1

@Mixtape Obawy w pełni uzasadnione. Po pierwsze już nie raz ,,Prześcieradła" odrabiali takie straty a po drugie atmosfera Estadio Santiago Bernabeu robi swoje plus niejednokrotnie przychylność arbitrów. Obstawiam dogrywke a w najgorszym wypadku rzuty karne, które Kurtła może wybronić...

1

@Vurt To znaczy ja pamiętam ten mecz bo byłem na tym meczu w knajpie ale zapomniałem na śmierć że to był półfinał. Ostatnio były tak chude lata że wydawało mi się że ostatni półfinał był za ,,Lucho" a jednak okazuje się że nie!

1

@Vurt O cie Florek! Rzeczywiście ten blamaż z Liverpoolem to był półfinał Ligi Mistrzów. Na śmierć zapomniałem że to to był półfinał!!! Dzięki śliczne za sprostowanie

0

@chavez Nie mam pojęcia co to znaczy? Jakaś chińszczyzna!

0

@qbsonFCBarca Uważasz że Benfike i Borussie można stawiać w jednym rzędzie z Bayernem Monachium, Arsenalem czy wreszcie Interem Mediolan? Bo ja uważam że to conajmniej półka wyżej...

0

@Vurt Czyżbym się aż tak pomylił? Wydaje mi się że własnie Za Luisa Enrique graliśmy ostatni półfinał...?

8

Remontada Blaugrany:

16 kwietnia 1986 r. FC Barcelona dokonuje remontady, odrabia straty z pierwszego meczu i pokonuje IFK Göteborg 3:0 w półfinale Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Hattrickiem w tym spotkaniu popisał się Pichi Alonso, lecz bohaterem został Urruti, o czym za chwile. Ponieważ w pierwszym meczu Szwedzi również wygrali 3:0, o awansie zadecydowały rzuty karne, które Katalończycy wygrali 5:4. Na Camp Nou zasiadło wówczas 100 tysięcy ludzi a cena najtańszych biletów odpowiadała dzisiejszym czterem euro dla socios i siedmiu euro dla pozostałych kibiców. Niemiec Schuster z początku nie był powołany na ten mecz z powodu gorączki ale ostatecznie prosto z łóżka udał się na stadion i zagrał w podstawowym składzie. Najlepszy mecz dla Barçy rozegrał Pichi Alonso, który strzelił 3 gole dające dogrywke i rzuty karne a w nich bramkarz Urruti obronił decydującą ,,jedenastke” Nilsona, która mogła dać awans IFK a następnie sam strzelił gola! Błąd Mordta i gol Victora Muñoza dały szczęśliwą przepustke do finału. ,,Jeżeli nasz dwumecz byłby podstawą opowiadania, to edytor wyrzuciłby je do kosza, uważając iż finał historii jest zbyt wydumany”- podsumował ,,dramatyczny spektakl” trener Katalończyków Terry Venables.

Przeżyjmy to jeszcze raz:



@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

0

Szanowni cules, z jednej strony trzeba się bardzo cieszyć z awansu do półfinału Ligi Mistrzów, gdyż ostatni półfinał miał miejsce równo 10 lat temu, kiedy... sięgneliśmy po Lige Mistrzów! Z drugiej jednak strony, po wczorajszej porażce i chwilami tragicznej grze, nie ma żadnych argumentów na wygranie Ligi Mistrzów. Ba! po dwóch ostatnich meczach przepchniętych po samobujach w La Liga nie ma nawet argumentów żebyśmy awansowali do finału Ligi Mistrzów. Czy pan Hans Dieter Flick okaże się przysłowiowym cudotwórcą i wprowadzi nas przynajmniej do finału tych elitarnych rozgrywek? Bardzo byśmy sobie wszyscy cules tego życzyli, jednak póki co: jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma...

7

@FCBparasiempre
15 kwietnia 1960 r. urodził się Marek Filipczak, napastnik, mistrz Polski z 1982. Gdy wiosną 1983 Widzew w pierwszym meczu ćwierćfinału Pucharu Mistrzów pokonał w Łodzi Liverpool 2:0, niespodzianka wisiała w powietrzu. Rewanż w Anglii zaczął się jednak dla Widzewa najgorzej jak mógł. W 15 minucie w szesnastce niefortunnie ręką zagrał właśnie Filipczak. Rzut karny dla gospodarzy i 1:0. Widzew wyrównał po karnym Tłokińskiego za faul na Włodku Smolarku. Gospodarze do awansu nagle potrzebowali jeszcze aż 3 goli. Na początku drugiej połowy Widzew prowadził już 2:1! I to była właśnie bohaterska rola Filipczaka. Tym razem dostał piłke z głębi pola od Tadeusza Świątka i prawą stroną sprintem ruszył na bramke w natrętnym towarzystwie Alana Kennedy’ego; tego samego, który nastrzelił go w ręke w 15 minucie. Tym razem Anglik nie miał szans by go powstrzymać. ,,Myślałem tylko o tym że musi być z tego gol. Próba ogrywania bramkarza była ryzykowna, zwłaszcza że skrócił kąt. Widziałem też że Smolarek biegnie środkiem i będzie miał praktycznie pustą bramke. Dostał ode mnie piłke i trafił!”- relacjonował Filipczak. Tak zapisywał się w historii Widzewa. Nawet gdy już opuścił Łódź i grał w innych polskich klubach, nawyki niezłomnego widzewiaka zostały mu we krwi. Na treningu potrafił docisnąć kolegę tak że trzeszczały kości i pękały ortaliony. ,,Nie oszczędzał mnie, nie było zmiłuj: ,,Młody, ucz widzewskiego charakteru, przyda ci się w życiu.” I rzeczywiście się przydawał, jestem mu za te ,,widzewskie” lekcje wdzięczny”- opowiada Jerzy Brzęczek, który jako nastolatek zetknął się z Filipczakiem w Olimpii. Choć był ważnym piłkarzem Widzewa, miał typowy dla widzewskiej drużyny charakter i należał do bohaterów z Anfield, to jednak dość szybko się z tym klubem rozstał. Spędził w nim tylko 3 lata a potem na solidnym poziomie grał jeszcze przez wiele sezonów. ,,Grałem w trzecioligowej Polonii Warszawa, był chyba mecz z Borutą w Zgierzu. Wygraliśmy 5:0, strzeliłem pierwszego gola. Akurat oglądał mnie Zbigniew Tąder, trener młodzieży z Widzewa, znany z wyszukiwania dobrze rokujących zawodników dla łódzkiego klubu”- opowiada pan Marek. Kilka dni później był na lekcjach w szkole, gdy przyszła wiadomość że musi pilnie jechać do Łodzi. Chciał z nim osobiście porozmawiać prezes Sobolewski. Grający do tej pory na trzecioligowym poziomie 21-letni piłkarz po takiej informacji z trudem mógł pozbierać myśli. Widzew był topowym klubem, już pokazał się w Europie, zdobywał właśnie swoje pierwsze mistrzostwo Polski. Oczywiście Filipczak do Łodzi pojechał, nie było się nad czym zastanawiać. ,,Spotkanie z prezesem trwało zaledwie 2 minuty. Pan Sobolewski spojrzał na mnie uważnie, chwilę pomilczał i rzucił: ,,Dobrze wyglądasz, może być z ciebie niezły piłkarz:. Zaprosił mnie na pierwszy trening przed nowym sezonem a współpracownikom polecił by załatwili wszystkie kontraktowe formalności. Klamka zapadła, zostałem piłkarzem Widzewa! Znajomi pukali się w głowę. ,,Filpczak idzie do Widzewa? Serio? Eee, gdzież on tam sobie poradzi…”. Takie słyszałem komentarze. Moja mama też nie dowierzała a mnie bardzo pasowała wyprowadzka z domu. Mieszkaliśmy w 5 osób na 60 metrach. Wiem ze ludzie muszą często żyć na mniejszym metrażu ale jeżeli była okazja na przenosiny to chciałem skorzystać. Transfer do Widzewa był mi więc na ręke z wielu powodów”- relacjonował Filipczak. W mistrzowskim Widzewie trudno było się odnaleźć jakiemukolwiek nowicjuszowi z trzeciej ligi. Przecież grały w nim takie asy jak Żmuda, Boniek czy Smolarek. Przed nowym sezonem klub nie ograniczył się tylko do sprowadzenia nikomu nieznanego Filipczaka. Przyszedł też Lonka, ważny ofensywny gracz Polonii Bytom, który w Widzewie kompletnie się nie odnalazł i to właśnie za niego Filipczak najpierw wchodził w końcówkach. W tej roli został bohaterem meczu z Bałtykiem Gdynia. Wcześniej zaliczył tylko kwadrans z Legią. W Gdyni tez wystąpił kilkanaście minut i zaraz po wejściu strzelił wyrównującego gola. Pierwszy raz w pierwszym składzie pojawił się w meczu z Lechem, gdzie dwa razy pokonał Piotra Mowlika a Widzew wygrał 2:0! W istotny sposób zapisał się w szalonym starciu z Legią w Warszawie, w którym dwa razy trafił do siatki. Widzewiacy prowadzili 2:0 i 3:2 ale ostatecznie przegrali 3:5. Później Filipczak strzelał gole w zwycięskich meczach Szombierkom, Pogoni i Śląskowi ale na koniec panami sytuacji byli wrocławianie. To był ten słynny finisz sezonu, kiedy w ostatnim meczu Śląsk przegrał u siebie z Wisłą 0:1 a Tadeusz Pawłowski nie wykorzystał rzutu karnego, co decydowało o zaprzepaszczeniu szansy na mistrzostwo. W związku z tym Widzew do obrony tytułu potrzebował wyjazdowego remisu z Ruchem Chorzów. Przegrywał przy Cichej 0:1 i wyrównał Filipczak. Razem ze Smolarkiem z 10 golami był najlepszym snajperem Widzewa. W następnym sezonie zespół świetnie radził sobie w Pucharze Europy. Zanim w ćwierćfinale odprawił z kwitkiem Liverpool, w pierwszej rundzie zmierzył się z maltańskim Hiberniansem. Kwestia awansu rozstrzygnęła się już na Malcie. Łodzianie wygrali 4:1 a Filipczak ustrzelił pierwszego hattricka w europejskich pucharach w historii Widzewa. W półfinale Widzew grał z Juventusem. W Turynie Filpczaka zabrakło ponieważ leczył kontuzje. ,,Graliśmy z Lechem w Poznaniu i już na początku meczu skręciłem noge, trzeba było ja zagipsować. Do meczu z Juventusem było 10 dni. Nie miałem szans żeby w nim zagrać. Za to na rewanż chciałem za wszelka cene być gotowy, choć ciągle dużo ryzykowałem. Zagrałem ale do przerwy przegrywaliśmy 0:1. Prawdopodobieństwo że w drugiej połowie strzelimy co najmniej 4 gole i awansujemy do finału, radykalnie zmalało. Dlatego w szatni sam poprosiłem o zmiane żeby nie pogłębić urazu. Dobrze zrobiłem bo i tak parę lat mi zajęło żeby znowu swobodnie grać lewą nogą”- opisuje pan Marek. Dlaczego w końcu rozstał się z Widzewem? ,,Przyszedł Darek Dziekanowski. Było nas pięciu do grania w ataku a ja trzeci rok miałem gorszy bo nie mogły się ode mnie odczepić kłopoty zdrowotne. Z kolei bardzo zabiegał o mnie trener Waligóra w Bałtyku Gdynia, no i Widzew się zgodził. Odszedłem, choć nie miałem na to najmniejszej ochoty, zresztą po pierwszym dniu chciałem wracać ale skoro Widzew już mnie nie chciał, inaczej ułożyłem sobie dalszą karierę. Po Gdyni był Mielec a potem Poznań”- podsumowuje Filipczak. Na koniec kariery całkiem solidnie pograł jeszcze w lidze norweskiej. Dobrze się tam zaadoptował, więc został i mieszka do dziś.

4

9

Pamiętamy!

Wielki Górnik:

22 kwietnia 1970 roku Górnik Zabrze, jako jedyny w historii polski klub piłkarski, awansował do finału europejskiego pucharu. Zabrzanie w trzecim meczu półfinałowym pokonali AS Romę dzięki... rzutowi monetą i awansowali do finału Pucharu Zdobywców Pucharów. Górnik Zabrze po raz ostatni mistrzem Polski został w 1988 roku. Łącznie zabrzanie tytuł najlepszej drużyny w kraju wywalczyli aż 14 razy. I choć w XXI wieku kibice klubu ze Śląska dwukrotnie musieli przełknąć gorycz spadku z Ekstraklasy, a najwyższym miejscem na koniec sezonu jest czwarte sprzed dwóch lat, Górnik pozostaje jednym z najważniejszych klubów w naszym kraju. Również za sprawą pięknej historii. W latach 60. zabrzańska jedenastka nie miała sobie równych w kraju. Od 1963 do 1968 roku nieprzerwanie zdobywała mistrzowski tytuł. W 1969 roku zabrzanie ustąpili pola warszawskiej Legii, ale sięgnęli po Puchar Polski, dzięki czemu zyskali prawo gry w nieistniejącym już Pucharze Zdobywców Pucharów, wówczas drugich najważniejszych rozgrywkach w europejskiej piłce klubowej. Zespół dowodzony przez trenera Michała Matyasa tworzyły legendy polskiego futbolu, z Włodzimierzem Lubańskim na czele. Znakomitych zawodników nie brakowało zresztą w żadnej formacji. Dostępu do bramki bronił legendarny Hubert Kostka, a obroną dowodzili kapitan Stanisław Oślizło i późniejszy filar "Orłów Górskiego" Jerzy Gorgoń. W pomocy brylował Zygfryd Szołtysik, a ze skrzydła piłki Lubańskiemu dogrywał Jan Banaś. Zabrzanie nie byli nowicjuszami na europejskich arenach. Dwa lata wcześniej dotarli do ćwierćfinału Pucharu Europejskich Mistrzów Krajowych, czyli poprzednika Ligi Mistrzów.

Walkę w PZP rozpoczęli od pewnego wyeliminowania Olympiakosu Pireus. W Grecji zremisowali 2:2, mimo że prowadzili dwoma golami, by w rewanżu nie pozostawić rywalom złudzeń. Zabrzanie wygrali aż 5:0, a bohaterem dwumeczu był pomocnik Erwin Wilczek, który łącznie zdobył trzy bramki. W listopadzie 1969 roku Górnik mierzył się z innym znanym zespołem. Zabrzanie oba mecze z Glasgow Rangers wygrali po 3:1, a skutecznością popisywał się Lubański, który trzykrotnie pokonywał szkockiego bramkarza. Ćwierćfinałowym rywalem Polaków był natomiast Lewski Sofia, który postawił Górnikowi ciężkie warunki w obydwu marcowych spotkaniach. W Bułgarii to gospodarze zwyciężyli 3:2, jednak na Stadionie Śląskim w Chorzowie lepsi okazali się zabrzanie, którzy po golach Lubańskiego i Banasia wygrali 2:1. Dzięki większej liczbie bramek zdobytych na wyjeździe do półfinału awansował Górnik, którego kolejnym rywalem miała być słynna AS Roma, prowadzona przez uważanego wówczas za najlepszego trenera na świecie Helenio Herrerę. Wspomniana zasada goli na wyjeździe sprawiła zresztą, że... piłkarze i kibice Górnika przez chwilę byli przekonani o tym, że to rzymianie awansowali do wielkiego finału. Jak do tego doszło? 1 kwietnia 1970 roku w Rzymie padł remis 1:1, a drogę do włoskiej bramki znalazł Banaś. Dwa tygodnie później na wypełnionym po brzegi Stadionie Śląskim zasiadło 100 tysięcy kibiców spragnionych historycznego awansu polskiej drużyny do finału europejskiego pucharu. Niestety, już w jedenastej minucie na prowadzenie wyszli przyjezdni. Kostka obronił rzut karny wykonywany przez słynnego później trenera Fabio Capello, jednak wobec dobitki Włocha był już bezradny. Decyzja hiszpańskiego arbitra Ortiza de Mendebila o podyktowaniu jedenastki po starciu Rainera Kuchty z Elvio Salviorim była zresztą kontrowersyjna, a pogodzić się z nią nie mógł ówczesny prezes Górnika Erwin Wyra. ,,Niech Pan zobaczy, jak reagują kibice. Jeśli to się tak skończy, nie będziemy mogli Pana obronić” - miał powiedzieć Hiszpanowi w przerwie meczu.

