11

Blaugrana w europejskich pucharach:

19 grudnia 1962 r. FC Barcelona pokonała Crvene Zvezde Belgrad 1:0 w rewanżowym meczu 1/8 Pucharu Miast Targowych. Zwycięskiego gola zdobył Luis Alberto Cubilla. W pierwszym meczu w Belgradzie Barça poległa 3:2. Jako że wówczas nie obowiązywała zasada podwójnie liczonych goli na wyjeździe, więc został rozegrany trzeci dodatkowy mecz, o czym napisze 2 stycznia.



@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

11

Ku pamięci Evy Duarte:

19 grudnia 1948 r. FC Barcelona pokonała na Mestalla FC Seville 1:0 w Pucharze Evy Duarte. Po sukcesie Copa de Oro ,,Argentina” organizację meczu pomiędzy mistrzem i zdobywcą Pucharu Hiszpanii przejął RFEF. Nagrodę ufundowała żona prezydenta Argentyny Juana Domingo Perona. W drugiej edycji pucharu Blaugrana wystąpiła po raz pierwszy jako zdobywca mistrzostwa Hiszpanii. Jedynego gola w meczu z Sevilla zdobył legendarny snajper Cesar Rodriguez, który w drugiej połowie zmarnował karnego. Barça wygrała jeszcze dwie ostatnie edycje tego trofeum ale w obu przypadkach bez gry, ponieważ zdobywała wcześniej podwójną korone. Całe rozgrywki pod ówczesną nazwą zawieszono z powodu śmierci patronki.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

9

Feliz cumpleaños panie Bianquetti! Z okazji rocznicy urodzin.

19 grudnia 1951 r. w Cueta urodził się Miguel Bernardo Bianquetti, środkowy obrońca. Jego pierwszym poważnym klubem, w którym zaczął swoją przyszłą wielką przygodę z piłką był Cadiz CF. Ledwie 3 lata wystarczyły aby działacze FC Barcelony wypatrzyli obrońcę z Andaluzji. Do Barcelony trafił w tym samym czasie co Johan Cruyff. Na Camp Nou szybko zyskał sympatie i przydomek od kibiców ,,Tarzan”. Dzięki technice, szybkości i sercu do gry był pupilem katalońskiej publiczności. Już w swoim pierwszym sezonie dla Barçy zdobył wraz z kolegami mistrzostwo Hiszpanii a ponadto miał udział w rozgromieniu Realu w Madrycie 5:0! Migueli, jak go nazywano, był graczem o ogromnych możliwościach i wielkim sercu do gry. Jego odwage najlepiej można było dostrzec w finale Pucharu Zdobywców Pucharów w 1979 r. w Bazylei, kiedy grał wówczas z wybitym obojczykiem. Świetnie wyszkolony technicznie, nie zastąpiony w kryciu i niepokonany w powietrzu, dzięki tym cechom Migueli był obrońcą największego kalibru. Trenerzy reprezentacji Hiszpanii również zauważyli u ,,Tarzana” cechy na światowej klasy obrońcę i 20.11.1974 r. Migueli zadebiutował w meczu przeciwko Szkocji, z którą Hiszpanie wygrali 2:1 a nasz bohater zagrał wtedy 75 minut u boku Quiniego czy też Rexacha a trenerem był Ladislao Kubala. Od tego czasu Migueli był przez 5 lat kadrowiczem i wystąpił na dwóch imprezach- Mundialu w Argentynie i mistrzostwach Europy we Włoszech. Podczas swojej 15-letniej kariery w Blaugranie strzelił 27 goli, co jak na środkowego obrońcę było sporym wyczynem, lecz Migueli był kimś wyjątkowym. Ponadto w swoim dorobku ma 2 mistrzostwa Hiszpanii, 4 Puchary Hiszpanii, 3 Puchary Zdobywców Pucharów, 2 Puchary Ligi oraz Superpuchar Europy. W rozpoczynającym się sezonie 1988/89. Kiedy funkcje trenera objął Johan Cruyff, Migeli doznał kontuzji kolana. Mając 37 lat zdecydował się na zakończenie kariery. Na jego pożegnalnym meczu na Camp Nou z Bułgarią zagrały takie gwiazdy futbolu jak choćby Cruyff czy Rexach.



@AFA90
@Arkon
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

1

Vamos Girona!, Vamos a ganar!
Vamos! ,,nasza" Katalonko

34

Argentyno, co ty robisz!?

Szanowni sympatycy i pasjonaci futbolu, dokładnie rok temu reprezentacja Argentyny sięgnęła po raz trzeci w historii po mistrzostwo świata. Posłuchajcie, jeśli chcecie opisywać świat za pomocą powtarzających się schematów i symboli, na pewno je znajdziecie. W przypadku Argentyńczyków na mundialu w Katarze nie chodziło tylko o Messiego ale także o epoke i ducha, który reprezentował. To właśnie w Katarze w 1995 roku, pierwszym zwycięstwem ekipy Jose Pekermana na mistrzostwach świata do lat 20-tu rozpoczynała się złota era. Z utożsamianego z nią pokolenia na ostatnim mundialu zostało tylko 3 piłkarzy: Messi, który wygrał młodzieżowe mistrzostwa w 2005 r. oraz Papu Gomez i Angel Di Maria, którzy triumfowali dwa lata później. Wpływ Pekermana, który był zwolennikiem podejścia holistycznego i wierzył że rozwijać trzeba nie tylko umiejętności piłkarskie podopiecznych ale także ich cechy charakteru, okazał się jednak znaczący. To właśnie ten trener powołał Messiego na jego pierwszy mundial w 2006 r. a Scaloni i jego dwaj asystenci: Pablo Aimar i Walter Samuel, wygrywali pod przewodnictwem Pekermana mistrzostwa świata do lat 20-tu w 1997 r. w Malezji. Mimo że Alvarez, Fernandez i Mac Allister odświeżyli grę Albicelestes, oni również potrzebowali inspiracji Messiego. Kapitan Argentyńczyków zaś z wiekiem rozwinął umiejętność wyszukiwania słabych punktów rywala w trakcie czegoś, co wydawało się po prostu swobodną przechadzką po murawie. W 2014 r., kiedy przemiana Leo w pragmatyka dopiero się rozpoczynała, van Gaal skutecznie zneutralizował Messiego w półfinale mundialu oddelegowując Nigela de Jonga do indywidualnej opieki nad nim. Teraz jednak, kiedy argentyński wirtuoz przypominał raczej ducha unoszącego się gdzieś nad boiskiem i materializującego się w chwili, gdy było to naprawdę potrzebne, zadanie było trudniejsze. Człowieka można upilnować ale jak można upilnować cień? Mówienie o tym jak kiepsko wyglądało średnie tempo Messiego w trakcie meczów mija się z celem. On jest piłkarzem ,,sui generis” funkcjonującym jedynie na zwolnionych obrotach. Oczywiście w Katarze oznaczało to że koledzy z drużyny musieli pracować w dwójnasób żeby zrównoważyć niemal całkowity brak zaangażowania Leo w pracę defensywną ale również rywale musieli się jakoś dostosować. Wydawało się że Messiego nie ma tam, gdzie powinien być aż do chwili gdy nagle się tam pojawiał i to z zabójczo skutecznym efektem.

Powiązane z katarskimi występami Messiego poczucie nietrwałości wszelkiej sławy i chwały wiązało się być może z atakiem serca i śmiercią 60-letniego Maradony w listopadzie 2020 r. Nie trzeba być jednak freudystą by dojść do wniosku że odejście tego ostatniego, zważywszy na wielką role, jaką odgrywał w trakcie mistrzostw świata, zdjęło z Messiego presję. Kiedy na mundialu w Rosji Argentyna przegrywała z Chorwacją 0:3, wyraźnie wyczerpany Maradona siedział na schodach gdzieś na tyłach loży prasowej. Tym razem w półfinale mistrzostw, to Argentyńczycy pokonali Chorwatów 3:0. Messi zdobył pierwszego gola z karnego i wypracował Alvarezovi trzeciego gola ze zwodniczą ospałością bawiąc się z obrońcą Gvardiolem w kotka i myszke. Rajd Alvareza, po którym padł drugi gol dla piłkarzy Scaloniego był tyleż efektowny co chaotyczny a futbolówka odbijała się od rywali w sposób przypominający nieco drugiego gola Mario Kempesa w finale z mundialu w Argentynie. Co się wydarzyło w finale z Francją(?), to już każdy szanujący się kibic futbolu powinien wiedzieć…

Jeśli ta złota era argentyńskiego futbolu faktycznie zaczęła się w Katarze 27 lat wcześniej, to również w Katarze doczekała się swojej wspaniałej apoteozy. Messi znalazł się na najwyższych stopniach panteonu obok Pelego, Maradony czy Garrinchy. Radość Argentyńczyków była szalona i powszechna. Powracającą do kraju drużynę witało na ulicach Buenos Aires około 4,5 miliona ludzi. Kolejne miliony oglądały wszystko w telewizji. Od Plaza de Mayo do Obelisco, siedmiopasmową Avenida 9 de Julio na południe i w strone mostu nad Riachuelo, wszędzie płynęła wielka ludzka rzeka błękitu i bieli.


@AFA90
@Arkon
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Sysia11

1

@LS Z kolei moim pierwszym bohaterem, którym się fascynowałem był śp. Włodek Smolarek. Na krajowym podwórku nigdy nie byłem za Legią a co za tym idzie również nie za panem Piszem. Jednak kiedy Legia grała w europejskich pucharach, zwłaszcza w Lidze Mistrzów to człowiek oglądał i mocno trzymał kciuki za polaków! Lata 80-te i 90-te były wspaniałe niemal pod każdym względem...

