FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
1
@misterio Tak przypuszczałem że chodzi o aure czy też klimat świąt, więc po jaką cholere pisać po "chińsku" jak można a nawet powinno się(!) po polsku. Czym wy chcecie zaimponować? Plagą zachodniej cywilizacji? Bardzo mi się to wszystko nie podoba! Owszem są i zdarzają się jakieś zapożyczenia ale widze(o zgrozo!) że używa się ich(a raczej nadużywa) teraz niemal w każdym zdaniu. To jest niedopuszczalne! Jesteśmy jeszcze Polakami? Bo ja napewno jestem! Rusycyzmy? Ile ich było? Napewno nie na tak zastraszającą skale jak ta pieprzona chińszczyzna! Precz z tym!
10
To był dopiero ,,spiel”!
12 grudnia 1973 r. Ruch Chorzów pokonał Honwed Budapeszt 5:0(!) w rewanżowym meczu 3 rundy Pucharu UEFA. To był jeden z najlepszych występów Ruchu na arenie międzynarodowej. Dzięki tej wygranej jedyny raz w swojej historii awansował do ćwierćfinałów Pucharu UEFA. Zawodnicy Ruchu podeszli do rewanżu bardzo skoncentrowani. Węgrzy mieli ułatwione zadanie. Wystarczyło bronić dwubramkowej przewagi z pierwszego meczu ale to nie pomogło. Po wspaniałej grze Ruch wygrał 5:0! W pierwszej połowie gola strzelił Józef Bon. W drugiej dwie Kopicera, w tym ostatnią bezpośrednio z rzutu rożnego. Po jednym trafieniu dołożyli Marx i Bula. „Kibice zgotowali piłkarzom długotrwałą owację, dziękując im w ten sposób za wspaniały pokaz nowoczesnego futbolu, poparty wyjątkową skutecznością. ,,Widzowie byli świadkami wspaniałego widowiska piłkarskiego” - relacjonował ten mecz dziennik „Sport”. Specjaliści zajmujący się futbolem uznali to spotkanie za jedno z najlepszych występów Ruchu na arenie międzynarodowej.
@Safrani
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AxelF
@Adran360
10
Grudniowa ,,La Manita”:
12 grudnia 2010 r. FC Barcelona rozgromiła na Camp Nou Real Sociedad 5:1 w 15 kolejce Primera Division. Dwa gole zanotował Messi, natomiast po jednym golu zdobyli: Villa, Iniesta i Krkič. Po tej kolejce Barça umocniła się na pozycji lidera z dwupunktową przewagą nad Realem Madryt.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
2
@barcelonaLM No to niedobrze, oj niedobrze...
1
@Comentateiro Ty tak poważnie uważasz, czy sobie kpisz?
7
Wyjątkowo długa „Copa”:
11 grudnia 1979 r. Paragwaj sięgnął po tytuł Ameryki Południowej. Po 4 latach przerwy doszło do 31 edycji Copa America. Tak jak poprzednio rozgrywki toczyły się w trzech grupach. Ponownie złośliwy los zetknął w jednej z nich dwóch zdecydowanych faworytów, Argentyne i Brazylie, tym razem w towarzystwie Boliwii. Pozostałe grupy były niepomiernie słabsze. Paragwaj natomiast już od pewnego czasu znajdował się wyraźnie na fali wznoszącej. Pierwszy mecz w Asuncion z Urugwajem nie przyniósł rozstrzygnięcia. ,,Celestes” szczelnie zaryglowali dostęp do bramki i skutecznie paraliżowali akcje gospodarzy już w środku pola. O wszystkim decydował rewanż w Montevideo. Na ,,Estadio Centenario” przybyło zaledwie 18 tys. widzów. Post factum rzec można iż mieli racje i zarazem jej nie mieli. Wprawdzie ich ukochana drużyna remisując odpadła z turnieju, lecz za to byli świadkami akcji, która daje się porównać z późniejszym rajdem Maradony z 1986 r. Lewoskrzydłowy Eugenio Morel przejął piłke na własnej połowie, rozejrzał się wokół i raptem ruszył przed siebie jak strzała. Mijał kolejnych przeciwników i po kilkudziesięciometrowym samotnym biegu, z ostrego kąta wpakował piłke w górny róg bramki Rodrigueza. Wcześniej tenże Morel strzelił pierwszego gola i tym samym został bohaterem meczu. W rezultacie Paragwaj awansował do półfinałów. Oczy całego świata a zwłaszcza Ameryki skierowane były przede wszystkim na starcie gigantów w grupie drugiej. Wydawało się że bój kolosów Argentyny i Brazylii przyćmi pozostałe wydarzenia. Tymczasem zdarzyła się rzecz, o jakiej nawet filozofom się nie śniło; tak jakby ktoś jednym ruchem obalił obowiązujące prawa fizyki. Niedoceniana, skromna Boliwia przypomniała sobie czasy chwały z 1963 r. i bezwstydnie, za nic mając uświęcone hierarchie i szacunek dla autorytetów. Wygrała zarówno z Albicelestes jak i z Canarinhos! Z pewnością warunki klimatyczne miały w tych zwycięstwach swój udział, jednak te okoliczności nie zmieniają faktu iż boliwijscy górale poczynali sobie naprawdę dzielnie. W ich szeregach wyróżniali się weterani z 1963…. Naturalizowani Argentyńczycy Vargas i Espinoza oraz błyskotliwy rozgrywający Erwin Romero i szybki lewoskrzydłowy Miguel Aguilar.
