8

Bez ,,Roniego” nie ma zabawy:

Dokładnie 20 lat temu FC Barcelona poniosła klęske 5:1(!) z Malagą CF na wyjeździe. Blaugrana w Andaluzji poniosła najwyższą porażke w erze Franka Rijkaarda. Osłabiona brakiem Ronaldinho i Puyola, zagrała kompromitujące spotkanie. Malaga wykorzystała niemal wszystkie okazje jakie stworzyła a jedyny stracony przez nią gol padł po samobójczym trafieniu Sanza, syna byłego prezydenta Realu Madryt. Dumie Katalonii nie pomógł ani debiut Mario, ani powrót do drużyny Luisa Enrique i Gerardo. Porażka 5:1 była najwyższą od 1995 r. a ostatni raz Barça przegrała w identycznym stosunku w sezonie 1964/65 z Levante. ,,Nie brakuje Ronaldinho, tylko przeszkadzają pozostali”- tak podsumowały mecz hiszpańskie gazety.



@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

35

Feliz cumpleaños panie Davidzie!

Szanowni cules, dzisiaj 42 lat kończy David Villa, żywa legenda hiszpańskiego futbolu! Ma w swoim dorobku wiele triumfów, zwłaszcza z Dumą Katalonii, z którą wygrał m.in. Ligę Mistrzów, Superpuchar Europy czy klubowe mistrzostwo świata. W reprezentacji Hiszpanii rozegrał 98 spotkań i strzelił 59 goli(rekord), zdobywając mistrzostwo Europy i mistrzostwo Świata. Dziękujemy ,,El Guaje” za chwile radości, za gole i za poświecenie Dumie Katalonii. Cules nigdy ci tego nie zapomną!



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

7

@FCBparasiempre
Dokładnie 120 lat temu rozegrano pierwsze w historii derby Madrytu. Zwyciężyło w nich Atletico 1:0 a właściwie Athletic, bo właśnie pod taką nazwą zespół jeszcze występował. W tym samym roku odbyły się jeszcze dwa mecze, zakończone po jednym zwycięstwie zarówno Realu, jak i Atletico. Podział na Real i Atletico od początku zarysowywał się, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, w „targecie” do jakiego działacze obu klubów kierowali swoją ofertę. Szefostwo Realu postawiło na kibiców, których stać było na głębsze sięgnięcie do portfela. Temu też służyło m.in. podniesienie cen biletów. Efekt? Główne grono kibiców Los Blancos zaczęło składać się z przedstawicieli burżuazji, bogatych mieszczan, słowem, ludzi zamożnych. Atletico zaś z kolei przyciągało tych biedniejszych, głównie robotników, proletariat. I nietrudno zgadnąć, że w związku z tym Real bardziej przyciągał konserwatystów, zwolenników prawicy. Los Colchoneros zaś w dużym stopniu zaczęło być kojarzone z lewicą. W lidze hiszpańskiej po raz pierwszy do meczu pomiędzy obydwoma zespołami doszło w 1929 roku. Real wygrał ten pojedynek 2:1. Do roku 1936 niezbyt wiele rozegrano takich spotkań, gdyż Atletico przez cztery lata znajdowało się dopiero w drugiej lidze hiszpańskiej. Rozpoczynająca się wojna na kilka lat zahamowała po raz kolejny szansę na wspólne starcia. Faktycznie jednak przed II wojną światową to Real mógł się pochwalić większymi sukcesami i lepszym bilansem w bezpośrednich pojedynkach. Największy w historii świata międzynarodowy konflikt, w Hiszpanii nie spowodował wielkich szkód. Jego przebieg okazał się na tyle łagodny, że liga hiszpańska już po wojnie domowej z powrotem zainaugurowała rozgrywki. Sam kraj był już jednak innym państwem, pogrążonym w reżimie generała Franco. Człowieka, który przez najbliższe lata miał walczyć o utrzymanie władzy w kraju, który na arenie państw był ze względu na panujący system polityczny po prostu izolowany. W cieniu tych wydarzeń futbol prędzej czy później musiał paść kolejną ofiarą. I rzeczywiście, po II wojnie światowej spory cień na piłkę nożną w kraju rzucił przede wszystkim sam generał Franco. Siłą rzeczy klub popierany przez dyktatora musiał być nienawidzony przez kibiców pozostałych zespołów, a już zwłaszcza tych, którym nie po drodze było z frankistowskim reżimem. Większość dziś przypisuje rolę klubu Franco, właśnie drużynie z Santiago Bernabeu. Łatwo jednak przeoczyć pewien fakt, że początkowo ulubionym klubem generała było jednak…Atletico. A wszystko dlatego, że przez pewien okres zespół ten otrzymywał dotację z Hiszpańskich Sił Powietrznych. Faktycznie jednak lata 50. przyniosły już nową sytuację. To Real stał się oczkiem w głowie generała Franco. Przede wszystkim wpływ miały na to dwie rzeczy. Po pierwsze, w klubie tym zaczęła się era tak wybitnych zawodników, jak De Stefano, Puskas, Gento, Raymond Kopa, Santamaria. Po drugie, ich geniusz i doskonała gra stały się doskonałą i w zasadzie jedyną wizytówką, jaką Franco mógł wysłać w świat. Jak już bowiem wspomnieliśmy, Hiszpania dalej tkwiła w izolacji. ,,Real Madryt to najlepszy ambasador jakiego mamy”– Francisco Franco. Na bazie tych doświadczeń przyjęło się mówić, że Real symbolizuje prawicę a Atletico lewicę. Ale czy na pewno? Dokładniej śledząc atmosferę panującą na Vicente Calderon, odkrylibyśmy, że prawda leży gdzieś pośrodku. Owszem, Atletico dalej reprezentuje głównie środowiska nieco mniej zamożne, to nie ulega wątpliwości, ale z drugiej strony daleko im do ogłoszenia siebie lewicowymi sympatykami. Bo target stricte robotniczy, niemal komunistyczny został już w pełni opanowany przez Rayo Vallecano, o czym pisaliśmy nie tak dawno. Prawda jest nieco inna. Na Vicente Calderon również nie brakuje nacjonalistów, którzy niechętnie zwłaszcza odnoszą się do ruchów separatystycznych np. katalońskich czy baskijskich. Z tego punktu widzenie mimo wszystko można dostrzec kilka nitek łączących kibiców dwóch stron Madrytu.

