10

Golazo!

Szanowni cules, dzisiaj mija dokładnie 50 lat od tego wyczynu. Mijały właśnie ostatnie minuty pierwszej połowy meczu Barçy z Atletico Madryt na Camp Nou w 15 kolejce Primera Division. Na wrzutkę w pole karne zdecydował się Rexach ale wydawało się że piłka jest poza zasięgiem Cruijffa. Holender zdecydował się więc na akrobatyczne zagranie nogą na dużej wysokości w stylu dzisiejszych uderzeń Ibrahimovicia i jego strzał znalazł droge do siatki w prawym górnym rogu bramki. To był najładniejszy gol ,,boskiego” Johana podczas jego pobytu w Barcelonie a być może i w całej karierze. Holender rozgrywał wówczas wspaniały sezon zakończony mistrzostwem Hiszpanii dla Blaugrany a ten gol pozwolił mu zdobyć przydomek ,,Latający Holender”.

Popatrzcie sami:





@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

13

Bernd Schuster kończy dzisiaj 64 lata:

22 grudnia 1959 r. w Augsburgu urodził się Bernd Schuster. Ten niemiecki piłkarz karierę zaczynał w 1. FC Köln, z którego w 1980 r. przeniósł się do FC Barcelony. Bardzo szybko stał się gwiazdą linii pomocy Blaugrany i w 6 kolejnych sezonach zdobywał dwucyfrową liczbe goli we wszystkich rozgrywkach. Dokonał tego pomimo faktu że stracił większość roku 1982 na rekonwalescencje po tym, jak ,,Rzeźnik z Bilbao”(Andoni Goikoetxea) brutalnie wszedł w jego kolano. W latach 1982-84 znakomicie układała się współpraca Bernda z Diego Maradoną, którego Argentyńczyk nie omieszkał komplementować w swojej autobiografii. Tuż po tym, jak został zmieniony w trakcie gry w finale Pucharu Mistrzów w 1986 r., udał się do szatni i nie informując nikogo, pojechał z żoną na lotnisko, gdzie pierwszym samolotem udał się do Barcelony. Przed sezonem 1986/87 Schuster został za to wykluczony z zespołu i nie rozegrał ani jednego meczu! Prezydent Nuñez zaoferował go nawet Espanyolowi. Jak zauważyli ironicznie dziennikarze, byłoby to jedyne możliwe rozwiązanie dla Schustera, bo nadal dzieliłoby go jedynie 30 minut samolotem od ,,ukochanej” Ibizy. Choć Niemiec pozwał klub do sądu, przegrał sprawę. Po roku wrócił do łask, lecz jego relacje z działaczami pozostawały napięte i latem 1988 r. zdecydował się na transfer do Realu Madryt. Co ciekawe, z drużyny Królewskich trafił po 2 latach do Atletico Madryt. Po zakończeniu kariery piłkarskiej zajął się pracą w roli trenera, zdobywając między innymi mistrzostwo Hiszpanii z Realem Madrid w 2008 r.



@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

2

Wczoraj miałem przyjemność oglądać(chociaż przyjemność to za mocne słowo) mecz Deportivo Alaves kontra Real Madrid a troche wcześniej mecz Reala Betis Sevilla kontra FC Girona. Po obydwu meczach byłem mocno niepocieszony, ba! wręcz bardzo zły! Zwłaszcza po meczu Girony byłem zły, gdyż sędzia nie powinien uznać gola dla Betisu ponieważ gol padł z rzutu rożnego, który absolutnie nie należał się Betisowi. No cóż, przez takie sędziowanie w Hiszpanii można nabawić się chorób krążeniowych, zwłaszcza że ja już prawie od roku mam podwyższone ciśnienie i właśnie zacząłem brać na to lekarstwo...

2

Będzie bardzo ciężko ale mimo wszystko:
Vamos Girona!
Vamos a ganar! a przynajmniej po remis
Visca Catalonia!

9

Legendy rodzimego futbolu:

21 grudnia 1971 r. urodził się Tomasz Wieszczycki, pomocnik i obrońca. Jeden z najbardziej bramkostrzelnych pomocników w historii Ekstraklasy. Z ogromnym dystansem dziś nazywa siebie członkiem ,,Klubu 99”, podkreślając że zabrakło mu zaledwie jednego gola do Klubu 100. Sympatyczny zawodnik nie odżegnuje się od tej niewielkiej zadry w sercu. Niewielkiej, gdyż inne osiągnięcia z pewnością pomagają mu na co dzień zapomnieć o tym drobnym braku. Zresztą to nie jedyny przypadek w jego karierze, gdy odmawiano mu wstępu do elitarnego grona. ,,Wieszczu” był członkiem kadry Janusza Wójcika podczas Igrzysk Olimpijskich w 1992 r. Ostatecznie jednak selekcjoner trzymał go na ławce rezerwowych. Dlatego też czasami podawano w wątpliwość jego udział w zdobyciu wicemistrzostwa olimpijskiego, podobnie jak u Mariusza Koseły czy Arkadiusza Onyszki. Międzynarodowy Komitet Olimpijski przeciął jednak wszelkie spekulacje. Wieszczycki figuruje na liści polskich medalistów igrzysk a jego medal zawieszono w Centrum Olimpijkski na specjalnej ściance. W Ekstraklasie zadebiutował niemal pół roku przed 17-tymi urodzinami. W dodatku jako zawodnik podstawowego składu, co czyni z niego jednego z najmłodszych debiutantów pod tym względem. Już tydzień później miał na koncie premierowego gola. Jego licznik wieku wskazywał wtedy 16 lat, 7 miesięcy i 16 dni! Później przez prawie półtorej dekady(z dwuletnią przerwą na pobyty we Francji i Grecji) był już stałym elementem rozgrywek na najwyższym szczeblu w Polsce. Uzbierał przez ten czas aż 363 mecze. Kiedy kończył karierę ustępował pod względem liczby występów w Ekstraklasie zaledwie ośmiu piłkarzom. Dziś jest na 23 pozycji ex aequo z Jackiem Zielińskim ale goni ich Maciej Sadlok(na te chwile 357). Był trzecim najmłodszym w historii członkiem Klubu 300. Wyprzedzili go tylko Kapka i Janik. Z Szołtysikiem, Kmiecikiem, Ćmikiewiczem, Deyną, Maszczykiem, Bajorem i Gęsiorem tworzy grono jedynych zawodników z taką liczbą występów w Ekstraklasie i jednocześnie medalem olimpijskim na koncie. Tylko on, Bajor i Gęsior z tego towarzystwa występowali jeszcze w XXI wieku. Wieszczycki 2 razy zdobył mistrzostwo Polski. Raz z ŁKS, co dla niego jako wychowanka tej drużyny było szczególnym przeżyciem, a za drugim podejściem z Polonią Warszawa. Tak się jakoś złożyło że w obu swych zwycięskich sezonach pojawiał się w składach klubów dopiero po przerwie zimowej. W rundach wiosennych stanowił jednak zdecydowanie ważne ogniwo tych drużyn. Był jednym z głównych bohaterów fety po zdobyciu mistrzostwa przez Polonie Warszawa. Właściciel klubu Janusz Romanowski zaprosił na ceremonie bijący wtedy rekordy popularności zespół Ich Troje. Jego lider podstawił mikrofon Wieszczyckiemu i razem zaśpiewali refren piosenki ,,A wszystko to, bo ciebie kocham…”.

