0

@Symson Dzięki serdeczne i pozdrawiam :)

Jak już chyba zdążyliście przeczytać nie podniecają mnie te dziecinne zabawy redakcji, od której oczekuje czegoś zupełnie bardziej poważnego...

0

@Mixtape Bardzo pięknie i ślicznie dziękuje za pamięć i nominacje. Tak szczerze to nie kręci mnie ta ich zabawa. Ja oczekuje od redakcji czegoś znacznie poważniejszego...

11

Legendarni snajperzy, wybitne postacie FC Barcelony:

Dokładnie 120 lat temu FC Barcelona gromi w 7 kolejce Mistrzostw Katalonii zespół FC Sant Gervasi 10:0! Hattrickiem w tym meczu popisuje się legendarny Katalończyk Roma Forns, jednak jeszcze większego wyczynu dokonuje również legendarny Katalończyk Carles Comamala, który strzela w tym meczu aż 5 goli! Ostatecznie jednak Duma Katalonii zajęła w mistrzostwach dopiero 4 miejsce ale za to królem strzelców został wspomniany właśnie Comamala z dorobkiem 15 goli. Wówczas Comamala, obok Gampera i Romy Fornsa był jednym z najlepszych napastników w Hiszpanii.


@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

1

@Compadre Wprawdzie tak szczerze to nie bawi mnie ta ,,redakcyjna złota piłka" ale pragnę ci bardzo ślicznie podziękować za tą nominacje i pamięć :)

1

@insp1re U mnie bardzo podobnie, zwłaszcza że nie mam dostępu do polsat premium i canal+

11

,,Santa Tecla”:

Po trwających niewiele ponad rok pracach w marcu 1966 roku otwarto świątynie mieszczącą się przy alei Madrid. To dzieło Josepa Soterasa i Mauriego, jednego z architektów biorących udział w przygotowywaniu projektu Camp Nou. Kościół zajmuje powierzchnie 1500 metrów kwadratowych i może pomieścić 800 wiernych. Na ołtarzu znajduje się figurka świętej Tekli wyrzeźbiona w kamieniu przez Ferrana Bernata. W 2002 roku w kościele świętej Tekli odbyła się ceremonia pożegnania jednej z legend barcelonizmu – Ladislao Kubali. Cierpiący na chorobę Alzheimera napastnik zmarł w wieku 74 lat w klinice Pilar. Przed śmiercią wiele razy zapadał w śpiączke. Zgon nastąpił o pierwszej po południu i co ciekawe, w tym samym czasie ówczesny prezydent Barçy Gaspart dokonywał prezentacji Luisa van Gaala jako nowego trenera klubu… Setki kibiców zebranych u wrót kościoła gromkimi oklaskami i okrzykami ,,Kubala! Kubala!” powitało owiniętą flagą ,,blaugrana” trumne, niesioną przez jego byłych kolegów z drużyny. Ciało idola barcelonizmu przyniesiono do kościoła Santa Tecla po tym, jak ponad 15 tysięcy osób pożegnało je w udostępnionym przez klub miejscu na Camp Nou. Później trumna została przewieziona na cmentarz Les Corts, gdzie spoczęła w niszy 625 w Szóstym Departamencie.


@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

8

@FCBparasiempre
2 stycznia 1900 r. w Krakowie urodził się Józef Klotz. Był synem żydowskiego szewca. Z zachowanych źródeł możemy dowiedzieć się, że był to obrońca mierzący 185 centymetrów i ważący 75 kilogramów. Pierwszym zespołem w karierze krakowskiego defensora była obecnie nieistniejąca drużyna Jutrzenki, którą tworzyli zawodnicy wyznania mojżeszowego. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że znane dzisiejszym kibicom hasło „Święta Wojna” pierwotnie odnosiło się do derbów rozgrywanych między klubem Józefa Klotza, a innym syjonistycznym zespołem – Makkabi Kraków. Dopiero z czasem te wyrażenie przerodziło się w określenie odnoszące się do meczu Cracovii z Wisłą. Stało się tak za sprawą Ludwika Gintela, który po przejściu do zespołu Pasów użył tego hasła przed rozgrywanym szlagierem z Białą Gwiazdą. Sam Klotz występował w trakcie swojej piłkarskiej przygody w dwóch klubach. W swoim pierwszym zespole występował w latach 1912-1925 i przeniósł się następnie do Makkabi Warszawa. W reprezentacji Polski rozegrał dwa spotkania– z Węgrami i Szwecją. Podróżując trasą, której stacje wyznaczają poszczególne etapy kariery krakowskiego obrońcy, przenieśmy się pamięcią do jego rodzinnego miasta, w którym było mu dane zadebiutować w koszulce z białym orzełkiem na piersi. Dużym wydarzeniem w karierze Józefa Klotza był bez wątpienia jego premierowy mecz w biało-czerwonych barwach. Kartki kalendarza wskazywały datę 14 maja 1922 roku. Polska drużyna narodowa, która występowała pierwszy raz w roli gospodarza, podejmowała tego dnia reprezentację Węgier. Skład naszej drużyny w głównej mierze opierał się na piłkarzach krakowskich klubów – byli to tak znani zawodnicy jak Ludwik Gintel, Henryk Reyman, czy Józef Kałuża. Wyjątek od reguły stanowiło dwóch zawodników – bramkarz Polonii Warszawa Jan Loth oraz legendarny Wacław Kuchar z lwowskiej Pogoni. Trenerem tamtego zespołu był Józef Lustgarten – międzynarodowy sędzia piłkarski i zawodnik, który w czasie swojej kariery występował w zespole Pasów.

W roku 1939 ówczesny szkoleniowiec został uprowadzony przez NKWD, co w konsekwencji poskutkowało jego trafieniem do stalinowskiego łagru, w którym został zmuszony spędzić długie 17 lat życia. Mecz był rozgrywany na boisku Cracovii. Warto przypomnieć, że stadion Pasów znajduje się obecnie przy ulicy upamiętniającej grającego w tamtym spotkaniu Józefa Kałużę. Miejsce, które wybrano na scenę zmagań obu zespołów stanowi ponadto najstarszą strukturę piłkarską dotychczas użytkowaną w Polsce. Licznie zgromadzeni na trybunach kibice niestety nie przynieśli szczęścia swojej reprezentacji. Już na samym początku spotkania Ludwik Gintel feralnie zaskoczył warszawskiego bramkarza i niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki. Zegar odmierzający czas wskazywał czwartą minutę gry. Nasz bohater wystąpił w tym meczu na pozycji stopera. Kiepski początek naszej drużyny podziałał uskrzydlająco na goszczących w Krakowie Węgrów. To goście przejęli inicjatywę, którą udokumentowali następnymi bramkami. Dzieła zniszczenia dokonał Michaly Solti, który zdobył w trakcie tego spotkania jeszcze dwa gole. Polska poniosła dotkliwą porażkę i w kiepskim stylu przegrała 0-3. Józef Klotz, podobnie jak cały zespół nie mógł być zadowolony z tamtego występu. Podopieczni krakowskiego trenera musieli poczekać na swoją pierwszą oficjalną bramkę zdobytą w międzypaństwowym meczu. Był 28 dzień maja 1922 roku. Kadra Józefa Lustgartena rozgrywała tego dnia towarzyskie spotkanie w Sztokholmie. Polacy mierzyli się ze Szwedami. Biorąc pod uwagę ostatni pojedynek z Węgrami, nikt nie był pewny korzystnego wyniku, zważywszy, że mecz odbywał się na trudnym terenie stadionu olimpijskiego. Gdyby jednak znalazł się optymista, który miałby tego dnia wskazać potencjalnego strzelca gola dla Biało-czerwonych, to z pewnością postawiłby na bramkostrzelnego Wacława Kuchara. Sądzę, że przed pierwszym gwizdkiem nikomu nie przeszła przez głowę myśl, że to właśnie Józef Klotz zostanie autorem historycznej bramki.

W porównaniu do poprzedniego meczu szkoleniowiec postanowił wprowadzić do składu, aż siedmiu piłkarzy Cracovii. Nowymi zawodnikami zespołu zostali znani z krakowskich boisk- Leon Sperling, Adam Kogut i Józef Fryc. Ponadto skład został uzupełniony drugim zawodnikiem Pogoni Lwów- Józefem Garbieniem. To jednak obrońca Jutrzenki w 23. minucie spotkania podjął się wykonywania rzutu karnego, który został odgwizdany w polu karnym skandynawskiego zespołu. Oznaczało to, że zespół trenera Lustgartena stanął przed szansą strzelenia pierwszego gola w międzypaństwowym występie. Siła i precyzja uderzenia z 11 metra zaowocowała strzeleniem tak upragnionej przez polskich zawodników bramki. Warto dodać, że w 74 minucie przewagę Biało-czerwonych udokumentował jeszcze Józef Garbień. Polska pozwoliła sobie wbić jedynie jednego gola i ostatecznie wygrała na ciężkim terenie wynikiem 2-1. Pierwsze bramki i premierowe zwycięstwo kraju znad Wisły stało się faktem. Jak pokazała przyszłość – był to drugi i ostatni występ Józefa Klotza z orzełkiem na piersi. Mimo, iż właśnie w tym spotkaniu zapisał się w historii naszego futbolu jako strzelec pierwszego gola w kadrze, to nigdy później nie otrzymał szansy, by zaistnieć w niej na stałe. W 1925 roku piłkarz Jutrzenki postanowił przenieść się do zespołu Makkabi Warszawa i kto wie, jak potoczyłoby się jego dalsze życie, gdyby nie zdecydował przenieść się do stolicy…? 2 października 1940 roku w okupowanej stolicy Polski władze niemieckie zdecydowały się utworzyć największe getto dla ludności żydowskiej w całej zniewolonej przez agresora Europie. Do odizolowanego w listopadzie od reszty miasta więzienia trafili wszyscy ludzie związani z wyznaniem mojżeszowym. Tragiczny los nie oszczędził również bohatera meczu ze Szwecją. Bezwzględne jarzmo drugiej wojny światowej nie oszczędziło nikogo bez względu na dokonania i zasługi. Obrońca trafił podobnie jak inni Żydzi mieszkający w Warszawie do getta. Strzelec historycznego gola w Biało-czerwonych barwach zginął w 1941 roku za murami hitlerowskiego piekła.

9

0

@Rewolucja123 No oby, oby ale czas pokaże...

10

Rekord ,,Generała”:

2 stycznia 2011 r. Xavi Hernandez wyrównał rekord Bernardo Bianquettiego w ilości spotkań dla pierwszej drużyny FC Barcelony. Otóż mecz z Levante był dla niego 549 meczem w barwach Dumy Katalonii. Dokonał tego w swoim 13-tym sezonie występów. Po zakończeniu spotkania cała rodzina ,,Blaugrana” zaprezentowała baner z napisem ,,Xavi t’estimem”(co po katalońsku znaczy ,,Xavi kochamy cię”). Natomiast Migueli pojawił się na boisku z wnukiem aby pogratulować nowemu rekordziście. Xavi rozegrał 767 oficjalnych spotkań i jeszcze do niedawna dzierżył absolutny rekord pod tym względem, jednak wyprzedził go nie kto inny jak sam Messi(778 spotkań).


@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

10

Zapomniane El Clasico:

Dokładnie 80 lat temu FC Barcelona pokonała na Estadio Chamartin Real Madryt 1:0 w 13 kolejce Primera Division. Zwycięskiego gola zdobył Jose Valle Mas w 50 minucie. Po tym zwycięstwie Blaugrana zachowała 2 pozycje w tabeli tracąc jedynie 1 punkt do prowadzącej Valencii. Co ciekawe, na półmetku rozgrywek Real Madryt zajmował dopiero 8 pozycje, kończąc zmagania na miejscu siódmym. Natomiast Barça zakończyła sezon dopiero na 6 pozycji, z tą samą ilością punktów co ,,Los Blancos” a mianowicie 28 ale za to większą ilością zdobytych goli.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

9

Wybitne postacie Blaugrany:

2 stycznia 1884 r. urodził się Jack Greenwell, piłkarz oraz piąty w historii trener FC Barcelony. Jedenaście lat kariery piłkarskiej spędził w Crook Town, skąd w 1912 r. trafił do Barçy, w której grał do zakończenia kariery w 1916 r. Rok później prezydent Gamper zatrudnił go w roli trenera. Greenwell zadebiutował na ławce 7 lipca 1917 r. w wygranym 3:1 meczu z Club Esportiu Europa. Prowadził drużynę nieprzerwanie przez 7 lat, co jest drugim najlepszym wynikiem w historii(najdłużej pracował śp. Johan Cruyff). Przez ten okres zdobył 5 mistrzostw Katalonii i 2 Puchary Hiszpanii(La Liga jeszcze wówczas nie istniała). W 1931 r. powrócił jeszcze na 2 sezony do FC Barcelony i dołożył jeszcze mistrzostwo Katalonii.


@AFA90
@Arkon
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

0

@DaPidejpi A czasem nie Claudio Lopez?

8

Zanim Messi stał się legendą(część druga):

W październiku 2004 r. Argentyńczyk wystąpił po raz pierwszy w oficjalnym meczu FC Barcelony zmieniając Deco w derbach z Espanyolem. Miał wówczas 17 lat i 4 miesiące. Nikt równie młody nie grał dotąd w katalońskim klubie w meczu o stawke. Do końca sezonu zagrał jeszcze w 6 meczach ligowych i meczu Ligi Mistrzów z Szachtarem Donieck. 1 maja 2005 r. zmienił Samuela Eto’o przy stanie 1:0 w meczu z Albacete. Dostał podanie od Ronaldinho i zdobył gola niesłusznie nieuznanego z powodu spalonego. Niemal natychmiast dwójka zawodników powtórzyła akcje i tym razem gol został uznany. W taki oto sposób Leo zdobył swojego premierowego gola w La Liga. Barça wygrała 2:0 zapewniając sobie mistrzostwo kraju. Po meczu Ronaldinho podbiegł do Messiego, podniósł go i wziął na plecy. Byli sobie bardzo bliscy. Po ich pierwszym wspólnym treningu Ronaldinho zadzwonił do zaprzyjaźnionego dziennikarza i powiedział mu że spotkał właśnie piłkarza, który wkrótce stanie się lepszy od niego. Nastolatek dołączył też do organizowanej prze kolegów w szatni zabawy w siatkonoge. Wcześniej o pozycje najlepszego w drużynie Ronaldinho rywalizował z brazylijskim bocznym obrońcą Sylvinho. Teraz Messi zaczął bić ich na głowe. Miesiąc później ,,La Pulga” podpisał swój pierwszy wieloletni kontrakt z klubem a później wyruszył do Holandii, gdzie dołączył do kolegów z reprezentacji podczas mistrzostw świata do lat 20-tu. Mimo że lista sukcesów argentyńskiej młodzieżówki jest długa, o tej drużynie z Messim, Aguero, Zabaletą, Gago, Garayem czy Biglią i jej występami na tym turnieju wciąż się pamięta. Pekerman i Tocalli przejeli już z rąk Bielsy dorosłą reprezentacje, więc na zajmowane przez nich dotąd miejsce przyszedł Pancho Ferraro. Nowy szkoleniowiec miał wątpliwości czy wątły Messi poradzi sobie w rywalizacji z silnymi rywalami. Posadził go na ławce w meczu z USA a Argentyna przegrała 0:1. W drugim meczu zawodnik Blaugrany zagral już od pierwszej minuty i zdobył gola. Zabaleta dołożył drugiego i mecz z Egiptem zakończył się wynikiem 2:0. Oznaczało to że do wyjścia z grupy potrzeba zwycięstwa z Niemcami(choć remis także pozwoliłby na awans, gdyż Albicelestes byliby wówczas drużyną z największą liczbą punktów wśród tych, które zajęły trzecie miejsca). Jedynego gola w tym meczu strzelił Neri Cardoso z podania i po charakterystycznym już dryblingu Messiego. Kolejnego gola w turnieju piłkarz Barçy zdobył w meczu z Kolumbią, gdzie Argentyna odrobiła straty i wygrała 2:1. W ćwierćfinale jej rywalem byli mistrzowie Europy- Hiszpanie z Fabregasem, Juanfranem, Jose Enrique i Davidem Silvą w składzie. Do 71 minuty utrzymywał się wynik 1:1, potem jednak Messi wyłożył piłke Obermanowi, który strzelił drugiego gola a 2 minuty później sam Lionel dołożył trzeciego po kolejnym rajdzie. To był jego turniej, co potwierdził zarówno w półfinale, zdobywając pierwszego gola w wygranym 2:1 meczu z Brazylią, jak i w wygranym tym samym stosunkiem finale z Nigerią. Tym razem wykorzystał 2 rzuty karne, pierwszy podyktowany zresztą za przerwanie jednej z jego gambet. Po tym meczu do Messiego zadzwonił z gratulacjami Maradona. ,,Wiecie co to znaczy, gdy dzwoni do was Diego? – pytał później 17-letni wówczas gracz FC Barcelony. – To naprawdę niezapomniane przeżycie.” ,,Podoba mi się w nim nie tylko to, jak gra ale też to że jest liderem. W meczu z Hiszpanami dał prawdziwy piłkarski koncert. Byłem pod wrażeniem”- powiedział Maradona.

Dwa miesiące później Lionel Messi zadebiutowal w dorosłej już reprezentacji Albicelestes. Z jego perspektywy jednak wyjazdowy sparing z Węgrami nie mógł potoczyć się gorzej. Na boisko Pekerman wprowadził go na miejsce Lisandro Lopeza w 56 minucie. Przy drugim kontakcie z piłką ruszył do przodu. Obrońca Vanczak złapał go za koszulke. Argentyńczyk próbował się uwolnić ale Węgier nie puszczał. W końcu Messi uderzył Vanczaka w pierś. Nie było to uderzenie szczególnie brutalne. Młody piłkarz Barçy próbował się raczej uwolnić niż zrobić krzywdę przeciwnikowi ale gdy rywal runął na ziemie, trzymając się za twarz, sędzia Markus Merk, skądinąd dentysta, pokazał reprezentantowi Argentyny czerwoną kartke. Jego debiut trwał równe 44 sekundy. Vanczak zobaczył żółtą kartke a tymczasem Messi, kręcąc głową z niedowierzaniem opuszczał boisko. Zanim znalazł się przy linii bocznej, już płakał. Z perspektywy lat można ten incydent uznać za zapowiedź fatum ciążącego nad jego karierą reprezentacujną. W klubie jednak wszystko szło jak z płatka. We wrześniu 2005 r. oprócz argentyńskiego posiadał już także obywatelstwo Hiszpanii, co znacznie ułatwiło trenerom FC Barcelony żonglowanie składem. W październiku po raz pierwszy zagrał w lidze w wyjściowej jedenastce a drużyna wygrała 3:0 z Osasuną. Przed końcem roku występował już niemal w tylu reklamach co Maradona, zachwalając między innymi burgery, napoje gazowane, oleje,jogurty, chipsy, buty i karty kredytowe a niezależnie od tego wahał się czy przyjąć oferte kontraktu od Nike czy od Adidasa. To że będzie prawdziwą gwiazdą nie ulegało wątpliwości, zwłaszcza po występach w Lidze Mistrzów. Był kluczową postacią pojedynku z Chelsea, gdzie po ostrym wejściu w niego czerwoną kartke otrzymał boczny obrońca Asier del Horno. Jednak w zwycięskim finale z Arsenalem nie mógł zagrać z powodu kontuzji. Tego lata zresztą czekało go więcej przykrych doświadczeń, głównie na mundialu w Niemczech…


@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

0

@DaPidejpi Ja ich stawiam na równi, ale cóż, każdy przecież może wyrazić tutaj swoją opinie...

0

@FcPortoFan1999 Powiem więcej, Czesi według mnie zasłużyli nawet na mistrzostwo Europy(!) ale tak jak mówimy, wszystko przekreśliły te przeklęte złote gole...

0

@DaPidejpi To co robił Maradona poza boiskiem akurat w przypadku zastrzegania numeru, nie ma nic wspólnego. Tu się rozchodzi o oddanie hołdu piłkarzowi wybitnemu sportowo i tyle.

0

@FcPortoFan1999 No dla mnie osobiście to tylko ciekawy z powodu pokochania Barcuni od sierpnia tamtego roku. Poza ligą hiszpańską wówczas inne ligi mnie nie interesowały...
W dodatku Grecja mnie zdenerwowała bo wygrała Euro wielkim fartem i tymi pojebanymi przepisami o złotym i srebrnym golu!

4

No jeśli nie dało się zastrzec 10-tki dla Maradony, to również nie powinni w takim wypadku zastrzegać 10-tki Messiego. To byłoby nie fer w stosunku do ,,Bosiego" Diego...

2

Mamy pierwszy dzień Nowego Roku a ja już nie moge się doczekać Copa America! Choć nie będzie to takie łatwe, to jednak Argentyna po zdobyciu mistrzostwa świata może jeszcze zdobyć Copa America w tym roku. Takiego wyczynu dokonały tylko dwie reprezentacje a mianowicie Urugwaj w 1935(pokonując w finale Argentyne) oraz Brazylia w 2004(pokonując w finale również Argentyne). Ten turniej w Peru z 2004 roku bardzo mnie zabolał. Pamiętam to jak dziś, kiedy wróciłem z Holandii z roboty na półfinały Copa America. Do finału wszystko szło gładko, po mojej myśli. W finale Albicelestes prowadzili do 93 minuty 2:1 a wtedy… wyrównał Adriano(!) i dali sobie wydrzeć triumf, który był na wyciągnięcie ręki(przegrali w karnych). Do dziś ten Adriano stoi mi kością w gardle! Potem były rzuty karne i wszystko trafił szlak! Bielsa nie zabrał na turniej Messiego, był jeszcze za młody na kadre a szkoda…

13

Żywe legendy futbolu:

1 stycznia 1968 r. urodził się chorwacki snajper Davor Šuker, Zdobywca Pucharu Mistrzów-1998(z Real Madryt) ; Zdobywca 3 miejsca na świecie w debiucie reprezentacji-1998 ; Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego-1998( z Realem Madryt) ; Mistrz Świata-1987 z reprezentacją Jugosławii U-21 oraz Król strzelców Mundialu 1998. Davor warunki fizyczne miał dobre jak na napastnika (184 cm wzrostu). Grę zaczął w NK Osijek, miejscowym klubie sportowym w 1982 roku. Jego talent odkrył trener tego zespołu Ljupko Petrovič. W 1989 roku został królem strzelców ligi jugosłowiańskiej z 18 golami na koncie. W 1990 r. podpisał pierwszy zawodowy kontrakt z NK Dinamo Zagrzeb. W tym samym roku zadebiutował w reprezentacji Chorwacji (popularna „Hrvatska”) w meczu z Rumunią, wygranym 2-0 przez Chorwację. Swojego pierwszego gola dla reprezentacji strzela w meczu z Wyspami Owczymi wygranym przez Chorwację 7-0. W 1991 r. przechodzi do FC Sevilli. W sezonie 1992/93 Davor Šuker grał w zespole z... samym „Boskim” Diego Armando Maradoną! Z tym że on grał na szpicy a Maradona za nim. Po latach Šuker powiedział że jego idolem był, jest i pozostanie Diego. Dodał też że „Maradona miał wspaniałą technikę, wizję gry, szybkość i moc strzału”. W latach 1991-1996 strzelił tam 76 goli w 153 występach i zostaje wybrany najlepszym graczem zagranicznym w historii FC Sevilli. W 1994 roku Chorwat był drugim (po Romario) strzelcem Primera Division- zgromadził 23 gole. W 1996 roku, Davor przechodzi do Realu Madryt za 1 milion funtów! Jak powiedział, było to spełnienie jego marzeń. Gra tam z numerem 9. Już w pierwszym roku swego pobytu na Santiago Bernabeu zdobywa 24 gole. Był ważną osobą w kadrach kolejnych trenerów Realu: Juppa Heynckesa, Guusa Hiddinka i Johna Toshacka. Wielką pracę włożył w zdobycie przez Real Ligi Mistrzów w sezonie 1997/98 razem z Mijatoviciem, Seedorfem, Raulem, Hierro i innymi. Często wykonywał rzuty karne, robiąc to bezbłędnie. Z Realem wygrywa też ligę hiszpańską (1997) i Puchar Interkontynentalny (1998).

Dla Królewskich zdobył łącznie 38 goli w 86 meczach, mając też dużo asyst. Na boisku zawsze walczył, nigdy się nie poddawał. Jak sam mówił jego "lewa noga działa bez zarzutu choć nad prawą musi jeszcze popracować". Gole oczywiście strzelał zarówno z prawej jak i lewej nogi. W 1998 roku miał „najlepsza lewą nogę w Europie". W 1999 roku po trzech latach pobytu w Realu odchodzi za 3.5 miliona funtów do Arsenalu Londyn. Jednak gra tam tylko rok i w 39 (w tym aż 24 jako zmiennik) grach zdobywa 11 goli. Z Arsenalu idzie do innego klubu z Londynu, popularnych „Młotów”- West Hamu. W tym klubie jednak również długo nie pograł, po roku odchodzi do TSV 1860 München. W 25 meczach dla TSV strzela 5 goli w tym swojego 200 gola strzelonego w lidze. Gra tam 2 lata (2001-2003). Z kolei w reprezentacji, jak już było wspomniane debiutuje w 1990 roku. Jest w drużynie z takimi graczami jak Robert Prosinečki czy Zvonimir Boban. Stworzyli oni drużynę, która w 1998 roku na Mundialu we Francji zdobyła brązowy medal, eliminując w meczu o trzecie miejsce Holandię 2-1 (Davor strzelił gola w 36 minucie na 2-1 i został królem strzelców tej imprezy i otrzymał Złotego Buta - miał w dorobku 6 bramek). Z kolei wcześniej w 1996 roku na EURO ‘96, "Šukerman" zdobył 3 gole w turnieju i był na drugim miejscu w kategorii strzelców ex aequo z Alanem Shearerem. Chorwacja odpadła w ćwierćfinale. Łącznie w 60 występach reprezentacyjnych strzela 43 gole (Chorwacja: 58 występów- 42 gole, Jugosławia: 2 występy- 1 gol). W 1998 roku jest najlepszym strzelcem Kwalifikacji i samych Mistrzostw Świata z dorobkiem 18 goli (prześcignął takie legendy jak Marco van Basten czy Gerd Müller- obydwaj po 16 bramek). W 2003 roku kończy piłkarską karierę: "Jestem prawie pewny, że latem tego roku chcę zakończyć piłkarską karierę, po 25 latach biegania po boiskach. Treningi w Dubaju czy gra w śniegu w Monachium nie sprawiają mi już przyjemności" - powiedział Šuker. Miał wtedy 35 lat. W 2001 roku Davor Šuker otworzył Akademie Piłkarską w Porecu- miejscowosci w północnej Chorwacji, w której kształci się przyszłych piłkarzy. W marcu 2004 roku sam Pele ogłasza że Šuker został wybrany jednym ze 125 największych żyjących graczy w historii futbolu.