Wróćmy jednak do kwestii sportowych. Do roku 1999 to Real wciąż był bardziej utytułowanym zespołem. W ciągu kilkudziesięciu lat Atletico kilkukrotnie udało się zwyciężyć w lidze (od ostatniego triumfu w 1951, później wygrywali jeszcze pięciokrotnie). Z kolei na przestrzeni bezpośrednich pojedynków wciąż wygrywał głównie Real. Dlaczego jednak piszemy o roku 1999? Bo właśnie wtedy rozpoczęła się czarna seria, trwająca czternaście lat, w której trakcie drużynie z Vicente Calderon nie udało się pokonać zespołu z Santiago Bernabeu. Czternaście lat upokorzeń, porażek, a także chwilowej tułaczki w drugiej lidze. Smutny był to czas dla kibiców tego zespołu. Piłkarsko bowiem Atletico w derbowych pojedynkach najzwyczajniej w świecie nie miało argumentów. Brakowało również tego czegoś, co jest niezbędne w pojedynkach o takiej wartości, swoistego boiskowego cwaniactwa, zimnej krwi, walki. Dopiero to wszystko piłkarzom Atletico wpoił właśnie Diego Simeone. Nie dało się lepiej przygotować tego przełamania. 17 maja 2013 roku na Santiago Bernabeu odbył się mecz o Puchar Króla. Real Madryt po wyeliminowaniu Barcelony podejmował Atletico. To miał być prawdopodobnie jeden ostatnich meczów Jose Mourinho, którego media traktowały już jako przyszłego szkoleniowca The Blues. Real w tamtym czasie nie był sobą. Drużyną targały konflikty, na czele z tym na linii Mou – Casillas. Nie wyglądało to dobrze. Nadzieją dla Portugalczyka miało być zwycięstwo w Lidze Mistrzów, ale tam poległ w półfinałowym starciu z Borussią Dortmund. Atletico zaś chciało krwi. Zanim to jednak nastąpiło, na 1:0 gola strzelił Cristiano Ronaldo. Real prowadził. Klasyka. Większość pewnie odpuściłaby, ale nie zespół Simeone. Nie, Argentyńczyk na to by nie pozwolił. I właśnie dlatego mecz nie zakończył się takim wynikiem. Gong, Diego Costa 1:1, a później Jao Miranda w dogrywce na 2:1. Symboliczna zaś była nie tylko kartka dla Gabiego, ale przede wszystkim dla Cristiano Ronaldo. Największy as Realu opuścił plac gry w takim momencie. Atletico wygrało po raz pierwszy od czternastu lat i to w jak ważnym spotkaniu. Tu już nie chodziło tylko o przełamanie, ale też i zwycięstwo w tak kluczowym meczu. Bezpośrednim pojedynku o Puchar Króla. Trzeba to sobie jasno powiedzieć, od tej pory Atletico przestało być chłopcem do bicia, stając się przede wszystkim wielkim rywalem dla zespołu „Królewskich”. Od tej pory starcia te stały się wykwintnym daniem, które serwował m.in. właśnie Simeone. Bo nikt tak dobrze jak on nie zdołał stać się taki przekleństwem dla kibiców Realu. To właśnie przez Argentyńczyka z obawami Real podchodzi do pojedynków z rywalem. Nikt nie ma takiego patentu na wygrywanie z Realem jak właśnie Atletico. Oczywiście, nie jest tak, że teraz to zawodnicy z Santiago Bernabeu stali się chłopcem do bicia. Przecież wygrali m.in. pamiętnym finał Ligi Mistrzów z 2014 roku. Spokojnie, proporcje bynajmniej nie zostały odwrócone. Dziś z pewnością są one dużo bardziej wyważone. W obliczu niepodległości Katalonii i wykluczenia z ligi Barcelony już mało kto mówi o lidze jednej prędkości, raczej wspomina się o walce wewnątrz Madrytu. To tylko pokazuje, jak bardzo zmienił się obraz przez te kilka lat. Ktoś powie, że to tylko magia Simeone. Być może, ale może to właśnie na kogoś takiego czekano przez tyle. W historii derbów miało miejsce kilka ciekawych zdarzeń, spotkań, do których warto powrócić, aby zobrazować, że te derby faktycznie rządzą się swoimi prawami. Historia zna już takie przypadki, piłkarz grał w jednym klubie, by potem rywalizować w barwach wielkiego rywala. Nic nowego. W Madrycie również mieliśmy już wielokrotnie z tym do czynienia. Jaka jednak może być motywacja w przypadku zawodnika, który opuścił klub, bo właściciel nie chciał opłacać drużyn juniorskich? Prawdopodobnie duża. Chociaż z perspektywy lat wydaje się to nieprawdopodobne, właśnie ofiarą tej czystki został Raul Gonzalez, który do dziś kojarzony jest przecież z Realem. A tymczasem jako junior występował w barwach rywala z drugiej strony miasta. Jak mogła się skończyć ta historia? Styczeń 1997 roku, Real wygrywa na Vicente Calderon 4:1 a dwa gole strzela właśnie nie kto inny jak Raul. W obydwu klubach występował również Bernd Schuster. Niemiec miał przyjemność uczestniczyć w finale Pucharu Króla w 1992 roku już w barwach Atletico. Trenerem Los Colchoneros był wówczas legendarny Luis Arragones. A oto jak motywował on swoich piłkarzy do tego meczu: ,,Jeśli dzisiaj nie wygracie, wsadzę sobie tę butelkę w d..ę! To jest ten moment, na który czekaliście: Real Madryt i Santiago Bernabeu. Oni bardzo długo trzymali ją w Waszych d…ach, teraz macie szansę, żeby się zrewanżować! Po czym wskazał na tablicę z taktyką i powiedział: ,,Widzicie to? To nie ma znaczenia. Zapomnijcie o taktyce, to jest Real Madryt. Wychodźcie stąd i wsadźcie im to w d..ę!”. Atletico wygrało ten mecz 2:0. Przed spotkaniem w finale Lidze Mistrzów w 2014 roku, do tego czasu drużyny te spotkały się tylko raz w europejskich rozgrywkach. Puchar Europy, rok 1959. W Zaragozie dochodzi do dodatkowego spotkania między Realem i Atletico. Rojiblancos nie byli wskazywani jako faworyci. Mało tego, Real w tamtym czasie bronił tytułu jako drużyna wręcz galaktyczna, z wielkimi gwiazdami w składzie. Spodziewano się łatwego zwycięstwa „Królewskich”. To prawda, Real wygrał, lecz zwycięstwo to przyszło w nieco trudniejszych warunkach.

6

0

@MesQueUnClub96 Barcunia cienko przędzie a FC Girona przynajmniej wyprzedza wroga naczelnego czyli Real Madryt. Pamiętaj że to w końcu Katalonia.
Visca el Barca i Visca Catalonia!

0

@AssisMoreira Nie dość że to jakaś fantastyczna bajka to jeszcze po chińsku i napisy też po chińsku...

12

Nieco zapomniane legendy futbolu:

2 grudnia 1948 r. w Pradze urodził się Antonín Panenka jedna z legend czeskiego futbolu, ofensywny pomocnik znany przede wszystkim ze stylu wykonywania rzutów wolnych i karnych. Przez większą część kariery grał w klubie Bohemians 1905, do którego dołączył w 1959 roku. W 1981 Antonin odszedł z klubu z Pragi do austriackiego Rapidu Wiedeń, gdzie zdobył Puchar Austrii i dwa razy wywalczył mistrzostwo kraju. W 1985 roku Rapid doszedł do Finału Pucharu Zdobywców Pucharów, w którym Panenka wszedł z ławki rezerwowych a jego klub przegrał 3-1 z Evertonem. Rok później Panenka przeniósł się do VSE St. Polten, gdzie grał jeszcze dwa sezony by w końcu zostać trenerem Bohemians Praga. Tam pracuje do dzisiaj. Antonín Panenka stał się popularny po tym jak w finale mistrzostw Europy '76 w serii rzutów karnych strzelił decydującą jedenastkę. Sposób wykonania tego rzutu karnego jest do dziś kojarzony z czeskim piłkarzem– Panenka wziął długi rozbieg, zasymulował silne uderzenie, czym zmylił bramkarza RFN Seppa Maiera, po czym lekkim, technicznym strzałem posłał piłkę pod poprzeczkę, ustalając wynik rzutów karnych na 5-3.



