7

,,Złote” igrzyska:

3 września 1972 r. w Ratyzbonie Polska remisuje z Danią 1:1. Na igrzyskach olimpijskich w Monachium Dania była naszym rywalem w drugiej rundzie. To było nasze czwarte spotkanie na turnieju. Zremisowaliśmy 1:1 po dość ciężkim boju. To wtedy zaczęło się mówić o syndromie czwartego meczu, który miał być najsłabszym na długich turniejach. Do starcia z Duńczykami przystępowaliśmy tylko dwa dni po równie trudnym i wyczerpującym pojedynku z NRD. Być może to było przyczyną naszej słabszej postawy. Dania jednak wcale jednak nie była taka słaba, a do tego pierwsze kroki w kadrze stawiał Allan Simonsen, który wkrótce miał stać się gwiazdą europejskiego formatu. Lubański po meczu skarżył się, że nogi miał ciężkie jakby przyczepiono do nich ciężary. Wtórowali mu inni zawodnicy. Postanowiono nasilić zabiegi odnowy biologicznej i zmienić nieco treningi. Pomogło. Remis ten znacząco skomplikował naszą sytuację w grupie. Żeby myśleć o złocie i grze w finale musieliśmy pokonać ZSRR, co ostatecznie się udało, ale o tym innym razem.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

3

@misterio Dokładnie tak! I to jakiej urody! Plus jeszcze ten z Bernabeu, o czym poinformował nas kolega @Gary

11

Wymarzony debiut o punkty:

3 września 2003 r. Ronaldo de Asis Moreira, zwany Ronaldinho strzela swojego debiutanckiego gola w La Liga w 59 minucie meczu rozgrywanego na Camp Nou z FC Sevilla i zakończonego rezultatem 1:1. Niezwykłej urody gol padł w niecodziennych okolicznościach. Spotkanie przeciwko FC Sevilli rozpoczęło się… 5 minut po północy. Wszystko dlatego iż w dniu meczu(środa) rozpoczynały się zgrupowania reprezentacji narodowych i rywale z Andaluzji nie zgodzili się na przełożenie meczu na wtorek. Istniało poważne ryzyko że w meczu nie zagrają tacy piłkarze jak Ronaldinho, Rustu, Kluivert, Cocu, Overmars, Reiziger i Van Bronchorst. Działacze Barçy mieli jednak pełną dowolność w wyborze godziny spotkania dlatego zaplanowali je na godzine… 0:05 w nocy z wtorku na środe. Mimo tak późnej pory na Camp Nou zjawiło się aż 80 tys. widzów, lecz Blaugrana tylko zremisowała 1:1. Warto było jednak przyjść tej nocy na stadion dla gola Ronaldinho. Popularny ,,Gaucho” otrzymał długie podanie od… Valdesa, przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów, minął dwóch rywali i huknął pod poprzeczke ze sporej odległości.

Tylko popatrzcie:



@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

10

Debiut w Pucharze Mistrzów:

3 września 1959 r. FC Barcelona zadebiutowała w Pucharze Europy Mistrzów Klubowych. Miało to miejsce w Sofii w wyjazdowym meczu z tamtejszym CSKA zakończonym wynikiem 2:2. ,,Sprawiedliwy wynik”- donosiło Mundo Deportivo. Gole dla gości zdobyli Segarra oraz Eulogio Martinez. Przy stanie 1:0 dla Bułgarów Luis Suarez zmarnował rzut karny(trafił w słupek). Gracze CSKA byli niezadowoleni z wyniku ponieważ obawiali się rewanżu na Camp Nou. Słusznie ponieważ Blaugrana rozgromiła w rewanżu Bułgarów 6:2(!) i awansowała do następnej rundy.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

7

@FCBparasiempre
Wygrywał wszelkiego typu zestawienia na „najdziwniejsze fryzury wszech czasów” a wielu kibicom na samą myśl o latach 90-tych do głowy przychodzi jego wizja gry i technika użytkowa. Do statusu legendy MLS wystarczyło mu sześć sezonów, gdzie grając już grubo po trzydziestce, bardziej człapał niż biegał. Mimo to, wynik 114 asyst przypomina bardziej wyczyny dzisiejszych kosmitów z Realu Madryt i Barcelony, niż ówczesnych piłkarzy. Carlos Valderrama na stałe wpisał się do panteonu wielkich, piłkarskich osobowości i mimo, że nigdy nie osiągnął sportowego Olimpu, dla wielu i tak ma status futbolowego „półboga”. Wczesne lata 90., Kolumbia. Kraj w stanie permanentnej wojny domowej, gdzie kartele narkotykowe z Cali i Medellin, rząd i lewicowi ,,guerillas” z FARC i ELN toczyli wyniszczającą walkę między sobą. Świetnie zobrazował to bijący ostatnio rekordy popularności serial „Narcos”. W tym okresie jedynym powodem radości dla zwykłych Kolumbijczyków była piłka nożna, gdzie zarówno reprezentacja, jak i zespoły klubowe należały do absolutnej czołówki na kontynencie. Futbol stanowił remedium na ciągle odnawiające się rany po wewnętrznych konfliktach, a Valderrama należał do tych, którzy swoim rodakom podawali je najczęściej. Niewielu jest obecnie piłkarzy, którzy wyprzedzają swoją epokę. Może o kilku można napisać, że „byli kimś lub zrobili coś, zanim stało się to popularne”. Valderrama jak na drugą połowę lat 80. i pierwszą 90. był inny. Owszem, na ulicach panowała plastikowa, kiczowata moda. Był grunge i początki detroit techno, wszędzie pełno kolorów, a ludzie wzorowali się na bohaterach amerykańskich seriali. Piłkarskie boisko, w przeciwieństwie do dzisiejszego, nie odwzorowywało tych trendów i rzadko można było spotkać futbolowych outsiderów. Fryzurami wyróżniali się Alexi Lalas czy inny Abel Xavier, a kulminacją była fryzura Taribo Westa, do dzisiaj pokazywanego dzieciom przez matki jako koszmar nocny. Za tego, który dzięki swojej fryzurze był najbardziej zapamiętany, należy uznać jednak Carlosa Valderramę.

