FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
Co z tym PSV się stało bo nie oglądalem, że z jakimiś ogórkami przegrali na własnym stadionie!?
13
Narodziny Ligi Mistrzów:
Jesienią 1992 roku w prasie na całym świecie można było przeczytać że oto odbywa się druga edycja Ligi Mistrzów. Taka definicja była błędna a wzięło się to z tego iż formuła rozgrywek była zbieżna z poprzednią formułą rozgrywek Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Za integralną część Ligi Mistrzów uznawano także faze wstępną rozgrywaną systemem pucharowym. Tak więc de facto Liga Mistrzów ruszyła już 19 sierpnia 1992 r. Natomiast 16 i 30 września rozegrana została I runda tych elitarnych rozgrywek, gdzie Lech Poznań odprawił z kwitkiem Skonto Ryga i to właśnie spotkanie z Łotyszami na Bułgarskiej jest pierwszym polskim meczem w Lidze Mistrzów. Wedle tej wykładni pierwszego ,,polskiego” gola w tych rozgrywkach zdobył w 26 minucie Mirosław Trzeciak. Z kolei FC Barcelona męczyła się w premierowym dwumeczu z Vikingiem Stavanger(1:0 na Camp Nou i 0:0 w Norwegii), co zwiastowało nieszczęście obrońcy trofeum w drugiej rundzie, w której Blaugrana najpierw zremisowała 1:1 w Moskwie z CSKA, by w rewanżu przegrać 2:3 na Camp Nou, mimo prowadzenia 2:0! No cóż, jak to mówią pierwsze koty za płoty…
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
0
@th@les Mam rozumieć że jeden z niewielu wpisów użytkowników? czy też jeden z niewielu moich wpisów?
10
Debiut wychowanka:
16 września 1980 r. debiutuje w FC Barcelonie Angel Pedraza, jako pierwszy wychowanek La Masii(miał wówczas 20 lat). Podczas wyjazdowego meczu PUEFA z maltańską Sliemą Wanderers trener Kubala dał Pedrazie szansę debiutu, wpuszczając go na ostatnie 18 minut meczu wygranego 0:2. Młody obrońca na regularne występy w pierwszym składzie musiał jednak poczekać kilka lat.
,,Generał” zadebiutował w Lidze Mistrzów:
16 września 1998 r. Xavi Hernandez zadebiutował w Lidze Mistrzów meczem z Manchesterem United na Old Trafford zakończonym remisem 3:3. Xavi pojawił się na boisku w 67 minucie zastępując Brazylijczyka Giovanniego. Szanse debiutu otrzymał Xavi od trenera Luisa Van Gaala.
Kultywowanie wartości klubowych:
16 września 1993 r. jedną z ulic Barcelony nazwano imieniem i nazwiskiem legendarnego Josepa Samitiera. Popularny ,,Sami” jest jednym z nielicznych piłkarzy Barçy, który dostąpił zaszczytu posiadania ulicy swego imienia w Barcelonie. Znajduje się ona w Zona Universitaria, miedzy aleją Doctor Marañon a ulicą Baldiri Reixac, nie daleko Mini Estadi. Josep Samitier, zaszczyt posiadania ulicy ze swoim nazwiskiem dzieli z innymi wielkimi postaciami barcelonizmu: Ladislao Kubalą, Ricardo Zamora, Joanem Gamperem i Josepem Suñolem. To ,,Forum Samitier”, stowarzyszenie utworzone w 1990 r. w celu prowadzenia debat wokół sportu i FC Barcelony, kierowane przez Jaumego Llaurado, było pomysłodawcą kampanii aby urząd miasta nadał jednej z ulic nazwisko barcelońskiego piłkarza. Wreszcie rankiem 16 września 1993 r. ulica Josepa Samitiera została oficjalnie otwarta. W uroczystej chwili udział wzięli: burmistrz miasta Pasqual Maragall, prezydent Barcelony Josep Lluis Nuñez a także sam Llaurado. Obecni byli również: Valentina Soler, wdowa po piłkarzu, wielu byłych zawodników Barçy oraz Alfredo Di Stefano, bliski przyjaciel Samitiera.
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
10
Premierowe starcie w europejskich pucharach:
16 września 1970 r. FC Barcelona pokonała GKS Katowice 1:0 w ramach 1/32 Pucharu Miast Targowych. To był pierwszy mecz Blaugrany w historii o stawke z polskim zespołem i pierwsza wizyta w Polsce. Podróż Blaugrany do Polski była drogą przez męke(z Barcelony samolotem przez Monachium i Wiedeń do Warszawy, potem autokarem do Katowic). Jedynego gola w tym meczu strzelił Carles Rexach w 82 minucie. Bilet na mecz kosztował 25 złotych(75 peset) i obowiązywał również na spotkanie Ruchu Chorzów z Fiorentiną, który rozpoczynał się tuż po zakończeniu meczu katowiczan z Barceloną. W rewanżu w stolicy Katalonii GKS niespodziewanie prowadził 0:2 ale Barça odwróciła losy spotkania w drugiej połowie wygrywając 3:2.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
8
@FCBparasiempre
Wacław Kuchar wychował się w rodzinie pochodzenia węgierskiego. W zasadzie to długo sam o tym nie wiedział. Pewnego razu przeszukał wszystkie zakamarki rodzinnego domu i po przejrzeniu sterty rodzinnych pamiątek dowiedział się, że jego pradziadek, Bela Keler był węgierskim kompozytorem. Z kolei jego babcia, pół-Węgierka, pół-Morawianka, wyszła za rodowitego Węgra – Carolusa Kuchara, który zajmował się stawianiem mostów dla kolei żelaznych. Później urodził się jego ojciec Ludwik (nazwany później „najbardziej usportowionym ojcem w historii polskiego sportu”), który wyruszył do Krakowa, gdzie ukończył szkołę handlową. Tam zakochał się i ożenił z Ludwiką Drzewiecką a owocem ich miłości było ośmioro dzieci. A jednym z nich był właśnie Wacław. Nasz bohater urodził się 16 września 1897 roku. Jedenaście lat później państwo Kucharowie postanowili przeprowadzić się do Lwowa, gdzie ojciec Ludwik zapisał swoje dzieci do „Sokoła”, czyli Towarzystwa Gimnastycznego. Trójka starszych braci zaczęła interesować się gimnastyką. Nic dziwnego, że młody Wacek próbując pójść w ich ślady, wkradał się na halę sportową, aby móc podpatrzeć działania swojego rodzeństwa. Marzył o tym, aby także kiedyś spróbować swoich sił w tej dyscyplinie. Postępował sprytnie. Przez cały tydzień zachowywał się bardzo cicho, aby bracia zabrali go ze sobą na trening i w końcu się udało. W taki to sposób zaczęła się jego przygoda z gimnastyką, którą uprawiał dosłownie wszędzie. Próbował nawet w domowym ogrodzie z drzew zrobić „drążek”, jednak ojciec szybko sprowadził go na ziemię, ciesząc się jednocześnie z entuzjazmu, jaki bił od syna. W 1904 roku Wacek poszedł do szkoły. Przeważnie drogę, którą musiał przebyć, pokonywał truchtem. A były to dla niego tylko lub aż trzy kilometry. Przez te lata doskonalił swoją kondycję, a także kształtował swoje umiejętności, próbując sił w nowych dyscyplinach. Sam opowiadał, że prawdopodobnie talent przekazali mu w genach rodzice. Dzięki temu wystarczyło, żeby raz zobaczył, jak ktoś skacze wzwyż stylem nożycowym, a on po prostu go powtarzał. W 1907 roku stała się rzecz historyczna. Rodzice Wacka zaczęli zarządzać klubem sportowym, który powstał z połączenia KGS IV Gimnazjum z „Lechią”. Tak swój żywot rozpoczął Lwowski Klub Sportowy Pogoń. Po czasie zainteresowania Wacka zwróciły się ku piłce nożnej. Jak nie trudno się domyślić, bracia już całkiem dobrze opanowali sztukę posługiwania się futbolówką , więc i młody chciał spróbować swoich sił w tej dyscyplinie. Początkowo kopał podwórkową szmacianke, potem skórzaną skorupę, zszytą bardzo grubo z cholew starych butów. W końcu ojciec postanowił zakupić Wackowi piłkę, taką prawdziwą. Dał za nią 21 koron, czyli równowartość wówczas ośmiuset jaj! Początkowo młody Kuchar ostro trenował na przerwach szkolnych w klubie „Olimpia”, który założył wraz z kolegami ze szkoły. Zapisał się później do klubu sportowego „Sparta”, jednak był za