7

@semafor @Bykunn Trzeba to niestety wykładać czarno na białym (jak widzicie kolorowy nie dziala ;-) ), bo inaczej nie dociera (a przecież niby tacy „oświeceni”…)

Tu nie chodzi ani o architekturę, ani o technologię, ani o to, jak bardzo Polska rozwinęła się przez ostatnie 40 lat. Nikt rozsądny temu nie zaprzecza. Chodzi o coś zupełnie innego.

Autor mówi wyraźnie o poczuciu bezpieczeństwa dziś, a nie 40 lat temu (czytanie ze zrozumieniem, fajna sprawa). I porównuje obecną Polskę z obecną Francją. Wskazuje, że w Polsce kobiety mogą poruszać się swobodnie, ubierać się bez autocenzury i nie bać się wyjścia wieczorem - a we Francji (szczególnie w Paryżu) to poczucie bezpieczeństwa wyraźnie spadło (tak - 40 lat temu kobiety też nie musiały bać się gwałtów na każdym rogu WWA)

Nie bez powodu pojawia się wątek kobiet i strachu przed przestępstwami seksualnymi. To nie jest przypadkowy argument, tylko odniesienie do zjawiska, które od lat jest przedmiotem debat i statystyk w Europie Zachodniej. I tak - ma to związek z polityką migracyjną i napływem ludności z kręgów kulturowych, które mają zupełnie inne normy społeczne. Albo po prostu ich nie ma wcale...

Reasumując - gwałty w Polsce wciąż należą do rzadkości, natomiast we Francji przestały być zjawiskiem marginalnym. To właśnie jest zmiana, która zaszła na przestrzeni ostatnich 40 lat - i jakims CUDEM ma ona związek z napływem ludności z Bliskiego Wschodu oraz krajów Afryki

Udawanie, że autor „tęskni za Polską sprzed 40 lat” albo że nie wie, jaka była przemoc w latach 90., to strzelanie obok tematu. On nie mówi o tym, że kiedyś było lepiej. On mówi, że dziś u nas jest bezpieczniej niż dziś tam - i że we Francji coś poszło bardzo nie tak.

To jest sedno tej wypowiedzi. Wszystko inne to tylko odwracanie uwagi.

1

@alone49 Dużo lepsze to niż teksty w stylu: ‘ja nie mam teorii a fakt. Królu nasza gospodarka to 55% PKB eksport z czego 75% to Unia. Tego nie masz wychodząc. Rozumiesz? To jeden wskaźnik i już zabija wasza wersję’ - pisane z pełnym przekonaniem i poczuciem, że powiedziało się coś mądrego, heh

0

@MesQueUnClub_87 Rozumiem, że takie wrażenie można było odnieść, doceniam uwage. Natomiast nadal mieszasz dwie różne rzeczy.

Stwierdzenie, że „wygląda to śmiesznie, gdy ktoś dyskutuje o temacie, którego nie zna” nie jest równoznaczne z tezą „ja się znam, a wy nie”. To krytyka postawy, nie hierarchii wiedzy. Dokładnie tak samo można krytykować kogoś, kto wypowiada się o medycynie po przeczytaniu nagłówka - bez twierdzenia, że samemu jest się lekarzem.

Ton był ostry, zgoda. Wynikał z frustracji poziomem debaty, a nie z poczucia wyższości. Dokladniej, frustracja wynika z ogłupienia narodu, który raz po raz łyka tandetne tematy podrzucane po to, by polaryzować, zamiast myśleć samodzielnie. Gdybym uważał się za posiadacza „tajemnej wiedzy”, to właśnie formułowałbym jednoznaczne tezy i próbował innych do nich przekonać. Zrobiłem dokładnie odwrotnie - powiedziałem, że temat jest zbyt złożony, by sprowadzać go do haseł. Nie jestem na tyle kompetentny, aby wypowiadać się szerzej, bo narobiłbym więcej szkód, niż wniósłbym wartości do rozmowy - i dobrze byłoby, gdyby reszta „ekspertów” w tym wątku również doszła do tego wniosku (przynajmniej z obecna wiedza).

Co do „przerostu ego” - to już Twoja interpretacja. Ja nikogo nie zmuszam do udziału w tej rozmowie, tak samo jak nikt nie jest zmuszony reagować na mój wpis. Skoro jednak rozmawiamy, to trzymajmy się meritum: czy udawanie, że skomplikowane procesy da się uczciwie opisać kilkoma sloganami, podnosi poziom dyskusji, czy go obniża?

I na tym poprzestańmy, bo dalsze personalne etykietki nic tu nie wniosą.

0

@kocuur Dobre pytanie. Reakcja nie byłaby jednorazowa ani spektakularna, tylko systemowa.

Masowa absencja oznaczałaby, że dotychczasowy model przestaje działać: kampanie nie mobilizują, narracje nie chwytają, a kolejne „nowe twarze” nie przekładają się na frekwencję. W takim scenariuszu partie musiałyby albo realnie zmienić sposób funkcjonowania, albo zrobić miejsce podmiotom, które nie są tylko kolejną wersją tego samego układu.

Co do Konfederacji - nie chodzi o to, że „popsuli się zanim doszli do władzy”. Chodzi o to, że weszli dokładnie w tę samą logikę, którą krytykowali: segmentowanie elektoratu, granie emocjami, wewnętrzne walki i podporządkowanie przekazu pod słupki. To naturalne w obecnym systemie i właśnie dlatego uważam, że problem nie leży w konkretnej partii, tylko w mechanizmie, który każdą partię w końcu mieli.

Zgadzam się z Tobą w jednym - pierwsza kadencja „nowej siły” często bywa najlepsza. Tylko że to nadal jest leczenie objawów, a nie przyczyny. Po jednej kadencji system wraca do swojego naturalnego stanu.

Dlatego nie twierdzę, że głosowanie na Konfederację jest „błędem”. Twierdzę, że nie jest to trwałe rozwiązanie, jeśli chcemy zmiany głębszej niż rotacja szyldów. Masowa absencja byłaby jedynym ruchem, który uderza bezpośrednio w fundamenty tego układu, a nie w jego aktualnych beneficjentów.

0

@tbas Nie o to chodzi - i nigdzie nie napisałem, że „ja się znam, a wy nie”. Chodzi o coś znacznie prostszego - udawanie, że temat jest prosty, gdy prosty nie jest.

Świadomie nie przedstawiam swojej opinii, bo nie uważam, żeby kilkuzdaniowy komentarz w internecie był dobrym miejscem na rozstrzyganie wielowymiarowego tematu gospodarczego i politycznego. To nie jest ucieczka od dyskusji, tylko uczciwe postawienie granicy.

Jeśli kogoś to boli, to być może dlatego, że łatwiej rzucać hasłami niż przyznać, że sprawa wymaga więcej pracy niż „PKB”, „dali”, „zabrali” i emotka na końcu.
I nie, to nie jest atak personalny, tylko krytyka poziomu debaty, który sam siebie kompromituje. Wybacz, jeśli zabolało, ale fakty są, jakie są - zamiast odbierać to personalnie, proponuję jednak chwilę kontemplacji.

1

@tbas Z całym szacunkiem, ale gdy tylko widzę kolejne rozmowy o Unii, to mnie skręca. Nie dlatego, że nie powinniśmy na ten temat dyskutować, lecz dlatego, na jakim poziomie te dyskusje się toczą. Jedyne, co zwykle można z nich wyczytać, to frazesy w stylu: „PKB”, „Unia dała nam wiele”, „bez Unii bylibyśmy w d…”, „Unia się skończyła”, „przed Unią było tak”.

Nie będę nawet próbował wyrażać swojej opinii na temat Unii, bo jest to sprawa tak złożona i kompleksowa, że bez miesięcy poświęconych na studiowanie plusów i minusów nie da się rzetelnie się na ten temat wypowiedzieć. Jedyne, co chcę powiedzieć, to że wygląda to po prostu śmiesznie, gdy próbujecie dyskutować o tematach, o których nie macie zielonego pojęcia, w tonie jakbyście byli ekonomiczno-społecznymi ekspertami z topu na poziomie krajowym.

Sugeruję, abyście przestali słuchać papki propagandowej serwowanej przez różne partie polityczne i spędzili przynajmniej kilka miesięcy, wgłębiając się w różne wątki sprzed, na początku oraz w trakcie dołączania Polski do Unii, a dopiero potem wyrobili sobie własną opinię.

1

@Lisek Dokładnie. Strach go wypuszczać w La Liga, a o meczach Ligi Mistrzów nawet nie wspomnę, bo to strzał w kolano. Przy takich zaburzeniach decyzyjności może pasować do Girony, gdzie jego przebłyski mogą zadecydować o utrzymaniu w pojedynczych meczach. Jednak w klubach, gdzie wymagana jest ciągłość wyników, a każdy mecz decyduje o zdobyciu pucharu, to po prostu igranie z losem

0

@Andi18 w rzeczy samej.

1

U Cancelo ewidentnie nic się nie zmieniło. Dalej elektryczny i nieprzewidywalny. Pomimo całej mojej sympatii, jego obecność w Barcelonie to nieporozumienie.

0

@kocuur Wszystkich się nie da. Natomiast nie chodzi o przekonanie jednej konkretnej grupy, tylko o sytuację, w której większość społeczeństwa, niezależnie czy to wyborcy PO, PiS, Konfederacji czy ktokolwiek inny, przestaje brać udział w tym mechanizmie.

To nie jest kwestia sympatii politycznych, tylko odmowy legitymizowania systemu, który od lat odtwarza te same układy pod różnymi szyldami. Przy masowej absencji rynek polityczny zostaje zmuszony do reakcji - nie da się „sprzedać” narracji, gdy klienci wychodzą ze sklepu.

I to byłby sygnał, którego nie da się zagłuszyć kampanią ani PR-em.

2

@kocuur Rozumiem ten tok myślenia, ale on zakłada, że system faktycznie dopuszcza realną zmianę przez „wybranie trzeciej opcji”. Moja teza jest inna - obecny układ jest tak skonstruowany, że każda nowa siła bardzo szybko zostaje wchłonięta przez logikę rynku politycznego, niezależnie od początkowych intencji.

Konfederacja jest tu dobrym przykładem - miała być alternatywą dla PO-PiS, a skończyła jako kolejny byt grający pod segment elektoratu, z tym samym marketingiem, wewnętrznymi tarciami i kalkulacją poparcia. To nie jest zarzut ideologiczny, tylko systemowy.

Nie twierdzę, że niegłosowanie „automatycznie naprawi państwo”. Twierdzę, że masowa absencja byłaby jedynym sygnałem, którego ten system nie potrafi dziś zagospodarować PR-owo. Każdy inny wybór jest już wliczony w model.

Głosowanie „przeciwko komuś” działa tylko wtedy, gdy istnieje realna alternatywa. Ja jej obecnie nie widzę - i o tym jest ten post, nie o sympatii do PO, PiS czy kogokolwiek innego.

2

Niepopularna opinia.

Przyjęło się mówić, że jeśli chcesz zmian, to idź na wybory, a jeśli na wybory nie chodzisz, a później narzekasz na stan państwa to sam jesteś sobie winien.

Ja osobiście nie oddałem głosu od lat, ponieważ nie widzę partii politycznej, która w moim mniemaniu godnie reprezentowałaby nas i nasz kraj. W konsekwencji powyższe hasło traci sens - bo niezależnie od tego, kogo wybierzemy, efekt końcowy i tak nie będzie taki, jaki być powinien.

PO? Polityka Zachodu, socjalizmu i ideologicznych eksperymentów.
PiS? Układy, układziki, rozdawnictwo, państwo policyjne i mentalne zacofanie.
Konfederacja? Dobrze zaczęli - i na tym się skończyło.

Wybory państwowe to dziś przede wszystkim branding. A jak każda marka, partie polityczne badają rynek, tworzą profile swoich „klientów” (tzw. avatary), a następnie dostrajają przekaz marketingowy (kampanie) tak, by zmaksymalizować poparcie.

Jak każdy rynek, także rynek wyborczy nie znosi próżni. I właśnie dlatego uważam, że naszą jedyną realną szansą jest masowa rezygnacja z udziału w wyborach, która stworzyłaby przestrzeń dla nowych ugrupowań - takich, które zauważą potencjał wejścia na rynek pozostawiony przez obywateli.

