Wilk
Dołączył/a: lipiec 2013
4 obserwujących
0 obserwowanych
MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest:
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
Ponieważ oba miasta dzieli znaczna różnica położenia, dlatego niemożliwe jest by w Barcelonie grał na tym samym poziomie co w Amsterdamie, i na odwrót oczywiście.
Dla niedowiarków,
Amsterdam - (-6)-(-1) m.n.p.m
Barcelona - 0 - 512 m.n.p.m
PS.
Żarty się mnie trzymają o poranku :)
0
@Phaet sęk w tym, że poniżej oczekiwań to Barca gra..., poczekaj sekundę, niech policzę..., no wychodzi mi, że w tym sezonie, to gdzieś od sierpnia.
7
Pani Julio..., Kocham Panią!
Wszystkie Dżuliety, to fajne kobiety.
23
Panie Marcinie, tak nie można; to się nie godzi. Nie chcę być niemiły, ale czyta Pan swoje teksty po zakończeniu pisania, a przed puszczeniem na łamy? Może warto? Czasem lepiej przeczytać dziesięć zdań, niż jedno napisać. U Pana zaś mam wrażenie bywa odwrotnie. I nie mam na myśli nawiązań do zjawiska podążającego w stronę pandemii, które szaleje obecnie na globie. Nie, nie, rozumiem, stara się Pan być, jak zresztą za każdym razem kontrowersyjny i obrazoburczy. Jak też za każdym razem, niewiele z zamierzenia wychodzi. Tekst jest miałki.
Powiela Pan w tekście komunały, nie dostarcza informacji, a głównie sensacyjność, stylem zaś nie odbiega wypracowaniu szóstoklasisty. Bardzo źle widzieć tak słabe teksty na tej stronie.
2
Ponieważ nie posiada osławionego barcelońskiego DNA ;)
3
Mes que un club - brzmi nieco zabawnie w tym kontekście.
0
@KibicBarcy84 Ooooo..., sorki Amico; zdania wciąż nie zmieniłem i zmieniać nie zamierzam. Różowo włosemu (aktualnie) Neymarowi mówię kategoryczne - nie !!!
1
Futbol to gra zespołowa, co od kilku lat zostaje nam dobitnie udowadniane. Messim muru nie przebijesz.
7
Uffff..., uspokoili mnie; kamień z serca, bo calutką noc spać nie mogłem.
Po tej informacji widzę przyszłość wyłącznie w różowych kolorach.
Jak odpalimy, to aż strach pomyśleć co się będzie działo.
0
W nadchodzącym, 2020 roku, zamierzam napisać opowiadanie, może niedługą powieść (chyba bardziej to drugie) osnutą wokół historii Barcelony; od momentu powstania, aż po teraźniejszość. Wokół niej przeplatać się będą losy bohaterów, głównie fikcyjnych, ale liczę, że uda się również umiejscowić kilka postaci autentycznych.
Planuję, by w przyszłości powieść stała się bazą dla scenariusza sztuki teatralnej.
Lubię pisać, takie hobby.
Zaś dla wszystkich nas, zakochanych w Barcelonie - byśmy spotkali się tutaj za rok w jeszcze lepszych humorach, z tarczą i bardziej zwycięzcy, z okazalszą liczbą trofeów; aby gra Barcelony nikogo nie przyprawiła o zawał serca, ponieważ to niezdrowe.
11
Jak się domyślam, miało być dobitnie, bez ogródek i przemilczania; prawdą prosto po oczach.
Tymczasem, nie pierwszy raz spod ręki Redaktora, wyszło żałośnie. Poziom wywiadu trze tyłkiem po bruku. Zawstydza miernością. Godzi w inteligencję czytelnika.
To już nie jest apel do Redaktora Szanownego, by pohamował swe ego i porzucił pisanie; to apel do Redakcji by w większym stopniu kontrolowała wykwity twórcze Redaktora. Bywają bowiem żenujące.
5
To był gwałt na moich oczach! Obu!
Real powoli, powolutku się dźwiga. My na tym samym, bezbarwnym, niezapadającym w pamięć poziomie.