młody, aby tam grać. Postanowił więc stworzyć kolejną własną drużynę o nazwie „Gloria”, kopiąc z kolegami po lekcjach. Skąd Wacek umiał tak wiele? Zwinny, gibki, lubuje się w efektownych zwodach, szybkich przebojowych rajdach i zaskakujących, celnych strzałach. Nikt nie miał do niego pretensji, bo nigdy nie faulował, co zostało mu jako zasada na zawsze… Właśnie: dżentelmeństwo oraz ambicja objawiająca się jako ofiarność.. – Jacek Bryl „Wacław Kuchar” Od urodzenia miał talent. Pomagało mu również to, że miał starszych braci. Na ich meczach czy treningach stawał za bramką, słuchał, analizował, a potem sam wprowadzał poprawki do swojej gry. Po czasie włączono drużyny Wacka „Olimpie” i „Glorie” do rozgrywek juniorów Pogoni. Jego potencjał dostrzegł „Jaśko” Kammerer, który powiedział komu trzeba, aby awansować go do trzeciej drużyny, a po tygodniu Wacek grał już w pierwszej. W 1912 roku jeden z napastników Pogoni się rozchorował. Znów Kamerer poprosił o skorzystanie z usług młodzieńca. Kuchar debiutował więc w wieku 15 lat w pierwszej drużynie i to w meczu, w którym Pogoń rozniosła swojego przeciwnika 7:1 a on sam strzelił trzy gole w tym spotkaniu i stał się ważną postacią Pogoni na lata. Kolejnym meczem, w którym potwierdził swoją wysoką klasę, było starcie z Cracovią podczas otwarcia stadionu Pogoni. Wówczas 16-letni Kuchar strzelił dwie bramki. Potem szło już z górki i ostatecznie podczas swojej całej kariery, strzelił ponad 1000 bramek. Wacław był jednym z pierwszych piłkarzy, który zderzył się ze zawodowstwem. No, może prawie pierwszym, bo w rzeczywistości nie do końca tak było. Matka Wacława powiedziała, że za każdą strzeloną bramkę dostanie 5 koron. Po jednym z meczów przyszedł i powiedział, iż strzelił aż 5 bramek. Do wypłaty 25 koron jednak nie doszło. Ojciec Ludwik w zamian za pieniądze dał synowi srebrny zegarek z dewizką, tym samym utrzymując „amatorstwo” na swoim poziomie. Jak wiemy, dawniej dostawano deputaty, więc zegarek można było uznać za formę podarunku od fana, prawdziwego kibica, którym był ojciec. Wzór fair play – Wacław Kuchar. Koszulkę z Orłem na piersi Kuchar wkładał aż w czterech dyscyplinach sportowych: hokeju, łyżwiarstwie szybkim, lekkoatletyce oraz piłce nożnej, którą kochał najbardziej. Grał nawet w pierwszym meczu reprezentacji przeciwko Węgrom w 1921 roku. W tym spotkaniu przylgnęła do niego łatka „boiskowego dżentelmena”. Nasz bohater w 22 minucie spotkania mijając węgierskiego bramkarza, przypadkowo go uderzył. Stanął sam naprzeciw pustej bramki, lecz pozostawił futbolówkę, aby podejść i przeprosić golkipera gospodarzy. W tym czasie obrońca zdążył wybić piłkę. Czyn ten pokazał, że szacunek do rywala jest bardzo ważny. Kuchar brał również udział w igrzyskach olimpijskich w 1924 roku, gdzie reprezentacja Polski odpadła po przegranym meczu 0:5 właśnie z Madziarami. Pomimo fatalnego wyniku francuska prasa uznała Wacława za najlepszego zawodnika tego spotkania. W reprezentacji aż dwadzieścia sześć razy. Od pierwszego do trzydziestego czwartego występu biało-czerwonych. Grał w 1126 meczach. Olimpijczyk. Zdobył 1065 goli – ponad połowę tego, ile nastrzelały w tych meczach jego drużyny. 1065 goli!… Więcej niż Pele! – Jacek Bryl „Bohaterowie Stadionów – Wacław Kuchar”. Od piłki nożnej Wacka odciągnęła pierwsza wojna światowa. Wysłany został na front rosyjski pod Brzezany. Jednak nawet wtedy starał się nie tracić kontaktu ze sportem. Powoływano go czasem na mecze piłkarskie, brał również udział w zawodach żołnierskich. Z Pogonią Lwów Wacław czterokrotnie świętował tytuł mistrza Polski (w latach 1922, 1923, 1925 i 1926). Był dwukrotnie królem strzelców. W 1922 roku zdobył 21 goli a w 1926 wspólnie z Józefem Grabieniem po 11. Był ulubieńcem kibiców, tłumy go kochały. W jednym z sezonów, na 96 goli dających mistrza jego drużynie sam zdobył 41! Strzelił nawet cztery gole w ciągu pięciu minut meczu. Było to spotkanie Pogoni Lwów przeciwko WKS Lublin z 1922 roku. Lwowiacy wygrali wówczas 11:0! a Kuchar strzelił 6 goli, w tym 4 między 77-82 minutą. W czasach przedwojennych podobnym osiągnięciem pochwalić mógł się John McIntyre, zawodnik Blackburn Rovers, strzelając bramki również w 1922 roku przeciwko Evertonowi. ,,Okropnie lubiłem trafiać do bramki. I w ogóle wygrywać” – Wacław Kuchar. Rok po ostatnim mistrzostwie Pogoni, w Polsce utworzono ligę. Lwowiacy nie potrafili już nawiązać do okresu świetności, niemniej jednak mogli pochwalić się trzema wicemistrzostwami kraju w latach trzydziestych. W nowej formule rozgrywek Kuchar nie przestał strzelać. W pierwszym sezonie zdobył 25 goli! Karierę piłkarską zakończył w 1934 roku, miał wówczas 37 lat. W latach 1947-1950 objął opiekę nad reprezentacją Polski. Następnie przejął Legię i Polonię Warszawa. Był także zawodowym sędzią na meczach piłkarskich oraz hokejowych. Działał w PZPN, którego członkiem honorowym stał się w 1977 r. Zmarł 13 lutego 1981 roku. W wielu wspomnieniach mówi się o nim jako bardzo sympatycznym, życzliwym i pogodnym człowieku, dla którego „fair play” było świętością. Do ostatnich dni swojego życia przychodził na warszawskie stadiony, będąc fanatycznym kibicem piłki. Pomimo swojego wieku, nadal zachowywał dobrą kondycję. Jego grób znajduje się na warszawskich Powązkach. Kiedy to 55 lat wcześniej „Przegląd Sportowy” ogłosił pierwszy plebiscyt na najlepszego sportowca w kraju, nie było wątpliwości, kto zgarnie tę nagrodę. Zdecydowana większość, bo aż 94% głosujących było za Kucharem. Dla Wacława nie było takiej dyscypliny sportowej, w której nie próbowałby swoich sił. Mało tego, w każdej dyscyplinie, jaką zaczął uprawiać, pobijał niemal wszelkie możliwe rekordy. Był prawdziwym prekursorem rozwoju poprzez uprawianie ćwiczeń fizycznych i wielu sportów. Tym samym zmienił myślenie wielu ludzi w tym okresie, stając się prawdziwą gwiazdą, idolem swoich czasów. Dzięki temu, czego dokonał, prostszą drogę do sukcesów mieli nasi pierwsi mistrzowie olimpijscy i rekordziści – Halina Konopacka oraz Janusz Kusociński. Dzisiaj w profesjonalnym sporcie nie byłoby takiej możliwości, aby uprawiać kilka dyscyplin naraz. Owszem, znamy historię piłkarzy, którzy zimą zamieniali się w zawodników hokeja, ale bić rekordy we wszystkich możliwych konkurencjach? Wprost niesamowite. Ciekawskich odsyłam do książki Jacka Bryla „Wacław Kuchar”, która w całości opisuje przebieg kariery tego utalentowanego człowieka.
8
Wybitne legendy polskiego sportu:
Panie i Panowie, rodacy, dziś przypada 128 rocznica urodzin wybitnej postaci polskiego sportu. O kogo chodzi? Tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.
@AssisMoreira
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
1
@Stinger_ Wziąłem pod uwage co najmniej 5 meczów a czy to jest ok? To niech już każdy sobie sam odpowie na to pytanie...
Uważam że po prostu zagranie przynajmniej 5 meczów i strzelenie w nich więcej goli zasługuje na takie wyróżnienie...
1
@Stinger_ O najskuteczniejszych piłkarzy Barcy!
A co myślałeś że tylko on może wstawiać statystyki?
3
Najlepsi strzelcy w historii FC Barcelony w meczach oficjalnych:
Joan Gamper: 28 meczów i 81 goli! ; Średnia gola na mecz: 2,89!
Bernhard Staub: 5 meczów/12 goli ; średnia gola na mecz: 2.40
George Pattullo: 8 meczów/15 goli ; średnia gola na mecz: 1,87
Jose Rodriguez Vazquez: 14/20 ; średnia gola na mecz: 1,42
Alejandro Apolinario: 9/12 ; średnia: 1,33
Jose Climent Gracia: 32/37 ; średnia: 1,15
Jose Berdie: 14/15 ; średnia: 1.07
Paulino Alcantara: 141/143 ; średnia: 1.01
Miquel Gual: 25/24 ; średnia: 0,96
Luis Nazario de Lima: 49/47 ; średnia: 0,95
Charles Wallace: 35/32 ; średnia: 0,91
Udo Steinberg: 37/ 34 średnia: 0,91
Percival Francis Wallace: 19/17 ; średnia: 0,89
Vicenç Martinez: 89/80 ; średnia: 0,89
Angel Arocha: 146/131 ; średnia: 0.89
Mariano Martin: 147/130 ; średnia: 0,88
Lionel Messi: 782/674 ; średnia: 0.86
Miquel Oller: 6/5 ; średnia: 0,83
Carlos Comamala: 55/45 ; średnia: 0,81
Josep Samitier: 233/187 ; średnia: 0,80
Ladislao Kubala: 256/194;średnia: 0,75
Johan Krankl: 61/45 goli; średnia: 0,73
Arsenio Morales: 20/14; średnia: 0,7 Josep Escola: 235/166; średnia: 0,7
Evaristo de Macedo: 151/105; średnia: 0,69
Luis Alberto Suarez: 284/198 ; średnia: 0,69
Lluis D’Osso: 16/11; średnia: 0,68
Robert Lewandowski: 150/103 ; średnia: 0,68
Josep Sastre: 88/59; średnia: 0,67
Frank Allack: 3/2 ; średnia: 0,67
Alfonso Albeniz: 3/2 ; średnia: 0,66
Cesar Rodriguez: 356/234 ; średnia 0,65
Sandor Kocsis: 126/82 ; średnia: 0,65
Eulogio Martinez: 162/106 ; średnia 0,65
Samuel Eto’o: 207/136 ; średnia: 0,65
8
Zapomniane acz wyjątkowe legendy futbolu:
15 września 1941 r. urodził się znakomity węgierski napastnik Florian Albert. Zdobywca ,,Złotej Piłki France Football” za rok 1967. Albert w całej swojej piłkarskiej karierze klubowej reprezentował tylko jeden klub a mianowicie Ferencvárosi TC. Z klubem czterokrotnie zdobywał Mistrzostwo Węgier (w sezonach 1963, 1964, 1967 i 1968) i czternastokrotnie zajmował medalowe miejsce w ligowej tabeli. Największym sukcesem klubowym Alberta było zdobycie w 1965 roku Pucharu Miast Targowych, po pokonaniu w finale 1:0 Juventusu. Do finału tych rozgrywek doszedł także w 1968 roku (porażka w dwumeczu z Leeds United). Łącznie w barwach Ferencvarosi rozegrał 540 spotkań (351 ligowych), w których strzelił 391 goli (256 w lidze). Albert grał w reprezentacji Węgier od 1959 roku. Zadebiutował w spotkaniu przeciwko Szwecji, rozegranym 28 czerwca 1959 roku. Swoje pierwsze gole (trzy) zdobył w spotkaniu przeciwko Jugosławii w swoim trzecim występie w reprezentacji. W 1960 roku znalazł się w kadrze reprezentacji olimpijskiej, która na igrzyskach w Rzymie zdobyła brązowy medal. W 1962 roku awansował z reprezentacją do finałów mistrzostw świata, na których został najlepszym strzelcem turnieju. Dwa lata później wystąpił w mistrzostwach Europy, a w 1966 ponownie w mistrzostwach świata. Ostatnim dużym turniejem Alberta w reprezentacji były Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej 1972. 29 maja 1974 roku Albert rozegrał swój ostatni mecz w reprezentacji. Przeciwnikiem była Jugosławia. Łącznie Węgry reprezentował w 75 meczach, w których zdobył 31 goli. Przez wielu statystyków i historyków jest uważany za najlepszego zawodnika swojego pokolenia. Dysponował doskonałą techniką. Kontrola piłki, doskonałe podania oraz drybling sprawiły, że Albert stał się światowej klasy zawodnikiem.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
9
Cenny remis na wyjeździe z „The Hoops”:
15 września 1976 r. Wisła Kraków zremisowała na wyjeździe z Celtic Glasgow 2:2(!) w pierwszym meczu 1/32 Pucharu UEFA. W połowie lat 70-tych Biała Gwiazda wreszcie dorobiła się ekipy, która mogła nawiązać do dawnych czasów, gdy wiślacy odgrywali ważną rolę w polskiej lidze Szymanowski, Musiał, Lipka, Nawałka a przede wszystkim słynne ofensywne Trio KKK, czyli Kusto, Kapka i Kmiecik, te nazwiska pozwoliły kibicom pod Wawelem znowu marzyć o mistrzostwie Polski. Wisła ponownie zaczęła też grać w międzynarodowych pucharach, w których jesienią 1976 roku wyeliminowała słynny Celtic Glasgow. Nieustępliwi wyspiarze zostali zaskoczeni jeszcze twardszą grą przybyszów z nad Wisły. Szymanowski wespół z kolegami z defensywy Maculewiczem i Płaszewskim, skutecznie powstrzymywał ataki Szkotów. Wprawdzie objęli oni prowadzenie ale po przerwie wiślacy w 7 minut strzelili dwa gole. Najpierw wyrównał Kmiecik a potem Wróbel wyminął zwodami kilku rywali i ,,wjechał" z piłką do bramki ekipy z Glasgow. Wprawdzie gospodarze uratowali remis dzięki strzałowi Dalglisha ale na rewanż jechali z obawami. Okazały się one uzasadnione, gdyż do Szkocji Celtic wracał na tarczy ale o tym przy okazji rewanżu.
@AssisMoreira
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
8
Wybitne legendy holenderskiego futbolu:
15 września 1951 r. w Heemestede urodził się Johan Neeskens, defensywny pomocnik. 2-krotny Wicemistrz Świata, 3-krotny Zdobywca Pucharu Mistrzów pod rząd(z Ajaxem Amsterdam) oraz 2-krotny Zdobywca Superpucharu Europy z Ajaxem. Był zawsze w cieniu swojego kolegi z reprezentacji, Johana Cruyffa. Zasłużony człowiek od czarnej roboty. Za każdym wielkim dyrygentem zespołu, stoi człowiek od czarnej roboty. Nie inaczej było w wypadku Johana Neeskensa, który podczas swojej kariery czyścił pole, dla Boskiego Johana Cruyffa. Johan już od najmłodszych lat uganiał się za piłką, zaczynając swoją amatorską karierę w miejscowym klubie RCH Heemstede. Tam grał na tyle dobrze, że już w wieku 16 lat występował w pierwszym składzie, grając na pozycji prawego obrońcy. Bardzo szybko wypatrzył go w niższych ligach niezapomniany Rinus Michels, który bardzo chciał mieć 19-letniego wtedy gracza. Ówczesnemu trenerowi Ajaxu Amsterdam nie sposób było odmówić, dlatego Johan szybko przeszedł do wielkiego Ajaxu. Tam Michels powoli wprowadzał w życie swoją filozofię futbolu totalnego, która zmieniła piłkę nożną na całym świecie. Neeskens idealnie nadawał się na wykonawcę obowiązków w środku pola, gdyż dysponował świetnym wyszkoleniem technicznym i piekielnie mocnym strzałem z obu nóg. Amsterdam był miejscem pierwszego spotkania się dwóch wielkich Johanów - Cruyffa i Neeskensa. Od razu zapałali do siebie sympatią, która wykraczała nawet poza ramy boiska, najkrócej mówiąc zostali przyjaciółmi. Michels szybko dostrzegł wszechstronność Neeskensa, któremu przypisano takie zadania by Rensenbrink, Rep a przede wszystkim Cruyff mogli grać swobodnie. Pełnił role "wymiatacza", który przejmował piłkę od obrońców lub sam ją przechwytywał i od razu rozdzielał do któregoś z bardziej ofensywnie nastawionych partnerów. Niektórzy futbolowi eksperci uważają, że gdyby nie wspaniała postawa i skromność Johana II (tak nazywano go w Ajaxie), to ekipie z Amsterdamu nie udałoby się zdobyć trzy razy pod rząd Pucharu Europy. Ale o tym później... Z Ajaxem zdobył podwójnie mistrzostwo Holandii (1972,1973) i oczywiście miał swój udział w trzyletniej hegemonii Amsterdamu w Pucharze Europy (1971,72,73). Oprócz tych trofeów zdobył jeszcze dwa razy Superpuchar Europy (1972,73).
Opromieniony sukcesami z holenderskim klubem, chciał spróbować czegoś nowego. Jego wielki przyjaciel Cruyff odszedł już rok wcześniej do FC Barcelona, w której powoli zaczynał grać pierwsze skrzypce i wybitnie się wyróżniać, także Rinus Michels przebywał w Katalonii, w roli trenera. Nic więc dziwnego, że Neeskens obrał kierunek hiszpański a mianowicie do Blaugrany. W Barcie wspólnie ze swoim długoletnim przyjacielem, miał odnosić masę sukcesów, tak się jednak nie stało. Barcelona mimo swojego ogromnego potencjału, nie potrafiła udokumentować tego wyraźnie swoimi sukcesami w Europie lub dominacji w La Liga. Jedyne ważne trofeum zdobyte podczas pobytu w Hiszpanii w 1978 roku. Jak na możliwości personalne Azulgrany, zdecydowanie za mało. Mimo braku większych sukcesów Johan II był bardzo lubiany przez socios zasiadających na trybunach Camp Nou. Na boisku zawsze wykazywał się inteligencją i determinacją, grał z pełnym oddaniem dla klubu. Czasami zdarzało mu się okrasić udany występ bramką cudnej urody. W Katalonii spędził pięć lat, które nie przysporzyły mu zbytnio medali do kolekcji. W porównaniu do okresu, gdy grał w Ajaxie, prawie nic nie zdobył. Karierę reprezentacyjną może jak najbardziej uznać za udaną. Mimo, że nie udało mu się zdobyć mistrzostwa świata w 1974 roku, gdy był tego wraz z reprezentacją Holandii bardzo bliski, to i tak pokazał się ze świetnej strony. Jak na swoją pozycję i zadania, zdobył zadziwiającą liczbę goli - pięć - i został wicekrólem niemieckiego czempionatu, wraz z Andrzejem Szarmachem. Był jednym z najmłodszych piłkarzy Holandii podczas tamtego turnieju co nie przeszkodziło mu w etatowym wykonywaniu jedenastek. Przy strzelaniu rzutów karnych był bardzo skupiony i niezwykle rzadko się mylił. Skupienie i determinacja cechowały jego grę, kto wie, czy gdyby reszta Holendrów nie zachowała zimnej krwi, to Niemcy cieszyliby się z mistrzostwa świata w 74' roku?
Po odejściu z FC Barcelony, postanowił spróbować jak smakuje liga amerykańska, która płaciła niebotyczne gaże podstarzałym mistrzom futbolu. Przez pewien okres grał nawet wespół z samym Franzem Beckenbauerem. Na konto swoich klubowych osiągnięć dopisał mistrzostwo z New York Cosmos, w 1982 roku. Do 1984 roku grał w U.S.A by powrócić na siedem spotkań do FC Groningen. Niestety holenderska prasa zamiast rozpływać się nad jego grą, pisała o jego rzekomych problemach z alkoholem. Zdenerwowany Johan II znów wyjechał do U.S.A. Gdy liga amerykańska zakończyła swój żywot (by w przyszłości wrócić jako MLS), wrócił do Europy i aż do 1991 roku, grał dla szwajcarskich zespołów amatorskich. Mimo swojego wieku, nadal odznaczał się wzorową kondycją i zapałem do gry. Całą swoją prawdziwą karierę spędził w cieniu Johana Cruyffa, lecz nigdy nie był zazdrosny o pozycję swego przyjaciela, raczej był dumny, że może mu pomagać i odnosić razem z nim sukcesy. Jego kariera trenerska jest łudząco podobna, do kariery zawodniczej. Na jej początku był trenerem kilku amatorskich szwajcarskich zespolików, by następnie zostać asystentem Guusa Hiddinka a potem Franka Rijkaarda - przy reprezentacji Holandii. Później aż przez pięć lat trenował NEC Nijmegen (był pomysłodawcą sprowadzenia Andrzeja Niedzielana), by ostatecznie znów zostać asystentem Rijkaarda, tym razem w FC Barcelona.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
11
W okamgnieniu:
Eduardo Andres Maglioni, skrzydłowy Independiente Buenos Aires, zapisał się w Księdze Guinnesa jako ten, który w najkrótszym czasie strzelił najwięcej goli. W 1973 r. na początku drugiej połowy meczu pomiędzy Independiente a Gimnasia y Esgrima de La Plata, Maglioni trzykrotnie pokonał bramkarza Guruciage w jedną minute i pięćdziesiąt sekund! Jest to absolutny rekord świata w najwyższej klasie rozgrywkowej.
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11
11
Duma Katalonii ustanawia rekord:
15 września 1982 r. FC Barcelona rozgromiła Apollon Limassol 8:0(!) w 1/16 Pucharu Zdobywców Pucharów. Bohaterem tego meczu został Diego Maradona, który zanotował hattricka. Z kolei Bernd Schuster dołożył dwa trafienia w spotkaniu, które oglądało zaledwie 18000 fanów na Camp Nou. Mecz był najwyższym zwycięstwem Barçy w europejskich rozgrywkach do sezonu 2003/04 kiedy został wyrównany po zwycięstwie nad Matador Puchow. Co ciekawe, do 35. minuty nie padła żadna bramka w meczu. „Byłem trochę zły. Chciałem im udzielić ostrej reprymendy w przerwie spotkania ale strzeliliśmy kilka goli i się uspokoiłem”- powiedział po meczu trener Barçy, Udo Lattek.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Astad
@AssisMoreira
0
@Ogorinho1974 Owszem ale też nigdy nie wiadomo jak beznadziejny trafi nam się przeciwnik, a takim była wczoraj(nie do poznania!?) CF Valencia...
8
Pierwsze, legendarne spotkanie:
15 września 1923 r. FC Barcelona po raz pierwszy w historii rozegrała mecz z polską drużyną a była nią Cracovia. ,,Pasy” przyjechały we wrześniu na miesięczne tournée po Hiszpanii. Cracovia rozpoczęła serie 10 spotkań towarzyskich właśnie dwumeczem z Barçą. Oto jak 18 września ,,Tygodnik Sportowy” relacjonował ten mecz: ,,W niedziele około 12 w południe rozeszła się wieść po Krakowie o nadzwyczajnym sukcesie Cracovii, która uzyskała w sobotę bm. w spotkaniu z Barceloną niespodziewany, sensacyjny i zaszczytny remis 1:1, prowadząc do pauzy 1:0 przez Chruścińskiego, który był pono najlepszym na placu. Barcelona wyrównała po pauzie. Crac. miała na ogół przewagę. Bliższych szczegółów telegramy nie podawały a ,,dorobione” i ,,rozszerzone” zdaje się komentarze tut. prasy codziennej kurierkowej wymagają autentycznego potwierdzenia. Radość panowała tu powszechna, lotem błyskawicy wieść ta rozeszła się po mieście wywołując entuzjazm. Z naprężeniem wyczekiwano wyniku spotkania rewanżowego dnia następnego”. W drugim meczu dzień później Blaugrana zwyciężyła zdecydowanie 7:1 pomimo prowadzenia gości 0:1 po golu legendarnego Kałuży. Gazety hiszpańskie pisały że w składzie przeciwników było jedenastu ,,Węgrów, Austriaków i Czechów” i podkreślały lepszą gre techniczną gości oraz usprawiedliwiały ich słabszą gre w drugim meczu zmęczeniem po podróży. No proszę, Polacy nie gęsi! W piłke potrafili wówczas grać jak niemal równy z równym.
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
7
,,Kolejorz” zadebiutował z przytupem:
Wiosną 1983 roku poznański Lech zakończył w Ekstraklasie dwuletnie rządy Widzewa a sam po raz pierwszy zasiadł na mistrzowskim tronie. Radość kibiców ze stolicy Wielkopolski nie miała granic, w końcu „Kolejorz” jako 12 polski klub w historii zyskał prawo gry w najważniejszym z europejskich pucharów. Trener Wojciech Łazarek życzył sobie w pierwszej rundzie słabeuszy z Cypru bądź Malty a ostatecznie nawet tureckiego Fenerbahce żadna z jego prośby nie została spełniona. Aby zagrać w jednej ósmej finału Pucharu Mistrzów Lechici musieli pokonać samego mistrza Hiszpanii Athletic Bilbao. Tym razem nie popełniono błędu i Łazarek wraz z asystentem Mirosławem Jankowskim obejrzał w Saragossie ligowy mecz Basków. Co ciekawe, wraz z nimi wracał samolotem do Polski, gdyż lwy leciały już na mecz z Lechem. Jak się okazało Łazarek poczynił owocne obserwacje. W zespole z Bilbao roiło się od reprezentantów Hiszpanii. W bramce rywali stał młody wtedy Antoni Zubizarreta. W defensywie brylował Santiago Urgiaga, którego na środku obrony wspierał brutal, jakich mało Andoni Goikoetxea. Przydomek ,,rzeźnik z Bilbao" mówi wszystko. To właśnie on spowodował absencję w Mistrzostwach Świata 1982 słynnego Niemca Schustera. Warto jeszcze wspomnieć o duecie napastników: Manuel Sarabia i Estanislao Argote. Na własnym boisku poznaniacy nie przestraszyli się Walecznych Basków. Już do przerwy prowadzili 2:0. Najpierw po akcji Bogusława Oblewskiego z Józefem Adamcem, Mariusz Niewiadomski celnie przymierzu z główki. 10 minut później Jacek Bąk wykorzystał błąd Urgiagi. Szybko podał do Mirosława Okońskiego a ,,Mundek" zdobył gola strzałem z ponad 20 metrów. 2:0 do przerwy! Mało kto się tego spodziewał. W drugiej połowie piłkarze Łazarka nadal dominowali na boisku, jednak nie wykorzystali żadnej z sześciu wyśmienitych okazji. Na rewanż powinni jechać z zapasem co najmniej kilku goli, które w rewanżu mogły mieć decydujące znaczenie w awansie do następnej rundy. Po latach w plebiscycie ,,Gazety Wyborczej” , kibice Kolejorza właśnie ten mecz uznali za najlepszy w historii klubu.
@Symson
@siwykrb
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
9
@FCBparasiempre
Dokładnie 48 lat temu Widzew Łódź zadebiutował w europejskich pucharach(1/32 Pucharu UEFA). Już na wejściu widzewiacy pokazali, że nie ma z nimi żartów. Widzew przebywał na przedsezonowym zgrupowaniu w Kamieniu koło Rybnika. Piłkarze wrzucali kartki do kapelusza z nazwami potencjalnych rywali. Jedynym, który wrzucił karteczkę z napisem „Manchester City”, był Ryszard Kowenicki, wychowanek łódzkiej Hali Sportowej. Ponieważ losowanie potwierdziło jego typy, zgarnął za ten zakład sporą sumkę. Sezon 1977/78 łodzianie zaczęli fatalnie. Wicemistrz Polski nie przypominał drużyny, która w lidze okazała się gorsza tylko od wrocławskiego Śląska. Widzew zaczął od porażki 1:3 z Arką Gdynia. Ten mecz z trybun oglądał menedżer „Citizens” Tony Book. Do starcia z City, widzewiacy mieli do rozegrania jeszcze siedem kolejek. Wygrali tylko raz z Górnikiem Zabrze 1:0 po golu Zbigniewa Bońka. W 5. kolejce za porażkę 1:4 z Legią Warszawa na własnym boisku posadą zapłacił trener Paweł Kowalski. W jego miejsce przyszedł faworyt Bońka, szef oddziału galwanotechniki w zakładach ,,Eltra” w Bydgoszczy, Bronisław Waligóra. Do włodarzy Widzewa przemówiły wyniki „ponad stan”, jakie Waligóra osiągał z Avią Świdnik. Po porażce z Legią, menedżer Book stwierdził, że Widzew ma z Manchesterem takie szanse, jak Żyd w komorze gazowej. Ten niesmaczny żart widzewiacy głęboko wzięli sobie do serca. Łodzianie polecieli do Anglii jako czerwona latarnia polskiej ligi. „Citizens” byli liderem Division First. Na lotnisku w Londynie celnik wymownie pokazał łodzianom pięć palców, jako bagaż pięciu goli, które wywiozą z Manchesteru. Z Londynu łodzianie pojechali do Manchesteru autokarem. Spali w hotelu ,,Posthouse”. Pomocnik Andrzej Pyrdoł obserwował z okien pokoju jak miejscowi chłopcy grają w piłkę. ,,Było ich czterech. Jeden stał na bramce, drugi przerzucał na skrzydło, trzeci dośrodkowywał a czwarty walił głową. I tak w kółko. Tak grała większość angielskich zespołów i City nie było wyjątkiem”- opisywał Pyrdoł.
Na nieistniejącym już stadionie ,,Maine Road” gospodarze od pierwszego gwizdka nękali łodzian ciągłymi dośrodkowaniami. Stoperzy Paweł Janas i Andrzej Grębosz mieli pełne ręce(a raczej głowy) roboty. Bramkarz Widzewa Stanisław Burzyński był nieustannie poniewierany przez Anglików, blokowany, trzymany za koszulkę. Mimo to imponował refleksem i w dużej mierze dzięki niemu łodzianie do przerwy przegrywali tylko 0:1. W 11. minucie Brian Kidd mocno uderzył, Burzyński odbił piłkę ale nie dał rady obronić dobitki Petera Barnesa. Widzewiacy mieli okazję na wyrównanie, ale nie wykorzystali akcji Janas – Tłokiński – Kowenicki. Pięć minut po zmianie stron gospodarze podwyższyli na 2:0. Mick Channon, który przed sezonem kosztował „Obywateli” 300 tysięcy funtów, wykorzystał podanie Geda Keegana i pokonał Burzyńskiego. Łodzianie bronili się dość szczęśliwie, bo gospodarze dwa razy obili słupek łódzkiej bramki a raz poprzeczkę. Wreszcie przyszła 70. minuta. Podopieczni Waligóry wykonywali rzut wolny z 25. metrów. Kowenicki podał do Bońka a ten pięknym uderzeniem zdobył kontaktowego gola. ,,Celowałem w bramkę, po prostu w bramkę. Na szczęście dla nas piłka wylądowała w samym okienku” – przyznał po meczu „Zibi”. Pięć minut później David Watson sfaulował w polu karnym Jerzego Krawczyka. Do „jedenastki” miał podejść doświadczony Wiesław Chodakowski ale się zawahał. To właśnie na tym defensorze w przerwie wyżył się trener Waligóra, obwiniając go o stratę gola. Piłkę od niego wziął Boniek. Najpierw położył Corrigana w prawy róg a strzelił w lewy. Było więc 2:2. Anglicy byli wściekli. Do radujących się z remisu piłkarzy Widzewa ruszył jeden z kibiców ale został powstrzymany przez policjanta. Gdy Boniek założył Williemu Donachie dwie siatki z rzędu, Anglik kopnął go i… poszedł do szatni, nie zwracając uwagi na pokazującego mu czerwoną kartkę sędziego z Irlandii. Po meczu, już w tunelu prowadzącym do szatni, miało dojść do bójki między masażystą Manchesteru a trenerem Waligórą. Po mordzie mieli sobie dać też Kowenicki i Asa Hartford…
8
Całkiem udany debiut:
Na wstępie gorąco pozdrawiam wszystkich ,,Czerwonoarmistów”, jak i wszystkich sympatyków polskiego futbolu. O jaki konkretnie debiut chodzi? Tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.
@AssisMoreira
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@siwykrb
3
Bravissimo "Obywatele"! Chociaż z drugiej strony tak słabego Manchesteru United w derbach to już nie pamiętam...
7
Wybitne legendy futbolu:
14. września 1921 r. w São Gonçalo urodził się Thomas Soares da Silva, zwany Zizinho, brazylijski pomocnik i napastnik, zdobywca Copa America w 1949 r. ; Wicemistrz Świata z 1950 roku oraz najlepszy strzelec w historii Copa America(wspólnie z Norberto Mendezem)-17 goli. Zizinho do dziś uchodzi za jednego z najwybitniejszych graczy w historii brazylijskiego futbolu. Trzeba również pamiętać że był idolem Pelé. Piłkarzem Flamengo był w latach 1939-1950. Zwyciężał w Campeonato Carioca. Później grał w Bangu (1951-1957) i São Paulo FC (1957-1959). Karierę kończył w wieku 41 lat w chilijskim Audax Italiano Santiago. W reprezentacji Brazylii zagrał 53 razy i strzelił 30 goli. Debiutował w 1942 a ostatni raz zagrał w 1957. Podczas MŚ 50 wystąpił w czterech spotkaniach, zdobywając dwa gole. Sensacyjna porażka z Urugwajem na Maracanie położyła się cieniem na jego karierze. Wielokrotnie brał udział w turniejach Copa América (łącznie strzelił 17 goli w tych rozgrywkach), a w 1949 zdobył z Brazylią upragniony tytuł mistrza Ameryki Południowej. Zwany ,,Maestre Ziza’’ był nieodmiennie głównym reżyserem i liderem we wszystkich możliwych konfiguracjach reprezentacyjnego napadu a obracał się wyłącznie w najlepszym towarzystwie obok Ademira, Jaira, Tima, Friaci, Evaristo czy Didiego. Zawsze wiódł prym, zawsze kierował, narzucał swoją wolę i prowadził grę wedle swych wyobrażeń. Nawet jak na standardy brazylijskie był technikiem niezwykle wyrafinowanym. Posiadał krótki, bezbłędny drybling-przekleństwo wszystkich obrońców. Strzelał raczej lekko ale z morderczą precyzją. Podawał idealnie na dowolną odległość. W powszechnej opinii uchodzi za najbardziej uniwersalnego piłkarza Brazylii do czasu pojawienia się zjawiska tak fenomenalnego jak sam Pele!
@siwykrb
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
8
Legendy urugwajskiego futbolu:
14 września 1913 r. urodził się urugwajski napastnik Severino Varela. Burza, która uderzyła w ,,Vapor de la Carrera” była niczym w porównaniu ze złym humorem, jaki miał urugwajski napastnik. Wszystko, co zbudował w Peñarolu, tytuły, które zdobył (nie mniej, cztery z rzędu) zostały zapomniane przez tych niewdzięcznych ludzi, którzy myśleli tylko o tym, by poszukać nowej gwiazdy, która przez dziesięć lat zarabiała ich kosztem i wrzucić go na śmietnik ale on taki nie był, nie chciał być kolejną gwiazdą. To żądza zemsty skłoniła go do przyjęcia na początku 1943 roku telegramu od Boca Juniors, który utrudniał zatrudnienie go, ponieważ obrazili go chronicznymi obrażeniami, których nie miał. Liderzy powiedzieli mu, że musi rozegrać mecz testowy, jakby był prostym początkującym a nie uznanym strzelcem powyżej 30. roku życia. W końcu po długich kłótniach przełknął dumę i rozwiał wątpliwości tych, którzy nie wierzyli w to. Łatwo go można było rozpoznać na boisku ale nie po rysach twarzy. Biały beret, który nosił na meczach przyjechał z nim do Buenos Aires i wiedział, jaki wpływ ma to na ludzi. Nawet gdy znalazł się na okładce magazynu ,,El Gráfico”, nie odcinał się od niego, tylko to wyróżniało go na tle innych napastników. Więcej niż nowość, było to odrodzenie się czegoś, co było powszechne podczas gry piłką, ponieważ pomagało zmniejszyć siłę uderzenia główkami, ale o czym zapomniano, gdy w 1931 roku trzech Argentyńczyków wynalazło nową piłkę bez niebezpiecznego materiału. Wielu zarzucało mu, że jest oszustem, bo rzekomo zastosował pod beretem skórzane wzmocnienie, które dodawało mu ogromnej mocy uderzeniom głową. Nigdy nie dał im tej przyjemności ani nie zdradził tajemnicy, jak zrobił to Bernabé Ferreyra, idol River, pokazując lewą nogę tym, którzy nie rozumieli, jak wykonał ten strzał, który ranił rywali. Od najmłodszych lat zdawał sobie sprawę, że życie piłkarza jest bardzo krótkie, dlatego od poniedziałku do piątku pracował w Urugwaju w firmie Usinas y Telefonos del Estado. W soboty jeździł do Buenos Aires, aby grać a w niedzielne wieczory wracał do Montevideo. Dla niego ta praca była na całe życie i chociaż próbowano go przekonać, aby nie ulegał tej wyczerpującej rutynie, nigdy się nie poddał. To, chociaż nie przejmował się tym zbytnio, spowodowało złe relacje z niektórymi członkami drużyny: „Zazdrościliśmy mu, bo był bardzo ostentacyjny w swoich gestach i sposobie bycia. Jego gesty nie podobały się kolegom. Strzelił gola i rzucił beret w trybuny. Szybko przekonał fanów i stworzył rzuty karne; Niepokoiło nas takie podejście. Podróże na dzień przed meczem pokrzyżowały jego występ” – Juan Carlos Lorenzo, członek tej drużyny oraz mistrz Ameryki i zdobywca pucharu Interkontynentalnego jako trener Boca w latach 70-tych, stwierdził w swojej biografii ,,El Toto” napisanej przez Alfredo Di Salvo.
Dumny czy nie, jego umiejętności strzeleckie były godne uwagi i pokazał je podczas tych mistrzostw, w których Boca i River walczyli do końca. W klasyku pierwszej rundy, na ,,La Bombonera”, strzelił gola, ale Millonarios zwyciężyli 3:1. Rewanż rozegrano w scenariuszu parytetu, w którym wszystko poszło pod górę dla ,,Xeneizes” po tym, jak Félix Lousteau dał przewagę River. Zaraz po rozpoczęciu drugiej połowy Lucho Sosa, prawy napastnik Boca, minął piłkę, ale piłka nie znalazła odbiorcy. W tej akcji nie było nic specjalnego a bramkarz Rivera Carlos Lettieri nawet nie miał zamiaru jej rozgrywać, więc piłka powoli poszybowała w stronę linii autowej. Dopóki się nie pojawił. To był cień, duch, który poruszał się bezgłośnie i Doktor Jekyll, który przemienił się w pana Hyde'a tak szybko, że nie wzniósł żadnego kurzu, gdy zanurkował obok łuku, aby nadmuchać siatkę. Lettieri próbował powstrzymać to, co nieuniknione ale było już za późno. Severino Varela choć nikt tego nie zauważył, zaczął wychodzić zaraz po przybyciu…
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@siwykrb
9
Z Valencią na piątke ale nie do zera:
14 września 2019 r. FC Barcelona pokonała CF Valencia 5:2 w 4 kolejce Primera Division. W ostatnich dniach przed meczem niespodziewanie pracę stracił trener Valencii Marcelino Garcia Toral. Jego byli podopieczni być może byli jeszcze w szoku po decyzji właściciela klubu, gdyż po siedmiu minutach na Camp Nou przegrywali już 0:2. W 2 minucie z prawej strony dogrywał Frenkie De Jong a Ansu Fati pokonał Jaspera Cillessena. Pięć minut później piłkarze zamienili się rolami. Podawał młody Gwinejczyk a Holender mocnym strzałem nie dał szans rodakowi. Wydawało się, że gospodarzom w meczu już nic nie zagrozi. Barcelona przeważała, rywale niewiele potrafili zdziałać. Mistrzowie Hiszpanii powinni podwyższyć wynik. W 16. minucie Fati przymierzył tuż obok słupka. Jedenaście minut później Valencia wróciła do gry. Rodrigo Moreno podał do Kevina Gameiro a ten w sytuacji sam na sam pokonał Marca-Andre ter Stegena. Arbiter początkowo gola nie uznał, dopatrując się spalonego. Po analizie VAR zmienił decyzję. Bramka dodała nadziei gościom. Pod bramką Barcelony kilka razy było groźnie, ale wyrównujący gol nie padł. Po zmianie stron Katalończycy szybko zamknęli mecz. W 51. minucie sprzed pola karnego uderzył niewidoczny do tej pory Antoine Griezmann. Niepewnie interweniował Cillessen, który zbił piłkę na słupek. Dopadł do niej Gerard Pique i z bliska wbił do siatki. Cztery minuty później futbolówka po raz kolejny odbiła się od słupka. Sprzed pola karnego płasko przymierzył Nelson Semedo. Skuteczniejszy był chwilę po wejściu na boisko Luis Suarez. Wydawało się, że Urugwajczyk będąc przy piłce przed polem karnym poda do partnera. Tymczasem w 61. minucie uderzył w kierunku bliższego słupka. Po raz kolejny nie popisał się Cillessen i zrobiło się 4:1. Po stracie czwartego gola goście przestali wierzyć w możliwość odrobienia strat. Piłkarze Barcelony stworzyli sobie kilka okazji do podwyższenia wyniku, ale je marnowali. M.in. sytuacji sam na sam z bramkarzem nie wykorzystał Griezmann. Z kolei w 74. minucie Sergio Busquets z dystansu uderzył tuż obok słupka. Piątego gola na osiem minut przed końcem zaliczył Luis Suarez, który strzelił z pola karnego w niemal to samo miejsce co w 61. minucie. Cillessen ponownie popełnił błąd. Wynik meczu ustalił w doliczonym czasie Maximiliano Gomez, który z bliska wbił piłkę do siatki FC Barcelony po dograniu z lewej strony Denisa Czeryszewa.
Na taki wynik sprzed 6 lat to chyba nikt liczy? Ba! po meczach reprezentacji i kontuzjach, to nawet remis biore w ciemno...
@siwykrb
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
9
,,Królewski” bandzior:
14 września 1969 roku Miguel Angel Bustillo, napastnik Blaugrany, doznał poważnej kontuzji kolana. Sezon 1969/70 rozpoczynał się Klasykiem z Realem i był to dopiero drugi taki przypadek w historii La Liga. Już po 6 minutach gry w Madrycie debiutant Bustillo strzelił 2 gole wprawiając publiczność w osłupienie. W drugiej połowie przy kolejnym ataku Barçy obrońca Realu De Felipe brutalnym wejściem próbował sfaulować Bustillo, ten jednak podskoczył w ostatniej chwili lecz przy nienaturalnym upadku zerwał więzadła w kolanie. Cały stadion przeszył jęk napastnika Blaugrany ale zawodnicy Realu nie wybili piłki lecz kontynuowali atak przez ponad minute. W końcu gracze Barçy wybili piłke na aut i Bustillo mógł zostać zniesiony z boiska. Po tym incydencie Real nie oddał piłki Barcelonie. Kontuzja skończyła właściwie karierę Bustillo, który przez kolejne 3 lata próbował bezskutecznie dojść do pełnej sprawności. Napastnik przeszedł do Celty ale nigdy nie zbliżył się już do poziomu gry z Saragossy, w której okrzyknięto go największym talentem hiszpańskiej piłki. Winowajca kontuzji De Felipe nie został zdyskwalifikowany(za podobne przewinienie niejaki Guedes pauzował 12 spotkań) a jego gre w końcówce tamtego meczu nazywano w gazetach ironicznie ,,pieszczotami”, kiedy próbował sfaulować bez piłki Pujola.
@AssisMoreira
@Arkon
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
9
Wybitne legendy argentyńskiego futbolu:
13 września 1908 roku w Buenos Aires urodził się Carlos Desiderio Peucelle, prawoskrzydłowy, który był nie tylko wyjątkowym piłkarzem, ale także innowatorem swoich czasów. Mimo że jego wzrost nie robił na boisku wielkiego wrażenia, jego zwinność i wizja były niezrównane. Mając zaledwie 17 lat, Peucelle zadebiutował w Pierwszej Lidze w barwach San Telmo i Sportivo Buenos Aires , rozpoczynając tym samym karierę, która zachwyciła wszystkich fanów. Jednak to w River Plate mógł naprawdę zabłysnąć, zdobywając osiem tytułów krajowych i cztery międzynarodowe dzięki swojej umiejętności czytania gry i stwarzania okazji swoim kolegom z drużyny. Carlos Peucelle wyróżnił się w River Plate i był częścią drużyny, która wzięła udział w Mistrzostwach Świata w 1930 roku, pierwszych w historii. Peucelle odcisnął również swoje piętno na argentyńskiej reprezentacji: był członkiem drużyny, która wzięła udział w pierwszych Mistrzostwach Świata w Urugwaju w 1930 roku. Choć Argentyna nie zdobyła trofeum, „ Barullo ” był jedną z gwiazd turnieju, strzelając trzy gole i prowadząc swoją drużynę do finału. Mimo że przegrali z gospodarzem, ich występ był legendarny. Jednak historia Peucelle'a nie ogranicza się wyłącznie do jego kariery piłkarskiej. Po zakończeniu kariery piłkarskiej został trenerem i nadal odcisnął swoje piętno na ukochanym klubie River Plate, zyskując szacunek za skupienie na grze zespołowej i taktyce. W River Plate przeżył najbardziej udany etap swojej kariery. Zdobył tam 8 tytułów krajowych i 4 międzynarodowe. Carlos Peucelle był ikoną, która pozostawiła niezatarty ślad w historii argentyńskiej piłki nożnej. Pozostawione przez niego dziedzictwo wciąż przypomina nam, że piłka nożna to pasja, która potrafi zjednoczyć cały kraj. W tym wyjątkowym dniu wspominamy tego geniusza piłki nożnej z podziwem i wdzięcznością za wszystko, co nam dał.
13 września 1937 r. urodził się Antonio Valentín Angelillo, pomocnik i napastnik. Zdobył Copa America w 1957 r.; był mistrzem Włoch oraz zdobywcą Pucharu Włoch oraz m.in. sięgnął po Puchar Zdobywców Pucharów z AC Milan w 1968 r. Ze skromnego Arsenal de Sarandi trafił do potężnego Racingu już w wieku 17 lat. Debiut miał jak marzenie. Stało się oczywiste że rośnie środkowy napastnik na miarę Pontoniego czy Di Stefano. Angelillo posiadał wszystkie możliwe walory. Wysoki, świetnie zbudowany, bardzo skoczny. Rzecz jasna nie dryblował w stylu Sivorigo bądź Corbatty, gdyż to były zjawiska niepowtarzalne i nie do podrobienia. Jednak również panował nad piłką idealnie, zarówno na ziemi jak i w powietrzu. Preferował dynamiczny, długi drybling, służący dojściu do dogodnej pozycji strzeleckiej. Strzelał znakomicie głową i obunóż, silnie i precyzyjnie, wspierając te naturalne atuty umiejętnością osłaniania piłki ciałem oraz iście ,,radarową" orientacją w polu karnym. Po roku gry w Racingu przeszedł do Boca Juniors aby w 1957, wraz z Maschio i Sivorim wyruszyć na Półwysep Apeniński. Tam stał się idolem mediolańskiego Interu, w sezonie 1958/59 w 33 meczach strzelając równiutko 33 gole(!) co dało mu tytuł ,,capocanoniere" ligi. W Interze w latach 1957- 61 rozegrał 113 meczów I zdobył 68 goli. Potem grał w Romie (106 meczów i 27 goli), Milanie (14 meczów i dwa gole) z przerwą na wypożyczenie do Lecce (12 meczów i jeden gol) i na koniec w drugoligowej Genui (22 mecze i 5 goli). W reprezentacji Argentyny zagrał 13 razy strzelając 12 goli. Zagrał również w Narodowej drużynie Włoch dwukrotnie zdobywając jednego gola. Angelillo miał wszelkie zadatki na piłkarza genialnego. Okazał się zaledwie piłkarzem wybitnym. Osiągnął wiele, lecz nie wszystko co pozostawało w zasięgu jego niemal nieograniczonych możliwości. Zabrakło mu trochę charakteru, tej zajadliwości i determinacji w dążeniu do celu, jaką wykazał jego wielki rodak di Stefano. Niezwykle elegancki, przystojny, wiódł we Włoszech życie lekkie, pełne przygód i przyjemności. Bywalec dancingów i nocnych lokali, nie zawsze rozkoszy łoża i stołu potrafił pogodzić z twardym reżimem treningowym. Odbijało się to na jego formie. Bywały mecze gdy zaćmiewał największe gwiazdy i budził aplauz trybun ale zdarzało się również że snuł się po boisku wyzuty z sił i chęci do gry niezwykły, jeden z najniezwyklejszych nie w pełni wykorzystanych talentów.
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
@Sysia11
8
Cenne zwycięstwo na Vicente Calderon:
Dokładnie 10 lat temu Lionel Messi wszedł z ławki rezerwowych i zapewnił FC Barcelonie zwycięstwo 2:1 nad Atletico Madryt w meczu 3 kolejki Primera Division. Messi, który w piątek świętował narodziny swojego drugiego syna, nie wyszedł na boisko w pierwszym składzie, ale w 60. minucie zastąpił Ivana Rakiticia i zrobił różnicę. Fernando Torres miał szansę na otwarcie wyniku dla Atletico Madryt na początku pierwszej połowy, ale były napastnik Chelsea strzelił lewą nogą obok bramki. Luis Suarez był bliski strzelenia gola dla gości – jego strzał z bliskiej odległości trafił w poprzeczkę, jednak pierwsza połowa na Vicente Calderon pozostała bezbramkowa. Torres przełamał impas już szóstą minutę po rozpoczęciu drugiej połowy, kiedy dobiegł do podania Tiago i skierował piłkę do bramki, odbijając ją od słupka. Jednak Blaugrana szybko odpowiedziała, gdy Neymar fantastycznie wykorzystał rzut wolny, nie dając żadnych szans bramkarzowi Janowi Oblakowi. Powrót był kompletny, gdy Messi wykorzystał wspaniałe podanie Suareza i umieścił piłkę w siatce. Dzięki zwycięstwu Barcelona prowadzona przez Luisa Enrique utrzymała stuprocentową skuteczność na początku sezonu.
@siwykrb
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
6
Starcia Barçy z polskimi klubami:
13 września 1989 r. FC Barcelona tylko zremisowała na Camp Nou z Legią Warszawa 1:1. ,,Mogło być gorzej”- komentowało ,,El Mundo Deportivo”. Blaugrana rozpoczynała kolejną edycje rozgrywek o Puchar Zdobywców Pucharów jako obrońca tytułu. Podopieczni Johana Cruijffa zaprezentowali się jednak słabo. Już w 21 minucie świetną kombinacyjną akcje Polaków zwieńczył golem Andrzej Łatka. Kuriozalnie w tej sytuacji zachował się Andoni Zubizarreta, który pomimo asekuracji obrońców wybiegł do Łatki na… 30 metr przed bramką. Napastnik ,,Wojskowych” minął golkipera Barçy i z ponad 25 metrów skierował piłke do pustej bramki. Duma Katalonii miała kilka okazji do wyrównania a Legia groźnie kontrowała. Jedna z akcji gości zakończyła się golem Romana Koseckiego lecz arbiter boczny zasygnalizował spalonego. Jednak jak pokazały powtórki o ofsajdzie nie mogło być mowy- Blaugrana mogła mówić o sporym szczęściu. Pięć minut przed końcem meczu w polu karnym legionistów upadł Julio Salinas i sędzia podyktował rzut karny, który na gola zamienił Ronald Koeman.
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Pedernera:
,,Strzeliłem karnego, który przejdzie do historii futbolu w Leticii”- pisał z Kolumbii pewien młody Argentyńczyk. Nazywał się… Ernesto Guevara i jeszcze nie nosił przydomku ,,Che”. W 1952 r. włóczył się w poszukiwaniu przygód po Ameryce. Na brzegu Amazonki w Leticii, był trenerem lokalnej drużyny piłkarskiej. Swojego towarzysza podróży Guevara nazywał Pedernerita(czyli mały Pedernera). Nie było wówczas większej pochwały. Adolfo Pedernera był sercem i legendą ,,Maszyny” z River Plate. Ów człowiek orkiestra grał na wszystkich pozycjach, od ostatniego obrońcy po wysuniętego napastnika. Z tyłu kreował gre, posyłał podania dokładne co do milimetra, zmieniał rytm, zaskakiwał szybkością i siał postrach wśród bramkarzy. Zawsze rwał się do gry. Nigdy nie miał jej dość, chciał by mecze trwały wiecznie! Kiedy zapadał zmrok, klubowi działacze na próżno starali się go zmusić by przestał trenować i poszedł już do domu. Chcieli oderwać go od piłki ale nie potrafili, gdyż to ona nie chciała go opuścić…
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
9
Żywe legendy polskiego futbolu:
12 września 1976 r. urodził się Maciej Żurawski. Wiele jest sporów w historii światowego futbolu: Real Madryt czy FC Barcelona? Buffon czy Casillas? Liga hiszpańska czy angielska? W Ekstraklasie w XXI wieku kibiców elektryzowały zaś pojedynki Frankowskiego i Żurawskiego o korone króla strzelców. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt że… grali w jednym klubie! ,,Franek łowca bramek” był skuteczniejszy od swego partnera z linii ataku. ,,Żuraw” natomiast górował kreatywnością. Nie tylko potrafił wykończyć akcje z pola karnego ale też dużo dawał w rozegraniu. Na pewno o wiele częściej trafiał z dystansu niż klubowy kolega. Zanotował też najwięcej asyst. Nie bez powodu Frankowski na liście swoich najczęstszych asystentów umieścił właśnie Żurawskiego, na okazjonalnym trykocie włożonym z okazji awansu na 3 miejsce w klasyfikacji strzelców wszech czasów. Sam ,,Żuraw” w tym zestawieniu znajduje się na 14 pozycji ex aequo z Nawrotem. Tę lokate dało mu 121 goli strzelonych w 251 meczach. Średnio więc niemal w co drugim meczu strzelał gola. Ten wynik byłby nawet okazalszy, gdyby nie średnio udany powrót na sam koniec kariery w szeregi Wisły, gdy trafił ledwie raz w 21 meczach. Bez tej edycji jego wynik wynosił 0,52 gola/mecz a zatem tylko o 0,03 gorzej od Frankowskiego Przez pewien czas zresztą nad nim górował. Setke skompletował w 3 kolejce edycji 2004/05, podczas gdy ,,Frankowi” udało się to 6 meczów później. Mimo tej rywalizacji obaj zawodnicy nie unikali wzajemnych podań i szukali siebie w polu karnym. Żórawski 2 razy został królem strzelców. Mógł też dokonać tego jeszcze raz. W 2005 r. Wisła dość szybko zapewniła sobie mistrzostwo i obaj zawodnicy ustalili by spróbować stanąć wspólnie na najwyższym stopniu strzeleckiego podium. Sytuacja boiskowa rozwinęła się jednak inaczej i ,,Żuraw” nie dogonił ,,Franka”. Granicy dobrego smaku bowiem obaj nigdy nie przekraczali w tej rywalizacji. Maciej jest też jedynym zawodnikiem w historii ligi, który w 4 sezonach z rzędu strzelił co najmniej 20 goli! W 108 meczach, które wtedy rozegrał strzelił zatem aż 87 goli. Nie mogło być inaczej skoro stać go było na takie wyczyny, jak 5 goli strzelonych w jednym starciu ligowym z GKS Katowice. Jako jedyny też w dwóch latach kalendarzowych w XXI wieku(2002 i 2004) strzelał więcej niż 20 goli.
Był też pierwszym piłkarzem po Erneście Pohlu, który w dwóch kolejnych meczach w jednym sezonie strzelił hat-tricka. Ta wewnętrzna rywalizacja przyniosła także wiele trofeów Wiśle Kraków. Z tym klubem Żurawski 5 razy sięgnął po mistrzostwo Polski. Dwukrotnie stał na drugim stopniu podium. Do tego też dołożył 2 Puchary Polski oraz jeden Puchar Ligi. Indywidualnie 3 razy wygrał punktacje ,,Złote Buty” katowickiego ,,Sportu”. W 2002 r. został zaś uznany Piłkarzem Roku zarówno w oczach tej redakcji, jak i ,,Piłki Nożnej”. Był ostatnim zawodnikiem, który zdobył ten tytuł jako przedstawiciel klubu Ekstraklasy. Niewątpliwie pomogły mu w tym udane występy na europejskiej arenie. W sezonie 2002/03 doszedł z Białą Gwiazdą do 1/8 finału Pucharu UEFA. Po drodze strzelił 2 gole NK Primorje Ajdovscina, 3 gole AC Parmie, 2 gole Schalke oraz 2 gole Lazio! Po tej edycji o Żurawskim zaczęło być głośno w całej Europie. Zalicza się też do piłkarzy z udziałem w największej liczbie turniejów międzynarodowych rangi MŚ lub ME w Polsce. Wyprzedzają go pod tym względem tylko Żmuda i Piszczek. ,,Żuraw” zagrał w barwach reprezentacji Polski na mundialach w 2002 i 2006 r. oraz na Euro 2008. Na tej ostatniej imprezie był nawet kapitanem. Nie zdobył na nich jednak żadnego gola. Najlepszą okazję ku temu miał na pierwszym mundialu XX wieku ale pomylił się przy wykonywaniu rzutu karnego, jako drugi z Polaków po Deynie. Odegrał za to ważną role podczas eliminacji do Euro 2008(13 meczów i jeden gol) a zwłaszcza do mundialu w 2006, gdy siedmiokrotnie pokonywał bramkarzy przeciwników. Lepsze wyniki w całej Europie uzyskali od niego tylko Ibrahimović, Pauleta i Koller. Ostatecznie w reprezentacji Polski zagrał 72 razy, co daje mu 13 miejsce na liście wszech czasów. Strzelił w tym czasie 17 goli. Po występach w Wiśle grał jeszcze m.in. w Celticu Glasgow. Świetnie spisał się zwłaszcza w pierwszym sezonie, gdy na jego koncie znalazło się 16 goli. Dzięki temu ,,Magic” stał się jednym z ulubieńców kibiców tego klubu. W Szkocji trzykrotnie zdobył mistrzostwo kraju. Dołączył do tego Puchar Szkocji oraz Puchar Ligi. Mistrzostwo wywalczył też na Cyprze w barwach Omonii Nikozja. W międzyczasie bronił barw greckiej Larissy. Na zakończenie kariery wrócił do Wisły, sięgając po kolejne mistrzostwo. Był to jednak jego pożegnalny sezon na najwyższym poziomie. Później amatorsko grał dla Porońca Poronin w 3 lidze. Jego występy cieszyły się dużą popularnością wśród fanów.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson