FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
@Marusek No siłe ofensywną mamy sporą(jak na Espanyol oczywiście), jednak nie oznacza to że wygramy na RCD Stadium a już napewno nie oznacza to z gruntu La manity! Byłbym bardzo powściągliwy z takimi osądami...
2
@Marusek Oj chyba się zagalopowałeś? Skąd masz takie przypuszczenie że to się może skończyć La manitą?
10
Pewne zwycięstwo na „Camp de Les Corts”:
3 stycznia 1932 r. FC Barcelona pokonała Racing Santander 4:2 w 5 kolejce Primera Division. Dublet zaliczył znakomity napastnik Angel Arocha. Pozostałe gole dla Barçy strzelali: Juan Ramon i Carlos Bestit. Po tej piątej kolejce Blaugrana uplasowała się na 3 pozycji ze stratą zaledwie jednego punktu do prowadzącego Athletic Bilbao.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
0
@Ogorinho1974 Daj spokój już nie przesadzaj. Przecież to nie jest biografia piłkarza a nawet jeśli w jakimś stopniu by była, to należało by podać również date śmierci lekarza Comamali! Tak czy siak za prawidłowe dane zielony herb się należy :)
11
Kultywowanie wartości klubowych:
Na początku 1982 r. za prezydentury Josepa lluisa Nuñeza klub nabył na własność obiekt znajdujący się w dzielnicy Sant Andreu. Był to sportowy kompleks, na który składało się boisko przystosowane do gry w piłke wraz z trybunami, boisko do uprawiania innych sportów, basen oraz kilka ogrodów. Operacja była wydatkiem rzędu 96,540,375 peset, które klub zapłacił właścicielom czyli firmie włókienniczej ,,Companyia Anonima Filatures de Fabra i Coats”, powstałej w 1903 r. Boisko kupione przez FC Barcelone, znajdujące się między ,,Passeig de Fabra” i ulicą Dublin miało 93 metry długości i 54 szerokości. Na trybunach mieściło się 4700 widzów, z czego 800 miało miejsca siedzące. Był to plac, na którym grała drużyna CE Fabra i Coats utworzona w 1922 r. jako CE Filatures z inicjatywy firmy włókienniczej. W 1953 r. zmieniła nazwe ale zachowała pionowe biało-czarne pasy na koszulkach. Jeszcze jako CE Fabra i Coats w sezonie 1962/63 walczyła o awans do Segunda Division. Niedługo potem w 1965 r. przemianowała się na Atletic Catalunya Club de Futbol i rozpoczęła współprace z Barçą, dlatego też od tamtej pory występowała w strojach ,,Blaugrana”. Przed nabyciem boiska ,,Fabra i Coats” FC Barcelona płaciła za wynajem ażeby drużyny juniorskie i młodzieżowe mogły rozgrywać swoje mecze. Wśród tych zespołów była Barcelona Atletic, która grała tutaj w latach 1970-1982, czyli do chwili, gdy zbudowano ,,Miniestadi”. Pozostałe drużyny juniorskie korzystały z tego boiska aż do lat 90-tych. Później zarząd klubu z Nuñezem na czele postanowił sprzedać w dwóch fazach obiekt ,,Klubowi Pływackiemu Sant Andreu” założonemu w 1971 r. przez pracowników fabryki ,,Fabra i Coats”. Dzięki tej operacji Barça zarobiła 198 milionów peset. Na kupionych terenach klub z Sant Andreu zbudował obiekt sportowy dla swoich członków a boisko wraz z trybunami zostało zburzone aby w tym miejscu mógł stanąć basen olimpijski. Niezależnie od przeszłości obiektu sportowego, w 1995 r. budynek fabryki włókienniczej sąsiedzi z Sant Andreu zamienili w Centrum Kulturalne.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Marusek
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
10
Legendarni snajperzy, wybitne postacie FC Barcelony:
3 stycznia 1904 r. FC Barcelona gromi w 7 kolejce Mistrzostw Katalonii zespół FC Sant Gervasi 10:0! Hattrickiem w tym meczu popisuje się legendarny Katalończyk Roma Forns, jednak jeszcze większego wyczynu dokonuje również legendarny Katalończyk Carles Comamala, który strzela w tym meczu aż 5 goli! Ostatecznie jednak Duma Katalonii zajęła w mistrzostwach dopiero 4 miejsce ale za to królem strzelców został wspomniany właśnie Comamala z dorobkiem 15 goli. Wówczas Comamala, obok Gampera i Romy Fornsa był jednym z najlepszych napastników w Hiszpanii.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
0
@NeroTFP1 Coś już wspominałeś o Gowarzewskim ale nie pamiętam czy odnośnie Wilimowskiego? Kiedyś bodajże z Piłki Nożnej dowiedziałem się że Wilimowski nazywał się bodajże Prandella, dobrze mówie? Tak czy inaczej jest dużo materiału o "Ernim" żeby powstała książka, tylko czy w końcu ci trzej panowie się za to wezmą......?
1
@NeroTFP1 Na coś takiego czekam od kiedy dowiedziałem się o istnieniu genialnego "Erniego" czyli od 30 lat! Oby to się powiodło, bez względu na autora...
12
,,La Manita" Wilimowskiego:
Jeszcze nie wybrzmiały Sylwestrowy fajerwerki, jeszcze świat nie począł toczyć „koła historii" Anno Domini 1938 a piłkarze Ruchu Hajduki Wielkie już wybiegli na zaśnieżone boisko by w ponad 13-stopniowym mrozie zmierzyć się z rywalem zza miedzy- AKS-em Chorzów w meczu towarzyskim. Ekipa z Chorzowa w roku 1937 ,, urosła" do poziomu ligowego potentata i w tabeli końcowej sezonu wyprzedziła ,, Niebieskich", zdobywając tytuł wicemistrza polski. Hegemonia Ruchu została przerwana. W ostatnich zawodach AKS zwyciężył Ruch, to też miał nastąpić dawno oczekiwany rewanż ze strony byłego Mistrza Polski, który miał udowodnić że jego ostatnie porażki z Naprzodem i AKS były tylko dziełem przypadku względnie słabego zestawienia całej drużyny mecz pomiędzy wielkimi rywalami zaplanowano na niedzielę o godzinie 14:00 na stadionie w Wielkich Hajdukach. „Przegląd Sportowy" informował iż gruba warstwa śniegu nie tylko nie odstraszyła graczy ale nawet widzów, którzy zjawili się w ilości około 5000 i brali żywy udział w zawodach. „Udział" widowni udzielił się zresztą najdobitniej AKS w wynikłej zaraz po meczu bójce. Ruch wziął więc bezpardonowy rewanż nad swym sąsiadem. Pomimo licznych argumentów a przede wszystkim słabego sędziego różnica trzech goli jest jednak sprawiedliwym wykładnikiem sił. Aparat Hajduczan pracował jak zegarek najprzedniejszej konstrukcji. ,, Niebiescy" w tym meczu zagrali w następującym składzie: Brom, Giemsa, Czempisz, Panchyż, Nowakowski, Dziwisz, Przecherka, Skóra, Peterek, Wilimowski i Wodarz. Już na początku meczu w wyniku starcia z Wostalem kontuzji doznał Panchyż a w jego miejsce na boisko wszedł Henryk Mikunda. Bohaterem meczu okazał się Wilimowski, który zdobył 5 goli a pozostałe trafienia zanotował Peterek. Wynik spotkania brzmiał 7:4(3-2) dla Ruchu. Obserwatorzy oraz dziennikarze relacjonujący to spotkanie byli zgodni co do tego iż był to wielki mecz „Eziego", natomiast cichym bohaterem był Mikunda, który wyszedł z ławki rezerwowych a swoją nadspodziewanie dobrą postawą na boisku miał duży wkład w końcowy sukces drużyny. Co ciekawe, Ernest Wilimowski trzy dni wcześniej jako lider drugiego ataku hokejowej reprezentacji Śląska rozegrał mecz z FTC Budapeszt na lodowisku w Katowicach. Pomimo dużej przewagi Ślązaków zakończył się on wynikiem 2:1 dla drużyny Węgierskiej. Dziennikarz „Polski Zachodniej" pisał o grze Wilimowskiego: wysilał się na kombinację zgoła piłkarskie. Wilimowski nie zdaje sobie sprawy że podstawą hokeja jest szybkość i błyskawiczna orientacja w sytuacjach podbramkowych. Można zatem powiedzieć iż drużyna Ruchu niejako z marszu na pełnych obrotach, z impetem wkroczyła w rok 1938. Był to czas, w którym świat obserwował pożogę wojny domowej w Hiszpanii oraz ruchy na Dalekim Wschodzie między Japonią a Chinami. W Europie Środkowej coraz większym hegemonem stawała się III Rzesza pod wodzą kanclerza Adolfa Hitlera, która zaczęła stosować coraz bardziej agresywną politykę zarówno wewnętrzną, jak i międzynarodową...
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@Marusek
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@Adran360
1
@Gary A zapomniałem dodać że przecież jest jeszcze mnóstwo meczów do oglądania i to nie tylko meczów piłki nożnej, tak więc tym bardziej nie mam czasu na czytanie tylu książek...
10
@FCBparasiempre
2 stycznia 1900 r. w Krakowie urodził się Józef Klotz. Był synem żydowskiego szewca. Z zachowanych źródeł możemy dowiedzieć się, że był to obrońca mierzący 185 centymetrów i ważący 75 kilogramów. Pierwszym zespołem w karierze krakowskiego defensora była obecnie nieistniejąca drużyna Jutrzenki, którą tworzyli zawodnicy wyznania mojżeszowego. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że znane dzisiejszym kibicom hasło „Święta Wojna” pierwotnie odnosiło się do derbów rozgrywanych między klubem Józefa Klotza, a innym syjonistycznym zespołem – Makkabi Kraków. Dopiero z czasem te wyrażenie przerodziło się w określenie odnoszące się do meczu Cracovii z Wisłą. Stało się tak za sprawą Ludwika Gintela, który po przejściu do zespołu Pasów użył tego hasła przed rozgrywanym szlagierem z Białą Gwiazdą. Sam Klotz występował w trakcie swojej piłkarskiej przygody w dwóch klubach. W swoim pierwszym zespole występował w latach 1912-1925 i przeniósł się następnie do Makkabi Warszawa. W reprezentacji Polski rozegrał dwa spotkania– z Węgrami i Szwecją. Podróżując trasą, której stacje wyznaczają poszczególne etapy kariery krakowskiego obrońcy, przenieśmy się pamięcią do jego rodzinnego miasta, w którym było mu dane zadebiutować w koszulce z białym orzełkiem na piersi. Dużym wydarzeniem w karierze Józefa Klotza był bez wątpienia jego premierowy mecz w biało-czerwonych barwach. Kartki kalendarza wskazywały datę 14 maja 1922 roku. Polska drużyna narodowa, która występowała pierwszy raz w roli gospodarza, podejmowała tego dnia reprezentację Węgier. Skład naszej drużyny w głównej mierze opierał się na piłkarzach krakowskich klubów – byli to tak znani zawodnicy jak Ludwik Gintel, Henryk Reyman, czy Józef Kałuża. Wyjątek od reguły stanowiło dwóch zawodników – bramkarz Polonii Warszawa Jan Loth oraz legendarny Wacław Kuchar z lwowskiej Pogoni. Trenerem tamtego zespołu był Józef Lustgarten – międzynarodowy sędzia piłkarski i zawodnik, który w czasie swojej kariery występował w zespole Pasów.
W roku 1939 ówczesny szkoleniowiec został uprowadzony przez NKWD, co w konsekwencji poskutkowało jego trafieniem do stalinowskiego łagru, w którym został zmuszony spędzić długie 17 lat życia. Mecz był rozgrywany na boisku Cracovii. Warto przypomnieć, że stadion Pasów znajduje się obecnie przy ulicy upamiętniającej grającego w tamtym spotkaniu Józefa Kałużę. Miejsce, które wybrano na scenę zmagań obu zespołów stanowi ponadto najstarszą strukturę piłkarską dotychczas użytkowaną w Polsce. Licznie zgromadzeni na trybunach kibice niestety nie przynieśli szczęścia swojej reprezentacji. Już na samym początku spotkania Ludwik Gintel feralnie zaskoczył warszawskiego bramkarza i niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki. Zegar odmierzający czas wskazywał czwartą minutę gry. Nasz bohater wystąpił w tym meczu na pozycji stopera. Kiepski początek naszej drużyny podziałał uskrzydlająco na goszczących w Krakowie Węgrów. To goście przejęli inicjatywę, którą udokumentowali następnymi bramkami. Dzieła zniszczenia dokonał Michaly Solti, który zdobył w trakcie tego spotkania jeszcze dwa gole. Polska poniosła dotkliwą porażkę i w kiepskim stylu przegrała 0-3. Józef Klotz, podobnie jak cały zespół nie mógł być zadowolony z tamtego występu. Podopieczni krakowskiego trenera musieli poczekać na swoją pierwszą oficjalną bramkę zdobytą w międzypaństwowym meczu. Był 28 dzień maja 1922 roku. Kadra Józefa Lustgartena rozgrywała tego dnia towarzyskie spotkanie w Sztokholmie. Polacy mierzyli się ze Szwedami. Biorąc pod uwagę ostatni pojedynek z Węgrami, nikt nie był pewny korzystnego wyniku, zważywszy, że mecz odbywał się na trudnym terenie stadionu olimpijskiego. Gdyby jednak znalazł się optymista, który miałby tego dnia wskazać potencjalnego strzelca gola dla Biało-czerwonych, to z pewnością postawiłby na bramkostrzelnego Wacława Kuchara. Sądzę, że przed pierwszym gwizdkiem nikomu nie przeszła przez głowę myśl, że to właśnie Józef Klotz zostanie autorem historycznej bramki.
W porównaniu do poprzedniego meczu szkoleniowiec postanowił wprowadzić do składu, aż siedmiu piłkarzy Cracovii. Nowymi zawodnikami zespołu zostali znani z krakowskich boisk- Leon Sperling, Adam Kogut i Józef Fryc. Ponadto skład został uzupełniony drugim zawodnikiem Pogoni Lwów- Józefem Garbieniem. To jednak obrońca Jutrzenki w 23. minucie spotkania podjął się wykonywania rzutu karnego, który został odgwizdany w polu karnym skandynawskiego zespołu. Oznaczało to, że zespół trenera Lustgartena stanął przed szansą strzelenia pierwszego gola w międzypaństwowym występie. Siła i precyzja uderzenia z 11 metra zaowocowała strzeleniem tak upragnionej przez polskich zawodników bramki. Warto dodać, że w 74 minucie przewagę Biało-czerwonych udokumentował jeszcze Józef Garbień. Polska pozwoliła sobie wbić jedynie jednego gola i ostatecznie wygrała na ciężkim terenie wynikiem 2-1. Pierwsze bramki i premierowe zwycięstwo kraju znad Wisły stało się faktem. Jak pokazała przyszłość – był to drugi i ostatni występ Józefa Klotza z orzełkiem na piersi. Mimo, iż właśnie w tym spotkaniu zapisał się w historii naszego futbolu jako strzelec pierwszego gola w kadrze, to nigdy później nie otrzymał szansy, by zaistnieć w niej na stałe. W 1925 roku piłkarz Jutrzenki postanowił przenieść się do zespołu Makkabi Warszawa i kto wie, jak potoczyłoby się jego dalsze życie, gdyby nie zdecydował przenieść się do stolicy…? 2 października 1940 roku w okupowanej stolicy Polski władze niemieckie zdecydowały się utworzyć największe getto dla ludności żydowskiej w całej zniewolonej przez agresora Europie. Do odizolowanego w listopadzie od reszty miasta więzienia trafili wszyscy ludzie związani z wyznaniem mojżeszowym. Tragiczny los nie oszczędził również bohatera meczu ze Szwecją. Bezwzględne jarzmo drugiej wojny światowej nie oszczędziło nikogo bez względu na dokonania i zasługi. Obrońca trafił podobnie jak inni Żydzi mieszkający w Warszawie do getta. Strzelec historycznego gola w Biało-czerwonych barwach zginął w 1941 roku za murami hitlerowskiego piekła.
8
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
0
@LeoMessiiBarcaPepa No tak, rzeczywiście wszystko na to wskazywało ale jednak Laporta... zrobił swoje. Tak czy inaczej Xaviemu należy złożyć hołd za to co uczynił naszej Barcuni...
11
Rekord „Generała”:
2 stycznia 2011 r. Xavi Hernandez wyrównał rekord Bernardo Bianquettiego(zwanego Miguelim) w ilości spotkań dla pierwszej drużyny FC Barcelony. Otóż wygrany ligowy mecz z Levante był dla niego 549 meczem w barwach Dumy Katalonii. Dokonał tego w swoim 13-tym sezonie występów. Po zakończeniu spotkania cała rodzina ,,Blaugrana” zaprezentowała baner z napisem ,,Xavi t’estimem”(co po katalońsku znaczy ,,Xavi kochamy cię”). Natomiast Migueli pojawił się na boisku z wnukiem aby pogratulować nowemu rekordziście. Xavi rozegrał 767 oficjalnych spotkań i jeszcze do niedawna dzierżył absolutny rekord pod tym względem, jednak wyprzedził go nie kto inny jak sam Messi(778 spotkań).
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
1
@Gary Ja z kolei to w zasadzie czytam wyłącznie książki o futbolu, głównie z powodu braku czasu. U mnie również w gre wchodzi zmęczenie fizyczne i często niedospanie po pracy, co nie rzadko przekłada się na 2,3 godzinną drzemke po robocie. Inna sprawa że książki poza sportowe mnie nie pociągają(no może poza historycznymi) a ze sportowych to tylko i wyłącznie piłka nozna. Zresztą na inne nie miałbym czasu i raczej ochoty ale głownie czasu...
11
Zapomniane El Clasico:
2 stycznia 1944 r. FC Barcelona pokonuje na ,,Estadio Chamartin” Real Madryt 1:0 w 13 kolejce Primera Division. Zwycięskiego gola zdobył Jose Valle Mas w 50 minucie. Po tym zwycięstwie Blaugrana zachowała 2 pozycje w tabeli tracąc jedynie 1 punkt do prowadzącej Valencii. Co ciekawe, na półmetku rozgrywek Real Madryt zajmował dopiero 8 pozycje, kończąc zmagania na miejscu siódmym. Natomiast Barça zakończyła sezon dopiero na 6 pozycji, z tą samą ilością punktów co ,,Los Blancos” a mianowicie 28 ale za to większą ilością zdobytych goli.
Barça w europejskich pucharach:
2 stycznia 1963 r. FC Barcelona przegrała na ,,Stade du Ray” w Nicei z Crveną Zvezdą Belgrad 0:1 po golu Kosticia z rzutu karnego. To był dodatkowy(de facto finałowy) mecz 1/8 Pucharu Miast Targowych, po którym Blaugrana odpadła z rozgrywek.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
2
@Gary No jakby na to nie patrzeć to tak(!) jesteśmy "dupkami" :)
6
@July_6_BcN A skoro wiedziałaś, to jest mi z tego powodu niezmiernie miło. Uważam że każdy cule powinien to wiedzieć! No coż, brawo ty!
12
Czy prawdziwi cules wiedzą chociaż skąd się wzieli ci ,,cules”? Podejrzewam że nawet redakcja o tym nie ma pojęcia!
2 stycznia 1916 roku przy okazji towarzyskiego meczu FC Barcelona - Athletic Bilbao, który wzbudził ogromne zainteresowanie wynikające po części z obecności słynnego baskijskiego napastnika Rafaela Moreno Aranzadiego, znanego jako „Pichichi", pojawiły się pierwsze koniki. Zbijali biznes sprzedając za 5 peset wejściówki kosztujące normalnie półtorej pesety. Praktyka ta rozwinęła się gdy odpowiedzialny za boisko Manuel Torres zaczął oznaczać karnety, kiedy socios wchodzili na stadion, co spowodowało że nie mogli już rzucać ich za ogrodzenia, tak by inni kibice mogli ich użyć wchodząc bez płacenia. Kiedy stadion zapełniał się do ostatniego miejsca, tak jak na meczu z Athletikiem, gdy ponad 2000 ludzi nie dostało biletów, wielu z nich nie mogąc dopchać się na trybuny siadało na murach okalających obiekt. W ten właśnie sposób zrodził się termin „cules”, który od tamtej pory używany jest dla określenia sympatyków FC Barcelony, jako że siedząc na murze pokazywali tyłki pieszym przechodzącym przyległymi do stadionu ulicami.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
0
@Gary No to ja powiem ci szczerze że musze mieć w miare komfortowe warunki do czytania a raczej rzadko kiedy takie warunki mam. W ten komfort wlicza się oczywiście również skupienie nad książką. Jakoś nie wyobrażam sobie czytania w pociągu, mam na myśli pełne skupienie i zapamiętanie tego co się czyta. No ale skoro jesteśmy entuzjastami futbolu, to jakie książki czytasz?
0
@Gary Ja jestem ciekaw skąd ty masz tyle czasu na czytanie aż tylu książek? To co ty całymi dniami przesiadujesz w domu? Nie chodzisz do pracy? Jeśli można wiedzieć oczywiście?
11
Wybitne postacie Blaugrany:
2 stycznia 1884 r. urodził się Jack Greenwell, piłkarz oraz piąty w historii trener FC Barcelony. Jedenaście lat kariery piłkarskiej spędził w Crook Town, skąd w 1912 r. trafił do Barçy, w której grał do zakończenia kariery w 1916 r. Rok później prezydent Gamper zatrudnił go w roli trenera. Greenwell zadebiutował na ławce 7 lipca 1917 r. w wygranym 3:1 meczu z Club Esportiu Europa. Prowadził drużynę nieprzerwanie przez 7 lat, co jest drugim najlepszym wynikiem w historii(najdłużej pracował śp. Johan Cruyff). Przez ten okres zdobył 5 mistrzostw Katalonii i 2 Puchary Hiszpanii(La Liga jeszcze wówczas nie istniała). W 1931 r. powrócił jeszcze na 2 sezony do FC Barcelony i dołożył jeszcze mistrzostwo Katalonii.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
11
Zbrodnia w Nigrán, masakra, która naznaczyła życie nowej gwiazdy FC Barcelony: Pedro Fernándeza
W 1994 roku w brutalnym ataku na dom rodziny pomocnika Barcelony zginęły cztery osoby. Pedro Fernández Sarmiento, znany jako Dro, to kolejny młody piłkarz Barcelony z wielkimi marzeniami. Ma zaledwie 17 lat, a już zadebiutował w pierwszym zespole. Hansi Flick jest nim zachwycony. To bardzo klasowy pomocnik, doskonały z piłką i bardzo zdyscyplinowany, ale musi poprawić swoją kondycję fizyczną. Niewiele wiadomo o jego życiu prywatnym, przynajmniej w Barcelonie. W Galicji natomiast wiele wiadomo o jego rodzinie. Dro urodził się 12 stycznia 2008 roku w Nigrán, w tym samym mieście Pontevedra, niedaleko granicy z Portugalią, gdzie 31 stycznia 1992 roku dwóch funkcjonariuszy policji po cywilnemu wtargnęło do domu Davida Fernándeza, ówczesnego wiceprezesa Celty. Dwóch funkcjonariuszy uwięziło Davida, jego żonę Pilar Sanromán, ich troje dzieci i gospodynię, Anę Isabel Costas, w ich domu. Zażądali 20 milionów peset (120 000 euro) i znęcali się nad zatrzymanymi. Dwoje z nich uciekło. Marta natomiast została zamordowana, podobnie jak jej rodzice i gospodyni. David Fernández, ówczesny dyrektor Celty Vigo, byłby dziadkiem Dro, gdyby żył. Ojciec i brat piłkarza Barcelony uciekli porywaczom w głośnej sprawie, która jest obecnie relacjonowana w filmie fabularnym, który wkrótce ukaże się na Netfliksie. Morderstwo w Nigrán spotkało się z szerokim zainteresowaniem mediów w Galicji ze względu na swój brutalny charakter. Dwoma funkcjonariuszami Policji Krajowej byli Manuel Lorenzo i Jesús Vela. W 1996 roku Sąd Prowincjonalny w Pontevedra skazał morderców na 212 lat więzienia, uznając ich winnymi sześciu zarzutów bezprawnego zatrzymania, trzech zarzutów zabójstwa, jednego zarzutu rozboju z zabójstwem i dwóch zarzutów usiłowania zabójstwa. Lorenzo i Vela zostali zwolnieni w 2013 roku, po odsiedzeniu 19 lat w więzieniu, co spotkało się z bardzo niepopularną decyzją w Vigo. Pięć lat wcześniej urodził się Dro, osoba bardzo introwertyczna, niemal zawsze unikająca rozgłosu mediów. „To bardzo uprzejmy i powściągliwy facet” – mówią ci, którzy najlepiej znają młodego pomocnika Barcelony. Niewiele wiadomo o życiu prywatnym Dro. Jest po prostu kolejnym mieszkańcem La Masii. Jako piłkarz jest niezwykle utalentowany technicznie. Świetnie porusza się w ciasnych przestrzeniach i zazwyczaj gra na środku lub lewym skrzydle. Flick ceni jego dyskrecję i odwagę. Jest cichy, ale na boisku nikogo się nie boi.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
8
@FCBparasiempre
1 stycznia 1958 r. urodził się Andrzej Zgutczyński, napastnik. Z polskiej ligi do Auxerre wyjeżdżał z tytułem króla strzelców, zaraz po występie na mundialu w Meksyku. ,,Miałem 28 lat a już byłem zmęczony piłką. Czekała mnie gra w ataku z Erikiem Cantoną. Jednak czułem że nic lepszego nie będę mógł z siebie dać bo najlepszy czas jest za mną”- wspomina pan Andrzej. Nie lubi opowiadać o tym dawnym futbolu, choć ciekawych przygód miał mnóstwo. Nie zabiega by doceniano jego piłkarskie dokonania i jest szczęśliwy kiedy ma święty spokój. ,,Oczywiście nie krytykuje innych starych piłkarzy że zamierzchłą przeszłość na swój sposób celebrują ale nie widze potrzeby żebym też tak robił. Odwiedzam dawnych kumpli w ich mieszkaniach i czasem widze że mają piłkarski ,,ołtarzyk”: jakieś puchary, dyplomy, medale, zdjęcia. Nie mogę się powstrzymać: ,,Sam o to dbasz, czy ktoś musi za ciebie przecierać z kurzu? No bo kurz się na tym na pewno cały czas zbiera”. Nigdy do takich przedmiotów nie przywiązywałem nabożnej wagi. Było, minęło i nad czym tu się roztkliwiać”- konstatuje nasz bohater. Mimo iż Zgutczyński takiego miejsca w swoim domu nie ma, o gromadzenie odpowiednich eksponatów w czasie kariery nie byłoby trudno. W sezonie 1985/86 był w tak świetnej formie że w wielkim Górniku Zabrze zdobył 20 ligowych goli i został królem strzelców. To wyczyn szczególny gdyż w zabrzańskiej drużynie grali wybitnej klasy specjaliści od posyłania piłek do siatki, jak Jan Urban, Andrzej Iwan i Andrzej Pałasz a jednak ,,Zgutek” był najskuteczniejszy. Niektórzy zaznaczali że przy takiej klasie dogrywających piłkarzy nie było to dużym osiągnięciem bo wystarczyło tylko przytomnie dostawiać noge. Zgutczyński taką złośliwostke kwituje uśmiechem i wzruszeniem ramion. Świetnie odnalazł się w Zabrzu w roli łowcy goli, lecz i sam dostrzegał lepiej ustawionych kolegów. Górnik zdobył wtedy mistrzostwo Polski drugi raz z rzędu, zostawiając za plecami bardzo mocne drużyny Legii, Widzewa i Lecha. Króla strzelców docenił trener Piechniczek, zabierając go na mundial w Meksyku, choć innych wartościowych ofensywnych piłkarzy nie brakowało. Droga chłopaka z Mazur do sukcesów w Górniku, występów w reprezentacji Polski i lidze francuskiej była dosyć kręta. Z rodzinnego Ełku wyfrunął już jako osiemnastolatek. Musiało jednak minąć jeszcze sporo czasu zanim zadomowił się w ekstraklasie, choć debiut nastąpił bardzo szybko. Problem w tym iż po pierwszym meczu w elicie na następny musiał czekać ponad cztery lata! ,,Wynikało to z mojego zauroczenia Gdynią i Bałtykiem, który grał w II lidze. Trenowałem już z tym zespołem ale Mazur Ełk dogadał się na transfer z Lechem Poznań i nie był to problem, gdyż chodziło o dwa branżowe kolejowe kluby. Szkoda tylko że mnie nikt nie pytał o zdanie a ja od pierwszego dnia doskonale czułem się w Gdyni i nie miałem zamiaru przenosić się do Poznania. Za wiele nie miałem jednak do gadania a alternatywą było pozostanie w Ełku. Pojechałem więc do Lecha, lecz z negatywnym nastawieniem. Uznałem że nie będę się specjalnie przykładał aż w Kolejorzu dojdą do wniosku że takiego ,,cieniasa” nie potrzebują. W takiej sytuacji, skoro już udało się odejść z Mazura, pójde sobie do mojej do mojej wymarzonej Gdyni. To była taktyczna zagrywka. Muszę przyznać że plan się powiódł”- z wyraźną satysfakcją wyjaśnia Zgutczyński. W ekstraklasie w barwach Lecha zagrał na wyjeździe ze Stalą Rzeszów w kwietniu 1976 r. i na tym koniec. Cierpliwie czekał aż się skończy sezon i będzie mógł opuścić Poznań. W Bałtyku był plan na awans, lecz za nim udało się go zrealizować, Zgutczyński zajrzał jeszcze do Legii Warszawa. ,,Wszystko przez służbe wojskową, którą zacząłem w Gdyni. Legia chciała żebym dokończył ją w stolicy a potem został w drużynie z Łazienkowskiej na dłużej. To był czas, kiedy CWKS do wojska wziął też z Widzewa Włodka Smolarka. Byliśmy w jednej kompanii ale zwykle mieszkałem na mieście u rodziny. Po mundialu w Argentynie spotkałem się z trenerem Strejlauem. Powiedział że da mi szanse. Jednak uparcie myślałem o Bałtyku. Po odsłużeniu wojska chciałem wracać”- wspomina. Na razie jednak zanosiło się na ciekawą runde w drużynie, w której wciąż grały takie asy jak Ćmikiewicz, Deyna, Kusto czy Tadeusz Nowak. ,,Byłem przewidziany do ekipy na otwierający sezon mecz ze Śląskiem we Wrocławiu. Na gierce tuż przed wyjazdem Paweł Janas, oczywiście przypadkowo, wjechał mi wślizgiem i złamał palec u nogi. Trzeba było szybko poszukać Smolarka żeby jechał zamiast mnie. Gdy wreszcie się wyleczyłem, trener Strejlau wysłał mnie na mecz rezerw. Miałem się trochę ograć i co za traf: złamałem ręke! Uważam że nic nie dzieje się bez przyczyny bo tym bardziej mogłem wrócić do Gdyni”- zaznacza pan Andrzej. Z Bałtykiem upragniony awans wywalczył w 1980 r. Strzelił dla niego historycznego pierwszego gola na poziomie ekstraklasy. Gdynię już z własnej woli opuścił w 1983 r. Miał 25 lat i był jednym z najbardziej pożądanych napastników na wewnętrznym rynku transferowym. Pojawiła się oferta z Górnika Zabrze. ,,Nie przyszedłem do Górnika tylko Górnik przyszedł do mnie. W Bałtyku finansowo zaczynało dziać się gorzej, natomiast Górnik był coraz mocniejszy. Ważne było zdanie trenera Waldemara Obrębskiego. Znaliśmy się z kadry olimpijskiej. Gorąco polecał mi przenosiny do Zabrza. To była ogromna różnica, poczułem że podpisuje pierwszy naprawdę zawodowy kontrakt. Poziom zarobków oznaczał przeskok o kilka pięter”- przyznaje. Górnik za chwile był najlepszy w Polsce. Sprowadzono kolejnych wartościowych piłkarzy. Zespół grał ofensywnie i widowiskowo. Połowa składu występowała w reprezentacji kraju. Gdy przychodził Zgutczyński, trenerem był Zdzisław Podedworny. Potem nastąpiła era Huberta Kostki. ,, Na zgrupowaniu umiał nas przygotować w taki sposób że byliśmy w niesamowitym gazie. No i chodziło o granie do przodu, cały czas, bez względu na rywala”- zwraca uwagę pan Andrzej. Mundial w Meksyku powinien był być dla niego otwarciem nowych, międzynarodowych drzwi ale on ocenia go jako początek końca i co znamienne, już wtedy tak mu się wydawało. ,,Czułem jakby ktoś mi odciął prąd i nie chodziło tylko o zmęczenie po sezonie. Ja w ogóle powoli miałem już dość. Piłka przestawała mnie kręcić. Nie tylko granie ale nawet jej oglądanie. Pamiętam że gdy miałem 32 lata i występowałem jeszcze we Francji, wolałem patrzeć w telewizji na turniej tenisowy French Open niż na mecze mundialu we Włoszech. Sprawdzałem tylko wyniki meczów i to mi wystarczyło”- przyznaje nasz bohater. Na turnieju w Meksyku zagrał w jednym meczu, akurat w tym wygranym 1:0 z Portugalią. Zastąpił na ostatni kwadrans Włodzimierza Smolarka, który zdobył zwycięskiego gola. Po mistrzostwach został piłkarzem AJ Auxerre. We Francji wierzyli że znaleźli następcę Andrzeja Szarmacha. Pozycja na boisku, narodowość i nawet imię się zgadzały. ,,Jasno powiedziałem we francuskiej prasie żeby tak wiele sobie po mnie nie obiecywali bo Szarmach był jednym z najlepszych piłkarzy świata a ja wiedziałem że z każdym meczem uchodzi ze mnie powietrze i nie potrafiłem tego powstrzymać”. W pierwszym meczu przed miejscową publicznością zagrałem przeciwko PSG. Przegraliśmy 1:2 ale mógł być przynajmniej remis. Wyłożyłem piłke Ericowi Cantonie, lecz on walną 3 metry nad poprzeczką. Żałowałem że sam tego nie kończyłem bo gdybym trafił, może jednak inaczej potoczyła by się moja francuska historia a za chwile złapałem kontuzje, potem kolejną. Nic się nie układało”- podkreśla Zgutczyński. Spędził tam półtora roku, za jego sprawą udało się sprowadzić również z zabrzańskiego Górnika Waldemara Matysika. Zgutczyński jeden sezon spędził w drugiej lidze francuskiej. Potem grał jeszcze niżej aż wreszcie już zdecydowanie bardziej amatorsko w Szwecji, gdyż gorąco go do tego namawiał kolega z Bałtyku Gdynia Adam Walczak. Pomagał także Bałtykowi i był grającym trenerem w Raduni Stężyca, gdzie pojawił się również jego młodszy brat Dariusz, też znany niegdyś ligowiec. ,,Miałem ponad 40 lat a jeszcze kopałem piłke, co jest do mnie niepodobne ale to był już nieodwołalny koniec. Dałem sobie raz na zawsze spokój z futbolem, z pracą trenerską i dobrze mi z tym. Czasem obejrze jakiś mecz ale musi być naprawdę sensowny powód żebym dał się skusić”- kończy wywód nasz bohater.
7
Żywe legendy polskiego futbolu:
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
12
Kolejne tournee po Niemczech i kolejny hattrick Wilimowskiego:
Początek roku 1937 Ruch Hajduki Wielkie spędzał w Niemczech a głównym celem wyprawy był Stuttgart. Najważniejszym rywalem czterokrotnego mistrza Polski był VFB Stuttgart, drużyna zaliczająca się do absolutnej czołówki niemieckiego futbolu. VFB w sezonie 1936/37 zwyciężył w rozgrywkach o mistrzostwo Gauliga Würtenberg, następnie już w finałach mistrzostw Niemiec okazał się lepszy od grupowych rywali: Wormatii, SV Dessau 05 i SV 06 Kassel. Dopiero w półfinale VFB musiało uznać wyższość późniejszego triumfatora tych rozgrywek Schalke 04, przegrywając 2:4. Z tego sezonu nie wyszli jednak piłkarze z Stuttgartu z pustymi rękoma i w meczu o trzecie miejsce pokonali Hamburger SV 1:0. Przed graczami z Górnego Śląska stało więc arcytrudne zadanie, tym bardziej że drużyna ze stolicy Wirtenbergii pałała rządzą odwetu za dwie poprzednie porażki z Ruchem z 1935 r. W noworoczne popołudnie jako pierwsza na murawe ,,Adolf Hitler Kampfbahn” wybiegła ekipa Ruchu w składzie: Tatuś – Giemza, Czempisz – Dziwisz, Nowakowski, Zorzycki – Malcherek, Górka, Peterek, Wilimowski i Wodarz. Wyczerpująca sylwestrowa noc nie sprzyjała chyba jednak aktywnemu noworocznemu kibicowaniu. Stadion mogący pomieścić 30 tys. widzów, odwiedziło zaledwie 5-6 tys. kibiców. Niespodzianie od pierwszych chwil meczu przewagę zdobył Ruch. Efektem było zdobycie przez ,,Eziego” już w 3 minucie prowadzenia. Wilimowski rozgrywał zresztą fenomenalny mecz. Kilkakrotnie jego efektowne zagrania oklaskiwała publiczność. Prowadzenie mistrzów Polski spowodowało że rozdrażnieni gospodarze przeciwstawili im ostrą gre, czego efektem była zmiana kontuzjowanego Nowakowskiego przez Badure. Ruch nie pozostał widać dłużny, gdyż wyrównanie padło w 37 minucie z rzutu wolnego. Szczęśliwym strzelcem był kapitan VFB Rutz. Po przerwie rozpoczął się koncert gości. Ruch dominował a genialny ,,Ezi” strzelił kolejne 2 gole i tylko świetnej postawie bramkarza i obrony gospodarze zawdzięczali wynik 1:3.
W niemieckiej prasie postawa Ruchu spotkała się z najwyższym uznaniem. Pisano o mistrzu Polski jako o jedenastce prezentującej najwyższy poziom europejski. Na słowa uznania zasłużył ,,mały” bramkarz Tatuś, którego niezwykła skoczność, refleks i brawurowy styl gry kazały dziennikarzom określić go mianem ,,Teufelskerl”(dosłownie ,,diabelski facet”, potocznie ,,zuch, kozak, chojrak”) a zwłaszcza atak Ruchu stanowiący mieszankę uznanych graczy reprezentacyjnych, takich jak Peterek, Wilimowski i Wodarz. Podkreślono znakomitą postawe Wodarza na olimpiadzie, komplementowano Malcherka i Górke jako graczy o znakomitej technice. Natomiast jeśli idzie o Wilimowskiego, to właściwie brakuje już słów, które mogłyby oddać jego światową klase jaką prezentował…
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Marusek
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
9
Epokowe tournee ,,Niebieskich”:
1 stycznia 1935 r., dwa dni po historycznym zwycięstwie 1:0 nad Bayernem Monachium, Ruch Hajduki Wielkie pokonuje w Stuttgarcie tamtejszy VFB 5:4, prowadząc sensacyjnie już do przerwy 5:2! Koncert w Stuttgarcie zagrali: Wilimowski, który popisał się hattrickiem oraz Peterek strzelec 2 goli. Przypominam że Ruch Chorzów to jedyny polski klub, który zdołał pokonać Bayern Monachium!
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
10
Legendy polskiego futbolu:
1 stycznia 1900 r. we Lwowie urodził się Mieczysław Batsch, legendarny polski napastnik. ,,Niechaj zwycięstw wciąż seria nowa wieńczy łuki twoich bram, strzelaj bramki na chwałę Lwowa, Pogoń niechaj żyje nam” – tak brzmi fragment przedwojennego hymnu Pogoni Lwów, czterokrotnego mistrza Polski, drużyny 19 reprezentantów Polski. Mieczysław Batsch jest jednym z symboli najlepszego okresu „Pogoniarzy”. Przygodę z piłką zaczynał w uczniowskim klubie Hellada Lwów, jednak jako 16-latek przeszedł do Pogoni i jest powszechnie uważany za jej wychowanka. Razem z Wacławem Kucharem i Józefem Garbieniem tworzył słynne ofensywne trio Pogoni w jej najlepszym okresie przed powstaniem ligi polskiej (tytuły mistrzowskie w latach 1922, 1923, 1925, 1926). Niezwykle przebojowy, waleczny, świetnie wyszkolony technicznie, z nosem do strzelania goli – to wszystko zjednało mu szerokie grono entuzjastów w całym kraju. Był członkiem reprezentacji olimpijskiej, która przygotowywała się do występu na igrzyskach w Antwerpii w 1920 r. (do startu nie doszło wskutek wojny polsko-bolszewickiej). W 1924 r. do Paryża już pojechał, jednak tam Polacy zakończyli udział w turnieju po porażce 0:5 z Węgrami. Jako rezerwowy był obecny na pierwszym historycznym meczu Polaków w Budapeszcie (18 grudnia 1921 r.), a zadebiutował ostatecznie 2 grudnia 1923 r. z Rumunią (remis 1:1). W sumie w reprezentacji zagrał 11 razy i strzelił osiem goli, w tym aż cztery w wygranym 7:1 meczu z Finlandią (Poznań, 8 sierpnia 1926 r.). Z koszulką z orłem na piersi pożegnał się 12 września 1926 r. – Polska wygrała z Turcją 6:1, a Batsch dwa razy trafił do siatki rywali. Debiutował i żegnał się z reprezentacją w swoim ukochanym Lwowie. Po zakończeniu kariery w 1929 r. grywał w Oldboyach Lwów, był także członkiem Sądu Koleżeńskiego LKS Pogoń Lwów. Znalazł czas na naukę i w 1931 r. ukończył Wydział Mechaniczny Politechniki Lwowskiej. Pracował w okręgowej dyrekcji PKP we Lwowie, po wojnie to samo robił w Przemyślu i Medyce. Tuż przy nowej granicy z ZSRR codziennie obserwował odjeżdżające do Lwowa pociągi, jednak sam nigdy nie zdecydował się pojechać do miasta swojej młodości. Do pięknych lwowskich czasów miał okazję wrócić na chwilę w 1957 r. Odbył się wtedy w Warszawie z okazji jubileuszu 50-lecia kariery sportowej Wacława Kuchara mecz byłych zawodników Pogoni z Polonią Warszawa. Zmarł 27 września 1977 r. w Przemyślu i tam został pochowany.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
11
Cules pamiętają:
1 stycznia 2014 r. w wieku 90 lat zmarł Josep Seguer, wspaniała legenda Blaugrany. Josep Seguer całe swoje życie spędził grając w FC Barcelonie. W 1940 roku dołączył do młodzieżowych rezerw Barçy, zaś w 1943 roku awansował do pierwszej drużyny, gdzie spędził czternaście sezonów. Seguer występował najczęściej na pozycji pomocnika i zdobył wszystkie najważniejsze tytuły z Barçą w latach 40-tych. Być może stało się to dlatego, że miał wielką zdolność do przystosowywania się do każdej pozycji. Ponadto był zarówno silny jak i utalentowany. Przeciwnikom zawsze bardzo trudno było przewidzieć jego następny ruch. Jego przydomek ,,Diesel” wziął się od niesamowitej ilości przebiegniętych kilometrów podczas każdego spotkania. Jego umiejętności i wytrzymałość sprawiły, że stał się filarem legendarnej drużyny ,,Pięciu Pucharów’’. W sezonie 1942/43 został wypożyczony do Granollers, sezon później wrócił do pierwszego zespołu Barcelony, w którym grał przez 14 lat(1943-1957), rozegrał 495 spotkań i zdobył 133 gole. Seguer z Barçą pięciokrotnie wygrywał Primera Division, czterokrotnie Puchar Hiszpanii, dwa razy Copa Latina oraz dwa Copa Eva Duarte. W 1959 roku zakończył karierę piłkarską i rozpoczął pracę jako trener. Początkowo występował jako zastępca Salvadora Artigasa, jednak na początku sezonu 1969/1970 pierwszy trener został zwolniony i to właśnie Seguer objął to stanowisko, jednak prowadził Dume Katalonii tylko w 11 meczach. Zastąpił go Vick Buckingham a Seguer został jego asystentem. Będąc trenerem Villareal w trzeciej lidze odkrył talent Roberta, który grał później dla Barçy i Valencii. W latach 80-tych na stałe zamieszkał w L’Hospitalet de L’Infant, gdzie założył penye Barcelony i został jej pierwszym prezydentem. W kwietniu 2013 r. na krótko przed śmiercią Seguera prezydent Rosell oddał mu hołd, odwiedzając go w domu wypełnionym trofeami i pucharami zdobytymi w ciągu całej kariery.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
12
Zapomniane El Clasico:
1 stycznia 1932 r. FC Barcelona zremisowała na „Camp de Les Corts” z Realem Madryt 1:1 w 6 kolejce Primera Division. Pierwszego gola dającego prowadzenie Blaugranie strzelił znakomity napastnik Angel Arocha w 68 minucie. Do remisu na 12 minut przed końcem doprowadził Luis Regueiro z rzutu karnego. Ten remis uplasował Dume Katalonii na 4 pozycji, tracąc 4 punkty do prowadzącego Espanyolu.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360