rafkop8
Dołączył/a: wrzesień 2010
Łęczyca
37 obserwujących
18 obserwowanych
MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest:
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
Takie mecze powinny trwać w nieskończoność. Kapitalny spektakl i jak najbardziej zasłużone zwycięstwo Francuzów. „Trójkolorowi” otarli się o ideał (lub nawet go osiągnęli) i mogą się cieszyć z tytułu najlepszej drużyny Starego Kontynentu. Gratulacje!!!
0
W odniesieniu do takich zawodników jak Puyol mogę jedynie napisać, iż żałuję, że czas bezdusznie brnie do przodu. To co piszesz o naszym kapitanie jest bardzo smutne, ale jak najbardziej prawdziwe. Niestety… coraz częściej łapię się na tym, iż przy „wewnętrznym” ustalaniu składu pomijam Carlesa.
Pozdrawiam.
0
Nejdro
Rozumiem, iż nie przeszkadza Ci fakt, iż Laporta "lubił się zabawiać, miał swoje odpały, przpierdzielał hajs na koks i prostytutki, ale wolę, żeby pieniądze z klubu szły na to niż do kieszeni Uszatego...". Wszystko to łączysz z pięknym hasłem Więcej Niż Klub. Jakie to śmieszne i zarazem żałosne.
Na dodatek masz czelność pouczać innych, wypominać im wiek i "staż" kibicowania. Uważaj, żeby kto inny nie wypomniał Ci wieku lub też kultury osobistej. Chociaż nie, starsi kibice mają gdzieś, czy ktoś jest "sezonowcem" lub też kibicem sukcesu.
0
Dla mnie najważniejsze jest tylko i wyłącznie dobro klubu, prywatność zawodników i dbanie o klubowy budżet. Sandro Rosella będę wspierał bezapelacyjnie i do samego końca... mojego lub jego. Więcej Niż klub tworzą piłkarze, ja będę stał w cieniu. Przysięgę pieczętuję krwią własną. Podpisano: Joan Laporta (ostatni romantyk XXI wieku).
0
Zupełnie jak w filmach Alfreda Hitchcocka. Rozpoczyna się od trzęsienia ziemi, a potem z każdą chwilą napięcie rośnie. Z podsumowaniami proponuję jednak wstrzymać się do decyzji sądu. Sprawa zatacza jednak coraz szersze kręgi. Coś tąpnęło. Szkoda jedynie, iż coraz rzadziej możemy mówić o sporcie w jego najczystszej postaci.
0
Polityka zawsze chętnie szła w parze ze sportem, ale tylko naiwni przyznają, iż były to udane związki. Nie inaczej jest również w tym przypadku. Mnie ta wczorajsza informacja bardzo zmartwiła. Nie dlatego, że cenię Rosella. Sandro ma na sumieniu wiele grzechów, ale to samo mogę również powiedzieć o poprzednim sterniku Dumy Katalonii. Całej prawdy nie poznamy nigdy. Jesteśmy na to za „malutcy”. Obawiam się natomiast tego, iż atmosfera „górnych pięter” przeniesie się do szatni i zagości w głowach zawodników. Obym się mylił.
Często spotykam się z komentarzami, iż nic się nie zmieni, bo nowy sternik wywodzi się z tego samego obozu. Moim skromnym zdaniem stanie po tej samej stronie barykady nie zawsze oznacza, iż ludzie tak samo rozumują (coś na zasadzie: podpiszę, ale gdybym to ja dowodził, zrobiłbym to trochę inaczej). Poprawcie mnie, jeśli się mylę.
0
Messi zrobił różnicę i chwała mu za to. Czasami odnoszę wrażenie, iż Argentyńczyk przed meczem zakłada sobie, co będzie robił na murawie. Coś na zasadzie: "dzisiaj będę egzekutorem" lub "dzisiaj będę asystował". Fajnie to wczoraj wypadło. Tak trochę od niechcenia, ale przy okazji z zabójczą precyzją. Zabawa z piłką. To lubię.
400 meczów, setki bramek, asysty i ta iskra. Najlepsze jest to, iż chłopak wcale nie chce przestać. Za kilkanaście lat będziemy mogli powiedzieć młodszym kibicom, iż byliśmy naocznymi świadkami czegoś wspaniałego. Będą nam zazdrościć.
0
Cochise
Efekt ryby i jej głowy. Boję się, że klub jednak na tym ucierpi. Rozgrywki pozasportowe wejdą wielkimi buciorami na murawę i odcisną swe piętno na grze zawodników. Źle się dzieje w państwie duńskim – mawiał poeta.
0
Naprawdę uważasz, że tylko to się liczy? Nie zapomnę jednego z komentarzy dotyczących Laporty. Ktoś napisał, iż „(…) za Laporty były przekręty, ale realizowane było przynajmniej hasło Więcej Niż Klub”. Połączyć w jednym zdaniu klubowe motto ze słowem „przekręt” – zgroza. Zarówno obecnemu, jak i poprzedniemu sternikowi Dumy Katalonii możemy wiele zarzucić, a i tak nie wiemy i nie dowiemy się wszystkiego. Gdyby klubowe ściany mogły mówić… Czekam na oficjalny komunikat. Póki co obracamy się jedynie w domysłach.
0
Piekielnie mocna drużyna, którą da się jednak pokonać. Jednym z decydujących czynników zbliżających się batalii będzie z pewnością efekt własnego podwórka. Zarówno Manchester, jak i Barcelona są na swoich śmieciach nie do ruszenia. Pozostaje pytanie: Który gospodarz chłodniej przywita gościa. To będzie kluczowa sprawa. Aktualna forma tych dwóch ekip nie ma tutaj znaczenia. Do pierwszego starcia pozostało jeszcze trochę czasu i wszystko może się jeszcze zmienić. Jeśli wszyscy będą zdrowi i nie będą się patrzeć na Messiego jak na święty obrazek - awansujemy dalej. Jeśli będzie inaczej a połowę graczy Dumy Katalonii dotknie syndrom "Sancheza - Messiego" - pożegnamy się z rozgrywkami. Jedno jest pewne - to będą piękne mecze. Zażarta walka o wszystko. Tego oczekuję i wiem, że to dostanę.
0
Transfer Songa wydaje się być na tę chwilę mało prawdopodobny. Mało kto ma ochotę zmieniać otoczenie w styczniu, zwłaszcza wtedy, kiedy twoja drużyna walczy w europejskich pucharach. Koniec sezonu to już zupełnie inna bajka. Nowe rozdanie kart. Zwłaszcza w roku, kiedy rozgrywane są Mistrzostwa Świata. Alex nie odejdzie w styczniu, ale co się będzie działo po Mundialu w Brazylii - trudno zgadnąć. Chłopak musi sobie zdać sprawę z tego, iż nie jest w stanie osiągnąć na dłuższą metę poziomu Sergio. W innym klubie mogliby ze sobą rywalizować "ostrzej". W tym przypadku jednak Busquets jest po prostu stworzony do gry w Dumie Katalonii. Kameruńczyk musi się z tym pogodzić i... walczyć o jak największą liczbę minut. W sumie nie wygląda to aż tak źle. Na boisku może jednocześnie grać 11 zawodników i nic nie wskazuje na to, aby coś się w tym kierunku zmieniło. Każdy chce grać i każdy powinien walczyć o zaufanie trenera. Nie chcę, aby klub pozbywał się Songa. Chłopak jest wartościowym zmiennikiem, ale numerem jeden na tej pozycji jeszcze długo będzie Sergio.
0
„Nie możemy winić piłkarzy za chęć odejścia do Barcy czy Realu”. Kiedy Deportivo La Coruna zdobywało tytuł najlepszej drużyny w Hiszpanii, mój ojciec powiedział, iż „(…) i tak nigdy nie będą Realem lub Barceloną”. W sumie to samo mogę powiedzieć dzisiaj, w przypadku Atletico. Niezależnie od wyników osiągniętych przez podopiecznych Diego Simeone i tak nie zdobędą statutu rywali zza miedzy lub Dumy Katalonii (Czy jest to sprawiedliwe? To już inna sprawa). Atletico nie stanie się długotrwałym punktem odniesienia. Na to potrzeba lat, wielu lat nieprzerwanych sukcesów. Nawet to może nie wystarczyć. Potrzeba wyrobienia marki. Cholernie trudna rzecz. To samo można powiedzieć o innych ligach. Manchester City może się dwoić lub troić, a i tak kibice z zewnątrz w swym pierwszym tchu wymienią Liverpool lub Manchester United. W Niemczech jest podobnie. Kiedyś TSV toczyło ostre boje z Bayernem. No i co? Gdyby zadać pytanie piłkarzom, do którego z tych dwóch klubów chcieliby przejść, to niemal wszyscy wskazaliby na Bayern. Lazio może zdobyć mistrzostwo Italii, ale Roma to Roma. Długofalowe myślenie i sięganie wstecz. Utarta świadomość. Nie angażuję w to zamożności klubu. Pewnym klubom po prostu się nie odmawia, choć zdarzają się – jak zawsze – wyjątki.
Czy wyrównana liga świadczy o jej poziomie? Litości. W słabiutkich ligach też toczą się zażarte boje pomiędzy kilkoma drużynami. O czym to świadczy? O niczym.
0
Bardzo mi szkoda tego zawodnika. Notoryczne kontuzje bez wątpienia zahamowały jego rozwój. Nie oszukujmy się, Cuenca na tę chwilę nie ma najmniejszych szans na grę w podstawowym składzie Blaugrany. Musi zatem spróbować swoich sił w innym zespole. Najważniejsze, żeby był zdrowy. Reszta przyjdzie z czasem. Życzę mu wszystkiego najlepszego, ale dla swojego dobra powinien zmienić otoczenie.
0
To będzie BARDZO trudny mecz. Spotkanie rundy i starcie dwóch najlepszych drużyn w Hiszpanii. Atletico, wbrew przewidywaniom, nie spuszcza z tonu. Simeone stworzył bardzo mocną ekipę, która nie boi się żadnego przeciwnika. Walka o mistrzostwo półmetka zapowiada się zatem pasjonująco. Najważniejsze, iż Martino będzie miał do dyspozycji wszystkich zawodników. Spory ból głowy przy ustalaniu składu, ale który trener nie chciałby przechodzić takich „cierpień”. Konia z rzędem temu, kto trafnie wytypuje skład. Oby Tata kierował się aktualną formą poszczególnych zawodników, a nie „nazwiskami”. Z niecierpliwością oczekiwaliśmy na starcia Dumy Katalonii z Realem. W sobotę znowu będziemy w Madrycie. Tym razem rywal będzie inny. To dobrze.
Atletico z Barceloną i Espanyol z Realem. Szykuje się gigantyczna ilość emocji, okraszonych mnóstwem podtekstów.
Pozdrawiam.
0
Szacunek dla rywala i zachowanie taktu zawsze mile widziane. Wczorajszy mecz i jego wynik stawia Dumę Katalonii w komfortowej sytuacji, ale ostateczną pieczęć uprawniającą nas do awansu będziemy musieli przybić w rewanżowym spotkaniu. Cieszy fakt, iż drużyna mocno weszła w 2014 rok. Zagraliśmy bardzo dobrze i wypunktowaliśmy rywala. Iniesta znowu czaruje, Fabs ma oczy dookoła głowy, skrzydłowi wykonują tytaniczną pracę (na dodatek, czego brakowało w ubiegłym sezonie, znajdują drogę do bramki). Powrót do gry Messiego jest wisienką na torcie. Wszedł, strzelił dwie bramki i ukłonił się nisko. Leo to Leo. On już dawno wyprzedził swoją epokę. Teraz zbliża się, bije lub śrubuje kolejne rekordy.
Mecz z Getafe jest dobrym prognostykiem przed starciem tytanów. Jedziemy do Madrytu na spotkanie rundy. Wyjątkowo nie będzie to Real. Atletico, ku mojemu zaskoczeniu, nie chce zwolnić tempa. Grają skutecznie i odprawiają kolejnych rywali z kwitkiem. To będzie prawdziwa bitwa. Oby zwycięska dla Taty i jego chłopaków.
0
To nie był dobry mecz w wykonaniu naszych piłkarzy. Powiem więcej, to był jeden z gorszych występów od lat. Zimny prysznic i oczekiwanie na kolejne spotkania. W międzyczasie zastanowienie się nad przyczyną porażki. Bez niepotrzebnie rozpalonych głów. Po wczorajszej batalii najbardziej zapamiętam jednak pomeczowe komentarze. Poziom chamstwa, prostactwa i braku ogłady osiągnął kosmiczny poziom. „Krzykacze” znowu przypomnieli sobie o sprzedaży połowy zawodników, transfer Neymara określili jako niewypał, a Martino nazwali „trenerzyną”. Wiatr skierował chorągiewki w drugą stronę. Standard po każdym nieudanym meczu. Pierwsza porażka w sezonie zwiastunem wszelkich nieszczęść? Czy wy naprawdę tak do tego podchodzicie? Ten zespół nie ma monopolu na wygrywanie. Żaden klub takowego nie posiada. Wiara jest jednak pojęciem deficytowym na tej stronie. Sympatia tylko po wygranej – litości. Nie patrzę na Barcelonę przez pryzmat różowych okularów. Zbyt długo kibicuję Dumie Katalonii. Jeśli zagrają źle, wypomnę im to. Lubię krytykę, ale opatrzoną chociażby cząstkową merytoryką. Zgodzę się z nią lub nie. Zawsze można jednak o tym podyskutować. Językowego chamstwa, bez jakichkolwiek argumentów, nie zniosę.
P.S. Valdes, Alves, Alba, Adriano, Tello, Sanchez, Messi. Co łączy te wszystkie nazwiska???
0
Gratuluję tematu. Kapitalne zestawienie. Zarówno Ajax, jak i Barcelona stanowią potężną kuźnię talentów. Obie drużyny posiadają szkółki piłkarskie, które znajdują się jedynie w sferze marzeń większości zespołów. Dbałość o młodzież, filozofię i pewien romantyzm gry. Nie wszystko to można kupić. Z miejsca, płacąc czekiem in blanco. Kiedyś usłyszałem, iż drużyny z Amsterdamu nie da się nie lubić (rzecz jasna nie dotyczy to holenderskiej konkurencji). Coś w tym jest. "Boski" Cruyff, Neeskens, Koeman, Davids, Overmars, bracia Ronald i Frank de Boer, Kluivert i Zlatan - każdy z nich pozostawił lub wciąż pozostawia ślad na kartach historii futbolu.
0
Ja z kolei nie podchodziłem do tego „transferu” sceptycznie, ale bardziej w kategoriach zaciekawienia. Przyznam się szczerze, że nic nie wiedziałem na temat Martino. Dużo natomiast słyszałem pozytywnych opinii na jego temat. Jak się teraz okazuje, słowa te znalazły potwierdzenie w wynikach Dumy Katalonii. Nie ma sensu porównywać obecnego trenera Blaugrany z Guardiolą. Powstałby zbyt długi tekst. Może ktoś z redaktorów lub użytkowników podejmie się napisania felietonu ze swojego punktu widzenia. Pep wprowadził naszą ekipę na absolutny szczyt. Będąc jedną z najlepszych drużyn w historii futbolu, staliśmy się punktem odniesienia dla innych zespołów. Byliśmy jak wszystkie ośmiotysięczniki razem wzięte, które bezdusznie odpierają zazdrość potencjalnych zdobywców. Wygrywaliśmy z kim chcieliśmy i jak chcieliśmy. Zmiana warty. Nie ma już z nami Pepa, a Tito podjął walkę z innym, znacznie groźniejszym, rywalem. Pomoc przybyła z Argentyny. Na podsumowanie pracy Martino przyjdzie jeszcze czas. Póki co znowu ubiegamy się o kolejne rekordy i bijemy praktycznie wszystkich rywali. Gdyby nie remis z Osasuną, mielibyśmy komplet punktów w lidze. Po 14 kolejkach!!! Ponadto awansowaliśmy do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Na „dzień dobry” wywalczyliśmy Superpuchar Hiszpanii. Jak się później okazało byliśmy lepsi od zespołu, który robi teraz furorę w całej Europie. „Tata” ma u mnie póki co bezgraniczny kredyt zaufania, co nie oznacza, że nie będę się bacznie przyglądał jego pracy. Najważniejsze to cały czas przeć do przodu. Wbrew wszystkim zasadom...
0
Destro
Dlaczego uważasz, że poprzedni sezon w Lidze Mistrzów i porażka z Bawarczykami niczego nas nie nauczyła. Proszę, oświeć mnie. Z jednej strony proponujesz, zresztą jak najbardziej słusznie, wstrzymanie się z osądami, a chwilę później sam wydajesz wyroki. Zdążyłem już przywyknąć do Twojego notorycznego pesymizmu. Tak się zastanawiam i nie miej mi tego za złe - czy po ewentualnym zwycięstwie na Stadionie Światła nie napiszesz przypadkiem, iż "(...) w przyszłym roku i tak nie obronimy Pucharu Europy. Nikt tego przecież nie dokonał". Nie potrafisz cieszyć się chwilą? Nie uznajesz tabeli znajdującej się obok? Kazałeś mi czekać na Real. To miał być test, którego nie zdamy... "Blancos" wrócili do domu na tarczy. Teraz straszysz mnie i innych Bayernem. W porządku - Bawarczycy są na tę chwilę najlepszą drużyną na Starym Kontynencie. Tylko póki co nawet nie wiem, czy ze sobą w ogóle zagramy. Może podopieczni Guardioli odpadną z innym rywalem, może to Duma Katalonii znajdzie innego pogromcę. Wszystko jest możliwe i na wszystko przyjdzie czas. Jeśli przyjdzie się z nimi mierzyć, spróbujemy wziąć rewanż za ubiegłoroczny blamaż. Mamy w swoich szeregach piłkarzy, którzy w pojedynkę mogą rozstrzygnąć losy spotkania. Zmienić - jak to pięknie określiłeś - bieg historii. Może to zrobić Messi, ale nie tylko on. Neymar, Sanchez, Fabregas lub inni. Pamiętasz kto strzelił decydującą bramkę w finale Ligi Mistrzów przeciwko Arsenalowi? Kto by się tego spodziewał. Czasami wystarczy jeden strzał. Belletti, Iniesta... Wszystko jest możliwe. Doceń w końcu ten klub i jego osiągnięcia. Zwłaszcza, że kiedyś nie było w nim tak kolorowo...
Pozdrawiam.
0
Czy Barcelona uzależniona jest od Messiego? Nie, Duma Katalonii BYŁA od niego uzależniona. Argentyńczyk przez długi czas był jedynym dawcą bramek, jakże potrzebnych do odnoszenia zwycięstw. To na niego zwrócona była uwaga wszystkich. To on brał na siebie cały ciężar odpowiedzialności za wynik. Wystarczyło spojrzeć na suche i beznamiętne statystyki. Leo a po nim tylko "potop". Przepaść, otchłań i niepokój - a co jeśli...
To "jeśli" rozpoczęło się od spotkań z PSG. Zakończyło niedawno, w spotkaniu z Betisem. Prowizorka zawsze będzie prowizorką. Kolejna kontuzja. Tym razem przerwa będzie dłuższa. Panika? Nie tym razem.
Teraz "Messindependencja" nie istnieje. Weźmy pod lupę ten sezon i porównajmy z ubiegłym. W sezonie 2012/2013 nie było z nami Neymara, Sanchez grał poniżej oczekiwań, a Pedro poniżej wszelkiej krytyki. Messi był sam i poradził sobie. Przypłacił to jednak zdrowiem. W tym sezonie może już spokojnie korzystać z usług wszelakich medyków. Neymar udowadnia, iż jest graczem światowej klasy. Brazylijczyk jest w stanie pociągnąć ten zespół pod nieobecność Argentyńczyka. W spotkaniu z Granadą swoje ósme trafienie w lidze zanotował Sanchez. Zrównał się w tym elemencie z Leo. Jedno trafienie mniej ma na swoim koncie Pedro. Wiele z tych bramek zawdzięczamy dwóm wielkim asystentom - Neymarowi i Fabregasowi. Obaj zawodnicy, oprócz posyłania kolegów w bój, sami potrafią znaleźć drogę do bramki. Siły się rozłożyły. Nie sądzę, aby to się zmieniło wraz z powrotem Messiego. Czekam na chłopaka z utęsknieniem, ale nie chcę już władzy absolutnej jednego człowieka. Jestem niemalże pewien, iż ten etap się w naszym klubie zakończył. Na szczęście i ku rozpaczy innych drużyn.Teraz niech się martwią kogo kryć, podwajać, szukać. Niebezpieczeństwo będzie nadciągać z wielu stron. Cieszę się...
0
„Debiut” Pinto również należy zaliczyć do udanych. Zwłaszcza, iż piłkarze Granady kilka razy rozruszali „stare” kości naszego rezerwowego do tej pory portero. Jose Manuel jest niezwykle pozytywną osobą, której chyba nie da się nie lubić. Ponadto od dwóch sezonów widać, iż przystopował ze swoimi niepotrzebnymi wygłupami. Cenny gracz, który zna swoje miejsce w szeregu, a mimo to daje klubowi całego siebie. Cholerny profesjonalista – tak po prostu. Kilka słów o Sanchezie. Znowu znalazł drogę do siatki i zrównał się w tym względzie z samym Messim. Chilijczyk szuka w tym sezonie piłki, a i ona go znajduje. Pomagają jej w tym dwaj wielcy asystenci – Neymar i wspomniany powyżej Cesc. Cieszę się, że Alexis dokłada do ciężkiej pracy na boisku (pierwszy lepszy przykład - pierwsza połowa meczu i źle bity rzut rożny. Kontra Granady. Kto odebrał piłkę? Właśnie Chilijczyk) także i gole. Tego brakowało w ubiegłym sezonie.
Fajnie, że Martino dał również pograć Roberto oraz temu młokosowi – Traore. Syndrom Bartry, czyli zalecana cierpliwość oraz ciągłe doskonalenie swoich umiejętności. Szanse na częstsze występy w końcu nadejdą. Zwłaszcza, iż Sergi pokazał dzisiaj, iż warto na niego stawiać.
Najważniejsze jest to, iż odnieśliśmy zwycięstwo. Zespół od początku sezonu gra do bólu konsekwentnie i zna swoje cele. Teraz przed nami wyjazd do Amsterdamu. Awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów mamy zapewniony. We wtorek trzeba będzie zatem dać szansę tym, którzy do tej pory grali najmniej.
Oby tylko nie docierały już do nas informacje o kolejnych kontuzjach. Powroty z kolei mile widziane…
0
Kolejny mały krok ku mistrzowskiej koronie został wykonany. Niesamowita passa Martino i jego podopiecznych dalej trwa w najlepsze (choć zapewne znowu ktoś napisze o nieustannym kryzysie w drużynie). Nie lubię meczów rozgrywanych zaraz po spotkaniach reprezentacyjnych. Obawiam się ich. Dyspozycja fizyczna naszych zawodników jest bowiem jedną wielką niewiadomą. Na dodatek w przeciągu kilku ostatnich dni napływały do nas informacje o kolejnych urazach piłkarzy Blaugrany. Nic to. Jeśli chce się zdobywać trofea, trzeba pokonać wszelkie przeciwności. Dzisiejszy mecz również to potwierdził. Zasłużone zwycięstwo i wiele pozytywów na następne spotkania. Po pierwsze profesor Bartra. Kolejny znakomity występ młodego stopera. Chłopak jest póki co naszym wewnętrznym odkryciem sezonu i coraz wyraźniej widać, iż chce za wszelką cenę grać nie tylko w pierwszym składzie Dumy Katalonii, ale i reprezentować swój kraj na przyszłorocznym mundialu. Jeśli będzie utrzymywał taką formę, to jestem pewien, iż Vicente del Bosque zabierze go ze sobą do Brazylii. To byłby piękny przykład dla innych. Pokonać tak długi dystans w tak krótkim czasie. Brawo Marc. Po raz n-ty chylę czoła przed Fabregasem. Batalia z Granadą powinna być ostatecznym dowodem na to, iż miejsce Cesca jest w drugiej linii. Lider, dyrygent i gracz, który potrafi połączyć efektowność z efektywnością. Dzisiaj znowu zakończył mecz z wynikiem 1+1. Nie zapominam o Inieście. Tak, to był już prawie ten gracz, który czarował nas swoją grą chociażby w ubiegłym sezonie. Oby Andres już na stałe wskoczył na właściwe dla siebie tory. Potrzebujemy tego. C.D.N.
0
Szanowna Pani Agnieszko,
Gratuluję pomysłu i samego artykułu, który – jak mniemam – poprzedzony był potężną kwerendą. Oddałbym natomiast wiele, żeby dowiedzieć się, jakie są Pani odczucia związane z niektórymi komentarzami znajdującymi się pod tekstem. Myślałem, że liczba użytkowników namiętnie używających słów „sezonowiec” lub „gimbaza” (nie ma to jak dbałość o rodzimy język) zmniejszy się po pierwszej części artykułu, ale jak widać pomyliłem się. Dlaczego oceniacie/wyśmiewacie „staż” innych osób? Każdy kiedyś zaczynał kibicować danemu zespołowi. Nie mam (-cie) prawa oceniać tych, którzy rozpoczęli swoją przygodę z Dumą Katalonii od (dla przykładu) czasów Guardioli. Mogę się z tymi osobami nie zgadzać w kwestiach MERYTORYCZNYCH, ale tak samo mogę wchodzić w dysputy z tymi, którzy sympatyzują z Barceloną od „wieków”. And justice for all… Wyśmiewać wiek lub „staż”? Litości. Czy młodszy oznacza gorszy? Ja zacząłem kibicować Barcelonie w minutę po bramce Ronalda Koemana na Wembley. No i co? Nic. Nieważne od kiedy, ważne czy na zawsze.