Napór Górnika trwał, ale piłka nie chciała wpaść do włoskiej siatki. Wyrównać udało się dopiero w 90. minucie, po tym jak Lubański wykorzystał rzut karny. Gorgoń został sfaulowany w okolicach linii pola karnego. Hiszpański sędzia zastanawiał się, czy podyktować rzut wolny, czy też karny. Na jego decyzję wpłynął... Wilczek, który zaprowadził arbitra za rękę i postawił piłkę na jedenastym metrze. Celny strzał Lubańskiego dał upragnioną dogrywkę. Legendarny napastnik już w czwartej minucie tej części meczu pokazał klasę. Lubański trafił do siatki niemal z zerowego kąta, przy linii autowej. Niemal cały stadion (za wyjątkiem ponad dwóch tysięcy kibiców z Włoch) wpadł w euforię, jednak była ona przedwczesna. Już w doliczonym czasie gry do wyrównania doprowadził Francesco Scaratti, a wielu polskich fanów zaczęło opuszczać trybuny, będąc przekonanymi o awansie Włochów. ,,Myśleliśmy, że odpadliśmy”- wspominał po latach Włodzimierz Lubański. Wszyscy, łącznie ze stadionowym spikerem byli bowiem przekonani, że rzymianie przeszli dalej dzięki dwóm wyjazdowym bramkom. Zasada "podwójnie liczonych" wyjazdowych goli nie miała jednak wówczas zastosowania w przypadku bramek zdobytych w dogrywce, co oznaczało, że obie ekipy muszą spotkać się raz jeszcze, na neutralnym gruncie. 22 kwietnia 1970 roku jedenastki Górnika i Romy wyszły na boisko stadionu w Strasbourgu, aby ostatecznie rozstrzygnąć losy awansu do finału. Nie wszystko we Francji udawało się po myśli zabrzańskich graczy. ,,Przed wyjazdem na mecz czekaliśmy dwie godziny na autokar, a on nie przyjeżdżał... „- wspominał Oślizło. Okazało się, że kierowca... zapomniał o polskiej drużynie, chociaż funkcjonowała teoria, że "pomógł" w tym uwielbiający gry psychologiczne z rywalami Herrera. Na szczęście, Polacy w końcu dotarli na Stade de la Mainau. Ze względu na awarię oświetlenia spotkanie przerwano już w pierwszej minucie. Piłkarze wrócili do gry, a zabrzanie objęli prowadzenie w 40. minucie po golu Lubańskiego zza pola karnego. Niestety, w drugiej połowie znowu dał o sobie znać arbiter, tym razem Francuz Roger Machin, który w 56. minucie podyktował problematyczną jedenastkę. Polakom wydawało się, że przewinienie miało miejsce przed polem karnym. Capello wykonał jednak rzut karny. Niestety, tym razem Włoch się nie pomylił. Zabrzanie w przekroju całego meczu przeważali. Podobnie było w dogrywce, jednak więcej bramek kibice w Strasbourgu już nie zobaczyli. O awansie do finału zadecydował więc... rzut monetą. Machin zaprosił do siebie kapitanów obu drużyn. Ostatecznie Oślizło postawił na reszkę, co okazało się szczęśliwym wyborem. Kilkadziesiąt sekund później cały polski zespół mógł zaczął świętowanie.

@wlodek54
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Adran360

11

,,Żabojady ugotowane”:

Dokładnie 10 lat temu FC Barcelona pokonała na wyjeździe PSG 1:3 w pierwszym ćwierćfinałowym meczu Ligi Mistrzów. W meczu tym w ekipie gospodarzy zabrakło Ibrahimovicia, który w rewanżu z Chelsea dostał czerwoną kartke. Kluczowym momentem spotkania była kontuzja Thiago Silvy z 21 minuty, lidera obrony gospodarzy. Zmienił go pauzujący długo David Luiz, który stał się najsłabszym punktem obrony PSG. Luis Suarez znakomicie wyczuł co w trawie piszczy i stale ustawiał się na pojedynki z Brazylijczykiem. Efektem były 2 gole Urugwajczyka i zwycięstwo Blaugrany. Trzeciego gola a w zasadzie pierwszego w kolejności zdobył Neymar.

@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

11

Legendy Blaugrany:

15 kwietnia 1941 r. urodził się Josep Maria Fuste Blanch, pomocnik, jedna z legend FC Barcelony oraz były szef sekcji weteranów Blaugrany. W wieku 20 lat został wypożyczony do Osasuny, gdzie zaliczył swój debiut w Primera Division. Jego kariera na środku pomocy Barçy trwała 10 lat i zaowocowała dwoma Pucharami Miast Targowych oraz trzema Pucharami Króla. Z reprezentacją Hiszpanii zdobył też mistrzostwo Europy w 1964 r. Po zakończeniu kariery został zawodnikiem a następnie trenerem i ostatecznie szefem drużyny weteranów, która regularnie grała mecze pokazowe, w tym także poza granicami Hiszpanii.

@Stinger_
@Safrani
@rasta212
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360

0

@Zip Dzisiaj napewno! Chociaż przed 15 kwietnia 1916 r. nic na to nie wskazywało...

14

Historia niesprawiedliwości:

15 kwietnia 1916 r. FC Barcelona opuściła boisku kwestionując decyzje sędziego. Działo się to w czwartym półfinałowym meczu o Puchar Króla z FC Madrid. Po jednym zwycięstwie każdej ze stron u siebie(stosunek bramkowy, ani też gole na wyjeździe nie miały wtedy znaczenia) w Madrycie padł remis… 6:6(!) po dogrywce. Dwa dni później obie drużyny spotkały się ponownie w Madrycie. Przy stanie 3:2 w dogrywce dla FC Madrid(późniejszy Real), sędzia uznał kolejnego gola gospodarzom lecz Blaugrana domagała się odgwizdania faulu na ich bramkarzu Bru, który został odepchnięty i nie mógł interweniować. Piłkarze Barçy w proteście zdecydowali się zejść z boiska i w efekcie sędzia zakończył mecz wynikiem 4:2. Trzeba również pamiętać że przed meczem FC Barcelona zaprotestowała przeciwko obecności w składzie rywali Zabalo, który nie grał w poprzednich meczach. Według Katalończyków był on zawodnikiem Realu Union de Irun, więc nie powinien znaleźć się na boisku. Sędzia Berraondo jednak nie miał żadnych zastrzeżeń i pozwolił zawodnikowi grać. Z powodu tego incydentu Hiszpańska Federacja Piłki Nożnej zabroniła drużynom z Madrytu rozgrywania spotkań w Copa del Rey a Duma Katalonii powróciła do tych rozgrywek dopiero w edycji 1918/19. Na koniec przytocze wypowiedź legendarnego Paulino Alcantary, który tak oto wspominał w swoim pamiętniku półfinałowe starcia: ,,Graliśmy przez ponad 3 godziny przed zapaloną i wrogą publicznością. Nasza dominacja była tak duża, że gdyby referee nie odstąpił tak dalece od przepisów, nasz triumf byłby bezdyskusyjny. Nigdy nie zapomnę krętactw tego kłamcy Berraondo”. Trudno nie oprzeć się wrażeniu że to właśnie od tamtego 15 kwietnia, Madrid obrał ścieżke ,,po trupach do celu!”.

@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@rasta212
@Safrani
@Stinger_

8

Czy wiemy że:

14 kwietnia 1912 roku odbyło się spotkanie założycielskie brazylijskiego klubu FC Santos. Miejscem zebrania był budynek Concordia znajdujący się na ulicy Rosario 18. Uczestnicy mitingu dosyć długo deliberowali nad nazwą jaka powinna zostać nadana klubowi. Jeden z nich Edmundo Jorge de Araujo rzucił propozycję aby brzmiała ona Santos Football Club. I ten pomysł zdobył większość głosów. Kapitanem zespołu futbolowego okrzyknięto Sizinio Patusca. On wskazał kolor strojów jaki powinni przywdziewać gracze drużyny. Zaproponował aby były to niebieski i biały. W tych barwach rozegrany został debiutancki pojedynek. W czerwcu tego samego roku odbył się mecz towarzyski. Santos FC zmierzył się z teamem skleconym z lokalnych graczy nie zrzeszonych w klubie, ale pochodzącymi z tego portowego miasta. Zakończył się on tryumfem powstałego w kwietniu zespołu 2:1. Pierwsza oficjalna potyczka miała miejsce we wrześniu. Przeciwnikiem był także powstały niedawno Santos Athletic Club, który do dnia dzisiejszego występuje pod nazwą Clube dos Ingleses. Także okraszono go tryumfem. Tym razem było to 3:2. Wtedy wykuło się powiedzenie, któremu hołdują nowe pokolenia grających w Santos FC piłkarzy. ,,Tecnica e Disciplina”(technika i dyscyplina) - brzmi od tamtych czasów motto zespołu. Po pierwszym roku działalności zarządzający stwierdzili, że barwami strojów meczowych będą czarny i biały. I w tych kolorach występują po dzień dzisiejszy. Już w 1913 roku Santos FC wywalczył pierwsze trofeum. Drużyna wygrała lokalny turniej piłki nożnej pod nazwą „Campeonato Santista”. Najważniejszy moment w dziejach klubu przyszedł 3 lata później. Znaleźli stadion, na którym po dzień dzisiejszy rozgrywają swoje pojedynki. Nazywał się wtedy Estadio Vila Belmiro. Pierwszy mecz na obiekcie rozegrano 12 października 1916 roku. Przeciwnikiem był Ipiranga Futebol Clube. Pojedynek zakończył się zwycięstwem gospodarzy 2:1. Pierwszego gola dla FC Santos zdobył Adolfo Millon Junior. Od 1933 roku budowla nosi imię Urbano Caldeira. To człowiek, który całe swoje życie poświęcił drużynie z Santosu. Był jego piłkarzem, później trenerem a na koniec prezydentem.

Na tym stadionie rozpoczął się marsz ku sławie. Do dnia dzisiejszego klub jest 22 krotnym mistrzem stanu Sao Paulo. Trzy razy tryumfował w Copa Libertadores, odpowiedniku europejskiej Ligi Mistrzów. Wywalczył dwa razy czempionat Brazylii. Pięć razy puchar kraju. W swoim dorobku ma jeszcze wiele innych trofeów. Jednak nie było by ich gdyby nie jeden piłkarz. Najlepszy futbolista w historii. Edson Arantes do Nascimento znany na całym globie jako Pele. To dzięki niemu Santos FC stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych zespołów Brazylijskich. To on spowodował, że jego klub jest w gronie najwybitniejszych drużyn w historii Ameryki Południowej. ,,Czym byłby Santos bez Pele i Pele bez Santosu? Nie można sobie wyobrazić jednego bez drugiego”- napisał na Twitterze król futbolu w dniu swoich 80 urodzin.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Comentateiro
@AssisMoreira
@Adran360

9

Legendy polskiego futbolu:

53 lat kończy dzisiaj ,,Kowal”! 14 kwietnia 1972 r. w Warszawie urodził się Wojciech Kowalczyk. Cudowne dziecko polskiego futbolu i bohater jednej z najbardziej ,,amerykańskich” opowieści w rodzinnym sporcie. Szerzej nieznany napastnik, wyciągnięty z amatorskiego zespołu, który poskromił włoskich gwiazdorów. Później pan Wojciech został jeszcze wicemistrzem olimpijskim i odniósł szereg sukcesów. Na zawsze pozostał jednak przede wszystkim ,,napastnikiem od Sampdorii”. Żeby zrozumieć skale zjawiska, trzeba by przypomnieć czym była Sampdoria Genua na początku lat 90-tych w światowym futbolu a była to drużyna lidera najsilniejszej ligi świata- Serie A(później zresztą w cuglach zdobyła ten tytuł przed Juventusem) i obrońca trofeum w Pucharze Zdobywców Pucharów. Z gwiazdami pokroju Pagliuki, Vierchovoda, Manciniego i Viallego. Mimo to Legia zdołała ich ograć w ćwierćfinale Pucharu Zdobywców Pucharów. W pierwszym meczu pokonała genueńczyków 1:0 po trafieniu Dariusza Czykiera. W rewanżu na wyjeździe, skazywana na pożarcie Legia wyszła na prowadzenie 2:0. Swoimi dwoma golami zapewnił jej to właśnie Kowalczyk. Ostatecznie skończyło się remisem 2:2, co dało Legii awans do półfinału elitarnych rozgrywek, ostatniego w historii występów polskich drużyn. ,,Kowal” miał wtedy 18 lat i 341 dni, jednocześnie będąc najmłodszym zdobywcą dubletu w Pucharze Zdobywców Pucharów wśród zawodników klubów Ekstraklasy.

W całej historii występów polskich zespołów na kontynentalnej arenie młodszy od niego okazał się tylko Jerzy Musiałek z Górnika Zabrze ale on 2 gole strzelił w mniej liczącym się Pucharze Rappana. Wrażenie wywołane tym wyczynem było ogromne. Kowalczyk zdobył nagrodę Odkrycia 1991 Roku według ,,Piłki Nożnej”. Nie była to zresztą jego ostatnia nagroda indywidualna w karierze. W 1993 został Piłkarzem Roku według katowickiego ,,Sportu”. Pomiędzy tymi triumfami został też Piłkarzem Roku według ,,Piłki Nożnej”. Zrzekł się jednak tego tytułu z powodu konfliktu z PZPN-em. Na tym nie wyczerpała się lista jego kontrowersyjnych zachowań bowiem słynął z niepokornego charakteru. Dla wielu trenerów była to przeszkoda w prowadzeniu Kowalczyka. Janusz Wójcik kupował go jednak w stu procentach. Nie taił się że ,,Kowal” był jego ulubionym piłkarzem. Tę więź podsyciły Igrzyska Olimpijskie w Barcelonie. Reprezentacja kierowana przez ,,Wójta” zdobyła na nich srebrny medal. Kowalczyk natomiast z dorobkiem 6 goli został wicekrólem strzelców. W każdym z meczów fazy pucharowej aż po finał, minimum raz wpisywał się na liste strzelców. W tym czasie był już etatowym piłkarzem Legii Warszawa. Z Wojskowymi dwukrotnie zdobył mistrzostwo Polski. Przy drugim z tych tytułów jego udział był już jednak szczątkowy. ,,Kowal” zagrał w zaledwie 5 meczach ponieważ został wykupiony przez hiszpański Real Betis Balompie. Na jego koncie znajduje się też wicemistrzostwo kraju. Legia w tamtym sezonie w tabeli zajęła pierwsze miejsce ale decyzją PZPN za niesportowe zachowanie została przesunięta lokate niżej. Sam Kowalczyk nigdy się z tym nie pogodził i tak jak wtedy, tak i dziś należy do piłkarzy najgłośniej protestujących przeciwko tym rozstrzygnięciom. Do tego doszły Puchar oraz Superpuchar Polski. W Ekstraklasie strzelił łącznie 42 gole. Przy jego niezbyt wielkiej liczbie występów dało to przyzwoitą średnią 0.34 gola na mecz.

Pomimo to nigdy nie udało mu się zostać królem strzelców najwyższej polskiej ligi. Koronę mógł założyć dopiero na Cyprze, gdzie występował w Anothosisie Famagusta, znów pod wodzą swojego ulubionego trenera, Janusza Wójcika. Tam dwukrotnie został mistrzem kraju(raz w barwach APOELU Nikozja), a także 2 razy wywalczył krajowy puchar. Ponadto przez długi czas występował w Hiszpanii. W reprezentacji Polski zagrał 39 razy strzelając 11 goli, w tym w debiucie ze Szwecją, w wieku 19-tu lat. Jego karierę przerywały konflikty z selekcjonerami, szczególnie z Piechniczkiem. W pełni zaufał mu dopiero Wójcik. Po jego odejściu już nigdy nie zagrał w zespole narodowym. Kariere zakończył nieco przedwcześnie w wieku 32 lat. Dały o sobie znać problemy z nadwagą i nie do końca sportowym trybem życia. Niepokorny, wielki indywidualista również po zakończeniu kariery chodził własnymi ścieżkami. Wraz z Krzysztofem Stanowskim napisał mocną biografie ,,Kowal. Prawdziwa historia”. Był również ekspertem Polsatu, jednak został zwolniony z powodu skandalizujących wpisów na twitterze. Obecnie rzadko pojawia się w środowisku piłkarskim. Na Legii, gdzie niegdyś z powodu swojego stylu gry i charakteru był uwielbiany, obecnie należy do persona non grata z racji kontrowersyjnych wypowiedzi.

@Adran360
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

11

Wspomnień czar:

14 kwietnia 2014 r. FC Barcelona zdobyła młodzieżową Lige Mistrzów. Rozgrywki te powstały w wyniku ewolucji projektu ,,Next-Gen Series” i patronat nad nim objęła UEFA. Sezon 2013/14 był debiutancki i rywalizowały w nim 32 zespoły podzielone na identyczne grupy jak te w ,,dorosłej” Lidze Mistrzów. Młodzi piłkarze podróżowali wraz ze starszymi kolegami i grali mecze grupowe w tych samych terminach, zazwyczaj o wcześniejszych porach, na mniejszych, bocznych boiskach(w Barcelonie areną zmagań było Mini Estadi). W fazie pucharowej przeprowadzono już jednak osobne losowanie i rozgrywano tylko jeden mecz. Barça reprezentowana przez drużynę Juvenil A pokonała 4:2 FC Kopenhage oraz 4:1 Arsenal i awansowała do turnieju finałowego rozegranego w dniach 11-14 kwietnia w szwajcarskim Nyonie. W półfinale Blaugrana ograła 1:0 Schalke po golu Munira a w finale pewnie pokonała Benfice 3:0 po 2 golach Munira i jednym trafieniu Rodrigo Tarin. To właśnie pochodzący z Maroka Munir był największą gwiazdą całych rozgrywek, strzelając 11 goli i notując 5 asyst. Ja tylko przypomnę iż w tamtej ,,złotej” ekipie grał choćby nasz niedawny skrzydłowy Adama Traore.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360

9

Czy wiemy że…

14 kwietnia 1940 r. w ligowym El Clasico zakończonym remisem 0:0 zadebiutował w barwach Blaugrany znakomity napastnik rodem z Kastylii i Leon, Mariano Martin Alonso.

@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@rasta212
@Safrani
@Stinger_

5

@FCBparasiempre
Kulinarne wariacje

Futbol łączy się mocno z gastronomią. Wiadomo przecież, że każdy piłkarz powinien (chociaż wielu ponosi tu porażkę) się dobrze odżywiać. Pierwszym bohaterem naszego artykułu będzie Spencer Prior – niezbyt znany angielski defensor. W 2001 roku zdecydował się on na przejście z Manchesteru City do Cardiff City. Rządy w walijskim klubie sprawował wtedy Sam Hammam, który miał głowę pełną szalonych pomysłów. Jednym z nich okazał się zapis w umowie, którą miał podpisać Prior. Okazało się, że aby dołączyć do nowego klubu, musi… zjeść jądra owcy. Uznawane jest to bowiem za przysmak w ojczyźnie Hammama – Libanie. W ten sposób chciał on sprawdzić gotowość piłkarza do pełnych poświęceń dla nowego klubu. Według relacji świadków obrońca zdecydował się na konsumpcję, chociaż zażądał, aby danie zostało ugotowane. Trzeba mieć jednak na uwadze, że cała historia jest raczej legendą.

Kulinarny kontrakt dotyczył także kongijskiego pomocnika, którym był Rolf-Christel Guie-Mien. Zawodnik zdecydował się na podpisanie umowy z Eintrachtem Frankfurt. Zadeklarował jednak, że złoży podpis tylko w przypadku zapewnienia, że jego żona otrzyma od klubu lekcje gotowania. Nie wiemy na jakim poziomie stały umiejętności kulinarne żony piłkarza, ale patrząc na jego żądania trzeba uznać, że sytuacja przy rodzinnym stole musiała być niewesoła. Ostatecznie małżonka miała nie obrazić się za żądania jej partnera.



Żadnego ugryzienia więcej

Urugwajskiego snajpera Luisa Suareza zna właściwie każdy kibic piłki nożnej. Wszyscy wiedzą również doskonale, że napastnik nie słynął zawsze jedynie ze swoich znakomitych umiejętności boiskowych. Suarez do momentu transferu do Barcelony aż trzykrotnie dopuścił haniebnego zachowania, jakim było ugryzienie rywala. Najpierw uczynił to w barwach Ajaxu atakując zębami Otmana Bakkala z PSV. Kolejną ofiarą napastnika był Branislav Ivanović z Chelsea. Było to w czasach gry Suareza dla Liverpoolu. Hattricka Urugwajczyk skompletował w czasie MŚ 2014, kiedy zatopił zęby w Giorgio Chiellinim. Sytuacja miała miejsce w ostatnim meczu fazy grupowej pomiędzy Włochami i Urugwajem. Działacze Barcelony znając takie zapędy zawodnika zdecydowali się zabezpieczyć odpowiednim zapisem w umowie. W kontrakcie Suareza pojawił się punkt, mówiący o tym, że piłkarz nie ma prawa nigdy więcej ugryźć żadnego z rywali. Do tej pory snajper nie dopuścił ponownie podobnego czynu, wobec czego trzeba wnioskować, że podszedł do sprawy bardzo poważnie.



Kiedy chcesz się znaleźć wśród gwiazd

Kibice Sunderlandu z uśmiechem na ustach lubią wspominać historię dotyczącą Stefana Schwarza. Szwedzki pomocnik miał marzenia, aby znaleźć się kiedyś wśród gwiazd. Nie chodziło o jednak o te futbolowe. W 1999 r. zawodnik zdecydował się dołączyć za 4 miliony euro do wspomnianej drużyny Czarnych Kotów. Wszystko wydawało się ok, ale działaczy Sunderlandu niepokoiły zamiary, jakie miał agent piłkarza. W jego planach istniał bowiem lot w kosmos. Pierwsze komercyjne tego typu podróże miały mieć miejsce już w 2002 roku. Agent Schwarza miał już ponoć zarezerwowane miejsce na jeden z pierwszych lotów. Klub postanowił więc działać i zabezpieczył się odpowiednią klauzulą w kontrakcie piłkarza. O czym mowa? O zakazie podróży w kosmos. Działacze bali się, że agent namówi swojego klienta do spełniania marzeń o szalonych podróżach. Później tłumaczyli to względami bezpieczeństwa. Nie wszystko bowiem zapewniają polisy ubezpieczeniowe, które nie mają wpływu na właśnie tego typu nieprzewidywane sytuacje. Do dnia dzisiejszego nie wiadomo niestety czy Schwarz zdołał jednak znaleźć się chociaż raz wśród prawdziwych gwiazd.



Najdroższe buty na świecie i lekcje hiszpańskiego

Powracamy do bardziej znanych piłkarzy bowiem kolejnym bohaterem naszego artykułu będzie Rafael van der Vaart. Po wielu przygodach holenderski pomocnik wylądował w 2015 r. w Betisie Sewilla. W momencie podpisywania kontraktu okazało się, że van der Vaart otrzymał pewien nietypowy zakaz. Nie mógł wystąpić w żadnym meczu w czerwonych butach. Kolor ten bowiem oznacza barwy Sevilli, a więc odwiecznego lokalnego rywala Betisu. Holender nie musiał wkładać w to specjalnego wysiłku, a za każdy miesiąc pracy otrzymywał za to 114 tysięcy euro. Łącznie zarobił na dziwnym zapisie w umowie aż 1,602,006 mln euro. Za takie pieniądze chyba każdy z nas zdecydowałby się odrzucić nawet najbardziej ukochane upodobania modowe.



Nie opuszczamy Hiszpanii, ponieważ teraz przejdziemy do dosyć nietypowej historii, która spotkała w Barcelonie Thomasa Vermaelena. Belg spełnił z pewnością piłkarskie marzenie dołączając w 2014 r. do Dumy Katalonii. Nie zrobił tam jednak wielkiej kariery z powodu licznych kontuzji. Warto jednak przyjrzeć się jednemu z zapisów w umowie obrońcy. Działacze Barcelony obiecali mu dodatkowe 100 tysięcy euro za sumienną naukę hiszpańskiego. Pozostaje więc pytanie, czy czekając na kolejną wizytę u klubowego lekarza, Vermaelen zabierał ze sobą książki i fiszki do nauki. Z pewnością wiele osób niechętnie nastawionych do pochłaniania języka obcego, widząc taką kwotę, szybko zmieniłoby swoje zdanie na ten temat. Vermaelen nie nagrał się w Barcelonie, ale mógł nieźle zarobić za lekcje hiszpańskiego – źródło: talkSport



Brazylijskie szaleństwa

Ronaldinho to brazylijski geniusz, który ma w swojej gablocie dwie Złote Piłki. Dlaczego jednak nie utrzymał się zbyt długo na piłkarskim szczycie? Wiele osób uważa, że miał na to wpływ imprezowy styl bycia urodzonego w 1980 r. zawodnika. Co więcej, Ronaldinho kompletnie nie zamierzał rezygnować z tego typu przyjemności. W 2011 roku Brazylijczyk zdecydował się opuścić Europę i powrócić do ojczyzny, aby bronić tam barw Flamengo. Co ciekawe, piłkarz zdecydował się podpisać umowę, jeśli zostanie spełniony jeden warunek. Otóż mistrz świata z 2002 roku zażądał, aby klub pozwolił mu dwa razy w tygodniu na nocne wypady. Flamengo bardzo chciało mieć u siebie piłkarza, więc zdecydowało się spełnić jego zachcianki. Król nocy może być tylko jeden – źródło: Viajes de Vandria



Słynny nielatający Holender

Dennisa Bergkampa nikomu przedstawiać nie trzeba. Holenderski napastnik jest wszystkim znany przede wszystkim ze względu na swoje znakomite występy w barwach Arsenalu. Równie rozpoznawalny jest również przez swoją fobię, która dotyczyła panicznego lęku przed podróżą samolotem. Jeszcze przed grą dla Kanonierów, Bergkamp przeżył traumatyczną przygodę. W czasie podróży samolotem ktoś z pasażerów podał fałszywą informację o tym, że na pokładzie znajduje się bomba. Po tamtym wydarzeniu Holender postanowił, że nigdy nie skorzysta już z tego środka transportu. Arsene Wenger nie zawsze mógł korzystać z usług Bergkampa – źródło: The Independent. Napastnik był nieugięty, czego efektem był nietypowy zapis w jego umowie z Arsenalem. Bergkamp zaznaczył, że ma być zwolniony z wszelkich podróży samolotem, które będzie musiał odbyć londyński klub. Ostatecznie więc Holendra zabrakło w wielu ważnych meczach, które Kanonierzy rozgrywali w europejskich pucharach.



Chcesz grać to trzymaj wagę

Angielski obrońca Neil Ruddock boleśnie przekonał się o tym, że zawodowy piłkarz musi prowadzić zdrowy tryb życia. W momencie dołączenia do Crystal Palace nie był jednym z najchudszych zawodników ligi. Wobec tego klub zdecydował się, że będzie karał zawodnika za każde przekroczenie wagi 99,8 kg. Złamanie zapisu oznaczało, że piłkarz będzie tracił 1/10 swoich zarobków. Efekt? Ruddock aż ośmiokrotnie musiał głębiej sięgnąć do kieszeni w przeciągu zaledwie 6 miesięcy. Co najciekawsze, obrońca ominął swój debiut, ponieważ w dniu meczowym nie udało się znaleźć pary spodenek, które by na niego pasowały. Nie ma co się dziwić, że Ruddock płacił kary – źródło: Daily Express



Klauzula do walki z rasizmem

Porzućmy na chwilę wesołe klimaty i przejdźmy do cały czas aktualnego problemu, którym jest rasizm. Niemiecki bramkarz Georg Koch zdecydował się na dołączenie do PSV w 1997 r. Ostatecznie spędził tam jednak tylko trzy miesiące, po czym powrócił do ojczyzny grać dla Armini Bielefeld. Doszło do tego przez jeden z zapisów w kontrakcie zawodnika. Koch zadeklarował, że opuści klub w momencie jakiegokolwiek aktu rasizmu. Doszło do tego niestety już po wspomnianych trzech miesiącach. Georg Koch nie tolerował rasizmu – źródło: The Apricity Forum



Domek Lego dla piłkarza

Niemiecki napastnik Giuseppe Reina chciał być bardzo cwany w momencie podpisywania kontraktu z Arminią Bielefeld. Piłkarz zażądał, aby w każdym roku trwania jego umowy klub sprawiał mu nowy dom. Reina przekonał się jednak boleśnie o tym, że w sprawach formalnych diabeł tkwi w szczegółach. Nie określił bowiem, jakich rozmiarów miały być wspomniane budowle. Klubowi działacze skrzętnie to wykorzystali. W ciągu trzyletniej umowy Reina otrzymał co prawda trzy domy, ale wszystkie były zbudowane z klocków Lego. Na takie domy zapracował sobie Reina – źródło: Twitter



Ławka rezerwowych i oszczędności

W 2011 r. Alex Oxlade-Chamberlain przeszedł za 13 milionów euro z Southampton do Arsenalu. Kanonierzy tak bardzo chcieli mieć u siebie młodego napastnika, że zgodzili się na bardzo niekorzystny ekonomicznie zapis w jego kontrakcie. Otóż na konto Southampton miało być przelewane dodatkowe 20 tysięcy euro za każdy ponad 20-minutowy występ napastnika. Jakie były tego efekty? Arsene Wenger nie miał wyjścia i bardzo rzadko wystawiał piłkarza w pierwszym składzie. Kiedy decydował się na wpuszczenie go z ławki, czynił to zazwyczaj po upływie 70 minuty spotkania. Teraz już każdy z pewnością rozumie dlaczego Oxlade-Chamberlain nie zrobił wielkiej kariery w barwach Kanonierów. Oxlade-Chamberlain nie poszalał w barwach Arsenalu – źródło: Bleacher Report

Jak widzicie w umowach piłkarzy dochodziło to przeróżnych dziwnych zapisów. Oczywiście nietypowych przypadków było dużo więcej, ale niemożliwym jest umieszczenie ich wszystkich w jednym artykule. Ciekawe sytuacje spotkały także np. Angela Di Marię i Neymara. Po transferze do Manchesteru United Argentyńczyk zagwarantował sobie w kontrakcie, że otrzyma dodatkowe 5 milionów Euro, jeśli zdobędzie Złotą Piłkę. Czerwone Diabły miały jednak szczęście, ponieważ żyjemy w erze Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. W przypadku Neymara godny uwagi jest jeden z zapisów zawartych w jego umowie z Barceloną. Okazało się bowiem, że napastnik zadbał mocno o swoich przyjaciół. Co dwa miesiące mogli oni przylecieć do Barcelony na koszt klubu. W świecie zwariowanego rynku transferowego możemy być pewni, że w przyszłości piłkarscy działacze nieraz nas jeszcze zaskoczą.

5

Historie niecodziennych kontraktów piłkarskich:

Kontrakt piłkarski – na pierwszy rzut oka schemat umowy bardzo dobrze znany kibicom. Wszystkich interesuje zawsze jego długość i wysokość zarobków, które będzie zgarniał dany zawodnik. Czy zastanawialiście się kiedyś nad innymi zapisami dotyczącymi tych umów? Warto jest się temu przyjrzeć bliżej, ponieważ pomysłowość działaczy i zawodników w wielu przypadkach sięgała granic absurdu.

@Arkon
@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@rasta212
@Safrani

0

@FcPortoFan1999 Czy obraźliwy to nie wiem ale jak dla mnie to jakoś mi nie pasuje taki pseudonim...

2

O! Ja tu gadu gadu a tam Prześcieradła... gola strzelają...

10

Szanowni cules, założyciel FC Barcelony Joan Gamper, jakiego nie znaliście a powinniście(!) poznać.

125 lat później założyciel FC Barcelony wciąż może pochwalić się najlepszym wynikiem w jednym meczu: strzelił 9 goli w dwóch meczach w 1901 roku, przeciwko Franco Español i Gimnastic Tarragonie. Jest także jedynym, który osiągnął ich 8, wszystkie w tym samym roku 1901, w którym zdobył nie mniej niż 26 bramek w trzech kolejnych meczach. Joan Gamper nie był tylko założycielem FC Barcelona, a jest ich już sporo. Był także jednym z ich pierwszych zawodników i pierwszych świetnych strzelców. Choć zostały zagubione w archiwach historii, wciąż stanowią jeden z najważniejszych rekordów w historii Blaugrany: największą liczbę bramek strzelonych w jednym meczu . Nie mniej niż 9 goli, i to nie w jednym meczu, ale w dwóch. Oba wydarzenia miały miejsce w 1901 roku, w odstępie zaledwie miesiąca: od 10 lutego do 17 marca tego roku. Był to pierwszy raz, kiedy drużyna Blaugrany rozegrała oficjalne mecze. Aż do tego roku, od momentu założenia klubu 29 listopada 1899 r., Barça rozgrywała wyłącznie mecze towarzyskie. Pierwszym oficjalnym mistrzostwem, o którym wspominamy w tej serii historycznej, był Copa Macaya w 1901 roku. Barça przegrała pierwsze rozgrywki z Hispanią (1:2), a drugie wygrała z Societat Espanola (4:1). Oba mecze odbyły się w styczniu. Rekordy Gampera padły w lutym, trzeciego i czwartego dnia. Pierwszy mecz odbył się 10 lutego przeciwko drużynie francusko-hiszpańskiej. Pogrom był spektakularny: 13-0. Spośród goli Blaugrany, 9 zdobył Gamper. Nie ma oficjalnych danych na temat tego, czy któraś z nich została zdobyta z rzutów karnych, ale było ich 9. Pozostałe cztery bramki zdobyli John Parson (3) i George Girvan (1), ten drugi, autor artykułu na kilka tygodni przed pierwszym golem w historii Blaugrany w oficjalnym meczu. Niecały miesiąc później, 17 marca, Gamper strzelił ponownie 9 goli. W tym meczu, również rozgrywanym w ramach Pucharu Macaya, FC Barcelona pokonała Tarragonę w jeszcze bardziej doniosłym stylu, 18-0! Oprócz założyciela klubu, gole w tym meczu zdobyli Joseph Blak (3), Parsons (2), Ernest Witty (2), Bartomeu Terradas (1) i David Mauchan (1).

Jednak Joan Gamper nie jest tylko jedynym piłkarzem Dumy Katalonii, który strzelił 9 goli w oficjalnym meczu, jest także jedynym, który zdobył ich 8. Trzy tygodnie później, 8 kwietnia, Barça ponownie pokonała francusko-hiszpańską drużynę, tym razem 14-0. Oprócz Gampera bramki zdobyli także Parsons (3), Blak (2) i Witty (1). Krótko mówiąc: Joan Gamper strzelił aż 26 goli w zaledwie trzech meczach! To kolejny rekord nie do pobicia w całej historii FC Barcelony. Aby znaleźć rekordy zbliżone do Gampera, musimy cofnąć się do 1904 r., kiedy to José Quirante strzelił 7 goli drużynie Sant Gervasi w Campionat de Catalunya – rozgrywkach będących kontynuacją Copa Macaya - a dziesiątki lat później dzięki 7 bramkom strzelonym przez Francisco Mateo w 1938 r. (8:0 przeciwko Avenç w lidze katalońskiej), Ladislao Kubalę w 1951 r. (9:0 przeciwko Gijón w lidze, 2 rzuty karne) i Eulogio Martíneza w 1957 r. (8:1 przeciwko Atlético de Madrid w Pucharze). Oto najlepsze rekordy strzeleckie w historii Barcelony, pod wodzą jej założyciela. W sumie Joan Gamper strzelił 81(!) goli w 28 oficjalnych meczach!

@Stinger_
@Safrani
@rasta212
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Adran360
@Arkon

8

,,Chilijka” inaczej przewrotka:

Zagranie to wynalazł lewy obrońca Ramon Unzaga w 1914 r. w chilijskim porcie Talcahuano. W wyskoku, z plecami ułożonymi równolegle do murawy, nogami wykonał nożyce, uderzając piłke nad głową. To dlatego tą powietrzną akrobacje hiszpańscy dziennikarze nazwali ,,La Chilena”, gdy pare lat później w 1927 r. chilijski klub Colo-Colo przyjechał na tournée do Europy a napastnik David Arrellano zaprezentował to zagranie na stadionach Hiszpanii. Tak właśnie przewrotka, zupełnie jak wcześniej truskawki i cueca(chilijski taniec narodowy), dotarła przez Atlantyk do Hiszpanii. Arrellano strzelił jeszcze pare powietrznych goli, po czym zmarł tego samego roku w szpitalu w Valladolid po fatalnym zderzeniu z obrońcą.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@rasta212
@Safrani

10

Nieco zapomniane legendy futbolu:

13 kwietnia 1960 r. urodził się Rudolf Vöeller, napastnik, Mistrz Świata-1990, Wicemistrz Świata-1986, Wicemistrz Europy-1992, Zdobywca Ligi Mistrzów-1993(z Olimpique Marsylia). Rudolf "Rudi" Vöeller przygodę z profesjonalnym futbolem rozpoczynał w TSV Monachium. Wcześniej jako młody chłopiec grywał w Kickers Offenbach. W klubie ze stolicy Bawarii spędził zaledwie dwa lata po czym został zakupiony przez Werder Brema. Na sukcesy w piłce klubowej ten znakomity napastnik musiał czekać do 1991 roku, gdy z AS Romą wywalczył Puchar Włoch. Jego ogromny apetyt na sukcesy zdołał dopiero zaspokoić w Olympique Marsylia, z którym w 1993 roku zdobył Ligę Mistrzów. W reprezentacji Niemiec Voeller zadebiutował 17 listopada 1982 roku w przegranym 0:1 spotkaniu z Irlandią Pn. W sumie w jej barwach zagrał 90 razy, zdobywając 47 goli. Wystąpił w trzech turniejach Mistrzostw Świata a w 1990 roku wywalczył nawet złoty medal na tej imprezie. Po zakończeniu kariery piłkarskiej próbował sił jako trener. W 2000 roku podjął się pracy w Bayernie Leverkusen. W tym samym roku otrzymał możliwość prowadzenia reprezentacji Niemiec, z którą zdobył srebrny medal Mistrzostw Świata w 2002 roku. Dwa lata później został trenerem włoskiej AS Romy, jednak szybko zrezygnował, po paśmie porażek i nieporozumień z zawodnikami. W 2005 roku ponownie był trenerem w Bayernie Leverkusen.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

10

Genialny Luis Nazario de Lima:

13 kwietnia 1997 r. FC Barcelona pokonała na Vicente Calderon Atletico Madryt 2:5 w ramach 33 kolejki Primera Division. Ronaldo, rozegrał w Barcelonie tylko jeden sezon, 1996-97 ale wystarczyło to, aby wykazać się wysoką jakością i umiejętnością strzelania goli. Łącznie strzelił 47 goli, z czego 5 z rzutów karnych, co przyczyniło się do zdobycia tytułów PZP, Pucharu Hiszpanii i Superpucharu Hiszpanii. Cztery z jego występów były znakomite a tyle samo goli zdobył w meczu ligowym, ostatni z nich miał miejsce podczas wizyty na Vicente Calderón 13 kwietnia 1997 r. Kiko z Atlético otworzył wynik spotkania już na początku meczu ale Iván de la Peña wyrównał wspaniałym golem i od tej chwili rozpoczął się festiwal strzelecki Brazylijczyka, który jeszcze przed przerwą strzelił na 1:2, a w drugiej połowie strzelił jeszcze dwa gole. W raporcie ,,El Mundo Deportivo” trzy bramki Ronaldo zostały opisane w następujący sposób:

Pierwszy gol „w 42. minucie De la Peña oddał daleki strzał w kierunku Ronaldo, Provan nie zdołał dosięgnąć piłki a Brazylijczyk trafił w podstawę słupka od środka i umieścił ją w siatce” (1-2). W drugiej połowie, w 58. minucie: „Guardiola przejął piłkę a Figo wykonał wspaniałą asystę pod bramką, dzięki czemu Ronaldo udało się pokonać Molinę ” (1-3). Wreszcie trzeci, który dał wynik 2-4 na piętnaście minut przed końcem, po tym jak „ Santi oddał rzut karny Figo i również zarobił bilet do szatni, będąc już wcześniej ukaranym żółtą kartką. Ronaldo wykorzystał rzut karny ”. Dysponując liczebną przewagą, Barça zdominowała końcówkę meczu i podwyższyła wynik na 2-5 po tym, jak Figo zdobył gola po podaniu Ronaldo, po wspaniałym rajdzie obu drużyn z jednego pola na drugie. Kiko otworzył wynik w 13. minucie. Po trzecim golu, którego zdobył z rzutu karnego, Ronaldo potraktował „butifarra” („bananem”, jak go nazywał) trybuny, na których zgromadzili się radykalni fani czerwono-białych drużyn, którzy obrażali go przez cały mecz. „Kierowali w moją stronę a także w stronę mojej dziewczyny, bardzo poważne obelgi” – wyjaśnił Brazylijczyk po wyjściu z szatni. „Nigdy nie jest miło być obrażonym, chociaż mogę to zrozumieć, ponieważ ich drużyna przegrywała i zrozumiałe było, że byli źli”. Ale zabrakło mu cierpliwości: „Poświęciłem im gola i dałem im też banana. To było spontaniczne. Nie mogłem się powstrzymać”. Odnosząc się do tych incydentów z trybun, menedżer Blaugrany Bobby Robson był nieco ironiczny: „Widzieli, że Ronaldo jest wielkim zagrożeniem i reagowali w ten sposób za każdym razem, gdy otrzymywał piłkę”. Był to czwarty hat-trick Brazylijczyka w barwach FC Barcelony, po golach zdobytych przeciwko Valencii (3:2), Zaragozie (4:1) w lidze i samemu Atlético (5:4) w Pucharze. Był to również jego jedyny sezon, gdyż latem spakował walizki i wyjechał do Włoch, gdzie przez pięć kolejnych sezonów grał w Interze Mediolan.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@rasta212
@Safrani

7

Zapomniane i szalone El Clasico:

13 kwietnia 1916 r. FC Madrid zremisował na Estadio O’Donnell w Madrycie z FC Barceloną 6:6(!) po dogrywce, w ramach powtórzonego meczu półfinałowego Pucharu Króla. Hattrickiem dla gospodarzy popisali się Santiago Bernabeu oraz Belaunde. Natomiast w ekipie Blaugrany hattrick zanotował genialny Paulino Alcantara a pozostałe gole zdobyli Bau(2) oraz Mallorqui. Niestety w powtórce drugiego półfinałowego meczu FC Barcelona poległa (ponownie w Madrycie) z gospodarzami 4:2 i odpadła z rozgrywek. Powtórke drugiego meczu opisze w rocznice, która przypadła już 2 dni później.

@Safrani
@siwykrb
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Adran360
@Arkon

0

@bartekvisca No tak to jest, latka lecą ale za to cudowne wspomnienia zostają...

23

Po stokroć Feliz cumpleaños Tarzanie!

Panie i Panowie, szanowni cules, Carles Puyol Saforcada kończy dzisiaj 47 lat! Wznieśmy toast za żywą legendę Blaugrany.

Wszyscy go znamy i wszyscy kochamy. Przy okazji urodzin Carlesa przypomnę ciekawy okres w jego życiu dotyczący Figo. Otóż Luis Figo dla Carlesa był przede wszystkim pierwszym idolem z pierwszych lat pobytu w Barcelonie. Figo trafił do Barçy latem 1995 r. a ,,Tarzan” kupował w tamtym czasie wszystkie lokalne gazety sportowe, wycinał jego zdjęcia i umieszczał w specjalnym albumie aby się nie pogniotły. Siedemnastoletni Katalończyk był wówczas przekonany że treningi w La Masii to tylko piękny epizod w jego życiu i po powrocie do domu będzie mógł udekorować tymi fotkami swój pokój w La Pobla. Dla ,,Puiego” największym dowodem jego umiejętności było to że Johan Cruijff chciał go mieć u siebie pomimo obecności w składzie tak znakomitych piłkarzy jak Stoiczkow oraz Laudrup. Gdy w sezonie 1999/2000 Carles przebił się wreszcie do pierwszego składu, Portugalczyk miał już status wielkiej gwiazdy, był jednym z kapitanów i grał pierwsze skrzypce u kolejnych trenerów Barçy. To właśnie Figo obok Guardioli oraz Rivaldo był futbolistą, któremu Puyol przyglądał się ze szczególna uwagą. ,,Udzielił mi wielu trafnych wskazówek podczas moich początków w pierwszej drużynie”- mówił ,,Pui”. – »Powiedział po portugalsku: ,,Kiedy masz piłke młody, to nie komplikuj sobie życia i zawsze szukaj najprostszych rozwiązań«. Starałem się go słuchać”. Tarzanowi w Portugalczyku imponowała nie tylko świetna technika czy bajeczna wizja gry ale również wielka wola walki i stawianie dobra zespołu ponad wszystko inne.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@rasta212
@Safrani

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?