Prosząc o pomoc moją bratanicę, skądinąd biegłą we wszelkiego rodzaju fryzjerskich modach (tak to nazwijmy), po ujrzeniu przez nią Valderramy, usłyszałem tylko „o jeny”. Tak, to „o jeny” bywało zapewne pierwszą reakcją nie tylko młodej dziewczyny w XXI wieku, ale wszystkich tych, którzy w latach 80. i 90. pierwszy raz widzieli kolumbijskiego piłkarza na oczy. Bujne, lokowane, blond włosy a’la afro i charakterystyczny wąs sprawiały, że ludzie wpadali w osłupienie, zapewne zastanawiając się, jak głupi zakład Kolumbijczyk przegrał i jak bardzo nie może doczekać się momentu, kiedy termin jego obowiązywania upłynie. Artykuł o Valderramie byłby jednak zbyt płytki, gdybym jego włosom poświęcił więcej niż trzy akapity. Statusu legendy nie otrzymuje się wszak dzięki posiadaniu charakterystycznej fryzury, a dzięki umiejętnościom piłkarskim, poświęceniu i zasługom. Pomocnik ten status uzyskał, głównie dzięki niebywałej charyzmie, technice i wizji gry, którą w ówczesnych czasach mogło posiadać jedynie kilku piłkarzy na globie. Mimo to nie był uznawany za klasycznego playmakera, a stylem gry przypominał bardziej Dennisa Bergkampa czy Ruuda Gullita. Za młodu zyskał przydomek „El Pibe” (z hiszp. dzieciak). Nadał mu go argentyński kolega z drużyny jego ojca. Swój debiut w pierwszej lidze zaliczył w wieku dwudziestu lat i po czterech latach trafił do Deportivo Cali. Drużyna Los Azuceros (z hiszp. cukiernicy) nie przypominała już wielkiej ekipy z lat 70., lecz to właśnie Valderrama miał nadać jej nowy blask. Przez lata stał w samym centrum futbolowo-narkotykowej wojny między Deportivo, a Atletico Nacional Medellin, klubem będącym w posiadaniu słynnego narkobossa Pablo Escobara. To właśnie w klubie z Cali wyrobił sobie markę piłkarskiego magika, która zaowocowała najpierw debiutem w reprezentacji, a trzy lata później transferem do francuskiego Montpellier. Na transfer do Francji zasłużył sobie przede wszystkim świetnym turniejem Copa America w 1987 roku, gdzie dostał miano MVP turnieju. Prawdziwy stempel pod swoim znakiem jakości, dał jednak w towarzyskim meczu przeciwko Anglii na Wembley, w którym padł remi 1:1, a Valderrama zaimponował samemu Bobby’emu Robsonowi, który grę całej Kolumbii z pomocnikiem Deportivo na czele komentował następująco: ,,Nie mamy piłkarzy grających w taki sposób. Ich futbol jest całkowicie inny, krótki i kompaktowy”.

W efekcie Valderrama wylądował na południu Francji, gdzie zebrała się wówczas ekipa całkiem niezłych piłkarzy. Kapitanem drużyny był wówczas Laurent Blanc, a z przodu obok Valderramy miał grać sam Roger Milla. Mimo niewątpliwie wielkich umiejętności, Kolumbijczykowi wiele zajęło przystosowanie się do szybszej i bardziej fizycznej gry w Europie. W efekcie, w pierwszym sezonie zaliczał przede wszystkim wejścia z ławki. Wielu uznawało jego transfer za duże rozczarowanie. Kolumbijczyk zabrał się do pracy i poskutkowało to szybkim powrotem do pierwszego składu. Co więcej, w tym okresie uważany był za jednego z najbardziej pracowitych pomocników tego typu w Europie. Mimo, że w ogólnej świadomości uważany był za piłkarza dosyć leniwego, to ten okres zdecydowanie zaprzeczał tej tezie. Pomocnik wrócił później do Kolumbii, po czym wylądował na Florydzie, stając się jednym z symboli chwilowego szału na „soccer” w USA. W ciągu zaledwie sześciu sezonów zaliczył aż 114 asyst w barwach swoich zespołów. Choć poruszał się coraz wolniej, to przewyższał sprytem i umiejętnościami całą ligę o dwie klasy. W efekcie został wybrany MVP całych rozgrywek w 1996 roku, a w 2005 roku zaklasyfikowano go do jedenastki wszech czasów MLS. “El Pibe” należał do wybitnego pokolenia kolumbijskich piłkarzy, którzy w latach 1990-1994 tworzyli jedną z najlepszych reprezentacji na świecie. Oprócz niego, szkielet drużyny tworzyły takie tuzy jak: Freddy Rincon, Faustino Asprilla, Rene Higuita czy też Andres Escobar. Zawodnicy, których w większości nie trzeba przedstawiać szerszej publiczności. Mimo tak wielkich indywidualności, to właśnie Valderrama był symbolem tamtej kadry. Swój szczyt Kolumbijczycy osiągnęli w legendarnym zwycięstwie 5:0 nad Argentyną w 1993 roku, po którym zespół zaczął być uznawany za potencjalnego faworyta całych mistrzostw świata w USA. Jak się jednak miało okazać, turniej zakończyli na fazie grupowej, a sam występ przyniósł tragiczne konsekwencje w postaci śmierci Andresa Escobara. Na jego wizerunku pojawiały się jednak rysy, a do jednej z nich należało m.in. posądzenie go o przekazanie Rogerowi Milli wideo z zagraniami Rene Higuity, co miało ułatwić Kameruńczykowi strzelenie bramki Kolumbii na mundialu w 1990 roku. Wobec przyjaźni, jaka wiązała tych dwóch zawodników, plotki te należałoby włożyć między te najsłabiej napisane bajki… Karierę zakończył w 2002 roku, po blisko 21 latach czynnej gry zawodowej. Pozwoliło mu się to na stałe zapisać do kronik futbolu i zyskać miano najwybitniejszego piłkarza w historii Kolumbii. Jego umiejętności docenił sam Pele, umieszczając go na swojej liście „100 najlepszych żyjących piłkarzy”. Sam też doczekał się pomnika w swojej rodzimej miejscowości Santa Marta, wzniesionego w 2006 roku. W ostatnim czasie „El Pibe” udzielał się w polityce. Został też ambasadorem niedawnego Copa Centenario w Stanach Zjednoczonych. W ostatnich latach nie szczędził również języka na kontrowersyjne wypowiedzi. Dwa lata temu bez ogródek stwierdził, że najlepszą drogą do relaksu w trakcie turnieju jest… seks. Z kolei w kwietniu oberwał od niego Zinedine Zidane, którego Valderrama posądził o uprzedzenia wobec Jamesa Rodrigueza. Posiadając jednak taki status, jaki obecnie ma w kolumbijskim futbolu, jakakolwiek jego wypowiedź nie może przejść bez echa.

Sukcesy:

Montpellier HSC:

1 x Puchar Francji (1990)

Atletico Junior Barranquilla:

2 x mistrzostwo Kolumbii (1993, 1995)

Tampa Bay Mutiny:

1 x MLS Supporter’s Shield (1996)


10

Żywe legendy argentyńskiego futbolu:

Dzisiaj swoje 33 urodziny obchodzi Damian Emiliano Martinez Romero, argentyński bramkarz, aktualny mistrz świata oraz 2-krotny mistrz Ameryki Południowej. Na co dzień reprezentuje barwy Aston Villa Birmingham.

@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

1

@Gary Najmocniej przepraszam ale nie miałem czasu i jednocześnie zapomniałem skorygować ten tekst, który ma już chyba z 10 lat! więc nie ma się czemu dziwić. Dzięki śliczne że wyłapałeś, już koryguje panie kolego

10

Debiuty ,,naszych” legend:

2 września 1973 r. w przegranym meczu ligowym z Elche zadebiutował w barwach FC Barcelony Hugo Sotil(pełne 90 minut). Barça na początku była zainteresowana jego rodakiem Teofilo Cubillasem ale w końcu postawiła na Sotila i początkowo był to strzał w dziesiątke. W pierwszym sezonie Sotil wraz z Cruyffem walnie przyczynił się do zdobycia mistrzostwa Hiszpanii. Był drugim po Holendrze ulubionym piłkarzem wśród cules. W 1974 r. pozyskano Neeskensa i Peruwiańczyk musiał przyjąć obywatelstwo hiszpańskie. Niestety cała procedura przeciągała się przez interwencje władz reżimu i Sotil praktycznie cały rok nie mógł grać w meczach oficjalnych. Peruwiańczyk grał w efektownym stylu jak Ronaldinho ale miał podobną wade, otóż lubił się dobrze zabawić w klubach nocnych. W 1975 r. dostał wreszcie paszport hiszpański, lecz problemy poza boiskowe sprawiały iż stracił błysk w grze. Nawet powrót na ławke Rinusa Michelsa nie pozwolił mu odzyskać formy. W 1977 r. wyjechał na spotkanie eliminacyjne mistrzostw Świata i już nie powrócił do Katalonii. Obecnie mieszka w Peru i walczy z chorobą alkoholową a Barça nawet wspierała go ekonomicznie.



