AxelF
Dołączył/a: przed 2011 rokiem
Olsztyn
52 obserwujących
60 obserwowanych
MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest:
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
przede wszystkim, to Barca może się kontaktować z agentem Coutinho. A udowodnić, ze ten przy kolacji nie wspomniał "hej Cou, mam taką propozycję od Barcy... przeczytaj sobie" jest bardzo trudno.
Jeśli na dokumencie nie ma daty i podpisów zawodnika i przedstawiciela Barcy, to mogą nafiukać. Agent może dla zawodnika ofert szukać cały rok.
0
Dobra, mecz LM- zawodnik Juve wybija piłkę i trafia w dłoń. Inaczej piłka przeszłaby obrońcę? Reakcja sędziego? Grać dalej. I bardzo dobra decyzja, bo absolutnie przypadkowe zagranie, nie powinny być traktowane jak oczywiste zagrania ręką z intencją. To klucz tych przepisów.
"W ogóle "Pique na wślizgu..."" - ok, z interwencją w końcowej fazie wykroku, blisko upadku, jeśli chcesz być tak precyzyjny :P
"Przecież ta piłka trafiła go w rękę na wysokości metra:D"To Umtiti musi mieć ze 3 metry wzrostu, bo ta piłka leciała na wysokości jego uda.
"Intencja intencją..."
- nie właśnie nie. Intencja w myśl obecnych przepisów, nie ważne co sobie sam dopowiadasz, jest pierwszym kryterium. Sędziowie na szkoleniach mieli to, ze należny patrzeć, czy kiedy jest czas reagować a piłka uderza gracza w rękę, to ten rękę usztywnia i piłka się odbija jak od drewnianej belki, czy może uderza w luźno ustawiona część ciał, przekazując część pędu - rozluźnione mięśnie wskazują na brak celowości zagrania.
Druga sprawa - ani korzyść, ani powiększenie obrysu ciała, nie są podstawowymi kryteriami. Inaczej się też patrzy na zagrania ręką w murze, wynikające z osłaniania twarzy i klejnotów.
Takie sa przepisy, anie "obiektywizm" domniemany. Wystarczy poczytać.
2
P.S. Trypletu też Real nie zdobył, co jednak jest zdecydowanie trudniejsze.mając się na wzajem w lidze.
4
W każdych rozgrywkach pucharowych, obojętnie jak wiele masz umiejętności, może wyrzucić z rozgrywek brak szczęścia, błąd sędziego. Z drugiej, wygrać też można nieprzekonująco, na farcie.
To po prostu mało miarodajne, bo nie ma poczucia, ze Real w każdym momencie meczu ma kontrolę absolutną. Że na życzenie, jest w stanie odebrać piłkę i zaatakować i tak tyle razy ile trzeba, by wypracować pewną pozycję do strzału.
W meczach z Bayernem, Atletico w finale, ale i z szeregiem innych przeciwników w odpowiednich rozgrywkach, Real grał niezbyt przekonująco i wynik mógł być każdy.
Podobnie było wtedy, gdy Barca wygrywała LM. To prestiżowe rozgrywki, ale system powoduje, ze tak do końca, nie wiadomo nawet czy zwycięzca był najlepszy z turnieju, bo z większością drużyn nawet się nie mierzy, a o wszystkim decyduje los, forma dnia.
Dlatego formę najlepiej ocenić po lidze. Tę Real - najlepszy od lat - wygrał de facto 2 razy na bardzo długim dystansie, a oba były bardzo kontrowersyjne. obie przegrane ligi, Barca walcząc z sędziami i Realem, przegrywała marginalną ilością punktów. To Barcelonie Real zdarzało się zdeklasować o 15 pkt na finiszu.
2
ale co to ma wspólnego z LM?
W meczu ligowym Real przegrał parę miesięcy temu z Messim, parę miesięcy później, Barca przegrała z Realem. A do LM ma się to jak?
0
"o odnoszę wrażenie, że to Ty się okopałeś;)" zgadzam się na opinię, że obaj się okopaliśmy,.
Stwierdziłem, że mi to wisi i powiewa, jednak nie uważam, że oddzielenie się Katalonii od Hiszpanii przyniesie tej pierwszej więcej szkód, niż pożytku.
ja też nie, to już druga rzecz do protokołu.
"doskonale wiesz, o co mi chodzi, ale urządzasz sobie tanie gierki" - nie do końca wiem. Od precyzyjnego określenia progu "umowy społecznej" zależy czy jest to prośba o wędkę, czy nieustanne domaganie się ryb.
Założyłem, że chodzi Ci o to, ze w każdym kraju jest pewien sposób redystrybucji dochodu z regionów bogatszych do uboższych, choćby po to, by bieda ostatnich, nie ciągnęła w dół tych pierwszych. Problem jednak polega na tym, że sposób ustalenia tej redystrybucji, w nierównym stopniu kosztuje w stosunku do liczby ludności Katalonię i Hiszpanię.
Widziałem różne dane o przepływach pieniężnych i choć nie są to sprawy proste, to wnioski się powtarzały w relacji PKB/capita obciążenia Katalończyków na rzecz budżetu centralnego są z reguły najwyższe lub jedne z najwyższych. Dla Ludzi, którzy nie identyfikują się z Hiszpanią, przez rządy której, byli szykanowani, za język, kulturę, nie jest to prosty do przełknięcia fakt.
"krzyż na drogę:)) " - wiesz jestem z mało wierzących, więc powinienem w tym miejscu skończyć.
"Ten krzyk, o którym piszesz, w mojej ocenie jest jedynie krzykiem mniejszej lub większej garstki populistów." - około 40-kilka% społeczeństwa w głosowaniu niedawno. Choć zdaję sobie sprawę, z jego braku wagi, charakteru, to jednak spory odsetek. chyba trudno określić to " garstka".
"To trochę jak z wydarzeniem na FB i z tą liczbą chętnych do wzięcia udziału - klika milion, a przychodzą trzy osoby. "
A ten milion polubień nie daje Ci do myślenia? Zapytam inaczej, czy w czasach, gdy w szatni PSG Neymar i Cavani się kłóca o wykonywanie karnym, a zamiast się potłuc jak faceci, to jeden robi "unfollow" drugiego na instagramie, kiedy ludziom choćby i bardzo przeszkadzało to co robi np. PIS, a jednocześnie w sondażach wciąż twardy elektorat, zaledwie 19% uprawnionych do głosowania zapewnia 40% wynik wyborczy, twierdzisz, że ci którzy są niezbyt zdyscyplinowani, choć niezadowoleni są niewarci posłuchu?
A co jeśli wśród nich, znajdą się osoby sfrustrowane tak, że będą zamachy bombowe? Czy wtedy nie będzie za późno, by się zastanawiać nad genezą?
"Z drugiej strony nieco zaskakują mnie aż tak wielkie emocje, jakie towarzyszą tej sprawie 2,5 tys. km od Katalonii. Ja rozumiem, że Cule a muerte może się emocjonować, ale żeby tak wszyscy?:P"
Może to doświadczenie czasów, kiedy decydować o sobie nie można było i u nas, może solidarność, tylko w wymiarze ludzkim... A na dodatek, raczej nie wielkie emocje. Po prostu obszerny i ciekawy temat sam w sobie.
"To napisałeś Ty kilka postów wyżej, a jest to dokładnie to samo, o czym mówiły środowiska, które zakładały La Vanguardię"
Tylko by do takich wniosków dojść, nie trzeba czytać La Vanguardi. Mnie chodzi o to, kiedy piszę o własnym rozumie. Pisząc o łatkach, mówię raczej o sposobie w jaki sobie układasz dyskusję :
Och, widzę romantyczny nacjonalizm spod znaku La Vanguardii:D A może nawet taki piękny, krwawy i bombowy, jak ten, który zaszczepiał Bakunin:)
I coś jeszcze było - właśnie o sposób doboru porównań, by wpisać je w nurt. Czy zakładasz, ze na mnie, żyjącego w Polsce a wiedzę czerpiącego z literatury, wpływ ma przemożny La Vangardia, jednocześnie wyrażając niezrozumienie dla temperatury sporu wyższej niż letnia?
" gdy namawiasz mnie do używania głowy i wyciągania wniosków, zamiast sugerowania się mediami." Nie, to nie sugestia, ale próba zerwania z siebie łatki, którą przypiąłeś. Wyjaśnienie skąd wnioski - czytanie, oglądanie źródeł, analiz, statystyk, a nie wnioski pojawiające się w prasie. Po to, byś po zetknięciu z tematem, nie szufladkował mnie, co mam wrażenie zrobiłeś i by wyjaśnić kontekst swoich poglądów i głównej tezy - Katalonia ma prawo, by na kanwie nie podważalnych faktów - odrębności kulturowej, językowej domagać się autonomii. Jej kształt powinny negocjować obie strony, a nie decydować arbitralnie jedna.
0
"a okazało się najwięcej Katalończyków okrali...skorumpowani katalońscy politycy. "
Gdyby zapytać zwolenników referendum, czy znają tę historię, to pewnie znają. Mimo to, są pewni, że nadanie tej autonomii, pewnej nowej formuły, jest warte dyskusji.
" oraz zatrzymania całej infrastruktury, która został zbudowaa i sfinansowana przez znienawidzony rząd w Madrycie.", który wydawał pieniądze otrzymane z kosmosu i ze składek lojalnych frankistów. Oczywiście że infrastrukturę budował budżet centralny, tak jak proporcjonalna część tego budżetu, wypracowywana w Katalonii, budowała infrastrukturę w Kastylii, Andaluzji, Baskonii itd.
No i sprawa gruntów - hotele, mariny, ośrodki. Same budynki, choć warte miliony, to te zbudowane za pieniądze podatników, są pewnie w mniejszości. Infrastrukturę turystyczną trzeba modernizować, przebudowywać, odświeżać. Większość inwestycji to pewnie prywatni właściciele, w tym obywatele innych krajów. Jedyne co ją łączy z tą powstała w latach '50 np., to ziemia na której stoją, a ta jest po prostu Katalonią.
"Katalonia to był drugi pod względem liczby ochotników, region który dał najwięcej ochotników stronie gen. Franco w latach 1936-1939. " Oczywiście - to był podział polityczny. Nie wszyscy Katalończycy to socjaliści, a wtedy kontynentalna Europa polaryzowała się w zasadzie na te dwa obozy. Tylko co to ma wspólnego z podatkami?
Czy Katalończycy domagają się reparacji, czy dyskusji nad kształtem autonomii?
No i oczywiście, że pod względem ochotników statystycznie powinien być drugi, bo Katalonia jest drugim najludniejszym regionem.....
"Madryt placi 2 razy tyle pieniedzy do kasy panstwoej co Katalonia. Katalonia absorbuje 30% rzadowego funduszu, "
Logiczne że płaci więcej - w końcu region Kastylii jest bardziej ludny niż Katalonia.
Przyznaję, że nie czytałem do tej pory, aż tak szczegółowych danych, jak wygląda np. zwrot VAT w podziale na regiony, ale z miejsca mogę postawić tezę, że może mieć to związek ze strukturą gospodarki - Katalonia, w której znaczący udział mają usługi, w tym hotelarskie, turystyczne, więcej tego zwrotu osiąga.
"Poza tym ok. 70% sprzedazy katalonskich firm to reszta Hiszpanii." A 40% Polskiego eksportu przypada na Niemcy? Może prościej będzie przyjąć niemiecki na język urzędowy i poprosić o akces do republiki?
"Aha! Przywilej redystrybucji VAT-u za produkty wyprodukowane w Katalonii a sprzedane na pozostalej czesci Hiszpanii. "
Tylko czy w ogólnym bilansie to coś zmienia i jak bardzo? Zgadzam się, że jest to przywilej, ale na ile "cenny" w stosunku do innych kosztów i podatków jakimi Katalonia jest obłożona - tu już inna sprawa.
moje clue, jest takie, ze wskaźniki nic nie zmieniają - Madryt z jakiegoś powodu boi się otworzyć dyskusje o autonomii, jej zakresie. To budzi tendencje separatystyczne, a obie strony się zacietrzewiają w swoich poglądach, zamiast rozmawiać. Przecież nie trudno wyobrazić sobie kompromis, jeśli twierdzisz
"Rządzący tym regionem chcą tak naprawdę autonomii poszerzonej o 3 rzeczy: własnego fiskusa, wlasnego wymiaru sprawiedliwości i finansowania całej zabawy przez pozostale 14 regionów."to niech rząd w Madrycie da dwie pierwsze i zgodzi się na konstrukcję gospodarczą, w której Katalończycy płacą "za swoje zabawy" sami, ale niech nie są też karani za pracowitość. Niech ten wkład i jego zasady są jasne.