@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

10

@FCBparasiempre
1 stycznia 1958 r. urodził się Andrzej Zgutczyński, napastnik. Z polskiej ligi do Auxerre wyjeżdżał z tytułem króla strzelców, zaraz po występie na mundialu w Meksyku. ,,Miałem 28 lat a już byłem zmęczony piłką. Czekała mnie gra w ataku z Erikiem Cantoną. Jednak czułem że nic lepszego nie będę mógł z siebie dać bo najlepszy czas jest za mną”- wspomina pan Andrzej. Nie lubi opowiadać o tym dawnym futbolu, choć ciekawych przygód miał mnóstwo. Nie zabiega by doceniano jego piłkarskie dokonania i jest szczęśliwy kiedy ma święty spokój. ,,Oczywiście nie krytykuje innych starych piłkarzy że zamierzchłą przeszłość na swój sposób celebrują ale nie widze potrzeby żebym też tak robił. Odwiedzam dawnych kumpli w ich mieszkaniach i czasem widze że mają piłkarski ,,ołtarzyk”: jakieś puchary, dyplomy, medale, zdjęcia. Nie mogę się powstrzymać: ,,Sam o to dbasz, czy ktoś musi za ciebie przecierać z kurzu? No bo kurz się na tym na pewno cały czas zbiera”. Nigdy do takich przedmiotów nie przywiązywałem nabożnej wagi. Było, minęło i nad czym tu się roztkliwiać”- konstatuje nasz bohater. Mimo iż Zgutczyński takiego miejsca w swoim domu nie ma, o gromadzenie odpowiednich eksponatów w czasie kariery nie byłoby trudno. W sezonie 1985/86 był w tak świetnej formie że w wielkim Górniku Zabrze zdobył 20 ligowych goli i został królem strzelców. To wyczyn szczególny gdyż w zabrzańskiej drużynie grali wybitnej klasy specjaliści od posyłania piłek do siatki, jak Jan Urban, Andrzej Iwan i Andrzej Pałasz a jednak ,,Zgutek” był najskuteczniejszy. Niektórzy zaznaczali że przy takiej klasie dogrywających piłkarzy nie było to dużym osiągnięciem bo wystarczyło tylko przytomnie dostawiać noge. Zgutczyński taką złośliwostke kwituje uśmiechem i wzruszeniem ramion. Świetnie odnalazł się w Zabrzu w roli łowcy goli, lecz i sam dostrzegał lepiej ustawionych kolegów. Górnik zdobył wtedy mistrzostwo Polski drugi raz z rzędu, zostawiając za plecami bardzo mocne drużyny Legii, Widzewa i Lecha. Króla strzelców docenił trener Piechniczek, zabierając go na mundial w Meksyku, choć innych wartościowych ofensywnych piłkarzy nie brakowało. Droga chłopaka z Mazur do sukcesów w Górniku, występów w reprezentacji Polski i lidze francuskiej była dosyć kręta. Z rodzinnego Ełku wyfrunął już jako osiemnastolatek. Musiało jednak minąć jeszcze sporo czasu zanim zadomowił się w ekstraklasie, choć debiut nastąpił bardzo szybko. Problem w tym iż po pierwszym meczu w elicie na następny musiał czekać ponad cztery lata! ,,Wynikało to z mojego zauroczenia Gdynią i Bałtykiem, który grał w II lidze. Trenowałem już z tym zespołem ale Mazur Ełk dogadał się na transfer z Lechem Poznań i nie był to problem, gdyż chodziło o dwa branżowe kolejowe kluby. Szkoda tylko że mnie nikt nie pytał o zdanie a ja od pierwszego dnia doskonale czułem się w Gdyni i nie miałem zamiaru przenosić się do Poznania. Za wiele nie miałem jednak do gadania a alternatywą było pozostanie w Ełku. Pojechałem więc do Lecha, lecz z negatywnym nastawieniem. Uznałem że nie będę się specjalnie przykładał aż w Kolejorzu dojdą do wniosku że takiego ,,cieniasa” nie potrzebują. W takiej sytuacji, skoro już udało się odejść z Mazura, pójde sobie do mojej do mojej wymarzonej Gdyni. To była taktyczna zagrywka. Muszę przyznać że plan się powiódł”- z wyraźną satysfakcją wyjaśnia Zgutczyński. W ekstraklasie w barwach Lecha zagrał na wyjeździe ze Stalą Rzeszów w kwietniu 1976 r. i na tym koniec. Cierpliwie czekał aż się skończy sezon i będzie mógł opuścić Poznań. W Bałtyku był plan na awans, lecz za nim udało się go zrealizować, Zgutczyński zajrzał jeszcze do Legii Warszawa. ,,Wszystko przez służbe wojskową, którą zacząłem w Gdyni. Legia chciała żebym dokończył ją w stolicy a potem został w drużynie z Łazienkowskiej na dłużej. To był czas, kiedy CWKS do wojska wziął też z Widzewa Włodka Smolarka. Byliśmy w jednej kompanii ale zwykle mieszkałem na mieście u rodziny. Po mundialu w Argentynie spotkałem się z trenerem Strejlauem. Powiedział że da mi szanse. Jednak uparcie myślałem o Bałtyku. Po odsłużeniu wojska chciałem wracać”- wspomina. Na razie jednak zanosiło się na ciekawą runde w drużynie, w której wciąż grały takie asy jak Ćmikiewicz, Deyna, Kusto czy Tadeusz Nowak. ,,Byłem przewidziany do ekipy na otwierający sezon mecz ze Śląskiem we Wrocławiu. Na gierce tuż przed wyjazdem Paweł Janas, oczywiście przypadkowo, wjechał mi wślizgiem i złamał palec u nogi. Trzeba było szybko poszukać Smolarka żeby jechał zamiast mnie. Gdy wreszcie się wyleczyłem, trener Strejlau wysłał mnie na mecz rezerw. Miałem się trochę ograć i co za traf: złamałem ręke! Uważam że nic nie dzieje się bez przyczyny bo tym bardziej mogłem wrócić do Gdyni”- zaznacza pan Andrzej. Z Bałtykiem upragniony awans wywalczył w 1980 r. Strzelił dla niego historycznego pierwszego gola na poziomie ekstraklasy. Gdynię już z własnej woli opuścił w 1983 r. Miał 25 lat i był jednym z najbardziej pożądanych napastników na wewnętrznym rynku transferowym. Pojawiła się oferta z Górnika Zabrze. ,,Nie przyszedłem do Górnika tylko Górnik przyszedł do mnie. W Bałtyku finansowo zaczynało dziać się gorzej, natomiast Górnik był coraz mocniejszy. Ważne było zdanie trenera Waldemara Obrębskiego. Znaliśmy się z kadry olimpijskiej. Gorąco polecał mi przenosiny do Zabrza. To była ogromna różnica, poczułem że podpisuje pierwszy naprawdę zawodowy kontrakt. Poziom zarobków oznaczał przeskok o kilka pięter”- przyznaje. Górnik za chwile był najlepszy w Polsce. Sprowadzono kolejnych wartościowych piłkarzy. Zespół grał ofensywnie i widowiskowo. Połowa składu występowała w reprezentacji kraju. Gdy przychodził Zgutczyński, trenerem był Zdzisław Podedworny. Potem nastąpiła era Huberta Kostki. ,, Na zgrupowaniu umiał nas przygotować w taki sposób że byliśmy w niesamowitym gazie. No i chodziło o granie do przodu, cały czas, bez względu na rywala”- zwraca uwagę pan Andrzej. Mundial w Meksyku powinien był być dla niego otwarciem nowych, międzynarodowych drzwi ale on ocenia go jako początek końca i co znamienne, już wtedy tak mu się wydawało. ,,Czułem jakby ktoś mi odciął prąd i nie chodziło tylko o zmęczenie po sezonie. Ja w ogóle powoli miałem już dość. Piłka przestawała mnie kręcić. Nie tylko granie ale nawet jej oglądanie. Pamiętam że gdy miałem 32 lata i występowałem jeszcze we Francji, wolałem patrzeć w telewizji na turniej tenisowy French Open niż na mecze mundialu we Włoszech. Sprawdzałem tylko wyniki meczów i to mi wystarczyło”- przyznaje nasz bohater. Na turnieju w Meksyku zagrał w jednym meczu, akurat w tym wygranym 1:0 z Portugalią. Zastąpił na ostatni kwadrans Włodzimierza Smolarka, który zdobył zwycięskiego gola. Po mistrzostwach został piłkarzem AJ Auxerre. We Francji wierzyli że znaleźli następcę Andrzeja Szarmacha. Pozycja na boisku, narodowość i nawet imię się zgadzały. ,,Jasno powiedziałem we francuskiej prasie żeby tak wiele sobie po mnie nie obiecywali bo Szarmach był jednym z najlepszych piłkarzy świata a ja wiedziałem że z każdym meczem uchodzi ze mnie powietrze i nie potrafiłem tego powstrzymać”. W pierwszym meczu przed miejscową publicznością zagrałem przeciwko PSG. Przegraliśmy 1:2 ale mógł być przynajmniej remis. Wyłożyłem piłke Ericowi Cantonie, lecz on walną 3 metry nad poprzeczką. Żałowałem że sam tego nie kończyłem bo gdybym trafił, może jednak inaczej potoczyła by się moja francuska historia a za chwile złapałem kontuzje, potem kolejną. Nic się nie układało”- podkreśla Zgutczyński. Spędził tam półtora roku, za jego sprawą udało się sprowadzić również z zabrzańskiego Górnika Waldemara Matysika. Zgutczyński jeden sezon spędził w drugiej lidze francuskiej. Potem grał jeszcze niżej aż wreszcie już zdecydowanie bardziej amatorsko w Szwecji, gdyż gorąco go do tego namawiał kolega z Bałtyku Gdynia Adam Walczak. Pomagał także Bałtykowi i był grającym trenerem w Raduni Stężyca, gdzie pojawił się również jego młodszy brat Dariusz, też znany niegdyś ligowiec. ,,Miałem ponad 40 lat a jeszcze kopałem piłke, co jest do mnie niepodobne ale to był już nieodwołalny koniec. Dałem sobie raz na zawsze spokój z futbolem, z pracą trenerską i dobrze mi z tym. Czasem obejrze jakiś mecz ale musi być naprawdę sensowny powód żebym dał się skusić”- kończy wywód nasz bohater.

8

Żywe legendy polskiego futbolu, do przeczytania w odpowiedzi na mój komentarz:

@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

14

Kolejne tournee po Niemczech i kolejny hattrick Wilimowskiego:


Początek roku 1937 Ruch Hajduki Wielkie spędzał w Niemczech a głównym celem wyprawy był Stuttgart. Najważniejszym rywalem czterokrotnego mistrza Polski był VFB Stuttgart, drużyna zaliczająca się do absolutnej czołówki niemieckiego futbolu. VFB w sezonie 1936/37 zwyciężył w rozgrywkach o mistrzostwo Gauliga Würtenberg, następnie już w finałach mistrzostw Niemiec okazał się lepszy od grupowych rywali: Wormatii, SV Dessau 05 i SV 06 Kassel. Dopiero w półfinale VFB musiało uznać wyższość późniejszego triumfatora tych rozgrywek Schalke 04, przegrywając 2:4. Z tego sezonu nie wyszli jednak piłkarze z Stuttgartu z pustymi rękoma i w meczu o trzecie miejsce pokonali Hamburger SV 1:0. Przed graczami z Górnego Śląska stało więc arcytrudne zadanie, tym bardziej że drużyna ze stolicy Wirtenbergii pałała rządzą odwetu za dwie poprzednie porażki z Ruchem z 1935 r. W noworoczne popołudnie jako pierwsza na murawe Adolf Hitler Kampfbahn wybiegła ekipa Ruchu w składzie: Tatuś – Giemza, Czempisz – Dziwisz, Nowakowski, Zorzycki – Malcherek, Górka, Peterek, Wilimowski i Wodarz. Wyczerpująca sylwestrowa noc nie sprzyjała chyba jednak aktywnemu noworocznemu kibicowaniu. Stadion mogący pomieścić 30 tys. widzów, odwiedziło zaledwie 5-6 tys. kibiców. Niespodzianie od pierwszych chwil meczu przewagę zdobył Ruch. Efektem było zdobycie przez ,,Eziego” już w 3 minucie prowadzenia. Wilimowski rozgrywał zresztą fenomenalny mecz. Kilkakrotnie jego efektowne zagrania oklaskiwała publiczność. Prowadzenie mistrzów Polski spowodowało że rozdrażnieni gospodarze przeciwstawili im ostrą gre, czego efektem była zmiana kontuzjowanego Nowakowskiego przez Badure. Ruch nie pozostał widać dłużny, gdyż wyrównanie padło w 37 minucie z rzutu wolnego. Szczęśliwym strzelcem był kapitan VFB Rutz. Po przerwie rozpoczął się koncert gości. Ruch dominował a genialny ,,Ezi” strzelił kolejne 2 gole i tylko świetnej postawie bramkarza i obrony gospodarze zawdzięczali wynik 1:3.


W niemieckiej prasie postawa Ruchu spotkała się z najwyższym uznaniem. Pisano o mistrzu Polski jako o jedenastce prezentującej najwyższy poziom europejski. Na słowa uznania zasłużył ,,mały” bramkarz Tatuś, którego niezwykła skoczność, refleks i brawurowy styl gry kazały dziennikarzom określić go mianem ,,Teufelskerl”(dosłownie ,,diabelski facet”, potocznie ,,zuch, kozak, chojrak”) a zwłaszcza atak Ruchu stanowiący mieszankę uznanych graczy reprezentacyjnych, takich jak Peterek, Wilimowski i Wodarz. Podkreślono znakomitą postawe Wodarza na olimpiadzie, komplementowano Malcherka i Górke jako graczy o znakomitej technice. Natomiast jeśli idzie o Wilimowskiego, to właściwie brakuje już słów, które mogłyby oddać jego światową klase jaką prezentował…





@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@Culer9002
@Arkon
@AFA90

12

Epokowe tournee ,,Niebieskich”:

1 stycznia 1935 r., dwa dni po historycznym zwycięstwie 1:0 nad Bayernem Monachium, Ruch Hajduki Wielkie pokonuje w Stuttgarcie tamtejszy VFB 5:4, prowadząc sensacyjnie już do przerwy 5:2! Koncert w Stuttgarcie zagrali: Wilimowski, który popisał się hattrickiem oraz Peterek strzelec 2 goli. Przypominam że Ruch Chorzów to jedyny polski klub, który zdołał pokonać Bayern Monachium!


@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

10

Legendy polskiego futbolu:

1 stycznia 1900 r. we Lwowie urodził się Mieczysław Batsch, legendarny polski napastnik. ,,Niechaj zwycięstw wciąż seria nowa wieńczy łuki twoich bram, strzelaj bramki na chwałę Lwowa, Pogoń niechaj żyje nam” – tak brzmi fragment przedwojennego hymnu Pogoni Lwów, czterokrotnego mistrza Polski, drużyny 19 reprezentantów Polski. Mieczysław Batsch jest jednym z symboli najlepszego okresu „Pogoniarzy”. Przygodę z piłką zaczynał w uczniowskim klubie Hellada Lwów, jednak jako 16-latek przeszedł do Pogoni i jest powszechnie uważany za jej wychowanka. Razem z Wacławem Kucharem i Józefem Garbieniem tworzył słynne ofensywne trio Pogoni w jej najlepszym okresie przed powstaniem ligi polskiej (tytuły mistrzowskie w latach 1922, 1923, 1925, 1926). Niezwykle przebojowy, waleczny, świetnie wyszkolony technicznie, z nosem do strzelania goli – to wszystko zjednało mu szerokie grono entuzjastów w całym kraju. Był członkiem reprezentacji olimpijskiej, która przygotowywała się do występu na igrzyskach w Antwerpii w 1920 r. (do startu nie doszło wskutek wojny polsko-bolszewickiej). W 1924 r. do Paryża już pojechał, jednak tam Polacy zakończyli udział w turnieju po porażce 0:5 z Węgrami. Jako rezerwowy był obecny na pierwszym historycznym meczu Polaków w Budapeszcie (18 grudnia 1921 r.), a zadebiutował ostatecznie 2 grudnia 1923 r. z Rumunią (remis 1:1). W sumie w reprezentacji zagrał 11 razy i strzelił osiem goli, w tym aż cztery w wygranym 7:1 meczu z Finlandią (Poznań, 8 sierpnia 1926 r.). Z koszulką z orłem na piersi pożegnał się 12 września 1926 r. – Polska wygrała z Turcją 6:1, a Batsch dwa razy trafił do siatki rywali. Debiutował i żegnał się z reprezentacją w swoim ukochanym Lwowie. Po zakończeniu kariery w 1929 r. grywał w Oldboyach Lwów, był także członkiem Sądu Koleżeńskiego LKS Pogoń Lwów. Znalazł czas na naukę i w 1931 r. ukończył Wydział Mechaniczny Politechniki Lwowskiej. Pracował w okręgowej dyrekcji PKP we Lwowie, po wojnie to samo robił w Przemyślu i Medyce. Tuż przy nowej granicy z ZSRR codziennie obserwował odjeżdżające do Lwowa pociągi, jednak sam nigdy nie zdecydował się pojechać do miasta swojej młodości. Do pięknych lwowskich czasów miał okazję wrócić na chwilę w 1957 r. Odbył się wtedy w Warszawie z okazji jubileuszu 50-lecia kariery sportowej Wacława Kuchara mecz byłych zawodników Pogoni z Polonią Warszawa. Zmarł 27 września 1977 r. w Przemyślu i tam został pochowany.



@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

11

Cules pamiętają:

1 stycznia 2014 r. w wieku 90 lat zmarł Josep Seguer, legenda Blaugrany. Josep Seguer całe swoje życie spędził grając w FC Barcelonie. W 1940 roku dołączył do młodzieżowych rezerw Barçy, zaś w 1943 roku awansował do pierwszej drużyny, gdzie spędził czternaście sezonów. Seguer występował najczęściej na pozycji pomocnika i zdobył wszystkie najważniejsze tytuły z Barçą w latach 40-tych. Być może stało się to dlatego, że miał wielką zdolność do przystosowywania się do każdej pozycji. Ponadto był zarówno silny jak i utalentowany. Przeciwnikom zawsze bardzo trudno było przewidzieć jego następny ruch. Jego przydomek ,,Diesel” wziął się od niesamowitej ilości przebiegniętych kilometrów podczas każdego spotkania. Jego umiejętności i wytrzymałość sprawiły, że stał się filarem legendarnej drużyny ,,Pięciu Pucharów’’. W sezonie 1942/43 został wypożyczony do Granollers, sezon później wrócił do pierwszego zespołu Barcelony, w którym grał przez 14 lat(1943-1957), rozegrał 495 spotkań i zdobył 133 gole. Seguer z Barçą pięciokrotnie wygrywał Primera Division, czterokrotnie Puchar Hiszpanii, dwa razy Copa Latina oraz dwa Copa Eva Duarte. W 1959 roku zakończył karierę piłkarską i rozpoczął pracę jako trener. Początkowo występował jako zastępca Salvadora Artigasa, jednak na początku sezonu 1969/1970 pierwszy trener został zwolniony i to właśnie Seguer objął to stanowisko, jednak prowadził Dume Katalonii tylko w 11 meczach. Zastąpił go Vick Buckingham a Seguer został jego asystentem. Będąc trenerem Villareal w trzeciej lidze odkrył talent Roberta, który grał później dla Barçy i Valencii. W latach 80-tych na stałe zamieszkał w L’Hospitalet de L’Infant, gdzie założył penye Barcelony i został jej pierwszym prezydentem. W kwietniu 2013 r. na krótko przed śmiercią Seguera prezydent Rosell oddał mu hołd, odwiedzając go w domu wypełnionym trofeami i pucharami zdobytymi w ciągu całej kariery.



@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

10

Zapomniane El Clasico:

1 stycznia 1932 r. FC Barcelona zremisowała na Les Corts z Realem Madryt 1:1 w 6 kolejce Primera Division. Pierwszego gola dającego prowadzenie Blaugranie strzelił genialny napastnik Angel Arocha w 68 minucie. Do remisu na 12 minut przed końcem doprowadził Luis Regueiro z rzutu karnego. Ten remis uplasował Dume Katalonii na 4 pozycji, tracąc 4 punkty do prowadzącego Espanyolu.


@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Arkon
@AFA90

12

Debiut legendarnej Katalońskiej ,,La Brujy”:

1 stycznia 1921 r. znakomity prawoskrzydłowy Vicenç Piera zadebiutował w pierwszej drużynie Blaugrany. Młodziutki Vicenç zastąpił wówczas kontuzjowanego Paulino Alcantare i w swoim debiucie przeciwko Arenas de Getxo strzelił 2 gole! To był mecz towarzyski wygrany ostatecznie przez Barçe 3:1. Od tamtego dnia Piera grał we wszystkich meczach Barçy aż do przejścia na piłkarską emeryturę.


@AFA90
@Arkon
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

11

Niech Nowy Rok przyniesie Wam radość, miłość, pomyślność i spełnienie wszystkich marzeń a gdy się one już spełnią, niech dorzuci garść nowych marzeń, bo tylko one nadają życiu sens!
Najserdeczniejsze życzenia posyła Wam Zenek z Białej Podlaskiej.

Media

Sonda

Kto wygra mistrzostwo świata?