7

Zapomniane i szalone El Clasico:

13 kwietnia 1916 r. FC Madrid zremisował na Estadio O’Donnell w Madrycie z FC Barceloną 6:6(!) po dogrywce, w ramach powtórzonego meczu półfinałowego Pucharu Króla. Hattrickiem dla gospodarzy popisali się Santiago Bernabeu oraz Belaunde. Natomiast w ekipie Blaugrany hattrick zanotował genialny Paulino Alcantara a pozostałe gole zdobyli Bau(2) oraz Mallorqui. Niestety w powtórce drugiego półfinałowego meczu FC Barcelona poległa (ponownie w Madrycie) z gospodarzami 4:2 i odpadła z rozgrywek. Powtórke drugiego meczu opisze w rocznice, która przypadła już 2 dni później.

@Safrani
@siwykrb
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360
@Arkon

0

@bartekvisca No tak to jest, latka lecą ale za to cudowne wspomnienia zostają...

23

Po stokroć Feliz cumpleaños Tarzanie!

Panie i Panowie, szanowni cules, Carles Puyol Saforcada kończy dzisiaj 47 lat! Wznieśmy toast za żywą legendę Blaugrany.

Wszyscy go znamy i wszyscy kochamy. Przy okazji urodzin Carlesa przypomnę ciekawy okres w jego życiu dotyczący Figo. Otóż Luis Figo dla Carlesa był przede wszystkim pierwszym idolem z pierwszych lat pobytu w Barcelonie. Figo trafił do Barçy latem 1995 r. a ,,Tarzan” kupował w tamtym czasie wszystkie lokalne gazety sportowe, wycinał jego zdjęcia i umieszczał w specjalnym albumie aby się nie pogniotły. Siedemnastoletni Katalończyk był wówczas przekonany że treningi w La Masii to tylko piękny epizod w jego życiu i po powrocie do domu będzie mógł udekorować tymi fotkami swój pokój w La Pobla. Dla ,,Puiego” największym dowodem jego umiejętności było to że Johan Cruijff chciał go mieć u siebie pomimo obecności w składzie tak znakomitych piłkarzy jak Stoiczkow oraz Laudrup. Gdy w sezonie 1999/2000 Carles przebił się wreszcie do pierwszego składu, Portugalczyk miał już status wielkiej gwiazdy, był jednym z kapitanów i grał pierwsze skrzypce u kolejnych trenerów Barçy. To właśnie Figo obok Guardioli oraz Rivaldo był futbolistą, któremu Puyol przyglądał się ze szczególna uwagą. ,,Udzielił mi wielu trafnych wskazówek podczas moich początków w pierwszej drużynie”- mówił ,,Pui”. – »Powiedział po portugalsku: ,,Kiedy masz piłke młody, to nie komplikuj sobie życia i zawsze szukaj najprostszych rozwiązań«. Starałem się go słuchać”. Tarzanowi w Portugalczyku imponowała nie tylko świetna technika czy bajeczna wizja gry ale również wielka wola walki i stawianie dobra zespołu ponad wszystko inne.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@rasta212
@Safrani

0

Mam jakieś takie niepokojące przeczucia co do meczu z Leganes że stracimy punkt a w zasadzie to 2 punkty i że zremisujemy..... 2:2....?
No ale to tylko takie przeczucia....

7

@FCBparasiempre
Zanim przyjrzymy się stadionowi, z którego Barça korzystała przez 35 lat przed przeprowadzką na Camp Nou, rzućmy trochę światła na sześć innych boisk, z których klub korzystał w pierwszych 20 latach swojego istnienia. Przede wszystkim musimy cofnąć się do października 1899 r., kiedy to obywatel Szwajcarii Hans Kamper znalazł pracę w Barcelonie. Chcąc kontynuować swoją działalność sportową, umieścił ogłoszenie w ,,Los Deportes”, w którym wyraził chęć założenia klubu piłkarskiego. Na spotkaniu 29 listopada 1899 r. z 11 podobnie myślącymi osobami założono FC Barcelona. Kamper grał dla klubu, a później został jego prezesem, przyjmując katalońską wersję swojego imienia Joan Gamper. W latach 1899–1909 Barça grała na pięciu różnych boiskach, zaczynając od ,,Velódromo de la Bonanova” a rok później przenosząc się na ,,Campo del Hotel Casanovas”. Oba były niezwykle podstawowymi boiskami z odgrodzonym linami ziemnym boiskiem. W 1901 roku klub przeniósł się na ,,Campo de la Plaza de las Armas”, kolejny prosty teren, zanim osiedlił się na kilka lat na ,,Campo de la Carretera de Horta”. Było to pierwsze ogrodzenie przypominające boisko piłkarskie, z krótką trybuną na połowie boiska i trybunami po pozostałych stronach boiska. W 1905 roku klub przeniósł się na ,,Campo de la Calle Muntaner”, które było nieco większe, ale jeśli już, to bardziej podstawowe niż ,,Campo de Horta”. Powodem wszystkich przeprowadzek we wczesnych latach była szybka ekspansja Barcelony a każda otwarta przestrzeń została szybko pochłonięta przez zabudowę mieszkaniową lub użytkowanie komercyjne. Po krótkim wygnaniu Gamper powrócił do klubu jako prezes w 1908 roku. Po początkowym sukcesie w Campeonata de Catalunya, klub nie wygrał żadnych zawodów od 1905 roku i ze względu na znaczne długi, był na skraju upadku. Gamper rozpoczął refinansowanie klubu i w 1909 roku, z pomocą lokalnych biznesmenów, Barça kupiła swój pierwszy stadion przy Calle de Industria. Podpisał również nowych graczy, a członkostwo wzrosło do 10 000 socios do 1914 roku. Stadion przy ,,Calle Industria” był znany jako ,,L'Escopidora” lub ,,Spittoon” i został zainaugurowany 14 marca 1909 roku meczem ligowym z Català SC. W następnym meczu na L'Escopidora, Barça odzyskała Campeonata de Catalunya i rozpoczęła się pierwsza złota era klubu. Stadion był wówczas objawieniem z dwupoziomową trybuną i początkową pojemnością 6000. Był to również jeden z pierwszych boisk piłkarskich w Hiszpanii, na którym eksperymentowano z oświetleniem. Popularność drużyny była tak duża, że stadion pękał w szwach za każdym razem, gdy grała Barça, do tego stopnia, że niektórzy kibice musieli siedzieć na murze obwodowym. Przechodnie widzieli niezgrabny widok tyłków kibiców zwisających z krawędzi muru i nazywali kibiców „culés”, co dla nas oznacza „tyłki”, i nazwa ta przylgnęła do nich. Wraz z ciągłym sukcesem Barcelony na boisku i wzrostem liczby socios stało się jasne, że ,,L'Escopidora” nigdy nie będzie wystarczająco duży dla potrzeb klubu, więc w lutym 1922 roku rozpoczęto prace nad nowym stadionem w dzielnicy ,,Les Corts” w Barcelonie. Nowy stadion miał trzy strony otwartych tarasów, podczas gdy po zachodniej stronie 80-metrowy dach zakrywał trybuny z miejscami siedzącymi. ,,Les Corts” miał początkowo pojemność 22 000 i został otwarty 20 maja 1922 roku, kiedy Barça odniosła zwycięstwo 2-1 nad St Mirren. ,,Les Corts” gościł finał Copa del Rey w 1923 roku pomiędzy Athletic Club i CE Europa a ,,La Selección” grała z Austrią na tym obiekcie w grudniu 1924 roku. Jednak sześć miesięcy później klub i stadion znalazły się w centrum ogólnokrajowej burzy.

Klub nadal był na czele katalońskiego zapału, a gdy hiszpański lider Primo De Rivera pojawił się na meczu w czerwcu 1925 r., tłum dał mu i hiszpańskiemu hymnowi narodowemu ptaka. Zespół ,,Royal Marines”, który został zaproszony, aby zapewnić muzyczną rozrywkę, był nieco zdenerwowany zamieszaniem. Przerwali hymn hiszpański i zagrali „God Save the Queen”, ku uciesze stronniczego tłumu. Primo De Rivera, wykazując się rodzajem humoru, który kojarzy się z dyktatorem, nakazał zamknięcie stadionu na trzy miesiące i zmusił Joana Gampera do rezygnacji ze stanowiska prezesa. Klub cieszył się tak dużą popularnością ze względu na dominację w Campeonata de Catalunya i Copa del Rey w połowie lat dwudziestych, że klub musiał rozbudować stadion. W 1926 r. rozbudowano tarasy z trzech stron otwartych boków, zwiększając pojemność do 45 000. Zostało to wystawione na ciężką próbę, gdy klub wygrał inauguracyjną ligę hiszpańską w 1929 roku. Jednak pierwsza złota era miała się ku końcowi, a w obliczu braku tytułów mistrzowskich w latach trzydziestych i wybuchu wojny domowej świat Barcelony był bliski załamania. Miesiąc po rozpoczęciu wojny prezes klubu Josep Sunyol został stracony przez żołnierzy Falangi po przypadkowym przekroczeniu linii frontu w pobliżu Guadarramy. Po powrocie do Barcelony klub utworzył spółdzielnię robotniczą, aby utrzymać ,,Les Corts” z dala od rąk anarchistów. Mając wątpliwości co do istnienia klubu, Barça przyjęła ofertę tournée po Meksyku i USA. To pieniądze zebrane podczas tournée zapewniły klubowi przyszłość. Jednak gdy wrócili do domu pod koniec 1938 roku, spotkali zupełnie inną Katalonię. Z liczbą członków poniżej 3000 i zniszczonymi biurami klubowymi, Barça doznała dalszych upokorzeń pod koniec wojny, gdy nacjonalistyczny reżim Franco usunął z klubu wszelkie formy katalońskiej tożsamości. Rząd nie był w stanie zmienić kibiców Barçy i wkrótce ,,Les Corts” stało się MIEJSCEM, w którym Katalończycy mogli się masowo gromadzić i świętować swoją tożsamość. Przybycie rządu nacjonalistycznego miałoby tragiczne konsekwencje dla byłych separatystycznych obszarów Katalonii i Kraju Basków. Jednak wbrew powszechnemu przekonaniu lata 40. XX wieku były bardzo udaną dekadą dla Barcelony. Podczas gdy Real Madryt zmagał się w sezonach następujących po wojnie domowej, Barça i Athletic Club odniosły serię zwycięstw w lidze i pucharze. Podbudowany poprawiającymi się finansami klub przystąpił do dalszego i najbardziej spektakularnego rozwoju ,,Les Corts”. W 1944 r. rozbudowano istniejące tarasy, zwiększając pojemność do 60 000, ale najbardziej imponujące prace miały miejsce po stronie zachodniej. Zaprojektowany przez Eduardo Torroję, niezwykle zaawansowany, głęboki dach wspornikowy został wzniesiony za istniejącym zadaszeniem. Gimnástic Tarragona kupił i zdemontował starą trybunę, a 2 czerwca 1945 r. Barça zagrała z Nástic w meczu towarzyskim, aby uczcić otwarcie rozbudowanego stadionu. Torroja zaprojektował również fasadę trybuny, której nad wejściem głównym umieszczono prefabrykowany betonowy herb klubu. Nowy dach należał do najnowocześniejszych w Europie i wykorzystano w nim mieszankę żelbetonu i stali. Dach falował i miał rozpiętość od przodu do tyłu 27 metrów. Zakrzywiony spód pokrycia był żebrowany okładziną i wisiał nisko nad pokładem siedzącym jak ogon gigantycznego aligatora. Les Corts był największym i najbardziej spektakularnym stadionem w Hiszpanii przez większość lat 40. XX wieku i był świadkiem pojawienia się kolejnej wielkiej drużyny Barçy i przybycia węgierskiej legendy Ladislau Kubali w 1950 roku. Tytuły ligowe nastąpiły w 1952 i 1953 roku, ale kiedy w 1954 roku postawiono reflektory, klub zdecydował już, że stadion nie jest w stanie dłużej obsłużyć stale rosnącej liczby kibiców. Niewątpliwie impulsem do rozbudowy Estadio Santiago Bernabéu przez Real Madryt był zakup dużej przestrzeni ogrodów publicznych i działek w zachodniej części miasta. W marcu 1954 r. położono pierwszy kamień węgielny pod budowę Camp Nou. Odejście od ,,Les Corts” było konieczne, jeśli klub miał konkurować z wielkim Realem Madryt z lat 50., ale zależało od sprzedaży Les Corts pod zabudowę mieszkaniową. Przez kilka lat stanowiło to problem, ponieważ gmina była nieugięta, że teren pozostanie zieloną przestrzenią w ciągle rozrastającym się mieście. Ostatecznie klub zwrócił się do Rady Ministrów Franco, która uchyliła decyzję rady miejskiej i zatwierdziła sprzedaż ziemi pod zabudowę mieszkaniową. Oto przykład a jest ich kilka, gdzie Barça skorzystała na interwencji Franco.

Pierwszy zespół rozegrał swój ostatni mecz ligowy na Les Corts 21 kwietnia 1957 roku. Kubala strzelił ostatniego gola w zremisowanym 1-1 meczu z FC Sevillą, dzięki któremu Andaluzyjczycy zakwalifikowali się do europejskich pucharów kosztem Barçy. Przez cały ten czas, gdy Barça narobiła sobie paraliżującego długu po wybudowaniu Camp Nou, na boisku nie działo się najlepiej i wielu kwestionowało decyzję o budowie tak dużego stadionu. CD Condal, który przez część swojej historii był powiązany z FC Barcelona, nadal korzystał ze stadionu do 1961 roku, zanim rozgrywał mecze na zmianę na Camp Nou i podstawowym ,,Campo de Hostafranchs”. Ostatni mecz na Les Corts odbył się 10 lipca 1965 roku, kiedy to Barcelona Junior XI pokonała Catalonia XI trzema golami do jednego. W 1970 roku SD Condal połączył się z Atlético Cataluña CF, tworząc Barcelona Atlético lub Barcelona B, jak są teraz znane. W końcu 5 lutego 1966 r. rozpoczęto rozbiórkę Les Corts a trzy miesiące później teren sprzedano za 226 milionów peset i zagospodarowano pod zabudowę mieszkaniową. Całą sumę uzyskaną ze sprzedaży przeznaczono na spłatę długów klubu.

6

Legendarny ,,Camp de Les Corts” I jego poprzednicy:

@Adran360
@Arkon
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@siwykrb
@Stinger_

3

A już myślałem że Der Klassiker będzie ciulowy jak nigdy a tu masz ci babo placka...

1

No przeca mówiłem że te cholerne szwaby wcisnął 2 gole... a niech ich szlak....

0

Zaraz te cholerne szwaby wsadzą ze dwa gole i będzie po zawodach...!

9

Gardel śpiewał dla Barcelony:

W latach dwudziestych XX wieku Barcelona była miastem europejskiego boksu. Paral.lel i jego kabarety przeżyły rozkwit dwuwierszy i rewii muzycznej, których domagało się społeczeństwo; Wspaniałe teatry roztaczały atmosferę wyrafinowanej kultury, a Barça przeżywała swój Złoty Wiek za sprawą takich piłkarzy jak Samitier ,Piera ,Zamora i Alcántara, którzy położyli podwaliny pod futbol jako sport masowy. Tętniąca życiem, nowoczesna i zaawansowana technologicznie, taka była Barcelona. Śpiewak tanga Carlos Gardel przybył tu po raz pierwszy w 1923 roku, aby doświadczyć tego zjawiska. W tym samym roku Gardel wystąpił w ,,Teatrze Goya”, nie odnosząc większego sukcesu, jednak powrócił w 1925 r., by śpiewać w teatrze ,,Palace i Principal” przy ,,La Ramblas”. Jego głos i serdeczna osobowość umożliwiły mu nawiązanie kontaktów z malarzem i dramaturgiem Santiago Rusiñolem, promotorką kultury Isabel Llorach, a także z piłkarzami FC Barcelona: Pierą, Zamorą i Samitierem. Znany jako „Criollo Thrush”, król tanga pojawił się przed skrzydłowym Emilim Sagi Barbą, którego ojca, argentyńskiego barytona, podziwiał. Nie było niczym niezwykłym zobaczyć Gardela w kawiarni ,,Torino” rozmawiającego z intelektualistami. Nie jadał także w popularnych barach plażowych ,,Barceloneta” ani w eleganckiej restauracji „El Canari de La Garriga”, a wieczorami spotykał się z gwiazdami Barcelony. Piosenkarz nagrywał swoje pierwsze albumy w nowoczesnym systemie elektrycznym Odeon przy ulicy Pelayo i był jednym z pierwszych głosów, których można było usłyszeć w Radiu Barcelona. Finał Pucharu Hiszpanii rozegrany na ,,El Sardinero” przeciwko Real Sociedad w 1928 roku jest prawdopodobnie największym wydarzeniem w historii FC Barcelony. Dwa remisy 1-1 spowodowały 38-dniową przerwę w rozmowach, która doprowadziła do trzeciego „finału”, który Katalończycy wygrali 3-1. Historię opowiadają poeta Rafael Alberti, jego przyjaciel José Maria de Cossio, Gardel i Samitier: ,,Pierwszy mecz, rozegrany 20 maja, był zacięty i toczony w deszczu i błocie, a walki były dość brutalne. Gardel widział go obok Albertiego i był pod wrażeniem odwagi Platko , który w pierwszej połowie został kontuzjowany przez pochodzącego z San Sebastian Cholína w wyniku zderzenia. Bramkarza, nazywanego „Węgierskim Niedźwiedziem”, zniesiono z boiska na ramionach w celu opatrzenia ran i sprowadzono z grubym bandażem na głowie. Poeta z Kadyksu opisał to szczegółowo w swoim tomiku poezji „Zaginiony gaj”. „Kiedy mecz zbliżał się do finału, Platko pojawił się ponownie, silny i piękny, zdecydowany dać się zabić (…)”. Alberti dodaje, że nocą śpiewano „Els segadors”, powiewały katalońskie flagi, a „jeden z uczestników, Gardel, śpiewał argentyńskie piosenki z wielką umiejętnością”. Alberti był tak zdumiony odwagą Platko, że napisał na jego cześć odę w ,,Casona de Tudanca”, która ukazała się na pierwszej stronie „La Voz de Cantabria” 27 maja, siedem dni po strasznym wypadku. Argentyński piosenkarz opowiedział, jak „Sami” i Barça zmienili jego podejście do piłki nożnej. „Nie lubiłem piłki nożnej. Zacząłem ją lubić dopiero, gdy zobaczyłem grę Barcelony w tym mieście, które wydało mi się tak urocze i przyjemne. Ze względu na szczerą i lojalną przyjaźń, jaką mam z Samitierem, śledziłem Barcelonę podczas jej tournée po kilku miastach podczas Mistrzostw Hiszpanii, co było dla mnie prawdziwą próbą”. Josep Vives, delegat Generalitat w Ameryce Południowej, podkreślił kilka miesięcy temu podczas prezentacji na temat relacji Gardela z Barceloną w Montevideo, że Carlitos jest honorowym członkiem klubu.

Radość z ogromnego sukcesu nie trwała długo. Od 4 sierpnia do 1 września Duma Katalonii odbyła tournée po Buenos Aires, Rosario i Montevideo, co spotkało się z powszechną krytyką. Spośród ośmiu rozegranych meczów, niebiesko-czerwona drużyna przegrała pięć, zremisowała dwa i wygrała jeden z Boca Juniors. Co więcej, zysk w wysokości 150 000 peset był niewielki, biorąc pod uwagę tak długą trasę. Obraz nie był dobry. Argentyńska prasa donosiła o występach piłkarzy w klubach nocnych. W Barcelonie organizacja spotkała się z krytyką i klub wszczął dochodzenie. Zarząd klubu musiał zrezygnować, trener Romà Forns uczynił to samo, a niektórzy zawodnicy zostali ukarani. Samitier, Piera i Platko wypadli fatalnie w oczach kibiców. Jednak 30 czerwca 1929 roku drużyna wygrała pierwszą ligę na boisku Arenas (0-2). Gardel śpiewał o Barcelonie a w szczególności o pobycie Samitiera w Argentynie, w tangu „Sami” z muzyką Nicolása de Verony i tekstem Lito Masa. Piosenkarz zmarł w wieku 44 lat w Medellín, 24 czerwca 1935 r., gdy jego samolot zderzył się z innym samolotem na lotnisku. Mówi się, że każdy wysłannik Barcelony przybywający do Buenos Aires przechodzi obok cmentarza ,,Chacarita”, aby uczcić pamięć jednego z fanów Blaugrany.

@Stinger_
@Safrani
@rasta212
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@Adran360

1

@Adran360 Zgadza się, dlatego też napisałem że to jest moje marzenie...

10

Pożegnanie z europejskimi pucharami:

W środę 12 kwietnia 1978 roku Johan Cruyff rozegrał swój ostatni mecz w europejskich pucharach dla FC Barcelony. Był to rewanżowy mecz półfinału Pucharu UEFA, gdzie PSV wyeliminowało Blaugrane z finału, który musiało rozegrać w dwumeczu z Bastią, co pozbawiło Johana szansy na pożegnanie się z klubem i zdobycie tytułu mistrza kontynentu. Holendrzy obronili prowadzenie 3-0 z pierwszego meczu, przegrywając na Camp Nou 1:3 z drużyną prowadzoną na boisku przez Cruyffa i trenowaną przez Michelsa. Obecność Michelsa, Neeskensa i Cruyffa w katalońskiej drużynie sprawiła, że atmosfera na ,,Philips Stadion” podczas pierwszego meczu była piekielna. Pod koniec meczu holenderski trener Blaugrany narzekał, że „goniąc Cruyffa jak psy myśliwskie, gnali za nim w obu meczach”, natomiast trener PSV Kees Rijvers nie przebierał w słowach, krytykując idola swojego kraju, opisując go jako „doskonałego aktora w polu karnym, wirtuoza w sztuce wywalczania rzutów karnych”. W pierwszym meczu Cruyff doświadczył jednego z najbardziej wrogich warunków, z jakimi zetknął się w swojej europejskiej karierze, będąc wygwizdywanym przez kibiców za każdym razem, gdy dotykał piłki. Ledwo wszedł do gry a Barça została zmiażdżona przez Holendrów, którzy wygrali 3-0 i dodatkowo stracili Neeskensa w meczu rewanżowym z powodu kartek.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@siwykrb

1

@Adran360 Osobiście marze żeby objął Boca Juniors ewentualnie po Scalonim reprezentacje Argentyny!

1

Ja to wszystko rozumiem, tą pasje Pepito, tą fascynacje Premiere Lig prze wielu kibiców na całym świecie. No ale na miłość boską, nic nie trwa wiecznie i trzeba w końcu zmienić to miejsce pracy, gdyż nie da się permanentnie wszystkiego wygrywać! Pepie uciekaj stamtąd jak najszybciej a najlepiej(jak dla mnie) do Argentyny! A w międzyczasie odpocznij sobie od tego jakże odpowiedzialnego i stresującego zawodu...

10

Żywe, niedoceniane legendy FC Barcelony:

12 kwietnia 1974 r. urodził się brazylijski lewy obrońca Sylvio Mendes Campos Júnior, powszechnie znany jako Sylvinho (czasami alternatywnie pisany jako Silvinho ), brazylijski menedżer piłkarski i były zawodnik, obecnie zarządzający reprezentacją Albanii w piłce nożnej. Wcześniej lewy obrońca, karierę rozpoczął w Corinthians. Został podpisany przez Arsenal w 1999 roku i przez dwa sezony w klubie był popularnym zawodnikiem. Odszedł do Celty de Vigo z La Liga , zanim dołączył do FC Barcelona w 2004 roku, z którym zdobył między innymi Ligę Mistrzów UEFA w 2006 i 2009 roku. Wrócił do Anglii, aby spędzić swój ostatni sezon jako zawodnik w Manchesterze City w latach 2009–10. Po objęciu stanowiska menadżerskiego przez krótki czas pracował we francuskim klubie Lyon i brazylijskiej drużynie Corinthians, zanim w 2023 roku został trenerem reprezentacji Albanii, która następnie zakwalifikowała się do UEFA Euro 2024. Urodzony w São Paulo w Brazylii Sylvinho rozpoczął karierę w Corinthians w 1994 r. Z Timão Sylvinho wygrał Copa do Brasil w 1995 r. Z Corinthians zwyciężył także w 1998 r. w najwyższej klasie rozgrywkowej Brazylii, Campeonato Brasileiro Série A. Sylvinho również wygrał Campeonato Paulista w 1995, 1997 i 1999 razem z Corinthians. W 1999 roku został pierwszym brazylijskim zawodnikiem, który podpisał kontrakt z angielskim klubem Arsenal, z którym podpisał kontrakt przed rywalem z północnego Londynu, Tottenhamem Hotspur , który złożył mu liczne oferty. Wkrótce stał się pierwszym wyborem na lewej obronie, wypierając wieloletniego ulubieńca fanów Nigela Winterburna.

Na początku swojego pierwszego sezonu doznał porażki, kiedy nie wykorzystał rzutu karnego w rzutach karnych, gdy Arsenal odpadł z Pucharu Ligi z Middlesbrough a sezon zakończył się porażką 4:1 w rzutach karnych z tureckim klubem Galatasaray w Pucharze UEFA 2000 Finał, choć tym razem nie przyjął rzutu karnego. Podczas swojego drugiego sezonu w klubie został zastąpiony przez Ashleya Cole'a . Strzelał gole przeciwko Sheffield Wednesday, Charlton Athletic i Chelsea. Strzelił także dwa gole w Lidze Mistrzów dla Arsenalu przeciwko Sparcie Praga i Spartakowi Moskwa. W sezonie 2000–2001 Sylvinho znalazł się w Drużynie Roku PFA. Podczas swojej pracy w Arsenalu Sylvinho był zarejestrowany na podstawie portugalskiego paszportu, co pozwalało na uznanie go za obywatela Unii Europejskiej i zwolnienie go z wymogów dotyczących pozwolenia na pracę. Brytyjskie służby imigracyjne zbadały ważność tego dokumentu, zanim Sylvinho przeprowadził się do Celta Vigo, gdzie został sklasyfikowany jako obywatel Brazylii. Sylvinho powiedział po transferze do Celty, że nie miał pojęcia, że jest zarejestrowany w Arsenalu jako obywatel Portugalii i powiedział, że była to wyłącznie decyzja kierownictwa klubu. W 2001 roku przeniósł się do Celty Vigo, gdzie grał przez trzy lata, strzelając gola w lidze przeciwko Barcelonie 26 stycznia 2003 roku, swojemu przyszłemu klubowi. Stał się popularną postacią wśród fanów klubu, pomagając drużynie po raz pierwszy w historii zakwalifikować się do Ligi Mistrzów w sezonie 2003–2004. Sylvinho uzyskał hiszpański paszport w 2004 r., wydany mu po trzyletnim pobycie w Hiszpanii. Pozwoliło mu to ominąć ograniczenia dotyczące zawodników spoza UE w La Liga. W 2004 roku, po opłaceniu transferu w wysokości 2 milionów euro, podpisał kontrakt z FC Barcelona, z którą wygrał trzy krajowe ligi w latach 2005, 2006 i 2009 a także Ligę Mistrzów w latach 2006 i 2009. Po serii dobrych występów w 2008 r. otrzymał przedłużenie do 2009 r.

Zagrał cały mecz w zwycięstwie FC Barcelony 2:0 nad obrońcą tytułu Manchesterem United w finale Ligi Mistrzów UEFA 2009, przed zawieszonym Erikiem Abidalem , który trzy lata wcześniej był niewykorzystanym rezerwowym w finale. To był jego ostatni mecz w katalońskim klubie. Manchester City odwiedził Camp Nou 19 sierpnia 2009 roku i po pokonaniu Barcelony 1:0 w towarzyskim meczu, prowadził rozmowy na temat dołączenia Sylvinho do nich pod koniec miesiąca, łącząc się tym samym z rodakiem Robinho. 24 sierpnia 2009 roku ogłoszono, że podpisał kontrakt z City na zasadzie wolnego transferu z rocznym kontraktem. Zadebiutował przeciwko Scunthorpe United w Pucharze Ligi. Po raz pierwszy w lidze wystąpił 12 grudnia 2009 roku w meczu przeciwko Bolton Wanderers po nieobecności kontuzjowanego Wayne'a Bridge'a. Swojego pierwszego gola dla Manchesteru City strzelił w wygranym 4:2 meczu ze Scunthorpe w Pucharze Anglii 24 stycznia 2010 roku spektakularnym uderzeniem z dystansu. W dniu 8 czerwca 2010 roku ogłoszono, że kontrakt Sylvinho wygasł i że opuści klub wraz z Benjani Mwaruwari, Jackiem Redshawem, Karlem Moore'em i Martinem Petrovem.

Po otrzymaniu swojego pierwszego międzynarodowego powołania w 1997 roku pod wodzą Mario Zagallo na mecz z Rosją, Sylvinho dołączył do kadry Brazylii na Złoty Puchar CONCACAF w 1998 roku, podczas którego ostatecznie zajęli trzecie miejsce i tym samym zdobył z drużyną brązowy medal . Następnie zadebiutował w reprezentacji Brazylii w towarzyskim meczu z Walią w Cardiff 23 maja 2000 roku, który zakończył się zwycięstwem 3:0. Cztery dni później zagrał w towarzyskim meczu z Anglią w Londynie, który zakończył się remisem 1:1. Następnie wystąpił w sumie w 6 występach w reprezentacji, będąc rezerwowym dla Roberto Carlosa na lewym obrońcy. Jego ostatni występ w reprezentacji Brazylii miał miejsce 28 marca 2001 w meczu eliminacyjnym do Mistrzostw Świata przeciwko Ekwadorowi. W dniu 7 lipca 2011 r. Sylvinho ogłosił, że odchodzi z piłki nożnej. Został zatrudniony jako zastępca menedżera Cruzeiro 27 września 2011 r. Po pracy w Sport Recife i Náutico wrócił do Corinthians 5 lipca 2013 r. jako zastępca menedżera w Tite. W dniu 13 grudnia 2014 roku został mianowany asystentem trenera Roberto Manciniego przez włoski klub Inter Mediolan. W dniu 20 lipca 2016 roku dołączył do reprezentacji Brazylii jako asystent Tite po raz kolejny. 9 kwietnia 2019 r. został mianowany menadżerem reprezentacji Brazylii do lat 23 przed Letnimi Igrzyskami Olimpijskimi w 2020 r. , ale nie objął kierownictwa. 19 maja 2019 roku ogłoszono, że Sylvinho zastąpi Bruno Génésio w Olympique Lyonnais. Rodak Juninho Pernambucano, ikona klubu, został dyrektorem ds. piłki nożnej. W swoim debiucie na stanowisku menedżerskim seniorów 9 sierpnia wygrał 3:0 z Monako a tydzień później zwyciężył u siebie 6:0 z Angers. Nie wygrał już więcej meczów w następnych siedmiu meczach ligowych i został zwolniony 7 października 2019 roku po porażce 1:0 z rywalem Saint-Étienne w derbach Rodanu. 23 maja 2021 roku ogłoszono powrót Sylvinho do Corinthians jako nowego menadżera w ramach kontraktu do końca następnego roku. Tydzień później w swoim debiucie przegrał u siebie 1:0 z Atlético Goianiense po niewykorzystanym rzucie karnym. 3 lutego 2022 roku, zaledwie po trzech meczach nowego sezonu, został zwolniony po porażce 1:2 u siebie z rywalem Santosem. W dniu 2 stycznia 2023 roku Albański Związek Piłki Nożnej ogłosił, że osiągnął porozumienie z Sylvinho w sprawie objęcia funkcji nowego głównego trenera reprezentacji Albanii i że Pablo Zabaleta i Doriva dołączą do niego jako asystenci trenerów. Siedem dni później został oficjalnie mianowany głównym trenerem i podpisał 18-miesięczny kontrakt, którego celem była kwalifikacja do UEFA Euro 2024. Zadebiutował 27 marca w przegranej 1:0 na wyjeździe z Polską w kwalifikacjach, ale później poprowadził drużynę do finałów, remisując 1:1 z Mołdawią 17 listopada. Czterema zwycięstwami, trzema remisami i tylko pierwszą porażką Albania wygrała grupę, wyprzedzając Czechy w bezpośrednim pojedynku; Sylvinho otrzymał Złotą Odznakę Orła z rąk premiera Albanii Edi Ramy. Sylvinho, szybki, niezawodny i utalentowany technicznie lewy obrońca, był znany szczególnie ze swoich nakładających się przebiegów a także umiejętności dośrodkowań lewą nogą; posiadał również dobrą świadomość taktyczną, atrybuty defensywne i koncentrację, co umożliwiło mu również grę jako pomocnik a czasami nawet skrzydłowy.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

10

Premiery Dumy Katalonii:

Dokładnie 100(!) lat temu FC Barcelona rozegrała swój pierwszy w historii mecz z klubem z Ameryki Południowej. Przeciwnikiem był Nacional Montevideo a mecz na ,,Camp de Les Corts" zakończył się wynikiem 2:2 po dwóch golach legendarnego Josepa Samitiera. Naturalnie był to mecz towarzyski. Warto wspomnieć iż w ekipie ,,Urusów” zagrał(i strzelił jednego z goli) słynny napastnik Hector Scarone, który rok później występował w barwach… Blaugrany.

@Adran360
@Arkon
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@rasta212
@Safrani
@Stinger_

1

@Adran360 To prawda że była zdecydowanie za mocna ale tak czy siak, to jednak rekord świata ustanowiła i raczej nikt go już nie pobije...!

0

@rasta212 Postaram się oznaczać ciebie cały czasy, może nie od razu cały czas ale w późniejszym czasie prawdopodobnie już cały czas. Jeszcze raz ci bardzo dziękuje za to że doceniasz moje wpisy. Historia futbolu nie tylko jest bardzo ciekawa ale też i bardzo ważna. Historia to jedna z najważniejszych wartości w życiu człowieka. Bez tej historii nie istnielibyśmy...
Gorąco pozdrawiam :)

8

@FCBparasiempre
Wychodzisz na mecz z jasnym celem. Przegrać jak najmniej. Zdarzało ci się już w tych eliminacjach dostać lanie 0:13 czy 0:8, ale są to wyniki do zaakceptowania. Nie wiesz, że za chwilę wydarzy się tragedia. Twoja drużyna zapisze się w kartach historii przez najwyższą porażkę w meczu międzynarodowym. Przegrywasz 0:31! Z Australią w strefie Oceanii było jak z młodszym bratem, któremu strzelasz 20 goli a on ci żadnego. Z tą jednak różnicą, że on nie potrafi jeszcze liczyć, więc cieszy się po prostu, że z Tobą kopie. 22:0 z Tonga, 17:0 z Wyspami Cooka, 16:0 z Wyspami Cooka, 13:0 z Wyspami Salomona. To kilka wyników ,,Socceroos” do feralnego spotkania z Samoa Amerykańskimi w 2002 roku. Tylko Nowa Zelandia potrafiła im się przeciwstawić. Licząc od lat 90. do dziś – zagrali z Australią 18 razy. 15 razy przegrali, raz zremisowali i dwa razy w słodkim stylu, bo w finałach pucharu kontynentu, wygrali po 1:0. Samoa Amerykańskie to połączenie największej wyspy, która nazywa się Tutuila i sześciu mniejszych wysepek na Oceanie Spokojnym. Jest to terytorium nieinkorporowane Stanów Zjednoczonych. Mieszka tam ponad 50 tysięcy ludzi. 11 kwietnia 2001 roku. Reprezentanci Amerykańskiego Samoa są po dwóch porażkach w swoich debiutanckich eliminacjach do mundialu. 0:13 i 0:8. Pierwszy raz w historii mają zmierzyć się z wielką Australią, która dwa dni wcześniej rozprawiła się z Tonga 22:0. W 1987 roku na turnieju Południowego Pacyfiku przegrali 0:20 z Papuą-Nową Gwineą, ale kto by to pamiętał. Przyznaję, że nieco patetycznie napisałem we wstępie, że nie wiedzieli o zbliżającej się tragedii. Mogli się jednak domyślać. Dlaczego? Zabroniono grać niemal wszystkim podstawowym zawodnikom. Zażądano od nich paszportu amerykańskiego. Tylko bramkarz, Nicky Salapu, spełniał to kryterium. Australia w tamtej chwili głośno debatowała o opuszczeniu swojej strefy eliminacyjnej. Potrzeba było argumentów. Właśnie dlatego wpakowali reprezentacji Tonga 22 gole. Piłkarze Samoa Amerykańskiego ostatecznie nie dostają pozwolenia na grę, co wielu określa mianem spisku. Młodsi zawodnicy mają szkolne egzaminy, więc ich też nie da rady powołać. Zbierają zespół dzieciaków ze średnią wieku 18 lat i trzema 15-latkami w składzie. Nie wszyscy w życiu w ogóle zagrali w spotkaniu 90-minutowym. Nie mają najmniejszego pojęcia o taktyce i nie potrafią skakać do główek.

Nicky Salapu był największą gwiazdą tamtego zespołu. Jako jedyny mógł zagrać. Po porażce wielokrotnie z niego żartowano, jednak prawda jest taka, że gdyby nie on, to skończyłoby się na 50 straconych bramkach. Nawet zainteresowało się nim kilka zagranicznych klubów. Twierdził jednak, że do tego meczu w ogóle nie powinno dojść i że niepotrzebnie kompletowali zupełnie przypadkowy zespół. Czy był zawstydzony klęską? Miał bardzo wysokie ambicje: ,,Chcę być jak Fabien Barthez. Znasz gościa, który gra w Manchesterze United? mam jego rękawice z autografem, ale nie są oryginalne. Cieszyłem się grą. Nie czuję się zawstydzony, bo każdy z nas się czegoś nauczył. Jeśli moglibyśmy wystąpić pierwszym składem, to mogłoby być 0:5, 0:6. Bez moich najlepszych obrońców nic nie mogłem zrobić.” Tony Langkilde, menedżer zespołu, miał żal do federacji, samych Australijczyków i przede wszystkim do mediów, które niepochlebnie wypowiadały się o umiejętnościach piłkarzy Samoa Amerykańskiego, nie przedstawiając do tego prawdziwej wersji zdarzeń. Efektowną porażkę trzeba było sprzedać. Nieważne, że prawie nikt z podstawowej kadry nie mógł zagrać: ,,Prawdopodobnie od początku celowali w rekord i nic nie byliśmy w stanie zrobić. Mogliby ustąpić, przecież nie potrzebowali tych bramek. Przeszkadza nam, że ludzie się odwracają i mówią, że nie powinno nas być w tym turnieju. Nie rozumieją, dlaczego nie mamy tak silnego zespołu i nie znają problemów, które musieliśmy pokonać.” Tablica pokazuje 32:0. Stracony gol co 2 minuty i 45 sekund. Przegrani leżą wykończeni na murawie. Dali z siebie tyle, ile mogli. Byli po prostu bezradni. Często mylnie mówi się o wyniku 32:0. Nawet FIFA się pogubiła. Wszystko przez osobę, która ręcznie zmieniała liczbę bramek na tablicy wyników. Jednego gola sędzia Ronan Leaustic nie uznał z powodu spalonego. Padały one jednak tak szybko, że można było się pomylić. ,,Nikt nie rozumiał! ani widzowie, ani dziennikarze, ani ludzie, którzy ręcznie obsługiwali tablicę wyników. To było nadzwyczajne. usłyszałem odgłosy za drzwiami naszej szatni. Otworzyłem je i zobaczyłem dziennikarzy! Szybko zorientowałem się, że coś się dzieje. konieczne było wyjaśnienie i podanie prawidłowego wyniku” – mówił dla France Football. Zostali ewidentnie oszukani w sprawie paszportów. To przecież sprawa na olbrzymią aferę. To jednak całkowicie nie ten typ ludzi. Po prostu to zaakceptowali, nadal wesoło tańczyli i zaczęli się modlić o pozytywny rezultat. ,,Ci chłopcy akceptowali wszystko z godnością. Nie walczyli o swoje prawa tak, jak powinni. Powiedziałem do komisarzy FIFA, że ci oni i tak zamierzają się jakimś cudem zebrać. Zapytałem – czy takiego właśnie meczu chcecie? wynik nic dla nich nie znaczy” – mówił David Smith.

David Smith zajmował się sprawami organizacyjnymi. Pełnił rolę łącznika pomiędzy reprezentacjami. Był zdumiony radością, jaką prezentowali goście z Samoa. Potrafili się świetnie bawić i to po totalnym blamażu, co czytamy w wypowiedzi łącznika. Przegrali 0:31, ale to nie przeszkodziło im rozerwać się wieczorem w Coffs Harbour, gdzie odbył się mecz: ,,Przegrali w fatalnym stylu, ale stanęli w szeregu z rękami na ramionach kolegów i śpiewali. Są fantastycznymi śpiewakami. Gdyby to był konkurs śpiewu, to wszyscy inni by się poddali. Świetni ludzie, świetne głosy, ale w piłkę grać nie umieli. byli fatalni, okropni. Rezerwy z siódmej ligi amatorskiego zespołu by ich pokonały. Byli to jednak najlepsi ludzie, jakich poznałem.” Dobrze znacie scenę z filmu „Ucieczka do zwycięstwa”. Punktem kulminacyjnym jest mecz, który rozgrywają między sobą alianccy więźniowie i drużyna niemiecka. Jeńcy tworzą plan, by uciec w przerwie, jednak ostatecznie wychodzą na murawę i w drugiej połowie ogrywają we wspaniałym stylu Niemców. Piłkarze z Samoa Amerykańskiego przegrywali do przerwy 0:16, ale nawet nie myśleli o ucieczce. Sędzia by się pewnie nie pogniewał, bo w notesie powoli brakowało miejsca na zapisywanie kolejnych strzelców: ,,Samoańczycy nie próbowali uciekać w przerwie! Pod koniec pierwszej połowy zdałem sobie sprawę, że nie mam już zbyt wiele miejsca do notowania strzelców bramek. Po wznowieniu australijski gracz zapytał mnie, czy wziąłem flipchart!”. Archie Thompson strzelił w tamtym spotkaniu 13 goli! Dla reprezentacji zdobył 28 goli, z czego niemal połowę stanowiły te z pojedynku z Samoa. Na pytanie zadane przez Four Four Two, czy dostał cztery piłki, odpowiedział: ,,Nie, tylko jedną a powinienem! Powinienem był się dowiedzieć, czy tak można.” Australia swoje mecze eliminacyjne do mistrzostw świata i kontynentu gra z drużynami azjatyckimi od 2006 roku, a to spotkanie było jednym z największych argumentów do opuszczenia federacji Oceanii. Gdyby nie to, kat Amerykańskiego Samoa zapewne uzbierałby w kadrze tych goli jeszcze więcej. Bardzo ucieszył się z rekordu, jakim było 13 goli jednego zawodnika w meczu międzypaństwowym, jednak pytał, czy jest sens gry z takimi zespołami: ,,Pobicie rekordu świata jest spełnieniem marzeń. Tylko musisz widzieć też z kim gramy i pytać, czy jest sens. To strata czasu. Ich zawodnicy byli na koniec uśmiechnięci. Niewiele więcej mogli zrobić. Myślę, że chcieli w ogóle wyjść z połowy. Reprezentanci Samoa Amerykańskiego oddali jeden celny strzał na bramkę. W 86. minucie. Michael Petkovic jednak obronił. Dopiero w 2011 roku wygrali swój pierwszy mecz. 2:1 z Tonga. O pracy trenera Thomasa Rongena z tą kadrą opowiada dokument Next goal wins. Gwiazdą reprezentacji był Nicky Salapu. Ten sam, który puścił 31 bramek z Australią. W obronie grał też Jaiyah Saelua, pierwszy transseksualista w eliminacjach MŚ. Od tego czasu futbol na tej wyspie się rozwija. W eliminacjach do mundialu w Rosji byli bardzo bliscy przejścia pierwszej fazy eliminacyjnej. Pokonali dwie ekipy – Tonga i Wyspy Cooka. Wyprzedziła ich tylko drużyna Samoa. Zmobilizowali się po tym, jak na całym świecie ich wyśmiewano. Rekord ten utrzymywał się do lipca 2015 roku. Wtedy to reprezentacja Fidżi pokonała Mikronezję 38:0 w Igrzyskach Pacyfiku. Kilka dni później Vanuatu wygrało z nimi jeszcze więcej. 46:0. Bramkarz otwarcie przyznał dziennikarzowi Guardiana, że pierwszy raz na tej pozycji zagrał trzy tygodnie wcześniej. 0:30 z Tahiti, 0:38 z Fidżi, 0:46 z Vanuatu. Da się być gorszym od Samoańczyków. Piłkarze tej reprezentacji odetchnęli z ulgą. Od tamtej chwili nie byli już najgorsi.

6

0

@rasta212 Maz absolutną racje. Mnie z kolei bardzo jest miło że ty szanowny użytkowniku doceniasz czyjś większy czy mniejszy trud. Bardzo ci dziękuje za te słowa. Jeśli wyrażasz taką wole, to będe cie oznaczać od czasu do czasu a być może w przyszłości cały czas?

9

Żywe legendy rodzimego futbolu:

11 kwietnia 1963 r. urodził się Waldemar Fornalik. Człowiek-legenda Ruchu, „Waldek King”, wieloletni zawodnik i trener Niebieskich, którego chorzowscy kibice do dziś darzą ogromnym szacunkiem. Obecnie ze świecą szukać piłkarza, który byłby tak przywiązany do barw klubowych, by spędzić w nim całą karierę. Waldemar Fornalik występował na pozycji obrońcy – jako stoper lub po lewej stronie, czasem jako defensywny pomocnik. Choć rozegrał w lidze 233 mecze (zdobył 4 bramki), to nie przełożyło się to na grę w najważniejszej drużynie w kraju – reprezentacji Polski. Życie napisało dla niego inny scenariusz. Fornalik raz przywdział koszulkę z orzełkiem na piersi, ale było to spotkanie nieoficjalne. W 1993 roku PZPN wysłał do Stanów Zjednoczonych... drużynę Ruchu, która 29 września wystąpiła w sparingu z Meksykiem (0:0, k. 4-3) pod szyldem… Polski B. Zgodę na to wydał ówczesny selekcjoner pierwszej reprezentacji Andrzej Strejlau. Mecz rozegrano na ,,Coliseum Stadion” w Oakland. W polskim zespole pojawili się m.in. Piotr Lech, Jacek Bednarz, Michał Probierz i Dariusz Gęsior. W reprezentacji Fornalik zadebiutował po wielu latach ale jako selekcjoner. Został nim 10 lipca 2012 roku. Na pierwszy mecz w nowej roli czekał do 15 sierpnia. Nie wypadł on okazale. Biało-czerwoni przegrali w kiepskim stylu towarzyskie starcie z Estonią (0:1) na ,,A. Le Coq Arena” w Tallinie. Fornalik pracował z reprezentacją przez ponad rok. Głównym celem był awans do mistrzostw świata w Brazylii w 2014 roku. Tej misji „Waldek King” i spółka nie zdołali podołać. Po raz ostatni w roli trenera drużyny narodowej wystąpił 15 października 2013 roku w spotkaniu z Anglią (0:2) na stadionie Wembley w Londynie, które zakończyło nieudane eliminacje mundialu. Polska zajęła dopiero czwarte miejsce w grupie. Po nieudanej przygodzie z kadrą – choć tu głosy są podzielone – wydawało się, że kariera trenerska Fornalika niechybnie dobiegnie końca. Jednak ci, którzy przedwcześnie skreślali go jako szkoleniowca, musieli posypać głowy popiołem. Trener nie czuł się wypalony. Wrócił do Ruchu Chorzów (pracował w nim już wcześniej), a potem przeniósł się do Gliwic. I to był strzał w dziesiątkę. Z Piastem sięgnął w 2019 roku po mistrzostwo Polski. ,,Gdybym tego głodu nie czuł, nie byłoby tego wszystkiego, co wydarzyło się po reprezentacji. U nas często pokutuje takie przekonanie, że trener koło sześćdziesiątki to już jest stary trener. (...) Dzisiaj często jesteśmy zachwyceni tym, że młody trener ma ileś tam lat a nie patrzymy na doświadczenie i na to, kto jak pracuje. Oczywiście nie ma reguły, nie chcę nikogo krytykować ani nikomu ubliżać”- wypowiadał się pan Waldemar. Fornalik stał się więc ponownie „Waldkiem Kingiem”. Czas pokaże, jak potoczy się jego kariera trenerska. Jedno nie ulega wątpliwości – ten szkoleniowiec nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Sukcesy: Mistrz Polski z Ruchem Chorzów jako piłkarz (1989) 3. miejsce w I lidze (ekstraklasie) z Ruchem Chorzów jako piłkarz (1983) Mistrz Polski z Piastem Gliwice jako trener (2019) Wicemistrz Polski z Ruchem Chorzów jako trener (2012) 3. miejsce z Ruchem Chorzów jako trener (2010) 3. miejsce w ekstraklasie z Piastem Gliwice jako trener (2020)

@Adran360
@Arkon
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@NeroTFP1
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Legendy polskiego sportu:

11 kwietnia 1911 r. urodził się Ryszard Koncewicz, polski piłkarz, trener, działacz piłkarski, selekcjoner reprezentacji Polski, żołnierz. Ryszard Koncewicz przyszedł na świat siedem lat przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości. Z całą rodziną mieszkał na Łyczakowie we Lwowie, niedaleko miejsca nazywanego dzisiaj Cmentarzem Orląt Lwowskich. Był niewysokim mężczyzną, 162 centymetry wzrostu. Na obrońcę się nie nadawał, ale na rozgrywającego jak najbardziej. Został juniorem polskiego klubu piłkarskiego Lechia Lwów. Występował w nim aż do wybuchu drugiej wojny światowej. Jak tylko rozpoczęła się agresja Niemiec na Polskę zaciągnął się do wojska. Został wcielony do 40. pułku Piechoty Dzieci Lwowskich. Uzyskał stopień podpułkownika. Skierowano go do obrony Warszawy. Po jej kapitulacji trafił do niewoli. Do końca wojny przebywał w kilku obozach jenieckich. W oflagu IIC Woldenberg założył konspiracyjny klub piłki nożnej, KS Lwów. „Zawsze mówił ze swadą, posługując się piękną polszczyzną, z delikatnym lwowskim akcentem. Była to naprawdę osobowość wyjątkowa” - pisał Michał Listkiewicz, członek Stowarzyszenia Woldenberczyków. Po zakończeniu działań wojennych rozpoczął pracę szkoleniową. W roku 1945 miał już 34 lata. Był to moment, w którym wybrał pracę trenera. Nie chciał rozstawać się z piłką nożną. Jego celem było stworzenie - jak byśmy dzisiaj powiedzieli - „narodowego modelu gry”. Tak ocenił Koncewicz jakość pracy szkoleniowej w polskiej piłce nożnej na silesiasport.pl: „Liczyli na szczęście lub przypadek. Tak grać nie wolno. Trzeba zawsze prowadzić otwartą grę”. Pracował w Ruchu Chorzów. Zdobył z nim mistrzostwo Polski w 1951. Później przeszedł do Polonii Bytom, z którą w 1954 wywalczył tytuł mistrza naszego kraju. Jednak jego nowatorskie, ale z drugiej strony ostre, metody pracy nie znalazły uznania w oczach podopiecznych. Mimo niewątpliwych sportowych sukcesów. „Bardzo wymagający trener miał, w opinii zawodników, trudny charakter. Z Polonii został wydalony za względu na skargi piłkarzy w zarządzie. Czuli się przez niego strofowani i atakowani” - można było przeczytać na silesiasport.pl. Na szczęście władze innych klubów nie przestraszyły się tej opinii.

W roku 1956 przeszedł do Legii Warszawa, z którą wygrał ligę oraz zdobył puchar kraju. Później trenował jeszcze Gwardię Warszawa. W niej zakończył współpracę z klubami. W roku 1948, z racji nowatorskiego podejścia do kwestii szkoleniowych oraz organizacyjnych, został zaproszony do współpracy przez ówczesnego selekcjonera Polski Wacława Kuchara. Połączenie pracy w reprezentacji z działalnością w klubach wyszło tylko na dobre. W roku 1950 po raz pierwszy prowadził drużynę narodową samodzielnie. Władze naszej piłki poszły za ciosem i powołały Koncewicza na szefa Rady Trenerów Związku. Od tego czasu był jeszcze ośmiokrotnie proszony o zajęcie się zespołem narodowym. Pracował z przerwami aż do roku 1970. Był coraz bliżej stworzenia profesjonalnego systemu zarządzania drużyną narodową. Strzałem w przysłowiową dziesiątkę było prowadzenie zespołów klubowych i reprezentacji w tym samym czasie. Koncewicz dostrzegł wszystkie bariery we współpracy terenu z reprezentacją. Tak wypowiadał się, o problemach jakie napotkał, w książce „Piłka Nożna” autorstwa Stefana Grzegorczyka, Jerzego Lechowskiego oraz Mieczysława Szymkowiaka: „Ujemny wpływ na pracę selekcjonera wywierają nie najlepiej układające się stosunki na linii klub – reprezentacja. Mimo słownych deklaracji trenerów klubowych o uznaniu priorytetu reprezentacji, dla wielu z nich nadal bliższe są interesy własnego klubu. Trzeba też powiedzieć, że właściwą selekcję utrudnia wciąż nie najlepsza praca zawodników w zespołach klubowych. Dla potrzeb reprezentacji jest to za mało”. Drugą bolączką była postawa samych reprezentantów na zgrupowaniach. Trener jako osoba hołdująca twardym zasadom, postanowił to zmienić. Udało się to po sławnej „Aferze Kuflowej”. W roku 1962 Polska przegrała mecz z wicemistrzami świata Czechosłowacją (1:2). Po nim wszyscy udali się na obiad. Czołowa gwiazda naszej drużyny Ernest Pohl do posiłku zamówił dwa piwa. Koncewicz poprosił kelnera o odniesienie ich do baru. Pohl jednak zapłacił i wypił na oczach całej drużyny. W dodatku skomentował całe zajście: „Jestem dorosły i nikt nie będzie zabraniał mi wypicia po meczu butelki piwa. Dzieci i ryby głosu nie mają”. Selekcjoner nałożył na niego trzymiesięczną dyskwalifikacje. Ale to nie był koniec. Ówczesnym prezesem PZPN był Marian Ryba, który wziął te słowa do siebie. Pohl nie zagrał w drużynie narodowej przez kolejne dwa lata. „Mało kto pamięta, że przed erą Górskiego był Koncewicz’" - wspominał Jerzy Engel na silesiasport.pl. Pod koniec lat sześćdziesiątych Koncewicz pomału kończył już wielokrotną współpracę z drużyną Polski. Selekcjonerem reprezentacji U21 został Kazimierz Górski. „Koncewicz zawsze wiedział czego chce, jak trzeba pracować w klubach i w PZPN, ale bardzo często napotykał, z różnych względów, bariery nie do sforsowania. Przetarł jednak szlaki innym. Niemal wszyscy zawodnicy, z których korzystał później Górski wyszli spod jego ręki (…) Kostka, Oślizło, Anczok, Deyna, Maszczyk, Ćmikiewicz, Szołtysik, Lubański, Gadocha” - wspominali autorzy w książce „Piłka Nożna”. Koncewicz do roku 1980 był wiceprezesem PZPN ds. szkolenia. W historii naszej reprezentacji jest rekordzistą.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360

11

Feliz cumpleaños panie Thiago!

11 kwietnia 1991 r. urodził się Thiago Alcantara. Z pochodzenia jest Brazylijczykiem, jego ojciec Mazinho zdobył z Canarinhos mistrzostwo Świata w 1994 r. W tym samym roku cała rodzina przeniosła się do Hiszpanii, gdzie Mazinho jeszcze przez kilka lat grał w piłke a synowie przyjęli hiszpańskie obywatelstwo. Thiago był wyróżniającym się zawodnikiem młodzieżowych drużyn Blaugrany i już w wieku 18 lat zadebiutował w pierwszym zespole. Wszyscy wiemy kto pozwolił mu zadebiutować w FC Barcelonie i jak potoczyły się dalej jego losy…

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

13

Wilimowski ,,otworzył” sezon 1938:

Inauguracja sezonu wypadła w Niedziele Palmową 10 kwietnia. Początek wyznaczono na 16.30 a przeciwnikiem ,,Niebieskich” był Śmigły Wilno. Na trybunach przy ulicy Cichej zgromadziło się około 3 tys. widzów, co jak na Ruch było dość przeciętnym wynikiem. Warto jednakże zaznaczyć iż tego dnia była bardzo niesprzyjająca pogoda. Opady śniegu z deszczem i przenikliwe zimno nie zachęcały do przyjścia na stadion. Powszechnie spodziewano się łatwego i wysokiego zwycięstwa gospodarzy. Tymczasem początek był zgoła sensacyjny. Już w drugiej minucie wilnianie po składnym zagraniu ataku zdobyli gola. ,,Niebiescy” ruszyli do ataku i po chwili Wilimowski w swoim stylu wyrównał. Dalsza część pierwszej połowy przebiegała pod dyktando gospodarzy, którzy po strzale głową Peterka po rzucie rożnym objęli prowadzenie 2:1. Jednakże goście jeszcze przed przerwą zdołali wyrównać i po 45 minutach wynik brzmiał 2:2. W drugiej połowie z każdą minutą rósł napór Ruchu. Niesamowite rzeczy w bramce gości wyczyniał bramkarz Czarski, który obronił kilkanaście strzałów ,,Niebieskich”. Na początku drugiej odsłony meczu obronił rzut karny egzekwowany przez Peterka. Dopiero w końcówce spotkania rozwiązał się worek z golami a te gole zdobyli: Wilimowski z podania Wiechoczka, Peterek po główce przy rzucie wolnym Giemzy i na sam koniec po pięknej dwójkowej akcji z Wodarzem, ponownie Wilimowski. Ostatecznie Ruch wygrał 5:2 i rozpoczął marsz po kolejne mistrzostwo Polski.

@Adran360
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@NeroTFP1
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

1

@Adran360 Wiem ale chodzi mi głównie o frustracje piłkarzy, którzy nie są w stanie wygrać niczego z drużyną, nawet mistrzostwa Polski, a co niektórzy, jak Kacper Tobiasz, zasługuja na znacznie więcej niż tylko mistrzostwo czy Puchar Polski...

1

No to ja się wcale nie dziwie że najlepsi bramkarze i wogóle piłkarze Legii opuszczają klub na rzecz silniejszego za granicą...

12

Na kłopoty Messi:

10 kwietnia 2013 r. FC Barcelona zremisowała na Camp Nou z PSG 1:1 w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. W rewanżu szala przechylała się na korzyść PSG, gdy na boisko został posłany kulawy Messi, który na jednej nodze wprowadził Barçe do półfinału. To był wspaniały czas ,,La Pulgi”. Bez niego na boisku, w końcówce pierwszego i na początku drugiego meczu, paryżanie wygrali z Katalończykami 3:1, z Messim przegrali 0:2. Blaugrana szósty raz z rzędu dotarła do półfinału Ligi Mistrzów. Gole w meczu zdobyli: Pedro(71 minuta) oraz Pastore(50 minuta).

@Sysia11
@siwykrb
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360

0

@Maoao Słuchajcie no kochani cules, teoretycznie rozumiem wasze obawy, jednak...
Po pierwsze: niemiecki trener a zwłaszcza Hans Flick(ogromne doświadczenie i zdobyty jako drugi trener po Guardioli sekstet) to bardzo szczwana bestia i nie można go w jakikolwiek sposób porównywać z Ernesto Valverde. To trener, który bardzo szybko i bardzo rozsądnie reaguje na sytuacje meczowe a do tego potrafi zrobić coś z niczego. Przykładem jest Raphinia a zwłaszcza Ferran Torres. Czerwona kartka zatem nie bedzie tragedią dla Flicka a wręcz wprost przeciwnie, będzie wodą na młyn...
Po drugie: W moim mniemaniu absolutnie nie można porównywać Borussi do Liverpoolu jeden do jednego! Liverpool w historii zawsze stał na nieco wyższym poziomie od Borussi, zwłaszcza w defensywie...
Uważam że obecna Borussia nawet w połowie nie ma takiej jakości jak za czasów Lewandowskiego, Błaszczykowskiego i Piszczka, więc nie bedzie miała większych argumentów na odrobienie strat z Barcelony...

2

@Safrani No ja niestety nie miałem jeszcze jakiejkolwiek możliwości oglądania tego spektaklu na antenie Canal+

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?