13

Blaugrana w europejskich pucharach:

5 lutego 1980 r. FC Barcelona zremisowała na Camp Nou 1:1 z Nottingham Forest w rewanżowym meczu o Superpuchar Europy. W tym drugim meczu u siebie Blaugrana zaprezentowała się znacznie lepiej i objęła prowadzenie po golu z rzutu karnego Roberto Dinamite, lecz wyrównujący gol Nottingham tuż przed przerwą zmniejszył szanse gospodarzy do minimum. Po przerwie Anglicy mogli nawet wyjść na prowadzenie ale karnego obronił Artola. Trener gości Brian Clough ,,celebrował” zwycięstwo już przed meczem, wypijając kilka piw w hotelu. Po wygranej nie odebrał pamiątkowych medali a na konferencji prasowej pojawił się prawdopodobnie pijany. Na pytanie, czy w przyszłości mógłby poprowadzić Dume Katalonii, zdenerwował się i stwierdził że pytanie jest ,,zbyt głupie, żeby na nie odpowiadać”. Nie chciał również wyrazić swojego zdania na temat meczu, uważając że jest to ,,zadanie trenera a on jest menadżerem”. Eschweiler, arbiter tego spotkania, po końcowym gwizdku wyściskał się z napastnikiem gospodarzy Simonsenem. ,,Szkoda że jego strzały nie trafiły do celu”- skomentował uderzenia Duńczyka sędzia(w latach 80-tych arbiter mógł udzielać wywiadów po meczach). W tamtym okresie Nottingham był bardzo silną ekipą, która dwukrotnie pod rząd zdobywała Puchar Europy. Nic więc dziwnego że ,,nasza” Barça przegrała ten dwumecz.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974

13

Feliz cumpleaños Giovanni!

5 lutego 1975 r. urodził się Giovanni Van Bronckhorst, holenderski obrońca, jeden z najlepszych lewych obrońców Blaugrany XXI wieku. Do Barcelony ściągnął go w 2003 r. z Arsenalu Frank Rijkaard na zasadzie wypożyczenia, po czym w ramach wolnego transferu FC Barcelona sprowadziła go na stałe. Z Dumą Katalonii Giovanni wygrał Lige Mistrzów oraz 2-krotnie mistrzostwo Hiszpanii. Gio, dziękujemy ci za to wszystko bardzo serdecznie i nigdy o tobie nie zapomnimy.



Feliz cumpleaños panie Neymarze!

5 lutego 1992 r. urodził się Neymar da Silva Santos Junior, wszystkim bardzo dobrze znany napastnik rodem z kraju kawy. Mimo wszystko dziękujemy mu za te nieliczne ale jednak chwile radości i sukcesów. Jednocześnie życzymy powodzenia na nowej drodze kariery.

@Szalik
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary

12

Pamiętajmy o wybitnych legendach Dumy Katalonii:

5 lutego 1897 r. urodził się Josep Climent Gracia. Josep był znakomitym napastnikiem, doskonale grającym głową. W 1919 r. wraz z Zamorą trafił do Barçy. W sezonie 1921/22 strzelił aż 59 goli!(w tym 5(!) goli w meczu z Espanyolem o mistrzostwo Katalonii), co było najlepszym wynikiem w historii klubu aż do czasu genialnego Messiego. Gracia przez 5 lat gry w Dumie Katalonii utrzymał średnią ponad jednego gola na mecz(161 goli w 151 meczach!). Pamietajmy też że Josep był członkiem ówczesnej legendarnej linii ataku Blaugrany: Piera, Martinez, Gracia, Alcantara, Sagi-Barba.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974

14

Niedoceniane legendy futbolu:

4 lutego 1926 r. urodził się Gyula Grosics, bramkarz, członek węgierskiej "Złotej Jedenastki", mistrz olimpijski z Helsinek w 1952 r. Był nazywany "Czarną panterą" od koloru stroju, w którym występował. Zasłynął świetną techniką i umiejętnością gry na przedpolu. Osiągnąłby jeszcze więcej, gdyby nie proces o szpiegostwo ze sfingowanymi zarzutami jeszcze pod koniec lat 40-tych. W latach 1947-1962 rozegrał 86 meczów w reprezentacji Węgier. Grał w trzech mistrzostwach świata. W jego pierwszym występie Węgrzy przegrali w finale imprezy w Szwajcarii w 1954 roku z Niemcami 2:3. W kolejnych w Szwecji w 1958 i cztery lata później w Chile nie zanotowali sukcesów. Od lat miał poważne kłopoty zdrowotne, kilka razy był hospitalizowany z powodu kłopotów z układem oddechowym. 11 lat temu znalazł się w budapesztańskim szpitalu, po tym jak spadł ze schodów. W wyniku upadku doznał złamania kości stopy i obrażeń klatki piersiowej. Gyula Grosics zmarł 13.06.2014 r. w wieku 88 lat.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974

