FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
1
@El dominatore Romario był bardzo niedocenianym napastnikiem i w moim przekonaniu niewiele ustępował Messiemu a Ronaldu generalnie wcale nie ustępował. Który z piłkarzy odważy się dzisiaj powiedzieć ile strzeli dokładnie goli w lidze i tego dokona? Żaden!
11
Brazylijski crack:
17 lipca 1993 r. Romario przyleciał do Barcelony. Brazylijski napastnik negocjował kontrakt w rezydencji Joana Gasparta i po udanych rozmowach udał się razem z wiceprezydentem na mszę. Ich zdjęcie z kościoła ukazało się na okładce dziennika ,,El Mundo Deportivo”, podobnie jak wizyta Brazylijczyka na arenie walk byków dzień później. Na 19 lipca przewidziano podpisanie umowy, podczas której Romario zadeklarował że ,,strzeli 30 goli w La Liga!”. Była to śmiała deklaracja ponieważ ostatnim graczem Blaugrany, który tego dokonał był wybitny napastnik Mariano Martin(32 gole w sezonie 1942/43). Ku zdumieniu większości obserwatorów Romario dotrzymał słowa i strzelił 30 gola w 70 minucie ostatniego meczu z FC Sevilla. Osobiście zawsze uwielbiałem Samuela Eto’o, lecz chwilami Romario bił na głowe ,,Czarną perłe Afryki”. Gdyby nie jego mocno rozrywkowy tryb życia niewiele ustępował by Messiemu, jeśli nie wcale!
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@DaPidejpi
@Symson
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Sensible
3
Wspaniała wiadomość bo to w końcu Polak zagra w FC Barcelonie i to nie byle jaki Polak! Z drugiej jednak strony mam obawy jak sobie poradzi w nowym środowisku, jak długo będzie utrzymywał poziom klasy światowej jaką do tej pory prezentował w Bayernie i w końcu ile będzie strzelał goli i czy przełożą się one na zdobywane trofea? Jak na trzyletni kontrakt nie młodego już piłkarza i za niemałe pieniądze, znaków zapytania jest nie mało. No cóż, pozostaje nam nadzieja że Robertowi i nam wszystkim cules będzie się wiodło i będziemy w końcu świętować sukcesy, przynajmniej na arenie krajowej. Visca Robert! Visca el Barca, parasiempre!
0
@Coutinho007 Zachęcam do zapoznania się z historią tego piłkarza bo widze że wogóle się nie orientujesz...
0
@Wilczeq Mylisz się, bo własnie według historyków z bardzo dużym prawdopodobieństwem był własnie Polakiem! Nie ma żadnych najmniejszych dowodów że nie był Polakiem.
0
@Coutinho007 Drugiego, drugiego panie użytkowniku. Pierwszym był Walter Rozitski!
0
@Irmscher10 Hola, hola! Za tej kadencji niech wygra przynajmniej La Lige. O wyprowadzeniu na szczyt bedzie można powiedzieć dopiero po zdobyciu Ligi Mistrzów.
0
@Survier Co to za bełkot???
0
@Survier Mental? Jaki mental nie idzie do Bayernu?
2
@Medium No jeśli jest to związane z godziną śmierci Jana Pawła II, to jest to bardzo niepoważne podejście do tematu transferu Roberta Lewandowskiego...
0
@macio_944 A dlaczego akurat o 21:37?
0
@Ironman Grzmota? Jakiego grzmota?
6
@FCBparasiempre 16 lipca 1957 r. urodził się Włodzimierz Smolarek, lewoskrzydłowy. Nie ma już z nami tego znakomitego, sprytnego zawodnika. Pozostała jednak pamięć o jego genialnych zagraniach. Jednak największą sławę przyniósł mu nie żaden z goli a… zastawianie piłki ciałem w meczu przeciwko ZSRR w drugiej fazie grupowej MŚ 1982. Remis w tym starciu dawał Polakom awans do półfinału mundialu. Nic dziwnego zatem że to raczej rywalom się spieszyło. Biało-czerwoni jednak umiejętnie się bronili i na tablicy wyników ciągle widniał rezultat 0:0. Na kilka minut przed końcem Smolarek wykorzystał swoje największe atuty: spryt, umiejętności techniczne a przede wszystkim żelazną kondycje. Wziął piłke, pognał w kierunku narożnika i sprytnie zastawiał się ciałem. Obrońca radziecki wybił piłke raz. Po wykonaniu autu, futbolówka trafiła znów do Smolarka i tak jak kilka chwil wcześniej, zakotwiczył z nią w narożniku. Zawodnik Widzewa w ten sposób pozbawił przeciwników piłki w sumie na okres prawie 1,5 minuty gry! To zagranie usiłowali kopiować w tym meczu zarówno Boniek, jak i Kupcewicz. Skutecznie udało się to jednak tylko Smolarkowi. ,,Żelazne Płuca”, przebojowość, zadziorność, ambicja a przy tym dobra technika i skromność poza boiskiem zapewniały mu rzesze fanów. ,,Mało jest w naszym kraju takich piłkarzy obdarzonych takim duchem walki jak Włodek. Dla każdego obrońcy walka ze Smolarkiem jest bardzo trudnym zadaniem. Potrafił obrzydzić na boisku życie każdemu”- charakteryzował go Boniek. On sam twierdził iż szybkość zawdzięczał swojemu pierwszemu szkoleniowcowi, Henrykowi Olszewskiemu. Był podporą Widzewa w okresie największych triumfów. Od Bońka przejął pozycje lidera pod względem liczby goli strzelonych dla tej drużyny w Ekstraklasie(potem wyprzedził go Marek Koniarek). Razem z Widzewem zdobył po 2 medale każdego kruszcu mistrzostw Polski. Wygrał też Puchar Polski. Piękną przygodę przeżył w europejskich pucharach. Z łódzkim zespołem awansował do półfinału Pucharu Europejskich Mistrzów Klubowych. W poprzedniej fazie pokonał bramkarza zdobywców tego trofeum sprzed 2 lat- Liverpool FC. W innych bojach Widzewa na kontynentalnej arenie znalazł sposoby na golkiperów m.in. Anderlechtu(dwukrotnie), Juventusu i Borusii Mönchengladbach. Do czasów Roberta Lewandowskiego był rekordzistą pod względem liczby tytułów Piłkarza Roku katowickiego ,,Sportu”. Zdobył tę nagrodę trzykrotnie. Raz został Piłkarzem Roku według ,,Piłki Nożnej”. Do tego też dochodzi 4 i 9 miejsce w zestawieniu ,,Przeglądu Sportowego” na Sportowca Roku. Na arenie międzynarodowej znalazł się w 1981 r. na 28 miejscu w rankingu ,,Złotej Piłki”. Był filarem reprezentacji Polski na MŚ España ’82, zakończonych na 3 miejscu. Jego rajdy(jak ten z ZSRR) doprowadzały przeciwników do furii. Przez to Smolarek figurował na czele klasyfikacji faulowanych. W 6 pierwszych meczach wystąpił w podstawowym składzie. W półfinale z Włochami zarobił jednak swą drugą żółtą kartke na tym turnieju, co wykluczyło go ze starcia o 3 miejsce. Krótko tliła się nadzieja na jego występ. W oficjalnym protokole nie było bowiem kartonika dla niego. Dopiero kilkadziesiąt godzin później FIFA zweryfikowała oficjalny dokument i ten ostatni mecz musiał spędzić na trybunach. Osłabieni koledzy zdołali jednak zwyciężyć, co zapewniło Polakom srebro. ,,Jeszcze nie uświadamiamy sobie chyba tego sukcesu ale wiem z doświadczenia że po odpoczynku, kiedy wszyscy dojdą do siebie, radość będzie wielka. Nie grałem w tym meczu i muszę przyznać że strasznie się denerwowałem. Znacznie bardziej niż na boisku”- powiedział po otrzymaniu medalu. Na mundialu strzelił pierwszego gola przeciwko Peru. Przed tym spotkaniem, gdy dalszy udział Polaków wisiał na włosku, w ramach przesądu postanowił wraz z Dziubą się nie golić. Częściej jednak sukces zawierzał umiejętnościom piłkarskim. Jego najsłynniejsze trafienia w biało-czerwonych barwach miały jednak miejsce w kwalifikacjach do tego mundialu. W decydującym starciu z NRD Polacy w Lipsku od pierwszych minut rzucili się zaskoczonym gospodarzom do gardeł. Po 300 sekundach od premierowego gwizdka prowadzili już 2:0! dzięki trafieniom Szarmacha i Smolarka. Włodek okiwał