3

Epokowe wydarzenie:
8 grudnia 1899 r. FC Barcelona rozegrała swój pierwszy mecz w historii klubu! Pierwszym przeciwnikiem Blaugrany byli członkowie brytyjskiej colonii. Tak oto dziennik ,,La Vanguardia’’ zrelacjonował to spotkanie: ,,Wspaniała była wczorajsza gra na starym Velodromo de la Bonanova pomiędzy członkami stowarzyszenia ,,Foot-ball Club de Barcelona’’ i młodymi przedstawicielami kolonii angielskiej w stolicy Katalonii. O ustalonej wcześniej godzinie(to jest trzeciej po południu), obie drużyny złożone z dziesięciu graczy spotkały się na trawniku wspomnianego Velodromu. Mecz rozpoczął ze słabym północno-zachodnim wiatrem ,,team’’ Barcelona i później nastąpiła seria zdarzeń, które czynią ten ,,sport’’ tak atrakcyjnym dla silnych nacji. W drużynie Barcelony wyróżniali się- kapitan Joan Gamper, Urruela, Lomba i Wild ze względu na łatwość posługiwania się piłką. Na koniec należy gorąco podziękować zarówno ,,Foo-tball Club Barcelona’’ za tak udaną inaugurację swojego istnienia, jak i młodym anglikom za rozegranie dobrego, inteligentnego meczu. Drużynę ,,Barcelona foot-ball Club’’ reprezentowali Wild, A. Kamper, Urruela, Lomba, Orio de llobet, Lopez, Terradas, Kunzli i Schilling”. Mecz zakończył się zwycięstwem drużyny angielskiej 1:0 pomimo przewagi FC Barcelony. Wynik tego historycznego meczu na ówczesny czas był najmniej ważny. Wówczas liczyło się szlachetne fair-play pod każdym względem, czego dzisiaj próżno szukać nawet u anglików, którym w dużej mierze zawdzięczamy powstanie klubu. Dodam jeszcze że Velodromo de la Bonanova to było wówczas boisko duże ale bardzo nierówne i twarde, pełne kamieni, wyrw i kępek trawy. Miało jednak znakomite położenie, blisko stacji kolejowej La Bonanova w dzielnicy Sarii i to właśnie przekonało zarząd by korzystać z niego do rozgrywania meczów. W tamtych czasach boiska używano wspólnie z innymi drużynami z miasta. Grał ten, który przyjeżdżał jako pierwszy. Wśród drużyn, które korzystały z boiska była m.in. FC Catala, Barceloński klub założony zaledwie kilkanaście dni po FC Barcelonie.


1

@Safrani Aaaaa to nie dobrze, bo ja akurat ich lubie i to chwilami nawet bardzo!

1

@Safrani A to niby dlaczego lepiej Raków niż "Kolejorz"?
No włąśnie jakby odszedł Papszun to nie wiadomo jakby to się skończyło, a tak można w ciemno stawiać na Raków...

3

Nasza "nieodżałowana" Ekstraklasa"?? Gdzie trzech się bije... ba! gdzie czterech się bije tam... Raków skorzysta, co mnie wcale nie zdziwi...

11

Idol z dzieciństwa:

Każdy młody człowiek grający w piłke nożną ma wśród starszych członków ulubieńca, którego stara się naśladować. W szeregach FC Barcelony gra wielu istniejących defensorów, jednak Carles Puyol swojego idola znalazł aż tysiąc kilometrów od miasta Gaudiego - w Mediolanie. Tarzan był sześcioletnim szkrabem, gdy Paulo Maldini debiutował w Barwach AC Milanu, żywym 10-latkiem, gdy Włoch sięgnął ze swoim klubem po pierwszym scudetto i zwariowanym na punkcie futbolu 12-latkiem, gdy Maldini wraz z reprezentacją Italii wywalczył brązowy medal mundialu. „Pui” od dziecka z całego serca kibicował Barçy, lecz istniała na świecie inna drużyna, która go fascynowała - AC Milan pod przywódcą Arrigo Sacchiego. We współczesnym futbolu to właśnie ekipa z Frankiem Rijkaardem, Ruudem Gullitem oraz Marco van Bastenem w składzie jest jedynym zespołem, którego wielkość można przyrównać do Barçy z początku XXI wieku. Mecz Rossonerich, który Puyolowi najbardziej utkwił w pamięci to starcie z Realem Madryt na San Siro w półfinale Pucharu Europy 1988/89. Team z Mediolanu pokonał na własnym terenie Królewskich aż 5:0 i w wielkim stylu zapewnił sobie udział w finale, gdzie zaaplikował Steaule Bukareszt cztery gole nie tracąc ani jednego. „Milan był sympatycznym klubem, całkowicie dominował w Europie i odłączył zasilanie Realowi Madryt. Rossonerii i Królewscy spotkali się w tych rozgrywkach również rok później i włoski zespół, ponownie okazał się lepszy” – powiedział Pui. Maldini Puyolowi najbardziej imponował, że nigdy się nie poddawał, potrafił grać na najwyższym poziomie, nawet będąc już w bardzo zaawansowanym wieku i całą karierę spędził w jednym klubie. 18 maja 1994 roku reprezentant Italii przyczynił się jednak również do tego, że Puyi przeżył jedno z największych upokorzeń w roli kibica. W tym pamiętnym finale Ligi Mistrzów na arenie w Atenach Rossonerii zdemolowali Dream Team Johanna Cruyffa, osiągając wynik 4:0. Tarzan rozpaczał wtedy w barze w La Pobla a Paolo Maldinii świętował trzeci w karierze Puchar Mistrzów i nie ostatni, bowiem później triumfował jeszcze w 2003 oraz 2007 roku. Włoch do dziś jest na tym polu lepszy od Carlesa, chociaż na gruncie reprezentacyjnym to dorobek Tarzana dzięki złotym medalom Euro 2008 i mundialu 2010 prezentuje się bardziej okazale. Puyol ma w swojej kolekcji koszulke Maldiniego, którą otrzymał od Włocha po meczu Champions League w sezonie 2000/01 i przechowuje ją jako jedno ze swoich cenniejszych trofeów. W końcu dla Carlesa Paulo jest najlepszym obrońcą w dziejach. Katalończyk od dziecka marzył żeby poznać Włocha, lecz obawiał się bariery językowej. Czas mijał, defensor Blaugrany stawał się coraz dojrzalszym piłkarzem aż u schyłku jego kariery w sierpniu 2011 roku miała miejsce niecodzienna sytuacja. Przebywający na wakacjach w Miami emerytowany już Maldini odwiedził na tamtejszym treningu zawodników Barçy przygotowujących się do towarzyskiego starcia z Chivas Guadalajara. W Tarzanie obudziło się dziecko i najwybitniejszy kapitan w historii Dumy Katalonii po spotkaniu z idolem oszalał z radości. „Trenowałem z najlepszym obrońcą w historii, Paolo Maldinim. Fantastycznie!” – wiwatował na Twitterze. Mało któremu dzieciakowi udaje się dorównać wielkością swojemu idolowi. Dziś można powiedzieć, że Carles Puyol jest jednym z takich ludzi. Trudno znaleźć piłkarza, który zostawia więcej serca na boisku, bardziej utytułowanego, a jednocześnie oddanego jednym barwom klubowym. Paulo Maldini był i jest przykładem wzorowego sportowca, lecz Carles Puyol nie ustępuje mu nic a nic.

Tarzan jako wielbiciel gry teamu Arrigo Sacchiego nie mógł przypuszczać że wiele lat później los zetknie go z będącym bardzo ważnym elementem tamtej drużyny Frankiem Rijkaardem. Czarnoskóry Holender zadebiutował w barwach rodzimego Ajaxu już jako 18-latek i spędził w tym klubie aż 8 sezonów. Z uwagi na konflikt z prowadzącym zespół Johanem Cruijffem przeniósł się do Sportingu Lizbona, jednak umowa została podpisana zbyt późno, wobec czego wypożyczono go do Realu Saragossa. Dla teamu z Aragonii rozegrał zaledwie 11 spotkań, po czym zaangażował go słynny AC Milan. U schyłku kariery, gdy stracił miejsce w wyjściowe „11” Rossonerich wrócił do Amsterdamu. Przed objęciem stanowiska pierwszego szkoleniowca FC Barcelony u progu sezonu 2003/04 trenerskie doświadczenie byłego reprezentanta Oranje nie było imponujące. Holender miał na koncie krótkie przygody z kadrą ojczystego kraju oraz Spartą Rotterdam, której nie udało mu się utrzymać w Eredivisie. Rijkaard trafił do Dumy Katalonii, gdy w fotelu prezydenta zasiadał Joan Laporta. Miał własny pomysł na zespół. Zgodnie z filozofią Barçy stawiał na efektowną grę, lecz uważał także iż odpowiednią metodą na skuteczną rywalizację z najlepszymi teamami w Europie jest siła fizyczna. W środku pola często brakowało więc miejsca dla filigranowego Xavy'ego. Były piłkarz Ajaxu i Milanu zasłynął także przekwalifikowaniem Carlesa Puyola na środkowego obrońcę. To również za jego „rządów" Tarzan stał się pierwszym kapitanem. „Rijkaard jest świetnym trenerem. Nie mówi zbyt wiele ale dokładnie przekazuje swoje myśli i ma bardzo sprecyzowane poglądy"- opisywał Holendra Puyi. Za kadencji Franka Rijkaarda Puyol wystąpił w swoim pierwszym finale Ligi Mistrzów, w którym przeciwnikiem Barçy był Arsenal. Metody szkoleniowca nie przypadły do gustu wszystkim piłkarzom Blaugrany. Xavi w jednym z wywiadów określił nawet Holendra mianem „nowotworu Barçy". Nie da się jednak ukryć że mimo tego atmosfera w klubowej szatni przynajmniej do finału Champions League w Paryżu była wyśmienita. Potwierdzają to słowa Tarzana: „Rijkaard powiedział nam że ciężko pracowaliśmy aby zajść tak daleko i żebyśmy po prostu cieszyli się chwilą oraz dali z siebie wszystko". Po zwycięskim meczu z Kanonierami piłkarze z miasta Gaudiego mimo wszystko niestety coraz rzadziej byli sobą a trener coraz częściej znajdował się w ogniu krytyki. Odszedł z klubu po zakończeniu sezonu 2007/08 a na jego następcę wybrano Pepa Guardiolę...

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AxelF
@Adran360

11

Były czasy, gdy Barça grała w piłkę nożną w parku „Ciutadella”, przed Parlamentem Katalonii:

Stało się to dawno temu i niemal formalnie, jednak Barça(i inne drużyny) rozegrały kilka meczów w parku „Ciutadella” w Barcelonie, naprzeciwko pałacu, w którym obecnie mieści się Parlament Katalonii. Oto historia. Park „Ciutadella” znajduje się na jednym z narożników dawnej cytadeli wojskowej, zbudowanej na rozkaz Filipa V w 1715 r., po kapitulacji Barcelony 11 września 1714 r., dacie tak bardzo opłakiwanej przez kataloński nacjonalizm. W 1869 roku generał Juan Prim poddał twierdzę Barcelonie, aby zyskać poparcie burżuazji przemysłowej, pod jednym warunkiem: że będzie ona wykorzystywana jako park publiczny. I tak się stało: mury zostały zburzone, tworząc bardzo potrzebną zieloną przestrzeń w coraz bardziej uprzemysłowionym mieście. Pierwotny układ, zaprojektowany przez Josepa Fontserè w 1872 roku, został zmodyfikowany, aby pomieścić Wystawę Światową w 1888 roku, a później ogród zoologiczny. Aby przybliżyć czytelnikowi kontekst, warto dodać, że na terenie starej wojskowej cytadeli nadal znajduje się kaplica wojskowa, pałac gubernatora (obecnie zajmowany przez szkołę średnią) obok oraz budynek arsenału, który jest obecnie siedzibą parlamentu Katalonii, znajdujący się naprzeciwko. Działka pomiędzy tymi trzema budynkami nazywała się „Plaza de Armas” (obecnie jest to ogród nazwany „Joan Fiveller”) i w przeszłości odbywało się tam kilka wydarzeń sportowych, w tym kilka meczów piłki nożnej. Na obszarze, który kiedyś stanowił środek boiska, stoi dziś rzeźba „Desconso”l autorstwa Josepa Llimony. Słupki bramkowe zwrócone były w stronę jednego jeziora, a w stronę drugiego, gdzie obecnie znajduje się zoo. Pozostałe budynki parku powstały w ostatniej tercji XIX wieku. Po lecie 1901 roku, już w XX wieku, Hiszpańska Federacja Gimnastyczna (poprzedniczka Królewskiej Hiszpańskiej Federacji Gimnastycznej) zorganizowała festiwal sportowy, w którym główną rolę odgrywały mecze piłki nożnej. Wybrała wspomniany plac „Plaza de Armas” w parku, aby reprezentacje Katalonii i Hiszpanii oraz Hiszpanii i Barcelony rozegrały dwa 45-minutowe mecze. Aby przygotować boisko, należało wyznaczyć prostokąt, ogrodzić go liną i usunąć nadmiar piasku. W tym meczu drużyna Barcelony wygrała 1:0 przed około 10 000 widzów, jak donosiły wówczas niektóre media. Niezły rekord. W kolejnych latach na „Plaza de Armas” odbywały się kolejne mecze. Na przykład jesienią 1904 roku Barcelona przegrała Puchar Klubu Sportowców z Internacionalem (1:0). W czerwcu 1910 roku Blaugrana pokonała Cardiff Corinthians 4:1 w meczu towarzyskim przed około 6000 widzów, z których część wbiegła na boisko, aby świętować zwycięstwo. Następnej jesieni Barcelona pokonała Espanyol 4:0 w meczu, który pierwotnie nie był zaplanowany, ponieważ ich przeciwnikiem na „Ciutadelli” (boisku, nawiasem mówiąc, udostępnionym w tym celu przez radę miejską) miał być Racing Paris, ale nie pojawił się na meczu. Należy zauważyć, że organizatorzy planowali pobierać 1 pesetę za wstęp na mecze z reprezentacją Francji i kolejną pesetę za krzesła. Ale Barcelona nie tylko wykorzystywała Park „Ciutadella” do gry w piłkę nożną. Był on również miejscem uroczystości. W 1920 roku klub zorganizował bankiet w obecnie zburzonej Restauracji, aby uczcić niedawne zwycięstwo w Mistrzostwach Hiszpanii. Pozostaje zlokalizować tę restaurację-kasyno, w której w 1920 roku odbywały się uroczystości upamiętniające sportowe sukcesy Barcelony, z udziałem 500 gości. Ten budynek w stylu renesansu francuskiego, wzniesiony w 1916 roku, znajdował się tuż nad jeziorem, tuż przed Monumentalnym Wodospadem. Składał się z parteru z kawiarnią-restauracją oraz piętra z kasynem. Niewątpliwie był ulubionym miejscem spotkań burżuazji i idealnym miejscem na uroczystości. Jednak w 1964 roku nadeszła kadencja burmistrza José Maríi de Porciolesa a jego zespół uznał, że konstrukcja zasłania widok na okolicę i zburzył ją.

@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@AxelF Miałem ciebie zapytać co sądzisz o(dla mnie wybitnie genialnym) Erneście Wilimowskim?

10

Ten przeklęty rzut karny:

7 grudnia 1966 roku Górnik Zabrze pokonał CSKA Sofie 3:0 w rewanżowym pojedynku 1/8 Puharu Europy Mistrzów Klubowych, w którym zabrzanie zagrali na własnym stadionie. Przed meczem wydawało się, że sprawa awansu jest rozstrzygnięta, wszakże pierwszy mecz wybitnie "trójkolorowym" nie wyszedł i przegrali na wyjeździe 4:0. Jednak w Zabrzu, w obecności 25 tysięcy kibiców, nasze legendy pokazały prawdziwie górniczy charakter. Po 45 minutach gry straty zostały niemalże odrobione. Górnik wygrywał 3:0, a to co przed meczem wydawało się niemożliwe, w przerwie nabierało realnych kształtów. W kronikach klubu, zawierających wycinki prasowe z tego meczu czytamy: ,,Tymczasem najgenialniejszy reżyser nie byłby w stanie napisać tak wspaniałego scenariusza sportowego, jak rozwijała się sytuacja w rewanżowym meczu. Skazani na porażkę zabrzanie już po 45 minutach zdołali odrobić 3 bramki. Wszystko zapowiadało się więc jak najlepiej. Ale kiedy przed piłkarzami Górnika zarysowała się realna szansa doprowadzenia do ogólnego wyniku obu spotkań na 4:4, wówczas Ernest Pohl nie wykorzystał "jedenastki". Tego na prawdę nikt się nie spodziewał, to na prawdę nie chciało się pomieścić w głowie żadnego z kibiców tak żywo dopingujących piłkarzy mistrzów Polski. Nie udało się! Zabrzanie wygrali na własnym boisku tylko 3:0 i do następnej rundy Pucharu Europy zakwalifikowała się drużyna z Sofii”. Po meczu trener Górnika ubolewał nad niestrzelonym karnym, stwierdził również, że w obu spotkaniach Górnika prześladował pech, w Sofii nie powinni przegrać 4:0, w Zabrzu z kolei co najmniej 4:0 wygrać. Uważał bowiem sofijską drużynę za wcale nie lepszą od Mistrza Polski. Dzieło przypadku i cud potwierdził w wywiadzie również trener CSKA, Ormandijew, który z ulgą odetchnął po ostatnim gwizdku.

Górnik Zabrze - CSKA Sofia 3:0 (3:0)

Gole: Szołtysik 1', Pohl 26', Pohl 44'

W 63. minucie Ernest Pol nie wykorzystał rzutu karnego podyktowanego za faul na nim (strzelił obok bramki).

Górnik Zabrze: Kostka - Olszówka, Oślizło, Kuchta, Kowalski, Pohl, Szołtysik, Olek, Wilczek, Lubański, Musiałek; trener: Geza Kalocsay

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

11

Po raz pierwszy w historii:

7 grudnia 1952 r. Argentyna pokonuje Hiszpanie 1:0 w meczu towarzyskim. Madryt, stadion Chamartín: 80 000 widzów. Gol: 59', Infante kończy akcję po przejęciu piłki, która ucieka Ramalletsowi po mocnym rzucie wolnym Allegriego z ponad trzydziestu metrów.

SKŁADY:

HISZPANIA: Ramallets; Navarro, Biosca, Seguer; Ramoni, Puchades; Basra, Fuertes, Escudero, Marcet i Gainza; trener: Pedro Escartin.

ARGENTYNA: Ogando (Musimessi 55); Lombardo, Allegri, García Pérez; Mouriño, Gutiérrez; Boyé, Méndez, Infante, Labruna (Grillo 46) i Loustau; trener: Guillermo Stábile.

Pierwszy mecz międzynarodowy pomiędzy Hiszpanią a Argentyną rozegrano na wypełnionym po brzegi stadionie Chamartín, w atmosferze wielkiego entuzjazmu, który nieco przytłumił nijaki mecz. Mecz miał na celu potwierdzenie dobrych relacji między reżimem Franco a Argentyną pod wodzą Perona, a boisko udekorowano flagami narodowymi obu krajów. Rozpoczęcie meczu opóźniono o dziesięć minut, ponieważ Argentyńczycy nie chcieli zaakceptować uzgodnionych zmian bramkarza i jednego z zawodników i chcieli ich zwiększenia. Sprzeciwił się temu trener Hiszpanii Pedro Escartín, który debiutował na tej pozycji. Kapitanami byli Agustín Gaínza w Hiszpanii i Allegri w Argentynie. Navarro (Real Madryt), Ramoní (Sevilla), Fuertes (Valencia) i Escudero (Atlético de Madrid) zadebiutowali w reprezentacji Hiszpanii. Inni międzynarodowi gracze, którzy nie grali, to Eizaguirre, Argilés, Parra, Campanal II, Artigas, Pasieguito, Zarra, Callejo i Joseíto. Ciekawą anegdotą było to, że dzień przed meczem, gdy ogłoszono skład drużyny i okazało się, że Zarra nie zagra, odbyła się demonstracja kibiców domagających się obecności baskijskiego napastnika.

@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

8

,,Wunderteam”:

7 grudnia 1932 r. Anglia pokonała Austrie 4:3(2:1). W muzeum Historycznym w Wiedniu znajduje się namalowany w 1948 r. obraz Paula Meissnera ,,Das Wunderteam”. Przedstawia on wybiegającą na boisko najlepszą jedenastke w dziejach austriackiego futbolu i jej trenera, Hugona Meisla. Obraz ma wymiary 200 x 160 cm. Jego kopie zdobią wiele siedzib austriackich klubów. O tej drużynie na początku lat trzydziestych ubiegłego wieku słyszał cały świat. Losy jej piłkarzy wplotły się w historie Europy. Nazwę Wunderteam nadał austriackiej reprezentacji niemiecki dziennikarz tuż po jej zwycięstwie nad Niemcami 6:0! w maju 1931 r. Od tamtej pory do lutego 1933 r. rozegrała ona 15 meczów, z których dwanaście wygrała, ponosząc tylko jedną porażke(3:4 z Anglią w Londynie). Ostatni mecz, który uważa się za koniec Cudownej Drużyny, rozegrany został 12 lutego 1933 r. na Parc des Princes w Paryżu. Austria rozgromiła wówczas Francje 4:0. Niemal każda wielka drużyna miała wyjątkowego trenera, w tym wypadku Hugo Meisla, który był również cenionym sędzią, współtworzył przepisy gry i działał w FIFA. Pod koniec lat 20-tych opracował projekt pierwszych w historii międzynarodowych rozgrywek klubowych w Europie, tzw. Mitropa Cup, będących pierwowzorem Pucharu Mistrzów. Pełnił godność sekretarza Austriackiego Związku Piłki Nożnej ale przede wszystkim prowadził reprezentacje. Po serii 10 zwycięstw w 12-tu meczach, 1 grudnia 1932 r. Austriacy wsiedli w Wiedniu do Orient Expressu jadącego do Londynu. Trenowali na boisku Arsenalu, przyjęto ich bankietem w restauracji stadionu Wembley a mecz z Anglią rozgrywali na Stamford Bridge. Byli pierwszą reprezentacją z Europy Środkowej, zaproszoną przez The Football Association. O Austrii można było wówczas powiedzieć że to nieoficjalny mistrz Europy. Anglia natomiast była potęgą. Rok wcześniej pokonała Hiszpanię 7:1(z Zamorą w bramce) a przez 56 lat nie wygrała z nią żadna reprezentacja spoza Wysp Brytyjskich(pierwsza była Hiszpania, 4:3 w Madrycie w 1929).

Anglicy zaprosili jako rozjemcę najlepszego sędziego przed wojną, Belga Johna Langenusa. Anglicy prowadzili od 5 minuty po strzale napastnika Blackpool Jimmy’ego Hampsona. W 17 minucie ten sam piłkarz podwyższył na 2:0. Austriacy zdobyli pierwszego gola po strzale Zischka, 6 minut po przerwie. Ludzie na trybunach już nie siedzieli. Ogladali mecz na stojąco, bo i tak wstawali niemal bez przerwy po akcjach jednych i drugich. William Houghton strzelił na 3:1, po czym legendarny Sindelar na 3:2. Samuel Crooks na 4:2 i wreszcie Schall ustalił wynik na 4:3. W ciągu ostatnich 7 minut przewagę mieli Austriacy, lecz nie udało im się wyrównać. O meczu pisała prasa całej Europy. Langenus stwierdził że był to najlepszy mecz jaki kiedykolwiek w życiu sędziował. Kilka miesięcy później, po porażce z Czechosłowacją już nie mówiło się o Cudownej Drużynie ale jej piłkarze wciąż grali i to nieźle. Na mistrzostwach świata w 1934 r. zajeli 4 miejsce. Mogło być lepiej ale Austriacy mieli pecha. W półfinale trafili na gospodarzy- Włochów, których sędziowie bezpiecznie konwojowali do finału. To nie wszystko. Mecz w Mediolanie toczył się podczas padającego deszczu, w błocie po kostki a w takich warunkach Austriacy, opierający swoja gre na szybkich podaniach po ziemi, mieli znacznie mniejsze szanse. O zwycięstwie Włochów zadecydował jeden celny strzał. Przed kolejnymi mistrzostwami świata Niemcy zaanektowały Austrie. Hugo Meisl już tego nie doczekał. W lutym 1937 r. zmarł na atak serca, dożywszy zaledwie 55 lat. Wykańczała go sytuacja polityczna i coraz bardziej dotkliwe objawy antysemityzmu. Po wojnie znalazł się w Galerii Sław ludzi pochodzenia żydowskiego, mających wpływ na rozwój piłki nożnej.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AxelF
@Adran360

11

Duma Katalonii w Lidze Mistrzów:

Dokładnie 20 lat temu FC Barcelona pokonuje Udinese Calcio na Stadio Friuli 2:0 w fazie grupowej Ligi Mistrzów. W meczu tym swojego pierwszego gola w Lidze Mistrzów strzelił Andres Iniesta ustalając wynik spotkania w 90 minucie.



@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Barça w Superpucharze Europy:

7 grudnia 1989 r. FC Barcelona przegrała na San Siro 1:0 w rewanżowym meczu o Superpuchar Europy z AC Milan. Blaugrana po zdobyciu Pucharu Zdobywców Pucharów zagrała w Superpucharze z AC Milan. Po remisie 1:1 w pierwszym meczu, Katalończycy musieli zdobyć gola na San Siro. Niestety, z powodu kontuzji i żółtych kartek zagrali w krajowym składzie. Bez Laudrupa, Koemana i Aloisio. Przez pierwsze pół godziny Barça dominowała, lecz jedynego gola w meczu zdobył pomocnik gospodarzy Evani. Na wyższą porażke nie pozwolił najlepszy na boisku w Dumie Katalonii- Andoni Zubizarreta. Poza tym Jordi Roura doznał poważnej kontuzji kolana, która właściwie zakończyła jego karierę. W gazetach hiszpańskich bramkarz Milanu Galli nie został oceniony z powodu… braku jakiejkolwiek interwencji. Barça Cruijffa miała w tamtym sezonie bardzo duże problemy ze zdobywaniem goli na wyjeździe. Mecz w Mediolanie był siódmym w sezonie poza Camp Nou, w którym Blaugrana nie pokonała bramkarza rywali.



@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

10


Blaugrana w europejskich pucharach:

7 grudnia 1977 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou w rewanżowym spotkaniu 1/8 Pucharu UEFA Ipswich Town 3:0. Po pierwszym meczu w Ipswich przegranym 3:0, szanse na awans spadły niemal do zera. Ś.P. Rinus Michels stwierdził ,,że w takich meczach najważniejsze jest strzelenie gola na wyjeździe’’. Dodał również: ,,Najważniejsze jednak że zostało przed nami 90 minut i 3 gole do odrobienia’’. Holenderski szkoleniowiec okazał się prorokiem. Na deszczowym spotkaniu na Camp Nou, na trybunach zasiadło zaledwie 30 tys. widzów. W poprzednim tygodniu Barça przegrała u siebie Klasyk z Realem 2:3, więc zawodnicy chcieli wynagrodzić kibicom porażke z odwiecznym rywalem. Po 2 golach Cruyffa Blaugrana pewnie prowadziła 2:0, lecz do dogrywki potrzebny był jeszcze jeden gol. Wreszcie w 88 minucie Carles Rexach wyrównał rezultat dwumeczu strzelając gola z rzutu karnego. Dodatkowy czas gry nie przyniósł zmiany wyniku i tak jak w poprzedniej rundzie z AZ Alkmaar, Barça musiała walczyć w serii ,,jedenastek’’. Anglicy wykorzystali zaledwie jeden z czterech karnych i Cruyff nie musiał już wykonywać swojej próby w 5 kolejce. Po pokonaniu 3:1 w karnych anglików, Duma Katalonii dotarła do półfinału tych rozgrywek gdzie odpadła w dwumeczu z PSV Eindhoven. Pamiętajmy że gdyby nie genialny trener Rinus Michels to nie oglądalibyśmy Johana Cruyffa w Barcelonie, a gdyby Johan nigdy nie trafił do Barcelony…? Tak więc Michelsowi nie tylko zawdzięczamy futbol totalny.

@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@Nazio_87 A kto to konkretnie? Bo jakoś nie kojarze?

11

Piłkarze z największą liczbą czerwonych kartek w historii:

Kartki powoli pojawiały się w świecie futbolu. Od czasu ich wprowadzenia pod koniec lat 60-tych XX wieku wielu piłkarzy, którzy zostali wyrzuceni z boiska, zyskało reputację twardych i agresywnych. Ale kto jest najczęściej wyrzucanym zawodnikiem w historii? Przyjrzyjmy się liście piłkarzy z największą liczbą czerwonych kartek w historii futbolu.

GERARDO BEDOYA

Kolumbijczyk ma wątpliwy zaszczyt bycia piłkarzem, który został wyrzucony z boiska z największą liczbą czerwonych kartek w historii i zawodnikiem z największą liczbą czerwonych kartek wszech czasów. Bedoya został wyrzucony z boiska 46 razy! Nosił koszulki wielu klubów w swoim kraju (Deportivo Pereira, Deportivo Cali, Atlético Nacional, Millonarios itp.), a także grał w Racing Club, Colón, Boca Juniors (Argentyna) i Puebla (Meksyk). Grał jako lewy obrońca.

SERGIO RAMOS

Hiszpański piłkarz otrzymał łącznie 30 czerwonych kartek ; jest rekordzistą pod względem liczby czerwonych kartek w lidze hiszpańskiej. Zawodnik z Camas, z 21 wykluczeniami, jest najczęściej wyrzucanym zawodnikiem w historii La Liga. I wciąż jest aktywny, więc ta liczba może jeszcze wzrosnąć.

CYRIL ROOL

Francuski pomocnik, który spędził całą karierę w lidze francuskiej. Rool został wyrzucony z boiska 27 razy. Grał w czołowych klubach Francji: Olympique Marsylia, Monaco, Girondins de Bordeaux, Nice…

ALEXIS RUANO

Kolejny środkowy obrońca, który spędził prawie całą karierę w Hiszpanii. Alexis Ruano grał między innymi w takich klubach jak Getafe, Valencia, Málaga, Alavés i Sevilla. Obrońca zebrał łącznie 22 czerwone kartki.

PAOLO MONTERO

Urugwajski obrońca zapisał się w historii tak ważnych klubów jak Juventus Turyn. W trakcie swojej kariery zawodowej otrzymał aż 21 czerwonych kartek.

ROBERTO TROTTA

Roberto Trotta miał długą i różnorodną karierę. Były argentyński obrońca grał w wielu klubach w swoim kraju (Estudiantes, Vélez, River Plate itp.), ale miał również doświadczenie w Europie. Oprócz gry w Romie we włoskiej Serie A, w sezonie 1997-1998 grał w drużynie, którą wielu uważa za najgorszą w historii Real Sporting. W ciągu swojej kariery został wyrzucony z boiska 21 razy.

EDGARDO PRÁTOLA

Argentyński środkowy obrońca. Prawdziwa legenda Estudiantes de La Plata, gdzie grał przez większość swojej kariery. 19 razy został wyrzucony z boiska. Niestety, zmarł w wieku 32 lat na raka.

PABLO ALFARO I JAVI NAVARRO

Kolejny, który nie brał jeńców. Pablo Alfaro zyskał reputację twardziela, grając na pozycji środkowego obrońcy w różnych klubach La Liga: Realu Zaragoza, FC Barcelonie, Racingu, Atlético Madryt, Meridzie i Sevilli. Osiemnaście czerwonych kartek w prawie 700 meczach wydaje się wręcz niewystarczające. Jego wspólnik, Javi Navarro, ma na koncie 10 wykluczeń, co daje im łącznie 28.

XAVI AGUADO

Podobnie jak jego kolega z drużyny Pablo Alfaro, Xavi Aguado został wykluczony 18 razy w trakcie swojej kariery, z czego większość poświęcił grze w Realu Zaragoza.

YANNICH CAHUZAC

Francuski pomocnik, który od debiutu w zawodowej piłce nożnej został wyrzucony z boiska 17 razy. Oprócz czerwonych kartek ma na swoim koncie znaczną liczbę żółtych.

ROY KEANE

Kolejnym zawodnikiem, którego nie mogło zabraknąć na tej liście, jest Roy Keane. Irlandczyk wyróżniał się najbardziej w Manchesterze United. Bardzo twardy, ale niezbędny pomocnik dla każdego zespołu, który chce odnieść sukces. W swojej długiej karierze zawodowej został wyrzucony z boiska 13 razy.

PEPE

Portugalski środkowy obrońca brazylijskiego pochodzenia, który niedawno zakończył karierę został wyrzucony z boiska również 13 razy.

@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

9

O! Legia już w strefie spadkowej! Bardzo ładnie, tak trzymać!

10

Zapomniane legendy holenderskiego futbolu:

6 grudnia 1946 r. urodził się Willy van der Kuijlen. Holenderski piłkarz, który z powodzeniem grał jako napastnik lub ofensywny pomocnik w trakcie swojej kariery dorobił się wiele mówiącego przydomka ,,Mister PSV”. W klubie z Eindhoven jako zawodnik spędził aż 17 lat. Był z nim również związany po zakończeniu kariery, więc nic dziwnego, że uważa się go za jedną z największych klubowych legend. Wychowywał się w położonym kilkanaście kilometrów od Eindhoven miasteczku Helmond. Pierwsze piłkarskie treningi rozpoczął w wieku ośmiu lat w miejscowym klubie HVV Helmond. Szybko zaczął przerastać swoich rówieśników i od najmłodszych lat imponował skutecznością. W dorosłej drużynie zadebiutował już jako 15-latek, co nie mogło umknąć uwadze lokalnego potentata. PSV chciało go do siebie ściągnąć już w 1963 r., ale Willy odrzucił propozycję kontraktu. Mógł wówczas podpisać tylko umowę juniorską, a proponowana płaca była niższa od tej, jaką otrzymywał w HVV. Łącznie dla zespołu z Helmond zdołał rozegrać 63 mecze i strzelić w nich 69 goli. Mimo że dokonał tego w rozgrywkach amatorskich, to wkrótce ustawiła się do niego kolejka chętnych chcących go zatrudnić. Tym razem oferta PSV okazała się najlepsza spośród kilkunastu innych i w 1964 r. van der Kuijlen związał swoją przyszłość właśnie z tym klubem. Podpisał kontrakt półprofesjonalny, co oznaczało, że oprócz gry w piłkę, znalazł też zatrudnienie w fabryce Philipsa, gdzie pracował jako magazynier. Mimo młodego wieku nie miał żadnych problemów z wejściem do zespołu. Już w debiucie w jednym ze sparingów strzelił pięć goli. Swoją klasę potwierdził też w lidze – trafił w swoim pierwszym ligowym meczu, a już w drugim popisał się hat-trickiem. Jako najmłodszy zawodnik w drużynie stał się jednym z jej motorów napędowych. Pierwszy sezon w barwach PSV zakończył z 20 golami na koncie, co dało mu drugie miejsce w klasyfikacji strzelców. Barierę 20 goli w sezonie przekraczał później jeszcze wielokrotnie. Nie było wówczas w Holandii nikogo, kto mógł się poszczycić taką regularnością. Grę ciągle łączył z pracą magazyniera, a na dodatek dostał też powołanie do wojska, co z pewnością nie sprzyjało stabilizacji formy. Nie zawsze potrafił też znaleźć wspólny język z trenerami i raz był nawet o krok od opuszczenia PSV.

Van der Kuijlen imponował skutecznością i zachwycał techniką, ale brakowało mu sukcesu z drużyną. W 1969 i 1970 r. PSV dotarło co prawda do finału Pucharu Holandii, ale oba były dla nich przegrane. Drużyna z Eindhoven ciągle była wówczas jednym z wielu ligowych średniaków, a karty w lidze rozdawały zespoły Ajaxu i Feyenoordu. Dopiero kiedy posadę trenera objął Kees Rijvers, PSV zdołało na poważnie zaistnieć na krajowym podwórku. Szkoleniowiec odmienił oblicze drużyny i zdołał wykorzystać potencjał takich graczy jak Jan van Beveren, Ralf Edström czy Willy i René van der Kerkhof. Kluczowym elementem układanki był jednak Willy van der Kuijlen, wokół którego Rijvers budował zespół. W 1974 r. PSV zdobyło w końcu upragniony Puchar Holandii po wygranej w finale nad NAC Breda aż 6:0. Po drodze w ćwierćfinale odprawili Feyenoord, a w półfinale ich ofiarą padł Ajax. Rok później do listy klubowych sukcesów dołożyli mistrzostwo kraju, notując w sezonie tylko dwie ligowe porażki. Sezon 1975/76 van der Kuijlen z kolegami zakończył z dubletem na koncie. Do udanej obrony tytułu w lidze dołożyli kolejny triumf w krajowym pucharze. Bardzo udana była też ligowa kampania w sezonie 1977/78, którą zawodnicy PSV trzeci raz w ciągu kilku lat zakończyli w glorii mistrzów. Znakomicie prezentowali się też w Europie. W Pucharze UEFA dość pewnie pokonywali kolejne rundy, eliminując m.in. Widzew Łódź. W półfinale ich rywalem była wielka Barcelona z Johanem Cruijffem w składzie. W Eindhoven PSV wygrało 3:0, a w stolicy Katalonii górą byli gospodarze, ale tylko 3:1. Finałowym rywalem była francuska Bastia, która na swoim boisku zdołała zremisować 0:0, ale na wyjeździe nie potrafiła postawić się PSV i przegrała 0:3. Van der Kuijlen ustalił wówczas wynik meczu i jako kapitan zespołu mógł wznieść w górę cenne trofeum. Półfinałowa wygrana nad zespołem Cruijffa musiała smakować szczególnie, bo obaj panowie niezbyt za sobą przepadali. Mimo że van der Kuijlen debiutował w narodowej drużynie jeszcze jako nastolatek i w pierwszych pięciu meczach strzelił cztery gole, to nigdy w pełni nie rozwinął skrzydeł w reprezentacji. Stracił w niej miejsce właśnie na rzecz Cruijffa. Razem ze swoim klubowym kolegą Janem van Beverenem nie gryzł się w język i nie bał się krytykować gracza Ajaxu, co raz po raz powodowało tarcia w drużynie. Graczom PSV nie podobały się też szczególne względy, jakimi cieszyli się w oczach sztabu Cruijff i Neesekens. Dlatego też m.in. zabrakło miejsca dla van der Kuijlena w składzie na mundial w RFN, mimo że był on wówczas w życiowej formie.

W ciągu czterech kolejnych sezonów (1973/74-1976/77) zdobył w lidze aż 106 bramek, czym wydatnie przyczynił się do sukcesów klubu. W Eindhoven występował do sezonu 1981/82. Rozegrał wówczas pięć spotkań w barwach PSV, po czym przeniósł się do MVV Maastricht. Ostatnim przystankiem było grające w drugiej lidze belgijskiej VV Overpelt, gdzie van der Kuijlen zakończył karierę w sezonie 1982/83. Jego zdecydowanie zbyt skromny bilans w reprezentacji zamyka się zaledwie w 22 spotkaniach, w których trafiał do siatki siedem razy. Przez kilkanaście lat występów na poziomie Eredivisie zdołał uzbierać aż 311 bramek w 544 występach (dla PSV 308 goli w 528 meczach). Wynik ten jest oczywiście ligowym rekordem wszech czasów i trudno oczekiwać, że ktokolwiek kiedykolwiek go poprawi. Trzy razy (1966, 1970 i 1974) zdobywał koronę króla strzelców. Po zakończeniu kariery Willy pracował w PSV jako trener z napastnikami. Miał też epizod w roli asystenta trenera w PSV i Rodzie Kerkrade. Później pełnił jeszcze w klubie obowiązki trenera młodzieży, a także skauta. W październiku 2004 r. przed klubowym stadionem odsłonięto jego pomnik. Mimo upływu lat pamięć o jego osiągnięciach ciągle jest żywa wśród kibiców. Pod koniec życia zmagał się z chorobą Alzheimera. Odszedł w wieku 74 lat.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AxelF
@Adran360

1

@AxelF Ale to chodzi ci o motoryzacyjne Ferrari?

11

Wspaniałe legendy futbolu:

6 grudnia 1936 r. urodził się Alberto Spencer, ekwadorski napastnik, 3-krotny Zdobywca Copa Libertadores-1960, 1961, 1966; 2-krotny Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego-1961 i 1966 oraz 7-krotny Mistrz Urugwaju(z Peñarol)-1960,1961,1962,1964,1965,1967 i 1968. Już jako chłopiec odznaczał się niezwykłą sprawnością. Było jasne że ten diament wymaga szlifu i równie oczywiste iż Ekwador jest dla niego za ciasny. W Peñarol Montevideo u boku takich znakomitości jak Martinez, Hohberg, Goncalvez, Cubilla czy Rocha, jego talent rozkwitał w imponującym tempie. W doświadczone trenerskie ręce wziął go Roberto Scarone. Już 1 kwietnia 1960 w Wielkich Derbach Montevideo strzelił gola, dzięki któremu Peñarol zremisował z odwiecznym rywalem-Nacionalem. W tymże roku debiutował w rozgrywkach Copa Libertadores w meczu z boliwijskim Jorge Wilsterman zdobywając na dzień dobry 4 gole! A potem ruszyła niepowstrzymana lawina goli strzelanych na wszystkie możliwe i niemożliwe sposoby. Spencer uderzał równie celnie obiema nogami jak i głową. Trafiał z woleja, z przewrotki a niekiedy szedł na samotny przebój. Jednak głównie wykorzystywał precyzyjne podania kolegów rzucających mu piłkę na dobieg na wolne pole. Dzięki wrodzonej szybkości potrafił niemal zawsze uprzedzić obrońców. Decydowały sekundy i centymetry, lecz ekwadorski atleta posiadał nieprawdopodobny refleks i orientację chociaż zazwyczaj na plecach siedziało mu przynajmniej dwóch przeciwników. Większość wysokich dośrodkowań również zamieniał na bramki. Słowem okazał się graczem na którego Peñarol czekał wiele lat. W systemie 4-2-4 pełnił funkcję ,,punta de lanza’’(ostrze włóczni)-napastnika najbardziej wysuniętego do przodu. Zarówno z Sasią jak i Peruwiańczykiem Joyą doprowadził do perfekcji słynną ,,pared’’ czyli ścianę-błyskawiczną wymianę podań. Jego rekordy strzeleckie w lidze urugwajskiej ustępują tylko wyczynom Atillo Garcii i Fernando Moreny. Łącznie w karierze zdobył 326 goli a byłoby ich pewnie znacznie więcej gdyby nie częste kontuzje bowiem stanowił obiekt bezpardonowych interwencji. Po zderzeniu z bramkarzem Nacional Robertem Sosą doznał nawet otwartego złamania nogi. Czterokrotnie był goleadorem rozgrywek krajowych a mistrzem Urugwaju siedmiokrotnie. Swą 200-setną bramkę dla Peñarol strzelił w okolicznościach jakby wymarzonych dla takiego jubileuszu. 22 maja 1966 na Estadio Nacional w Santiago w trzecim już dodatkowym meczu finałowym Copa Libertadores przeciwnikiem Urugwajczyków był sam River Plate. I właśnie strzał, którym Spencer wyprowadził w pole najsłynniejszego bramkarza Argentyny, legendarnego Amadeo Carrizo, dał Peñarolowi upragniony puchar. Wyczyny ekwadorskiego bombardiera w tej klubowej konkurencji nie mają sobie równych. Trzykrotnie zdobywał Copa Libertadores a dwukrotnie Copa Intercontinental równoznaczny z tytułem najlepszej drużyny klubowej świata! Nikt do tej pory nie pobił jego rekordu. W rozgrywkach Copa Libertadores z 54 golami(48 dla Peñarolu i 6 dla Barcelony Guayaquil) pozostaje snajperem wszechczasów w dziejach tej imprezy! Po zakończeniu niezwykłej kariery już w latach 80-tych ten ,,najwybitniejszy w historii ambasador Ekwadoru’’ został prawdziwym dyplomatą, pełniąc funkcję sekretarza administracyjnego ambasady w Montevideo, gdzie od dawna już zamieszkiwał na stałe. Ale też nikt nie rozsławił w tej mierze egzotycznego kraju nad Oceanem Spokojnym jak Alberto Spencer. Zmarł na skutek powikłań po ataku serca w klinice w Stanach Zjednoczonych 3 listopada 2006 roku.

@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

3

Już chciałem napisać że dzisiejsze zwycięstwo nad Realem jest bardzo pewne. Jednak ujme to inaczej: to było zwycięstwo bez większej historii o wyniku hokejowym. Bardzo ważny mój wniosek po tym meczu: w żadnym wypadku nie powinno się po sezonie wykupować napastnika Rashforda. To nie jest poziom na taki klub jak FC Barcelona...

11

Pierwsza andaluzyjska drużyna, która grała w Pierwszej Lidze i ją wygrała:

Real Betis Balompie to jeden z największych klubów Hiszpanii. Choć nie grał w pierwszych edycjach La Liga, był pierwszą andaluzyjską drużyną, która wystąpiła w najważniejszych rozgrywkach krajowych w sezonie 1932/1933. Wkrótce potem nadszedł jego wielki moment, gdy zdobył mistrzostwo ligi w sezonie 1934/1935. W tamtych czasach Real Betis był potężną drużyną. Daleko od stereotypów, które szufladkują Betis jako skromną i robotniczą drużynę, zielono-białej drużynie udało się zgromadzić bardzo silny skład, wydając ogromne pieniądze i stając się jednym z faworytów w rozgrywkach. W ten sposób drużyna andaluzyjska pozyskała kilku baskijskich piłkarzy, którzy stanowili trzon drużyny, która była w stanie zakończyć hegemonię Athleticu, Realu Madryt i FC Barcelony. W sezonie 1934-1935 tacy zawodnicy jak Lecue, Unamuno, Saro, Urquiaga, Larrinoa i Aedo, wszyscy Baskowie, prowadzili drużynę, w której grali również obiecujący młodzi zawodnicy, awansujący z rezerw Betisu, tacy jak Caballero i Valera. Dzięki nim Real Betis stał się pierwszą drużyną, która zdobyła mistrzostwo kraju nie będąc Baskiem, z Madrytu ani Katalonii, po 33 edycjach Pucharu Króla i La Liga. Ale ta drużyna, oprócz dobrych zawodników, miała na ławce naprawdę świetnego trenera, którym jakiś czas temu był nie kto inny, jak kapitan Manchesteru United: Patrick Joseph O'Connell. Irlandzki menedżer poprowadził tę grupę mistrzowsko i pokazał, że w piłce nożnej wielkie osiągnięcia można osiągnąć ciężką pracą i wiarą w siebie. Minęło wiele lat a Real Betis zdobył kolejne tytuły, w tym dwa Puchary Króla, ale nigdy nie powtórzył wyczynu mistrza ligi. 28 kwietnia 1935 roku, po miażdżącym zwycięstwie 5:0 na El Sardinero nad Racingiem Santander, z trzema golami Unamuno i dwoma Caballero, drużyna Betisu osiągnęła chwałę. Dwa dni później drużyna udała się do Bilbao, aby odebrać trofeum (wówczas należące do Athleticu jako ostatniego zwycięzcy) i zabrała je do Sewilli, aby świętować z kibicami podczas kwietniowego jarmarku.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AxelF
@Adran360

0

@MichuZ44 O przepraszam, gdyż umknął mi ten trzeci przygotowując ten komentarz. Dzięki za poprawke :)

2

Harry Kane strzelając 3 gole w meczu z VFB Stuttgart, zgromadził łącznie 292 gole na poziomie pierwszoligowym, wyprzedzając o 2 gole Ś.P. Johana Cruyffa.

1

@Sysia11 Do La Pulgi i do La Pelusy podciągnąłbym zdecydowanie Manuela Francisco. On jak Argentyńczycy niemal w pojedynke doprowadził Selecao do mistrzostwa świata w Chile! O takim geniuszu nie można zapominać!

7

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

6 grudnia 1914 r. w Königshütte urodził się Jerzy Wostal. Razem z Leonardem Piątkiem tworzył w AKS-ie niesamowicie skuteczny duet. Obaj panowie dzielili się nie tylko zdobyczami bramkowymi, ale też funkcją kapitana. Wostal znakomicie czuł się w polu karnym, ale kiedy widział lepiej ustawionego kolegą, to potrafił go obsłużyć precyzyjnym podanie. Przygodą z piłką zaczynał w klubie Zjednoczeni Przyjaciele Sportu w Chorzowie. Jako 19-latek dołączył do AKS-u. Tam występował aż do wybuchu wojny i dał się poznać jako bardzo skuteczny strzelec. Na pierwszy występ na ekstraklasowych boiskach musiał poczekać do 1937 r. 11 kwietnia 1937 r. zagrał w wygranym 3:1 starciu z Ruchem a dwa tygodnie później w meczu z Cracovią uzyskał swoją pierwszą bramkę w elicie. Przez cały sezon był jedną z głównych postaci w zespole i z 11 golami okazał się jego najskuteczniejszym strzelcem. To dzięki bramkom Wostala i Piątka AKS zajął w tamtym sezonie drugie miejsce w tabeli. Rok później nadal był czołowym zawodnikiem drużyny. Pod względem zdobyczy bramkowych znacznie jednak już ustępował Piątkowi, choć należy pamiętać, że bardzo często to po jego podaniach Piątek strzelał gole. Na początku wojny przez dwa lata występował w Vorwärts-Rasensport Gleiwitz. Po zakończeniu działań wojennych nie można było o nim w Polsce pisać. W zgodzie z rodzinnymi sympatiami wybrał życie w Niemczech i niemieckie obywatelstwo. Nigdy jednak nie zachował się wobec Polski nieelegancko. Osiedlił się w malowniczej Pasawie, która jest położona na licznych wzgórzach rozdzielonych trzema zbiegającymi się na jej terenie rzekami – Dunajem, Inn i Ilz. Tam do 1954 r. grał dla miejscowego 1. FC. W reprezentacji Polski pierwszy raz zagrał, podobnie jak jego partner z ataku Piątek, w meczu z Łotwą w Rydze w 6 września 1936 r. Spotkanie zakończyło się remisem 3:3 a Wostal otworzył wynik strzałem głową w 20. minucie. Miesiąc wcześniej był rezerwowym w czasie igrzysk w Berlinie i czekał na ewentualne wezwanie w kraju. W 1937 r. był ważnym ogniwem drużyny, która w walce o przepustki na mistrzostwa świata pokonała Jugosławię. W wygranym 4:0 meczu w Warszawie strzelił trzeciego gola, pieczętując praktycznie naszą wygraną. Kałuża jednak nie znalazł dla niego miejsca w szerokiej kadrze powołanej na turniej we Francji, za co spotkała go ostra krytyka ze strony prasy. Ostatni mecz w biało-czerwonych barwach Wostal rozegrał 27 maja 1939 r. Polska zremisowała wówczas z Belgią 3:3 a napastnik wpisał się na listę strzelców. Był wśród zawodników, którzy mieli nas reprezentować na igrzyskach w 1940 r. Po latach młodość wspominał jako pasmo niezapomnianych przeżyć a czas spędzony w AKS-ie jako najpiękniejszy w życiu. W Reprezentacji rozegrał 10 meczów, strzelając 4 gole. Zmarł 12 lutego 1991 r. w Pasawie.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Zapomniane legendy włoskiego futbolu:

6 grudnia 1907 r. urodził się Giovanni Ferrari, włoski środkowy pomocnik; 2-krotny Mistrz Świata(1934 i 1938) ; 8-krotny Mistrz Włoch(5 z rzędu z Juventusem, 2 z Interem Mediolan i jedno z FC Bologną). Giovanni Ferrari to współrekordzista pod względem zdobytych tytułów mistrza Italii przez jednego zawodnika(ośmiokrotnie). Takim wyczynem może się jeszcze pochwalić niejaki Giuseppe Furino(8 tytułów z Juventusem). Jako piłkarz Interu Giovanni wygrał Serie A w 1938 i 1940. Po za tym pięciokrotnie zdobywał tytuł z Juventusem i raz z Bologną. Ferrari urodził się w Alessandrii i tam też zaczynał swoją karierę. Na rok czasu zakotwiczył w Internaples Napoli a w 1930 roku przeszedł do Juventusu. W drugiej połowie lat 30-tych grał w Interze-debiutował w meczu z Triestiną(5:0). W reprezentacji Włoch zadebiutował w 1930 roku i przez 8 lat rozegrał w niej 44 spotkania strzelając 14 goli. Kilka z tych goli były dość ważne jak choćby trafienie na 1:1 w meczu z Hiszpanią na mundialu w rodzinnej Italii. Był to mecz ćwierćfinałowy a w powtórzonym meczu(takie wówczas obowiązywały przepisy)choć Giovanni nie mógł zagrać z powodu kontuzji, Włosi wygrali 1:0. Cztery lata później na mistrzostwach świata we Francji co prawda żadnego gola nie strzelił ale był pewnym punktem pomocy ,,squadra azzura’’ i rozegrał wszystkie 5 spotkań a Włosi obronili tytuł mistrzowski. Ostatni mecz w reprezentacji rozegrał w grudniu 1938 roku a karierę zakończył w 1942 roku. Po zawieszeniu butów na kołku, zajął się pracą trenerską. W tej właśnie roli powrócił na San Siro w sezonie 1942/43. Podczas mistrzostw świata w Chile w 1962 roku był jednym z członków sztabu trenerskiego prowadzącego kadrę Włoch.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AxelF
@Adran360

11

Kalendarium El Clasico:

6 grudnia 2003 r.(w pierwszym sezonie Franka Rijkaarda) FC Barcelona poległa na Camp Nou w El Clasico 1:2. Real niemal przez 20 lat nie potrafił wygrać na tym stadionie w La Liga. W międzyczasie udało mu się to w Pucharze Króla i w Lidze Mistrzów w 2002 r. ale w Primera Division zdołał jedynie pięciokrotnie zremisować w 20 meczach. Niestety w 2003 r. Duma Katalonii nie dała rady obronić swojej twierdzy, tracąc 2 gole po rykoszetach. Zbyt późno strzelony gol kontaktowy Kluiverta nie pozwolił już na doprowadzenie do remisu. Brak Ronaldinho i świetny mecz Casillasa były główną przyczyną tryumfu ,,Los Blancos”. No cóż, jednak co się odwlecze to nie uciecze, ponieważ w rewanżu podopieczni Rijkaarda wygrali na Santiago Bernabeu identycznym rezultatem jak na Camp Nou czyli 2:1, po golach: ponownie Kluiverta oraz Xaviego.



@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@zadafcb A to dzieki śliczne i pozdrawiam

10

Najstarszy profesjonalny i międzynarodowy turniej w dziejach futbolu:

5 grudnia 1959 r. Brazylia pokonała w Guayaquil Paragwaj 3:2. To był mecz otwierający 27. edycje Copa America. Po raz pierwszy i jedyny w historii, „Campeonato Sudamericano” odbyło się dwukrotnie w tym samym roku. Jeszcze nie przebrzmiały echa i komentarze po wiosennej imprezie w Buenos Aires a już w grudniu tegoż 1959 roku najlepsi piłkarze z kontynentu zjeżdżali do Ekwadoru. Formalnym powodem było uroczyste otwarcie nowego, pięknego „Estadio Modelo” w Guayaquil, mieszczącego ponad 55 tys. widzów. Rzeczywiście frekwencja dopisała nad podziw i niemal na każdym meczu trybuny były szczelnie wypełnione. Żywe wciąż było w Guayaquil wspomnienie fantastycznego turnieju z 1947 i niezapomnianych wyczynów Moreno, Di Stefano, Loustau, Valeriono Lopeza, Gambetty czy Livingstone”a. Obrońca tytułu, Argentyna wydawała się murowanym faworytem. Postanowiono powtórzyć eksperyment z połowy dekady, zestawiając po raz drugi w historii w komplecie klubową piątke napadu. Ponieważ rozgrywki ligowe sezonu 1959 w wielkim stylu wygrało San Lorenzo, reprezentacyjny atak sformowali: Facundo, Ruiz, Omar Garcia, Sanfilippo, Boggio. Wprawdzie formacja ta żadnego meczu nie dokończyła w takim zestawieniu bo na zmiany wchodzili Pizzuti i Belen, niemniej słynny rekord Independiente został wyrównany. Formacja ta była idealnie zgrana i rozumiejąca się ,,na pamięć”. Potwierdziło się to w pierwszym, zwycięskim meczu z Paragwajem(4:2). Rozbicie tej formacji już w następnym meczu z Ekwadorem zakłóciło płynność gry, co w efekcie zakończyło się nieoczekiwaną stratą punktu. Cztery dni później przeciwnikiem Argentyny był Urugwaj. Ciągłe roszady w składzie Albicelestes i brak konsekwencji taktycznej doprowadziło do klęski, której rozmiary były zatrważające. Po 25 minutach Urugwajczycy prowadzili 3:0, potem już tylko niemiłosiernie punktując rozbitych psychicznie przeciwników. Wynik 5:0 był szokiem dla całej sportowej Argentyny i zwiastował nadejście ciężkich czasów dla jej futbolu. Nie pomogło w niczym zwycięstwo nad Brazylią 4:1, tym bardziej iż mistrzowie Świata przysłali do Ekwadoru trzeciorzędną ekipe, złożoną z graczy stanu „Minas Gerais”. Urugwaj natomiast zaczął rozgrywki od wygranej z Ekwadorem i zakończył stratą punktu ze słabiutkim Paragwajem. Mimo zwycięstwa ,,Celestes” w turnieju, przez prase przetoczyła się namiętna fala krytyki a na trenerze Corazzo nie zostawiono suchej nitki. Wytykano mu złą koncepcje kadrową, rezygnacje z renomowanych piłkarzy Peñarol i tysiąc innych grzechów. Jednak personalnie eksperymenty trenera miały swoje uzasadnienie. Po niepowodzeniu w poprzednim turnieju postanowił on radykalnie odmłodzić zespół i głębiej sięgnąć do przebogatych rezerw, które jak słusznie podejrzewał, tkwią w mniejszych klubach. Trzon drużyny stanowili zawodnicy Nacional Montevideo, u boku których wspaniale rozkwitły nowe talenty. Podobny schemat zastosował Atilio Narancio w roku 1923. W efekcie Urugwaj tryumfuje po raz 10-ty w historii, wyprzedzając o 2 punkty Argentynę i o 3 Brazylię. Królem strzelców turnieju zostaje legendarny napastnik Jose Sanfilippo z dorobkiem 5 goli. Natomiast najlepszym piłkarzem turnieju wybrano Alcidesa Silveire.

@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Gary
@Bernard777
@AxelF
@Adran360

0

@zadafcb No ale kiedy będzie podane na sto procent wszystkie mecze do finału o których godzinach?

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?