Ponadto może pochwalić się Pucharem Polski, Pucharem Ligi i Superpucharem. Należy do nielicznego grona piłkarzy, którzy te poczwórną korone wywalczyli z jednym klubem. Na podium mistrzostw Polski gościł wspólnie też z Legią i Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski. Z obydwoma tymi klubami zdobył wicemistrzostwo kraju. Ponadto z Wojskowymi awansował do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Z Dyskobolią dane było mu zaś przeżyć słynną batalie w Pucharze UEFA, gdy niewielki klub wyeliminował Manchester City oraz Herte Berlin i zakończył zmagania na 1/16 finału. W lidze strzelił 99 goli, co często przywoływane jest w żartach. On sam nawet przypomina sytuacje z czasów gry w Dyskobolii, która mogła mu dać upragnioną ,,setke”. Z drugiej strony podkreśla fakt bycia jednym z najbardziej bramkostrzelnych pomocników. W reprezentacji Polski wystąpił 11 razy i strzelił 3 gole, w tym jednego w debiucie przeciwko Arabii Saudyjskiej. Pokonał też golkipera Słowaków w eliminacjach EURO 1996. Po zakończeniu piłkarskiej kariery bardzo krótko bo zaledwie jeden mecz prowadził ŁKS w Ekstraklasie. Obecnie najbardziej znany jako komentator Ekstraklasy w Canal+.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Arkon
@AFA90

11

Van Gaal, jak to on, w język nigdy się nie gryzł:

21 grudnia 2001 r. Luis van Gaal został uratowany przed zwolnieniem. Drugi etap pracy van Gaala w Barcelonie od początku nie układał się pomyślnie. Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia FC Barcelona jechała na Majorke z nożem na gardle, znajdując się w drugiej połowie tabeli. Strata punktów oznaczała pożegnanie się z van Gaalem i gorączkowe poszukiwanie trenera w okresie świątecznym. Holender próbował się bronić: ,,Mam charakter i charyzmę żeby popchnąć drużynę do przodu. Kibice nas wspierają, czego nie było podczas mojego pierwszego pobytu w Barcelonie. Wiedziałem że nie był to dobry pomysł aby wracać, lecz miałem wiele pomysłów i jestem ambitny. Pozostało jeszcze sporo meczów do końca a w Lidze Mistrzów idzie nam świetnie”- próbował ratować sytuacje van Gaal. Sytuacja w La Liga była tragiczna, natomiast w Lidze Mistrzów Blaugrana rzeczywiście odniosła 8 zwycięstw z rzędu i jedynie ten fakt ratował szkoleniowca przed zwolnieniem. Mecz na Majorce zapowiadał się niezwykle ciężko, ponieważ w ataku gospodarzy brylowali wówczas Samuel Eto’o i Walter Pandiani. Van Gaal postawił wszystko na jedną karte i wobec absencji Riquelme postawił na młodziutkiego Iniestę, który zaledwie 2 miesiące wcześniej debiutował w Lidze Mistrzów, gdy Barça zapewniła już sobie awans do kolejnej fazy. Na Baleary udał się nawet kontuzjowany Puyol aby podnieść morale ekipy. Duma Katalonii wbrew oczekiwaniom wygrała pewnie 0:4 ale na wynik spotkania miały wpływ dwie czerwone kartki dla gospodarzy w pierwszych 30 minutach gry. Kluivert zaliczył hattricka w niecałe pół godziny, natomiast graczem meczu poza Holendrem był Iniesta. Van Gaal komplementował młodziutkiego Hiszpana w ten sposób: ,,Po debiucie z Brugią byłem z niego bardzo zadowolony, niestety potem doznał kontuzji. Uznałem że teraz nadszedł jego czas. Z Riquelme entuzjazm drużyny był dużo niższy”. Holenderski trener uratował stanowisko, choć nie na długo, o czym postaram się wspomnieć w styczniu przyszłego roku.


@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

1

No Jeśli Sergi Roberto, jeden z najgorszych obecnie piłkarzy Barcy jest najlepszy i przechyla szale zwycięstwa z najgorszą drużyna w Europie, to tylko świadczy jak nisko upadła nasza ukochana Barcunia.
Ps. Coż to się do cholery stało z naszym super walecznym obrońcą Araujo? On chyba potrzebuje jakiegoś psychiatry? a zresztą oni wszyscy potrzebują jakiegoś leczenia psychiatrycznego...

2

Na miłość Boską! przecież to pachnie jakimś sabotażem ten mecz z Almeria. Czy oni aby napewno chcą umierać za ,,nasz" klub? Szczerze wątpie...

2

Vamos ala plaja!
Vamos a ganar!

8

Narodziny PZPN:

Na zjeździe założycielskim odbywającym się w Warszawie w dniach 20–21 grudnia 1919 r. powstał Polski Związek Piłki Nożnej, największy oraz jeden z najstarszych polskich związków sportowych. „Przed samymi świętami, bo w dniach 20 i 21 bm. odbył się w Warszawie zjazd towarzystw sportowych wszystkich ziem polskich, na którym ukonstytuowano P.Z.P.N” – czytamy w jednym z grudniowych wydań „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” w 1919 r. W Warszawie, w budynku przy ul. Oboźnej 1 (lub 3), który dzisiaj już nie istnieje, spotkali się działacze 31 stowarzyszeń i klubów piłkarskich. Miejsce spotkania jednak nie każdemu odpowiadało. W relacji „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” można znaleźć informację mówiącą o „pewnych niedomaganiach”. Jak dowiadujemy się z dalszej części notatki, „zjazd rozpoczął się z pewnymi niedomaganiami, bo najpierw lokal nań przeznaczony był zajęty, a gospodarze warszawscy bardzo niepunktualni; to ogromnie nie podobało się gościom z Małopolski i Poznania, przyzwyczajonym nie tylko do punktualności, ale i do uszanowania zarządzeń przez zjazd powziętych”. Podczas zjazdu założycielskiego udało się jednak opracować i zatwierdzić statut stowarzyszenia, którego twórcami byli Józef Lustgarten, Jan Polakiewicz i Jan Weyssenhoff. Regulamin określał powstanie okręgowych związków piłki nożnej – Górnośląskiego, Krakowskiego, Lubelskiego, Lwowskiego, Łódzkiego, Pomorskiego, Toruńskiego, Warszawskiego oraz Wileńskiego – które dzieliły sekcje na klasy ABC. Rywalizować w mistrzostwach Polski mógł dopiero mistrz klasy A. Pierwszą siedzibą PZPN był Kraków. Na pierwszego prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej wybrano Edwarda Wiktora Cetnarowskiego, lekarza i działacza klubowego Cracovii. W 1921 r. Cetnarowski należał do współzałożycieli ukazującego się do dziś „Przeglądu Sportowego”.

W 1923 r. PZPN został oficjalnie przyjęty w poczet członków FIFA (Międzynarodowa Federacja Związków Piłkarskich), co zaowocowało tym, że już w następnym roku biało-czerwoni wystąpili na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Chociaż występ nie był udany, to wraz z końcem roku w PZPN zarejestrowano już 510 klubów, 17 tys. zawodników i 200 sędziów. W ciągu zaledwie trzech lat liczba grających profesjonalnie w futbol zwiększyła się ponad siedmiokrotnie. W 1925 r. powstało Polskie Kolegium Sędziów Piłki Nożnej, a rok później odbył się pierwszy finał Pucharu Polski. Trofeum zdobyła Wisła Kraków, która pokonała 2:1 Spartę Lwów. W grudniu 1926 r. zorganizowano w Warszawie pierwszą konferencję porozumiewawczą w celu utworzenia ligi. Zwolennikami ligi była większość czołowych klubów, jednak przeciwnikami takiego rozwiązania byli PZPN oraz organizacje regionalne. Podczas zwołanego w lutym 1927 r. w Warszawie Walnego Zgromadzenia Sprawozdawczego PZPN kluby i PZPN nie doszły do porozumienia. Wówczas nastąpił rozłam – 14 najlepszych klubów utworzyło ligę. Jedynie Cracovia, której prezesem był prezes PZPN Edward Cetnarowski, pozostała wierna związkowi. Pierwszy mecz ligowy odbył się 2 kwietnia 1927 r. w Warszawie. Wówczas Warszawianka pokonała Legię 4:1. Ligową rywalizację wygrała krakowska Wisła. Niebawem po rozgrywkach do ligi dołączyła Cracovia. Zwołane na 18 grudnia 1927 r. Nadzwyczajne Zgromadzenie PZPN usankcjonowało ostatecznie rozgrywki ligowe. Od 1928 r., kiedy funkcję prezesa zaczął pełnić gen. Władysław Bończa-Ujazdowski, siedzibą Polskiego Związku Piłki Nożnej była Warszawa. W 1934 r. polska reprezentacja zadebiutowała w eliminacjach mistrzostw świata, a cztery lata później, po raz pierwszy w historii, zakwalifikowała się do finałów tych zawodów. We Francji biało-czerwoni przegrali już w pierwszym meczu z Brazylią 5:6. Bohaterem spotkania okazał się jednak Ernest Wilamowski – zdobywca czterech goli. W 1937 r. prezesem związku został płk Kazimierz Glabisz, który tę funkcję pełnił do wybuchu II wojny światowej. Polska piłka nożna rozwijała się przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego. W ok. 900 klubach znajdujących się w strukturach PZPN w 1939 r. było zarejestrowanych niemalże 120 tys. zawodników. W międzywojniu polska reprezentacja rozegrała 86 oficjalnych meczów międzypaństwowych – 26 z nich zakończyło się zwycięstwem a 15 remisem. W czasie okupacji Niemcy zakazali Polakom uprawiania sportu, jednak w piłkę nożną grano w konspiracji, a w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Radomiu i wielu innych miastach odbywały się regularne mecze. Po zakończeniu II wojny, 29 czerwca 1945 r., reaktywowano w Krakowie Polski Związek Piłki Nożnej. Na pierwszego powojennego prezesa wybrano Tadeusza Kuchara.


@AFA90
@Arkon
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

0

@LukaszFan 1:0 to masakra? Biorąc pod uwage forme i jakość tych naszych ,,asów" to te 1:0 będzie wynikiem dobrym a nawet bardzo dobrym!

12

Trzecie trofeum do kolekcji:

20 grudnia 2015 r. FC Barcelona pokonuje w finale na International Stadium w Yokohama City, CA River Plate 3:0 i sięga po swoje trzecie Klubowe Mistrzostwo Świata. FC Barcelona nie dała River Plate najmniejszych szans w finale Klubowych Mistrzostw Świata. Gole strzelali Leo Messi i Luis Suarez(2). W ostatnim ważnym egzaminie w tym roku piłkarze Barcy nie zawiedli. Barcelona bez najmniejszych problemów pokonała River Plate w finale Klubowych Mistrzostw Świata, sięgnęła po piąte trofeum i potwierdziła miano najlepszej drużyny na świecie w ostatnich dwunastu miesiącach. Mecz został rozstrzygnięty po pięćdziesięciu minutach. Po niezłym początku ze strony River Plate z każdą kolejną minutą Barça przejmowała inicjatywę, a drogę do siatki znalazł Leo Messi. Ten gol zapewnił Argentyńczykowi kolejne miejsce na kartach historii futbolu. 28–latek został dopiero drugim (po Samuelu Eto'o w 2010 roku) piłkarzem w historii, który na przestrzeni jednego roku kalendarzowego strzelał gole w siedmiu różnych rozgrywkach – w La Liga, Pucharze Króla, Lidze Mistrzów, Klubowych Mistrzostwach Świata, Superpucharach Hiszpanii i Europy, a także na Copa America. Barcelona rozstrzygnęła losy spotkania w pierwszym kwadransie drugiej połowy, który był prawdziwym koncertem zespołu Luisa Enrique. Luis Suarez szybko strzelił gola na 2:0, a potem w ciągu dziesięciu minut Barca mogła zdobyć przynajmniej cztery bramki. Po upływie niecałej godziny po raz drugi trafił Suarez i było po meczu. Na japońskich boiskach Urugwajczyk czuł się niczym ryba w wodzie. Snajper Barcy potrzebował zaledwie dwóch meczów na strzelenie pięciu goli i zostanie (wspólnie z Messim i Cesarem Delgado) najlepszym strzelcem w historii rozgrywek. ,,Cieszę się każdym dniem spędzanym w tej drużynie, każdą sekundą spędzoną u boku Iniesty, Messiego czy Neymara. Jestem niesamowicie szczęśliwy”– powiedział Suarez po zakończeniu spotkania. Ogromne wrażenie muszą robić liczby Leo Messiego. 28–letni Argentyńczyk zdobył w Jokohamie 26. trofeum w klubowej karierze i (wraz z Andresem Iniestą) pobił rekord Xaviego pod względem liczby trofeów w historii Barcelony. ,,Leo jest po prostu niesamowity. Nikt nie ma takiego głodu trofeów jak on”– przyznał Luis Enrique. Snajper Barcy nigdy nie rozczarowywał w finałach i w starciu z River Plate także nie miał zamiaru tego robić. Włączając tamte starcie, Messi wystąpił w karierze w 26. finałach i strzelił w nich aż 24 gole! ,,Ronaldinho przywrócił uśmiech na nasze usta, ale w osobie Messiego mamy najlepszego piłkarza w historii”– ocenił prezes Barcy, Josep Maria Bartomeu. Duma Katalonii rozegrała w niedzielę prawdziwy koncert, niejednokrotnie nie pozwalała rywalowi na wyjście z własnej połowy, i kończy rok 2015 w wielkiej formie. Przed nią jeszcze jeden rekord do pobicia. Jeśli piłkarze Luisa Enrique strzelą przynajmniej trzy gole w meczu z Betisem Sewilla, pobiją rekord Realu Madryt sprzed 12 miesięcy dotyczący liczby goli w roku kalendarzowym. Po spotkaniu z River Plate Katalończycy mieli na swoim koncie 176 trafień, co już jest rekordem klubu. ,,O Betisie pomyślimy niedługo. Teraz czas na powrót do Barcelony i... niech trwa fiesta!”– powiedział z uśmiechem Luis Enrique.

Gole: Messi (36'), Luis Suarez (49', 68') Składy:

FC BARCELONA: Claudio Bravo – Dani Alves, Gerard Pique, Javier Mascherano (81’ Vermaelen), Gerard Pique, Jordi Alba – Sergio Busquets, Ivan Rakitič (67’ Sergi Roberto), Andres Iniesta – Leo Messi, Luis Suarez, Neymar (89’ Mathieu)

RIVER PLATE: Marcelo Barovero – Gabriel Mercado, Eder Alvarez Balanta, Jonatan Maidana, Leonel Vangioni – Matias Kranevitter, Carlos Andres Sanchez, Leonardo Ponzio (46’ Lucho Gonzalez), Tabare Viudez (56’ Sebastian Driussi) – Rodrigo Mora (46’ Gonzalo Martinez), Lucas Alario

Przypomnijmy:





@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

10

Grande El Clasico:

20 grudnia 1981 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 3:1 w ramach 16 kolejki Primera Division. Gole zdobywają: Alexanco w 7 minucie, Quini w 53 minucie oraz w 60-tej z rzutu karnego. Honorowe trafienie dla Królewskich zaliczył Juanito w 49 minucie. To zwycięstwo pozwoliło umocnić się na pierwszym miejscu w tabeli z dwupunktową przewaga nad Realem Sociedad oraz pięciopunktową nad Realem Madryt.


@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

1

@Adran360 No coż, chyba tylko ,,my" jesteśmy pasjonatami futbolu, zresztą futbolu na nienajgorszym poziomie, zwłaszcza jeśli chodzi o mecz finałowy KMŚ

0

@Pedri16Future Hmm, no nie wiem, nie wiem, w końcu troche tych kibiców ,,Obywateli" i Fluminense chyba jest...

2

To jakieś śmieszne dziadostwo jest że w Polsce nie można obejrzeć Klubowych Mistrzostw Świata, nawet meczu finałowego!

1

@Koni8M A no faktycznie to musi być jakiś błąd że tylko 4? Skopiowałem to akurat gdzieś z internetu, spróbuje poprawić :)
Juz mam: strzelił 43! Po prostu trójka gdzieś uciekła

1

@Pawel13sz No jak już tak, to ja w miejsce Mascherano wstawiłbym Puyola. Wówczas Barcunia byłaby niemal nie do przejścia!

13

Żywe legendy futbolu:

19 grudnia 1987 r. urodził się Karim Benzema, francuski piłkarz pochodzenia algierskiego, występujący na pozycji napastnika. Benzema to m.in. 5-krotny zdobywca Ligi Mistrzów czy też 4-krotny mistrz Francji i Hiszpanii. Karim Benzema przeszedł wszystkie szczebla szkółki piłkarskiej Olympique Lyon. W pierwszej drużynie zadebiutował w 2005 roku, a z każdym kolejnym sezonem stawał się coraz ważniejszym punktem drużyny. Z Lyonem aż czterokrotnie triumfował w Ligue 1, a w sezonie 2007/08 został królem strzelców rozgrywek. W lidze francuskiej wystąpił 112 razy, zdobywając 4gole. W 2009 roku za sumę 35 milionów euro przeszedł do Realu Madryt. Początkowo nie spełniał pokładanych w nim oczekiwań, ale z każdym kolejnym sezonem było co raz lepiej. W barwach "Królewskich" rozegrał ponad 200 spotkań i zdobył ponad sto goli. Z Realem wygrał mistrzostwo Hiszpanii w 2012 roku, a także dwa puchary kraju (2011 i 2014 r.). W rozgrywkach europejskich dwukrotnie tryumfował w Lidze Mistrzów (2014 i 2016 r,). Jego umowa z Realem wygasa w czerwcu 2019 roku. Pierwsze kroki w reprezentacji Francji stawiał już w drużynach młodzieżowych. A w 2004 roku zdobył nawet, z zespołem U-17, juniorskie Mistrzostwo Europy a w 2021 z pierwszą reprezentacją wygrał Lige Narodów UEFA. W pierwszej reprezentacji zadebiutował w 2007 roku.



@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

0

@Szreko A ja, jak najpoważniej ci odpowiadam: Platini w 100% pomocnik. Natomiast Maradona tylko na początku kariery w Argentinos i w Boca grał jako napastnik. Później w Europie i w reprezentacji grał jako pomocnik, i to jak grał!

7

@FCBparasiempre
19 grudnia 1955 r. w Łodzi urodził się Marek Dziuba, obrońca. ,,Przegnałem stare upiory. Nikt mi nie powie że nie umiałem powstrzymać towarzyszy ze wschodu.”- opowiada nam pan Marek, który po dwóch meczach ze Związkiem Radzieckim dwa razy mógł płakać. Najpierw ze złości a potem ze szczęścia. W czasach PRL hasło ,,Związek Radziecki” działało na emocje każdego Polaka. Na szeroko rozumiany dyktat Wielkiego Brata można było reagować wymuszoną albo akceptowalną uległością. Można się było też na niego nie godzić i przynajmniej w swoim małym, prywatnym światku oburzać i protestować. Obojętność raczej nie wchodziła w gre… Tak się złożyło iż Marek Dziuba ze Związkiem Radzieckim miał też do wyrównania osobiste piłkarskie porachunki. W 1977 r. Polaków czekały decydujące mecze w kwalifikacjach do argentyńskiego mundialu. Prowadzili w grupie ale nie mogli otwierać szampana bo czekały ich jeszcze domowe mecze z Danią i Portugalią. Trzeba było uważać zwłaszcza na tą ostatnią ekipe bo deptała im po piętach. Przegrała z Biało-Czerwonymi u siebie ale w innych meczach zbierała komplety punktów, co oznaczało że porażka Polski na Stadionie Śląskim albo wcześniejsze potknięcie z Danią może pozbawić nas awansu. Próbą generalną przed jesienną batalią był mecz towarzyski z ZSRR w Wołgogradzie. Towarzyski tylko z nazwy. W gruncie rzeczy wszyscy dobrze wiedzieli że nasi pojechali na piłkarską wojne. To był jeden z tych niezwykłych momentów, kiedy futbol staje się jedynie pretekstem do rozumienia i przeżywania współczesnego świata. Chodziło o kwestie uświadomienia sobie pewnych znaczeń: Polska grała z reprezentacją kraju, którego nazwa półtora roku wcześniej znalazła się w Konstytucji PRL. Sejm PRL uchwalił zapis nie tylko o przewodniej roli PZPR ale też przyjaźni z ZSRR. Nikt obywateli o zdanie nie pytał, oczywiście żadnego referendum nie było. To musiało irytować normalnych ludzi, którym władza śmiała się prosto w oczy. Mecz ze Sborną nabierał nowego wymiaru i urastał do rangi ważnego wydarzenia społecznego. Przynajmniej na tym polu mogliśmy się postawić sowieckiemu imperium.

Dziuba w drużynie Gmocha nie był nowicjuszem, miał już 7 występów. Selekcjoner szukał optymalnego składu formacji defensywnej ale póki co znacząco różnił się od tego, co wcześniej wymyślił i z powodzeniem stosował trener Kazimierz Górski. Brakowało więc nie tylko bramkarza Jana Tomaszewskiego, który wówczas przynajmniej siedział na ławce ale też Szymanowskiego, Gorgonia i już bezpowrotnie skreślonego Musiała. Do składu wchodzili inni. W Wołgogradzie między słupkami stanął Zygmunt Kukla a w obronie obok mundialowego medalisty Władysława Żmudy znalazło się miejsce dla Henryka Wieczorka, Henryka Maculewicza i właśnie Marka Dziuby. 22-latek został rzucony na głęboka wode i nie dość że mecz z ,,Ruskimi” na ich terenie, nie dość że to pierwsze starcie z nimi po naszych złotych igrzyskach olimpijskich w Monachium, to jeszcze trzeba grać przeciwko Błochinowi, najlepszemu piłkarzowi Europy roku 1975, który(jakby to wyrazić) nie przepadał za Polakami. Polecenie Gmocha wydane Dziubie nie pozostawiało żadnego pola do interpretacji: ,,Masz się skutecznie zająć Błochinem, pilnuj go jak oka w głowie.” Misterne plany i bojowe zaklęcia nie pomogły. Polska przegrała 4:1. Gdy w 57 minucie Lato strzelił na 1:2, jeszcze można się było łudzić że wszystko się jakoś dla nas ułoży ale przewaga gospodarzy już wtedy była bezsporna a potem rozbujał się ten przeklęty Błochin, który w 5 minut strzelił 2 gole. Próbujący pilnować go Dziuba był na łopatkach. Gmoch czym prędzej zdjął go z boiska. ,,Jasne że zabolało. Wołgograd oznaczał klęske. Moją klęske bo to mnie okrzyknięto winnym porażki. Ech ten Błochin… Nigdy faceta nie zapomnę. Kawal piłkarza, szybki mocny, trudny do upilnowania, no i dwa razy był cwańszy bo zdobył dwa gole ale czy naprawdę ja jeden odpowiadałem za przegraną? Janek Tomaszewski jak mnie spotyka to powtarza: ,,Ty durniu, trzeba było po 20 minutach zejść z boiska bo przecież dostałeś pod żebro i miałbyś święty spokój.” Zrobili ze mnie kozła ofiarnego. To we mnie siedzi jak drzazga nawet teraz, choć ile to już lat minęło?”- przyznaje Dziuba. Eksperci na bieżąco komentowali że Błochin w Wołgogradzie zakończył reprezentacyjną karierę Dziuby, choć było w tym dużo emocjonalnej przesady bo chodziło o młodego piłkarza. Zresztą czas pokazał iż fachowcy radykalnie się pomylili. Faktem jest że u Gmocha już nie dostawał szans a więc i o argentyńskim mundialu, na który Polska awansowała, ełkaesiak mógł zapomnieć. Wrócił do reprezentacji, gdy odszedł z niej Gmoch. Grał u Ryszarda Kuleszy. Polacy walczyli o awans do finałów mistrzostw Europy w 1980 r.; dwa razy potknęli się na NRD. Nie pomogły im nawet takie wyczyny jak pokonanie 2:0 Holandii, ówczesnego wicemistrza świata i to z dwóch ostatnich mundialów. ,,Na Stadionie Śląskim zaopiekowałem się znakomitym Rensenbrinkiem tak troskliwie że po meczu wkurzony pytał holenderskich dziennikarzy skąd Polacy wytrzasnęli tego prawego obrońcę? Nie znał mnie, no to mu się przedstawiłem.”- uśmiech się Dziuba.

U Kuleszy grał do samego końca, czyli do słynnej afery na Okęciu. W jej wyniku selekcjoner stracił posade jako trener, który nie potrafił zapanować nad dyscypliną w zespole. Chodziło o mecz z Maltą, pierwszy w kwalifikacjach do MŚ España ’82. Przed wylotem na krótkie zgrupowanie do Włoch była zbiórka z noclegiem w Warszawie, co piłkarze wykorzystali na wyjście w miasto i tak zwane spotkania integracyjne. W efekcie rano na lotnisku Okęcie bramkarz Młynarczyk pojawił się z objawami wskazującymi na dość intensywnie spędzoną noc. Kulesza chciał go zostawić w kraju ale twardo sprzeciwili mu się Boniek, Żmuda i Terlecki. Selekcjoner się ugiął ale skandalu nie uniknął. Po buntowników do Rzymu osobiście wyruszył prezes PZPN i ściągnął ich do Polski. Z ustalonej hierarchii w kadrze wynikało że pod nieobecność Żmudy kapitanem był Dziuba, więc wtedy w naturalny sposób opaska trafiła do niego. ,,Strasznie trudna sytuacja bo podobnie jak Paweł Janas też byłem w radzie drużyny. Solidaryzowaliśmy się z chłopakami a jednak nikt nie kazał nam wracać z nimi do kraju. Biliśmy się z myślami, co robić. Sami mamy zrezygnować z udziału w zgrupowaniu?. Dołączyć do skreślonych? Zostaliśmy, lecz dylematy też zostały.”- wspomina pan Marek. Potem był też w kadrze u Piechniczka. Reprezentacyjna pozycja obrońcy ŁKS była coraz mocniejsza. W kluczowych eliminacyjnych meczach znowu z NRD grał z opaską kapitańską. Tym razem nikt już nie mógł zatrzasnąć mu przed nosem drzwi do finałów mistrzostw świata. Pojechał na mundial do Hiszpanii ale przestał być kapitanem. Usiadł na ławce bo trener uznał że lepszy jest Jan Jałocha. Obrońca Wisły Kraków w pierwszej połowie meczu z Peru, przy stanie 0:0 doznał jednak kontuzji i musiał zejść z boiska. Zastąpił go właśnie Dziuba. Gdyby wtedy coś nie wyszło, byłoby na Dziube, no bo on zastąpił podstawowego obrońcę i faktycznie po jego wejściu dużo się zmieniło, tylko że w drugą strone! Polacy po dwóch niepokojących, bezbramkowych remisach z Włochami i Kamerunem w drugiej połowie przełamali peruwiańskie zasieki i wygrali 5:1! Ten mecz był wydarzeniem rangi państwowej. W Polsce stan wojenny, rodacy szukali pokrzepienia. Władz też nam szczerze kibicowała bo cholernie potrzebowała sukcesu. W dniu meczu z Peruwiańczykami zarządzono rano zbiórke. Wszyscy mieliśmy założyć garnitury; aż się zaniepokoiłem że może w Polsce coś niedobrego się stało bo wiadomo, jakie niespokojne były czasy. Na szczęście nie, chodziło o bojowe przemowy. Jacyś ważni wysłannicy z Polski ustawili nas w rzędzie i tłumaczyli że Polska na nas liczy że teraz nie ma podziałów że dziś wszyscy jesteśmy razem. Nie powiem, ładnie mówili, czułem się napompowany, choć jeszcze wtedy zdawało mi się że znowu nie zagram.”- wspomina Dziuba.

Po wygranej w następnym meczu z Belgią, nadszedł dla Dziuby wytęskniony czas rewanżu. Polska miała zagrać z ZSRR o awans do strefy medalowej a w składzie rywali ten sam Błochin! Naszym wystarczał bezbramkowy remis i szanowali ten bezcenny kapitał początkowy. Wkurzeni Rosjanie z każdą minutą byli coraz bardziej bezsilni. ,,Marzyłem o tej chwili, choć trudno było mi uwierzyć że naprawdę może nadejść. Tak więc po 5 latach znowu mogłem zagrać przeciwko Ruskim i Błochinowi a cały naród z napięciem patrzył. Koniecznie musieliśmy ich wysłać do domu. Panowałem nad swoją strefą! Poprosiłem tylko Grzeska Late żeby się tak głęboko nie cofał bo przez tę jego niesamowitą ruchliwość zaczynam tracić orientacje. Niech skupia się na walce w ofensywie. Wszystko zadziałało perfekcyjnie. To była świetna zespołowa robota. Wyrównałem stare porachunki”- opowiada pan Marek. Na swój drugi mundial już nie pojechał. Piechniczek pozwalał mu grać sporadycznie. Wystąpił w jednym meczu kwalifikacji do MŚ w Meksyku. Polacy w Mielcu sensacyjnie tylko zremisowali z Albanią(2:2). ,,Cudem uniknęliśmy jeszcze większego wstydu bo mogliśmy przegrać i widocznie znowu ja byłem winny bo nie dostałem następnego powołania. Tylko tak się składa że do gry wszedłem przy stanie 1:2 a potem gola strzelił już tylko Pałasz.”- relacjonuje Dziuba. Nie mógł wtedy wiedzieć że to jego ostatni mecz w kadrze narodowej. Było to pożegnanie bez echa. Nawet okolicznościowego proporczyka nigdy nie dostał. Nie zmienia to jednak faktu iż Dziuba jest reprezentantem spełnionym. Twardy chłopak z łódzkich Bałut doszedł w kadrze do największych zaszczytów: był jej kapitanem i ma medal z mundialu. Na początku jego piłkarskiej kariery pojawił się niejaki Władysław Lachowicz, łódzki dziennikarz i wyszukiwacz piłkarskich talentów. W ,,Głosie Robotniczym” dał anons że jest nabór do Łódzkiego Klubu Sportowego. To był najwyższy czas, bowiem Dziuba miał 14 lat. Zgłosił się i od razu poczuł że to miejsce dla niego. No i w klubowej piłce też kiedyś wykonał spektakularny ruch bo po latach jako stary ełkaesiak przeniósł się bezpośrednio do Widzewa. ,,Chciałem to zrobić choćby dlatego że przez te wszystkie lata mój klub nie grał w europejskich pucharach a ja z podziwem oglądałem, jak Widzew wojuje w Europie i to na naszym stadionie! Mój związek z ŁKS po prostu się wypalił. Czułem ze przy al. Unii też już mnie nie chcą a Widzew był nowym bodźcem. Przyjeli mnie tam jak swojego i zaraz nawet dali opaske kapitańską. Kibice? Nie miałem z nimi żadnego problemu. Wiadomo wychowałem się na Bałutach i to w takiej okolicy, gdzie(jak to mówią) bez kija i noża nie podchodź. Ełkaesiak z krwi i kości byłem, zresztą do dzisiaj jestem.”- deklaruje pan Marek. Wtedy jednak pasował też do charakternego Widzewa. To był wciąż wielki zespół, z Wójcickim, Wijasem, Wragą, Smolarkiem, Dziekanowskim… ,,W Pucharze UEFA wyeliminowaliśmy Borussie Mönchengladbach, lecz pechowo odpadliśmy z Dynamem Mińsk. Zabrakło kontuzjowanego Smolarka a myślę że z nim dalibyśmy rade. Mieliśmy ekipe, która mogła dojść nawet do finału. Z tym wielkim Widzewem mistrzostwa nie zdobyłem, tylko Puchar Polski. Troche szkoda.”- przyznaje Dziuba. Poważne granie kończył w belgijskim Saint-Truidense. Również tam go cenili i traktowali jak nauczyciela. Jednym z najbardziej pojętnych uczniów był 18-letni Marc Wilmots…

6

Nieco zapomniane legendy polskiego futbolu(wiecie gdzie czytać):

@AFA90
@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

0

@Kamiloza91 Maradona, Platini, Zidane

13

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

19 grudnia 1949 r. w Chorzowie urodził się Jerzy Wyrobek, obrońca. Nie imponował warunkami fizycznymi ale potrafił znakomicie odnajdywać się na boisku i bezbłędnie kierować poczynaniami defensywy. Jego ojciec, Ryszard, był cenionym piłkarzem Ruchu. Jego bracia, Czesław i Eugeniusz, również byli piłkarzami a siostra Halina grała w piłkę ręczną. Jerzy futbol miał więc we krwi. Był wychowankiem Stadionu Chorzów, ale profesjonalną karierę zaczynał w Wałbrzychu, gdzie w latach 1967-69 występował w miejscowym Zagłębiu. Razem z klubem w 1968 r. wywalczył awans do ekstraklasy, a dobre występy na pierwszoligowych boiskach zwróciły uwagę Ruchu. Na początku sezonu 1969/70 Wyrobek wrócił do Chorzowa i kontynuował rodzinną tradycję. Od razu został rzucony na głęboką wodę i debiutował w spotkaniu z zabrzańskim Górnikiem. Strzelił nawet bramkę w tym meczu, tyle że samobójczą. Na szczęście pięć minut przed końcem uderzeniem z rzutu karnego wyrównał Bronisław Bula i starcie zakończyło się remisem. Początek mógł być więc lepszy, ale Wyrobek nie załamał się i swoją klasę potwierdzał w kolejnych pojedynkach. Z miejsca stał się podstawowym zawodnikiem zespołu. W lidze opuścił tylko jeden mecz. Mimo młodego wieku imponował opanowaniem i odpowiedzialnością. Kiedy w 1971 r. szkoleniowcem Ruchu został Michal Vičan, część zawodników pożegnała się z zespołem. Wyrobek był jednak nie do ruszenia. Był już wówczas laureatem Złotych Butów w plebiscycie Sportu, a Słowak szybko poznał się na jego talencie. Ciężkie treningi, jakie narzucił nowy trener, przyniosły skutek w 1974 r. Ruch został mistrzem Polski, a rok później obronił tytuł. Dodatkowo w 1974 r. zespół zdobył też Puchar Polski. Wyrobek po swój trzeci tytuł sięgnął w 1979 r., 29-letni wówczas obrońca wystąpił jednak tylko w pierwszym spotkaniu sezonu z Wisłą Kraków, w którym doznał kontuzji. Przymusowa przerwa trwała aż półtora roku, ale po powrocie znowu był liderem defensywy chorzowskiego zespołu. 26 września 1982 r. rozegrał swój ostatni mecz w barwach Niebieskich. Ruch przegrał wówczas z Szombierkami 0:2. Wyrobek w ciągu 13 sezonów spędzonych w Chorzowie wystąpił w 264 spotkaniach i pięciokrotnie wpisywał się na listę strzelców. W reprezentacji Wyrobek zadebiutował w wygranym 5:0 meczu z Danią 2 września 1970 r. Później dostawał szansę w kilku kolejnych meczach, ale po spotkaniu z Niemcami w Hamburgu (0:0) w 1971 r. na dłużej rozstał się z kadrą. Zabrakło dla niego miejsca na igrzyskach, ale dobre występy w reprezentacji Under-23 trenera Strejlaua pozwalały mieć nadzieję, że znajdzie się w kadrze na mistrzostwa świata. Do RFN jednak nie pojechał, a do kadry wrócił w listopadowym pojedynku z Czechosłowacją (2:2). Kiedy nasza reprezentacja leciała do Montrealu, dla Wyrobka znowu zabrakło miejsca. Z drużyną narodową pożegnał się 13 kwietnia 1977 r. w przegranym 1:2 meczu z Węgrami. Po odejściu z Ruchu grał w TuS Neuhaus, gdzie spędził pięć lat. Kiedy jednak Ruch spadł z ekstraklasy, zadanie powrotu na pierwszoligowe boiska powierzono właśnie Wyrobkowi. Misja zakończyła się pełnym sukcesem. Niebiescy z pierwszego miejsca awansowali do elity i już w pierwszym sezonie po powrocie sięgnęli po swój kolejny tytuł. Oczywiście pod wodzą Wyrobka. Kiedy Ruch znowu spadł z ligi w sezonie 1994/95, na pomoc po raz kolejny wezwano Wyrobka. Trener znów potrzebował ledwie roku, żeby wrócić do elity, a na dodatek zdobył w tym samym sezonie Puchar Polski. Oprócz Ruchu, jako szkoleniowiec pracował jeszcze w Bełchatowie, Wodzisławiu Śląskim, Lubinie, Szczecinie czy Sosnowcu. W Reprezentacji rozegrał 15 meczów, strzelając 1 gola.



@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

0

@Culer9002 Co to znaczy ,,musieliśmy odpowiedzieć"?

11

Cules pamiętają!

19 grudnia 2009 r. FC Barcelona pokonała po dogrywce 2:1 Estudiantes de La Plata w finale Klubowych Mistrzostw Świata. Blaugrana do 2009 r. miała wszystkie możliwe tytuły za wyjątkiem tego jednego- klubowego MŚ. Zaledwie 3 lata wcześniej drużyna Rijkaarda niespodziewanie przegrała finał z Internacional Porto Alegre i na kolejną szanse czekała 3 lata. Przeciwnikiem był argentyński Estudiantes, na którego czele stał weteran Juan Sebastian Veron. W pierwszej połowie arbiter nie podyktował ewidentnego karnego po faulu na Xavim i jednocześnie uznał gola dla Estudiantes ze spalonego. Od tego momentu Barça prowadziła gre, momentami miała przygniatającą przewagę ale brakowało gola. Wreszcie Guardiola postawił wszystko na jedną karte i wystawił nominalnego obrońcę Pique jako… drugiego środkowego napastnika. To po jego podaniu Pedro doprowadził do wyrównania w 88 minucie i stał się w ten sposób pierwszym piłkarzem, który strzelał gole w 6 rozgrywkach w jednym roku. W dogrywce słabo grający do tego momentu Messi zdobył decydującego gola, kierując piłke do siatki klatką piersiową w 110 minucie. Estudiantes próbował jeszcze atakować, lecz Veronovi, rozgrywającemu wspaniały mecz, brakowało już sił. Zwycięstwo Dumy Katalonii oznaczało historyczny wyczyn: 6 tytułów w jednym roku, czego nie dokonał wcześniej żaden inny klub!

Przypomnijmy:





@AFA90
@Arkon
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

1

@Koni8M Owszem ścisk był duży. Mało tego, do świąt(a grano w pierwszy dzień świąt) prowadziło Atletico M.(23 p.) przed... Pontevedrą(20 p.), Valencią(równie 20 p.), Realem M.(również 20), Athletic Bilbao(18 p.) i wreszcie FC Barceloną(16 p.) i jeszcze Elche miało 16 p. Atletico w tamtym sezonie szło jak burza i w efekcie sięgneli po mistrzostwo Hiszpanii a Barcunia zajeła dopiero 3 miejsce za Realem Madrid, tak więc samo El Clasico nie wiele dalo...

11

Grande Espectacolo El Clasico!

19 grudnia 1965 r. FC Barcelona pokonała Real Madryt na Santiago Bernabeu 3:1 w 14 kolejce Primera Division. Gole dla Barçy zdobyli: Josep Fuste(2) oraz Jose Zaldua. Po tej kolejce Blaugrana zajmowała dopiero 7 pozycje w tabeli ze stratą 7 punktów do prowadzącego Atletico Madryt.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Monix10
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

1

@Pawel13sz No widzisz a ja nigdy, czy też prawie nigdy nie żartuje z futbolu a zwłaszcza z ,,naszej" Barcuni...

1

@Pawel13sz No co ty gadasz? Żartujesz sobie czy co?

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?