bramkarza rywali ale piłke do bramki wbił na raty bo jeszcze uwikłał się w drybling z obrońcą przeciwników. Po przerwie kontakt demokratycznym Niemcom dal rzut karny wykonany przez Schnuphase. Jednak wkrótce potem drugie trafienie zaliczył Smolarek. Ostatecznie skończyło się wynikiem 3:2 dla Polski, co zapewniło jej trzeci awans z rzędu do MŚ. Było to ostatnie trafienie zawodnika Ekstraklasy w meczu przesądzającym o wyjeździe na mundial aż do gola Mączyńskiego przeciwko Czarnogórze w 2017 r. Gola strzelił też na mundialu w 1986 r. Ten gol dał Polsce awans do 1/8 finału. Pozbawiała zaś tej okazji Portugalczyków. Luis Figo wspominał w swojej biografii że po tym trafieniu w jego domu zapanowała ,,przerażająca cisza”. O mały włos a sytuacja ta nie miała by miejsca. Tuż przed golem Piechniczek kazał rozgrzewać się Zgutczyńskiemu, z myślą wprowadzenia zmiany w ataku. Roszada ta została dokonana wkrótce po golu. Na więcej Polaków nie było już stać. Sam Smolarek narzekał że duży wpływ na ich forme miało rozrzedzone powietrze w Monterrey. Po odpadnięciu otrzymał od miejscowej firmy Pedro Gonzalez brązową statuetkę dla najlepszego polskiego piłkarza turnieju. Zza oceanu przywiózł też sombrero, w którym pokazał się kibicom na Okęciu oraz… odnowione kontakty rodzinne. Nieoczekiwanie po jednym ze spotkań pod hotelem spotkał Polonuske, która okazała się jego daleką krewną. Jej babcia(krewna Smolarka) przed laty wyjechała do Meksyku i zleciła potem wnuczce skontaktowanie się z kuzynem, sławnym piłkarzem. Pan Włodek był ostatnim medalistą MŚ grającym w kadrze. Po raz ostatni biało-czerwoną koszulke założył w 1992 r. Do tego czasu uzbierał 60 meczów i 13 goli. Jest członkiem Klubu Wybitnego Reprezentanta. Po grze w Widzewie występował w Bundeslidze i Eredivisie. Z Eintrachtem zdobył Puchar Niemiec. W Holandii grał dla Feyenoordu i FC Utrechtu. Po zakończeniu kariery pracował jako trener grup młodzieżowych i scout Feyenoordu. Z jego usługi korzystał PZPN. Zmarł nagle w 2012 r. Pochowany został w rodzinnym Aleksandrowie Łódzkim. Jego imię nosi ulica w Łodzi, opodal stadionu Widzewa.
7
Wybitne legendy polskiego futbolu(w odpowiedzi na komentarz):
@Sensible
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@patataj
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Symson
@Ogorinho1974
1
@Lionel_Messi10 Paulino Alcantara, Josep Samitier, Cesar Rodriguez, Sandor Kocsis. Nie pomijaj ich bo to byli nie gorsi napastnicy a w przypadku Alcantary to nawet zdecydowanie lepszy!
9
Wybitne postacie Dumy Katalonii:
16 lipca 1934 r. wybrano nowego prezydenta FC Barcelony. Został nim Esteve Sala, jako 27 w kolejności prezydent Blaugrany, zastępując na stanowisku Joana Come. Sala został wybrany podczas zgromadzenia w Teatrze Barcelona przy Rambla de Catalunya, po tym jak kandydat o znacznie lepszej pozycji do objęcia tej funkcji, Josep Sunyol, wycofał swoją kandydaturę, jako powód podając problemy natury zdrowotnej. Do Estevego Sali należał słynny barceloński Hotel Orient. Jedna z najbardziej rozpowszechnionych legend na temat hotelu głosi iż Sala – z racji ogromnego uwielbienia jakim darzył Josepa Samitiera – postanowił opłacić jeden z pokoi i utrzymywać go dożywotnio dla piłkarza Barçy. Jednak nie do końca jest to prawdą. Owszem Samitier mieszkał w hotelu Orient, lecz tylko przez jeden sezon. Było to w latach czterdziestych, kiedy wrócił do Barcelony po kilkuletnim pobycie na wygnaniu w Nicei, gdzie grał i trenował w tamtejszej drużynie. Przyjacielskie relacje łączące piłkarza z Estevem Sala i Solerem, synem właściciela hotelu Orient, umożliwiły powrót Samitiera do miasta, w którym odnosił sportowe sukcesy. ,,Sami” na dłuższy czas zatrzymał się w hotelu ale mimo plotek z tamtych czasów głoszących że nigdy nie płacił za hotel, prawda jest taka iż właściciele pobierali od niego pieniądze, chociaż według niższych stawek.
@Symson
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
@Sensible
@patataj
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Pawel13sz
19
Feliz cumpleaños Sergio! Z okazji urodzin!
Sergio Busquets kończy dzisiaj 34 lata. Dziękujemy Busi z głębi serca za poświęcenie klubowi i wierność. Zdrówka legendo!
@DaPidejpi
@Sensible
@Symson
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
7
Wybitne legendy futbolu:
15 lipca 1954 r. w Bell Ville urodził się Mario Kempes, napastnik, Mistrz Świata-1978(Argentyna); Zdobywca Pucharu Zdobywców Pucharów-1980(z CF Valencia) oraz zdobywca Superpuchar Europy-1980(CF Valencia). Mario Kempes rozpoczynał karierę w klubie Instituto Atlético Central Córdoba, w którym grał do roku 1973. Następnie przeszedł do wyżej notowanego Rosario Central. Z czasów gry w hiszpańskim klubie Valencia CF (do którego przeszedł w 1977) pochodzi jego przezwisko – Matador. W barwach Valencii dwukrotnie zdobył tytuł Pichichi dla najlepszego strzelca Primera División, strzelając odpowiednio 24 i 28 goli w latach 1976–1977 oraz 1977–1978. W zespole z Walencji grał do 1981 (w 1980 zdobywając z tym zespołem PEZP i Superpuchar Europy), kiedy to wrócił na pół sezonu do Argentyny do zespołu Club Atlético River Plate. W 1982 ponownie znalazł się w kadrze Valencii, z którą tym razem nie zdobył żadnych trofeów. Lata 1984–1986 to gra w niżej notowanym Hérculesie Alicante. W 1984 przeniósł się do Austrii do zespołu First Vienna FC. W kolejnych latach grał w zespołach: VSE Sankt Pölten (1987–1990) i Kremser SC (1990–1992). W 1995 grał w chilijskim klubie Fernández Vial Concepción. Oficjalnie karierę zakończył w 1996. W 1978 został wybrany Najlepszym Piłkarzem Ameryki Południowej. Kempes został uznany za jednego ze 100 najlepszych żyjących piłkarzy FIFA. Mario Kempes , zwany 'matadorem' przybył z Pasiequito, i swój debiut w Valencii zaliczył w 'Pucharze Pomarańczy' w 1976 r. gdzie nie miał zbyt udanego występu z powodu nie wykorzystania rzutu karnego. W rodzimej Argentynie, rozpoczął grę w środku pola i kiedy miał 19 lat dostał się do drużyny Rosario Central. Następnie uczestniczył w Mistrzostwach Świata w RFN. Kiedy miał 22 lata przybył do Valencii gdzie pobił godne pozazdroszczenia rekordy i stał się jednym z największych postaci w całej historii klubu. Po zdobyciu dwóch "Pichichis"(czyt. Król strzelców) z 24 i 28 golami w sezonach 76-77 i 77-78. Kempes został mistrzem świata i zdobył koronę króla strzelców na Mistrzostwach Świata Argentyna '78. Wraz z Valencią wywalczył triumf w Pucharze Króla w 1979 r. a rok później zdobył Puchar Zdobywców Pucharów i Superpuchar Europy. Wrócił do Argentyny, gdzie został zatrudniony w River Plate na sezon 81-82, aby rok później powrócić do Valencii. Później występował jeszcze w Herculesie i w lidze austriackiej. W 1993 r. pożegnał się z kibicami Valencii w meczu na jego cześć. Mario Kempes pozostaje jednym z niewielu piłkarzy na świecie, którzy uczestniczyli w trzech mistrzostwach świata. Strzelał karne, wolne, główkował, z pola karnego, z poza niego... dla Kempesa każda pozycja była dobra do oddania strzału.
@patataj
@Sensible
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Symson
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Pawel13sz
0
@Pawel13sz Tak tak, zmarł w ubiegłym roku. po prostu nie poprawiłem tej wiadomości z przed roku :)
7
Kochani cules, warto wspominać:
15 lipca 1925 r. urodził się Josep Mussons. W latach 1978-2000 był wiceprezydentem FC Barcelony i przez większość swojej kariery w klubie zajmował się sekcjami juniorskimi. Mussons był zarządcą La Masii i to pod jego rządami do pierwszej drużyny trafili między innymi Amor, Ferrer i Guardiola. W 2000 r. po zakończeniu kariery został wybrany Honorowym Prezesem Sekcji Juniorskich. Josep Mussons zmarł na Covid-19, 17 kwietnia ubiegłego roku w wieku 95 lat. Duma Katalonii uczciła jego śmierć grając w ubiegłorocznym finale Copa del Rey w czarnych opaskach.
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@Symson
@MesQueUnClub96
@Sensible
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
@patataj
0
@Hubsao Gwoli formalności to będzie drugi Polak w FC Barcelonie po Walterze Rozitskim!
0
@Marcelinho99 Xavi i tak byłby dalej trenerem, nawet gdybyśmy wypadli z Ligi Mistrzów. FC Barcelona potrzebuje w ofensywie piłkarzy decydujących o trofeach a nie o asystach, po których niczego nie zdobyliśmy!
0
@Peciak Słowo klucz- ,,jeżeli". A co jeżeli nie poprawi? Przecież na poprawe miał bardzo dużo czasu...
1
Ten ,,syn marnotrawny" tyle namarnował dryblingów i okazji na strzelenie gola że to jest jakiś nieśmieszny żart ze strony zarządu że zgodzili się na nowy kontrakt. Nie wiem też co Xavi widzi w tym dużym i bardzo przeciętnym dzieciaku!
6
Przełom w dziejach polskiego futbolu:
14 lipca 1894 r. we Lwowie odbył się drugi zlot Sokoli. W ramach tego zlotu rozegrano na Polskiej ziemi pierwszy w dziejach mecz piłki nożnej pomiędzy drużynami sokolimi z Krakowa i Lwowa. Głównym organizatorem tego meczu był Edmund Cenar. Program zlotu był tak napięty że mecz trwał tylko 6 minut a przerwano go po pierwszym golu zdobytym przez ucznia seminarium nauczycielskiego ze Lwowa- Włodzimierza Chomickiego. Do Lwowa piłkę z Anglii przywiózł w 1891 r. Edmund Cenar. On też w 1891 r. przetłumaczył z angielskiego pierwsze przepisy gry. Edmund Cenar to postać wyjątkowo zasłużona polskiemu społeczeństwu. Całe swoje życie poświęcił na rzecz wychowania fizycznego i sportu.
@patataj
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Symson
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Sensible
12
Ciekawostki historyczne Blaugrany:
14 lipca 1936 r. ukazał się ostatni numer katalońskiego tygodnika humorystycznego ,,Xut”. W drugim wydaniu gazety z 30 listopada 1922 r. po raz pierwszy w prasie pojawiło się słowo ,,Barça”. Było ono używane w mowie potocznej praktycznie od początku istnienia klubu ale zostało oficjalnie uznane dopiero w latach 60-tych. 29 października 1924 r., również w tygodniku ,,Xut” pojawiła się pierwszy raz postać ,,L’Avi del Barça”(pol. Dziadka Barçy), który jest personifikacją klubu. Od 1984 r. socio klubu Joan Casals stylizuje się na tę właśnie postać. W 1992 r. po finale Pucharu Europy z Sampdorią obiecał iż zgoli charakterystyczną białą brode, jeżeli Blaugrana zdobędzie drugi taki tytuł. W 2006 r. po wygranej w finale z Arsenalem dotrzymał słowa.
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
@Roni/VEB
6
@FCBparasiempre Na początku lat dwudziestych XX wieku w Europie panowało przekonanie, że sztukę futbolu najlepiej opanowali piłkarze ze Starego Kontynentu, a niepodważalnymi mistrzami są Anglicy. W 1924 r. w Paryżu odbyły się VIII Letnie Igrzyska Olimpijskie. Do rywalizacji w piłce nożnej przystąpiły 22 reprezentacje – 19 europejskich oraz Egipt, Urugwaj i Stany Zjednoczone. Spekulowano, że trzy ekipy spoza kontynentu będą jedynie ciekawostką i urozmaiceniem turnieju, bowiem mało kto brał je na poważnie. Inna kwestia jest taka, że nikt nie wiedział, jak zagrają przybysze z obu Ameryk i Afryki. Jeśli chodzi o taktykę stosowaną w tym czasie przez większość ekip z Europy, najprościej opisać ją trzema słowami: laga do przodu. Dziś można się śmiać, jednak biorąc pod uwagę fakt, że wówczas grano systemem 2-3-5, taka filozofia wcale nie wydaje się niemądra. Stany Zjednoczone odpadły po pierwszym meczu, Egipt po dwóch, a Urugwaj szalał w najlepsze. Swoją grą, opartą na krótkich, szybkich podaniach do nogi, nieprzewidywanej wymienności pozycji oraz niezliczonej liczbie dryblingów, porwali niemal wszystkich obserwatorów. Początkowo brakowało chętnych na oglądanie gry przybyszy z Ameryki Południowej. Na ich pierwszym spotkaniu, przeciwko Jugosławii (7:0), stawiło się zaledwie 2 tys. kibiców. Po Igrzyskach nie było osoby, która nie pałała miłością do futbolu prezentowanego przez piłkarzy w błękitnych koszulkach. Urugwajczycy bez problemu sięgnęli po tytuł, z kompletem pięciu zwycięstw i bilansem bramkowym 20:2. Cztery lata później, na Igrzyska w Amsterdamie, przyjechało już czterech reprezentantów z obydwu Ameryk. Do Urugwaju dołączyła Argentyna, Chile i Meksyk. O ile Chile i Meksyk odpadły po swoich pierwszych spotkaniach, o tyle Urugwaj i Argentyna zamykały turniej. W związku z tym, że w finale padł remis 1:1, spotkanie trzeba było powtórzyć. W powtórce lepsi okazali się Urusi, zwyciężając 2:1, sięgając tym samym po drugie złoto olimpijskie z rzędu. Francuski pisarz, Henri Millon de Montherlant, takimi słowami określił grę prezentowaną przez Urugwajczyków: „Cóż za rewelacja, to jest prawdziwa piłka nożna! To, co znaliśmy i uprawialiśmy do tej pory, było tylko szkolną rozrywką”. Europa w mgnieniu oka poznała siłę południowoamerykańskiej piłki nożnej. Do wyścigu o organizację pierwszych w historii Mistrzostw Świata stanęły cztery kraje: Hiszpania, Węgry, Włochy i Urugwaj. FIFA od początku forowała tę ostatnią opcję, tłumacząc, że turniej należy się krajowi, który triumfował w dwóch Igrzyskach Olimpijskich z rzędu. Ponadto w 1930 roku państwo obchodziło setną rocznicę odzyskania niepodległości i zagwarantowało budowę ogromnego stadionu na ponad 80 tysięcy miejsc – Estadio Centenario. Europejczycy, widząc, że szanse na rozegranie mistrzostw w ich krajach są tylko iluzoryczne, solidarnie wycofali swoje wnioski. Tym samym na polu walki został tylko Urugwaj i to jemu przyznano prawo do zorganizowania dziewiczego czempionatu o piłkarskie panowanie na świecie. Jeden jedyny raz w historii nie rozgrywano kwalifikacji do turnieju. FIFA postanowiła, że szansę na zaprezentowanie swoich umiejętności dostanie każdy kraj będący członkiem organizacji. Wystarczy, że wyrazi taką wolę i w odpowiednim terminie zgłosi swoją obecność. Wielkim zaskoczeniem było otrzymanie potwierdzenia udziału w turnieju zaledwie od dziewięciu państw: Argentyny, Boliwii, Brazylii, Chile, Meksyku, Paragwaju, Peru, USA i, rzecz jasna, Urugwaju. Żaden z przedstawicieli Europy nie chciał wziąć udziału w Mundialu, tłumacząc, że podróż na drugą stronę Atlantyku jest zbyt długa i zbyt kosztowna. Kwestię finansową jeszcze bardziej piętnował krach na Wall Street. Po namowach Julesa Rimeta, prezydenta FIFA i pomysłodawcy Mistrzostw Świata, na uczestnictwo zdecydowały się drużyny Belgii, Francji, Rumunii i Jugosławii. Warunek był jeden – zwrot poniesionych kosztów. Działacze z Urugwaju wysłali specjalne zaproszenie do Anglików, nienależących do FIFA. Zadufani Brytyjczycy, od lat uznający się za najlepszych na świecie i mylnie wierzący, że nie muszą tego nikomu udowadniać, pogardzili propozycją przyjazdu. Na ponad dwa tygodnie przed rozpoczęciem Mundialu z Genui wypłynął statek Conte Verde. Na jego pokładzie znajdowali się piłkarze Rumunii. W kolejnych dniach dosiedli się Francuzi i Hiszpanie, a jeszcze później Brazylijczycy. Wraz z nimi podróżował Rimet z pucharem, Złotą Nike, oraz trzech wyznaczonych przez niego sędziów. Dwa tygodnie na pokładzie liniowca do Montevideo wydawały się wiecznością. Zawodnicy na wszelkie sposoby próbowali zabić panującą nudę. Trenerzy organizowali im zajęcia siłowe i gimnastyczne, wykorzystując szalupy, schody, leżaki. Na statku panował bezwzględny zakaz gry w piłkę nożną, ponieważ obawiano się, że futbolówki wpadną do wody i bezpowrotnie przepadną. Jugosławianie w tym czasie podróżowali do Urugwaju statkiem pocztowym Florida. Kiedy europejskie ekipy walczyły z nudą, w Montevideo walczono z czasem. Organizatorzy mieli spore opóźnienia w budowie wielkiego stadionu Centenario i wszystko wskazywało na to, że nie zostanie oddany do użytku na inaugurację turnieju. Co ciekawe, w tym samym okresie (26.06-6.07.1930 r.) w Genewie odbył się turniej, mający na celu stanowić poniekąd mundialową konkurencją. Dziesięć europejskich państw wystawiło po jednym klubie, a te rozegrały Klubowy Puchar Narodów. Zwycięzcą okazał się węgierski Ujpest, pokonując w finale Slavię Praga 3:0. Organizacja pierwszych w historii Mistrzostw Świata była wielką niewiadomą. Testowano na żywym organizmie, stąd bardzo dużo niedociągnięć. Sędziowie dostali jedynie prowizoryczne wytyczne dotyczące tego, co mają gwizdać, a czego nie. Nie wybrano oficjalnej piłki mistrzostw, w związku z czym każda ekipa miała swoje własne futbolówki i, niczym na podwórku, każdy chciał grać tą, do której był przyzwyczajony. Trzynaście zespołów podzielono na cztery grupy. Zwycięzca każdej z nich awansował do półfinału. Inauguracyjny gwizdek zabrzmiał 13.07.1930 r. na Estadio Pocitos, jednym z trzech stadionów, na którym rozgrywano mecze. Pierwotnie wszystko miało zacząć się na Centenario, jednak oddano go do użytku dopiero 5. dnia turnieju. Mundialowe granie rozpoczęły drużyny Francji i Meksyku. Na trybunach, wg danych FIFA, zasiadło zaledwie 3 tys. osób. Dane Urugwajczyków wskazują na 4444 kibiców, co i tak nie jest powodem do dumy. Już w pierwszym starciu doszło do sędziowskich kontrowersji. Francuski bramkarz Alexis Thepot został kopnięty w twarz i ze wstrząsem mózgu wylądował w szpitalu. Ówczesne przepisy nie przewidywały zmian, w związku z czym jego miejsce w bramce zajął pomocnik Chantrel, a przybysze znad Loary kończyli mecz w osłabieniu. W osłabieniu, bo urugwajski arbiter nie wyrzucił z boiska winowajcy z Meksyku. Francja i tak zwyciężyła 4:1, a autorem pierwszej bramki w historii Mistrzostw Świata został Lucien Laurent. Stronnicze sędziowanie stało się domeną turnieju. Arbitrzy z Ameryki Południowej często nie widzieli przewinień zawodników ze swojego kontynentu, jednocześnie dostrzegając zbyt wiele w poczynaniach piłkarzy z Europy. Najbardziej perfidny przekręt był autorstwa Almeidy Rego. Brazylijski rozjemca spotkania Argentyna – Francja zakończył mecz, gdy Francuz Langiller gnał samotnie od połowy boiska na bramkę oponentów. Była 84. minuta, wynik 1:0 dla pradziadów Messiego. Nie trzeba chyba dodawać nic więcej. Przyjrzyjmy się jeszcze na moment frekwencji. Starcie Rumunii z Peru oglądało… 300 osób. Grupowe zmagania padły łupem Argentyny, Jugosławii, Urugwaju i Stanów Zjednoczonych. Wszystkie ekipy odniosły komplet zwycięstw. W półfinałach Argentyna podejmowała Stany Zjednoczone, a Urugwaj Jugosławię. Ekipy znad La Platy okazały się bezkonkurencyjne, wygrywając po 6:1. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że przed wielkim finałem odbywa się mały finał o 3. miejsce. W 1930 roku nie został rozegrany. Dlaczego? Istnieją co najmniej trzy wersje zdarzeń. Jedna z nich, oficjalna, uznana przez FIFA, mówi, że w ogóle nie było pomysłu na mecz o najniższe miejsce na podium, więc przyznano je drużynie legitymującej się lepszym bilansem podczas całego turnieju. I tutaj zwyciężyły Stany Zjednoczone, wygrywając dwa mecze przy jednej porażce i bilansie bramkowym 6:6. Jugosławia miała ten sam stosunek zwycięstw i porażek, jednak minimalnie gorszy, zdaniem organizatorów, bilans bramek – 7:7. Druga wersja, przedstawiana m. in. przez piłkarzy Jugosławii, sugeruje, że to europejczycy zajęli trzecie miejsce, bo przegrali z drużyną, która okazała się triumfatorem zmagań w Montevideo. Niektóre pogłoski mówią, że Jugosłowianie przywieźli medal z Ameryki Południowej, ale do dzisiaj nie udowodniono, czy został on wręczony rzeczywiście za zajęcie trzeciego miejsca. I w końcu trzeci wariant. Mały finał był w planach organizatorów, jednak został zbojkotowany przez Jugosławię ze względu na stronnicze sędziowanie w półfinale. Trzecie miejsce przyznano więc Stanom Zjednoczonym. Wielki finał między Urugwajem a Argentyną rozegrano 30. lipca 1930 roku na Estadio Centenario. Od wczesnych godzin porannych do portu w Montevideo napływała cała rzesza statków z dziesiątkami tysięcy kibiców Albicelestes. Tłok był tak duży, że niektórzy nie dali rady wyjść na ląd, a wiedząc, że są spóźnieni, zawracali. Kibice gospodarzy również nie zawiedli, dzięki czemu frekwencja na stadionie wyniosła rekordowe 93 tysiące osób. Chętnych było tyle, że nawet gdyby obiekt był trzy razy większy, ze spokojem zostałby zapełniony. Widząc, że szykuje się mecz podwyższonego ryzyka, rozjemca finałowej batalii, Belg John Langenus, zapewnił sobie gwarancję nietykalności. Została mu powierzona zgraja ochroniarzy, która w przypadku zamieszek miała godzinę, by przetransportować go do portu, skąd drogą morską mógłby spokojnie wrócić do domu. Jego pierwsza ważna decyzja miała miejsce jeszcze przed rozpoczęciem spotkania. Urugwajczycy i Argentyńczycy przedstawili swoje piłki, którymi koniecznie chcieli rozegrać finał. Futbolówki różniły się kształtem, teksturą i gramaturą. Ostatecznie podjęto dość rozsądną i sprawiedliwą decyzję. Pierwszą połowę rozegrano piłką gości, a drugą gospodarzy. Przebieg meczu pokazał, jak wielkie znaczenie miało przywiązanie do własnej futbolówki. Po pierwszej połowie Argentyna prowadziła 2:1. Na bramkę Dorado odpowiedzieli Peucelle i król strzelców Mundialu, Stabile. W drugiej odsłonie zmieniła się piłka, a wraz z nią obraz gry. Gospodarze stłamsili swoich przeciwników i zaaplikowali im aż trzy gole. Na listę strzelców wpisali się Cea, Iriarte i Castro. Autor czwartej bramki, Hector Castro, jedna z największych gwiazd reprezentacji Urugwaju na przełomie lat 20. i 30. poprzedniego wieku, w dzisiejszych czasach nie miałby szans na zrobienie piłkarskiej kariery. Mając trzynaście lat uległ wypadkowi przy cięciu drewna, w wyniku czego stracił niemal połowę prawej ręki. Pomimo niepełnosprawności należał do najbardziej utytułowanych piłkarzy dwudziestolecia międzywojennego. Nie bez kozery kibice nadali mu pseudonim ,,Cudowny Jędnoręki”. Urugwaj, pomimo faktu, że trochę pomagały mu własne ściany, wywalczył Mistrzostwo Świata w stu procentach zasłużenie. Ondino Viera, były piłkarz i trener reprezentacji Urugwaju, trafnie stwierdził: „Byliśmy absolutnymi mistrzami kontroli nad piłką, którzy po przechwycie za nic w świecie nie pozwalali sobie jej odebrać. To była piłka nożna w dzikiej postaci, to była nasza gra. Na bazie empirycznych doświadczeń wykreowaliśmy urugwajski styl piłkarski własnej produkcji, który w najmniejszym stopniu nie przystawał do kanonu stworzonego przez menedżerów ze Starego Świata. Ten styl był tylko nasz. Tak powstała nasza szkoła piłkarstwa dająca podwaliny pod styl charakterystyczny dla całego Nowego Świata”. Na zakończenie ciekawostka z urugwajsko-argentyńskich potyczek finałowych z Igrzysk Olimpijskich w 1928 r. i Mistrzostw Świata 1930 r. W Ameryce Południowej od zawsze wierzy się w przesądy. Eduardo Galeano w swojej znakomitej książce Blaski i cienie futbolu opisał dwie sytuacje związane, jak sam to określił, z ciemnymi siłami. W drodze na finał Olimpiady w 1928 r. desygnowany do wyjściowego składu urugwajski obrońca Adhemar Canavessi zażądał, by autobus się zatrzymał. Zawodnik zabrał swoje rzeczy, ogłaszając trenerowi i kolegom, że nie może zagrać w tym spotkaniu, bo gdy w przeszłości występował przeciwko Argentynie, jego zespół zawsze przegrywał. Nie wiadomo, jaki miało to wpływ na boiskowe poczynania kompanów, ale kilka godzin później zwyciężyli 2:1. Dzień przed tym finałem do hotelu swoich rodaków udał się znakomity argentyński śpiewak, Carlos Romuald Gardel. Zaprezentował zawodnikom tango Dandy. Urugwajczycy wyciągnęli wnioski z holenderskiej lekcji – Canavessi już nigdy więcej w reprezentacji nie zagrał. Argentyńczycy nie wiązali porażki z artystycznym występem Gardela. Dwa lata później, w przeddzień finału Mistrzostw Świata, śpiewak został zaproszony do hotelu w Montevideo i zaprezentował piłkarzom ten sam utwór, co w Amsterdamie. Dopiero po porażce 2:4 stwierdzono, że Gardel reprezentacji już nie zaśpiewa.
8
,,Ale finał gramy naszą!” Puchar Rimeta po raz pierwszy:
@Ogorinho1974
@Symson
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
9
Cudowne lata:
13 lipca 2010 r. Pep Guardiola przedłużył kontrakt z FC Barceloną. Po dwóch latach pełnych sukcesów zarząd chciał zaproponować Guardioli wieloletni kontrakt, mówiono wręcz aby został ,,Fergusonem Barçy” w nawiązaniu do legendarnego menadżera Manchesteru United. Sam zainteresowany preferował jednak krótkie umowy i zgodził się na roczne przedłużenie. Ten sam manewr zastosował rok później i w 2012 r. mógł bez przeszkód opuścić Dume Katalonii.
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@patataj
@NaFazieHitman
@Sensible
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Symson
@Ogorinho1974
7
Czy pamiętamy że:
12 lipca 1998 r. na Stade de France w podparyskim Saint-Denis Francja pokonała Brazylię 3-0 w finale XVI Mistrzostw Świata. Gole zdobyli: Zinedine Zidane w 27 m. oraz 45+1 i Emmanuel Petit w 93 m.
@patataj
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Symson
@Sensible
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Pawel13sz