8

Golleada:

28 listopada 1976 r. FC Barcelona pokonuje wysoko na Camp Nou CF Valencie 6:1 w 12 kolejce Primera Division. Aż 5(!) goli dla Barçy w tym meczu strzela napastnik Manuel Clares, co zdarza się bardzo rzadko. W efekcie Blaugrana umocniła się na prowadzeniu w tabeli Primera Division wspólnie z Atletico Madryt mając po 16 punktów.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

3

@Sysia11 Pięknie napisane. Pierwsza miłość w futbolu, tak jak i w życiu, zawsze będzie wyjątkowa i pozostawi wyjątkowy ślad w sercu i duszy...

8

El Clasico w czasach kryzysu:

28 listopada 1971 r. FC Barcelona remisuje na Santiago Bernabeu 1:1 z Realem Madryt w 11 kolejce Primera Division. Ten remis niewiele pomógł Blaugranie, która uplasowała się w strefie spadkowej(17 miejsce) mając 8 punktów po 11 meczach. Był to jeden z najgorszych startów Barçy w historii Primera Division.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

1

@_barti Jak również i trener Michel...

0

No cóż, ja jako cule nigdy bym się nie spodziewał że będe musiał mocno kibicować FC Gironie głównie po to aby Real Madrid nie prześcignął ich w tabeli a co nie daj Boże żeby zdobył mistrzostwo Hiszpanii...
Vamos FC Girona!

11

Barça w Champions League:


27.11.2002 r. FC Barcelona pokonała na wyjeździe Bayer Leverkusen 1:2 w ramach drugiej fazy grupowej Ligi Mistrzów po golach Savioli(48 minuta) i Overmarsa(88 minuta) oraz honorowym trafieniu Berbatowa z 39 minuty.






@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

9

Grande Espectacolo El Clasico:

27 listopada 1982 r. FC Barcelona pokonuje w Klasyku Real Madryt na Santiago Bernabeu 0:2 w ramach 13 kolejki Primera Division. Gole dla Blaugrany strzelają: Esteban Vigo oraz Quini. To zwycięstwo pozwoliło zbliżyć się w tabeli na 2 punkty do prowadzących Realu Madryt i Athletic Bilbao.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

9

Wspomnień czar:

27 listopada 1974 r. powstał ,,Cant del Barça”. Z okazji 75 rocznicy powstania klubu stworzono hymn, który używany jest do dziś. Pieśń wykonało 3500 muzyków należących do Stowarzyszenia Chórów Katalońskich przed jubileuszowym meczem towarzyskim z NRD. W przerwie meczu Stowarzyszenie Sardanistów i Baletów Katalońskich wykonało na płycie boiska tradycyjny taniec kataloński, czyli sardanę.



@AssisMoreira
@Arkon
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

0

@LS No już słyszałem że ,,gówno zagraliśmy". Wszyscy wiemy że ostatnio gramy padake, jednak tam na Esadio de Vallecas już kilka lat temu graliśmy delikatnie mówiąc nie najlepiej, więc uznałem ten wynik za całkiem ok.

12

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

26 listopada 1936 r. w Bytomiu urodził się Jan Liberda. Najlepszy ligowy strzelec Polonii Bytom i wielka gwiazda śląskiego futbolu. Karierę zaczynał w AKS-ie w 1949 r., ale już po roku zdolnego juniora przejęła Polonia. Piłkarskiego rzemiosła uczył się podpatrując Kazimierza Trampisza. W pierwszym zespole zadebiutował w 1953 r. w meczu z Cracovią. Dwa lata później wraz z reprezentacją Polski juniorów zagrał na turnieju FIFA w Montecatini, rozgrywanym we Włoszech. Szybko stał się ważną postacią w klubie. Miał niezbyt imponujące warunki fizyczne, ale wszystko nadrabiał ruchliwością i genialną techniką. Był urodzonym przywódcą i potrafił wyrażać swoje zdanie także poza boiskiem, co nie zawsze wychodziło mu na dobre. Jego udziałem były wszystkie sukcesy bytomskiego klubu. Dwukrotnie zdobył z Polonią tytuł mistrza Polski (1954 i 1962), dwa razy był najskuteczniejszym strzelcem w lidze (1959 i 1962). W 1962 r. został laureatem Złotych Butów w plebiscycie Sportu. To on poprowadził Polonię do triumfów w Pucharze Rappana i sukcesów w Ameryce. Z bytomskim zespołem był związany przed 19 lat. W tym czasie rozegrał 304 mecze i strzelił 146 goli. Po odejściu z klubu wyjechał do Chiacago Eagles, a później krótko grał w AZ Alkmaar i w 1971 r. wrócił do Polonii. Jako trener prowadził w ekstraklasie sosnowieckie Zagłębie, później pracował jeszcze w Polonii, Katowicach, Czeladzi i w Niemczech. W reprezentacji zadebiutował w zremisowanym 1:1 meczu z RFN w 1959 r. Znakomicie spisał się podczas polskiego tournée w Ameryce Południowej w 1966 r. Polacy grali wówczas dwukrotnie z Brazylią i raz z Argentyną. W każdym z tych meczów strzelili po jednym golu a autorem każdej z nich był właśnie Jan Liberda. Zagraniczni fachowcy wypowiadali się o nim w samych superlatywach, doceniając jego walory techniczne i boiskową inteligencję. W sumie w narodowych barwach rozegrał 34 spotkania. Ostatnie rozegrał w 1967 r. z ZSRR. W Reprezentacji rozegrał 35 meczów, strzelając 8 goli.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

12

Blaugrana w europejskich pucharach:

26 listopada 1957 r. FC Barcelona pokonała w meczu dodatkowym na St. Jakob-Stadion w Bazylei Birmingham City 2:1 w ramach półfinału Pucharu Miast Targowych. Pierwszego gola dla Barçy strzelił w 33 minucie znakomity napastnik Evaristo de Macedo, natomiast decydującego gola na wage awansu do finału zdobył genialny Ladislao Kubala w 83 minucie.


@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

10

Jubileusze Dumy Katalonii:

26 listopada 1949 r. odbył się turniej z okazji 50-lecia klubu. 50-ta rocznica utworzenia FC Barcelony stała się pretekstem do organizacji turnieju z udziałem gospodarzy, duńskiego Kjøbenhavns Boldklub(najstarszego wielosekcyjnego klubu w Europie) i brazylijskiego Palmeiras São Paulo. Zwycięzca miał otrzymać Trofeig Noces d’Or, czyli Trofeum Złotych Godów. Była to jedna z pierwszych okazji by zobaczyć w Europie futbol południowoamerykański. W tym samym czasie Real Madryt gromił reprezentację Meksyku, więc gazety zgodnie uznały że ,,futbol w wydaniu meksykańskim i brazylijskim dzieli ogromna różnica a piłka hiszpańska znajduje się gdzieś po środku. Ciekawe jak wypadły by drużyny typu Botafogo czy Vasco da Gama, które prezentują jeszcze wyższy poziom?”- zastanawiali się dziennikarze. Blaugrana zremisowała bowiem z Palmeiras 2:2 ale głównie dzięki świetnej postawie Ramalletsa w bramce. Był to jednocześnie pierwszy w historii pojedynek Barçy z klubem brazylijskim. W składzie Brazylijczyków zagrał między innymi Jair, który rok później był podstawowym piłkarzem na Mistrzostwach Świata i strzelił Hiszpanom gola w wygranym meczu aż 6:1! Natomiast pojedynek z Duńczykami zakończył zwycięstwem Dumy Katalonii 1:0.



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

0

Nie mogłem wczoraj oglądać naszej Barcuni więc zapytam jak nasi ulubieńcy zagrali?
Oczywiście zdawałem sobie sprawe że na Estadio de Vallecas przegrywaliśmy ostatnie mecze, więc chyba wczorajszy remis można uznać za dobry?

7

@FCBparasiempre
Anglicy nigdy nie byli królami piłki. Sami siebie tak nazywali i byli jednak przekonani, że nimi są. To, co wydarzyło się 25 listopada 1953 roku, zmieniło na zawsze ich świat, wstrząsnęło już od dawna chwiejącą się pozycją twórców futbolu. Oto krótkie przypomnienie jedynej w swoim rodzaju bitwy Węgrów z Anglikami. Mecz stulecia, tak bowiem nazwano to starcie. Prasa celowo przesadzała i nakręcała atmosferę. Mecz mimo pory, elektryzował brytyjską publikę. Świat miał się zmienić dla Anglików. W końcu zgodzili się zmierzyć z drużyną spoza Wysp. Do tamtej pory prężyli tylko muskuły w zawodach z: Irlandią, Szkocją i Walią. Z resztą Europy spotkali się ponad dekadę temu. Piłkarski światek miał w pamięci ich pogromy z lat 30-tych. Wówczas nie mieli sobie równych i pokonali Belgię (6:1 i 4:0), Hiszpanię (7:1), czy austriacki Wunderteamem (4:3). Słabsi od nich okazali się także Francuzi, przegrywając 4:1. Pokonali również Włochów (mistrzów świata) w stosunku 3:2 oraz Norwegów 4:0. W tamtym okresie nie dali szans również reprezentacji Europy, którą rozbili 3:0 i 6:1. Czas się jednak nie zatrzymywał. Lata mijały a Anglicy zachłysnąwszy się swoimi sukcesami, uwierzyli że są bezdyskusyjnie najlepszą i najbardziej zasłużoną ekipą świata. Węgrzy natomiast powoli budowali drużynę na lata. Było tak już w latach 30-tych. Po świetnych występach na mistrzostwach świata, gdy doszli do finału (nie było im dane wygrać m.in. przez zastraszające gierki Benito Mussoliniego), byli znani jako wyborni dryblerzy i spece od gry kombinacyjnej. Także już wówczas kiełkowała rewolucyjna taktyka, która zmieniła historię piłki, chyba bardziej niż zwycięstwa Anglików. Węgrzy zastosowali nowinkę, manewr „fałszywej 9” w którym Nandor Hidekguti cofał się do pomocy i robił miejsce Sandorowi Kocsisowi i Ferencowi Puskasowi. Madziarzy mieli dać popis nie tylko taktyki, ale zrewolucjonizowali także kwestię przygotowania przedmeczowego i treningu. Spotkanie w ogarniętym komunistyczną propagandą zespole, zostało potraktowane na tyle poważnie, że piłkarze Sebesa trenowali u siebie angielskimi piłkami i grali na boisku ze sztuczną mgłą. O przewadze Węgrów zadecydować miało także nowoczesne obuwie sportowe. Anglicy wręcz przeciwnie, nie mieli w tych kwestiach pojęcia o nowinkach, zresztą co ich to obchodziło? Byli przecież najlepsi. Znana jest pewna opowiastka. Bill Wright, kapitan Anglików dostrzegł dziwne buty przeciwników, stojących wraz z Anglikami w tunelu przed wyjściem na murawę. Powiedział do Stana Mortensona: ,,Powinno być dobrze.” Ten mecz miał bardzo wiele zmienić w angielskim spojrzeniu na futbol. ,,To był styl i system gry, którego nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Żaden z tamtych piłkarzy nie znaczył dla nas nic. Nie wiedzieliśmy kim jest Puskás. Wszyscy tamci fantastyczni gracze byli ludźmi z Marsa, gdy tylko nas mijali. Przyjechali do Anglii, a my nigdy nie byliśmy pokonani na Wembley. Mógłby to być pogrom 3:0, 4:0, może nawet 5:0 małego kraju, który dopiero wchodził do europejskiego futbolu. Nazywali Puskása „galopującym majorem”, ponieważ był w armii. Jak ten chłopak, służący dla węgierskiej armii, mógłby przyjechać na Wembley i spowodować naszą porażkę? Ta jedna, jedyna gra zmieniła nasze myślenie. Myśleliśmy, że rozgromimy tę drużynę – Anglia na Wembley, jesteśmy mistrzami, oni są uczniami. Stało się jednak zupełnie inaczej” – czytamy na stronie Telegraph wypowiedź, sir Bobby’ego Robsona, który jednak był jeszcze nieopierzonym 20-latkiem i nie grał w tamtym spotkaniu.

Za pięć czwarta niebo nieco się przerzedziło, ale nie pozwoliło schować parasoli. Trener i jednocześnie zastępca ministra sportu – Gusztav Sebes – mógł sobie pogratulować profesjonalnego podejścia do zawodów, choć fachowcy wróżyli z chmur zwycięstwo Wyspiarzy. Zawodnicy chwilę wcześniej się rozgrzewali a gospodarze, przecierali oczy ze zdumienia, bo takich ćwiczeń jeszcze nie widzieli. To był pierwszy raz, gdy Węgrzy zaskoczyli Anglików. Gdy spotkanie już się rozpoczęło, Johnston w mig spostrzegł się że nie potrafi się ustawić do Hidegkutiego. Do tego „galopujący major” wraz z przyszła gwiazdą FC Barcelony Sandorem Kocsisem – robili mu na boisku totalny chaos. Minęło dosłownie kilka sekund i Bozsik wypuścił w uliczkę Hidegkutiego, który silnym strzałem pokonał Merricka. Tłumnie zgromadzeni kibice nie zdążyli dobrze usiąść a już było 0:1. Wściekli i zszokowani Anglicy przepuszczali szturm za szturmem na bramkę Grosicsa, ale siłowa i nieprzygotowana gra gospodarzy nie była tak efektywna. 16. minuta dała umęczoną bramkę dla Anglików, nerwowe starania trafieniem przypieczętował Sunwell. Węgrzy dopiero wtedy włączyli szósty bieg. To, co się stało między 20., a 28. minutą, było syntezą zjawiska, które nazywano później „Złotą Jedenastką”. Niezawodny tego popołudnia Hidekguti trafił po raz drugi, Puskas w przeciągu ośmiu minut zadał dwa decydujące w tym spektaklu ciosy. Lwy Albionu jeszcze dawały oznaki życia, trafiając w 38. i 56. minucie, ale taki ruch spotykał się z natychmiastową i zdecydowaną odpowiedzią Węgrów. Po przerwie, na 5:2 trafił Kocsis, a chwilę potem poprawił kompletujący hat-tricka Hidegkuti. Alfowi Ramseyowi, mającemu się narodzić za dziesięć lat legendarnemu trenerowi Anglików, przyszło choć trochę podreperować wynik miejscowych. Ostatecznie wynik – 6:3. Tak zakończył się mecz stulecia, który wiele zmienił w historii piłki nożnej. Węgrzy w tym spotkaniu o nieoficjalne mistrzostwo świata, jak to nazywali dziennikarze, na dobre rozpoczęli swoją złotą erę. Legendarny zespół, scementowany przez Sebesa w ciągu 32 spotkań nie przegrał meczu. Pokonali RFN podczas grupowych rozgrywek w finałach mundialu w Szwajcarii 8:3, a wcześniej w rewanżu za opisywane tu przeze mnie spotkanie, rozgromili ponownie Anglików 7:1, tym razem na własnym stadionie. Rewolucyjna taktyka i ustawienie 2-3-3-2, ze zmieniającymi się pozycjami i cofniętym napastnikiem, na dobre stworzyło team tak doskonały, że nie wiadomo, od kogo zacząć wymieniając kluczowych zawodników. Czy od Puskasa, który stał się legendą Realu i symbolem najładniejszej bramki roku? Czibora i Kocsisa, szalejącymi w Barcelonie, czy od innych kolegów, zdobywających seryjnie mistrzostwa kraju, z prowadzonym przez trenera kadry Honvedem czy MTK. Tamte gwiazdy do dziś są symbolami niedoścignionej przeszłości Węgrów, a także tragedii socjalistycznego kraju, z którego chce się tylko uciec. Tragedii ludzi, którzy chcieli tylko żyć i osiągać sukcesy w piłce, a przeszkodziła im w tym krwawo stłumiona w kraju rewolucja. Zostali przez to wyklęci i skazani na lata wygnania, ale w madziarskich sercach nigdy nie zatarła się pamięć o nich.

A Anglicy? Zderzyli się ze ścianą. Spostrzegli, że nie wolno się tak izolować od reszty Europy. Nie należy uznawać, że wszystko się już wie i niewiele więcej można nauczyć. Doszli także do tego, że przekonanie o tym, iż piłka nożna to ich produkt, jest fałszywe. Może to był pierwszy krok do przyszłego i jedynego mistrzostwa świata w 1966? Pokolenia Bobby’ego Moora, Geoffa Hursta, Bobby’ego Charltona i innych? Do tego było jednak jeszcze daleko, na razie poddani królowej Elżbiety musieli stanąć nad rozbitą drogocenną porcelaną i zdecydować co dalej. Nie popadli co prawda w chandrę, ale po kolejnym laniu postanowili zreformować totalnie swój futbol. Świat dla nich nie był już ten sam. Stanęli przed wyzwaniem. Zrezygnowano z modelu trenera, jako koordynującego oprócz reprezentacji, także poziom gry w kraju. Nie miały już miejsca przypadki wybierania składu przez komisję selekcyjną FA. Jak widać, znajdzie się wyjście z każdej sytuacji, ba, ona może nas bardzo wzmocnić i zmienić bieg wydarzeń.

6

Mecz stulecia!

Wiecie gdzie czytać(?) to czytajcie bo warto…


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

4

Akurat Rafa Marquez był na tyle charakternym i uniwersalnym piłkarzem że mógł właściwie przez cały sezon być kapitanem.
A Dembele? No cóż, jak ktoś był partaczem, to i nim zostanie na zawsze!

10

Rekord ,,La Pulgi”:

25 listopada 2014 r. FC Barcelona pokonała na wyjeździe Apoel Nikozja 4:0 w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Hattrickiem w tym meczu popisał się Lionel Messi, który jednocześnie pobił rekord Ligi Mistrzów należący wówczas do Raula Gonzaleza(71 goli).

Spójrzmy:




@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

9

Blaugrana w Lidze Mistrzów:

25 listopada 1999 r. FC Barcelona remisuje na Camp Nou z Manchesterem United 3:3 w ramach fazy grupowej Ligi Mistrzów. Już w pierwszej minucie na prowadzenie wyprowadził gospodarzy Sony Anderson. Pozostałe 2 gole dla Barçy strzelił Rivaldo. Zwłaszcza ten ostatni gol dla gospodarzy był bardzo ważny, ponieważ dał FC Barcelonie remis 3:3.

Przypomnijmy:





@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

9

Golazo!

25 listopada 2006 r. Ronaldo de Asis Moreira strzelił czwartego gola w meczu z Villareal, lecz za to jakiego!? ,,Nastawiałem się na to żeby przyjąć piłke i strzelić ale zauważyłem zbliżającego się obrońcę, odwróciłem się więc aby chronić piłke. Futbolówka znalazła się na idealnej wysokości do wykonania przewrotki, więc tego spróbowałem”- tak Brazylijczyk opisywał sytuacje, w której przyjął piłke na klatke piersiową tyłem do bramki i w ekwilibrystyczny sposób umieścił ją w bramce ustalając wynik spotkania na 4:0.

Stadiony świata:




@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

10

Duma Katalonii w europejskich pucharach:

25 listopada 1959 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou AC Milan 5:1(!) w rewanżowym meczu 1/8 Pucharu Mistrzów Klubowych i melduje się w ćwierćfinale. Gole dla Barçy zdobyli: Eulogio Martinez(10 m.), Segarra(19 m.), Kubala(32 i 69 m.) oraz Czibor(65 m.)


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

0

@Hawajczyk to samo można powiedzieć o Hiszpanii na mundialu w RPA?

0

@kuz Po meczu finałowym można teraz tak myśleć ale zaraz po porażce...?

0

Do dziś nie moge uwierzyć w to, jak można było przegrać z Arabią Saudyjską? Przedwczoraj minął rok od porażki ,,mojej" Argentyny z Arabią Saudyjską. Ja wiem że Albicelestes wynagrodzili mi to z nawiązką, jednak ta porażka to był dla mnie szok(!) wielki cios, po którym podnosiłem się wraz z piłkarzami argentyńskimi. Nie oglądałem tego meczu na żywo gdyż byłem w robocie i to pierwszy miesiąc w nowej pracy. Czegoś takiego nie zapomina się do końca życia. Jakiż ja byłem wówczas załamany że już nigdy nie doczekam kolejnego mistrzostwa świata ukochanej Argentyny...

8

@FCBparasiempre
Po debiucie na Mistrzostwach Świata w 1938 roku piłkarska reprezentacja Polski czekała na kolejny udział w światowym czempionacie aż 36 lat. W 1957 roku, po legendarnym zwycięstwie 2:1 nad Związkiem Radzieckim na Stadionie Śląskim, wydawało się, że Biało-Czerwoni będą w stanie wywalczyć awans na Mundial w Szwecji. Nadzieję Polaków pogrzebał dodatkowy mecz z ZSRR na neutralnym terenie w Lipsku, którego bohaterem, w niebywały sposób, został Eduard Strielcow. Po ogłoszeniu gospodarza szóstej edycji Mistrzostw Świata, 55 drużyn wyraziło chęć udziału w turnieju. O jedno z 14 wolnych miejsc musiały zmierzyć się w eliminacjach. Szwecja, jako organizator, i RFN, jako panujący mistrz, miały zaklepane miejsca na Mundialu bez konieczności kwalifikacji. W strefie europejskiej do obsadzenia było 9 miejsc, o które walczyło 27 drużyn. Zostały podzielone, co logiczne, na dziewięć grup po trzy zespoły. Polska trafiła do grupy szóstej z Finlandią i Związkiem Radzieckim. Od początku było jasne, że Skandynawowie będą dostarczycielami punktów, a o awans powalczymy z „Wielkim Bratem”. Ten pokazał nam miejsce w szeregu już w pierwszym starciu, wygrywając w Moskwie 3:0. Dwa tygodnie później w Helsinkach Biało-Czerwoni wygrali z Finlandią 3:1. W tym samym mieście gracze ZSRR roznieśli gospodarzy aż 10:0(!) i w październiku 1957 roku przyjechali do Chorzowa po zapewnienie sobie biletów do Szwecji. Mecz w Kotle Czarownic miał wymiar polityczny. Cieszył się tak wielkim zainteresowaniem, że nawet gdyby na obiekt mogło wejść pół miliona osób, zapewne odnotowalibyśmy komplet publiczności. Miejsc było znacznie mniej, przez co ostatecznie pojawił się nadkomplet, blisko 100 tys. fanów. Obejrzeli znakomite zawody, zakończone historycznym zwycięstwem Polaków 2:1. Oba gole dla Biało-Czerwonych zdobył rodowity Chorzowianin, Gerard Cieślik. Zwycięstwo Biało-Czerwonych bardzo urozmaiciło sytuację w tabeli naszej grupy. Na koniec rozgrywek mieli tyle samo punktów co ZSRR. Wówczas nie istniała reguła lepszego bilansu w meczach bezpośrednich czy stosunku bramek strzelonych do straconych. Zamiast tego musiało dojść do dodatkowego meczu na neutralnym terenie. Wybór przedstawicieli UEFA padł na Lipsk.

24 listopada 1957 roku miało się rozstrzygnąć, czy na Mistrzostwa Świata wraca Polska po 20 latach nieobecności, czy Rosjanie, dla których byłby to debiut na imprezie tej rangi. Nasi przeciwnicy szczególną uwagę zwrócili na szalejących miesiąc wcześniej Cieśliku i Lucjanie Brychczym. Polacy od początku spotkania prowadzili grę, zdobywając optyczną przewagę. Po kilku minutach jeszcze bardziej zawiało optymizmem. Znakomity napastnik ZSRR, Eduard Strielcow, padł na murawę po pojedynku z jednym z naszych obrońców. Wówczas zmiany zawodników były niedozwolone. Przy kontuzji piłkarz miał dwie możliwości: zejść z boiska i osłabić swój zespół lub pozostać na murawie i przynajmniej statystować. „Rosyjski Pele”, jak później ochrzczono Strielcowa, ledwo chodził, a mimo to wybrał tę drugą opcję. Piłkarze reprezentacji Polski rozmawiali z nim, śmiejąc się, że dzięki niemu grają w dwunastu. Jego stan był na tyle poważny, że odpuścili jego krycie, podejrzewając, że nawet przyjęcie piłki będzie dla niego nie lada bolesnym wyzwaniem. I niestety się przeliczyli. Chytry napastnik Torpedo Moskwa pod pretekstem kontuzji wyczekiwał swojej szansy. Ta nadarzyła się w 31. minucie. Nagle cudownie wyzdrowiał, na pełnej prędkości ruszył w kierunku bramki Tomasza Stefaniszyna i bardzo mocnym strzałem, po którym piłka odbiła się od poprzeczki i pleców polskiego golkipera, wyprowadził swoją ekipę na prowadzenie. Polacy byli totalnie zdezorientowani i zaskoczeni tym, jak łatwo dali się oszukać. Już się nie podnieśli. Na kwadrans przed końcem spotkania Gienrich Fiedosow trafił na 2:0 i to Rosjanie wywalczyli awans na Mundial. Strielcow w rosyjskim futbolu jest niestety postacią tragiczną. W 1957 roku był zaledwie 20-latkiem, a już miał status mega gwiazdy. Grał w swoim ukochanym klubie, Torpedo Moskwa. Przed Mistrzostwami Świata w Szwecji dostał nakaz jego opuszczenia i dołączenia do zarządzanej przez państwowe wojsko CSKA lub będącego w posiadaniu Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego Dinama. Jednej i drugiej stronie stanowczo odmówił, czym wydał na siebie wyrok. Wysoko postawieni oficerowie i oficjele poczuli się zlekceważeni jego decyzją, zatem zakazali mu gry w narodowych barwach. O Mundialu musiał więc pomarzyć. Jakby tego było mało, młoda Rosjanka, Marina Lebiediewa, oskarżyła go o gwałt. Choć nie było żadnych dowodów w tej sprawie, Strielcow został skazany na 12-letni pobyt w łagrze. Łatwo się domyślić, że cała sprawa została wyimaginowana tylko po to, by zawodnik zdał sobie sprawę, komu odmówił. Z ciężkiego obozu pracy przymusowej wyszedł wcześniej, po pół tuzinie lat odsiadki. Wrócił do piłki, a nawet do reprezentacji ZSRR. Nadal był wierny Torpedo, które w 1965 roku poprowadził do Mistrzostwa Rosji. Zmarł dzień po swoich 53. urodzinach na raka gardła. Jest uznawany za jednego z najlepszych rosyjskich piłkarzy w historii. Nigdy nie dowiemy się, ile mógł osiągnąć, gdyby nie wpływ polityki na piłkę nożną.

8

Tak oto chytry Eduard Strielcow pozbawił ,,nas” udziału w Mundialu 1958:

@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

16

Duma Katalonii w Lidze Mistrzów:

24 listopada 2009 r. FC Barcelona pokonuje Inter Mediolan w fazie grupowej Ligi Mistrzów 2:0 po golach Pique i Pedro. Barça bez Ibrahimovicia i Messiego w składzie musiała wygrać z Interem aby objąć prowadzenie w grupie i nie jechać na ostatni mecz grupowy Ligi Mistrzów do Kijowa z nożem na gardle. Guardiola wygrał batalie taktyczną z Mourinho, zwłaszcza w pierwszej połowie. Blaugrana odzyskała w tym czasie aż 47 piłek i to właśnie było kluczem do strzelenia 2 goli i bezpiecznego prowadzenia. Samuel Eto’o, który wrócił po raz pierwszy na Camp Nou po transferze do Mediolanu, praktycznie nie stworzył zagrożenia pod bramką Katalończyków.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

9

To był pierwszy i niepowtarzalny geniusz Dumy Katalonii:

24 listopada 1912 roku, w wygranym meczu towarzyskim z FC Catalą 12:2(!) Paulino Alcantara strzela swojego trzeciego z rzędu hattricka w swoim trzecim meczu w barwach Blaugrany. Mimo iż był to tylko mecz towarzyski to pamiętajmy że wówczas Paulino liczył sobie… 16 lat i niespełna 2 miesiące!


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

10

Blaugrana w Superpucharach:

23 listopada 1989 r. FC Barcelona remisuje na Camp Nou 1:1 z AC Milan w pierwszym meczu o Superpuchar Europy. Jedynego gola dla Barçy strzelił Guillermo Amor w 67 minucie. Przyszły trener FC Barcelony Frank Rijkaard i przyszły trener Holandii Marco van Basten udali się na Camp Nou z Milanem na pierwszy mecz, a ten ostatni otworzył wynik z rzutu karnego na minutę przed przerwą. Katalońska drużyna odrobiła straty po wyrównaniu w 67. minucie Guillermo Amora ale remis 1:1 nie wróżył dobrze przed rewanżem na San Siro dwa tygodnie później.




@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

9

Wspaniałe i nieco zapomniane El Clasico:

23 listopada 1960 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madryt 2:1 w rewanżowym meczu 1/8 Pucharu Europy. ,,Królewscy’’ po 5 zwycięstwach z rzędu w Pucharze Europy byli zdecydowanym faworytem w meczu 1/8 finału szóstej edycji Pucharu Mistrzów Klubowych. Barça wywiozła jednak w pierwszym meczu z Madrytu sensacyjny remis 2:2. Oba gole strzelił Luis Suarez, w tym wyrównującego z rzutu karnego w 88 minucie. W rewanżu dzięki fantastycznej postawie Kubali i golom Vergesa a zwłaszcza Evaristo ,,szczupakiem” na 9 minut przed końcem, Katalończycy odnieśli skromne zwycięstwo 2:1, choć trzeba zaznaczyć że sędzia nie uznał Realowi 3 goli w kontrowersyjnych sytuacjach. Poniekąd była to słodka zemsta na reżimie dyktatora Franco, za bezkarną kradzież Blaugranie genialnego Di Stefano, jak również za stronnicze sędziowanie z 15 kwietnia 1916 r. Koniec końców, pozostał jednak wielki niedosyt, ponieważ Barça przegrała finał tamtej edycji Pucharu Mistrzów z Benficą 2:3.




@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

0

@GM90 No ale co to ma niby znaczyć że jakiś koleś sobie stoi a nad nim omijająca go górą strzałka z jakimś chińskim napisem joke?

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?