rafkop8
Dołączył/a: wrzesień 2010
Łęczyca
37 obserwujących
18 obserwowanych
MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest:
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
Same sukcesy naszego portero. Zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. Trójka dzieci? Szacunek. Mam dwójkę. Brak snu, podkrążone oczy i mało czasu dla siebie. Wszystko to "marność" wobec dumy bycia ojcem. Gratulacje dla Victora, a przede wszystkim dla małżonki.
0
c.d.
Kolejna porcja braw dla Fabregasa, który z trójki muszkieterów znajduje się w najwyższej formie. Nie tylko to. Dyspozycja Cesca utrzymuje się od początku sezonu na równym poziomie. To cieszy. Preludium do całkowitej władzy w środkowej części boiska. Egzamin, póki co, zdany. Gratulację za bramkę. Chytre uderzenie, które zapewniło nam komplet punktów.
Victor Valdes. To jest jego sezon. Z bólem serca powiem jedynie, iż przyszły pracodawca będzie miał z chłopaka sporo pociechy. Szkoda, że nie my, ale tak jak pisałem już wielokrotnie – szanuję jego decyzję. Żalu nie da się jednak wymazać.
Po raz kolejny dziwię się, iż Martino nie zaufał Songowi. Nie rozumiem tej sytuacji. Kto wie, być może jest coś „na rzeczy”. Nie obserwuję przecież ich treningów i nie wiem, kto ile z siebie daje. Obawiam się jednak, iż Kameruńczyk uderzy w którymś momencie pięścią w stół i poprosi klub o zgodę na transfer. Byłaby to duża strata. Powiedzcie mi, czy Sergio musi grać w każdym meczu? Pytanie, jak sądzę, retoryczne.
Wtorkowe zwycięstwo cieszy. Szkocja zdobyta. Rewanż za ubiegłoroczną porażkę wzięty. Komplet punktów i prowadzenie w tabeli. Dużo jest jeszcze do poprawienia, ale najważniejsze, iż piłkarze oraz „Tata” zdają sobie z tego sprawę. Wracamy na boiska ligowe i walczymy o podtrzymanie świetnej passy. 8 meczów i tyle samo zwycięstw? Brzmi kusząco.
0
Nigdy nie ukrywałem, iż do Chilijczyka mam słabość. Zdaję sobie sprawę ze wszystkich jego niedoskonałości, częstej gry na wariata i zachowywania się jak jeździec bez głowy. Mimo wszystko mocno mu kibicuję i cieszę się, iż był jednym z głównych architektów wygranej nad podopiecznymi Neila Lennona. Gdyby jeszcze poprawił skuteczność…
Jeśli chodzi o zawodnika meczu, to w tym punkcie wskazałbym wyjątkowo dwie persony. Marc Bartra i Neymar. Młodemu stoperowi Blaugrany wręczyłbym to wyróżnienie „ku pokrzepieniu serc” (tak – wiem, że on nie czyta tej strony…). Brazylijczyk z kolei z każdym meczem udowadnia, iż coraz lepiej czuje się na katalońskich włościach. Czasami widać jeszcze pewną nieśmiałość w jego zachowaniach, ale to zniknie. Jeśli ktokolwiek miał jakieś obawy związane z tym transferem, to teraz może już chyba spać spokojnie. Mamy w swoich szeregach kolejnego wielkiego zawodnika.
Martwi mnie trochę dyspozycja Iniesty. W „normalnych” okolicznościach napisałbym, iż zagrał dobrze. Ja jednak wymagam więcej od takich piłkarzy. Szlachetność zobowiązuje, a Andres „rozpieścił” nas ostatnimi czasy do granic możliwości. Stąd też moje zdziwienie jego obecną formą. Jestem jednak pewien, iż niedługo ujrzymy naszą „8” w optymalnej dyspozycji.
Po raz kolejny rozczarował mnie Pedro. Nie mam w zwyczaju „zwalniania” piłkarzy. Staram się ich bronić, ale bądźmy szczerzy - Ledesma znowu zawiódł. Nie chcę już pisać o nadziei, może nadszedł czas na podjęcie męskiej decyzji. Jak dla mnie ten sezon powinien być ostatnim (podkreślam: OSTATNIM) sprawdzianem dla Pedro.
0
Geble
Święte słowa. Nie ma to jak rozpocząć inicjatywę, która z góry skazana jest na porażkę. „Nie jesteśmy w stanie”, „niemożliwe”… Najważniejsze jednak, iż pojawili się na konferencji i przez kilka dni było o nich głośno w katalońskich kręgach. Jakiś tam sukces odnieśli, z pewnością osobisty. Zupełnie jak w pewnym kraju...
0
W swoich wypowiedziach bardzo rzadko idę z prądem i owczym pędem. Nie boję się pochwalić Pique, Pedro lub wcześniej takich zawodników, jak: Keita, Maxwell lub Oleguer. Wczoraj byłem poniekąd "zaślepiony" bardzo dobrą postawą Marca i to przysłoniło mi obraz gry jego partnera ze środka obrony. Z tyłu zagraliśmy na "zero". Wielka w tym zasługa całego bloku defensywnego, w tym oczywiście Gerarda. Wyżej jednak oceniam Bartrę, bo to właśnie jego postawy obawiałem się najbardziej. Nie rozczarował mnie.
Pozdrawiam.
0
Doświadczony ubiegłoroczną porażką ze Szkotami, zasiadłem wczoraj przed monitorem z lekką obawą. Niemalże wszyscy na tej stronie pisali, iż podopieczni Neila Lennona postawią zasieki przed własnym polem karnym. Twarda defensywa i oczekiwanie na cud. Rok temu się udało, wczoraj to my byliśmy górą. Nie było to jednak łatwe spotkanie. Po raz kolejny nie mogliśmy znaleźć sposobu na sforsowanie muru obronnego rywala. W końcu jednak znaleźliśmy drogę do siatki. Być może dlatego, iż z muru wypadła jedna, czerwona cegła. Dwa mecze, tyle samo zwycięstw i prowadzenie w tabeli. Wciąż jednak nie jesteśmy w optymalnej formie. Pisanie, iż główną przyczyną wczorajszej „męczarni” był brak naszego cracka numer jeden jest zbytnim uproszczeniem. Cały zespół musi codziennie poprawiać elementy gry. Dążenie do doskonałości nie jest karalne.
Pora na indywidualne wyróżnienia. Najlepszymi graczami wśród zawodników Dumy Katalonii byli wczoraj Valdes, Bartra oraz Neymar. Cieszy zwłaszcza kolejny dobry występ młodego stopera Blaugrany. Pewny w defensywie i wykazujący sporo chęci w podłączaniu się do akcji ofensywnych. Nie rzucam jeszcze górnolotnych określeń w jego stronę, ale widać, iż chłopak może sporo dać drużynie. Pierwsze mecze w sezonie ma z pewnością więcej niż obiecujące. Oby tak dalej. Oprócz w/w zawodników, na pochwały zasługują „twórcy” bramki. Zacna asysta Alexisa i „chytre” uderzenie Cesca. Jak się okazało zwycięskie. In minus: Xavi, Pedro i mimo wszystko Iniesta. Zwłaszcza po tym ostatnim spodziewam się znacznie lepszej gry. W końcu przyzwyczaił nas do tego. Szlachectwo zobowiązuje.
Wracamy do domu z tarczą. To najważniejsze, choć wiele jest jeszcze do poprawienia. Grunt, że zespół i Martino zdają sobie z tego sprawę.
0
Chciałbym, aby nasz trener w końcu postawił na Songa. W dzisiejszym meczu będziemy potrzebowali w środkowej części boiska prawdziwej skały nie do przejścia. To zapewni nam właśnie Kameruńczyk. Żałuję, iż chłopak jest notorycznie pomijany przy ustalaniu wyjściowej jedenastki. Nie chcę być złym prorokiem, ale w końcu może dojść do sytuacji, w której Alex podziękuje klubowi za współpracę. Byłaby to wielka strata. Kto wie, może dobrym rozwiązaniem byłoby również ustawienie Neymara na „szpicy”. Na skrzydłach mógłby wtedy zagrać Pedro (Tello) z Alexisem. Dużo niewiadomych, ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo.
Rok temu powróciliśmy ze Szkocji na tarczy. Potężne męczarnie Dumy Katalonii i przysłowiowe bicie głową w mur. Raz się udało. To jednak nie wystarczyło. Przeciwnik okazał się lepszy. Powtórki z rozrywki nie przewiduję, choć obawiam się tego spotkania i szkockich zasieków, popularnie nazywanych „autobusem”. Trzeba jednak umieć pokonać wszelkie trudności, aby na końcu drogi ujrzeć Stadion Światła. Dotychczasowa gra podopiecznych Martino upoważnia nas, póki co, do pozytywnego patrzenia w przyszłość. Nie inaczej będzie dzisiaj wieczorem. Miłego meczu, panie i panowie.
0
Chciałbym podziękować red. Challengerowi za poświęcenie czasu nad moim tekstem. Karol, wielkie dzięki.
Dziękuję również tym, którzy wciąż mnie motywują do pisania kolejnych felietonów.
0
Szczęście w nieszczęściu, iż Messiemu przytrafiła się kontuzja właśnie w tym momencie. Przerwa w rozgrywkach klubowych pozwoli bowiem Argentyńczykowi wrócić spokojnie do zdrowia. Chłopak będzie nam potrzebny na mecze z Milanem oraz Gran Derbi. Reprezentacja Albicelestes też ma już zapewniony udział w przyszłorocznych Mistrzostwach Świata, a więc ich trener będzie mógł sobie pozwolić na wypróbowanie nowych wariantów. Liczę również, iż po przerwie na mecze reprezentacyjne ujrzymy już na murawie Puyola oraz Albę. Lista kontuzjowanych jest bowiem zbyt długa. Taka nowa, świecka tradycja. Niestety…
0
Dalsze roztrząsanie tej sprawy nie ma, moim skromnym zdaniem, sensu. Guardiola jest już w Monachium, Zlatan z kolei zdobywa bramki dla paryżan. Barcelony jakoś w tym punkcie nie dostrzegam. Szwed chciał być numerem jeden w Dumie Katalonii, ale Pep uważał inaczej. Postawił na Argentyńczyka i wygrał na tym. Ego „Ibry” zostało połechtane i stąd to bezustanne wylewanie brudów. Szkoda, bo chciałbym czytać o Szwedzie tylko i wyłącznie przez pryzmat występów na boisku. Piłkarz to bowiem zacny. Temat powinien być zakończony. Przynajmniej na łamach naszej strony.
