FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
@Janiama Lecz nie każdy interesuje się żużlem czy tenisem a poza tym nie każdy ma dostęp do sportowych kanałów :)
6
Wypada wiedzieć, wypada wspomnieć:
28 maja 1910 r. FC Barcelona rozegrała pierwszy w historii mecz z profesjonalnym zespołem z Wysp Brytyjskich. Spotkanie rozgrywane było na boisku przy Placa d'Armes a przeciwnikiem był słynny walijski Cardiff Corinthians AFC. Barça wygrała ten mecz 4:1 po golach braci Comamala i jednym Perisa. Z uwagi na rozmiary placu do gry otoczonego polami, bez żadnego ogrodzenia, które wyznaczałoby jego granice, Blaugrana jako gospodarz spotkania przygotowała aż 7 piłek żeby nie zatrzymywać gry w razie gdyby jedna z nich wyleciała poza teren boiska. Niedługo potem, biorąc pod uwagę wewnętrzne problemy klubu z jakimi borykała się Barca, zarząd postanowił przenieść działalność klubową na teren przy ulicy Muntaner.
@Symson
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Sensible
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@patataj
7
Szanowni sympatycy futbolu, dziś mija dokładnie 100 lat! od pierwszego gola i pierwszego zwycięstwa reprezentacji Polski w historii jej występów. 28 maja 1922 r. Polska pokonuje Szwecję w Sztokholmie 1:2.
"W 27. minucie Leon Sperling kończy bieg centrą. Einar Hemming nie atakowany przez nikogo daje niepotrzebnie piłce klapsa ręką: karny. Komu powierzyć tę ważną funkcję? Jedynym graczem, który w swej drużynie bije z dobrym skutkiem jedenastki, był Józef Klotz, jemu też oddaje kapitan z całym zaufaniem wykonanie rzutu, od którego skuteczności tak wiele zawisło. Klotz z całym spokojem, bez rozpędu pakuje piłkę w lewy róg pod poprzeczkę. Bramkarz ani drgnął" - w ten sposób w "Przeglądzie Sportowym" opisano historyczne trafienie dla Biało-Czerwonych. Meczem ze Szwedami Klotz kończył swoją krótką reprezentacyjną karierę - to był jego zaledwie drugi mecz z orzełkiem na piersi - jednak ilu piłkarzy oddałoby dziesiątki meczów za to jedno, historyczne trafienie. Piłkarzowi nieistniejącej już Jutrzenki Kraków nie zadrżała noga i pewnym strzałem pokonał Fritiofa Rudena. Na nieco ponad kwadrans przed końcem towarzyskiej potyczki drugą bramkę dołożył Józef Garbień z Pogoni Lwów i premierowa wygrana Biało-Czerwonych stała się faktem.
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@Symson
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@Sensible
@patataj
7
Wybitne legendy polskiego futbolu:
27 maja 1940 r. urodził się Hubert Kostka. Lata 60-te słynęły z barwnych pseudonimów. Jeden z nich nadany został świetnemu bramkarzowi- Hubertowi Kostce. Na poważnego, sumiennego z natury golkipera koledzy mawiali ,,Farorz”, co znaczy w gwarze śląskiej ,,proboszcz”. Rzeczywiście, wiele razy okazał się on mężem opatrznościowym Górnika Zabrze oraz reprezentacji Polski. Grę w lidze łączył ze studiami na kierunku górniczym na Politechnice Śląskiej. W dodatku należał do ścisłej czołówki żaków na swoim roku. Zresztą długo wydawało się że to właśnie raczej z inżynierią aniżeli z piłką nożną zwiąże swą przyszłość. Koledzy zaciągnęli go jednak już w czasie studiów na trening raciborskiej Unii, która szukała bramkarza do gry w 2 lidze. Kostka spodobał się trenerom a wkrótce ściągnął go do siebie wielki Górnik. Tak jak w nauce, tak i w lidze należał do najlepszych na swojej pozycji. Czołówke tworzył z Edwardem Szymkowiakiem oraz… swym kolegą klubowym- Janem Gomolą. Często w duecie byli powoływani do reprezentacji Polski. Bywało nawet tak, że jeden grał w lidze, zaś drugi w kadrze. Najważniejsze mecze w dziejach Górnika przypadły jednak w udziale Kostce. To on bronił jako jedyny polski golkiper w historii, w finale Pucharu Zdobywców Pucharów a także w całej kampanii wiodącej do decydującego starcia rozgrywek. Z zabrzanami uczestniczył również w ćwierćfinałach PZP i PEMK. Właśnie w tych ostatnich rozgrywkach w edycji 1967/68, obronił rzut karny wykonywany przez Dynamo Kijów. Żaden inny bramkarz nie miał takich osiągnięć w polskich klubach. Nikt z przedstawicieli tej pozycji nie zdołał go też przebić w liczbie mistrzostw Polski; aż 8 razy sięgnął po to trofeum w barwach Górnika oraz 6 razy zdobył Puchar Polski. W reprezentacji Polski ,,Farorz” rozegrał w sumie 32 mecze, w których stracił 38 goli. Długie lata pełnił role rezerwowego dla Szymkowiaka. Dopiero od eliminacji ME w 1968 został pierwszym wyborem szkoleniowców. Wydawało się że utracił to miano z początkiem kadencji Kazimierza Górskiego. Trener wszech czasów wolał stawiać na początku swej kadencji na Grotyńskiego, Gomolę, Tomaszewskiego czy Szeje. Kiedy jednak przyszły decydujące mecze o wejście do Igrzysk Olimpijskich w 1972, znów miedzy słupkami biało-czerwonych pojawił się pan Hubert i tej pozycji nie oddał podczas samego turnieju. Bronił we wszystkich 7 meczach na tej imprezie, przepuszczając ledwie 5 strzałów przeciwników. ,,Nie ważne z kim gramy, najważniejsze to wygrać. Zarówno dla mnie, jak i dla kilku piłkarzy starszych już wiekiem jest to ostatnia szansa osiągnięcia wyniku na poziomie światowym. Dlatego też uczynimy wszystko aby taki wynik zdobyć. Naszym młodszym kolegom na ambicji też nie zbywa. Po prostu rzucimy wszystko na jedną karte”- uzasadniał Kostka. Efektem takiej postawy było mistrzostwo olimpijskie. Po wejściu na olimpijskie podium buńczuczność ustąpiła miejsca wzruszeniu: ,,Wspaniałym przeżyciem jest turniej olimpijski, uroczysta dekoracja, hymn narodowy dla zwycięzców. Popłakałem się na podium, chociaż nie jedno w czasie mojej kariery przeżyłem. Nawet na MŚ gratulacji nie składają tak wybitni działacze światowego sportu, jak Przewodniczący MKOL i prezes FIFA. Spotkał nas wielki zaszczyt”- relacjonował ,,Trybunie Ludu” pan Hubert. Sam w finale popisał się między innymi fenomenalną interwencją po strzale głową Antala Dunaia. W Ekstraklasie zakończył gre w 1974 r. Jego bilans na tym szczeblu rozgrywkowym zamknął się na 222 meczach. Potem jako szkoleniowiec przygotowywał bramkarzy reprezentacji przed MŚ 1974(Jan Tomaszewski przyznaje że to głównie Kostce zawdzięcza swą forme podczas tego mundialu), 1978 i 1982. Samodzielnie doprowadził zaś Szombierki Bytom oraz dwukrotnie Górnika Zabrze do mistrzostwa Polski. Trzy razy został Trenerem Roku w Polsce.
@patataj
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Sensible
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Symson
11
Czy wiemy że…
27 maja 1987 r. FC Porto z Józefem Młynarczykiem w bramce zdobyło pierwszy w historii piłkarski Puchar Europy, pokonując w finale na Praterstadion (dziś Ernst Happel Stadion) w Wiedniu Bayern Monachium 2:1, po golach Madjera w 79 m., Juary’ego w 81 m. oraz honorowym trafieniu Kögla w 24 minucie.
@Pawel13sz
@Symson
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@Sensible
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@patataj
9
Cudowne lata, wspaniała drużyna, epokowe mecze:
27 maja 2009 r. FC Barcelona zdobyła swój trzeci w historii Puchar Ligi Mistrzów. Wygrany 2:0 finał z Manchesterem United rozegrano na Stadionie Olimpijskim w Rzymie. Blaugrana przystępowała do tego finału ze sporymi osłabieniami w defensywie. Kartki wykluczyły występ Daniego Alvesa i Abidala a z powodu kontuzji nie mógł wystąpić doświadczony Rafael Marquez. Trenujący Manchester sir Alex Ferguson próbował wykorzystać te osłabienia i oparł taktykę na Cristiano Ronaldo, który rozpoczął swój występ od kilku prób uderzeń z dystansu. Duma Katalonii wydawała się być zepchnięta do defensywy, lecz w 10 minucie Iniesta zagrał piłke w pole karne do Eto’o i niezawodny jak zawsze Kameruńczyk pokonała Van der Saara. Barça przejęła wówczas kontrole nad grą i pozwoliła ,,Czerwonym Diabłom” na zaledwie dwa celne strzały w całym meczu. W 70 minucie Xavi posłał górną piłke w pole karne, do której niespodziewanie doskoczył Messi, pokonując strzałem głową holenderskiego bramkarza rywali. Warto dodać że pod nieobecność wyżej wymienionych obrońców, bardzo dobrze spisali się Yaya Toure i Sylvinho.
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@Sensible
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@Symson
@patataj
7
Początki wielkiej Barçy 5 Pucharów:
27 maja 1951 r. FC Barcelona zdobywa dziewiąty w historii Puchar Hiszpanii. W finałowym starciu na Estadio de Chamartin pokonuje Real Sociedad San Sebastian 3:0. Gole w tym finale strzelali znakomici snajperzy: Cesar Rodriguez (31 i 67 minuta) oraz Mariano Gonzalvo(44 minuta). Ten zdobyty puchar był swoistym preludium do zdobycia przez Blaugrane 5 pucharów w roku następnym, co okazało się jednym z największych osiągnięć w historii Dumy Katalonii.
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@Symson
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Sensible
@Lionel_Messi10
@patataj
9
Czy wiecie że :
26 maja 1999 r. rozegrano na Camp Nou 7 finał Ligi Mistrzów. Po dramatycznym spotkaniu Manchester United pokonał Bayern Monachium 2:1, strzelając oba gole w doliczonym czasie gry. Ciekawostką jest fakt iż FC Barcelona rywalizowała z finalistami w fazie grupowej tamtej edycji Champions League. Dwukrotny remis z Manchesterem United 3:3(zdumiewający przypadek) i dwie porażki z Bayernem(0:1 i 1:2) ulokowały Barçe na 3 miejscu, co nie dało przepustki do ćwierćfinału. Był to drugi finał Pucharu Europy na Camp Nou, w poprzednim w 1989 r. AC Milan pokonał Steaue Bukareszt 4:0.
@Symson
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Sensible
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@patataj
0
@Lionel_Messi10Oj no nie wiem czy takie porywające widowisko będzie, osobiście śmiem wątpić ale obym się mylił...
1
@Lionel_Messi10 Już znalazłem i sam się dziwie że o tym nie słyszałem. Ten puchar powszechnie znany jest pod nazwą Puchar Artemio Franchi(Artemio Franchi Trophy), jest to na zagranicznej wikipedii
0
@Lionel_Messi10 Oficjalnej strony tego ,,turnieju" trzeciego w historii bo przecież to co mi wysłałeś to jakieś kombinowane...
0
@escarabajo No coś mi właśnie teraz zaczyna świtać :) Natomiast czy sporo się o nim pisało to już bym polemizował...
0
@Lionel_Messi10 No mam i oczom nie wierze? a po drugie to nie jest oficjalna strona CONMEBOL-UEFA, no ale dobra sam gdzieś znajde
0
@Lionel_Messi10 Dla mnie to co najmniej dziwne. Przecież równie dobrze Argentyna mogłaby rozegrać z Włochami mecz towarzyski a jeszcze lepiej towarzyski z Urugwajem lub Brazylią, zainteresowanie było by jeszcze większe! Napisałeś trzecią edycją? A dwie pierwsze to niby kiedy były i kto z kim grał?
0
@Lionel_Messi10 Ale o puchar czego? i kto to wymyślił i w jakim celu?
0
@escarabajo A no to co innego! Tak tego nie ujołeś...
0
@Lionel_Messi10 Jaki znowóż puchar grają? Przecież nigdy czegoś takiego w historii nie było. O co tu chodzi?
0
@PartidarioCatalan Co wy za głupoty wypisujecie, jakieś iksy z D. Co to wogóle ma być?
0
@escarabajo 6 goli dla River Plate załadował Julian Alvarez będąc napastnikiem City? To on gra jednocześnie w obu klubach? Jak to możliwe?
10
Z cyklu, najlepsze duety napastników w historii futbolu:
Kiedy mówimy o parze napastników, która zdobyła łącznie w jednym sezonie więcej niż 70 bramek, nie możemy również zapomnieć o popisach Radamela Falcao i Hulka. Kolumbijczyk i Brazylijczyk czarowali w ataku Porto, prowadzonego przez Andre Villasa-Boasa. Smoki zdobyły w tamtym sezonie potrójną koronę w postaci Primeira Ligi, Pucharu Portugalii i Ligi Europy. Falcao był prawdziwym lisem pola karnego, a Hulk lubił gnębić bramkarzy atomowymi strzałami z dystansu. Kolumbijczyk zagościł jeszcze w wielu znanych europejskich klubach. Strzelał bramki m.in. w Atletico Madryt, Monaco, Manchesterze United i Chelsea. Obecnie gra jeszcze w hiszpańskim Rayo Vallecano. Hulk pomimo ogromnego potencjału nigdy nie zagrał w żadnym topowym klubie, decydując się na miejsca, gdzie mógł dobrze zarobić. Po przygodzie z Porto strzelał w Zenicie i chińskich klubach. Dziś gra jeszcze w ojczyźnie w koszulce Atletico Mineiro.
@patataj
@Symson
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Sensible
@DaPidejpi
0
@Dembouz1899 Włochy - Argentyna finał? Jaki znowu finał, czego finał?
6
Znakomity piłkarz, wspaniały człowiek:
25 maja 1953 r. urodził się Gaetano Scirea, środkowy obrońca, Mistrz Świata z 1982, Zdobywca Pucharu Europy -1985(z Juventusem Turyn), Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego -1985, Zdobywca Pucharu Zdobywców Pucharów (1983-84) Zdobywca Pucharu UEFA-1977(z Juventusem Turyn), Zdobywca Superpucharu Europy -1984, 7-krotny Mistrz Włoch -1975 1977 1978 1981 1982 1984 1986, Zdobywca Pucharu Włoch-1979 i 1983.
Napisano o nim wiele książek, nakręcono film. Był wojownikiem, a nigdy nie dostał czerwonej kartki. Grał ostro i bezkompromisowo, ale robił to tak, że rywale nie mogli o nim powiedzieć złego słowa. Szanowali go też sędziowie, bo nie krytykował ich decyzji, tylko przyjmował je z pokorą. Urodził się w Cernusco sul Naviglio, nieopodal Mediolanu, 25 maja 1953 roku. Swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w zespole Atalanty Bergamo. W Serie A zadebiutował mając 19 lat, 24 września 1972 roku meczem przeciwko Cagliari. Był to sezon 1972/73 a Atalanta zajęła w nim bardzo odległe 14 miejsce, co spowodowało spadek tej drużyny do niższej klasy rozgrywek. Scirea powoli wyrastał na gwiazdę, na którą ręce zacierali działacze Juventusu... Przed sezonem 1974/75 sprowadzili młodego Gaetano do Turynu. Scirea założył koszulkę z numerem 6, która towarzyszyła mu przez resztę kariery. Szybko zrozumiał styl gry Juventusu i stał się filarem drużyny. W tejże koszulce - w biało-czarne pasy z numerem sześć na plecach - Gaetano Scirea rozegrał w Juventusie rekordową liczbę spotkań - 552. Przez wszystkie spędzone lata w Juventusie - a było ich aż 14, Scirea zdobył z Juventusem aż 14 trofeów: 7 mistrzostw Włoch, 2 Puchary Italii, Puchar UEFA, Puchar Zdobywców Pucharów, Puchar Mistrzów, Superpuchar Europy oraz Puchar Interkontynentalny. Wszystko co robił było robione z wielką klasą. Był prawdziwym dżentelmenem zarówno na boisku jak i poza nim. Nigdy nie był w nic zamieszany, w żadnym piłkarskim skandalu nie usłyszymy nazwiska Scirea. Był on także filarem obrony reprezentacji Italii, która w 1982 roku wywalczyła złote medale na Mistrzostwach Świata. Tego fantastycznego wydarzenia - jednego z najważniejszych w karierze, doświadczył u boku swego wielkiego przyjaciela zarówno z reprezentacji jak i z Juventusu - Dino Zoffa. Był dobrym duchem swoich zespołów, nigdy nie zmordowany, zawsze dokładny w tym co robił. Strzelał także piękne bramki. Było ich mało, jednak charakteryzowały się szczególną pięknością. W Juventusie zdobył ich w sumie 32. Kochał futbol. Był człowiekiem lubianym i szanowanym. W dziesiątą rocznicę jego śmierci, vice-prezydent Juventusu, Roberto Bettega tak wypowiadał się o przyjacielu: "Po dziesięcu długich latach, pamięć o przyjacielu jest nadal żywa. Dzieliłem z nim rozczarownia i radość, gorycz i zwycięstwo. Gdy o nim myślę, zarówno ja jak i cały sztab Juventusu, robi nam się ogromnie smutno, tęsknimy za naszym przyjacielem. Pozostała po nim ogromna luka." Gaetano Scirea ma ogromną liczbę zwolenników. Był wielkim boiskowym wojownikiem. To właśnie jego głos mogliśmy usłyszeć w maju 1985 roku podczas tragedii na brukselskim stadionie. Głos który próbował uspokoić tysiące ludzi na trybunach. Kilka dni po tym meczu, po rozpoczęciu spotkania Juventus - Reggina stadion wypełniły głośne okrzyki, wykrzykujące "Gaetano Scirea!". Zawsze wzbudzał oklaski na trybunach, gdy tylko wychodził z tunelu Stadio Comunale. "Śmierć w płomieniach" - tyle głosił suchy komunikat Polskiej Agencji Prasowej o wypadku, do którego doszło 3 września 1989 roku w niewielkiej miejscowości Babsk, niedaleko Rawy Mazowieckiej. Na tzw. gierkówce, w płomieniach powstałych po wybuchu kanistrów z benzyną, przechowywanych w bagażniku dużego fiata, zginęły trzy osoby. Wśród nich Gaetano Scirea, legendarny obrońca i ówczesny drugi trener Juventusu. Był 1989 rok. Juventus mierzył się w europejskich pucharach z Górnikiem Zabrze. Scirea jako drugi trener słynnego klubu miał rozpracować grę rywala. Nie zdążył jednak przekazać swoich spostrzeżeń. Wracał z Górnego Śląska do Warszawy, ale nie dojechał. W okolicach Babska jego samochód uległ wypadkowi i stanął w płomieniach. Gdy je ugaszono, policja potrzebowała kilkunastu godzin, żeby zidentyfikować zwłoki. Razem z nim zginęła tłumaczka Barbara Januszkiewicz i kierowca Henryk Pająk. Drzwi całej trójki były zablokowane. Otworzyć dało się tylko jedne. Wyszedł przez nie działacz Górnika i dzięki temu przeżył.
@Symson
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Sensible
@patataj
7
Wybitne legendy futbolu:
25 maja 1953 r. urodził się Daniel Passarella, Mistrz Świata z 1978 i 1986(jako rezerwowy) oraz 5-krotny Mistrz Argentyny.
Fruwający Gran Capitan-tak go nazywano. Szybki i zwinny, był stoperem prawie nie do przejścia. Lecz prawdziwych cudów dokonywał w powietrzu. Nawet wyżsi o głowę rywale nie mieli tam cienia szans!
W roku 1974 w Argentynie na Estadio Monumental miał się rozpocząć mecz na szczycie-słynne El Classico pomiędzy River Plate a Boca Juniors. Tymczasem w szatni River rozgrywała się scena, która do siebie siedzącego w kącie niewysokiego, szczupłego chłopaczka i zaszczycił go pytaniem, o jakim tylko marzyć mogłyby setki jego rówieśników: ,,Czy miałbyś odwagę zagrać tego wieczoru przeciwko Boca?’’ ,,Tak jeśli dopisze panu odwaga, by mnie wystawić’’-brzmiała zuchwała odpowiedź. Szatnia zamarła. Wszystkich poraził niebywały tupet smarkacza. Sam Rossi poczuł się lekko dotknięty ale przypomniał sobie siebie sprzed półwiecza i pomyślał że ten chłopak musi mieć charakter nie lada i osobowość niepowszednią. Nestor Rossi nie miał syna. I kiedy tak spoglądał na młodego zuchwalca, dostrzegł w jego wzroku hardość. I pokochał go właśnie od tego pierwszego wejrzenia miłościa niemal ojcowską. Podją decyzję: tak, sprawdzę go! I nie pomylił się. A tym chłopcem był Daniel Alberto Passarella, późniejszy mistrz świata, wielki kapitan reprezentacji, najlepszy argentyński obrońca wszechczasów! Daniel pierwsze kroki stawiał w amatorskim Argentino Chacabuco, marząc o karierze w którejś ze słynnych drużyn stołecznych. Jednak ojciec poradził mu by wcześniej przetarł szlaki na nieco skromniejszym poziomie. I tak w wieku 18 lat trafił do trzecioligowego Sarmiento Junin, gdzie grał do 1973 roku. Tam właśnie wypatrzyli go wszędobylscy szperacze River Plate.
Oficjalny debiut ligowy Passarelli nastąpił 14 kwietnia 1974 roku w wyjazdowym meczu z Rosario Central, przegranym 0-1. Niebawem nastąpiła w River zmiana trenera. Funkcję obją Angel Labruna, podobnie jak Rossi jedna z legend klubu i argentyńskiej piłki. Początkowo nie doceniał on Passarelli wystawiając go na lewej obronie, gdyż etatową parę stoperów stanowili Perfumo i Artico. Dopiero kontuzja jednego z nich otworzyła prowincjuszowi drogę do pełnej kariery. Daniel robił ogromne postępy. Zwrócił na niego uwagę kolejny wybitny trener-Cesar Luis Menotti powołując go do młodzieżowej drużyny na turniej w Tulonie w 1975r. Argentyna wygrała tę imprezę a rej wodzili w niej Passarella,Tarantini, Gallego,Trobbiani,Valencia i Valdano; jak się niebawem okazało przyszli mistrzowie świata. Passarella zadebiutował w reprezentacji w zwycięskim meczu z ZSRR 1-0 w Kijowie. Menotti wiedział że ma w ręku prawdziwy skarb. W 1978 Argentyna zdobyła mistrzostwo świata, zaś do pierwszego takiego tryumfu w historii poprowadził ją właśnie Passarella-najlepszy obrońca turnieju, kapitan zespołu i jego absolutny lider. To wtedy zrodził się ów przydomek: ,,Gran Capitan’’ czyli Wielki Kapitan. Był natchnieniem drużyny, jej moralną ostoją i niekwestionowanym przywódcą. Wszyscy nawet Kempes i Ardiles jego polecenia wykonywali bez szemrania. To on w momentach trudnych krzepił ducha, podnosił morale i zagrzewał do walki. Przy wzroście zaledwie 173 cm odznaczał się niepospolitą siłą i stalową twardością. Brzmi to niewiarygodnie ale nigdy nie przegrał z nikim pojedynku główkowego! Przed nim tak sprężyście skakali chyba tylko dwaj inni fenomenalni zawodnicy-paragwajczyk Erico oraz węgier Kocsis. Daniel nie tylko niezawodnie bronił ale równie skutecznie atakował.
Oprócz zabójczych główek dysponował potwornie silnym uderzeniem z obu nóg. Bezbłędnie wykonywał rzuty karne i wolne ale strzelał też przy każdej okazji nieraz z 30-40 metrów a i tak piłka wyłamywała bramkarzowi ręce! Dla River w 258 spotkaniach zdobył 99 goli co stanowi niepobity rekord wszechczasów! W barwach tego klubu był pięciokrotnym mistrzem kraju. W 1982r. Za kwotę 2,5 mln dolarów przeniósł się do włoskiej Fiorentiny, w której rozegrał 109 spotkań strzelając 22 gole. Natomiast w 1986r. zawitał do mediolańskiego Interu(44 spotkania i 9 goli). W 1988r.wrócił na stare śmieci do River i tam zakończył swoją karierę piłkarza.
W reprezentacji rozegrał 77 spotkań zdobywając w niej 22 gole. W 1982r. Argentyna nie zdołała obronić tytułu ponieważ odpadła w ćwiećfinale mimo iż Passarella grał dobrze na tym turnieju zdobywając nawet 2 gole. W 1986r. mógł zostać podwójnym mistrzem świata. Nowy trener Carlos Bilardo widział go w wyjściowym składzie ale w Meksyku stoper rozchorował się i nie mógł wystąpić w żadnym meczu. Przestał też być kapitanem ponieważ Bilardo przyznał tę funkcję Maradonie i nie wpłyneło to najlepiej na wzajemne relacje obu piłkarzy. W roku 1989 Passarella został trenerem River Plate, którego poprowadził do sukcesów m.i. do pięciokrotnego mistrzostwa Argentyny. W 1994 powierzono mu już reprezentację Argentyny a rok później wygrał igrzyska panamerykańskie i wszystko zdawało się iść jak po maśle lecz raptem w wypadku zginął jego syn Sebastian i tragedia ta odcisneła piętno na psychice Daniela. Stał się jeszcze bardziej nieprzejednany i zacięty aż w końcu zamknął się w sobie. Zawodników traktował szorstko, wprowadził nerwową atmosferę i swojego najlepszego gracza, pomocnika Redondo wyrzucił z kadry za noszenie zbyt długich włosów. Na mistrzostwach świata w 1998r. doszła ledwie do ćwiercfinału choć uchodziła za faworyta czego efektem była rezygnacja Passarelli jako selekcjonera. Potem układało się różnie. Z reprezentacją Urugwaju nie odniósł sukcesów, podobnie jak z brazylijskim Corinthians czy włoską Parmą ale z drużyną Monterrey zdobył mistrzostwo Meksyku. Bez powodzenia prowadził też swój River Plate, w którym został nawet prezesem. Wydawało się to godnym uwieńczeniem kariery, jednak błędna polityka transferowa sprawiła iż 33-krotny mistrz Argentyny po raz pierwszy w dziejach spadł do 2 ligi. Była to klęska bezprzykładna. Wściekli kibice wylegli na ulice Buenos Aires, zdemolowali stadion a na prezesa posypały się złorzeczenia. Jak widać Danielowi wiodło się bardzo różnie zatem niech pozostanie w naszej pamięci przede wszystkim jako wielki wojownik, żelazny obrońca fruwający na wysokości pierwszego piętra oraz charyzmatyczny lider drużyny mistrzów świata- po prostu Gran Capitan.
@patataj
@Sensible
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Symson
5
Ostatnie tango… Guardioli:
Dokładnie 10 lat temu(25 maja 2012 r.) FC Barcelona pokonała w finale Copa del Rey Athletic Bilbao 3:0 i zdobyła 26 w historii Puchar Hiszpanii. To był ostatni z 14 pucharów Guardioli w roli szkoleniowca Blaugrany i jednocześnie ostatni mecz w tej roli. Finał na rozebranym niedawno Vicente Calderon miał jednostronny przebieg. Wynik ustalono już po 25 minutach za sprawą dwóch trafień Pedro i jednego gola Messiego.
Składy:
FC Barcelona: Pinto - Adriano, Mascherano, Pique, Montoya - Iniesta, Busquets, Xavi (81. Fabregas) - Pedro (87. Thiago Alcantara), Messi, Alexis Sanchez (71. Keita) Rezerwowi: Valdes, Bartra, Keita, Thiago Alcantara, Fabregas, Tello, Afellay
Athletic Bilbao: Iraizoz - Aurtenetxe, Amorebieta, Ekiza, Iraola - De Marcos (46. A. Herrera), Martinez- Gomez, Muniain, Susaeta (46. Perez)- Llorente (73. Toquero)
@Symson
@patataj
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Sensible
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
1
@Turio A kim on do cholery jest? pierwsze słysze takie nazwisko?
5
Trofea Pucharu Hiszpanii:
Równo 70 lat temu(25 maja 1952 r.) FC Barcelona zdobywa 10-ty(i drugi z rzędu) w swojej historii Puchar Króla Hiszpanii. W zaciętym finałowym meczu Barça pokonała po dogrywce Valencie CF 4:2 na Estadio de Chamartain. Gole dla Blaugrany zdobyli Jordi Vila Soler(72 minuta) oraz legendarni: Basora(40 minuta), Kubala(96 minuta) i Cesar Rodriguez(119 minuta). A oto ten triumfujący skład: Ramallets, Martin, Biosca, Seguer, Mariano Gonzalvo , Bosch, Basora, Cesar Rodriguez, Vila Soler, Kubala, Manchon
@Lionel_Messi10
@Symson
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Sensible
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@patataj
7
Wybitne legendy futbolu:
24 maja 1901 r. w Montevideo urodził się Jose Nasazzi, obrońca. Kapitan mistrzów świata z roku 1930. Syn włoskich imigrantów, z zawodu kamieniarz. Kapitan reprezentacji. Zarówno na boisku, jak i poza nim prawdziwy przywódca piłkarzy Urugwaju, którzy zdobyli złote medale igrzysk olimpijskich w Paryżu (1924) i Amsterdamie (1928) oraz wygrali w 1930 roku pierwsze mistrzostwa świata.
Był jednym z najlepszych obrońców świata i jednocześnie prekursorem gry tzw. "playmakera". Jako pierwszy stosował długie, kilkudziesięciometrowe podania, które adresował z milimetrową dokładnością. Zawsze elegancko i skutecznie grający obrońca, był niekwestionowanym przywódcą sławnej urugwajskiej jedenastki z lat 20. XX wieku. Kapitanem zespołu był od 1923 a pod jego wodzą Urugwajczycy dwukrotnie zostali mistrzami olimpijskimi (Paryż 1924 i Amsterdam 1928), czterokrotnie wygrywali Copa América (1923, 25, 27, 35), a w 1930 zdobyli – będąc gospodarzami pierwszego w historii turnieju finałowego – mistrzostwo świata! W decydujących o tytule meczach pokonywali zazwyczaj Argentynę, także w finale MŚ w 1930 (4:2). Trzeba również pamiętać że olimpijskie złoto było wówczas traktowane jako nieoficjalne mistrzostwo świata. Nasazzi występował w klubach Bella Vista (1922–1932) i Nacional Montevideo (1933–1937). Karierę zakończył w 1937, następnie był cenionym trenerem. Jest uważany za najwybitniejszego piłkarza w historii urugwajskiej piłki, o respekcie jakim go darzyli rodacy najdobitniej świadczą jego przydomki: Terrible {straszny) lub Mariscal (marszałek), nazywano go także wielkim kapitanem.
@Symson
@patataj
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@Sensible
@NaFazieHitman
1
@Symson Prześlicznie dziękuje :) Nigdy bym nie pomyślał że ktoś aż tak mocno doceni moje zaangażowanie w wartości historyczne. Jeszcze raz pięknie dziękuje i pozdrawiam :)
8
Polski patriota w mundurze Luftwaffe:
Erwin Nyc urodził się 24 maja 1914 roku, tuż przed wybuchem I wojny światowej. Przygodę z piłką nożną rozpoczął w wieku 15 lat, a jego pierwszą drużyną stała się wówczas Pogoń Katowice. Tu po raz pierwszy widać przejaw polskości w rodzinie Nyców. Żaden Niemiec nie zapisałby swojego dziecka do polskiego klubu. Pogoń była w tych czasach odpowiednikiem 1.FC Kattowitz, który był niemieckim klubem na naszych ziemiach. Nawet Ruch Wielkie Hajduki nie posiadał aż tylu polskich patriotów, jak w katowickiej Pogoni. W żadnym wypadku więc nie można uznawać Erwina za Niemca, co najwyżej za człowieka wywodzącego się ze środowisk śląskich, o skomplikowanych korzeniach. W 1935 roku Erwin został wezwany do odbycia służby wojskowej w Warszawie, gdzie formalnie pełnił obowiązki w jednostce lotniczej. Większość czasu spędzał, grając na pozycji środkowego pomocnika, w najpopularniejszej stołecznej drużynie, czyli Polonii Warszawa. Dla zespołu Czarnych Koszul był to sezon nadziei. Klub dopiero awansował po grach eliminacyjnych do Ligi, a Erwin w tym pomógł, z marszu stając się bohaterem kibiców. Od tamtego momentu niesamowicie zżył się z drużyną, a jego nazwisko zaczynało nabierać renomy. Także po zakończeniu służby, Erwin pozostał wierny Polonistom, pracując przy okazji w firmie górniczej. Poza tym Nyc był świetnym zawodnikiem, którego warunki fizyczne (180 cm wzrostu) predysponowały do gry nie tylko w pomocy, ale przede wszystkim w obronie. To był jeden z piłkarzy, który zaczął odgrywać rolę stopera. Umiejętność ta skłoniła Józefa Kałużę oraz szefostwo PZPN, aby w 1938 roku zabrać Erwina na Mistrzostwa Świata na sławny mecz z Brazylią. Trzeba wspomnieć, że nie znalazłby się na nim, gdyby nie kontuzja Jana Wasiewicza, zawodnika lwowskiej Pogoni. Dzięki nieszczęściu kolegi, to Nyc wskoczył do kadry, powiększając w niej grono Polonistów – wcześniej powołanym był Władysław Szczepaniak, który przy okazji tego meczu był kapitanem – Robert Gawkowski, polski historyk kultury fizycznej i sportu, doktor historii, autor publikacji naukowych. W spotkaniu z Brazylią, Erwin zagrał jako jeden z trzech pomocników, obok Wilhelma Góry i Ewalda Dytki. Nie był to jednak pierwszy mecz Nyca w kadrze narodowej. Jego debiut rok wcześniej przypadł na mecz z Danią, który Polska wygrała 3:1. Grywał również w eliminacjach do mistrzostw świata 1938 we Francji, kiedy to przeciwnikiem Biało-Czerwonych była Jugosławia. Licznik gier w kadrze tego rosłego pomocnika zatrzymał się na liczbie 11. Nyc znowu staje się Nytzem. Na początku II wojny światowej, luksusowe mieszkanie Erwina, które znajdowało się w Warszawie, zostało zbombardowane przez niemieckie lotnictwo. Później Nyc został zobowiązany do walki na froncie i popadł w niemiecką niewolę, jednak już po kilku dniach został z niej zwolniony. Powrócił na Górny Śląsk, który wówczas dostał się pod panowanie niemieckie. Jak wszyscy inni piłkarze z tego regionu, został zmuszony do podpisania volkslisty. Górnoślązacy, którzy wówczas występowali do końca sierpnia 1939 roku w najwyższej polskiej Lidze, stali się znowu obywatelami Rzeszy. Ich nazwiska spolonizowane w połowie lat trzydziestych zarządzeniem wojewody Michała Grażyńskiego, otrzymały z powrotem swą niemiecką formę, tak jak były zapisane w metrykach urodzenia. W 1940 roku Erwin zaczął występować w niemieckim klubie. Dzisiaj każdy rozgrzesza taką sytuację, zwłaszcza na Śląsku. Był nawet wzywany dwukrotnie do gestapo. Dopiero po tych rozmowach, pod groźbą wywozu do obozu pracy, zdecydował się na wstąpienie do drużyny okupanta. Nadszedł moment wyboru – być prześladowanym czy grać w piłkę? Katowicki przełożony NSDAP Georg Joschke przyłączył więc Nyca do drużyny 1. FC Kattowitz, podobnie jak dwóch innych graczy: Ewalda Dytko i Ernesta Willimowskiego (który odszedł z niej po niespełna czterech miesiącach). Joschke, w latach trzydziestych, sam prowadził ten klub dla mniejszości niemieckiej w Polsce. W ciągu pięciu sezonów w Gaulidze Górnego Śląska nie osiągnął z nim większych sukcesów. Nie wzbił się nawet powyżej czwartego miejsca w tabeli. W czerwcu tego samego roku w Katowicach, Nyc wziął udział w pierwszym szkoleniu dla graczy z Górnego Śląska, przeprowadzonym przez ówczesnego szkoleniowca Reichu, Seppa Herbergera. Gazeta „Kicker” widziała wtedy w Erwinie podstawowego stopera niemieckiego zespołu, lecz do takiego obrotu spraw nie doszło. Kilka razy Nyc brał udział w meczach zespołu Gauligi Górnego Śląska, gdzie jego opiekunem był Kurt Otto, były trener Schalke i polskiej drużyny narodowej. Tego samego roku został powołany do niemieckiej służby lotniczej w Fliegerhorst. W tym czasie nadal grał w piłkę, w drużynie Luftwaffen Sport Verein. Stacjonował w Berlinie, ale bardzo często w mundurze Luftwaffe przyjeżdżał do Warszawy. Prawdę mówiąc, Erwin lotnikiem nigdy nie został, był jedynie w wojsku pomocniczym. Później został przeniesiony do jednostki Markersdorf w dolnej Austrii, gdzie również grał w lokalnej drużynie złożonej z lotników. Po kilku miesiącach powrócił do Fürstenwalde. Dawno temu rozmawiałem ze Zdzisławem Gierwatowskim, który grał w Polonii Warszawa od 1938 roku, więc znał Nyca osobiście. Mówił mi, że to był swój chłopak, żaden Niemiec, nawet nie posiadał niemieckiego akcentu, a rozmawiali ze sobą w języku polskim – wspominał Robert Gawkowski. W środku wojny, podczas jednego z rozgrywanych meczów, kiedy to Polonia grała w konspiracyjnej lidze, przywdziewając czarne trykoty, wypatrzono Erwina w mundurze Luftwaffe. Przyglądał się swoim kolegom na boisku, a po spotkaniu wybrał się z nimi na prawdziwą „biesiadę”. Podczas wojny moralne opory znikały. Ludzie nie wiedzieli, czy dożyją kolejnego dnia, tygodnia, miesiąca… Najnormalniej na świecie, Nyc przesadził z alkoholem i podczas godziny policyjnej wyszedł na ulicę. Zaczął przy tym wymachiwać pistoletem i wołać: dajcie mi jakiegoś szwaba, ja go ukatrupię! Nie mogło obyć się bez patriotycznego akcentu. Wyobrażacie sobie, że niemiecki żołnierz zaczyna śpiewać hymn Polski? Tak też uczynił Erwin, nad którym prawdopodobnie opatrzność sprawowała swą opiekę – żaden patrol nie przechodził obok miejsca zdarzenia. Pan Zdzisław Gierwatowski mówił, że piłkarze Polonii będący wówczas z Nycem, zaciągnęli go siłą do jakiegoś pokoju, gdzie zasnął. Na szczęście miał broń, którą wymachiwał nadal przy sobie. Gdyby zastrzelił jakiegoś Niemca, to prawdopodobnie czekałby go pluton egzekucyjny albo w najlepszym wypadku karna kampania na Wschód. Pod koniec wojny dostał się także pod rosyjską niewolę. Po powrocie do Pogoni Katowice, gdzie Erwin grał po wojnie, napotkał wiele przeszkód. Był szkalowany przez władze komunistyczne, które mówiły, że musi ponieść konsekwencje za to, iż grał w niemieckich klubach. Poloniści stanęli jednak murem za swoim byłym zawodnikiem. Pisali listy, że Nyc nigdy nie był kolaborantem, współpracował z ruchem oporu, załatwiał pistolety dla Armii Krajowej, lecz nie wiadomo, ile w tym jest prawdy. Wszyscy, którzy z nim kiedyś grali czuli, że żaden z niego Niemiec. Erwin przyznał również, że na początku wojny miał kontakt z byłym polskim selekcjonerem Józefem Kałużą, który doradzał mu, że w ten sposób może uniknąć represji ze strony niemieckich okupantów. Te wypowiedzi pomogły Nycowi, a dochodzenie zostało przerwane. Nie mógł on jednak wyjeżdżać za granicę i nie można było powołać go do reprezentacji piłkarzy z ligi okręgowej, a także reprezentacji Polski. W przypadku Erwina Nyca, Ewalda Dytko, Teodora Peterka i Gerarda Wodarza, UB chciało dokładnie wiedzieć, co robili podczas służby we Wehrmachcie, a przede wszystkim u aliantów. Te przesłuchania napędziły im mnóstwo strachu, że dopiero wiele lat później poczynili jakieś uwagi na ten temat. Oficjalnie ich życiorysy podawały, że zostali zmuszeni do służby we Wehrmachcie, poczuwali się polakami i przy pierwszej okazji zdezerterowaliby – fragment książki Thomasa Urbana „Czarny orzeł, biały orzeł”. Erwin był człowiekiem o dobrym sercu – przywoził czasem z Niemiec, podobnie jak Karol Kossok to, czego nie było wtedy w Polsce. Mowa tutaj o piłkach, korkach czy sprzęcie piłkarskim. Prawdziwy spokój w jego życiu nadszedł po 1948 roku, kiedy zmienił pisownię nazwiska na polską. Z Erwina Günthera Nytza stał się Edwardem Piotrem Nycem. Brzmiało po naszemu, ale na Polonii nadal wołano na niego Erwin. Nikt nie widział w tym nic złego – znacząca część tych Polonistów zamieszana była w powstanie warszawskie, więc byli uczuleni na zdradę, lecz do Erwina nic nie mieli. Widzieli, że zmiana imienia ma na celu ułatwić mu drogę w tej nowej, komunistycznej rzeczywistości. Po zakończeniu aktywnej kariery sportowej Nyc próbował swoich sił w latach 50. w kilku drużynach z Górnego Śląska jako trener (m.in. w AKS Chorzów), jednak nie udało mu się zaistnieć w żadnym z prowadzonych zespołów. Opowieść o Erwinie Nycu sięgnie 1957 roku, kiedy to zorganizowany został jubileusz Wacława Kuchara. Zrobiono wówczas wielki mecz oldbojów pomiędzy Pogonią Lwów a Polonią Warszawa. Trzeba widzieć to, jako pewien opór w stosunku do komuny – był to październik, więc można było pozwolić sobie na więcej. Plakaty i wypowiedzi sugerowały, że Polonia podejmować będzie starą Pogoń. Spotkanie to miało przypomnieć o tym, że Lwów kiedyś był polski. Z Bytomia czy Wrocławia przyjechali dawni lwowiacy, a Polonia zaprosiła Erwina Nyca, a także Wilhelma Grolika, postać mniej znaną, ale również w swej historii kontrowersyjną. Wszyscy cieszyli się z obecności Erwina. To najlepszy dowód na to, jak go odbierano. Podczas wojny, w stosunku do jego osoby, było sporo niedomówień – dzisiaj chyba już nikt nie mówi negatywnie o poczciwym Erwinie, który zmarł w wieku 73 lat na terenie Piekar Śląskich.
@NaFazieHitman , @DaPidejpi , @Lionel_Messi10 , @MesQueUnClub96 , @Pawel13sz , @Roni/VEB , @Sensible , @Symson , @patataj
14
Szczęśliwa końcówka sezonu:
Równiótko 30 lat temu(24 maja 1992 r.) FC Barcelona rozgromiła na wyjeździe Real Valladolid 1:6 w 36 kolejce Primera Division, po 2 golach Stoiczkowa, Koemana i Nadala. To zwycięstwo pozwoliło Blaugranie zbliżyć się na jeden punkt do Realu Madryt a w ostatniej kolejce(dzięki wygranej Tenerife z Realem) sięgnąć po mistrzostwo Hiszpanii.
@patataj
@Symson
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@Sensible