1

@Adran360 Pierwsza 5-tka kontrowersyjna??? Niby z jakiego powodu? Osobiście przesunął bym tylko Cristiano Ronaldo a bezwzględnie dałbym ex aequo z Diego Maradoną, Manoela Francisco dos Santosa!

0

@Ogorinho1974 Ano rzeczywiście! Ciekawe czemu dokładnie tej wersji nie ujeli na retrofutbol, skoro jest na wikipedii?

14

Blaugrana na ,,piątke” w Copa del Rey:

Był 4 lutego 1993 roku. Piłkarze FC Barcelony przybyli na „Estadio Vicente Calderón” aby rozegrać pierwszy mecz 1/8 Pucharu Króla, z mieszanymi uczuciami. Pozytywem była sytuacja w lidze, którą ostatecznie wygrali, ale negatywem był fakt że odpadli z Ligi Mistrzów, tytułu, który zdobyli w poprzednim sezonie. Z drugiej strony Atlético walczyło o miejsce w Pucharze UEFA a Puchar Króla był ich marzeniem, aby zdobyć tytuł w trakcie sezonu. FC Barcelona przyjechała pełna obaw co do swojej gry, rozgrywając na przemian dobre mecze i porażki. Mecz rozpoczął się od dominacji Atlético, które wywierało presję na drużynę Blaugrany ale nie znalazło to potwierdzenia w wynikach. W końcu do akcji wkroczył Laudrup. Stoiczkow dośrodkował z lewej strony a duński ofensywny pomocnik skierował piłkę głową w dalszy słupek, po tym jak Abel nieudolnie obronił jego strzał. Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 0-1 mając wrażenie, że Atlético mogło odwrócić losy meczu, ale gol ten dodał zespołowi Johana Cruyffa dużo pewności siebie. W drugiej połowie meczu FC Barcelona była jak walec, prezentując najlepszą grę i wizerunek. Laudrup, Stoichkov, Bakero, Amor i Begiristain połączyli siły aby pomóc drużynie grać wspaniale i zdobyć aż cztery gole. Drugiego gola zdobył ponownie Laudrup, który przejął piłkę odbitą od słupka w polu karnym Atlético. Barça objęła prowadzenie po strzeleniu gola a Begiristain zdobył trzeciego gola głową, po dośrodkowaniu oczywiście Laudrupa. Atlético było całkowicie bez szans a Salinas podwyższył wynik na 4-0 w pojedynku sam na sam z Abelem, pokonując go potężnym strzałem. Ostatecznie Witschge, który zastąpił Laudrupa, zdobył decydującą piątą bramkę, wbijając bezpańską piłkę na linii bramkowej. Dotkliwa porażka z FC Barceloną na ,,Calderón” wywołała kryzys w Atlético de Madryt. Do tego stopnia, że jego trener, Luis Aragonés, został zwolniony ze stanowiska, szukając zastępcy i obarczając go winą za wynik w pierwszym meczu Pucharu Króla.

Obie drużyny zaprezentowały następujące składy:

Atletico Madryt: Abel, Alfredo, Toni, Ferreira, Tomas, Donato, Manolo, Schuster, Vizcaino, Luis Garcia, Sabas.

FC Barcelona: Zubizarreta, Ferrer, Guardiola, Koeman, Eusebio, Bakero (Salinas), Goikoetxea, Stoichkov, Laudrup (Witschge), Amor, Begiristain.

@Szalik
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary

0

@Ogorinho1974 No ja akurat nie znam takiej wersji. Skąd ją wytrzasnołeś? Moja historia pochodzi ze strony retrofutbol, więc uznałem ją za prawdziwą...