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

8

Wyjątkowe legendy futbolu:

2 grudnia 1938 r. urodził się argentyński napastnik Luis Artime, Zdobywca Copa Libertadores-1971(z Nacional Montevideo) Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego-1971(z Nacional Montevideo) oraz król strzelców Copa America-1967(5 goli). Piękna sylwetka jednego z lepszych snajperów w historii futbolu. Zadebiutował w lidze argentyńskiej jako zawodnik rewelacyjnej Atlanty w 1958r. Po 4 latach za rekordową kwotę 15,216 mln pesos kupił go River Plate. Z kolei w 1966 ściągnął go Indepiendiente za 25 mln pesos! W 1968 przeszedł do brazyliskiego Palmeiras, w 1969 do urugwajskiego Nacional, w 1972 do brazyliskiego Fluminense aż w końcu po roku wrócił do Nacional by w następnym sezonie zakończyć karierę. Artime pasjonował się jedną czynnością: strzelaniem goli. Tytuły ,, goleadora’’ zgarniał seryjnie. W lidze argentyńskiej dwukrotnie w River(1962 i 1963) i dwukrotnie w Independiente(1966i 1967). W urugwajskiej dla Nacionalu 3razy z rzędu(1969,1970,1971). W Argentynie zdobył(dla Atlanta,River i Independiente)165 goli w 219 meczach(ze znakomitą przeciętną 0,75), w Urugwaju 74 gole a w Brazylii 65. W 23 spotkaniach reprezentacji Argentyny strzelił 23 gole! W Copa Libertadores strzelił łącznie 20 goli a w Copa Intercontinental-3. W całej karierze począwszy od amatorskiego Independiente de Junin uzyskał łącznie 1021 goli! Był mistrzem Argentyny z Independiente w 1967, trzykrotnym mistrzem Urugwaju z Nacoinal w latach 1969-71, mistrzem Brazylii z Palmeiras w 1969 oraz klubowym mistrzem Ameryki i świata z Nacional w 1971. Obdarzano go sugestywnymi brzmiącymi przydomkami: Artillero, Fantasma(duch), Diente(ząb), Senior. W pełni zasłużył na wszystkie. Do perfekcji absolutnej doprowadził technikę użytkową a zwłaszcza technikę strzału. Nie gustował w dryblingach, nie kręcił finezyjnych kółeczek tylko podawał, przyjmował piłkę albo też bez przyjęcia strzelał. Pojawiał się na polu karnym niczym zjawa, duch(fantasma) aby w tej jednej najbardziej sprzyjającej sekundzie przyłożyć głowę lub nogę do piłki. Szybki, ruchliwy, sprytnym manewrem potrafił wyprowadzić w pole każdego obrońcę. Wzorowo osłaniał piłkę ciałem, grał czysto będąc pod każdym względem ideałem sportowca w nieco staroświeckim, rycerskim stylu. Wspaniały kolega, dżentelmen w każdym calu, który zaskarbił sobie zasłużenie powszechny podziw i sympatię w całej Ameryce.



@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

7

Cules pamiętają, zwłaszcza o wybitnych legendach Dumy Katalonii:

2 grudnia 1898 r. urodził się Ferenz Plattko Kopiletz, legendarny węgierski bramkarz FC Barcelony. Nieco zapomniany, niezwykle utalentowany bramkarz, który przyzwyczaił pierwszych kibiców Barçy do sukcesów na arenie krajowej. Początki jego kariery są owiane tajemnicą, niezwykle ciężko znaleźć wiarygodne informacje o tym zawodniku. Dopiero jego pojawienie się w latach 1910-1920 w klubie Vasas SC, pozwoliło odnaleźć początki jego kariery. Największe sukcesy osiągnął rzecz jasna z Blaugraną, zastępując samego Ricardo Zamorę, który był legendą w bramce. Zanim jednak do tego doszło, to warto przenieść się do roku 1917, gdy Barça zagrała dwa towarzyskie mecze z MTK Hungaria FC, której barw bronił Plattko. Obydwa spotkania zakończyły się bezbramkowymi remisami a Węgier wywarł tak wielkie wrażenie, na działaczach Azulgrany, że Ci postanowili go niezwłocznie zakupić. Tuż po przejściu do Katalońskiego Giganta, socio nie wyobrażali sobie możliwości zastąpienia kogoś takiego jak Zamora. Franz szybko jednak zaczął tworzyć swoją własną historię. W hiszpańskim klubie spędził siedem lat, od 1923-1930 roku. W tym czasie zdobył sześć Pucharów Katalonii, trzykrotnie wznosił Copa Del Rey i co najważniejsze, wygrał z drużyną pierwsze mistrzostwo Primera Division. Po siedmiu latach wspaniałej gry w bramce, Plattko przeszedł do Recreativo Huelva i tam zakończył swoją zawodową karierę. Później zaczynał jako trener, najpierw w podrzędnych klubach francuskich, by potem powrócić do FC Barcelona, lecz już w zupełnie innej roli, jako szkoleniowiec pierwszej drużyny. Mimo, że w sezonie 1934/35 zdobył Puchar Katalonii, to jednak został zastąpiony przez Patricka O'Conella. Minęły dwie dekady i ponownie przypomniano sobie o Ferenzu w Katalonii, który po raz drugi objął stery Blaugrany. Sezon 1955/56 był imponujący w wykonaniu FC Barcelony z przynajmniej dwóch powodów. Pierwszym była wspaniała gra Ladislao Kubali i Luisa Suareza, którzy czarowali widzów swoją techniką. Drugą rzeczą był jeszcze do niedawna (2005), niepokonany rekord w ilości zwycięstw z rzędu w La Liga. Aż 10 spotkań pod rząd wygrywali podopieczni Ferenca Plattko. Jednak nawet te 10 wygranych pod rząd, nie pozwoliło Barçy zająć pierwszego miejsca. Druga lokata, tuż za Athletikiem Bilbao nie satysfakcjonowała zarządu, który postanowił zwolnić Węgra. Ciekawostką jest że Rafael Alberti napisał poemat o węgierskim bramkarzu, po trójmeczu w finale Copa Del Rey(wtedy jeszcze nie było dogrywek). Plattko grał z takim zapałem, determinacją i heroizmem, że Alberti nie mógł się powstrzymać, od upamiętnienia tego.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

6

Nieco zapomniany puchar:

1 grudnia 1994 roku AC Milan(ówczesny tryumfator Ligi Mistrzów) rozegrał finałowe spotkanie z CA Velez Sarsfield(wówczas zwycięzca Copa Libertadores) w ramach Pucharu Interkontynentalnego. Mecz został rozegrany na Stadionie Narodowym w Tokio. Niepodziewanie najlepsza ekipa Ameryki Południowej pokonała AC Milan, wówczas uważany za najlepszy zespół świata, w stosunku 2:0. Gole dla Velez Sarsfield zdobyli: kapitan Roberto Trotta oraz Omar Asad, którego wybrano najlepszym piłkarzem meczu. Był to szósty występ Milanu w tych rozgrywkach, po zwycięstwach w 1969 , 1989 , 1990 i porażkach w 1963 i 1993 , podczas gdy Vélez Sársfield debiutował w tymże pucharze.



