FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
10
Piłkarze z największą liczbą Złotych Butów w historii:
Kto zdobył najwięcej Złotych Butów w historii? W latach 1968-1990 prestiżowy francuski dziennik L' Équipe przyznawał tę nagrodę najlepszemu strzelcowi w Europie (licząc tylko gole ligowe). Następnie trofeum przyznawano w ramach „European Sports Magazines”. Eusébio był pierwszym piłkarzem, który zdobył Złotego Buta w sezonie 1967-1968. Legendarny portugalski napastnik strzelił imponujące 42 gole dla Benfiki. W tamtym czasie jednym z jego głównych rywali był Niemiec Gerd Müller, który dwukrotnie był królem strzelców w Europie (1969-1970 i 1971-1972). Eusébio wyrównał ten rekord, powtarzając ten wyczyn w sezonie 1972-1973. Inne znane nazwiska, które zdobyły dwa Złote Buty w trakcie swojej kariery to: Dudu Georgescu, Fernando Gomes, Ally McCoist, Mario Jardel, Thierry Henry, Diego Forlán, Luis Suárez i Robert Lewandowski. Jako ciekawostkę warto zwrócić uwagę na nazwisko Rodiona Camataru. Rumun został koronowany na najlepszego strzelca Europy w sezonie 1986-1987. Jednak w 1990 roku został zdyskwalifikowany z powodu wykrycia licznych nieprawidłowości w rumuńskiej lidze w tym sezonie. Jako ciekawostkę warto zwrócić uwagę na nazwisko Rodiona Camataru. Rumun został koronowany na najlepszego strzelca Europy w sezonie 1986-1987. Jednak w 1990 roku został zdyskwalifikowany z powodu wykrycia licznych nieprawidłowości w rumuńskiej lidze w tym sezonie.
Oczywiście niekwestionowanymi liderami są Lionel Messi i Cristiano Ronaldo . Messi ma na swoim koncie sześć Złotych Butów, co czyni go liderem wszech czasów w rankingu. Jest również rekordzistą pod względem strzelenia 50 bramek dla FC Barcelona w jednym sezonie La Liga. Co więcej, „La Pulga” jest jedynym piłkarzem, który zdobył to trofeum trzy lata z rzędu (2016-2017, 2017-2018, 2018-2019). Cristiano Ronaldo z kolei ma w swojej gablocie cztery Złote Buty, co plasuje go na drugim miejscu po największym rywalu.
Piłkarze z największą liczbą Złotych Butów w historii:
Lionel Messi: 6 trofeów (2010, 2012, 2013, 2017, 2018, 2019) Cristiano Ronaldo: 4 trofea (2008, 2011, 2014, 2015) Robert Lewandowski: 2 trofea (2021 i 2022) Luis Suárez: 2 trofea (2014 i 2016) Diego Forlán: 2 trofea (2005 i 2009) Thierry Henry: 2 trofea (2004 i 2005) Mario Jardel: 2 trofea (1999 i 2002) Ally McCoist: 2 trofea (1992 i 1993) Fernando Gomes: 2 trofea (1983 i 1985) Dudu Georgescu: 2 trofea (1975 i 1977) Eusebio: 2 trofea (1969 i 1973) Gerd Müller: 2 trofea (1970 i 1972)
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
10
Wybitne legendy argentyńskiego futbolu:
25 grudnia 1922 r. urodził się Felix Loustau, legendarny lewoskrzydłowy. 8-krotny mistrz Argentyny oraz 3-krotny pod rząd zdobywca Copa America(1945, 1946 oraz 1947). Felix Loustau, na którym nie poznano się w Racingu, usiłując uczynić z niego pomocnika, swe powołanie znalazł w 1942 r. na lewym skrzydle River Plate. Grał tam bez przerwy do 1957 roku, aby u schyłku wspaniałej kariery wylądować w Estudiantes de la Plata. Współtworzył dwie fenomenalne piątki napadu. Najpierw w latach 40-tych niepowtarzalną ,,La Maquina”(maszyne) River: Muñoz, Moreno, Pedernera, Labruna, Loustau. W sezonie 1947 Pedernere zastąpił pewien młodzian o nazwisku… di Stefano. Potem w latach 50-tych niewiele słabszą formacje: Vernazza-Sivori-Walter Gomez-Labruna-Lustaou. W lidze strzelił równo 101 goli a wypracował ze cztery lub pięć setek. Nazywano go ,,Magiem”, ,,Czarodziejem piłki” lub po prostu ,,Chaplinem”. Był zawodnikiem wprost genialnym i choć południowcy celują w skłonności do patosu, w tym przypadku określenie ,,jugador genial” trafiało w samo sedno. Dryblował z wdziękiem baletmistrza a jego centry miały dokładność milimetrową. Piłki podawał kolegom a raczej wykładaj je na zlotej tacy. Zarazem grał zawsze dla zespołu, w razie potrzeby skutecznie wspomagając obrone. Dla wielkiego Di Stefano, dla Menottiego i niemal wszystkich autorytetów pamiętających jego czasy był i jest niedościgłym ideałem skrzydłowego…
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11
10
Absolutna premiera Dumy Katalonii w europejskich pucharach:
Zdajecie sobie sprawę że Barça 25 grudnia 1955 r. rozegrała swój pierwszy mecz w europejskich pucharach? Otóż 70 lat temu FC Barcelona rozgrywała spotkanie z reprezentacją Kopenhagi w ramach ćwierćfinału Pucharu Miast Targowych. Było to trzecie w kolejności spotkanie pierwszej edycji tych rozgrywek w historii. Mecz z Kopenhagą odbył się na słynnym ,,Camp de Les Corts” przy komplecie 35 tys. widzów a Blaugrana wystąpiła o dziwo w czarnych koszulkach, białych spodenkach i z herbem miasta Barcelony na piersi. O poziomie przeciwników niech świadczy fakt iż rzut karny wywalczył dla nich 18-letni Andersen, gracz z trzeciej ligi duńskiej. Mecz zakończył się zdecydowanym zwycięstwem gospodarzy 6:2 a pierwszego oficjalnego gola dla Barçy w europejskich pucharach(drugiego w kolejności również) strzelił w 8 minucie napastnik Esteban Areta z podania Kubali. Pozostałe gole strzelili: Justo Tejada(2), Ramon Villaverde oraz wspomniany już Ladislao Kubala. Tą pierwszą edycje rozgrywek, trwającą 2 lata, wygrała rzecz jasna Duma Katalonii.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
10
Nie tylko dla prawdziwych cules:
W latach 20-tych poprzedniego wieku teren na wzgórzu Montjuic, gdzie mieścił się kamieniołom, został odpowiednio przystosowany, żeby wybudować na nim stadion piłkarski Estadi Catala(jak oficjalnie go nazwano) mogący pomieścić 35 tys. osób. Projekt ten powstał w wyniku kandydowania Barcelony do zorganizowania Igrzysk Olimpijskich w 1924 roku. W ramach kampanii na rzecz organizacji igrzysk, 25 grudnia 1921 r. Barça rozegrała mecz inauguracyjny przeciwko Sparcie Praga w obecności 30 tys. widzów, którzy wypełnili trybuny nowego stadionu i setek pozostałych, śledzących boiskowe wydarzenia z pobliskich wzgórz. Według ówczesnych relacji, tamtego świątecznego dnia futbol przestał być dyscypliną marginalną, a stał się sportem masowym. Sam Samitier zabrał głos w tej sprawie: ,,Zawsze uważałem iż wizyta Sparty była decydująca dla katalońskiego futbolu. Od tamtej chwili liczba widzów rosła z dnia na dzień”. Podczas inauguracji stadionu na trybunach obecny był ówczesny burmistrz miasta, Antoni Martinez, któremu towarzyszył między innymi prezydent Mancomunitatu i przewodniczący Parlamentu. W tamtym towarzyskim meczu ze Spartą, które prowadził sędzia Bru, Blaugrana wystawiła taki oto skład: Zamora, Planes, Martinez Surroca, Torralba, Sancho, Samitier, Vinyals, Vicente Martinez, Josep Gracia, Sagi Barba oraz ówczesny kapitan Paulino Alcantara. W doliczonym czasie gry Sparta zdołała pokonać Barçe 3:2, lecz następnego dnia rozegrano mecz rewanżowy, który zakończył się zwycięstwem gospodarzy 2:0, po golach Planesa oraz Alcantary z rzutu karnego.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@Safrani Dziekuje ślicznie i Tobie również zdrowych i wesołych świąt Bożego Narodzenia.
4
Życzymy Wam, żeby najlepsze prezenty trafiły do Waszej szatni a śnieg zasypał Was jak serpentyny rzucane z trybun. Żeby na Waszym wigilijnym stole było 11 potraw, ustawionych w systemie 1-4-4-2. Żeby los zesłał Wam sędziego, który doliczy Wam trzy minuty podczas świątecznych przygotowań. Żeby system VAR nie musiał rozstrzygać, kto spalił świątecznego karpia.
9
Ocalić od zapomnienia:
24 grudnia 1899 r. Duma Katalonii po raz pierwszy w swojej historii wygrała mecz i po raz pierwszy strzeliła gole. To był towarzyski mecz z FC Catala rozgrywany na tym samym obiekcie co premierowe spotkanie z angielską colonią(8 grudnia 1899) a mianowicie na ,,Velodrom de la Bonanova”, znajdującym się pośrodku toru wyścigowego w dzielnicy Bonanova. Mecz zakończył się zwycięstwem Blaugrany 3:1 a pierwsze dwa gole zdobył nie kto inny jak sam legendarny Joan Gamper! Trzeciego gola dołożył Katalończyk angielskiego pochodzenia Ernest Witty. Drugi mecz w historii był już trochę lepiej zorganizowanym wydarzeniem a do tego Barça wzmocniła się pozyskując w ramach jedynego w historii klubu autentycznie darmowego transferu Arthura, starszego z braci Wittych. Wspomniany przeze mnie ,,Velodrome de la Bonanova” został zburzony w 1910 r. po latach pełnienia funkcji siedziby FC Català, pierwszego głównego rywala FC Barcelony w początkach piłkarskiej Barcelony. Rywalizacja z Catalą była dość wyraźna w tych wczesnych latach. Legenda głosi, że założyciele FC Català odrzucili Gampera, ponieważ był obcokrajowcem, zmuszając go do założenia własnego klubu. Jednak prawda jest taka, że FC Català miała zagranicznych graczy, z których niektórzy byli Szkotami. Jeśli rzeczywiście został odrzucony, to prawdopodobnie dlatego, że Gamper był protestantem, podczas gdy wszyscy gracze FC Català byli katolikami ale to już inna historia. ,,Kibice na tym meczu(mniej więcej stu) byli pełni entuzjazmu. Oglądali piłkarzy podających mocno i pewnie, umiejących zagrać piłke z jednej połowy boiska na drugą; piłka często poruszała się do tyłu i do przodu w serii kombinacyjnych zagrań… wszyscy dużo biegali, nawdychali się sporo tlenu i mimo wszystkich groźnie wyglądających upadków żaden z piłkarzy nie odniósł poważnego urazu. Mecz był zacięty i stał na wysokim poziomie, nawet kilku dżokejów, którzy akurat rozgrzewali swoje wierzchowce, porzuciło dotychczasowe zajęcie i przyłączyło się do oglądania piłkarzy, wzbudzając podziw kolorami strojów kontrastującymi na tle zielonej trawki. Tym samym jeźdźcy nieświadomie oddali należny hołd temu wspaniałemu i nowoczesnemu sportowi, którego natura urzekła nas wszystkich”- z relacji naocznego świadka wydarzenia.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Od garnka do kota: ewolucja herbu Dumy Katalonii, która doprowadziła do sukcesu „CAT”:
Ciekawe, jak ewoluował symbol taki jak herb FC Barcelona. We wczesnych latach istnienia drużyna prezentowała herb miasta ale w 1910 roku klub ogłosił konkurs na zaprojektowanie nowego wizerunku. Propozycja Santiago Femenii, która nadawała mu kształt garnka lub kotła, zwyciężyła. Legenda głosi, że pomysł na ten kształt zrodził się ze sceny, która miała miejsce we wczesnych latach istnienia klubu. Podczas ożywionej dyskusji między założycielami, jeden z nich podobno wykrzyknął, że jest to „gniazdo osy ”. Mówi się, że Femenia została zainspirowana tą legendą. Jakkolwiek by było, tarcza w kształcie garnka ewoluowała na przestrzeni dziesięcioleci, dostosowując się do nowych ruchów stylistycznych, aż osiągnęła obecną stylizację. Dziś trudno wyobrazić sobie herb FC Barcelony jako garnek. Do tego stopnia, że sam wzór bardziej przypomina kota niż kocioł. Rzeczywiście, CAT, maskotka Barcelony z okazji 125-lecia klubu, to kot, którego pysk jest herbem klubu, dostosowanym do jego zwierzęcej formy. Co więcej, CAT odniósł już ogromny sukces sprzedażowy: w przedsprzedaży sprzedano 5000 pluszaków. Można również kupić jego kubek i inne gadżety. Ale to nie wszystko. Jeśli pójdziemy o krok dalej, kot jest zwierzęciem ściśle związanym z Espanyolem, odwiecznym rywalem miasta, choć dziś kojarzy się raczej z papugą. To właśnie rysownik Valentí Castanys w satyrycznym magazynie „Xut!” zaczął przedstawiać niebiesko-białych kibiców jako cztery czarne koty, ponieważ klub miał niewielu członków. W tym samym czasie pojawiła się postać kota Feliksa, czasami tłumaczonego jako kot „Periquito” a mądrość ludowa wkrótce zaczęła je łączyć ze względu na ich podobieństwo.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
9
„Recreation Club” jako pierwszy w Hiszpanii:
23 grudnia 1889 r. z inicjatywy Alexandra Mackaya, byłego szkockiego lekarza, Roberta Russella Rossa, również szkockiego lekarza oraz przez grupę górników z kopalni „Rio Tinto”, powstał Huelva Recreation Club, przemianowany później na Recreativo Club de Huelva. Swój pierwszy mecz rozegrali rok później na hipodromie „Tablada” w Sevilli. Ich rywalami byli pracownicy wodociągów należących do Brytyjczyków i przez nich obsługiwanych. W pierwszej dekadzie XX wieku ,,El Recre” przeszedł w ręce Hiszpanów a następnie zniknął z mapy wielkich klubów. Do dnia dzisiejszego Huelva wiedzie spór z Rio Tinto o to, który klub jest kolebką hiszpańskiej piłki nożnej. Chociaż współcześnie ,,Recre” błąka się po niższych ligach, to przed wjazdem do miasta stoi olbrzymi pomnik nieznanego piłkarza. Swoim kształtem przypomina nieco ten, który stoi nieopodal stadionu w Rio Tinto.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
11
Wybitne postacie hiszpańskiego futbolu:
23 grudnia 1950 r. urodził się Vicente del Bosque, były piłkarz i trener. Zdobył mistrzostwo świata (2010), mistrzostwo Europy (2012), dwie Ligi Mistrzów (1999/2000, 2001/02), dwa mistrzostwa Hiszpanii (2001, 2003), Puchar Interkontynentalny (2002), Superpuchar Europy (2002). Kiedy Vicente del Bosque opuszczał Real Madryt w 2003 roku, zachował ogromną klasę. Trener, który poprowadził „Królewskich” do dwóch triumfów w Lidze Mistrzów, który znosił fochy pupilków prezesa sprowadzanych za grube miliony, zniósł też niesprawiedliwe zwolnienie nie skarżąc się ani słowem. Florentino Perez pozbył się szkoleniowca bezgranicznie poświęconego klubowi tuż po tym, jak Real wywalczył mistrzostwo Hiszpanii i dotarł do półfinału Champions League. – Ja uważam, że Perezem kierowały zazdrość i próżność – pisał Leszek Orłowski. – Nie mógł znieść, że del Bosque staje się idolem kibiców Realu, że swoją zwalistą postacią usuwa w cień jego osobę. Inaczej niż Zidane, Figo czy Ronaldo pojawił się w klubie przed prezydentem. Wywalczywszy w sezonie 2002/03 kolejne trofea, był dla Florentino poważnym zagrożeniem w rywalizacji o miano samca alfa, a rzecz jasna tylko taka rola prezydenta zadowalała. ,,Zwolnienie del Bosque było największą niesprawiedliwością, z jaką zetknąłem się w świecie futbolu. To było zachowanie zgoła nienormalne. Przecież Vicente kładł na stół nie tylko zaangażowanie, uczciwość i miłość do klubu, ale także liczne trofea” – pieklił się Luis Molowny. Znaleźli się mimo wszystko tacy, którzy Pereza usprawiedliwiali. Del Bosque uchodził bowiem w powszechnej opinii za szkoleniowca, który drużyną zarządza zgodnie z ideą Pawła Janasa. Nie wpierdala się. Ot, cała jego zasługa – nie przeszkadzał „galaktycznym” madrytczykom w osiąganiu sukcesów. Naturalnie szybko okazało się, że tego rodzaju teorie można odłożyć między bajki. Po rozstaniu ze „Sfinksem” ekipa ze stolicy Hiszpanii przestała odnosić jakiekolwiek sukcesy – ponosiła klęski zarówno w kraju, jak i w Lidze Mistrzów, mimo że Perez wymieniał jej szkoleniowców jak rękawiczki. Natomiast del Bosque swoją wartość dobitnie potwierdził jako selekcjoner reprezentacji Hiszpanii. Fakt, że przejął przepotężną drużynę ukształtowaną wcześniej przez Luisa Aragonesa, ale mistrzostwa świata oraz mistrzostwa Europy nie wygrywa się przecież przez przypadek. Może i temperament del Bosque nie pozwala sytuować go wśród najbardziej charyzmatycznych trenerów w dziejach, może i nie był on autorem przełomowych koncepcji taktycznych, lecz jedno trzeba mu oddać – niewielu w historii futbolu równie dobrze znało się na wygrywaniu. A przecież to jest w całej tej zabawie na koniec dnia najistotniejsze. ,,Nie lubię teatralnych gestów, nie wierzę w dodawanie w ten sposób energii piłkarzom. Ode mnie zawodnicy energię czerpią w taki sposób, że optymalnie przygotowuję ich do każdego spotkania”- mawiał del Bosque. ,,Kiedy wychodzimy na murawę, każdy z nas wie co dokładnie ma robić. Del Bosque daje nam odpowiednią swobodę na boisku, więc możemy grać tak, jak lubimy. To bardzo ważne zwłaszcza dla najbardziej uzdolnionych piłkarzy, del Bosque jest kluczem do ich świetnej gry”- wspominał Cesc Fabregas.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
2
@onetwo Dokładnie tak!
15
Fantastyczny prezent na święta w El Clasico:
23 grudnia 2017 r. Real Madrid przegrał na Santiago Bernabeu z FC Barceloną 0:3(0-0) w ramach 17 kolejki Primera Division. Real Madryt poległ na własnym stadionie ze swoim odwiecznym rywalem, FC Barceloną. Messi i spółka przez całą pierwszą połowę byli przyczajeni, ale po przerwie wyczekali na zabójczą kontrę, którą zakończył Luis Suarez. Po chwili idiotycznie w polu karnym zachował się Dani Carvajal, który postanowił zmienić dyscyplinę sportu i pograć w siatkówkę. Blaugrana powiększyła przewagę nad drugim w tabeli Atletico do dziewięciu punktów, przez co chyba poznaliśmy mistrza Hiszpanii na sezon 2017/18. Mecz w pierwszej połowie był bardzo wyrównany i nie aż tak otwarty, przez co sytuacji strzeleckich nie było zbyt wiele. Lepsze sytuacje stworzył sobie Real, który starał się nie dopuścić Barçy do narzucenia warunków gry. Po zmianie stron Real jednak całkowicie się posypał. Cała organizacja gry obronnej spaliła na panewce, gdy w 54. minucie pilnujący Messiego Mateo Kovacić odpuścił drybling Ivana Rakiticia. Chorwacki pomocnik "Blaugrany" przebiegł z piłką spory dystans, a następnie rozciągnął grę do Sergi Roberto. Ten wyłożył piłkę Suarezowi, który nie mógł się pomylić i umieścił piłkę w niemal pustej bramce. Na 27 minut przed końcem spotkania idiotycznie zachował się Dani Carvajal. Prawy obrońca "Królewskich" celowo zagrał ręką w polu karnym. Lionel Messi nie pomylił się z rzutu karnego i podwyższył prowadzenie. Katalończycy dorzucili trzecie trafienie w doliczonym czasie gry. Prawym skrzydłem szarżował Messi, by następnie wycofać piłkę do wbiegającego Aleixa Vidala, który płaskim strzałem pokonał Keylora Navasa. Kostarykański bramkarz odbił piłkę, ale ta i tak wpadła do bramki, choć wydaje się, że mógł zachować się dużo lepiej. Grający w dziesiątkę piłkarze Realu nie zdołali już odpowiedzieć. Obrona tytułu była wówczas dla podopiecznych Zinedine'a Zidane'a raczej niemożliwa.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
9
Protoplasta Superpucharu:
Dokładnie 80 lat temu FC Barcelona pokonała Athletic Bilbao w finale ,,Copa de Oro Argentina”. Prekursorem Superpucharu Hiszpanii stał się zorganizowany w 1945 r. mecz pomiędzy mistrzem kraju FC Barceloną a zdobywcą Pucharu Hiszpanii Athletic Bilbao. Inicjatywa wyszła od konsula Argentyny w Barcelonie a trofeum ufundowali jego rodacy mieszkający w stolicy Katalonii, stąd nazwa: Złoty Puchar Argentyny. Po emocjonującym meczu Blaugrana zwyciężyła zasłużenie 5:4 a zyski ze spotkania przeznaczono dla szpitali w Barcelonie i Bilbao. ,,To był prawdziwy finał pucharu: entuzjazm i żądza tytułu 22 paladynów, którzy wyszli na boisko naładowani w poszukiwaniu cennego trofeum. Dwie różne drogi zdobywania goli i emocjonujące ostatnie 5 minut, gdzie jedni dążyli do wyrównania a drudzy starali się utrzymać minimalne prowadzenie. Finał, który pozwolił nam posmakować 90 minut dobrej gry i niezaprzeczalnych emocji. To był historyczny sukces naszego wspaniałego futbolu, który zostanie dobrze zapamiętany przez tysiące kibiców, mających szczęście zobaczyć to na własne oczy”- komplementowała spotkanie gazeta ,,El Mundo Deportivo”. W 1947 r. organizator rozgrywek ligowych RFEF urządził ponownie spotkanie o Superpuchar pod nazwą ,,Copa Eva Duarte”.
Strzelcy goli: Cesar Rodriguez(2), Gamoral(2) oraz Bravo dla Barçy / Zarra(2), Urra i Panizo dla Athletic.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
9
Niepowtarzalne pionierskie czasy:
23 grudnia 1906 r. FC Barcelona rozegrała towarzyski mecz we Francji przeciwko Olimpique Cette, klubowi założonemu w mieście Seta, na obrzeżach Montpellier. W relacji z tamtych czasów występ Blaugrany, która pokonała Francuzów 4:2(po 2 golach Romy Fornsa oraz po jednym Quirante i Comamali), odbił się szerokim echem. Serdeczne relacje między klubami sprawiły iż wkrótce doszło do drugiego meczu, tym razem w Barcelonie a po nim piłkarze i szefowie obu klubów udali się do ,,Gran Hotel Falcon” na pożegnalny bankiet. Uroczystość prowadził lekarz i ówczesny deputowany republikański- Per Pi y Sunyer, który w przemowie odwoływał się do patriotycznego znaczenia zwycięstw obu drużyn.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
9
Premierowe derby:
Dokładnie 125 lat temu FC Barcelona rozegrała pierwsze w swojej historii derby Barcelony z Espanyolem. Towarzyskie spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem i toczyło się w przyjacielskiej atmosferze, co trudno sobie dzisiaj wyobrazić. Barça zagrała bez obcokrajowców a przeciwnicy zaprezentowali się pod nazwą „Sociedad Española de Futbol” co po Polsku znaczy Hiszpańskie Towarzystwo Piłki Nożnej. Dopiero później przekształcili nazwe na RCD Espanyol.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@mekston Nawet jeśli mówimy o egzotycznej lidze i nawet jeśli mamy wątpliwości co do trafnych danych z tamtych lat, to i tak wyczyny tego Chitalu są iście spektakularne i bądź co bądź należy je pamiętać...
9
@FCBparasiempre
22 grudnia 1973 roku, Camp Nou, FC Barcelona - Atletico Madryt.
- Widział pan gola?
- Nie proszę pana. A pan?
- Wszystko jedno. Najważniejsze że to zrobił. Josep Pla wyciąga siekany czarny tytoń „Ideales”, który zawsze pali i skręca kolejnego papierosa. Opuścił miejsce w loży na Camp Nou tuż przed końcem pierwszej połowy żeby usiąść w barze i przepłukać gardło szklaneczko whisky, rozmawiając przy tym z kolegą od kieliszka. Inny kibic, który obok nich popija „anisette” włącza się do rozmowy: "Casum dena!" to mówią panowie że nie widzieli gola? Przenajświętsza panienko, jakiego gola panowie przeoczyli! Jakiego gola! Nie widziałem czegoś takiego od czasów Kubali. Co za gol, "la mare que em va parir!". - I jak to wyglądało? Kolega tutaj słyszał że strzelił piętą. Domyślam się że nic takiego, prawda?- pyta Pla. - Nic takiego? Renoi, pan tego nie widział, w rzeczy samej. Proszę posłuchać, już opowiadam. - Mężczyzna wstaje z krzesła, poprawia spodnie i rozpoczyna swoje przedstawienie. - No więc na skrzydle pojawił się Rexach i nagle dziabnął delikatnie, posłał takie dziwne dośrodkowanie, z tych, co zawsze gubią się koło linii końcowej i nie macie panowie pojęcia co się wtedy stało... - Mów że człowieku co się stało?- zapytał ten pierwszy. - Szybciej, dobry człowieku bo zaraz zaczyna się druga połowa a pan używa więcej przymiotników niż pewna pani dziennikarka - powiedział Pla dopijając whisky. - Cierpliwości, senyors, o tym golu nie można opowiadać tak po prostu... Musieliby panowie zobaczyć, jak niesamowicie wyskoczył Cruijff ale naprawdę niesamowicie, rany boskie, uwaga, to było jak kopnięcie Chińczyków w filmach. I wtedy piłka wpada prościutko do bramki, Reina patrzy, jak leci, nie wiedząc skąd się tutaj wzięła. Co za gol! Co za gol! Mówię wam panowie, casum dena, że ten człowiek potrafi fruwać. - Collons, w dzisiejszych czasach już nawet nie dziwi że się widzi latających ludzi... - odezwał się Pla z malującym się na twarzy wiecznym uśmiechem. - No dobrze, senyors, trzeba wracać na stadion, kto wie, czym nas jeszcze zaskoczy ten Holender. Josep Pla ponownie zajmuje miejsce w loży, gdzie czeka na niego Armand Caraben, jeden z dyrektorów FC Barcelony i osoba, która w zarządzie Montala zrobiła najwięcej aby sprowadzić do klubu Cruijffa. Jako że łączy ich wieloletnia przyjaźń, namówił pisarza aby przyszedł na stadion i poznał nową gwiazdę drużyny.
- Ależ gola pan przeoczył, Josep! Nawet pan sobie nie wyobraża, jakiego gola strzelił Cruijff. Gola niemożliwego!
- Coś tam słyszałem co Raben. Z tego co mówią, faktycznie wydaje się że było to coś wartościowego.
- A tak poza wszystkim, jak się panu podoba Cruijff ogólnie rzecz biorąc?
- Caraben, wie Pan że ja niezbyt przepadam za futbolem ale ten Holender ma coś takiego, jakby to powiedzieć, taką mieszankę inteligencji, zręczności, zmysłu obserwacji i co cenię najbardziej Cierpliwości. Wydaje mi się wyjątkowy, cony, nie wiem, czy to dlatego że jest naprawdę dobry, Czy dlatego że wszyscy pozostali są do niczego. Nie sądzi pan? - Bez wątpienia, bez wątpienia. Podczas drugiej połowy Pla nadal robi notatki w swoim precyzyjnym i drobnym pismem. Rexach strzelił drugiego gola a niedługo potem Garate zdobędzie bramkę kontaktował dla Atleti. Josep Pla przygląda się poczynaniom dziewiątki Barcy ale nawet Cruijff nie może zaradzić temu że czuje się coraz bardziej zmęczony i znudzony. Mecz rozpoczął się o 0:30 wieczorem i chociaż pisarz zalicza się do nocnych marków, to futbol jest dla niego jedną z tych rzeczy, dla których nie warto siedzieć do późna. Daje znak Carabenowi, który natychmiast rozumie że nadszedł moment opuszczenia stadionu. Następnego dnia Armand Caraben i jego żona jadą razem z Pla do domu wiejskiego w Llofriu. Pisarz śpi przez prawie całą drogę, kołysany terkotem samochodu. W radiu nie przestają mówić o golu Cruijffa i reakcjach na zamach, w którym zginął Carrero Blanco. Kilka godzin później docierają do „Massi", przed wejściem czekają na nich Joan i Carme, "masovers", pracownicy obrabiający ziemię w jego rodzinnym majątku. Gdy tylko otwiera oczy, Josep Pla czuję satysfakcję że na powrót jest w swoim „Empordanet", z czystym niebem, bez tych okropnych budynków Barcelony i z wiatrem tramontana wiejącym mu w twarz, tak zimnym o tej porze roku. Zrzuca czapkę, zapala kolejnego papierosa i pożegnawszy się z towarzyszami podróży wchodzi do domu. Pla udaje się prosto do swojego pokoju na piętrze. Tam zdejmuje krawat i przegląda notatki, które sporządził poprzedniego dnia. Ma wystarczająco dużo informacji żeby napisać relację dla „Destino". Później bierze tytoń i schodzi do salonu żeby rozgrzać się w pobliżu kominka. Siedząc przy stole, z papierosem w kąciku ust, pisarz nalewa sobie kieliszek domowego wina. Joan, „masover”, podchodzi Aby zapytać czy czegoś nie potrzebuje a przy okazji chcę z nim chwilę porozmawiać, ufając że „l'amo” jest w dobrym nastroju.
- Senyor Pla, jak było w Barcelonie tym razem?
- Jak zawsze, Joan, coraz bardziej nie chce mi się tam jeździć. Wszystko jest brzydkie a ludzie mają hopla na punkcie polityki.
- A mecz? Jak było na meczu?
- Wie Pan że mnie futbol ani ziębi, ani grzeje, chociaż owszem, cony, ten stadion wypełniony ludźmi i robi wrażenie.
- tak, to musi być coś wspaniałego a ten gol Cruijffa, o którym wszyscy mówią w radiu?
- Nie widział go pan?
- Nie ale wygląda na to że to był gol niezwykły, tak mówią, wie pan.
- I nie przesadzają. Pan Cruijff jest geniuszem. Gdyby pan zobaczył, jak pofrunął żeby sięgnąć piłki... Niebywałe! Prawdziwe cudo tego Holendra, prawdziwe cudo.
- A więc koniec końców warto było pójść na mecz?
- Raz w roku. Raz w roku i wystarczy.
- Cóż, przynajmniej wybrał pan dobry dzień. Jakie miał pan szczęście że zobaczył tego gola, senyor Pla...
- Tak Joan, miałem szczęście że go zobaczyłem...
Dawid Garcia Cames.
6
Masover też nie widział latającego Cruijffa:
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@mekston Czyli wychodzi że to prawda!? Te informacje są oficjalnie potwierdzone?
0
@Zbyszard Naprawde? Na to bym nie wpadł........!!!
15
Po prostu geniusz!
22 grudnia Lionel Messi strzela w ligowym meczu z Realem Valladolid 91 gola w całym 2012 roku. Rok ten był dla Argentyńczyka spektakularny. Już 9 grudnia w meczu z Betisem pobił dotychczasowy rekord Gerda Müllera, który w barwach Bayernu i reprezentacji Niemiec strzelił w 1972 r. 85 goli. Biorąc pod uwagę iż obecnie futbol jest dużo bardziej fizyczny i pada znacznie mniej goli, osiągnięcie było niesamowite. Do 22 grudnia i meczu z Realem Valladolid Messi zdążył jeszcze dołożyć siedem trafień. 91 goli zdobyte we wszystkich oficjalnych meczach to rekord w historii światowego futbolu(Pele w 1959 strzelił jedynie 75 goli). Znany dziennikarz ,,AS-a” Tomas Roncero przekonywał co prawda że rekord wciąż należy do Zambijczyka Godfreya Chitalu, który ponoć strzelił w swoim kraju 107 goli w 1972 roku, aczkolwiek teorii tej nie wzięto na poważnie. Z końcem 2012 r. 25-letni wówczas Messi miał już na koncie dziesiątki rekordów. Do najważniejszych należą: najwyższa ilość goli w jednym sezonie La Liga(50), czterokrotna korona króla strzelców Ligi Mistrzów(2010-13), rekord goli w jednym sezonie(73) a także wyrównanie rekordu Anglika Viviana Woodworda w ilości goli w rozgrywkach międzynarodowych, również reprezentacji(25 goli).
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
1
@Sysia11 Jestem za a nawet przeciw :) Ten sprzeciw to finanse i Internazionale Milano...
13
Hattrick Pedro a Barça na „piątke”:
https://www.fcbarca.com/52877-pewna-wygrana-na-zakonczenie-roku.html
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@Gary Dzięki śliczne bo akuret tego zupełnie nie pamiętałem
0
@Herato A wiesz że akurat nie mam pojęcia dlaczego tak wcześnie zeszli z boiska? Dwie kontuzje w jednym czasie byłyby bardzo dziwne. Musiałbym to gdzieś sprawdzić
0
@wariacik96 Cały szkopuł w tym że ten paradoks będzie działał wyłącznie na krajowym podwórku. W Lidze Mistrzów takie numery w defensywie już nie przejdą....
15
Golleada w Copa del Rey:
22 grudnia 2011 r. FC Barcelona odniosła najwyższe zwycięstwo pod wodzą Josepa Guardioli i jedno z najwyższych zwycięstw w historii Pucharu Hiszpanii. Na Camp Nou rozgromiła trzecioligowy La Hospitalet aż 9:0(!) w rewanżowym meczu 1/16 Copa del Rey. Blaugrana wystąpiła w składzie: Pinto, Pique, Puyol, Fontas, Fabregas, Xavi (38’ Tello), Iniesta (31’ Sergi Roberto), T. Alcantara, Busquets (57’ J. Dos Santos), Pedro, Cuenca. Rezerwowi: Valdes, Sergi Roberto, Muniesa, Jonathan dos Santos, Tello
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
11
Golazo!
22 grudnia 1973 r. Mijały właśnie ostatnie minuty pierwszej połowy meczu Barçy z Atletico Madryt na Camp Nou. Na wrzutkę w pole karne zdecydował się Rexach ale wydawało się że piłka jest poza zasięgiem Cruijffa. Holender zdecydował się więc na akrobatyczne zagranie nogą na dużej wysokości w stylu dzisiejszych uderzeń Ibrahimovicia i jego strzał znalazł droge do siatki w prawym górnym rogu bramki. To był najładniejszy gol ,,boskiego” Johana podczas jego pobytu w Barcelonie a być może i w całej karierze. Holender rozgrywał wówczas wspaniały sezon zakończony mistrzostwem Hiszpanii dla Blaugrany a ten gol pozwolił mu zdobyć przydomek ,,Latający Holender”.
Popatrzcie sami:
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
14
Bernd Schuster kończy dzisiaj 65 lat:
22 grudnia 1959 r. w Augsburgu urodził się Bernd Schuster. Ten niemiecki piłkarz karierę zaczynał w 1. FC Köln, z którego w 1980 r. przeniósł się do FC Barcelony. Bardzo szybko stał się gwiazdą linii pomocy Blaugrany i w 6 kolejnych sezonach zdobywał dwucyfrową liczbe goli we wszystkich rozgrywkach. Dokonał tego pomimo faktu że stracił większość roku 1982 na rekonwalescencje po tym, jak ,,Rzeźnik z Bilbao”(Andoni Goikoetxea) brutalnie wszedł w jego kolano. W latach 1982-84 znakomicie układała się współpraca Bernda z Diego Maradoną, którego Argentyńczyk nie omieszkał komplementować w swojej autobiografii. Tuż po tym, jak został zmieniony w trakcie gry w finale Pucharu Mistrzów w 1986 r., udał się do szatni i nie informując nikogo, pojechał z żoną na lotnisko, gdzie pierwszym samolotem udał się do Barcelony. Przed sezonem 1986/87 Schuster został za to wykluczony z zespołu i nie rozegrał ani jednego meczu! Prezydent Nuñez zaoferował go nawet Espanyolowi. Jak zauważyli ironicznie dziennikarze, byłoby to jedyne możliwe rozwiązanie dla Schustera, bo nadal dzieliłoby go jedynie 30 minut samolotem od ,,ukochanej” Ibizy. Choć Niemiec pozwał klub do sądu, przegrał sprawę. Po roku wrócił do łask, lecz jego relacje z działaczami pozostawały napięte i latem 1988 r. zdecydował się na transfer do Realu Madryt. Co ciekawe, z drużyny Królewskich trafił po 2 latach do Atletico Madryt. Po zakończeniu kariery piłkarskiej zajął się pracą w roli trenera, zdobywając między innymi mistrzostwo Hiszpanii z Realem Madrid w 2008 r.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
9
@FCBparasiempre
Maschio mógł się wyprowadzić z „Avellanedy”. Dorastał tu wprawdzie ale kiedy wyjechał grać w piłkę we Włoszech mógł łatwo zerwać z miejscem urodzenia; gdyby po powrocie, ze zgromadzonym świeżo majątkiem przeniósł się do Buenos Aires, nikt nie miałby do niego pretensji. Nie zrobił tego jednak. „Nie potrafiłbym - powiedział. - Ruszyłem się stąd tylko raz, do Kordoby, gdzie mam rodzinę". „Avellaneda” wrosła w Humberto Maschio. „Tu się urodziłem ale tak naprawdę jestem tu dzięki pewnemu cudowi. Mój dziadek dotarł już do Argentyny(z Włoch) a ojciec miał popłynąć potem, razem ze swoimi siostrami ale ponieważ grał w piłkę w Sampdorii, wysłał z dziewczynami przyjaciela. Byli na pokładzie „Mafaldy”. Dwie siostry udało się uratować ale najmłodsza zmarła na atak serca. Ojciec przypłynął innym statkiem, więc to naprawdę cud że tu jestem. Zacząłem grać w piłkę na ulicach. W tamtych czasach nie było ruchu, jedyny środek transportu stanowiły tramwaje. Mój dom był dla mnie i moich przyjaciół jak piłkarska szatnia a niedaleko znajdowało się „portero” z czterema czy pięcioma boiskami. Nocami graliśmy w "cabeze"(główkowanie jeden na jednego) przy świetle latarni"- opowiadał Humberto. Do Racingu trafił w 1954 roku ale ponieważ trzon drużyny wciąż tworzyli mistrzowie kraju z lat 1949-51, początkowo trudno było mu się przebić. Nie minął jednak rok, gdy Juan Jose Pizzuti odszedł do Boca i można było wskoczyć na jego miejsce. Po roku Pizzuti wrócił(do Boca przeniósł się z kolei Angelillo) i w wieku 36 lat stał się dla pozostałych piłkarzy jak ojciec a z Maschio stworzył fantastyczny duet: młodszy kolega rozkwitał w roli ofensywnego pomocnika, wykorzystując miejsce zapewniane na boisku przez ruchliwego rutyniarza. „Pamiętam Corbatte. Był naprawdę hojny dla wszystkich, miał bardzo dobre serce. Niestety wielu ludzi wykorzystywało jego dobroć aż w końcu zatracił się w alkoholu"- mówił Maschio. Historia Corbatty jest tyleż tragiczna, co typowa. Nie ma w niej żadnego pojedynczego incydentu, który prowadziłby do katastrofy, żadnego wypadku samochodowego a ni morderstwa, żadnej zdrady czy momentu straszliwego pecha; był po prostu człowiekiem wielkiego talentu, tyle że ów talent pchał go w rejony, z których nie potrafił się wydostać. W piłce był geniuszem ale jego życie prywatne okazało się katastrofą. Urodzony w Daireaux, miasteczku na Pampie, kilkaset kilometrów na południowy zachód od Buenos Aires, w dzieciństwie stracił ojca i w efekcie musiał przenieść się z rodziną do La Platy. Nigdy nie nauczył się pisać i czytać, czego zawsze się wstydził: w późniejszych latach wspominał, jak fatalnie się czuł, gdy koledzy z drużyny dyskutowali o czymś, co przeczytali w jakiejś gazecie ale był też czas, w którym próbował ukrywać analfabetyzm, zawsze trzymając w ręce jakieś czasopisma podczas udzielania wywiadu. Dellacha w końcu nauczył go, jak nabazgrać swój podpis. Karierę piłkarską próbował rozpocząć w Estudiantes ale w wieku 14 lat odprawiono go z kwitkiem, kiedy złapał kontuzję kostki. Znalazł miejsce w Juverlandia de Chascomus, gdzie jego umiejętność dryblingu i silny strzał zwróciły uwagę Racingu, do którego trafił w 1955 roku. Nawet gdy stał się sławny, mówiło się że fani innych klubów rejestrowali się jako socios Racingu tylko po to żeby zobaczyć jak gra. Pozostał straszliwie nieśmiały, szczególnie w stosunku do kobiet. Litując się nad Corbattą koledzy z drużyny przedstawili go pewnej blondynce, opisywanej dosadnie jako "una chica que hacia la calle”(dziewczyna która pracuje na ulicy), w nadziei że przelotny romans pozwoli podbudować jego pewność siebie. Nie spodziewali się że Corbatta się zakocha, że wezmą ślub i zamieszkają razem w Banfield. Tyle że pewnego dnia w 1959 roku Corbatta wrócił do domu, z którego zniknęła nie tylko żona ale i cały majątek. „Nie zostały nawet pająki"- opowiadał. W końcu jednak przezwyciężył swoją nieśmiałość. Titta Mattiussi, legendarny gospodarz hostelu dla klubowej młodzieży opowiadał anegdotę o tym, jak w trakcie pewnego „concentracion” Corbatta przelazł przez płot o 6:00 rano, wracając z jakiejś upojnej nocy. Mattiussi trzykrotnie wsadzał go do wanny z zimną wodą ale i tak słyszał, jak Corbatta mówi do kolegów, żeby do niego nie podawali bo czuje się tak pijany że nie jest pewien, czy utrzyma się na nogach. „Ale kiedy trochę się przespał, grał jak bestia i zdobył dwa gole"- opowiadał Mattiussi. Jak w wielu historyjkach tego typu, nie wszystkie szczegóły muszą się zgadzać ale nawet biorąc na to poprawkę, trzeba uznać że anegdota oddaje ducha tamtych czasów. Nie bez powodu Corbatte nazwano kiedyś " argentyńskim Garrinchą". Jeśli jednak w jego życiu prywatnym panował bałagan, na boisku radził sobie znakomicie, grając z charakterystycznymi dla argentyńskiego Złotego Wieku lekkością i polotem i stąd tak wielka liczba anegdot na jego temat. Przy okazji jednego Clasico, rozgrywanego między Racingiem a Independiente był tak ściśle pilnowany przez Alcidesa Silveire że nie mogąc uwolnić się od swojego opiekuna na murawie, zszedł za linię końcową i schował się na moment za policjantami, oddzielającymi boisko od trybun. W meczu reprezentacji z Urugwajem w 1956 roku do tego stopnia rozwścieczył Pepe Sasie swoimi sztuczkami że napastnik poczekał aż rywal zostanie sfaulowany, po czym przebiegając obok leżącego kopnął go w twarz. Corbatta stracił dwa zęby, których nigdy później nie wstawił.
Słynął także ze skuteczności podczas rzutów karnych a zwłaszcza z tego, jak zmuszał bramkarzy do rzucania się w zły róg. Z 68 jedenastek, które wykonał w trakcie kariery zawodniczej wykorzystał 64. "Podczas karnych wykańczałem ich wszystkich. Podchodziłem bardzo blisko piłki, tak żeby bramkarz nie zdążył zareagować ale nigdy nie stawałem na wprost, tylko trochę z boku. Uderzałem wewnętrzną częścią prawej stopy w środek piłki, zawsze bardzo mocno i miałem zawsze spuszczoną głowę żeby nie wiedział, w którą stronę będę strzelał a sam patrzyłem spode łba, czekając co zrobi. Kiedy się ruszył, już go miałem"- mówił w wywiadzie dla "El Grafico". W 1963 roku Boca kupiło Corbatte za 12 milionów peso, wykorzystane przez Racing na rozbudowę stadionu i unowocześnienie ośrodka treningowego. Alkohol zaczynał już brać nad nim górę. Podczas tournee to Europie klub oddelegował obrońcę Carmello Simeone żeby miał oko na Corbattę. Simeone był pewien że wszystko jest w porządku aż do chwili, gdy zajrzał pod łóżko kolegi i znalazł tam cały stos pustych butelek po piwie. Trudno się dziwić że w barwach Boca rozegrał tylko 18 meczów ligowych a potem przeniósł się do Independiente Medellin, akurat na ostatnie chwile ligi El Dorado. W Kolumbii porzuciła go druga żona, znalazł się na granicy bankructwa a jego uzależnienie od alkoholu jeszcze się pogłębiło. Kiedy w wieku 34 lat wrócił do Argentyny, był już tylko cieniem dawnego Corbatty. Trafił do drugoligowego San Telmo a potem do Italia Unidos i Tiro Federal de Rio Negro w niższych ligach. Kłopoty finansowe i brak perspektyw zawodowych w świecie poza futbolem powodowały że grał jak mógł najdłużej. „W piłce nożnej nie ma przyjaźni, szczególnie gdy ci nie idzie. Wszyscy nagle znikają"- mówił. Wielu powiedziałoby jednak że nie chciał przyjąć pomocy. Kiedy skończyły mu się pieniądze, nocował w knajpie niedaleko „Hospital Fiorito, śpiąc za barem na dwóch połączonych prowizorycznie w szafkach. " Przyjechała po mnie siostra ale nie chciałem wracać do La Platy. Nocami brałem jakąś gazetę, oglądałem obrazki, co pozwalało mi oderwać się od niewesołych myśli i zasnąć. Wydałem wszystko, co miałem. Rozpuściłem pieniądze, nie patrząc komu i na co daję"- podsumował Corbatta. Miał 38 lat, kiedy w końcu przestał grać zawodowo w piłkę i przeniósł się do Benito Juarez, miasteczka położonego na południe od stolicy, gdzie zamieszkał w jakiejś szopie i wychodził czasem na boisko w barwach którejś z dwóch miejscowych drużyn. Sypiając w szatniach na „El Cilindro” i pracując z tamtejszymi drużynami młodzieżowymi. Przejmujący przykład tego, jak piłkarska fortuna kołem się toczy. Zmarł w 1991 roku w wieku 55 lat. Dwa lata później jego imieniem nazwano jedną z ulic prowadzących do stadionu.
Racing został wicemistrzem kraju w 1955 roku i zajął czwarte miejsce w 1956, w obu przypadkach po mistrzostwo sięgnęło River Plate. Maschio był już wtedy prawdziwą gwiazdą i reprezentantem kraju pełną gębą, walecznym rozgrywającym, który nie tylko ciężko pracował na boisku ale i strzelał wiele goli. Mówiło się nawet że lada chwila przejdzie do Juventusu. „W argentyńskim futbolu byłem wówczas najlepszy"- opowiadał. Został w Racingu na jeszcze jeden sezon, jednak po tym, jak na początku 1957 roku na trybunach kolejny raz pojawili się włoscy obserwatorzy, on, Angelio i Sivori zdecydowali że odejdą po Campeonato Sudamericano. Prezes klubu Santiago Saccol w marcu powiedział Maschio że negocjacje są na ukończeniu i że będzie mógł przejść do Bolonii. „Asystent prezesa, który pochodził z Urugwaju, powiedział że mi się spodoba, że miasto było wprawdzie zniszczone w czasie wojny ale ludzie są bardzo przyjacielscy, że są weseli i że faceci gadają tylko o trzech rzeczach: polityce, piłce i kobietach. Kobiety zaś są nieco bardziej pulchne ale naprawdę ładne. Pierwszy rok we Włoszech nie był dla mnie łatwy, tęskniłem za rodziną. Telefony w zasadzie nie działały, na połączenie z Argentyną trzeba było czekać 4 albo 5 godzin. Na szczęście mama pisała do mnie dwa razy w tygodniu: w poniedziałki i piątki"- opowiadał Maschio. Kiedy Maschio wzmocnił Bolonie, Angelillo trafił do Interu a Sivori do Juventusu. Temu pierwszemu nie szło Jednak zbyt łatwo w roli napastnika grającego w duecie ze świetnym Jugosławianinem Bernardem Vukasem i po dwóch sezonach przeniósł się do Atalanty. "Zacząłem tam okres przygotowawczy i musiałem strasznie dużo trenować, przed obiadem i po południu. Myślałem że się wykończę. Po kolacji trener dawał nam wolne i koledzy wychodzili ale ja musiałem iść spać". Była to zapowiedź tego, co czeka argentyńskich piłkarzy na przyszłorocznym mundialu. „Nie byłem zbyt szybki a w dodatku kryli mnie indywidualnie. Więc Ferruccio Valcareggi(ówczesny trener Atalanty) powiedział że aby stać się lepszym piłkarzem muszę zmienić styl. Grałem zbyt blisko bramki, doradził mi więc żebym cofnął się nieco głębiej, dzięki czemu łatwiej mi będzie widzieć ruch innych zawodników. Naprawdę stałem się lepszym piłkarzem. Miałem większą swobodę ruchów. Nie stałem się szybszy ale potrafiłem zgubić krycie, jak potem Riquelme. Wybrali mnie najlepszym piłkarzem w historii"- mówił mMschio. Nie był jedynym aniołem, któremu z początku nie wiodło się za granicą. „Sivori też miał najpierw pod górkę. Tak samo jak ja tęsknił za domem, więc Umberto Agnelli, prezes Juventusu postanowił zrobić mu niespodziankę: zorganizował specjalną kolację, podczas której orkiestra grała tylko tanga a cała knajpa była pełna argentyńczyków"- opowiadał.
Angelillo tymczasem strzelił 33 gole w sezonie 1958/59, co było wówczas rekordem Serie A. Inter zajął jednak tylko trzecie miejsce w lidze a z czasem zaczęto narzekać na nierówną formę byłego piłkarza Racingu. „Angelillo był jak aktor. Kiedy mu się chciało, grał rolę pierwszoplanową, innym razem jednak chował się za kulisami"- wspominał prezydent Interu Angelo Moratti. Styl jego życia, dodajmy, podobnie jak wielu Argentyńczykom tamtego pokolenia nie pozwalał skupić się wyłącznie na futbolu. „Pod koniec pobytu w Interze Angelillo trochę się opuści bo zaczął się spotykać z dziewczyną starszą od niego o 10 lat. Pamiętam że nieraz wspólnie imprezowaliśmy i zacząłem chodzić z jej przyjaciółką. Jeździłem z Bolonii do Bergamo tam i z powrotem"- opowiadał Maschio. Inni wiązali spadek formy Argentyńczyka z romansem ze słynną włoską piosenkarką. Tak czy inaczej jego słabość do kobiet nie mogła się podobać purytańskiemu Helenio Herrerze, który rozpoczął pracę z Interem w 1960 roku. Latem 1961 roku Angelillo odszedł do Romy, gdzie spędził cztery lata a potem grał jeszcze w Milanie, Lecce i Genui. Zakończył karierę piłkarską w 1969 roku a potem pracował jako trener w niższych ligach włoskich i w Maroku, do ojczyzny nie mógł wrócić w związku z nieodbytą służbą wojskową. Kiedy Maschio odzyskał formę w Atalancie, poczuł że zapuszcza korzenie we Włoszech. Zaczął nawet grać w reprezentacji Włoch, jako jeden z trzech aniołów porzuconych przez Argentynę a wciąż szukających okazji do pokazania się w świecie futbolu reprezentacyjnego. Angelillo i Sivori występowali już w eliminacjach do mistrzostw świata w 1962 a gdy przed samym turniejem kontuzję odniósł Boniperti, powołanie otrzymał także Maschio. W pierwszym meczu, zakończonym bezbramkowym remisem z RFN, wprawdzie nie wystąpił ale zagrał w drugim spotkaniu z Chile, w słynnej „Bitwie o Santiago", podczas której dwóch Włochów zostało usuniętych z boiska. „To było naprawdę coś. Złamali mi nos w ciągu pierwszych 20 minut a potem dostałem potężnego kopniaka w kostkę. Wytrzymałem do końca, w zasadzie niezdolny do gry bo wtedy nie można było robić zmian"- wspominał Maschio. Chile wygrało 2:0 i choć Włosi pokonali później Szwajcarów, odpadli z turnieju. Po dwóch udanych sezonach w Atalancie, Maschio został sprzedany w 1962 roku do Interu, prowadzonego wówczas przez znakomitego ale kontrowersyjnego Helenia Herrere, urodzonego skądinąd w Buenos Aires dziecka hiszpańskich rodziców, którzy rychło przenieśli się do Casablanki. Argentyńczyk nie przypadł mu jednak do gustu i choć razem zdobyli mistrzostwo kraju, sprzedał go do Fiorentiny. We Florencji Maschio spędził 3 lata a potem w wieku 33 lat wrócił do kraju i znów zaczął grać w Racingu. Świat, do którego wrócił różnił się już jednak fundamentalnie od tego, który opuszczał. Argentyńskie poczucie piłkarskiej wyższości legło w gruzach po mundialu 1958 roku.