14

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

18 grudnia 1966 r. urodził się Leszek Pisz, pomocnik. ,,Jak masz na nazwisko? – zapytała szatniarka nowego piłkarza Legii. Pisz Leszek – odpowiedział świeży nabytek. Ty mnie nie ucz, jak się pisze imie, tylko nazwisko powiedz!” Tak wedle anegdoty miały wyglądać pierwsze chwile Leszka Pisza w Legii. Na murawie z początku trudno mu było wyrobić sobie szacunek z racji mikrych warunków fizycznych. Ówczesny trener Wojskowych Jerzy Engel zapytany przez Jacka Kazimierskiego: Kto to w ogóle jest? Odparł: A taki mój breloczek. W pierwszej rundzie Pisz nie zagrał jednak ani razu i wrócił na krótko do rodzinnej Dębicy. Dopiero później udało mu się wyrobić status topowego piłkarza ligi i jednej z największych legend Legii Warszawa. Spryt, wielkie umiejętności techniczne, serce do walki oraz świetne rozegranie piłki zjednywały mu sympatyków na trybunach przy Łazienkowskiej z tygodnia na tydzień. W szatni zaś niewysoki, wręcz chuderlawy Pisz, okazał się charyzmatycznym przywódcą, który potrafił zapewnić sobie pierwszeństwo pomiędzy dużo roślejszymi kolegami z zespołu. Dlatego doczekał się w końcu opaski kapitańskiej i chyba nikt nie podawał w wątpliwość tego, czy na nią zasłużył. U starszych kibiców wzbudzał tęsknotę za latami gry w stołecznym zespole Deyny. Tak jak on, znakomicie dowodził grą drużyny, pełniąc role playmakera. Łączyły ich także umiejętności w wykonywaniu stałych fragmentów gry. Ponoć Pisz zawdzięczał je bardzo małemu rozmiarowi stopy. Według różnych źródeł jego buty miały numer 37 lub 38. Ponadto miał szczęście do ważnych goli. Między innymi po jego trafieniu Legia wygrała w finale Pucharu Polski w 1995 r. Najsłynniejszego gola Pisz zdobył jednak… głową. W rewanżu w eliminacjach Ligi Mistrzów przeciwko IFK Göteborg sprytnie złożył się do strzału tą częścią ciała i przechytrzył przeciwników. Dawało to remis premiujący awansem do upragnionej fazy grupowej Ligi Mistrzów. Na tym szczeblu rozgrywający Legii dwukrotnie pokonał golkipera Rosenborga Trondheim. Był to pierwszy w historii dublet polskiego piłkarza na tym poziomie! Tamtą edycje Legia zakończyła na ćwierćfinale. Pisz miał też w dorobku półfinał Pucharu Zdobywców Pucharów z 1991 r. W tej słynnej kampanii strzelił gola w I rundzie. Do wysokiego wyniku najmocniej dołożył się jednak asystami. Między innymi w ćwierćfinale przeciwko Sampdorii. Na krajowym podwórku dwukrotnie zdobył z Legią mistrzostwo Polski. Do tego dochodzą 2 wicemistrzostwa oraz jeden brązowy medal. Czterokrotnie wywalczył natomiast Puchar Polski, dwukrotnie dołożył do tej kolekcji tytuł finalisty tych rozgrywek. Ponadto na jego koncie znajdują się 2 Superpuchary Polski. Indywidualnie Leszek Pisz całkowicie zdominował lige w latach 1994-96. Jest do dziś jedynym zawodnikiem w historii, który 3 razy z rzędu wygrał klasyfikacje ,,Złotych Butów” katowickiego ,,Sporu”. W 1995 r. został wyróżniony nagrodą Piłkarza Roku ,,Piłki Nożnej”. Po tym obfitym w sukcesy okresie na kilka sezonów wyjechał do Grecji. Po powrocie zakończył karierę w Śląsku Wrocław. Amatorsko krótko jeszcze występował w Pogoni Staszów. Okres jego największego szczytu formy przypadał akurat na dołek reprezentacji Polski. Stąd w dorobku Pisza brak występów na wielkich turniejach. Z orzełkiem na piersi zagrał 14 razy i strzelił jednego gola. Mimo dominacji w lidze nie stawiali na niego ani Apostel, ani Stachurski, który znał go bardzo dobrze z czasów Legii. Po raz ostatni zagrał już pod wodzą Piechniczka po niemal trzyletniej przerwie. Było to jednak jednocześnie jego pożegnanie. Obecnie Pisz znów mieszka w rodzinnej Dębicy. Zajmuje się szkoleniem młodzieży. Kilka lat temu przeżył dramat osobisty po tym, jak zginął w wypadku samochodowym jego młodszy brat, także piłkarz – Mieczysław, z którym razem występował w Iglopolu Dębica, Legii oraz Motorze Lublin.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

13

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

18 grudnia 1948 r. urodził się Adam Musiał. Człowiek legenda krakowskiej Wisły. Lewy obrońca, przeciwko któremu bali się grać zawodnicy innych drużyn. Był istnym boiskowym „harpaganem”, co w gwarze małopolskiej oznacza człowieka porywczego, pełnego energii, zawziętego i nieustępliwego. Te cechy charakteru zaprowadziły go na piłkarski szczyt, jakim było trzecie miejsce na świecie z drużyną narodową w 1974 roku. Wspaniała reprezentacyjna kariera Adama Musiała rozpoczęła się 20 października 1968 roku. W Szczecinie na starym stadionie Pogoni Polska zmierzyła się towarzysko z drużyną NRD (1:1). Obrońca Białej Gwiazdy debiutował w kadrze w towarzystwie wielu znamienitych postaci, jak np. Hubert Kostka, Stanisław Oślizło, Bernard Blaut czy Kazimierz Deyna. Miał wówczas 19 lat i 307 dni. Od tej pory rywalizował o miejsce w drużynie z innym znakomitym lewym obrońcą – Zygmuntem Anczokiem. W trakcie eliminacji mistrzostw świata 1974 stał się podstawowym graczem kadry. Niewiele brakowało, aby jego ostatnim meczem w reprezentacji było starcie z Włochami już na mundialu w RFN-ie. Piłkarze dostali wolne od trenera Kazimierza Górskiego. Obrońca wypił o jedno piwo za dużo, spóźnił się do hotelu i... wdał w niepotrzebną dyskusję z selekcjonerem. Za karę nie zagrał ze Szwecją. Po krótkiej absencji wrócił do łask szkoleniowca i ostatecznie świętował zdobycie medalu. Z gry w kadrze narodowej zrezygnował dwa miesiące po turnieju. Po poważnym wypadku samochodowym nie był już tak sprawny. Jak mówił w „Przeglądzie Sportowym” w 2018 roku: „doszedłem do wniosku, że nie ma sensu się wygłupiać”. Kończył tak, jak zaczynał – towarzyskim spotkaniem z NRD (porażka 1:3), które odbyło się na starym obiekcie warszawskiej Legii. W kadrze występowali wówczas tacy gracze, jak Jan Tomaszewski, Grzegorz Lato, Zygmunt Maszczyk czy najmłodszy w tym gronie Zdzisław Kapka. Po 10-letniej grze w barwach Wisły Kraków, dla której rozegrał 227 spotkań i zdobył jedną bramkę (jak sam podkreślał – tylko dlatego, że zeszła mu piłka), przeniósł się na 2 lata do Arki Gdynia, a następnie wyjechał do Anglii i Stanów Zjednoczonych. Karierę zakończył w 1987 roku. Jak wielu kolegów po fachu, spróbował swych sił jako trener. Rozpoczął – jakżeby inaczej – od pracy w ukochanej Wiśle, gdzie najpierw był asystentem, a później pierwszym szkoleniowcem. Trenował jeszcze zespoły Lechii Gdańsk, Stali Stalowa Wola i GKS-u Katowice. „Gieksa” była ostatnim klubem, jaki prowadził, a był to 1996 rok. Potem pracował jako kierownik stadionu Wisły Kraków. Mimo upływu lat, nadal był rozpoznawany przez kibiców. Jak mówił w wywiadzie dla „Gazety Krakowskiej” w 2016 roku: „To jest największa zapłata dla człowieka. Bo tego się nie kupi za żadne pieniądze. I to człowieka podnosi na duchu, że coś osiągnął, a ludzie go pamiętają, rozpoznają, chcą zamienić parę słów, zapraszają na różnego rodzaju spotkania”. Adam Musiał zmarł 18 listopada 2020 roku w wieku 71 lat.



@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

11

Pamiętamy…

Panie i Panowie, dzisiaj mija 102 lata od pierwszego w historii meczu reprezentacji Polski. Dwa lata po założeniu krajowego Związku Piłki Nożnej, a nieco ponad trzy po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, biało-czerwoni rozegrali pierwszy oficjalny mecz międzypaństwowy. 18 grudnia 1921 roku nasza reprezentacja wyjechała do Budapesztu pociągiem z Krakowa w piątek 16 grudnia 1921 r. o godzinie 10.40. Podróż do Budapesztu była pełna przygód. W Piotrowicach piłkarze musieli stawić czoła czeskim celnikom, którzy chcieli zarekwirować zapasy żywności. W nocy pociąg dotarł do Żyliny, gdzie ogłoszono 4-godzinną przerwę. Na kolacje zawodnicy zjedli to co uchronili przed celnikami: sznycle posmarowane musztardą, jabłka, popili herbatą, piwem i wodą sodową, po czym poszli na spacer po uśpionych ulicach miasta. W Trenczynie pociąg stanął, ponieważ z powodu niskiej temperatury zamarzły koła w jednym z wagonów. Nim usterke naprawiono, z Leopoldowa, gdzie zaplanowano przesiadkę, odjechał pociąg pośpieszny do Budapesztu. Na następny trzeba było czekać 5 godzin. Gracze spędzili je na twardych ławkach w poczekalni dworcowej. Ostatecznie dotarli do Budapesztu przed północą, z soboty na niedziele, po 36 godzinach podróży! Najdziwniejsze jest to, iż czekała tam na nich delegacja Węgierskiego Związku Piłki Nożnej. ,,Po niezwykle serdecznem powitaniu wsadzono nas do szeregu specjalnie zamówionych karet i zawieziono do wspaniałego hotelu Astoria przy ulicy Rakoczego. Umycie się i zjedzenie kolacji zabrało nam około 2 godzin czasu; dopiero o godz. 1 w nocy położyliśmy się spać”- relacjonował ,,Przegląd Sportowy” z 24 grudnia 1921 r. O żadnym treningu nie było mowy.

Nazajutrz o godz. 9.00 piłkarze zjedli śniadanie, o 12.00 obiad a godzine później wyjechali podstawionymi samochodami osobowymi na stadion Hungaria, należącym do MTK Budapeszt. Wszyscy padali ze zmęczenia, w dodatku legendarny Józef Kałuża miał gorączkę a Ludwik Gintel narzekał na bóle żołądka. Mecz rozpoczynał się o godz. 14.00. Sędziował Czech Ernst Graetz, na trybunach zasiadło 10 tys. widzów według ,,PS” i o dwa tys. mniej według źródeł węgierskich. Polacy grali w czerwonych koszulkach, białych spodenkach i czerwonych getrach. Dla Polski to był pierwszy mecz, natomiast dla Węgier, którzy rozpoczęli swoją historię w 1902 r.- już 80-ty! Lewy łącznik Imre Schlosser wystąpił po raz 65 i z tej okazji otrzymał od Polaków zloty sygnet. Gospodarze byli więc w znacznie lepszej sytuacji ale Polacy dzielnie stawiali opór i wprawdzie przegrali 0:1, tracąc gola w 18 minucie(strzelcem Szabo), lecz ,,zostawili po sobie dobre wrażenie”. Mogło być gorzej, ponieważ w 44 minucie po faulu Marczewskiego na Molnarze, sędzia podyktował rzut karny. Jego wykonawca Fogl II strzelał z całej siły i przeniósł piłke nad poprzeczką. ,,Przegląd Sportowy” pisał: ,,Wynik jest nadzwyczaj chlubny, ponieważ ponieśliśmy porażkę najmniejszą jaką zna ten sport, najmniejszą ze wszystkich państw, jakie w tym roku gościły w Budapeszcie”. Apelowano też do PZPN ażeby na przyszłość tak planował podróże, aby drużyna mogła mieć przed zawodami dzień odpoczynku. Można przyjąć że już wtedy zaczęto tworzyć podbudowę ideologiczną pod coś, co wkrótce stanie się znane jako ,,moralne zwycięstwo Polski”. Prasa węgierska też była dla Polaków dość łaskawa, choć podkreślała iż nasza postawa mogła wynikać między innymi z nieobecności czterech czołowych piłkarzy Węgier: Ortha, Brauna, Pataky’ego i Jeneia. ,,Sporthirlap” napisał: ,,Ani Węgrzy ani Polacy nie zainteresowali publiczności. Węgrzy dopiero w końcówce grali lepiej. Właściwie było to święto polskiego footballu. Choć przykrą dla nas jest słaba gra drużyny węgierskiej, to jednak cieszymy się że pierwszy występ sportu polskiego, szukającego przyjaznego zbliżenia się do nas, odbył się bez wielkiej porażki. I gdyby z dzisiejszych zawodów nie było innego rezultatu, jak ten, że zapewniliśmy sobie przyjaźń sportu polskiego, to już nie było by powodu tego żałować. Występ początkującego sportu należy uważać za stanowczo pomyślny. Z wyniku Polacy mogą być dumni. Drużyna nie gra wcale świetnie. Gra wskazuje że niedawno dostali się w dobre ręce i okazują się pojętnymi uczniami. Wybitnych jednostek nie widać wśród nich. Zasługą ich to zapał, ambicja, jaką się wszyscy przejeli i której zawdzięczają dzisiejszy piękny wynik”.

Pierwszy historyczny skład Polski: Jan Loth(bramkarz Polonii Warszawa), Ludwik Gintel(obrońca Cracovii), Artur Marczewski(obrońca Polonii Warszawa), Zdzisław Styczeń(pomocnik Cracovii), Stanisław Cikowski(pomocnikCracovii), Tadeusz Synowiec(pomocnik Cracovii), Stanisław Mielech(napastnik Cracovii), Wacław Kuchar(napastnik Pogoni Lwów), Jozef Kałuża(napastnik Cracovii), Marian Einbacher(napastnik Warty Poznań) oraz Leon Sperling(napastnik Cracovii). Natomiast rezerwowymi w tymże meczu byli Stefan Loth(pomocnik Polonii Warszawa) oraz Mieczysław Batsch(napastnik Pogoni Lwów). Trenerem Polski był wówczas… Węgier Imre Pozsonyi, wybitna postać przedwojennego futbolu.



@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

1

@Pawel13sz No tak wzmocni się, tylko z tym Roque to tak do końca nie wiadomo jak się ułoży jego gra pod wodzą Xaviego? Zresztą do tego dwumeczu jeszcze sporo się może wydarzyć zarówno na dobre, jak i na złe...

1

@Pawel13sz Tak, tak, no oczywiście jeśli zagra w dwumeczu

0

Przeczuwam że Victor nas ukłuje i pogrąży...

9

Cudowne wspomnienia, cudowna ekipa:

Kochani cules, 18 grudnia 2011 r. FC Barcelona pokonała FC Santos 4:0 w finale Klubowych Mistrzostw Świata, po 2 golach Messiego oraz Xaviego i Fabregasa. Blaugrana była pierwszą drużyną, która dwukrotnie wygrała te rozgrywki(nie licząc Pucharu Interkontynentalnego). W finale Barça po znakomitym meczu rozgromiła Santos 4:0. W ekipie brazylijskiej grał Neymar, lecz sam nie był w stanie przeciwstawić się supremacji Katalończyków. Messi dzięki dwóm finałowym golom wyrównał osiągnięcie Pedro z 2009 r., strzelając gola w 6 różnych rozgrywkach w jednym roku kalendarzowym.

Powspominajmy:




@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

9

Wybitne postacie Dumy Katalonii:

18 grudnia 1977 r. prezydent FC Barcelony zrezygnował ze stanowiska. Agusti Montal był ekonomistą i synem jednego z poprzednich prezydentów Barçy. Jego rodzina zajmowała się przemysłem włókienniczym. W 1969 r. został prezydentem klubu, pokonując Pedro Bareta stosunkiem głosów 126 do 112. W tamtych czasach prezydenta Barcelony wybierali oficjalni przedstawiciele a nie sami socios. W 1973 r. został wybrany na drugą kadencje wygrywając z Luisem Casacubertą 902 do 340. Jednym z powodów, dla których zwyciężył tak zdecydowanie było sprowadzenie do klubu Johana Cruijffa. W czasie sprawowania urzędu przez Montala otwarto hale Palau Blaugrana i Palau Blaugrana 2, zainstalowano elektroniczną tablice wyników i oświetlenie na Camp Nou. Montal walczył z reżimem Franco i przeforsował projekt nowego hymnu klubowego po katalońsku, używanego aż do dzisiaj. Poza tym w języku katalońskim zaczął ukazywać się oficjalny biuletyn klubu i informacje prezentowane przez megafony podczas meczu. Za jego kadencji poza Cruijffem sprowadzono również Johana Neeskensa, Hugo Sotila i przede wszystkim legendarnego Rinusa Michelsa, który wywalczył z klubem mistrzostwo kraju w 1974 r. po 14 latach bez tego trofeum. W 1977 r. zrezygnował z funkcji prezydenta na rzecz wiceprezydenta Raimona Carrasco, który sprawował ten urząd do kolejnych wyborów w 1978 r.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

12

Blaugrana w europejskich pucharach:

18 grudnia 1963 r. FC Barcelona przegrała w Lozannie dodatkowy mecz 1/8 Pucharu Zdobywców Pucharów z Hamburger SV 2:3 i odpadła z tychże rozgrywek. Gole zdobyli: Bähre i Seeler(2) dla Niemców oraz 2 gole znakomity Sandor Kocsis dla Blaugrany. Kocsis strzelił nawet gola na 2:1 dla Barçy w 66 minucie, jednak neutralny teren okazał się pechowy i do ćwierćfinału awansowali Niemcy.


@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

1

@kubix05 Identycznie przewidywał mój kolega, z którym własnie oglądałem ten mecz. Kolega kibic... Manchester United!
Trzeba przyznać że mieli troche szczęścia że nie przegrali...

11

Pieśń pogardy:

Nie ma jej na mapie ale istnieje. Niewidoczna ściana, przy której mur berliński to nic wielkiego. Wzniesiona by odseparować tych, co mają, od tych, co potrzebują, dzieli cały świat na Północ i Południe, wytycza granice w każdym kraju i mieście. Kiedy ci z Południa zdobywają się na odwage by przekroczyć tą bariere, Północ przypomina im kijem, gdzie jest ich miejsce. Wszystkie państwa i miasta borykają się z tym problemem: inwazjami z regionów i dzielnic przeklętych. W futbolu również odnajdujemy odbicie tej rzeczywistości. W połowie lat 80-tych, kiedy dzięki magii Maradony Napoli grało najlepiej w piłke w całych Włoszech, Północ kraju odpowiedziała na jego sukcesy, dobywając starego oręża pogardy. Neapolitańczycy, uzurpatorzy zabronionej sławy, zabierali trofea należne północnym władcom. Ta bezczelność intruzów z Południa domagała się stosownej kary. Na trybunach stadionów w Turynie i Mediolanie pojawiły się hasła: ,,Neapolitańczycy, witajcie we Włoszech” albo nieco bardziej okrutne: ,,Wezuwiuszu, liczymy na ciebie.” Ze zdwojoną siłą wybuchły na stadionach pieśni zrodzone ze strachu i rasizmu: ,,Smród że psy uciekają, oto nadchodzą wściekli neapolitańczycy, ofiary trzęsień ziemi, co mydła na oczy nie widzieli. Neapol to gówno i cholera, miasto, za które wstydzi się cała Italia.” W Argentynie te same złe emocje towarzyszą Boca Juniors, ulubionej drużynie prostowłosych i ciemnoskórych, których do Buenos Aires(miasta białych paniczyków) przygnał wiatr z zapadłej prowincji i okolicznych krajów. Wrodzy im kibice próbują odpędzić groźnego demona śpiewając: ,,Wiadomo dlaczego Boca jest w żałobie, Wszyscy są tam czarni, wszyscy to c***e. Trzeba zatłuc wszystkich Bosteros(kibice Boca), bo dziady i c***e. Trzeba wrzucić ich do Riachuelo(dopływ La Platy).

No cóż, smutne to ale takie są realia. Tego już raczej nikt nigdy nie zmieni…


@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

7

@DonCarletto Pisałem jakiś czas temu że dawanie takiego właśnie kontraktu piłkarzowi w takim wieku to strzał w kolano dla klubu. Postępujący spadek formy i pobieranie kasy od zarządu. Oczywiście wina leży po stronie Laporty.

1

No nie! Jeszcze tylko brakuje tego partacza wspominać!
Ja wiem że wy redaktorzy lubujecie się w tych swoich opisach i ocenach, jednak to w żadnym stopniu nie pomoże ,,naszej" Barcuni. Napiszcie kto mógłby ,,zbawić" nasz klub w najbliżssym czasie? Bo sam Roque to raczej za mało?

13

Okaleczony futbol:

W 1921 r. Copa Amerca rozgrywana była w Buenos Aires. Prezydent Brazylii Epitacio Pessoa sformuował wówczas słynny biały nakaz. Otóż na turniej nie mógł pojechać żaden ciemnoskóry piłkarz, gdyż ucierpiał by na tym prestiż ojczyzny. Z trzech rozegranych w Buenos Aires meczach biała reprezentacja przegrała dwa. Na turnieju nie grał legendarny Friedenreich, jako że w tamtych czasach czarnoskórych piłkarzy właściwie nie było a i Mulaci mieli ciężkie życie. Friedenreich zawsze spóźniał się na rozgrzewke bo przez pół godziny próbował w szatni rozprostować kręcone włosy. Jedyny Mulat w drużynie Fluminense Carlos Alberto przed wejściem na boisko bielił sobie twarz pyłem ryżowym. Z czasem mimo kłód rzucanych przez decydentów, sprawy przybrały inny obrót a okaleczony futbol zakwitł w końcu wszystkimi kolorami tęczy. Nie trudno się zorientować że najlepsi piłkarze w historii brazylijskiego futbolu zaczynając od Friedenreicha przez Domingosa da Guia a skończywszy na Luisie Nazario de Limie, to czarnoskórzy lub Mulaci. Wszyscy wydobyli się z biedy a niektórzy do niej wrócili. Natomiast w sportach samochodowych wśród brazylijskich mistrzów nigdy nie było kolorowych. Podobnie bowiem jak tenis wyścigi wymagały sporych pieniędzy. Czarni są na samym dole światowej drabiny społecznej a biali na jej szczycie. W Brazylii nazywają to zjawisko ,,demokracją rasową”. Futbol jest jednym z niewielu obszarów życia, mniej lub bardziej demokratycznych, gdzie ciemnoskórzy mogą konkurować z białymi na równych prawach. Mogą, albowiem również w futbolu są równi i równiejsi. Nawet jeśli prawa są te same, trudno mówić o równych szansach, gdy naprzeciwko siebie stają głodujący chłopak ze slamsów i dobrze odżywiony atleta. Futbol daje przynajmniej możliwość awansu biednym dzieciakom, czarnoskórym i Mulatom, dla których futbol jest jedyną zabawką, czarodziejską różdżką, w którą wierzą z całych sił. Kto wie może to ona ich nakarmi, zamieni w bohaterów a nawet bogów. Bieda predestynuje ich do piłki albo do przestępstw. Od chwili gdy przyjdą na świat dzieciaki też muszą się nauczyć, jak przekuwać fizyczne słabości w siłe i obchodzić przepisy systemu, który odmawia im prawa do własnego miejsca na świecie. Potrafią wykorzystać każdą chwile nieuwagi, są mistrzami kamuflażu i zaskoczenia, wiedzą jak otworzyć sobie droge tam gdzie nikt się tego nie spodziewa i uwolnić się spod opieki przeciwnika jednym zwodem ciała albo innym wyćwiczonym na ulicy sposobem…


@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

11

Zapomniane legendy futbolu:

17 grudnia 1944 roku urodził się znakomity węgierski napastnik Ferenc Bene. W wieku 14 lat zaczął grać w piłkę nożną z Marcali Medosz. Na sezon 1960-61 przeniósł się do Kaposvári Kinizsi, gdzie został również powołany do kadry narodowej juniorów. Następnie w 1961 roku, jako nastolatek, przeniósł się do Budapesztu, by grać z Újpesti Dózsa, gdzie mógł rozwijać swoją klasę. Odtąd przez 17 lat kontynuował grę w piłkę nożną z „fioletowymi białymi”. Węgry nadal miały kilku świetnych graczy w latach 60-tych. W Újpesti TE's (wtedy Újpesti Dózsa) Bene został uznany przez wielu kibiców za najlepszego. Bene był rasowym napastnikiem z dobrą techniką, który był również bardzo szybki. Ze swoim klubem został ośmiokrotnym mistrzem kraju i trzykrotnym zdobywcą pucharu. Bene został także pięciokrotnie królem strzelców węgierskiej pierwszej ligi. Podczas swojej kariery w Újpest rozegrał 418 ligowych występów i strzelił 303 gole, co plasuje go na trzecim miejscu wśród najlepszych strzelców wszechczasów klubu, po Szusza Ferencu (392) i Zsengellér Gyula (368). Był także członkiem drużyny Újpest, która dotarła do półfinału Pucharu Mistrzów Krajowych 1974 i finału Pucharu Miast Targowych 1969. Po pobycie w Újpest był nadal aktywny jako zawodnik Volán SC Budapest (Div.II), Domsodi Vizugu, Sepsi 78 Seinäioki Palloousera w Finlandii (gdzie rozegrał 39 meczów i strzelił 10 bramek), Soroksári VOSE i wreszcie Kecskemét SC, gdzie zakończył karierę jako zawodnik w 1985 roku. Kiedy 14 października 1962 roku zadebiutował w narodowej jedenastce przeciwko Jugosławii (przegrał u siebie 0:1), nikt nie mógł sobie wyobrazić, że zostanie jednym z kluczowych węgierskich graczy swoich czasów. Grając jako środkowy napastnik dla Újpesti, w reprezentacji stworzył słynny duet jako prawy skrzydłowy ze środkowym napastnikiem Albertem Flóriánem, kolejną legendą węgierskiego futbolu. Bene został wybrany na Igrzyska Olimpijskie w Tokio w 1964 roku (złoty medal, 5 rozegranych meczów i król strzelców z 12 golami). Tam zrobił duże wrażenie i strzelił sześć goli przeciwko Maroku.

Był także w kadrze na Mistrzostwa Świata 1966 w Anglii, z którymi doszedł do ćwierćfinału (4 rozegrane mecze i 4 gole). W 1964 roku zdobył również brązowy medal z węgierską jedenastką na Mistrzostwach Europy w Hiszpanii (5 meczów i 3 gole) i to w dużej mierze dzięki jego wysublimowanym umiejętnościom i zabójczej sile Węgry zajęły trzecie miejsce. Jego międzynarodowa kariera w reprezentacji Węgier trwała od 14.10.1962 do 12.09.1979 (ostatni mecz wygrał 2:1 z Czechosłowacją). Trzykrotnie był wybierany do kadry Europy. 1 maja 1972 roku „Europa” wygrała w Hamburgu z Hamburger SV 7:3, 3 października w Bazylei przegrała z USA 2:0, a 31 października 193 roku w Barcelonie zremisowała z USA 4:4

Najbardziej pamiętnym momentem Bene na międzynarodowej scenie piłkarskiej był prawdopodobnie mecz na Goodison Park podczas Mistrzostw Świata w Anglii w 1966 roku, kiedy Ferenc w drugiej minucie meczu z Brazylią w pojedynkę doszedł do linii bramkowej, mijając kilku brazylijskich obrońców w małej bramce. obrony, a następnie otworzył wynik piękną bramką zdobytą słabszą lewą nogą. W tym samym meczu został ukarany faulem karnym, który wykorzystał Mészöly Kálmán, dzięki czemu zwycięstwo 3:1 stało się faktem. Była to również pierwsza porażka Brazylii w meczu mistrzostw świata, po porażce z Węgrami w 1954 roku. W 1985 roku zakończył karierę jako zawodnik w wieku 41 lat. Następnie płynnie przeszedł do kariery trenera piłki nożnej , zajmując liczne stanowiska w klubie, z którym był synonimem, Újpest, w tym trenera i dyrektora generalnego. W 1988 roku był aktywny w sztabie kadry narodowej i rozpoczął pracę jako trener norweskiej Vagarkameratene, a następnie w latach 1995 i 1996 asystował trenerowi Dunai Antalowi jako asystent trenera w przygotowaniach do rozgrywek piłkarskich U-19. Igrzyska Olimpijskie w Atlancie w 1996 roku. Następnie poszerzył swoje horyzonty, trenując kobiecą drużynę László Kórház, a od lata 2004 roku nawet narodową drużynę Beach Football Team, pokazując swoje możliwości młodszemu pokoleniu. Jego starania w wielorakich działaniach przez te wszystkie lata nie pozostały niezauważone i 4 września 2005 roku został drugim po Szuszy Ferencu piłkarzem, który został honorowym obywatelem Újpest. Jednak w grudniu 2005 roku, tuż przed Bożym Narodzeniem, uległ poważnemu upadkowi na tafli lodu i kilka dni później jego obrażenia wymagały hospitalizacji. Zdiagnozowano u niego ciężki krwotok wewnętrzny w jednej z nóg i po kilku operacjach trafił na ponad miesiąc na intensywną terapię w Árpád Kórház w Budapeszcie. Bene zmarł w szpitalu 27 lutego 2006 roku . Miał zaledwie 61 lat. Reprezentował legendarne węgierskie tradycje piłkarskie i był jednym z ostatnich węgierskich napastników światowej klasy. Jego były kolega z drużyny, Dunai Antal , powiedział o nim: „Był niesamowity, był zawodnikiem, który kochał trenować. Nie było rzadkością, że czasami godzinami ćwiczył określony rodzaj strzału. Naprawdę był wojownikiem, który nigdy się nie poddawał i chcieliśmy po prostu wygrać. To dodało nam energii”. Kolejna węgierska ikona, Kereki Zoltán– wspomina z dumą Bene. „Był idolem mojego pokolenia, był niezwykle wysportowany” - powiedział.


@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

0

@Krzysztof1987 Gaviego to bym wogóle nie dopuścił do meczu o punkty. On musi sobie znaleźć porządnego psychologa. Jak się wyleczy to może grać bo umiejętności ma ale psychika do leczenia...
Natomiast de Jong musi poprawić koncentracje i mniej faulować. Owszem holender nie ma tylu kartek i tylu wybuchów złości co Gavi ale to nie może być jego usprawiedliwieniem. Mogą się zdarzyć ważne mecze, gdzie osłabi naszą drużyne i w efekcie możemy tracić cenne punkty...

11

Wybitne legendy rodzimego futbolu:

17 grudnia 1933 r. urodził się Stefan Florenski, głównie obrońca. To był prekursor gry wślizgami. Pochodził z Sośnicy, ze śląskiej, górniczej rodziny, w której nie było tradycji sportowych. Tuż po wojnie zaczął treningi w miejscowym klubie. Na początku grał jako napastnik i strzelał sporo goli. W 1956 r. A-klasowa Sośnica przegrała z Górnikiem w sparingu 0:8, ale Florenski pokazał się z na tyle dobrej strony, że ówczesny trener zabrzan Augustyn Dziwisz chciał go mieć u siebie. Prezesem Sośnicy był wówczas Władysław Lubański – ojciec Włodka. Poradził młodemu chłopakowi, że lepiej, żeby przeszedł do drugoligowego Piasta, bo w Zabrzu może wpaść w nieodpowiednie towarzystwo. Florenski liczył się z jego zdaniem, bo prezes był też sztygarem w kopalni, w której pracował i dał mu na tyle lekką pracę, żeby mógł jednocześnie trenować i grać. Ostatecznie jednak po długich namowach przeszedł do Górnika. Zadebiutował 3 lutego 1957 r. w drugiej rundzie Pucharu Sportu w meczu ze Stalą Huta Kościuszko. Górnik wygrał 4:1, a młody obrońca zebrał pochlebne recenzje. Jego kariera zaczęła przyspieszać. W tym samym sezonie świętował z zespołem pierwszy w historii mistrzowski tytuł. Zaliczył debiut w reprezentacji 29 września 1957 r. w meczu z Bułgarią a już kilka tygodni później brał udział w pamiętnych bojach z ZSRR. Był w składzie na igrzyska olimpijskie w Rzymie ale tuż przed turniejem, w jednym ze sparingów złamał nogę i całą imprezę przeleżał z nogą w gipsie w hotelowym pokoju. Ostatni mecz w barwach Górnika zagrał miesiąc przed 37. urodzinami. W sumie dziewięciokrotnie(!) zdobył z zespołem mistrzostwo kraju (1957, 1959, 1961, 1963, 1964, 1965, 1966, 1967, 1971) i pięciokrotnie puchar Polski (1965, 1968, 1969, 1970, 1971). Grał w trzecim meczu z AS Romą i w finale z Pucharu Zdobywców Pucharów z Manchesterem City. W Reprezentacji rozegrał 11 meczów.


@Symson
@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

0

@Krzysztof1987 Jego umiejętności sportowe nie idą w parze z utrzymaniem nerwów na wodzy...
Jeden i drugi powinni zostać usunięci z boiska...

12

Niespodziewana porażka:

17 grudnia 2006 r. FC Barcelona przegrała z Internacional Porto Alegre 1:0 w finale Klubowych Mistrzostw Świata. ,,Nie należy mówić że jest się najlepszym, trzeba być najlepszym” – tak przed finałowym meczem w Klubowych Mistrzostwach Świata wypowiedział się Frank Rijkaard, podkreślając że bez dobrej gry nie wygrywa się trofeów. Niestety wydarzenia boiskowe potwierdziły obawy trenera. Nie licząc końcówki pierwszej połowy i trzech sytuacji między 72 a 74 minutą, Blaugrana osłabiona brakiem Eto’o i Messiego prezentowała się słabo. Najlepszy na boisku Pedro Iarley wyprowadził perfekcyjną kontre i to po jego dośrodkowaniu gola strzelił Luiz Adriano. Do końca meczu pozostało 10 minut, lecz jedynym pomysłem Barçy było granie długich piłek na niskiego Giuly’ego. Katalończycy na brakujący tytuł musieli czekać kolejne 3 lata.

Dla chętnych do obejrzenia:





@Arkon
@AFA90
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

0

@Krzysztof1987 Za nie przepisową, nieczystą gre powinien zostać usunięty z boiska.

0

Indolencja skuteczności ,,naszej" Barcuni trwa w najlepsze i nic nie wskazuje na poprawe tego. Natomiast pan de Jong i pan Ortiz nie wywiązali się ze swoich obowiązków zawodowych i powinni zostać ukarani...

1

No to pora na ,,spektakl" na Estadio Mestalla. Przewiduje dużo goli, co najmniej 4 i radosny futbol. Niech wygra drużyna... gorsza(?) a więc nasza kochana Barcunia...

2

No prosze, Girona FC usadowiła się pewnie na fotelu lidera Primera Division. Coś pięknego! Katalonia rządzi!

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?