0

@MOLESTA Dla kogo nie miały znaczenia? Chyba że dla ciebie? Dla Dumy Katalonii miały ogromne znaczenie prestiżowe! Być może dla Realu nie miały, zwłaszcza że ewidentnie pomógł im sędzia Jose Berraondo!

1

@mekston Czy ja wiem że to może być skomplikowane? Przecież w trzech meczach grupowych(gdzie jest łatwiej) Messi może już wyrównać ten rekord a przecież po wyjściu z grupy tez może coś wpaść ,,w ręce" Leo. No chyba że nie daj Boże nabawi się kontuzji, to wtedy wiadomo...

2

Najwięcej zdobytych pucharów Copa America dla Argentyny:

Mario Boye, Bartolome Colombo, Felix Loustau, Vicente de la Mata, Norberto Mendez, Jose Salamon, Manuel Seaone oraz Rene Pontoni- wszyscy trzykrotnie zdobywali ten puchar.

Najwięcej zdobytych goli w historii Copa America:

Norberto Mendez i Zizinho- 17
Teodoro Fernandez i Severino Varela- 15
Paulo Guerrero i Eduardo Vargas po 14
Hector Scarone, Ademir, Jair, Jose Moreno, Batistuta i Messi po 13
Roberto Porta i Angel Romano po 12
Herminio Masantonio i Victor Ugarte- 11
Pedro Petrone, Javier Ambrois, Hector Castro, Didi, Oscar Sanchez, Henrique Hormazabal, Arnoldo Iguaran, Amadeo Labruna i Luis Nazario de Lima po 10 goli.

Nasz kochany Lionel Messi pierwszej statystyki to już raczej nie wyrówna ale druga statystyka jest jak najbardziej do wyrównania a kto wie może i do pobicia?

Natomiast pierwsze miejsce Messi dzierży z Chilijczykiem Sergio Livingstonem w ilości meczów na Copa America(obaj po 34), więc za rok ,,La Pulga” będzie już samodzielnym liderem.

0

@arasz1819 Dokładnie. Nic dodać, nic ująć.

8

Zapomniane El Clasico:

26 marca 1916 r. FC Barcelona pokonała FC Madrid 2:1 na Ciudad Condal Velodrome w ramach pierwszego półfinału Copa del Rey. Gole dla Barçy zdobyli: genialny Paulino Alcantara oraz Vicenç Martinez. Honorowego gola dla przeciwników zdobył Santiago Bernabeu. Rewanż w Madrycie wygrali gospodarze 4:1 a że wówczas nie liczyła się ilość zdobytych goli, więc doszło do powtórki pierwszego meczu, o czym napisze 13 kwietnia.


@Sensible
@Symson
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi

35

Szczyt bezczelności!

26 marca 2010 r. Johan Cruijff został ogłoszony honorowym Prezydentem FC Barcelony. Decyzja zarządu Joana Laporty została później cofnięta przez Sandro Rosella, który twierdził że statut klubu nie przewiduje takiej funkcji. Cruijjf zwrócił prezydenckie insygnia i przestał pojawiać się na Camp Nou.

Pomyśleć że ci socios przez tyle lat pozwalali rządzić takim sukinsynom jak Rosell i Bartomeu…



@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@Sensible
@patataj

0

@mkord Zgoda, jednak nikt go nie zmuszał do grania w kadrze Niemiec...

1

@Pawel13sz Nie może bo już dawno zdradził polską reprezentacje, tak samo jak Klose!

9

@FCBparasiempre
Swego czasu zachwycał swoją grą w Interze Mediolan. Nigdy jednak nie było mu spieszno do piedestału, dlatego teraz już jest postacią zapomnianą, odświeżaną poprzez film z jego kapitalnym rzutem wolnym w meczu z Bologną. Ale lewej nogi Urugwajczyka bali się wszyscy. Alvaro Alexander Recoba Rivero – Bo tak brzmi jego pełne nazwisko. Nie wychowywał się podobnie jak większość południowoamerykańskich piłkarzy w biednych fawelach, gdzie piłka była jedynym ratunkiem. On wychowywał się w stolicy Urugwaju, Montevideo. Mieście, w którym mieści się ogromna większość klubów z tamtejszej elity. On zawsze miał jednak jeden cel – Danubio, inaczej „Dunaj”, czyli zespół założony w stolicy malutkiego kraju z Ameryki Południowej przez dwójkę braci bułgarskiego pochodzenia. Klub dużo mniejszy niż m.in. Nacional jednak bardzo znaczący nie tylko na mapie Urugwaju. W tamtejszym regionie jest uznawany za prawdziwą wylęgarnię talentów. W czasach juniorskich reprezentowali jego barwy m.in. Marcelo Zalayeta, Diego Forlan, czy Edinson Cavani. Ale żaden z nich nie jest tak kochany tam jak Recoba. Chłopak z dzielnicy De Maronyas, ściśle powiązanej z Danubio FC, od malutkiego był zakochany w biało-czarnych barwach i w jego szeregi wstąpił w wieku dziewięciu lat. A tam szybko zobaczyli, że nie tylko spełnili marzenie wiernego kibica, ale zyskali niebywały talent. Dla miejscowych fanów jest legendą, bowiem nigdy nie zapomniał, skąd pochodzi. Jeszcze przed emeryturą wrócił na Estadio Jardines Del Hipodromo, by cieszyć fanów swoją grą. I to w nim kochano najbardziej – Dla niego liczyła się tylko czysta gra, jak w piosence „Czysta Gra”. Od samego początku błyszczał niewiarygodnymi umiejętnościami. Potrafił wyczyniać cuda lewą nogą, na boisku często zwyczajnie się bawił, bo taki był jego cel. Grał na pozycji ofensywnego pomocnika, jednak w typowym starym stylu, jako „wolny elektron”. Bieganie, czy walka wręcz nie była dla niego stworzona. Gdy w czasach juniorskich strzelał niewiarygodne ilości bramek, wszyscy zaczęli marzyć o tym, by stał się najlepszym na świecie. Najmniej zainteresowany tym, był sam Recoba. Nie dlatego, że był leniem. Jego głowę zajmowało tylko granie w piłkę. Choć nigdy nie ukrywał, że z treningami fizycznymi mu nie po drodze. W końcu w 1994 roku osiągnął swój cel i dotarł do pierwszej drużyny. Miejscowi kibice wspominali, że ten młodzian, wtedy 18-letni z marszu wszedł do pierwszego składu i stał się prawdziwym liderem. Błyszczał już od pierwszych spotkań i uznawano, że w pojedynkę utrzymał Danubio w najwyższej klasie rozgrywkowej. Od razu skierował na siebie oczy wszystkich skautów mocniejszych klubów i nie tylko. Zowiem zaledwie rok po debiucie w seniorskiej piłce Hector Nunez powołał go do pierwszej reprezentacji, dając zagrać w dwóch meczach towarzyskich. W debiutanckim meczu z Hiszpanią zmienił Enzo Francescoliego, poniekąd mając od niego powoli przejmować rolę dyrygenta w ekipie „Los Charruas”. Kolejną szansę Recoba dostał półtora roku później, jednak zaliczył trzy bramki w dwóch meczach z Japonią i Chinami. Pewne miejsce zyskał w 1997 roku. Rok wcześniej Danubio stało się dla niego zbyt małe i skusił się na ofertę Nacionalu, absolutnego potentata w tamtejszej piłce. W ciągu zaledwie półtora roku strzelił dla tego klubu 68 bramek w 58 występach. W 1997 roku wystąpił też w trzech meczach na Copa America, strzelając bramkę Wenezueli. Po tym zapracował sobie na transfer zagraniczny.