Debiuty żywych legend FC Barcelony:

2 września 1998 r. Patrick Kluivert debiutuje w barwach Blaugrany towarzyskim meczem z FC Palamos wygranym przez Barçe 2:0. W swoim debiucie strzela nawet jednego z dwóch goli. Natomiast debiutanckiego gola w meczu o punkty Patrick strzela w… El Clasico, nieco ponad 2 tygodnie później, o czym nie omieszkam wspomnieć.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

11

Wybitne legendy futbolu:

1 września 1962 r. urodził się holenderski pomocnik Ruud Gullit, Mistrz Europy z 1988 r.(RFN); 2-krotny zdobywca Pucharu Mistrzów(AC Milan) - 1989, 1990; 2-krotny zdobywca Superpucharu Europy(AC Milan) - 1989, 1990; 2-krotny zdobywca Pucharu Interkontynentalnego(AC Milan) - 1989, 1990, jak również Zdobywca Złotej Piłki France Football za rok 1987. Urodził się w 1962 roku w Amsterdamie w rodzinie surinamskich emigrantów. Karierę rozpoczynał w wieku ośmiu lat w juniorach Meerboys Amsterdam. Tam w 1978 roku wypatrzył go Barry Hughes i zaproponował przejście do Haarlemu. Atletycznie, ale zarazem proporcjonalnie zbudowany Gullit był znakomitym kandydatem do gry na pozycji ostatniego obrońcy i tam ustawiali go trenerzy Haarlemu. W wieku 19 lat dostąpił zaszczytu debiutu w kadrze narodowej Holandii. Rok póĽniej zgłosił się po niego Feyenoord Rotterdam. Aby wykupić Gullita działacze Feyenoordu musieli pożyczyć pieniądze od miejscowego biznesmena. Ruud szybko udowodnił, że nie były to pieniądze wyrzucone w błoto i w 1984 roku pomógł Feyenoordowi wywalczyć tytuł mistrzowski i Puchar Holandii. W nowym klubie został przesunięty najpierw do drugiej linii, a potem na prawe skrzydło ataku. Doskonale strzelał zarówno prawą, jak i lewą nogą, jego walorem były też uderzenia głową. Słynął z niekonwencjonalnych i różnorodnych zagrań, a także z dynamicznych rajdów. To skłoniło działaczy PSV aby wyłożyli 400 tysięcy funtów i sprowadzili Gullita do Eindhoven. Dwa sezony w PSV tylko potwierdziły wielką klasę Ruuda. W 68 meczach strzelił 46 goli i doprowadził swój zespół do dwóch kolejnych tytułów Mistrza Holandii. Taki talent nie mógł ujść uwadze wielkich klubów i w rezultacie za 6.5 mln funtów Gullit przeniósł się do Milanu. W Mediolanie spędził najlepsze lata swojej kariery. Zdobył dwa Puchary Mistrzów, dwa Superpuchary Europy, dwa Puchary Interkontynentalne, oraz trzy Mistrzostwa Włoch. W międzyczasie z reprezentacją Holandii sięgnął po Mistrzostwo Europy po pokonaniu ZSRR. Sukces Ruud ten okrasił bramką w meczu finałowym.

W barwach Rossonerich utworzył wraz z Van Bastenem i Rijkaardem słynne holenderskie trio, porównywane często z legendarnym szwedzkim tercetem Gre-No-Li. Mimo tak wielkich sukcesów Gullit sporo się też wycierpiał. Prześladowały go kontuzje. W sezonie 1988/89 doznał groźnego urazu kolana. Zdążył zaleczyć go na finał Pucharu Europy ze Steauą, w którym strzelił 2 gole. Jednak okazało się, że pospieszył się z powrotem na boisko. Kontuzja się odnowiła i Gullit stracił prawie cały kolejny sezon. Po raz kolejny jednak udało mu się wrócić na finał Pucharu Europy i wraz z kolegami dane mu było cieszyć się z pokonania Benfiki. Kontuzje nie opuszczały Holendra. Problemem była również zasada mówiąca, że w meczu Serie A może przebywać na boisku tylko trzech obcokrajowców w barwach jednej drużyny. Ruud czasem musiał nawet oglądać mecze z trybun. Po zdobyciu scudetto AD 1992 Gullit ogłosił rozbrat z reprezentacją Holandii. Wkrótce zmienił jednak decyzję. Kolejny rok przyniósł podobny scenariusz. Milan wygrał scudetto, a Gullit, po konflikcie z Dickiem Advocaatem, ponownie rozstał się z reprezentacją narodową. Ambitnemu Holendrowi przestało odpowiadać częste siedzenie na ławce czy na trybunach (znów zasada trzech obcokrajowców) i postanowił opuścić Milan. Do tego doszedł również konflikt z innymi graczami - głównie z Baresim i Massaro. Przeniósł się do Sampdorii, gdzie trener dał mu wolną rękę na boisku. Efekt był piorunujący: Gullit strzelił 16 goli (najwięcej w jednym sezonie we Włoszech) i poprowadził swych kolegów po Puchar Włoch. Po raz trzeci wrócił do reprezentacji Holandii, ale na 3 tygodnie przed Mistrzostwami Świata posprzeczał się z Advocaatem o taktykę i odszedł na dobre. Rok 1995 przyniósł jego powrót do Milanu. Jednak po 8 meczach, 3 golach i kilku kłótniach w szatni wrócił do Sampdorii. Po sezonie zgłosiła się po niego Chelsea. Skuszony wizją nocnego życia w Londynie przeniósł się na Wyspy. W Chelsea szybko zyskał szacunek i zaufanie, a kiedy Glenn Hoddle odszedł by poprowadzić kadrę Anglii, Gullit został grającym trenerem. W nowym wcieleniu Gullit odniósł olbrzymi sukces. 17 maja 1997 roku, jako pierwszy menadżer spoza Wysp Brytyjskich zdobył ze swoimi podopiecznymi Puchar Anglii. Ruud w finale nie zagrał; ubrany w elegancki garnitur z dumą odebrał po zwycięstwie gratulacje. Na życzenie Gullita do Chelsea sprowadzono włoskiego napastnika Gianlucę Vialliego. Kilka miesięcy później ten piłkarz wygryzł Gullita z roli menadżera. Ruud przeniósł się do Newcastle, ale słaba postawa zespołu i przede wszystkim konflikt z największą gwiazdą "Srok" Alanem Shearerem doprowadziły do pożegnania z tą drużyną.

Gullit długo odpoczywał od piłki, aż wreszcie w 2003 roku otrzymał posadę opiekuna jednej z młodzieżowych reprezentacji Holandii. Nie zagrzał tam jednak długo miejsca, bo ciekawą ofertę pracy przedstawił mu Feyenoord. W Rotterdamie jednak Ruud trofeów nie zdobył i po nieudanym sezonie zakończył współpracę z Holendrami. Ruud Gullit był niezaprzeczalnie jednym z najwybitniejszych piłkarzy świata końca lat osiemdziesiątych. Miał wszystko co musi mieć piłkarz kompletny: szybkość, siłę, wizję gry i olśniewającą technikę. Zachwycał swą grą niezależnie od pozycji na jakiej go ustawiano. Jednak najefektowniej grał, gdy trenerzy nie ograniczali go sztywnymi schematami. Jego słynne dredy były rozpoznawane na całym świecie, a peruki je imitujące rozchodziły się jak świeże bułeczki. Oprócz gry w piłkę nożną udzielał się również w akcjach przeciwko rasizmowi. Jego bronią stał się futbol, muzyka i akcje charytatywne. Uczestniczył w koncertach, podczas których grał na gitarze i śpiewał piosenki w swoim ukochanym stylu reggae. To, a także jego elokwencja, sprawiały, że był ulubieńcem prasy. Gdyby nie prześladujące go kontuzje kolan, konflikty z kolegami i trenerami, a także zamiłowanie do korzystania z uroków życia, Ruud Gullit mógłby być jeszcze doskonalszy. Jednak niezależnie od tego popularny "Czarny Tulipan" i tak zajął należne mu miejsce w panteonie sław światowego futbolu.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Zapomniane legendy argentyńskiego futbolu:

Dokładnie 80 lat temu urodził się Agustín Balbuena, kolejny znakomity snajper rodem z Argentyny, któremu nie dane było zaistnieć na poważnie w reprezentacji. Trudno uwierzyć, że czterokrotny zdobywca Copa Libertadores zdołał zgromadzić w swoim dorobku ledwie osiem występów w narodowych barwach. Wystarczyło to jednak, żeby załapać się na mistrzostwa świata w 1974 r. Na turnieju w RFN wystąpił w meczach z Polską, Haiti, Holandią i Brazylią. Balbuena urodził się w leżącym w północno-wschodniej Argentynie mieście Santa Fe. Swoje pierwsze piłkarskie doświadczenia zbierał, będąc zawodnikiem miejscowego Club Atlético Colón. Debiutował w dorosłej drużynie na boiskach Primera División B w sezonie 1964/65, w którym klub wywalczył awans do Primera División. Przez kolejne cztery lata ugruntował swoją pozycję w zespole i stał się pewnym punktem drużyny. Kiedy w 1970 r. przenosił się do Rosario Central, jego licznik oficjalnych występów dla Colón zatrzymał się na liczbie 93 spotkań, w których 22 razy trafiał do siatki. W nowym klubie spędził tylko rok, ale zdążył w tym czasie dotrzeć z kolegami do finałowego spotkania Campeonato Nacional. Ich przeciwnikami byli wtedy zawodnicy Boca Juniors, którzy dopiero w dogrywce zdołali rozstrzygnąć losy meczu na swoją korzyść. Balbuena wszedł w tym spotkaniu na murawę w trakcie drugiej połowy, ale niczym szczególnym się nie wyróżnił. Rok później Rosario znów doszło do finału i tym razem wyszło z walki zwycięsko, ale Agustína wtedy już dawno nie było w klubie. Sezon 1971 był pierwszym z kilku, jakie rozegrał dla wielkiego Club Atlético Independiente i początkiem najlepszego okresu w jego karierze. Po przenosinach do Avellaneda z marszu wszedł do pierwszego zespołu i wkrótce za kolejnymi występami zaczęły też iść i gole. Nie był najskuteczniejszym zawodnikiem zespołu i czasem pozostawał nieco w cieniu takich graczy, jak choćby Ricardo Bochini. Tworzył jednak ważny element trenerskiej układanki i dobrze wywiązywał się z powierzonych mu zadań. Już w pierwszym roku swojego pobytu w klubie Balbuena mógł cieszyć się z wygranej w Torneo Metropolitano, która dawała prawo startu w Copa Libertadores. To właśnie w tych rozgrywkach święcił z kolegami największe triumfy. Mimo że w krajowych rozgrywkach Independiente prezentowało się dość przeciętnie, to na arenie międzynarodowej mało kto mógł się z nimi równać. W 1972 r. w finałowym dwumeczu 2:1 pokonało peruwiańskie Universitario. Rok późnej Argentyńczycy po raz drugi z rzędu okazali się najlepsi, tym razem w finale zwyciężając po trzech wyrównanych bojach Colo-Colo z Chile. Trzeci puchar do klubowej gabloty trafił w 1974 r., a gorycz porażki musieli wówczas przełknąć gracze São Paulo FC. Balbuena w rewanżowym spotkaniu w Avellaneda swoim golem ustalił wynik meczu na 2:0, co finalnie doprowadziło do konieczności rozegrania trzeciego, decydującego spotkania. W Santiago górą było wówczas Independiente, wygrywając 1:0. Również trzech meczów do wyłonienia zwycięzcy potrzeba było w 1975 r. Balbuena z kolegami czwarty raz z rzędu zameldował się w finale i czwarty raz z rzędu okazał się lepszy od rywali, którymi tym razem byli zawodnicy chilijskiego Unión Española.

Agustín Balbuena miał swój niemały udział w każdym z tych triumfów. Momenty chwały przeżywał także przy okazji meczów o Puchar Interkontynentalny. W 1973 r. jego zespół jedyny raz zwyciężył w tych rozgrywkach, pokonując na Stadio Olimpico w Rzymie Juventus. Rok wcześniej Independiente musiało uznać wyższość Ajaxu, a rok później lepsze okazało się Atlético. Co prawda pierwszy mecz po golu Balbueny wygrało Independiente, ale w rewanżu Hiszpanie odrobili straty i wygrali 2:0. Przez pięć lat gry dla Independiente uzbierał 214 oficjalnych występów i strzelił dla klubu 50 bramek. W 1976 r. został zawodnikiem drugiego wielkiego klubu w mieście, czyli Racingu. Na stadionie El Cilindro występował jednak tylko przez rok, a bilans, który zamknął się w trzech bramkach w 19 spotkaniach nie rzucał na kolana. Ostatnie lata czynnej kariery spędził w Kolumbii. Zaliczył tu krótkie epizody w barwach Club Atlético Bucaramanga i América de Cali. Przed przejściem na emeryturę próbował jeszcze szczęścia w lidze salwadorskiej, gdzie związał się z klubem C.D. FAS, aż w końcu w 1978 r. zawiesił buty na kołku. Po zakończeniu kariery ponownie związał się z klubem, w którym święcił triumfy i zajął się wyszukiwaniem młodych talentów. To on jako pierwszy zwrócił uwagę na umiejętności Sergio Agüero, który trafił pod jego opiekę w wieku ośmiu lat. Balbuena miał spory wpływ na rozwój talentu młodego chłopaka i nie posiadał się ze szczęścia, kiedy Agüero debiutował w lidze krótko po ukończeniu 15 lat.

@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

8

Zapomniane legendy urugwajskiego futbolu:

1 września 1900 r. urodził się José Pedro Cea; był urugwajskim piłkarzem grającym na pozycji lewego skrzydłowego( napastnika ). Jego rodzina pochodziła z Redondeli w Hiszpanii ale jako dziecko osiedlił się w Arroyo Seco, obecnej dzielnicy Montevideo. Odniósł sukcesy jako piłkarz w urugwajskich klubach, takich jak Lito, Bella Vista i Club Nacional de Football a także w reprezentacji Urugwaju, z którą wygrał dwa razy Igrzyska Olimpijskie uznawane przez FIFA za Mistrzostwa Świata, Mistrzostwa Świata w 1930 roku i dwa razy Copa América. Cea był najskuteczniejszym strzelcem reprezentacji Urugwaju na Mistrzostwach Świata w 1930 roku. W finale z Argentyną zdobył decydującą bramkę, co dało częściowy remis 2:2, a mecz zakończył się zwycięstwem „niebiesko-niebieskich” 4:2. Rozegrał 27 meczów w reprezentacji Urugwaju i strzelił 13 bramek. Co ciekawe, był jedynym urugwajskim piłkarzem należącym do pokolenia, które zwyciężyło na igrzyskach olimpijskich i Mistrzostwach Świata w 1930 r. (tzw. „pokolenie olimpijskie”), który zagrał we wszystkich meczach tych turniejów. Przydomek „olimpijskiego wyrównującego” zyskał również za ważne gole zdobyte na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu w 1924 r. (strzelił gola w zremisowanym 1:1 meczu półfinałowym z Holandią, który zakończył się zwycięstwem The Blues 2:1), na Igrzyskach Olimpijskich w Amsterdamie w 1928 r. (strzelił gola w zremisowanym 1:1 meczu półfinałowym z Włochami, który następnie zakończył się zwycięstwem Urugwaju 3:1 po golach Campolo i Scarone) oraz za bramkę w zremisowanym 2:2 meczu z Argentyną w finale Mistrzostw Świata w 1930 r. na Estadio Centenario, gdzie Urugwaj został pierwszym mistrzem świata, wygrywając 4:2. Jako trener reprezentacji narodowej zdobył mistrzostwo Copa América 1942 w Montevideo.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

9

Pożegnalne spotkanie żywej legendy FC Barcelony:

1 września 1981 odbył się pożegnalny mecz jednej z najbardziej lubianych legend Dumy Katalonii a mianowicie Carlesa Rexacha. W meczu tym FC Barcelona pokonała reprezentacje Argentyny 1:0 po golu Alana Simonsena. Wówczas w składzie gości wystąpił niespełna 21-letni Diego Maradona, o którym spekulowano iż niedługo może trafić do Blaugrany, co stało się rok później. Rexach zszedł z boiska w 17 minucie w asyście szpaleru utworzonego przez pozostałych piłkarzy.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

9

Premierowa edycja:

1 września 1966 r. odbył się pierwszy w historii finał o Puchar Gampera(Trofeu Joan Gamper). Do premierowej edycji turnieju sygnowanego nazwiskiem założyciela FC Barcelony zaproszono Anderlecht Bruksela, FC Nantes oraz 1 FC Köln. Barça w półfinale wygrała 2:1 z Belgami(gole zdobyli: Fuste i Zaldua), natomiast w finale pokonała zespół z Kolonii 3:1 po golach Fuste, Rife oraz Vidala. Drużyna 1 FC Köln jest jedyną poza gospodarzami, która wygrywała to trofeum więcej niż raz(dokonała tego w 1978 oraz 1981). Do roku 1996 w mini turnieju startowały 4 ekipy. Jednego dnia rozgrywano półfinały a kolejnego mecz o 3 miejsce oraz finał.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

Jestem zawiedziony ostatnio "naszą" Barcunią i to głównie grą a nie wynikami. Z Levante, które podarowało nam gola powinien być remis a wczoraj to niemal cud że nie przegraliśmy na ,,Vallecas"! W dodatku Flick ustawia linie defensywną na polowie przeciwnika a co za tym idzie łatwo nas skontrować. Tak dalej być nie może panie Flick, musisz pan coś z tym zrobić...

8

Nieco zapomniane legendy polskiego futbolu:

31 sierpnia 1944 r. w Gliwicach urodził się Joachim Marx. Przygodę z piłką zaczynał w Sośnicy Gliwice. Potem przyszedł czas na GKS Gliwice a stamtąd Joachim Marx powędrował do Gwardii Warszawa, by odrobić tam służbę wojskową. W stołecznym klubie wypłynął na szerokie wody. Spędził w nim sześć lat, zagrał 139 spotkań i strzelił 78 goli. Miał odejść już w 1967 r. Przez jakiś czas trenował z Górnikiem Zabrze. Jednak na jeden z treningów czarną wołgą przyjechał pułkownik Budziłowski z Gwardii i namówił ,,Achima”, by ten spędził jeszcze sezon w Warszawie. Odszedł dwa lata później. Pojechał na Śląsk, ale już nie do Zabrza. Wybrał występy w niebieskiej koszulce Ruchu Chorzów. Zadebiutował w meczu z… Górnikiem. Gdy prezes Eryk Wyra z Zabrza zobaczył go w barwach lokalnego rywala, wykrztusił tylko zdezorientowany: Synek, coś ty zrobił? W Ruchu grał do 1975 r. Wystąpił w 162 ligowych meczach i 66 razy wpisywał się na listę strzelców. Z Niebieskimi wywalczył dwa tytuły mistrza Polski (1974 i 1975) i puchar Polski (1974). W finale tych ostatnich rozgrywek Ruch zwyciężył były klub Marxa – Gwardię Warszawa a ,,Achim” zdobył w tym spotkaniu dwa gole. Uchodził w tamtych czasach za jednego z czołowych snajperów ligi. Był już wówczas reprezentantem Polski. W narodowych barwach zadebiutował 3 grudnia 1966 r., w meczu z Izraelem w Jaffie, który zremisowaliśmy 0:0. Z orłem na piersi zagrał łącznie 23 razy i strzelił dla kadry 10 goli. Jego występy rozkładały się na niemal dekadę, bo ostatni raz reprezentował nasz kraj 26 października 1975 r. Graliśmy wówczas z Włochami i również było 0:0. Pomimo przyzwoitych statystyk wiele osób uważa, że Marx był piłkarzem, który świetnej gry w klubie nie potrafił przełożyć na występy w narodowych barwach (dziewięć goli zdobył w meczach towarzyskich). Mimo to może się poszczycić złotym medalem olimpijskim zdobytym w Monachium w 1972 r. Na olimpiadzie zagrał w dwóch spotkaniach: drugą połowę meczu z Ghaną (4:0) i pierwszą połowę meczu z Danią (1:1). Z gry w mistrzostwach świata w RFN, wykluczyła go choroba. Należy do elitarnego „klubu 100”.

W najwyższej lidze zdobył łącznie 102 gole w 244 meczach. W 1975 r. zdecydował się na wyjazd za granicę. Postanowił spróbować sił we Francji. Początkowo wyjazd utrudniali mu chorzowscy działacze, nie chcąc się zgodzić na ten transfer. Podobno w przejściu do Lens pomógł mu prezydent Francji – Valery Giscard d’Estaing – który interweniował w czasie wizyty w Polsce. Francuski prezydent żył w dobrych relacjach z ówczesnym merem Lens, stąd miała wyniknąć ta pomoc. Marx dzień po przybyciu do Francji zagrał już mecz i … popisał się hat-trickiem. Przeciwnikiem Lens był wtedy Lyon, jedna z najlepszych francuskich drużyn. Z Les Sang et Or zdobył wicemistrzostwo Francji. Łącznie zagrał tam 110 razy i strzelił 38 goli. Nie miał większych problemów z aklimatyzacją, gdyż okolice Lens były zamieszkane przez dużą ilość imigrantów z Polski. Po czterech latach przeniósł się do zespołu Noeux-les-Mines. Do gry w tym klubie przekonał go młody trener tego zespołu – Gerard Houllier. Grę w tym zespole łączył z pracą w markecie Leroy Merlin. Karierę piłkarza zakończył w 1982 r. Postanowił pozostać we Francji. Od tego czasu zawsze był blisko futbolu, wiążąc się z nim różnymi funkcjami. Był trenerem Lens, które wprowadził do Pucharu UEFA. Przez krótki okres pracował również w Tunezji, lecz szybko wrócił do Francji. Prowadził kluby z Ligue 2. Odpowiadał też za pracę związkowej szkółki piłkarskiej, z której wypłynęli m.in. Raphael Varane czy Gaël Kakuta. Pełnił też rolę skauta w Lens. Obecnie odpoczywa na zasłużonej emeryturze.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

1

@Safrani Oj nie igraj z przysłowiowym ogniem bo się wstydu najemy!
spojler?

3

@misterio No ja jeszcze wtedy nie "kochałem" Barcuni i nie widziałem tego debiutu Rivaldo. Jednak warto takie rzeczy pamiętać a wręcz trzeba pamiętać, kiedy jest się prawdziwym cule...

9

Bardzo udany debiut w Primera Division:

31 sierpnia 1997 r. w swoim pierwszym meczu w La Liga w barwach FC Barcelony Rivaldo strzelił 2 gole przeciwko Realowi Sociedad na Camp Nou i to już w pierwszej kolejce. FC Barcelona wygrała to spotkanie 3:0 a w końcowym rozrachunku tryumfowała w Primera Division, mając 9 punktów przewagi nad Athletic Bilbao.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

11

Zapomniane legendy katalońskiej Dumy:

31 sierpnia 1880 r. w Barcelonie urodził się Ernest Witty Cotton, anglo-hiszpański piłkarz, tenisista i biznesmenem. W 1899 r. Ernest zdobył mistrzostwo Hiszpanii w tenisie ziemnym, został również członkiem-założycielem Real Club de Tenis Barcelona a na początku XX wieku grał w piłkę nożną dla FC Barcelona. Był także odnoszącym sukcesy handlowcem a jego rodzinna firma Witty Group działa do dziś. Był młodszym bratem Arthura Witty'ego, również byłego piłkarza, biznesmena a nawet prezydenta klubu. Ernest korzystając z kompanii transportu morskiego Witty S.A., którą odziedziczył po ojcu, zaczął regularnie importować regulaminowe piłki, gwizdki i siatki do bramek. W ten sposób stał się jednym z pierwszych dostawców sprzętu sportowego w tamtej epoce. W pierwszych latach istnienia klubu, Blaugrana używała piłek wykonanych ze skórzanych kawałków, zszytych ze sobą nitką. Rezultatem była mało konwencjonalna piłka o nieregularnym kształcie, która szybko przestawała nadawać się do gry aż do czasu, gdy Ernest Witty ofiarował dwie piłki marki Greenville-Birmingham, które kupił podczas pobytu w Wielkiej Brytanii. Przywiózł również jeden z pierwszych gwizdków dopuszczonych regulaminem do wykorzystywania przy sędziowaniu meczów oraz pierwszą pare butów piłkarskich, które wywołały podziw wśród jego kolegów z drużyny z uwagi na ich wysoką jakość.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

16

Żywe legendy rodzimego futbolu:

30 sierpnia 1977 r. urodził się Kamil Kosowski, dobrze znany w Polsce lewoskrzydłowy. Tutaj przeczytacie jego karierę: http://www.historiawisly.pl/wiki/index.php?title=Kamil_Kosowski

@Safrani @Ogorinho1974 @Mixtape @misterio @Lionel_Messi10 @KrychaFCB @FcPortoFan1999 @Gary @Bernard777 @Adran360

14

Pożegnanie ikony Katalońskiej Dumy:

30 sierpnia 1961 r. odbył się pożegnalny mecz wybitnej legendy Blaugrany a mianowicie Ladislao Kubali. Wydarzeniem wieczoru był także gościnny występ Ferenca Puskasa oraz Alfredo Di Stefano w barwach FC Barcelony. Dwaj piłkarze Realu Madryt rozegrali wespół z Kubalą całą pierwszą połowę a Di Stefano dwukrotnie wpisał się na liste strzelców. Barça wygrała wówczas z francuskim Stade de Reims 4:3. ,,Odchodzę smutny, gdyż to finał mojej kariery”- mówił w wywiadzie pomeczowym Kubala. Wbrew temu co zapowiadał grał jeszcze u rywala zza miedzy(Espanyolu) a karierę kończył w szwajcarskim FC Zurich.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

8

Trofeu Joan Gamper po raz 42 w historii:

29 sierpnia 2007 r. FC Barcelona pokonała Inter Mediolan aż 5:0 w meczu o Puchar Gampera. Relacje z tego wydarzenia możecie przeczytać na ,,naszej” stronie: https://www.fcbarca.com/18907-5-0-barcelona-zniszczyla-inter-w-meczu-o-puchar-gampera.html

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

2

@Gary Owszem, dobry a żekłbym iż nawet bardzo dobry!

11

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło:

29 sierpnia 2001 r. FC Barcelona doszła do porozumienia z Francesco Coco. Po odejściu Sergiego Barjuana, Blaugrana miała spore problemy z obsadą lewej strony defensywy. Wypożyczony z AC Milan Włoch Francesco Coco zagrał w 33 spotkaniach, po czym przeszedł do Interu Mediolan. W sezonie 2002/03 szanse otrzymał wychowanek Fernando Navarro, jednakże spisywał się poniżej oczekiwań. Wówczas zdecydowano się na wypożyczenie z Lazio Argentyńczyka Juana Pablo Sorina. Dysponujący świetną techniką, długowłosy obrońca grał bez zarzutu, lecz… Dumy Katalonii nie stać było w tamtym czasie na zaproponowanie mu wymaganej pensji. Ostatecznie w 2003 r. wypożyczony a następnie wykupiony z Arsenalu Londyn został Giovani Van Bronckhorst i to zakończyło problemy na lewej obronie. Holender trafił do Barçy na preferencyjnych warunkach w rozliczeniu za młodziutkiego Fabregasa. Arsenal wydarł go Blaugranie gdyż Katalończycy nie mogli z nim podpisać profesjonalnej umowy ze względu na jego wiek.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@FcPortoFan1999 ... wspólnie ze Stalinem niestety...

