16

No tak, teraz wszystko jasne! Ernesto nam to klarownie wytłumaczył. To wina przeciwników, bo chcą wygrać. W tym wypadku Levante. Proste, gdyby nie mieli jakiś durnych zachcianek, nie byłoby porażek i złej gry Barcelony.

3

Redaktorze, przestrzegam! Ernesto, trenerska alfa i omega, jeszcze nie powiedział ostatniego słowa! On dopiero może pokazać co to najgorsza twarz Barcelony!
Czy to po raz pierwszy nas zadziwia? Za każdym razem sądzimy, że gorzej być nie może, a Ernesto udowadnia w jakim jesteśmy błędzie. Może być gorzej.
Dzisiaj najwyraźniej błędnie obliczył koordynaty, bo zszedł ze zwycięskiego szlaku aż miło. Można powiedzieć, że lekko zbłądził. Ale przecież błądzić dla Ernesto, to nie pierwszyzna. On stale porusza się po omacku.

0

Złotousty Ernesto znów przemówił!!!
Klękajcie narody!!!
Czy ktoś kronikuje jego złote myśli, czy giną w otchłani zapomnienia?

0

29 listopada 2010, nie weekend, a poniedziałek i piękne 5:0. Prezentacja ówczesnej barcelońskiej siły, potęgi i dominacji. Na próżno było szukać Realu na boisku; jego tam nie było.
Cudowna manita. Jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy klasyk w wykonaniu Barcelony jaki oglądałem. To nie był popis jednego aktora, eksplozja formy. To był perfekcyjny koncert całej orkiestry, bez nutki fałszu, prowadzonej batutą wytrawnego dyrygenta z nr 6.
Mam nadzieję, na podobne doznania, mimo właśnie środowego terminu.

1

@pax Yyyyyy..., nie, nic nie mam tu tak napisane. Jestem twórczy i elokwentny, dlatego tak sobie napisałem, co mi ślina na język przyniosła, rzekłbym z nudów.
Wybacz amico, nie śledzę Twej twórczości z wielkim zaangażowaniem. Być może to błąd z mojej strony? Niemniej, Twój wczoraj zabrany donośny głos wyrażony pomeczowym komentarzem gdzieś mi umknął. Zrozum, wszak jesteśmy tylko ludźmi, każdemu się może przytrafić. Mogę przysiąc, iż nie był przedrukowany w Guardianie, jak również BBC także chyba go nie przytaczało, co częściowo mnie usprawiedliwia.

2

3 punkty są. To najważniejsze. Może i gra Barcelony nie należała do perełek, ale stroje mieliśmy z całą pewnością dużo ładniejsze niż Slavia.
Poza tym, chłopaki w zasadzie wpadli do Pragi na browarka i knedliki; mecz to wyszedł tak przy okazji.

0

@pax Przy straconej bramce Pique łatał te dziury, jak twierdzisz, ale chyba nie dojechał overlockiem do końca i ani chybi ścieg mu puścił ;)

0

@seba444 Ad1. Seba444 trenerem Barcelony

0

@xoran Czyli co amico, brak formy - wieszamy psy. Jest forma - całujemy po stopach?
Zalatuje nieco wiernym kibicem zwycięskich drużyn ;)

0

@tbas W takim razie wskaż mi poproszę, fragment w którym zamieściłem takie słowa, bo ja gdzieś je gubię. Ale co dwie pary oczu, to nie jedna.

0

@tbas On jedynie zgłasza gotowość do gry. To treneiro ustala kto gra.

0

@tbas miszczu, orzeł Busi wylał za Barce więcej potu niż Ty piwka pod samem wlałeś w gardło. Zagrał na porównywalnym poziomie z Twoim komentarzem. Może nie jest w optymalnej formie, ale szacunek się chłopu należy.
Mniemam, że należysz do gatunku, który szybko mknie z taczką na śmietnik historii.
Szacunek, o szacunek apeluję orle.