"Niepodleglosc? Prosze, bardzo ale ze wszystkimi dobrymi i negatywnym skutkami. Sek w tym, ze narracja elit katalonskich jest taka, ze wg. ich wina obecny stan spoleczno-ekonomiczny Katalonii nalezy obwinic fakt przynaleznosci do Hiszpanii"
Otóż nie. Bo nikt tam "proszę bardzo" w Twojej formule nie powie Katalończykom. Mówi się o faszyzmie, sięga po aresztowania prewencyjne. Nikt nie mówi nie tylko proszę bardzo, ale nawet "porozmawiajmy" i to ten powracający pomysł na referendum rodzi.
"Kultura....no tak. Taki np. Dali byl zagorzalym monarchista, co bylo nie wsmak ówczesnym elitom katalonskim."
Ale co to ma do rzeczy. Piłsudski był protestantem, co nie przeszkadza przyznać, ze był wybitnym Polakiem. Pewnie można się oprzeć na ekstremizmach czy kłamstewkach, będącymi częścią każdej kampanii, by wyrabiać sobie o niej opinię. mnie zastanawia sedno problemu. Instytucjonalna niezdolność obu stron do dialogu.
Stawiam tezę, że większą część winy ponosi tu Madryt, bo raz że "problem niepodległości" jest świetnym kozłem ofiarnym, pretekstem by nie mówić o gospodarce, a trudne decyzje Hiszpania musi podjąć. Dostrzegam druga stronę kija - Katalończycy postrzegają "niepodległość" czy raczej szeroką autonomię, jako sposób, by tych zmian nie odczuć dłużej. Wszyscy sobie zdają z tego sprawę, ale rozmawiają na poziomie: faszysta/zdrajca - złodzieje/okupanci.
"Katalonia to rowniez zbiór takich klamstewek i obludy. Która nacja kraj czy panstwo tego nie ma? Zapraszac na "Diada" goscia, ktory 30 lat temu w zamachu bombowym zapil 20 pare osób. No poprosu godne analizy Freuda."
Tylko jak widzisz Baskom, przyniosła ta obłuda 20% podatek. obłuda jest po obu stronach, bo to także symbol braku woli dialogu w Madrycie. Ostentacyjnego braku woli.
Nie zamierzam bronić idei niepodległości, bez względu na argumenty. Część z nich po obu stronach ma sens, część obrosła takimi bzdurami, że trzeba zacząć od nowa je ważyć, zamiast liczyć. Mnie nie podoba się, że po mimo ustalenia pewnych obiektywnych faktów - Katalonia to historycznie odrębne państwo, choć bliskie cywilizacyjnie Hiszpanii, mające język kulturę, mentalność. Jeśli wyraża wolę pewnej autonomii, szerszej niż do tej pory, to dialog konstruktywny o jej zakresie i kosztach, powinien się toczyć w spokoju, a budzi złe duchy po obu stronach.
0
"Kraj Basków ma podatek zryczałtowany, żeby nie zaczął znów podkładać bomb. "
Czyli wniosek - lepiej zamiast organizować nielegalne referendum, podkładać nielegalne bomby. W opinii Madryckich polityków pewnie podobne epitety się pojawią, a widać skuteczniejsza metoda z bombami :).
Sam ten fakt, jak go naświetliłeś, świadczy o tej niechęci podjęcia przez Madryt dialogu w ogóle. Przecież można negocjować i pewnie w Katalonii musiałoby się znaleźć parę sensownych osób, bo po zimnym prysznicu jakim była kompromitacja prominentów katalońskiego ruchu niepodległościowego, raczej nie mogliby sobie Katalończycy pozwolić na stratę szans. Tylko fakt, ze nikt z Madrytu nie chce z nimi rozmawiać, premiuje właśnie oszołomów.
"otwierdza to kalendarium rozbudowy portu w Barcelonie(...)'
Trochę z tym jak z oddaniem Odessy przez Rosjan Ukrainie, budową baz Armii Czerwonej w Polsce. Hiszpanie te rzeczy budowali dla siebie! Oni ich nie dawali wspaniałomyślnie narodowi katalońskiemu, to czemu mamy tak to postrzegać. Czy więc mosty, drogi, kolej budowane w reszcie Hiszpanii, finansowane w cześć z budżetu współtworzonego przez Katalonię, powinniśmy stosownie do tego udziału odkroić i oddać Katalończykom po secesji?
Pewnie że Franco dał fabrykę Seata i wiele innych rzeczy, ale tak jak w przypadku Baskonii, bomby zagłuszono kasą, tak tu zagłuszano nią protesty po zakazie używania języka, politycznych szykanach.
Nowy kompromis, mógłby po prostu przeanalizować sens i model współpracy, autonomii.
"(...)to dlatego, ze byli zajeci liczeniem pieniedzy." i pewnie Generałowie schyłkowego Franco też do tego wniosku doszli, tylko od tego czasu sporo się pozmieniało. Sama dyskusja nie jest przestępstwem, a tak usiłują sprzedać władze centralne. To radykalizuje opinie drugiej strony.
0
Kto wie, czy sama rehabilitacja nie przysłuży mu się w szerszym kontekście.
Widać jak odpuszczał walkę o piłkę po stracie, nie będąc chyba pewnym swojej siły. Chłopak nie jest bardzo niski, ale bardzo chudziutki. Musi nabrać mocy, nauczyć się mocniej stać na nogach, blokować i osłaniać piłkę.
Do tego wszystkiego trzeba pewności i takiego fizycznego przygotowania na piłkę na najwyższym poziomie.
Neymar też zaliczył taki plan między pierwszym i drugim sezonem. Bardzo mu pomógł. Jest szansa, że ta praca nad rehabilitacją, stworzy okazje, do takiego przygotowania do sezonu.
0
"Och, widzę romantyczny nacjonalizm(..)" widzę, że wygodniej Ci, jak przypinasz czemuś etykietkę i logo. Może wystarczy głowa i wnioski. Nie trzeba się sugerować mediami. :)
"Nie twierdzę, że nie rozumiem tego bólu dupy, który sobie kiełkował. Natomiast jest tez coś takiego jak umowa społeczna, jak redystrybucja dóbr."
Od dziś zawrzyjmy więc umowę społeczną, na mocy której będziesz mi przesyłał 15% swojej wypłaty, bo możliwe że zarabiam mniej od Ciebie. Ja i moja rodzina, uznajemy to za słuszne.
trochę w Twojej argumentacji braku spójności. Jeśli tak lubisz etykiety, to przyjrzyjmy się tym najbardziej oczywistym - rząd w Madrycie nazywa Katalończyków "faszystami" (o zgrozo)., jednocześnie wiesz pewnie, że akurat sympatiom politycznym Katalończyków w większości, ten zespół poglądów jest chyba najodleglejszy. Druga sprawa - wspominasz o "sprawiedliwości społecznej", kiedy Baskonia płaci rozlicza się względem budżetu centralnego ryczałtem, a wszelkie próby podjęcia negocjacji na temat pieniędzy przez Katalonię, kwitowane są właśnie wyzwiskami od "nacjonalistów/anarchistów/faszystów" w zależności kto z Madrytu wyzywa i z jakiej jest sam opcji.
Jak można przy takiej dysproporcji mówić o "sprawiedliwości społecznej? Sprawiedliwość jest wtedy, kiedy za dobrą pracę, jest nagroda, a nie kara w postaci większych podatków.
"No i w myśl tej umowy społecznej silniejszy wspiera słabszego i takie tam "
Szczególnie takie tam, bo widzisz akurat historia udowodniła, że gdy się dłużej funkcjonuje w takiej "sprawiedliwości społecznej" to tym wydajniejszym przestaje się chcieć, bo ich wysiłek nie pomnaża ich bogactwa. Przestaje działać naturalny bodziec do pracy skłaniający.
A jeśli PKB Katalonii zacznie spadać, to budżet krajowy zwiększy dotacje? przecież wtedy wpłynie mniej podatków lokalnych itd. Tak było w poprzednich latach i kryzysach, a Katalończycy już musieli podnieść lokalne podatki dla najbogatszych o co najmniej 4% wyżej niż w reszcie Hiszpanii. Tylko oni coś zrobili, a reszta skorzystała. To jest ta sprawiedliwość?
Zwykle jest też tak, że na umowy społeczne powołuje się ktoś, komu nie wystarczy ryb. Nie potrafi złowić dość swoich i ma ochotę na ryby sąsiada. Czemu w Hiszpanii wobec kiepskiej sytuacji finansowej, zastosowano głośne, publiczne polowanie na czarownice (ukrywanie przychodów piłkarzy, bogaczy - wybiórcze, ale efektowne), a la pokazowy procesy "szkodników gospodarczych" w latach 60 w PRL? W skali kraju to grosze. nie ścigano Hiszpanów trzymających kasę na szwajcarskich kontach po przeciekach swiss leaks, mimo że zrobiono to wszędzie indziej. (ponad 100 mln ukrytych przed urzędem skarbowym, przez członka rodziny-właścicieli Banko Santander). Hiszpania to brudne układy polityczne, personalne w sosie z braku odwagi na ważne reformy. Nie wykorzystano "prosperity" lat 2000-2008 i nikt nie potrafił społeczeństwu powiedzieć, że żyje ponad stan, kiedy pękła bańka.
Katalończycy, najboleśniej ponoszą koszt tego trwania w kłamstwie, bo oni za każdy dzień braku reform płacą, samemu będąc najbardziej pracowitą i najwydajniejszą częścią Hiszpanii.
"by to tak radykalnie wywracać. Ale zdaję sobie sprawę, że istnieją tacy, którzy tego potrzebują."
Ty nie widzisz, abo nie chcesz widzieć, że przez 30 lat zmieniło się w warunkach tej współegzystując tak dużo, że trzeba siąść i rozmawiać. To brak woli by choćby dialog podjąć powoduje eskalację nastrojów secesjonistycznych.
W tych latach '80 ten wskaźnik pkb to wkładu w PKB Hiszpanii był w miarę równy. Od tego czasu stale się powiększa. Niedługo by utrzymać poziom życia 75% społeczeństwa, trzeba będzie opodatkować jeszcze wyżej pozostałe 25%. Nie widzisz powodu frustracji i powodu do zmian?
Nie przekonam Cię, bo na swoich pozycjach się okopałeś, więc raczej sporządzamy "protokół rozbieżności".
"Ja natomiast nie będę przypominać o umowie, która pozwoliła całej Hiszpanii, wraz z Katalonią, korzystać z tych programów pomocowych. "
A teraz wyciągnijmy wnioski z tych słupków. Skoro w 86 roku, PKB Hiszpanii powstawał głównie w jej centralnej części, ale mniej więcej po równo (odstawała zdaje się Andaluzja i północny zachód). po upływie 30 lat, kiedy przyszły owoce tych inwestycji, to jedni potrafią je pomnożyć tak, że do tego budżetu nagle łożą nieproporcjonalnie dużo (dwukrotny wzrost) a inne części stosownie mniej - to warto by się zastanowić, co by było, gdyby do tej wspólnoty europejskiej, Katalonia i Hiszpania przystąpiły jako osobne kraje? Mnie wydaje się, jestem pewien, ze Katalonia nie obciążona, z owych inwestycji korzystałaby jeszcze bardziej, a Hiszpania, być może właśnie by planowała zmianę ustroju, by Kastylię odciążyć z pieniędzy które pochłania utrzymanie "solidarności" z resztą regionów.
Słowem jeśli 9 chłopa żyje z tego, co upoluje 1, to średnio im zależy, żeby ten sobie poszedł.
"A to, jak bardzo Katalończycy(...)"
przecież nie twierdzę, od początku z resztą, że determinacja Katalończyków w kierunku secesji jest 100% i niezmienna. W gruncie rzeczy w obecnym ustroju, to po prostu głos rozpaczy - pokazanie "jesteśmy silni, jest nas większość" po to, by odłączać się faktycznie nie trzeba było. Katalończycy usiłują w końcu wymóc na Madrycie, by siadł na poważnie do rozmów, o formacie autonomii. Daję łapę, że 85% z nich, w zupełności to wystarczy. Jest też 10% ludzi którzy niepodległości chcą i 5% którzy zbijają na niej kapitał polityczny.
Problem w tym, że Madryt rozpaczliwości tego głosu i sytuacji nie chce zrozumieć (bo wątpię, ze nie umie), podobnie jak Ty. Twoich powodów nie znam, ale Madrytowi ta sprawa na rękę, bo robi za temat zastępczy - odwraca uwagę Hiszpanów od konieczności reform, usprawiedliwia recesję i wzrost bezrobocia ("patrzcie, to ci samolubni Katalończycy nie respektują umowy społecznej").
"Znak czasu, że taka dyskusja mieszkańców tego samego miasta odbywa się przez Internet, a nie przy piwie;)
"W sumie fakt, ale rodziny, pora, praca, dyżury telefoniczne, trochę wymuszają ograniczenie ilości piwa. Choć mam nadzieję okazja będzie :)
2
"Co tak drastycznego się od tamtego czasu wydarzyło, że przez niektórych prowadzona jest taka wojenka."
2. Rzeczy. - nic i o to właśnie chodzi, a przecież od czasu stosunków gospodarczych, społecznych ery końca lat 70' warto się przyjrzeć od czasu do czasu rzeczom jak działają. Chodzi o to, by ktoś kto na siebie pracuje, za tę produktywność nie był karany janosikowym i narracją, która walkę o interesy nazywa najgorszymi przymiotnikami.
Wydarzało się też to, że w bodaj 86 roku Hiszpania wstąpiła do wspólnot Europejskich. Funkcjonowały latami programy pomocowe, dzięki którym Hiszpania zmieniła się z biedaków europy, w całkiem zamożny kraj w początku lat 2000. Zmagała się z bezrobociem od zawsze, ale jednak wzbogacała się. Jeśli rozdział owoców tego wzbogacenia, dalej konserwował układ, w którym pracowite i oszczędne regiony, opodatkowane wyżej niż reszta Hiszpanii, wciąż tę resztę dotują, to rodzi się pytanie nad sprawiedliwością tego rozdziału i to nie taką hipotetyczną, ale policzalną.
Tak jak mówię - jak w każdym kraju w Hiszpanii funkcjonuje system redystrybucji podatków, płatności. Budżet centralny dotacjami celowymi umożliwia realizację funkcji samorządów, w tym autonomicznych, ale też powstaje w wyniku opodatkowania przychodu powstałego w prowincjach. Wielokrotnie szacowano już ten bilans wpłat i dotacji i podatków i wielokrotnie okazywało się, że to jasne jest, że Katalonia wpłaca więcej niż zyskuje. Sam wskaźnik produktywności jest jednym z ważniejszych składowych tego równania.
" Czyli drogi, mosty, kolej etc. wybudowały się same?" a to populistyczna bzdura z Madrytu. Wybudowały się w większości z programów pomocowych z których 10 lat czerpały Portugalia i Hiszpania, a wkład własny pochodził z budżetu centralnego, który w nieproporcjonalnej do liczby ludności części, tworzy Katalonia.
"W mojej ocenie to sami ekstremiści obrzydzają Katalonię reszcie Hiszpanii."
A w mojej ocenie, to Bernabeu w latach 60 powiedział, że uwielbia Katalonię, tylko przeszkadzają mu Katalończycy i spotkał się z poklaskiem. Chociaż krytykowano go w Madrycie oficjalnie, bo rząd prowadził politykę jednej Hiszpanii, to w gruncie rzeczy powiedział to, o czym myślano wszędzie dokładnie w taki sposób.
Katalonię od Hiszpanii dzieli język, mentalność, pracowitość, przekonania polityczne, historia, kultura... fakt, że jedynym z uczuć, które Madryt wybierał od czasu do czasu, by je wyrazić głośno w stosunku do Katalonii, było właśni obrzydzenie, wiele mówi na ten temat.
Separatyzm jest wynikiem a nie powodem. Nikt w końcu przed dyktaturą Primo de Rivery nie myślał, by Hiszpanię od Katalonii oddzielać. To polityczne rozgrywanie podziałów o których wspomniałem, przez słabe systemy polityczne, przez rozkładające się Hiszpańskie władze w początkach XXw, legło u podstaw odrodzenia ruchów separatystycznychw Katalonii.
"atalonia nie była gnębiona pod względem religijnym (wydaje mi się, że zapominacie o źródłach umocowaniu współczesnego ruchu!) ani etnicznym."
O religii nie wypowiem się. Nie wiele czytałem na ten temat, ale dowodów na "gnębienie" etniczne jest nadto. Przymusowa Hispanizacja, zakaz używania języka. Dla przeciętnie uważającego na historii Polaka, brzmią znajomo i podlegają jednoznacznie negatywnej ocenie.
2
warto dodać, że samo referendum zakończone większością "za niepodległością" nie jest krokiem definitywnym, nieodwołalnym. Katalonia przez dziesiątki lat, nie tylko za Franco, ale i te 40 lat od jego śmierci, próbowała wypracować z Madrytem konkretny system głębokiej autonomii. Brak sukcesu na tym polu, doprowadził do eskalacji żądań i pojawienia się postawy, że jeśli nie "będziemy na swoim", to nigdy nic się z Madrytem nie uzgodni.
A jest to dość dziwne, bo Baskonia swój model autonomii budowała jż za czasów Franco (nigdy nie dotknęły jej takie szykany, ze strony Madrytu, jak Katalonii), a po rządach Frankistów, dość szybko uzyskała korzystne dla siebie zasady autonomii. Np płaci zryczałtowany podatek, a Katalonia jest płatnikiem do kasy państwa od lat. Słowem Katalonia, uwzględniwszy dotacje centralne i to ile ze swych podatków, odprowadza do kasy państwa, jednak płaci na resztę Hiszpanii od lat.
Samo to, jest trudne dla Katalończyków, którzy uważają mieszkańców reszty Hiszpanii za leni i nierobów (Katalonia, jest w badaniach produktywności od lat w czołówce według badań różnych instytucji). W połączeniu z faktem, że każda próba sygnalizowania własnych interesów, spotyka się z alergiczną reakcją rządu centralnego, a samą Katalonię media i politycy obrzydzają sukcesywnie reszcie Hiszpanii antagonizując przy okazji resztę regionów i właśnie Katalonię, stanowi już trudną do akceptowania mieszankę.
Zwłaszcza, że ta polityka nie zmienia się mimo przejścia od dyktatury do demokracji i żaden inny region nie cierpi z jej powodu w taki sposób.
0
Ale doping był świetny. Hymn, przyśpiewki, flagi, wsparcie dla zawodników... bardzo mi sie to podobało. Rodzinnie, ale z pazurem. Świetna ten sektor aktywnego dopingu
0
Ważne, że prawdopodobne jest, że sam to napisał, a nie żaden ghostwriter. Cenię u piłkarzy, jeśli oprócz bycia dobrym piłkarzem, są bystrymi, poukładanymi ludźmi.
0
Nie, spalony gwiżdże się po upewnieniu, że gracz na spalonym pierwszy dotknie piłkę - przecież często piłkarze biegną do piłki po podaniu, a sędzia cofa akcję, jak pierwszy dobiegnie zawodnik będący w grze i na pozycji spalonej w momencie podania.
Czasem nawet jeśli była pozycja spalona, ale obrońca piłkę dogoni pierwszy, to opłaca się płynnie przeprowadzić akcję, a nie zatrzymywać grę na wolnego.
0
Nie do końca. Gdyby piłka doszła, to tak, ale nieudolna interwencja Pique, sprawiła, ze piłkę de facto dostał od zawodnika Barcy, a wtedy spalonego nie ma.
0
Można się umartwiać do woli, ale doszukiwanie się błedów sędziego, tam gdzie ich nie ma?
Widać, że Pique zagrywa udem i trafia w dłoń. Według przepisów, od dwóch sezonów obowiązujących, kluczem do decyzji o ręce, jest INTENCJONALNOŚĆ zagrania. Na prawdę nie wierzę, że sobie "zaplanował" dotknięcie piłki ręką, kiedy niezbyt dobrze trafił ją udem. Nawet nie zdążył pomyśleć bo oba dotknięcia dzielił ułamek sekundy. Nieudolna interwencja, ale na pewno nie celowe zagranie.
0
Swoją drogą pamiętam, jak 6-7 lat temu, wyglądały polskie stadiony i murawy. Dzięki jednemu Euro i faktowi, że zrobiono sporo pozytywnego wokół, nawet klubiki z parutysięcznych pipidówek, maja stadiony lepsze (a murawy na pewno), niż spore Hiszpańskie zespoły.
To niepojęte, że uśredniając pewien poziom, to infrastrukturalnie, Ekstraklasa przy bardzo bogatej, najlepszej sportowo La Liga, wygląda wręcz jak zachód, a tamta jak dziki wschód.
Stopniowo zaostrzając wymagania co do oświetlenia, murawy, bezpieczeństwa, jako wymagania licencyjne, osiągnięto u nas stan, w którym o Hiszpanii w niektórych miejscach, mogą co najwyżej pomarzyć. Niepojęte jaki tam jest burdel pod tym względem.
Akurat kartoflisko w Gijon, czy innych miejscach, to tylko efekt braku takich sensownych wymagań.
2
Neymar był dobry niezły, ale tylko Brazylijskim klubie, starcie z Barcą zweryfikowało go na poziomie poważnego footballu, a było to jedno z najłatwiejszych zwycięstw Barcy w KMŚ.
można było powiedzieć, że w czasie, kiedy wybitni zawodnicy kosztowali 40-50 mln, płacenie prawie 90 za młokosa i gwarantowanie kolejnych 40-kilku w postaci premii ojcu, kolejnych kilku dla DIS i jeszcze worka kasy dla Santosu za tzw "pierwokupy" i ryzyko wsadzenia za kratki i strat wizerunkowych, było równie, jeśli nie bardziej ryzykowne, niż zapłacenie fortuny, ale w przejrzystych okolicznościach, za gracza który rozwija się tak dynamicznie, że ostatnie 2 sezony zmieniał kluby, w każdym grał świetnie i przykuwał uwagę jeszcze większych.
Wiadomo że to ryzyko i nie da się go uniknąć, ale to naprawdę jeden z niewielu graczy który wygląda na bardzo dobrze rokującego, a możliwy do kupna.
0
Tak powiedziałbym 50/50 - cóż z tego, że Barca trwoniła, jakby Real też przegrywał (tak właśnie wyglądało wykorzystywanie "wpadek" Realu przez Barcę w tamtym sezonie, a było ich nie mało).
Jeśli Barca się potykała, to Real musiał zapunktować i co by nie mówić - robił to. Stąd na koniec sezonu zamiast spokojnego zwycięstwa, walka do końca, która wyszła w LM w postaci odpadnięcia w ćwierćfinale.
0
Fakt, upadł jeszcze niżej - w meczu w którym jego graczom darowano pewnie ze 2 żółte kartki za faule taktyczne i nie podyktowano karnego na Suarezie, Alba dostał kartkę za to, że nie nosi materaca dla Hernandeza, chłop dopatruje się faulu przy przebitce....
To chyba już kolejny poziom, sporo za trawą :)
1
Bzdura. Nie słuchaj komentarzy eleven. Wykładnia przepisów o ręce nie zmieniła się w tym sezonie, ale bodaj 2 sezony temu. Już od wtedy, pierwszym kryterium ręki jest INTENCJA. Pique na wślizgu trafił piłkę udem, a ta odbiła się od dłoni? Gdzie tu zamiar?
2
Ciekawe też że nie uwzględnił lustrzanych sytuacji Rakitić mijający piłką gracza Getafe, ten go wywraca - gramy dalej. Alba mijany przez Hernandeza, podnosi ręce widząc, że ten się chce w niego wpakować intencjonalnie, aktorstwo, żółta kartka dla Alby i wolny dla Getafe.
Faktycznie, nie gwiżdże się "takich fauli". Gwiżdże się głupsze wielkim drużynom.
Nie wspominając już o braku karnego na Suarezie.
(o domniemanej ręce Pique nie wspomnę, bo każdy kto zna przepisy, wie, że liczą się ręce INTENCJONALNE. Pique we wślizgu podbił piłkę udem, a ta odbijając otarła się mu o dłoń. Jeśli któryś z panów redaktorów eleven potrafi to odtworzyć intencjonalnie, to zapraszam).
0
Akurat niezbyt. Patrząc na Argentynę, ma się wrażenie, że jakim cudem 1 gracz może się liczyć jako "drużyna". Naprawdę, co mecz obejrzałem, to wśród rzeszy statystów, o jednym pomyśle - "podaj do Messiego, byle jak, niech on się martwi, żeby piłki nie stracić", nie wyróżniał się w rozsądnej liczbie meczy w miarę systematycznie nikt!
Gdyby nie Leo, to albo Argentyna utonęłaby pikując w rankingu FIFA i oglądając kolejne MŚ w tv, albo w końcu się ogarnęła i zaczęła grać jak drużyna. Nie wiem czy nie kolejno w ten sposób.
0
Może i faktycznie tak to wygląda. Czasem najtrudniej zauważyć coś co się dzieje. Rozwodzić się na historycznych przykładach, ze swoimi kontekstami, zastanawiać się kto był "mięśniem", kto szkieletem, a kto mózgiem, jest względnie łatwiej z perspektywy.
Zwłaszcza oceniając drużynę jak Barca, gdzie nawet mięśnie, muszą być piłkarsko wybitne (czasem tylko bardzo dobry Rakitic, kuje w oczy swoimi niedostatkami, a w każdym innym klubie, byłby sporym wzmocnieniem).
Dzięki za miłą pogawędkę, chyba trochę lepiej zrozumiałem to, o czym piszesz konsekwentnie i kontekst w jakim oceniasz słabe strony spotkań Barcy czy braki piłkarzy. Miłej niedzieli :)
1
Powiem tak - co do tezy, słuszności argumentacji, nawet przykładów - masz rację, tylko wciąż towarzyszy mi przekonanie, że Barca zbyt długo zwlekała z ewolucją w tym kierunku twardszej gry, nacisku, skrobania marchewek, wsadzenia łokcia.
Teraz jesteśmy oceniani w przypadku każdego faulu, nie w kategorii "co przepisy mówią na temat", tylko "hej, oni tak nie robią - żółta".
Na pewno opłaca się ten kurs korygować, bo brak reakcji (nie rozmawiamy o sędziach, sędziowie mają trudną pracę itd.), rodzi frustrację u zawodników, że na boisku nie mogą tylko choćby co rywal. To było bardzo widoczne w tamtym sezonie, kiedy golleady nie przykrywały męczarni regularnie co 2-3 mecze.
Stąd słowa Pique o ruletce. Wraz z kumulacją tego trendu o którym sam często piszę - sędziowie mają swoje preferencje, zwykle około "Realaowe", boją się odpowiedzialności, w przypadku pomyłki, wolą się pomylić na niekorzyść tego, co 5 lat z rzędu powtarza, że o sędziach nie gada, niż na niekorzyść tego, co na konferencje przynosił listy, choćby i wydumanych błędów.
Wspomniałem że na to, trener nie ma wpływu, ale trochę lepiej to ująłeś. To nie taktyka, od której jest trener, ale strategia - taka w szerszej perspektywie, która w Barcelonie ma określony kształt od lat, mimo trendów. Może to strach, czy w tej fertyczniejszej grze poradzi sobie Messi (choć patrząc na niego u Valverde, to śmiem twierdzić, że na braku takich ochroniarzy, jak Casemiro, Ramos, traci właśnie najwięcej). To dlatego Ronaldo może się "schować", przedreptać fazę najbardziej fizycznej walki, dekorując ją swoimi padami teatralnymi, a kiedy koledzy wybiją rywalowi piłkę z głowy, mieć więcej miejsca. To już abstrahując od pozycji.
Tak, ze strategicznego punktu widzenia, masz rację. Tylko chyba trudno mi uwierzyć, że ktoś na taktycznym polu weźmie odpowiedzialność, za najtrudniejszą , początkową fazę tej korekty. Może Valverde się nie boi, tylko czy jest na tyle mocno umocowany, by wytrzymać oskarżenia o zrywanie z cruyffizmem doktrynalnym? Martino poległ, gdy zaliczył mecz wygrany z Rayo 5:0, przegrawszy posiadanie piłki z Paco Jemesem.
Nie wiem, czy koniec epoki Iniesty, Pique.. nie otworzy dopiero drzwi do zmian, tylko problem w tym ,że to też epoka Messiego. Real na epokę -po Ronaldo jest przygotowany. My niestety na koniec kariery Messiego nie i dlatego każdy rok z potencjałem na trofea, jest zbyt cenny, by ryzykować go na wprowadzanie zmian w sposobie gry, które mogą się ciągnąć przez sezon, dwa może nawet. Trudno mi to przewidzieć, ale z tego punktu widzenia, choć masz rację co do całości wypowiedzi, trochę wątpię, czy poza kosmetyką - Paulinho, stać było nas na głębszą reformę.
0
Nie zasługiwali, bo domniemana ręka Pique to fikcja, dla każdego kto orientuje się w przepisach - odgwizduje się celowe zagrania, a Pique podbił piłkę udem i trafił się w dłoń. Zupełny przypadek. Taka sama sytuacja była w meczu LM u gracza Juve. Nie było nawet dyskusji. Z drugiej strony faul na Suarezie ewidentny, więc to Barca była bliżej 3-1 niż Getafe 2-2.
Kolejna sprawa, to ilość kartek, szczególnie za zagrania taktyczne (przytrzymanie za koszulkę, uniemożliwienie Rakiticowi obiegu - za kopię sytuacji, Alba kartkę dostał), którą sędzia darował graczom Getafe. Inaczej (ostrożniej) się broni, kiedy ma się kartkę na koncie.
3
Ja akurat konferencje Lucho uwielbiałem. Nie cackał się ani wtedy, kiedy odmówił wprost zdjęcia z trenerem espanyolu, ani wtedy gdy nie owijał treści w gładkie słówka i na głupie i powtarzalne pytania, po prostu odpowiadał ironią
Mnóstwo radości ma się wyszukując co "smaczniejsze" cytaty.
W ogóle, mam wrażenie, że Enrique to gość o twardym charakterze, nie marnujący czasu na pitu pitu, tak samo twardy dla swoich zawodników (casusy Grimaldo, Vidala, Bartry).
Wybór Valverde również wpisuje się w taką sinusoidę typów trenera - (łagodny negocjator/szorstki, zdystansowany twardziel - trochę jak miękki/twardy w Simpsonach fabularnych - przy miękkim twardy wydaje się jeszcze twardszy :).
1
Zwrotność Casemiro? gdyby nie nadzwyczajna pobłażliwość sędziów, to rzadko mielibyśmy okazje ją oceniać w perspektywie 90 minut :) Poważnie - nie jest to typowy gracz typu "wysoki, silny" To trochę raczej przeciętnego wzrostu i siły, dobrze odbierający gracz o szeregu atutów, ale i tak pozbawiony tych kilku, które ma Busquets. Dla Barcy byłby zbyt luksusowym rezerwowym.
Słowem - nie widzę jakie pozycje można by wzmocnić mięśniami i wzrostem (choć Rakitic jest krokiem w tym kierunku, a już narzekamy na koszt jakim się to odbyło - utrata wizji, zwrotności, utrzymania piłki pod presją).
Masz rację pisząc o Pique, ale owo "ugładzenie" gry, które podkreślasz dość często, jest też wynikiem warunków w jakich gramy. Pamiętam jak naciągane czerwone kartki dostawali Mascherano, Pique, Alves, Keita, kiedy tylko dali pretekst. Sędziowie nie zachowują balansu - gracze Barcy faulują ostro 2 razy i 9 w ogóle dostają 2 żółte kartki. Rywal popełnia 15 fauli, w tym 5 ostrych i dostaje 3 żółte.Szczególnie to istotne w meczach z drużynami fizycznymi, kiedy rywalowi jego wejścia są hurtowo wybaczane (jakieś imunitety maja Ramos, Casemiro, Marcelo, Carvajal, Ronaldo choćby, ale i Aduriz). Gdyby gracze Barcy tak grali, byliby karani bez wyjątku.
Odejście Pepa od "mięśni" (częściowe, bo Keita superrezerwowy i Abidal, to jego pomysły. Zrezygnowano z nich za Tito), było pomysłem jak sobie radzić z fizycznymi rywalami - szybsza gra, tak szybka, by rywal nie nadążał faulować.
Przytaczasz mecz z Interem ,ale wtedy mieliśmy względnie sporo mięśni - Ibrahimović, Keita, Abidal, Puyol. Na nic się one nie zdały. Jeśli rywal wieszał się na Ibrze, drąc mu koszulkę na 20 cm, a sędzia gwizdał faul w ataku... to są sytuacje, na jakie żaden plan Cię nie przygotuje. Jakość sędziowania, ten czynnik o którym wspomniałem - nieproporcjonalność odgwizdywanych fauli. Dwumecz z Interem to słaby przykład, bo jest raczej witryną festiwalu sędziowskich pomyłek. Sfery, na którą żaden trener nie ma kontroli.
A odpowiedzią na te mięśnie, niech będzie rezultat wpuszczenia Krkica - to on rozruszał grę z przodu i to on strzelił nieuznanego nie słusznie gola na 2:0 (swoją drogą, chyba po asyście Toure, którego domniemaną rękę odgwizdano).
Wiem, że co do koncepcji masz rację. W idealnych warunkach, to zbilansowanie siły i ruchliwości niskich graczy działa (vide obecny Real). Problem w tym, że Real ma właśnie ten handicap pobłażliwych sędziów. Nawet w warunkach Europejskich, ten czynnik gdzieś jest. Zwróciłem na to uwagę przy meczu z Juve. Niby nie było kontrowersji, nie było złośliwości, ale w takich drobiazgach jest charakterystyczny trend. Sędzia oszczędził co najmniej 3 żółte kartki graczom Juve, a Messiemu domagającemu się plastycznie jednej z nich, wlepił żółtko (słusznie z resztą, ale powinien też dać kartkę graczowi Juve za faul taktyczny).
Teraz to nie miało znaczenia, ale w meczu na pograniczu, kiedy druga kartka decyduje o wyrzuceniu nieuważnego rywala...
Nawet ten mecz w tamtym sezonie, kiedy Pijanic tak ewidentnie sfaulował Messiego, nie próbując walczyć o piłkę, zagrał niebezpiecznie, tak że Messi wylądował na twarzy. To nawet nie był faul dla sędziego o ile pamiętam. Wspomnę jeszcze łokieć Marcelo z meczu z Realem.
Nie walczymy na podobnych warunkach. Każde takie zachowanie gracza Barcy to byłaby odpowiednia kara i długie dyskusje w każdym studio meczowym, z dywagacjami, że Masche powinien mieć żółta wchodząc na mecz (jak kiedyś usłyszałem w eleven), włącznie.
Twardość, zdecydowanie - tak, ale jednak na łokcie, czy grę z pogranicza faul, nie możemy sobie pozwolić. Zostają nam zawodnicy "eleganccy", a takich już wielu o odpowiednich parametrach nie ma, bo czasem by być lepszym, trzeba móc te przepisy przekroczyć więcej niż raz w meczu, jak Ramos.
2
Myślę, że jednak PSG potencjał na finał LM ma i poza DP, czyli starzejącym się Mottą w zasadzie skład nie ma słabych punktów.
Obrona również potrzebuje świeżej krwi, ale kiedy pieniądze to nie problem (a okaże się, czy FFP nie spowoduje przeszkód formalnych) , to żaden transfer nie jest niewykonalny.
Jeśli w te 2-3 najbliższe lata PSG osiągnie finał, to będzie miało szansę i na zwycięstwo, bo finał udowodni że skład ma potencjał na wygranie. Na papierze nie widzę ataku lepszego niż NCM. Oczywiście są gracze jednostkowo lepsi niż każdy z nich, ale takiej trójki na prawdę ze świecą szukać.
Wziąwszy to pod uwagę, nawet wysokie miejsce w LM i zwycięstwo Brazylii w MŚ (bardzo prawdopodobne) Neymara jako naturalnego kandydata do ZP wykreują. A potem to poleci.
Sądzę też, że charakterologicznie Mbappe jest mniej problematyczny i pewnie pierwsze 2-3 lata, nie będzie swoją ambicją rozbijał trójkąta który funkcjonuje i daje PSG tytuły. Będzie wygłaszał frazesy o nauce od Neymara i Cavaniego... i może być w nich sporo prawdy.
Problem Neymara w PSG jest taki jak Verattiego - spektakularna klęska, brak chęci, wypalenie - każda będąca kroczkiem do decyzji o odejściu w innym klubie, w PSG jest rosnącą frustracją, bo jeśli szejk nie będzie chciał pozwolić na odejście, to nie pozwoli i już.
Nawet gdyby koguty w kurniku się nawzajem zadziobały, to żywy żaden nie wyjdzie. Taki model, myślenie o "honorze" czy "prestiżu" ma arabski właściciel. Nie rozumie, ze to sport, a spektakularne transfery z własnego klubu, to czasem cegiełka do budowy, nie strata i ujma na wspomnianych.
Dlatego uważam, że nawet jeśli Neymar ma nadzieję wygrać LM i zmienić klub, lub jeszcze zaliczyć jeden etap, to dopóki oferuje realną wartość sportową, jest w luksusowym więzieniu.
Co więcej, francuska federacja tego więzienia będzie bronic jak swojego, bo gwiazd potrzebuje jak powietrza, by zwiększyć wartość ligi. Wie, że stoi na jednej nodze i czasem podpiera się protezą (Monaco/Lyon/Nicea itp), więc by połamać te nogę nie zrobi nic.
(To nie Hiszpania, która stojąc na białej nodze, jednocześnie nawala w bordowo-granatową ile tylko da radę).