1

@Sysia11 No to pomijając nocke, to strumyk u mnie na ogół przerywał i miał bardzo słąbą jakość. Szkoda że nie transmitują w tv bo może by puścili powtórke? A skoro ogladałaś to jednak nie musisz wstawać rano do roboty?

7

Gdyby nie pan Kazimierz Górski i Zygfryd Szołtysik… nie byłoby żadnych sukcesów polskiego futbolu!

5 września 1972 r. Polska pokonała ZSRR 2:1 na igrzyskach olimpijskich w meczu, który w praktyce decydował o wejściu do finału imprezy. Sportowe zwycięstwa nad wielkim bratem ze Wschodu zawsze miały dla nas wyjątkowe znaczenie. To smakowało dość gorzko, bo zdarzyło się w cieniu tragedii. W dniu meczu z ZSRR w wiosce olimpijskiej doszło do zamachu terrorystycznego, w którym zginęło siedemnastu ludzi. Piłkarze mimo to wyszli na murawę i stoczyli pełen dramaturgii, niesamowity bój. Mecz z ZSRR był z gatunku „dla ludzi o mocnych nerwach”. Do przerwy przegrywaliśmy 0:1 (gola strzelił młodziutki Oleg Błochin) i wyglądaliśmy na boisku słabo. Po przerwie nie było wcale lepiej i kto wie, czy udałoby się w tym meczu cokolwiek ugrać, gdyby nie nos trenerski Kazimierza Górskiego. W 70. minucie wprowadził na boisko Zygfryda Szołtysika, który tchnął w naszych nowego ducha. W efekcie w 79. minucie Kazimierz Deyna wyrównał z rzutu karnego a na trzy minuty przed końcem właśnie Szołtysik, kapitalnym strzałem w „okienko”, dał nam upragnione zwycięstwo.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

2

@Gary A to szkoda bo on mimo zażywania narkotyków był po 30-tce wciąż genialny! Jednak swoją postawą znacząco osłabił Albicelestes

1

@Sysia11 Ty chyba do roboty nie musisz wstawać rano(!) przyznaj się? A jeśli tak to troche ci zazdroszcze bo ja lubie długo pospać a nie moge. A z kolei w sobote z automatu budze się o 5.30 bo to pora żeby wstawać do roboty ot i takie to życie...
A i jeszcze jedno pytanie: na jakim programie oglądałaś Albicelestes?

1

@Gary A to fajnie, fajnie bo był zajebisty! Mój pierwszy idol to wiadomo(!) widnieje na zdjęciu

7

Fenomenalny debiut, fenomenalnego napastnika:

5 września 1993 r. Romario da Souza Faria dokonał iście spektakularnego wyczynu. Otóż w swoim debiucie w La Liga w barwach FC Barcelony strzelił hattricka na Camp Nou przeciwko Realowi Sociedad. Jako jedyny w tym meczu zdobywał gole w 15, 65 oraz 88 minucie meczu.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

0

@Bernard777 No ale zaraz! Skąd taka pewność że już nigdy nie zagra na argentyńskiej ziemi? A jeśli będzie jakiś pożegnalny mecz albo jakiś towarzyski...?

10

Pożegnalne spotkanie ikony FC Barcelony:

5 września 1989 r. odbył się pożegnalny mecz jednej z największych legend Dumy Katalonii a mianowicie Migueliego Bernardo Bianquettiego. Ten urodzony w 1951 r. wychowanek FC Cadiz trafił na Camp Nou w 1973 r. i choć w swoim pierwszym sezonie w barwach Blaugrany rozegrał zaledwie jedno spotkanie pozostał w klubie przez 15 lat i wystąpił w aż 549 meczach, w tym 391 razy w La Liga, co stanowiło przez lata klubowe rekordy pobite dopiero przez Xaviego. W ramach benefisu popularnego ,,Tarzana” FC Barcelona zagrała z reprezentacją Bułgarii. W składzie Dumy Katalonii wystąpili trenerzy- Cruijff i Rexach a Johan strzelił nawet gola. Jedynego gola dla Bułgarów strzelił Stoiczkow, który dopiero rok później trafił do składu Barçy. ,,Nie ma takich pieniędzy na które zamieniłbym miłość tej publiki”- stwierdził wzruszony Migueli.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@misterio Po cholere wy wypisujecie te chińszczyzne!? nie wystarczy napisać zwyczajnie: najlepszy piłkarz meczu?
Skorupski rzeczywiście bronił świetnie ale ten pusty przelot i niepewna interwencja na samym początku meczu, moim skromnym zdaniem nie zasługuje na zawodnika meczu. Pilkarzem meczu wybrałbym właśnie Dumfriesa i to nie tylko za gola ale za całokształt jego umiejętności na boisku...