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

9

Pierwsza do kolekcji:

1 grudnia 2009 r. Lionel Messi zdobył swoją pierwszą Złotą Piłke w karierze. Z 473 punktami(na 480 możliwych do zdobycia) wyprzedził Cristiano Ronaldo(233) oraz swoich kolegów z zespołu: Xaviego(170) i Inieste(149) oraz byłego znajomego z Barçy Samuela Eto’o(75), który był już wtedy zawodnikiem mediolańskiego Interu. Messi był ósmym piłkarzem w historii Blaugrany, który zdobył Złotą Piłke, licząc wyróżnienia dla Figo i Luisa Nazario de Limy, którzy otrzymali je, będąc już piłkarzami odpowiednio Realu Madryt i Interu Mediolan. Jednocześnie został pierwszym wychowankiem Dumy Katalonii, który sięgnął po to wyróżnienie. ,,Mam nadzieje że to jest pierwsza z wielu nagród. Dedykuje ją kolegom z zespołu bo bez nich nie zdobyłbym tego trofeum a także rodzinie i najbliższym znajomym”- podsumował zdobycie nagrody Messi.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

8

Zapomniane El Clasico:

1 grudnia 1940 r. FC Barcelona pokonuje na Camp de Les Corts, Real Madryt 3:0 w 10 kolejce Primera Division. Gole dla Barçy strzelili: Jaime Sospedra(2) oraz Jose Valle. Po tej kolejce Blaugrana zajeła 6 pozycje ze stratą 3 punktów do prowadzącej FC Sevilli.



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

8

Argentina Campeon!

30 listopada 1947 roku Ekwador zremisował z Boliwią 2:2. To był mecz otwierający 20-tą edycję Copa America. Po raz pierwszy w dziejach turniej zorganizował Ekwador. Organizatorzy wyciągnęli wszystkie wnioski z zeszłorocznej lekcji(Copy z 1946). We wzorowy sposób, chociaż nader dyskretnie zadbano o bezpieczeństwo imprezy. Turniej miał być wielką manifestacją pojednania latynoamerykańskiej jedności i sportowej przyjaźni. Za wszelką cenę starano się zatrzeć zawstydzającą pamięć 1946 r. Powiodło się to w zupełności. Przypomnę tylko że w 1946 r. w ostatnim meczu Copa America na Estadio Monumental w Buenos Aires pomiędzy Argentyną a Brazylią doszło do wielkiej bijatyki na płycie boiska a zwłaszcza na trybunach. Wracając do Ekwadoru, ceremonia otwarcia miała niezwykle podniosły przebieg, będąc popisem nienagannych manier. Impreza dla leżącego na peryferiach wielkiego świata Guayaquil była również wyjątkowej miary wydarzeniem społecznym i towarzyskim. Przysparzała uznania i splendoru. Z atmosfery powszechnego zbratania i kontynentalnej solidarności wyłamała się tylko Brazylia, która po prostu do Ekwadoru nie przyjechała. ,,Canarinhos” chowali uraze w sercu, żywiąc wciąż niezłomne przekonanie iż rok temu padli ofiarą wrogiego sprzysiężenia, bowiem niefortunny incydent był tylko dziełem przypadku. I tak pobito rekord frekwencji, gdyż turniej zgromadził ośmiu uczestników. Argentyna pozostawała teoretycznie i praktycznie poza wszelką konkurencją. W tamtych latach żaden zespół nie tylko z Ameryki ale i świata, nie był jej w stanie zagrozić. Jak zwykle 22 osobowa kadra legendarnego trenera Stabilego składała się wyłącznie z zawodników najwyższej klasy. Ba! W domu zostali tacy arcymistrzowie piłki jak Pedernera, de la Mata czy Martino. W ekipie ,,Albicelestes” w meczu z Boliwią debiutował na turnieju 21-letni Alfredo Di Stefano, który zastąpił w ataku Pontoniego i już do końca turnieju grał w każdym meczu w podstawowej jedenastce strzelając 6 goli! Wielką rewelacją turnieju okazał się Paragwaj, który nie dotrzymał kroku tylko niepokonanej Argentynie. Team ,,Guarani” zaprezentował zarówno renomowanych już graczy jak i kolejny zastęp obiecujących piłkarzy, z których wysokie noty zebrali szczególnie pomocnik Gavilan oraz napastnicy- Lopez Fretes i Segundo Rivas. Widać było gołym okiem że ten bitny zespół wcale nie powiedział ostatniego słowa. Ekwador natomiast mimo szaleńczego dopingu publiczności nie był w stanie wiele zdziałać. W efekcie po raz 9-ty w historii tryumfowała Argentyna wyprzedzając o 2 punkty Paragwaj i o 3 punkty Urugwaj. Ekwadorski turniej stał na niezwykle wysokim poziomie. Objawił całą plejadę wybitnych piłkarzy z argentyńskim gwiazdozbiorem na czele i wręcz nieograniczone możliwości rozwoju. W dodatku w uśpieniu pozostawał niezmierzony wprost potencjał brazylijskiego futbolu, wielkiego nieobecnego tych mistrzostw. Jak się później przekonamy, w wyniku nieoczekiwanych wydarzeń u schyłku dekady role się diametralnie odwrócą. Brazylijski kolos wkrótce się przebudzi. Minioną chwałę wskrzesi też Urugwaj. Paragwajski David rzuci na kolana Goliata, zaś dumna niepokonana Argentyna na długo zejdzie ze sceny, na której tyle lat świeciła blaskiem olśniewającym cały świat.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

8

@FCBparasiempre
Dokładnie 151 lat temu(30.11.1872 r.) rozegrano pierwszy międzypaństwowy mecz w historii piłki nożnej pomiędzy Szkocją a Anglią. W ciągu kilkunastu miesięcy poprzedzających starcie Szkocja – Anglia rozegrano co prawda kilka meczów międzynarodowych, jednak żadne z nich nie miało miana oficjalnego. Dopiero w 1872 roku jedni i drudzy wpadli na pomysł, by zrobić podaną do publicznej informacji zapowiedź a grę toczyć na wspólnie ustalonych zasadach. Jako miejsce potyczki ustalono obiekt do krykieta, Hamilton Crescent w Glasgow. Widzów do przyjścia na stadion zachęcały liczne plakaty, ulotki i ogłoszenia w gazetach. Miasto podstawiło bezpłatne autobusy, kursujące w kierunku miejsca wydarzeń. Promocja spotkania przyniosła niebywały sukces. Wokół boiska pojawiło się 4000 osób, z czego 1500 stanowiły kobiety. Wstęp dla mężczyzn kosztował 1 szylinga, panie wchodziły za darmo. Na obiekt pofatygował się również zamówiony fotograf, ale na wieść, że Szkoci nie chcą dorzucić się do jego wynagrodzenia, natychmiast udał się w drogę powrotną. Organizatorzy i publiczność spisali się na medal, gorzej było z pogodą. Przez trzy dni poprzedzające pierwsze w historii międzynarodowe starcie przez Glasgow przechodziły intensywne opady deszczu. Ustały właśnie 30 listopada. Wtedy w mieście pojawiła się mgła. Istniało ryzyko, że konieczne będzie przełożenie meczu. Ostatecznie rozpoczęto go nieco ponad kwadrans po 14:00, zaraz po tym jak mgła opadła, a piłkarze, na tyle, na ile mogli, poprawili stan mocno nasiąkniętej murawy. Niedługo po rozpoczęciu spotkania zza chmur słońce, dzięki czemu gra była toczona w dobrych warunkach atmosferycznych. Romantycy w panującej aurze z pewnością doszukaliby się symboliki narodzenia międzynarodowych potyczek piłkarskich. W związku z panującym ogólnokrajowym chaosem i nieładem piłkarskim, gospodarze oparli swój skład wyłącznie na piłkarzach Queen’s Park. Wyboru dokonał bramkarz Robert Gardner. Jak wspominałem, była to jedyna krajowa drużyna, która z wielkim zapałem i pasją podchodziła do gry. Brak konkurencji na rodzimych ziemiach spowodował, że w latach 1870-72 klub rozegrał zaledwie 3 mecze. Jego zawodnicy cały czas pozostawali jednak w treningu, solidnie szlifując aspekty piłkarskiego rzemiosła. W dzisiejszych czasach zespół, który w ciągu ponad dwóch lat rozegrał zaledwie trzy spotkania, nie miałby najmniejszych szans w starciu z wyżej notowanym, regularnie grającym rywalem. Szkoci, ubrani w granatowe koszule, wybiegli na murawę w ustawieniu 2-2-6. Średnia wieku piłkarzy wynosiła 22,8 lata. Znali się jak łyse konie, toteż planem na to spotkanie była duża wymienność podań, kierowanych głównie po ziemi. Zależało im na tym, by o przebiegu akcji nie myślał tylko i wyłącznie zawodnik posiadający piłkę przy nodze, ale wszyscy pozostali biorący w niej udział. Ofensywni zawodnicy wychodzili na pozycje i starali się skupiać na sobie uwagę przeciwników. Każdy ze szkockich zawodników ważył średnio o 7 kg mniej od swojego angielskiego konkurenta.

Selekcji wśród zawodników z ponad 100 istniejących klubów angielskich dokonał Charles Alcock, czołowy angielski działacz i kapitan zdobywców krajowego pucharu, Wanderers FC. W wyznaczonym przez niego składzie znaleźli się zawodnicy z 9 klubów, m.in. z Notts County, Crystal Palace, Oxford University, Sheffield Wednesday. Sam Alcock również był niezłym piłkarzem, aktywnie działającym w kierunku rozwoju futbolu. Był pomysłodawcą zorganizowania m. in. pierwszych rozgrywek piłkarskich w Anglii. Zapewne i dla siebie znalazłby miejsce na murawie, jednak z powodu kontuzji oglądał mecz zza bocznej linii. Zawodników ustawił w formacji 1-2-7. Anglicy byli nieco młodsi od swoich oponentów, legitymując się średnią wieku wynoszącą 22,1 lata. Pomimo znacznej przewagi wagowej byli szybsi i lepiej przygotowani fizycznie. Nastawili się na grę zaczerpniętą z rugby, co było znakiem rozpoznawczym niektórych brytyjskich regionów w tych czasach. Zawodnik będący przy piłce decydował się na indywidualną akcję, a jego koledzy mieli robić mu “wolny tunel”, zasłaniając ciałem swoich rywali.

Zdecydowanym faworytem potyczki byli Anglicy. Synowie Albionu byli mocno zaskoczeni, patrząc, jak dobrze w piłkę grają Szkoci. Przez cały mecz mieli problem z rozbijaniem ich akcji i nie nadążali za dużą liczbą szybkich podań. Ponadto gospodarze nie ustępowali Anglikom w indywidualnych popisach. Mogłoby się wydawać, że jeśli postawimy naprzeciwko siebie drużyny ustawione w formacjach 2-2-6 i 1-2-7, musimy być świadkami wielu goli. Wyspiarze pokazali, że niekoniecznie. Ofensywni piłkarze reprezentacji Szkocji często pomagali swoim obrońcom i potrafili skutecznie ustawiać się na boisku. Ustawienie Anglików było znakomite pod kątem łapania napastników rywali na pozycji spalonej. W tamtych czasach, by uniknąć ofsajdu, atakujący zawodnik musiał mieć przed sobą aż trzech przeciwników. W pierwszej połowie meczu lepiej prezentowali się Szkoci, po przerwie Anglicy. Najlepszą sytuację do strzelenia gola miał Robert Leckie, kiedy piłka po jego dynamicznym strzale wylądowała na taśmie, pełniącej rolę poprzeczki. Bezbramkowy remis nie skrzywdził żadnej ze stron. Mecz przyniósł obustronne korzyści. W Szkocji ewidentny sukces wizerunkowy. Lud pokochał piłkę nożną, wiele klubów chciało równać do poziomu zaprezentowanego przez obie reprezentacje podczas tego listopadowego popołudnia. Spotkanie przyczyniło się do powstania w marcu 1873 roku szkockiego związku piłki nożnej. W Anglii natomiast z podziwem wspominano kombinacyjną grę zaprezentowaną przez Szkotów. Zaczęto brać pod uwagę, że odpowiednie przemieszczanie się zawodników po boisku, ich ustawienie i współpraca znacznie bardziej decydują o sukcesie niż indywidualne umiejętności piłkarzy. Miało to później bardzo duży wpływ na rozwój futbolowej taktyki. Bell’s Life in London, tygodnik sportowy, ukazujący się w Anglii od 1822 do 1886 roku, dzień po spotkaniu, 1 grudnia 1872 roku, napisał: ,,Jedyną rzeczą, która uchroniła Szkotów przed porażką, biorąc pod uwagę potężną siłę ofensywną Anglików, była wspaniała gra defensywna i taktyka stosowana przez formacje obronne, do której stosowali się także zawodnicy ofensywni.”

9

Na początku był chaos. Przedstawiam wam epokowe wydarzenie w dziejach futbolu. Dzisiaj mija 151 lat od tego wydarzenia. Naturalnie czytajcie w odpowiedzi na mój komentarz.

@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

7

(Nie)zapomniane El Clasico:

30 listopada 1980 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 2:1 w 13 kolejce Primera Division. Gole dla Barçy strzelają: Schuster w 15 minucie oraz zwycięską Quini w 64 minucie. Po tej wygranej Blaugrana uplasowała się na 6 pozycji w tabeli, tracąc do prowadzącego Atletico 4 punkty.





@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz

9

Premierowy Superpuchar:

Dokładnie 40 lat temu FC Barcelona zdobyła pierwszy w historii Superpuchar Hiszpanii. W drugiej edycji tych rozgrywek Blaugrana spotkała się z mistrzem kraju- Athletic Bilbao. Dwumecz rozstrzygnął się już w pierwszym pojedynku w Kraju Basków, gdzie Duma Katalonii pewnie zwyciężyła 1:3. W rewanżu Athletic wystawił rezerwowy skład, lecz w pierwszej minucie niespodziewanie objął prowadzenie. Po tym golu na boisku nie działo się nic godnego uwagi a mecz zakończył się wynikiem 0:1. Barça jest rekordzistą pod względem liczby Superpucharów dzięki wygraniu 13 z 37 dotychczasowych edycji.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

10

Feliz cumpleaños panie Gary z okazji urodzin!

63 lat temu urodził się Gary Lineker. Do FC Barcelony trafił po zdobyciu Srebrnej Piłki podczas mundialu w Meksyku w 1986 r. Katalończycy myśleli również o zatrudnieniu Johnny’ego Ekströma ale ostatecznie postawili na Anglika. Przez pierwsze dwa sezony Lineker potwierdzał swój instynkt strzelecki, zdobywając odpowiednio 20 i 16 goli w La Liga. W trzecim sezonie Cruyff ustawił go na lewym skrzydle, więc jego statystyki strzeleckie nie były już tak imponujące. Latem 1989 r. holenderski trener postanowił poświęcić Linekera aby sprowadzić Michaela Laudrupa i Ronalda Koemana(obowiązywał wówczas limit obcokrajowców). Lineker odszedł tak, jak wcześniej Neeskens i Simonsen- w momencie, kiedy był najbardziej uwielbiany przez kibiców. Ogółem w Blaugranie zdobył 52 gole w 139 meczach. Przez całą karierę nie dostał ani jednej żółtej ani też czerwonej kartki!



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

8

Żywe legendy futbolu:

Ryan Joseph Giggs (ur. 29 listopada 1973 w Cardiff jako Ryan Joseph Wilson) – walijski trener piłkarski i piłkarz Manchesteru United. Najbardziej utytułowany brytyjski piłkarz w historii. Nominalnie był lewym pomocnikiem, ale mógł też grać na pozycji lewoskrzydłowego, środkowego pomocnika czy też cofniętego napastnika. Najlepszy piłkarz w Anglii sezonu 2008/09. 1 lutego 2011 roku został wybrany piłkarzem wszech czasów Manchesteru United[2]. Od 15 stycznia 2018 selekcjoner reprezentacji Walii w piłce nożnej. Oficer Orderu Imperium Brytyjskiego (OBE). W roku 1985 rozpoczął treningi w szkółce piłkarskiej Manchesteru City, gdzie jego trenerem był Denis Schofield. W grudniu 1986 roku został zaproszony na testy do Manchesteru United, któremu kibicował jako dziecko[3]. Uczęszczał do szkoły Moorside High w Manchesterze. W wieku 16 lat Giggs podpisał amatorski kontrakt z Manchester United, a 30 listopada 1990, tuż po 17. urodzinach – profesjonalny. Ryan Giggs jest rekordzistą, jeśli chodzi o występy w barwach Manchesteru United. Niesamowity rekord sir Bobby'ego Charltona (758 meczów) pobił w pamiętnym finale Ligi Mistrzów przeciwko Chelsea w 2008 roku, kiedy to Czerwone Diabły po raz trzeci sięgnęły po Puchar Europy. Od tamtego czasu Giggs wyśrubował ten wynik do niesamowitych 963 występów. Co ciekawe, gdyby nie sir Alex Ferguson, to rekordów Ryana Giggsa w Manchesterze United mogłoby w ogóle nie być. Walijczyk jako nastoletni chłopak biegał bowiem w Szkole Mistrzostwa Manchesteru City. Osobista wizyta menadżera Manchesteru United w domu Giggsa w dniu jego 14. urodzin sprawiła jednak, że Walijski Czarodziej przeniósł się na czerwoną stronę Manchesteru. Giggs przeszedł na zawodowstwo w listopadzie 1990 roku, a swój ligowy debiut w barwach Manchesteru United zanotował 2 maja 1991 roku przeciwko Evertonowi. W swoim pierwszym meczu w zespole sir Alexa Fergusona zmienił Denisa Irwina. Pierwsze z przebogatej kolekcji trofeów trafiło w ręce Giggsa w listopadzie 1991 roku. Manchester United w Superpucharze Europy pokonał Red Star Belgrad. Kolejny sezon przyniósł kolejne wyróżnienia. Tym razem Giggs mógł cieszyć się ze zwycięstwa w Pucharze Ligi oraz tytułu przyznawanego przez Stowarzyszenie Zawodowych Piłkarzy (PFA) dla najlepszego młodego zawodnika. W 1993 roku Giggs odebrał natomiast swój pierwszy złoty medal za mistrzostwo Anglii. W trakcie swojej kariery Giggs był dwukrotnie częścią zespołu, który sięgał w jednym sezonie po dublet – 1993/1994 i 1995/1996. Najbardziej pamiętny sezon w karierze Walijczyka to 1998/1999, kiedy to wywalczył z klubem mistrzostwo Anglii, Puchar Anglii i zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Wkład Walijczyka w te trofea był ogromny, a kibice do dziś wspominają jego bramkę z półfinałowego meczu FA Cup z Arsenalem, w którym przebiegł z piłką pół boiska i efektownym strzałem pokonał Davida Seamana.

Dziesięciolecie gry Giggsa w Manchesterze United przypadło na sezon 2001/2002. W benefisowym meczu Czerwone Diabły przegrały z Celtikiem Glasgow na Old Trafford 3:4. Rok 2003 to kolejny kamień milowy w karierze Ryana Giggsa. Walijczyk w meczu z Chelsea (2:2) na Stamford Bridge zdobył swojego setnego gola dla Manchesteru United. Aby przedłużyć swoją karierę w zespole Czerwonych Diabłów, Giggs w czerwcu 2007 roku zrezygnował z gry w reprezentacji Walii. Dorobek Giggsy'ego w kadrze zamknął się w 64 występach i 12 bramkach. W późniejszych latach swojej kariery Ryan Giggs coraz częściej był przesuwany przez sir Alexa Fergusona ze skrzydła na środek pomocy Manchesteru United. W nowej roli odnalazł się znakomicie, a w sezonie 2008/2009 zdobył tytuł najlepszego piłkarza w Anglii przyznawanego przez PFA. Giggs niemal co sezon bił kolejne rekordy. W marcu 2011 roku przegonił sir Bobby'ego Charltona pod względem ligowych występów (607 meczów). Walijczyk w każdym kolejnym roku odnotowywał też przynajmniej jedno trafienie w Premier League. Latem 2012 roku Ryan Giggs wziął udział w igrzyskach olimpijskich. Stuart Pearce mianował Giggsa kapitanem Wielkiej Brytanii i choć Brytyjczycy nic wielkiego nie zdziałali na igrzyskach w Londynie, to występ pozwolił Giggsowi posmakować futbolu na międzynarodowej imprezie. W sezonie 2012/2013 Giggs rozegrał swój tysięczny mecz w zawodowej karierze (łącznie z występami w kadrze). Jubileusz przypadł na spotkanie z Realem Madryt w Lidze Mistrzów. W 2013 roku Giggs do swojej gabloty dołożył też 13. tytuł mistrza Anglii. Sezon 2013/2014 był ostatnim w piłkarskiej karierze Giggsa. Walijczyk po przyjściu do klubu Davida Moyesa był też częścią sztabu szkoleniowego Manchesteru United. Kiedy szkocki menadżer został zwolniony ze swojej posady pod koniec sezonu, to stery w klubie objął właśnie Giggs. Jako tymczasowy menadżer Czerwonych Diabłów poprowadził zespół w czterech ostatnich meczach sezonu (2 zwycięstwa, 1 porażka, 1 remis). 19 maja 2014 roku Ryan Giggs oficjalnie zawiesił buty na kołku i rozpoczął nowy rozdział w swojej futbolowej karierze. Od sezonu 2014/2014 będzie pełnił rolę asystenta Louisa van Gaala w Manchesterze United.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

6

Copa America w rytmie tanga:

29 listopada 1925 r. meczem Brazylia-Paragwaj zainaugurowano 9-tą edycje Copa America. Niestety nie doszło do rewanżu, na który ostrzyła sobie zęby cała Argentyna bowiem w 1925 r. w Buenos Aires zabrakło obrońców tytułu- Urugwaju, w którym to doszło do konfliktu tamtejszej federacji. Nie przyjechali nawet Chilijczycy i w tej sytuacji trzej uczestnicy- Argentyna, Brazylia i Paragwaj, zagrali ze sobą systemem pucharowym(mecz i rewanż). Pod nieobecność mistrzów olimpijskich, gospodarze łatwo zdobyli Puchar Ameryki. Jedynego groźnego rywala, Brazylię, rozgromili 4:1, w rewanżu remisując 2:2. Nie pomogła dobra gra już od dawna cenionych asów ,,Canarinhos”, jakim byli Nilo a zwłaszcza Friedenreich. Ich akcje skutecznie stopowali dwaj kapitalni obrońcy Boca Juniors, Segundo Medici i zwłaszcza Ludovico Bidoglio- finezyjny technik, potrafiący swobodnie wyprowadzić piłke z największego tłoku we własnym polu karnym. To właśnie Bidoglio był zapowiedzią, swego rodzaju protoplastą późniejszej funkcji libero. Poza tym gwiazda Manuela Seoane rozbłysła właśnie pełnym blaskiem, bowiem lewy łącznik Argentyny był nie do powstrzymania, choć zabrakło u jego boku pozostałych znakomitości, tworzących w latach 20-tych fantastyczną piątke napadu Independiente: Canevari, Lalin, Ravaschino, Seoane i wreszcie sam Orsi. Za to dobrze zaprezentowali się dynamiczny prawoskrzydłowy Domingo Tarascone z Boca oraz napastnik de los Santos z Huracan, pierwszy i jedyny w dziejach rzeczywiście czarnoskóry piłkarz grający w narodowej reprezentacji Argentyny. Po raz ostatni wystąpił też w Copa America wyśmienity napastnik paragwajski Gerardo Rivas, który wkrótce przeniósł się z Libertad do argentyńskiego San Lorenzo. W końcowym rozrachunku Argentyna tryumfuje dopiero po raz drugi w historii rozgrywek, wyprzedzając Brazylię o 2 punkty. Natomiast królem strzelców zostaje wspomniany Manuel Seoane, który strzelił 6 goli w 4 meczach, co stanowiło wówczas rekord Copa America.



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

10

Kolejne spektakularne El Clasico w urodziny FC Barcelony:

Dokładnie rok później(29.11.2010) również odbyło się El Clasico i również na Camp Nou ale cóż to było za partidazo! Blaugrana rozegrała jedno z najwspanialszych spotkań w swojej historii a debiutujący w El Clasico jako pierwszy trener Jose Mourinho poniósł najwyższą porażke w karierze. ,,Zobaczymy czy strzelą 8 goli”- przemądrzał się przed meczem Cristiano Ronaldo, po tym jak kolejkę wcześniej Barça rozbiła UD Almerie 0:8! Pomylił się o 3 gole ale jeszcze przez długi czas wypominano mu te słowa. Duma Katalonii zaczęła od mocnego uderzenia i już po 18 minutach prowadziła 2:0 dzięki trafieniom Xaviego i Pedro. Real praktycznie nie istniał i w całym meczu nie stworzył żadnej stuprocentowej okazji. Podopieczni Guardioli niesieni dopingiem publiczności grali jak z nut i w drugiej połowie upokorzyli największego rywala. Dwa gole w ciągu kilku minut zdobył David Villa a wprowadzony w końcówce meczu Jeffren Suarez dokończył dzieła zniszczenia kompletując ,,manite”. Piłkarzom Królewskich ciężko było pogodzić się z porażką, bowiem w ostatnich sekundach Sergio Ramos brutalnie sfaulował Leo Messiego a następnie popchnął kolegę z reprezentacji- Carlesa Puyola. ,,Sal de banquillo!”(,,Wyskocz z ławki!”)- krzyczeli kibice w strone Mourinho, który wcześniejsze udane mecze przeciwko Blaugranie na Camp Nou celebrował energicznie wybiegając z ławki rezerwowych. Spotkanie odbyło się w poniedziałek, ponieważ w niedziele w Barcelonie przeprowadzono wybory do parlamentu Katalonii. ,,Bądźcie skromni ale to był cholernie dobry mecz”- chwalił swoich piłkarzy Guardiola. Podobnie jak Ronaldo przewidział rozmiary zwycięstwa: ,,W przeciwieństwie do poprzednich lat mamy tę przewagę że nie oczekuje się od nas przed rozpoczęciem meczu prowadzenia 5:0. W meczach u siebie uznawano za pewnik że wygramy a przez to jest dużo trudniej”- tonował Pep nastroje przed meczem.

Arcydzieło futbolu:





@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

0

@tomek8756 To się chwali że pamiętasz o ,,naszym" ukochanym klubie. Jednak przy tak uroczystej okazji musisz bezwzględnie pamiętać że Football Club pisze się z dużej litery...

0

@Lionel_Messi10 To oczywiste że Robert powinien opuścić ,,naszą" Barcunie. Jednak z tym że ,,zapomną że ktoś taki w ogóle grał w Barcelonie" to już przesadziłeś! W końcu to pierwszy oficjlalny Polak w Blaugranie a po drugie co by nie mówić jednak został królem strzelców w swoim pierwszym sezonie!

7

(Nie)zapomniane El Clasico…

29 listopada 2009 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 1:0 po golu Ibrahimovicia w 12-tej kolejce Primera Division. W dniu 110. urodzin klubu Blaugrana sprawiła sobie bardzo miły prezent. Również trener Guardiola, który poprowadził Barcelonę po raz pięćdziesiąty, miał powody do zadowolenia. W meczu brakowało ładnych sytuacji podbramkowych. Było dużo walki, ale największe gwiazdy nie błyszczały. Drużyny świetnie się broniły i nie dopuszczały rywali pod własną bramkę. W 51. minucie trener Guardiola zdjął z boiska Henry’ego, którego zastąpił Zlatan Ibrahimovič. Zmiana już po 4 minutach przyniosła efekty. Ibrahimovič po dośrodkowaniu Alvesa pokonał bramkarza Realu i zdobył jedynego gola w tym meczu. W 63. minucie czerwona kartkę dostał Sergio Busquets, za zagranie ręką. Osłabienie nie zmieniło stylu gry Barcelony, która dalej zaciekle się broniła. Swoich okazji na zdobycie gola nie wykorzystali: Ronaldo, Benzema i Messi.

Odkurzamy Klasyk:




@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

9

Kochani cules, ,,nasza” Duma Katalonii obchodzi dzisiaj 124 rocznice urodzin!