W tej samej grupie 2 sierpnia 1979 r. Brazylia podejmowała na Maracanie Argentyne. Ówcześni mistrzowie świata potraktowali rozgrywki eksperymentalnie. Trener Menotti postanowił dać szanse zawodnikom drugiego rzutu, ze zwycięskiej drużyny zostawiając tylko charyzmatycznego Daniela Passarelle, który tymczasem wybił się na najlepszego obrońcę pod słońcem. Drugim wybitnym piłkarzem, którego Menotti włączył do składu był sam Diego Maradona, opromieniony świeżo zdobytym tytułem mistrza świata juniorów. To jeszcze nie był perfekcyjnie oszlifowany brylant, czas pełnej dojrzałości miał osiągnąć nieco później. Tym dwóm fenomenalnym piłkarzom asystowali gracze raczej przeciętni. Morze tylko młody Barbas zapowiadał się na piłkarza ponad przeciętnego. Tak czy owak to był ,,drugi garnitur”. Gospodarze rzucili do walki zespół znacznie silniejszy. Golkiper Leão dawał w bramce gwarancje bezpieczeństwa. Para stoperów Edinho-Amaral była dostatecznie solidna. W pomocy uwijał się jak w ukropie młody Zico, któremu już wtedy wróżono karierę na miare Pelego. Potem pojawiły się jeszcze 2 nazwiska, które przeszły do historii futbolu a mianowicie Junior i Socrates. Mecz był niezwykle zacięty choć zaznaczyła się techniczna przewaga Canarinhos. Zico i Tita strzelili po golu i minimalne zwycięstwo 2:1 zostało przy Brazylii. Rewanż na Estadio Monumental zgromadził niespełna 70 tys. widzów. Argentyna po dwóch porażkach walczyła właściwie już tylko o honor. Menotti za późno sięgnął po posiłki. Americo Ruben Gallego, dysponujący nieograniczonym zasobem energii, miał wyeliminować z gry Zico. Uwikłali się w nieustający pojedynek z wymianą słownych i fizycznych uszczypliwości. Ostatecznie urugwajski sędzia usunął obu zakapiorów z boiska. Na pewno wzmocnieniem było wejście kolejnego mistrza świata, Valencii oraz fantastycznego dyrygenta Indepiendiente, filigranowego Ricardo Bochiniego, który wszakże nie miał szczęścia do reprezentacji i do najlepszej ekipy globu w 1986 roku został włączony właściwie za niewątpliwe zasługi. Na dwa gole Socratesa, gospodarze odpowiedzieli golami niezawodnego Passarelli i Roberto Diaza. Wynik 2:2 uratował honor Argentyny, lecz dał awans do półfinału Brazylii. W półfinale na Canarinhos czekał już przysłowiowy Goliat.
Opromieniona tryumfem nad mistrzem świata Brazylia była pewna swego. Wzmocnił ją powrót do składu członka zwycięskiej ekipy z MŚ ’70, Marco Antonio oraz pojawienie się nowych gwiazd: Falcão i Edera. 24 października stadion ,,Defensores del Chaco” w Asuncion szumiał niczym wezbrane morze. W 16 minucie stało się coś, co wprawiło publiczność w ekstazę. Morel stojąc jakieś 20 metrów od brazylijskiej bramki wyskoczył w górę do wysokiego dośrodkowania. W powietrzu przyjął piłke na pierś i odwrócony tyłem do bramki wykonał najbardziej klasyczną ,,chilene” czyli przewrotkę. Potężna bomba ugodziła w wewnętrzną część poprzeczki, piłka odbiła się od murawy, ponownie trafiła w poprzeczkę i dopiero wtedy wpadła do bramki mimo ekwilibrystycznej parady Leão. ,,Golazo! Gol stulecia!”- zachłystywali się do utraty tchu wniebowzięci sprawozdawcy. Widziały to również miliony telewidzów w całej Ameryce, z USA włącznie. Osłupiałych Canarinhos dobił jeszcze Tallavera strzelając na 2:0. Ostatecznie skończyło się na wygranej 2:1, co w obliczu rewanżu na Maracanie dało słynnemu trenerowi Saldahnii asumpt do uwagi: ,,Paragwaj stracił życiową szanse. Mógł odnieść rekordowe zwycięstwo. Teraz jednak straty odrobimy u siebie bez trudu”. Siedem dni później 80 tys. widzów na Maracanie wściekle dopingowało swoich. Doping zamienił się w owacje, kiedy Falcão poraził Fernandeza straszliwym strzałem. Wiwaty raptem ucichły, bowiem tym razem w ślady swego brata Eugenio poszedł Miliciades Morel. Rąbnął z całych sił w poprzeczke i piłka skozłowawszy obok bezradnego Leão wpadła do siatki. Nadzieje Brazylii na krótko podtrzymał Socrates, lecz wtedy do akcji wkroczyło ,,cudowne dziecko” Paragwaju- Julio Cesar Romero zwany Romerito, który owej pamiętnej nocy ostatecznie powalił Brazylijskiego Goliata, ustalając wynik meczu na 2:2, co dało awans ,,Guarani” do finału. W ówczesnej formule finał(jak i cały turniej) rozgrywany(od sierpnia do grudnia) był dwumeczem. W tymże finale Paragwaj walczył z Chile. W pierwszym meczu w Asuncion gospodarze pewnie wygrali 3:0. Natomiast w rewanżu w Santiago Chilijczycy skromnie wygrali 1:0. W tych okolicznościach regulamin przewidywał spotkanie dodatkowe bowiem liczyły się tylko punkty. Odbyło się ono 11 grudnia 1979 r. na neutralnym boisku Velezu Sarsfield w Buenos Aires. Po 90 minutach gry był remis 0:0. Dogrywka również nie przyniosła goli. Jako że Paragwajczycy mieli lepszą różnice goli od Chile, to właśnie oni sięgnęli po raz drugi w historii po puchar Ameryki.
@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@misterio Dlaczego nie odpowiadasz na mój komentarz?
0
@Bernard777 No mnie akurat wogóle nie pociąga koszykówka, jako jedyna ze sportów drużynowych. A jeśli chodzi o futbol to np. wiedziałem że Serie A puszczają na stacjach RAI ale że hiszpańską i angielską puszczali swego czasu nie kodowaną to nie wiedziałem wogóle...
6
@FCBparasiempre
11 grudnia 1896 r. urodził się Józef Daniel Garbień, znakomity przedwojenny napastnik. Różne postacie w historii polskiego futbolu miały możliwość występu w reprezentacji Polski. Wśród nich nie brakowało osób z perspektywy czasu legendarnych. Ludzi, którzy grę w kadrze łączyli z innymi, zawodowymi obowiązkami i radzili sobie doskonale, nie tylko w swoim fachu, lecz też na boisku. Złotymi zgłoskami pod tym względem w historii naszego kraju zapisał się Józef Garbień, bezapelacyjnie jeden z najlepszych piłkarzy w Polsce międzywojennej. Urodzony w 1896 roku w Łupkowie Garbień już od najmłodszych lat świetnie sobie radził na placu gry. Co ciekawe, wiele lokalnych źródeł twierdzi, że Garbień urodził się w Łupkowie – około 50 km od Sanoka obecnie przy granicy ze Słowacją. Młody zawodnik wykazywał nieprzeciętne umiejętności. Zanim miał możliwość je w pełni wykorzystać w poważniejszych rozgrywkach, musiało minąć jeszcze sporo czasu. Samemu Józefowi przyszło zaś wkrótce walczyć o niepodległość dla ukochanego kraju. Niewiele brakowało a Garbienia na boiskach II RP byśmy nie zobaczyli. Na początku wojny został wysłany z Legionami na front włoski. Po powrocie w rodzinne strony został ciężko ranny w trakcie obrony Lwowa, w której brał udział razem z zawodnikami Pogoni. Rok później mianowano go na kapitana w Korpusie Oficerów Sanitarnych Lekarzy. Z pewnością nie uszły wówczas uwadze jego wielkie umiejętności w zupełnie innej dziedzinie – medycynie. Tak, prócz wielkiego talentu do piłki, Garbień imponował również ogromną wiedzą, predestynującą go do lekarskiego fachu. A było tak: po ukończeniu szkół średnich w Stryju i Lwowie, Garbień przystąpił do studiów na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu im. Jana Kazimierza. Spędził tam bardzo dużo czasu, wkrótce musiał przecież pogodzić grę w piłkę z nauką. Jednak dawał sobie radę. Podobno jego dzień wyglądał mniej więcej tak: Do południa – uczelnia; Po południu – treningi; Wieczór i noc – książki. Jego żona musiała mieć do niego sporo cierpliwości. Podobno, gdy chodziła spać, Garbień chował się za zasłoną, zatracając się w lekturze medycznych przypadków. Ostatecznie absolwentem został w roku 1924. Prawdopodobnie od tego momentu jego kariera zaczęła powoli przesuwać się w kierunku pracy i odchodzić od piłki. Zanim jednak do tego doszło, zawodnik dał jeszcze kibicom sporo radości… Kojarzycie takich piłkarzy jak Wacław Kuchar czy Spirydion Albański? Jeśli tak, to Józefa Garbienia możecie zaklasyfikować do tej samej grupy utalentowanych zawodników, co wymieniona dwójka. Zawodnik Pogoni Lwów wraz z kilkoma klasowymi piłkarzami był częścią kultowego zespołu lat 20-tych. W rozgrywkach finałowych mistrzostw Polski wielokrotnie nękał rywali swoimi atakami na bramkę. Miał ku temu zresztą odpowiednie warunki fizyczne. Nieprzypadkowo zwano go bowiem „Tank” – w ten sposób podkreślano jego szczególne atrybuty – siłę, szybkość i niesamowity zmysł do zdobywania goli. Był to – nie bójmy się tego słowa – kompletny napastnik. Garbień był nie tylko klasowym zawodnikiem zespołu ze Lwowa. Jak już zasygnalizowano, występował też w koszulce reprezentacji Polski. Zadebiutował dokładnie w 1922 roku. Polska grała na wyjeździe ze Szwecją. Stadion w Sztokholmie stał się wówczas świadkiem historycznego wydarzenia w historii naszej piłki – pierwszego oficjalnego trafienia z akcji autorstwa, a jakże, Józefa Garbienia. Do tamtego spotkania Polska potrafiła strzelić tylko gola z rzutu karnego. Można zaryzykować tezę, że zawodnik Pogoni „odczarował bramkę”. Dwa lata później w barwach reprezentacji zadebiutował na Igrzyskach Olimpijskich w meczu z Rumunią, zremisowanym 1:1. Ostatecznie w narodowym zespole rozegrał osiem spotkań, ostatni w 1926 roku. W drugiej połowie lat 20-tych Garbień zaangażował się w projekt opieki medycznej nad sportowcami. Z perspektywy zawodowej zaliczył dość niezły awans, będąc mianowanym na lekarza naczelnego w Chrzanowie. W mieście oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów od Krakowa pracował aż do wybuchu II wojny światowej.
Nie próżnował, gdy Polska jeszcze raz potrzebowała pomocy, tym razem będąc już pod jarzmem okupacji niemieckiej. Z oczywistych względów futbol już dawno poszedł w odstawkę. Podejmował się przeróżnych zadań, od organizacji i pracy w szpitalach polowych po pomoc przy przerzutach ludności żydowskiej. Niestety złapany przez Gestapo, wylądował w więzieniu na Montelupich, gdzie szybko odkryto jego nieprzeciętne umiejętności. Dzięki temu Garbienia mianowano na lekarza więziennego. On sam zaś starał się wykorzystywać swoją funkcję, by pomagać więźniom, wiązać koniec z końcem, a także w sprzyjających warunkach, uwalniać znajome konspiratorki w ciąży. Ta ciągła egzystencja na granicy ryzyka w końcu musiała się na nim zemścić. Niemcy, zorientowawszy się o dywersji ze strony lekarza, zesłali go wraz z pomagającym mu Józefem Cyrankiewiczem do „Dunkelzelle”. Tak, tym samym człowiekiem, który po wojnie już jako działacz komunistyczny w trakcie poznańskiego czerwca wygrażał o odrąbaniu ręki wszelkim przeciwnikom władzy ludowej. W specjalnym miejscu został poddany coraz to wymyślniejszym formom tortur, które tragicznie odbiły się na jego zdrowiu. Po kilku tygodniach został ponownie przywrócony na Montelupich. Niestety, nie mógł już operować jako chirurg z taką samą sprawnością. Mimo to po wyjściu z więzienia dalej pracował w konspiracji, pomagając m.in. usuwać tatuaże więźniom z Oświęcimia. Smutno zakończyła się cała ta historia. Po zakończeniu wojny Garbień tylko raz wybiegł na boisku, w symbolicznym meczu Krakowa z Bytomiem. Zagrał w barwach tego drugiego zespołu wraz z wysiedlonymi przyjaciółmi z Kresów. Przez kolejne lata cierpiał coraz bardziej z powodu licznych schorzeń. Wojna mocno odbiła się na jego zdrowiu i kondycji, które nigdy w stu procentach nie pozwoliły mu wrócić do pełnej sprawności.
4
Zapomniane postacie polskiego futbolu:
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
9
Duma Katalonii w Lidze Mistrzów:
11 grudnia 2002 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Newcastle United 3-1 w II fazie grupowej Ligi Mistrzów, po golach Daniego, Kluiverta oraz Thiago Motty. Honorowego gola dla Newcastle strzelił Ameobi.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@Safrani No to z tym bym się zgodził. No coż, nie każdy miał to szczęście co ty...
1
@Safrani Nie no, chcesz mi powiedzieć że te ligi nie były wówczas kodowane, nawet na kanałach satelitarnych? Jakoś trudno mi w to uwierzyć! No niestety w tamtych czasach nie stać mnie było na satelity, zresztą na nic nie było mnie stać....
0
@Safrani W 1994 roku w telewizji? No to jestem bardzo ciekaw w jakiej?
3
@Safrani Oglądałeś to na żywo?
11
Niespotykane gole:
11 grudnia 1994 r. Georghe Hagi strzelił gola z połowy boiska. Rumun pojawił się w FC Barcelonie w miejsce Laudrupa. Niestety nie spełnił pokładanych w nim nadziei, choć jednym zagraniem zachwycił fanów. W grudniowym meczu z Celtą Vigo, rozgrywanym w silnej mgle, Hagi dostał szanse na występ z powodu braku w składzie Koemana(obowiązywał wtedy limit trzech obcokrajowców). W doliczonym czasie gry drużyna z Vigo zdobyła honorowego gola. Romario rozpoczynał gre od środka boiska i zaproponował Rumunowi uderzenie, biorąc pod uwagę ograniczoną widoczność krzycząc ,,Strzelaj, strzelaj!”. ,,Maradona Karpat” oddał niespodziewane uderzenie z połowy boiska(52 metry), które kompletnie zaskoczyło bramkarza rywali. W tym samym meczu ostatniego gola w barwach Blaugrany zdobył wspomniany Romario, który nie długo po Nowym Roku opuścił drużynę.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
1
@misterio Co to wogole znaczy vibe? i dlaczego używa się tak dużo tej cholernej "chińszczyzny"?
1
@misterio Doskonale pamiętam te zimy, chodziłem wówczas do podstawówki i to były niepowtarzalne zimy, które mogą już się niepowtórzyć. Wnioskuje z twoich słów że jesteś młody i w sumie chyba tylko z tego powodu ci zazdroszcze...
Natomiast jeśli chodzi o Widzew, ale zaraz, mówisz że twój tata był na tym meczu? To ty jesteś z Łodzi? No ja siłą rzeczy nie mogłem być na tym meczu bo po pierwsze byłem małym dzieckiem a po drugie, co ważniejsze to jestem z Białej Podlaskiej i nikt w mojej rodzinie nie interesuje się futbolem, więc z pewnością nie wchodziło w gre jechać do łodzi z tego powodu. Ponadto Widzew pokochałem dopiero jesienią 1982 r., jako beztroskie dziecko PRL-u...
9
Barça w europejskich pucharach:
11 grudnia 1963 r. FC Barcelona remisuje na wyjeździe z Hamburger SV 0:0 w rewanżowym meczu 1/8 Pucharu Zdobywców Pucharów. W pierwszym meczu tych drużyn na Camp Nou padł niecodzienny remis 4:4! Wówczas nie liczyły się podwójnie strzelone gole na wyjeździe, w wyniku czego potrzebny był mecz dodatkowy, o którym napisze za tydzień.
@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
9
Żywe legendy argentyńskiego futbolu:
10 grudnia 1987 r. urodził się Gonzalo Higuain, argentyński napastnik. To postać nieoczywista, która wzbudzała skrajne emocje. Jednego dnia był postrzegany za wybitnego napastnika a drugiego był wyśmiewany i wyszydzany, że do niczego się nie nadaje. Gonzalo Higuain zawodowo grał w piłkę przez ponad 17 lat. Zaczynał w argentyńskim River Plate, a do Europy trafił w 2007 roku i zdobywał bramki dla największych klubów na świecie przez kolejne 13 lat. To był bardzo owocny czas dla Argentyńczyka. Strzelił 364 gole i zaliczył 127 asyst w 782 meczach. Przy okazji zdobył również 14 trofeów krajowych i europejskich: 3-krotny mistrz Hiszpanii z Realem Madryt (2007, 2008, 2012) ; Puchar Króla z Realem w 2011 roku ; 2 razy Superpuchar Hiszpanii z Realem (2008, 2012) ; 2 razy mistrzostwo Włoch z Juventusem (2017, 2018) ; 3 razy Puchar Włoch (Napoli 2014, Juventus 2017, 2018) ; Superpuchar Włoch z Napoli w 2014 roku oraz Liga Europy z Chelsea w 2019 roku. Trzeba przyznać, że są to zacne osiągnięcia, gdzie brakuje mu tylko jednej małej wisienki na torcie w postaci triumfu w Lidze Mistrzów. Z kolei z reprezentacją Argentyny sięgnął po wicemistrzostwo świata w 2014 roku oraz zdobył dwa srebrne medale na Copa America (2015, 2016). Higuain może pochwalić się też trzema rekordami: Najwięcej goli w jednym sezonie Serie A. Zakończył historyczny rekord ligi włoskiej, trzymany przez szwedzkiego Gunnara Nordhala z 1950 roku. Higuain w sezonie 2015/16 strzelił 36 goli w barwach Napoli. Najwięcej zdobytych goli z wyłączeniem rzutów karnych (113) w swoim czasie w Serie A (od 2013/14 do 2019/20). Członek drużyny Realu Madryt, która w sezonie 11/12 strzeliła rekordowe 121 goli w lidze. Sam Higuain zdobył wtedy 22 gole i zaliczył 9 asyst. W Realu Higuain zawsze był w cieniu Cristiano Ronaldo. Portugalczyk był największą gwiazdą „Królewskich” i najlepszym strzelcem w historii klubu. Aczkolwiek był taki jeden sezon – 2009/10, gdzie to Argentyńczyk zdobył więcej goli od CR7. Higuain był najlepszym snajperem Realu Madryt z 27 ligowymi golami i drugim najlepszym strzelcem La Liga za Leo Messim. Gdy patrzymy na te liczby i uzmysłowimy sobie fakt, że Higuain jest starszy od Lewandowskiego tylko o kilka miesięcy, możemy poważnie się zastanowić, co poszło nie tak u Argentyńczyka, że już w tym momencie mówi „basta”?
Polak mając 34 lata, przeżywał kapitalny okres w FC Barcelonie a ,,Pipita” ostatnie dwa lata spędził w MLS i teraz ogłosił zakończenie kariery. W 2016 roku ta dwójka napastników ścigała się w klasyfikacji o złotego buta. Lewy zdobył 30 goli w Bundeslidze, a Igła 36 bramek w Serie A. To był czas, kiedy często porównywano ze sobą tych snajperów. Teraz powiedzieć, że dzielą ich dwa oddzielne bieguny, to jak nic nie powiedzieć. Dlaczego Higuain poszedł tak drastycznie w dół? Gonzalo Higuain na konferencji prasowej, gdzie ogłosił zakończenie swojej piłkarskiej kariery, powiedział: ,,W mediach społecznościowych wokół piłki nożnej panuje toksyczne uczucie. Nie możesz sobie wyobrazić jaką szkodę przynosiły mi negatywne komentarzy. Naprawdę cierpiałem, moja rodzina mi pomogła. Ludzie powinni pomyśleć przed atakiem kogoś w mediach społecznościowych, to naprawdę poważny temat”. We wcześniejszych wywiadach Argentyńczyk podkreślał, że piłka nożna to piękny sport, ale piłkarz płaci za karierę bardzo wysoką cenę. I nie każdy sobie z tym radzi: ,,Zdecydowanie kariera przekroczyła moje oczekiwania i jestem wdzięczny za wszystko, co dał mi futbol, ale trzeba za to zapłacić wysoką cenę. Nie mówię o kwestiach ekonomicznych, ale o życiu. Co byś nie robił lub kończył robić, jesteś oceniany […] Ludzie nie mają pojęcia, kim są piłkarze. Myślą, że tylko gramy, ale mamy ojców, matki tak jak reszta. Mamy te same zmartwienia co wy. Piłkarz służy ludziom, dopóki gra, ale potem nikt nie dzwoni […] Moja przyszłość będzie z dala od futbolu. Uważam, że to nie jest świat, w którym chcę pozostać”.
@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@Gary
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11
12
Pamiętamy!
10 grudnia 2002 roku, Wisła Kraków pokonała na wyjeździe Schalke Gelsenkirchen. To było apogeum "Ery Cupiała". Niemcy długo nie mogli znieść porażki. Może dlatego, że nie była to jakaś tam zwykła porażka. To było upokorzenie! Kiedy po meczu kierownik drużyny, Jerzy Kowalik, niósł do szatni skrzynkę piwa, miejscowi nie chcieli go przepuścić. W końcu jakoś się przepchnął. Zawodnicy Wisły Kraków wskoczyli z piwem do basenu, doprowadzając gospodarzy do białej gorączki. Kurtynę festiwalu żenady zasłonił obrońca niemieckiej drużyny, Tomasz Hajto, który wszedł do szatni wiślaków i co prawda pogratulował im awansu, ale też za chwilę pomachał kartą kredytową. - To ja lecę sprawdzić stan konta - powiedział. I wyszedł. Wiślacy popatrzyli po sobie, jakby właśnie spotkali bogatego badylarza - króla wioski. Kilkadziesiąt minut wcześniej przeszli do historii polskiego futbolu. 10 grudnia 2002 roku pokonali na wyjeździe Schalke 04 Gelsenkirchen 4:1. Wisła Kraków Henryka Kasperczaka była ostatnią polską drużyną klubową, którą można zaliczyć w poczet historycznych - wielkich. Bo nie tylko miała wyniki, ale też imponowała fantastycznym, porywającym stylem. Kamil Kosowski, Mirosław Szymkowiak czy Maciej Żurawski - to byli zawodnicy, których pokochała cała Polska.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
10
Nie tylko dla kibiców Widzewa:
10 grudnia 1980 r. Widzew Łódź pokonał Ipswich Town 1:0 w 1/8 Pucharu UEFA. Po wyeliminowaniu drużyny klanu Agnellich, Widzew wylosował w kolejnej rundzie angielski Ipswich Town. Wyspiarze nie byli murowanymi faworytami w starciu z wicemistrzami Polski, którzy w 1/32 finału wyeliminowali słynny Manchester United i cieszyli się w Anglii dużym szacunkiem. Piłkarze Ipswich Town odrobili jednak pracę domową i na swoim terenie pokonali łodzian aż 5:0. Rewanż na zaśnieżonym stadionie przy al. Unii 2 był formalnością, ale Widzewiacy honorowo pokonali przeciwników 1:0 po bramce Marka Pięty, co przypominano m.in. w archiwalnym materiale Telewizji Polskiej. Tamtą edycje PUEFA wygrał właśnie Ipswich pokonując w dwumeczu AZ Alkmaar.
Pozdrawiam wszystkich sympatyków Widzewa, zwłaszcza tego Wielkiego!
@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@maroon Co za obrzydliwe kurestwo tutaj pokazujo! I redakcja na to pozwala? Mam wrażenie że redakcja taka sama jak te....
1
@blakkudium Aha, wszystko jasne tylko nie dla wszystkich jest jasne co tam jest napisane?
10
Udany rewanż:
10 grudnia 2014 r. FC Barcelona pokonała PSG 3:1 w fazie grupowej Ligi Mistrzów. W szóstej kolejce Blaugrana zrewanżowała się PSG za porażką z września i dzięki wygranej 3:1 zapewniła sobie zwycięstwo w grupie. Bardzo znamienne były nazwiska strzelców goli. Prowadzenie na Camp Nou ekipie z Francji dał Ibrahimović ale potem kolejno trafiali Messi, Neymar i Luis Suarez. Po tym meczu wydawało się że w klubie nie ma żadnych tarć ani problemów. ,,Naszym jedynym planem na 2015 rok jest wygrać wszystko, absolutnie wszystko"- mówił w grudniu Neymar w rozmowie z ,,Mundo Deportivo”. Jednak na początku roku, po przegranym meczu ligowym z Realem Sociedad zespół dopadł poważny kryzys. Enrique nie wystawił w meczu z Baskami Neymara, Alvesa i Messiego, zmęczonych długimi powrotnymi wojażami ze świąt. Leo się wściekł, następnego dnia nie przyszedł na trening, zbuntował kilku innych zawodników, którzy zaczęli domagać się usunięcia trenera. Prezydent Bartomeu zachował się jednak wytrawnie. Odmówił stanowczo tym prośbom i skasował wniosek Luisa Enrique o ukaranie Messiego. Strony musiały się pogodzić. Trener zrezygnował z kilku rygorów, które doskwierały piłkarzom a ci pogodzili się z tym że nie będzie tańczył tak jak mu zagrają. Ten ,,modus vivendi" zaprowadził FC Barcelonę do zwycięstwa zarówno w Primera Division jak i w Lidze Mistrzów.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
0
@KamQiX Wybacz ale ja nie opieram się generalnie na statystykach tylko na tym co widziałem w meczu a na tle Eintrachtu wyglądaliśmy co najmniej słabo. RB Lipsk, drużyna generalnie od nas słabsza wygrała z nimi 6:0! a my się z nimi piekielnie męczyliśmy i to samo w sobie jest co najmniej smutne...
0
@derus Dokładnie tak! W punkt.
0
@KamQiX Dominacja nie oznacza że musisz wygrać mecz. Jeśli drużyna mądrze się broni i skutecznie kontratakuje to jest w stanie wygrać nawet różnicą 3 goli! Eintracht miał zatrważającą nieskuteczność i tylko to nas uratowało. Nie usprawiedliwiaj naszej Barcuni bo defensywa to tragedia a pozostałe formacje też pozostawiają wiele do życzenia, taka jest prawda i trzeba się z tym pogodzić...
14
Grande Espectacolo El Clasico!
10 grudnia 2011 r. FC Barcelona pokonała na Santiago Bernabeu Real Madryt 3:1(1:1). Mecz rozpoczął się kapitalnie dla Realu, który objął prowadzenie już w 1. minucie ale później gole padały już tylko dla mistrzów Hiszpanii. Spotkanie rozpoczęło się fantastycznie dla Realu Madryt, który potrzebował niespełna minuty na objęcie prowadzenia. Piłkę spod własnej bramki fatalnie wybijał Victor Valdes, ta trafiła do Angela Di Marii, a po chwili do siatki wpakował ją Karim Benzema. Duma Katalonii po kiepskim początku szybko doszła do siebie. W 30. minucie Lionel Messi uruchomił kapitalnym podaniem Alexisa Sancheza, który strzałem w długi róg nie dał szans Ikerowi Casillasowi. Drugi gol dla Blaugrany padł w kuriozalnych okolicznościach. Xavi Hernandez uderzył piłkę z woleja zza pola karnego, ta trafiła w Marcelo, odbiła się od słupka, po czym wpadła do bramki. Stracony gol zupełnie zbił z tropu graczy „Królewskich". W 66. minucie wynik ustalił Cesc Fabregas, który wykorzystał znakomite podanie Daniego Alvesa. FC Barcelona dzięki trzem punktom zdobytym na Santiago Bernabeu została nowym liderem Primera Division. Warto również przypomnieć iż w tym meczu Blaugrana zagrała z pierwszą reklamą na koszulkach. Zarząd klubu ujawnił że napis ,,Qatar Foundation” będzie pierwszą reklamą na koszulkach Blaugrany, za którą klub zacznie pobierać pieniądze. Obecny wcześniej Unicef nie tylko nie płacił nic za reklamę ale wręcz otrzymywał dodatkowe wsparcie finansowe. Kontrakt opiewał na 5 lat i 30 mln euro za każdy sezon. To o 6,7 mln euro więcej, niż zarabiały wówczas na reklamach Manchester United i Liverpool. Zdaniem Javiera Fausa, wiceprezydenta ds. ekonomicznych, ,,jest to najlepsza umowa w historii futbolu i gdyby nasz prezydent pojawiał się częściej w mediach, nie udało by się uzyskać tak korzystnego kontraktu”. Dodał też: ,,Gdyby to była marka komercyjna, nie doszło by do podpisania umowy”. Niecały rok później zarząd zmienił jednak zdanie i na koszulkach pojawiła się reklama Qatar Airways.
@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
1
To jest jakiś rodzaj paradoksu że nasza Barcunia zamiast wygrać wysoko z Eintrachtem Frankfurt na Camp Nou, to wygrywa minimalnie a w zasadzie to powinna przegrać, a zwycięstwo zawdzięczamy ogromnej nieskuteczności przeciwnika czyli nie małego szczęścia. Natomiast prawdziwym paradoksem jest strzelenie 2 goli przez jednego z gorszych zawodników na boisku. Defensywa na dzień dzisiejszy jest tragiczna i nic nie wskazuje na to że zdecydowanie się poprawi. Nie dla nas Liga Mistrzów, dociągnijmy chociaż tego majstra bo inaczej będzie wstyd...