11

Panie i Panowie, szanowni cules, 5 września 1973 r. zadebiutował w barwach Blaugrany wielki człowiek i wielki sportowiec a mianowicie Śp. Johannes Hendrikus Cruijff. Miało to miejsce w towarzyskim meczu z Cercle Brugge, w którym to FC Barcelona zwyciężyła 6:0 a hattrickiem w tym meczu popisał się nie kto inny jak sam ,,Boski” Johan.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

1

@misterio MOTM?? A coć to do cholery?

10

Prawdziwi cules kultywują pamięć o legendach:

5 września 1953 r. zmarł Szkot George Pattullo. Był pierwszym, zapomnianym już dzisiaj superstrzelcem FC Barcelony. Do składu trafił podobno przypadkiem. Podczas treningowej gierki Barçy z drugą drużyną brakowało zawodników i zaproponowano mu grę. Strzelił gola już w oficjalnym debiucie i w sumie w 23 meczach zdobył niesamowitą liczbę 43 goli! Natomiast w oficjalnych meczach o stawke strzelił 15 goli w 8 meczach, co daje mu rewelacyjną średnią 1,87(!) gola na mecz i plasuje na 3 pozycji wszechczasów. W maju 1911 r. po zaledwie jednym sezonie postanowił wrócić do Szkocji. Rok później działacze Blaugrany próbowali namówić go do powrotu na półfinał Pucharu Pirenejów. Po kilku dniach bez odpowiedzi przyszła do klubu wiadomość z Londynu z krótką odpowiedzią: ,,Będę w piątek”. Okazało się później że piłkarz bał się iż telegram przejmie pracownik poczty Green, były zawodnik… Espanyolu. Pattullo strzelił oczywiście w finale 2 gole i wywalczył decydującego karnego na 3:2 w dogrywce. Co ciekawe Szkot sam zapłacił za hotel bo stwierdził że na zawsze zostanie amatorem. W 1928 r. wrócił ponownie do stolicy Katalonii i symbolicznie rozpoczął mecz z Oviedo. Publiczność zgotowała mu owacje, pamiętając jego dokonania sprzed lat.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

Ależ Jasio Urban ma farta w debiucie i to z tak silnym przeciwnikiem. Jednak z drugiej strony nie od dziś wiadomo że reprezentacja najlepiej gra z najsilniejszymi ekipami a ze słabymi przegrywa bądź remisuje, tak więc już wcale mnie nie zdziwi jak nawet przegramy z Finami, którzy na tą chwile są nieobliczalni...

9

@FCBparasiempre
Tak się jakoś złożyło że najbardziej widowiskowe pomysły miewali Francuzi i to im przypisuje się ich autorstwo. Jules Rimet doprowadził kiedyś do mistrzostw świata. W latach 50-tych spełniły się najpierw sny Gabriela Hanota i latem 1955 r. ruszył klubowy Puchar Europy a nieco później Henry Delaunay sprawił że narodziły się mistrzostwa Europy. W każdym razie gdy 16 grudnia 1954 r. na łamach ,,L’Equipe” ukazał się artykuł Hanota: ,,Proponujemy piłkarski Puchar Europy”, kości zostały rzucone. Odmienił się los europejskiej piłki. Najpierw puchar krajowych mistrzów a potem rozgrywki zdobywców klubowych pucharów i turniej UEFA, wcześniej zwany Pucharem Miast Targowych, stały się najbardziej popularnymi imprezami na kontynencie i nawet mistrzostwa Europy nie zagroziły tej popularności. Rozgrywki klubowe odniosły niebywały sukces sportowy, propagandowy, finansowy. Powstaje pytanie jak to się stało że pojedynki klubów przyćmiły inne formy futbolowej rywalizacji. Inicjatorzy tych rozgrywek po prostu spostrzegli iż towarzyskie mecze międzypaństwowe, różne okazjonalne turnieje międzynarodowe i mecze pokazowe nie mobilizują już w dostatecznym stopniu ani zawodników, ani kibiców. Słabnie zainteresowanie pojedynkami ,,bez stawki” Co więcej, w połowie lat 50-tych Europa była głęboko podzielona w następstwie zimnej wojny. Kontakty sportowe między Zachodem a Wschodem istniały ale w szczątkowej formie. Należało wymyślić taką formę rozgrywek, która by wciągnęła wszystkie kraje do konkurencji. W efekcie miało to wpłynąć na wzmożone zainteresowanie krajowych federacji, zawodników i kibiców i szybko się okazało że wpłynęło. Pomysł chwycił. Rozgrywki pucharowe przede wszystkim podniosły rangę i znaczenie wielkich klubów. Otrzymały one szanse sprawdzenia się na międzynarodowym forum i skorzystały z tej szansy. Choć idea wyszła od Francuzów, pierwsi ,,odcieli od niej kupony” Hiszpanie. Właśnie w pierwszych edycjach PEMK madrycki Real zbudował swą potęgę. Dziś pod kątem tych rozgrywek komponuje się drużyny i kupuje głośnych graczy. Trzeba powiedzieć że system rywalizacji był też dobrze wykoncypowany. Kolejne rundy wzmagały emocje. Duża częstotliwość pojedynków sprawiła że zaczęto mówić o ,,pucharowej karuzeli” a częstotliwość to także liczba widzów na trybunach. W ciągu kilku lat zainteresowanie wzrosło niesamowicie. Miało to oczywiście swoje skutki. Puchary zaczęły ,,zabezpieczać” pieniądze. Kluby odnoszące sukcesy stawały się coraz bogatsze. Mistrzowie krajów stawali się futbolową ,,wizytówką narodową”. Hierarchie klubowe zaczęły więc ważyć na hierarchiach narodowych. Już nie tylko wyniki reprezentacji stawały się istotne, tym bardziej że sławne drużyny klubowe prezentowały coraz wyższy poziom gry. Dzięki zgraniu zawodników i dzięki temu że mogły korzystać z graczy z innych kontynentów. Ba! Doszło do tego iż reprezentacje krajowe zaczęto budować ,,na bazie” klubów, które odnosiły w pucharach sukcesy. Karykaturalną formę przybrało to w przypadku Dynama Kijów. Zwłaszcza ranga PEMK rosła z roku na rok i znamienny jest przykład z roku 1983, kiedy to w finale HSV Hamburg po golu Maghata wygrał z Juventusem a mecz potraktowano w Niemczech jako rewanż za porażkę z Włochami w hiszpańskim mundialu. To świadczy najlepiej o znaczeniu, jakie przypisuje się klubowej rywalizacji. Nie jest przesadne stwierdzenie że rozgrywki te otworzyły nowe perspektywy przed piłka europejską. Stworzyły nowe fundamenty jej siły. Futbol w kilka lat po wojnie zagrożony w swej popularności zdobył władzę nad milionami. Mecze klubowe powodowały wygaśnięcie normalnego życia, wyludnienie miast. Zrodziły rytuały regularnego tele-kibicowania. Rozgrywki te, mając swoje istotne znaczenie sportowe, wprowadziły więc do naszego życie także nowe obyczaje. Wpisały się w świadomość ,,piłkarskiej środy”, kiedy króluje futbol. Niebywałe ale tak się właśnie stało! Z perspektywy lat widać wyraźnie jak silne było dążenie do stworzenia nowych form rozgrywek, rozszerzenia rywalizacji poza krajowe mistrzostwa czy pucharowe turnieje, w których bierze udział ograniczona i często dość przypadkowa grupa konkurentów. 16 grudnia 1954 r. na łamach wpływowej paryskiej ,,L’Equipe” , gazety wówczas o największym znaczeniu w sportowym światku Starego Kontynentu, ukazał się artykuł, w którym redakcja wykorzystując martwy sezon pragnie wywołać atrakcyjną dyskusje. ,,Proponujemy piłkarski Puchar Europy”- tyle w tytule a pod tekstem podpisany jest redaktor Jacques Ryswick.

Sam pomysł nie do końca był przemyślany bowiem zaproszenia do grona 16 uczestników miałyby być wyłącznie subiektywną oceną organizatorów. Nie mówi się nic o kryteriach wyboru uczestników, ani o obowiązkowym udziale mistrzów. Z punktu widzenia paryskiego komentatora, według bardzo subiektywnych kryteriów, ocenia się wartość europejskiego futbolu klubowego. Autor proponuje swoiste ,,klubowe mistrzostwa Europy” z udziałem kilkunastu zespołów a wśród nich: Stade Reims, Anderlech Bruksela, Grasshoppers Zurich, 1.FC Kaiserslautern, Real Madryt, Partizan Belgrad, Rapid Wiedeń, AC Milan, Volverhampton Wanderers, Honved Budapeszt oraz Dynamo Moskwa. To kryterium ,,mistrzostwa” wcale nie będzie zresztą długo najważniejsze, bodaj dopiero wiosną 1965 a więc w 10 lat po narodzinach idei, komitet organizacyjny wprowadzi obowiązek posiadania tytułu przez uczestników rywalizacji i to tytułu uzyskanego w ostatnich zakończonych rozgrywkach. Ten pomysł musiał narodzić się w czasie, gdy niemal w tym samym momencie nastąpiło działanie różnorodnych bodźców. Od politycznych uwarunkowań poczynając, bowiem okres ,,zimnej wojny” dzielącej Europe i świat ,,żelazną kurtyną”, męczył już nie tylko społeczeństwa ale i polityków, a z obu stron pojawiały się znaki otwarcia się na świat bez podziałów albo ukrycie ogromnych różnic politycznych pozornym współdziałaniem na niwie sportowej. W sporcie otwierała się epoka telewizji. Rodził się boom turystyczny. Europa a nawet świat bez granic, to hasło, które sięgało i do sportu. Specjalne pociągi piłkarskie, początkowo w jednym kraju, potem już międzynarodowe, przenosiły kibiców na atrakcyjne widowiska i zapewniały powrót. Było także wreszcie realizowane w praktyce organizowanie się Europy we własnej organizacji piłkarskiej, czemu długo przeciwstawiał się Jules Rimet, francuski prezydent FIFA ale też działacz czuły na swe wpływy i nie dopuszczający konkurencji na własnym europejskim podwórku. W tej sytuacji nie wystarczyły już krajowe rozgrywki, stadiony kurczyły się, ograniczając możliwości rozwoju, hamowały dopływ kapitału do przedsiębiorstw zwanych klubami piłkarskimi. Wiadomo że trzeba było grać częściej, coraz atrakcyjniejsze mecze aby przyciągnąć większą liczbę publiczności na trybuny. Zagraniczny rywal w grze o wszystko, czyli o awans do następnej rundy, miał być panaceum na spełnienie marzeń piłkarskiego swiata. W 1954 powstała UEFA, która zajęła się tworzeniem podstaw organizacyjnych i z wielkim trudem forsowała pomysł mistrzowskich rozgrywek dla reprezentacji narodowych. Tak się jednak dziwnie stało że pomysł ,,mistrzostw klubowych”, prywatna zrazu idea paryskiego dziennika, uzyskała zgode i oficjalny placet UEFA już na pierwszym kongresie w dniach 2 i 3 marca 1955 r. w Wiedniu. Myślę że działacze UEFA nie do końca zdawali sobie sprawę ze znaczenia klubowej rywalizacji o ,,mistrzostwo” kontynentalne a mając na głowie dziesiątki innych problemów, wśród których mecze narodowych drużyn ciągle miały jeszcze wyższą range, postawili na sprawę ich zdaniem łatwiejszą. Cztery miesiące po wiedeńskim kongresie wybrano komitet organizacyjny klubowych pucharów Europy(pucharów, ponieważ przeczuwano ze będzie ich więcej niż tylko turniej mistrzów). Piątka działaczy, mając pełnomocnictwa od Komitetu Wykonawczego UEFA, 18 lipca 1955 r. opracowała zasady rywalizacji i rozpoczęła praktyczną działalność. Siedem tygodni później rozegrano pierwszy mecz. Postanowiono zaprosić 16 zespołów a wśród nich londyńską Chelsea. Niestety władze angielskiej ligi nie wyraziły na to zgody i stąd w gronie premierowej edycji uczestników znalazła się polska drużyna. Zaproszono imiennie warszawską Gwardie choć ta nigdy nie była posiadaczem mistrzowskiego tytułu! Wyznaczono regulamin, który nie narzucał konkretnych terminów spotkań ale czas wyłonienia awansującej z każdej pary drużyny. Dopiero w 1966 r. ustalono sztywne ,,pucharowe” terminy dla wszystkich ekip. Znakomicie uprościło to rywalizacje a likwidacja tak zwanych ,,dodatkowych” trzecich spotkań(przy równym bilansie dwóch pierwszych) uczyniła rywalizację w każdej parze i w każdym meczu istną grą o wszystko. Potrzeba było jednak lat doświadczeń aby drobne na pozór innowacje(jak ,,podwójne” gole na wyjeździe czy konkurs rzutów karnych) uprościły system rozgrywek. Na początku sporom o terminy nie było końca a zmagania poprzez skomplikowany, rozciągnięty w czasie przebieg, nieco tonowały emocje. Jednak nie narzekajmy, pucharowe szaleństwo opanowało kibiców w całej Europie z siłą, jakiej Monsieur Hanot doprawdy nie mógł się spodziewać!

Pierwszy mecz PEMK rozegrano 4 września 1955 r. w Lizbonie, na Estadio Nacional. Miejscowy Sporting Clube de Portugal podejmował FK Partizan Belgrad, remisując 3:3 wobec około 30 tysięcy widzów. Sędziował Francuz Edouard Harzic a kapitańskie powitanie było dziełem Manuela Passosa i Stjepana Bobka. Pierwszy historyczny gol był dziełem João Martinsa w 14 minucie. Z kolei pierwszy mecz(trzy dni później) wygrał MTK Budapeszt pokonując na własnym stadionie Anderlecht Bruksela aż 6:3 a jednocześnie w tym meczu zanotowano premierowy hattrick, którego autorem był Węgierski napastnik Peter Palotas. Po tym pierwszym spotkaniu następne potoczyły się jak lawina, przekraczając w 35 edycji w sezonie 1989/90 liczbę 2 tysięcy. Kto nie docenia znaczenia tych gier dla rozwoju futbolu, dla wzrostu popularności tego sportu, nie zrozumie nic. Niemal wszystko co dobre ale i złe, wiązało się z klubową rywalizacją pucharową. To ona obok ligi i krajowych rozgrywek, stanowi o sile tego sportu. Dodajmy że na tyle atrakcyjną aby z czasem rozszerzyć się na turniej krajowych zdobywców pucharów oraz rywalizację zespołów miast targowych, przekształconych w rozgrywki o UEFA Cup. Wróćmy teraz do polskiego debiutanta w PEMK. Jak już wspomniałem przeciwnikiem warszawskiej Gwardii miał być mistrz Anglii Chelsea, która to zrezygnowała jednak ze startu, podając za przyczynę brak wolnych terminów. Tak naprawdę wyspiarze bali się kolejnej kompromitacji na arenie międzynarodowej a wycofanie wymogły władze angielskiej ligi. Tym samym pozostało wolne miejsce a Szwedzki Djurgardens Sztokholm musiał poczekać na nowego rywala. Władze UEFA proponowały Szwedom przeciwnika z Bułgarii, Rumunii bądź… Polski i właśnie ten ostatni kraj Skandynawowie wybrali. Dużo niejasności było także z nominacją naszego przedstawiciela. W Polsce grano wtedy systemem wiosna-jesień i mistrza za rok 1955 mieliśmy poznać dopiero w listopadzie. Logiczne zatem wypadało zgłosić do pierwszej rundy mistrza z poprzedniego roku – Polonię Bytom. Ta jednak spisywała się słabo w obecnym sezonie, więc aparatczykowiec z sekcji piłki nożnej Głównego Komitetu Kultury Fizycznej(ówczesny PZPN) postanowił zgłosić prowadzącą w tabeli ekstraklasy Gwardie Warszawa. Wówczas był to milicyjny klub, zatem stało za nim poparcie ważnego resortu. O milicyjnych wpływach przekonaliśmy się już podczas pierwszego meczu Gwardii, gdy do Sztokholmu zabrano Mariana Norkowskiego, słynącego z mocnego strzału napastnika… Polonii Bydgoszcz(kolejny klub z pionu gwardyjskiego). Dziś taki szwindel nie mógłby przejść ale Szwedzi zorientowali się dopiero po pierwszym meczu i oczywiście zaprotestowali a Norkowskiemu pozostał w biografii mecz w europejskich pucharach. W Sztokholmie wszystko było dla nas pierwsze. Premierowe spotkanie w pucharach, w dodatku w świetle jupiterów, pierwszy obroniony rzut karny(Stefaniszyn wspaniałą paradą wybił piłke zmierzającą w prawy dolny róg bramki). Co ciekawe, pechowy strzelec Parling, podbiegł do polskiego golkipera i pogratulował mu pięknej interwencji. Ostatecznie mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Trenerem Gwardii był wtedy Edward Brzozowski ale z racji swoich przekonań, nie był on lubiany przez władzę ludową, która… nie pozwoliła mu wyjechać z drużyną na mecz do Szwecji. Dlatego opiekę nad zespołem na to jedno spotkanie przejął Tadeusz Foryś. W rewanżu na ławce zasiadł już Brzozowski ale swojego debiutu w europejskich pucharach nie zaliczył do udanych. Na stadionie Wojska Polskiego 25 tysięcy widzów oglądało popisowy występ Szwedów, którzy już do przerwy strzelili ,,warszawskim harpaganom” cztery gole. Trzy z nich Erikson- pierwszy piłkarz, który zaaplikował polskiemu klubowi hattricka. Wynik(4:1 dla gości) ustalono już w pierwszych 29 minutach. Odnotujmy historycznego zdobywcę gola dla naszej drużyny Krzysztofa Baszkiewicza. Popularny ,,Baśka” miał smykałkę do tego rodzaju trafień bo był też autorem premierowej bramki Gwardii w Ekstraklasie. Dziś to zapomniana postać a szkoda, gdyż Baszkiewicz słynął z niekonwencjonalnych strzałów, zaś jego specjalnością były gole zdobywane bezpośrednio z rzutu rożnego, jak choćby dwie strzelone bydgoskiej Polonii w kwietniu 1956 r. Wprawdzie żadnemu polskiemu klubowi nie udało się tryumfować w jakimkolwiek europejskim pucharze, jednak batalie Ruchu Chorzów, Legii Warszawa, Widzewa Łódź a zwłaszcza Górnika Zabrze, który jako jedyny polski zespół zagrał w finale europejskiego pucharu, będą zawsze z dumą wspominane przez polskich kibiców i przez całe środowisko polskiego futbolu.


8

Narodziny najważniejszego pucharu w dziejach futbolu oraz jego premierowy mecz:

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

7

„Niebiescy” w drodze po kolejne mistrzostwo:

Po nerwowym pojedynku w Chorzowie z AKS-em drużyna Ruchu zaczęła być wśród dziennikarzy postrzegana jako zespół, który nie pozwoli się wyprzedzić innym. Jedynym zespołem, który zdawał się dotrzymywać kroku niebieskim była Krakowska Wisła, która osiągając dobre wyniki w rundzie rewanżowej usadowiła się na drugim miejscu w tabeli ligowej, mając tylko dwa punkty straty do lidera. Otóż tak ułożył się terminarz rozgrywek że następnym przeciwnikiem Ruchu w rozgrywkach ligowych była właśnie Wisła. Jak pisała prasa: przed kilkoma tygodniami nikt nie przypuszczał że rywalem Ruchu będzie Wisła. Krakowianie zebrali jednak w drugiej serii z miejsca cztery punkty a ponieważ konkurencji powineła się noga więc też znajdujemy wiślaków dzisiaj na drugiej pozycji. W tygodniu poprzedzającym mecz z Wisłą kapitan związkowy Kałuża ogłosił 16-osobowy skład na obóz przygotowawczy przed meczem reprezentacji Polski z Niemcami, który miał się odbyć w Chemnitz 18 września. Był to niezwykle prestiżowy pojedynek dla obydwu reprezentacji a ładunek propagandowy był wielkiego kalibru. Obóz został zaplanowany w dniach 5-10 września w Warszawie a głównym celem, który postawiono przed powołanymi zawodnikami było zgranie drużyny. Wśród powołanych piłkarzy znaleźli się zawodnicy Ruchu: Giemza, Wilimowski oraz Wodarz. Brak w kadrze Peterka śląska prasa nazwała nowym błędem pana Kałuży. Mecz z Wisłą zbliżał się wielkimi krokami, w prasie częściej pisano o dwumeczu śląsko-krakowskim, gdyż w tej samej kolejce AKS wyjeżdżał do Krakowa na mecz z Cracovią. Podawano skład, w jakim Ruch przystąpi do niedzielnego spotkania, wskazując przy tym na fakt iż z pewnością wystąpi Dziwisz, który już ostatecznie wrócił do zdrowia. Wątpliwości budził występ Słoty, którego sprawa w dalszym ciągu nie była rozstrzygnięta w zarządzie ligi i działacze Ruchu nie chcąc ryzykować walkowerów woleli nie wystawiać prawego łącznika w składzie. Przezorność ta z jednej strony świadczyła o pragmatyzmie kierownictwa Ruchu a z drugiej dość jaskrawo uwypuklała opieszałość, by nie rzec nieudolność władz ligi w sprawach tak istotnych dla uczestniczących w rozgrywkach drużyn, jak weryfikacja zawodników uprawnionych do gry. Mecz z Wisłą zaplanowano na niedzielę 4 września 1938 r. Początek spotkania wyznaczono na godzinę 16:30 a sędzią był legendarny Wacław Kuchar. Renoma przeciwnika oraz stawka meczu spowodowały że na trybunach zgromadziło się około 15 000 widzów, w tym kilka tysięcy sympatyków Wisły, którzy głośno dopingowali swój zespół. Niebiescy przystępowali do meczu z Wisłą w następującym składzie: Brom, Ibrom, Giemza, Kruk, Skrzypiec, Mikunda, Przecherka, Malcherek, Peterek, Wilimowski, Wodarz. Tak więc kolejny raz się okazało że Dziwisz w dalszym ciągu nie był zdolny do gry, PanHyrz odbywał służbę wojskową a na decyzję wydziału gier i dyscypliny cały czas czekał Słota. W związku z możliwym walkowerem nie zdecydowano się na prawego łącznika z Sosnowca. Nowością było przesunięcie Kruka do linii pomocy a jego miejsce na prawym skrzydle zajął Przecherka. Zanim sędzia dał sygnał do rozpoczęcia meczu zebrał piłkarzy na środku boiska i odczytał im rozporządzenie PZPN-u wzywające wszystkich zawodników do gry jak najbardziej fair i sportowego zachowania. Po odczytaniu rozporządzenia rozpoczął się mecz, w którym od samego początku zaatakowali „Niebiescy” i już w czwartej minucie po akcji z Peterkiem gola strzelił Wilimowski. W 8 minucie z podania „Ezziego” wynik podwyższył Wodarz. W 16 minucie przy dużym udziale bramkarza ruchu Wisła strzeliła gole na 2:1. Po tej akcji trenera Ruchu zdecydował się na zmianę bramkarzy i między słupkami stanął Tatuś. Teraz to Wisła była stroną atakującą i w 22 minucie uzyskała wyrównującą bramkę. Goście grali bardzo dobry, techniczny futbol, preferując grę po ziemi. Szwankowała jednak linia ataku gdzie widoczny był brak zdecydowania. Pod koniec pierwszej połowy ponownie zaatakował Ruch i w 38 minucie sędzia podyktował rzut karny, który Peterek zamienił na bramkę. Do przerwy Ruch prowadził 3:2. W drugiej połowie dalej trwała walka, przy czym częściej atakował Ruch, tyle że piłka zamiast w bramce lądowała na poprzeczce bądź tuż obok słupka. Wreszcie w 74 minucie sędzia ponownie podyktował jedenastkę dla Ruchu, której skutecznym egzekutorem był „Mietlorz”. Wynik 4:2 dla Ruchu utrzymał się już do końca spotkania.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

9

Kalendarium FC Barcelony:

4 września 1984 r. Stowarzyszenie Futbolistów Hiszpańskich zbojkotowało rozgrywki Primera Division. Domagało się ono większych praw do podejmowania decyzji dotyczących kształtu ligi hiszpańskiej. Wobec braku porozumienia w kolejny weekend ligowy kluby w większości postanawiają wystawić zespoły amatorskie bądź juniorskie. Barça uważała iż obcokrajowcy tacy jak Schuster czy Archibald powinni zagrać z uwagi na to iż nie należą do żadnej ze stron konfliktu. Trener Venables zdecydował jednak że nie wystawi ich aby nie zaognić sytuacji. W efekcie juniorska drużyna FC Barcelony pokonała Real Saragosse 4:0. Z zawodników, którzy występowali w tym meczu największą karierę zrobił Luis Milla, gracz ,,Dream Teamu” Cruijffa i Realu Madryt. Dla większości graczy był to jednak jedyny mecz w pierwszej drużynie Blaugrany.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

9

Pierwszy gol o punkty ,,El Pelusy”:


4 września 1982 r. Diego Armando Maradona strzela swojego debiutanckiego gola w La Liga w barwach Blaugrany. Ma to miejsce na Estadio Luis Casanova w przegranym meczu z Valencią 2:1. Pierwszego gola w tym meczu w 20 minucie strzelił właśnie Maradona.


@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11

0

@D10SLEO No tak kuźwa, będę całą nocke zarywał żeby jutro w robocie być nieprzytomnym i jeszcze kogoś zranić albo przejechać nie daj Boże!

0

@mkord Chwila! Przeca to gra Iga Świątek, na tą chwile to bodaj druga rakieta świata(!) a te facety kim są w światowym tenisie że muszą grać na głównym korcie ja się pytam!? Co kuźwa za sprawiedliwość?

0

@D10SLEO Tyle ćwierćfinałów panów i pań i oni muszą to grać wszystko na głównym korcie!??? Przecież to jest pojebane do kwadratu!!! Zwłaszcza jeśli są inne korty...

0

@bodzio10 A niby z jakiej paki nie mogą?

0

@mkord No i co w związku z tym? Nie można grać na innym!? Albo też faceci nie mogli grać na innym?

2

@F3DO To jest pojebane żeby nie było innego kortu!!!

0

@JimMorrisonFCB Co??? 11???

0

@F3DO Jak to!!? To ta pieprzona bogata Ameryka ma tylko jeden kort? No nie wierze!?

0

@D10SLEO Jakich panów i co to ma do rzeczy?

1

Co jest do cholery że ciągle przesuwają godzine meczu naszej kochanej Igi Świątek dzisiaj!? Najpierw była 17.00 potem 19.30, teraz już 20.45 a za chwile okaże się że będzie grała o północy! A niech ich szlak..

9

Postacie francuskiego futbolu:

3 września 1947 r. urodził się Gérard Houllier. Francuz najbardziej znany jest ze swojej pracy w Liverpoolu, który pod jego batutą na początku XXI w. odnosił największe od lat 80. sukcesy. Urodzony w położonym na północy Francji miasteczku Thérouanne szkoleniowiec ma też jednak za sobą krótką karierę zawodniczą. Na przełomie lat 60. i 70. Houllier był zapalonym piłkarzem i występował jako pomocnik, ale umiejętności starczyło mu tylko na poziom amatorski. Szybko zdał sobie sprawę, że wielkiej kariery nie zrobi i zaczął myśleć o pracy trenerskiej. Na uniwersytecie w Lille ukończył anglistykę, a w trakcie studiów zaliczył też roczny wyjazd do Liverpoolu, gdzie oprócz pracy, chętnie oddawał się też futbolowi. Swoją zawodniczą karierę kończył w Le Touquet AC i przez jakiś czas pełnił w klubie funkcję grającego trenera. Po paru latach znalazł zatrudnienie w US Nœux-les-Mines. W starym klubie pamiętają o nim jednak do dziś, czego dowodem jest stadion noszący jego imię. Z US Nœux-les-Mines związany był przez sześć lat i w tym czasie mimo ograniczonych środków zdołał awansować z zespołem do Division 2. Zwrócił tym uwagę lokalnego potentata, czyli RC Lens. To stery tego zespołu objął w 1982 r. i z drużyny z dolnej połowy tabeli szybko stworzył ekipę liczącą się w kraju. W 1984 r. jego podopieczni ukończyli zmagania na czwartym miejscu, co oznaczało awans do Pucharu UEFA. Jego pozycja we francuskim futbolu stale się umacniała, a kolejnym przystankiem na jego trenerskiej drodze była praca w Paris Saint-Germain. Na efekty nie trzeba było długo czekać i prowadzona przez Houlliera drużyna sezon 1985/86 zakończyła na szczycie ligowej tabeli, zdobywając tym samym pierwsze, historyczne mistrzostwo Francji. W paryskim klubie pracował tylko trzy lata i w 1988 r. został mianowany dyrektorem technicznym reprezentacji Francji i asystentem Michela Platiniego, który kierował wówczas drużyną narodową. Po słabym Euro 1992 w wykonaniu Francuzów Platini pożegnał się z posadą, a obowiązki selekcjonera powierzono Houllierowi. Miał uzyskać kwalifikacje na mundial w USA, ale mimo że na dwie kolejki Francuzi liderowali grupie i do awansu potrzebowali ledwie punktu, to ostatecznie musieli obejść się smakiem. Lepsi okazali się Szwedzi i Bułgarzy, a szerzej o tamtych eliminacjach pisaliśmy w tym tekście. W listopadzie 1993 r. Houllier podał się do dymisji. Przez kolejne kilka lat nadal był związany z krajową federacją, pracując z kadrami młodzieżowymi i juniorskimi. Na mistrzostwach Europy U-18 w 1996 r. jego podopieczni, wśród których byli m.in. William Gallas, Nicolas Anelka, Thierry Henry czy David Trezeguet, pewnie sięgnęli po końcowe zwycięstwo. Rok później ta sama drużyna pojechała do Malezji na młodzieżowe mistrzostwa świata. Houllier ze swoimi chłopakami zakończył rywalizację na ćwierćfinale, gdzie po rzutach karnych lepsi okazali się Urugwajczycy.

Wreszcie w lipcu 1998 r. zgłosił się po niego Liverpool, który zaproponował mu dzielenie funkcji trenera z Royem Evansem. Takie rozwiązanie nie przyniosło jednak oczekiwanych korzyści i po paru miesiącach Evans zrezygnował. Houllier miał dzięki temu wolną rękę i mógł spokojnie rozpocząć proces przebudowy zespołu. W ciągu kolejnych lat w drużynie pojawiło się sporo nowych twarzy, jak choćby Sami Hyypiä czy Vladimír Šmicer. Houllier nie bał się też stawiać na klubową młodzież. To pod jego okiem do seniorskiej piłki wchodzili Jamie Carragher, Michael Owen i Steven Gerrard. Liverpool był domem francuskiego szkoleniowca przez sześć lat. W tym czasie najbardziej owocny okazał się sezon 2000/01. Prowadzeni przez Houlliera graczy okazali się najlepsi w rozgrywkach Pucharu Anglii i Pucharu Ligi. W Pucharze UEFA dotarli do finału, gdzie dopiero po dogrywce pokonali hiszpańskie Deportivo Alavés 5:4. U progu nowego sezonu dołożyli jeszcze do tego wygrane w meczach o Tarczę Dobroczynności i Superpuchar Europy. Te triumfy nie przełożyły się jednak na wyniki w lidze. Tu Houllier musiał się zadowolić tylko wicemistrzostwem, które jego zawodnicy zdobyli w 2002 r. Wygrana w Pucharze Ligi w 2003 r. była ostatnim triumfem, jaki w barwach Liverpoolu odniósł Francuz. W maju kolejnego roku rozstał się z zespołem The Reds. Pod koniec maja 2005 r. przejął Olympique Lyon. Klub kolejny rok z rzędu dominował na krajowym podwórku, a Houllier miał sprawić, że gracze OL z dobrej strony pokażą się też w Europie. W 2006 r. dotarli co prawda do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, ale w kolejnym sezonie polegli już na pierwszej przeszkodzie w fazie pucharowej, jaką była Roma. Dla Jean-Michel Aulasa to było za mało i po dwóch latach pracy w klubie i zdobyciu dwóch krajowych mistrzostw, Houllier pożegnał się z posadą. We wrześniu 2010 r. na kilka miesięcy związał się z Aston Villą. Zespół nie prezentował się jednak najlepiej, co spotykało się z coraz większym sprzeciwem kibiców. W kwietniu 2011 r. francuski szkoleniowiec trafił do szpitala. Jego stan określano jako stabilny, ale do końca sezonu nie wrócił już na trenerską ławkę. 1 czerwca rozstał się z klubem za porozumieniem stron. Zmarł w Paryżu, gdzie przechodził operację serca. Miał 73 lata. Steven Gerrard powiedział o nim, że był kimś więcej, niż menedżerem. Legendarny pomocnik Liverpooli podkreślił też, że to właśnie Houllier pomógł mu się stać lepszym piłkarzem, lepszym człowiekiem i w końcu lepszym liderem.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

12

Zwycięstwo dało awans na mundial:

Dokładnie 20 lat temu na Stadionie Śląskim reprezentacja Polski pokonała w el. MŚ 2006, Austrie 3:2, po golach Eusebiusza Smolarka, Kamila Kosowskiego i Macieja Żurawskiego. Ten mecz miał praktycznie przypieczętować wyjazd polskich piłkarzy na niemiecki mundial. Austriacy musieli wygrać, żeby zachować szanse na drugie miejsce w grupie. Po jednostronnej pierwszej połowie nikt nie przypuszczał, że w końcówce emocje sięgną zenitu: poprzeczka, słupek i walka do ostatnich sekund. Mecz ostatecznie zakończył się triumfem biało-czerwonych, którzy wyjątkowo zagrali w nim w biało-czarnych barwach.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?