W budynku Gimnasio Sole przy słynnej barcelońskiej ulicy La Rambla odbyło się spotkanie osób, które odpowiedziały na ogłoszenie niejakiego Hans-Max Kamper Haessig. I tak oto 29 listopada 1899 r. na zamieszczone na łamach tygodnika ,,Los Deportes” ogłoszenie Szwajcara odpowiedziało 12-tu młodzieńców. W efekcie w Sali Gimnas Sole sześciu Katalończyków, trzech Szwajcarów i trzech Anglików założyło FC Barcelonę. Pionierami nowej organizacji zostali: Walter Wild, wybrany jako najstarszy na pierwszego prezydenta klubu na wniosek Gampera; John Parsons, który objął funkcje wiceprezydenta; Lluis de Osso- został sekretarzem; Bartomeu Terradas, który zajął funkcję skarbnika; a także Otto Kunzle, Otto Maier, Enric Ducal, Pere Cabot, Carles Pujol, Josep Llobet, William Parsons oraz sam Joan Gamper, wyznaczony na pierwszego kapitana drużyny. W sali, w której pan Guirowich udzielał lekcji szermierki, odbywały się pierwsze spotkania założycieli klubu, zawsze popołudniami, po tym jak uprzednio ćwiczyli mięśnie. Podczas tych zebrań podejmowano ważne decyzje, jako wyznaczenie Gimnasio Sole jako siedziby klubu(funkcjonowała tamże między 1899 a 1910 rokiem), wybranie granatowego i bordowego na oficjalne barwy klubu, wprowadzenie miesięcznej opłaty w wysokości 2 peset za prawo bycia socio oraz wyznaczenie welodromu La Bonanova jako pierwszego boiska. Wśród pierwszych socios Blaugrany znajdziemy braci Witty, dziennikarza Josepa Eliasa Juncosę, Fermina Lombę, Francesca Cruzate’a, Juana de Urruele czy Eduarda Schillinga. Powód wyboru granatowo-bordowych barw klubu nie jest do końca znany. Możliwe iż pochodzą one od kolorów drużyny Excelsior de Zürich- pierwszej drużyny Gampera i flagi kantonu Ticino, gdzie się urodził. Popularna legenda mówi o tym że Gamper zapożyczył barwy od powstałego 6 lat wcześniej zespołu FC Basel, w którym także występował, lecz nie ma dowodów na potwierdzenie tej hipotezy. Inna opowieść głosi iż były to barwy dwukolorowego długopisu popularnego wśród księgowych i pracowników sektora tekstylnego. Natomiast ostatnia hipoteza głosi iż wywodzą się one od pionowych pasów blaugrana, które nosili członkowie angielskiej drużyny rugby ze szkoły Merchants Taylors w Merseyside, gdzie uczyli się bracia Arthur i Ernest Witty Cottonowie, piłkarze Barçy w chwii założenia klubu. Spodenki przez pierwsze 10 lat były koloru białego, następnie czarnego a od lat 20-tych XX wieku są z reguły granatowe. Natomiast jeżeli chodzi o herb klubu, to bliski przyjaciel Gampera i jednocześnie napastnik FC Barcelony- Carles Comamala zainspirowany herbem stolicy Katalonii stworzył pierwszy znak rozpoznawczy klubu. Goleador Blaugrany urodzony w 1887 r. w Madrycie, przetrwał w historii FC Barcelony jako zwycięzca publicznego konkursu, który klub zorganizował w 1910 roku na zaprojektowanie jego oficjalnego herbu. Jednak ostatnie badania przyznają zwycięstwo w tym konkursie niejakiemu Santiago Femenii, co ciekawe, także piłkarzowi Dumy Katalonii. Zwycięski projekt łączył w sobie symbol senyery, czyli flagi Katalonii, krzyż świętego Jerzego oraz kolory blaugrana. Po ponad 100 latach ten herb nadal widnieje na koszulkach piłkarzy Barçy. Pierwszy mecz w historii FC Barcelona rozegrała 8 grudnia, o czym na pewno nie omieszkam wspomnieć. No i w taki oto sposób powstał klub, który kochamy bezwarunkowo!





@AssisMoreira
@Arkon
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

9

Czy wiecie że:

Jose Luis Chilavert został pierwszym(i jak dotąd jedynym) bramkarzem w historii, który strzelił hat-tricka i żaden inny bramkarz nie powtórzył tego wyczynu. Chilavert strzelił hat-tricka 28 listopada 1999 roku, grając dla argentyńskiej drużyny Velez Sarsfield przeciwko Ferro Carril Oeste. Chilavert strzelił trzy gole dla Velez w wygranym 6:1 meczu z Ferro. Bramkarz Paragwaju strzelił wszystkie trzy gole z rzutu karnego i nie było to wówczas zaskoczeniem, ponieważ bardzo dobrze wykonywał stałe fragmenty gry. Chilavert zakończył karierę zdobywając 62 oficjalne gole dla reprezentowanych przez siebie klubów i swojego kraju.


@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

8

Zapomniane legendy futbolu:

28 listopada 1925 r. w Kispeszcie urodził się Jozef Bozsik, były węgierski piłkarz. Jozef Bozsik zwany „wirtuozem znad Dunaju” do dzisiaj dzierży rekord występów w węgierskiej reprezentacji (101 meczów i 11 goli). Karierę zaczynał jako 11-latek w Kispeście a siedem lat później zadebiutował w pierwszym zespole. To właśnie on był jednym z boiskowych reżyserów węgierskiej ,,Złotej jedenastki”, w której imponował niesamowitą intuicją, przewidywaniem boiskowych wydarzeń i doskonałym ustawianiem się na placu gry. Do legendy przeszły też jego 30-40 metrowe podania, które były wymierzone z niemal milimetrową dokładnością. Raz były to podania prostopadłe, innym razem krzyżowe, płaskie, górne, ale zazwyczaj były one nieosiągalne dla przeciwnika. Wielu uważa go za, jeśli nie najlepszego, to na pewno za jednego z najlepszych pomocników wszech czasów. Całą karierę spędził w Kispeście, którego władze przemianowały na Honved (447 meczów i 33 gole).


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

0

@MOLESTA Zgadza się i to z przewagą 11 punktów

0

@Saviola88 Czy bardzo to bym dyskutował ale ,,odklejony"(masz na myśli niezrównoważony psychicznie?) to już napewno!

9

Van Gaal psuje wszystkim cules jubileusz klubu:

28 listopada 1998 r. FC Barcelona rozegrała mecz z Atletico Madryt rozpoczynający obchody 100-lecia klubu. Mecz z Atletico rozgrywany dzień przed okrągłą rocznicą powstania Dumy Katalonii, miał symbolicznie rozpocząć rok jubileuszowy. Blaugrana zagrała jednak słabo i przegrała 0:1 po golu z karnego. Było to pierwsze w sezonie zwycięstwo Atletico na wyjeździe. Od 70 minuty dało się słyszeć głosy domagające się dymisji Van Gaala. ,,Nie zrezygnuje i nie myśle że mnie wyrzucą, gdyż nie można podejmować takich decyzji po jednym meczu”- ocenił swoją sytuacje Holender, zapominając iż kilka dni wcześniej Barça odpadła z Ligi Mistrzów po remisie u siebie z Manchesterem United.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?