Pozdrawiam i raz jeszcze gratuluję pracy.
0
Informacja zawarta w tytule cieszy, zwłaszcza, że ostatnio było zbyt dużo czerwonych świateł w naszym zespole. Mam nadzieję, że teraz będziemy czekać tylko na powroty, a nie dowiadywać się o kolejnych kontuzjach. Mecz z Granadą? Teoretycznie powinno być lekko, łatwo i przyjemnie. Czasami jednak teoria nie ma odzwierciedlenia w praktyce. Pomimo tego wciąż jesteśmy zdecydowanymi faworytami jutrzejszej potyczki. Gramy u siebie, a na dodatek kilku naszych zawodników znajduje się w wysokiej formie. Dobrze, że piłkarze wracają już na ligowe boiska. Taka długa przerwa wybija nas – kibiców z rytmu.
0
Bawarczycy przejęli schedę po Barcelonie i to właśnie drużyna z Monachium jest teraz punktem odniesienia dla innych zespołów. W ubiegłym sezonie byli taranem, który niszczył wszystkich napotkanych rywali. Wygrywali z kim chcieli i jak chcieli. Zupełnie jak Duma Katalonii pod rządami Pepa. Ironia. Główny budowniczy sukcesów naszej drużyny objął rolę dyrygenta w Bayernie. Czy osiągnie sukcesy godne jego poprzednika? Rzecz jasna jest zbyt wcześnie na takie dywagacje. Jedno jest pewne. Ta drużyna wciąż jest piekielnie mocna i w dalszym ciągu głodna sukcesów. Do tego dochodzi prozaiczna ludzka ciekawość. Nowy trener i inne pomysły na budowanie zespołu. Warto spróbować.
Czy chciałbym rewanżu za ubiegłoroczną klęskę? Tak, póki rany się jeszcze nie zagoiły. Kto wie, może znowu nas rozniosą… Trzeba jednak spróbować. Jeśli chcemy sięgnąć po piąty Puchar Europy, musimy walczyć i wygrywać z najlepszymi. Na tę chwilę najlepszym zespołem w Europie jest Bayern. My z kolei przystąpilibyśmy do tych ewentualnych bitew z hasłem „bij mistrza” na ustach. Wygrać z obrońcą tytułu i zrewanżować się za ubiegłoroczny blamaż? Brzmi kusząco.
0
Jakie to wszystko staje się mdłe, nużące i do bólu przewidywalne. Powielone pytania, słowne zaczepki bez żadnego poparcie w faktach oraz szukanie dziury w całym. „Czy gramy lepiej niż nasi rywale? Lepiej niż przeciwnicy? Dajemy radość kibicom Barçy?” – pyta Xavi. „Wydaje się, że ostatnimi czasy nie zawsze...” – odpowiada dziennikarz. No tak, w sumie na 13 meczów w lidze odnieśliśmy tylko 12 zwycięstw. Na dodatek zdobyliśmy Superpuchar Hiszpanii i zapewniliśmy sobie udział w fazie pucharowej Ligi Mistrzów… „Chłopie, nie żartuj sobie!”
Ten sam – za przeproszeniem – „pismak” pyta o Bayern. Jak sam przyznał nie oglądał nawet w całości meczu Bawarczyków. Kiedyś pewna dziennikarka umówiła się na spotkanie z Andrzejem Żuławskim. Rozmowa miała dotyczyć jego nowego projektu. Rozmowę zaczęła tak: „Nie oglądałam Pańskiego filmu do końca, ale…”. W tym samym momencie polski reżyser wstał, ukłonił się, uregulował rachunek i wyszedł…
Najlepiej jest rzucić wygodnym stereotypem. Czasami odnoszę wrażenie, iż media oraz część kibiców Dumy Katalonii tylko czekają na potknięcie swojego klubu. Na wszystko przyjdzie czas. Straszyli mnie Realem – Madryt wrócił do domu z podkulonym ogonem. Teraz straszą mnie Guardiolą i jego Bayernem. Nawet nie wiem, czy ze sobą zagramy. Może najlepsza drużyna ubiegłego sezonu odpadnie wcześniej. Może to my przegramy z inną ekipą. Wszystko jest możliwe. Cieszmy się tym, co widzimy teraz. Więcej dystansu i optymizmu.
