4

@Andi18 Taki ranking to ja ułożyłem sam jakieś 18 lat temu i mniej więcej co pół roku aktualizuje...
Zaraz ci podeśle tą klasyfikacje, poczkaj

12

Robert Lewandowski strzelając dzisiaj zwycieskiego gola zrównał się w klasyfikacji strzelców ligowych z Imre Schlosserem(obaj mają po 417 goli). Przed Robertem do pobicia Stjepan Bobek(423 gole).

0

@MirusAmisz Zgadza się, przed chwilą sam to znalazłem. Wybacz ale ja latem mam mało czasu na czytanie wszystkiego na łamach fcbarca.com

0

@MirusAmisz Ależ naturalnie że jestem! Tylko z góry zaznaczam że nie mam możliwości oglądania Barcy B, to po pierwsze. Po drugie nie ma takiego imienia i nazwiska jak Dro! Wyszukałem że pilkarz nazywa się Pedro Fernandez Sarmiento, więc niech "szanowna" redakcja nie wprowadza w błąd...

0

@azysko Nie każdy ma możliwość oglądania, jakbyś nie wiedział...

3

Bez względu na skład i styl trzeba bezwzględnie zgarnąć 3 punkty! Inaczej będziemy frajerami a głównie to określenie spadnie chyba na trenera...

1

Dro? A kim jest do cholery jakiś Dro? Ktoś o nim słyszał?

6

@FCBparasiempre
28 września 1946 r. w Rudzie Śląskiej urodził się Bronisław Bula, pomocnik. ,,Bula! Nie ośmieszaj kadrowicza!”- skandowały trybuny podczas Wielkich Derbów Śląska między Ruchem Chorzów a Górnikiem Zabrze. Nie wiadomo czy te okrzyki podnosiły dume, czy raczej sprawiały przykrość świetnemu piłkarskiemu dyrygentowi. Choć intencja ich autorów była dobra(stanowiły przecież pochlebstwo) to z drugiej strony nieustannie przypominały o otwartej ranie, jaką w karierze Buli stanowiła kadra narodowa. Błogosławieństwem były jego ponadprzeciętne umiejętności piłkarskie. Świetny reżyser gry, z doskonałą umiejętnością kombinacyjnej taktyki, obdarzony bardzo przenikliwym okiem i zdolnością zagrania piłki ,,na nos”. Antoni Piechniczek mówił o nim, że na boisku był prawdziwym profesorem. Przekleństwo stanowił zaś… Kazimierz Deyna, piłkarz niemal bliźniaczy w swym stylu. Dlatego też trener reprezentacji Polski przy wyborze składu decydował się tylko na jednego z nich i na ogół wybierał właśnie rozgrywającego Legii. Premiera kariery reprezentacyjnej obu zawodników, która przypadała na ten sam dzień(24 kwietnia 1968), zdecydowanie wypadła na korzyść Buli. W 62 minucie meczu z Turcją zdecydował się na strzał z dystansu a piłka po rykoszecie wpadła do siatki rywali. W związku z tym już w debiucie zawodnik Niebieskich zapisał na swoje konto premierowego gola. ,, Zadowolony jestem z debiutu wszystkich czterech młodych zawodników: Deyny, Maszczyka, Folbrychta i Buli”- podsumował ówczesny selekcjoner Ryszard Koncewicz. Później zarówno jemu, jak i jego następcom ciężko było znaleźć miejsce na boisku jednocześnie dla ,,Kaki” i Buli. Razem zagrali zaledwie kilka razy. Kazimierz Górski w decydujących momentach trzymał się jednak sztywno koncepcji z Deyną. To on pojechał na Igrzyska Olimpijskie w 1972 oraz na MŚ 2 lata później, z których to imprez Polska przywiozła 2 medale. Dla Buli pozostawały tylko ,,resztki”.

Dwukrotnie zagrał w eliminacjach MŚ, osiem razy w eliminacjach ME. Więcej meczów o stawke w jego dorobku reprezentacyjnym brak. W wywiadzie dla katowickiego ,,Sportu” przyznawał że sporo było jego winy bo przesadzał z widowiskową grą pod publiczkę. Jacek Gmoch natomiast już całkiem odpuścił tę kandydaturę. Może w gre weszły też zadawnione rany, bo Bula wspominał że to właśnie z nim najostrzej rywalizował na boisku i na ogół nie szczędzili sobie razów. Wetował to sobie na niwie ligowej. Okrzyki ,,Bula, nie ośmieszaj kadrowicza” wznoszone były przy okazji arcyprestiżowych Wielkich Derbów Śląska przeciwko Górnikowi Zabrze. Bula wraz z kolegami z Ruchu mierzył się z odwiecznym rywalem w składzie, między innymi z medalistami MŚ: Fischerem, Gorgoniem, Szarmachem, mistrzem olimpijskim Lubańskim czy też Banasiem. Tymczasem największą gwiazdą został właśnie Bula. ,, Gwiazda Buli jaśniała potem już pełnym blaskiem, on narzucał grze Niebieskich tempo. Pełnymi finezji podaniami raz po raz puszczał w bój kolegów, sam nie rezygnując z każdej próby szturmowania przedpola zabrzan. On podjął ciężar odpowiedzialności za losy meczu i dzięki jego grze pełnej fantazji, polotu i co najważniejsze skuteczności”- pisał o nim katowicki ,,Sport”. W tym meczu ustrzelił hat-tricka. Za swoje najlepsze spotkanie jednak uważał inne starcie z Górnikiem, te z 1970 r. Choć nie strzelił w nim gola, to od ,,Sportu” otrzymał maksymalna note- pięć gwiazdek. Do dziś zresztą jest najlepszym strzelcem Niebieskich w Wielkich Derbach Śląska. Inna wielką chwile triumfu musiał przeżywać w 1975, gdy Kazimierz Górski wręczał mu medal za mistrzostwo Polski. Publiczność kochała jego widowiskowa gre. Należał do najbardziej wyróżniających się gwiazd ligi na przełomie lat 60-tych i 70-tych. Od 1965 do 1978 roku rozegrał w sumie 318 spotkań w Ruchu Chorzów. Daje mu to drugie miejsce w klasyfikacji największej liczby występów w Ekstraklasie w tym klubie za Antonim Nierobą. Takie wyniki jednak nie dziwią, skoro Bula zagrał w lidze nawet w dniu swojego ślubu, zaledwie kilka godzin po ceremonii! Tworzył w drużynie klubowej świetną pare środkowych pomocników z Maszczykiem, z którym debiutował tego samego dnia w reprezentacji narodowej. Maszczyk odpowiadał za destrukcje i rozbijanie akcji przeciwników na linii środkowej. Bula natomiast grał jako bardziej wysunięty z duetu, obdarzony zadaniami kreatywnymi. To on dyrygował ofensywną grą Ruchu z dobrym skutkiem. W ciągu jego kariery Ruch trzykrotnie zdobył mistrzostwo Polski, dwa razy był wicemistrzem i jeden raz wywalczył brązowy medal. Do tego dochodzi Puchar Polski oraz dwa finały rozgrywek o to trofeum. W europejskich pucharach natomiast doszedł do ćwierćfinału Puchar UEFA oraz Pucharu Europejskich Mistrzów Klubowych w dwóch kolejnych sezonach. Indywidualnie w Pucharze UEFA w sezonie 1973/74 strzelił 4 gole, co ex aequo z Marxem i Kopicerą czyniło go najlepszym strzelcem Ruchu w tamtej edycji rozgrywek. W PEMK jego dublet dał natomiast awans w starciu z Hvidovre IF. W ćwierćfinale z AS Saint-Etienne gol Buli przesądził natomiast o wygranej w pierwszym meczu, w rewanżu jednak Niebiescy przegrali z rywalem z Francji. Po wyjeździe z polski w wieku 32 lat przeszedł do FC Rouen, występującym w Ligue 2. A następnie w Arras FA. Do tej pory mieszka we Francji. Nieco mniej znany w Polsce od Deyny i innych piłkarzy kadry Górskiego, na Śląsku jest nadal bardzo popularną postacią. Reżyser filmu ,,Gwiazdy” o Janie Banasiu nadał nawet koledze głównego bohatera nazwisko ,,Bula”.

5

1

@FcPortoFan1999 No dokładnie! Takie same nazwisko a jakże różne postacie...

1

@Lionel_Messi10 No to chociaż jest jakaś szansa...

1

@escarabajo I taki był! Chwała mu za to co robił!

0

@FcPortoFan1999 Sezonu 1992/93. No i tak jest napisane

1

@Lionel_Messi10 A skąd wiadomo czy wogóle zagra?

11

Legendy polskiego sportu:


28 września 1931 roku w Warszawie urodził się Ryszard Kulesza, piłkarz, trener oraz działacz sportowy. Gdy miał 13 lat podczas Powstania Warszawskiego stracił ojca a sam cudem uniknął śmierci, ale został wywieziony na roboty do kraju najeźdźcy. Udało mu się jednak uciec. Sam, pieszo wrócił do Polski. Po wojnie został zawodnikiem Okęcia. Później zasilił szeregi stołecznej Polonii, a następnie Gwardii. Na jakiś czas wyjechał do Bydgoszczy. Tam reprezentował lokalny klub o nazwie Polonia. W wieku trzydziestu lat postanowił zakończyć karierę piłkarską. Futbol go jednak wciągnął, stał się pasją jego życia. Przygodę z nim kontynuował w roli szkoleniowca. W roku 1972 został trenerem Lechii Gdańsk. Po dwóch latach zajął się szkoleniem młodzieżowych reprezentacji Polski. Został także asystentem samego Kazimierza Górskiego. Później także kolejnego trenera reprezentacji Jacka Gmocha. Mimo strasznych przeżyć z dzieciństwa, Kulesza był człowiekiem wyjątkowo spokojnym. Był także osobą bardzo uczciwą. Starał się unikać konfliktów. ,,Z reguły Kulesza starał się być wyrozumiałym człowiekiem. Był niespecjalnie rygorystyczny” - mówił Andrzej Iwan, jeden z podopiecznych Kuleszy. Konfliktem zakończyła się jego współpraca z Gmochem. Kulesza wolał ustąpić. Ich drogi rozeszły się przed mundialem w Argentynie w 1978. Biało- Czerwoni występy w Ameryce Południowej zakończył się na drugiej rundzie turnieju. Gmoch ustąpił ze stanowiska. W październiku 1978 Ryszard Kulesza zajął jego miejsce. ,,Był jednym z najlepszych polskich trenerów. Pewnie nie postawiłbym go na tej półce, co Górskiego i Piechniczka, ale ze wszystkimi innymi najlepszymi już tak” - stwierdził Michał Listkiewicz. Nowy selekcjoner bardzo ochoczo zabrał się do dzieła. Eliminacje do mistrzostw Starego Kontynentu rozpoczął w dobrym stylu - od wygranych 2:0 z Islandią i Szwajcarią. Przed zbliżającym się meczem z Niemiecką Republiką Demokratyczną w Lipsku byliśmy zdecydowanym faworytem. Pobłażliwość względem piłkarzy nie wyszła mu na dobre. Zgrupowanie przed pojedynkiem z NRD wypadło tuż przed Wielkanocą… ,,Gdy Kulesza zawitał rano do hotelu, nie poznał drużyny. Wyprawa do Lipska zakończyła się porażką (…) Wynik 2:1 dla gospodarzy ujawnił wyraźne braki w kondycji straconej w Novotelu (hotel, w którym rozpoczęło się zgrupowanie)” - opisał te wydarzenia Andrzej Jucewicz w książce „Wielcy selekcjonerzy”. Przegrana spowodowała, że nie awansowaliśmy na Euro. Ugodowy trener jednak nie wyciągnął konsekwencji z tej brzemiennej w skutki sytuacji. A jak się jest bezkarnym, to można robić co się chce. Apogeum nastąpiło w grudniu 1980 w czasie tak zwanej „Afery na Okęciu”. Jeden z zawodników, Józef Młynarczyk, przyjechał na lotnisko będąc pod wpływem alkoholu. Selekcjoner zdecydował, że nie poleci on z drużyną na mecz eliminacji mistrzostw świata na Maltę. Jednak koledzy z reprezentacji - Zbigniew Boniek, Ryszard Terlecki oraz Władysław Żmuda zaprotestowali przeciwko tej decyzji. Kulesza się ugiął. Dziennikarze będący świadkami tej sytuacji rozdmuchali aferę. Po powrocie z pojedynku trener podał się do dymisji. ,,Ktoś musiał zapłacić głową. Dlatego Ryszard powiedział ówczesnemu prezesowi Marianowi Rybie: zostawcie chłopaków, weźcie mnie” - opowiadał Michał Listkiewicz. Został odwołany ze stanowiska w trybie natychmiastowym.


Kulesza był uważany za szkoleniowca z bardzo dobrym warsztatem. Docenili to działacze z Tunezji. Zaproponowali mu posadę selekcjonera drużyny narodowej. Prowadził ją dwa lata. Później zaangażował się w pracę z zespołami klubowymi w tym kraju a także w Maroku. W roku 1988 zakończył pracę trenerską. Powrócił do kraju. Zaangażował się w prace związkowe. Został członkiem prezydium. Zaproponowano mu także objecie pozycji przewodniczącego Rady Trenerów. Zaangażował się w powołanie do życia Szkoły Trenerów PZPN. Od 1991 pełnił funkcję wiceprezesa do spraw trenerskich. W ostatniej kolejce sezonu 1992/93 miała miejsce tak zwana „niedziela cudów”. Dwa kluby - Legia Warszawa oraz ŁKS Łódź - nadspodziewanie wysoko wygrały swoje mecze. Gra toczyła się o mistrzostwo kraju. Zespół ze stolicy miał trzybramkową przewagę nad ŁKS-em. Wygrał mecz z Wisłą Kraków 6:0. W tym samym czasie klub z Łodzi pokonał Olimpię Poznań 7:1. Prezydium Zarządu unieważniło wyniki obu spotkań. Tym samym tytuł zdobył Lech Poznań. Motorem tych decyzji był Kulesza.


,,To jest kpina, farsa. Nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Polska piłka została ośmieszona, zgnojona, a działacze udają, że nic się nie stało. Nie takie powinny być kary, tylko sto razy surowsze, z degradacją wszystkich czterech drużyn włącznie (…) Dziecko dwuletnie widzi, co się dzieje”- grzmiał Kulesza w wystąpieniu przed prezydium PZPN. Od tego momentu został znienawidzony przez kibiców Legii i ŁKS. Zmarł 19 maja 2008 roku.


@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

1

@FcPortoFan1999 Jakoś nie dostrzegłem? Był napewno???

0

@Bulbazaur17 Nie bardzo rozumiem? Przy uderzeniu głową zagrał ręką? Ja tam żadnej reki nie widziałem!?

1

Zaraz(!) co jest? Co przeoczyłem że sędzia nie uznał prawidłowego gola strzelonego przez Samuela Akere? Pytam sympatyków Ekstraklasy

0

@KrychaFCB Na Europe to oni są przeciętni ale na Primera Division to już tacy przeciętni nie są, zwłaszcza że w lidze każdy może(i będzie) tracić punkty nie raz...

7

Wyjątkowe legendy polskiego futbolu:

28 września 1910 r. w Brzozowie urodził się Michał Matyas. ,,Odstawiał dyrektora, operował tylko w środku pola, skąd podawał piłkę kolegom. Trzeba jednak przyznać, że mimo lenistwa robił to wyśmienicie, jak prawdziwy mistrz a nawet artysta”– Tak pisano o nim w Przeglądzie Sportowym w 1935 r. Przed wojną był jednym z czołowym lwowskich piłkarzy. Uwielbiał sztuczki techniczne, czym doprowadzał do wściekłości obrońców rywali, którzy w efekcie często brutalnie go faulowali. Był wychowankiem Lechii Lwów, do której dołączył jako 14-latek. Dwa lata później przeniósł się do słynnej Pogoni. Na ligowych boiskach pierwszy raz pokazał się w wieku 19 lat. Debiutował w przegranym 0:1 meczu z Warszawianką, ale już w kolejnym spotkaniu z łódzkim Klubem Turystów otworzył wynik spotkania i strzelił swojego pierwszego gola w lidze. W sumie do wybuchu wojny uzbierał ich 100. Wśród kresowych snajperów nie ma sobie pod tym względem równych. Imponujący świetnym dryblingiem i dysponującym ostrym uderzeniem z dystansu zawodnik pojechał z kadrą na igrzyska do Berlina, ale wystąpił tylko w spotkaniu z Norwegią. Swój pierwszy mecz rozegrał 10 lipca 1932 r. ze Szwecją (2:0). Ostatni występ w narodowych barwach zaliczył w 1939 r. w spotkaniu z Francją (0:4). Kiedy we wrześniu 1939 r. Lwów zajęli Sowieci, Matyas został zawodnikiem klubu Nieftianik Borysław. Później razem z Aleksandrem Skoceniem, Tadeuszem Jedynakiem, Mieczysławem Górskim i Ołehem Łajewskim został zabrany do Dynama Kijów. Po wojnie osiedlił się w Bytomiu, gdzie lwowiacy założyli klub Polonia. W swoim nowym klubie grał do 1948 r. To był jego ostatni sezon w zespole. Rozpoczął pełną sukcesów pracę szkoleniową. Zaczynał oczywiście w Polonii, początkowo jako asystent trenera. Później samodzielnie prowadził AKS Chorzów i Wisłę Kraków. Z krakowskim klubem w 1951 r. sięgnął po mistrzostwo kraju i doszedł do finału pucharu Polski. W 1965 r. razem z bytomską Polonią świętował sukcesy w Pucharze Ameryki i Interlidze, a rok wcześniej doprowadził ją do finału Pucharu Polski. To on zastąpił legendarnego trenera Gézę Kalocsaya w Górniku i wiosną 1970 r. prowadził drużynę w pamiętnych bojach w Pucharze Zdobywców Pucharów. Po przegranym finale z Manchesterem City jednak szybko mu podziękowano. Pracował też m.in. w Warcie Poznań, Stali Mielec i w Cracovii a od 7 listopada 1966 r. do końca 1967 r. prowadził reprezentację jako trener selekcjoner w dziewięciu meczach. Nie był to jego debiut z kadrą, bo opiekował się nią już podczas igrzysk w Helsinkach. Był także trenerem reprezentacji B i drużyn młodzieżowych. W Reprezentacji rozegrał 18 meczów, strzelając 7 goli.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

9

Niecodzienny remis na początek ciężkiego sezonu:

28 września 1941 r. FC Barcelona zremisowała na „Estadio Les Corts” z Herculesem Alicante 4:4 w pierwszej kolejce Primera Division. Po dwa gole dla Blaugrany zdobyli Mariano Martin i Jose Bravo. Niestety Barça na koniec sezonu zajęła dopiero… 12 miejsce(na 14 możliwych) i musiała rozegrać baraż o utrzymanie się w pierwszej lidze z Realem Murcia. FC Barcelona pokonała w tym barażu Real Murcie 5-1 i utrzymała się w La Liga. W owym sezonie trenerem Barçy na początku był Katalończyk Ramon Guzman a sezon zakończył Joan Nogues.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

12

Kalendarium Barçy:

28 września 2007 r. FC Barcelona chciała uznania Ligi Śródziemnomorskiej z 1937 r. jako oficjalnych rozgrywek. Podczas hiszpańskiej wojny domowej na terenach zajmowanych przez republikanów zorganizowano lige z udziałem drużyn z Katalonii i z okolic Valencii. Mimo że Madryt również znajdował się pod wpływem republikanów, drużyny z tego miasta nie wystartowały z powodu wewnętrznych podziałów i bliskości miasta względem frontu. Blaugrana zajęła pierwsze miejsce, lecz rozgrywki nie zostały uznane jako oficjalne. Zwolennicy takiego rozwiązania wskazują że nie były to okrojone rozgrywki ale turniej towarzyski. Władze FC Barcelony podkreślały że wygrany przez FC Seville w 1939 r. Puchar Hiszpanii uznano za oficjalny, choć do rywalizacji nie przystąpiły ekipy z Madrytu, Katalonii i Valencji.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

8

Rewanż przypieczętowany awansem:

27 września 1978 r. Wisła Kraków pokonała Club Brugge 3:1 w ramach rewanżowego meczu 1/16 Pucharu Mistrzów i awansowała do kolejnej rundy. Pod wodzą młodego szkoleniowca 36-letniego wówczas Oresta Lenczyka zespół legitymujący się średnią wieku niewiele ponad 20 lat wygrał wiosną 1978 roku ekstraklasę, zaś w kolejnym sezonie był bliski awansu do czołowej czwórki Pucharu Mistrzów. Już w 1/16 finału los skojarzył Wisłę z FC Brugge, wtedy Europejską potęgą, naszpikowaną reprezentantami Belgii oraz kilku innych krajów. Dość napisać że niedawny rywal Lecha Poznań kilka miesięcy wcześniej grał w finale Pucharu Mistrzów, w którym poniósł porażkę z Liverpoolem. Dwa lata wcześniej w 1976 roku Club Brugge wystąpił w finale Pucharu UEFA i w nim też uległ ,,The Reds”. Zespół prowadził Ernst Happel, legendarny szkoleniowiec mogący pochwalić się jeszcze jednym, jakże wymownym sukcesem. W omawianym 1978 roku doprowadził reprezentację Holandii do wicemistrzostwa świata na mundialu w Argentynie. Na tej imprezie wystąpiło też kilku wiślaków (Adam Nawałka, Henryk Maculewicz, Andrzej Iwan, Antoni Szymanowski). Ten ostatni po finałach Mistrzostw Świata opuścił Wisłę ale przecież w jej składzie było wielu innych dobrych zawodników jak łowca goli Kazimierz Kmiecik, wspaniały rozgrywający Zdzisław Kapka, mistrz dryblingu Leszek Lipka czy nieustępliwy defensor Marek Motyka. Ta ekipa na początek nie popisała się w Brugge, gdzie gospodarze strzelili dwa gole po ewidentnych błędach krakowskiej obrony. Na szczęście w końcówce Kapka zdobył gola, który dał nadzieję na udany rewanż. Tak też się stało, choć na początku drugiej połowy stadion przy Reymonta ucichł, gdy Rene Vandereycken wyrównał. Gdy wydawało się że goście obejmą prowadzenie Lipka przeprowadził wspaniały rajd, rozegrał klasyczną klepkę z Kmiecikiem i dał prowadzenie Wiśle. Zatem dogrywka? Nie! bowiem tuż przed końcem rezerwowy Janusz Krupiński po podaniu Zbigniewa Płaszewskiego czubkiem buta wpakował piłkę do bramki Brugge. Faworyt znalazł się na aucie a niedługo po tym słynny Happel został zwolniony.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

7

@FCBparasiempre
27 września 1961 r. urodził się Waldemar Matysik, pomocnik. ,,Gdy pierwszy raz po meczu stanąłem przed kamerą, tak zacząłem nawijać Śląską gwarą że realizator krzyczał do słuchawki: ,,Zdejmijcie go z anteny, przecież nikt go nie rozumie!” Ale nie zdjęli, na szczęście dziennikarz przekładał moje słowa na polski.”- śmieje się pan Waldemar. Matysik to cichy bohater hiszpańskiego mundialu. Zawsze w cieniu, zawsze harujący za dwóch a jak trzeba to i za trzech. Wzorzec defensywnego pomocnika, takiego, co to żadnej pracy się nie boi. Nigdy nie odstawiał nogi, rzucał się do każdej piłki. Nie było dla niego straconych szans, dopóki sędzia nie użył gwizdka. Nigdy nie było odpuszczania, nie dla niego gra pozorów. W walke angażował się bez reszty i właśnie na mistrzostwach świata w 1982 przypłacił to zdrowiem. Nie dokończył meczu z Francją(3:2) o trzecie miejsce. Jego organizm był skrajnie wycieńczony. Po powrocie do Polski trafił do szpitala i zmarnował praktycznie cały następny sezon ale wrócił. Znowu mocny i gotowy do wielkich poświęceń. Rządził z Górnikiem Zabrze w Ekstraklasie, pojechał na drugi mundial, był cenionym piłkarzem w lidze francuskiej i niemieckiej. Te historie Matysika kibice reprezentacji dobrze znają- człowiek od czarnej roboty i wszystko jasne. Mundial go zdefiniował i zaszufladkował. Piłkarska kariera Matysika ma jednak więcej barw niż może się wydawać. Otóż był taki sezon, kiedy rozgrywki ligowe zaczął jak pierwszorzędny snajper! 15 sierpnia 1981 r. w drugiej kolejce zabrzanie grali u siebie z Widzewem Łódź, który wcześniej zdążył już pokazać ów niesamowity charakter w Europie. Jeśli rywal w każdej formacji ma takich asów jak, jak Młynarczyk, Boniek, Zmuda i Smolarek, naprawdę można się przestraszyć. Matysik w Górniku grał już 2 lata ale jeszcze gola nie zdobył. Zupełnie się tym nie przejmował. Waldek był od czego innego, skupiał się na niewdzięcznej, destrukcyjnej robocie. Ten mecz był jednak inny! Nie dość że Matysik uwijał się w destrukcji jak w gospodarstwie rodziców przy żniwach, to jeszcze pchał akcje Górnika do przodu. Gospodarze prowadzili 2:0 a on dorzucił trzeciego gola i tak dobrze mu szło że pozwolono mu też wykonywać rzut karny. Ostatecznie 4:0 dla Górnika, dwa gole 20-letniego Matysika, który swoją grą przyćmił wszystkie gwiazdy na boisku. Co z tego że Boniek mozolnie zawiązywał akcje w środku pola, skoro Matysik kasował wszystko jak leci. ,,Po meczu Boniek był wściekły. Myślałem że rzuci się na mnie z pięściami ale gdy ochłonął, pogratulował mi gry. Chyba ją docenił”- wspomina Matysik. Natomiast w kadrze narodowej sprawdzany był już rok wcześniej. Usiadł na ławce w wyjazdowym meczu z Hiszpanią, niespodziewanie wygranym przez Polaków 2:1, potem zaliczył debiut z Algierią(5:1) na stadionie krakowskiego Hutnika. Na pierwszy mecz w el. MŚ 1982 z Maltą miał jednak nie lecieć. Wszystko zmieniło się po słynnej aferze na Okęciu, zakończonej dyskwalifikacjami Młynarczyka, Bońka, Żmudy i Terleckiego. ,,Zostałem dowołany do kadry razem z Krzyśkiem Budką, dołączyliśmy do ekipy już we Włoszech bo tam było krótkie zgrupowanie – tłumaczy, zaznaczając że miał ogromne szczęście. Raz że znowu był kadrowiczem, a dwa że z marszu załapał się na audiencje u Jana Pawła II. – Pochodze z bardzo religijnej rodziny, cała moja wieś była taka. Gdy drogą szedł ksiądz z sakramentami, obowiązkowo trzeba było przyklęknąć a tu nagle spotkałem się z Ojcem Świętym! Nogi się pode mną ugięły, byłem oszołomiony, nie mogłem zrozumieć, czym ja, prosty chłopak, zasłużyłem sobie na taki zaszczyt”- mówi i ślady tamtej ekscytacji w jego głosie słychać nawet dzisiaj. W kadrze początkowo był cichutki jak myszka. Na Malcie w niedokończonym meczu nie zagrał ale się przydał. ,,Miejscowi kibice niezadowoleni że prowadzimy 2:0, rzucali w nas czym popadnie, wreszcie zaczęły lecieć kamienie. Musieliśmy uciekać do szatni. Własnym ciałem osłaniałem naszego asa Włodka Smolarka żeby nic złego mu się nie stało”- wyjaśnia po latach pan Waldemar. I tak Matysik budował swoja pozycje w drużynie narodowej, choć nie pchał się do pierwszego rzędu. W narodowych barwach nie strzelił żadnego gola ale zaliczył jedną, niezwykle ważną asyste przy golu na 1:0 w meczu z NRD w Lipsku, w eliminacjach mundialu España ’82. ,,Gdy po wielu latach byłem w Polsce na spotkaniu medalistów mistrzostw świata, Zbyszek Boniek strasznie się dziwił że taki wyszczekany jestem, bo dawniej to rzadko kiedy usta otwierałem. Uznał że dzięki żonie się tak rozgadałem”- śmieje się Matysik. Pan Waldemar jako dwunastolatek zgłosił się do Orła Stanica, potem było Carbo Gliwice a stamtąd trafił do Górnika. Tylko że wcześniej związał się z Piastem. ,,Przyjechali do moich rodziców. Coś im tam nagadali, naobiecywali, zresztą mi też, więc podpisałem kontrakt. Myśle sobie: ,,Drugoligowa drużyna, więc nie jest źle na dobry początek”. Gdy usłyszał o tym mój trener Fryderyk Cholewa z Carbo, aż się za głowe złapał - ,,Coś ty chłopie zrobił!? Przecież Górnik cie chce!”. Musiałem to jakoś odkręcić, choć już pojechałem na obóz z nową drużyną. Docierało do mnie że starsi piłkarze Piasta dobrze się czują w drugiej lidze i nie zależy im na walce o awans. Cały czas myślałem o tym Górniku i na szczęście Górnik też myślał o mnie. Zaczął działać”- opowiada piłkarz. Sprawa oparła się o prezydenta Gliwic, który wezwał Matysika przed swoje oblicze. ,,Nigdy tego nie zapomnę. Duża sala, czerwony dywan i gdzieś tam na końcu siedzi dysponent mojego losu. Czułem się jak na sadzie ostatecznym. Mówiący z oddali prezydent miał do mnie tylko jedno pytanie: ,,Chłopcze, powiedz mi, w którym klubie ty chcesz grać?. ,,W Górniku Zabrze”- wykrztusiłem przez zaciśnięte gardło. Całe szczęście że miałem tyle odwagi, bo to zakończyło temat. Mogłem przeprowadzać się na Roosvelta”- wspomina Matysik. W Zabrzu minęło trochę czasu zanim zaczął regularnie grać. Górnik trenera Władysława Żmudy przechodził wtedy niespodziewanie drugoligową kwarantanne ale miał wtedy uznanych piłkarzy. Był rok 1979 a Matysik wchodził do szatni z duszą na ramieniu. On 18-letni chłopaczek nie wiadomo skąd a tam takie asy w składzie. ,,Choć, siadaj tu przy mnie. Widzisz, duży jestem, nie dam ci zrobić krzywdy”- dowcipnie zaproponował Jerzy Gorgoń. Pod koniec wiosny 1980 roku zaczął występować w podstawowym składzie. Bardzo dobrze zagrał w derbowym meczu z Ruchem Chorzów(1:1). To właśnie po tym meczu udzielił na żywo pierwszego wywiadu telewizyjnego, w którym tak był oszołomiony że ,,godoł” po śląsku. ,,Nie wiele można było z tego zrobić ale na szczęście uratował mnie zadający pytanie redaktor Andrzej Zydorowicz. Tłumaczył moje odpowiedzi, za co będę mu dozgonnie wdzięczny”- deklaruje Matysik. Meczów, które wbrew naturze Matysika zamieniały się w spekyakle niepozornego aktora, było niewiele ale jednak ciągle się zdarzały. W tej roli błysnął w lidze francuskiej. Strzelił w niej tylko jednego gola ale za to nad Sekwaną było o nim całkiem głośno. Jego Auxerre grało na wyjeździe z Bordeaux, które wtedy biło się o mistrza Francji. W drużynie gospodarzy wielkie gwiazdy: Battiston, Lizarazu, Jesper Olsen, Klaus Allofs ale najjaśniej świeciła gwiazda Matysika, który strzałem z dystansu zdobył jedynego gola w tym meczu. ,,Wiedziałem że chce mnie kupić Hamburger SV. Z trybun miał mnie oglądać trener Gerd-Volker Schock. Nasz szkoleniowiec Guy Roux nie godził się na transfer. Wkurzało go że w ogóle biore te opcje pod uwagę. Dlatego, skoro miałem być obserwowany, chciał mi zaszkodzić, ustawiając mnie na lewej pomocy. Nigdy wcześniej tam nie grałem, mogło być kiepsko. Zdarzył się jednak cud, bo nie dość że czyściłem defensywnie co się da, to jeszcze walnąłem zwycięskiego gola! Poczciwy Guy Roux chciał być złośliwy a wyszło wręcz przeciwnie bo trener Schock był zachwycony. ,,Myślałem że ten Matysik da nam jakość w destrukcji a on jeszcze jest taki mocny w ofensywie. Bierzemy go!”- deklarował Niemiec na gorąco. A ja przecież zagrałem jeden jedyny tak ofensywny mecz w Auxerre, właśnie wtedy”- zaznacza Polak. Po starciu z Żyrondystami razem z nim cieszył się też Enzo Scifo, złote dziecko belgijskiej piłki. Wcześniej był graczem Bordeaux i była to jego pierwsza wizyta w mieście po zmianie klubu. Bardzo zależało mu na wygranej, więc Matysik wyświadczył mu bezcenną przysługę. ,,Enzo często zabierał mnie swoja wypasioną bryką na trening. Prosił tylko żeby ściągać piłkarskie buty przed wejściem żeby niczego nie pobrudzić. Wielki piłkarz i wielki elegancik, trudno było mu się rozstawać z lusterkiem i grzebieniem”- wspomina bohater tego tekstu a w Auxerre zetknął się też m.in. z Erikiem Cantoną, który także zwykle chadzał własnymi ścieżkami. Matysik po takiej prezentacji przed nowym pracodawcą, oczywiście przeniósł się do Hamburga i tam również zdarzył mu się szalony występ. Jego zespół wygrał na wyjeździe z Eintrachtem 6:0! Na stadionie we Frankfurcie błyszczał Jan Furtok, autor hattricka, no i właśnie Matysik, który również pokonał Uli Steina. ,,Super nam się grało. Trener Eintrachtu Jörg Berger po tym meczu został zwolniony. Takie życie, co zrobić… Sami widzicie jaka droge przeszedłem a zaczynałem od pastwisk, na których uganiałem się za piłką, i czerwonego dywanu, na którym z trudem opanowałem drżenie łydek, stojąc przed prezydentem Gliwic”- kończy swój wywód pan Waldemar.

6

Legendy polskiego futbolu(w odpowiedzi na mój komentarz):

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

1

Julian Alvarez to niby jakaś arania? Przeca to piepszona pirania!

4

Grande Derbi el Madrileno! I czego chcieć więcej!?

10

Cóż to było za ,,golazo” Vareli:

Działo się to 27 września 1943 r. w Superclasico Boca Juniors-River Plate. Boca przegrywała jednym golem, gdy arbiter podyktował rzut wolny na granicy pola karnego River Plate. Wykonawcą był Carlos Sosa, który zamiast strzelać na bramke, dośrodkował szukając Severino Vareli. Posłał jednak piłke za głęboko. Obrona River nie powinna mieć z nią żadnych problemów, Severino był daleko. Jednak boiskowy weteran odbił się mocno i… szybując w powietrzu między obrońcami, zdołał jej dosięgnąć i posłać wspaniałym uderzeniem do siatki obok bezradnego bramkarza. Kibice mówili na niego Beret Widmo, bo pojawiał się w powietrzu nieproszony i nie wiadomo skąd, by zagrozić bramce rywala. Varela miał już powyżej czterdziestki i kilka tytułów zdobytych z urugwajskim Peñarolem, gdy przybył do Buenos Aires ze swoją twarzą urwisa i białym beretem przyklejonym do głowy. W Boca Severino brylował ale w niedziele wieczorem, po meczu, zawsze wsiadał na statek do Montevideo by powrócić do swojej dzielnicy, przyjaciół i pracy w fabryce.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

0

@Stinger_ Proste ale z drugiej strony troche niepoważne porównanie naszej siatkówki z piłką nożną na dzień dzisiejszy...

11

Premierowy hattrick w Lidze Mistrzów:

Dokładnie 20 lat temu Ronaldo de Asis Moreira po raz pierwszy zalicza hattrick w meczu Ligi Mistrzów. Ma to miejsce na Camp Nou w wygranym 4:1 meczu z Udinese Calcio w drugiej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów. Popularny ,,Gaucho” gole strzelał w 13, 32 i 90 minucie spotkania.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?