11

Ku czci legend Katalońskiej Dumy:

4 lutego 1917 r. po raz pierwszy w historii FC Barcelony odbył się mecz w hołdzie zasłużonemu piłkarzowi. Bohaterem był Ramon Torralba, defensywny pomocnik, który co ciekawe, był wciąż aktywnym graczem. W spotkaniu tym Blaugrana pokonała Terrasse FC 6:2. Dla Torralby zorganizowano również kolejny mecz, który odbył się na stadionie Les Corts 1 lipca 1928 r. na zakończenie jego kariery. Ramon Torralba do lat 60-tych posiadał rekord spotkań w koszulce Barçy wynoszący 475, który pobił dopiero legendarny defensor Joan Segarra Iracheta.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974

16

Zapomniane legendy futbolu:

3 lutego 1947 r. urodził się znakomity bułgarski napastnik oraz trener- Christo Bonew. Wychowanek Łokomotiwu Płowdiw, w którego seniorskiej drużynie grał przez siedemnaście sezonów: od 1965 do 1984 roku tylko z dwoma przerwami, kiedy krótko występował w barwach CSKA Sofia (1967/1968) i AEK Ateny (1981/1982). Był liderem linii ofensywnej Łokomotiwu; mimo iż zespół w tamtym okresie nie należał do faworytów ligi (największym zespołowym osiągnięciem Bonewa jest wicemistrzostwo kraju 1973 oraz Puchar Armii Sowieckiej 1983), to sam zawodnik zdobył wiele wyróżnień indywidualnych, m.in. trzykrotnie został wybrany na najlepszego piłkarza roku w kraju. Łącznie w barwach Łokomotiwu w 420 meczach strzelił 210 goli, co do dziś pozostaje niepobitym rekordem tego klubu. Należy do jednego z lepszych pokoleń w historii bułgarskiej piłki nożnej (jest rówieśnikiem m.in. Dimityra Penewa, Georgi Asparuchowa, Dobromira Żeczewa i Petyra Żekowa); podobnie jak wielu innych jego kolegów na przełomie lat 60. i 70. odnosił sukcesy nie tylko w barwach klubowych, ale również zanotował wiele udanych występów z reprezentacją. Brał udział w dwu Mundialach: 1970 i 1974. Chociaż Bułgarzy odpadli już po fazie grupowej, to Bonew nie tylko na obu był podstawowym zawodnikiem ale także na każdym z tych mundiali strzelił po jednym golu(w 1970 w przegranym 2:3 meczu z Peru a cztery lata później w zremisowanym 1:1 spotkaniu z Urugwajem). Łącznie w barwach drużyny narodowej zdobył 47 goli i do listopada 2009 roku był rekordzistą kraju pod względem liczby strzelonych bramek. Ostatni raz trafił w swoim pożegnalnym, przegranym meczu 1:2 przeciw Argentynie na Estadio Monumental w Buenos Aires(25 kwietnia 1979). W tym towarzyskim meczu grał oczywiście śp. Diego Armando Maradona.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974

13

Kareta Luisa Suareza i hattrick Lionela Messiego w jednym meczu:

Dokładnie 10 lat temu w pierwszym meczu półfinałowym Pucharu Króla ekipa Valencii otrzymała srogą lekcję futbolu od FC Barcelony. Gospodarze wygrali aż 7:0(3:0). Leo Messi strzelił trzy a Luis Suarez – cztery gole. Choć to przecież Katalonia a nie Pampeluna, piłkarze Blaugrany wyszli na boisko niczym rozjuszone byki. Od pierwszych sekund zdominowali rywali a wynik otworzyli już w 7. minucie. Neymar odebrał piłkę Andre Gomesowi w kole środkowym, popędził środkiem i wystawił do czekającego na prawym skrzydle Luisa Suareza, którego obrońcy Valencii pozostawili zupełnie samego. Po chwili wiedzieli, jak kosztowny był to błąd. Chociaż Gary Neville wystawił na skrzydłach również nominalnych bocznych obrońców(Guillerme Siqueirę i Joao Cancelo) to w drugiej akcji bramkowej gospodarze również mieli mnóstwo miejsca z boku boiska. Wykorzystał to Aleix Vidal, który wystawił piłkę "na nos" Suarezowi. Tak padł gol numer 100. w tym sezonie dla Barçy. Bramka na 3:0 to dobra akcja Andresa Iniesty, piętka Neymara, przepuszczenie Suareza i spokojne wykończenie Leo Messiego. Tuż przed przerwą Argentyńczyk był faulowany w polu karnym przez Shkodrana Mustafiego. Stoper „Los Ches” wyleciał z boiska a do piłki czekającej na 11. metrze podszedł Neymar. Strzelał nonszalancko, bez rozbiegu i trafił tylko w słupek. Chwilę wcześniej w poprzeczkę uderzał Messi. Po przerwie zabawa trwała dalej. Najpierw kolejne dwa gole strzelił Messi, a pierwszy z nich, według nieoficjalnych statystyk, był jego trafieniem numer 500. w zawodowej karierze. Potem hat-tricka koledze pozazdrościł Suarez. Poszedł jednak o krok dalej i w końcówce zdobył swoje bramki numer trzy i cztery w tym spotkaniu. I tylko Neymarowi w tym meczu nie wychodziło wiele poza efektownymi sztuczkami technicznymi. Grający w osłabieniu goście nie mieli nic do powiedzenia. Po jedynej groźnej kontrze Rodrigo Moreno strzelił co prawda gola, ale w momencie podania od Denisa Czeryszewa był na spalonym. Rosjanin, który wcześniej "wyeliminował" z pucharu Real Madryt, został owacyjnie przywitany przez publiczność na Camp Nou.

@Szalik
@Sysia11
@Symson
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB

11

Nieszczęsne El Clasico:

3 lutego 1935 r. Real Madryt rozgromił FC Barcelone 8:2 na Estadio Chamartin w ramach 10 kolejki Primera Division. To największe ligowe zwycięstwo w historii El Clasico. Katalończycy walczyli dzielnie do stanu 1:1 w 15 minucie. Potem nie byli w stanie przeciwstawić się gospodarzom. Już w 47 minucie było 7:1 ale w drugiej połowie ,,Królewscy” spuścili nieco z tonu. Warto odnotować że Hiszpanie używali wówczas słowa ,,free kik” na określenie rzutu wolnego.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974

13

Campeonato Sudamericano de Selecciones:

2 lutego 1941 r. Chile pokonało Ekwador 5:0 na Estadio Santiago Nacional w pierwszym meczu 16 edycji Copa America. Jedenastka Chile, którą trener Maximo Garay znakomicie przygotował do turnieju rozpoczęła w imponującym stylu, gromiąc Ekwador i zwyciężając odwiecznego rywala z tej samej strony Andów, Peru 1:0. Chilijczycy poddani zostali niezwykle rygorystycznemu reżimowi treningowemu, poprzedzonemu specjalnym zgrupowaniem. Na zajęcia szkoleniowe pomiędzy kolejnymi meczami udawali się w szyku zwartym, wożeni wyłącznie do tego celu służącym autobusem. Po drodze witały ich wiwaty wyległych na ulice tłumów. Była to bowiem wcześniej nie oglądana nowinka techniczno-organizacyjna. Warto odnotować debiut najlepszego w dziejach chilijskiego futbolu bramkarza. Sergio Livingstone szybko zyskał sławe kontynentalną. W 1943 r. za sumę 33 tys. pesos przeszedł z Universidad do słynnej argentyńskiej jedenastki Racingu i był to w owym roku finansowy rekord na transferowym rynku. Przed własną publicznością Livingstone bronił jak w transie. W meczu z Peru wielokrotnie parował straszliwe bomby Fernandeza, bohatera turnieju z 1939. Na tym wszakże impet gospodarzy się wyczerpał. Stało się jasne że pod nieobecność Brazylii rozstrzygającą batalie stoczą faworyci, czyli jak zwykle Argentyna i Urugwaj. Trener Argentyny Stabile właśnie wkraczał w swój fantastycznie długowieczny cykl, któremu kres miała położyć dopiero szwedzka katastrofa z 1958 r. Teraz był u początku drogi i wszelkie możliwe atuty leżały w zasięgu ręki. Dysponował wspaniałą armadą fenomenalnych piłkarzy, których szczyt umiejętności przypadł właśnie na tę dekade. Miał do czynienia z prawdziwymi kłopotami bogactwa, zwłaszcza jak zwykle w ataku. Na mecz z Urugwajem Stabile zdecydował się wystawić atak: Pedernera, Moreno, Marvezzi, Sastre, Garcia. Teoretycznie tylko środkowy Marvezzi nieco odstawał klasą od utytułowanych kolegów, lecz to właśnie on imponując twardością i ciągiem na bramke, został królem strzelców tego turnieju, zdobywając wszystkie 5(!) goli w jednym meczu z Ekwadorem, co zresztą było wyrównaniem rekordu legendarnego Hectora Scarone z 1926. Pozostali byli istną „arką przymierza” między dawnymi i nowymi laty. W ostatnim turnieju w jakim uczestniczyła Argentyna, w roku 1937, grał w przedniej formacji geniusz lewego skrzydła Enrique Garcia, bowiem inny filar, wszechstronny Sastre występował wtedy w linii pomocy. Z grona innych weteranów 4 lata wcześniej grał jeszcze bramkarz Estrada, środkowy pomocnik Minella oraz boczny Colombo. Teraz doszła nowa, niebywale uzdolniona generacja, którą reprezentowali przede wszystkim potężnie zbudowany stoper Salomon i prawa strona ataku River Plate: Adolfo Pedernera i Jose Manuel Moreno. Każdy z nich zapisał niezapomniany rozdział w dziejach południowoamerykańskiego futbolu.

Tej potędze Urugwaj przeciwstawił niewiele gorszą ekipe. Bramkarz Paz, obrońcy Gambetta i Martinez oraz pomocnik Obdulio Varela stworzyli ruchomą fortece, do wnętrza której tylko jeden jedyny raz w przeciągu wszystkich meczów udało się wtargnąć arcymistrzowi Sastre. W przodzie całość trzymał w garści weteran boisk argentyńskich i włoskich Roberto Porta. Gra Urugwaju wywarła tak wielkie wrażenie że w przeciągu niedługiego czasu większość jego zawodników została dosłownie rozdrapana przez bogate kluby argentyńskie. Koniec końców Argentyna pokonała Urugwaj po golu Josepa Sastre 1:0, lecz to jeszcze nie dawało triumfu w turnieju. Dopiero ostatni mecz z gospodarzami turnieju przesądził o pierwszym miejscu w Copa America, w którym ,,Albicelestes” wygrali 1:0 po golu lewoskrzydłowego Enrique Garcii w 71 minucie.

@Szalik
@Sysia11
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB

10

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

2 lutego 1943 r. w Piekarach Śląskich urodził się Walter Winkler, obrońca. Polacy tylko raz grali na słynnej Maracanie. Dla Waltera Winklera występ w meczu z Brazylią 8 czerwca 1966 r. był pierwszym w narodowych barwach. Trudno sobie wyobrazić lepsze miejsce do reprezentacyjnego debiutu. Wychowanek bytomskiej Polonii nie przestraszył się jednak wirtuozów z Ameryki Południowej i rozegrał bardzo solidne spotkanie. W swoim drugim występie również miał naprzeciw siebie piłkarzy światowej klasy, bo 5 lipca 1966 r. w przededniu mistrzostw świata do Chorzowa przyjechali Anglicy. Wygrali co prawda 1:0, ale polski zespół postawił bardzo twarde warunki i był wymagającym rywalem dla przyszłych mistrzów świata. Zawodnikiem Polonii został, kiedy miał 15 lat. Szybko stał się jedną z głównych postaci zespołów juniorskich. Jego talent i umiejętności dostrzegli również trenerzy reprezentacyjnej młodzieżówki i w 1962 r. dali Walterowi szansę pokazania się na arenie międzynarodowej. Rok wcześniej po raz pierwszy wystąpił w barwach Polonii w meczu ligowym. 5 sierpnia zagrał w spotkaniu z Wisłą w Krakowie, a bytomianie wygrali 5:2. W swoim pierwszym sezonie w seniorach wystąpił jeszcze dwukrotnie i pokazał się z dobrej strony. Kiedy w 1962 r. Polonia zdobywała mistrzostwa Polski, Winkler wystąpił w pięciu meczach skróconego sezonu i miał swój niemały udział w tym sukcesie. W 1965 r. był już podstawowym zawodnikiem drużyny, która święciła triumfy w USA. Chwalono go za znakomitą grę głową i solidne wywiązywanie się z powierzonych mu zadań. Wspominany jest jako pogodny, dobry człowiek, który uśmiechem zarażał innych i zawsze służył dobrą radą. Przez kilka lat był jednym z wyróżniających się reprezentantów kraju. Ostatnie oficjalne spotkanie z orłem na piersi rozegrał 12 maja 1971 r. z Albanią (1:1), ale wystąpił jeszcze w obu spotkaniach z amatorami z Grecji w ramach eliminacji do igrzysk w Monachium. Polonię opuścił w 1974 r. Rozegrał dla klubu 265 meczów i strzelił sześć goli. Przez kilka lat nosił opaskę kapitańską i był prawdziwą podporą zespołu. Wyjechał do Francji, gdzie został zawodnikiem Lens. Nie odgrywał tam jednak takiej ważnej roli jak Faber czy Grzegorczyk i w ciągu dwóch lat zaliczył tylko 16 występów. Potem wrócił do kraju, do Polonii, która grała wówczas na zapleczu ekstraklasy i w 1976 r. zakończył karierę. Wiele lat pracował jako trener młodzieży w swoim ukochanym klubie, ale także w Silesii Miechowice i w Olimpii Bielany. Kiedy stan jego zdrowia się pogorszył i musiał mieć amputowaną nogę, to kibice zorganizowali zbiórkę i ofiarowali mu nowoczesną protezę. Jedna z ulic w Bytomiu nosi jego imię. W Reprezentacji rozegrał 23 mecze.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974

13

@FCBparasiempre
Hughie Gallacher płakał. Od dłuższego czasu przechadzał się tam i z powrotem, rozmyślając o swoim życiu. Myśli nie przychodziły jednak łatwo. Zbyt wiele się w jego życiu wydarzyło. Zbyt wiele. Wszedł na kładkę kolejową nad linią Edynburg — Londyn. Spojrzał jeszcze raz na St. James’ Park, miejsce, gdzie czarował tłumy. W oddali usłyszał znajomy dźwięk nadjeżdżającego pociągu. Przed oczyma stanęła mu jego najdroższa żona Hannah. Kochał ją nad życie. Jej tragiczna śmierć odmieniła wszystko i była początkiem. Początkiem złego. Pociąg był coraz bliżej. Gallacher krzyknął „przepraszam” i … skoczył. Gallacher urodził się 2 lutego 1903 r. Śmiało można stwierdzić, że Hughie był swego rodzaju „królem życia”. Często przebywał w pubach, wydawał mnóstwo pieniędzy na dobrze skrojone garnitury lub wyścigi konne. Alkoholu również sobie nie odmawiał. Gdyby żył kilkadziesiąt lat później, pewnie zaprzyjaźniłby się z Georg’em Bestem. Jednym słowem — żył pełną piersią, choć początki wcale nie były łatwe. Wczesne lata jego młodości upływały na katorżniczej, dziesięciogodzinnej pracy w kopalni. To właśnie tam poznał Annie McIlvaney — swoją pierwszą żonę, z którą jednak nie było mu dane cieszyć się szczęśliwym pożyciem małżeńskim. Wybawieniem spod ziemi okazał się futbol. Zanim uzyskał pełnoletność, był już rozchwytywany w całej Szkocji. W swoim pierwszym klubie Queen of the South zdążył rozegrać tylko dziewięć spotkań, zanim przeszedł do Airdrieonians. Powodem tak rychłego transferu było dziewiętnaście strzelonych bramek w owych dziewięciu meczach w barwach „Królowej Południa”. Grając dla „Diamentów”, pomógł im się wdrapać niemalże na szczyt rozgrywek, trzykrotnie zajmując drugie miejsca w tabeli i zdobywając Puchar Szkocji, przerywając tym samym hegemonię magnatów z Glasgow. Bramki strzelał jak na zawołanie i jasnym było, że ojczyzna Williama Wallace’a stała się dla niego za mała. Z odsieczą przyszedł Newcastle, który pozyskał go za zawrotną sumę 6500 funtów. Dla porównania dodam, że ówcześni zawodnicy nie zarabiali więcej niż 10 funtów tygodniowo. Od pierwszych chwil w klubie znad rzeki Tyne dominował. Starsi koledzy, którzy również dłużej grali w United, z miejsca czuli, że spotyka ich zaszczyt gry z geniuszem. Geniuszem, który przejawiał również wielkie serce do gry i ogromny głód bramek. Jeżeli przytrafił mu się mecz, w którym nie udało się pokonać bramkarza rywali (a było to niezwykle rzadko), chodził niepocieszony do kolejnego spotkania, nawet gdy Newcastle zwyciężało! Był również wielkim twardzielem. W większości przypadków jedynym sposobem na zatrzymanie Gallachera był brutalny faul. Jeden z boiskowych kolegów piłkarza opowiadał, jak wchodząc w przerwie meczu do szatni, ujrzał napastnika, który spokojnie palił papierosa. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że z jego nogi odstawał kawałek mięsa, a całe getry oraz najbliższa okolica były zbroczone krwią. Hughie, jak przystało na walecznego Szkota, nigdy nie pozostawał dłużny swoim rywalom. Jego popisowym numerem było stawanie na stopach bramkarza podczas rzutów rożnych. Te drobne grzeszki nie zaburzały jednak jego obrazu, jako genialnego piłkarza. Legendarny bramkarz Manchesteru City Frank Swift, powiedział kiedyś o nim: ,,Był to najlepszy środkowy napastnik, jakiego kiedykolwiek widziałem”. W dzień solidnie trenował, nocą zaś odwiedzał wszelkiego rodzaju kluby nocne. Nie przeszkadzało mu to jednak w byciu zawsze pierwszym na treningu. Nawet w wieku 36 lat, pod koniec swojej kariery, był szybszy od większości swoich współpartnerów. Już w drugim sezonie w barwach „Srok” doprowadził zespół do swojego jedynego mistrzostwo Anglii, strzelając po drodze 36 bramek i notując w rozgrywkach aż pięć hat-tricków. Jest to rekord niepobity po dziś. O tym, jak bardzo angielscy obrońcy musieli go nienawidzić, świadczy również mecz reprezentacji „Synów Albionu” i Szkocji. 31 marca 1928 roku na Wembley gospodarze dostali srogi łomot od rywala 5:1. Gallacher co prawda bramki wtedy nie strzelił, jednak po tym meczu Szkotów okrzyknięto mianem „Wembley Wizards”. A St. James’ Park śpiewał o nim ponoć tak: ,,Czy wiesz chłopcze, że Hughie Gallacher był Szkotem? Najlepszy środkowy napastnik jakiego kiedykolwiek miało Newcastle. Jeśli on nie strzeli gola, czeka go niedola, posadzimy go na dołek I wyślemy z powrotem do Szkocji.

Po mistrzowskim sezonie, przez kolejne lata Newcastle błąkało się w środkowej części tabeli, nie mogąc nawiązać do złotego roku 1927. Choć Hughie ciągle strzelał bramki, reszcie zespołu brakowało wyraźnej jakości, żeby chociaż zbliżyć się do podium First Division. Sprzeczka z trenerem Cunninghamem zabrała wszystko, co dobre i drogie „Srokom”. Po bramkostrzelnego gracza zgłosiły się dwa klubu z Londynu: Arsenal oraz Chelsea. Serce piłkarza zdobyła jednak niebieska część miasta i podpisał kontakt z beniaminkiem. Jego gole, zamiast pomagać w walce o trofea, wspierały w batalii o utrzymanie. Komizmowi w całej sytuacji niech doda fakt, że Arsenal już w pierwszym sezonie pobytu Szkota na Stamford Bridge zajął drugie miejsce, a rok później zwyciężył w rozgrywkach. „The Blues” pomimo posiadania w swoich szeregach dwóch kolejnych uczestników masakry z Wembley: Tommy’iego Law oraz genialnego napastnika, który w tamtym meczu zdobył trzy bramki – Aleca Jacksona, nie potrafili wzbić się ponad ligową szarzyznę. Starzejący się Gallacher strzelał coraz mniej bramek i coraz rzadziej pojawiał się w wyjściowym składzie. Efektem tej zniżki formy okazał się transfer do Derby. Ku zdumieniu włodarzy Chelsea, napastnik uzyskał tam „drugą młodość”, zdobywając trzydzieści bramek przed zakończeniem rozgrywek, a Derby sezon skończyło aż o sześć miejsc wyżej niż jego poprzedni klub. Hughie nigdzie jednak nie czuł się tak szczęśliwy, jak w Newcastle. Grał jeszcze w Notts County, Grimsby Town oraz Gateshead, nim barwną karierę zakończył wybuch II wojny światowej. Statystyki podają, że w 576 rozegranych spotkaniach, zdobył 435 bramek! Jego pierwsze małżeństwo z Annie McIlvaney rozpadło się szybko. Kobieta jednak przez długi czas nie zgadzała się na rozwód, chcąc jak najwięcej uszczknąć z fortuny piłkarza. Gdy w końcu stał się on faktem, pokaźnie uszczuplił majątek gracza, czyniąc go niemal bankrutem. Jeszcze przed orzeczeniem sądowym, podczas jednej z syto zakrapianych imprez w Newcastle, poznał siedemnastoletnią córkę właściciela pubu, która nosiła imię Hannah. Między nimi pojawiło się gorące uczucie, które groźbami w ich kierunku próbowano nieco ostudzić. Nadaremno. Para obecna była razem w każdym miejscu, w którym przyszło grać Gallacherowi. Z tego związku narodziło się trzech synów. Po zakończeniu kariery, Szkot wiódł beztroskie życie w Gateshead, nieopodal Newcastle. W każdym pubie był witany niczym bohater, a każdy skłonny był postawić kolejkę. Sielankę przerwała jednak nagła śmierć ukochanej partnerki. To ona powoli odbierała mu radość życia, doprowadzając w końcu do tragedii. Hughie coraz rzadziej się uśmiechał, jednak z całych sił dbał o swoje dzieci. Imał się różnych zajęć, żeby tylko zarobić na chleb. Czarę goryczy przelało jednak oskarżenie o znęcanie się nad synem. Podczas jednej z domowych kłótni ojciec w nerwach rzucił popielniczką w ścianę. Nie zrobił tym jednak nikomu żadnej krzywdy, a Matt, najmłodszy potomek uciekł z domu. Kilka dni później emerytowany piłkarz otrzymał wezwanie na rozprawę sądową. Groziło mu odebranie praw rodzicielskich, co doszczętnie go rozbiło. Znajomemu dziennikarzowi powiedział: ,,Mają mnie. Moje życie jest skończone. Nie ma sensu walczyć, gdy wiesz, że nie możesz wygrać”. Dla dumnego Szkota oskarżenie o przemoc domową było nie do zniesienia. W ciepły czerwcowy poranek, na kilka dni przed datą rozprawy zdruzgotany wyszedł z domu, zmierzając w kierunku torowiska.

@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

8

17

Kareta Kluiverta na „Estadio Heliodoro Rodríguez López”:

2 lutego 2002 roku FC Barcelona rozgromiła na wyjeździe CD Tenerife 0:6 w 23 kolejce Primera Division. Barça wyglądała, jakby grała o życie. Byli jak huragan. Zarówno pod względem gry, jak i goli. Zmotywowani, skupieni na meczu, nieustępliwi, z determinacją i entuzjazmem, rozmontowali Tenerife na każdym kroku. Dodajmy do tego czystą jakość Blaugrany a drużyna Rexacha wydawała się niepokonana. Rexach mógł znaleźć drużynę, która mogłaby wówczas wzbić się w powietrze. Bardzo młody skład, z niemal dziecięcą pomocą, ale taką, która poniosła drużynę do przodu. Puyol grał w środku obrony, po lewej stronie. Znów był kolosem, fizycznym cudem, zarówno w obronie, jak i w ataku. Zdobył pierwszego gola dla Barçy spektakularnym strzałem przewrotką po rzucie rożnym wykonywanym przez Thiago Motte. Takiego „golazo” nie powstydziliby się najwięksi magicy w dziejach Blaugrany z Messim na czele. Wraz z Sergim i Mottą tworzył niepokonaną lewą flankę. Ten ostatni, w swoim debiucie, rozegrał świetny mecz, wykazując się wyjątkową wizją gry i prostopadłymi podaniami. Najmniej godnym uwagi zawodnikiem FC Barcelony był Rivaldo, który miał niewielki udział w grze. Brazylijczyk, oprócz tego, że był bardzo dobrze obserwowany przez Lussenhoffa, pokazał, że nie jest w szczytowej formie fizycznej. Kluivert grał głębiej, wzmacniając pomoc. Zmarnował kilka klarownych okazji, zwłaszcza w pierwszej połowie ale strzelił cztery gole. Tenerife walczył dzielnie. Z większym zaangażowaniem niż strategią, wywierali intensywną presję na całym boisku na zawodników Rexacha. Jednak ich podopieczni rzadko odnosili sukcesy. Co więcej, ta taktyka pozostawiała wiele luk w wysoko położonej linii defensywnej, które Rivaldo i spółka nie zawsze wykorzystywali. Chociaż znajdowali wystarczająco dużo, by spokojnie strzelić bramkę. Gospodarze stracili pół tuzina goli a mogło ich być jeszcze więcej. W ostatnich minutach uciekli się do desperackich środków, ale stracili szóstego gola, gola samobójczego a ostatecznie sędzia nie podyktował rzutu karnego za faul Lussenhoffa na Geovannim.

Tylko spójrzcie:



@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974

1

@Marusek A no już rozumiem! No właśnie zobaczymy czy urośnie? Jeszcze go w Porto nie oglądałem, choć z drugiej strony to on chyba za wiele tam jeszcze nie gra?

0

@Marusek Nie no, i to ma być powód do dumy że polski piłkarz jest w jakiejś grze komputerowej!? No przepraszam cie bardzo ale dla mnie to nie jest poważne a już napewno nie jest powód do żadnej dumy...

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?