0
Na swój sposób były to czasy magiczne. Obiekt kultu, czyli magnetowid. Też miałem ponagrywane mecze, ale taśmy nie przetrwały próby czasu. Czasami miało się jedną pustą kasetę i miejsce na "styk". Ku rozpaczy dochodziło do dogrywki i mogłeś się pożegnać z całym meczem na VHS. Poniedziałek i sprint do najbliższego kiosku po "Przegląd Sportowy". Nerwowe przewracanie stron i jest wynik. Potem poranny "Sport Telegram" (chyba 7.10). Może akurat pokażą kilka sekund z meczu Blaugrany. Marzenia ściętej głowy (choć ręka uporczywie chciała nacisnąć klawisz "rec"). Kolejny etap to telegazeta. Myślałem, iż nic lepszego nas już w życiu nie spotka. 2...3...8 i mamy wyniki oraz strzelców bramek. Nie ukrywam, do dzisiaj korzystam z tej formy przekazu. Teraz mamy Internet i świat podany na tacy. Łapię się czasami na tym, iż denerwuję się, bo transmisja się lekko "zawiesza". Do czego to doszło...
Pozdrawiam.
0
Angielscy dziennikarze napisali kiedyś, iż Stadion Śląski to prawdziwy "kocioł czarownic". W podobnym tonie wypowiedział się również Johan Cruyff, który przyrównał atmosferę panującą na tym obiekcie do "piekła". W Polsce powstało wiele pięknych obiektów sportowych, ale tamtej atmosfery już się pewnie nie da odtworzyć. Nie ta magia, nie ten klimat. Pozdrawiam.
0
Ateny i pamiętny finał z Milanem. To miała być w pewnym stopniu formalność, ale włoska drużyna szybko i boleśnie sprowadziła nas na ziemię. Dwie bramki Massaro, a w drugiej połowie Savicevic i Desailly. Pogrom w stolicy Grecji. Wydawało się, iż mieliśmy wszystkie atuty po swojej stronie. Tacy piłkarze jak Koeman, Guardiola, Stoiczkow, Amor, Bakero lub Romario. Na dodatek "boski" Johan na ławce trenerskiej. To musiało wypalić, ale jak to w sporcie często bywa - faworyci schodzą z pola walki na tarczy. Za to w końcu kochamy futbol. Jest nieprzewidywalny. Takie mecze są jednak potrzebne. Mnie to spotkanie nauczyło pokory i utwierdziło w przekonaniu, iż z klubem trzeba być zarówno w dobrych, jak i złych chwilach. Prawdziwy sprawdzian lojalności kibica. Cieszę się, iż go zdałem i jestem z Dumą Katalonii do dzisiaj. Będę z nią po "wsze czasy".
0
"Na takich boiskach wygrywa się mistrzostwa" - święte słowa najlepszego zawodnika wczorajszego spotkania. Nie ma co ukrywać, nie był to mecz, który możemy włożyć do szafki z napisem "wybitne". Nie było to porywające widowisko. Pojedynek z Almerią był szarpany, a nasza ekipa nie mogła znaleźć swojego rytmu. Mimo tego udało nam się zdobyć komplet punktów. Wracamy do domu z przeświadczeniem, iż pobiliśmy rekord kolejnych zwycięstw na starcie rozgrywek. Czapki z głów przed zespołem Gerarda Martino. Ten zespół dopiero nabiera tempa i jest tego świadomy. Nie ma "cukierkowej" atmosfery i towarzystwa wzajemnej adoracji. "Tata" jak i jego podopieczni widzą, ile jest jeszcze do poprawienia. We wszystkich elementach gry. Takie podejście cieszy mnie najbardziej. Krok po kroku, zwycięstwo za zwycięstwem i ten sezon może być więcej niż dobry. Mocno w to wierzę. Zawsze tak robię. Niezależnie od tego, kto gra lub zasiada na ławce trenerskiej Blaugrany.
Tak jak napisałem wcześniej, najlepszym piłkarzem Dumy Katalonii był wczoraj Bartra. Przecierałem oczy ze zdumienia, widząc jego grę. Pewny w defensywie, wyprzedzający rywali oraz ochoczo biorący udział w akcjach zaczepnych. Do pełni szczęścia zabrakło bramki, choć okazję chłopak miał przednią. Dobry prognostyk na przyszłość i ciekawa alternatywa dla Pique, Mascherano lub Puyola.