Panie dziennikarzu, panie dziennikarzu...
0
Co nas nie zabije, to nas wzmocni. Musimy jakoś przetrwać te dni i skupić się na graczach, którzy na daną chwilę są do dyspozycji trenera. Pamiętajcie, nie takie wojny wygrywaliśmy, a i syndrom Bartry pozwala mi (mimo wszystko) patrzeć optymistycznie w przyszłość.
0
Ankiety, sondy, kwestionariusze do wypełnienia, dywagacje, późniejsze liczenie głosów, gala, blichtr, nagrody, zdawkowe i banalne wypowiedzi zwycięzców. Nie lubię tego. Zawsze mnie śmieszyły plebiscyty na najlepszego sportowca danego kraju. Igrzyska Olimpijskie. Oświećcie mnie, jak porównać złotego medalistę w pchnięciu kulą z dyskobolem, który zdobył medal wykonany z tego samego kruszcu (obaj nie ustanowili rekordów życiowych, świata, itp.). Jeden z nich zajmuje później w plebiscycie trzecie miejsce, a drugi zamyka pierwszą dziesiątkę. Gdzie sens? Gdzie logika? Pamiętacie, jak Marek Citko został wybrany NAJLEPSZYM polskim sportowcem? Na temat gracza Widzewa wypowiadano się wtedy nawet z kościelnych ambon (sam byłem tego świadkiem). Chłopak był na absolutnym topie POPULARNOŚCI… Kiedy odbierał nagrodę, widziałem na jego twarzy jedynie zażenowanie.
Złota Piłka? Wybieramy najlepszego, czy najpopularniejszego zawodnika? Vicente del Bosque oddający głosy na swoich chłopaków... Gdzie jest ten mityczny obiektywizm?
Ludzkie kryteria zmieniają się z roku na rok. Raz patrzymy na zdobyte puchary, innym razem na indywidualne statystyki. Czeski film, w którym nikt nic nie wie.
Wydaje mi się, a jestem wręcz pewny, że Messi oddałby wszystkie swoje „solowe” trofea za kolejne puchary zdobyte przez jego klub. To jest dla mnie najważniejsze. W końcu kibicuję Barcelonie, a nie pojedynczym graczom.
P.S. Karolu, świetny felieton.
0
"Źle się dzieje w państwie duńskim". Na szczęście nie z takich problemów potrafiliśmy wyjść obronną ręką. Pinto przed kilkoma dniami wspominał, iż chce powalczyć w przyszłym sezonie o miano pierwszego bramkarza Dumy Katalonii. Nie spodziewał się, iż pierwszy egzamin przyjdzie tak szybko. Wierzę, że zda go pozytywnie. Jeśli chodzi o Victora, to życzę mu szybkiego powrotu do zdrowia. To jest sezon Valdesa i mam nadzieję, że po powrocie będzie prezentował taką samą dyspozycję, jak przed kontuzją.
0
Finał finałem, ale przypomnij sobie Mistrzostwa Świata we Włoszech. Tam to dopiero były „emocje”. Skostniały do bólu przepis, który mówił o tym, że bramkarz może łapać piłki od swoich zawodników. Cały mundial mi się z tym kojarzy. Bramkarz – obrońca – bramkarz. Jak jakaś futbolowa mantra. Światełkiem w tunelu okazała się ekipa Nieposkromionych Lwów, która i tak musiała w końcu uznać (po bajecznym meczu) wyższość Synów Albionu. Końcowy mecz pomiędzy Argentyną i RFN. Drużyna Albicelestes znalazła się w finale praktycznie dzięki trzem zawodnikom. Grali bardzo słabo, ale mogli liczyć na Maradonę, Caniggię i bramkarza, który był odkryciem tamtego turnieju (Goycochea rozpoczął mundial na ławce rezerwowych). Niewiele zabrakło, a obroniliby Puchar Świata wywalczony w Meksyku. Karny dla RFN, radość „Cesarza” i jego podopiecznych. Koniec. To były okropne mistrzostwa. Pozdrawiam.