18

I co z tego wynika? Że przebiegnięcie w meczu 17 kilometrów więcej od przeciwnika nie gwarantuje zwycięstwa. To tylko jedna ze składowych.
Bo biegać to trzeba umieć. Gdybym chciał oglądać bieganie, to bym sobie maraton obejrzał, nie mecz.

0

Godzinę czeba skonsultować z azjatyckimi stacjami telewizyjnymi, aby ich odbiorcy, po tyrce, przy pełnej miseczce ryżu, przy tsingtao mogli się delektować widowiskiem. Przypuszczam, że południe lub czynasta będą optymalnym rozwiązaniem dla naszych azjatyckich przyjaciół.

0

@hyzar Oglądałem i pamiętam dobrze. Cześć Wisełce, ale Barca grała akurat tak, aby się nie spocić. Werwy w ich poczynianiach było raczej niewiele ;)

1

@dariooo Bardzo możliwe, że do weekendu zamieszki na ulicach by ustały. Jednak mecz mógłby być punktem zapalnym i wzniecić je ponownie, bo przecież kiedy jak nie w czasie meczu z Realem. Nastroje wciąż są gorące. Należy przewidywać różne scenariusze, bo gdy się tego zaniecha, to rodzą się dramaty.

34

Nijak się nie dogadają przy jednym stole. Griezmann jak to Francuz, tylko półtwarde warzywa, ewentualnie galetty, a duet z Ameryki tylko krwiste steki. No i jeszcze wino, ten chce bordeaux, a ci argentyńskiego malbeca ;)

0

@KSSniper Dembele nie wie o jakim el classico mowa

1

@bazyli amico, możesz Ty mnie wytłumaczyć - co Cię w tym momencie obchodzi, jak go nazwałeś, Kristina? Ciesz się własnym szczęściem.

11

@Tomek54321 ja bym powiedział, że jest nawet w nim napisane

0

@ściah Well..., jeżeli nie wiesz, to najlepszym rozwiązaniem będzie się po prostu nie odnosić.
Podtrzymuję natomiast wszystko co znalazło się w pierwotnym komentarzu. Jest to przemyślane, uważam że spójne i logiczne.
Ale..., co głowa, to zdanie.

9

Liczby... Piłkarskim światem wydawać się może zawładnęły statystyki. Kto żyw, kto aspiruje do tytułu większego znawcy, chętnie się na nie powołuje. Mogą być czasem jednak złudne, bowiem nie w każdej sytuacji realnie oddają rzeczywistość. Bywają suche, a w oderwaniu bądź odpowiednich kontekstach podatne na manipulację.
Zadziwiające, że Ty, deklarujący przynależność do kościoła J. Cruyffa tak się na nich wspierasz? Przywołam więc słowa osoby, której hołdujesz „...Moim zdaniem fatalne jest to, że teraz młode talenty są odrzucane w oparciu o statystyki komputerowe. Bazując na kryteriach w Ajaksie, ja też zostałbym odrzucony. Kiedy miałem 15 lat, nie umiałem kopnąć piłki lewą nogą na 15 metrów, a prawą kopałem na jakieś 20 metrów. Moje największe zalety, kreatywność i technika, nie mogłyby zostać rozpoznane przez komputer...”.

2

@format1977 fakt, wejście na mecze mają pewnie za friko.
Ja słyszałem, ile oni podobno zarabiają, ale mi się nie chce wierzyć żeby ludzie tyle zarabiali.
Mój szwagier ma hurtownię artykułów żelaznych pod Sieradzem i nawet on tyle nie wyciąga żeby sobie gablotę po kilku miesiącach zmieniać.

1

@format1977 Nie?! No co Ty? A niby skąd mają na bryczki?

1

Wielkie mi halo, polscy turyści też wynoszą jedzenie z hotelowych restauracji żeby nie becelować na mieście, to pewnie piłkarze robią to samo. Zabierze z klubowego barku trochę wałówki i później już nie musi wydawać. Kaskę się odłoży i na furke się tym sposobem uzbiera. Git.

0

- 1999/2000
- dom

Dlaczego?
Ponieważ niesie w sobie ogromny (dla mnie) ładunek emocjonalny, furę wspomnień i sentymentu. Lecz tak lakoniczna, zamknięta w kilku słowach odpowiedź byłaby zbyt prosta. Dlatego powoli i po kolei; bez pośpiechu. Proszę się rozsiąść wygodnie w fotelach, przygotować pokal chłodnej cervezy, orzeszki, oliwki, a ja będę snuł swoją opowieść. Nikt i nic nas nie goni, zróbmy sobie przerwę od życia, a poza tym…, czy czas ma tu jakieś znaczenie? Rozprawiamy przecież o Barcelonie.

Otóż, w roku 1999 byłem już bardziej młodym mężczyzną niż nieopierzonym młodzieńcem. Goliłem się z wprawą co ranka od dobrych kilku lat i dochodziłem do półmetka trzeciego dziesięciolecia swojego stąpania po matce ziemi. Finiszowałem na odcinku zwanym - życie studenckie. Można rzec, stary koń już wówczas ze mnie był. Za mną pozostały pierwsze randki, pierwsze pocałunki, miłosne uniesienia oraz zatrucia alkoholem.
Barcelonie kibicowałem od lat 5 z okładem. Od srogiego lania w ateńskim finale. Zadziwiające, że właśnie porażka w takim meczu zdefiniowała mnie jako kibica Barcelony. Stało się. Ale jak wspominałem kiedyś na łamach tego portalu, w ówczesnej Barcelonie, tej ery Romario, Guardioli, czy Stoichkova, nie sposób było się nie zakochać. Ho, ho, wyszło mi podwójne zaprzeczenie, taka wyjątkowa specyfika języka polskiego.

Ale…, do tematu, zachwyt, uwielbienie dla koszulki z sezonu 1999/2000 to nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Nie, nie, nic takiego. Wydawała mi się jakaś retro. Chociaż poźniej i obecnie, właśnie ten lekki sznyt retro w niej cenię najbardziej. No i dodatkowy smaczek, była jubileuszowa. Wtedy jednak nasz związek bardziej przypominał hinduskie małżeństwo aranżowane. Niewiele spontaniczności, więcej pragmatyzmu. Aczkolwiek z czasem wybuchło między nami gorące uczucie - głównie z mojej strony - trwające do dziś.
Jego eksplozja nastąpiła 14 października 1999, czyli dokładnie 20 lat temu. Woodoo, hoodoo lub inny wariat przyczynił się temu, że mogę opisać to niemal 20 lat po fakcie. W tym dniu stałem się posiadaczem wspominanej koszulki. Kupiła mi ją moja kochana Mama, która nigdy wcześniej nie kupiła mi niczego związanego z futbolem, a tu masz. Czyniąc to, nie miała chyba nawet świadomości, że jej syn już dawno wszedł w fazę narkotycznego uzależnienia od Barcelony.

Jak do tego doszło jak rany boga? Mama - kochana zaznaczam - wybrała się na jedną z wypraw autokarowych tropem miejsc świętych, Compostela itp. organizowaną przez rejonowy oddział kościelny i księdza Ryszarda, bo gdyby nie on, to do rzeczonej wycieczki by nie doszło. Nie ukrywam, ksiądz Ryszard przystojnym mężczyzną był i panie w kwiecie wieku wzdychały do niego bez wyjątku. Moja rodzicielka również.
Nie wiem, nie znam się, nie interesuje mnie to, jak się stało, bo gdzie Compostela a gdzie Barcelona, ale w każdym razie wycieczka trafiła zastanawiającym (mnie) zbiegiem okoliczności również i do Barcelony. Gdy jednak sprawę poddać analizie, szczególnie dziwić się w zasadzie nie można, bowiem Camp Nou trochę jak ta świątynia wszak jest. I w tejże właśnie Barcelonie, moja umęczona, ale kochana Mama, nie poszła na łatwiznę. Zachowała się w tej sytuacji jak na siebie niekonwencjonalnie, niemal jak Rivaldo pod bramką przeciwnika. Nie nabyła dla syna nieudolnej imitacji na Rambli, repliki przypominającej tą prawdziwą. Nabyła natomiast 100% oryginalną koszulkę meczową w samiutkiej botedze, której ja jeszcze wtenczas nie miałem okazji odwiedzić i przyznam się ze szczerością - nie całkiem wiedziałem co to takiego ta botega, a moja kochana Mama już sobie w niej fotki nacykała.

Więc gdy po powrocie - kochanej zaznaczam - Mamy, ujrzałem w maminych dłoniach wspominaną koszulkę, jak stałem, tak mowę mi odebrało. Po pierwsze primo, Mama kochana jest osobą rozsądną i nieskorą do niekontrolowanych uniesień, a kupno piłkarskiej koszulki nie jest dla niej czymś normalnym. Poszła ostro. Po drugie primo, wydała sporo pieniędzy, a mogła mniej, zadowalając się tym co na straganach. Nie do końca rozumiała wprawdzie w czym fascynacja, ale chciała mi zrobić przyjemność. Lepsze przecież to, niż święty obrazek z uświęconej Composteli. No i po trzecie primo, uświadomiłem sobie, że i moją kochaną Mamę w takim razie ani chybił porwał, choć tylko na chwilę, barceloński wicher obłędu.

Niespełna dwa miesiące później, mknąłem do Berlina na swój pierwszy mecz z Barceloną w udziale, wystrojony oczywista sprawa w moją koszulkę. Meczu co prawda niewiele widziałem, bo mgła która spowiła boisko uniemożliwiała praktycznie zobaczenie czegokolwiek co się na nim działo, ale i tak byłem w siódmym niebie. Widziałem mecz Barcelony na żywca! Oni i ja w tych samych szirtach! Co prawda ja pod kurtką, było bowiem zimno straszecznie, ale fakt pozostaje faktem.

Dzisiaj liczę sobie lat sporo więcej. Kto chce niech dodaje. Na meczach Barcelony staram się bywać najczęściej jak to możliwe. Koszulek świadczących o przynależności kibicowskiej przez ten okres również mi przybyło i mam ich obecnie wiele, ale tylko jedną jedyną - ponieważ za nimi nie przepadam - w całym zbiorze stanowi opisana koszulka meczowa.
Jest jak świętość, relikwia. Przecież to moja pierwsza koszulka Barcelony. Jest starsza od moich dzieci. Zastanawiam się, czy aby nie umieścić jej w specjalnym pomieszczeniu z klimatyzacją i utrzymaniem wilgotności powietrza. Wszyscy w domu, Żona, rozwrzeszczana banda bahorów podająca się za moje dzieci, dwa leniwe koty oraz pies, wiedzą - gdy tata stroi się w „TĘ KOSZULKĘ” to musi być gruba sprawa.

Zatem to tyle. Dziękuję, że wysłuchaliście mojej historii i mam nadzieję, że nikt się przy niej nie nudził.

PS.
Z kotami może nieco przesadziłem. One mają w głębokiej pogardzie wszystko i wszystkich. Nawet koszulki Barcelony.

0

@DamianPSV powtórzę się, w tej sprawie również musisz posiadać imponujące źródło informacji, bo czytanie akurat niewiele by Ci pomogło ;)
Czytaj więc, czytaj i nie zniechęcaj się zawistnymi słowami :)

0

@DamianPSV musisz mieć świetne źródło informacji ;)

2

@RosjaninBut gra piłkę, dobrą piłkę, to przede wszystkim. Przestańmy sobie zatruwać głowy DNA Barcelony i nie DNA Barcelony. To do niczego nie prowadzi. Bzdurne komunały.
Chcemy ładnego dla oka grania, ofensywnego, wyników.
Nie dodawajmy do tego pustej ideologii.

0

@Timishiru1337 Klinsmann

Media

Sonda

MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest: