4

Komentarz usunięty

12

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

18 lutego 1950 r. w Radomsku urodził się Jan Benigier, napastnik. Pierwsze piłkarskie lekcje pobierał w zespołach Stali i Czarnych w rodzinnym Radomsku. Jako 16-latek trafił do Hali Sportowej Łódź, gdzie pod okiem trenera Leszka Jezierskiego wywalczył z kolegami tytuł mistrza Polski juniorów. Po pół roku zaliczył debiut w II-ligowym Starcie. Z Łodzi przeniósł się do Bydgoszczy, gdzie od 1970 r. występował dla Zawiszy. Dobre występy nad Brdą zaowocowały transferem na Śląsk. Do Ruchu ściągnął go czeski trener Michal Vičan. W Chorzowie współtworzył jedną z najlepszych drużyn lat 70. w polskiej piłce klubowej. Trzykrotnie sięgał po mistrzostwo Polski (1974, 1975 i 1979) i raz po puchar Polski (1974). Chorzowska drużyna świetnie radziła sobie również w europejskich pucharach. W Pucharze UEFA odpadła w ćwierćfinale po ciężkim, zakończonym dogrywką boju z Feyenoordem a w Pucharze Europy w tej samej fazie pechowo odpadli z AS Saint-Étienne. Kazimierz Górski powoływał go do kadry, ale głównie na mecze nieoficjalne. Znalazł się nawet w szerokiej kadrze piłkarzy na mistrzostwa świata w Niemczech, ale na mundial nie pojechał. Sam wspominał, że doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak wielka jest konkurencja na jego pozycji, ale po cichu liczył, że w końcu przyjdzie jego czas. W oficjalnym meczu zadebiutował 24 marca 1976 r. z Argentyną. Latem pojechał z kadrą na igrzyska olimpijskie w Montrealu. Tam wystąpił jednak tylko w jednym spotkaniu. W wygranym 3:2 pojedynku z Iranem wszedł na boisko w 65. minucie, zmieniając Kazimierza Kmiecika. To był jego ostatni występ w kadrze, których uzbierał w sumie ledwie cztery. W Ruchu grał do 1980 r. Później swoim Polonezem wyjechał do Belgii, gdzie został zawodnikiem RFC Seraing, ale po dwóch latach wrócił do Chorzowa. Karierę kończył w bytomskiej Polonii, choć dał się jeszcze namówić na występy w Przemszy Siewierz. Pracował jako trener w GKS Tychy, Szombierkach Bytom, Polonii Bytom czy Rymerze Niedobczyce. Ukończył szkołę trenerów PZPN w Warszawie.

@Szalik
@Safrani
@shaun
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk

5

Komentarz usunięty

16

Wybitne legendy trenerskie:

18 lutego 1933 r. urodził się Robert Wiliam Robson, legenda brytyjskiego futbolu, napastnik, pomocnik oraz wybitny trener m.in. FC Barcelony. Ten angielski ,,gentelmen” już od samego początku miał niesamowicie utrudnione zadanie, gdyż do Barcelony przyszedł jako następca samego boskiego Johana Cruyffa. Presja jaką na nim wywierano była wręcz kolosalna, a na dodatek, obojętnie czego by nowego nie wprowadził do drużyny, wszystkie jego nowatorskie pomysły na ustawienie i sposób gry, spotykały się z niesamowitą falą krytyki. Pomimo tej całej niezbyt przyjemnej otoczki, Bobby Robson nie ugiął się, a wszystkich niedowiarków przekonał do siebie dzięki odniesionym przez zespół wynikom. Barça, pod wodzą Anglika, zdołała uplasować się na drugim miejscu w Primera División i sięgnąć po dwa puchary. Pierwszym z nich był Puchar Zdobywców Pucharów, kiedy to wyższość Katalończyków musieli uznać zawodnicy z Paris Saint Germain przegrywając 0:1, jak również Copa del Rey, w finale to którego Betis Sevilla dał sobie wbić na Santiago Bernabéu 3 gole, strzelając przy tym tylko dwa. Kiedy to cała zwycięska drużyna powróciła do swego miasta, w tamtejszej twierdzy, Camp Nou, została przywitana niczym mityczni herosi. Pomimo tego, że Robsonowi dobrze wiodło się w roli szkoleniowca, od samego początku było wiadomo, że jego kadencja długo nie potrwa, gdyż w kolejce już od dawna stał trener, wydawało się - genialny, który to z Ajaxem Amstrerdam zdobył wszystko, co było do zdobycia i jeszcze trochę. Chodzi oczywiście o Luisa Van Gaala. Kiedy Holender zasiadł na ławce Camp Nou, Anglik musiał szybko podjąć decyzję co dalej, dlatego też przychylił się ku propozycji przystąpienia do zarządu FC Barcelony. Wcześniej jednak, kiedy to właśnie on jeszcze dowodził zespołem, udało mu się wypromować zawodnika, który może się poszczycić mianem jednego z najlepszych napastników w historii futbolu. Nikt chyba nie może zakwestionować geniuszu Brazylijczyka Ronaldo, który z miejsca został „Pichichi” Ligi Hiszpańskiej i ulubieńcem fanów Blaugrany, podobnie jak jego „riserczer”. Sir Bobby Robson opuścił stolicę Katalonii w lecie 1998 roku, po tym, jak niezwykle kuszącą ofertę złożyło mu PSV Eindhoven.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel

3

Komentarz usunięty

17

„The Citizens” nie dali rady:

18 lutego 2014 r. FC Barcelona pokonała na wyjeździe Manchester City 0:2 w 1/8 Ligi Mistrzów. ,,Obywatele” długo świetnie dawali sobie rade z Blaugraną ale w 53 minucie Demichelis w jednym ze swoich słynnych ,,zaćmień” sfaulował w polu karnym Messiego, za co wyleciał z boiska a napastnik Barçy wykorzystał jedenastke. Manuel Pellegrini tak się pieklił na sędziego Jonasa Erikssona że potem dostał 2 mecze dyskwalifikacji a ekipa Chilijczyka ostatecznie poległa u siebie 0:2. Drugiego gola dołożył Dani Alves w 90 minucie.



@Szalik
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk

5

Komentarz usunięty

14

Hattrick Rivaldo w Pucharze Hiszpanii:

18 lutego 1998 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Saragosse 5:2 w pierwszym meczu półfinału Copa del Rey. W rezultacie taki wynik zapewnił Blaugranie awans do finału, gdyż w rewanżu na ,,La Romareda” podopieczni Luisa Van Gaala bezbramkowo zremisowali z tymże rywalem. Gole dla Barçy strzelali: Rivaldo(3, 6 i 47 minuta), Giovanni(11 minuta) oraz Luis Enrique(20 minuta).



Duma Katalonii w Lidze Mistrzów:

18 lutego 2003 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Inter Mediolan 3:0 w ramach drugiej rundy fazy grupowej Champions League po golach Savioli, Cocu i Kluiverta.



@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel

3

Komentarz usunięty

13

Sędzia i zawodnik spotykają się w pociągu:

18 lutego 1934 roku Barça rozgrywała mecz ligowy na wyjeździe z Racingiem Santander. W ostatniej chwili, gdy drużyna była już w kantabryjskim mieście, napastnik Luis Miranda doznał kontuzji a trener Plattkó nie miał innego wyjścia, jak pilnie wezwać 20-letniego Mario Cabanesa. Cabanes szybko wsiadł do pociągu do Bilbao, gdzie złapał kolejny do Santander. Pociąg był jednak znacznie opóźniony a młody mężczyzna denerwował się coraz bardziej. Zaczął rozmawiać z siedzącym obok mężczyzną, który szybko go uspokoił, mówiąc: „Nie martw się, chłopcze. Mecz nie rozpocznie się, dopóki tam nie dotrę. Jestem sędzią”. Nazywał się pan Steimborn i rzeczywiście był wyznaczonym sędzią, który również się spóźniał. Mecz ostatecznie rozpoczął się z udziałem wszystkich kluczowych zawodników i sędziego ale Barça przegrała 1:3.



Towarzyskie El Clasico:

18 lutego 1920 r. FC Barcelona rozgromiła Real Madryt 7:1 w meczu towarzyskim. Hattrickiem popisał się genialny Paulino Alcantara a pozostałe gole dla Blaugrany strzelili: Vinyals, Sancho, Plaza oraz Lakatos. Pamiętajmy że wówczas mecze towarzyskie traktowano bardzo poważnie.

@Szalik
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk

4

Komentarz usunięty

14

Jak drzewo bez korzeni, człowiek bez przeszłości, tak FC Barcelona nie może istnieć bez historii:

Na początku lat 20-tych ubiegłego wieku w FC Barcelonie powstała komisja, której zadaniem było wskazanie terenów pod budowę nowego stadionu. Ostatecznie znaleziono odpowiednie miejsce przy skrzyżowaniu ulicy „Numancia” z „Travessera de Les Corts”. Była to działka, na której znajdował się „Can Ribot”, zbudowany w XVI wieku trzypiętrowy wiejski dom, znany także jako ,,Can Guerra”. I tak 18 lutego 1922 r. prezydent Joan Gamper podpisał dokument nabycia „Can Ribot”. Następnego dnia, podczas zorganizowanej w tym miejscu ceremonii, wmurowano kamień węgielny pod budowę nowego stadionu „Camp de Les Corts”. Kilka dni później, wraz z początkiem robót, dom został zburzony. Wmurowanie kamienia pod budowę nowego stadionu zamieniło się w miejską fieste. Zorganizowano defiladę od stadionu Escopidora do terenów, na których miał stanąć nowy obiekt. Na czele pochodu szło 4 agentów Gwardii Miejskiej oraz Emili Ardevor, mistrz Katalonii w zapasach i członek tej sekcji, istniejącej w latach 1924-28, który niósł flagę Blaugrany. Orszak uzupełniały 4 drużyny klubu a także tłum ciekawskich i kibiców, którzy spontanicznie dołączyli do defilady. Po dotarciu na miejsce ojciec Lluis Sabater, kapelan klubu i socio numer 79, którego tygodnik ,,Xut” nazwał księdzem sałatą, pobłogosławił pierwszy kamień stadionu „Camp de Les Corts”, zaś Gamper zwrócił się do obecnych w języku katalońskim. Następnego dnia ruszyły prace przy budowie nowego obiektu.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel

10

Komentarz usunięty

3

Komentarz usunięty

15

Żywe legendy rodzimego futbolu:

17 lutego 1972 r. urodził się Cezary Kucharski. Obecnie najbardziej znany jak rzutki menadżer i były już agent Roberta Lewandowskiego. W przeszłości Kucharski był jednak głównie skutecznym napastnikiem słynącym z ambicji i zawziętości. Jego charakter dobrze ilustruje historia z czasów gry w Stomilu Olsztyn. ,,Kucharz” wypożyczony przez Legie do niżej notowanego zespołu chciał udowodnić całemu światu że nadaje się jeszcze do gry na wyższym poziomie. W starciu z Polonią Warszawa brutalnym wślizgiem rozciął mu jednak łydke obrońca Tomasz Ciesielski. Za ten faul otrzymał tylko żółtą kartke. Zdenerwowany Kucharski leżąc na noszach wziął piłke… i uderzył nią sędziego w głowe. Arbiter pokazał mu więc czerwień. Na usprawiedliwienie Kucharskiego, rana była bardzo głęboka. Widać było nawet mięśnie. Sprawą zainteresowała się policja. Lekarze zaś stwierdzili że wystarczyłoby parę milimetrów aby zakończyć karierę tego zawodnika. Ostatecznie po miesiącu Kucharski zameldował się znów na murawie. Cel udało mu się wypełnić. Wrócił do Legii, zdobył z nią mistrzostwo Polski a potem pojechał na mundial i zagrał 65 minut w meczu z USA. W całej karierze w Ekstraklasie strzelił 90 goli w 256 meczach, co daje średnią 0,35 gola na mecz. Swój najlepszy sezon pod tym względem zaliczył w premierowej edycji. Jako gracz Siarki Tarnobrzeg 14-krotnie pokonał bramkarzy przeciwników. Do dziś z dorobkiem 20 goli jest najskuteczniejszym zawodnikiem Siarkowców w historii ich występów w Ekstraklasie. Największe sukcesy odniósł jednak razem z Legią. W barwach Wojskowych dwukrotnie był mistrzem Polski, zdobył Puchar Polski oraz Puchar Ligi. Imponująco wygląda także jego dorobek z europejskich pucharów. Dla stołecznej drużyny zdobył w nich w sumie aż 10 goli, co stawia go w klasyfikacji wszechczasów tylko za Deyną, Radoviciem, Pieszką, Kuchararczykiem i Żmijewskim. Pokonał m.in. bramkarzy Utrechtu, Besiktasu czy(dwukrotnie) Panathinaikosu Ateny. W reprezentacji Polski zagrał 17 meczów i strzelił 3 gole, w tym m.in. w starciu z Brazylią w składzie z Ronaldo i Romario. Był członkiem reprezentacji na MŚ w 2002 r. i zagrał na turnieju przeciwko USA. Został w ten sposób15-tym piłkarzem Legii w historii z występem na mundialu. Poza Polską grał w Szwajcarii, Hiszpanii oraz Grecji. Najdłuższy rozbrat z ojczyzną trwał jednak półtora sezonu, choć w pierwszym z tych krajów strzelił aż 18 goli w 45 meczach. Kariere zakończył w 2006 r. Później został posłem na Sejm a obecnie jest znanym menadżerem.

@Szalik
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk

0

Pogonić tych Dejongów i Torressów z klubu gdzie pieprz rośnie. Patałachy cholerne, zakały rodziny to znaczy klubu... Zresztą Balde to samo a i Kunde nie lepszy...

5

Komentarz usunięty

12

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

17 lutego 1933 roku w Warszawie urodził się Krzysztof Baszkiewicz. Zaczął grać w piłkę w zespole OMTUR Bielany, skąd w 1949 roku jeszcze jako junior przeniósł się do Budowlanych Wola. Po trzyletnim pobycie w gdańskiej Lechii, w 1953 roku trafił do Gwardii Warszawa, szybko stając się jednym z najlepszych zawodników tego klubu. Mając u boku tak wyśmienitych piłkarzy jak bramkarz Tomasz Stefaniszyn czy Edmund Zientara i Stanisław Hachorek w 1954 roku zdobył Puchar Polski. Gwardziści w finale dwukrotnie mierzyli się z Wisłą Kraków. Pierwsze spotkanie w Warszawie zakończyło się wynikiem 0:0, a z powodu zapadających ciemności zostało przerwane. W powtórzonym finale, we Wrocławiu Gwardia wygrała 3:1 a jedną z bramek zdobył Krzysztof Baszkiewicz. Dwa gole dla gwardzistów dołożył Stanisław Hachorek, a dla rywali trafił Włodzimierz Kościelny. W sezonie 1955/56 Gwardia Warszawa, jako pierwsza w historii reprezentowała Polskę w europejskich pucharach. Została zgłoszona do Pucharu Mistrzów (zastępując decyzją władz piłkarskich Polonię Bytom). Po bezbramkowym remisie z Djurgårdens Sztokholm, spotkanie rewanżowe ze Szwedami odbyło się na Stadionie Wojska Polskiego w Warszawie (w obecności 25 tysięcy widzów). Niestety przegrali 1:4, ustępując bardzo twardo grającym rywalom. Na pocieszenie naszej drużynie został pierwszy w historii gol zdobyty w tych rozgrywkach przez Krzysztofa Baszkiewicza. W 1957 roku ze swą drużyną był bliski zdobycia mistrzostwa Polski, jednak ligowa karuzela pozwoliła tylko na wywalczenie drugiego miejsca, tuż za Górnikiem Zabrze. Tego wyniku gwardziści już nigdy nie powtórzyli… W barwach Gwardii Warszawa Baszkiewicz rozegrał 173 mecze i strzelił 66 goli. 29 maja 1955 zadebiutował w reprezentacji Polski w meczu towarzyskim z Rumunią, zremisowanym 2:2. W sumie w kadrze naszego kraju wystąpił w 20 spotkaniach i zdobył 4 gole. Jego karierę przerwała kontuzja, której nabawił się w meczu z Odrą Opole – tuż przed igrzyskami olimpijskimi w Rzymie. W latach 1964–1965 był asystentem trenera w reprezentacji Polski U-19. Zmarł w Warszawie 25 listopada 1993, miał zaledwie 60 lat…

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel

0

@Gary No wiem! Dlatego pytam czy my jeszcze kiedykolwiek dożyjemy takiej "Manity"?

4

Komentarz usunięty

14

O takim El Clasico każdy cule powinien wspominać do końca życia:

17 lutego 1974 r. na Estadio Santiago Bernabeu, FC Barcelona pokonała Real Madryt w stosunku 5:0! Mecz ten jest uznawany za najlepsze spotkanie Johana Cruijffa w koszulce Blaugrany. W dniu spotkania było bardzo zimno i widzowie zajeli jedynie 1/3 pojemności stadionu. Przez pół godziny pojedynek był wyrównany. Ostatni kwadrans pierwszej połowy należał jednak do gości. Dwa gole strzelili: Asensi i Cruijff. W dodatku sędzia nie uznał Barcie jeszcze jednego prawidłowo strzelonego gola. Po przerwie Azulgrana strzeliła kolejne 3 gole autorstwa: ponownie Asensiego, Juana Carlosa i Sotila. W dodatku Rexach nie wykorzystał trzech stuprocentowych okazji na podwyższenie wyniku. Trener Realu-Molowny, żałował okazji Velazqueza w pierwszych minutach spotkania, gdyż wtedy ,,mecz mógłby potoczyć się zupełnie inaczej”. Natomiast Rinus Michels żartował sobie: ,,Takie liczby można zobaczyć tylko w bankach”, odpowiadając tym na pytanie czy Cruijff stanowi 80 % siły jego zespołu.

Swoją drogą czy my cules dożyjemy jeszcze kiedykolwiek ,,Manity” na Bernabeu?

@Szalik
@Sysia11
@Symson
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10

0

@LukaszFan Słabym trenerem może i nie jest ale do "naszego" klubu nie pasującym. Nie można tak kozaczyć z blokiem defensywnym jak on to robi, zwłaszcza tak marnej jakości. Grając w ten sposób to on może co najwyżej zdobyć La Lige od czasu do czasu ewentualnie Puchar Króla ale nigdy Lige Mistrzów! Dla mnie osobiście to nie jest "ten" trener dla "nas"

14

Premierowe El Clasico w Primera Division:

17 lutego 1929 r. FC Barcelona przegrała na ,,Camp de Les Corts” z Realem Madryt 1:2 w drugiej kolejce premierowych rozgrywek Primera Division, po honorowym golu Manuela Parery oraz 2 golach Morery dla Realu. W drugiej połowie meczu przy stanie 0:1 dla ,,Królewskich”, Argentyńczyk Emilio Sagi-Barba zmarnował rzut karny w 55 minucie(pierwszy w historii La Liga karny podyktowany dla Barçy). To było pierwsze ligowe El Clasico w historii. No cóż, żal tego niewykorzystanego karnego ale koniec końców Duma Katalonii została pierwszym mistrzem Hiszpanii!

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel

0

Jeżeli tak wychwalany pod niebiosa przez gro cules trener FC Barcelony nie radzi sobie z drużyną, ustawia niedorzecznie blok defensywny na połowie przeciwnika a przedewszystkim nie potrafi skonsolidować jakże ważnej defensywy na przyzwoitym poziomie, to ja dziękuje za takiego trenera i mówie wprost: spadaj gościu skąd przyszłeś! To jaką postawe zaprezentowali zawodnicy we wczorajszym meczu to jest wstyd i hańba! I żaden faul na Kunde nie ma prawa być tu jakimkolwiek usprawiedliwieniem...

12

@FCBparasiempre
16 lutego 2011 r. Wojciech Szczęsny zadebiutował w Champions League. Jego premierowy występ przypadł na jeden z najlepszych występów Arsenalu FC w tych prestiżowych rozgrywkach. Sezon 2010/2011 był przełomowy dla Wojciecha Szczęsnego, którego pozycja na The Emirates Stadium zaczynała rosnąć. Przed tą kampanią, wychowanek Agrykoli Warszawa miał na koncie zaledwie jeden występ (starcie z West Bromwich Albion w III rundzie EFL Cup). W niej zaś stał się już pierwszym bramkarzem „Kanonierów”. W Premier League 20-letni wówczas golkiper zadebiutował 13 grudnia 2010 r. w rywalizacji z Manchesterem United. Niegroźnej, aczkolwiek uciążliwej kontuzji doznał bowiem Łukasz Fabiański, przeżywający w Arsenalu swój najlepszy czas. Na problemy z łokciem narzekał z kolei Manuel Almunia, ale Hiszpan nawet będąc zdrowym, miałby małe szanse na grę. Menedżera Arsene Wengera denerwowało jego niezadowolenie wynikające z niesatysfakcjonującej liczby występów. „The Sun” zatem już w poniedziałkowy poranek donosił, że z w starciu z „Czerwonymi Diabłami” w bramce stanie Szczęsny. Gdy dziennikarz „Gazety Wyborczej”, Robert Błoński spytał smsowo młodego Polaka, czy faktycznie zagra przeciwko MU, ten odpisał mu: „Owszem. I bardzo mi się to podoba”. Podobny poziom luzu, Szczęsny zaprezentował również na Old Trafford. Nie sparaliżowała go stawka ani klasa rywala. Przy zwycięskim golu Park Ji-Sunga dla United nie miał żadnych szans, obronił natomiast groźne uderzenia Andersona i Wayne`a Rooneya. „Wazzę” swoim prowokacyjnym zachowaniem wyprowadził z równowagi przed rzutem karnym w 45. minucie, przez co ten fatalnie spudłował. „To zawsze jest psychologiczna bitwa. chciałem przestraszyć rooneya. stanąłem przed linią bramkową i wróciłem na nią, dopiero gdy sędzia zwrócił mi uwagę. dzięki temu byłem bliżej piłki, a Rooneyowi wydawałem się większy. pewnie go przestraszyłem”– tłumaczył po końcowym gwizdku. Angielskie media różnie jednak oceniły jego występ w „teatrze marzeń”. „Zaczął nerwowo, od kilku niecelnych wykopów, ale z biegiem gry spisywał się coraz lepiej. Popisał się też jedną interwencją, przywołującą na myśl Petera Schmeichela w całej okazałości” – pisało „Sky Sports”. „Daily Mail” był już bardziej surowy: „Świetnie spisał się, gdy wybronił sytuację „sam na sam” z Andersonem, ale ustawienie się przy bramce dla Czerwonych Diabłów było niefortunne”. Generalnie jednak Szczęsny za swój premierowy mecz w Premier League zebrał przyzwoite noty. Gdy Fabiański wyzdrowiał, wrócił jednak pokornie na ławkę rezerwowych. Długo jednak na niej nie posiedział, bo „Fabian” doznał kolejnego urazu, tym razem już zdecydowanie bardziej poważnego. 5 stycznia 2011 r., w rywalizacji z Manchesterem City, bramkarz reprezentacji Polski doznał kontuzji barku, która wyeliminowała go z gry do końca sezonu. Wenger musiał więc wybierać między doświadczonym, ale „mającym muchy w nosie” Almunią, a zdolnym, ale wciąż nieopierzonym Szczęsnym. Zdecydował się na tę drugą opcję i chyba nie żałował. Polak z powodzeniem strzegł bramki „The Gunners” w spotkaniach Premier League, FA Cup i EFL Cup. Prawdziwy test czekał go jednak 16 lutego, gdy w dwumeczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, londyńczycy mierzyli się z FC Barceloną. „Blaugrana” była zdecydowanym faworytem tamtej edycji Champions League, pewnie wygrywając grupę D. Podopieczni Arsene Wengera w fazie grupowej z kolei nie zachwycali. W niezbyt mocnej grupie H, z Szachtarem Donieck, SC Bragą i Partizanem Belgrad, zajęli dopiero 2. miejsce, przegrywając wyjazdowe starcia w Doniecku i Bradze. Z rywalizacji z „Dumą Katalonii” nie mieli też zbyt miłych wspomnień. Sezon wcześniej, przegrali bowiem z nią batalię w ¼ finału. Dramatyczny bój w Londynie skończył się remisem 2:2 (Arsenal odrobił dwubramkową stratę w ostatnich 20 minutach), ale już w Barcelonie, piłkarze Pepa Guardiola nie pozostawili wątpliwości, kto jest lepszy, wygrywając aż 4:1. Obie drużyny spotkały się również w finale Ligi Mistrzów w 2006 r. na Stade de France. „Kanonierzy” mimo gry w osłabieniu (czerwona kartka dla Jensa Lehmana) prowadzili do 76. minuty. Katalończycy w dramatycznych okolicznościach zdołali jednak przechylić szalę na swoją korzyść i wywalczyli drugi w historii Puchar Mistrzów. Arsenal mógł się pocieszać faktem, że od początku 2011 r. jest w znakomitej formie. 13-krotni mistrzowie Anglii wygrali bowiem osiem z dwunastu spotkań we wszystkich rozgrywkach. FC Barcelona w nowym roku również kroczyła niemal od zwycięstwa do zwycięstwa, choć akurat bezpośrednio przed pierwszą potyczką w LM przytrafił jej się remis w La Lidze z walczącym o utrzymanie Sportingiem Gijon 1:1.

Wszelkie obawy o postawę Arsenalu w starciu z Barcą były jednak niepotrzebne, bo 16 lutego 2011 r. „The Gunners” rozegrali jeden ze swoich najlepszych meczów w historii Champions League! Co prawda od 26. minuty, gospodarze przegrywali 0:1 po bramce Davida Villi. Były as Valencii CF otrzymał doskonałe, prostopadłe podanie od Leo Messiego i strzałem po ziemi pokonał Szczęsnego. „Jak się przepuszcza piłkę między nogami, to ma się złe samopoczucie. Trudno mnie chyba jednak winić za tego gola”– skomentował później tę sytuację w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Podobnego zdania był również jego ojciec, Maciej, który na łamach futbolnews.pl ocenił, że jego syn przy tym strzale niewiele mógł zrobić.



Londyńczykom długimi momentami nie układała się gra, ale w samej końcówce rywalizacji na The Emirates Stadium wznieśli się na wyżyny swoich możliwości. Najpierw w 78. minucie Victora Valdesa uderzeniem z ostrego kąta, w krótki róg zaskoczył Robin van Persie, a w 83. minucie znakomite podanie Samira Nasriego strzałem z pierwszej piłki zakończył Andrij Arszawin. „To był wyjątkowy piłkarski wieczór – rozpływał się nad grą swojego zespołu, Arsene Wenger. – wszyscy namawiali nas, żebyśmy grali inaczej, niż nam na to pozwala natura. nie zrobiliśmy tego. Fakt, że wygraliśmy, może wzmocnić wiarę w naszą filozofię, a to jest najważniejsze – dodał. Podkreślił również: – byliśmy silni nie tylko pod względem piłkarskim, ale także mentalnym. W meczu zFC Barceloną, gdy oni są w posiadaniu piłki, jesteśmy często narażeni na ataki, ale zachowaliśmy odporność i siłę. Szczęsny do pierwszego w historii zwycięstwa Arsenalu nad FC Barceloną w Lidze Mistrzów dołożył swoją cegiełkę. W końcówce spotkania obronił bowiem mocny strzał Daniego Alvesa. – On się niczego nie boi! – pod wrażeniem występu młodszego kolegi był Johan Djourou. „Przegląd Sportowy” z kolei pisał: „Po debiucie Polaka w Lidze Mistrzów można powiedzieć, że nie tylko zapukał do drzwi światowej elity, ale w swoim stylu bezczelnie je wyważył”. Dwumecz z FC Barceloną, podobnie jak przed rokiem, nie skończył się happy endem dla Arsenalu FC. A i Szczęsnego w bramce „Kanonierów” opuściło szczęście. Kilka dni przed rewanżem na Camp Nou, popełnił fatalny błąd w końcówce finału EFL Cup z Birmingham City, który kosztował „The Gunners” trofeum (1:2). Z kolei w drugim starciu z „Dumą Katalonii” po strzale Daniego Alvesa nabawił się kontuzji palca i już w 17. minucie zmuszony był opuścić boisko. Zastąpił go Manuel Almunia, zaś Arsenal przegrał 1:3 i pożegnał się z rozgrywkami Champions League.

@Ogorinho1974
@Safrani
@shaun
@Szalik

0

Ja tylko przypomne że ostatni mecz z Gironą wygraliśmy rzutem na taśme a mianowicie zwycięskim golem Ronalda Araujo w doliczonym czasie gry. Dzisiaj z pewnością nie będzie lżej...

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?