FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
7
@FCBparasiempre
W historii mundiali było tylko dwóch piłkarzy, o których można powiedzieć że zdobyli Puchar Świata w pojedynke. Diego Maradona dokonał tego jak nikt inny. Pele w roku 1958 zaczynał turniej jako rezerwowy a 4 lata później doznał kontuzji i nie wziął udziału w czterech z sześciu meczów Brazylii, z finałem włącznie. Wtedy piłkarzem, bez którego Canarinhos prawdopodobnie nie wywalczyli by tytułu, był genialny Garrincha. Nigdy wcześniej żaden zawodnik zwycięskiej reprezentacji nie miał na nią tak dużego wpływu jak on. Garrincha stał się pierwszym piłkarzem, na którym spoczęła odpowiedzialność za losy całej jedenastki. Tym bardziej że na mundialu w Chile Brazylia musiała sobie dawać rade bez Pelego. Niemal ćwierć wieku później Diego Maradona, w jeszcze bardziej imponującym stylu zdobył Puchar Świata dla Argentyny. Strzelił 5 goli w 7 meczach, które rozegrał od pierwszej do ostatniej minuty. Trener go nie oszczędzał. Argentyna należała do faworytów, co od roku 1978 stanowiło już norme. Podobnie było 4 lata wcześniej na mundialu w Hiszpanii ale wtedy Maradona nie wytrzymał presji. Po brutalnym faulu, jakiego się dopuścił w meczu z Brazylią, wyleciał z czerwoną kartką z boiska a broniąca tytuły Argentyna nie dotarła nawet do strefy medalowej. Burza jaka wtedy przeszła przez kraj, zmiotła z posady noszonego do niedawna na rękach trenera Cesara Luisa Menottiego i wyrzuciła z kadry większość uczestników hiszpańskiego mundialu. Do kolejnego, w Meksyku, dotrwali tylko Maradona, Valdano, Olarticoechea, Pumpido i Passarella, który jednak nie opuszczał ławki rezerwowych. Historie drugiego meksykańskiego mundialu można opisywać, wyliczając kolejne akcje i gole Diego Maradony oraz faule na nim ale potrzebne jest krótkie wprowadzenie. Kim był Diego udający się do Meksyku? Miał 26 lat i od mniej więcej dziesięciu cieszył się opinią najbardziej utalentowanego piłkarza na świecie. O takich pisze się że są ,,graczami kompletnymi” lub że potrafią wszystko. Był żonglerem, przy którym cyrkowi poskramiacze piłki powinni czuć wstyd. Kiedy nagrywał reklamowy film dla Pumy, spełnił oczekiwania producenta już przy pierwszej próbie ale ekipa zdjęciowa, zafascynowana umiejętnościami piłkarza, nie chciała się z nim rozstać. Szukała więc dziury w całym, prosząc: ,,Zagraj to jeszcze raz, Diego”. I Maradona znowu podbijał piłke stopami, udami, głową, ramionami, nogami, piersiami – czym tylko się dało, robiąc z tego prostego dla niego zajęcia rodzaj seansu dla stojących z otwartymi ustami operatorów, dźwiękowców i ludzi trzymających lampy. Na boisku zachowywał się tak samo, mimo iż setki obrońców na całym świecie, zazwyczaj wyższych od niego o głowe, usiłowały obrzydzić mu gre. Zawsze trzymał piłke przy nodze a w biegu na 3 metry – bo taki dystans jest dla napastnika najważniejszy – zostawiał ich o metr z tyłu. Jeśli nawet obrońca dorównywał mu szybkością to gubiły go zwody Maradony. Strzelał i podawał jak nikt inny. Zdobywał gole nawet po strzałach głową, chociaż akurat głowe miał najsłabszą. Po mundialu w Hiszpanii FC Barcelona kupiła go z Boca Juniors za 10 mln dolarów ale nie spodobało mu się w Katalonii. Na jego żądanie prezydent klubu zwolnił znanego niemieckiego trenera Udo Lattka i zastąpił go Cesar Luis Menotti. Wspólnie zdobyli Puchar Króla. W Barcelonie zachorował na żółtaczke a w meczu z Athletic Bilbao obrońca Andoni Goikoetxea złamał mu noge. Od tamtej pory nazywano go ,,Rzeźnikiem Maradony” bądź ,,Rzeźnikiem z Bilbao”, omijali go wszyscy napastnicy Primera Division. Diego leżał przez 3 miesiące z nogą na wyciągu. Nie ufał lekarzom klubowym, więc sprowadził z Mediolanu swojego Rubena Olive, byłego lekarza kadry Argentyny, powiernika piłkarzy. Kiedy Maradone zabolała głowa, dzwonił do Mediolanu, dr Oliva wsiadał w samolot i leciał do Katalonii żeby podać piłkarzowi pastylke. Lekarz nie uchronił go jednak przed narkotykami. Maradona zaczął je brać w Barcelonie, uciekając w ten sposób przed prawdziwymi i urojonymi problemami. Źle się czuł, więc propozycja przejścia do Napoli spadła mu jak z nieba. W roku 1984 Napoli kupiło go za 12 mln dolarów. Prawdopodobnie na tę kwote złożyły się w znacznym stopniu pieniądze neapolitańskiej mafii – camorry. Zresztą większość poszła od razu na pokrycie długów menadżera piłkarza, jego przyjaciela z dzieciństwa – Jorge Cyterszpillera.
W prezentacji Maradony na stadionie San Paolo wzięło udział 80 tys. ludzi! Kiedy już wyszedł na boisko w błękitnej koszulce z numerem 10, pokazywał gre, jakiej jeszcze w Neapolu nie widziano. Był królem Neapolu. Od prezesa klubu otrzymał w prezencie czarne ferrari F40, jedyny taki egzemplarz na świecie. Kiedy Maradona jechał na mundial do Meksyku, był u szczytu sławy i popularności. W dodatku zarabiał rocznie około 10 milionów dolarów! Ciężar odpowiedzialności za wynik Argentyny spadał niemal wyłącznie na jego barki. To było niezwykle trudne do udźwignięcia ale Maradona, prosty chłopak bez wykształcenia, imponujący wszystkim ale nie mogący rozmawiać o niczym poza futbolem, sprostał temu zadaniu. Argentyna zaczynała turniej od meczu z Koreą południową. Maradone ścigało po boisku po dwóch a bywało nawet że i trzech przeciwników naraz. Kopali go, szczypali, trzymali za koszulke i osiągnęli tyle że nie strzelił gola ale dzięki jego podaniom zrobili to partnerzy Diego i Argentyna wygrała 3:1. W drugim meczu było znacznie trudniej. Naprzeciwko Argentyńczyków stanęli mistrzowie świata – Włosi. Oni znali Maradone z Serie A a on ich. Nie było już wprawdzie obrońcy Claudio Gentilego, który 4 lata wcześniej rozdarł Diego koszulke na piersiach i usiłował zdjąć mu spodenki ale grali godni jego następcy. Wystarczyła jednak chwila nieuwagi i Maradona kopnął piłke do bramki w sytuacji, w której żaden inny napastnik nie pomyślałby nawet że tak można. Argentyna-Włochy 1:1. Trzeci mecz, z Bułgarią, przypominał nieco ten pierwszy. Bułgarzy, podobnie jak wcześniej Koreańczycy, koncentrowali się głównie na obrzydzaniu życia Maradonie, więc znowu gole strzelali jego koledzy. Argentyna-Bułgaria 2:0. W drugiej rundzie Argentyna trafiła na bardzo dobry Urugwaj ze słynnym Francescolim, który był wzorem młodego Zidane’a. Do tego stopnia, że swojemu pierwszemu synowi, na cześć Urugwajczyka, dał na imie Enzo ale Francescoli nie pomógł. Z trudem bo z trudem ale Argentyna zwyciężyła 1:0 a powinna 2:0 bo – nie wiedzieć dlaczego – sędzia nie uznał gola zdobytego przez Diego prawidłowo. Tak się przynajmniej wszystkim zdawało. Następne spotkanie z Anglią było czymś więcej niż zwykłym meczem, w którym chodzi tylko o awans do czwórki najlepszych na świecie. Futbolowe stosunki Anglii z Argentyną nigdy nie były dobre(i chyba prędko nie będą) a kilka faktów z boiska i polityki sprawiło że o szacunku nie mogło być mowy. Podczas mundialu w Chile Anglia wygrała z Argentyną 3:1 i nikt do nikogo nie miał pretensji. Cztery lata później, na mistrzostwach w Anglii, gospodarze pokonali Argentyńczyków 1:0 ale w atmosferze skandalu. Niemiecki sędzia nie wiadomo za co wyrzucił z boiska argentyńskiego kapitana Antonio Rattina, ułatwiając Anglikom gre. Poczucie niesprawiedliwości objęło nie tylko Buenos Aires. W kwietniu roku 1982 argentyńska armia zajęła leżące na południowym Atlantyku wyspy Falklandy, nazywane w Argentynie Malwinami. Należały do Wielkiej Brytanii ale stanowiły przedmiot sporu między obydwoma państwami. Londyn nie pozostał bierny, wojna trwała blisko 3 miesiące i pochłonęła prawie tysiąc ofiar. Wyspy pozostały przy Wielkiej Brytanii ale stosunki między obydwoma krajami nacechowane były wzajemną wrogością. Kiedy więc w roku 1986 na Estadio Azteca wychodziły reprezentacje Anglii i Argentyny, miliony kibiców w obu krajach(a zwłaszcza w Argentynie, która przegrała wojne) widziały piłkarzy w żołnierskich mundurach a nie piłkarskich koszulkach a na wojnie robi się wszystko żeby wygrać. Ali Bennaceur, pierwszy Tunezyjczyk w roli sędziego głównego mistrzostw świata, dobrze wywiązywał się ze swojej roli, chociaż nie ustrzegł się błędu w 51 minucie, przy stanie 0:0. ,,El Pelusa” minął przed polem karnym trzech angielskich piłkarzy i podał na prawą strone do Valdano. Wyprzedził go obrońca Hodge. Odbił piłka tak że poleciała w strone bramkarza Schiltona. Maradona to przewidział. Po swojej akcji nie zatrzymał się, tylko pobiegł w kierunku bramkarza i kiedy ten wyciągnął ręce żeby złapać piłka, Argentyńczyk go uprzedził. Wyskoczył ponad pół metra w góre(Shilton prawie nie oderwał się od ziemi), podniósł lewą ręke, uderzył piłke, która wpadła do bramki. Mecz oglądało prawie 115 tysięcy ludzi i większość miała wątpliwości. Dziennikarze na miejscach prasowych mieli je na pewno. Tyle że nikt nie był w stanie ich rozwiać. Maradona skakał na ogół wyżej od swoich przeciwników ale przy wzroście 167 centymetrów nie mógł wzbić się na tyle wysoko aby mieć głowe ponad rękami Shiltona. Nic więc dziwnego iż kiedy arbiter wskazał na środek boiska, angielski bramkarz podbiegł do sędziego liniowego, mówiąc i pokazując że Maradona pomógł sobie ręką ale liniowy też mógł tego nie zauważyć. Wszystko działo się tak szybko że trudno się było zorientować, tym bardziej że w chwili wyskoku Maradona trzymał ręke przy głowie. Spytano go więc wprost, czy strzelił gola ręką. Był bardzo religijny, przed każdym meczem żegnał się, wznosząc głowe ku niebu, odpowiedział więc wymijająco: ,,To była ręka Boga”. Wiadomo jaki przekaz skierowany do milionów Argentyńczyków niosło to zdanie. Bóg jest po naszej stronie i odpłaca się za te wszystkie angielskie niegodziwości. Mineło jednak kilka tygodni, emocje opadły, więc Maradona przekuł pomoc boską na swój geniusz. ,,Jaka tam ręka Boga. To była ręka Diego. To coś takiego jak gwizdnąć Anglikowi portfel”. Po latach przyznał się do oszustwa i za nie przeprosił.
W tym meczu w ciągu 5 minut wydarzyły się dwie sytuacje wciąż wzbudzające emocje. Po nieuczciwie zdobytym golu padł drugi, uznany za najpiękniejszy w XX wieku. Boski Diego otrzymał piłke na swojej połowie, kilkanaście metrów za linią środkową po prawej stronie i rozpoczął rajd trwający zaledwie 12 sekund. Przeniósł nas w tym czasie w inny świat. Wstawaliśmy ze swoich miejsc i siadaliśmy, otwieraliśmy usta i łapaliśmy się za głowe a na koniec prawie 115 tysięcy ludzi na Estadio Azteca śmiało się od ucha do ucha, krzycząc: Niemożliwe, impossibile! Maradona z piłką przy nodze zdemolował całą lige angielską. Najpierw minął Reida, potem Hadge’a, po nim Sansoma i Fenwicka. Terry Buther też nie dal mu rady a Shilton patrzył na to wszystko czekając na egzekucje i nie wiedział co robić? -stać, rzucić się pod nogi Argentyńczyka, sprowokować go do jakiegoś ruchu? Wybrał wybieg aż za pole bramkowe, co nie było dobrą decyzją bo odsłonił bramke. Po około 50 metrowym rajdzie Maradona dotarł do narożnika pola bramkowego i z około 6 metrów kopnął piłke do bramki, w której już nie było nikogo. Czegoś takiego na mistrzostwach świata jeszcze nikt nie widział. Do końca meczu pozostawało ponad pół godziny. Po dwóch takich ciosach Anglicy wstali z desek. Na ostatni kwadrans trener Robson wprowadził na boisko skrzydłowego Barnesa. Argentyńczycy nie mogli go zatrzymać. Lineker, król strzelców tamtego mundialu zdobył gola na 1:2 i niewiele brakowało a wbiłby drugiego. Ostatecznie Argentyna zwyciężyła 2:1. Może Anglicy pogodziliby się z porażka, gdyby nie ,,ręka Boga”. Szczególne emocje nadal towarzyszyły więc meczom Anglia-Argentyna. Na mundialu we Francji sfaulowany David Beckham, leżąc na trawie, kopnął Diego Simeone i został ukarany czerwoną kartką. Duńskiego sędziego, który podjął tę decyzje oskarżono o sprzyjanie Argentyńczykom. Podczas mistrzostw świata w Korei i Japonii włoski arbiter Pierluigi Collina nie wiadomo dlaczego uznawany za najlepszego na świecie, przyznał Anglikom rzut karny po bardzo wątpliwym faulu. Beckham jedenastke wykorzystał a po meczu dał sędziemu swoją koszulke. Anglicy wygrali mecz 1:0. Teraz, w Argentynie gromy spadły na Colline. W Meksyku Argentyna łatwo pokonała w półfinale Belgie 2:0 a Boski Diego znów strzelał gole nieosiągalne dla zwykłego piłkarza. Belgijski bramkarz Pfaff, jeden z najlepszych na świecie, po meczu pierwszy biegł z gratulacjami do Argentyńczyka. Wtedy wszyscy mieli świadomość że zatrzymanie go przekracza możliwości bramkarzy, obrońców i całych drużyn. W finale mogli to zrobić tylko Niemcy trenowani przez Beckenbauera. Choć grali(jak zwykle) tyleż dobrze, co szczęśliwie, zawsze byli groźni. Mimo że mistrzostwa rozgrywano na półkuli zachodniej, w czwórce najlepszych znalazły się 3 reprezentacje europejskie: RFN, Francja i Belgia. Honoru Ameryki Południowej broniła Argentyna. Nic więc dziwnego że od kiedy pojawiła się na boisku, towarzyszyło jej hasło skandowane przez około stu tysięcy widzów: ,,Ar-gen-tina – America Latina! Lub ,,Argentina Campeon!”. Wszystko układało się po myśli tych kibiców. W 23 minucie, po rzucie wolnym Burruchagi, obrońca Brown strzelił głową gola dającego Argentynie prowadzenie. ,,El Pelusa” nie był tym razem tak błyskotliwy jak we wcześniejszych meczach ale Beckenbauer wystawił przeciw niemu Lothara Matthäusa. 25-letni Niemiec, młodszy od Maradony o niecały rok, uczepił się go, ograniczając znacznie jego ruchy. Robił to dobrze i nawet nie faulował w jakiś budzący sprzeciw sposób ale 10 minut po przerwie nie zapobiegł podaniu Maradony do Enrique. Teoretycznie, w środku boiska to niczym nie groziło, lecz po kilku metrach przebytych z piłką Enrique podał ja do Valdano. Niemieccy obrońcy cofali się, zamiast atakować i skrzydłowy biegł sam na niemiecką bramke. Harald Schumacher wybiegł, Valdano tak podkręcił piłke że ominęła bramkarza i zatrzymał a się w siatce. W 56 minucie Argentyna prowadziła 2:0. Tak jak z Anglią. Wtedy straciła gola ale wygrała 2:1. Niemcy okazali się skuteczniejsi. Jeszcze w przerwie Beckenbauer zastąpił napastnika Allofsa dynamicznym Völlerem. Kilka minut po stracie drugiego gola za pomocnika Maghata wprowadził na boisko Dietera Hoeneβa. Odbijała się od niego większość Argentyńczyków. Kwadrans przed końcem Brehme podał z rzutu rożnego na pole karne. Völler uderzył piłke głową w kierunku bramki a stojący między obrońcami Rummenigge z pięciu metrów wpakował piłke do siatki. O takich sytuacjach mówi się ,,bramka kontaktowa”. Drużyna, która ja zdobywa nabiera wiary i sił a druga przechodzi chwile załamania. To właśnie działo się z Niemcami i Argentyńczykami. 7 minut po tym golu sytuacja się powtórzyła. Rzut rożny znowu wykonywał Brehme. Tym razem w polu karnym podanie przedłużył Eder a stojący 5 metrów przed bramką Völler strzelił głową tak mocno że piłka przeleciała między rękami bramkarza Pumpido. 2:2 i 8 minut do końca. Teraz stadion zwątpił. Jeszcze rozlegało się: ,,Ar-gen-tina! America Latina! Ale już ciszej. Więcej ludzi wolało się modlić. Wiadomo jak grają Niemcy w końcówkach meczów a oni właśnie złapali przeciwnika za gardło i wtedy stało cię coś dziwnego. Zamiast wzmocnić atak, Niemcy stanęli. Może zmęczył ich upał, może czekali na dogrywke. Oni sami nie wiedzieli ale kilkanaście minut ataków zakończonych dwoma golami odebrało im dużo sił.
Wystarczyło jedno dotknięcie piłki przez Maradone żeby wszystko, co wydarzyło się przez 10 ostatnich minut, przestało mieć znaczenie. Boski Diego stał w kole, tuz za linią środkową boiska, nawet tu pilnowany przez 3 rywali. Kiedy otrzymał piłke natychmiast kopnął ją do skrzydłowego Burruchagi, który(niczym sprinter w sztafecie) już biegł w kierunku bramki przewidując że za chwile dostanie piłke od Diego. Zaskoczeni niemieccy obrońcy widzieli już tylko jego plecy. ,,A ja biegłem z piłką przy nodze, tysiące myśli kłębiły się w mojej głowie, wiedziałem że od tej akcji zależy, czy Argentyna zostanie mistrzem świata. Nie widziałem bramki tylko żółty sweter Schumachera i wiedziałem że musze kopnąć piłke tak aby przeleciała obok tego swetra”- wspominał Burruchaga. Tak też zrobił. Tylko Briegel usiłował go dogonić ale nie dał rady. Wydawało się że Burruchaga zbyt daleko wypuścił sobie piłke ale Schumacher się nie zorientował, za długo czekał w bramce a potem już było za późno. W 85 minucie Argentyna prowadziła 3:2 i Niemcy wiedzieli że tym razem przegrali. Gdyby mundial w Meksyku zakończył się inaczej, byłoby to wyjątkowo niesprawiedliwe. Diego Maradona zdecydowanie przewyższał wszystkich innych piłkarzy świata, jego partnerzy tworzyli jedną z najlepszych reprezentacji w historii mundiali. Grali skutecznie i pięknie dla oka. Z siedmiu meczów wygrali sześć, jeden zremisowali, nie przegrali żadnego. Nie każdy mistrz świata kończył mundial z taki bilansem. Albicelestes zdobyli Puchar Świata w zupełnie innych okolicznościach niż 8 lat wcześniej. Tym razem nikt nie podejrzewał jej o korumpowanie sędziów i przeciwników. Inna też była sytuacja w kraju. W roku 1978 szef junty, generał Videla przypisywał zasługi piłkarzy także sobie. Teraz prezydentem Argentyny był wybrany w demokratycznych wyborach Raul Alfonsin. Wpuścił reprezentacje do swojego pałacu w Buenos Aires i stąd Diego Maradona pokazywał zgromadzonym pod balkonem rodakom Puchar Świata. Składy historycznego finału:
Argentyna: Pumpido – Brown, Cuciuffo, Ruggeri, Batista, Burruchaga (Trobbiani), Maradona, Enrique, Giusti, Olarticoechea, Valdano
RFN: Schumacher – Briegel, Brehme, Förster, Jakobs, Eder, Matthäus, Magath (D. Hoeness), Berthold, Rummenigge, Allofs (Völler)
6
,,Boski” Diego i ,,Vamos! Vamos! Argentina”:
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@kamyk_23
@AssisMoreira
7
Wspomnień czar:
22 czerwca 1982 r. Polska reprezentacja pokonała Peru 5:1 na Mundialu España ’82 po golach: Smolarka, Laty, Bońka, Buncola i Ciołka. Na nic się zdały czary peruwiańskich brujos. Przed meczem, który miał zdecydować o awansie do drugiej rundy mundialu 1982, na murawę stadionu Riazor weszli indiańscy szamani i zaczęli odprawiać rytuał w intencji sukcesu swoich rodaków. Na szczęście dla nas swoje zaklęcia rzucali tylko pod jedną z bramek, która w pierwszej połowie rzeczywiście była jak zaczarowana. Po przerwie biało-czerwonym udało się rozwiązać worek z golami. To było jedno z najbardziej imponujących zwycięstw w historii polskiej piłki, które zapoczątkowało triumfalny marsz po medal mistrzostw świata. W trakcie odgrywania hymnów państwowych przed meczem peruwiański ksiądz, wrona z Biblią w garści, w szerokoskrzydłym czarnym kapeluszu, pobłogosławił tylko swoich graczy, zapominając o tym, że papież jest mimo wszystko Polakiem.
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
6
RFN po raz drugi w historii:
22 czerwca 1980 r. RFN pokonała w finale mistrzostw Europy Belgie 2:1. Mistrzostwa Europy w 1980 roku po raz kolejny zawitały do słonecznej Italii. Po raz pierwszy grono finalistów powiększono z 4 do 8 drużyn. Ostatecznie triumfowała ekipa RFN, co było jej drugim tytułem najlepszej drużyny Starego Kontynentu. Za zmianą formatu turnieju głównego poszła też korekta w kwalifikacjach. Włosi jako gospodarze turnieju uzyskali automatyczny awans. Z kolei pozostałe 31. europejskich drużyn podzielono na 7 grup (w grupach było po 5 lub 4 drużyny), których zwycięzcy kwalifikowali się do finałowej imprezy. Z eliminacji zwycięsko wyszły - Anglia, Belgia, Hiszpania, Holandia (w grupie rywalizowała z Polską - drugie miejsce, NRD, Szwajcarią i Islandią), Czechosłowacja, Grecja(debiut) i RFN. Finałowy turniej rozegrano również w nowym formacie. Osiem zespołów podzielono na dwie grupy. Zwycięzcy grup automatycznie awansowali do finału, a drugie zespoły do meczu o trzecie miejsce. Spotkania rozegrano na czterech stadionach - w Rzymie, Mediolanie, Neapolu i Turynie. Grupę A wygrali zawodnicy RFN, a na drugiej pozycji uplasowała się Czechosłowacja. W grupie B triumfowali Belgowie przed Włochami. Mecz o trzecie miejsce padł łupem Czechosłowacji, która znów świetnie wykonywała rzuty karne (w poprzedniej edycji mistrzostw po karnych wygrała cały turniej) w starciu z Włochami. Po dogrywce wynik był 1:1, a do rozstrzygnięcia potrzeba było aż dziewięć serii(!) "jedenastek" (9:8 dla Czechosłowacji). Finał na Stadio Olimpico w Rzymie okazał się szczęśliwy dla RFN, która po raz drugi zdobyła mistrzostwo Europy. Zwycięstwo z Belgią (2:1) zapewnił ekipie Niemiec Zachodnich Horst Hrubesch - strzelec obu goli dla tej drużyny w finale.
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson
9
Feliz cumpleaños panie Evaristo! Z okazji 90 urodzin.
22 czerwca 1933 r. urodził się legendarny napastnik FC Barcelony Evaristo de Macedo. Brazylijczyk Evaristo grał w drużynie Dumy Katalonii w latach 1957-62 i wciąż, nawet 50 lat później, jest pamiętany jako jeden z najlepszych zawodników, którzy mieli okazję grać w bordowo-granatowych barwach. Zawodnik ten zdobył dwa mistrzostwa Hiszpanii, jeden Puchar Króla oraz dwukrotnie sięgał po Puchar Miast Targowych. Evaristo strzelając 178 goli w 226 meczach jest najskuteczniejszym Brazylijczykiem w historii klubu. Jest on także jednym z niewielu, którzy bezpośrednio po przygodzie w Barcelonie udali się do Madrytu, aby grać w szeregach odwiecznego rywala. Mimo to, de Macedo, niezmiennie jest bardzo mile i ciepło witany w stolicy Katalonii. Jego bilans jeszcze w barwach Blaugrany w spotkaniach przeciwko Blancos to 5 goli w 7 meczach.
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson
@AssisMoreira
@kamyk_23
1
@MrPGG Moim zdaniem każdy cule powinien być tym zawodnikiem zainteresowany ale na Boga! Nie w środku nocy(!) przecież ludzie pracują i trzeba raniutko wstawać do roboty!
4
@FCBparasiempre
Często zdarza się, że ostatnie mecze grupowe podczas wielkiego turnieju wywołują ogromne emocje. Czy to jawna kpina z kibiców podczas mundialu w Hiszpanii w 1982 roku, czy dramat reprezentacji Polski podczas EURO 2012, czy wreszcie odpadnięcie Niemców z Mistrzostw Świata 2018 i 2022. Ostatnie starcia też decydują o kolejności w grupie. Tak miało być podczas Mistrzostw Europy w 2000 roku w Belgii i Holandii w meczu Jugosławii z Hiszpanią. Pierwsze spotkania grupy C EURO 2000 były bardzo wyrównane. Nie było meczu, w którym jedna z drużyn miała przynajmniej dwie bramki przewagi nad rywalem. Hiszpanie rozpoczęli turniej od sensacyjnej porażki z Norwegami 0:1. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył znany z występów między innymi w Tottenhamie Steffen Iversen. Sporą ciekawostką może być fakt, że tamto spotkanie sędziował Gamal Al-Ghandour z… Egiptu. Jest on pierwszym afrykańskim sędzią prowadzącym mecz mistrzostw Europy. A żeby było jeszcze zabawniej, dwa lata później ten sam arbiter znów prowadził spotkanie Hiszpanów. Był to mecz ćwierćfinałowy Mundialu w Korei Południowej i Japonii, a La Furia Roja grała przeciwko gospodarzom z Korei. Gamal Al-Ghandour nie uznał wtedy dwóch prawidłowo zdobytych bramek dla drużyny z Półwyspu Iberyjskiego, w efekcie czego ci odpadli z turnieju po porażce w rzutach karnych. Wróćmy jednak do spotkań rozgrywanych na boiskach Belgii i Holandii. Podopieczni Jose Antonio Camacho po porażce z Norwegią mogli mieć nieco spokojniejsze nastroje, ponieważ w drugim meczu tej grupy w starciu typowo bałkańskim Jugosławia, której spadkobiercą stała się w 2003 roku Serbia i Czarnogóra zremisowała ze Słowenią 3:3. Jugosłowiańscy gracze trenera Vujadina Boskova pokazali, że mają charakter i że potrafią walczyć nawet w najtrudniejszych warunkach. Przegrywali bowiem już 0:3. Szczególnie w 57. minucie mało kto mógł przewidywać, że późniejsze starcie Jugosłowian z Hiszpanami będzie meczem drużyn, które w końcowym rozrachunku awansują z tej grupy. Kolejne starcia zresztą niejako potwierdziły obawy kibiców obu zespołów, ponieważ zarówno Hiszpanie ze Słowenią, jak i Jugosławia z Norwegami znów się męczyły, wygrywając przewagą jednej bramki. Hiszpanie pokonali Słowenię 2:1, a Jugosławianie Norwegię 1:0. Sytuacja w tabeli przed ostatnią kolejką była bardzo ciekawa. Hiszpania miała trzy punkty, Jugosławia była liderem z jednym punktem więcej. Norwegowie byli na równi z Hiszpanami, a Słowenia z punktem za remis z Jugosławią zamykała stawkę i nie liczyła się zbytnio w walce o drugie miejsce w grupie. Wszyscy, poza Słowenią w grupie C liczyli na udane zwieńczenie fazy grupowej i awans do ćwierćfinału. W najlepszej sytuacji była Jugosławia, której do utrzymania pozycji lidera grupy wystarczył remis. Norwegowie musieli wygrać i liczyć na porażkę bądź remis Hiszpanii. Słoweńcy mogli jedynie przeszkodzić Skandynawom w realizacji swojego celu. Nie dziwne więc, że oczy całego piłkarskiego świata zwrócone były w kierunku Bruggi i Arnhem, gdzie miały rozstrzygnąć się losy grupy C. Jugosłowianie bardzo szanowali swoich rywali, na których spadała fala krytyki. Szczególnie mocno dostawało się właśnie Guardioli. Hiszpańskie dzienniki na czele z madryckim AS-em poddawały wręcz w wątpliwość sens powołania Pepa na ten turniej. Piłkarze hiszpańscy zarzucali z kolei mediom hipokryzję, przypominając zarzuty, jakie one stawiały selekcjonerowi dwa lata wcześniej, gdy Guardioli w kadrze nie było. ,,Dla mnie Guardiola jest najlepszym hiszpańskim piłkarzem”– Vujadin Boskov. Hiszpańskich obserwatorów martwiła słaba dyspozycja fizyczna piłkarzy. W kontekście walki z wybieganymi i silnymi fizycznie piłkarzami z Bałkanów kiepskie przygotowanie motoryczne mogło być poważnym problemem podopiecznych Camacho. Problemów przysparzała też wspominana atmosfera wokół kadry.
,,Choć do awansu wystarczy nam remis, taktyka na grę bez goli byłaby samobójstwem”– mówił przed meczem Boskov. Trener Boskov słusznie przestrzegał swoich piłkarzy przed rozprężeniem i ewentualną próbą gry na remis. Nawet jeśli Hiszpanie mieli swoje problemy, to mieli na tyle dobre indywidualności, że jedną akcją mogli rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść. Tak się rzeczywiście stało, ale po kolei. Początek starcia był oczekiwaniem na to, co zrobi przeciwnik. Mało kto mógł przewidzieć, że od 30. minuty sytuacja może zmienić się diametralnie. Pierwszy cios wyprowadzili Jugosłowianie. Po wrzutce z lewej strony Ljubinko Drulovicia świetnym strzałem głową popisał się znany obrońcom hiszpańskim napastnik Savo Milosević. Hiszpanie nie czekali jednak na rozwój sytuacji długo i po ośmiu minutach odpowiedzieli po zamieszaniu dobrym strzałem Alfonso. Kiedy wydawało się, że nic się nie zmieni w pierwszej połowie, Hiszpanie zagrozili, ale Gaizka Mendieta tym razem chybił. Wtedy jeszcze nie wiedział, że jego wielka chwila w tym meczu ma dopiero nadejść. Druga połowa była tym, na co postronni kibice czekali najbardziej. Szaleństwo rozpoczęło się w 50. minucie, kiedy Drulović świetnie wypatrzył za polem karnym wprowadzonego kilka minut wcześniej Dejana Govedaricę. Ten nie zastanawiając się długo i huknął znakomicie pod poprzeczkę bramki Canizaresa. Kibice z Bałkanów ściskali się z wielkiej radości. Nie trwała ona jednak zbyt długo. Nie minęła nawet minuta, a Munitis po podaniu od Etxeberrii z prawej strony popisał się pięknym strzałem na dalszy słupek bramki Ivicy Kralja. Na tablicy świetlnej widniał wynik 2:2. Nie był to koniec… W 63. minucie czerwoną kartkę w konsekwencji dwóch żółtych zobaczył Slavisa Jokanović, przez co wydawało się, że do głosu w tym starciu dojdą grający w przewadze Hiszpanie. Nic bardziej mylnego. W 75. minucie po rzucie wolnym i zamieszaniu podbramkowym przytomnością umysłu wykazał się Slobodan Komljenović i wyprowadził swój zespół na trzecie prowadzenie. Podopieczni trenera Boskova byli już wtedy niemal pewni awansu do kolejnej rundy. Przecież tylko cud mógł uratować ich rywali. La Roja nacierała na bramkę Ivicy Krajla, jednak ani Guardiola, ani Alfonso nie potrafili wepchnąć piłki do siatki. Przełom nastąpił dopiero w doliczonym czasie gry, kiedy w polu karnym padł Abelardo. Egipski sędzia podyktował rzut karny, który pewnie na gola zamienił Gaizka Mendieta. Ostatni raz do bramki rywala w tym spotkaniu trafił Alfonso, który po zagraniu na „aferę” dopadł do zgranej piłki i umieścił ją w siatce. Jugosłowianie pomimo trzykrotnego prowadzenia przegrali to starcie 3:4. Zawodnikiem meczu okrzyknięto krytykowanego wcześniej Pepa Guardiolę. Wynik ten spowodował, że podopieczni Camacho mimo ostrej krytyki wyszli z grupy z pierwszego miejsca, Jugosławia spadła na drugie miejsce, a Norwegowie po remisie ze Słowenią zakończyli rywalizację na trzecim miejscu.
Hiszpania – Jugosławia 4:3 (1:1)
Gole: 0:1 Savo Milošević 30′, 1:1 Alfonso Perez 38′, 1:2 Dejan Govedarica 50′, 2:2 Pedro Munitis 51′, 2:3 Slobodan Komljenović 75′, 3:3 Gaizka Mendieta 90′ -k, 4:3 Alfonso Perez 90′
Składy:
Jugosławia: Kralj – Komljenović, Djukić, MIhajlović, Djorović (Stanković 12′) – Stojković (Saveljić 68′), Jugović (Govedarica 46′), Jokanović, Drulović – Mijatović, Milosević;
Hiszpania: Canizares – Salgado (Munitis 46′), Abelardo, Paco (Urzaiz 64′), Sergi Barjuan – Mendieta, Guardiola, Helguera, Fran (Etxeberria 22′) – Raul, Alfonso
A jak potoczyły się dalsze losy tych zespołów w turnieju? Jugosławianie w ćwierćfinale boleśnie przegrali ze współgospodarzami Holandią 1:6, a Hiszpanie ulegli późniejszym mistrzom z Francji 1:2. W tym spotkaniu rzutu karnego w końcówce nie wykorzystał Raul Gonzalez.
4
Szaleństwo w Brugii:
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
3
@FCBparasiempre
Pele uzyskał status Boga na przełomie lat 50-tych i 60-tych. Miał około 20 lat ale był już mistrzem świata. Kiedy w roku 1962 Brazylia zdobywała tytuł po raz drugi, Pelego w meczu finałowym zabrakło. W drugim spotkaniu turnieju został kontuzjowany i już na boisko nie wrócił. Koledzy dali sobie rade bez niego. Zresztą zastępujący go Amarildo znakomicie wywiązał się ze swojej roli. Pele stosunkowo szybko powrócił do zdrowia ale niemal bez przerwy narażał się na ataki obrońców całego świata. Którzy nie mogli zatrzymać go zgodnie z przepisami, czyli większości. W dodatku klub Pelego- FC Santos bez umiaru wykorzystywał fakt że miał w swoich szeregach najlepszego piłkarza świata oraz kilku innych mistrzów jak Gilmara, Mauro, Zito, Coutinho czy Pepe. FC Santos jako pierwszy klub w dziejach futbolu, odbywał wielotygodniowe tournée po świecie, zmieniając przeciwników, strefy czasowe i klimatyczne. Rozgrywał mecze co kilka dni, biorąc za każdy nie mniej niż 100 tysięcy dolarów. Pele wspominał iż w roku 1959 w Santosie, reprezentacji Brazylii, reprezentacji stanu São Paulo, reprezentacji wojskowej i drużynie koszarowej rozegrał około 100 meczów. Dziewięciokrotnie w ciągu jednej doby zdarzyło mu się zagrać dwa razy. Podczas tournée po Europie Santos rozegrał 22 mecze w ciągu 6 tygodni. To było szaleństwo! Piłkarze poruszali się wyłącznie między hotelami, stadionami, dworcami kolejowymi i portami lotniczymi. Na odpoczynek brakowało czasu. Na przełomie lat 50-tych i 60-tych to był prawdopodobnie najlepszy zespół świata nazywany ,,Os Santasticos”. Bez Pelego te wojaże byłyby znacznie mniej atrakcyjne i intratne, więc eksploatowano go ponad miare. Nie tylko grał ale też musiał się spotykać z różnymi ważnymi postaciami czy też pozować do zdjęć. W styczniu 1969 przyjazd Pelego z Santosem do Afryki stał się powodem przerwania wojny w Biafrze. Po zakończeniu meczu działania wojenne wznowiono ale dopiero po odlocie samolotu z piłkarzami na pokładzie. Na półtora roku przed mundialem w 1970 r. reprezentacje Brazylii prowadził Aimore Moreira, który zdobył z nią Puchar Rimeta w 1962; był jednak głuchy na żądania polityków i stracił posade. Zastąpił go João Saldanha, znany bardziej jako dziennikarz sportowy niż trener. Znał się na piłce, nie był zazdrosny, wiedział że w kraju jest wielu młodych trenerów i chętnie się nimi otaczał. Wiosną 1970 r. do Europy wybrał się Saldanha aby obejrzeć kilka meczów międzypaństwowych i ligowych w Anglii a nawet treningi reprezentantów tego kraju. Popatrzył, poczytał, porozmawiał a po powrocie do domu natychmiast wyrzucił z kadry obydwu bramkarzy, czterech obrońców i paru innych zawodników. Uznał że w starciu z twardym europejskim sposobem gry nie dadzą sobie rady. Chciał szukać na ich miejsce innych ale nie zdążył. Wśród wyrzuconych znalazł się ulubieniec prezydenta kraju, napastnik Dario Maravilha. W związku z tym prezydent zadzwonił do szefa Brazylijskiej Konfederacji Sportu João Havelenge’a i na 3 miesiące przed rozpoczęciem mundialu Saldanha stracił prace. Usłyszał że pije, nie potrafi znaleźć wspólnego języka z zawodnikami, jest nieobliczalny bo podobno podczas jakiejś sprzeczki groził pistoletem trenerowi Flamengo. Havelange, który 5 lat później zostanie prezydentem FIFA, wiedział jak się załatwia takie sprawy. Jego decyzje o zwolnieniu Saldanhy poparli dziennikarze sportowi, czekający aż ich byłemu koledze po fachu powinie się noga. Zastąpił go Mario Zagalo, lewoskrzydłowy, 2-krotny mistrz świata. Unikał konfliktów, więc dla świętego spokoju ponownie powołał Maravilhe do kadry i nawet zabrał go na mundial. Mógł sobie na to pozwolić ponieważ zebrał kilkunastu innych wspaniałych zawodników, którzy w dobrej formie mogli pokonać każdego. Nad tą formą i przygotowaniami do turnieju pracował sztab fachowców z różnych dziedzin. Brazylijscy piłkarze byli w dobrych rękach; wzorcowo rozwiązano także problem aklimatyzacji na wysokości, z czym w różny sposób i nie zawsze skutecznie radzili sobie inni uczestnicy mundialu. Przy błogosławieństwie prezydenta nie liczono się z kosztami. Tylko na ostatnią faze przygotowań Brazylia wydała około 1,5 miliona dolarów! Zgrupowanie rozpoczęło się 12 lutego, na 3,5 miesiąca przed turniejem. Do końca marca piłkarze przechodzili w Rio de Janeiro badania medyczne, testy psychologiczne i trenowali. Brazylia nie miała wprawdzie żadnego swojego przedstawiciela we władzach FIFA ale lobbować potrafiła niezwykle skutecznie. Wywalczyła dokładnie to samo, co Anglia 4 lata wcześniej – jedno stałe miejsce rozgrywania meczów podczas turnieju. Dla Anglików to było Wembley, dla Brazylijczyków stadion Jalisco w Guadalajarze. Podróż z Rio do Guadalajary można było odbyć samolotem w ciągu kilku godzin ale fizjolodzy stwierdzili że wiąże się to z ryzykiem; mogłoby dojść do niepożądanych reakcji organizmu, związanych z różnicą ciśnienia, pracy serca itp. A to w przypadku czynnych sportowców byłoby niepożądane. Zgodnie z sugestiami lekarzy wybrano inny wariant. Najpierw samolot wylądował w Manaus nad Amazonką. Po dwóch dniach odpoczynku piłkarze przenieśli się do położonej wyżej Bogoty a po trzech kolejnych wylądowali w Guadalajarze, na wysokości 1680 metrów. Stąd przenieśli się do leżącego o 400 metrów wyżej Guanajuato, gdzie spędzili prawie 2 miesiące. Opuszczali to miejsce tylko żeby rozegrać mecze kontrolne. Czuli się tam jak u siebie w domu, więc każdy przeciwnik miał poczucie że rozgrywa mecz na wyjeździe, tym bardziej że po 15 minutach, kiedy przeciwnicy z trudem łapali oddech, Brazylijczycy dopiero się rozkręcali. Pierwszym przeciwnikiem na mundialu była Czechosłowacja, podobnie jak 8 lat wcześniej, w finale mistrzostw świata. Czesi pierwsi strzelili gola ale to były dla nich miłe złego początki. ,,Wielu komentatorów natychmiast zaczęło przypominać przedturniejowe prognozy, w których podkreślano że Brazylia potrafi tylko atakować i nie ma obrony ale ja wiedziałem że nasza drużyna jest wystarczająco dobra aby zmienić wynik. To nie byli Czesi z 1962 roku, a ja nie byłem wygasłą gwiazdą, jak twierdził ich trener”- wspominał Pele. Ostatecznie Canarinhos wygrali 4:1. Pele zdobył tylko jednego gola ale wsławił się strzałem z połowy boiska. Zobaczył że bramkarz Victor wyszedł daleko w pole karne i strzelił, lecz piłka przeleciała nad bramką. Już w drugim meczu Brazylia musiała się zmierzyć z broniącą tytułu Anglią. Ze względu na transmisje telewizyjne do Europy mecze rozgrywano często w samo południe i tak było tym razem. Temperatura przekraczała 35 stopni. Zagalo zakończył odprawę zdaniem: ,,Nie śpieszcie się, Anglicy nie są przyzwyczajeni do takich warunków i zmęczą się prędzej niż wy. Wcześnie czy później na pewno zdobędziecie gole”. Trener wiedział co mówi. Mecz stał na bardzo wysokim poziomie a akcji, po której Canarinhos zdobyli gola, piłkarze całego świata uczyli się na pamięć. Zaczeło się po lewej stronie, w pobliżu narożnika pola karnego. Tostão przedryblował trzech Anglików, w tym Bobby’ego Moore’a, zakładając mu ,,siatke”; to wyjątkowy despekt dla obrońcy. Następnie Brazylijczyk odwrócił się nie tak, jak Anglicy się spodziewali, podał na środek pola karnego, gdzie czekał Pele. Rzuciło się do niego 3 Anglików, więc Pele podał lekko w prawą strone. Nadbiegający Jairzinho strzelił od razu, nie dając bramkarzowi żadnych szans. To wszystko działo się w 60 minucie meczu. Bramkarzem był Gordon Banks, mistrz świata, jeden z najlepszych specjalistów w swoim fachu. W pierwszej połowie popisał się paradą, która została uznana za najlepszą obrone bramkarza w XX wieku. Bogiem a prawdą to trudno stwierdzić, jednak klasa strzelca i ranga meczu na pewno wpłynęła na ocene. Pele strzelił głową z odległości około 9 metrów tak mocno, jakby piłke kopał. Piłka odbił się od ziemi, co zawsze utrudnia obrone. Mimo to Banks w jakimś niezwykłym skoku zdołał piłke odbić; było to bez wątpienia coś absolutnie wyjątkowego ale jednak Canarinhos wygrali 1:0. Z Rumunią Brazylia wygrała 3:2 ,,siłą rozpędu”, po najsłabszym meczu fazy grupowej. W ćwierćfinale pokonała 4:2 Peru, mającym bodaj najlepszą reprezentacje w swojej historii, z Cubillasem na czele. Półfinałowym przeciwnikiem był Urugwaj. Spotykał się na mundialu z Brazylią pierwszy raz od słynnego finału w roku 1950. Jak chcą legenda i lukrowane biografie Pelego, kiedy Ghigghia wbijał Brazylii gola decydującego o tytule mistrza świata, 9-letni Pele płakał w domu, słuchając transmisji radiowej z Maracany. Przysiągł że kiedyś zmaże te plame na honorze Brazylii i właśnie teraz nadarzyła się okazja. Atmosfera w Brazylii rzeczywiście przypominała mobilizacje przed militarnym starciem, zresztą podobno wojsko wzmocniło posterunki przy granicy z Urugwajem; być może miało to wszystko jakiś wpływ na postawę piłkarzy obydwu krajów. Tyle że tym razem Urugwajczycy byli słabsi. Wprawdzie pierwsi zdobyli gola ale później stracili trzy. Pozostawał już tylko finał na Estadio Azteca z Włochami, mistrzami catenaccio, Cztery lata wcześniej doznali kompromitującej porażki z Koreą Północną 0:1. Wracali z mistrzostw z Anglii po cichu a na lotnisku w Rzymie musieli robić uniki, żeby nie dostać rzucanymi przez kibiców zgniłymi pomidorami. Teraz rozgrywali turniej po mistrzowsku nie szafując siłami. Do drugiej rundy przeszli dzięki jednemu golowi zdobytemu w meczu ze Szwecją. Dwa następne(z Urugwajem i Izraelem) zremisowali 0:0. W ćwierćfinale rozbili Meksyk 4:1 a w półfinale stoczyli zażarty pojedynek z RFN, gdzie wygrali dopiero w dogrywce 4:3. To był bez wątpienia jeden z tych meczów, które wstrząsnęły światem. Finał(21 czerwca) nie był tak emocjonujący, ze względu na przewagę Canarinhos ale widzowie pozostawali w napięciu do przerwy, kiedy jeszcze Włosi trzymali się mocno i w drugiej połowie, kiedy Brazylijczycy przeprowadzali akcje, niczym wisienki na torcie. Na pięknego gola strzelonego głową przez Pelego Włosi odpowiedzieli golem Boninsegni, który wykorzystał nieporozumienie między obrońcami a bramkarzem Felixem. Do przerwy 1:1. W drugiej połowie grali już tylko Canarinhos a gole strzelali: Gerson, Jairzinho i kapitan Carlos Alberto Torres. Trzeci tytuł mistrza, nazywany wówczas Pucharem Rimeta, na własność zgarnęli Brazylijczycy. Trener Włochów Valcareggi przyjął błędną taktykę. Naiwnie myślał że jeśli przy każdym Brazylijczyku postawi jednego obrońcę a nawet dwóch, uniemożliwi im rozgrywanie akcji. Dziwne że mógł się tak pomylić. Lepsi technicznie i szybsi Canarinhos nie napotykali żadnych przeszkód. Włosi nie tylko nie dawali sobie rady z pilnowaniem indywidualnie Brazylijczyków ale kiedy próbowali sobie nawzajem pomagać , zostawiali wolne miejsca w innych częściach boiska. Wystarczyło jedno podanie na wolne pole żeby szybszy Brazylijczyk mógł się tam znaleźć i rozpocząć akcje. Włosi pilnowali głównie napastników i pomocników, więc kiedy przy czwartym golu skrzydłem zaatakował Carlos Alberto, zastanawiali się kto ma mu przeszkodzić i kiedy. W rezultacie nikt tego nie zrobił. Zresztą Włosi już wtedy nie bardzo wiedzieli gdzie są. Chwile wcześniej Clodoaldo przedryblował czterech z nich, akcja przeniosła się ze środka boiska na lewą strone a podanie Pelego przerzuciło ją na prawą. Mało kto mógłby temu zapobiec. A przecież we włoskiej ekipie grali tak wybitni piłkarze jak Facchetti, Burgnich, Mazzola, Boninsegna, Rivera czy Riva. To była klasowa drużyna ale między radosnym, pełnym polotu stylem gry Canarinhos a wyrachowaną obroną Włochów była zasadnicza różnica, którą najlepiej określił włoski reżyser, pisarz i poeta Pier Paolo Pasolini: ,,Są dwa rodzaje futbolu: europejski- kolektywny, zaprogramowany, podręcznikowy i południowoamerykański- spontaniczny oparty na inwencji artystów, erotyczny. Między nimi jest taka różnica jak między prozą a poezją”. Włosi mieli pecha trafiając na Brazylie, nazywaną ,,cudowną drużyną”, ,,jedenastką XX wieku”. Genialny 30-letni Pele był jak symbol, co należało mu się za lata niezwykłych dokonań na wszystkich stadionach na kuli ziemskiej. Pół roku wcześniej świat fetował tysięcznego gola, zdobytego przez niego w oficjalnym meczu. Strzelił go na Maracanie z rzutu karnego, w meczu z Vasco da Gama. Rzadko który mecz krajowej rangi, w dodatku na dalekim kontynencie, wzbudzał takie zainteresowanie w Europie. Wszyscy czekali na tego gola bo Pele był ,,własnością całego świata” i miał więcej kibiców niż jakikolwiek inny piłkarz. Bobby Charlton powiedział że Pan Bóg stworzył piłke nożną żeby Pele miał się gdzie wyżywać. Każdy piłkarz tamtej drużyny z 1970 w jakimś sensie wyżywał się. Mario Zagalo zdobył w Meksyku tytuł mistrza świata jako trener. Wcześniej dwukrotnie wywalczył Puchar Rimeta jako piłkarz. Nikt przed nim nie dokonał takiej sztuki. Po nim, tylko Franz Beckenbauer. Puchar Świata stał się własnością Brazylijczyków. W roku 1983 został skradziony z siedziby federacji w Rio de Janeiro i nigdy się nie odnalazł. Na koniec składy z historycznego finału:
Brazylia: Félix - Carlos Alberto , Brito , Piazza , Everaldo - Clodoaldo , Gérson - Jairzinho , Tostão , Pelé , Rivellino
Włochy: Albertosi - Burgnich , Cera , Bertini ( 75 Juliano ), Rosato , Facchetti - Domenghini , de Stisi , Mazzola - Boninsegna ( 84 Rivera ), Riva
4
Trzecia koronacja Pelego:
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson
1
@DaPidejpi A to takiego zawodnika to w zasadzie nie znam. Nie oglądałem meczów Newcastle...
0
@Arkon Jakiego Bruno masz na myśli? Bruno Fernandesa?
0
@SkN No cóż, od razu widać że nie czytasz moich ważnych historycznych wpisów...
Długie komentarze zamieszczam w odpowiedzi na mój komentarz, w przeciwnym wypadku dyrektorzy tego zakładu nakładają na mnie kare, z czym ja się nigdy nie pogodze ale taki już mój los...
6
@FCBparasiempre
21 czerwca 1955 r. urodził się Michel Francois Platini, francuski piłkarz, menedżer oraz były prezydent UEFA. Był członkiem reprezentacji Francji, która w 1984 roku zwyciężyła na Mistrzostwach Europy, po których został wybrany najlepszym piłkarzem oraz najskuteczniejszym zawodnikiem tego turnieju. Występował na Mistrzostwach Świata w 1978, 1982 i 1986 roku. Wraz z Alainem Giressem, Luisem Fernandezem oraz Jeanem Tiganą tworzyli tak zwany magiczny kwadrat- grupę piłkarzy grających jako pomocnicy, którzy tworzyli podporę francuskiego teamu w latach osiemdziesiątych XX wieku. Jest również uważany za jednego z najlepiej podających piłkarzy w historii piłki nożnej, oraz wybitnego wykonawcę stałych fragmentów gry. Był posiadaczem tytułu strzelca największej ilości goli w barwach narodowych (41) aż do 2007 roku, kiedy to Thierry Henry poprawił to osiągnięcie. Platini był również trenerem reprezentacji Francji przez 4 lata oraz współorganizatorem Mistrzostw Świata w swojej ojczyźnie w 1998 roku. Jego ojciec- Włoch o imieniu Aldo -był profesjonalnym piłkarzem oraz dyrektorem francuskiego zespołu AS Nancy, w którym młody Michel stawiał swoje pierwsze kroki. W listopadzie 1972 roku, po wcześniejszej grze w lidze regionalnej, został dołączony do rezerw zespołu AS Nancy, prowadzonego przez ojca. Bardzo szybko pokazał swoje umiejętności strzeleckie, zdobywając 3 gole w spotkaniu przeciwko Wittelsheim. Dalsze postępy zaowocowały przesunięciem go do pierwszego zespołu. Jego debiut nie był udany - w spotkaniu przeciwko Valenciennes, po wejściu z ławki rezerwowych, został kilkukrotnie trafiony przez przedmioty rzucane z trybun podczas zamieszek, które wybuchły w trakcie meczu. Kilka dni później, podczas kolejnego występu w zespole rezerw, nabawił się poważnej kontuzji kostki, która wykluczyła go z rozgrywek aż do maja 1973 roku. Sezon 1973/1974 skończył się dla drużyny Nancy spadkiem z najwyższej klasy rozgrywkowej we Francji. Duży wpływ na to niepowodzenie miała kolejna kontuzja Platiniego - w marcu 1974 roku, kiedy liga wkraczała w decydującą fazę, doznał on podwójnego złamania lewego ramienia w jednym ze spotkań. Jednak kolejny rok zaowocował powrotem do Ligue 1. Francuz stał się najważniejszym piłkarzem swojej drużyny, strzelając 17 bramek, w tym kilka z rzutów wolnych, które stały się jego specjalnością. Trenował stałe fragmenty przy pomocy swego przyjaciela, bramkarza Moutiera, oraz rzędu manekinów, które tworzyły swego rodzaju mur. Po udziale w Igrzyskach Olimpijskich w Montrealu w 1976 roku, w których Francja doszła do ćwierćfinału, podpisał on z Nancy swój pierwszy profesjonalny kontrakt. Przed wylotem na Mistrzostwa Świata w Argentynie, Platini zdobył pierwsze cenne trofeum w karierze, wygrywając finał Pucharu Francji przeciwko Nice i strzelając jedyną bramkę w spotkaniu. Przed rozpoczęciem mundialu w 1978 r. wszyscy mieli w pamięci mecz eliminacyjny z Bułgarią, wygrany 3-1, w którym Michel zdobył jedną z bramek. Dzięki temu zwycięstwu Trójkolorowi zapewnili sobie awans na odbywającą się co cztery lata imprezę. W jednym z meczów towarzyskich przed mundialem zapisał się w pamięci kibiców, strzelając słynnemu włoskiemu bramkarzowi, Dino Zoffowi, dwie gole z rzutów wolnych. Same mistrzostwa były bardzo nieudane dla reprezentacji Francji. Po wygranej z Węgrami oraz porażkach z Argentyną i Włochami, Francuzi wyjechali z Argentyny już po pierwszej rundzie. Mimo że Michel Platini był jednym z najlepszych zawodników podczas tego nieudanego turnieju, to właśnie jego kibice uznali za winnego klęski Francuzów. Jego kontrakt z Nancy wygasł w czerwcu 1979 roku. Rywalizowało o niego kilka mocnych francuskich klubów i ostatecznie zdecydował się na przenosiny do Saint-Etienne. Trzyletni pobyt w nowym klubie był dla Platiniego mieszaniną sukcesów i porażek. Saint-Etienne miało zamiar podbić piłkarską Europę, lecz mimo kilku fantastycznych spotkań, piłkarzom tego klubu nie udało się nawiązać do sukcesu z 1976 roku, kiedy to drużyna ta wystąpiła w finale Pucharu Europy. W 1981 roku Saint-Etienne zdobyło mistrzostwo Francji, lecz w tym samym roku przegrało z Bastią w finale krajowego pucharu. Ostatnim meczem Michela Platiniego w barwach tego klubu przed przenosinami do włoskiego Juventusu Turyn, był kolejny, ponownie przegrany, finał tych rozgrywek przeciwko Paris Saint-Germain. Zanim Francuz zaczął występować w barwach Starej Damy, dotarł wraz z kolegami do półfinału Mistrzostw Świata w 1982 roku w Hiszpanii. Porażka po rzutach karnych z RFN pozbawiła ich marzeń o finale. W pierwszym sezonie gry dla Juventusu Platini był bliski szybkiego odejścia z tego klubu, gdyż nie potrafił się dostosować do włoskiego stylu gry. Po zmianie taktyki dokonanej przez trenera, Francuz zaczął jednak grać o wiele lepiej. Piłkarze "Starej Damy" dotarli aż do finału Pucharu Europy, gdzie przegrali z niemieckim Hamburgerem SV, oraz zdobyli Puchar Włoch. Kolejne sezony to pasmo sukcesów Platiniego w Juventusie - Mistrzostwo Włoch w 1984 i 1986 roku, Superpuchar Europy w 1984 roku, Puchar Europy w 1985 roku oraz Puchar Interkontynentalny w 1985 roku.
Trzy sezony z rzędu był królem strzelców Serie A a także trzykrotnie był wybierany najlepszym piłkarzem Europy w latach 1983-1985. W 1984 roku reprezentacja Francji zdobyła tytuł Mistrza Europy, a Platini z 9 golami w 5 spotkaniach, został królem strzelców tej imprezy. Puchar Europy zdobyty w 1985 roku powinien być ukoronowaniem kariery Francuza, lecz został on zdobyty w cieniu wielkiej katastrofy na stadionie Heysel, kiedy to podczas finałowego meczu przeciwko Liverpoolowi, w czasie trwania zamieszek na trybunach zginęło 39 osób, a ponad 600 zostało rannych. Mecz rozpoczął się z półtoragodzinnym opóźnieniem. Jedyną bramkę z rzutu karnego, podyktowanego za faul na Zbigniewie Bońku, strzelił Platini. Dzień po tym spotkaniu, Francuz był krytykowany za brak powściągliwości w świętowaniu zwycięstwa. Platini utrzymywał jednak, że nie był w pełni świadomy skali katastrofy, która wydarzyła się na stadionie. Na Mistrzostwach Świata w 1986 roku Francja zajęła 3 miejsce, a Platini zdobył ostatnie 2 bramki w swej reprezentacyjnej karierze. Rok później zawiesił swe piłkarskie korki na kołku, kończąc bogatą i fantastyczną karierę w wieku 32 lat. Ostatnie spotkanie w reprezentacji Francji to mecz z Islandią 29 kwietnia w 1987 roku. W sumie w 72 spotkaniach w trójkolorowych barwach zdobył 41 bramek, a w 432 oficjalnych występach klubowych, do bramki rywala trafiał aż 224 razy. 1 listopada 1988 roku Michel Platini został selekcjonerem reprezentacji Francji. Po wygraniu 19 spotkań z rzędu został wybrany trenerem roku. Jednak po odpadnięciu Francji z Euro 1992, został zwolniony z tej posady. W kolejnych latach był między innymi, razem z Fernandem Sastre, głową Komitetu Organizacyjnego Mistrzostw Świata w 1998 roku, które odbywały się we Francji, oraz członkiem Komitetu Wykonawczego FIFA.
5
Wybitne legendy futbolu:
@Symson
@Sensible
@Rastafarnianin
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Monix10
@kamyk_23
@AssisMoreira
10
Championship of Catalonia:
21 czerwca 1905 r. FC Barcelona po raz pierwszy w historii sięgnęła po Mistrzostwo Katalonii. Rozgrywki te zainaugurowano w sezonie 1903/1904 jako następstwo Copa Macaya oraz Copa Barcelona a premierową edycje wygrał Espanyol. Rywalizacja trwała aż do sezonu 1939/1940 i została przerwana przez reżim generała Franco. Ogółem rozegrano 37 edycji, z których Blaugrana wygrała 21. W decydującym starciu 21 czerwca 1905 r. Duma Katalonii pokonała w derbach Espanyol 3:2 po dwóch golach Blaka i jednym Romy Fornsa.
@Ogorinho1974
@Symson
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Sensible
@Mixtape
@Monix10
15
Początek wyjątkowej przygody w roli trenera:
21 czerwca 2007 r. Josep Guardiola został mianowany na trenera FC Barcelony B. Sytuacja rezerw Barçy była opłakana po spadku z Segunda Division B do czwartego poziomu rozgrywek. Utrudniało to rozwój młodym piłkarzom, którzy stawiali pierwsze kroki w dorosłej piłce po awansie z juniorów. Guardioli udało się zdobyć 83 punkty w 38 kolejkach, co dało pierwsze miejsce w grupie i udział w play-offach o awans do trzeciej ligi. Efektem dwóch wygranych spotkań była promocja a Guardiole, który objął pierwszy zespół FC Barcelony zastąpił Luis Enrique.
@Symson
@Sensible
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
7
Triumfy Blaugrany w Pucharze Hiszpanii:
21 czerwca 1942 r. FC Barcelona tryumfuje po raz ósmy w historii w Copa del Rey. W bardzo zaciętym finale rozgrywanym na Estadio de Chamartin, Barça pokonuje po dogrywce Athletic Bilbao 4:3. Gole dla Blaugrany zdobywają: Escola(20 i 59 minuta) oraz Mariano Martin(51 i 101 minuta).
21 czerwca 1953 r. FC Barcelona sięga po raz jedenasty(i trzeci z rzędu) w historii po Puchar Króla. W finałowym starciu rozgrywanym ponownie na Estadio de Chamartin, Blaugrana pokonuje Athletic Bilbao 2:1. Gole dla Barçy zdobyli: Kubala(46 minuta) oraz Manchon(57 minuta).
21 czerwca roku 1959, FC Barcelona zdobywa po raz 12-sty w historii Puchar Hiszpanii. W finale rozgrywanym na Santiago Bernabeu, Duma Katalonii pokonuje Granade CF 4:1. Gole strzelają: Eulogio Martinez(2 minuta), Sandor Kocsis(10 i 76 minuta) oraz Justo Tejada(67 minuta).
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson
@AssisMoreira
@kamyk_23
1
Kompromitacja, wstyd i hańba!! Oto kompletna definicja reprezentacji Polski w piłce nożnej. Apeluje o podanie się do dymisji wszystkich łącznie z trenerem oraz natychmiastowe wycofanie się z eliminacji Euro 2024! Przecież nawet jeśli jakimś cudem Polska awansowała by do tego Euro, to niby czego możemy się spodziewać jak nie wyjścia z grupy i kolejnej kompromitacji? Partacze! Kozy paść a nie taką kase brać!
1
@sandra2608 A no właśnie. Teraz całkowicie ciebie rozumiem, no itroche współczuje. Ty mnie chyba też rozumiesz? No i chyba zdajesz sobie teraz w końcu racje że taka a nie inna La Rambla to śmietnisko?
11
Brytyjska inwazja:
Dawno, dawno temu w Buenos Aires kilku blondasków kopało piłke na pustym placu niedaleko zakładu dla psychicznie chorych. ,,Co to za ludzie? – zapytał pewien chłopiec. To wariaci – odparł jego ojciec. Zwariowani Anglicy”. Dziennikarz Juan Jose de Soiza Reilly przypomina sobie tę anegdotke z czasów swojego dzieciństwa, bo też pierwsze lata futbolu nad rzeką La Plata przywodziły na myśl grę szaleńców. Jednak u szczytu imperialnej potęgi Wielkiej Brytanii piłka nożna była takim samym, na wskroś brytyjskim produktem eksportowym jak tkaniny z Manchesteru, pociągi, pożyczki banku Barigs czy doktryna wolnego handlu. Futbol zawitał nad La Plate dzięki brytyjskim marynarzom, którzy grali weń w pobliżu doków w portach Buenos Aires i Montevideo, podczas gdy żurawie wyładowywały ze statków Jej Królewskiej Mości poncha, buty i mąke a ładowały wełne, skóry i zboże, by daleko za oceanem można było wyprodukować więcej ponch, butów i mąki. Pierwsze lokalne drużyny piłkarskie tworzyli obywatele brytyjscy: dyplomaci, pracownicy kolei i firm gazowniczych. W pierwszym międzynarodowym meczu rozegranym w 1889 r. w Urugwaju spotkały się angielskie jedenastki z Montevideo i Buenos Aires. Mecz toczył się w cieniu gigantycznego portretu królowej Wiktorii. Królowa mórz czuwała też nad innym piłkarskim pojedynku, pierwszym, jaki rozegrano w Brazylii w 1895 r., pomiędzy poddanymi angielskiej korony zatrudnionymi przez Gas Company i São Paolo Railway. Pionierów futbolu na kontynencie amerykańskim można wciąż podziwiać na starych zdjęciach w kolorze sepii. Byli prawdziwymi wojownikami. Ich ciała niemal w całości okrywały zbroje z bawełny i wełny, by nie urazić oczu dam, które oglądały mecze w cieniu jedwabnych parasolek wachlując się koronkowymi chusteczkami. Jedyną nie osłoniętą część ciała zawodników były twarze o srogim wyrazie i szpiczaste wąsiki, które wystawały spod czapeczek lub kapeluszy. Na nogach piłkarze nosili ciężkie buciory firmy Manfield.
Angielska zaraza zaczęła się szybko rozprzestrzeniać po całej Ameryce. Prędzej czy później do futbolu przekonywali się kawalerowie z miejscowej śmietanki towarzyskiej. Z Londynu zaczęto sprowadzać koszulki, buty do gry, grube nakolanniki i spodnie sięgające od piersi do kolan a nawet jeszcze niżej. Piłki nie budziły już zdumienia celników, którzy na początku mieli problemy z zakwalifikowaniem ich do konkretnej kategorii. Na statkach przypływały również podręczniki a wraz nimi słowa, które na wiele lat zadomowiły się na odległym południowoamerykańskim wybrzeżu: field(boisko), score(wynik), goal(gol), goal-keeper(bramkarz), back(obrońca), half(pomocnik), forward(napastnik), out-ball(aut), penalty(karny), off-side(spalony). Faul pociągal za sobą kare ze strony referee(sędziego), choć poszkodowany zawodnik mógł ją anulować pod warunkiem że przeprosiny winowajcy były ,,szczere i zostały sformułowane w poprawnym angielskim”, jak uczył pierwszy piłkarski dekalog, który dotarł nad La Plate. Z kolei w krajach basenu Morza Karaibskiego, znajdujących się pod silnym wpływem Amerykanów z północy, popularność zdobyły inne angielskie słowa: pitcher(w bejsbolu-piłkarz) czy catcher(łapacz). Mieszkańcy tych regionów uczyli się odbijać piłke za pomocą obłego drewnianego kija. Amerykańscy marines nosili je na ramionach razem z karabinem, gdy krwią i żelazem zaprowadzali imperialne porządki w tej części świata. Od tamtego czasu bejsbol stał się dla mieszkańców Karaibów tym, czym piłka nożna dla nas.
@Symson
@Sensible
@Rastafarnianin
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@kamyk_23
@AssisMoreira
0
@sandra2608 A to fajnie że lubisz siatkówke. To moja dyscyplina numer cztery po(naturalnie piłce nożnej), tenisie ziemnym i hokeju na lodzie. Ale wiesz co ci powiem tak szczerze? To jest jak wiadomo wszem i wobec strona FC Barcelony a konkretniej La Rambla. Osobiście nigdy bym nie pozwolił na miejscu redakcji zamieszczać tutaj komentarze nie związane ze sportem. ,,La Rambla" to słynny deptak i synonim Barcelony a to co wymyśliła redakcja jest swego rodzaju profanacją. Dla mnie nie dopuszczalne jest pisać na La Rambli na tematy polityczne czy też LGBT! Dla mnie to jest bardzo nie poważne, wręcz chore. Poza tym są bodaj inne do tego fora internetowe, nieprawdaż?
Zapytasz pewnie: dlaczego więc ja zamieszczam tutaj swoje komentarze? Z prostego powodu. Otóż w innych działach tego portalu, zwłaszcza w porannym przeglądzie prasy, moje komentarze były po prostu często usuwane, więc nie miałem wyjścia i musiałem siłą rzeczy zamieszczać je na tym ,,śmietnisku" tylko z nazwy La Rambla...
0
@AFA90 No to w takim razie może wiesz kiedy odbędzie się losowanie?
0
@AFA90 A możesz mi nakreślić grupy i z kim zagra Argentina po wyjściu z grupy? to znaczy na kogo ewentualnie trafi?
0
@AFA90 Nie znam angielskiego ale wnioskuje że 20 to oznacza dwudziestego czerwca? a finał 14 lipca?
1
@sandra2608 Pani Sandro(czy jak tam pani?). Pani tylko co założyła konto i w pierwszym komentarzu pyta pani na stronie FC Barcelony o takie rzeczy? No to coś tu jest nie tak?
A czy pani wogóle interesuje się sportem?
9
To nie był czeski film, to było ,,výborně”:
20 czerwca 1976 r. Reprezentacja Czechosłowacji zdobyła tytuł mistrza Europy, po zwycięstwie w finale w rzutach karnych 5:3 nad RFN w Belgradzie. Mistrzostwa Europy w 1976 roku były ostatnim turniejem z tego cyklu, w którym startowały jedynie 4 drużyny w finałowej imprezie. Tytuł zdobyła po raz pierwszy w historii drużyna Czechosłowacji. Turniej rozegrano w Jugosławii. Był to pierwszy i ostatni raz, kiedy gospodarzem imprezy tej rangi został kraj z bloku komunistycznego. Ostatni raz w historii mistrzostw Europy zdarzyło się też, że triumfował zespół z komunistycznego państwa (wcześniej zdarzyło się to podczas pierwszego Euro w 1960 roku we Francji, gdy wygrała ekipa ZSRR). Kwalifikacje odbyły się według sprawdzonej reguły. 32 drużyny podzielone zostały na 8 równych grup, z czego zwycięzcy rywalizowali potem w ćwierćfinałowych dwumeczach. W ten sposób do turnieju głównego zakwalifikowali się gospodarze - Jugosławia, a także Czechosłowacja, Holandia (awans po raz pierwszy w historii, po wielkim boju w grupie z Polską, Włochami i Finlandią) i RFN. Euro 1976 odbywało się na dwóch stadionach - w Belgradzie i Zagrzebiu. W półfinale mieliśmy bardzo zacięte boje. Najpierw Czechosłowacja pokonała po dogrywce Holandię 3:1, a następnie Jugosławia również po dogrywce przegrała z RFN 2:4. W meczu o trzecie miejsce też nie padło rozstrzygnięcie w regulaminowym czasie gry i dopiero w dogrywce "Pomarańczowi" ograli Jugosławię 3:2. Finał był jeszcze bardziej wyrównany. Nawet dogrywka pomiędzy Czechosłowacją a RFN nie przyniosła rezultatu. Na tablicy wyników widniał wciąż wynik remisowy 2:2. Tym razem jednak - inaczej niż w poprzednich turniejach Euro - nie decydował kolejny mecz, czy rzut monetą. Po raz pierwszy w decydującym meczu o tytuł Starego Kontynentu rozegrano serię rzutów karnych. W czwartej serii pierwszy raz nie trafił zawodnik RFN- Uli Hoeness (później legendarny prezes Bayernu Monachium, który doprowadził ten klub do wielkich sukcesów ale w 2014 został skazany na karę więzienia za oszustwa podatkowe). Do piłki podszedł w piątej serii Antonin Panenka i swoim nietypowym, leciutkim strzałem technicznym w sam środek bramki przypieczętował mistrzostwo Europy dla Czechosłowacji, a sam wpisał się do historii futbolu. Od tej pory jego nazwisko przypomina się za każdym razem, gdy zawodnik wykonuje w ten nietypowy sposób "jedenastkę".
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson
0
@Soetie Nic mi nie wiadomo o grze na juniorskiej licencji. W takim razie po co jest ta rejestracja La Ligi do pierwszego zespołu, skoro można grać na tej juniorskiej licencji?
0
W takim razie jakim prawem La Liga zezwoliła mu na gre w pierwszej drużynie minionego sezonu?
14
Nieoczywisty bohater finału Champions League:
Brazylijczyk Juliano Belletti nie był jakimś wybitnym obrońcą a do Daniego Alvesa nawet nie miał startu. Jednak znalazłoby się kilku grajków, którzy pozazdrościliby kariery Bellettiemu. W końcu każdemu marzyło się zagrać choć jeden mecz w barwach wielkiego klubu a Juliano zrobił to ładnych kilkadziesiąt razy. Dodatkowo zostanie zapamiętany na wiele lat przez kibiców Barcelony. W końcu to właśnie Brazylijczyk rozpoczął zwyciężanie katalońskiej drużyny w Lidze Mistrzów XXI wieku. Strzelając decydującego gola last-minute, zapewnił swojej drużynie drugi puchar w historii. Dziś obchodzi 47 urodziny a więc feliz cumpleaños panie Belletti. Kariera Juliano miała przebieg wręcz modelowy. Zaczął z dołu, powoli się wspinał na szczyt, aż w końcu musiał z niego zejść. Nie było tu przypadku. Sam Juliano nie był jakimś niesamowitym talentem, o którego biłyby się największe marki świata, ale dzięki wybieganiu, porządnej technice i waleczności swoje zdobył. Nie każdy na przestrzeni czterech lat podnosi najpierw najbardziej prestiżowe trofeum w piłce reprezentacyjnej a następnie w piłce klubowej. Faktycznie, jego rolę na mundialu można uznać za mocno epizodyczną, ale jak dostał zadanie w półfinale, to je wypełnił. Razem z kolegami uniemożliwił Turkom zdobycie wyrównującej bramki.
Juliano zdecydowanie bardziej się przydał cztery lata później, przy okazji finału LM pomiędzy FC Barceloną a Arsenalem. Jak sam wspominał po latach, „Dumie Katalonii” szło tamtego 17 maja jak po grudzie – nic, a nic im się nie udawało. W efekcie po pierwszej połowie przegrywali z Anglikami (którzy po czerwieni Jensa Lehmanna grali o jednego zawodnika mniej) 0:1. Trzeba było gonić, a wiadomo, że mając dwóch defensywnych pomocników w drugiej linii, nie będzie to łatwe. Murawę opuścił więc Edmilson, a na niej pojawił się młodziutki Andres Iniesta. Wychowanek La Masii rozruszał akcje Hiszpanów, ale wciąż jeszcze czegoś brakowało. Na dwa kwadranse przed końcem holenderski szkoleniowiec wpuścił na boisko Henrika Larssona i ta zmiana – zresztą jak wszystkie trzy – okazała się strzałem w dziesiątkę. Rijkaard zagrał va banque zdejmując drugiego defensywnego pomocnika, czyli Van Bommela, ale Barca potrzebowała takiego wstrząsu. Gdy nadal nie szło, trener katalońskiego zespołu zmienił Oleguera i wprowadził Juliano Bellettiego. Nie był to taki oczywisty ruch. Na ławce Blaugrany siedział jeszcze chociażby Xavi czy Maxi Lopez. Wspomniany Szwed kilkanaście minut po wejściu wyłożył piłkę Samuelowi Eto’o, a Kameruńczyk wyrównał. Zostało kilka chwil do ostatniego gwizdka głównego arbitra, jednak Barcelonie nie w smak było przeciąganie rozstrzygnięcia do dogrywki. 9 minut do końca, Hiszpanie przeprowadzają akcję. Znów Larsson w pole karne, w które wbiegł Belletti, Brazylijczyk uderza i… 2:1! ,,Nie mogłem w to uwierzyć. Po strzale chciałem zrobić jakąś cieszynkę, ale zwyczajnie nie byłem w stanie. Upadłem na kolana, zasłoniłem się rękoma i modliłem się, by nie był to tylko dobry sen”- tak mówił o tamtej chwili Belletti. Nie pomylimy się pewnie, że najpiękniejszej w całej piłkarskiej karierze.
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10