Wygląda jakby Zizu - kolejny raz - odzyskiwał panowanie i rozeznanie w szatni. Nie zdziwię się, gdy wiosną po cichu, z niczego, Real pyknie LM.
Barca za to, kolejny raz bez pomysłu, bez finezji, przytrzymana w klinczu nie potrafi się z niego uwolnić; apatyczna.
4
Nie młody już, ale wciąż świetnie się zapowiadam, lecz gdyby komuś przyszło się bawić w dociekliwość to znajduję się w połowie między czwartą, a piątą dziesiątką życia. Trochę więc przeżyłem i niejednego doświadczyłem; piłem wodę z wazonu po kwiatkach na kacu, paliłem trawkę i Camele, byłem na wieży Mariackiej gdy grano hejnał, przeżyłem zaćmienie słońca, jadłem frytki w Mc’Donaldzie i piłem kawę w Sturbaksie, urąbałem się Rakiją i chorwacką śliwowicą, spałem na ławce w Kaliszu Pomorskim…
1. / 2.
Powiem nieskromnie, noszę w sobie mądrość tybetańskiego mędrca, a w pamięci finał pucharu Europy 1986 i wyczyny Duckadama. Kto nie wie, niech sobie wygugluje, kto zacz.
Nie inaczej finał 1992 rozgrywany na Wembley. Równie dawno, coś to pojęcie względne, ale pamiętam.
Nie będę jednak upiększał historii. W żadnym z nich nie pamiętam komu kibicowałem, przypuszczam, iż w tym drugim chyba nawet Sampdorii, bo uwielbiałem Viallego.
Mój romans z Barceloną rozkwitł w sezonie 1993/94. Wtedy wszyscy chcieli być jej kibicami. Dream team Cruyffa. Mój wykładowca od prawa morskiego zwykł wówczas mówić „… tej jesieni nie ma lepszego zajęcia, niż rozkoszować się grą Barcelony przy dobrym piwie…”. Nie kłamał. Wprawdzie kilka miesięcy później uwalił mnie na egzaminie, zapraszając tym samym na egzamin poprawkowy, ale chłopa jak nic, wspominam z sympatią.
Tego sezonu wydawało się, że nie ma mocnych na Barcelonę. Późny Koeman, Bakero, Nadal, Beguristain, Ferrer, Stoichkov, baletmistrz Romario i oni wszyscy dowodzeni przez Guardiolę.
Można posłużyć się słowami wszem znanymi - co się więc stało, że się zes…ło?! Najstarsi górale nie wiedzą. Ów felerny finał 1994!
Milan wspiął się na szczyt hiperboli ówczesnych możliwości; zagrał mecz sezonu. Barcelona odwrotnie. Zaliczyła największy dołek. Ociężała i zagubiona. Została wypunktowana i rzucona na deski jak młody bokser przez championa.
Ale…, nie wiem jak wypadki by się potoczyły gdyby była ten finał wygrała? Bo mimo jego przerżnięcia, co pozostawiło mnie z otwartą z niedowierzania paszczą na dobrych kilka minut jeszcze po zakończeniu, na przekór okolicznościom, pozostałem jej wierny i nasz związek - już 25 letni - trwa do dziś, a powyższe wydarzenia, to jednocześnie narodziny i najbardziej traumatyczne jego przeżycie.
Największa euforia natomiast, bo pewnie pierwsza, to 23 listopada 1999 rok. Barcelona melduje się w Berlinie na meczu drugiej fazy grupowej Ligi Mistrzów. Mieszkając w Szczecinie, czyli na dalekich przedmieściach Berlina uznałem - grzechem byłoby nie jechać. Jak jednak zdobyć bilety? Rok 1999 to wciąż jeszcze nie era online.
Po naradzie w sztabie z grupą znajomków od sportu kopanego, udało nam się dotrzeć poprzez kuzyna ojca siostry ciotecznego brata, do szefostwa prężnie wówczas działającego biura podróży. Rzeczone biuro, bilety nam załatwiło.
23 listopada 1999 zatem, pożyczonym Mercedesem Vito mknęliśmy szczęśliwi ku Berlinowi. Zimno okropniście, kilka stopni mrozu i śnieg, choć listopad. Nic to, my uradowani bo tam Barcelona, Kluivert, Rivaldo…
Cóż powiedzieć..., na miejscu mgła ograniczająca widoczność z poziomu trybun na kilka metrów. Niewiele widziałem z tego meczu. Na pewno nie bramki, bo boisko widzieliśmy w zasadzie w 1/4. Mecz zakończył się remisem po golu Lucho. Mimo że mgła, zimno i generalnie wiatr w oczy, nie czułem się zawiedziony. Mój stan bardziej chyba przypominał kogoś po zażyciu zwiększonej dawki extasy.
3.
Jak obecnie traktuję swoje kibicowanie? Wciąż na serio, ale i z dużym dystansem. Mam wielu dobrych znajomych w Madrycie, kibiców Realu. Bez przeszkód upadlamy się przy każdym spotkaniu. Oczywiście rozmowy na linii Barcelona - Real bywają gorące, ale bez przeszkód stanę przy barku z każdym kibicem Realu.
Kiedy mieszkaliśmy przez kilka lat w Azji, zarywałem noce, by oglądać mecze Barcelony i później rześkim stawiać się w biurze. Zgraja dzieciarów, przypadkiem uchodząca za moje dzieci, wie, że tata kibicuje tej Barcelonie bardzo na poważnie. Dziś mogę sobie pozwolić i pozwalam sobie, by kilka, kilkanaście razy w roku być na meczach Barcelony. Posiadam wyrozumiałą i wspaniałą Żonę. Rozumie, że te moje meczowe wyjazdy w samczym gronie robią dobrze wszystkim wokół, a najlepiej mnie.
Barcelońskie porażki potrafią popsuć mi humor, a każdy prezent z nią związany sprawia mi radość. Czasem śmieję się pod nosem sam z siebie - ja, stary grzyb, introwertyk opornie manifestujący emocje, potrafię ekscytować się czymś tak trywialnym. Siła Barcelony!
0
Idealny komentarz do wczorajszego werdyktu:
https://www.facebook.com/523012487885336/posts/1302829233236987/
7
Caps lock w tytule idealnie komponuje się z poziomem przyznawania nagrody i jej rangą.
Konkurs, plebiscyt, teleaudio, pies go drapał jak zwał, ma tyle wspólnego ze sportem, co muzyka Piotra Rubika z operą.
0
Nie będę pierwszy, który się do rzeczy odnosi - bez dwóch zdań byłoby bardziej elegancko wykazać źródła którymi się wspierałaś.
Fakt, artykuł wprawdzie nie nosi znamion pracy naukowej, ale jako absolwentce uczelni wyższej było Ci to z pewnością nie raz, że tak to nazwę, wkładane do głowy. Dobre nawyki. A tak, etyka dziennikarska nieco dostała po kulach.
Sam artykuł, perełka w coraz częstszym zalewie chłamu pojawiającego się na tej stronie. Bardzo zręcznie, w moim odczuciu, pociągnęłaś wątek historyczny, sprawiając, iż mimo swej długości, artykuł nie nuży. Masz mój kciuk w górę.
0
@stone80
Dzienks wielki żeś nas tak w sprawie łaskawie oświecił. Bo zrozumienie to klucz.
0
@Dari0G
Ale że co..., tak całkiem jest do bani?
3
Uuuuuu..., Redaktor Szanowny ponownie stara się być obrazoburczy w swych teoriach. Ponownie też, z nie najlepszym efektem.
Jeżeli wygumkować z tekstu infantylność wniosków, to niewiele w nim pozostaje.
0
@messi564 od 3, 4 lat kupuje ( między innymi) w gandalfie ebooki. Żadnych zastrzeżeń, wszystko ok.
16
Aktualna Barcelona przypomina mi Barcę z lat 2003-2005. Była nijaka. Podobnie jak dziś, niby nazwiska były, niby należało się bać, ale w grze dominowała nieporadność. To była taka drużyna bez wyrazu i podobnie mam wrażenie jest obecnie.
2
Czyli postemp jest!!!
Ufff..., niemal 24 godziny zajęło znalezienie minimalnego choćby promyku nadziei po wczorajszym meczu i udało się. Jest światełko w tunelu.