7 meczów i punktowe "oczko". Pięknie to wygląda. Duży szacunek również dla ekipy Diego Simeone. Atletico nie straciło jeszcze punktów. Wczoraj, w derbowym meczu z Realem, zagrali zacne zawody. Zostawiają płuca na boisku i walczą o każdą piłkę. Tak, jakby to miał być ostatni mecz w ich życiu. Nie wiem, czy utrzymają takie tempo, ale za początek sezonu należą im się duże brawa. W końcu liga nie składa się tylko z dwóch zespołów. To dobrze.
0
Z każdym kolejnym meczem coraz bardziej przekonuję się do tego trenera. Martino twardo stąpa po ziemi, wie czego chce i realizuje to punkt po punkcie. Nie boi się również odesłać na trybuny podstawowych graczy z "nazwiskiem". Przy tym wszystkim wykazuje się także potężną pokorą, doskonale wiedząc,iż jest tutaj od niedawna. Mam nadzieję, iż będzie to trener "na lata". Ma swoją koncepcję gry, która - póki co - doskonale się sprawdza. Duma Katalonii nie gra jeszcze na najwyższym poziomie, ale najważniejsze jest to, iż "Tata" to dostrzega. W każdym elemencie można coś poprawić i wiem, iż chłopaki pod wodzą swojego nowego opiekuna to zrobią. 7 meczów i tyle samo zwycięstw - dzięki chłopaki, dzięki trenerze.
Wracając do samego meczu. Nie było to wielkie widowisko, nie był to nawet dobry mecz. Gra była szarpana i chaotyczna. Takie mecze też trzeba jednak umieć wygrywać. My to zrobiliśmy i wracamy do domu z tarczą oraz rekordem.
Najlepsze: Zaskakujący występ Bartry, który powinien zostać zawodnikiem meczu. Bardzo dobra gra w defensywie, częste wyprzedzanie przeciwników oraz chęć uczestniczenia w akcjach ofensywnych. Nie ukrywam, iż jestem mile zaskoczony.
Najgorsze: Kontuzja Messiego. Oby to nie było nic poważnego.
Wątpliwości: Dalsze występy Songa w Barcelonie. Nie rozumiem tej sprawy. Chłopak, ilekroć gra, zbiera dobre oceny. Potem znika na kilka kolejek. Tajemnicza historia.
1
Niestety, nie widziałem Cruyffa na boisku, ale moja miłość do Barcelony rozpoczęła się właśnie od chwili, kiedy "boski" Johan (wraz ze swoim Dream Teamem o numerze jeden) zdobył dla Dumy Katalonii pierwszy Puchar Europy. Dopiero pierwszy. Holender wyznaczył w pewnym stopniu kanony i filozofię gry "nowej" Barcelony. Pomysł, który kopiowany był po części przez następnych trenerów. Trwa to praktycznie do dzisiaj i wiele wskazuje na to, iż koncepcje Johana będą jeszcze długo unosić się nad Camp Nou. To dobrze. Stworzył on w końcu niepowtarzalny styl. Coś, czego żadna drużyna nie była i nie będzie w stanie sobie przyswoić na własne potrzeby. Szacunek mój zatem dozgonny i pamięć na wieki wieków amen.
Eoren
Moja lista życzeń: Ladislao Kubala, Antonio Ramallets, Christo Stoiczkow. Póki co te trzy persony.
0
Liczę, iż przed trudnym wyjazdem do Szkocji, Martino desygnuje do pierwszego składu tych, którzy grali do tej pory mniej. Mniej nie oznacza bowiem gorzej. Przede wszystkim chciałbym zobaczyć na murawie Songa i Tello. Swoją szansę powinien również otrzymać Montoya. Wobec kontuzji Mascherano występ Bartry jest niemal pewny. Cieszę się, iż do składu powrócił Fabregas, który gra w tym sezonie wybornie. To właśnie Cesc powinien być dzisiaj królem środkowej części boiska. Obok niego Kameruńczyk i Iniesta. Generał niech odpocznie przed bitwą o Szkocję. Oddech powinien złapać także Neymar, który ostatnio gra w każdym meczu (nie ukrywam - oglądanie jego gry jest zaszczytem. Sezon jest jednak długi).
Oczekuję dzisiaj powrotu zawodników do domu z tarczą. Najważniejsze są trzy punkty. Mecze wyjazdowe rządzą się swoimi prawami, ale - przy całym szacunku do przeciwnika - Almeria nie należy do potentatów. Trzeba jednak zagrać swoje i nie liczyć tylko na to, iż przeciwnik rzuci ręcznik już przed meczem. 7 meczów i tyle samo zwycięstw? Brzmi kusząco. Zwłaszcza, iż któryś z naszych najgroźniejszych rywali straci dzisiaj punkty. Jest to jedyny "pewniak" przed kolejną ligową kolejką.
Miłego meczu panie i panowie.
0
Do diaska, gdyby nie ciężkie kontuzje Argentyńczyk mógłby być jednym z najlepszych defensorów na świecie. Był przecież okres, kiedy Milito należał do najpewniejszych obrońców Dumy Katalonii. Szkoda, że takich zawodników dopadają kontuzje - przekleństwo każdego sportowca.