Na dzień dzisiejszy jest to praktycznie niemożliwe bez potężnych budżetów i układów, ponieważ większość elektoratu jest już „zaklepana”, a rynek polityczny skrajnie przesycony.

Dlatego jeśli naprawdę chcemy zmiany, warto, aby każdy z nas realnie rozważył taki scenariusz i pomógł zrobić miejsce dla nowej jakości. Czy byłaby to zmiana na lepsze? To zależałoby już wyłącznie od nas i naszych przyszłych wyborów.

Oczywiście pojawiłoby się wiele bytów będących jedynie sub-partiami większych graczy. Prawdopodobnie pojawiłyby się też ugrupowania jawnie anty-polskie - nie oszukujmy się, inne państwa szybko wyczułyby okazję do wykorzystania słabości systemu i obsadzenia swoich ludzi w strukturach władzy.

Mimo to nie widzę innej drogi dalszego rozwoju. A jeśli już mówić o „rewolucji politycznej”, to byłby to najmniej brutalny sposób jej przeprowadzenia w Polsce.

0

Komentarz usunięty przez użytkownika

1

@MesQueUnClub_87Jeżeli tak jak ja nie lubisz reklamować czyichś marek za darmo, a wręcz samemu za to płacić, a jednocześnie szukasz jakościowych ciuchów, to polecam Uniqlo.

0

@PatrykBarca Ja mówię o suficie, nie o tym, co jest teraz - czytanie ze zrozumieniem się kłania.

25

A ja, w przeciwieństwie do średnio rozgarniętych płaczków w komentarzach, chciałbym podziękować za bardzo szybkie reakcje odnośnie nowości u naszego największego rywala - świetna robota.

0

@PatrykBarca Patryku, czasem wystarczy 5 meczów, żeby zobaczyć czystą klasę. Wizja, wyborna technika, czytanie gry, inteligencja boiskowa, genialne podania - to wszystko było już doskonale widać w trakcie tych paru spotkań, które Bernal rozegrał, a on ma dopiero 18 lat. Dodatkowo jest dużo silniejszy i bardziej mobilny niż Busi, ma wszystko, żeby być kompletnym pod każdym względem na tej pozycji. Czas pokaże, ale zaryzykuję stwierdzenie, że Bernal ma sufit wyżej niż Pedri.

0

@NorbiTBOB Gdyby tylko Olmo jakimś cudem pozostał zdrowy, to byłby wybitny. W formie jest obecnie TOP5/TOP3 ofensywnych pomocników. Kibicuję mocno Gaviemu, ale to nie jest ofensywny pomocnik, a po dwóch poważnych kontuzjach jego rozwój siłą rzeczy musiał mocno wyhamować, a powrót do formy z przeszłości stoi pod dużym znakiem zapytania + istnieje spore ryzyko nawrotów kontuzji.

Fermína uwielbiam za charakter i intensywność, ale nie sądzę, żeby kiedykolwiek klasą doszedł do poziomu Olmo. W tym wieku pewnych rzeczy już się nie doszlifuje - takich jak ułożenie stopy przy strzale czy podaniu - i czysto technicznie też wiele lepszy już nie będzie. Dla mnie, w dłuższej perspektywie, to zawodnik nr 12/13/14 do rotacji.

Jeżeli zdrowie dopisze, to myślę, że „zabetonowany” środek pola będzie wyglądał tak: Bernal + Pedri, a De Jong będzie dzielił minuty i rotował z tą dwójką. Casado to culé z krwi i kości, ale mam wrażenie, że niedługo odejdzie. Z ciekawości - dlaczego nie widzisz Olmo w dłuższej perspektywie? Poza zdrowiem.

0

@esem91 ewidentnie nie stracił na jakości i to jest najważniejsze. Ogranie oraz rytm będą coraz lepsze z każdą otrzymaną minutą. Podejrzewam, że w końcówce może się okazać bardzo ważnym zawodnikiem, a od przyszłego sezonu będzie już kluczowy. Doczekać się nie mogę, aż ograją się z Pedrim. To będzie najmocniejszy środek pola w Europie - i tutaj nawet nikt nie będzie blisko.

5

Bernal.. to jak ten gość wręcz kipi jakością, jest niesamowite. Długie i krótkie podania, zagrania z pierwszej piłki - wszystko na poziomie absolutnie najlepszych z najlepszych. Do tego kontrola nad piłką, fizyczność, odnajdywanie się w małych przestrzeniach oraz niezły strzał z dystansu. Ten gość ma (albo będzie miał) dosłownie wszystko. Uważam, że jeśli zdrowie pozwoli, nakryje Busquetsa kapeluszem. Modlę się, aby Bernal, Pedri i Olmo (wiem, mało prawdopodobne) byli zdrowi i w formie przez następne 3-4 lata - wtedy być może zobaczymy środek pola nie gorszy niż ten z Xavim, Iniestą i Busim.

1

@clyde co fakt to fakt!

@marcin62 Pełna zgoda. Jestem w stanie zrozumieć społeczeństwa krajów Zachodu, które łykają tę narrację, ale dziwi mnie, że my, Polacy, też powoli zaczynamy przyjmować socjalistyczne narracje, a przecież połowa społeczeństwa wciąż powinna dobrze pamiętać komunę.

1

Zakończmy temat ‘nierówności’ w dochodach w sporcie raz na zawsze, bo fakt, że ludzie w ogóle mają taką opinię, świadczy tylko o tym, jak bardzo socjalistyczne partie lewicy wyprały niektórym mózgi.

Zarobki w piłce nożnej (zarówno męskiej, jak i kobiecej) nie są kwestią moralną, ideologiczną ani „sprawiedliwości społecznej”, tylko czystej ekonomii. Rynek sportowy działa jak każdy inny rynek - o wynagrodzeniach decydują popyt, podaż oraz realne przychody generowane przez produkt, jakim jest dana liga, rozgrywki czy zawodnik.

Męska piłka nożna generuje ogromne pieniądze: prawa telewizyjne warte miliardy, globalną oglądalność, masową sprzedaż biletów, merchandising, sponsoring i reklamę. W takich warunkach najlepsi piłkarze (czyli bardzo wąska grupa kilkuset osób na świecie) są wyjątkowo rzadkim zasobem, o który kluby realnie konkurują. To konkurencja o elitarny talent, a nie płeć, winduje kontrakty.

Porównywanie tych zarobków do średniej krajowej czy „przeciętnego Kowalskiego” nie ma sensu ekonomicznego. Rynek nie wycenia pracy przez pryzmat równości dochodowej, tylko przez wartość, jaką dana praca generuje. Tak samo funkcjonują branże technologiczne, finansowe czy rozrywkowe - tylko w piłce nożnej widać to bardziej, bo liczby są publiczne.

Kobieca piłka nożna nie generuje dziś porównywalnych przychodów. Ma mniejszą oglądalność, mniejsze kontrakty sponsorskie i słabszą monetyzację. To automatycznie przekłada się na niższe budżety klubów i reprezentacji, a w konsekwencji na wynagrodzenia. To nie jest dyskryminacja, tylko rachunek ekonomiczny. Gdyby kobieca piłka generowała te same pieniądze, pensje byłyby takie same - bez żadnych debat.

Argumenty odwołujące się do sportu dziecięcego czy młodzieżowego są nietrafione, bo mieszają dwa różne porządki. Sport młodzieżowy nie jest przedsięwzięciem komercyjnym, tylko inwestycją społeczną i zdrowotną. Zawodowy sport natomiast (niezależnie od płci) jest biznesem opartym na przychodach i kosztach.

Wzorce do naśladowania są ważne, ale same wzorce nie tworzą pieniędzy. Popularność, oglądalność i zainteresowanie kibiców tak. Najpierw musi powstać rynek, potem przychody, a dopiero na końcu wysokie kontrakty.

Podsumowując:
– piłkarze zarabiają dużo, bo ich sport generuje ogromne pieniądze,
– różnice w zarobkach wynikają z wielkości rynku, nie z płci,
– a próby moralizowania wynagrodzeń ignorują podstawowe mechanizmy ekonomii.

To temat zamknięty od lat - reszta to emocje, nie fakty.

Media

Sonda

MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest: