włosi stworzyli swoją wersję przezwiska. Joe Jordan stał się wówczas „Lo Squalo”. Do 1989 roku cieszył swoją grą, zaangażowaniem i bramkami kibiców w Anglii i Italii. Bardzo dużo wniósł też do reprezentacji Szkocji, w której zagrał 52 mecze i strzelił dlań 11 goli. Pojechał również na mistrzostwa świata. Trzy razy. Całkiem nieźle jak na „boiskowego zabijakę”. Sam tak podsumował swoją karierę: „Byłem tym, kim byłem, ale spoglądam wstecz i grałem siedem lat w Leeds – zespole, który był jednym z najlepszych w Europie, a potem przeszedłem do Manchesteru United. Następnie transfer do AC Milan. To są najlepsze kluby. Dzięki temu miałem okazję grać przeciwko Liverpoolowi, Arsenalowi czy Ajaxowi. Nie mówię tego, żeby się chwalić; jeśli te drużyny myślały, że mam coś do zaoferowania, to było coś więcej niż brak zębów.” Chwalili go też boiskowi przeciwnicy. Cenili nie tylko wspomnianą determinację i wolę walki. Zauważali typowo piłkarskie umiejętności. Ot choćby gra głową albo technika strzału. Nawet po zakończeniu kariery pozostał twardym gościem. W 2011 roku, będąc asystentem trenera Tottenhamu starł się z Gennaro Gattuso z AC Milan.
3
Feliz cumpleaños panie Allanie!
15 grudnia 1952 r. urodził się Allan Simonsen. Duński napastnik przychodził do Barcelony w glorii i chwale po udanych latach spędzonych w Borussi Mönchengladbach. W RFN zdobył 3 mistrzostwa kraju i 2 puchary UEFA a indywidualnie wywalczył tytuł najlepszego europejskiego piłkarza 1977 r. Do Barcelony trafił w miejsce Johana Neeskensa, gdyż w tamtych czasach w każdej druzynie mogło grać jednocześnie jedynie dwóch obcokrajowców. Filigranowy Duńczyk był świadomy odpowiedzialności, która na nim ciążyła: ,,Wiem jak ważny był Neeskens dla drużyny i jestem w stanie podjąć się wyzwania. Myslę że nie zawiodę kibiców. Chce być jednym z wielu i pomóc drużynie. Nie boję się ostrej gry rywali. Cruyff też był kryty bardzo krótko a w Barcelonie nie doznał poważnej kontuzji”. Simonsen miał racje w obu ostatnich aspektach. Prze 3 sezony w Blaugranie omijały go kontuzje, lecz brakowało jego indywidualnych popisów. 10 goli w sezonie nie była satysfakcjonującym wynikiem, jednakże Simonsen zapisał się na kartach historii klubu zdobywając gola w drugim zwycięskim finale Pucharu Zdobywców Pucharów na Camp Nou. Stał się w ten sposób pierwszym piłkarzem, który zdobywał gole w trzech finałach różnych pucharów europejskich. Duńczyk pożegnał się z Dumą Katalonii ze względu na transfer Maradony. Zarząd zaproponował mu miejsce w klubie i ewentualną gre w przypadku kontuzji Argentyńczyka albo Niemca Schustera. Simonsen postanowił rozstać się z Barçą. W październiku 1982 r. sensacyjną oferte złożył mu Charlton Athletic, grający wówczas w drugiej lidze angielskiej. Wydawało się że Simonsen skusi się na propozycje Realu Madryt, Tottenhamu lub Sportingu Lizbona, jednak w końcu wybrał najsłabszą oferte pod względem sportowym. Charlton zapłacił ogromna jak na owe czasy kwotę 300 tys. funtów.
0
Po pierwsze niespodziewałem się rzutów karnych w meczu towarzyskim rozgrywanym w hołdzie Diego Maradony. Po drugie, co za tym idzie, po jakiego grzyba potrzebne były te karne? Po trzecie żałuje że ten cały Ferran Jutgla(wychowanek?) nie zadebiutował właśnie dzisiaj w barwach Blaugrany, miałby wymarzony debiut! Wreszcie po czwarte: Bosteros! i Cules! nie irytujcie się i marudźcie, w końcu to był tylko mecz towarzyski na cześć ,,naszego boskiego" Diego!