Za 4,5 miliona dolarów przeniósł się do Interu Mediolan. Polecił go tam Sandro Mazzola, legenda „Nerazzurri”. 31 sierpnia 1997 roku. Nadszedł wielki dzień. Ruszył kolejny sezon Serie A. Na San Siro przyjechała Brescia z Markiem Koźmińskim w składzie. W pierwszej jedenastce gospodarzy wybiega debiutujący Ronaldo. Inter jednak długo męczy się z rywalem. Na dodatek ponad kwadrans przed końcem asystę Andrei Pirlo wykorzystuje Dario Hubner i wyprowadza przyjezdnych na prowadzenie. Minutę wcześniej Luigi Simoni wprowadza na boisko Alvaro Recobę, który zmienia Maurizio Ganza. W 80 minucie Benoit Cauet zagrywa piłkę do środka pola. Urugwajczyk z „20” na plecach wprowadza futbolówkę w kierunku bramki przeciwnika i potężnym strzałem z ponad 25 metrów w samo okienko nie daje szans Giovanniemu Cervone. Debiut wydawałoby się wymarzony, gdyby jeszcze jego zespół wygrał. Ale to przecież nie był koniec jego popisów. W 85 minucie zostaje sfaulowany w środku pola. Do piłki podchodzi sam poszkodowany, a do bramki ma ponad 30 metrów. Mimo debiutu nikt nie miał wątpliwości, kto powinien uderzać. Recoba potężnie uderza w drugie okienko bramki Cervone i daje trzy punkty w debiucie swojemu zespołowi, przyćmiewając debiut wielkiego Ronaldo. Francesco Moriero podkłada kolano i udaje, że czyści lewego buta Urugwajczyka. Ale w składzie „Nerazzurri” obok Ronaldo jest jeszcze m.in. Youri Djorkaeff, Diego Simeone, czy Ivan Zamorano. Rok później trafia do stolicy mody również Roberto Baggio, czy Nicola Ventola. Dla słabego fizycznie Recoby zwyczajnie brakuje miejsca. Co jakiś czas dostaje okazjonalne szanse wejścia na boisko. Tak jak w styczniu 1998 roku, gdy po kilku miesiącach bez gry, zmienia 20 minut przed końcem Francesco Moriero. Inter przegrywa od samego początku i niemiłosiernie męczy się z Empoli. W 82 minucie sprawy w swoje nogi bierze więc Recoba i strzałem prawie z połowy boiska doprowadza do remisu. W całym swoim pierwszym sezonie uzbierał 19 występów, ale łącznie zaledwie 650 minut. Strzelił w tym czasie pięć bramek i zanotował dwie asysty. W międzyczasie pojechał jednak na Puchar Konfederacji, gdzie rozegrał pięć spotkań, strzelając bramkę Republice Południowej Afryki. Kadra pod wodzą Victora Pua zajęła ostatecznie na turnieju czwarte miejsce. W kolejnej kampanii również nie był w stanie wywalczyć miejsca w składzie i z początkiem nowego roku wybrał się na półroczne wypożyczenie do Venezii. Tam grał prawdziwe koncerty. 19 spotkań, 10 bramek i tyle samo asyst, w tym hattrick i asysta w meczu z Fiorentiną. Mało tego, skarcił też Inter. Gdy ten przyjechał na Stadio Pierluigi Penzo, Recoba już w pierwszej minucie zaliczył asystę przy golu Sergio Volpiego. Trzy minuty później podchodzi do piłki ustawionej na 25 metrze i lewą nogą uderza w poprzeczkę, a następnie futbolówka odbija się od pleców Sebastiena Freya i wpada do siatki. Ostatecznie „Arancianoverdi” wygrywają 3:1. Dzięki „El Chino” zespół przestał okupować sam dół ligowej tabeli i nagle z beniaminka skazywanego na ponowny spadek do Serie B, skończył sezon w połowie stawki. Po bardzo owocnym pół roku w Wenecji nadszedł czas na powrót do Mediolanu.

Tam, choć początek sezonu miał ciężki, kolejnymi bramkami, zyskał zaufanie Marcello Lippiego. Cały sezon zakończył z 10 bramkami na liczniku i 12 asystami. To jednak nic w stosunku do następnego sezonu, gdy grał tuż za plecami Christiana Vieriego. We wszystkich rozgrywkach rozegrał 41 spotkań, strzelił 15 bramek i dorzucił 11 asyst. W Pucharze UEFA władował też dwie bramki w dwumeczu z Ruchem Chorzów, w rewanżu mając udział przy wszystkich trzech trafieniach. Przeżywał piękne chwile, a zakochany w nim był Massimo Moratti, który zaoferował mu pięcioletni kontrakt z czterema milionami zarobków rocznych. Żaden piłkarz na świecie nie zarabiał wtedy takich pieniędzy. Problem był jednak w tym, że cała ekipa z San Siro zawodziła na całej linii. Kibice spodziewali się wielkich triumfów, a dostawali m.in. odpadnięcie w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów z Helsingborgiem. Początek sezonu 2001/2002 Recoba spędził jednak na zawieszeniu za sfałszowanie swoich dokumentów. Oczywiście w taki sposób, by występować w Serie A jako Włoch. Zapewne w jego lewych papierach maczał palce też sam klub. Na boisko wrócił na początku grudnia. I na dzień dobry zaliczył dwie asysty w meczu z Atalantą. Do końca sezonu regularnie grał, a Inter wyłożył się na ostatniej prostej, tracąc tytuł mistrzowski po porażce z Lazio w ostatniej kolejce sezonu. Z praktycznie pewnego mistrza kraju, spadł nagle na trzecie miejsce w tabeli. Sam „El Chino” cieszył się m.in. z awansu na mistrzostwa świata, gdy w rewanżowym meczu z Australią zaliczył dwie asysty. Sam Urugwajczyk zgodził się w końcu też na obniżkę pensji, gdy włoski klub przeżywał kryzys finansowy. W oczach Massimo Morattiego był doskonały, a prezes patrzył na niego przez różowe okulary. Ale Recoba miał coraz mniej spotkań, w których ciągnął za uszy swój zespół. Choć miewał momenty, gdy bawił się grą, a wszystkim opadały „kopary”. Jak w meczu z Lecce, gdy założył „sombrero” w polu karnym i strzelił bramkę. Wielki miał też sezon 2002/2003. Ale cały Inter wyglądał wtedy kapitalnie. Zdobył vicemistrzostwo i dotarł do półfinału Ligi Mistrzów, gdzie uległ Milanowi „bramkami na wyjeździe”, co brzmi kuriozalnie, bowiem obydwie ekipy grają na tym samym stadionie. Takie jednak zasady wyrzuciły „Nerazzurri” za burtę. Sam Urugwajczyk w sezonie strzelił 12 bramek i miał 16 asyst. W kolejnym sezonie coraz bardziej zaczęły mu jednak doskwierać kłopoty zdrowotne, przez co stracił sporo spotkań. I tak zaliczył jednak 11 bramek. Później było coraz gorzej. Wypadał co chwilę, dodatkowo przez pół roku nie był w stanie wrócić na boisko. Gdy grał, nadal miewał mecze, w których potrafił decydować o punktach. Mecz z Romą, 3:3 – bramka i dwie asysty, rewanż z Benficą w 1/8 finału LM, wygrana 4:3 i ponownie bramka i dwie asysty „El Chico”. Chievo Verona – bramka i asysta dały zwycięstwo 2:0. I ten wspaniały mecz na początek 2005 roku, gdy został wpuszczony na boisko na 13 minut przed końcem. Zaliczył bramkę, asystę, a jego zespół odwrócił wynik z 0:2, na 3:2. W sezonie 2005/2006 wchodził dużo mniej, a nawet jeżeli był w pełni, sił głównie okupował ławkę rezerwowych. A gdy zdarzało się wychodzić w pierwszym składzie, to często z opaską kapitańską na ramieniu, przy nieobecnościach Javiera Zanettiego. A i wtedy zdarzało się wygrywać mecze, m.in. z Lazio, przy dwóch bramkach i asyście i zwycięstwie 3:1. Inter w końcu zdobył wtedy upragnione Scudetto. Obronił go zresztą w następnej kampanii, ale z coraz mniejszym udziałem Recoby.

Po tym sezonie Urugwajczyk odszedł do Torino na wypożyczenie. Tam szkoleniowcem był Walter Novellino, który miał ponownie go wskrzesić. Za wiele jednak ugrać się nie udało. Bramka i dwie asysty w Serie A to wynik zdecydowanie odbiegający od jego normy, nawet w sezonach, gdy większość czasu był kontuzjowany. Jego czas we Włoszech dobiegł końca. Jeden sezon został jeszcze w Europie, przechodząc do greckiego Panioniosu, ale i tam furory nie zrobił. W styczniu 2010 roku zdecydował się powrócić do domu i podpisał kontrakt z Danubio, gdzie w końcu odbudował się fizycznie i był w stanie zagrać kilkanaście spotkań bez żadnych problemów, choć jego forma strzelecka uleciała. Kibice jednak i tak go kochali, miał bowiem mnóstwo lukratywnych ofert, ale zdecydował, że to czas na powrót do domu. W końcu dla niego, chłopaka stąd liczyła się tylko piłka. Miłości kibiców do niego nie zmienił nawet powtórny transfer do Nacionalu, gdzie spędził jeszcze cztery lata, jednak w dwóch ostatnich był już cieniem samego siebie. Zdobył jednak razem z klubem dwa razy mistrzostwo. Mając 39 lat na karku, zdecydował się odwiesić buty na kołek. W 2021 roku zdecydował się rozpocząć pracę trenera. Najpierw był asystentem, a następnie samodzielnie przejął zespół rezerw Nacionalu. Na jego mecz pożegnalny zebrała się cała świta na czele z Riquelme, Zanettim i ….. dwoma kolejnymi prezydentami Urugwaju. W swoim kraju nadal jest wielbiony, o czym wspominał m.in. Luis Suarez, który powtarzał, że Recoba to jego idol. Technicznie był jednym z najlepszych na świecie, jednak bieganie zdecydowanie nie należało do jego mocnych stron. Brakowało szybkości, siły, wytrzymałości, co przełożyło się też na kolejne kontuzje. Cień pada jednak na jego poczynania w reprezentacji. Kadra sukcesy zaczęła obchodzić, gdy on odchodził, a dowodził Forlan, Suarez i Cavani. Zagrał w trzech meczach mistrzostw świata, ale jego ekipa pożegnała się po nich z turniejem w Korei i Japonii. Na Copa America zagrał tylko w sześciu meczach. Na wygrany turniej w 1995 roku nie pojechał. Podobnie na ten w 1999 roku, gdzie Urugwaj przegrał dopiero w finale z Brazylią. Podobnie w 2004 roku, gdy jego koledzy zajęli trzecie miejsce. Zagrał w 1997, gdy Urugwaj poległ już w grupie oraz 10 lat później, docierając do czwartego miejsca.

7

Niecodzienne wydarzenia:

25 marca 1981 r. po 24 dniach niewoli, legendarny napastnik FC Barcelony Quini, został uwolniony przez policje z warsztatu w Saragossie. Jednego z napastników schwytano w Ginebrze w Szwajcarii podczas próby podjęcia pieniędzy z banku. Zatrzymany zdradził miejsce pobytu dwóch pozostałych przestępców. Mimo długiej przerwy w grze Quini szybko dołączył do zespołu i zdążył jeszcze zostać królem strzelców La Liga z 20 golami a także zdobyć 2 decydujące gole w Madrycie w finale Pucharu Hiszpanii przeciwko swojej byłej drużynie-Sportingowi Gijon. Bez wątpienia Quini był jednym z największych bohaterów w historii Dumy Katalonii.

Cześć i chwała legendom Blaugrany!


@Symson
@Monix10
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@patataj

9

Grande El Clasico!

25 marca 1945 r. FC Barcelona popisała się ,,La Manitą” gromiąc na Estadio Les Corts w 21 kolejce Primera Division Real Madrid 5:0(!) po 2 golach genialnego Cesara Rodrigueza oraz po jednym Bravo, Escoli i Mariano Gonzaleza. Tym samym Blaugrana umocniła się w tabeli na pozycji lidera z 3 punktową przewagą właśnie nad Królewskimi i nie oddała już prowadzenia do końca rozgrywek, triumfując po raz drugi w historii mistrzostw Hiszpanii.


@Monix10
@Symson
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@patataj

9

Zapomniane snajperskie legendy:

24 marca 1948 r. urodził się znakomity napastnik Delio Onnis. Jest on bodaj najlepszym Argentyńczykiem, który nigdy nie założył koszulki reprezentacji kraju. Urodzony we Włoszech zawodnik radził sobie całkiem nieźle w argentyńskich Almagro i Gimnasia La Plata ale potem, w wieku zaledwie 23 lat wyjechał do francuskiego Reims (65 meczów i 39 goli). We Francji szybko stał się ważną postacią, lecz dopiero po transferze do Monaco pokazał pełnię swoich możliwości (231 gier i 157 bramek), a potem trafiał jeszcze w barwach Tours i Toulonu. Jego dorobek we francuskiej Ligue 1 zamknął się na 299 trafieniach, co do dziś jest niepobitym rekordem.


@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974

13

Zapomniane legendy futbolu:

24 marca 1949 r. urodził się Ruud Krol, holenderski obrońca, 2-krotny wicemistrz świata oraz 2-krotny zdobywca Pucharu Mistrzów. Rudolf Josef Krol(bo tak brzmiało jego pełne imię) to legendarny obrońca Ajaxu i reprezentacji Holandii oraz jeden z najlepszych defensorów świata w historii futbolu. W Ajaksie grał przez 11 lat od 1969 do 1980 r. Stanowił też o sile reprezentacji Holandii, której był czołowym graczem podczas obydwu Mundiali w 1974 i 1978 roku. Podczas pierwszego z nich w trakcie meczu z Argentyną zasłynął odzyskaniem piłki i błyskawicznym dalekim podaniem, po którym Cruyff zdobył gola. Krola wybrano wraz z Niemcem Braitnerem i Brazylijczykiem Marinho najlepszym lewym obrońcą Mundialu w RFN! To była ulubiona pozycja Ruuda ale grywał także na prawej obronie a z czasem coraz częściej na pozycji środkowego. W 1974 roku strzelił gola samobójczego, za którego… dostał premię! Regulamin drużyny mówił bowiem że należy się ona za każdego gola na Mundialu zdobytego przez Holendra. Trudno sobie wyobrazić defensywę Ajaksu bez tego piłkarza a jednak debiutował w klubie dopiero w 1969 r., kiedy do Feyenoordu Roterdam odszedł etatowy lewy obrońca Ajaksu Theo van Duijvenbode. Ruud Krol był graczem potrafiącym przewidywać sytuacje na boisku. Miał jednak pecha bowiem z walki o pierwszy Puchar Europy w 1971 roku wyeliminowała go poważna kontuzja nogi. Krol osiągnął wspaniałą formę dopiero po odejściu Cruyffa i Neeskensa, w drugiej połowie lat 70-tych. Po odejściu z Ajaxu w 1980 r. wyjechał aż do Kanady do Vancouver Whitecaps. Potem do połowy lat 80-tych grał skutecznie we włoskim SSC Napoli i francuskim AS Cannes. Jako trener prowadził samodzielnie reprezentację Egiptu. W 2005 r. pracował również tymczasowo jako asystent trenera Ronalda Koemana w Ajaxie.


@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@AssisMoreira

1

@Lionel_Messi10 wiem że to na dzień dzisiejszy nierealne. Ja to mówiłem ogólnie.

1

@Herato Argentyna na czele z Batistutą wygrywała Copa America w 1991 i 1993 roku i generalnie Diego Maradona nie zakończył wówczas jeszcze kariery reprezentacyjnej. Jednak najzwyczajniej w świecie nie chciało mu się grać w tych turniejach. Bardziej skupił się na mundialu w USA w 1994 r. Natomiast po przegranym finale mundialu w 1990 r. postanowił na dłuższy czas dać sobie spokój z reprezentacją(oczywiście poza eliminacjami).

8

Kalendarium polskiego futbolu:

24 marca 2001 r. reprezentacja Polski pokonała na wyjeździe Norwegie 3:2 w eliminacjach mistrzostw świata Korea Japonia 2002. Jeśli ktoś chce zrozumieć, na czym polegała trenerska koncepcja Jerzego Engela, powinien koniecznie uważnie obejrzeć ten mecz. Konfrontacja na Ullevaal Stadion to kwintesencja „futbolu na tak”. Ofensywne nastawienie szybko przyniosło nam dwa gole, a potem( kiedy zaczęły się kłopoty) Polacy potrafili się zmobilizować i rozstrzygnęli spotkanie na swoją korzyść. Kluczowa była sytuacja, gdy Adam Matysek grając z wybitym barkiem wygrał pojedynek sam na sam z Jo Tessemem. Jego zmiennik Jerzy Dudek też został mocno poturbowany, ale wytrzymał do końca i spisał się znakomicie. Iście bokserską wymianę ciosów zakończyło trafienie Bartosza Karwana, który potem z powodu kontuzji nie znalazł się w kadrze na mundial.


@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson

1

@Lionel_Messi10 Osimhen to powinien trafić do ,,naszej" Barcuni. To jest bestia do zdobywania goli nie gorsza od Eto'o czy też od Davida Villi a nawet od Luisa Suareza. A kto wie czy nie lepsza?

10

Debiut ,,Generała”:

24 marca 1998 r. Xavi Hernandez zadebiutował w barwach Dumy Katalonii. Debiut przypadł na mecz półfinałowy Pucharu Katalonii z UE Lleida, wygranym przez Blaugrane 2:1 po dwóch golach Jofre Gonzaleza.


@Monix10
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Symson
@Pawel13sz
@Sensible
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj

10

Czy wiecie że….

24 marca 1985 r. bramkarz Barçy Javier Urruticoechea obronił rzut karny w meczu z Real Valladolid. Duma Katalonii potrzebowała zwycięstwa na Estadio Jose Zorrilla aby zapewnić sobie na 4 kolejki przed końcem sezonu, pierwsze po 11 latach przerwy mistrzostwo Hiszpanii. W 88 minucie arbiter podyktował rzut karny dla gospodarzy. Do jedenastki podszedł Salwadorczyk Gonzalez a ,,Urruti” obronił karnego. Do historii przeszły słowa charyzmatycznego Katalońskiego spikera radiowego Joaquima Marii Puyala, który skuteczną interwencje golkipera Blaugrany skwitował wielokrotnie powtarzanymi słowami: ,,Urruti t’estimo”, co po katalońsku oznacza ,,Urruti kocham cię!”.



@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Monix10
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
@patataj

10

Niebywała historia amerykańskiego amanta:


24 marca 1898 r. w Manili urodził się Juan Garchitorena de Carvajal. Juan trafił do FC Barcelony w 1916 roku i grał jako skrzydłowy, ofensywny pomocnik i napastnik. Co ciekawe sfałszował on swój paszport aby uchodzić za Baska, mimo że w rzeczywistości urodził się na Filipinach. Według ówczesnego regulaminu obcokrajowcy mieli zakaz uczestniczenia w rozgrywkach o mistrzostwo Katalonii ale skoro Blaugrana teoretycznie nie znała jego prawdziwych korzeni, pozwoliła mu zagrać w kilku meczach. Wstawienie do składu Garchitoreny wywołało ostrą polemikę, kiedy Espanyol, który wiedział o wszystkim zanim jeszcze rozpoczęły się rozgrywki, postanowił oskarżyć Barçe o bezprawne wystawienie piłkarza, kierując stosowne pismo do Katalońskiej Federacji Piłkarskiej. Akt oskarżenia oparty na raporcie sporządzonym przez profesora prawa międzynarodowego Josepa Triasa de Besa, został przedstawiony 2 dni po przegranych 0:3 derbach z Dumą Katalonii, rozgrywanych 17 grudnia 1916 r. na stadionie przy ulicy Industria, z Garchitoreną w składzie. Gdy potwierdziło się że dokumenty piłkarza są sfałszowane, federacja zadecydowała o odjęciu FC Barcelonie punktów z meczów, w których występował ,,Garchi”, jak powszechnie nazywano piłkarza. Klub się sprzeciwił ale na nic się to zdało i w ostatecznym rachunku przegrał mistrzostwo, którego jednak nie zdobył też Espanyol bo ten z kolei został oskarżony przez Barçe o… bezprawne wystawienie obrońcy Reiga. Wydarzenia doprowadziły do dymisji Rosesa jako jednego z dyrektorów Katalońskiej Federacji Piłkarskiej, po tym jak zaproponował możliwość powtórzenia meczów rozegranych przez Blaugrane. Koniec końców tytuł trafił w ręce FC Espanya, barcelońskiego klubu założonego w 1905 roku, który w 1923 r. połączył się z FC Gracia. Tymczasem Garchitorena, zidentyfikowany ostatecznie jako Argentyńczyk ale syn Hiszpanki, nadal występował w FC Barcelonie. W koszulce Blaugrany rozegrał w sumie 35 meczów strzelając w nich 12 goli. Podczas pobytu w klubie wywoływał ogromną zazdrość ze względu na swój wygląd. Przyczyniło się to do powstania wielu anegdot, jak chociażby tej, według której w trakcie meczu z Espanyolem odmówił uderzenia piłki głową, ponieważ boisko było ubłocone a on nie chciał pobrudzić sobie włosów. W 1920 r. porzucił uprawianie sportu żeby rozpocząć karierę aktora filmowego. Pod artystycznym pseudonimem Juan Torene były piłkarz wystąpił w ponad 30 filmach. Był też bohaterem głośnych romansów z ówczesnymi gwiazdami kina, na przykład z Amerykanką Myrną Loy… Playboy cule w Hollywood. Niedługo potem odkryto jego prawdziwe pochodzenie, które jak się okazało, nie było ani baskijskie, ani argentyńskie. Garchitorena urodził się w Manili i miał paszport amerykański, jako że Stany Zjednoczone utrzymywały wtedy kontrole nad tym azjatyckim archipelagiem. W latach 50-tych ożenił się z aktorką Natalie Moorehead, która już zakończyła karierę i osiadł w Santa Barbara w Kaliforni, gdzie mieszkał aż do śmierci, 27 czerwca 1983 r.





@Symson
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Sensible
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj

9

@FCBparasiempre
Ledwo minął rok od powstania tercetu BBC (Bale – Benzema – Cristiano) w Realu Madryt, a ich największy rywal odpowiedział MSN, czyli Messim, Suárezem i Neymarem. Kilka lata po zakończeniu II wojny światowej AC Milan wykreował trio, które łączyły nie tylko ogromne umiejętności, ale i jedna ojczyzna. Gre-No-Li. Gunnar Gren, Gunnar Nordahl i Nils Liedholm. Trzej Szwedzi, którzy rozsławili Milan i reprezentację Szwecji. Pierwszym, który trafił do ,,Rossonerich” był Gren. W wieku trzynastu lat wygrał zawody w żonglowaniu piłką w Göteborgu. Lokalne gazety opisały ten wyczyn i poradziły młodemu chłopcu karierę cyrkowca. Gunnar dziennikarzy nie posłuchał i postanowił zostać piłkarzem. Najpierw grał w amatorskim Gårda BK, by w 1941 trafić do IFK Göteborg. Już w pierwszym roku w nowym klubie, został z nim mistrzem Szwecji. Choć Gren grał w Göteborgu aż do 1949 roku, już nigdy nie zdobył z tytułu z tym zespołem. Wszystko przez dominację IFK Norrköping, które w latach 1943-1948 zdobyło mistrzostwo pięciokrotnie. Kto był największą gwiazdą klubu z Norrköping? Gunnar Nordahl. Urodził się w 1921 roku (Gren był rok starszy) w Hörnefors. Miał dziewięcioro rodzeństwa. Dzieci i ich rodzice żyli w jednopokojowym mieszkaniu. Do Norrköping trafił w 1944 roku i stał się przekleństwem Grena oraz IFK Göteborg. Nordahl trzykrotnie zostawał najlepszym strzelcem ligi szwedzkiej, zaś Gren tylko raz. W 95 ligowych meczach zdobył 93 gole. I pomyśleć, że granie w piłkę nożną było tylko dodatkiem do wykonywania pracy strażaka. Od 1946 roku Nordahl był partnerem klubowym trzeciego z wielkich tenorów szwedzkiego futbolu. Obu dzielił tylko rok (Liedholm urodził się w 1922), obaj mierzyli 185 centymetrów wzrostu i obydwaj pracowali nie tylko na boisku. Liedholm zarabiał na życie w kancelarii adwokackiej. Oprócz piłki nożnej w młodości trenował także rzut oszczepem i pchnięcie kulą.

Cała trójka na jednym boisku spotkała się po raz pierwszy w 1947 roku, kiedy to Liedholm zadebiutował w reprezentacji. Selekcjonerem Szwedów był wówczas Anglik George Raynor, który tę posadę objął w 1946 roku. Kiedy butni Anglicy naśmiewali się, że ich rodak będzie trenować piłkarzy w kraju, w którym od futbolu ludzie bardziej wolą hokej i biegi narciarskie, Raynor tymczasem spokojnie budował zespół przyszłych mistrzów olimpijskich. Jak na ironię losu IO w 1948 roku odbywały się w… Londynie. Skandynawowie w czterech meczach strzelili aż 22 gole, z czego dwanaście w meczu z Koreą Południową. Gunnar Nordahl został królem strzelców z siedmioma trafieniami na koncie. Cała osiemnastka reprezentowała głównie barwy IFK Norrköping, Malmö FF i AIK. Po turnieju wielu z nich wyjechało ze Szwecji. Byli zbyt dobrzy, aby grać w słabej lidze szwedzkiej za darmo. Najchętniej utalentowanych amatorów przyjmowały pod swoje skrzydła kluby włoskie. Właśnie tam powędrowali Gren, Nordahl i Liedholm. Jako pierwszy ofertę z AC Milan otrzymał Nordahl. W styczniu 1949 roku pojawił się w Mediolanie. Fani witali go tak entuzjastycznie, że chcąc dotknąć nowego piłkarza, wybijali szyby w oknach pociągu i przez nie próbowali wedrzeć się do przedziału, gdzie siedział Szwed. Przerażony Nordahl schował się w hotelu i zaczął zastanawiać się, czy wyjazd aby na pewno był dobrym pomysłem. Niewiele brakowało, aby zamiast Nordahla do Milanu przeniósł się Duńczyk Johannes Pløger. W stolicy Lombardii miał pojawić się jeszcze przed Szwedem, jednak w Szwajcarii spotkali go włodarze Juventusu i zaproponowali grę w Turynie, przebijając ofertę ,,Rossonerich”. ,,Stara Dama” miała w planach także pozyskanie Nordahla, jednak finalnie postanowili oni nie starać się o Szweda wiedząc, że już jednego skandynawskiego gracza sprzątnęli Milanowi sprzed nosa. Milan miał ogromne szczęście, że to właśnie Pløger trafił do stolicy Piemontu zamiast Nordahla. Duńczyk po pół roku gry w Juve przeniósł się do Novary. Jego kariera we Włoszech była pasmem niepowodzeń i już w 1954 roku zakończył karierę w Udinese. Nordahl tymczasem w drugiej połowie sezonu 1948/1949 strzelił szesnaście bramek w piętnastu meczach. Na dodatek znał dwóch genialnych Szwedów, których polecił prezydentowi klubu Toniemu Businiemu. Liedholm i Gren latem 1949 roku stawili się w Mediolanie, a wraz z nimi pojawił się były trener IFK Norrköping Węgier Lajos Czeizler (więcej o nim przeczytasz tutaj). Gre-No-Li przetrwało cztery lata i doprowadziło Milan do mistrzostwa Włoch w 1951 roku. Osiągnięcia może i były skromne, jednak należy pamiętać, że dla Milanu było to pierwsze mistrzostwo od 1907 roku. Toni Busini podobno zemdlał czekając na wieści z meczu Inter-Torino. Inter walczył z Milanem o tytuł, jednak w ostatniej kolejce przegrał 1-2, dzięki czemu nawet niespodziewana porażka ,,Rossonerich” z Lazio 1-2 nie zmieniła układu na szczycie tabeli.

Najlepiej w Mediolanie czuł się Nordahl, który w 257 ligowych meczach strzelił dla klubu 210 goli i pięć razy został królem strzelców Serie A. Z kolei jego imiennik Gren wyłamał się jako pierwszy i opuścił Milan w 1953 roku, przenosząc się do Florencji. Po odejściu Czeizlera w 1952 był nawet trenerem ,,Rossonerich”. Przez decyzję Nordahla, który przestał grać w reprezentacji zaraz po wywalczeniu olimpijskiego złota, Gre-No-Li bardzo szybko przestało istnieć na polu reprezentacyjnym. Mimo braku trzeciego strzelca w historii Serie A, Szwedom udało się na własnej ziemi zdobyć srebrny medal mistrzostw świata w 1958 roku. Dwa lata wcześniej Nordahl odszedł z Milanu i został zawodnikiem Romy. Jedynym, który zakończył karierę w Milanie, był Nils Liedholm. Jako piłkarz jeszcze trzy razy zostawał z klubem mistrzem Włoch, a w 1958 roku ,,Rossoneri” doszli do finału Pucharu Mistrzów, gdzie przegrali po dogrywce z Realem Madryt. ,,Il Barone” zakończył karierę w 1961 roku, ale nie opuścił Milanu. W ciągu niemal 25 lat kilkukrotnie był trenerem drużyny ze stolicy Lombardii. Po zakończeniu kariery Nordahl i Gren także byli trenerami, ale woleli trenować szwedzkie zespoły. Wszyscy odeszli już ze świata żywych. Wszyscy zostali także umieszczeni przez AC Milan w galerii klubowych sław. Patrząc na aktualną sytuację Milanu i reprezentacji Szwecji kibice tych drużyn chcieliby, aby Gre-No-Li w piłkę grało zawsze.


7

Wspaniałe szwedzkie tridente w wydaniu włoskim(w odpowiedzi na komentarz):

@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson

1

@Herato Dobrze że ty się liczysz na tej stronie

11

Hattrick a zarazem rekord ,,La Pulgi” i to na Bernabeu!

23 marca 2014 r. Lionel Messi strzelił 3 gole w wygranym 4:3 El Clasico. To był pierwszy w historii hattrick piłkarza Blaugrany w La Liga na Estadio Santiago Bernabeu. Tym samym Leo pobił rekord Di Stefano strzelając łącznie 21 goli przy 18 trafieniach swojego rodaka Alfredo.

Musimy to zobaczyć jeszcze raz:





@Monix10
@Lionel_Messi10
@Symson
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@patataj
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Sensible

8

Epokowe trofeum:

23 marca 1902 r. FC Barcelona zdobyła swój pierwszy w historii puchar. Mowa tu o Copa Macaya- prekursorze Mistrzostw Katalonii. Nazwa pochodzi od prezydenta klubu Hispania CF Alfonso Macaya, który chciał zorganizować turniej pomiędzy drużynami z Katalonii. Jego zespół wygrał pierwszą edycje w 1901 r. Natomiast Blaugrana tryumfowała w drugiej edycji wygrywając wszystkie 8 spotkań. W finale pokonała FC Catale aż 15:0! Sześć goli w tym meczu strzelił Udo Steinberg, kapitan i pierwszy Niemiec grający dla Dumy Katalonii.

Również 23 marca tyle że 1913 r. FC Barcelona zdobyła drugi w historii Puchar Króla. Na Estadio de la Industria pokonała dopiero w trzecim(dodatkowym) meczu Real Sociedad San Sebastian w stosunku 2:1. Dwa poprzednie starcia zakończyły się remisami(2:2 i 0:0) a wówczas nie obowiązywała zasada zdobytych goli na wyjeździe.


@Symson
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Monix10
@Roni/VEB
@Sensible
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@patataj

8

Zapomniane legendy futbolu:

22 marca 1933 r. urodził się Michel Hidalgo. Swoją piłkarską karierę zaczynał jako junior w klubie US Normande, z którym w 1952 r. sięgnął po mistrzostwo Normandii. Wkrótce potem trafił do Le Havre AC, skąd po dwóch latach przeniósł się do Stade de Reims. W 1955 r. ze swoim nowym klubem zdobył mistrzostwo Francji, a rok później razem z kolegami znakomicie się zaprezentowali w premierowej edycji Pucharu Europy. Dotarli do wielkiego finału, gdzie stoczyli zacięty bój z Realem Madryt. Hidalgo strzelił nawet bramkę, dając swojej drużynie prowadzenie 3:2, ale Hiszpanie zdołali odpowiedzieć dwoma trafieniami i Stade de Reims przegrało 3:4. W 1957 r. przeniósł się do AS Monaco. W klubie z księstwa występował do 1966 r., kiedy to zakończył karierę. Dwukrotnie w tym czasie sięgał po mistrzostwo kraju (1961 i 1963 r.) i Puchar Francji (1960 i 1963 r.). W reprezentacji zagrał tylko jeden raz w 1962 r. w towarzyskim meczu z Włochami. Po zakończeniu kariery piłkarskiej został trenerem. Początkowo pracował z rezerwami AS Monaco. W 1976 r. zastąpił Ștefana Kovácsa na stanowisku selekcjonera narodowej reprezentacji. Wcześniej pomagał mu jako asystent. Pod jego wodzą Francuzi zaczęli coraz więcej znaczyć w światowym futbolu. Po dwunastu latach nieobecności znowu zagrali na mistrzostwach świata. W 1978 r. zajęli trzecie miejsce w trudnej grupie z Włochami, Argentyną i Węgrami. Cztery lata później w Hiszpanii poszło im dużo lepiej. W pierwszej rundzie zajęli drugie miejsce w grupie za Anglikami, a w drugiej nie mieli większych problemów z Austrią i Irlandią Północną. W półfinale stoczyli bardzo zaciętą walkę z RFN i przegrali dopiero po rzutach karnych. W meczu o trzecie miejsce Hidalgo dał odpocząć kilku swoim podstawowym graczom i Francuzi przegrali z Polską 2:3. Największy sukces odnieśli jednak dwa lata później na organizowanych u siebie mistrzostwach Europy. Francuzi wygrali wszystkie mecze i w porywającym stylu wygrali cały turniej. Po tym sukcesie Hidalgo ustąpił ze stanowiska i rozpoczął pracę jako dyrektor techniczny w federacji, a potem przez kilka lat był związany z Olympique Marsylia.


@Monix10
@Ogorinho1974
@Sensible
@Symson
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB

2

@FCBparasiempre
W 1929 roku role znów się odwróciły. Turniej w Buenos Aires już na dzień dobry przyniósł sensacyjne zwycięstwo 3:0 Paragwaju nad Urugwajem. Wiele wyjaśnia fakt, że nieobecny w tym spotkaniu był Nasazzi. Jak się okazało Urusi od 1923 roku na turniejach przegrali zaledwie dwa razy i w obu przypadkach „Marszałek” był nieobecny. Czy jego wpływ na drużynę był naprawdę tak wielki? W kolejnych meczach kapitan już był na pokładzie swojej drużyny i choć w meczu z Peru przyniosło to zwycięstwo, to w spotkaniu z Argentyną nie pomógł on swojej drużynie. Gole Ferreyry i Evaristo dały „Albicelestes” zwycięstwo 2:0. Mówiono, że na tym turnieju Urugwajczycy myślami byli już na mistrzostwach świata, które miały się odbyć rok później w tym kraju. Mówiono, że piłkarzom już tak bardzo nie zależało. Mówiono, że wciąż są najlepsi i nie muszą za każdym razem tego udowadniać. Wszystko miały zweryfikować mistrzostwa świata w 1930 roku.

01.11.1929 PARAGWAJ – Urugwaj 3:0

11.11.1929 URUGWAJ – Peru 4:1(Fernandez – 3, Andrade)

17.11.1929 ARGENTYNA – Urugwaj 2:0

Tajemnicą poliszynela jest fakt dlaczego w ogóle ów mundial miał odbyć się w Urugwaju. Otóż lobbyści z Ameryki Południowej przekonali Julesa Rimeta, że w 1930 roku Urugwaj będzie obchodził setną rocznicę niepodległości. Do tego doszły jeszcze prezenty od argentyńskiego i urugwajskiego rządu oraz obietnica zwrotu kosztów podróży dla krajów spoza kontynentu o w ten sposób sprawa gospodarza pierwszych mistrzostw świata się wyjaśniła. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że Urugwaj rocznicę niepodległości obchodził pięć lat wcześniej. Mundial przypominał nieco igrzyska olimpijskie w Amstrdamie, tylko że tym razem to Urugwaj miał łatwe losowanie, a Argentyna musiała się mierzyć z silniejszymi przeciwnikami. Mistrzowie olimpijscy w fazie grupowej gładko pokonali Peru i Rumunię, z kolei Argentyńczycy już w pierwszej konfrontacji męczyli się z Francuzami, wygrywając ostatecznie 1:0 po golu Montiego na dziewięć minut przed końcem. Z Meksykiem „Albicelestes” wygrali 6:3 przy obelgach słanych w ich kierunku i niesłabnącym dopingu urugwajskich kibiców dla drużyny przeciwnej. W meczu z Chile emocje sięgnęły zenitu. W pewnym momencie piłkarze obu drużyn pobili się ze sobą, bijatyka wywiązała się też pomiędzy kibicami, lecz organizatorzy w porę opanowali sytuację. Argentyna wygrała 3:1, ale nie da się zmierzyć ile sił kosztowały ich niezdrowe emocje. W półfinale ciężej mieli Urugwajczycy, którzy trafili na Jugosławię. Argentynie los przydzielił zespół Stanów Zjednoczonych, z którym dwa lata wcześniej na igrzyskach olimpijskich wygrała 11:2. Tym razem było tylko 6:1, choć genialny Guillermo Stabile starał się jak nigdy, by upokorzyć przeciwnika i uzyskać przewagę psychologiczną nad rywalem w meczu finałowym. Kto miał być tym rywalem? Początkowo zapowiadało się na Jugosławię, która od 4. minuty prowadziła na Centenario z ekipą gospodarzy. Potem jednak Urusi dali prawdziwy koncert. Jeszcze przed przerwą raz trafił Cea, a dwa gole dorzucił Anselmo. W drugiej połowie ukąsił jeszcze Iriarte, a Cea jeszcze dwa razy pokonał jugosłowiańskiego bramkarza. 6:1(!) i to nie z byle kim. Jakże wspaniale zapowiadał się pierwszy finał w historii mistrzostw świata w piłce nożnej. Spotkały się w nim dwie najlepsze drużyny świata, darzące się szczerym i głębokim uczuciem nienawiści, rywalizujące przez ostatnie kilka lat na różnych płaszczyznach i w końcu demolujące wszystkich rywali po kolei w drodze do finału. Jeśli finał igrzysk olimpijskich cieszył się ogromnym zainteresowaniem wśród mieszkańców obu krajów to w tym przypadku trzeba mówić o narodowym kataklizmie, który wyciągnął niemal wszystkich domowników na ulicę. Zaczęło się szczęśliwie dla Urugwajczyków, którzy objęli prowadzenie po strzale mało znanego piłkarza Bella Vista Montevideo – Pablo Dorado. Osiem minut później wyrównał Peucelle, a na kilka minut przed końcem pierwszej połowy drugą bramkę dla gości strzelił Stabile. A więc Argentyna przy obecności 93 tysięcy widzów rozmontuje legendarną urugwajską maszynę! Czy to możliwe? To tak jakby Szkocja w finale mistrzostw świata na Wembley pokonała Anglię! Do końca pozostało jednak 45 minut. Upór, determinacja i chęć zwycięstwa za wszelką cenę, to cechowało Urugwajczyków w latach 20-tych. Jeśli do tego dodamy niezwykłe umiejętności piłkarskie, które można określić mianem artyzmu to ujrzymy obraz być może najlepszej drużyny w historii futbolu. Taka drużyna bez problemu jest w stanie odrobić straty w meczu o wielką stawkę. I rzeczywiście, do wyrównania doprowadził w 57. minucie Pedro Cea. Euforia po zdobyciu gola była tak wielka, że nic nie było już w stanie zatrzymać pędzących niczym superszybki pociąg Urusów. Dziesięć minut później było już 3:2 po trafieniu Santosa „El Canario” Iriarte. Na minutę przed końcem formalności dopełnił jeszcze Castro, stawiając tym samym kropkę nad „i” w meczu rozstrzygającym o światowej dominacji Urugwaju.

18.07.1930 URUGWAJ – Peru 1:0 (Castro)

21.07.1930 URUGWAJ – Rumunia 4:0 (Dorado, Scarone, Anselmo, Cea)

27.07.1930 URUGWAJ – Jugosławia 6:0 (Cea – 3, Anselmo – 2, Iriarte)

30.07.1930 URUGWAJ – Argentyna 4:2 (Dorado, Cea, Iriarte, Castro)

Na tym historia wielkiego Urugwaju się kończy. Turnieju Copa America nie rozgrywano aż do 1935 roku, kiedy to wygrał… Urugwaj. Z wielkiego składu zostali jednak tylko Nasazzi i Castro. Na mistrzostwa świata w 1934 roku obrońcy tytułu nie pojechali, ponieważ uważali, że turniej może zostać rozegrany wyłącznie na ich terenie. Podsumowując, między rokiem 1920 a 1930 Urugwaj wygrał trzy razy rozgrywki kontynentalne, dwa razy zdobył złoty medal igrzysk olimpijskich i raz sięgnął po tytuł mistrza świata. Która drużyna osiągnęła tyle samo? Oczywiście żadna. Jednak o wielkości zespołu nie decydują tylko sukcesy, ale też wielcy piłkarze. Wielu fachowców do dziś uważa, że świat nie widział lepszego obrońcy niż Nasazzi. Popularny „Marszałek” miał swój wkład we wszystkie trofea, jakie w owym czasie zdobywali Urugwajczycy, został też uznany za najlepszego piłkarza mistrzostw świata. Mistrzem Urugwaju był tylko dwa razy (w barwach Nacionalu w latach 1933 i 1934), ponieważ najlepsze lata swojej kariery spędził w przeciętnym klubie Bella Vista. Nazywany „Czarnym cudem” Jose Leandro Andrade, który zdobywał mistrzostwo kraju zarówno w barwach Nacionalu jak i Penarolu (to tak jakby zostać mistrzem Hiszpanii w barwach Realu i Barcelony). Andrade został wybrany trzecim najlepszym piłkarzem na mistrzostwach świata. Najstarszy z tej ekipy Hector Scarone strzelił w reprezentacji 32 gole w 52 meczach, święcił triumfy w Nacionalu (osiem tytułów mistrzowskich) ale też z powodzeniem występował w Barcelonie, Interze Mediolan, czy Palermo. W tym pierwszym klubie strzelił 17 bramek w 18 występach! Co ciekawe, w latach 50-tych był trenerem Realu Madryt. Diabelnie skuteczny był też Pedro Petrone, który w 29 meczach w koszulce „Celestes” zdobył 24 gole. W lidze był jeszcze skuteczniejszy, bo zanotował 176 trafień w 148 występach. Świetną skuteczność potwierdził też we włoskiej Fiorentinie, dla której w ciągu dwóch lat strzelił 37 goli. Wyśmienitym snajperem był też Hectro Castro, który strzelił dla Nacionalu 145 bramek. On z kolei przez chwilę kopał piłkę w Argentynie, w barwach klubu Estudiantes La Plata. Castro duże sukcesy osiągał też jako trener, w tej roli pięciokrotnie sięgał po mistrzostwo kraju, jako piłkarz cieszył się tym tytułem trzykrotnie. Nietuzinkową postacią był także Pedro Cea, który miał niezwykłą zdolność strzelania ważnych bramek. Zdobył ich w reprezentacji tylko 13, ale większość to trafienia turniejowe. Gwiazdor Nacionalu przez całą karierę był związany wyłącznie z tym klubem. Dlaczego nie mówi się dziś o Urugwaju jako o najlepszej drużynie w historii futbolu? Bo wówczas wielkie dokonania nie były tak bardzo nagłośnione. Przez wiele lat podważano też rangę złota olimpijskiego, ale przecież w owych czasach ten turniej był równoznaczny z turniejem o mistrzostwo świata w piłce nożnej, a więc można powiedzieć, że Urugwaj trzy razy z rzędu stawał na szczycie futbolowego świata! Takiej sztuki z wyjątkiem naszych dzisiejszych bohaterów nie dokonał nikt.

8

@FCBparasiempre
Na przestrzeni dziejów w futbolu było wiele drużyn, które zdominowały rozgrywki piłkarskie na poziomie międzynarodowym. Wystarczy przypomnieć Brazylię za czasów Pelego, RFN z Mullerem i Beckenbauerem czy obecną Hiszpanię. Jednak mało kto pamięta, że pierwszym zespołem, który miał monopol na piłkarskie sukcesy był być może do dziś zasługujący na miano najlepszego w historii Urugwaj. Żeby opowiedzieć tę historię musimy się cofnąć do czasów, kiedy futbol jeszcze raczkował. Pierwsze kroki stawiał oczywiście w Europie a dokładnie w Wielkiej Brytanii, ale wśród mieszkańców Ameryki Południowej szybko zapanowała żądza nauczenia się podstaw tej dyscypliny. Oczywiście nie obyło się bez pomocy brytyjskich emigrantów, którzy najpierw grali dla zabawy, a później zaczęli tworzyć stowarzyszenia sportowe w takich krajach jak Argentyna, Brazylia, czy Urugwaj. Z czasem tubylcy połknęli bakcyla i totalnie zatracili się w kopaniu okrągłej piłki. Anglicy mogli być z siebie dumni, bo kilka lat później okazało się, że stworzyli potwora. W 1916 roku w Ameryce Południowej po raz pierwszy rozegrano rozgrywki o miano najlepszego zespołu na kontynencie. Wygrał Urugwaj, który powtórzył ten sukces rok później. Następnie rozpoczęła się sztafeta, w której pałeczkę przekazywali sobie Argentyńczycy, Brazylijczycy i Urusi. W tych czasach nie uważano jednak, że Latynosi mogą stawić czoła Europejczykom. W końcu to oni wynaleźli futbol, a uczeń nie prawa w tak szybkim tempie przeskoczyć mistrza, szczególnie, że ów uczeń był dość ubogi. Zmienić to miały dopiero igrzyska olimpijskie w 1924 roku. Historia, którą chcemy opowiedzieć zaczęła się rok wcześniej. Wówczas na turnieju w Montevideo trener reprezentacji Urugwaju, Leonardo de Lucca, zdecydował się na odważny krok. Dokonał on rewolucji stawiając na młodych i utalentowanych kosztem doświadczonych i utytułowanych piłkarzy. Wiadomo było, że ten kto wygra turniej pojedzie na olimpiadę, więc szkoleniowiec ryzykował bardzo dużo. Jednak postawienie na 22-letniego Andrade, jego rówieśnika Jose Nasazziego, 21-letniego Pedro Ceę, niewiele starszego Hectora Scarone czy zaledwie 18-letniego Pedro Petrone okazało się strzałem w dziesiątkę. Ci chłopcy grali z niezwykłą młodzieńczą fantazją i wspierani głośnym dopingiem kibiców pokonali w pierwszym meczu Paragwaj (2:0), a w drugim Brazylię (2:1). Wszystko zależało od decydującego meczu z doświadczoną Argentyną, która również chciała pokazać się na olimpiadzie. Urusi szybko pogrzebali marzenia „Albicelestes” głęboko pod ziemią. Po golach Petrone i Sommy wygrali 2:0, dzięki czemu zwyciężyli w VII edycji Copa America i wywalczyli przepustkę do Paryża.

04.11.1923 URUGWAJ – Paragwaj 2:0 (Scarone, Petrone)

25.11.1923 URUGWAJ – Brazylia 2:1 (Petrone, Cea)

02.12.1923 URUGWAJ – Argentyna 2:0 (Petrone, Somma)

To był pierwszy krok do nieśmiertelności. Kolejny Urugwajczycy wykonali rok później. Nikt się nie spodziewał, że przybysze z Ameryki Południowej mogą grać w piłkę na podobnym poziomie co sportowcy ze Starego Kontynentu. Oczekiwano, że już po pierwszym spotkaniu z Jugosławią Urugwajczycy pożałują, że udali się w tak daleką podróż. Tak naprawdę nikt jednak nie widział w akcji ekipy „Celestes”, a więc, żeby właściwie ocenić ich możliwości, wysłano na trening szpiega. Latynosi się o tym dowiedzieli i próba generalna była przepełniona niecelnych podań i kabaretowych pomyłek. Kiedy przyszło do meczu o stawkę latynoscy bohaterowie, grający pod wodzą Ernesto Figoliego, zniszczyli ekipę „Plavich” wygrywając aż 7:0! Element zaskoczenia zrobił swoje. Dziennikarze wręcz oniemiali z zachwytu, nie potrafili wyrazić w słowach tego, co zobaczyli. A ujrzeli oni coś zupełnie odmiennego od atletycznego futbolu, który preferowano w Europie. Ujrzeli bajeczną technikę, świetne dryblingi, dokładne podania, precyzyjne strzały, zobaczyli to co najpiękniejsze w futbolu południowoamerykańskim i od razu się w nim zakochali. W kolejnych meczach Urugwaj tylko pogłębiał ekstazę miejscowych ekspertów i powoli zdobywał serca kibiców. Zwycięstwo 3:1 z USA może i nie było wielkim wyczynem, ale pokonanie gospodarzy 5:1 było równoznaczne z wspięciem się na futbolowy szczyt. Żeby ten szczyt zdobyć, trzeba było jeszcze pokonać Holandię (2:1) i w finale Szwajcarię (3:0), ale po tym co wcześniej dokonali Urugwajczycy, te mecze wydawały się formalnością.

26.05.1924 URUGWAJ – Jugosławia 7:0 (Vidal, Scarone, Cea – 2, Petrone – 2, Romano)

29.05.1924 URUGWAJ – USA 3:0 (Petrone – 2, Scarone)

01.06.1924 Francja – URUGWAJ 1:5 (Scarone – 2, Petrone – 2, Romano)

06.06.1924 URUGWAJ – Holandia 2:1 (Cea, Scarone)

09.06.1924 URUGWAJ – Szwajcaria 3:0 (Petrone, Cea, Romano)

Urugwaj w 1924 roku nie tylko podbił futbolowy świat, ale też zdobył serca miejscowych kibiców. Po meczu finałowym piłkarze zrobili rundę honorową z flagą Urugwaju i Francji wokół stadionu, na którym rozgrywany był finał olimpijski. To oczywiście spotkało się z dużym aplauzem wśród miejscowych fanów. Pewnie trochę głupio było w tym momencie organizatorom, którzy zapomnieli umieścić flagi Urugwaju na jedwabnej szarfie, która miała upamiętniać zmagania olimpijczyków w 1924 roku. Europejczycy zakochali się w południowoamerykańskim futbolu do tego stopnia, że rok później masowo zapraszano tamtejsze kluby na tournee po Starym Kontynencie. Przyjeżdżały nie tylko ekipy z Urugwaju, ale też z Argentyny i Brazylii. Taki Nacional Montevideo przebywał za oceanem przez sześć miesięcy, rozgrywając w tym czasie 38 spotkań, na które średnio przychodziło 30 tysięcy widzów. Warto odnotować, że Urugwajczycy przegrali w tym czasie zaledwie pięć spotkań.



Sukcesu Urusom pozazdrościli Argentyńczycy, którzy tuż po triumfalnym powrocie bohaterów z Paryża zaproponowali rozegranie meczu towarzyskiego. Ci się zgodzili i w ten sposób narodziła się jedna z najbardziej zaciekłych rywalizacji w historii futbolu. Mecz w Montevideo zakończył się remisem 1:1, ale nie obeszło się bez kontrowersji. Otóż Argentyńczycy strzelili bramkę po strzale bezpośrednio z rzutu rożnego autorstwa Onzariego. Bohaterowie z Paryża długo się kłócili o prawidłowość tej bramki, bowiem w owym czasie było to niespotykane. Jednak dwa miesiące wcześniej ogłoszono, że bramki z rzutu rożnego są ważne, o czym piłkarze Urugwaju nie wiedzieli, ze względu na słaby przepływ informacji. Zgodnie z umową kilka dni później odbył się rewanż w Buenos Aires, w którym po pięciu minutach publiczność wtargnęła na boisko. Nad tłumem udało się po chwili zapanować, ale Urugwajczycy nie mieli ochoty na kontynuowanie zawodów. Kilka dni później podjęto kolejną próbę. Przy 35 tysiącach kibiców, oddzielonych od piłkarzy ogromną siatką, Argentyńczycy do 86. minuty prowadzili 2:1. Urugwaj znów zrejterował, tłumacząc to obawą o swoje zdrowie, bowiem kibice od początku spotkania w sposób jednoznaczny dawali wyraz niezadowolenia z faktu, że kilka dni wcześniej mistrzowie olimpijscy nie chcieli wrócić na boisko. Publiczność atakowała piłkarzy słownie, potem posunęła się do gróźb, by w końcu obrzucać urugwajskich piłkarzy kamieniami. Urugwajczycy te kamienie odrzucali, reagowała policja, Andrade kopnął nawet jednego z funkcjonariuszy, za co został aresztowany. W takiej atmosferze miały też zostać rozegrane mistrzostwa Ameryki Południowej w 1924 roku. Rozegrano je w Montevideo na przełomie października i listopada. Od początku było wiadomo, że liczą się tylko dwie drużyny, ale na dzień dobry Argentyna zanotowała wpadkę z Paragwajem (0:0), a Urusi rozgromili Chilijczyków (5:0). Obie ekipy wygrali swoje spotkania w drugiej kolejce i o ostatecznym triumfie miał zadecydować mecz pomiędzy dwoma być może najsilniejszymi wówczas drużynami na świecie. Tutaj zdarzyło się coś niezwykłego. Urugwaj atakował przez całe spotkanie, ale bramkarz Argentyny, Tesoriere, bronił wszystkie strzały ówczesnych królów futbolu. Mecz zakończył się remisem 0:0, co dawało gospodarzom pierwsze miejsce, ale po spotkaniu doszło do niecodziennego wydarzenia. Jose Pedro Cea, Pedro Petrone i Jose Nasazzi wzięli Tesoriere na barki i zrobili z nim rundę honorową, zatrzymując się przy loży, gdzie prezydent Urugwaju osobiście pogratulował Argentyńczykowi udanego występu. W sytuacji, kiedy rywalizacja pomiędzy oboma krajami była tak gorąca, wyczyn urugwajskich herosów wydawał się być irracjonalny, szczególnie, że ten remis zakończył serię dziesięciu zwycięstw z rzędu urugwajskiej maszyny w meczach turniejowych.

19.10.1924 URUGWAJ – Chile 5:0 (Petrone – 3, Zingone, Romano)

26.10.1924 URUGWAJ – Paragwaj 3:1 (Petrone, Romano, Cea)

02.11.1924 URUGWAJ – Argentyna 0:0

Rok później Urugwaj nie wziął udziału w rozgrywkach o kontynentalne trofeum (wygrała oczywiście Argentyna), ale w 1926 roku powrócił na turnieju rozgrywanym w Chile. W drużynie Urusów po raz pierwszy na tak ważnym turnieju pokazał się Hector Castro, znakomity snajper, który charakteryzował się tym, że nie miał jednej dłoni. Legenda głosi, że stracił ją podczas zabawy w tartaku w wieku dziecięcym. Ów Castro okazał się bohaterem Urugwaju, nie tylko strzelił sześć goli w turnieju, ale też miał ogromny wpływ na zwycięstwo z największym rywalem. W meczu wygranym 2:0 z Argentyną napastnik Nacionalu strzelił bramkę w 90. minucie, pieczętując pewne zwycięstwo. W meczu z Paragwajem Castro zdobył aż cztery gole, mówiono więc, że godnie zastąpił on nieobecnych na turnieju Ceę i Petrone i jeśli uda się go wkomponować do złotej olimpijskiej jedenastki to siła zespołu będzie wręcz niewyobrażalna.

17.10.1926 URUGWAJ – Chile 3:1 (Borjas, Castro, Scarone)

24.10.1926 URUGWAJ – Argentyna 2:0 (Borjas, Castro)

28.10.1926 URUGWAJ – Boliwia 6:0 (Scarone – 5, Romano)

01.11.1926 URUGWAJ – Paragwaj 6:1 (Castro – 4, Saldombide – 2)

Passa meczów bez porażki w meczach turniejowych została podtrzymana i wydawało się, że w Peru, gdzie odbywał się turniej Copa America w 1927 roku, Urugwaj znów pokaże co potrafi. Jednak w kadrze na ten turniej zabrakło kilku ważnych piłkarzy. W domu został Cea, nieobecny był też Romano, który powoli schodził ze sceny piłkarskiej, ale najbardziej bolesna była nieobecność słynnego „Marszałka” Jose Nasazziego. Kapitan legendarnej drużyny nie mógł wziąć udziału w Copa America z powodu kontuzji, ale początkowo wydawało się, że to nie będzie stanowiło większego problemu. Po dwóch efektownych zwycięstwach Urugwaj był liderem, lecz o wszystkim jak zwykle miał zadecydować mecz z Argentyną. Zaczęło się zgodnie z planem – Scarone wyprowadził obrońców tytułu na prowadzenie. Potem rywale strzelili dwie bramki, jednak na 12 minut przed końcem spotkania wyrównał Scarone. Ten wynik dawał triumf Urusom, jednak na pięć minut przed ostatnim gwizdkiem sędziego Canavessi wpakował piłkę do własnej bramki i Argentyna zwyciężyła 3:2. Tak zakończyła się passa 17 spotkań bez porażki w meczach turniejowych reprezentacji Urugwaju.

01.11.1927 Peru – URUGWAJ 0:4 (Sacco – 2, Castro, Ulloa – samobójcza)

06.11.1927 URUGWAJ – Boliwia 9:0 (Petrone – 3, Figueroa – 3, Arremon, Castro, Scarone)

20.11.1927 Urugwaj – ARGENTYNA 2:3 (Scarone – 2)

Na igrzyska olimpijskie w Amstediamie udało się aż trzech przedstawicieli Ameryki Południowej. Oprócz obrońcy tytułu i triumfatora Copa America w turnieju udział wzięli też Chilijczycy. Chile już w rundzie wstępnej przegrało rywalizację z Portugalią, ale oczy kibiców i tak były zwrócone na Urugwaj i Argentynę. Obrońcy tytułu mieli wyjątkowo trudne losowanie. Już w pierwszej rundzie na przeszkodzie stanęli gospodarze – Holendrzy – których udało się pokonać w stosunku 2:0. Argentyna w tym samym czasie znęcała się bezlitośnie nad ekipą USA kończąc na wyniku 11:2. W kolejnej fazie Argentyna rozprawiła się z Belgią (6:3) a Urugwaj odprawił z kwitkiem zawsze mocną drużynę niemiecką po świetnym meczu Andrade. Półfinałowa zabawa Argentyńczyków z Egiptem (6:0) mogła być traktowana jako trening przed meczem finałowym, z kolei Urugwaj musiał toczyć zażarte boje z Włochami (3:2). Dla porównania warto wspomnieć, że Włosi pokonali Egipcjan w meczu o III miejsce 11:3. Mimo wszystkich przeszkód i kłód rzucanych pod nogi w Amsterdamie i tak doszło do południowoamerykańskiego finału, który miał stać się jednym z najbardziej legendarnych olimpijskich spektaklów. Wystarczy powiedzieć, że do organizatorów wpłynęły zapytania o możliwość kupno biletów w niewyobrażalnej do tej pory ilości 250 tysięcy. Buenos Aires i Montevideo zamarło. W czasie meczu tysiące ludzi gromadziło się na placach, na których można było usłyszeć co się dzieje na stadionie w Amsterdamie. W czasie kiedy spiker przekazywał krótkie informacje, które otrzymał telegramem, puls sympatyków obu drużyn na pewien czas zanikał. Kiedy gola strzelił Petrone serca fanów urugwajskich niemal eksplodowały z radości, kiedy wyrównał Ferreira, na pewien czas przestawały bić z żalu. Ostatecznie obie ekipy były tak wyrównane, że do rozstrzygnięcia potrzebny był drugi mecz. Zaczęło się podobnie, najpierw strzelił Figueroa dla Urugwaju, a wyrównał klika minut później Monti. Katem okazał się niezawodny Scarone. To właśnie ten, wówczas 30-letni heros, wykonał wyrok i udowodnił wyższość Urugwaju nad Argentyną w owych czasach.

30.05.1928 Holandia – URUGWAJ 0:2 (Scarone, Urdinaran)

03.06.1928 URUGWAJ – Niemcy 4:1 (Petrone – 3, Castro)

07.06.1928 URUGWAJ – Włochy 3:2 (Cea, Campolo, Scarone)

10.06.1928 Urugwaj – Argentyna 1:1 (Petrone)

13.06.1928 URUGWAJ – Argentyna 2:1 (Figueroa, Scarone)


10

Pawełku, coś zwłaszcza dla ciebie.

,,La Celeste” w okresie międzywojennym(w odpowiedzi na komentarz):

@Pawel13sz
@AssisMoreira
@Symson
@Sensible
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
@Ogorinho1974

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?