0

@LS No cóż, jak chciał to niech się teraz cieszy! Ty doskonale wiesz że nie cierpie tego piłkarza...

3

Dopiero teraz przypadkowo natrafiłem na artykuł z lata tego roku, którego z jakiegoś powodu nie dostrzegłem. Zapewne część z was czytała? Jeśli nie każdy czytał to przypominam: https://www.fcbarca.com/111322-minguella-zaoferowalem-barcelonie-juliana-alvareza-za-20-mln-a-kupili-ferrana-torresa-za-60-mln.html
Ja tylko przypomne że gdyby nie pan Minguella, to prawdopodobnie Lionel Messi nigdy nie trafił by do FC Barcelony. Jaki w tym udział miał pan Minguella że Messi grał w Blaugranie opisze mniej więcej za tydzień.

3

@FCBparasiempre
Asprilla pojawił się w zespole w momencie rozpoczęcia kryzysu. Sam szkoleniowiec również bronił swojego gracza, często podkreślając, że w wielu meczach dawał on jego zespołowi najwięcej jakości ze wszystkich. Tak było chociażby w starciu „o sześć punktów” z Manchesterem United, który Newcastle przegrało pechowo po bramce Erica Cantony. Przyszły selekcjoner reprezentacji Anglii uznał Asprillę najlepszym zawodnikiem tamtego meczu. Większość osób, które obejrzały tamto spotkanie uznało nim jednak Petera Schmeichela, który powstrzymał biało-czarną nawałnicę pod swoją bramką. Po latach sam jednak przyznał, że był to jeden z tych wieczorów, w czasie którego „wszystkie piłki trafiały w niego”. Ta potyczka była jednym z punktów zwrotnych sezonu. Mimo to Asprilla i koledzy zebrali sporo braw od swoich kibiców za starcie z United. Pod wrażeniem piłkarskich umiejętności kolegi z zespołu był także Peter Beardsley: ,,Asprilla był wspaniałym graczem. Miał wysublimowane podanie, świetną wizję gry i umysł piłkarza”. Na zarzuty o to, że Faustino był głównym winowajcą niepowodzenia Newcastle w tamtym sezonie odpowiedział: ,,Stanowił łatwy cel, ale to po prostu nie było prawdą”. Nie zawsze jednak koledzy z drużyny i menadżer zachwycali się postawą El Tino. Najbardziej naraził im się po przegranym 0:2 meczu z Arsenalem na Highbury, kiedy po meczu szybko wziął prysznic i pospiesznie wymknął się tylnym wyjściem ze stadionu i pognał motocyklem na lotnisko, nie czekając na pomeczową odprawę. Uzasadnił to tym, że… nie mówi po angielsku, więc i tak nie zrozumiałby słów Kevina Keegana. Pojedyncze przebłyski geniuszu Ośmiornicy dawały jednak nadzieje, że w kolejnym sezonie na dobre stanie się on liderem drużyny. Za rekordową sumę 15 milionów funtów ekipę z Newcastle wzmocnił król strzelców Euro 1996, Alan Shearer, otrzymując jednogłośny status największej gwiazdy zespołu. Asprilla grywał na skrzydle lub siedział na ławce rezerwowych. Z ławki musiał oglądać choćby rewanż na Manchesterze United. Newcastle rozbiło rywala aż 5:0. W przeciwieństwie do Asprilli, nadzieje kibiców spełniał Shearer, który został w tamtym sezonie królem strzelców całych rozgrywek z liczbą 25 goli. El Tino w 24 spotkaniach strzelił cztery. Do tego ze stanowiska menadżera zespołu zrezygnował na początku 1997 roku Kevin Keegan. Można było mieć wątpliwości, czy zastępujący go na trenerskiej ławie Kenny Dalglish znajdzie miejsce dla Kolumbijczyka. Legenda Liverpoolu nie odstawiła jednak Asprilli całkowicie na boczny tor. W sezonie 1996/97 Newcastle znów zajęło drugie miejsce w lidze i doszło do ćwierćfinału Pucharu UEFA. W tych drugich rozgrywkach Asprilla spisywał się zdecydowanie lepiej, strzelając pięć goli w sześciu spotkaniach. Na początku kolejnego sezonu sytuacja Faustino znów się zmieniła. Z drużyny odeszli Les Ferdinand i David Ginola, zaś Shearer doznał urazu więzadeł w czasie przedsezonowego turnieju. W nogach Asprilli miała spoczywać odpowiedzialność za tworzenie sytuacji bramkowych. Octopus zaczął sezon w świetnym stylu, zapewniając swojemu zespołowi zwycięstwo w pojedynku z Sheffield Wednesday w pierwszej kolejce. Zdobył w tamtym spotkaniu dwie bramki. Jak się miało okazać… były to jego jedyne dwa gole ligowe. Dzięki drugiemu miejscu z poprzedniego sezonu, ekipa znad rzeki Tyne mogła przystąpić do rundy kwalifikacyjnej Ligi Mistrzów. Tam nie bez kłopotu rozprawili się z Dinamem Zagrzeb i awansowali do rozgrywek grupowych. Pierwszym przeciwnikiem zespołu Kenny’ego Dalglisha była Barcelona. Asprilla od zawsze bardzo dobrze czuł się w rozgrywkach pucharowych. Kibice Newcastle na pewno jednak spodziewali się tego, co zrobił 17 września 1997 roku na St. James Park. Każdy wielki piłkarz ma w swojej karierze spotkanie, które może wspominać latami. Takim meczem dla Asprilli z pewnością był pojedynek z Blaugraną. W 22. minucie pozwolił się sfaulować w polu karnym rywala bramkarzowi Ruudowi Hespowi, by następnie samemu pokonać go z „wapna”. Osiem minut później głową skierował futbolówkę w okienko bramki holenderskiego golkipera Barcy. Na początku drugiej połowy El Tino wbiegł między obrońców katalońskiego zespołu i po wyskoku rodem z NBA zdobył hat-tricka. Po wszystkim długo celebrował swój wyczyn pod trybunami, robiąc fikołki i świętując z kibicami Newcastle. Barcelona na hat-trick Asprilli odpowiedziała tylko dwoma golami i trzy punkty zostały na wybrzeżu. Był to epizod, który na zawsze wyrył się złotymi zgłoskami w historii klubu z Anglii, a także w życiorysie naszego bohatera. Sezon miał jednak nieudany. W Lidze Mistrzów również nie strzelił już bramki, a Sroki odpadły w grupie, zwyciężając jeszcze tylko raz z Dynamem Kijów. Zimą 1998 roku przygarnął go klub, w którym zaczął swoją przygodę z europejską piłką. Po dwóch latach przerwy wrócił do Parmy.

Wszystko to było już tylko odcinaniem kuponów. Parma odkupiła go z Anglii za kwotę sześciu milionów funtów. Dokładnie tyle samo włoscy działacze otrzymali wcześniej od Newcastle. Przez dwa sezony zagrał zaledwie w 12 meczach ligowych. W 1999 roku wywalczył swój drugi Puchar UEFA. Parma pokonała w finale Marsylię 3:0. El Tino zagrał w decydującym starciu sześć minut, zmieniając w końcówce spotkania Hernana Crespo. Było to już czwarte europejskie trofeum, które udało mu się zdobyć. Tym razem jednak jego wkład w sukces był symboliczny. Niedługo potem wybudował ranczo, które chyba było już wyrazem tęsknoty za powrotem do swojej ojczyzny. Po epizodzie w Parmie powrócił na swój kontynent. Przez kolejne kilka lat tułał się po Ameryce Południowej, grając kolejno w Brazylii (Fluminense i Palmeiras), Meksyku (Atlante), Kolumbii (Atletico Medellin), Chile (Universidad Chile), Argentynie (Estudiantes La Plata) i ponownie w Kolumbii (Cortulua), gdzie w 2004 roku zawiesił buty na kołku. Trzy lata wcześniej po raz ostatni przywdział koszulkę reprezentacji Kolumbii. Dla Los Cafeteros zagrał 57 spotkań i zdobył 20 bramek. Pojechał na dwa mundiale (1994, 1998) i trzy razy był w składzie reprezentacji na Copa America. Jak wspomniałem na początku tego tekstu, Asprilla był postacią bardzo barwną. Kochał piękne kobiety, dobrą zabawę i nadal kocha życie. Po zakończeniu kariery został ekspertem w telewizji ESPN. Promuje również własną markę… prezerwatyw. W kolumbijskim radiu LA FM tak się wypowiadał na ten temat: ,,Myślę, że to świetny pomysł. Mam nadzieję, że zostaną wykorzystane w kampanii przeciwko niechcianym ciążom nastolatek”. W czasach gry w Newcastle podrywał podobno dziewczyny, wmawiając im, że w jego mieszkaniu znajduje się David Ginola. Rozochocone dziewczyny chętnie wchodziły wówczas do domu Kolumbijczyka, chcąc poznać przystojnego, francuskiego piłkarza. Oczywiście na miejscu napotykały pusty apartament. Gianfranco Zola utrzymywał zaś, że gdy jedyny raz zabrał Asprillę na ryby, to ten połamał mu wszystkie wędki. Tino jest również fanem broni palnej, z którą w czasie gry w Chile przyszedł kiedyś na trening, mówiąc kolegom, że jeśli nie zaczną uciekać, to zacznie do nich strzelać. Pojawiał się także roznegliżowany na okładkach czasopism w Kolumbii i Włoszech. Aktywnie udziela się również na Twitterze. Aktualnie większość czasu spędza na swoim ranczo w rodzinnym Tulua, gdzie między innymi hoduje konie. Świetna technika, dobry przegląd pola, niekonwencjonalne decyzje. Czego więc zabrakło Asprilli, by zrobić większą karierę? Zapewne każdy odpowie podobnie. Charakter „południowca” zbyt często dawał o sobie znać. Popadanie w skandale, romanse, zbyt gorąca głowa, niechęć do reżimu treningowego i słabość do wszelkich życiowych pokus. To demony, które pogrążyły już niejedną gwiazdę futbolu rodem z Ameryki Południowej. Z drugiej jednak strony, skoro Asprilli prowadzenie takiego żywota odpowiada, jest szczęśliwy i zadowolony ze swojej kariery, to czy mamy prawo go osądzać? Możemy się jedynie cieszyć, że futbolowi bogowie stworzyli kolejną postać, której historii życia słucha się z zapartym tchem.

8

@FCBparasiempre
Z pewnością wielu z was oglądało serial „Narcos”. Kokainowe kartele, bojówki ukrywające się w zakamarkach amazońskiej puszczy, konflikty polityczne, korupcja. Wiele osób w ten sposób postrzega właśnie Kolumbię. Gdzieś tam w tle przewija się także futbol. Gdy pomyślimy o gwiazdach tego sportu z lat 90-tych, to na myśl przychodzą nam: ekscentryczny bramkarz Rene Higuita, Carlos Valderrama i jego bujna czupryna, czy zamordowany po strzeleniu samobójczej bramki na mundialu w USA Andres Escobar. Jest także i on. Bohater naszego dzisiejszego tekstu – Faustino Asprilla. Urodził się 10 listopada 1969 roku jako Faustino Hernan Asprilla Hinsteroza, w liczącym sobie 200 tysięcy mieszkańców Tulua, leżącym przy Autostradzie Panamerykańskiej i będącym głównym ośrodkiem tańca Salsa, znanym w całej Ameryce Południowej. Swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w słynnej szkółce „Carlos Sarmiento Lora” w Cali. Ta piłkarska akademia została założona w 1984 roku przez siostrzenicę lokalnego społecznika, (zmarł cztery lata wcześniej), aby uczcić jego pamięć. Jest ona małą kopalnią piłkarskich diamentów. Oprócz Asprilli, „wyprodukowała” takich graczy jak chociażby Faryd Mondragon czy Mario Yepes. Nauka futbolu w tak prestiżowym miejscu miała poskutkować w przypadku Asprilli transferem do któregoś z utytułowanych klubów z Cali – America bądź Deportivo. Szczególnie ten drugi klub często czerpał ze źródełka akademii „Carlos Sarmiento Lora”, która początkowo była nawet jego przybudówką. Żaden z tych klubów nie zdecydował się jednak na podpisanie kontraktu z Tino. Trafił on do Cucuta Deportivo. Klub niewiele znaczył na piłkarskiej mapie Kolumbii. W swojej ponad 60-letniej historii nie mógł poszczycić się zdobyciem jakiegokolwiek krajowego trofeum. Leżąca przy granicy z Wenezuelą Cucuta okazała się jednak trampoliną dla 20-letniego Faustino. Spędził tu zaledwie rok. Tyle wystarczyło, żeby zwrócić na siebie uwagę. W sezonie 1988 rozegrał 36 spotkań i zapakował rywalom 17 bramek. Jego zespół zajął spokojne ósme miejsce w tabeli. Oko na młodym zawodniku zawiesili działacze Atletico Medellin i to właśnie tam przed sezonem 1989 trafił Tino. Opieszałość klubu z Cali, napędzanego „narkopieniędzmi” braci Orejuela, wykorzystało Medellin, wspierane bogactwem tamtejszego kokainowego kartelu. Sprawa Asprilli – 1:0 na korzyść Pablo Escobara. W pierwszym sezonie dla nowego klubu, Octopus (pol. Ośmiornica), jak nazywali Faustino przyjaciele z dzieciństwa (a wiązało się to z niepohamowanym apetytem napastnika) zagrał tylko 16 razy (15 spotkań ligowych i jeden w Pucharze Kolumbii). Stało się tak dlatego, że rozgrywek ligi kolumbijskiej w 1989 roku nie dokończono. Powodem podjęcia takiej decyzji, była śmierć sędziego liniowego – Alvaro Ortegi. Stało się to po tym, jak Ortega nie uznał bramki dla Atletico Medellin w prestiżowym starciu z… a jakże, America de Cali. Asprilla zdołał zdobyć dla Los Verdolagas dziewięć goli. W dwóch następnych sezonach stawał się coraz ważniejszym ogniwem zespołu. Przez dwa kolejne lata przywdziewał zielono-biały trykot 61 razy i pokonywał bramkarza rywali 21-krotnie. Tino nigdy nie był typem klasycznego egzekutora. Często wystawiano go na prawym skrzydle lub za plecami napastnika. Trenerzy lubili wykorzystywać jego kreatywność, zwinność i szybkość. Nie tylko pokonywał bramkarzy rywali. Potrafił również obsłużyć kolegów z zespołu doskonałym podaniem. W sezonie 1990 finiszował wraz z drużyną na drugim miejscu w lidze kolumbijskiej, zmuszony uznać wyższość największego rywala z Cali. W 1991 roku to już jego team zgarnął najważniejszy skalp na krajowym podwórku, ciesząc się z pierwszego od 10 lat mistrzostwa Kolumbii dla Medellin. Postawa ciemnoskórego gracza nie uszła uwadze obserwatorów z kontynentu europejskiego. Początek sezonu 1992 rozpoczął jeszcze w barwach klubu ze światowej stolicy przemytu kokainy, ale zdołał dla niej zagrać ledwie 13-krotnie (siedem goli). Kolumbijczyk wylądował w Serie A, będącej wówczas uznawaną za najsilniejszą ligę piłkarską na świecie. Zasilił szeregi Parmy. Na Półwysep Apeniński powędrował za niecałe 11 milionów dolarów. Do ekipy Gialloblu dołączył w momencie, gdy ta wchodziła w swój „złoty okres”. Była akurat świeżo po zdobyciu pucharu Włoch, pierwszym znaczącym trofeum w historii. Na Stadio Ennio Tardini latynoski piłkarz miał okazję trenować z takimi tuzami jak: Tomas Brolin, Gianfranco Zola czy Roberto Sensini. Nad klubem z północy Włoch pieczę sprawował trener Nevio Scala. Tino szybko odnalazł się w Europie. W debiutanckim sezonie strzelił 12 bramek. Tifosi Parmy zapamiętali najbardziej jego piękne uderzenie z rzutu wolnego w samo okienko bramki Milanu na San Siro. Sebastiano Rossi odprowadził piłkę wzrokiem, a Asprilla pomknął do linii bocznej, celebrując gola w charakterystyczny dla siebie sposób – zrobił salto. Zapewnił zwycięstwo swojemu zespołowi i jednocześnie przerwał trwającą od 58 spotkań serię meczów bez porażki podopiecznych Fabio Capello.

Był doceniany przez ekspertów. W 1993 roku zajął szóste miejsce w plebiscycie na Piłkarza Roku FIFA. W klasyfikacji tej wyprzedził m.in. takich graczy jak Bebeto i Ronald Koeman. Parma zajęła trzecie miejsce. Największym sukcesem klubu z północy Italii w sezonie 1992/93 był jednak triumf w Pucharze Zdobywców Pucharów. Faustino zdobył w tych rozgrywkach cztery gole. Kolumbijczyk pokonywał kolejno golkiperów: węgierskiego Ujpestu, Sparty Praga i dwukrotnie Atletico Madryt w półfinale rozgrywek. W najważniejszym momencie sezonu jednak zawiódł, ale nie przez słabą grę, a z powodu swojego szalonego charakteru. Dał o sobie znać temperament południowca, przez który nabawił się kuriozalnej kontuzji. Jak wspominał w jednym z wywiadów, gdy przebywał w Kolumbii, w jego samochód uderzył autobus. Nic mu się nie stało, jednak postanowił wyjaśnić całą sytuację z kierowcą, który spowodował kolizję. Kierowca zdążył w pośpiechu zatrzasnąć drzwi autobusu. Tino wybił szybę w pojeździe i pokiereszował sobie odłamkami szkła nogę. Na tyle, że wykluczył się z finałowego starcia z Royalem Antwerpia. Absencja Asprilli nie przeszkodziła podopiecznym Nevio Scali w wywalczeniu europejskiego trofeum. W finale rozgrywanym na Wembley AC Parma odprawiła Belgów z kwitkiem, wygrywając 3:1. Asprilla mógł się tylko przyglądać temu triumfowi z trybun. Jego wybuchowy charakter nie po raz pierwszy napytał mu biedy. Okazja do „odkucia się” nadarzyła się już rok później. Włosi znów przebili się do finału PZP. Szło im bardziej opornie niż we wcześniejszej edycji. Maccabi Hajfę pokonali dopiero po rzutach karnych, a w półfinale zwyciężyli z Benficą dzięki bramce zdobytej na wyjeździe. Asprilla tym razem dołożył zaledwie dwie bramki i to obie strzelone w jednym meczu szwedzkiemu Degerfors IF. W wielkim finale Gialloblu trafili na Arsenal. Asprilla tym razem trzymał przed najważniejszym starciem nerwy na wodzy i 4 maja 1994 roku mógł wybiec w pierwszym składzie. Trofeum nie udało się jednak obronić. Nie pomógł w tym kolumbijski napastnik. Kanonierzy zwyciężyli dzięki bramce Alana Smitha w 19. minucie. Asprilli udało zapisać się w kajecie sędziego jedynie za sprawą żółtej kartki. Podopieczni Nevio Scali nie zakończyli jednak sezonu 1993/94 bez europejskiego trofeum. Już na samym początku sezonu zdołali sobie wywalczyć Superpuchar Europy. Zwyciężyli w dwumeczu z Milanem. Octopus zdobył w tamtym sezonie łącznie 16 goli, występując w 44 spotkaniach. Zapracował sobie w tamtym momencie na miano gwiazdy zespołu i ulubieńca trybun Stadio Ennio Tardini. Pojechał z reprezentacją Los Cafeteros na igrzyska w Barcelonie w 1992 roku. Szybko pożegnał się jednak z olimpijskimi zmaganiami, zajmując ostatnie miejsce w swojej grupie. W kadrze seniorskiej zadebiutował w 1993 roku. Już w pierwszym meczu z Chile wpisał się na listę strzelców, pokazując selekcjonerowi Francisco Maturanie, że szybko może stać się ważnym ogniwem reprezentacji. Kilka tygodni później selekcjoner zabrał go na turniej Copa America. Kolumbijczycy zdobyli tam brązowe medale. Tino dwukrotnie nie pomylił się w konkursach jedenastek, które Kolumbijczycy musieli rozegrać dla rozstrzygnięcia spotkań ćwierćfinałowego i półfinałowego. Jedno z najlepszych spotkań w barwach Los Cafeteros Asprilla zagrał we wrześniu 1993 roku. Drużyna Maturany mierzyła się z Argentyńczykami, którzy kilka miesięcy wcześniej wygrali wspomniane Copa America, a w półfinale wyeliminowali właśnie Kolumbię. W Buenos Aires (eliminacje MŚ 1994) Asprilla i koledzy wzięli srogi rewanż na Albicelestes, rozbijając mistrzów Ameryki Południowej aż 5:0. Dwa gole w tamtym spotkaniu strzelił bohater tekstu. Do dziś triumf na argentyńskiej ziemi z 1993 roku, przez wielu ekspertów uważany jest za najlepszy mecz Kolumbijczyków w historii. Kolumbijczycy przeszli przez wewnątrzamerykańskie eliminacje jak burza, nie przegrywając żadnego meczu. Kibice głęboko wierzyli, że w Stanach Zjednoczonych Los Cafeteros mogą spełniać rolę czarnego konia. Tino oczywiście został powołany na turniej. Po porażkach z Rumunią i sensacyjnie z gospodarzami mistrzostw – Amerykanami – Asprilla i spółka wiedzieli, że czas pakować manatki i udać się na wakacje. Na osłodę pokonali jeszcze Szwajcarię, ale niewiele to już zmieniło. Fatalny występ Faustino i jego kolegów poskutkował tragedią, na jaką nikt sobie nie zasłużył. Za samobója w meczu z USA, najwyższą karę zapłacił Andres Escobar. Kibic-psychopata zastrzelił go w jednym z klubów w Bogocie, krzycząc „Gol!” w chwili oddawania każdego ze strzałów. To zrobiło ogromne wrażenie na Asprilli, który tak wspomina ostatnią rozmowę z Escobarem w wywiadzie dla FourFourTwo: „Czułem się bardzo źle… myślę, że wszyscy tak się czuliśmy. Dużo płakałem. Był naprawdę dobrym przyjacielem i świetną osobą. Bardzo zabawną, zawsze żartującą. W samolocie, gdy wracaliśmy z USA do Kolumbii, mówił do mnie: „Nie wychodź na ulicę, to naprawdę bardzo niebezpieczne. Wiem, że lubisz imprezować, ale coś ci się może stać, mogą cię zabić. Zostań w domu.” Powiedziałem: „Ok, zostanę”. Osobą, która wyszła był on. Nie skorzystał z rady, którą dał mnie”. Po tamtym wydarzeniu Asprilla i Carlos Valderrama zawiesili swoje kariery reprezentacyjne.

W Parmie cały czas miał status gwiazdy. Coraz częściej jednak dawał o sobie znać jego charakter. Można było poczytać w tabloidach o jego barwnym życiu prywatnym. Przyczyniał się do tego również jego romans z niemiecką modelką Petrą Scharbach. Mimo wszystko w sezonie 1994/95 pozostawał nadal ważną częścią w żółto-niebieskiej układance Nevio Scali. Zagrał we wszystkich rozgrywkach 41 razy i zdobył 10 goli. Był też „ojcem sukcesu” w półfinałowej potyczce włoskiego zespołu z Bayerem Leverkusen w Pucharze UEFA. Dzięki jego trzem bramkom w dwumeczu z Niemcami, zawodnicy Parmy trzeci sezon z rzędu dotarli do finału europejskich rozgrywek. Rywalem Asprilli i spółki w najważniejszym meczu, tym razem był ich inny znajomy z Serie A – Juventus. Podopieczni Nevio Scali na własnym boisku pokonali Starą Damę 1:0, zaś w stolicy Piemontu zremisowali 1:1. Tino zagrał pełne 180 minut. Bohaterem Parmy został jednak tym razem Dino Baggio, który pokonał Angelo Peruzziego dwukrotnie. Asprilla po raz kolejny mógł wznieść klubowe trofeum w górę. Kłopoty Ośmiornicy zaczęły się jednak sezon później. Na Stadio Ennio Tardini pojawili się między innymi Hristo Stoiczkow, który przywędrował do Włoch z wielkiej Barcelony, a także 23-letni Filippo Inzaghi, który sezon wcześniej strzelił dla Piacenzy 15 goli w Serie A (Asprilla w najlepszym sezonie zdobył 10). Zwiększenie konkurencji w składzie oraz mało profesjonalny rytm życia Asprilli, uwielbiającego nocne eskapady, spowodował, że Kolumbijczyk nie był już jedną z najważniejszych kart w talii trenera Parmy. W pierwszej części sezonu zameldował się na boisku jedynie sześć razy. Faustino musiał się zastanowić nad swoją przyszłością. W przerwie zimowej zgłosił się menedżer Newcastle United – Kevin Keegan. Sroki walczyły wówczas o zdobycie mistrzostwa Anglii. Zimą 1996 roku Faustino Asprilla opuścił słoneczną Italię, żeby zagrać w powstałej dopiero Premier League. Sam, we wspomnianym wcześniej wywiadzie dla FourFourTwo, utrzymuje, że jego odejście było spowodowane podpisaniem kontraktu z Fabio Capello, który miał objęć po sezonie stery Gialloblu i nie widział miejsca dla Tino. Ostatecznie Capello Parmy nie poprowadził, gdyż wybrał ofertę Realu Madryt, ale Asprilli w zespole już nie było. Czy taka wersja wydarzeń jest prawdą? Patrząc na brak zaufania, jakim od początku sezonu 1995/96 darzył Kolumbijczyka Nevio Scala, trudno przypuszczać, by jego transfer do Newcastle stał się faktem jedynie za sprawą Capello. Luty 1996 roku. Tłumy fotoreporterów oraz kibice i przedstawiciele Newcastle entuzjastycznie witają na lotnisku, wychodzącego z prywatnego odrzutowca (wysłanego specjalnie po niego) Faustino Asprillę. Głęboko wierzą, że oto na ich ziemię zstępuje ten, który da zespołowi upragniony tytuł mistrza Anglii. Twarz ich wybawcy nie do końca jednak bije pewnością siebie, jakiej oczekiwano od wspaniałego herosa. Bardziej przypomina on zagubionego chłopca, który właśnie pomylił samoloty i wylądował nie w miejscu docelowym. W Anglii w ten dzień szalała śnieżyca, a mieszkający całe życie w krajach o ciepłym klimacie Faustino, w młodości zdecydowanie bardziej wolał biegać po szkolnym boisku, niż uczęszczać na lekcje geografii. Kompletnie nie był przygotowany na trzaskający mróz, który czekał na niego w Wielkiej Brytanii. ,,Widziałem na mapie, że Newcastle leży gdzieś nad morzem. Cóż, co miałem pomyśleć, jeśli nie to, że są tam plaże i jest gorąco?”. Zadebiutował już 24 godziny po przylocie do Anglii. W meczu z Middlesbrough zmienił w 67. minucie Keitha Gillespie. Gdy pojawiał się na boisku, jego koledzy z drużyny przegrywali 0:1. Newcastle wygrało a Asprilla asystował przy jednej z bramek. Zmiana dała partnerom z drużyny odpowiedni zastrzyk energii. Nie wszystko potoczyło się jednak tak dobrze. Gdy Kolumbijczyk przybywał na St. James Park, Newcastle United miało dziewięć punktów przewagi nad drugim w tabeli Manchesterem United. Kibice głęboko wierzyli, że po niemal 70 latach uda się zdobyć upragniony tytuł. Zwłaszcza, że Kevin Keegan sprowadził posiłki. Oczy wszystkich zwrócone były jednak w głównej mierze na czarnoskórego latynosa. Nadmuchany do granic możliwości balonik pękł z hukiem. W ostatnich 14 meczach, zawodnicy The Magpies zdobyli zaledwie 21 punktów. W tym samym czasie Czerwone Diabły sir Alexa Fergusona w 13 spotkaniach wywalczyły ich aż 33, notując zaledwie jedną porażkę. Podopieczni Keegana dali się wyprzedzić. Po sezonie zaczęło się szukanie winnych. Gromy posypały się również na głowę El Tino, który w tych 14 meczach zaledwie trzy razy trafił do siatki. Keeganowi eksperci zarzucali zaś, że po przyjściu Kolumbijczyka zmienił ustawienie taktyczne, by wpasować go w tryby swojej drużyny, a przez to zepsuł dobrze naoliwioną maszynę.

7

@FCBparasiempre
Wychowanek Wandy Kraków, który szybko przeniósł się do Wisły i stał się jej kluczowym graczem. Reprezentant Polski na dwóch edycjach mundialu i medalista jednego z nich. Piłkarz, który zadebiutował w Białej Gwieździe w wieku 16 lat i 220 dni. Zdobywca mistrzostwa Polski z krakowskim zespołem i spadkowicz zarazem. Zawodnik, który życiorysem mógłby obdzielić kilka osób. Po prostu Andrzej Iwan! Andrzej Iwan urodził się 10 listopada 1959 roku w Krakowie. Pierwsze piłkarskie kroki „Ajwen” stawiał w nowohuckiej Wandzie. Początek był bardzo przypadkowy - nastoletni Iwan poszedł z piłką na wagary na jedno z boisk w swojej dzielnicy. Futbolówkę „zakosili” mu jednak starsi bywalcy. Za każdym następnym razem mały Andrzej przychodził na murawę z ojcem. Tak wpadli oni na trenera Mariana Pomorskiego, który zapewnił opiekę i możliwość treningów w Wandzie. Tam „Ajwen” rozwinął się bardzo szybko i już w sezonie 1975/1976 zasilił pierwszy zespół Wisły. Na debiut Iwan nie musiał czekać długo. Jako wybijający się junior otrzymał szansę od trenera Aleksandra Brożyniaka w wieku niespełna 17 lat. Pierwsze dwa spotkania „Ajwen” musi wspominać bardzo dobrze - w 27. kolejce sezonu 1975/1976 Biała Gwiazda wygrała z GKS-em Tychy 5:0, a w 29. pokonała Lecha Poznań aż 8:0. W obu spotkaniach Andrzej Iwan wchodził z ławki rezerwowych, gdy wynik był już przesądzony, po jego pojawieniu się jednak za każdym razem Wisła dokładała kolejne gole. Na premierowe bramki młody Wiślak musiał poczekać do rundy wiosennej sezonu 1976/1977. Wtedy to w dwóch kolejnych starciach pokonywał bramkarzy Pogoni Szczecin i Legii Warszawa. Zwłaszcza ta druga bramka należała do szczególnych i pozwoliła pokonać u siebie ekipę z Kazimierzem Deyną w składzie. Również i pierwszy z dwóch hat-tricków przytrafił się Iwanowi w tych rozgrywkach. W Pucharze Ligi „Ajwen” ukłuł Zagłębie Sosnowiec, a Wisła wygrała 5:0. Co ciekawe, krakus w brawach Białej Gwiazdy dwukrotnie pokonywał bramkarzy rywali trzy razy w jednym spotkaniu, a dwa razy ofiarą byli sosnowiczanie. Doskonała forma Iwana nie mogła ujść uwadze Jacka Gmocha, selekcjonera kadry narodowej. Napastnik Wisły został dostrzeżony w meczach ligowych i powołany na nieoficjalne sparingi przed mistrzostwami świata. W nich „Ajwen” zaprezentował się na tyle dobrze, że pojechał do Argentyny wraz ze znacznie bardziej doświadczonymi kolegami. To właśnie w starciu drugiej kolejki fazy grupowej z Tunezją Andrzej Iwan oficjalnie zadebiutował w reprezentacji. Na tamtym mundialu 18-letni wówczas zawodnik zagrał w jeszcze jednym meczu, przeciwko Meksykowi. Na kolejne występy i pierwszego gola Wiślak musiał czekać jeszcze dwa lata. W spotkaniu z Irakiem 20-latek dopełnił dzieła zniszczenia i ustalił wynik na 3:0. Dwa lata później Andrzej Iwan znów znalazł się w szerokiej kadrze na Mistrzostwa Świata w Meksyku. Na nich pograł jednak jeszcze mniej, bo w drugiej potyczce fazy grupowej doznał poważnej kontuzji, która omal nie przerwała jego kariery. Srebrnego medalu za trzecie miejsce nikt jednak nie zabierze. Łącznie w kadrze narodowej „Ajwen” zagrał 29 razy i strzelił 11 goli, wszystkie w czasach gry w Wiśle. Najlepszym występem w kadrze był bez wątpienia ten z Kolumbią, gdy Iwan w 20 minut skompletował hat-tricka.

Zanim jednak słynący z rozrywkowego trybu życia piłkarz zapisał się w annałach reprezentacyjnych, na ligowych boiskach doprowadził Białą Gwiazdę do upragnionego tytułu. W 1978 roku Wiślacy powtórzyli osiągnięcie z końcówki lat 40-tych i wznieśli w górę mistrzostwo. Sześć bramek Iwana znacznie przyczyniło się do powrotu trofeum na właściwe miejsce. W nagrodę krakowianie zagrali w Pucharze Europy. W nim napastnik wystąpił w pierwszych czterech spotkaniach, natomiast w trakcie pojedynku z Malmö FF musiał pauzować z powodu kontuzji. W kolejnych latach Andrzej Iwan zaczął przekraczać barierę 10 goli. Rekordowym osiągnięciem było zdobycie 14 trafień. Warto jednak dodać, że „Ajwen” należał do napastników, którzy notowali także wiele asyst. Być może w klasyfikacji kanadyjskiej Wiślak zajmowałby wyższe lokaty, gdyby nie „pozasportowy” tryb życia, który dogłębnie opisał w wydanej kilka lat temu autobiografii pt. „Spalony”. Mimo wielu barowych anegdot z udziałem Wiślaków „Ajwen” był ulubieńcem publiczności, która była z nim zżyta i gotowa, aby pójść za nim w ogień. Wielce lubiany i charakterny zawodnik został w Wiśle aż do końca sezonu 1984/1985. Biała Gwiazda sensacyjnie spadła z I ligi i miała spore problemy finansowe. Rozwiązaniem ich okazał się Iwan, który został sprzedany do Górnika Zabrze. Wydawało się, że czasy „Ajwena” już przemijały, jednak śląskie powietrze zdecydowanie służyło napastnikowi spod Wawelu. Szybko stał się boiskowym profesorem, na którym wzorowali się inni zawodnicy. Był to dowód na to, że drzemały w nim nieograniczone możliwości, których nawet w połowie nie wykorzystał. W Zabrzu Andrzej Iwan zdobył trzy mistrzostwa, po czym przeniósł się do VfL Bochum. W Niemczech również dostrzeżono olbrzymi potencjał piłkarski rodowitego krakowianina, jednak ten zaledwie po roku powrócił na krótką chwilę do Górnika Zabrze, po czym wyemigrował do Grecji. Tam spędził trzy lata w Arisie Saloniki, po czym zakończył karierę w amatorskich klubach. Kto wie, jak potoczyłyby się losy Andrzeja Iwana, gdyby inaczej pokierował swoim piłkarskim i pozasportowym życiem. Niektórzy uważają, że dzisiaj wspominalibyśmy o Iwanie jako byłym piłkarzu Bayernu, Realu, czy Liverpoolu. My natomiast i tak możemy mówić o nim, jako o gwieździe Białej Gwiazdy. Człowiek zmęczony własnymi nałogami. Człowiek, który jakimś cudem przeżył cztery próby samobójcze. Jedna z najserdeczniejszych osób w tym futbolowym środowisku. Andrzejek. Ajwen. Iwan. Zmarł 27 grudnia 2022 r. Cześć jego pamięci.

6

Nieco zapomniane legendy polskiego futbolu(wiecie gdzie czytać):

@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

9

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

Dokładnie 110 lat temu urodził się Artur Woźniak. Czołowy piłkarz krakowskiej Wisły w latach 30-tych i dwukrotny król strzelców (1933 i 1937). Jako drugi gracz w historii klubu przekroczył granicę stu goli w lidze. Wyróżniał się doskonałą techniką i boiskową inteligencją. Do zespołu Wisły dołączył jako 14-latek. Jego piłkarscy idole zdobywali wówczas mistrzostwo kraju w pierwszym ligowym sezonie. W zespole juniorów spędził cztery lata. Prezentował się na tyle dobrze, że 15 sierpnia 1931 r. dostał szansę debiutu na ekstraklasowych boiskach. Wystąpił w przegranym 0:2 meczu z Ruchem Hajduki Wielkie. Dwa tygodnie później zdobył swojego pierwszego gola w lidze a Wisła wygrała z warszawską Polonią 3:0. W kolejnym sezonie stał się już podstawowym zawodnikiem zespołu. Występował na pozycji łącznika i w 19 meczach strzelił 13 goli – najwięcej w zespole. W 1933 r. kiedy z boiskiem w dramatycznych okolicznościach pożegnał się Henryk Reyman, Woźniak został przesunięty na środek ataku i godnie zastąpił wielkiego mistrza. Z 19 golami na koncie zdobył swój pierwszy tytuł króla strzelców. W Wiśle występował aż do wybuchu wojny. Wystąpił też w decydujących o mistrzostwie meczach w 1947 r. Nigdy nie udało mu się zdobyć mistrzostwa kraju. Trzykrotnie musiał się zadowolić drugim miejscem (1931, 1936 i 1947). W czasie okupacji występował w meczach konspiracyjnych. Był żołnierzem Armii Krajowej o pseudonimie „Władysław”. Z powodu swojej działalności w podziemiu poszukiwało go Gestapo. Przeniósł się do Warszawy, ale został tam aresztowany w trakcie Powstania Warszawskiego. Trafił do obozu Mauthausen-Gusen jako więzień polityczny, w którym przebywał do czasu oswobodzenia w maju 1945 r. Mimo znakomitych umiejętności strzeleckich i bardzo pewnej pozycji w krakowskim klubie tylko pięciokrotnie wystąpił w reprezentacji. Debiutował w wygranym 4:3 meczu z Jugosławią 10 września 1933 r. Na kolejną szansę musiał czekać dwa lata. Nie był brany pod uwagę przy ustalaniu kadry na igrzyska w Berlinie i mistrzostwa świata we Francji. Ostatni występ w biało-czerwonych barwach zaliczył w 1938 r. w spotkaniu z Łotwą (porażka 1:2). Trudno oprzeć się wrażeniu, że zawodnik o takim potencjale ofensywnym mógł w narodowej drużynie osiągnąć więcej. Dla Wisły strzelił przecież 102 gole w 140 meczach. Pamiętajmy jednak, że konkurencja w reprezentacyjnym ataku była wówczas ogromna. Po zakończeniu kariery Woźniak spełniał się jako trener. Prowadził ŁKS, Garbarnię, Lecha, Zawiszę, Ruch, Zagłębie Sosnowiec, Śląsk Wrocław i oczywiście Wisłę. W Reprezentacja rozegrał 5 meczów.



@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@KrychaFCB
@Kessie
@Lionel_Messi10
@AssisMoreira
@Arkon

16

Bardzo smutne wspomnienie:

10 listopada 2009 r. samobójstwo popełnił Robert Enke, który zaczynał grać w FC Barcelonie w 2002 r. Do stolicy Katalonii trafił za darmo z Benfiki, odrzucając jednocześnie oferte z Manchesteru United. Niemiec nie potrafił wywalczyć sobie miejsca w składzie ani u trenera van Gaala, ani u Anticia, będąc pod koniec sezonu 2002/03 trzecim golkiperem. W sumie przez cały sezon rozegrał jedynie cztery spotkania, w tym jedno ligowe. Od 2003 r. grał krótko w Fenerbahce i CD Tenerife a następnie trafił na 5 lat do Hannoveru, gdzie w sezonie 2008/09 został wybrany najlepszym bramkarzem ligi niemieckiej. 10 listopada 2009 r. popełnił samobójstwo rzucając się pod pociąg. Od wielu lat chorował na depresje, która pogłębiła się po śmierci jego dwuletniej córki. Kilka miesięcy przed samobójstwem wraz z żoną adoptował dziewczynkę Leile, lecz nie pomogło to w walce z chorobą. Jego kolega z Hannoveru Marco Villa wiedział o chorobie kolegi, który myślał o samobójstwie już od dłuższego czasu. Krótko przed śmiercią Enke wysłał mu nawet smsa: ,,Powstań, gdy leżysz na ziemi”, będącego cytatem z piosenki ,,Die Totten Hosen”. Wiadomość pozostała bez odpowiedzi.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

2

Do boju Raków Częstochowa! Pokażcie że potraficie walczyć z lepszą i bogatszą drużyną. Do boju Raków po punkty w europejskich pucharach!

6

Naprzód Legio! Po zwycięstwo i punkty w europejskich pucharach!

2

@FCBparasiempre
W momencie odejścia z Juventusu, Del Piero miał rocznikowo 38 lat i czuł, że to jeszcze nie czas na zawieszeniu butów na kołku. Nie zdecydował się jednak na grę w Europie. Włoch chciał kontynuować karierę w zupełnie innym zakątku świata i wybrał Australię. Promował tam piłkę nożną poprzez grę dla Sydney FC. Po dwóch latach Alex spróbował swoich sił w kolejnym kraju, gdzie futbol nie jest sportem wiodącym. Włoch trafił do Indii i założył koszulkę Delhi Dynamos. Tamtejsza Indian Super League potrafiła skusić wiele byłych europejskich gwiazd. Trafili tam bowiem m.in. Marco Materazzi, David Trezeguet, Robert Pires i Fredrik Ljunberg. Po kilkumiesięcznej przygodzie w Azji Del Piero zakończył karierę na początku 2015 r. Po opuszczeniu Indii Włoch zamieszkał wraz z rodziną w Los Angeles. Od 2015 r. jest jednym z komentatorów Sky Sport. Alex lubi cały czas pokopać piłkę i bierze często udział w meczach i turniejach dla byłych piłkarzy, które mają przeważnie charakter charytatywny. Ponadto, od 2018 r. jest właścicielem amatorskiego klubu LA 10. Poza piłką nożna i golfem, Pinturicchio postanowił spróbować swoich sił w wyścigach samochodowych. W 2013 r. założył wraz z aktorem Patrickiem Dempseyem zespół samochodowy Dempsey/Del Piero Racing, który zadebiutował w tym samym roku w 24-godzinnym wyścigu Le Mans oraz w mistrzostwach American Le Mans Series. Piłkarz zawsze lubił szybko jazdę. Kibice kojarzyli się go już wcześniej z zamiłowania do jazdy na motocyklu. Pinturicchio do dziś cieszy się popularnością w wielu miejscach. Hołd wybitnemu napastnikowi postanowiło oddać miasto Jesolo w północno-wschodnich Włoszech. Można tam spacerować ulicą imienia Alessandro Del Piero. Co prawda, najczęściej takie przywileje spotykają już martwe osoby, ale Włoch z pewnością nie miał nic przeciwko. To nie jedyne odznaczenie, jakie Alex otrzymał w Jesolo. Włoch dostał również dedykowaną gwiazdę. W ten sam sposób odznaczeni zostali tam Umberto Veronesi, Mike Bongiorno i Sophia Loren. Pytanie postawione w podtytule jest bardzo trudne, więc na koniec oddam głos byłym gwiazdom futbolu. ,,Ciężko jest znaleźć słowa, aby opisać Del Piero. Grał w Juve przez prawie 20 lat – jest historią tego klubu. Kiedy ktoś na świecie wymawia słowo ‘Juve’, w jego głowie pojawia się obraz Del Piero. Myślę, że to wszystko wyjaśnia”– Pavel Nedved. ,,Jeśli chodzi o sytuację Del Piero, moje myśli są bardzo klarowne. Podsumowałbym to w trzech słowach: Del Piero to Juventus”– Marcello Lippi. ,,Zawsze będzie naszym kapitanem”– Andrea Agnelli. ,,Del Piero to najlepszy włoski piłkarz”– Ryan Giggs. ,,To najlepszy piłkarz, przeciwko któremu grałem. Drybluje w niesamowity sposób”– Gary Neville. ,,Del Piero to najlepszy piłkarz w historii włoskiej piłki. Jest osobą, do której mam nie tylko dużo szacunku, ale także dużo uczucia”– Raul. ,,Jest inny niż Zinedine Zidane. Bawi się grą, czuje ją w duszy. Między nim i Francuzem, wybieram jego”– Diego Maradona. ,,Na trening przychodził zawsze z uśmiechem i dobrym słowem dla każdego. Na tym polega jego wielkość: pokora… jest złotym człowiekiem”– Alessio Tacchinardi. ,,Alessandro Del Piero był symbolem klubu przez wiele lat”– David Trezeguet. ,,Alex… co za przeciwnik! Co za piłkarz! Co za osoba! Prawdziwy symbol, mistrz, który dał trofea kibicom Juventusu, kocha tę koszulkę i przyprawia o ból głowy bramkarzy. Alessa, im starszy jestem, tym bardziej boję się spotkać cię na boisku. Jesteś jednym z najlepszych w grze, podziwiam cię i szanuję”– Francesco Totti. Niech opiszą go również gole. Nie sposób zapomnieć, że znakiem firmowym Del Piero były rzuty wolne.

Osiągnięcia klubowe:

Juventus:

6 x Mistrzostwo Włoch 1994–95, 1996–97, 1997–98, 2001–02, 2002–03, 2011–12

1 x Puchar Włoch: 1994–95

1 x Superpuchar Włoch: 1995, 1997, 2002, 2003

1 x Mistrzostwo Serie B: 2006–07

1 x Puchar Interkontynentalny: 1996

1 x Liga Mistrzów: 1995–96

3 x 2 miejsce Ligi Mistrzów: 1996–97, 1997–98, 2002–03

1 x 2 miejsce Pucharu UEFA: 1994–95

1 x Puchar Intertoto: 1999

1 x Superpuchar UEFA 1996

Osiągnięcia reprezentacyjne:

1 x Mistrzostwo Europy U-21 1996

1 x Mistrzostwo Świata 2006

1 x Vicemistrzostwo Europy 2000

Osiągnięcia Indywidualne:

Zawodnik meczu Pucharu Interkontynentalnego 1996

Najlepszy strzelec Ligi Mistrzów UEFA (10 goli) 1997-98

Najwięcej asyst w Serie A 1999–00

Najlepszy strzelec Pucharu Włoch (5 goli) 2005-06

Król strzlców Serie B (20 goli) 2006-07

Król Strzelców Serie A (21 goli) 2007-08

Drużyna sezonu ESM: 1995–96, 1996–97, 1997–98

Europejski Piłkarz Sezonu wg UNICEF: 1995-96

Nagroda Bravo: 1996

Najlepszy strzelec Tournoi de France (3 gole) 1997

AIC Serie Włoski Piłkarz Roku: 1998, 2008

AIC Serie A Most Loved Player: 2001, 2008

FIFA 100

Plebiscyt na Złoty Jubileusz UEFA: 49 miejsce

Nagroda Krajowa Giuseppe Prisco: 2006

Piemoncki Sportowiec Roku: 2006[

Nagroda Specjalna Gentleman Silver Cup: 2006

San Siro Gentleman Award Serie A: 2006

Nagroda Golden Foot: 2007[

Najlepszy Sportowiec wg Telegatto: 2007

ASF Top 100 graczy wszech czasów – #60: 2007

Strzelec bramki roku AIC Serie A: 2008

Premio Nazionale Carriera Esemplare „Gaetano Scirea”: 2008

Pallone d’Argento: 2008-09

Międzynarodowa Nagroda Sportu i Obywatelstwa -Ambasador Sportu: 2009

Złota Nagroda Sportowca Roku: 2010

Dubai D’or: 2011

Nagroda Fair Play Novara: 2011

Nagroda AIC za całokształt: 2011

Gol A-League w sezonie: 2012-13

Sydney FC Golden Boot: 2013,2014

Drużyna sezonu PFA: 2013

Nagroda Piłkarza Roku Sydney FC: 2013

Nagroda Członków Sydney FC: 2013

Mecz A-League All Stars: 2014

Drużyna AFC Dekady: 2015

Drużyna dekady Sydney FC: 2015

Galeria sław Sydney FC: 2015

Galeria sław włoskiego futbolu: 2017

Juventus Greatest XI wszech czasów: 2017

Rekordy:

Najwięcej występów dla Juventusu we wszystkich rozgrywkach (705 występów)

Drugi co do liczby występów gracz Juventusu w Serie A (478 występów)

Drugi co do liczby występów gracz Juventusu w meczach ligi włoskiej (w tym Serie A i Serie B) (513 występów)

Najwięcej występów dla Juventusu w Supercoppa Italiana (8 występów od 13 sierpnia 2017)

Najlepszy strzelec wszech czasów Juventusu (290 goli: 186 goli z gry, 62 gole z rzutów karnych, 42 gole z rzutów wolnych)

Zdobywca wszech czasów decydujących bramek dla Juventusu (135)

Drugi pod względem liczby rozegranych minut gracz Juventusu (48 363)

Drugi co do liczby występów gracz Juventusu w Supercoppa Italiana (6 występów)

Drugi co do liczby występów gracz Juventusu w Lidze Mistrzów UEFA (92 występy)

Drugi co do liczby występów gracz Juventusu w rozgrywkach klubowych UEFA (124 występy)

Najwięcej występów dla Juventusu w międzynarodowych rozgrywkach klubowych (130 występów)

Drugie najwięcej goli strzelonych w Supercoppa Italiana, obok Samuela Eto’o, Andrija Szewczenki i Carlosa Teveza (3)

Najwięcej goli strzelonych w jednym sezonie przez zawodnika Sydney FC (14)[

Trzeci najwyższy strzelec z rzutów karnych w Serie A (50)

Trzeci najwyższy strzelec z rzutów wolnych w Serie A (22)

Najlepszy włoski strzelec wszech czasów z rzutów wolnych we wszystkich rozgrywkach (52 gole: 46 goli na poziomie klubowym, 6 goli z reprezentacją Włoch)

Włoski zawodnik z największą liczbą sezonów z 10 bramkami lub więcej we wszystkich rozgrywkach klubowych (17 sezonów)

Najwięcej goli strzelił reprezentant Włoch jako rezerwowy (5)

Czwarty najskuteczniejszy strzelec dla Włoch (27 goli, obok Roberto Baggio)

5

@FCBparasiempre
9 listopada 1974 r. urodził się Alessandro del Piero, włoski napastnik, mistrz świata, zdobywca Ligi Mistrzów, 6-krotny mistrz Włoch. Może się wydawać, że nawet przeciętny kibic wie o Del Piero absolutnie wszystko. Czy jednak na pewno? Każdego piłkarza łączą niebanalne historie, które zawsze wzbudzają ciekawość kibiców. W tym tekście postaram się Wam przedstawić Alexa od strony, której (mam nadzieję) jeszcze nie znacie. Alessandro Del Piero przyszedł na świat 9 listopada 1974 r. w Conegliano. Karierę rozpoczął w wieku dziewięciu lat w San Vendemiano. Z dzieciństwem piłkarza łączy się pierwsza ciekawostka. Chodzi mianowicie o matkę Alexa, Brunę, która chciała, aby syn występował na pozycji bramkarza. W ten sposób nie musiałby zbyt wiele biegać, pocić się i zbytnio narażać na kontuzje. Czy ktoś w ogóle potrafi wyobrazić sobie Del Piero na bramce? Prawdopodobnie i tak później wszystko zweryfikowałby jego niski wzrost. Znając jednak etykę pracy włoskiego mistrza nie można niczego wykluczyć. No dobra, zejdźmy na ziemię. Na szczęście brat piłkarza, Stefano, szybko zauważył, że młody Alex jest urodzony, aby grać na pozycji nr 10. Tak już zostało, a efekty decyzji poznał cały piłkarski świat. W 1988 r., 13-letni wówczas Włoch został zauważony przez działaczy AC Padwy, która występowała w Serie B. Przygoda Del Piero w juniorskim i seniorskim zespole wspomnianego klubu trwała pięć lat. Napastnika zapragnęli mieć Juventus i Milan. Mało kto wie, że ówczesny prezydent Padwy, Marino Puggina był kibicem Rossonerich i historia mogła się potoczyć zupełnie inaczej. Alex wspomniał o kulisach tamtych wydarzeń w wywiadzie udzielonym La Gazzetta dello Sport. Milan Sacchiego był dla wszystkich punktem odniesienia. Każdy jasno rozumiał, że tamta drużyna zmieniła futbol. Fajnie byłoby partnerować w ataku van Bastenowi – przyznał po latach Del Piero. Padwa chciała zarobić na piłkarzu duże pieniądze i ostatecznie Juventus zdołał spełnić te oczekiwania w postaci 5 miliardów lirów, czyli dzisiejszych ok. 2,8 miliona euro. W debiutanckim sezonie 19-letni Alex zdołał zanotować łącznie 14 meczów w lidze, Pucharze Włoch i Pucharze UEFA. W pamięci kibiców zapadł jego hat-trick przeciwko Parmie. Ostatecznie pięć ligowych goli Del Piero pomogło Juve zająć drugie miejsce w Serie A. W kolejnym sezonie piłkarz świętował swój pierwszy tytuł mistrza Włoch. W tamtych rozgrywkach Del Piero zanotował osiem ligowych trafień. Rok później Alex mógł cieszyć się pierwszym Pucharem Włoch. Najbardziej pamiętny był sezon 1995/1996. Wówczas Del Piero był już postacią pierwszego składu, a Juventus sięgnął po scudetto, Ligę Mistrzów i Puchar Interkontynentalny. 8 listopada 1998 nastąpił moment, który mocno zahamował karierę włoskiego zawodnika. W meczu z Udinese, niespełna 24-letni napastnik doznał ciężkiej i bardzo skomplikowanej kontuzji. Powrót do gry zajął piłkarzowi aż dziewięć miesięcy. W tym samym roku, jeszcze przed feralnym zdarzeniem, Del Piero znalazł się na celowniku Interu. Wówczas w niebiesko-czarnej koszulce występował Il Fenomeno – Luis Nazario da Lima, znany wszystkim jako Ronaldo. Brazylijczyk naciskał prezydenta Nerazzurrich, Massimo Morattego, aby ten wyrwał Alexa z Juve. ,,Nie ma sensu kupować wielu zawodników, wystarczy Del Piero i będziemy świetni”– stwierdził Ronaldo. Włoski napastnik pozostał oczywiście wierny Starej Damie ale można sobie wyobrazić, jak genialny atak mógłby stworzyć wraz z ,,Il Fenomeno”. Od początku tekstu nazwałem piłkarza wiele razy Alexem. Nie jest to jednak jedyny przydomek Del Piero. Warto wspomnieć, w jaki sposób napastnika określił były prezes Juventusu, słynny Gianni Agnelli. ,,Nadałem Del Piero przezwisko Pinturicchi, ze względu na estetykę, sposób, w jaki gra. Jego bramki są zawsze doskonałe”– wytłumaczył Agnelli. Kim był Pinturicchio? To malarz wywodzący się ze szkoły umbryjskiej, który żył na przełomie XV i XVI wieku. Podobnie jak Del Piero, był niewielkiego wzrostu. Tak samo jak piłkarz, posiadał wielki talent, który przełożył się na niezwykłe zdolności malarskie. Pozwoliły mu one lepiej opanować style malowania na drewnie, freski i miniatury.

W latach 1999-2002 Del Piero był trenowany przez Carlo Ancelottiego, a następnie powracającego Marcello Lippiego. Jedyny w tym okresie puchar to scudetto zdobyte w ostatniej kolejce sezonu 2001/2002. Podczas Euro 2000 Alex dotarł wraz z reprezentacją Włoch do wielkiego finału. Tam Squadra Azzurra mierzyła się z Francją. Włosi szybko objęli prowadzenie po bramce Marco Delvecchio. Później Del Piero nie zdołał jednak wykorzystać dwóch znakomitych okazji na dobicie rywala. W samej końcówce wyrównał Sylvain Wiltord, a w dogrywce złotego gola zdobył David Trezeguet. Niewykorzystane okazje potrafią się mścić. Alexowi na pocieszenie został fakt, że Trezegol został po turnieju jego klubowym partnerem. W sezonie 2002/2003 Del Piero prezentował dobrą formę i wspólnie z Trezeguetem i Nedvedem poprowadził Juventus do finału Ligi Mistrzów. Po drodze Bianconeri wyeliminowali m.in. obrońcę trofeum – Real Madryt. Wielu kibiców Juventusu uważa, że starcie z Królewskimi w Turynie było najlepszym meczem Starej Damy w XXI wieku. Del Piero kręcił wówczas niemiłosiernie obroną Los Blancos, a efektem tego była piękna bramka na 2:0. W finale w Manchesterze Juve mierzyło się z Milanem. Zabrakło zawieszonego za kartki Nedveda, co wyraźnie osłabiło ekipę Lippiego. Doszło do serii rzutów karnych. Del Piero wykorzystał swoją jedenastkę, ale koledzy strzelali gorzej i po puchar sięgnęli Rossoneri. Sezon 2003/2004 był fatalny w wykonaniu Juventusu. Bianconeri nie zdobyli żadnego trofeum, a w pamięci kibiców została szczególnie ligowa porażka z Romą 0:4. To wówczas Francesco Totti wykonał słynny gest czterech palców. Po słabych wynikach z pracą pożegnał się Lippi. Gorszy okres w klubie nie oznaczał jednak, że Del Piero nie mógł odkrywać nowych pasji. Wraz z Alessio Tacchinardim został miłośnikiem golfa. Dwaj koledzy z boiska poznali ten sport, dzięki wizytom we francuskim Chatillon. Od tamtej pory, w przerwie od rozgrywek piłkarskich, w gazetach można było często znaleźć zdjęcie Alexa, który relaksował się na polu golfowym. Z czasem Włoch przestał to traktować jako jedynie rozrywkę. Zaliczał coraz więcej dołków i stał się ostatecznie profesjonalnym golfistą. W 2016 r. wziął udział w słynnym turnieju Ryder Cup. W 2004 r. Starą Damę objął Fabio Capello, którego zespół wzmocnili Emerson, Zebina, Mutu, Ibrahimović i Cannavaro. Przez dwa kolejne lata mówiło się o konflikcie na linii Del Piero – Capello, ponieważ włoski szkoleniowiec wolał stawiać na młodego Zlatana. Juventus nie prezentował wówczas porywającej piłki, ale sięgnął po dwa kolejne mistrzostwa. Gorzej było w Lidze Mistrzów, gdzie na poziomie ćwierćfinału Stara Dama była eliminowana przez Liverpool i Arsenal. Mimo nie najlepszej sytuacji, Del Piero wspierał regularnie zespół swoimi bramkami. W drugim sezonie pod wodzą Capello, Alex stał się najskuteczniejszym strzelcem w historii Juventusu. W tej klasyfikacji wyprzedził Giampiero Bonipertiego. Przywołanie zdobycia mistrzostwa świata w Niemczech w 2006 r. rozgrzewa zawsze wszystkich Włochów. Drużyna Marcello Lippiego przedzierała się dzielnie przez kolejne fazy turnieju. W półfinale Azzurri mierzyli się z gospodarzami turnieju, Niemcami. Potrzebna była dogrywka, po której Włosi zwyciężyli 2:0. Drugą bramką zdobył Del Piero, który wykorzystał podanie Alberto Gilardino i dobił gospodarzy. W finale Włosi zrewanżowali się Francuzom z porażkę sprzed sześciu lat. Zwycięstwo zostało odniesione po serii jedenastek, a Del Piero nie zmarnował swojego strzału. Był to czwarty tytuł mistrzów świata w historii reprezentacji Włoch. Równocześnie z niemieckim mundialem, w Italii wybuchła afera Calciopoli. W jej wyniku Juventusowi zostały odebrane dwa ostatnie tytuły mistrzowskie, a klub został zdegradowany do Serie B. W ten sposób Del Piero dokonał wraz z Gianluigim Buffonem i Mauro Camoranesim nietypowej rzeczy. Zostali bowiem mistrzami świata jako gracze drugiej ligi. Wcześniej identyczną historię przeżył Franco Baresi, który wygrał w 1982 r. jako obrońca drugoligowego Milanu. Trzeba jednak zaznaczyć, że młody wówczas stoper nie odgrywał w klubie i kadrze tak wielkiej roli, jak Del Piero, Buffon i Camoranesi. Rok 2006 był wyjątkowy dla włoskiego sportu również z innego powodu. W Turynie zorganizowano bowiem zimowe igrzyska olimpijskie. Tradycyjnie odbyła się sztafeta z ogniem olimpijskim, a wśród jej uczestników znalazł się Del Piero. W ten sposób napastnik został uhonorowany w swoim sportowym domu. Po degradacji do drugiej ligi, Juventus opuścili m.in. Vieira, Emerson, Thuram, Ibrahimović, Cannavaro i Zambrotta. Del Piero nie myślał jednak ani chwilę o takim rozwiązaniu. ,,Dżentelmen nie opuszcza swojej damy”– powiedział napastnik ku pokrzepieniu serc wszystkich sympatyków turyńskiego klubu.

Rozgrywki Serie B były dla Starej Damy prawdziwą udręką, ponieważ wiele zespołów grało na absolutnym maksimum, mając świadomość, że już nigdy nie przyjdzie im się mierzyć z tak wielkim zespołem. Alex poprowadził kolegów do awansu i zdobył tytuł króla strzelców. Pinturicchio nie zwalniał tempa po powrocie do elity. Po tytule capocanoniere (wł. król strzelców) w Serie B, powtórzył to osiągnięcie również w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wówczas Juventus osiągnął znakomity wynik, zajmując trzecie miejsce. Rok później było jeszcze lepiej, ponieważ Bianconeri sięgnęli po wicemistrzostwo. W tamtym sezonie warto jest zwrócić uwagę na grę Starej Damy w Lidze Mistrzów. Juventus wygrał swoją grupę z Realem Madryt, Zenitem Petersbrug i BATE Borysów. W dwumeczu z Królewskimi Alex strzelił trzy piękne bramki. Szczególnie w jego pamięci pozostanie rewanżowy mecz na Santiago Bernabeu. Ówczesny trener Juve Claudio Ranieri postanowił zmienić napastnika w końcówce spotkania. Ponad 70 tys. kibiców na stadionie Realu postanowiło podziękować piłkarzowi za wspaniały występ, okraszony dwiema bramkami. Owacje na stojąco poruszyły mocno Pinturicchio. Przy tej okazji, niedawno zmarły Diego Maradona przyznał, że tacy piłkarze jak Del Piero nigdy się nie starzeją. Piłkarz kojarzony jest głównie z reklamami Adidasa, ale pojawiał się na ekranie również przy innych okazjach. W 2008 r. jako on sam wystąpił w filmie Trener piłki 2. Można go było również oglądać w jednym z odcinków Bondi Rescue (australijskiego odpowiednika Słonecznego Patrolu). Co więcej, na Del Piero została odwzorowana jedna z postaci Kapitana Tsubasy. Japoński film animowany był znany we Włoszech pod nazwą Holly & Benji. W serii Road 2002, do Juventusu dołącza Mark Lenders, a jego mentorem w klubie zostaje Alex Delpi. Poza ekranem, Del Piero zaangażował się również w świat muzyki. Włoch nie wygrał nigdy Złotej Piłki, ale ma za to koncie Złotą Płytę, którą przyznano za 50 tys. sprzedanych egzemplarzy Del Piero Selection. Jest to osobista kompilacja ulubionych artystów piłkarza. Przy tej okazji narodziła się przyjaźń z Noelem Gallagherem z zespołu Oasis. Sezony 2009/2010 i 2010/2011 były katastrofą w wykonaniu Juventusu. Dwa siódme miejsca w lidze załamały kibiców Starej Damy. Odrodzenie przyszło wraz z powrotem do Turynu Antonio Conte. Były pomocnik spisał się świetnie na ławce trenerskiej w pierwszym rok pracy. Zespół, którego kapitanem był wciąż Del Piero, odzyskał po wielu latach scudetto i zameldował się w finale Pucharu Włoch. Ponowny triumf oznaczał również koniec Alexa w Juventusie. Kibice długo domagali się od zarządu Starej Damy przedłużenia umowy kapitana. Do dziś nie wiadomo jednak, dlaczego prezydent Andrea Agnelli nie doszedł do porozumienia z legendą klubu. Pinturicchio pożegnał się z sympatykami Bianconerich 13 maja 2012 r. w spotkaniu z Atalantą. Włoch strzelił bramkę, a w drugiej połowie został zmieniony przez Simone Pepe. Do końcowego gwizdka kibice nie skupiali się już na boiskowych wydarzeniach, tylko śpiewali na cześć na kapitana i oddawali mu hołd. Del Piero odbył rundę honorową wokół murawy, pozdrawiając fanów i zbierając od nich rzucane szaliki. Wiele osób płakało, było to jedno z najbardziej emocjonalnych pożegnań w historii piłki nożnej. Rok 2012 przywołuje również inne ciekawe wydarzenie, gdzie główną rolę odegrał Del Piero. W styczniu dwunastoletnia Giada Scalise oglądała mecz Juventusu w telewizji, kiedy dostała krwotoku mózgowego i zapadła w śpiączkę. Kilka dni po tym zdarzeniu, zdesperowani rodzice zwrócili się z prośbą o pomoc do gwiazd futbolu. Alex odpowiedział na apel. Piłkarz przysłał nagranie, w którym zwrócił się do dziewczynki: ,,Cześć Giada, z tej strony Alessandro Del Piero. Mam nadzieje, że się obudzisz tak szybko, jak to możliwe, aby obejrzeć wiele naszych meczów”. Pielęgniarki puszczały to codziennie pacjentce. Ku uciesze rodziców, po dwóch tygodniach dziewczynka w końcu się poruszyła i odzyskała przytomność. Ojciec małej Włoszki, Francesco Scalise powiedział lokalnej prasie, że nie ma wątpliwości, iż głos Pinturicchio przyczynił się do przełomu w całej sprawie. Giada musiała jeszcze trochę poczekać, aby ponownie zobaczyć Del Piero i Juventus w akcji. Niezależnie od tego, czy powiązanie słów Alexa z wybudzeniem dziewczynki było tylko przypadkiem, trzeba przyznać, że to podnosząca na duchu historia.

12

Pachelski mógł pogrążyć Barçe Cruijffa i przejść do historii:

9 listopada 1988 r. FC Barcelona pokonała Lech Poznań na Bułgarskiej 4:5 w rzutach karnych(w meczu 1:1) w rewanżowym meczu Pucharu Zdobywców Pucharów. W 1/8 tychże rozgrywek Blaugrana była zdecydowanym faworytem starcia z ,,Kolejorzem”. Polacy wywieźli jednak z Camp Nou sensacyjny remis(również 1:1) i postawili Katalończyków pod ścianą. Gdyby Duma Katalonii odpadła wówczas z rozgrywek europejskich, Johan Cruijff mógł stracić pracę. W czasie meczu rewanżowego w Poznaniu temperatura spadła poniżej 0 stopni Celcjusza i niektórzy gracze Barçy poza rękawiczkami założyli leginsy. Po 120 minutach wyrównanego meczu padł znowu remis 1:1 i obie drużyny stanęły przed serią rzutów karnych. FC Barcelona nie rozegrała spotkania z podobnym zakończeniem od czasu feralnego finału Pucharu Europy w Sevilli. W piątej kolejce Alexanco(nominalny obrońca, który w trakcie gry zastąpił Linekera… w ataku) nie trafił w bramke ale arbiter z powodu ruchu bramkarza Jankowskiego nakazał powtórzenie rzutu karnego(w tamtych czasach bramkarze nie mogli przemieszczać się na linii przed wykonaniem strzału). Druga próba Alexanco również była niecelna. W odpowiedzi Bogusław Pachelski mógł zapewnić awans poznaniakom, lecz jego strzał obronił Zubizarreta. W 7 kolejce decydującego karnego nie wykorzystał Łukasik, strzelając w poprzeczke i w efekcie Duma Katalonii uzyskała upragniony awans. Po meczu nie było czasu na długie wywiady. Godzinne ,,opóźnienie” spowodowało iż zmęczona ale szczęśliwa drużyna musiała śpieszyć się na samolot. No proszę(!), Lechici byli tak bardzo blisko sprawienia sensacji i przejścia do historii polskiego futbolu. Z drugiej jednak strony gdyby Barça odpadła to wielce prawdopodobne iż Cruijff stracił by posade trenera Blaugrany. Jeśli by do tego doszło to raczej nie oglądalibyśmy słynnego ,,Dream Teamu”. Czy zaistniałby wówczas Guardiola w ,,naszym” klubie? No właśnie…



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@patataj
@Sensible

9

El Clasico po raz drugi:

9 listopada 1985 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 2:0 w 11 kolejce Primera Division po bramkach Marcosa Alonso i Caldere. Zwycięstwo na Camp Nou w końcowym rozrachunku nie przyniosło sukcesu. Katalończycy pogubili w trakcie sezonu dużo punktów i w efekcie Barça przegrała walke o mistrzostwo z Królewskimi tracąc do nich aż 11 punktów.

Skrót klasyku:





@Sensible
@patataj
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@kamyk_23
@AssisMoreira
@Arkon

10

El Clasico po raz pierwszy:

9 listopada 1960 r. FC Barcelona remisuje na Santiago Bernabeu 2:2 z Realem Madryt w pierwszym meczu 1/8 finału Pucharu Mistrzów. Obydwa gole dla Barçy zdobywa Luis Suarez(27 m. i 87 z rzutu karnego). Obie ekipy naszpikowane były gwiazdami światowego formatu, uznano więc ich rywalizację za przedwczesny finał tej edycji. Już pierwszy mecz w Madrycie, poprzedzony niesamowitą mobilizacją w obu obozach i precyzyjnymi przygotowaniami, oglądany był przez blisko 120 tys. widzów a naoczni świadkowie określili go ,,walką na śmierć i życie”. Katalończycy nie zrażeni początkowym prowadzeniem ,,Los Blancos” po golach Mateosa i Gento, na które odpowiedzieli tylko golem Luisa Suareza, z determinacją kontratakowali po przerwie, doprowadzając na 3 minuty przed końcem do remisu, po kapitalnym przeboju Brazylijczyka Evaristo, zakończony rzutem karnym wykorzystanym bezbłędnie przez Luisa Suareza.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@patataj
@Sensible

2

Czy mógłby mi ktoś wyjaśnić co się dzieje z Victorem Osimenem? To znaczy wiem że jest kontuzjowany ale nie wiem co to za kontuzja i kiedy dokładnie wróci do gry?

8

Zapomniane legendy futbolu:

8 listopada 1942 r. w Turynie urodził się Alessandro Mazzola, ofensywny pomocnik, Mistrz Europy z 1968 r., wicemistrz świata z 1970 r., 2-krotny zdobywca Pucharu mistrzów(1964 i 1965) oraz 2-krotny zdobywca Pucharu Interkontynentalnego(1964 i 1965). Ten wybitny włoski pomocnik karierę rozpoczynał pod okiem legendarnego Helenio Herrery i był podstawowym graczem wielkiego Interu lat 60-tych. Całą 17-stoletnią karierę spędził w Mediolanie, gdzie rozegrał w sumie 565 spotkań, w których strzelił 160 goli. Sandro(jak powszechnie był określany) urodził się w Turynie i właśnie tam w AC Torino grał jego ojciec Valentino-jeden z najwybitniejszych włoskich piłkarzy lat 40-tych. Valentino Mazzola był ofensywnym pomocnikiem i Sandro poszedł w jego ślady. Wspominał iż ojciec od małego zakładał mu na stopy buty piłkarskie i uczył zachowania na boisku. Valentino zginą z całą drużyną Torino w katastrofie lotniczej w 1949 r. Sandro zadebiutował w pierwszej drużynie Interu 10 czerwca 1961 r. gdy ,,Nerrazzuri” przegrali wówczas z Juventusem w Turynie 1:9 w meczu zbojkotowanym przez wystawienie składu juniorskiego a honorowego gola strzelił właśnie Mazzola.

Regularnie zaczął grać w sezonie 1962/63, kiedy Inter zdobył mistrzostwo Włoch. Wtedy w swoich pierwszych derbach Mediolanu Sandro zdobył gola już w 13-tej sekundzie meczu! Rok później Mazzola strzelił 2 gole w wygranym 3:1 finale Pucharu Europy Mistrzów Klubowych z samym Realem Madryt! Najlepsze dla niego były 3 kolejne sezony, w których zdobywał ponad 20 goli. W 1965 w Serie A trafił do siatki rywali 17 razy i został królem strzelców ligi. W sumie zdobył z Interem 4 mistrzostwa Włoch, 2 razy Puchar Mistrzów i 2 razy Puchar Interkontynentalny. W tych ostatnich rozgrywkach Inter pięciokrotnie w ciągu 2 lat potykał się z argentyńskim Independiente a Mazzola strzelił w tych meczach 3 gole. Sandro grał z numerem 10, który noszą zawsze największe gwiazdy zespołu. Razem ze świetnym Hiszpanem Luisem Suarezem odpowiadał w słynnym systemie ,,catenaccio” za rozprowadzanie piłek w ataku a także za asekurację w bocznych sektorach boiska, kiedy wysunięci skrzydłowi włączali się do ofensywy. O miejsce w reprezentacji Włoch Sandro rywalizował z zawodnikiem Milanu Giannim Riverą. Pomocnik Interu rozegrał jednak więcej spotkań(w 70 spotkaniach strzelił 22 gole). W 1968 roku Mazzola zdobył Mistrzostwo Europy a 2 lata później zagrał w finale Mistrzostw Świata z Brazylią gdzie włosi przegrali 1:4. Grał także na mundialu w 1966 oraz 1974 Karierę zakończył 3 lipca 1977 roku podczas gdy Inter przegrał w Pucharze Włoch 0:2 z Milanem. Później Sandro pracował na różnych stanowiskach w Interze a także podjął się pracy w AC Torino, gdzie chciał odbudować wielki klub z czasów ojca i w 2000 roku został dyrektorem sportowym. Następnie był komentatorem telewizji RAI.


@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@kamyk_23
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

11

Cules pamiętają, cules wspominają:

Dokładnie 15 lat temu(08.11.2008) FC Barcelona gromi na Camp Nou Real Valladolid 6:0! w 10-tej kolejce Primera Division. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt iż w tym meczu aż 4 gole zdobył kapitalny snajper Samuel Eto'o i to do przerwy! Biorąc pod uwagę to że w meczu tym całe 90 minut rozegrał Lionel Messi a Eto'o został zmieniony w 74 minucie przez Hleba, to trzeba przyznać że wyczyn ten jest spektakularny. Jeśli się nie myle jest to rekord ,,Czarnej perły" w Blaugranie jeśli chodzi o gole zdobyte w jednym meczu.

Warto sobie odświeżyć:




@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

2

Serce krwawi, dusza boli, kiedy Barcunia przegrywa z Szachtarem Donieck. Coś się musi w końcu zmienić. Z bólem serca pożegnałem sympatycznego Ansu Fatiego(chciałbym aby jeszcze kiedyś wrócił), więc gdy nie będzie już ratunku, to również z bólem serca pożegnam Xaviego Hernandeza....

10

Włodek załatwił sprawę:

7 listopada 1984 r. Widzew Łódź pokonał 1:0 Borussie Mönchengladbach w 1/16 pucharu UEFA. Po huśtawce nastrojów w Mönchengladbach, wyrafinowana gra w Łodzi. Piłkarze Widzewa wiedzieli, że po tym jak w Niemczech strzelili dwa gole, mimo porażki 2:3 wystarczy im skromne, jednobramkowe zwycięstwo. Grali ostrożnie i nieustannie dążyli do celu. Ten udało się osiągnąć za sprawą trafienia kapitana Włodzimierza Smolarka. Później podopieczni Władysława Żmudy powstrzymywali ataki rywali a skutecznie w bramce spisywał się Henryk Bolesta. Trzeba jednak zaznaczyć, że bramkarz łodzian miał sporo szczęścia, bo chwilę przed zwycięskim trafieniem Widzewa, sędzia powinien podyktować rzut karny dla gości, po tym jak faulowany przez golkipera był Uwe Rahn. Arbiter tego jednak nie zrobił i ze zwycięstwa dającego awans do trzeciej rundy Pucharu UEFA cieszyli się czerwono-biało-czerwoni.


@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

0

Ten mecz z Szachtarem należałoby wygrać i przypieczętować awans do 1/8 ale równie dobrze możemy ten mecz przegrać, gdyż nasza defensywa pozostawia wiele do życzenia a i druga linia też nie powala zwłaszcza z Oriolem Romeu. Stare porzekadło mówi że jeśli nie jesteś w stanie wygrać meczu, to przynajmniej go zremisuj. Patrząc na to jak graliśmy z Szachtarem na Lluis Companys, to i o remis nie będzie łatwo...

9

Pamiętajmy o wybitnych legendach polskiego futbolu:

113 lat temu(7.11.1910) w Świętochłowicach urodził się Teodor Peterek, jeden z najwybitniejszych polskich napastników w historii, ikona Ruchu Chorzów. Teodor Peterek, cóż to był za napastnik! W oficjalnych meczach ligowych z eRką na koszulce zanotował na swoim koncie 192 mecze ligowe, w których strzelił 157 goli. Uwaga! Od 3 października 1937(od meczu z Pogonią Lwów) Peterek strzelał gole w kolejnych 16 meczach ligowych z rzędu! Wówczas był to rekord świata, który przetrwał aż do 2013 r. kiedy to pobił go nie kto inny jak sam Messi, który strzelał gole w 21 meczach z rzędu! W koszulce reprezentacji Polski zagrał w oficjalnych 9 meczach, w których strzelił 6 goli. Zdobył również 10 goli! w oficjalnym meczu pucharowym(Ruch - Śląsk Siemianowice, wygrany15:1). Do tego niezliczone mecze i gole w meczach towarzyskich, w reprezentacji Ligi czy reprezentacji Śląska zaliczają go do najlepszych strzelców przedwojennych. Nie da się nawet pobieżnie zliczyć jego osiągnięć. Można tylko się opierać na wycinkach prasowych z tego okresu, jak bramkostrzelnym piłkarzem był Teodor Peterek. Kiedy w 1934 roku Ruch Wielkie Hajduki wygrał ligę bez najmniejszych problemów, Peterek, król wykonywanych skutecznie rzutów karnych, nie mógł przeboleć, że w tym sezonie zdobył 28 goli i nie został królem strzelców. Taki właśnie był ,,Mietlorz” jak go nazywano.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

15

Duchowe wspomnienie:

7 listopada 1982 r. Papież Jan Paweł II odprawił mszę świętą na murawie Camp Nou w jednym z ostatnich dni swojej pielgrzymki do Hiszpanii. Pomimo ulewnego deszczu na Camp Nou zebrało się 120 tys. ludzi a wśród nich prezydent Generalitat Jordi Pujol, burmistrz Barcelony Narcis Serra a także prezydent klubu Josep Lluis Nuñez z żoną. Po uroczystości Nuñez zaprosił polskiego papieża do pomieszczeń klubowych i wręczył mu karnet socio o numerze 108 000.


@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

9

Legendarna golleada:

7 listopada 1915 r. FC Barcelona rozgromiła Universitari S.C. 12:2(!) w ramach 3 kolejki mistrzostw Katalonii. Warto wspomnieć że aż 6(!) goli w tym meczu ustrzelił genialny snajper Paulino Alcantara, który został królem strzelców mistrzostw Katalonii edycji 1915/16 z dorobkiem 23 goli.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

13

Sebastian Mila ,,załadował!”:

6 listopada 2003 r. Manchester City zremisował z Groclin Dyskobolia Grodzisk Wlkp. 1:1 w ramach drugiej rundy Pucharu UEFA. Piękny sen trwał nadal. Po wyeliminowaniu Herthy BSC Berlin o klubie z niewielkiego Grodziska Wielkopolskiego pierwszy raz usłyszeli kibice w Europie. Piłkarze Groclinu Dyskobolii podkreślali jednak, że po dwumeczu z ekipą z Bundesligi nie można już było liczyć na to, że ktoś ich zlekceważy. Druga runda przyniosła kolejne wielkie wyzwanie, któremu podopieczni Dušana Radolský’ego postanowili sprostać. Na City of Manchester Stadium stoczyli otwarty bój z faworyzowanym rywalem i mimo, że to „The Citizens” stworzyli więcej dogodnych okazji, goście kilkukrotnie im się rewanżowali. Do historii polskiego, klubowego futbolu przeszedł też efektowny gol Sebastiana Mili z rzutu wolnego, który jak się później okazało, był kluczowy w kwestii awansu do trzeciej rundy Pucharu UEFA.

,,Jestem rozczarowany wynikiem, choć wcześniej ostrzegałem zawodników, że wicemistrzowie Polski nie będą się tylko i wyłącznie bronić. Że lubią grać ofensywnie. Uważam remis za wynik sprawiedliwy”- pomeczowa wypowiedź trenera Manchesteru City Kevin Keegan.

,,Zagraliśmy bardzo dobrze taktycznie. Remis w Manchesterze nie oznacza wcale, że jesteśmy w trzeciej rundzie Pucharu UEFA. Przed nami ciężki mecz rewanżowy i ostrzę sobie apetyt na awans”- pomeczowa wypowiedź trenera Groclinu Dušan Radolský



@Sensible
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

2

Wczoraj ledwo, ledwo obejrzałem do końca mecz Realu Madryt z Rayo Vallecano i musze się przyznać iż jestem zadowolony z remisu w tym meczu. Powiem więcej, jestem jeszcze bardziej zadowolony że to nie ,,Królewscy" a FC Girona jest na czele tabeli La Liga. Trzeba sie cieszyć, w końcu to katalońska ekipa.
Visca el Barca, Visca Catalonia!

10

Przełomowe wydarzenia w historii Dumy Katalonii:

6 listopada 1991 r. Jose Maria Bakero strzelił słynnego gola w Kaiserslautern. Do 89 minuty Barça była za burtą rozgrywek Pucharu Europy. Przegrywała 3:0 z mistrzem Niemiec i nic nie wskazywało na to iż może strzelić upragnionego gola, który da awans do fazy grupowej. Niestety dla gospodarzy niemiecki pomocnik Haber w niegroźnej sytuacji sfaulował obrońcę Blaugrany Miguela Nadala. Wówczas Koeman wstrzelił piłke w pole karne, gdzie niski ale świetnie grający głową Bakero wyskoczył pomiędzy obrońcami Kaiserslautern i skierował piłke do siatki. Jeszcze w doliczonym czasie gry Niemcy mieli szanse na odwrócenie losów dwumeczu, lecz Zubizarreta obronił strzał głową Habera. FC Barcelona dzięki awansowi do pierwszej w historii fazy grupowej Pucharu Europy uczyniła pierwszy krok ku zdobyciu tego trofeum. ,,Bez pomocy Boga nie dojdzie się do niczego. Graliśmy najgorsze spotkanie w tym sezonie ale szczęście było przy nas. Teraz wierzę w zdobycie Pucharu Europy”- powiedział po meczu szczęśliwy Cruijff. Ja jeszcze tylko przypomnę że w tamtym sezonie debiutował w europejskich pucharach meczem z Hansą Rostock Josep Guardiola.

Kultowy gol:




@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

7

@FCBparasiempre
Co ciekawego można robić we własne urodziny? Można na przykład urządzić imprezę dla przyjaciół, wybrać się w ciekawą podróż czy skoczyć na bungee. A gdy jest się piłkarzem? W sumie to samo (może poza skokiem), ale oprócz tego np. uczcić ten dzień strzelonym golem w ważnym meczu. Ewentualnie zdobyć cztery gole w jednym spotkaniu Ligi Mistrzów. Tak właśnie zrobił 20 lat temu Dado Pršo. 5 listopada 2003 roku, czwarta kolejka Champions League. W najciekawszym (przynajmniej teoretycznie) meczu tego dnia Bayern gra w Monachium z Olympique Lyon. Spotkanie dość niespodziewanie wygrywa drużyna gości. Jak się jednak okazuje to nie o „olimpijczykach” będzie się mówiło najwięcej tego wieczoru. Inny zespół reprezentujący Francję – AS Monaco rozgrywa w tym czasie mecz z Deportivo La Coruña. W składzie drużyny z księstwa brakuje największej gwiazdy, Fernando Morientesa. Szansę gry w podstawowym składzie otrzymuje niezbyt znany Chorwat Dado Pršo. Tak się składa, że tego dnia napastnik świętuje swoje 29. urodziny. Już w 2. minucie Monaco wychodzi na prowadzenie dzięki bramce Jerome’a Rothena, a w minucie 11. na 2:0 podwyższa Ludovic Giuly. Wreszcie w 26. minucie po rzucie rożnym bramkę głową zdobywa Pršo. Po czterech minutach Chorwat (znów głową) strzela kolejnego gola. Przed przerwą dorzuca jeszcze jedną bramkę, a zaraz po przerwie kolejną. Jubilat schodzi z boiska w 75. minucie żegnany burzą braw. Jego miejsce zajmuje Emmanuel Adebayor. Mecz kończy się niespotykanym i rekordowym, pod względem liczby bramek w jednym spotkaniu, wynikiem 8:3, a chorwacki napastnik przechodzi do historii Ligi Mistrzów. Przed nim cztery gole w jednym spotkaniu udało się zdobyć tylko dwóm piłkarzom, Marco van Bastenowi i Simone Inzaghiemu. Sezon 2003/2004 jest udany nie tylko dla Pršo, ale dla całego zespołu AS Monaco. Choć w Ligue 1 nie udaje się przerwać hegemonii Lyonu (Monaco ląduje ostatecznie na trzecim miejscu) to w Champions League piłkarze ze Stade Louis II robią prawdziwą furorę. Z grupy wychodzą z pierwszego miejsca, a później eliminując kolejną Lokomotiw Moskwa, Real Madryt i Chelsea Londyn, dochodzą do finału. Tam lepsze okazuje się FC Porto, prowadzone przez Jose Mourinho. Jednak to klub w charakterystycznych biało-czerwonych koszulkach zdobywa sympatię wśród kibiców w całej Europie. Na skrzydłach szaleją Ludovic Giuly i Jerome Rothen, w ataku Fernando Morientes, a rewanżowe meczu z Realem i Chelsea przechodzą z czasem do prawdziwej klasyki Ligi Mistrzów. Pršo nie udaje się już powtórzyć swojego wyczynu, ale dorzuca dwie bramki w drodze do finału (w sumie w całym sezonie zdobywa ich siedem). Zanim jednak długowłosy Chorwat zapisał się złotymi zgłoskami w dziejach Champions League, jego kariera piłkarska nie była usłana różami. Urodzony 5 listopada 1974 roku w Zadarze (wówczas Jugosławia) zawodnik, swoje pierwsze kroki w futbolu stawiał w rodzinnym mieście, trenując najpierw w NK Bagat, a później w NK Zadar. W wieku 12 lat Miladin (to jego prawdziwe imię) trafił do Hajduka Split. Płynnie przechodził przez wszystkie drużyny juniorskie Hajduka aż do roku 1991. Mając wówczas 17 lat został poddany rutynowanej kontroli lekarskiej, która wykazała u niego nieregularne bicie serca. Medycy sądzili, że ta zdrowotna dolegliwość uniemożliwi mu profesjonalne uprawianie sportu, dlatego też działacze Hajduka rozstali się z młodym napastnikiem. Co ciekawe, od tego czasu u Pršo nie odnotowano nigdy żadnych śladów tej wady. Po wyrzuceniu z Hajduka napastnikowi udało się znaleźć angaż w NK Pazinka. Klub grał w najwyższej klasie rozgrywkowej świeżo utworzonej ligi chorwackiej. Dado Pršo miał zaledwie 18 lat, ale zdołał wystąpić w 26 meczach i strzelić 2 gole. Sezon 1992/1993 był jedynym w całej karierze zawodnika, w którym grał w ekstraklasie chorwackiej. Występy w barwach klubu z miasta Pazin łączył z pracą mechanika samochodowego. Nie była to jednak największa przeszkoda w piłkarskim rozwoju wciąż nastoletniego gracza. Na początku lat 90. na Bałkanach toczyła się krwawa wojna, z powodu której wielu mieszkańców postanowiło uciekać do państw Europy Zachodniej. Dado Pršo również podjął taką decyzję. Los rzucił go do francuskiej Normandii. Początki na francuskiej ziemi były trudne i zniechęcające. Pršo trafił do klubu FC Rouen, ale w ciągu dwóch lat zagrał tam w zaledwie 10 (według niektórych źródeł w 12) meczach. W poszukiwaniu pracy ruszył na południe Francji. Na Lazurowym Wybrzeżu, w miejscowości Saint-Raphaël otrzymał pracę mechanika, a raz w tygodniu grał w tamtejszym klubie. Po pracy zazwyczaj spędzał czas w kasynach i barach, trwoniąc zarobione w ciągu dnia pieniądze. Jego życie odmieniło się po spotkaniu z kobietą, która później została jego żoną. Carole namówiła go, aby na poważnie wziął się za swoją karierę piłkarską.

Gdy latem 1996 roku jego zespół rozgrywał sparing z AS Monaco Pršo został uznany za najlepszego piłkarza meczu. Klub z księstwa zaoferował mu kontrakt, który Chorwat zaakceptował. W drużynie prowadzonej przez Jeana Tiganę nie było łatwo o miejsce w składzie. Thierry Henry, Victor Ikpeba, Sonny Anderson, David Trezeguet – przy takich rywalach do gry w ataku Pršo nie zdołał zadebiutować w pierwszej drużynie. Dobrze za to radził sobie w czwartoligowych rezerwach ASM. Na kolejne dwa sezony został wypożyczony do Ajaccio AC. Pomógł klubowi z Korsyki awansować z trzeciej do drugiej ligi i całkiem nieźle prezentował się na zapleczu francuskiej ekstraklasy (w sezonie 1998/1999 zdobył 13 bramek). Rozgrywki 1999/2000 rozpoczął znów w barwach Monaco. Konkurencja nadal była ogromna, ale Pršo występował stosunkowo często (20 meczy i 2 bramki), zazwyczaj wchodząc z ławki rezerwowych. Kampania zakończyła się wielkim sukcesem klubu – wywalczonym w znakomitym stylu mistrzostwem Francji. W kolejnych dwóch sezonach zespół nie zachwycał, ale Pršo nadal był najwyżej pierwszym rezerwowym. Cztery lub dwie bramki w sezonie to dla napastnika wynik raczej katastrofalny. Pewnym usprawiedliwieniem dla chorwackiego wieżowca (190 cm wzrostu) były częste problemy z kolanami. Wszystko zmieniło się w sezonie 2002/2003. Didier Deschamps, trener Monaco dysponował wówczas młodym składem uzupełnionym kilkoma doświadczonymi zawodnikami (m.in. Marco Simone czy Vladimir Jugović). W ataku DD odważnie postawił na duet Dado Pršo – Shabani Nonda. Ten pierwszy zdobył 12 bramek, a drugi aż 26 i został królem strzelców ligi. Monaco wywalczyło wicemistrzostwo. Mistrzem został oczywiście Olympique Lyon. O kolejnej kampanii (2003/2004) w wykonaniu AS Monaco napisano już wiele, nie tylko w tym artykule. Po jej zakończeniu Pršo pojechał na EURO 2004. Reprezentacja Chorwacji, w której zadebiutował dopiero w 2003 roku, nie zdołała wyjść z trudnej grupy z Anglią, Francją i Szwajcarią. Dla porządku dodajmy, że Pršo zakończył turniej z jedną bramką. Kolejny sezon rozpoczął już w nowych klubowych barwach. Były to ciemnoniebieskie koszulki, białe spodenki i czerwono-czarne skarpety Glasgow Rangers. Jeden z najbardziej utytułowanych klubów Europy, niemający (poza Celticiem) poważnego konkurenta na krajowym podwórku, pozyskał bramkostrzelnego Chorwata na zasadzie wolnego transferu. Pierwszy sezon był fantastyczny w wykonaniu Pršo – 18 ligowych goli i wywalczone mistrzostwo Szkocji. Swego rodzaju paradoksem było to, że pochodzący z tradycyjnie katolickiej Chorwacji Dado stał się ulubieńcem protestanckich i często zaciekle antykatolickich kibiców Rangersów. Następne dwa sezony nie były już tak dobre. 9 i 4 – to dorobek bramkowy Chorwata w kampaniach, kolejno 2005/2006 i 2006/2007. Znów usprawiedliwiając gorszą skuteczność Pršo trzeba wspomnieć o jego problemach z kolanami. W pewnym momencie po każdym spotkaniu puchły do tego stopnia, że uniemożliwiały mu wzięcie udziału w treningu, nie mówiąc już o grze w meczu. W 2007 roku długowłosy mechanik z Zadaru zakończył swoją futbolową karierę. Pożegnanie z Ibrox kosztowało go sporo emocji. Gdy miesiąc po sezonie umówił się na wywiad z jednym z lokalnych dziennikarzy, przyznawał z sentymentem: ,,Nawet rozglądanie się po stadionie, kiedy jest pusty, sprawia, że jestem smutny, wiem, że to już koniec dla mnie i nie będę więcej grał na Ibrox”. Mimo że Dado Pršo największe sukcesy święcił z AS Monaco, z reprezentacją grał na Euro 2004 i Mistrzostwach Świata w 2006 roku, to zdecydowanie najlepiej wspomina czas spędzony w Szkocji. Na swoim koncie na Twitterze najwięcej miejsca poświęca właśnie drużynie Glasgow Rangers, zamieszczając często archiwalne fragmenty meczy i zdjęcia z okresu gry na Ibrox. Zapytany przez dziennikarza z Glasgow, co zmieniłby w swojej karierze, gdyby miał taką możliwość, odpowiedział: ,,Najbardziej żałuję, że nie przyjechałem tu wcześniej, bardzo byłbym zadowolony, gdybym tu przyjechał mając 26 lat zamiast 29”.

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?