1
@Pawel13sz Cudowna sprawa! Ślicznie dziękuje :)
0
@Pawel13sz Piękna historia na zdjęciu :) Ja tylko miałbym prośbe odnośnie tych niebieskich ptaszków. Otóż nie znam języka angielskiego i prosiłbym o przetłumaczanie na język polski.
5
Dzisiaj zagrają moje dwa najukochańsze kluby pod słońcem, czyli Boca z Barçą! W dodatku w hołdzie wielkiemu Diego Maradonie, mojego pierwszego idola z dzieciństwa. Jeszcze apropos klubu z dzielnicy La Boca. Otóż 14 grudnia 2003 r. CA Boca Juniors pokonało w rzutach karnych AC Milan w finale Pucharu Interkontynentalnego. Pirlo, Seedorf i Costacurta. To piłkarze, którzy nie strzelili rzutów karnych dla Milanu i Puchar Interkontynentalny - tak jak w 2000 r. - wywalczyła Boca Juniors Buenos Aires. Po 120 minutach meczu w Jokohamie było 1:1, w karnych 3:1 dla Argentyńczyków. Milan przeważał niemal przez całe spotkanie, był blisko tego, by(jako pierwszy zespół na świecie)zdobyć to trofeum po raz czwarty. Poprzednio jako zdobywcy Pucharu Europy wygrywali rywalizację ze zdobywcami Copa Libertadores w 1969, '89 i '90 roku. Przegrywali w 1963, '93 i '94. W 24. minucie gola dla Włochów strzelił(z ośmiu metrów po bardzo dobrym podaniu Andrei Pirlo) Duńczyk Jon Dahl Tomasson. Wyrównanie padło pięć minut później - odbitą przez bramkarza Didę piłkę po uderzeniu Iarleya dobił pomocnik Matias Donnet. W kolejnej akcji Brazylijczyk Kaka z Milanu trafił piłką w poprzeczkę. W drugiej połowie doskonałych okazji dla Włochów nie wykorzystali Paolo Maldini i Kaka. Świetnie bronił Abbondanzieri. Tuż przed końcem rezerwowy argentyńskiej drużyny Carlos Tevez strzelił zaś tuż nad poprzeczką. W dogrywce Abbondanzieri kapitalnie wybronił strzał Andrija Szewczenki, a tuż przed końcem gola ze spalonego strzelił Filippo Inzaghi. Bramka nie została uznana. Milan, który w finale poprzedniej Ligi Mistrzów wygrał w karnych z Juventusem, w niedzielę gorzej wykonywał jedenastki niż Boca Juniors. Mistrz Argentyny wywalczył Puchar Interkontynentalny po raz trzeci. To także trzeci Puchar 54-letniego trenera zespołu z Buenos Aires Carlosa Bianchiego. Przed nim żaden szkoleniowiec tego nie dokonał.
Gole: Tomasson (24.) / Donnet (29.) Składy: AC Milan: Dida - Cafu, Costacurta, Pancaro, Maldini - Gattuso (102. Ambrosini), Pirlo, Seedorf, Kaka (78. Rui Costa) - Szewczenko, Tomasson (60. Inzaghi). Boca: Abbondanzieri - Schiavi, Perea (73. Jerez), Burdisso, Rodriguez - Donnet, Cagna, Battaglia, Cascini - Schelotto (73. Tevez), Iarley.
0
O problemach nie da się zapomnieć, jednak te dzisiejsze 90 minut poświęćmy ,,boskiemu" Diego, któremu bezwzględnie należy się oddać hołd. Przy okazji cieszmy się futbolem :)
3
Dacie wiare?
14 grudnia 1919 r. FC Barcelona pokonała na Camp del Carrer Indústria lokalnego rywala FC Internacional 2:1 w 6 kolejce mistrzostw Katalonii. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt że jednego z goli dla Blaugrany z rzutu karnego zdobył… Ricardo Zamora! Tak, tak jeden z najlepszych bramkarzy w historii futbolu dokonał tego jako jedyny golkiper w historii Barçy. Swoją drogą bardzo jestem ciekaw jak by wyszedł taki rzut karny ter Stegenowi, który przecież dosyć dobrze gra nogami?
