6

Starcia Barçy z polskimi klubami:

13 września 1989 r. FC Barcelona tylko zremisowała na Camp Nou z Legią Warszawa 1:1. ,,Mogło być gorzej”- komentowało ,,El Mundo Deportivo”. Blaugrana rozpoczynała kolejną edycje rozgrywek o Puchar Zdobywców Pucharów jako obrońca tytułu. Podopieczni Johana Cruijffa zaprezentowali się jednak słabo. Już w 21 minucie świetną kombinacyjną akcje Polaków zwieńczył golem Andrzej Łatka. Kuriozalnie w tej sytuacji zachował się Andoni Zubizarreta, który pomimo asekuracji obrońców wybiegł do Łatki na… 30 metr przed bramką. Napastnik ,,Wojskowych” minął golkipera Barçy i z ponad 25 metrów skierował piłke do pustej bramki. Duma Katalonii miała kilka okazji do wyrównania a Legia groźnie kontrowała. Jedna z akcji gości zakończyła się golem Romana Koseckiego lecz arbiter boczny zasygnalizował spalonego. Jednak jak pokazały powtórki o ofsajdzie nie mogło być mowy- Blaugrana mogła mówić o sporym szczęściu. Pięć minut przed końcem meczu w polu karnym legionistów upadł Julio Salinas i sędzia podyktował rzut karny, który na gola zamienił Ronald Koeman.

@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Pedernera:

,,Strzeliłem karnego, który przejdzie do historii futbolu w Leticii”- pisał z Kolumbii pewien młody Argentyńczyk. Nazywał się… Ernesto Guevara i jeszcze nie nosił przydomku ,,Che”. W 1952 r. włóczył się w poszukiwaniu przygód po Ameryce. Na brzegu Amazonki w Leticii, był trenerem lokalnej drużyny piłkarskiej. Swojego towarzysza podróży Guevara nazywał Pedernerita(czyli mały Pedernera). Nie było wówczas większej pochwały. Adolfo Pedernera był sercem i legendą ,,Maszyny” z River Plate. Ów człowiek orkiestra grał na wszystkich pozycjach, od ostatniego obrońcy po wysuniętego napastnika. Z tyłu kreował gre, posyłał podania dokładne co do milimetra, zmieniał rytm, zaskakiwał szybkością i siał postrach wśród bramkarzy. Zawsze rwał się do gry. Nigdy nie miał jej dość, chciał by mecze trwały wiecznie! Kiedy zapadał zmrok, klubowi działacze na próżno starali się go zmusić by przestał trenować i poszedł już do domu. Chcieli oderwać go od piłki ale nie potrafili, gdyż to ona nie chciała go opuścić…

@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

9

Żywe legendy polskiego futbolu:

12 września 1976 r. urodził się Maciej Żurawski. Wiele jest sporów w historii światowego futbolu: Real Madryt czy FC Barcelona? Buffon czy Casillas? Liga hiszpańska czy angielska? W Ekstraklasie w XXI wieku kibiców elektryzowały zaś pojedynki Frankowskiego i Żurawskiego o korone króla strzelców. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt że… grali w jednym klubie! ,,Franek łowca bramek” był skuteczniejszy od swego partnera z linii ataku. ,,Żuraw” natomiast górował kreatywnością. Nie tylko potrafił wykończyć akcje z pola karnego ale też dużo dawał w rozegraniu. Na pewno o wiele częściej trafiał z dystansu niż klubowy kolega. Zanotował też najwięcej asyst. Nie bez powodu Frankowski na liście swoich najczęstszych asystentów umieścił właśnie Żurawskiego, na okazjonalnym trykocie włożonym z okazji awansu na 3 miejsce w klasyfikacji strzelców wszech czasów. Sam ,,Żuraw” w tym zestawieniu znajduje się na 14 pozycji ex aequo z Nawrotem. Tę lokate dało mu 121 goli strzelonych w 251 meczach. Średnio więc niemal w co drugim meczu strzelał gola. Ten wynik byłby nawet okazalszy, gdyby nie średnio udany powrót na sam koniec kariery w szeregi Wisły, gdy trafił ledwie raz w 21 meczach. Bez tej edycji jego wynik wynosił 0,52 gola/mecz a zatem tylko o 0,03 gorzej od Frankowskiego Przez pewien czas zresztą nad nim górował. Setke skompletował w 3 kolejce edycji 2004/05, podczas gdy ,,Frankowi” udało się to 6 meczów później. Mimo tej rywalizacji obaj zawodnicy nie unikali wzajemnych podań i szukali siebie w polu karnym. Żórawski 2 razy został królem strzelców. Mógł też dokonać tego jeszcze raz. W 2005 r. Wisła dość szybko zapewniła sobie mistrzostwo i obaj zawodnicy ustalili by spróbować stanąć wspólnie na najwyższym stopniu strzeleckiego podium. Sytuacja boiskowa rozwinęła się jednak inaczej i ,,Żuraw” nie dogonił ,,Franka”. Granicy dobrego smaku bowiem obaj nigdy nie przekraczali w tej rywalizacji. Maciej jest też jedynym zawodnikiem w historii ligi, który w 4 sezonach z rzędu strzelił co najmniej 20 goli! W 108 meczach, które wtedy rozegrał strzelił zatem aż 87 goli. Nie mogło być inaczej skoro stać go było na takie wyczyny, jak 5 goli strzelonych w jednym starciu ligowym z GKS Katowice. Jako jedyny też w dwóch latach kalendarzowych w XXI wieku(2002 i 2004) strzelał więcej niż 20 goli.

Był też pierwszym piłkarzem po Erneście Pohlu, który w dwóch kolejnych meczach w jednym sezonie strzelił hat-tricka. Ta wewnętrzna rywalizacja przyniosła także wiele trofeów Wiśle Kraków. Z tym klubem Żurawski 5 razy sięgnął po mistrzostwo Polski. Dwukrotnie stał na drugim stopniu podium. Do tego też dołożył 2 Puchary Polski oraz jeden Puchar Ligi. Indywidualnie 3 razy wygrał punktacje ,,Złote Buty” katowickiego ,,Sportu”. W 2002 r. został zaś uznany Piłkarzem Roku zarówno w oczach tej redakcji, jak i ,,Piłki Nożnej”. Był ostatnim zawodnikiem, który zdobył ten tytuł jako przedstawiciel klubu Ekstraklasy. Niewątpliwie pomogły mu w tym udane występy na europejskiej arenie. W sezonie 2002/03 doszedł z Białą Gwiazdą do 1/8 finału Pucharu UEFA. Po drodze strzelił 2 gole NK Primorje Ajdovscina, 3 gole AC Parmie, 2 gole Schalke oraz 2 gole Lazio! Po tej edycji o Żurawskim zaczęło być głośno w całej Europie. Zalicza się też do piłkarzy z udziałem w największej liczbie turniejów międzynarodowych rangi MŚ lub ME w Polsce. Wyprzedzają go pod tym względem tylko Żmuda i Piszczek. ,,Żuraw” zagrał w barwach reprezentacji Polski na mundialach w 2002 i 2006 r. oraz na Euro 2008. Na tej ostatniej imprezie był nawet kapitanem. Nie zdobył na nich jednak żadnego gola. Najlepszą okazję ku temu miał na pierwszym mundialu XX wieku ale pomylił się przy wykonywaniu rzutu karnego, jako drugi z Polaków po Deynie. Odegrał za to ważną role podczas eliminacji do Euro 2008(13 meczów i jeden gol) a zwłaszcza do mundialu w 2006, gdy siedmiokrotnie pokonywał bramkarzy przeciwników. Lepsze wyniki w całej Europie uzyskali od niego tylko Ibrahimović, Pauleta i Koller. Ostatecznie w reprezentacji Polski zagrał 72 razy, co daje mu 13 miejsce na liście wszech czasów. Strzelił w tym czasie 17 goli. Po występach w Wiśle grał jeszcze m.in. w Celticu Glasgow. Świetnie spisał się zwłaszcza w pierwszym sezonie, gdy na jego koncie znalazło się 16 goli. Dzięki temu ,,Magic” stał się jednym z ulubieńców kibiców tego klubu. W Szkocji trzykrotnie zdobył mistrzostwo kraju. Dołączył do tego Puchar Szkocji oraz Puchar Ligi. Mistrzostwo wywalczył też na Cyprze w barwach Omonii Nikozja. W międzyczasie bronił barw greckiej Larissy. Na zakończenie kariery wrócił do Wisły, sięgając po kolejne mistrzostwo. Był to jednak jego pożegnalny sezon na najwyższym poziomie. Później amatorsko grał dla Porońca Poronin w 3 lidze. Jego występy cieszyły się dużą popularnością wśród fanów.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

9

Popis Stasia Terleckiego:

12 września 1979 r. Polska pokonała Szwajcarie 1:2 w eliminacjach ME 1980. Przed meczem w Lozannie reprezentacja Ryszarda Kuleszy miała proste zadanie. Wygrać ze Szwajcarią i utrzymać dystans do liderującej Holandii. ,,Oranje”, którzy tydzień wcześniej wygrali na Islandii, wyprzedzali biało-czerwonych o cztery punkty. Rozegrali jednak dwa spotkania więcej. Helweci do meczu przystępowali podbudowani dwoma zwycięstwami nad outsiderem z Wyspy Gejzerów ale Polacy cel zrealizowali. Bohaterem meczu został zdobywca dwóch goli, genialny wówczas skrzydłowy Stanisław Terlecki.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

10

(Nie)pamiętne finały Blaugrany:

12 września 1962 r. FC Barcelona przegrała finałowy dwumecz w Pucharze Miast Targowych. Barça zremisowała na Camp Nou 1:1 z CF Valencią i tym samym nie odrobiła strat z pierwszego meczu rozegranego 4 dni wcześniej na Estadio Mestalla i przegranego aż 6:2 i to pomimo prowadzenia 1:2. Wszystkie 3 gole w finałowym dwumeczu strzelił wyśmienity Sandor Kocsis. Blaugrana dotarła do decydującej rozgrywki w niezłym stylu strzelając 20 goli w 8 meczach granych systemem pucharowym. Rywale z Valencii zanotowali tym samym pierwszy tryumf w europejskich pucharach.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

8

Rekordowy wynik w 1 lidze polskiej(dziś mija 98 lat):

Pierwszym Mistrzem Polski wyłonionym w rozgrywkach ligowych była Wisła Kraków. W dziewiczym sezonie Ekstraklasy w 1927 roku dokonała również nie lada wyczynu, odnosząc rekordowe zwycięstwo na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w naszym kraju. Już od pierwszej kolejki Biała Gwiazda plasowała się w czołówce tabeli, pozycję lidera zajęła w maju i straciła ją dosłownie na moment na rzecz FC Katowice. Nie chcę wchodzić w szczegóły tego sezonu, podkreślę tylko, że panował w nim ogromny bałagan organizacyjny. 11 września Wisła podejmowała Toruński KS. U gości tuż przed wyjazdem do Grodu Kraka pojawiły się problemy. Jesteśmy w czasach amatorskiego futbolu, piłkarze nie zarabiali przez grę w piłkę. W szeregach Torunian było kilku zawodowych żołnierzy, którzy na czas wyjazdu wzięli urlop. Ich pech polegał na tym, że równolegle do rozgrywek Ekstraklasy toczyły się piłkarskie mistrzostwa wojskowe. Żandarmeria wojskowa ani myślała o personalnych osłabieniach, wobec czego wysłała na dworzec w Toruniu swoich przedstawicieli, by pod groźbą aresztowania namówić piłkarzy z TKS-u do zrezygnowania z gry w meczu ekstraklasowym na rzecz starcia wojskowego. Wybór musiał być tylko jeden. Sześciu zawodników z podstawowej jedenastki zostało w mieście Mikołaja Kopernika. W pociąg do Krakowa wsiadła zatem mocno osłabiona drużyna. Półtora tysiąca kibiców zgromadzonych na trybunach było bardzo zdziwionych, że goście wybiegli na boisko w 10-osobowym składzie. Kilka dni przed meczem prasa zapowiadała, że Białą Gwiazdę czeka ciężka przeprawa, tymczasem, i nie ma co się dziwić, zdekompletowana i mocno osłabiona ekipa z Torunia stawiała jej realny opór jedynie na początku pierwszej i w pierwszych minutach drugiej połowy. Pędzący po mistrzowski tytuł Wiślacy wygrali aż 15:0(!) co do dzisiaj pozostaje najwyższym zwycięstwem w historii Ekstraklasy. Relacje prasowe nie były niestety tak dokładne jak dzisiaj, zatem nieznane są minuty, w których piłkarze wpisywali się na listę strzelców. Wątpliwości budzi nawet ich zestawienie, bo przez jakiś czas zastanawiano się, czy Henryk Reyman rzeczywiście strzelił sześć czy osiem goli. Oficjalnie z sześcioma trafieniami do 1939 roku pozostawał zdobywcą największej liczby goli w jednym meczu. Jego wyczyn solidnie poprawił Ernest Wilimowski, o czym już nie raz wspominałem na łamach fcbarca.com. Co ciekawe, pomimo 15-krotnej kapitulacji, na pochwałę ówczesnej prasy zasłużył bramkarz Toruńskiego KS, Franciszek Zdrojewski. W tygodniku “Stadjon” pisano: „W TKS grał świetnie bramkarz Zdrojewski, który uchronił drużynę przed jeszcze większą przegraną i wywołał swą nadzwyczajną grą szczery oklask publiczności”. Na wyróżnienie zapracował również w ,,Nowym Dzienniku”: „Druzgocące zwycięstwo czerwonych nad niekompletną jedenastką z Torunia, robiącą raczej wrażenie III-klasowej, niż ligowej, drużyny. Poza środkowym pomocnikiem Stogowskim i bramkarzem, grającym z wielkim szczęściem – zero”.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

0

@Gary Zgadza sie masz racje! Nie wiem dlaczego ale umkneło mi to! Dzięki śliczne za przypomnienie, w najbliższym czasie dopisze to :)

13

Wybitne legendy futbolu:

11 września 1945 r. urodził się Franz Beckenbauer, środkowy obrońca Mistrz Świata 1974(RFN); Mistrz Europy 1972(Belgia); 3 krotny Zdobywca Pucharu Mistrzów(1974,75,76); Zdobywca Złotej Piłki France Football-1976 Zdobywca Pucharu Zdobywców Pucharów w 1967 Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego w 1967 4 krotny Mistrz RFN(1969,72,73,74) 4 krotny Zdobywca Pucharu RFN(1966,67,69,71)

Wszystko zaczęło się w 1958 roku. Wówczas grający jeszcze w TSV 1860 Monachium, 13-letni Franz został spoliczkowany przez jednego z piłkarzy monachijskiej drużyny. Postanowił zmienić klub. Wybrał FC Bayern, czego dziś z pewnością nie żałuje. Postać Beckenbauera od lat utożsamiana jest z drużyną Bawarczyków. Powodów jest wiele. W przeciągu 50 lat, które już spędził w klubie, wielokrotnie sięgał po rozmaite trofea. W 1965 roku przyczynił się do awansu swojej drużyny do Bundesligi, 4-krotnie cieszył się z Mistrzostwa Niemiec (1969, 1972-74) i triumfu w Pucharze Niemiec (1966, 1967, 1969, 1971). Jego największym, klubowym sukcesem było 3-krotne zwycięstwo w Pucharze Mistrzów (1974-76). Były to czasy "panowania" Monachijczyków na europejskich boiskach, co udowodnili również zdobyciem Pucharu Zdobywców Pucharów w 1967 roku oraz Pucharu Interkontynentalnego w 1976 roku. "Koronację Cesarza" stanowiło jednak zdobycie Mistrzostwa Świata z reprezentacją narodową w 1974 roku. Jego finezja, opanowanie piłki oraz pomysłowość zadziwiła cały "piłkarski świat".

W 1977 roku, po rozegraniu 396 meczów ligowych i strzeleniu 44 bramek dla Bayernu, postanowił opuścić swój dotychczasowy klub i przejść do nowojorskiego Cosmosu. Nie była to udana decyzja, po czym nastąpiła ponowna zmiana klubu, tym razem na niemiecki Hamburger SV. Wówczas "Cesarz" rozpoczął nowy etap swojego życia zawodowego. 4-krotny "Piłkarz Niemiec" (1966, 1968, 1974, 1976), został trenerem reprezentacji narodowej. Ta funkcja również zaowocowała wielkim sukcesem. Po raz drugi w swojej karierze sięgnął po Mistrzostwo Świata (1990), tym razem jako selekcjoner, po czym wrócił do Monachium. Od 28 grudnia 1993 do 30 czerwca 1994, jak również od 29 kwietnia 1996 do 30 czerwca tego roku trenował graczy FCB. Zdobył wówczas 2 tytuły: w 1994 roku Mistrzostwo Niemiec, a w 1996 roku Puchar UEFA. W 1994 roku został również prezydentem Bayernu. Po przekształceniu klubu w spółkę akcyjną w 2002 roku pełni także funkcję przewodniczącego zarządu. Beckenbauer jest również ważną osobą w Niemieckim Związku Piłki Nożnej. Tam, w 1998 roku wybrano go wice-prezydentem DFB. Był również szefem komitetu organizacyjnego, przygotowującego niemieckie stadiony do Mistrzostw Świata w 2006 roku. "Cesarz" bez wątpienia jest jednym z najbardziej zasłużonych ludzi dla niemieckiego futbolu i jeśli posiadałby "cesarski tron", z pewnością umieściłby go przy Säbener Straße.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

10

Genialny Wilimowski i spółka oklaskiwani przez warszawską publiczność:

Pomimo słabej passy drużyny z Warszawy w rundzie rewanżowej mecz wzbudzał w stolicy spore zainteresowania. Występ Wodarza i Wilimowskiego rozpalał wyobraźnię kibiców, którzy chcieli na własne oczy zobaczyć w akcji największe gwiazdy ligowe piłki. O Ruchu pisano w prasie jako o przyszłym mistrzu Polski a w jego szeregach wypatrywano kolejnych zawodników, którzy mogliby pójść w ślady swoich wielkich kolegów z formacji ataku. Prasa Warszawska pisała iż niemal przesądzony jest walkower dla Pogoni Lwów za udział w meczu nieuprawnionego zawodnika Ruchu Słoty, zatem ewentualne zwycięstwo Warszawianki niwelowałoby przewagę drużyny z Wielkich Hajduk nad Warszawianką do dwóch punktów i kwestia mistrzostwa byłaby nadal otwarta. Natomiast zwycięstwo Ruchu bardzo mocno przybliżałoby drużynę do Mistrzostwa Polski. „Niebiescy” jednakże zmagali się z problemami kadrowymi. Kontuzji ciągle nie wyleczył Dziwisz, niezdatny do gry był Czempisz a forma Nowakowskiego była bardzo słaba. Wciąż nie było decyzji w sprawie Słoty. Jednocześnie padały stwierdzenia że Słota będzie mógł wystąpić dopiero po 23 września, wówczas bowiem minie termin karencji. Działacze „Niebieskich” dmuchając na zimne nie brali pod uwagę wystawiania Słoty do składu meczowego, stąd problemy. W niedzielę 11 września 1938 r. o godzinie 16:00 „Niebiescy” na stadionie Wojska Polskiego rozpoczęli mecz z Warszawianką w następującym składzie: Tatuś, Giemsa, Ibrom, Fica, Skrzypiec, Mikunda, Kruk, Malcherek, Peterek, Wilimowski i Wodarz. Na stadion przybyło ponad 10 000 kibiców pragnących zobaczyć w akcji najlepszych polskich piłkarzy. Do Warszawy udała się także specjalnym pociągiem pokaźna liczba kibiców Ruchu ze Śląska. Mecz rozpoczął się od kilku ataków gospodarzy próbujących zaskoczyć „Niebieskich” sprawnym strzeleniem bramki. Hajduczanie szybko się otrząsnęli i z każdą minutą zaczęli coraz bardziej dominować na boisku. W 16 minucie Po składnej akcji napadu Ruchu gola strzelił Malcherek i Ruch prowadził 1:0. Chwilę później gola strzelił Wilimowski, jednak sfaulował przy tym obrońcę z Warszawy i sędzia bramki nie uznał. W 30 minucie po jednej z nielicznych akcji gospodarzy w zamieszaniu pod bramką Tatusia najlepiej zachował się napastnik gospodarzy Smoczek, który wepchnął piłkę za linię bramkową. 5 minut później po wspaniałej solowej akcji gola zdobył Wilimowski i do przerwy Ruch prowadził 2:1. W drugiej połowie w dalszym ciągu drużyną lepszą był Ruch: „... Wilimowski uwziął się bowiem, aby nie tylko wygrać (jak zapowiedział) ale i deklasować przeciwnika. Jak powiada żargon piłkarski ,, kiwał więc na sztuki" w rezultacie kiedy w 10 minucie po przerwie przedefilował wzdłuż całej defensywy Warszawskiej od prawego aż na lewe skrzydło, rzucił się nań rozsierdzony Joksz i potraktował soczystym kopnięciem że Wilimowski z miejsca się zwalił”- donosił Przegląd Sportowy. Brutalny faul zmartwił wszystkich. Wilimowskiego znoszą z boiska! Ciężka kontuzja! W loży reprezentacyjnej poruszenie. Natychmiast zeszedł do delikwenta prezes PZPN-u pułkownik Glabisz aby pocieszyć najlepszego naszego zawodnika. W pokoju zebrało się od razu kilku lekarzy na Konsylium. Wilimowski przez 5 minut nie otwierał ust. Do przytomności doprowadza go inżynier Przeworski mówiąc: - Ernest wstawaj, zrób kilka ruchów nogą. „Boli, bardzo mnie boli”- wykrztusił Wilimowski. Lekarz stwierdził silne potłuczenie kostne lewej nogi. Po nałożeniu opatrunku i stwierdzeniu że kontuzja nie jest w zasadzie groźna inżynier Przeworski polecił Wilimowskiemu wyjść na boisko. Ruch pod nieobecność Eziego dalej grał swoje i podwyższył prowadzenie po strzale Peterka z rzutu karnego. Po powrocie na boisko w 81 minucie Wilimowski, ładnie kombinując z Wodarzem ustalił wynik spotkania na 4:1 dla Ruchu. Piękna gra „Niebieskich” spowodowała że nawet warszawska publiczność nagradzała zagrania Hajduczan burzliwymi oklaskami. Natomiast kibice Ruchu wpadli w euforię, fetując doskonałą grę swoich ulubieńców. Po końcowym gwizdku zanieśli na ramionach Wilimowskiego do szatni wiwatując na jego cześć. Uradowany zawodnik zapomniawszy o odniesionej kontuzji w rozmowie z dziennikarzem Przeglądu Sportowego komentował: „A mówiłem, wpakujemy Warszawiance co najmniej cztery gole!”. Po tym meczu kibice, dziennikarze i wszyscy interesujący się futbolem ligowym zdali sobie sprawę że Ruch praktycznie jest już mistrzem Polski a jego przewaga tak punktowa, jak i w umiejętnościach poszczególnych zawodników jest zdecydowana.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

10

Ta wspaniała Copa America:

Meczem Chile z Brazylią(0:1) zainaugurowano 4-tą edycje Campeonato Sudamericano de Selecciones. Confederacion Sudamericana de Futbol postanowiła w 1920 roku przenieść arenę zmagań o zaszczytny puchar nad Pacyfik do Chile. Ze względu na stan ówczesnej komunikacji i związane z tym problemy techniczne było to przedsięwzięcie nader śmiałe. Nie brakowało sceptycznych opinii że zgoła niewykonalne. Ekipy Urugwaju, Argentyny i Brazylii musiały przebyć tysiące kilometrów, po drodze pokonując niezliczone przeszkody, forsując podniebne szczyty Andów, zmagając się z morskim żywiołem, znosząc niedogodności klimatu w dżunglach i na skalistych pustkowiach. Pociągi były wtedy wolne, autobusy prymitywne, statki niezbyt komfortowe. W końcu jednak we wrześniu 1920 roku śmiałkowie dotarli szczęśliwie do portowego miasta a zarazem zwanego kurortu Viña del Mar. Tam bowiem na stadionie „Sporting Club de Valparaiso” odbywał się turniej, przez gospodarzy traktowany jako życiowa szansa udowodnienia, iż także po tej stronie Andów może sprawnie przebiegać impreza na taką skalę. Dla Chile była to sprawa narodowego prestiżu. Przybyszów przyjęto wręcz entuzjastycznie. Stadion wypełniała blisko 20 000 publiczność, dająca przykład obiektywizmu i kultury, wyzbyta ciasnego szowinizmu ale reagująca z jednakim entuzjazmem na każdą udaną akcję, bez względu na to, czy powiodła się ona "naszym" bądź "tamtym". Jednak nie ukrywajmy, Valparaiso miało swoich własnych bohaterów. Urodzony 12 października 1896 roku właśnie tu w Viña del Mar Manuel Guerrero bronił jak w transie a w meczu z Argentyną dokonywał cudów ofiarności. Był już weteranem Copa America począwszy od pierwszej edycji w 1916 r. Rok później w Montevideo zostawił po sobie wspomnienie tak silne że jeszcze długo potem wśród lokalnych koneserów krążyło potoczne powiedzonko: „bronił jak Guerrero". Jego sławę „Maestro" dopiero po wielu latach przyćmił Livingstone. Filarem chilijskiej obrony był rok od Guerrero starszy Ulisses Poirier. Urodzony w Quillota, na życie zarabiał jako pracownik popularnego kasyna w Viñel del Mar, w wolnych chwilach kopiąc piłkę tak długo i skutecznie że „dokopał się" udziału w pierwszych mistrzostwach świata w 1930 roku. Zresztą cały zespół poczynił ogromne postępy, miarą których był sensacyjny remis 1:1 z renomowaną Argentyną i minimalne porażki z pozostałymi Gigantami: Urugwajem 1:2 oraz Brazylią 0:1. Lecz po raz pierwszy reprezentacja miała trenera z prawdziwego zdarzenia, wytrawnego fachowca sprowadzonego specjalnie z Urugwaju, Juana Carlosa Bertone. Zagonił on swych podopiecznych do ciężkiej pracy, organizując (nowość absolutna!) coś w rodzaju zgrupowania w Talcahuano, w prowincji Concepcion. Drużyna imponowała później zgraniem i kondycją, podciągnąwszy też znacznie poziom wyszkolenia technicznego.

Brazylia bez Friedenreicha, Neco i większości gwiazd sprzed roku(pozostał tylko Fortes) nie miała szans na obronę tytułu. Urugwaj zmiażdżył ją 6:0. Argentyna wypadła bardzo dobrze, w remisowym meczu z „Celestes” mając nawet przewagę. Jednak inny remis, we wspomnianym spotkaniu z Chile pozbawił ją mistrzostwa, które było w zasięgu wzroku. Wewnętrzne spory i rywalizacje sprawiły że narodowy team tworzyli niemal wyłącznie zawodnicy Boca Juniors, wsparcie posiłkami z klubów Rosario. Zabrakło niestety doskonałych ,, akademików" z Racingu i ,, czerwonych Diabłów" z Independiente. Świetnie wypadł bramkarz Americo Tesoriere, o którym jeszcze będzie głośno, podobnie jak o skrzydłowym z Rosario, który nazywał się Julio Libonatti. Za kilka lat będzie on pierwszym w dziejach futbolu tak zwanym „oriundi”. Po dawnemu też szarpał po skrzydle Calomino. Jednak Urugwaj miał w sumie więcej atutów i on właśnie okazał się lepszy o ten jeden punkt urwany przez Chilijczyków Argentynie. Asy atutowe- Piendibene i Romano posiadały więcej swobody, bowiem swojej szansy szukali dobrze strzelecko usposobiony napastnik Peñarol Jose Perez i jego kolega klubowy z lewego skrzydła (Romano tym razem był łącznikiem), niezwykle szybki Antonio Campolo. W tych okolicznościach nawet absencja znakomitego Scarone nie okazała się tak dotkliwa. Celestes grali rozważnie i pewnie, górując w przebiegu turnieju nad wszystkimi zwłaszcza potęgę swojego błyskotliwego, bramkostrzelnego ataku. Najlepszym tego dowodem trofeum „goleadora”, które przypadło wespół Romano i Perezowi (po trzy gole). Nad Pacyfikiem triumfował Urugwaj, już po raz trzeci.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

11

Debiuty żywych legend:

1 września 2007 r. Pedro Rodriguez Ledesma debiutuje w barwach Blaugrana. Debiut przypadł na przegrany finał Pucharu Katalonii z Gimnastic Tarragona 1:2. Pedro pojawił się na boisku w 77 minucie. Co prawda zadebiutować Pedro dał Frank Rijkaard, to jednak więcej szans w tamtym sezonie wychowanek Barçy już nie otrzymał. Jego gwiazda rozbłysła pełnym blaskiem w kolejnym sezonie pod opieką Josepa Guardioli.

@Adran360
@AssisMoreira
@Gary
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@RoberDzik W moim przypadku to proste jak drut: SSC Napoli a zwłaszcza Boca Juniors!

10

Feliz cumpleaños panie Ericu!

Éric Abidal dołączył do FC Barcelony w sezonie 2007/08 po wymianie za holenderskiego piłkarza Giovanniego van Bronckhorsta. To była jego pierwsza drużyna spoza Francji. Urodzony w Lyonie (11.09.1979) w sercu rodziny imigrantów, Abidal rozpoczął swoją piłkarską karierę w Lyon-la-Duchère we francuskim CFA 2 Division, gdzie grał jako lewy pomocnik. Latem 2000 roku podpisał profesjonalny kontrakt z Monaco, gdzie zadebiutował w Ligue 1, 16 września 2000 r. przeciwko Toulouse. W swoim pierwszym sezonie występował na przemian w drużynie rezerw i pierwszym zespole, w którym wystąpił w 8 meczach ligowych i raz w Lidze Mistrzów. W sezonie 2001/02, Abidal dołożył kolejnych 14 występów w Monaco, albo jako obrońca, albo jako pomocnik, który wspierał tyły. Pod koniec sezonu Abidal został zapytany o to czy nie chce podnieść sobie poprzeczki trochę wyżej. Przeniósł się do Lille, gdzie trenerem był człowiek, który dał mu debiut w Ligue 1 w Monaco, Claude Puel. Spędził tam 2 sezony i zdobył sławę jako jeden z najlepszych obrońców w kraju. W lecie 2004 roku wrócił do rodzinnego miasta, gdzie spędził następne trzy sezony w Olympique Lyon. Zdobył miejsce w wyjściowym składzie od samego początku i zadebiutował w reprezentacji Francji 18 sierpnia 2004 przeciwko Bośni. Abidal pomógł Olimpique Lyon wygrać trzy tytuły ligowe i trzy Superpuchary, stanowił część zespołu, który zachwycał całą Europę ich wielkim futbolem. W Mistrzostwach Świata 2006 w Niemczech, rozegrał sześć spotkań z siedmiu Francji i zdobył wicemistrzostwo, po którym miał wspaniały sezon z Lyonem trzeci rok z rzędu, zaliczył 31 spotkań w Ligue 1. Również zagrał, w wyjściowym składzie, w siedmiu meczach Ligi Mistrzów oraz 10 razy dla Francji (sezon 2006-07). Éric Abidal dołączył do FC Barcelony w lecie 2007 roku. Francuz zagrał 30 meczów w Lidze, 10 w Lidze Mistrzów i 6 w Pucharze, dzielił się obowiązkami lewego obrońcy z Sylvinho, choć nie więcej niż jeden raz Frank Rijkaard wykorzystał go jako środkowego defensora. Pod koniec sezonu zagrał z Francją w Euro 2008 w Austrii i Szwajcarii. W sezonie 2008/09 zdobył wszystko z Barceloną, ale to był także rok nieszczęścia dla Abidala. Pierwszą kontuzję odniósł w spotkaniu z Espanyolem i pauzował przez osiem tygodni. Po powrocie zagrał w obu półfinałach, Ligi Mistrzów i Pucharu Hiszpanii, po których został zawieszony (za kartki) na finały – w Rzymie i Walencji. Zagrał 31 meczów we wszystkich trzech rozgrywkach. W sezonie 2009-10 dotarł do szczytu formy, zaliczył kilka asyst, ale po raz kolejny był nękany przez kontuzje. Zagrał 17 meczów w Lidze i 8 w Lidze Mistrzów. Sezon 2010/11 był najtrudniejszy ze wszystkich dla Érica Abidala. W marcu stwierdzono, że zawodnika ma guza wątroby. Okazał jednak niesamowitego ducha walki, wrócił zaledwie sześć tygodni później, w zremisowanym 1:1 spotkaniu z Madrytem w półfinale Ligi Mistrzów. Abidal rozpoczął mecz na Wembley w wyjściowym składzie a kapitan Carles Puyol oddał mu trofeum do podniesienia, po pokonaniu Manchesteru United 3-1. Ten mecz w Londynie był jego 150. dla klubu. W dniu 18 stycznia 2012 roku, dwa dni po odnowieniu kontraktu z FC Barceloną, zdobył swoją drugą bramkę dla klubu. Miało to miejsce w 1/16 finału Copa del Rey przeciwko Realowi Madryt. Niestety sezon 2011/12 Éric Abidal nie zapamięta dobrze… W czwartek, 15 marca, rok po ogłoszeniu, że ma guza wątroby, klub ujawnił, że zawodnik musi przejść przeszczep. Został zwolniony ze szpitala w dniu 21 maja 2012 roku, ale wciąż musi przechodzić regularne kontrolne badania lekarskie. Po otrzymaniu pozwolenia na grę Éric Abidal musiał czekać bardzo długo na wejście na boisko. Stało się to ostatecznie 6 kwietnia 2013 roku, Barça grała wtedy z Mallorcą, z którą wygrała ostatecznie 5-0. W tym sezonie Abi rozegrał swoje cztery jedyne i ostatnie spotkania dla FC Barcelony, dwa razy był w wyjściowym składzie i rozegrał jeden pełny mecz. 30 maja 2013 r. odbyła się konferencja prasowa, na której w obecności prezydenta Sandro Rosella i dyrektora sportowego Andoniego Zubizarrety, Éric Abidal ze łzami w oczach ogłosił odejście z FC Barcelony. Klub postanowił nie przedłużać z nim kontraktu a zapytany wprost o powody Zubizarreta na wspomnianej konferencji nie odpowiedział jasno ani zrozumiale. W późniejszych wywiadach Abidal wspominał, że tak naprawdę nie dowiedział się nigdy dlaczego nie przedłużono z nim kontraktu. Abidal grał w reprezentacji Francji, która dotarła do finału Mistrzostw Świata w Niemczech w 2006 roku a także pojawił się na Mistrzostwach Europy 2008 w Austrii i Szwajcarii oraz na Mistrzostwach Świata w 2010 roku w Republice Południowej Afryki.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

9

Rekordy FC Barcelony:

11 września 1949 r. FC Barcelona zanotowała rekordowe zwycięstwo w Primera Division. Miało to miejsce na Camp de Les Corts w drugiej kolejce rozgrywek, gdzie Blaugrana rozgromiła Gimnastic Tarragona 10:1(!), z czego aż 5(!) goli w tym meczu(co też jest nie małym wyczynem) strzelił zapomniany dzisiaj napastnik Alfonso Navarro. Poza tym hattrickiem popisał się genialny snajper Cesar Rodriguez. Pozostałe gole dołożyli Canal oraz Argentyńczyk Marcos Aurelio.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

10

Duma Katalonii bez swojej przeszłości umiera i nie buduje swojej przyszłości:

11 września 1881 r. urodził się Anglik James Francis Bellamy, pierwszy trener FC Barcelony, który zdobył dla niej mistrzostwo Hiszpanii. Sezon 1927/28 Duma Katalonii zakończyła tournée po Ameryce i kolejne rozgrywki zakończyła wyraźnie zmęczona. Przegrała w półfinale Pucharu Hiszpanii a w mistrzostwach Katalonii zajęła dopiero 3 miejsce. Zarząd zwolnił trenera Rome Fornsa i zatrudnił Bellamy’ego. Barça mimo straty aż 5 punktów do Realu Madryt w połowie sezonu zdobyła mistrzostwo w ostatniej kolejce wygrywając zaległy mecz z Arenas de Getxo 0:2. Zawodnicy dostawali wówczas 50 peset za zwycięstwo u siebie, 100 peset za zwycięstwo na wyjeździe i jednorazową specjalną premie w wysokości 2000 tysięcy peset za mistrzostwo Hiszpanii.



Nie tylko dla prawdziwych cules:

We wrześniu 1923 r. zaledwie 2 lata przed zamachem stanu przeprowadzonym przez generała Miguela Primo de Riverę, barceloński orszak, z ówczesnym prezydentem klubu Enrikiem Cardoną na czele, ucierpiał z rąk policji, kiedy zmierzał na plac „Fossar de les Moreres”(tam znajduje się cmentarz), by złożyć kwiaty. Szef klubu wraz z wieloma socios został ranny. Dziesięć lat później doszło do niespotykanego zdarzenia, kiedy uroczyste obchody oddania hołdu ofiarom wojny o sukcesje z 1714 r., odbywające się 11 września zostały znacznie przedłużone. Po przemowach władz klubu spontanicznie uformował się orszak, który skierował się do cmentarza „Moreras”. Kibice i dyrektorzy przeszli przez La Ramble, niosąc przed sobą ogromną „Senyerę” a po dotarciu na miejsce wygłoszono żarliwe, patriotyczne przemówienia przed widownią złożoną z kibiców i przechodniów. Obecnie 11 września na „Fossar de les Moreres” odbywają się uroczystości z okazji Narodowego Święta Katalonii. Klub uczestniczy w święcie, wysyłając reprezentacje swoich dyrektorów i piłkarzy, którzy składają kwiaty przed pomnikiem Rafela Casanovy, znajdującym się przy skrzyżowaniu ulicy Ali Bei z Ronda de Sant Pere. Kapitanowie drużyny piłkarskiej i innych sekcji sportowych składają przed pomnikiem wykonana z kwiatów replikę klubowego herbu.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@Lionel_Messi10 No zgoda, ale 2 półki? Ciekawe co powiesz jak Hiszpania wygra Finalissime? Pewnie powiesz wtedy że jedna półka? :)
Bez przesady, jeśli nawet de la Fuente jest gorszy, to naprawde nieznacznie...

1

@Eklerek No ale jakiego Jacka masz na myśli bo nie rozumiem? Gmocha???

9

Futbol totalny w ,,Kotle Czarownic”:

10 września 1975 roku niesiona dopingiem 85 tysięcy kibiców Polska rozbiła kosmiczną Holandię 4:1. Kazimierz Deyna zepchnął w cień giganta światowego futbolu Johana Cruyffa.

,,Było wielu niedowiarków, którzy nie dawali nam szans” – tak selekcjoner Kazimierz Górski podsumował jeden z najlepszych meczów reprezentacji Polski w historii. 14 miesięcy wcześniej Polacy i Holendrzy zachwycali świat podczas mundialu w Niemczech. Mecz o złoto dwóch najbardziej widowiskowo i nowocześnie grających drużyn mógłby być ozdobą turnieju. Do polsko-holenderskiego finału jednak nie doszło, bo wcześniej zespół Górskiego przegrał 0:1 z reprezentacją gospodarzy. Na Stadionie Śląskim, w meczu o punkty w eliminacjach mistrzostw Europy 1976, Polacy wyszli w składzie niewiele odbiegającym od tego, który sięgnął po srebrny medal niemieckiego mundialu. Zmiany dotknęły wyłącznie defensywy – dochodzącego do siebie po wypadku samochodowym Adama Musiała zastąpił Henryk Wawrowski, a zamiast zawieszonego za incydent alkoholowy Jerzego Gorgonia na środku obrony zagrał Mirosław Bulzacki. Nieco bardziej odmieniony zespół do Chorzowa przywieźli Holendrzy. Trener Georg Knobel do dyspozycji miał siedmiu piłkarzy z finałowego meczu MŚ 1974, w tym Johana Cruyffa, Ruuda Krola, Wima van Hanegema czy Johana Neeskensa. ,,Ich skład robił wrażenie. Co nazwisko, to gwiazda ale my wtedy też znaliśmy już swoją wartość i nie baliśmy się nikogo na świecie” – wspominał Jan Tomaszewski. Kibiców elektryzowała przede wszystkim obecność Cruyffa, bezsprzecznie najlepszego piłkarza świata pierwszej połowy lat 70., trzykrotnego zdobywcy Złotej Piłki. Gwiazdor Barcelony był kapitanem reprezentacji Holandii i to w dużej mierze od niego zależał skład, w jakim Pomarańczowi wybiegali na boisko. Szczególnie za panowania Knobela, którego holenderskie media lubiły nazywać "Yes, mister Cruyff". Ale w Chorzowie "Boski Johan" sobie nie pograł. Nie oddał ani jednego strzału, zaliczył tylko asystę przy bramce Rene van de Kerkhofa. ,,Nie pamiętam aby ktoś kiedyś grał przeciwko mnie tak, jak dziś Polacy. To było wręcz niewiarygodne. Nie mogłem się połapać do końca. Jakby wyczuwali, co zamierzam zrobić w każdym momencie” – cytował Cruyffa katowicki "Sport". Jego przeciętny mecz był w dużej mierze zasługą Bulzackiego, który dwa lata wcześniej krył Holendra podczas meczu towarzyskiego w Rotterdamie. ,,Wtedy wyszło to nieźle, dlatego znów dostałem takie zlecenie od trenera Górskiego. Trener wierzył, że sobie poradzę, a mówimy przecież o najlepszym piłkarzu świata. Także wewnętrznie czułem, że spełniłem swoje zadanie” – wspominał Bulzacki. W polskiej drużynie bohaterów było więcej. Grzegorz Lato, który już w 15. minucie otworzył wynik. Robert Gadocha, który tuż przed przerwą podwyższył na 2:0. Andrzej Szarmach, zdobywca dwóch kolejnych bramek, no i Deyna. ,,Przed meczem ludzie zastanawiali się kto jest lepszy, Cruyff czy Deyna. Dla mnie w tym meczu Deyna był najlepszy na boisku. To on kierował grą drużyny. A trzeba wiedzieć, że dla niego Stadion Śląski nie był dobry miejscem, bo grał przecież w nielubianej na Śląsku Legii Warszawa” – mówił Tomaszewski.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

0

@JacekM Doskonale o tym wiem(!) przecież niedawno o tym pisałem. Spójrz: https://www.fcbarca.com/la-rambla/dyskusja-16029641#comment-16029641

0

@Lionel_Messi10 Choćby to, że wygrał Euro nie można go klasyfikować dwie półki niżej. Poza tym miarą jakości trenera nie może być wyłącznie wygrany mundial. Przykładów jest wiele, choćby Cruijff, Ferguson czy wreszcie Guardiola. Owszem oni nie prowadzili reprezentacji ale gdyby się zdecydowali i nie wygrali mundialu to też byś powiedział że są o dwie półki niżej bo właśnie nie wygrali mistrzostwa świata?
A właśnie! Bilardo też wygrał mundial i co jest wybitnym trenerem? lepszym od Guardioli czy Fergusona?

0

@Deviler Głupszej definicji na stronie typowo piłkarskiej, to ciężko znaleźć na rozsądnych i poważnych stronach wyłącznie o futbolu w internecie. No ale jaka redakcja, to i takie podejście do futbolu a zwłaszcza do jej historii, której zawdzięczamy ten wspaniały futbol...

0

@Lionel_Messi10 Scaloni lepszy od de la Fuente o dwie półki? Moim skromnym zdaniem to mocno przesadziłeś. Jedynie ze zgraniem obydwu reprezentacji mógłbym się zgodzić a i też nie do końca, gdyż Hiszpanie grają bardzo kolektywnie i bardzo szybko się zgrywają nowi zawodnicy...

13

Nieeeee, nie zapomniałem. Absolutnie nie zapomniałem(!) o "Orłach Górskiego". Po prostu nie miałem czasu. Gdybym miał taką możliwość to już o 8 rano byłby napisany taki oto komentarz:
Panie i Panowie, kochani i oddani kibice polskiego futbolu, dzisiaj mija dokładnie 53 lat od olimpijskiego triumfu Polskiej reprezentacji w piłce nożnej. W finale turnieju igrzysk w Monachium Biało-Czerwoni pokonali Węgrów 2:1. To bez wątpienia największe osiągnięcie w historii polskiego futbolu. Drogę po złoto polski zespół rozpoczął od zwycięstwa nad Kolumbią 5:1. Później pokonał Ghanę 4:0 i NRD 2:1. Na inaugurację drugiej rundy grupowej zremisował z Danią 1:1 i kluczowy był mecz ze Związkiem Radzieckim. Choć do przerwy rywale prowadzili 1:0, to po golach Kazimierza Deyny i Zygfryda Szołtysika Biało-Czerwoni wygrali 2:1. Awans do finału przypieczętowali gromiąc Marokańczyków 5:0. Finał na Stadionie Olimpijskim odbył się w niedzielę 10 września 1972 roku, w obecności 60 tysięcy widzów. Piłkarzom grę utrudniał padający deszcz. Tuż przed przerwą prowadzenie zapewnił Węgrom Bela Varadi. Po dwóch minutach drugiej połowy był remis, a w 68. minucie Kazimierz Deyna zdobył drugiego gola w tym meczu i przechylił szalę zwycięstwa na stronę biało-czerwonych. Była to dopiero druga wygrana z Madziarami w 19. meczu w historii. Kapitanem polskiej jedenastki był wówczas Włodzimierz Lubański, ale pierwsze skrzypce grał Deyna, który z dorobkiem dziewięciu bramek został królem strzelców turnieju olimpijskiego. Polacy w finale zagrali w składzie: Hubert Kostka - Zbigniew Gut, Jerzy Gorgoń, Lesław Ćmikiewicz, Zygmunt Anczok - Zygfryd Szołtysik, Jerzy Kraska, Kazimierz Deyna (77-Ryszard Szymczak), Zygmunt Maszczyk - Włodzimierz Lubański, Robert Gadocha. Trenerem reprezentacji był oczywiście nieodżałowany Kazimierz Górski a jego asystentem Jacek Gmoch. Olimpijskie złoto stało się początkiem "złotej ery" polskiego futbolu. Bez sukcesu w Monachium, nie byłoby prawdopodobnie trzeciego miejsca w mistrzostwach świata dwa lata później, również na niemieckich stadionach a decydujące spotkanie z Brazylią (1:0) polska jedenastka także rozegrała na szczęśliwym obiekcie w stolicy Bawarii. "Przegląd Sportowy" z 11 września 1972 roku zamieścił wrażenia uczestników olimpijskiego finału pod znamiennym tytułem "Jak długo na Wawelu...". W szatni polskiego zespołu(jak relacjonowała gazeta) "Stare chłopy płakały jak panienki...". Zawodnicy, trenerzy, działacze i dziennikarze śpiewali chórem hymn kibiców "Jak długo na Wawelu... i Zwycięży Orzeł Biały...". Lubański zaimprowizował własny tekst, który mówił o tym, że "zwyciężyła nasza kadra, bo się nauczyła grać", a potem krzyknął: "Chłopcy! Mazurek na stadionie! Przeżyć to i kończyć karierę...". Natomiast Robert Gadocha przypomniał mu: "A mówiłem ci przed meczem, że wygramy 2:1". Z kolei Deyna, w swoim stylu, powiedział: "Strzeliłem dwie, a mogłem strzelić trzecią". Chwilę później kapitan zarządził: "Chodźcie, nie dajcie czekać tym medalom".

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

9

Feliz cumleaños panie Jordi!

10 września 1967 r. urodził się Jordi Roura, wychowanek FC Barcelony. W 1982 r. trafił do La Masii i już po 2 latach zaliczył pierwszy występ w FC Barcelona B. W 1988 r. Johan Cruijff umożliwił Katalońskiemu pomocnikowi debiut w pierwszej drużynie, lecz zaledwie rok później Roura doznał poważnej kontuzji kolana w meczu o Superpuchar Europy przeciwko AC Milan, co w praktyce skończyło jego karierę. W Blaugranie zanotował zaledwie 13 występów. Próbował jeszcze odbudować forme w Murcii, Figueres i Sant Andreu, lecz w każdej z tych drużyn wystąpił jedynie kilkunastokrotnie. Definitywnie zakończył karierę piłkarską w wieku 26 lat a następnie próbował swoich sił jako trener będąc między innymi asystentem Rexacha w lidze japońskiej. W 2009 r. znalazł się w sztabie Pepa Guardioli gdzie przez 3 lata analizował gre rywali. Po objęciu posady trenera przez Tito Vilanove został jego asystentem a wobec choroby nowotworowej Vilanovy przez kilka tygodni pełnił funkcje pierwszego trenera.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

1

Nienawidze tych pie... chaliernych szwabów!
Vamos "Magyarország" Vamos a ganar!

12

Czy wiemy że…

Sergio Agüero i Lionel Messi strzelają gole w końcówce meczu Argentyny z Meksykiem. Dokładnie 10 lat temu późno zdobyte gole Sergio Agüero i Lionela Messiego dały Argentynie remis 2:2 z Meksykiem i uratowały jej honor, gdyż zdominowała mecz, ale nie potrafiła wykorzystać swoich szans w otwartym meczu towarzyskim na stadionie AT&T w Arlington w Teksasie. Agüero zdobył gola w 85. minucie, kiedy Ezequiel Lavezzi wykorzystał błąd meksykańskiego bramkarza Moisésa Muñoza i dośrodkował do niego a ten trafił do pustej bramki. Trzy minuty później Messi dośrodkował z piłki w polu karnym i uderzył półwolejem, pozbawiając Meksyk zwycięstwa. „Meksyk strzelił gole, ale myślę, że Argentyna kontrolowała mecz” – powiedział po meczu trener reprezentacji Argentyny Gerardo Martino. „Mieliśmy tyle samo okazji, ale ich nie wykorzystaliśmy”. Meksykanie prowadzili 1-0 w przerwie po tym, jak Javier Hernández wykorzystał rzut karny, a były napastnik Manchesteru United i Realu Madryt powinien był podwyższyć wynik na 2:0, ale strzelił nad bramką, mając przed sobą tylko bramkarza. Héctor Herrera zdobył drugą bramkę dla Meksyku w 70. minucie, kiedy zespół Ricardo Ferrettiego nękał przeciwników szybkimi kontratakami, ale Argentyńczycy swoimi golami w końcówce nadali wynikowi bardziej realistyczny wydźwięk. Dzięki temu wynikowi seria Argentyny bez porażki wydłuża się do 11 meczów a drużyna Martino musiała skoncentrować się na zbliżających się kwalifikacjach do Mistrzostw Świata.

@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

0

@Bernard777 Bardzo bym chciał żeby tak było ale jak bardzo chcesz to wiesz, jak na ogół się to kończy? Jaki Dominik? Ten Soboslai czy jak mu tam?

9

Z historii Copa Mitropa:

9 września 1934 r. Bologna FC pokonuje Admire Wacker Wiedeń 5:1 w drugim meczu finałowym Pucharu Mitropa. Hattrickiem w tym meczu popisał się znakomity skrzydłowy Carlo Reguzzoni. Pozostałe 2 gole strzelili Maini i Fedullo. W pierwszym meczu padł wynik 3:2 dla Admiry, lecz większa ilość strzelonych goli pozwoliła po raz drugi w historii sięgnąć po puchar ekipie Bolonii FC.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@Gary No to nie pozostaje mi nic, tylko pozazdrościć tobie...

9

,,La Manita” w derbach Barcelony:

9 września 2017 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Espanyol 5:0(!) w 3 kolejce Primera Division. Hattrickiem popisał się w tym meczu Leo Messi a pozostałe gole dołożyli Pique oraz Luis Suarez.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?