6

@FCBparasiempre
Po awansie na MŚ 1938 i zaciętym pojedynku z Brazylią wydawać by się mogło, że Polska stopniowo zaczyna stawać się znaczącym punktem na futbolowej mapie świata. Kolejne miesiące błyskawicznie jednak to zweryfikowały. Biało-czerwoni nie byli w stanie pokonać m.in. Łotwy, Norwegii czy Irlandii, rywali, którzy jeszcze do niedawna wydawali się być w naszym zasięgu. Na szczęście ze wsparciem przybyły posiłki z Wielkiej Brytanii. Na zaproszenie PZPN do Polski zawitał legendarny zawodnik Arsenalu – Alec James, który miał wpajać szkoleniowcom znad Wisły metody pracy poznane w ojczyźnie. Nasza kadra czekała na zwycięstwo już od 12 miesięcy, kiedy latem przybywał do kraju. A lato było piękne tego roku… Alec James nie został ściągnięty do Polski w charakterze selekcjonera. Ponieważ pod względem wyszkolenia taktycznego, jak i przygotowania kondycyjnego nasz kraj znajdował się lata za Wielką Brytanią, postanowiono zainwestować w nauczyciela. James nie był trenerem, po zakończeniu kariery piłkarskiej realizował się bardziej jako dziennikarz. Tym niemniej w kraju, który nie miał od kogo czerpać wzorców, dobre było i to, nawet pomimo dużych problemów z przeskoczeniem bariery językowej. James, wbrew temu, co pisała większość ówczesnych gazet nie był Anglikiem, a Szkotem. Styl gry swojej ojczyzny starał się wpoić w naszej kadrze. Tym samym mieliśmy grać krótszymi podaniami i cierpliwiej przenosić piłkę z obrony do ataku, zamiast szukać natychmiastowych wykopów. Był on również wielkim zwolennikiem systemu WM, święcącego triumfy w Wielkiej Brytanii, a w Polsce praktycznie nieznanego. Jego wdrożenie u nas do najprostszych rzeczy jednak się nie zaliczało. Przed meczem z Węgrami nikt nie dawał naszym zawodnikom najmniejszych szans. My nie wygraliśmy 9 meczów z rzędu, zaś rywale byli aktualnymi wicemistrzami świata. Mimo, że skład Węgrów był nieco okrojony (do mniej niż połowy tego z finału MŚ), także i my mieliśmy swoje problemy kadrowe, wynikające z przygotowań mobilizacyjnych. Z tego powodu mimo klasy przeciwnika w podstawowym składzie naszych zawodników znalazło się aż trzech debiutantów, a czwarty pojawił się na murawie w trakcie spotkania. Newralgicznym punktem był środek naszej pomocy, który sprawił, że w tym jednym meczu Polska zastosowała własną wariację systemu WM. Wszystkie gazety zapisały nasze ustawienie w formacji 2-3-5, podkreślając jednak pozycję „stopera”. W teorii miał to być, zgodnie z zamysłem twórcy tego systemu Herberta Chapmana i wdrażającego go Aleca Jamesa, jeden z pomocników wycofany do wspierania działań defensywy. W naszym modelu jednak pozostał on w drugiej linii. Pierwsze próby z grą w tym stylu miały miejsce jeszcze przed pojawieniem się Anglika, kiedy w środku pomocy ofensywnie usposobionego Wasiewicza zastępowano zorientowanym bardziej na destrukcję Nycem. W tym spotkaniu nie mógł on jednak wystąpić. Zastępstwo było sporym zaskoczeniem – padło na Edwarda Jabłońskiego. Zawodnik Cracovii nie dość, że debiutował w kadrze, to dodatkowo po raz pierwszy grał w środku pomocy. Pod nieobecność przede wszystkim Wostala doszło też do przetasowań w ataku. Na flankach szansę dostali kolejni debiutanci – Jażnicki i Cyganek. Zwłaszcza ten drugi, wypatrzony w Fabloku Chrzanów, miał stać się jednym z kluczowych zawodników tego spotkania. Węgrzy, jako pierwszy nasz rywal w meczu międzypaństwowym, zawitali do kraju samolotem. Było to jednak podyktowane względami bezpieczeństwa. W obliczu niepewnej sytuacji międzynarodowej chcieli jak najszybciej opuścić Polskę po meczu. Już przed nim dało się słyszeć drobne narzekania ze strony węgierskiej odnośnie terminu spotkania, który ich zdaniem nie pozwalał na odpowiednie przygotowani fizyczne. Nie zmienia to faktu, że z ich strony każdy spodziewał się zwycięstwa. Pierwsze minuty tylko to potwierdziły. Po chwilowej przewadze Polaków, Węgrzy przejęli inicjatywę. Dzięki szybkim i krótkim podaniom, raz po raz przedzierali się pod nasze pole karne. Słabo wyglądał nasz środek, mający problem z łączeniem obrony i ataku. Piłki po ewentualnych przechwytach były wybijane na ślepo i rzadko zbierane przez naszych napastników. Pomoc z kolei nie zapewniała możliwości krótkiego rozegrania, sama zaś nie stanowiła trudnej do przejścia zapory. 30 minut potrzebowali nasi rywale na zdobycie dwubramkowego prowadzenia po składnych kombinacjach. Chwilę później Polakom udało się jednak zdobyć kontaktowego gola, od którego rozpoczął się teatr jednego aktora. Ernest Wilimowski zaczął raz po raz rozmontowywać defensywę Węgrów indywidualnymi akcjami. Polacy zaczęli grać twardziej, zostawiając rywalom znacznie mniej miejsca niż do tej pory. W efekcie akcje naszych rywali stawały się mniej liczne, coraz częściej odzyskiwaliśmy piłkę wyżej. W środku harował za dwóch Dytko. Właśnie dzięki jego ofensywnym akcjom, Polacy atakowali całą szerokością boiska, rozciągając szeregi rywala. Bardzo często zapuszczał się on w głąb połowy Węgrów, kiedy nasza drużyna miała piłkę, natomiast w momencie jej straty, natychmiast cofał się by wesprzeć defensywę. Z tego względu więcej ataków pozycyjnych tworzonych było naszą lewą stroną. Tutaj również objawił się talent Pawła Cyganka. Wynaleziony przez Kałużę na boiskach A-Klasy zawodnik swoją nienaganną techniką doskonale radził sobie w indywidualnych starciach z rywalami, dzięki dynamice i dryblingom tworzył przewagę, która dawała więcej miejsca innym zawodnikom. Mógł na tym korzystać Wilimowski, który w drugiej połowie był już nieco mniej pilnowany, nawet pomimo tego, że rywale zostali zepchnięci do głębszej i liczniejszej defensywy. O ile Cyganek został cichym bohaterem tego spotkania (choć docenionym przez większość obserwatorów), tak pierwsze skrzypce kolejny raz zagrał Wilimowski. W drugiej połowie dorzucił dwa gole po indywidualnych akcjach. Według części źródeł także czwarty gol padł po tym, jak „Ezi” został sfaulowany w szesnastce po minięciu kilku rywali. „Przegląd Sportowy” w swojej relacji pisze z kolei o strzale Barana zablokowanym ręką. W obu wersjach egzekutorem rzutu karnego jest Piątek. Hat-trick Wilimowskiego wystarczył mu do zastania według ówczesnych relacji prasowych najlepszym strzelcem w historii reprezentacji, wyprzedzając Józefa Nawrota. Według aktualnych statystyk, w których nie liczona jest bramka długoletniego piłkarza Legii z uznanego za nieoficjalny meczu z Austrią, nastąpiło to jednak już wcześniej. Po latach to zwycięstwo ocenia się jako wielki sukces, z konkluzją, że przez wojnę doskonały polski zespół nie miał możliwości pokazania swojej klasy. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że przez pierwsze 30 minut nasi zawodnicy nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Węgrzy królowali niepodzielnie i wszystko wskazywało na to, że ten mecz skończy się pogromem. Taktyka z wysoko grającym „stoperem” nie okazała się zbyt skuteczna. Nie udało się poprawnie wdrożyć ustawienia WM, o wskazówkach nauczyciela ze Szkocji szybko zapomniano, po wojnie grając ponownie ustawieniem 2-3-5. Samo zwycięstwo w dużej części można zawdzięczać woli walki i indywidualnym umiejętnościom zawodników, którzy doskonale radzili sobie w pojedynkach. James mógł czuć pismo nosem, że pod względem organizacji gry mimo wszystko kroi się katastrofa. Jego zalecenia na mecz z Węgrami zakładały skupienie się na defensywie i liczenie na szczęśliwy remis.

Wszystko to miało formę przekazu zdalnego, bo Aleca Jamesa nie było już w kraju. Według jednych przekazów wrócił na wyspy po wypełnieniu kontraktu w połowie sierpnia, według innych – nie poczekał na mecz, wyjeżdżając w obawie przed nadchodzącą wojną. A ta już wtedy wisiała w powietrzu. Na trybunach sporo było osób w mundurach a na pomeczowym bankiecie (z którego zresztą goście urwali się tak szybko, że zapomnieli zabrać honoriarium za mecz) płk Kazimierz Glabisz stwierdził, że być może to ostatni mecz przed kolejną wojną. Słowa okazały się prorocze, gdyż już kilkanaście dni później dowodził improwizowaną grupą „Kielce”. I choć wszystko zmierzało ku najgorszemu, te 90 minut meczu dało Polakom nie tylko mnóstwo radości, ale też, jeśli wierzyć cytowanym opiniom ze stadionu, wiarę, że skoro dało się wygrać ten mecz, da się wygrać i wojnę. Przy golu na 4-2 jeden z widzów nie wiedząc za bardzo jak zamanifestować radość, zdecydował się otworzyć parasol.

Dla zainteresowanych podaje jeszcze inne źródło: https://sport.tvp.pl/44111679/polska-wegry-42-1938-piec-dni-przed-westerplatte-wielkie-zwyciestwo-polakow

7

A lato było piękne tego roku…

Polska-Węgry 27 sierpnia 1939 r.

O jednym z najlepszych meczów reprezentacji Polski w jej historii przeczytacie w odpowiedzi na mój komentarz. Życze wszystkim miłej lektury.


@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

11

„Estadi Johan Cruyff”

Od prawie 15 lat mówi się o nowym stadionie dla rezerw FC Barcelony. Ich obecny dom, Mini Estadi, był kozłem ofiarnym, gdy Barça opracowywała, publikowała i wycofywała szereg planów rozbudowy Camp Nou. Ostatecznie w styczniu 2014 r. klub ogłosił przebudowę swojego domowego stadionu za 600 mln euro, a chociaż plan ten podlegał dalszym opóźnieniom, jedną stałą rzeczą był upadek Mini Estadi. Dwa miesiące przed tym ogłoszeniem klub kupił działkę obok swojego kompleksu treningowego w Sant Joan Despí za 8,27 mln euro. Na tej ziemi miał stanąć nowy dom Barcelona B & Barcelona Femeni. W maju 2015 roku Battle & Roig Architects Studio wygrało przetarg na zaprojektowanie nowego stadionu. Ich zwycięska propozycja obejmowała dwupoziomową główną trybunę, inspirowaną starym klubowym Campo de la Calle Industria , podczas gdy pozostałe trzy strony miały sześć rzędów siedzeń pod płytkim, wspornikowym zadaszeniem. 24 marca 2017 roku, w pierwszą rocznicę śmierci Johana Cruyffa, Barça ogłosiła, że nowy stadion będzie nosił imię klubowej legendy. Pierwsze boisko na tym terenie zostało oficjalnie otwarte 14 września 2017 roku podczas ceremonii, w której uczestniczyli prezes klubu Josep Maria Bartomeu, kapitan Andrés Iniesta, przedstawiciele Barcelona B & Barcelona Femeni i burmistrz Sant Joan Despí. Estadi Johan Cruyff został oficjalnie zainaugurowany 27 sierpnia 2019 r. Prezydent Bartomeu ponownie był obecny, wraz z wdową po Cruyffie Danny i synem Jordim. Pierwszą drużynę reprezentowali Messi, Busquets i Piqué, a także niedawny nabytek z Ajaxu, Frenkie de Jong. Kapitan Barcelony B, Sarsanedas i kapitan Femeni Torrejón również byli obecni. Jordi Cruyff miał zaszczyt rozpocząć pierwszy mecz, towarzyski między młodzieżowymi drużynami Barcelony i Ajaxu. Ajax wygrał mecz 0-2, a Nacir Unuvar strzelił obie bramki dla młodej holenderskiej drużyny. Pięć dni później, 1 września 2019 r., Barcelona B rozegrała pierwszy oficjalny mecz na stadionie, a Jorge Cuenca z Barcelony strzelił pierwszego gola po 2 minutach, w remisie 2-2 z Gimnàstic de Tarragona. Barça opisuje nowy stadion jako klejnot koronny Ciutat Esportiva. Jest to stosowny hołd dla człowieka, który zrobił tak wiele jako zawodnik i menedżer, a także podkreśla zaangażowanie klubu w rozwój młodzieży. Stadion ma pojemność 6000 miejsc, z czego 5000 znajduje się w ciągłym dolnym pierścieniu, a reszta mieści się na górnym poziomie głównej trybuny. Posiada licencję UEFA Category 3 Status, co oznacza, że może rozgrywać mecze UEFA Youth League, a także mecze UEFA Women's Champions League. Jest również zatwierdzony przez LFP na mecze hiszpańskiej drugiej ligi. Stadion kosztował 12 mln euro, co daje 2000 euro za miejsce. Nie jest tani jak na stadion rezerwowy, ale ma wiele cech, które są teraz powszechne na stadionach 5 razy większych. Boisko, oświetlenie, siedzenia są najnowocześniejsze, a kwestie środowiskowe są rozwiązywane poprzez recykling wody deszczowej i sadzenie drzew w ilości odpowiadającej tym, które wyginęły po oczyszczeniu terenu (chociaż 700 miejsc parkingowych wydaje się być sprzeczne z tą polityką!). Estadi Johan Cruyff to nowoczesna wersja klasycznego projektu stadionu iberyjskiego, która oddaje sprawiedliwość wielkiemu człowiekowi.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

7

Puchar Gampera wędruje po raz ósmy w ręce Blaugrany:

27 sierpnia 1975 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Feyenoord Roterdam 3:1 w finale Pucharu Gampera po golach Marciala, Sotila oraz Cruyffa.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?