Podążamy słuszną drogą zatem!
0
@ściah
Redaktorze, gdybym znał się choć trochę na ludzkich umysłach powiedziałbym, że mamy do czynienia z mechanizmem wyparcia. Gdy cię złapią za rękę, mów że nie twoja ręka.
Jaka szkoda, że się nie znam.
A z propozycji, przynajmniej ja, nie omieszkam skorzystać. Nie zamierzam zapadać się pod ziemię przed końcem rozgrywek. Jakże bym mógł?! Taki mam układ z diabłem, że poczeka.
Znajdując zaś chwilę dla Prażan, nie mylić do diabła z Paryżanami, bo ci drudzy, jak to oni, mogliby nas ofukać, nikt przy zdrowych zmysłach nie stawiał ich w roli faworyta. Chociaż historia widziała gorsze rzeczy.
Clou tkwi w sposobie w jaki scharakteryzował czcigodny redaktor czeską drużynę. Mocno lekceważącym.
Nie znając jej realiów, faktycznej i aktualnej siły, filozofii, opierając się wyłącznie na wróżbach z fusów wydał redaktor czcigodny opinię.
I pewnie, należy się spodziewać, że Slavia z grupy nie wyjdzie, ale chłopca do bicia i dostarczyciela punktów, jak to redaktor przewidywał, trudno mi w niej dostrzec. A wzrok posiadam sokoli redaktorze. Na obsadzoną w takiej roli drużynę sprawia zadziwiająco dużo problemów.
Trzym się redaktorze.
1
@ściah
Nie wolno palić jak się klęczy!!!
Kara jest kara! Sztubel zaś to nagroda!
Ale pogratulować redaktorowi sarkazmu; broń przegranych.
5
@cosinus90
Redaktor @ściach pewnie Ci nie odpowie, bowiem w tymże czasie klęczy w kącie na grochu i kaja się za wypisywanie andronów. Zresztą nie jedynych.
1
Najlepsze - mecz się był w końcu zakończył.
2
Gwałt na oczach. Niegrzecznym dzieciom jako karę należy wyznaczać oglądanie meczów obecnej Barcelony.
0
@pax Znów coś zrobiłem nie tak?!
No nie, no wiesz..., bo tu do lekkiego nieporozumienia było doszło. Bo mnie się właśnie wierzyć nie chciało, żeby ten nasz Leo za klucznika gdzieś robił. I ja Tobie wdzięczność nieposkromioną dlatego okazuję, że za mnie tę zagwozdkę, co to była za duża na mój umysł, rozwiązałeś. Ja Ci serce na dłoni, serce na dłoni.
A ten Seneka to co za jeden i gdzie pogrywa? Na skrzydełku chodzi, czy bardziej tak w środku?
I na dokładkę, jakbyś nie miał litości nade mną, jeszcze w jakimś dziwnym języku do mnie przemawiasz. Blask łuny mądrości bije od Ciebie, aż w miejscu w którym się znajduję widoczny. Niesamowite!
Ja gdybym potrafił się z taką elokwencją i niebagatelnością wypowiadać, napawałbym się wyobrażeniem samego kiedy peroruje z takim znawstwem.
Masz we mnie oddanego wielbiciela, świrusie.
0
@pax No cieszę się niezmiernie z tego faktu żeś mnie z błędu wyprowadził. Jak rany boga, ale Leo..., klucznikiem?! Tego nawet w Bolywood nie grali.
I mówisz przydawka?! A cóż to takiego, ta przydawka? No imponujesz mi, imponujesz, rozległością wiedzy.
Bez dwóch zdań muszę zapamiętać i te kluczowe podania, i przydawkę, to będę tak od niechcenia w towarzystwie rzucał budując prestiż. Znasz może jeszcze więcej takich mądrze brzmiących wyrażeń?
0
@pax Bardzo kluczowe to co mówisz. Z tego co napisałeś zatem, wychodzi że kolega Leo jest klucznikiem?
Ależ Ty z nieprawdopodobnym wyrobieniem i wprawą operujesz kluczową nomenklaturą. Aż mi klucze w kieszeni pobrzmiewają z zachwytu.