0

Dobrze napisane, dużo przemyśleń własnych autora, może nawet odrobinę za dużo, merytorycznie ciężko cokolwiek zarzucić, ale sam temat ... chyba średnio wyrafinowany. Wyszło bajanie w chmurach - co by było, gdyby babcia miała wąsy. Rozważania nastolatka o sensie istnienia.
Skupiłbym się chyba bardziej na oddaniu samej charakterystyki gry piłkarza, bazując na konkretach i liczbach, a nie odczuciach osobistych. Poza tym skondensowałbym tekst. Jest nieco rozwlekły i apatyczny, przez co nużący i trudno dobrnąć do jego końca. Nadałbym więcej dynamiki.

0

Faktycznie interesujący tekst i nie sposób się z nim nie zgodzić. Zgrabnie napisany; trafne i celne spostrzeżenia.
Bo nie jest dramatem samo odejście Neymara. Zażenowanie i niesmak budzi sposób w jaki Brazylijczyk tego dokonuje. Widzimy nie dojrzałego faceta, a rozkapryszonego chłopca, który psuje innym dzieciom zabawki i niszczy budowle z piasku ponieważ pragnie być królem osiedlowej piaskownicy. Jestem przekonany, że przy odrobinie dyplomacji można było całe zajście przeprowadzić w sposób bardziej elegancki.
.

5

Chłopaki grali chodzonego i to samo starali się narzucić Realowi. Wszystko by nie podkręcać tempa. Nie trudno się było spodziewać takiej próby w zanadrzu zarąbiście ciężkiego dwumeczu z Atletico. Nie mniej, Real będący w pierwszej połowie mocno speszonym, w drugiej przejrzał na oczy i dostrzegł szansę na użądlenie, co wykorzystał.
Trwogi póki co nie odczuwam, chociaż palcem bym pogroził, bo Barca chciała wykonać plan najmniejszym nakładem sił. Praktycznie zerowym. Nie tyle nie widziałem w dzisiejszym meczu niemocy, ile nadzieję na to, że Real sam się położy. Realowi należy się szacunek, że zwietrzoną szansę wykorzystał. Żal, oczywiście żal, ale w ostatecznym rozrachunku liczy się wojna, nie bitwa. Cieszę się, że z drużyny spadło bezsensownie pompowane ciśnienie rekordowej ilości meczy bez porażki i dobrze, że stało się to teraz, kiedy nic nas to nie kosztuje. Można mieć nadzieję, że podziała na drużynę jak sole trzeźwiące i jak czekista przyznam, czekałem by stało się to przed najważniejszymi meczami w sezonie.
Wierzę, że Lucho i cały sztab trzymają wciąż rękę na pulsie. Proszę wszystkich czarnowidzów, wszystkich szkalujących, tych którzy wiedzieli, że tak będzie - Przestańcie!
Przestańcie, bo wstyd mi nie za drużynę, nie za porażkę, a za was.

0

Podejrzewasz globalnie skonstruowaną aferę, czy tylko jednorazowe działania mające na celu zdyskredytować Twoją osobę? Pax, wspomnij jeszcze raz, a zacznę posądzać Cię o zespół zaburzeń afektywnych dwubiegunowych (żona psychiatra, stąd i stosowna wiedza).
Teraz tylko na poważnie. Czego się spodziewałeś? Tekst ten sam, tylko rozbity na dwa człony, to i uwagi bliźniacze. Uważasz niemożliwym skonstruowanie krótszego rozmiarem tekstu, przy jednoczesnym zachowaniu obecnych w nim informacji uzupełnionych dodatkowo przez własne odniesienia i puenty. Ja zaś sądzę, iż to możliwe. Mamy tylko inne scenariusze na ten sam tekst. Uważam, że należałoby odejść od nadmiernej w moim odczuciu liczby wątpliwie zapadającej w pamięć „faktów” na rzecz skondensowania tekstu i stworzenia go bardziej przyswajalnym. Ciekaw jestem - bo chętnie powoływałeś się na ankiety czytelnicze - ile z informacji zawartych w artykule pozostało w głowach tych co artykuł przeczytali? Dla mnie jest on nudny i bezosobowy. Encyklopedyczny zbiór danych. Świadkiem Twoje komentarze, budowanie zwięzłych wypowiedzi to nie jest Twoja koronna dyscyplina. Jeśli wykładowca prosił Cię o prace nie dłuższą niż X znaków oddawałeś mu 2X? Chyba nie, bo by Ci jej nie przyjął. Mam wrażenie, że czasem piszesz sztuka dla sztuki.
Dodam, że szczerze mnie bawi jak mocno jesteś wyczulony na punkcie krytyki własnej osoby. Jak poważnie do niej podchodzisz i jak bardzo starasz się by adwersarz uznał Twój proces myślowy jako jedynie słuszny. Czasem chyba brak Ci swobody i dystansu do Się. Takie odnoszę wrażenie, umyśle ścisły (nie mylić ze ściśniętym).
Kończyć muszę, bo przede mną jeszcze obiad z rodziną, a potem najkrótszą drogą do Berlina, by tam - mam nadzieję - oddać się fieście. Udanego wieczoru więc życzę. Byśmy jutro mogli spotkać się w radosnym nastroju.

0

Drugi artykuł Twojego autorstwa, na który się porwałem i drugi raz identyczne odczucia. Można powiedzieć, że skutecznie starasz się mnie zniechęcić do siebie. W zasadzie dziwić nie powinno, że odczucia mnie towarzyszące po lekturze Twojego tekstu są takie, a nie inne. Wszak to jeden tekst pisany ciurkiem, tylko rozerwany przez redakcyjne grono na dwie części. Zarzuty te same. Artykuł zatytułowałbym „Za dużo”. Za dużo w nim średnio istotnych faktów. Nie potrafiłeś dokonać selekcji rzeczy istotnych, od tych mniej, przez co artykuł jest – tak mi się wydaje – za długi i ciągnie się niemożebnie długo, bez jakiejkolwiek potrzeby. Długo nie znaczy dobrze. Brakuje ładnych (czyt. dobrych) przejść pomiędzy kolejnymi faktami. Własnych przemyśleń, spuentowań. Coś co by je (oczywiście te fakty) w fajny sposób klamrowało. Jeśli zamierzałeś ograniczyć się jedynie do wymienienia istotnych wydarzeń z życia Xaviego, należało je wyjustować w punktach. Byłoby to bardziej czytelne.
Poza tym, za dużo w tekście slangu, który jak dobrze zrozumiałem ma podnosić wartość merytoryczną tekstu. Chyba nie do końca się tak dzieje. Dla mnie bije z tego taki nieco infantylizm. Ale..., może się mylę, bo w końcu co ja tam wiem o zabijaniu? Dobrą zasadą jest pisać w taki sposób, aby osoba postronna czytająca tekst, a niezbyt zorientowana w temacie była w stanie przeczytać go ze zrozumieniem. Ja przyznam się bez wstydu - choć moja piłkarska miłość w kolorach blau – grana wkroczyła już w trzecią dekadę – miewałem czasami kłopoty, czy rzucając kolejne boiskowe ksywki wciąż mówisz o Xavim, czy to może jakiś nowy artysta wkradł się do Twojej opowieści?

0

Piszę z telefonu, więc krótko. Duże brawka dla redakcji za artykuł. W szczególności dla osoby, która artykuł tłumaczyła i przygotowała. Bardzo przystępnie podane ciekawostki.

0

Możemy się tak torpedować swoimi - jedynie słusznymi - argumentami bez końca, za nic w świecie nie dając rady przekonać oponenta. Magiczna siła internetu. Spotkanie „face to face” jest dużo trudniejszym zwarciem. Wymaga więcej polotu, finezji i informacji. Bez możliwości uniku potrafi odkryć braki w teorii. A tak, … pozostaje Twoje zdanie, przeciw mojemu, bez budującej sens kontynuacji naszej polemiki. Nie jest moim celem doprowadzenie do miejsca, w którym moje słowa będą traktowane jako aksjomat. Swoje zdanie jednak podtrzymuję, a Ty ani na centymetr nie przybliżyłeś mnie do swojego.
Pisać oczywiście każdy może - podobnie jak śpiewać - i nie mogę Ci tego zabronić. Jeśli jednak tworzysz na zasadzie „kopiuj” - „wklej”, dobrym zwyczajem jest podawanie źródła z jakiego korzystasz. Tekst w ten sposób jeśli chociaż nudny, będzie uwiarygodniony. W obecnej formie równie dobrze - skoro nie jest to opracowanie naukowe - można by w nim zawrzeć informację, iż Xavi jest ósmym, nieślubnym dzieckiem Stalina pochodzącym z nieformalnego związku z Marilyn Monroe. Mało realne, ale czemu nie?
Tutaj jeszcze wątek bardziej formalny, bo czuje się zastrzelony na amen. Jeśli dobrze rozumiem, fakt przenosin piłkarza do Mediolanu to jedynie mój wymysł i nic takiego w rzeczywistości nie miało miejsca? Mieszam, czy nie mieszam chronologii, w tym przypadku mało ważne. Owej chronologii, z podziwu godną (nie)konsekwencją starasz się trzymać jak na statystyka przystało. Ja zaś odniosłem się do informacji jakie zawarłeś już w Swoim tekście. Nic nowego nie wymyślam.
Niewielki zgrzyt w konstruowaniu zwartych form wypowiedzi jest chyba mimo wszystko Twoją bolączką, co mogą wskazywać komentarze. Nazbyt rozbudowane.
Przyjmując regułę, ten kto chce być zapamiętany jako zwycięzca, musi przemawiać jako ostatni, pozdrawiam Cię jako fana Barcy (o odmiennym zdaniu) bez cienia złośliwości.

0

O ho, ho, ranny ptaszek z Ciebie.

„…Jednak nie możesz pisać, że nic nie wnosi, skoro jest streszczeniem faktów…” - owszem, mogę. Potwierdzam swoją wypowiedź - jest streszczeniem faktów. Zaznaczyć tylko trzeba, że faktów spisanych nie przez Ciebie, a przez innych autorów. Nie Ty kontaktowałeś się z rodzicami, rodzeństwem, znajomymi kolegami, nie Ty wertowałeś kroniki itd., itp. Ty jedynie skalkowałeś wspominane fakty na łamy fcbarca.com dokonując pracy odtwórczej. Samo w sobie nie jest to zabronione, ale nie pokusiłeś się o dodanie czegoś od siebie, co pozostawiło by Twój rys w tekście, a niekoniecznie byłoby „laniem wody”. Uważam, że można było napisać tekst nadając mu nieco własnego charakteru, jednocześnie przedstawiając interesujące fakty i kondensując by nie wyszła z tego książka. A tak wyszła tylko nieszczęsna kopia tego co już przez kogoś zostało wcześniej spisane. Dlatego pomysł by przedrukować biografię uważam za prostszy, a i ciekawszy, bo spisana z większą werwą twórczą.

„…A mianowicie totalne pomylenie chronologi…” - wcale nie pomyliłem. Na początku przytaczasz słowa jakoby Guardiola był obwołany przez prasę piłkarskim ojcem Xaviego. Xaxi wielokrotnie w swych wypowiedziach odżegnuje się od tego. Niewielu zwraca uwagę na jego słowa, że to Aragones - i to wcale nie w okresie trenowania kadry, a w czasie pobytu w Barcelonie - stał się jego piłkarskim patronem i to Aragones wszczepił mu w nogi tiki-takę.
Nie wspomniałeś również - a o rodzinie pisałeś - że to matka była rdzenną Katalonką, o bardzo tradycyjnych, jeśli chodzi o interesy Katalonii, poglądach. I to właśnie ona sprzeciwiła się odejściu młodego wówczas Xaviego do Milanu. Przejścia którego nota bene powodem był również Guardiola. O tym etapie życia już pisałeś. Więc z czym się nie zgadzasz?

1

Zastanawiałem się, jednocześnie dżinesika przez zęby filtrując, czy zabrać głos w dyskusji czy też pozostać niemym odbiorcą powyższego tekstu. I być może to właśnie dżinesik ów sprawcą mojego natchnienia się stał, co faktu nie zmienia, ponaparzać w klawiaturkę wieczorową porą postanowiłem.

Chciałbym być dobrze zrozumianym. Xavi jest dla mnie odzwierciedleniem bohatera jednoznacznie pozytywnego, jakiego nawet w bajkach Disneya na próżno szukać ze świecą. Nie mniej, jeśli mam być szczery, a chcę być szczery - nie mam pojęcia po co ten tekst powstał. Jest o wiele za długi, nudny, niewiele lub nawet nic nie wnoszący. Rozumiem i doceniam, Autor się napracował. Zapytam jednak, co z tego wynika? Chodzi o to aby się napracować, czy aby wynikiem pracy był wymierny efekt końcowy? Brak w tekście, emocji, własnych odniesień, ikry. Rozumiem, że koronną dyscypliną Autora bywają statystyki. Dlaczego więc wskoczył tym razem na nieznane sobie poletko? Bije po gałach właśnie, ta statystyczna suchość przekazywanych faktów. Równie dobrze redakcja mogła się postarać o prawo przedruku biografii piłkarza, serwując rozdział za rozdziałem. Efekt zbliżony. Jak wnioskuję z zapowiedzi, kolejne części ukażą się wkrótce. Oby były kreślone z większym biglem i charyzmą, by nie okazały się tylko kolejnym, nudnym streszczeniem faktów.

I już zupełnie na koniec, wetknę jeszcze swoje trzy grosze. Nie Guardiolę, lecz Luisa Aragonesa - co podkreśla często sam piłkarz - uważa Xavi za swojego piłkarskiego ojca. A do przenosin do Milanu było bardzo blisko, przy ogólnej aprobacie i gorącym namowom ojca. Przeprowadzce do Włoch sprzeciwiła się jednak na szczęście matka Xaviego, rdzenna Katalonka.

1

Amigo, z całego tekstu wyłapałeś jedynie "bachory"? Trochę więcej dystansu do siebie, życia, świata. Niesmak? A może za wszelką cenę chęć przywalenia w dowolnym miejscu, byleby tylko przywalić?

0

Można powiedzieć, że w szeroko pojmowanej logistyce. Ostatnio w potężnym molochu zajmującym się min. spedycją morską.

2

Rozumiem, pisać każdy może. Nie oczekuję postępowych myśli, ani rewolucyjnych koncepcji na łamach tej rubruki. Ludzie listy piszą i piszą co im na sercu leży. Każdy ma prawo. Niemniej, artykuł jest nudny. Nudny jak przysłowiowe flaki w oleju. Dziesiątki, setki identycznych ukazuje się w „Komentarzach” pisanych po kolejnych meczach Barcy. Masło maślane. Starałem się, walczyłem, poległem. Nie udało mi się przebić przez cały tekst. Zatrzymałem się na 8 - 10 zdaniu i czytanie porzuciłem. Nie da się tego czytać! Fatalnie się to czyta! Medytacje wiejskiego listonosza. Rozmowy chłopców w piaskownicy. Nie do autora mam jednak zastrzeżenia, a do redakcji. Mam świadomość, że artykuły w cyklu „Okiem Kibica” tworzone są rekoma amatorów, lecz to w gestii i interesie redakcji jest utrzymać przyzwoity poziom na swojej stronie. W tym przypadku tego nie uczyniła.

0

Mateusz, przy Canaletes mówią, że tekst jest koniunkturalny i nierzetelny. Ewidentnie pogrywasz w nim na nastrojach. Problem ukazujesz jednobiegnowo.
Jeżeli artykuł miał być wnioskiem oskarżenia, to często brakuje wsparcia faktów. Za dużo uogólnień i opowieści z mchu i paproci. Niewiele zaś argumentów. Choć nie sposób również, nie zgodzić się z wieloma zaprezentowanymi tezami. Nie mniej, dla poparcia niektórych używasz zbyt dużej ilości identycznych argumentów, ubranych jedynie w inny garnitur słów. Za dużo w tekście wzniosłych, nic nie mówiących frazesów. Wszystko to sprawia, że artykuł jest za długi. Można by go skondensować i skrócić przynajmniej o 1/4. Już pierwsze zdanie budzi niesmak - “…To musiało się tak skończyć. Głośnym, spektakularnym upadkiem, przywołującym na myśl czarne skojarzenia…”. Uwierz mi, siedziałem jak kołek, wpatrując się w ekran blisko dziesięć minut i ni chu, chu, żadne czarne skojarzenia nie przychodziły mi do głowy. Może to sprawka mojej zbyt ograniczonej wyobraźni? Zastanawiam się jednak, po cholerę pisać takie “puste” i nieprzemyślane zdania? By zapełnić miejsce? I to Ty, będący chlubą tej redakcji ponoć? Zacznę się przyglądać Twoim tekstom, bo tym mnie do siebie zraziłeś. Dziennikarstwo mocno populistyczne.
“…Bo cóż mogło wyrosnąć na ziemi skażonej niekompetencją, szkolnymi błędami, zaniechaniem i nieustannie podsycanymi fobiami…” - mam świadomość, iż nie tworzyłeś pracy naukowej, ale dobrym zwyczajem jest, uzasadniając tezę lub własną myśl, przestrzeganie reguły aby ograniczyć się do dwóch, w ekstremalnych przypadkach trzech argumentów. Wszystko ponadto to masło maślane.

5

Ciężko się zorientować co autor chciał wyrazić powyższym tekstem? Lektura tego…, no właśnie nie bardzo wiem czego, nie pozostawiła mi żadnych odczuć. Pokryta słowami przestrzeń, które łączą się w zdania, lecz brak im przesłania i czytelnego konceptu. Mnóstwo naiwności i infantylizmu. Brak emocji lub nieumiejętność ich przekazania. Futbolowy slang czy boiskowe ksywki nie wystarczą, by nadać “artykułowi” wartości. Sztuką jest ich unikanie, aby osoby niezorientowane były w stanie z zainteresowaniem i zrozumieniem odnieść się do tekstu.

Carles Puyol był znakomitym piłkarzem, ale jest to oczywista oczywistość i wiedzą o tym nie tylko fani Barcelony. Był również wielką boiskową osobowością, lecz o tym również nikogo nie trzeba przekonywać. Na pewno zgromadzonych na tej witrynie. To człowiek charyzmatyczny (dużo lepsze określenie C, aniżeli cules) i całym sercem oddany sprawom klubu. To fakty, cała reszta to dywagacje i opowieści z mchu i paproci. Merytoryczna strona, mocno dyskusyjna.
5 marca decyzja została ogłoszona. Wnioskować należy, iż zapadła wcześniej. Dla większości kibiców nie była jednak zaskoczeniem. Kontuzje, trudności z dojściem do zdrowia mocno ją zdeterminowały, od dłuższego czasu sprawiając mocno prawdopodobną.
“N jak nieobojętność - poza światem piłkarskim Carles był niezwykle wrażliwy na los innych ludzi, a także zwierząt” - ????
Co to ma być u licha?! Zabrakło autorowi pomysłu i wcisnął pod literką “N” cokolwiek? To mógł jeszcze dodać, że dokarmiał ptaszki i przeprowadzał staruszki przez jezdnię. Czy “nieustępliwość” nie była by tu lepsza? Poza tym, czy po zakończeniu kariery już nie jest wrażliwy? Sugeruje to użycie czasu przeszłego.

Podsumowując, najsłabszy poziomem artykuł, czy cokolwiek to jest, jaki zdarzyło mi się przeczytać w cyklu “Okiem kibica”. Nie wnosi niczego poza zajmowaniem miejsca na szpalcie.

0

Reakcje kibiców są istotne, lecz jeśli podjęte decyzje będą słuszne, znajdzie się ktoś kto odpowiednio i zrozumiale je uargumentuje, a za wszystkim będą szły wyniki, kibice zrozumieją.
Obecnie wygląda to trochę jak dreptanie w miejscu. Chcemy , ale nie bardzo wiemy jak. Sytuacja podobna do tej z sezonów 2006/2008 i opery mydlanej z Ronaldinho. I Rijkaard i kibice czekali dwa sezony, kiedy i czy odpali do poziomu do jakiego przyzwyczaił. Nikt sobie nie wyobrażał drużyny bez Ronniego, a obawa, że może gdzie indziej się podniesie była na tyle silna, że nikt nie potrafił się zdobyć na decyzję o sprzedaży. I w końcu przyszedł Pep i powiedział - dość.
Jeśli o sprawy finansowe chodzi, to Barca nie czerpie z wizerunku Messiego zbyt dużych kwot, o ile się orientuję. Prawa do wykorzystywania wizerunku stanowiły sporną kwestią przy podpisywaniu nowego kontraktu. Nie pamiętam dokładnie jaki jest udział procentowy klubu, ale przypominam sobie, że musiał iść na spore ustępstwa. Oczywiście pozostają wpływy z koszulek itp., co też nie jest do pogardzenia, ale to nie może być determinantem przy takiej decyzji. Decyzja ma dobrze wpłynąć na zespół. Jeżeli zespół będzie grał, nieobecność Messiego pozostanie w kasie niezauważona.
Poza tym przemawiają do mnie słowa Cruyffa, który cieszy się u mnie ogromną estymą. To nie jest człowiek, który mówi coś tylko po to by otworzyć usta. Barca wiele mu zawdzięcza. Chociażby obecny kształt La Masii.

0

Fajny tekst. Prosty, czytelny i zrozumiały. Czasem może nieco infantylny, ale rozumiem, że to spowodowane emocjami. Bije z niego wiara i przywiązanie do klubu, a to jest godne szacunku. Jedyne do czego się mogę przyczepić, to faktycznie brak podpisu, tak jakby Autor obawiał się tego co napisał.

A może Barca stała się właśnie zakładnikiem Messiego? Czemu apel brzmi – obudź się Messi? Futbol nie jest grą indywidualistów. Futbol to gra zespołowa. Dlaczego więc nie nawoływać – obudź się Barcelono?!

Przypomniałem sobie słowa Cruyffa wypowiedziane w czerwcu 2013 roku, który twierdził, iż Barca powinna rozważyć sprzedaż Messiego. Wtedy zdziwiony zastanawiałem się, co nim powoduje? Urażona duma, chęć wsadzenia kija w mrowisko? Obecnie jego słowa traktuje z coraz większą powagą i zrozumieniem.

Może formuła gry z Messim się wyczerpała? Może zespół jest zmęczony, przygnieciony jego ciężarem? Może wymaga wzniesienia nowej budowli, świeżej, bez zerkania na jeden ledwie podtrzymujący ją filar? Dla samego Messiego zmiana klubu i otoczenia może być również zbawienna i odświeżająca. Obawa, że w innym klubie znów odpali i zacznie swe harce nie może paraliżować ruchów. Powstrzymywać przed decyzją. Bardzo dobrze, życzę mu tego, bo gdziekolwiek by nie poszedł, jakąkolwiek koszulkę przywdział i tak na stałe będzie częścią Barcelony. Mamy trzech gigantów z przodu. Dlaczego nie zbudować drużyny w oparciu o nowo przybyłą dwójkę? Nie rozważyć sprzedaży Messiego? Guardiola po przyjściu również zburzył pomniki. Wykreował nowe gwiazdy, które trwają niemal do dziś. Może to jest czas na zmianę kolejnej warty?


3

Wczorajsza porażka nie napawała by strachem, gdyby grze towarzyszył motyw przewodni. Niestety, nie wynik, lecz styl wprawia w konsternację i budzi obawy.

Na Real utracona bramka podziałała jak płachta na byka, z Barcelony uczyniła zbieraninę bezradnych chłopców. Okazała się Barca nadmuchanym balonem, z którego szybko zeszło powietrze. Bajeczne statystyki rekordowej ilości minut bez utraty gola można co najwyżej w buty wsadzić.
Staje się z wolna Barcelona mistrzem własnego podwórka. Drugie w tym sezonie starcie z klasowym przeciwnikiem i wpakowane 6-ść bramek. Jaka satysfakcja z kolejnych 10-ciu zwycięstw z przeciętniakami?

Nie chcę perorować, kto i jak powinien grać, bo ile wpisów tylu trenerów. Bolał natomiast, i bił po oczach brak koncepcji. Wrócił obrazek drużyny zmęczonej swoim towarzystwem. Namacalnym dla mnie przykładem bezradności było umieszczenie w składzie Xaviego w miejsce Rakitica. OK, trener widzi więcej. Z tej decyzji woła jednak krzyk bezradności. Brak w niej konsekwencji i uzasadnienia dotychczasowych działań. Odczytuje to jak słowa - Generale brak mi pomysłu, uratuj jeszcze raz. Zieje rozpaczą.
Nie widziałem Enrique jako trenera w chwili jego wyboru. Dobra - myślałem - Guardioli też nie widziałem. Pep szybko mnie do siebie przekonał. Enrique odwrotnie, niczym nie przekonuje. Wciąż nie widzę go na ławce trenerskiej.

Jeśli zakaz transferów utrzymany zostanie w mocy, może się okazać, że Barcelona będzie zlepkiem bazującym na indywidualnościach, nie drużyną. Drużyny przez dwa lata nie będzie z kogo zbudować. Każdy klasowy trener omijać będzie barcelońską ławkę, bo to wsadzanie głowy pod topór. Przez dwa lata Barcelona może być chłopcem do bicia dla najlepszych. Póki co, Barcelona drużyny nie ma i nic nie wskazuje by szybko ją zbudowała. Na nic nam bicie kolejnych rekordów, bo te mogą stać się powodem kpin kibiców innych drużyn.

0

No, a ja sie pytam - gdzie w tym wszystkim glos trenera?
Poki co dowiadujemy sie czego chce zarzad badz inne gremia, ale czego chce trener?

Media

Sonda

MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest: