0

Co to za redakcja? jak pisze tytuł po chińsku na polskiej stronie i w Polsce? Ja się pytam?

8

Nie tylko dla prawdziwych cules:

23 listopada 1901 r. FC Barcelona rozegrała pierwszy mecz na nowo dzierżawionym boisku przy ulicy Horta, zwanym CAMP DE LA CARRETERA D'HORTA, który był zlokalizowany na pograniczu dwóch dzielnic – Sagrera i Guinardó. Wstęp na mecze na tym obiekcie był darmowy, co spowodowało że w dniu inauguracji nowego boiska pojawił się prawdziwy tłum, mimo że klub miał wówczas tylko 104 socios. Jednak ponad 4 tys. osób pojawiło się na tym pierwszym meczu Blaugrany, mierzącym się z zespołem złożonym z marynarzy brytyjskiego statku Calliope, który zacumował w miejskim porcie. Człowiekiem odpowiedzialnym za skontaktowaniem się z rywalami barcelonistów był Arthur Witty, syn angielskiego konsula a poza tym piłkarz klubu. Barça wzmocniona kilkoma piłkarzami CD Hispania, pokonała marynarzy 4:0 a Joan Gamper ustrzelił hattricka, zdradzając instynkt goleadora, który zawsze cechował go jako piłkarza FC Barcelony. Boisko przy ulicy Horta było tymczasowym stadionem dla klubu, który w 1905 r. został zobligowany do opuszczenia go, po tym jak właściciele działki postanowili zbudować tutaj domy mieszkalne. Jednak miejsce to przeszło do historii jako teren, na którym Barça zdobyła pierwsze w historii klubu tytuły: Puchar Macaya w 1902 r. pokonując FC Catale 15:0(!) a także Puchar Barcelony w 1903 r., oba poprzedzające rozgrywki o Mistrzostwo Katalonii. Również na tym obiekcie piłkarze wykorzystywali poddasze domu Can Sabadell jako szatnie. W tym nowym miejscu zawodnicy po raz pierwszy mogli skorzystać z pryszniców, co prawda mocno zaimprowizowanych- woda pochodziła z deszczu padającego przez przeciekający dach domu. Sufit poddasza pokryty był kłosami i pajęczyną. Miednica, dzban, blaszany wazon i lustro, które zapewnił John Parsons, były jedynymi przedmiotami w szatni do czasu aż inny piłkarz- Albeniz, przyniósł kilka wieszaków. Gamper również pomagał przy urządzeniu pomieszczenia: kupił drewnianą skrzynkę zamykaną na kłódke, ażeby zostawiać w niej grzebienie i szczotki.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

1

@mekston Właśnie przed chwilą skończyłem oglądać ten mecz i muszę przyznać że ,,moja" Argentyna miała sporo szczęścia że wygrała ten mecz plus niesłusznie usunięty z boiska Joelinton. Akurat o tym że Argentyna po raz pierwszy wygrała z Brazylią w eliminacjach na jej terytorium i zakończyła ich serie 54 meczów bez porażki to nie wiedziałem. Po prostu nigdy tego nie sprawdzałem, no ale że druga z rzędu na Maracanie wogóle, to chyba większość o tym wiedziała...

0

Komentarz usunięty przez użytkownika

10

Legendarne mecze, niezapomniane rekordy:



22 listopada 1903 r. FC Barcelona gromi Salut S.C. 10:0(!) w ramach Mistrzostw Katalonii. W meczu tym debiutują znakomici legendarni piłkarze- Roma Forns(pierwszy w historii kataloński trener) oraz genialny snajper- Carles Comamala(twórca pierwszego herbu FCB). Jednocześnie obaj strzelają gole w debiucie, Forns jednego a Comamala aż 4!



22 listopada 2014 r. FC Barcelona gromi na Camp Nou FC Seville 5:1 w 12-tej kolejce Primera Division. W tym meczu hattrickiem popisuje się Lionel Messi, dzięki czemu bije jednocześnie 2 rekordy klubowe a mianowicie rekord Paulino Alcantary(395 goli) oraz rekord Primera Division Telmo Zarry(251 goli).



No to oglądamy:





@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

4

Mamy to! Zwycięstwo na Maracanie i jeśli się nie myle to drugie z rzędu!
Viva la Argentina!!! Para siempre!!!

0

@fc20barca Jak najbardziej, za Dume Katalonii!

15

Panie i Panowie, szanowni cules, 146 lat temu urodził się Hans-Max Gamper Haessig, człowiek, który założył FC Barcelone. Szwajcar nie jest jedynie założycielem i wieloletnim prezydentem FC Barcelony. Mało kto zdaje sobie sprawę, że był także pierwszym kapitanem Barcy zdobywając rekordowe 120 goli(!) w 51 spotkaniach. Bez cienia wątpliwości należy on do najważniejszych osób w całej historii klubu ze stolicy Katalonii, dlatego każdy szanujący się culé powinien znać taką postać.

Przez wielu uważany za pioniera piłki nożnej urodził się w Winterthur w Szwajcarii. Po śmierci matki reszta rodziny przeprowadziła się do Zurychu. Szwajcar był niezwykle usportowionym dzieckiem, łączył miłość do futbolu z golfem, kolarstwem, lekkoatletyką, pływaniem, rugby oraz tenisem. W Zurychu założył Excelsior, nieco później grał dla FC Basel i FC Zürich. W wieku 18 lat opuścił Szwajcarię i zamieszkał w Lyonie, we Francji, gdzie grał w rugby dla drużyny Athletique Union. Rok później w drodze do Afryki odwiedził w Barcelonie swego wuja Emila Gaisserta. Miasto tak go zauroczyło, że postanowił zostać tutaj na stałe. Po jakimś czasie nauczył się płynnie mówić po katalońsku oraz zmienił imię na Joan. W stolicy Katalonii pracował kolejno w firmie kolejowej, jako redaktor kolumny sportowej w gazetach szwajcarskich oraz pomagał w publikacji hiszpańskiego magazynu „Los Deports”. Szwajcarowi brakowało zespołu piłkarskiego z prawdziwego zdarzenia, dlatego 22 października 1899 roku umieścił w gazecie „Los Deports” ogłoszenie o chęci stworzenia klubu piłkarskiego w Barcelonie. Piłka nożna nie była jeszcze tak popularnym sportem jak dziś, lecz 29 listopada 1899 roku w sali gimnastycznej Gimnasio Solé brytyjscy, katalońscy i szwajcarscy miłośnicy futbolu założyli Futbol Club Barcelona. Akt założycielski podpisali: Joan Gamper, Walter Wild, Lluís d’Ossó, Bartomeu Terrados, Otto Kunzle, Otto Maier, Enric Ducal, Pere Cabot, Carles Pujol, Josep Llobet, John Parsons i William Parsons. Pierwszym prezydentem klubu został Walter Wild, skarbnikiem mianowano Bartomeu Terradasa, a funkcję sekretarza powierzono Lluísowi d’Ossó. Wkrótce później stworzono herb oraz wybrano barwy FC Barcelony. Gamper nie chciał objąć urzędu prezydenta klubu, wolał skupiać się na jak najlepszej grze dla swojego zespołu. Założyciel FC Barcelony ma się czym pochwalić, bowiem zdobył aż 120 goli w 51 meczach.

Po serii spotkań towarzyskich w 1901 roku katalońska drużyna wzięła udział w turnieju o puchar ufundowany przez Alfonso Macaya (pierwowzór Mistrzostwa Katalonii) zajmując w nim drugie miejsce. Kolejna edycja była prawdziwą demolką. Barça rozgromiła wszystkich rywali strzelając w ośmiu meczach 60 goli, tracąc zaledwie dwa. W 1905 roku FC Barcelona triumfowała w Pucharze Katalonii, wygrywając w finale z Espanyolem 3:2. Mimo tego klubowi groził upadek. Nie miał kto płacić składek, gdyż w 1908 roku było jedynie 38 socios (członków klubu).

Po rezygnacji ze stanowiska Vicença Reiga(rządził klubem przez 22 dni) urząd prezydenta Blaugrany obejmuje jej założyciel Joan Gamper. Najprawdopodobniej tego samego dnia podczas zebrania klubu niezręczną ciszę przerwał jeden z piłkarzy niejaki Wallace mówiąc: „Czy naprawdę nie ma nikogo odważnego na tyle, żeby spróbować uratować klub. Jeśli ktoś się znajdzie, może liczyć na pełne poparcie graczy”. Reakcja nowego sternika Dumy Katalonii była niemal natychmiastowa. „FC Barcelona nie może umrzeć i nie umrze! Jeżeli nikt mnie nie poprze, wezmę całą odpowiedzialność za klub na siebie. Mam pewność, że będę miał wsparcie tych ludzi, którzy byli ze mną, kiedy futbol uważano za głupotę i dziwactwo. Pragnę zapomnieć o błędach, przez które oddaliłem się od klubu i mam zamiar walczyć o odzyskanie świetności klubu. Jeśli ktoś się ze mną zgadza, niech mówi”. Słowa założyciela zachęciły wszystkich do działania. Zaczęto wierzyć w odbudowę zespołu. Wśród wielu inicjatyw Gampera było między innymi sprowadzenie byłych członków klubu, dzięki czemu liczba socios przekroczyła 200 osób. W sezonie 1908-09 Barça dyrygowana przez Szwajcara nie przegrywając żadnego spotkania zdobyła kolejne Mistrzostwo Katalonii. Kolejnym z wyzwań, z jakim się spotkał w czasie swojej pierwszej kadencji było znalezienie swojemu klubowi kawałka ziemi w celu zbudowania pierwszego własnościowego stadionu Camp del Carrer Indústria.

Według historycznych anegdot właśnie na tym mającym jedynie drewniane ławki obiekcie powstało słynne określenie fanów Barcelony – culés, ponieważ z perspektywy ulicy widać było jeden „tyłek” (culo oznacza tyłek) obok drugiego i tak już zostało do dnia dzisiejszego. 14 października 1909 roku Gamper zakończył swoją kadencję, lecz zdecydował się pozostać w zarządzie.

17 listopada 1910 roku, podczas spotkania zarządu ponownie wybrali na prezydenta Joana Gampera. O ile w pierwszej kadencji Szwajcar zmagał się jedynie z problemami finansowymi tym razem musiał sprostać także niechęci ze strony Hiszpańskiej i Katalońskiej Federacji Piłkarskiej. Mimo tego Duma Katalonii wywalczyła Mistrzostwo Katalonii, sięgnęła po Puchar Hiszpanii, a liczba socios wzrosła do 367. W sezonie 1911/12 FC Barcelona zdobyła wówczas (nieoficjalne) Mistrzostwo Hiszpanii oraz Puchar Pirenejów. Niestety przeciwko klubowi wystąpili piłkarze, domagając się zapłaty za ich grę. Ze względu na napiętą sytuację prezydent chciał podać się do dymisji, jednak ostatecznie pozostał na swoim stanowisku. Warto dodać, iż 14 sierpnia 1912 roku w klubie pojawił się jeden z najlepszych piłkarzy w historii Barcy Paulino Alcántara. Rok później nieporozumienia z Federacją Katalonii i Hiszpanii przybrały na sile wskutek czego Barcelona zostaje usunięta z obu organizacji. Pod koniec tego burzliwego sezonu (30 czerwca 1913 roku) zmęczony ciągłymi sporami Gamper składa rezygnację, lecz jego rozłąka ze stanowiskiem nie trwała długo. 17 czerwca roku 1917 ponownie zostaje wybrany na prezydenta, za cel stawiając sobie zrekonstruowanie klubu. Jedną z pierwszych decyzji było pozyskanie pierwszego profesjonalnego trenera Anglika Jacka Greenwell’a. W 1919 roku Gamper sprowadził kolejne dwie legendy Dumy Katalonii: Ricardo Zamorę i Josepa Samitiera. Jednak 19 czerwca tego samego roku, kolejne problemy nękające Blaugranę zmuszają Szwajcara do ustąpienia ze stanowiska.


17 lipca 1921 roku, założyciel klubu zostaje jego prezydentem po raz czwarty. Sezon 1921/22 na długo zapisał się w pamięci sympatyków Barcelony. Zespół wywalczył wówczas mistrzostwo Hiszpanii i Katalonii, a 20 maja 1922 roku do użytku został oddany nowy, mogący pomieścić 25 000 osób, legendarny już dzisiaj stadion Les Corts.

Pod koniec sezonu 1922/23 klub miał już ponad 10 000 socios, co w tamtych czasach było wynikiem godnym pozazdroszczenia. W końcu po 742 dniach prezydentury Joan Gamper odchodzi z zarządu, lecz nie na długo – 1 czerwca 1924 roku, tuż przed świętowaniem Srebrnej Rocznicy założenia FC Barcelony, po raz ostatni obejmuje stery Dumy Katalonii. 17 grudnia 1925 roku, na rozkaz dyktatora Hiszpanii Miguela Primo de Rivery, cały zarząd został odsunięty od klubu za propagowanie katalońskiego nacjonalizmu.

W odpowiedzi przed jednym ze spotkań kibice Blaugrany spalili hiszpańską flagę oraz zagłuszyli hymn Hiszpanii co zakończyło się zamknięciem Les Corts na pół roku. Oskarżony o dowodzenie całą akcją Joan Gamper raz na zawsze zakończył swoją długą przygodę z FC Barceloną i udał się do Szwajcarii. To był początek równi pochyłej dla założyciela Barcy. W obliczu problemów finansowych oraz rozłąki z ukochanym klubem Gamper popadł w głęboką depresję, która zakończyła się samobójstwem 30 lipca 1930 roku. Jak można się było spodziewać na jego pogrzeb przyszły tłumy fanów Blaugrany. Szwajcar został pochowany na cmentarzu Montjuic w Barcelonie. W celu uczczenia jego pamięci FC Barcelona zastrzegła kartę członkowską z numerem 1, kilkanaście lat później (w 1966 roku) ówczesny prezydent Enric Llaudet stworzył turniej na cześć założyciela i wieloletniego prezydenta klubu. Szwajcar był przykładem całkowitego poświęcenia się dla swojego „dziecka”. Na szczęście pamięć po nim nie zginęła. Joan Gamper jako jeden z najważniejszych osobistości w historii FC Barcelony powinien być doskonale znany nie tylko przez culés, ale także przez wszystkich sympatyków hiszpańskiego futbolu. Bez wątpienia bez jego zaangażowania dzisiejsza pozycja Blaugrany nie byłaby w ogóle możliwa. Zapamiętajcie historię człowieka, który stworzył i uczynił Dumę Katalonii znaną niemal na całym świecie.



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

1

@Comentateiro Michniewicz i Probierz w top 3? Tego bym się po tobie nie spodziewał...

4

Nie jestem w stanie oglądać meczu eliminacji mistrzostw świata Brazylia-Argentyna(obejrze jutro powtórke) ale zawsze całym sercem za Albicelestes:
Vamos! Vamos! Argentina!
Vamos! Vamos! a ganar!

12

Cóż to był za Klasyk!

21 listopada 2015 r. Na Santiago Bernabeu Duma Katalonii zmiażdżyła Los Blancos 4:0 a Keylora Navasa pokonali Luis Suarez (dwukrotnie), Neymar i Andres Iniesta. Poprzedni sezon i minimalnie przegrane przez Real mistrzostwo Hiszpanii sprawiało, że gospodarze tego pojedynku mieli sporo do udowodnienia. O Królewskich było wówczas głośno, jednak nie ze względu na aspekty stricte sportowe. Mówiło się przede wszystkim o złej atmosferze w drużynie, możliwości zwolnienia Rafy Beniteza czy przestępczym epizodzie Karima Benzemy. Chwilowy kryzys, którego efektem były wysokie porażki z Athletikiem Bilbao czy Celtą Vigo, na dobre zażegnała Blaugrana. Katalończycy zwyciężyli bowiem cztery ligowe pojedynki z rzędu. Goście od początku byli zdecydowanie aktywniejsi w ofensywie. Obrona Realu skapitulowała już w 11. minucie, kiedy podanie Sergiego Roberto na gola zamienił Luis Suarez. Po kwadransie gry pomocy medycznej potrzebował Javier Mascherano. Jeszcze w pierwszej połowie Argentyńczyka zmienił Jeremy Mathieu. W 39. minucie Barcelona zadała kolejny cios. Przed polem karnym szarżował Andres Iniesta, który wypatrzył wychodzącego na czystą pozycję Neymara. Brazylijczyk, mimo ostrego kąta, popisał się doskonałą precyzją i zdołał pokonać Keylora Navasa. Katalończycy już w pierwszej połowie mogli rozstrzygnąć losy spotkania, jednak piłkę zmierzającą do siatki po uderzeniu Suareza z linii bramkowej wybił Marcelo. W drugiej odsłonie na boisku zobaczyliśmy inny Real – taki, który ze wszystkich sił walczył o dojście do sytuacji strzeleckich. Po tym, jak w boczną siatkę trafił Marcelo, umiejętności Claudio Bravo przetestował James Rodriguez. Po chwili – ku rozpaczy miejscowej publiczności – ich ulubieńcy mogli jedynie załamać ręce. Dwójkowa akcja Neymara z Iniestą zakończyła się golem tego ostatniego. Na końcowe pół godziny Luis Enrique postanowił wpuścić na murawę Lionela Messiego. Po przeciwnej stronie swoich kolegów do lepszej gry próbował zmotywować Cristiano Ronaldo, jednak i jego w doskonałej sytuacji zatrzymał Claudio Bravo. W 74. minucie Blaugrana upokorzyła swoich odwiecznych rywali a sytuację sam na sam z Navasem wygrał Luis Suarez. W końcówce meczu chilijski golkiper Barcy dwukrotnie interweniował po strzałach głową Karima Benzemy. ,,Los Blancos" nie potrafili pogodzić się z porażką, czego efektem była czerwona kartka dla Isco. Hiszpan z premedytacją kopnął Neymara, za co musiał opuścić boisko. Po raz ostatni tak wysokie zwycięstwo Dumy Katalonii miało miejsce w listopadzie 2010 roku na Camp Nou (5:0). W tabeli zawodnicy Luisa Enrique zachowali sześć oczek przewagi nad Królewskimi.

Dzieło sztuki futbolowej:




@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

8

Legendy rodzimego futbolu:

20 listopada 1940 r. urodził się Erwin Wilczek, pomocnik i napastnik, był fenomenem, piłkarzem o niezwykłym sprycie, przebiegłości. Jego ogromną zaletą był fakt, że na boisku widział wszystko. O rozmiarze jego talentu świadczy zdanie, które w 1969 roku wypowiedział ówczesny trener Legii Edmund Zientara po meczu Polska - Holandia, w którym w linii pomocy zagrali Wilczek, Kazimierz Deyna i Bernard Blaut. - Najbardziej cenię Wilczka. Rozumie wymogi nowoczesnego futbolu i jest dobrym strategiem - stwierdził Zientara. Erwin Wilczek był graczem zjawiskowym. Wielokrotnie udowodnił w Górniku Zabrze, grając w nim aż przez trzynaście lat, w okresie obfitującym w największe sukcesy (1959-72). Nic dziwnego, że aż dziewięć - powtórzę: dziewięć - razy był mistrzem Polski. Jedynie Stefan Florenski, oczywiście również z Górnika, może pochwalić się podobnym osiągnięciem. Erwin Wilczek zapisał się w pamięci kibiców Górnika, choć w Polsce nie jest aż tak powszechnie kojarzony. Wynika to z faktu, że w reprezentacji Polski w latach 60. zagrał ledwie 16 razy. Pytałem go o to. - Widocznie inni nadawali się bardziej niż ja - odparł krótko. Ale prawda jest taka, że był jednym z ówczesnych najlepszych pomocników. Tworzył rewelacyjny duet z Zygfrydem Szołtysikiem, obaj znali się doskonale, bo grali wcześniej w słynnej szkółce Zrywu u prof. Józefa Murgota (pierwszym klubem Wilczka był Wawel Wirek, z dzielnicy Rudy Śląskiej, w niej się wychował). Obaj błyskawicznie myśleli na boisku, grali nieszablonowo i mieli poczucie własnej wartości. Wilczek dysponował bowiem tego rodzaju techniką, która sprawiała, że był swobodny na boisku, dzięki niej miał łatwość we wszystkim co na boisku robił. Od razu wiedział zresztą do kogo zagrać. Był przy tym - jak na pomocnika - wyjątkowo bramkostrzelny. W lidze strzelił dla Górnika (czasami grał także jako napastnik) aż 96 goli, w Pucharze Polski - 15, w rozgrywkach międzynarodowych (łącznie z Pucharem Intertoto) - 15. Razem wbił tych goli dla zabrzan aż 126, a przecież zazwyczaj grał w drugiej linii! Gdyby Erwin lepiej się prowadził, nie miałby godnych przeciwników - mówił mi kiedyś "Zyga" Szołtysik. Coś w tym jest. Wilczek miał u kolegów ksywkę "Biba". Stanisław Oślizło opowiadał mi, że po przegranym finale Pucharu Zdobywców Pucharów z Manchesterem City Anglicy podczas wspólnej kolacji poczęstowali piłkarzy Górnika szampanem i, że to był najbardziej gorzki szampan w życiu. Kiedy opowiedziałem o tym Erwinowi Wilczkowi uśmiechnął się. - Mnie szampan smakował zawsze - stwierdził. Nie chodzi wcale o to, że lubił alkohol. Po prostu kochał życie. Życie i piłkę. Za bajtla nie robił nic innego tylko grał "w bal" na placach w Wirku. Piłka była dla mnie wszystkim. Ojciec Wilhelm, który był górnikiem, pracował na nocki. Zdarzało się, że zanim wszedł rano do pracy, budzi mnie i brata przed szóstą. Dostawaliśmy w skórę za to, że od dnia późno wróciliśmy do domu. A dla nas czas nie istniał, graliśmy w piłkę kiedy tylko mogliśmy- opowiadał mi Erwin Wilczek. Gdy grał już w Górniku ojciec stał się jego zawziętym kibicem. Tak bardzo zawziętym, że czasem kłócił się z innymi fanami na trybunach w trakcie meczu syna. Kontakt z piłką zawsze sprawiał mu niewymowną przyjemność. Tak było zawsze; nigdy nie odmówił kiedy nadarzała się okazja pokopać. Sławny obrońca Zygmunt Anczok opowiadał mi, że Wilczek czasami przyjeżdżał do zabrzańskiego klubu już godzinę przed treningiem - tylko po to żeby pograć sobie dla przyjemności w dziada... Nie zawsze wyglądał jak piłkarz w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Przy wzroście 168 cm miał skłonności do nadwagi i zdarzało się, że jeszcze w trakcie kariery zarysowywał mu się lekki brzuszek. Tak było właśnie w okresie słynnego trójmeczu z Romą, w 1970 roku - w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów. Niektórzy - nie mając jeszcze pojęcia z kim tak naprawdę mają do czynienia - potrafili go zlekceważyć. To był ogromny błąd, bo Wilczek znacznie szybciej myślał niż biegał.

A swój brzuszek też potrafił wykorzystać - w niecodzienny sposób. Ostatnia minuta meczu z Romą na Stadionie Śląskim. Górnik przegrywa i w pole karne Włochów biegnie Jerzy Gorgoń, który liczy, że może uderzy piłkę głową. Nie sięga jej jednak, przewraca się. Włosi przekonują sędziego, że do przewinienia może i doszło, ale jednak przed polem karnym. Właśnie wtedy sprytem i stanowczością wykazuje się Erwin Wilczek. Delikatnie obejmuje sędziego i prowadzi go w miejsce gdzie znajduje się punkt oznaczający rzut karny. Arbiter przez chwilę się waha, ale dyktuje jedenastkę. Tak o tej sytuacji opowiadał mi z uśmiechem Erwin Wilczek: - Jurek Gorgoń ostro poszedł do przodu. Sfaulowali go, ale z powodu śniegu nie było dobrze widać linii. Nie do końca było wiadomo czy to stało się w polu karnym czy jeszcze przed. Arbiter podbiegł żeby to sprawdzić i wpadł na mnie. Objąłem go i moim brzuszkiem, bo faktycznie taki miałem - to rodzinne, po ojcu - lekko popchnąłem go w stronę wapna. Nie mógł już nic innego zrobić jak podyktować karnego! Prawda jest taka, że na boisku trzeba być cwaniakiem, bo jak nie my to druga strona wykorzysta takie okazje bez wahania. Karnego wykorzystał Włodzimierz Lubański i Górnik ciągle był w grze. Ostatecznie, po trzecim meczu wyeliminował Romę dzięki szczęśliwemu losowaniu i awansował do finału gdzie zagrał z Manchesterem City.



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

9

Grande Espectacolo El Clasico:

20 listopada 2004 roku FC Barcelona pokonała Real Madryt 3:0 na Camp Nou w 12 kolejce Primera Division. To był trzeci Klasyk Franka Rijkaarda. Holenderski trener miał szczęście, trafił na okres, w którym trenerem Realu był Mariano Garcia Remon a w osiemnastce meczowej mieścili się tacy zawodnicy jak Francisco Pavon, Albert Celades, Santiago Solari czy Alvaro Mejia. Po 28. minutach na Camp Nou było 0-0. Wówczas ogromne nieporozumienie Roberto Carlosa i Ikera Casillasa, wykorzystał Samuel Eto’o. Kameruńczyk przejął piłkę na linii pola karnego gości, minął bramkarza Realu i wyprowadził Barcelonę na prowadzenie. Trzy minuty przed przerwą gospodarze powiększyli przewagę. Po pięknej akcji na listę strzelców wpisał się Giovanni Van Bronckhorst. Kwadrans przed końcem meczu "Blaugrana" postawiła "kropkę nad i". Bramkę z rzutu karnego zdobył Ronaldinho. ,,Przed tamtym meczem całą noc nie mogłem zmrużyć oka. Spytałem Ronaldinho: „Hej, czarnuchu, dobrze się czujesz?”, na co on odpowiedział, że chyba zaraz umrze. Ani Roberto Carlos, ani Iker nie spodziewali się, że odbiorę im piłkę i strzelę gola. Jak wróciłem do domu, pomyślałem sobie: „To był pierwszy mecz, w którym zagrałem jak prawdziwy profesjonalista”- tak oto wspominał po meczu bohater tego meczu- Samuel Eto’o. Sezon 2004/2005 Barcelona zakończyła na pierwszym miejscu w ligowej tabeli. Drugi Real wyprzedziła o cztery "oczka". Gdyby nie zwycięstwo na Camp Nou, tytuł mógłby trafić do stolicy Hiszpanii.

Popatrzmy na ten koncert:





@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

9

(Nie)zapomniane akcje, (nie)zapomniane mecze:

20 listopada 2001 r. Marc Overmars strzelił niecodziennego gola na Anfield Road. Historyczna akcja zaczęła się od wyrzutu z autu wykonywanego przez Coco. W ciągu nieco ponad minuty wymieniono aż 29 zagrań. Ostatnie zostało skierowane przez Xaviego do Overmarsa, który strzelił gola. Była to prawdziwa akcja zespołowa, w której uczestniczyli wszyscy gracze poza bramkarzem. Doliczając 33 podania wykonane przed zagraniem z autu, Barça kontrolowała piłke przez ponad 2 minuty i podawała ją aż 62 razy. Był to gol na 1:3, dający pierwsze w historii zwycięstwo nad Liverpoolem w piątym meczu i to w Lidze Mistrzów(druga faza grupowa). ,,The Times” napisał: ,,Katalońska ekipa pokazała jak wykańcza się rywala przed kontratakiem i jak ciężko pracuje aby odzyskać kontrole nad piłką”. Proszę spojrzeć:




@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

9

Blaugrana w europejskich pucharach:

Dokładnie 60 lat temu FC Barcelona remisuje na Camp Nou z Hamburger SV niespotykanym, wręcz hokejowym rezultatem 4:4, w ramach pierwszego meczu 1/8 Pucharu Zdobywców Pucharów. Gole dla Barçy zdobyli wówczas Jesus Pereda, Josep Fuste(2) oraz Pedro Zaballa.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

8

Derby Barcelony:

20 listopada 1921 r. FC Barcelona rozgromiła w derbach Barcelony Espanyol 9:0(!) w ramach Mistrzostw Katalonii. Aż 5 goli w tym meczu strzelił genialny snajper Josep Climent Gracia. Hattrickiem popisał się legendarny Paulino Alcantara a jednego gola zdobył Vicenç Martinez. W końcowym rozrachunku FC Barcelona sięgnęła po raz 10-ty po mistrzostwo Katalonii. Królem strzelców zostali równocześnie Paulino Alcantara i Josep Climent Gracia, którzy strzelili po 19 goli każdy.



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

8

Czy wiecie że...

19 listopada 1959 r. Pele zdobył swojego 1000 gola w karierze. W meczu FC Santos-Vasco da Gama na Maracanie w Rio de Janeiro wykorzystał rzut karny. Gola zadedykował biednym dzieciom z Brazylii. W swojej karierze strzelił łącznie 1281 goli w 1363 rozegranych meczach.


@Symson
@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Arkon

5

@FCBparasiempre
Relacje o tym co się dokładnie wydarzyło są sprzeczne. Aparicio twierdzi że zdesperowany poprosił czterolatka żeby dołączył do pozostałych a kiedy jego krewna(nie pamięta już czy mama, czy ciocia) zaprotestowała, obiecał że przerwie mecz jeśli rywalizacja okaże się dla niego zbyt ostra. Rodzina zapamiętała z kolei że babcia mówiła trenerowi o tym że chłopiec może wystąpić a Aparicio niechętnie się zgodził, zastrzegając że wystawi go na skrzydle żeby mógł go szybko zdjąć, jeżeli zacznie płakać. Tak czy inaczej czterolatek wyszedł na boisko. Pierwszą zagraną doń piłke zignorował, czym Aparicio nie był szczególnie zdziwiony. Chwile później jednak futbolówka trafiła do niego po raz drugi, tym razem na lewą nogę, więc trącił ją, zaczął biec do przodu i wyminął trzech przeciwników za pomocą tyleż instynktownej, co zdumiewającej ,,gambety”. Aparicio w życiu nie widział drugiego takiego przypadku, jak ów czteroletni chłopiec, który nazywał się… Lionel Messi. Rosario leży nad rzeką Parana. Leo przychodzi na świat w 55-tą rocznice śmierci wielkiego śpiewaka tang, Carlosa Gardela. Na pierwsze urodziny dostaje od krewnych czerwono-czarną koszulke Newell’s Old Boys, klubu, w którym za kilka lat nie powiedzie się Maradonie; czego Maradona nie zdołał zakończyć, Messi jeszcze nie zaczął. Wręczenie dziecku koszulki było aktem symbolicznym. Tamta koszulka Newell’s pozostaje skądinąd emblematyczna dla tożsamości Leo Messiego. Przy wszystkich ciągnących się za nim przez całą karierę oskarżeniach że nie dba o występy w drużynie narodowej, na zawsze pozostał chłopakiem z Rosario, skąd pochodzi także jego partnerka i matka jego 3 synów, Antonella Roccuzzo. Ulubiony aktor piłkarza, gwiazda ,,Sekret jej oczu” i ,,Dziewięciu królowych” Ricardo Darin, również jest Argentyńczykiem. Jego ulubionym daniem jest milanesa, panierowany kotlet z wołowiny, podawany przez matkę z sosem pomidorowym i serem. Jest zresztą coś dziwnie niewyrafinowanego w diecie Messiego, nawet jeśli poprawiła się po tym, jak Guardiola został trenerem Blaugrany. Już na samym początku pobytu w Katalonii ostrzegano go ze pije za dużo coca-coli a we wrześniu 2014 roku ujawniono że jego typowy pomeczowy posiłek składa się z pizzy z serem i sprite’a. Nawet biorąc pod uwagę że na argentyńskich pizzach zwykle nie ma zbyt wiele sosu pomidorowego, za to jest mnóstwo sera, wszystko to wygląda(by odwołać się do obserwacji irlandzkiego dziennikarza Kena Early’ego) jak dziecięce menu w przeciętnej restauracji. Mamy tu zatem jeszcze jedną manifestacje owego infantylizmu, stanowiącego część wizerunku pibe, o którym pisał Levinsky, portretując dzieciaka z potrero, który tak naprawdę nie może dorosnąć, jeśli jego talent ma się w pełni rozwinąć. Co ciekawe, kiedy dziennik ,,Corriere della Sera” wypatrywał Messiego o jego włoskie korzenie, piłkarz nie wiedział nic o Recanati, w którym mieszkali jego dziadkowie przed emigracją do Argentyny, ani o poecie Giacomo Leopardim, który również się tam urodził, ani o pobliskiej Najświętszej Panience z Loreto. Zanim skończył 13 lat i przeniósł się do Barcelony, całe jego życie kręciło się wokół Rosario. To tamta przeprowadzka oznaczała zerwanie z domem i nie odbywała się bez trudności związanych szczególnie z tym, jak reagowali na nią rodacy. Mimo koszulki musiało upłynąć trochę czasu za nim Messi wszedł w świat futbolu. Piłkę dostał na czwarte urodziny ale wciąż wolał zbierać karty i grać w kulki, w obu tych czynnościach chętnie rywalizując. W końcu któregoś dnia poszedł jednak z ojcem i braćmi pobawić się piłka na ulicy. ,,Patrzyliśmy na siebie zdziwieni. Nikt go tego nie uczył”- opowiadał Jorge Messi. Nie minęło wiele czasu, jak zaczął grać w Grandoli, strzelając regularnie po cztery, pięć goli na mecz, choć był tak mały że futbolówka sięgała mu niemal do kolan. Podczas odwiedzin u dziadków mały Leo godzinami grywał na ulicy z rodzeństwem i kuzynami. Tamte mecze często kończyły się łzami, gdyż nienawidził przegrywać. W Grandoli chłopak występował do skończenia 6 lat, strzelając dziesiątki goli. Czas, w którym miał zmienić otoczenie na bardziej zawodowe zbliżał się wielkimi krokami ale bezpośredni powód odejścia był prozaiczny. Otóż pewnego dnia Jorge przyszedł obejrzeć Lionela i Matiasa, nie biorąc ze sobą dwóch peso na wejściówke i nie został wpuszczony na boisko. Po tamtym incydencie Messi nigdy więcej nie wrócił do miejsca, w którym wszystko się zaczęło.

Do Newell’s Old Boys trafił 21 marca 1994 roku, na 3 miesiące przed siódmymi urodzinami, choć miał zaledwie 122 centymetry wzrostu. Również 3 miesiące wcześniej ostatni raz w barwach Newell’s wystąpił Diego Maradona. Klub cieszył się wówczas znakomitą reputacją jeśli chodzi o rozwój młodych piłkarzy, głównie dzięki pracy Jorge Griffy w latach 80-tych. Pierwsi trenerzy chłopca byli pod wrażeniem jego naturalnego talentu, tego że potrzebował raczej drobnych wskazówek niż gruntownego szkolenia. Cintia Arellano, najlepsza przyjaciółka z dzieciństwa, nazywała go samotnikiem. Później, już w czasach występów w reprezentacji, jego zdystansowana postawa była przyczyną napięć z częścią kolegów. Być może po prostu miał taki charakter, choć kusząca byłaby interpretacja że to jego geniusz izolował go od otoczenia i że uświadomił sobie iż umie robić coś, czego nikt inny nie potrafi, że to odróżnia go od innych a może nawet nakłada jakiś rodzaj odpowiedzialności za rozwój swojego talentu. Nawet jeśli rzadko się odzywał, umiejętności, które prezentował zapewniły mu autorytet wśród rówieśników. Jeden z pierwszych szkoleniowców Messiego w Newell’s, Quiqe Dominguez, powierzył mu prowadzenie rozgrzewki, pewien że reszta chłopców pójdzie za jego przykładem. Wciąż nienawidził przegrywać. Czasami wyrażało się to atakami frustracji i łez ale częściej prowadziło do niemal jednoosobowego zapewniania drużynie wygranej. Pewnego razu w Pujato, kiedy Newell’s po pierwszym kwadransie przegrywało 0:2, Leo się skoncentrował i po prostu ,,wkurzył się”, jak wspominał jeden z jego kolegów, Gerardo Grighini i zdobył hat-tricka, który odmienił losy meczu. Jego sztuczki sprawiały że jedynym sposobem obrońców na powstrzymywanie Messiego było łamanie przepisów, jednak zdaniem Adriana Corii(trenera najstarszej drużyny Newell’s, w której występował Leo) faule mobilizowały go do jeszcze lepszej gry. Był jednak wciąż bardzo niski. Jako dziewięciolatek mierzył tylko 128 centymetrów, dużo mniej od wszystkich rówieśników i dużo mniej od starszych braci gdy byli w tym samym wieku. Trafił do endokrynologa Diego Schwarzsteina, który orzekł że jego organizm nie produkuje wystarczającej dawki hormonów odpowiedzialnych za wzrost. Rozwiązaniem była kuracja wymagająca codziennych zastrzyków ale jej koszt wynosił równowartość 1,5 tysiąca dolarów miesięcznie. Rodzina podjęła decyzje o rozpoczęciu leczenia, które zaczęło przynosić efekty. Jako 11-latek Leo był wyższy o 5 centymetrów a jako 12-latek dobił do 148 centymetrów. Z początku za zastrzyki płacił Jorge dzięki pieniądzom z ubezpieczenia i zbiórki w fabryce, później jednak musiał zwrócić się o pomoc do klubu, choć zdaniem Schwarzsteina leczenie powinno być finansowane przez państwo. Newell’s mimo licznych obietnic wsparło rodzine tylko raz datkiem w wysokości 300 peso. Ojciec piłkarza zaczął szukać innych możliwości. Choć Messi od dziecka kibicował Newell’s, lubił także River Plate, w dużej mierze ze względu na swojego ówczesnego idola Pablo Aimara, wielce utalentowanego ,,enganche”, który w 2001 r. przeniósł się do Valencii. W 2000 r. Messi trafił do River na testy. Wszystko przebiegło według znanego już schematu. Trenerzy widząc jego wzrost mieli wątpliwości czy sobie poradzi. We wstępnej gierce siedział na ławce rezerwowych i wszedł w samej końcówce ale jak tylko wszedł to od razu założył siatke kryjącemu go obrońcy a chwile później powtórzył te sztuczke. Zaproszony po raz kolejny, tym razem grał od pierwszej minuty i strzelił ponoć 10 goli! River chciało podpisać z nim kontrakt ale problemem było zakwaterowanie. Klub nie zapewnił go chłopcom poniżej 13 roku życia. Inna sprawa że nie jest jasne czy Jorge rzeczywiście chciał oddać syna do River, czy planował jedynie wywrzeć presje na Newell’s w związku z rosnącymi kosztami leczenia. Jeśli chodziło o to drugie, pomysł spalił na panewce. Klub składał wprawdzie kolejne obietnice ale nie kwapił się do płacenia. Ojciec chłopca zaczął więc rozważać rozwiązanie jeszcze bardziej radykalne. W lutym 2000 r. nakręcono filmik, na którym Messi prezentuje swoje umiejętności a mianowicie 113 razy podbija pomarańcze a 140 razy piłke tenisową. W pobliżu leży piłeczka pingpongowa, sięga więc także po nią i podbija ją 29 razy. Kilka miesięcy później taśma zawierająca także bardziej konwencjonalne zagrania, za pośrednictwem Horacio Gaggiolego, pochodzącego z Rosario posiadacza licznych nieruchomości w Barcelonie, trafia w ręce Josepa Minguelli, agenta piłkarskiego, który dzięki przyjaźni z byłym zawodnikiem a później jednym z trenerów FC Barcelony Carlesem Rexachem, miał mocną pozycje w klubie. Minguella powiedział katalońskim działaczom że jeśli sfinansują kuracje hormonalną Messiego i znajdą prace jego ojcu, mogą go mieć. 17 września 2000 r. 13-letni Lionel po raz pierwszy w życiu wsiadł na pokład samolotu i wyleciał do Hiszpanii. Kilka dni wcześniej na łamach wychodzącej w Rosario gazety ,, La Capital” ukazał się całostronicowy artykuł zatytułowany ,,Wyjątkowy trędowaty”. Bohater tekstu wśród wyznań o tym że lubi kurczaka a jego ulubioną książką jest Biblia, opowiada o marzeniu związanym z grą dla pierwszej drużyny i o tym że po zakończeniu kariery chciałby zostać nauczycielem wychowania fizycznego. Najsmutniejszy moment w życiu? Miał 10 lat, gdy zmarła mu babcia, pierwsza osoba w rodzinie, która naprawdę uwierzyła w jego talent.

W Barcelonie Messi był nerwowy i niemal się nie odzywał, z początku wolał też(przypominając też Tomasa Carlovicha) przebierać się na korytarzu a nie w szatni z resztą rówieśników, wśród których byli Fabregas i Pique. Trenerzy zafrasowani jego wątłą sylwetką apelowali do pozostałych podopiecznych aby ,,go nie połamali”. W końcu jednak wszyscy zobaczyli go z piłką przy nodze a Pique na prośbe o łagodne traktowanie Argentyńczyka odpowiedział pytaniem: ,,Jak mamy na niego uważać? Przecież nie umiemy się nawet do niego zbliżyć!”. Nie minął tydzień a Rexach, który właśnie wrócił z Australii, przyszedł zobaczyć go w meczu z chłopcami starszymi o 2 lata. Przespacerował się dookoła boiska, rzucił okiem na Messiego. Od razu wiedział że musi go zatrzymać. W zarządzie FC Barcelony zdania były jednak podzielone. Klub przechodził kryzys, ostatni sezon z czasów pierwszego pobytu Luisa van Gaala w Katalonii nie płynął wcale gładko. Po doświadczeniach z Riquelme i Saviolą działacze mieli wątpliwości czy Argentyńczycy potrafią się zaadoptować do tutejszych warunków. Nie było jasne czy przenosiny tak młodego zawodnika wraz z rodziną do kompletnie innego świata mają sens i czy kalkulują się ekonomicznie, zważywszy na dodatkowy koszt związany z leczeniem chłopca. Świetnie pamiętano chaos jaki w Barcelonie wywoływał klan Maradony. Tak minęło 10 tygodni, w trakcie których Jorge Messi i Minguella coraz bardziej tracili cierpliwość. W końcu Minguella umówił się z Rexachem na tenisa. Potem poszli na piwo. Agent przycisnął ówczesnego dyrektora technicznego, który w kilku zdaniach zobowiązał się do podpisania kontraktu z Messim na podanej mu przez kelnera serwetce. Dzień później Minguella potwierdził ważność dokumentu u notariusza a z czasem serwetka przeszła do legendy, choć wypada mieć uzasadnione wątpliwości, czy można ją uważać za wiążącą prawnie. Tak czy inaczej, po tym liście intencyjnym dopięto wreszcie szczegóły kontraktu. Jorge na znak wdzięczności odbył w towarzystwie jednego z przyjaciół ponad 60-kilometrową pielgrzymke z Rosario do sanktuarium maryjnego w san Nicolas, w północnej części prowincji Buenos Aires, gdzie dołączył do nich Lionel i przeszedł ostatnie 800 metrów na bosaka. 15 marca 2001 r. wyleciał do Hiszpanii po raz kolejny, tym razem żeby rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu…

10

Narodziny niepowtarzalnej legendy:

Trener Salvador Aparicio był sfrustrowany. Na trening odbywający się na niewielkim boisku w Grandoli na przedmieściach Rosario, przyszło jedynie 13 z 14 chłopców z rocznika 1986, co oznaczało kłopoty z rozegraniem tradycyjnego meczu siedmiu na siedmiu. Było wprawdzie jeszcze jedno dziecko bawiące się piłką w pyle przed frontem zdezelowanej trybuny ale ono urodziło się w 1987 roku. Dwaj starsi braci przychodzili tu regularnie a babcia, która siedziała trochę wyżej na jednej z twardych drewnianych ławek, proponowała już Aparicio żeby pozwolił mu zagrać.

Całość tej iście frapującej historii przeczytacie w odpowiedzi na mój komentarz.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson

3

@MOLESTA Dzięki śliczne i pozdrawiam :)

0

Na jakim programie jest rozgrywany żeńskie El Clasico?

6

Zapomniane legendy futbolu:

19 listopada 1934 r. urodził się Walentin Iwanow, znakomity napastnik, który z piłkarską reprezentacją Związku Radzieckiego zdobył złoty medal olimpijski w Melbourne w 1956 roku, a także mistrzostwo i wicemistrzostwo Europy w 1960 i 1964 roku. Był trzecim najlepszym strzelcem w historii reprezentacji ZSRR - 26 goli (w 59 meczach). Cztery z nich zdobył na mundialu w Chile w 1962 roku, co dało mu, razem z pięcioma innymi zawodnikami, tytuł króla strzelców (31 października 2011 r. zmarł inny z najlepszych snajperów tego turnieju - Węgier Florian Albert). Drużyna Związku Radzieckiego zajęła wówczas najlepsze miejsce w mistrzostwach świata - czwarte. Przez całą karierę był związany z Torpedo Moskwa, z którym wywalczył mistrzostwo ZSRR w 1960 i 1965 roku. Potem przez długie lata był trenerem tego klubu. Jego syn Walentin Iwanow jest znanym sędzią piłkarskim.


@Symson
@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Arkon

0

@Ogorinho1974 Chyba najistotniejsze jest w tym wszystkim że wszyscy byli, jak to trafnie określiłeś, wybitni w swoim czasie. Dlatego też uważam że cała czwórka zasługuje ex aequo na pierwsze miejsce w historii...

0

@Ogorinho1974 No może i pasuje ale z tym najlepszy w historii to do końca się nie zgadzam. Owszem najlepszy w historii, lecz wespół z Garrinchą, Pelem i Maradoną! Rownież pozdrawiam :)

0

@Ogorinho1974 Moja również ulubiona z tamtych lat, mimo że poza Ligą Mistrzów transmitowaną przez publiczną Tv nie mogłem jej oglądać :)
Domyślam się co może oznaczać słowo GOAT, jednak strasznie nie cierpie takich określeń w obcych językach...

6

@FCBparasiempre
19 listopada 1934 r. urodził się Kurt Hamrin. Największym sukcesem piłkarskiej reprezentacji Szwecji jest zdobycie srebrnego medalu na mundialu rozgrywanym w ich kraju w 1958 roku. W finale turnieju Szwedzi przegrali 2-5 z reprezentacją Brazylii, o której sile decydowali tacy piłkarze jak Pele, Garrincha, Vava czy Didi. Gwiazdami szwedzkiej drużyny byli natomiast zawodnicy występujący na co dzień w lidze włoskiej. Jednym z nich był ,,Uccellino” (mały ptak) Kurt Hamrin – prawoskrzydłowy z numerem siedem, który stał się legendą nie tylko piłki szwedzkiej ale i calcio. Jako dziecko grał w piłkę i Bandy – jedną z odmian hokeja na lodzie, czyli sportu narodowego w Szwecji. Hamrin rozpoczął seniorską karierę od gry w amatorskim wówczas AIK Solna, gdzie zadebiutował jako siedemnastolatek. Grę w piłkę musiał godzić z pracą drukarza, bowiem AIK było w stanie oferować swoim piłkarzom jedynie pięćdziesiąt koron szwedzkich po wygranym meczu. Dodatkowo pomagał ojcu i braciom jako malarz. Po latach wspominał: ,,Lubiłem tę pracę i zapach farby”. W 1955 roku został wypatrzony przez przedstawiciela zakładu Fiata w Sztokholmie. Każdy oddział zagraniczny włoskiego giganta samochodowego miał swojego człowieka odpowiedzialnego za wyławianie piłkarskich talentów grających w miejscowych klubach. Na przykład Argentyńczyk Omar Enrique Sivori trafił do Turynu dzięki przedstawicielowi Juventusu przy zakładzie Fiata w Buenos Aires. Podobne praktyki miały miejsce między innymi w Polsce, kiedy to Legia Warszawa werbowała najzdolniejszych graczy w kraju do wojska oraz do swojego klubu. W 1955 roku Szwecja rozegrała mecz towarzyski z Portugalią. Na to spotkanie wybrał się ówczesny trener Juve Sandro Puppo. Po spotkaniu zapytał Kurta, czy chce grać na Półwyspie Apenińskim. Hamrin bez wahania zgodził się na transfer, ponieważ dla szwedzkich zawodników wyjazd do Włoch oznaczał zerwanie ze statusem amatora i grę w bardzo silnej lidze za dobre pieniądze. Zmianę otoczenia doradzali mu znakomici koledzy z reprezentacji: Gunnar Nordahl i Gunnar Gren. ,,Kiedy rano obudziliśmy się po pierwszej nocy w Turynie, moja żona Marianne otworzyła okno, z którego było widać Alpy okryte śniegiem, po czym powiedziała mi, że jesteśmy w raju”– opowiadał Hamrin. Skrzydłowy spędził jednak w klubie ze stolicy Piemontu zaledwie jeden sezon. W 23 meczach zdobył 8 bramek. W uzyskaniu znakomitej formy przeszkadzała mu chroniczna kontuzja śródstopia. W 1957 roku Juventus rozstał się z Hamrinem. Kurt być może dostałby kolejny sezon na pokazanie pełni swoich nieprzeciętnych umiejętności, gdyby nie restrykcyjne przepisy odnośnie obcokrajowców w składach ekip Serie A. W wyjściowej jedenastce mogli pojawić się tylko dwaj cudzoziemcy. ,,Stara Dama” tymczasem zakupiła jednego z najlepszych piłkarzy w historii walijskiego futbolu Johna Charlesa oraz Enrique Sivioriego, który w 1961 zdobył Ballon d’Or. Hamrin pozostał w Italii, a jego nowym pracodawcą była Padwa. Celem klubu na sezon 1957/1958 było utrzymanie się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Dzięki świetnej grze Hamrina (dwadzieścia goli skrzydłowego w trzydziestu ligowych meczach) oraz innych zawodników, takich jak Sergio Brighenti czy Enore Boscolo, mały klub z Padwy zakończył sezon na trzeciej pozycji. Trener Nereo Rocco bardzo dbał o kondycję zawodników, dlatego rozkazał im, aby na treningi przybywali pieszo bądź rowerem. Doskonała gra Szweda nie umknęła uwadze większych drużyn. Po piłkarza zgłosiła się Fiorentina. Szwed miał zastąpić Brazylijczyka Julinho. Pobyt we Florencji nie był tylko epizodem jak w przypadku gry dla Juventusu i Padwy. Piłkarz spędził w tym mieście dziewięć lat, gdzie rozegrał dla ,,Violi” 289 ligowych gier, w których zdobył 150 bramek. Rekord ten pobił dopiero Gabriel Batistuta. Hamrin dwukrotnie zdobywał z Fiorentiną Puchar Włoch. Kibice szybko zapomnieli o Julinho. Zachwycała ich szybkość filigranowego skrzydłowego, a także efektowne dryblingi i strzały, po których piłka wyprawiała w powietrzu cuda. Hamrin uczynił z Fiorentiny liczący się klub we Włoszech. W sezonie 1963/1964 zespół z Florencji pokonał w Bergamo Atalantę 7-0, a Hamrin zdobył pięć goli, co po dziś dzień pozostaje wyjazdowym rekordem ,,Violi”. Dziennikarz Beppe Pegolotti wymyślił mu przydomek ,,mały ptak”, ponieważ jego zdaniem sposób biegania Hamrina przypominał spokojny, dostojny lot ptaka. W dodatku Kurt nie grzeszył warunkami fizycznymi (mierzył zaledwie 170 centymetrów wzrostu).

Z czasem skład Fiorentiny zaczął się odmładzać. Hamrin opowiadał, że gdy zapraszał kolegów z zespołu na obiady, ci nazywali jego żonę ,,mamą”. W 1967 roku 34-letniego wówczas Szweda do Milanu sprowadził Nereo Rocco – trener, który dał mu szansę odbudowania się w Padwie. Druga wspólna praca Hamrina i Rocco zaowocowała jeszcze większymi sukcesami. Milan wygrał w 1968 roku ligę, natomiast w 1969 Puchar Europy. Po tym sukcesie Hamrin przeniósł się do Neapolu, gdzie również grał przez dwa lata. Karierę zakończył w 1972 roku w IFK Sztokholm. ,, Uccellino” robił zawrotną karierę klubową, jednak wiele dał także reprezentacji. Na MŚ 1958 zdobył cztery gole i wraz z Agne Simonssonem był najlepszym strzelcem drużyny. Podopieczni Anglika George’ a Raynora imponowali grą w defensywie. Do momentu finału z Brazylią, w pięciu meczach stracili raptem dwie bramki. W drodze do starcia z „Canarinhos”, Szwedzi pokonali między innymi Węgry, Związek Radziecki oraz broniącą tytułu Republikę Federalną Niemiec. Hamrin występował w reprezentacji przez dwanaście lat, jednak uzbierał na swoim koncie zaledwie 32 występy. Strzelił w nich 17 goli. Obecnie nadal mieszka we Włoszech. Wiele temu krajowi zawdzięcza, choć od zawsze irytowało go, że Włosi wymawiali jego nazwisku jako ,,Amrin”. W Szwecji natomiast nie używano jego imienia Kurt, lecz zdrobnienia Kurre. Wraz z Marianne doczekał się pięciorga dzieci, ośmiorga wnucząt i jednego prawnuka. Na każdym kroku podkreślał, jak wiele szczęścia doświadczył ze swoją żoną. Dziennikarze często proszą go o wywiady. W nich Hamrin narzeka że dzisiejszy futbol jest o wiele bardziej brutalny niż wtedy, kiedy on był zawodnikiem. Nie podoba mu się też brak identyfikowania się z klubami przez wielu piłkarzy. Od jego debiutu w Serie A minęło blisko sześćdziesiąt lat, a mimo to nadal pozostaje na ósmym miejscu wśród najlepszych strzelców w historii rozgrywek. Tylko siedmiu graczy wzbiło się wyżej niż ,,mały ptak”…

10

Grande Espectacolo El Clasico:

19 listopada 2005 r. FC Barcelona rozbija w Klasyku Real Madryt na Santiago Bernabeu 0:3 w ramach 12 kolejki La Liga. Duma Katalonii pod rządami Franka Rijkaarda odniosła najbardziej efektowne zwycięstwo nad Realem na wyjeździe od czasu tryumfu 0:5 w sezonie 1973/74. Holender został pierwszym w historii trenerem Barçy, który dwukrotnie wygrywał w La Liga na Santiago Bernabeu(Cruijff jako trener uczynił to zaledwie jeden raz w ośmiu spotkaniach). Wynik meczu otworzył Eto’o po podaniu debiutującego w El Clasico Messiego. Bohaterem meczu został jednak Ronaldinho, który dwoma efektownymi rajdami dobił ,,Los Blancos” w drugiej połowie. Brazylijczyk był pierwszym piłkarzem Blaugrany od czasu Diego Maradony, którego gole oklaskiwali kibice madryckiego klubu na Santiago Bernabeu. Dwóch z fanów Królewskich, którzy na stojąco wyrażali swój podziw dla umiejętności Ronaldinho, stało się celebrytami. Byli bohaterami komiksów w gazetach, wywiadów dla prasy i telewizji. Takie arcydzieło trzeba oglądać raz po raz:




@Symson
@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

6

Legendarne mecze, legendarne postacie:

19 listopada 1911 r. FC Barcelona gromi FC Catale 17-1(!) na Camp del Carrer de Industria, w ramach pierwszej kolejki Mistrzostw Katalonii. Mało tego, 8 goli(!) w tym meczu strzela legendarny napastnik Jose Rodriguez Vasquez, znany bliżej jako Pepe Rodriguez. Jest tylko jeden piłkarz w historii Blaugrany, który strzelił więcej goli od Pepe w meczu o stawke a mianowicie Joan Gamper(9 goli). Jest to jedno z najwyższych zwycięstw w historii klubu. Pomimo tego Duma Katalonii zajęła w rozgrywkach 2 miejsce ex aequo z FC Espanya ale na pocieszenie Pepe Rodriguez został królem strzelców tychże rozgrywek. Trzeba również podkreślić iż w tym meczu 4 gole strzelił…. rzekomo pierwszy Polak w Blaugranie- Walter Rozitsky.



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson

0

@FcPortoFan1999 Mam szwagra w Łodzi i twierdzi że tam były niewielkie opady i że mecz powinien się odbyć

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?