Jeśli chodzi o naszego kapitana, to mocno wierzę, iż powróci do nas w pełni sił. Kwestie mentalne pominę. Tutaj nie mamy chyba żadnych wątpliwości. Takiego wojownika jak Puyol nie było w naszych szeregach nigdy i długo nie będzie. Prawdziwy gladiator, mentor dla wielu adeptów futbolu oraz skała nie do skruszenia. Pamiętam jego debiut. Diabelnie ambitny gracz, który walczył o każdą piłkę - nawet przy rozstrzygniętym wyniku batalii. Chłopak nie odpuszczał żadnego meczu, stając się wzorem dla młodszych piłkarzy. Kiedyś jednak powie w końcu "pas" i zawiesi buty na kołku. Nie chcę tego. Będzie to jeden z najsmutniejszych momentów w historii naszego klubu. Czasu jednak nie da się oszukać. Utarty frazes, ale - niestety - prawdziwy. Na razie zapominam o tym. Póki co cieszmy się z faktu, iż niedługo ponownie ujrzymy Carlesa na boisku. Jestem niemal pewny, iż przy jego udziale gra defensywy jeszcze bardziej się polepszy. Pique potrzebuje koło siebie lidera. Znajdzie go właśnie w osobie Puyola. To samo dotyczy Mascherano. On też woli być tym "drugim". Nie wybiegajmy daleko w przyszłość. Odwleczmy w myślach zakończenie kariery przez "Tarzana". Trzymajmy kciuki za największego kapitana w historii Barcelony. Tu i teraz. Wracaj chłopie i walcz. Nikt tego tak nie potrafi, jak ty.
0
c.d
Dla piłkarza futbol nie jest tylko pasją. To ciężka praca. Treningi, wyjazdy, życie na walizkach. Trenujesz, by stać się lepszym sportowcem. Chcesz być najlepszy. Litry potu na treningach i kibice, którzy liczą na wygraną. Przychodzi mecz i wszystko może prysnąć za sprawą arbitra, który – za przeproszeniem – da ci kopa w dupę. Litry potu wylane na darmo. Wracasz do domu i wiesz, że wykonałeś swoją pracę z maksymalnym poświęceniem, ale „sympatyczny” pan z gwizdkiem wdeptał twój trud głęboko w glebę. Wprowadzenie powtórek, kamery i dodatkowy sędzia na „orlim gnieździe”. To nie opóźni gry. Mało tego, wywoła dodatkowe emocje. Przy temacie związanym z pracą sędziów powracam zawsze do finałowego spotkania w hokeju na lodzie pomiędzy Szwecją i Kanadą. Tam o mistrzostwie zadecydował zapis kamery. Kanada wygrała, Szwedzi – widząc powtórkę – przyjęli do wiadomości, iż… nie tym razem. Bez takiego zapisu… nie chcę nawet myśleć. Znając hokeistów, skończyłoby się to wszystko małą wojenką. Do diaska, mamy XXI wiek i świat idzie z postępem. W kwestii sędziowania świat się jednak zatrzymał. Piłka nożna nie jest już jednak tylko grą za blokiem i walką o talon na pralkę. Szkoda, iż to wszystko jest niszczone przez „sprawiedliwych” i ludzi, którzy stoją nad nimi.
P.S. „Kara” dla tego pana to policzek w twarz dla wszystkich sympatyków piłki nożnej.
0
Powiem Wam szczerze, że nie wiem jak wygląda poziom sędziowania w innych ligach (z braku czasu oglądam tylko zmagania ligowe w Hiszpanii), ale to co wyprawiają ostatni „sprawiedliwi” w Hiszpanii woła o pomstę do nieba. Nie ma sensu rozwodzić się na czyją korzyść gwiżdżą. My mamy swoje argumenty, Madryt ma swoje. Nie przekonamy się w tej kwestii. Do tego problemu trzeba podejść ogólnie. Raz pomogą nam, raz nas skrzywdzą. W ogóle nie powinno być jednak w ich słownikach słów: „pomaganie” i „skrzywdzenie”. Myślenie, iż sędziowie są obiektywni można, niestety, uznać za utopijne. To jest jednak, do cholery, ich praca. Wykonują ją źle. Co się dzieje ze zwykłymi „śmiertelnikami”, kiedy ich praca nie jest adekwatna do otrzymywanej pensji? Nie muszę chyba pisać. Panowie z gwizdkiem nie uważają się jednak za zwykłych zjadaczy chleba. Najgorsze jest to, iż bardzo często chcą być pierwszoplanowymi postaciami meczów. Powinni być w cieniu, ale tak nie jest. Wiem, że futbol staje się coraz szybszy, ale po to wymyślono technologiczne rozwiązania, by je stosować. Nie unikniemy tego. Zwłaszcza, że będzie coraz gorzej. Zawodnicy, widząc niezdecydowanie arbitra, wykorzystują to z dziką rozkoszą. Jeden się przewróci, drugi złapie się za twarz, trzeci poprosi o transport do najbliższego szpitala. Zdezorientowany pan z gwizdkiem odgwiżdże przewinienie, a ubaw u graczy wzrośnie. Nie wspomnę już nawet o pozycji spalonej. Był spalony, czy nie? Co ten termin w ogóle oznacza? Fundamentalne pytanie wśród arbitrów. Wciąż nierozwiązane… chryzantemy, fastryga i żal.
0
Constantine16
Z geograficznego punktu widzenia najśmieszniejsze były przedsezonowe komentarze: "Brazylia to nie Europa". Niezwykle odkrywcze hasło. Mistrzowska ironia.
Niezmiennie pozdrawiam.
0
Nie zgodzę się z taką samą oceną dla Messiego i Neymara. Skoro wprowadzone zostały na tej zacnej stronie „statystyki” indywidualne, to wypada je przeanalizować. Brazylijczyk w tym zestawieniu wypada nieco lepiej i to właśnie on powinien otrzymać wyższą notę od Argentyńczyka. Więcej strat zanotował Messi, natomiast gracz z Kraju Kawy zaliczył więcej odbiorów (minimalnie, ale zawsze). Obaj znaleźli drogę do siatki przeciwnika i zanotowali asystę. Ponadto wydaje mi się, iż nasz nowy nabytek był graczem bardziej widocznym na murawie, zwłaszcza w pierwszej połowie (poprawcie mnie, jeśli się mylę). Dlatego też minimalnie wyżej oceniłbym Brazylijczyka. To taka moja zabawa „suchymi” danymi. Najważniejsze, iż obaj wypadli więcej niż przyzwoicie, zapewniając nam kolejną wygraną w lidze. Po drugie, najbardziej cieszy mnie fakt, iż obaj piłkarze „szukają” się na boisku. Tyle było w tym względzie niewiadomych, ale na szczęście zostały one szybko „obalone”.
0
Bardzo dobry pomysł. Deco z pewnością zasłużył sobie na takie pożegnanie. Nie ma co ukrywać, Portugalczyk miał potężny charakter. Pamiętam, jak wracał za jakimś rywalem i jednocześnie „ustawiał” ręką pozostałych kolegów. Nie lubił odstawiać nogi, a i w przysłowiowej „gadce” z sędziami lub rywalami był mocny. Swoją drogą popatrzcie na Porto pod wodzą Jose Mourinho. Wszyscy przecierali oczy ze zdumienia i nie mogli się nadziwić, iż w finale Ligi Mistrzów zagrało wtedy Porto z Monaco. Wydawało się, iż nie są to najmocniejsze drużyny w Europie. Później jednak wielu z tych zawodników przeniosło się do słynniejszych drużyn. Mało tego, odgrywali tam oni często kluczowe role. Lubiłem i ceniłem tego gracza. Tak jak napisaliście wcześniej, taki mecz można rozegrać w ramach Pucharu Gampera.
0
c.d.
Gołym okiem widać natomiast, iż „Tata” szuka nowych koncepcji i rozwiązań. Piłka przemieszcza się szybciej między zawodnikami i nie ma już tego nudnego klepania w środku boiska. Możecie pisać, iż nie graliśmy jeszcze z silnym przeciwnikiem. No i co z tego? Owszem, będzie to najbardziej wiarygodny sprawdzian, ale - póki co - ligi nie zdobywa się dzięki samym zwycięstwom z Realem lub Atletico. Trzeba po drodze pokonać wielu „średniaków”, którzy wielokrotnie potrafią sprawić niespodziankę. Do tej pory sześciu przeciwników musiało nam się pokłonić. Niespodzianek nie było, choć czasami było blisko. Mecz za meczem, wygrana za wygraną i na mecie tytuł najlepszej drużyny w Hiszpanii. Musimy być do bólu konsekwentni. Tak jak to było na początku ubiegłego sezonu. Liczy się tylko najbliższy mecz i rywal. Na rywalizację z Bayernem, Realem, Chelsea, Juventusem i innymi potężnymi zespołami przyjdzie czas. Teraz musimy skupić się na Almerii, a następnie na ciężkiej przeprawie ze Szkotami. Do każdego meczu musimy podchodzić tak samo i z takim samym szacunkiem dla przeciwnika. Wyświechtane słowa, ale czasami zapominane.
0
Widziałem wczoraj, zwłaszcza w pierwszej połowie, dużo magii. Mniejsza z tym jak grał nasz przeciwnik. Na niektóre zagrania nie miał on bowiem jakiegokolwiek wpływu. Żaden zespół by nie miał. Xavi, Iniesta, Messi, Neymar – ręce same składały się do oklasków. Pokonaliśmy rywala 4:1, ale mecz mógł i powinien zakończyć się wyższym wynikiem. Prognozy są dobre. Wygrywamy mecz za meczem i prezentujemy coraz lepszy styl. 6 batalii i tyle samo zwycięstw. Wszystko okraszone zacnym bilansem bramek. Jeszcze się sezon na dobre nie rozpoczął, a już przewija się w mediach wszelakich ( w tym na naszej zacnej stronie) słowo „rekord”. Do tego Neymar. Przed rozpoczęciem sezonu oczekiwania wobec chłopaka były wielkie. Miał być powiewem świeżości oraz nową „butlą z tlenem”. Wszystko to otrzymujemy. Najlepsze jest to, iż Brazylijczyk będzie grał coraz lepiej. Baliśmy się braku komunikacji pomiędzy Neymarem i Messim. Możemy to włożyć między bajki. Oni szukają się na boisku, siejąc strach u obrońców drużyn przeciwnych. Podoba mi się to i z wielkim optymizmem patrzę w przyszłość. Słowa uznania dla naszego nowego trenera. Martino ma jasno określone cele, ale nie robi wszystkiego na przysłowiowego „wariata”. Nie boi się odesłać na trybuny poszczególnych zawodników, podziękować za grę Inieście, Messiemu i innym, wydawałoby się, nietykalnym graczom. Oby tak dalej, choć kilka kamyków można wrzucić do ogródka Martino (chociażby kwestia Songa lub Montoyi). Idealny trener jednak nie istnieje.
0
Nie ma nawet sensu drążyć tego tematu. Andres chce zostać w naszym klubie, a i zarząd nie wyobraża sobie Dumy Katalonii bez swojego czołowego zawodnika. Prędzej czy później obie strony dojdą do porozumienia. Iniesta ma Barcelonę we krwi i żadna „obca” transfuzja nie wchodzi w tym przypadku w rachubę. Nie ma również co dramatyzować w związku ze słabszą formą naszej „8”. Cały czas nie da się grać na najwyższych obrotach. Forma przyjdzie – o to jestem spokojny. Ponadto Martino stosuje rotacje w zespole, które dotykają praktycznie wszystkich zawodników (póki co nietykalni są tylko: Valdes, Mascherano i Pique. W przypadku tych dwóch ostatnich nazwisk sytuacja zmieni się wraz z powrotem Puyola). Taki system rotacji bardzo mi się podoba. Nie ma „świętych krów”, a i obowiązkowy odpoczynek dla poszczególnych graczy „zwróci się” w dalszej części sezonu. Nie było Xaviego, Sancheza, Pedro. Jutro na trybunach zasiądzie, będący w znakomitej formie od początku sezonu, Fabregas. Mówiąc krótko – dobra robota trenerze.
0
c.d.
We mnie narodziła się wtedy… nutka spokoju. Gdyby przenieść tamten mecz do XXI wieku – domyślam się, jakie pojawiłyby się komentarze. „Zwolnijmy trenera”, „spalmy drużynę na stosie”. Ja pomyślałem wtedy: „Dzisiaj oni – jutro my”. Tak zacząłem do tego podchodzić. Na to „jutro”, zwłaszcza w zmaganiach o Puchar Europy, czekałem bardzo długo. To nauczyło mnie cierpliwości. Lata bez jakichkolwiek sukcesów, przypadkowi zawodnicy, odwracanie wzroku od szkółki. Do gablot zapukał kurz, gruba warstwa kurzu. „Jutro” zapukało wraz z przyjściem do klubu jednego z trzech „tulipanów”. Paryż, Arsenal, Ronaldinho, Eto’o, Beletti, a przede wszystkim Larsson. To był dopiero (sic!) drugi Puchar Europy.
Złota era Guardioli. Celowa cisza i chwilowy brak zainteresowania klawiaturą. Na temat tych wspaniałych lat napisaliśmy bowiem już chyba wszystko. Było – minęło. Trzeba żyć dalej, choć dla wielu z Was Barcelona skończyła się na Guardioli.
Dla mnie każdy mecz jest zupełnie nową historią. Wyświechtany do bólu slogan: „radość po zwycięstwie, wierność po porażce” wisi nad moim łóżkiem. Kiedy wygrywamy cieszę się niemalże jak dziecko, kiedy schodzimy do szatni na tarczy – na chłodno analizuję spotkanie. Kiedy czytam komentarze obrażające zawodników lub trenera, chce mi się po prostu śmiać. Barcelona nie rozpoczęła się od Guardioli i na szczęście na nim się nie zakończyła. Istnieją odrębne karty w historii naszego klubu. Te piękne i nieprzyjemne. W każdej stronie można jednak coś odnaleźć. „Dzisiaj oni – jutro my”…
P.S. Wszystkim sympatykom piłki nożnej polecam książkę mojego guru – Ryszarda Kapuścińskiego: „Wojna futbolowa”. Lektura obowiązkowa dla każdego kibica.
P.S.2. Eoren, dziękuję za piękny felieton. Odwołania w Twoich tekstach do filmów, literatury i innych dziedzin sztuki – lejesz miód na moje serce.
0
Mocniejsze bicie serca po uderzeniu Ronalda Koemana w spotkaniu z Sampdorią. Pierwszy Puchar Europy i początek miłości do tego klubu. Wygrali? Będę im kibicował. Szczeniacka miłość. Trwa do dzisiaj. Oczekiwanie na każdy mecz i podstawowy problem tamtych czasów – medialne odcięcie od świata. Poniedziałek i poranna wycieczka po „Przegląd Sportowy”. Nerwowe przerzucanie stron i bach – wynik. Potem dociekanie: Kto strzelił? Marzenie? W jakim grali składzie. Okno na świat, czyli telegazeta. 2…3…8 i czekanie. Nie ukrywam, do dzisiaj korzystam z tej formy przekazu. Do diaska. Oprócz wyników podawali także strzelców bramek. Jesteśmy w końcu krajem cywilizowanym. Potem dodatkowe kanały, anteny satelitarne, telewizje kablowe. Większe prawdopodobieństwo obejrzenia meczu Barcelony. No i opium dla mas – Internet. Hedoniści w fotelach mogli w końcu podbić świat. Zrobili to. Teraz nie trzeba czekać na poniedziałkowy poranek. Mam wszystko podane na tacy. Korzystam z tego. Cieszę się tym, choć brakuje mi trochę tamtego „podniecającego” oczekiwania. Mecze Barcelony oglądam praktycznie wszystkie. Nie mam jednak czasu na upajanie się grą innych zespołów. Bycie z Dumą Katalonii od 1992 roku nauczyło mnie jednego – dystansu. Futbol nie jest już moim „Bogiem”. Na pierwszym miejscu jest żona i dwoje dzieci. Piłkę nożną traktuję już w innych kategoriach. Pisałem o kluczowym jak dla mnie haśle – dystans. Dream Team Johana Cruyffa i rewolucja w futbolu. Nowe kanony, filozofia, gra z pierwszej piłki. To miała być wieloletnia uczta dla hedonistów. Narodził się bowiem hegemon. Tak przynajmniej uważano. Ateny i pierwszy szok. Pojechaliśmy jak po swoje, ale Milan wybił nam futbol z głowy. Wróciliśmy z bagażem czterech bramek i wstydem.
0
Obowiązkowy odpoczynek dla poszczególnych zawodników jest świetnym pomysłem Martino. Trener nie bał się oddelegować na trybuny Xaviego, Sancheza lub Pedro, a teraz ten sam los spotkał Fabregasa. Wypada jedynie przyklasnąć takim decyzjom, które z pewnością „zwrócą” się w dalszej części sezonu. Chciałbym, aby w jutrzejszym spotkaniu odpoczął ktoś z pary Pique – Mascherano. Ta dwójka występuje w każdym meczu i trochę oddechu by się chłopakom przydało. Może większe rotacje na tych pozycjach pojawią się w chwili, kiedy na murawie zamelduje się nasz kapitan. I hope so. Najważniejsze, abyśmy wywalczyli jutro komplet punktów. W jakim składzie oraz kto wpisze się na listę strzelców – to już mniej ważne. Drużyny z Madrytu tylko czekają na nasze potknięcie. Real już stracił punkty, podopieczni Diego Simeone kroczą z kolei od zwycięstwa do zwycięstwa. To dobrze. Dla całej ligi.
0
Istnieją na świecie małe i duże kłamstwa oraz statystyki. Nie ma co przywiązywać do nich wagi, bowiem każdy mecz rządzi się swoimi prawami. Nasz wtorkowy przeciwnik nie wszedł jeszcze dobrze w ten sezon, ale pamiętajmy, iż Real Sociedad występuje w Lidze Mistrzów. Tam nie trafiają przypadkowe ekipy.
Ja liczę przede wszystkim na podtrzymanie świetnej passy zwycięstw. Pięć meczów i tyle też wygranych. Gołym okiem widać, iż nasze chłopaki zaczynają wdrażać w życie nowe koncepcje "Taty". To nie jest już ta sama Duma Katalonii, co w ubiegłym sezonie. Nie napiszę lepsza lub gorsza. Po prostu staje się powoli inna. Cieszę się również z faktu, iż trener stosuje rotacje w drużynie. Nie ma, póki co, zbyt wielu "świętych krów". Iniesta na ławce, podobnie jak Sergio. W następnym meczu taki "los" może spotkać Xaviego lub Cesca. W linii ataku mamy taką samą sytuację. Pedro odesłany na trybuny, a wcześniej Alexis. Messi miał drobne problemy ze zdrowiem i nie był trzymany na murawie na siłę. Na koniec spokojne wprowadzanie do drużyny Neymara. Brawa dla naszego trenera. Kiedy wróci Alba i Puyol, to i w defensywie rozpocznie się rotacja. To bardzo ważne, bowiem, w obliczu Mistrzostw Świata w Brazylii, harmonogram będzie wyjątkowo bezduszny. Zwycięzcą zostanie ten zespół, który nie pokłoni się pokornie kalendarzowi i wytrzyma kondycyjnie trudy sezonu.
Liczę na piękny mecz i komplet punktów. Trzeba utrzymać pozycję lidera, bo jak widać podopieczni Diego Simeone na dobre włączyli się do walki o prymat w lidze hiszpańskiej. To dobrze, bowiem liga dwóch drużyn stawała się już zbyt nudna.