1
@arasz1819 Dumie Katalonii oddałem serduszko dopiero rok później, więc nie mogłem tego widzieć, zresztą wiele lat od 2004 r. nie oglądałem na żywo Blaugrany w La Liga, ale najważniejsza jest miłość do klubu ,,naszego" życia!
2
,,Krwawe” derby Barcelony:
13 grudnia 2003 r. FC Barcelona przystępowała do meczu derbowego na Olímpic Lluís Companys z 13-punktową stratą do Realu Madryt. Espanyol był w jeszcze gorszej sytuacji- 8 punktów w 15 kolejkach dawało pozycje czerwonej latarni ligi. Mecz rozpoczął się dobrze dla gospodarzy ale na gola Jordiego Cruyffa dla Espanyolu już po 2 minutach odpowiedział Ronaldinho, zaś jeszcze przed przerwą dwukrotnie trafiał Kluivert. Głównym bohaterem meczu postanowił jednak zostać arbiter Pino Zamorano, który pokazał w sumie… 6 czerwonych i 13 żółtych kartek. Wyrzucani z boiska byli De La Peña, Soldevilla i Lopo z Espanyolu oraz Marquez, Quaresma i Cocu z Blaugrany. Jedno dodatkowe usunięcie z boiska mogło spowodować że mecz zakończyłby się walkowerem dla którejś ze stron. Na szczęście rozstrzygnięcie nastąpiła na boisku a Barça ostatecznie wygrała 1:3.
1
@arasz1819 No prosze, Jakbyś czytał w moich myślach! :) Jeszcze raz pozdrawiam i zdrówka życze :)
1
@arasz1819 Dziękuje z całego serca!:) Niespodziewałem się aż tak ciepłych słów i nominacji z twojej strony. Z kilku powodów nie pociąga mnie ta ,,redakcyjna Złota Piłka", jednak jeszcze raz ogromnie dziękuje za to że doceniasz moje starania na rzecz historii ,,naszego" klubu. Dla mnie jedną z największych wartości klubu, jest i będzie zawsze jego historia. Gorąco pozdrawiam, wierny na zawsze cule Barcy!
2
Baskonia, naród zdolny do najgorszego…….?
13 grudnia 1981 r. Bernd Schuster doznał poważnej kontuzji. Athletic Bilbao Javiera Clemente zdobył 2 mistrzostwa Hiszpanii ale gra jego drużyny była niezwykle brutalna. Na swojej skórze odczuł to grający wówczas w Blaugranie Schuster. Andoni Goikoetxea, nazywany ,,Rzeźnikiem z Bilbao”, zaatakował korkami jego kolano. Niemiec po interwencji lekarza wrócił na boisko. Po kilku minutach zdecydował się jednak opuścić murawe a wstępne diagnozy wskazywały na naciągnięte więzadła w kolanie. ,,Na pierwszy rzut oka uważam iż nie będzie mógł grać z Realem Madryt w kolejnym tygodniu. Wygląda na to że będziemy mieli problem”- powiedział klubowy lekarz. Radiografia pokazała że kontuzja jest o wiele poważniejsza niż sądzono i Schuster wyjechał na operacje do Kolonii. Niemiec ironizował: ,,Jedyny pozytywny aspekt całej sytuacji jest taki, że święta spędze z rodziną”. Sprawca całego zamieszania Goikoetxea tak opisywał całe zdarzenie: ,,To jedna z tych sytuacji, kiedy jeden zawodnik ucieka a drugi, który widzi że jest wolniejszy i słabszy technicznie, chce go jedynie zatrzymać i posłać na ziemie. Jeżeli później miał to nieszczęście że zerwał więzadła… naprawdę szczerze jest mi smutno”. W wypowiedzi dla radia RAC 1 Bask nie był jednak tak uprzejmy: ,,Lo de Schuster no fue absolutamente nada”(Sprawa Schustera to tak naprawdę nic ważnego). Schuster pojawił się na boisku dopiero w pierwszym meczu następnego sezonu.