2

Podobne pytanie jak wyżej.

2

A czemu zaprzątasz sobie głowę problemami fanów innych drużyn?

0

Nie całkiem rozumiem słowa - "...Ale to jest CL gra z najlepszymi..." .

0

Piłkarz, o którym nie dłużej niż tydzień wiadomo, że istnieje prawdopodobieństwo jego odejścia z Bayernu...? Nie sądzę. Dla mnie to w większym stopniu zalatuje improwizacją niż wcześniej opracowanym planem.

0

Jak 2x2 marudziłem. Rozłożyły mnie na łopatki Twoje zdolności dedukcji. Brawo Watsonie.
Nie powołuj się na zdarzenia co do których nie posiadasz pewności. To tryb przypuszczający, który bardzo łatwo zbić Watsonie.
Tytułem wyjaśnienia, nie marudzę więc, a oceniam na podstawie przesłanek, danych. Można powiedzieć, że taki risk manager ze mnie ;)

0

Masz rację, alternatywy jak najbardziej. Tylko to jest właśnie strategia. Nie wychodzi z Rabiotem, jest zawczasu przygotowany plan B i C. W tej sytuacji bazujemy na przypadku.
Żywcem kopiujemy nicość i wzorce z początkowych sezonów poprzedniej dekady.

1

A w Barcelonie chyba wciąż po staremu, kontynuacja tradycji łapania kogo popadnie. Miał być Rabiot, jest Vidal, OK., co za różnica, niech będzie. Coraz trudniej dostrzec w tym przemyślaną strategię, natomiast ciężko oprzeć wrażeniu, że działania na rynku transferowym zdominowane są przez chaos.

Sam artykuł do bani, do luftu. Bzdury. Poszukiwania zagubionej logiki.

0

Apeluję Amigo ponad wszystko, czytaj teraz, czy w przyszłości, bowiem trudno powiedzieć czy będziemy kontynuowali tą budującą wymianę poglądów, do czytania z większym skupieniem, nie powiem zrozumieniem, bo to byłoby mało eleganckie z mojej strony. Umykają Ci treści w tekście zawarte, natomiast dostrzegasz w nim to czego nie ma. Wypacza to w efekcie sens Twoich wypowiedzi.
Zatem Amigo, nie proszę Cię byś referował mi znaczenie słowa "większość". Solennie obiecuję, biorąc redakcje na świadka, prześlę na dowolnie wskazany przez Ciebie nr rachunku bankowego kwotę 100 złotych, jeśli wskażesz mi rzeczony fragment.
Chcę natomiast byś udokumentował swoje słowa; czym wsparłeś wypowiedź. Bez tego, powtórzę - nie żeby specjalnie mi zależało, ale to kłamstwo, które wyssałeś z palca. Mówię to z pełnym rozumieniu słowa - kłamstwo. Odpowiedź jest więc prosta, zero jedynkowa. Czysta statystyka, którą się wspierasz, ona nie toleruje bajania, jedynie liczby.
Zabrnąłeś? Ale za rzucane słowa należy brać odpowiedzialność.

Doprawdy Amigo żartowniś z Ciebie. Ze świecą szukać większego kawalarza. W przebiegły sposób, gubiąc tropy i pościgi, prowadzisz prywatne dochodzenie, tryumfalnie obwieszczając jego wyniki i nagle wykonujesz zwrot mówiąc znienacka, że odbiegam od tematu. Nooo... Amigo, brawo! Przechodzisz do następnej rundy turnieju.

Tak, obecna polityka transferowa Barcelony jest mglista jak poranki nad Tamizą. Zgadza się. Ale nie zagłębiam się w szczegóły, nie posuwam w personalia. Zwracam wyłącznie uwagę na różnicę między klubami wymiarze mentalnym - bodaj trzeci raz - co Ty zdajesz się ignorować, przytaczając nazwiska. To całkowicie inne pole do dyskusji.

Jakby nie patrzeć, panuje rozbieżność w naszych osądach. Ja niezmiennie będę twierdził, że Real to król polowania. Jeśli kogoś chcą, nie odpuszczają dopóki nie przywdziewa białej koszulki.
Imponująca lista boiskowych tytanów i rzekomych pragnień..., cóż mogę powiedzieć? Albo coś mi umknęło w zawirowaniach życia, co nie przeczę mogło się zdarzyć, albo bazujemy na innych źródłach przekazu medialnego. Ja w swoich nie natrafiłem na wzmiankę by w ostatnich 3 latach królewscy byli realnie (ależ piękna i do tego nie planowana gra słów) zainteresowani kimkolwiek z imponującej listy nazwisk, które wymieniłeś. Brazylijczyk zaś, przypuszczam w przyszłym sezonie zawita do Madrytu. Pięć lat temu natomiast, nikt niczego nie zaginał.

Przefantastycznie mi się z Tobą gaworzy Amigo, chociaż pozostaliśmy na placu osamotnieni, ale co tam. No i za pozdrowienia Ci jestem niezmiernie wdzięczny, aczkolwiek nie wiem z czego wynikały, bo takie nagłe i rzucone jakby po przebudzeniu. Ale wynika z nich jasno, kultura u Ciebie jest.

0

Brawo Watsonie! Twój nieprzeciętny zmysł dedukcji wzbudził mój podziw. Pozwól, że zapytam - wietrzysz spisek? Wyczuwasz w mojej osobie forpocztę V kolumny? No cóż, mam nadzieję, że nieco Cię uspokoję, nic z tych rzeczy. Ale nie kryję, że Twoja przebiegłość i spiskowe teorie mnie rozbawiły. Gwoli sprawiedliwości, nie żebym ucierpiał w szczególny sposób od Twoich słów, ale skoro mówisz o większości, to byłbyś tak uprzejmy i podał dokładne liczby, rozkład procentowy, metodę badawczą jaką osiągnąłeś ten druzgocący dla mnie wynik. Bo mi się zdaje, że to czysta kalumnia wyssana z palca. Bardzo Cię proszę więc, bo musisz posiadać przecież twarde dowody wyrażone w liczbach, na podstawie których mówisz o większości. Tak dla zabawy mówię sprawdzam.

Co się zaś tyczy komplementowania Realu, a jakże, czynię to często. Zawsze kiedy mu się należy, a że w ostatnim czasie wiele dał powodów do oklasków, to i nie stronię od tego. Rzetelna ocena i obiektywizm jest u mnie w cenie w przeciwieństwie do bezmyślnego szkalowania dla samej zasady.
Powiem Ci więcej, ja fan Barcelony uważam Real za klub wszechczasów. To powiem Ci więcej, ja fan Barcelony mam przyjaciół w Madrycie, z którymi nie raz, nie dwa upodliłem się po starciach w el Clasico. Ba, powiem Ci jeszcze więcej, albo sobie przeczytaj co też o stosunkach madrycko barcelońskich wysmarowałem tutaj https://www.fcbarca.com/80746-okiem-kibica-real-czy-nalezy-go-nienawidzic.html

Bardzo mi się podoba określenie "w jakiś sposób argumentuję". Naprawdę. Chyba nawet sam zacznę je stosować. Jest superowsko mgliste i nic nie mówiące.
Przeczytaj Amigo jeszcze raz na spokojnie, ze zrozumieniem, odrzucając choć na chwilę afekt. "...jacy to oni nie sa zaje***ci, jakich to oni transferow nie robia itp..." Nigdzie nie znajdziesz moich słów, które by obrazowały taką sytuację. Nie komentuję transferów w kontekście personalnym, chociaż faktycznie uważam, że obecna polityka transferowa to bałagan i przypomina sytuację pierwszej połowy poprzedniej dekady. Skupiłem się jednak na wymiarze mentalnym dzielącym oba kluby. Nic więcej. Wszystko ponadto to Twoja interpretacja.

0

To mnie zaimponowałeś, cytując senior Siarrręęę. Naprawdę. Niewiele osób potrafi przyznać się do wpadki. Nie jestem lepszy, bo mi wychodzi to opornie. A zjawisko zjechania pierwszej napotkanej osoby także znam, chociaż staram się przed nim bronić.
Jesteśmy ludźmi. Ważne aby się w porę opamiętać, puknąć w czoło. Nie brnąć zaś w zacietrzewienie.
Popołudnie i wieczór będą dobre, zobaczysz.

0

Nie masz pojęcia jak bardzo ucieszył mnie Twój merytoryczny głos w dyskusji. Siła spokoju, odważne tezy... chylę czoło. A..., no i jeszcze ten brak spiny. Czysty pragmatyzm. Od razu znać - to człowiek znacznego rozumu. Tęgi umysł.
Pozwolisz, że nim pójdę się ogarniać, cokolwiek to znaczy (wiesz, starej daty jestem. Przypuszczam, że tak starej, że gdy zaczynałem kibicowanie Barcelonie, Ty nie potrafiłeś dobrze wyartykułować jej nazwy) skrobnę parę słów w swej obronie.
Akurat w tym konkretnym, omawianym przez nas przypadku nie chwalę, jak to ładnie ująłeś, Realu lecz na faktach, a jeśli nawet nie, to na tym co widzę i czuję. To raczej forma diagnozy przyjacielu. Ale nie ukrywam, że i chwalić mi się zdarza, a w ostatnich czasach nawet nader często. To się zaś nazywa obiektywizm, co i Tobie polecam.
Dla pewności wsparłem się fachowym narzędziem, znaczy się słownikiem PWN, by mieć absolutną pewność co mówię, otóż zapewniam Cię, że doznania jakie mi towarzyszą podczas pisania o byłym już selekcjonerze hiszpańskiej kadry, to żaden rodzaj podniety. Zapewniam Cię na tip top.
Spór na linii osiągnął - nie osiągnął, to zaczątek dyskusji na innym polu. Dotychczas nikt o tym nie wspominał. Ty wyciągnąłeś tą kwestię niczym królika z kapelusza.
W całym ambarasie chodzi mi tylko i wyłącznie o to, że zdołali go wyciągnąć. A czy okaże się przydatny, tego nie dotykam w swoim głosie.
Teraz idę się ogarniać. Zawsze z radością czytam tak stonowane i wyważone komentarze jak Twój.

0

No brawo chłopie! Popisałeś się.
Dyskusja, mniej lub bardziej cywilizowanych osobników to wymiana poglądów, argumentów. Często takich, z którymi współrozmówcy mogą się nie zgadzać. Ale na tym polega kulturalna rozmowa by je akceptować, mierzyć się z siłą argumentu, nie zaś deprecjonować osobę. Zatem może spróbujesz wyartykułować dla odmiany z czym się nie zgadzasz. Powoli, do brzegu. To nie jest trudne. Namawiam do treningów.

0

To nie kwestia ostatnich lat, a spojrzenie na całość historii Realu. Mentalność.
Każdy na kogo zwrócą swoje oczy, mowa o poważnym zainteresowaniu nie bełkocie medialnym, prędzej czy później trafia do Madrytu. Idą po trupach, a Realowi nikt nie odmawia. Przykład sprzed dwóch dni jest dobrym przykładem. Kurz opadnie, gra będzie toczyć się nadal.
Lecz jeśli uporczywie dopominasz się odpowiedzi - nikogo nie sprowadzili, bo o nikogo się nie starali. Przypuszczam za rok będą mieli Neymara.
Nie mogą, czy nie byli zainteresowani zmianą bramkarza? Ja myślę, że to drugie. De Gea już był zawodnikiem Realu. Zwykła głupota i niedopatrzenie sprawiły, że przestał nim być. Od kiedy zaś Zidane przejął stery drużyny, Real nie wyrażał zainteresowania nowym bramkarzem. Jeżeli będą chcieli któregoś mieć w swoich szeregach, idę o zakład będą go mieli.
Możesz mi przypomnieć powyższe słowa jeśli któryś z transferów nie dojdzie im do skutku.

0

Ale czemu od razu piłkarzyk? Trochę to zabawnie brzmi, jakbyś się dąsał ponieważ chłop nie wybrał Barcelony.
Griezmann jest takim samym wyrobnikiem jak ja czy Ty. Może tylko z wyższą pensją, ale negocjacja jej wysokości to nic nagannego. I nie dziwi mnie, że używał każdego argumentu. Czy nie robiłeś tego ze swoim pracodawcą? Ja owszem. Pół roku zajęło nim ustaliłem warunki umowy.
Czy gdy Messi oczekiwał wyższych apanaży to było OK, ale gdy czyni to piłkarz przed podpisaniem umowy z klubem, należy go stawiać pod ścianą? Przecież sytuacja jest identyczna. Nie stosujmy podwójnych kryteriów.
Barcelona w ramach niższego uposażenia mogła przedstawić inne argumenty. Widocznie albo ich nie miała, bądź nie były wystarczająco mocne.

0

Cała sytuacja świetnie obrazuje aktualną pozycje Barcelony i chaos w polityce transferowej.
Real jeśli na kogoś zagina parol, to nie ma mocnych, idzie po to jak po swoje. Wyciąga każdego i z każdej drużyny jeśli tego chce. Barcelona każdorazowo przy transferze z dużym nazwiskiem w tle, uprawia chocholi taniec i rozpisuje scenariusz na niewiarygodnie dużą ilość odcinków, tylko po to, by finisz naznaczyć spektakularną klęską i blamażem. Już pewien przechodzony polityk jakiś czas temu powiedział, że twardzieli poznaje się nie po tym jak zaczynają, a po tym jak kończą. W jego ustach słowa wypadły nieco obleśnie, niemniej jednak, Barcelona zwykle kończy swoje podchody żałośnie. To właśnie stanowi różnicę na linii Real - Barcelona, mocarstwowe podejście.

Griezmann zaś dokonał wyboru w sposób przemyślany i przeanalizował co dla niego dobre. Mimo kuszącej propozycji potrafił ją odrzucić, a przywiązanie do klubowych barw też też dołożyły źdźbło do decyzji. Czy nie chcielibyśmy takich piłkarzy jak najwięcej? Zyskał sobie moją sympatię. Nie widział w Barcelonie nic więcej niż to co oferuje Atletico, co może zdobyć z Atletico. Barcelona na obecnym etapie jest jedną z wielu drużyn, lecz nie tą najwyżej usadzoną. Nie ma w niej pierwiastka magicznego. Utraciła go. Trzeba mieć tego świadomość. My jako kibice Barcelony powinniśmy mieć świadomość w jakim miejscu się znajdujemy.

42

Swoją drogą jest w tym pewna ironia - najbardziej hiszpański z hiszpańskich, szczycący się swoją hiszpańskością (wiem, wiem, prof. Miodek grozi mi w tym miejscu palcem), sabotuje drużynę narodową mając na uwadze wyłącznie partykularny interes.

0

Jak głosi porzekadło - zgoda buduje, niezgoda rujnuje. Cieszy mnie zatem nasza zgodność i niemal modelowy przykład rzeczowej dyskusji.
Tak, masz absolutną słuszność, miły ze mnie chłopak, który dokarmia ptaszki oraz przeprowadza staruszki przez jezdnię i na próżno doszukiwać się w moich słowach sarkazmu czy kpiny, pobrzmiewa w nich bowiem tylko i wyłącznie prawda i szacunek.

O trypletach zapewne będzie się mówić dużo, długo i głośno, ale dyskusje wokół tego niewątpliwego sukcesu raczej nie rozprzestrzenią się poza katalońsko-barcelońskie gardła i granice. Wyczyn Realu przywoływany jest i będzie w dyskusjach na całym piłkarskim globie.
Na pierwsze z Twoich pytań odpowiedzieć nie mogę. To Ty twierdzisz, że Real zlekceważył rozgrywki ligowe i nie nie wymagaj ode mnie bym temu przyklasnął. Grał tak jak mu starczyło sił, bądź tak by zagwarantować sobie udział w kolejnej edycji LM.
Na drugie z pytań odpowiedzieć również nie sposób. Real jednak pulę w LM zgarnął. Jako pragmatyk, wszelkie dywagacje w postaci - co by było gdyby, uważam za bezcelowe. Historia też tego nie lubi.

Bardzo się cieszę, że powracasz do wątku rzeczonego szczęścia w ilości ponad programowej sprzyjającego ponoć Królewskim. Gdy myślę - zdarza się i mi - o tym dłużej, nachodzi mnie coraz mocniejsze przekonanie jakoby byśmy mieli do czynienia w tym przypadku z wybiórczą pamięcią i nazywaniem wydarzeń w zależności od własnych potrzeb. Już spieszę wyjaśniać w czym widzę rozbieżności.
W pomyślnie dla nas zakończonym spotkaniu z Romą, nie było mowy o przypadkowości i szczęściu. Były za to wymuszone błędy. W przypadku Realu mowa zawsze o szczęściu. Przynajmniej u mnie wywołuje to uśmiech na twarzy, a zapewniam Cię, jestem człowiekiem srogim i większego ponuraka ze świecą w okolicy szukać.
Tak, wciąż z tą samą hardością twierdzę - szczęściu trzeba umieć pomagać. Samo i z niczego się nie pojawi. Real opanował do perfekcji swoją wyrachowaną grę. Wyczekują z godną podziwu cierpliwością momentów, w których mogą ukłuć, zmusić do błędu. A przez to, że będziemy to nazywać szczęściem wcale nam nie przybędzie czy też nie poczujemy się lepiej. Raczej więcej w tym wyczuć rozgoryczenia.

Posądzenie o ignorancję było mało eleganckie, ale urażony się nie czuję. Skóra u mnie gruba i przy tym co ze mną wyprawiają dzieci i Żona, Twoje słowa brzmią raczej jak odświeżacz powietrza o zapachu lawendowej choinki niż uszczypliwość.
Z czystym kibicowskim sercem przyznaję, zazdroszczę sukcesów Realowi, zazdroszczę jak cholera. Każdemu to powiem i umniejszać im nie zamierzam.
Za Barcelonę trzymam kciuki już 24 lata, więc jeszcze trochę w tym trzymaniu wytrwam, chociażby przez przyzwyczajenie. Meczów w wersji live stadionowej z jej udziałem obejrzałem bez liku, na czele z mającym być fiestą, rewanżem w Rzymie. Osiągnięć nie deprecjonuję, a przywołując jedynie wspominany pragmatyzm, odrzucam propagandę sukcesu. Szczęśliwie udało się przegrać jeden mecz w sezonie, bo mielibyśmy do czynienia z kolejnym, nikomu nie potrzebnym wyśrubowanym pseudo rekordem.

Nic nikomu nie należy udowadniać. Należy najzwyczajniej zwyciężać, choć jak to w sporcie nie zawsze się udaje, iść z duchem czasu i podążać w stronę, w którą futbol ewoluuje. Tylko od tego, że będziemy krzyczeć iż Barcelona to najlepszy klub na świecie, wcale się nim nie staniemy.

Łowczy ze mnie, że hej. Za słowa wsparcia dziękuję i rewanżuję się tym samym - pomyślności w nadchodzącym tygodniu.

0

Bardzo poważnie. Tak poważnie, że bardziej poważnie już nie można. Puchar Króla to farsa i udawanie poważnych rozgrywek. Szansa dla słabych i przegranych by postawić sobie jakiś puchar w gablocie klubowej.

Należy dokonać przewartościowania, bowiem ciężar gatunkowy futbolowych rozgrywek uległ przesunięciu. Rozgrywki krajowe w coraz większym stopniu stają się wyłącznie eliminacjami do prawdziwych igrzysk jakimi są rozgrywki LM. Tam jest splendor, tam buduje się sławę, tworzy historię, w końcu, tam są pieniądze. Ależ pięknie to ująłem. Kto tego nie rozumie, nadal będzie się bił na drugim froncie o nagrody pocieszenia Amigo.

Odpowiadając zaś na Twoje pytanie, chciałbym Ci uwierzyć, bo miły z Ciebie chłopak. Niestety, mimo całej sympatii do Cię i jak bardzo bym się nie uparł, nie mogę.
Podobnie pewnie jak Ty, również śledziłem rozgrywki LM, a w nich poczynania Królewskich. Mam zgoła odmienne zdanie na sprawę. Twoje "wiele szczęścia" to pojęcie raczej względne, któremu przeczy rzeczywistość. Cenię Twoje odczucia, ale jakby nie patrzeć, są one mocno subiektywne. A gdyby jednak przyjąć, że swoje sukcesy tworzy Real wyrachowanym, opanowanym do perfekcji futbolem? Ileż to drużyn było blisko, bliziutko położenia Królewskich na łopatki, przynajmniej w takim przekonaniu prowadzili kolejne ataki na ich bramkę, by w rezultacie otrzymać nokautujący cios między oczy? Nazywasz to szczęśliwym zbiegiem? Ja nie. Ale..., nawet jeśli to ono, szczęściu także trzeba umieć sprzyjać i stwarzać dogodne warunki. Taka cecha zwycięzców. Chociaż w przypadku kogoś kto nie wypuszcza pucharu LM z dłoni od dwóch lat, zdobywając go po raz trzeci, mówienie o szczęśliwych zbiegach okoliczności, spiskach itp. można chyba uznać za dość naciągane teorie.

Kończę Amigo i powiem Ci, nie mam nic przeciw by Barca z równie wielkim bagażem szczęścia zawłaszczyła sobie rozgrywki LM na kolejne trzy lata.

1

Faktycznie, masz rację, Barcelona stała się potentatem w kolekcjonowaniu średnio istotnych tytułów. Gdyby brała udział w niedzielnych rozgrywkach towarzystwa różańcowego z pewnością byłby puchar dziesiąty.

2

Ja myślę, że Ramos aktualnie siedzi w szatni i zalewa się łzami, zrozpaczony Twoim wyznaniem dotyczącym jego osoby.
Bo oprócz tego, że się je posiada, to szczęściu trzeba umieć jeszcze sprzyjać. Taka cecha zwycięzców.

1

Myślisz, że na świecie ktoś zauważy brak trypletu, czy raczej każdy będzie się zachwycał obroną tytułu po raz drugi? To jest to co wyróżnia Real - mierzą w cele, które przynoszą splendor i sławę. Pomijają drobnicę i kolekcjonowanie tytułów bądź niewiele znaczących rekordów. Biją się o najważniejsze trofea.

1

Brawa dla Realu. Wygrał, z pomocą bramkarza czy bez, ale dokonał tego co zamierzał. Zapisał się w historii futbolu, a dziś to potwierdził. Bezwzględnie klub, drużyna wszechczasów. Trzeba oddać cesarzowi (królowi) co cesarskie. Szacunek, poważanie i odrobina zazdrości.

10

Wygrywać bez względu na okoliczności to także umiejętność. Real ją posiadł i dlatego jest wielki.

1

Rzeczony szpaler, jak całkiem słusznie zauważył Velverde, zatracił swą pierwotną koncepcję. W obecnej, takiej jakiej domagają się licznie wyrażane w tym miejscu głosy ma pogrążyć, upodlić pokonanego. O żadnym hołdzie czy szacunku nie ma mowy. Tylko poniżenie. Więc wcale się nie dziwię, że w atmosferze wzajemnego szczucia drużyny nie chcą brać w tym udziału.
Dziwię się, że redakcja ulega tendencji i swoimi artykułami nakręca spiralę.

1

Leczysz się czyimiś porażkami?! A nie lepiej własnymi zwycięstwami?
Też liczę na wygraną, ale o upokorzeniach nie myślę. To małostkowe.

0

O ja naiwny! Masz absolutną rację. Świat wobec machlojek i pokrętnych działań Madrytu zdaje się być bezsilny.
Ale wobec tego rodzi się jeszcze jedno, fundamentalne dla sprawy pytanie, bo jeśli oni zawłaszczyli sobie cały piłkarski, a może nie tylko piłkarski świat, to będą tak wygrywać w nieskończoność. No żyć się odechciewa.

0

No tak, bardzo klarownie mi to teraz wszystko wyjaśniłeś. Ach ten zły, zepsuty do szpiku kości Real! Jak on tak może?! Oczywiście że Barca jest jakby mniej zła od tego bardziej złego, zatopionego w morzu przekupstwa i machlojek, Realu. To jasne, tym bardziej, że Barcelonie zdarzyło się całkowicie nieopatrznie i przypadkowo, wręcz niechcący wykorzystać pomyłki arbitrów. Real natomiast jest prowokatorem i kreatorem niejasnych zajść. Działa z godną potępienia perfidią. Gdzie ja miałem oczy, że dotychczas tego nie dostrzegałem?!

Odpowiedz mi tylko na pytanie. Skoro Ty zdołałeś rozszyfrować ów spisek i pokrętne działania Realu, ja przed chwilą doznałem samouświadomienia, dlaczego dla innych pozostaje to tajemnicą? Czemu nikt nic z tym nie robi?

Doprawdy cudnie się z Tobą rozmawia.

0

Oooo, doskonale! Nasza rozmowa już nie ma nic wspólnego z futbolem, nabrała za to wymiaru filozoficznego, analizując założenia moralne.

Nie istnieje pojęcie większego, mniejszego zła. Kradzież zawsze pozostanie kradzieżą. Powiem nieco wulgarnie, jeśli zrobisz kupę na środku ulicy obok już tam wcześniej leżącej, nie oznacza to, że przez to twoja mniej śmierdzi. To w odpowiedzi na słowa - kradzież kradzieży nierówna. Co zaś się tyczy ubiegłorocznej batalii z PSG, nie ulegałbym temu co powszechnie głoszone i akurat tam bym nieprawidłowości nie szukał.

I w tym miejscu chyba dobrze poprzestać, ponieważ brniemy w dyskusję tyleż zabawną, co coraz bardziej odległą od tematu wyjściowego. Konkluzja która sama zdaje się z tej rozmowy wyłaniać - wszystko to wielka mistyfikacja i działania sił mających doprowadzić Real do zwycięstwa. Ty natomiast, jako jeden z nielicznych i trzeźwo myślących zdołałeś przejrzeć całą tą maskaradę. Czy coś mi umknęło w moim rozumowaniu?

0

Przypuszczam, że był lepszy w dwumeczu, tak przynajmniej sugeruje wynik. Mogę się oczywiście mylić.
Chociaż jak sobie przypominam, w futbolu nikt nie punktuje za wrażenie artystyczne, a decydują strzelone bramki. Ten kto strzeli ich więcej zwycięża. I to chyba właśnie zrobił Real. Zatem jakby na problem nie spojrzeć - jest/był lepszy.

0

Coraz ciekawiej. Odchodzimy w rozmowie na płaszczyznę poprawności językowej. Odnosząc się do powyższego, nie istnieje w polskim języku reguła, która zabrania odpowiedzi na pytanie, pytaniem. Jedynie normy grzecznościowe narzucają zasadę symetrii. A kto powiedział, że ja jestem kulturalny? A może ze mnie kawał chama?
Lecz by zadośćuczynić Twoim oczekiwaniom - nie wierzę w pełną uczciwość w sporcie. Co więc za tym idzie, wyklucza to wiarę w uczciwość Barcelony. Nie ma zatem podstaw by drzeć łacha z Realu, bo to zakrawa przy takim rozumowaniu na kpinę, a na pewno temat dla Monthy Pythona. Trochę jakby złodziej oskarżał złodzieja o kradzież. Sam widzisz na załączonym obrazku jak Twoja - spiskowa - teoria dziejów strzeliła Ci w stopę.
Ciekaw jestem Twojej odpowiedzi przyjacielu, bo rozmowa nabiera coraz bardziej absurdalnych kształtów, a nic tak nie bawi jak absurd. No i..., teorie spiskowe.

Media

Sonda

MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest: