FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
Ferran Torres kompletnie mnie nie przekonuje i to nie od dziś! Czy on kiedykolwiek udowodni mnie swoją przydatność ,,naszej" drużynie? Oby dzisiaj...
1
@Janiama Obyśmy dzisiaj wygrali ale jeśli chodzi o zabawe w typowanie to ja typuje wynik 1:1
9
,,Wisełka” popłynęła:
21 sierpnia 2001 r. FC Barcelona pokonała Wisłe Kraków 1:0 w ramach 3 rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Był to rewanż za dramatyczny pojedynek sprzed 2 tygodni. Jedynego gola w meczu bez historii zdobył w 72 minucie Luis Enrique. Wisła nie stworzyła sobie żadnej okazji pod bramką Bonano a najlepsze noty w drużynie gospodarzy zebrał Xavi Hernandez.
@NaFazieHitman
@patataj
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Sensible
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Symson
1
@Lionel_Messi10 Całe szczęście,ponieważ Borussia to jedyny niemiecki klub, który toleruje i nawet bardzo lubie :)
0
@ChampionLW Trzeba jeszcze mieć taki program a nie każdy dysponuje takimi kanałami...
12
Debiuty żywych legend:
21 sierpnia 2010 r. w barwach FC Barcelony zadebiutował znakomity napastnik David Villa. Miało to miejsce w rewanżowym meczu o Superpuchar Hiszpanii z FC Sevilla, wygranym przez Barçe 4:0. Villa pojawił się na boisku w 56 minucie zastępując Pedro. Warto dodać iż hattrickiem w tym spotkaniu popisał się Leo Messi. Pamiętajmy również że Barça od tamtego sezonu dysponowała wówczas jednym z najwspanialszych tercetów w historii klubu a mianowicie M.V.P. czyli Messi, Villa, Pedro!
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Sensible
@DaPidejpi
8
Trofeu Joan Gamper:
21 sierpnia 1984 r. FC Barcelona pokonuje Boca Juniors aż 9:1! w półfinale Pucharu Gampera. To najwyższe zwycięstwo w historii meczów o ten puchar. Gole dla Blaugrany zdobyli: Alexanco(2), Archibald(2), Caldere, Schuster, Carrasco, Esteban i Marcos. W 2013 r. Duma Katalonii wyrównała to osiągnięcie pokonując FC Santos 8:0.
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
10
Dyktatura wobec FC Barcelony:
20 sierpnia 1943 r. zakończyła się kadencja prezydencka Enrique Piñeyro w FC Barcelonie. Piñeyro został wybrany przez władze reżimu Franco, mimo że nie interesował się sportem i nigdy nie był na żadnym meczu piłkarskim. Niezależnie od poglądów politycznych był bardzo dobrym prezydentem. Za jego kadencji powiększono Camp de Les Corts, zbudowano boisko do koszykówki a klub rozszerzono o sekcje baseballu, piłki ręcznej i kolarstwa. W 1942 r. Duma Katalonii zdobyła pierwsze trofeum od lat a mianowicie Copa del Generalismo ale w tym samym roku musiała się bronić przed spadkiem do drugiej ligi. Wygrała jednak łatwo mecz barażowy z Murcią 5:1. Po sezonie Piñeyro zrezygnował ze stanowiska, mówiąc iż wypełnił swoją misje. Władze nakazały mu jednak powrót na stanowisko. Podał się do dymisji rok później po ,,skandalu na Estadio Chamartain”.
@Symson
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
7
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
19 sierpnia 1938 r. w Chorzowie urodził się Roman Bazan. Wychowanek AKS-u Chorzów, skąd w wieku 15 lat przeniósł się do Startu. W 1958 r. został graczem Zagłębia Sosnowiec. Początkowo występował jako napastnik, ale później przekwalifikowano go na środkowego obrońcę. Kiedy kontuzję odniósł jeden ze stoperów zespołu, to trener stwierdził, że w ataku sobie jakoś poradzą, ale na obronę nie ma kogo dać. Wybór pasł na Bazana. Mimo że był przeciętnego wzrostu, to poradził sobie bardzo dobrze i już tak zostało. Po jednym sezonie przeszedł do Śląska Wrocław, ale po dwóch latach wrócił nad Brynicę. W sosnowieckim klubie występował przez kolejne 13 lat. W sumie reprezentował jego barwy w 305 ligowych spotkaniach, co jest rekordem do dzisiaj. W Sosnowcu stał się królem klubowej defensywy i prawdziwym liderem zespołu. Spokój, jaki zapewniał w tyłach, pozwolił zawodnikom osiągać znaczące sukcesy w latach 60. Zagłębie z Bazanem w składzie dwukrotnie sięgnęło po Puchar Polski (1962 i 1963) oraz trzykrotnie finiszowało w lidze na drugim miejscu (1964, 1967 i 1972). W 1964 r. klub zaproszono do wzięcia udziału w rozgrywkach amerykańskiej Interligi. Polacy spisali się znakomicie i zdecydowanie wygrali swoją grupę. W finale nie dali szans Werderowi Brema i wygrali całe rozgrywki. Zwycięzca zyskiwał prawo gry o Puchar Ameryki z Duklą Praga, ale Czesi okazali się wówczas zbyt wymagającym rywalem. W reprezentacji Bazan rozegrał 21 meczów i strzelił dwie bramki – obie w wygranym 9:0 meczu z Norwegią w Szczecinie. Po odejściu z Zagłębia w 1973 r. próbował swoich sił przez jeden sezon w amatorskim Racingu Calais we Francji. Wkrótce jednak wrócił do Sosnowca, gdzie cieszył się z tego, że w spokoju może sobie przyjść na stadion i oglądać mecze ukochanej drużyny. W Reprezentacji rozegrał 21 meczów, strzelając 2 gole.
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@patataj
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Sensible
@Symson
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
0
@ZwyklyKibicBarcy04 Właściwie to niemal każdy piłkarz Realu Madryt, w końcu to jest wróg naczelny i nic tego nigdy nie zmieni. No oczywiście są wyjątki takie jak np. Raul Gonzalez ale to tylko wyjątki...
9
Kalendarium futbolu w Hiszpanii:
19 sierpnia 1988 r. hiszpańska federacja piłkarska zwiększyła limit obcokrajowców do trzech piłkarzy. W latach 1953-73 zespoły hiszpańskie nie mogły zatrudniać piłkarzy z innych krajów. Limit właściwie nie obowiązywał w Realu Madryt, który nie napotykał problemów przy przyznawaniu hiszpańskiego obywatelstwa graczom z zagranicy. W 1973 r. oficjalnie zezwolono na zatrudnienie dwóch obcokrajowców więc Blagrana pozyskała Cruijffa i Sotila, którzy pozwolili Dumie Katalonii zdobyć pierwsze mistrzostwo Hiszpanii po długiej przerwie. W 1988 r. zwiększono limit do 3 graczy z poza Hiszpanii i wraz z przyjściem na ławke trenerską Cruijffa pozyskano Danny’ego Mullera z Ajaxu. Holenderskiego szkoleniowca krytykowano za tę decyzje, mówiąc że zatrudnił rodaka tylko dlatego że był narzeczonym jego córki. Trener rezerw Lluis Pujol musiał wystawiać Mullera kosztem Tito Vilanovy a gdy wyraził sprzeciw został wyrzucony z klubu. W 1989 r. gdy związek Chantall Cruijff i Mullera się rozpadł pomocnik musiał odejść z powodu ,,słabej gry”. Na początku lat 90-tych kluby hiszpańskie mogły już zatrudniać czterech obcokrajowców ale tylko trzech mogło znajdować się na boisku jednocześnie w danym spotkaniu. Powodowało to sytuację że Romario, Stoiczkow, Koeman albo Laudrup musieli siedzieć na ławce rezerwowej i z reguły rezerwowy zmieniał innego obcokrajowca, co było zgodne z przepisami.
@patataj
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@Symson
@Sensible
3
@Darek_Maruszczak Owszem, Puchar Katalonii nie jest brany pod uwage jako oficjalne spotkanie, lecz pan tego nie zaznaczył iż jest to oficjalne bądź o punkty spotkanie. Natomiast ja wyraźnie to zaznaczyłem w komentarzu na La Rambla a to jest jednak różnica.
3
Nieprawda panie Darku. Xavi Hernandez zadebiutował w barwach Blaugrany w meczu półfinałowym o Puchar Katalonii z UE Lleida, wygranym przez FC Barcelone 2:1. To wydarzenie miało miejsce równo 25 lat temu(24 marca 1997 r.). Prosze to sobie dokładnie sprawdzić.
0
Już mam! Dokładnie to zadebiutował 24 marca 1997 r. w półfinale Pucharu Katalonii z UE Lleidą.
1
@Pawel13sz Ale w meczu o stawke, bo wogóle to zadebiutował jeśli dobrze pamiętam jakiś rok wcześniej
1
@arasz1819Owszem zgadza się w 1998 to było. Moja pomyłka przepraszam
6
@FCBparasiempre 18 sierpnia 1961 r. urodził się Czesław Jakołcewicz, obrońca i pomocnik. Grał u trenera Guusa Giddinka w jednej drużynie z Toni Schumacherem. Strzelał gole w pucharach Panathinaikosowi i Olympique Marsylia, zmagał się w porywających meczach z innymi europejskimi potęgami. Dla Jakołcewicza Cedynia, gdzie się urodził, to dobre geny i czas wzrastania do roli solidnego piłkarza ale wszystko co osiągnął naprawdę wartościowego w futbolu, działo się w Lechu Poznań. Wcześniej był cenionym drugoligowcem w Stali Stocznia Szczecin. Jasne było że to się musi skończyć że skoro nie da się awansować z drużyną, trzeba wykonać samodzielny krok do ekstraklasy. Nie można było tracić czasu, miał już 22 lata. ,,Dostałem oferte od Mariana Dziurowicza z GKS Katowice, w zasadzie byłem już zdecydowany. Wtedy jednak do Szczecina przyjechał Teodor Napierała, wieloletni piłkarz Lecha a potem jeden z trenerów. Umiał mnie przekonać że w Lechu będzie mi lepiej, że trener Łazarek widzi we mnie potencjał. Miałem jeszcze przyjechać do Poznania żeby wszystko obejrzeć na miejscu. Drużyna była wtedy na zgrupowaniu ale w klubie został Mirek Okoński, chyba leczył kontuzje i kto wie, może właśnie jego obecność stała się dla mnie ostatecznym argumentem. Grać z tak fantastycznym piłkarzem w jednej drużynie to sama przyjemność a on już przy pierwszym spotkaniu traktował mnie jak swojego. Nie mogłem się wycofać. No i z Poznania będę miał zdecydowanie bliżej do domu niż z Katowic. Tak sobie powiedziałem aby rozwiać już ostatnie wątpliwości”- opowiada wychowanek Czcibora Cedynia. Pojawił się też ważny czynnik, który nęcił a zarazem onieśmielał- Lech był mistrzem Polski, szykował się do gry w Pucharze Europy i do obrony tytułu w kraju. Fantastyczne perspektywy ale jak chłopak wyciągnięty z drugiej ligi miał się wpisywać w te kreślone z rozmachem plany? ,,Uznałem iż pierwszy sezon będzie nauką że przy dobrym układzie dostane trochę minut ale najwięcej pracy i tak będzie mnie czekać na treningach”- opowiada Jakołcewicz. Trener Łazarek miał inny plan. 30 lipca 1983 r. Lech grał w Gdańsku z Lechią zorganizowany pierwszy raz w historii mecz o Superpuchar. Jakołcewicz wystąpił w podstawowym składzie. Przyjemne zaskoczenie zostało przytłumione minimalną porażką po golu straconym na 3 minuty przed końcem meczu. Jeżeli to miał być dla Jakołcewicza test przydatności, to wypadł pozytywnie bo tydzień później, w niedziele o 11.00 na stadionie przy Bułgarskiej wybiegł w podstawowym składzie na otwierającą dla Lecha ligowe rozgrywki konfrontacje z Wisłą Kraków. ,,Zagrałem na środku obrony przy u boku Józka Szewczyka. Na trybunach było 30 tysięcy ludzi. Płyneła od nich dobra energia bo to przecież pierwszy mecz mistrza Polski w nowym sezonie i do tego poważny rywal. Dostałem zlecenie opieki nad Andrzejem Iwanem i to też zrobiło na mnie wrażenie, w końcu chodziło o świetnego napastnika, dwukrotnego uczestnika mundiali”- podkreśla pan Czesław. Tym razem to do Lecha uśmiechnęło się szczęście. W 90 minucie piłke głową do bramki wpakował Józef Adamiec i debiutujący w ekstraklasie(tak samo jak Jakołcewicz) sędzia Michał Listkiewicz wskazał na środek boiska. Początek sezonu układał się obiecująco bo Lech dobrze spisywał się nie tylko w lidze ale 13 września w pierwszej rundzie Pucharu Mistrzów pokonał w Poznaniu Athletic Bilbao! Skończyło się na 2:0 a powinno być znacznie wyżej bowiem mistrzowie Hiszpanii byli tego dnia wyraźnie słabsi od Polaków. Jakołcewicz zagrał z Lechem wiele świetnych pucharowych meczów: z Liverpoolem, Borussią Mönchengladbach, FC Barceloną, Olympique Marsylia czy Panathinaikosem Ateny ale starcie z ekipą z kraju Basków nawet na tym tle było wyjątkowe. Zdarzył się bowiem występ, po którym jedyna pretensja do Kolejarza polegała na tym że z najlepszą hiszpańską drużyną wygrał tylko 2:0… Jednak w rewanżu stało się coś strasznego. Athletic przejechał się po mistrzu Polski i wygrał 4:0! ,,Mówiąc najkrócej: utuczyli nas przed meczem a potem zjedli”- gorzko żartuje Jakołcewicz. Z tym utuczeniem było wiele prawdy bo gospodarze przez 2 przedmeczowe dni podejmowali lechitow po królewsku. W luksusowym hotelu mieli wszystkiego pod dostatkiem, podsuwano im pod nos smakołyki a oni wszystkiego chętnie próbowali, być może pierwszy raz w życiu. ,,Sympatycznie skończyło się, gdy zeszliśmy z przedmeczowej rozgrzewki. Podczas niej murawa była sucha, nawet twarda, więc założyliśmy ,,lanki”. Tymczasem na kilka minut przed gwizdkiem sędziego gospodarze obficie polali boisko. Nagle zrobiło się niemal grzązko i my, wielkie chłopy, mieliśmy problemy z utrzymaniem równowagi, oczywiście szwankowała zwrotność i start do piłki”- wymienia Jakołcewicz. Miejscowi zaś byli w swoim żywiole. Kilka dni wcześniej jeden z ulubieńców kibiców Andoni Goikotxea w ligowym meczu z FC Barceloną złamał noge Diego Maradonie. Cała Hiszpania, cały piłkarski świat był oburzony, nazywano go ,,Rzeźnikiem z Bilbao”. Lecz w swoim mieście Goikotxea stał się jeszcze większym bohaterem. ,,Kibice dali mu niesamowite wsparcie, gorące trybuny skandowały ,,Goiko, Goiko!” i on rzeczywiście był znakomity. My już na początku straciliśmy naszego reżysera Miłoszewicza i do tego jeszcze gola, oczywiście po strzale Goikotxei. Byliśmy tym wszystkim oszołomieni. Przyjechaliśmy przetrwać, obronić nie lichą przewagę ale plan szybko runął”- opowiada nasz bohater. Do przerwy Lech przegrywał 0:2, więc stan rywalizacji wrócił do wyjściowego remisu, lecz to tylko pozory. Po zmianie stron Athletic dorzucił następne 2 gole. ,,W drugiej połowie zagonili nas, byliśmy bez szans. Mam wrażenie że gdyby musieli nam strzelić 6 goli, to też by strzelili”- uczciwie przyznaje Jakołcewicz. Ten mecz był tragiczny w skutkach dla Józefa Szewczyka. Stoper Lecha pierwszy raz wtedy głośno powiedział w szatni że miał problemy ze wzrokiem bo ostro żarzące się reflektory sprawiały że nie widział śmigającej w powietrzu piłki. ,,Mówił że źle się czuje. Nikt z nas nie mógł przypuszczać że to koniec kariery i zaczyna się jego heroiczna walka ze śmiertelną chorobą. Od tej pory w ogóle przestał grać ale od czasu do czasu nas jeszcze odwiedzał. Tłumaczył że musi się porządnie wyleczyć, choć nie mówił, co mu dokładnie jest. Potem widywaliśmy go coraz rzadziej. Wyglądał gorzej, mizerniał. Zmarł na raka gałki ocznej. Nie dożył nawet czterdziestki…”- wspomina Jakołcewicz. Przykładne lanie w Bilbao wszystkim doskwierało ale dla Jakołcewicza było też niczym chrzest bojowy i zarazem definitywna przepustka do drużyny. Pokazał że daje rade że przeskok z drugiej ligi do ekstraklasy nastąpił bezboleśnie. Potem okazało się że jest piłkarzem na miare reprezentacji, choć w niej nigdy nie odgrywał jakiejś szczególnej roli. W każdym razie uzbierał 15 meczów. W kraju cieszył się dobrą opinią. Tak dobrą że w 1990 r. zainteresował się nim sam Guus Hiddink. Po tym jak 4 razy z rzędu zdobył z PSV Eindhoven mistrzostwo Holandii, przyjął oferte z Fenerbahche Stambuł. Potrzebował doświadczonego stopera i usłyszał że 29-letni Polak spełnia wymagane kryteria. ,,Była już końcówka jesieni, graliśmy półfinał Pucharu Polski z ŁKS. Do Łodzi wybrał się Hiddink. Wiedziałem że będę obserwowany przez tak zacnego gościa i… wszyscy zagraliśmy słabiutko. Porażka 0:2, bez żadnej dyskusji. ,,No to już pojechałem do Turcji. Dzięki chłopaki!”- rzuciłem smutno w szatni. Jednak zadzwonił za trzy dni zadzwonił telefon ze Stambułu że chcą dopiąć transfer! Życie potrafi zaskoczyć”- kwituje piłkarz. Bardzo szybko wkupił się w łaski fanów. Pierwsze spotkanie i od razu derby z Galatasaray! Jego zespół wprawdzie przegrał 1:2 ale on sam strzelil gola z karnego. Drugi mecz i… derby z Besiktasem! Tym razem remis 1:1 a Polak znowu wśród wyróżniających się piłkarzy. ,,Miałem dobre wejście. Świetnie dogadywałem się z trenerem Hiddinkiem i szybko złapałem kontakt z naszym bramkarzem, którym był oczywiście Toni Schumacher. Gadaliśmy o wszystkim ale był jeden temat, którego nie chciał ruszać: sprawa jego skandalizującej książki ,,Anpfiff”, robiącej wtedy furore wśród czytelników”- przyznaje Jakołcewicz. Podkreślał że nigdy nie grał w klubie tak profesjonalnie zarządzanym jak Fenerbahche a jednak po sezonie odszedł. ,,Zawiedliśmy w lidze, bo jako wcześniejszy wicemistrz zajeliśmy dopiero 5 miejsce. Do tego nie zdobyliśmy Pucharu Turcji. W półfinale przegraliśmy z Ankaragucu(1:3) a ja nie strzeliłem karnego przy stanie 1:1. Jak na ironie bo wcześniej w ligowym meczu z tym samym rywalem i temu samemu bramkarzowi strzeliłem 2 karne. Po nieudanym sezonie była presja na zmiany, której uległem. Zgodziłem się odejść, chociaż mogłem negocjować. Szkoda że nie zostałem w tej Turcji na dłużej. Jakoś za szybko zadowoliłem się tym, co już zagrałem. Trzeba było jeszcze powalczyć bo zawsze warto walczyć do samego końca. Żałuje że wtedy tak nie pomyślałem”- wspomina pan Czesław. Po epizodzie w lidze duńskiej wrócił do Polski by zakończyć karierę w Huraganie Pobiedziska. Czesław Jakołcewicz trzykrotnie sięgał po mistrzostwo Polski i po razie zdobył Puchar Polski oraz Superpuchar Polski.
6
Zapomniane legendy rodzimego futbolu(w odpowiedzi na mój komentarz):
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Symson
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Sensible
@Pawel13sz
@patataj
@DaPidejpi
10
Debiuty żywych legend FC Barcelony:
18 sierpnia 1999 r. Xavi Hernandez zadebiutował w barwach Dumy Katalonii w meczu o stawkę. 18-letni wówczas pomocnik rozegrał pełne 90 minut w pierwszym meczu o Superpuchar Hiszpanii z RCD Mallorca przegranym przez Barçe 2:1. W 16 minucie Xavi otworzył wynik spotkania silnym uderzeniem pod poprzeczke po podaniu Nadala. Zatem debiut ze strzelony golem można uznać za udany.
Również 18 sierpnia, lecz 5 lat później(2004) debiutują w pierwszej drużynie FC Barcelony w towarzyskim meczu z FC Vilafranca: Samuel Eto’o i Anderson Luis de Souza(zwany Deco). Mecz zakończył się zwycięstwem Barçy 6:0 a Eto’o(dwukrotnie) i Deco zdobyli nawet gole w debiucie. To właśnie w tamtym 2004 r. po przybyciu do Barçy Deco a zwłaszcza Eto’o pokochałem Blaugrane bezgranicznie i bezwarunkowo. Doskonale wówczas wiedziałem że jest już w klubie Ronaldinho, który mi się spodobał podczas Mundialu w Korei i Japonii, po czym dołączyła ta dosyć znana już wtedy dwójka piłkarzy. Tamtego sierpnia narodziło się głębokie uczucie do Katalońskiej Dumy i tkwi nieprzerwanie…
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Symson
@Sensible
@patataj
@DaPidejpi
8
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
17 sierpnia 1913 r. w Lipinach urodził się Ryszard Piec. Niektórzy piłkarze są praktycznie synonimami swoich klubów. Tak właśnie jest z Ryszardem Piecem i z Naprzodem Lipiny. Związany był z tym klubem przez całą swoją karierę. W Lipinach był jednym z najważniejszych ludzi. Kiedy jechał tramwajem, to motorniczy zatrzymał się tam, gdzie zażyczył sobie Piec. Ze swoim ukochanym klubem zawzięcie walczył o awans do elity, ale za każdym razem pechowo tracili szanse. Najbliżej byli w 1937 r., ale lepsi od nich okazali się zawodnicy Brygady Częstochowa, którzy zresztą i tak potem przegrali rywalizacje z warszawską Polonią i Śmigłym Wilno. Największy sukces Piec odniósł w czasie okupacji. Razem ze swoim klubem, który występował wówczas pod nazwą TuS Lipine, w 1942 r. dotarli do półfinału Pucharu Niemiec. Po drodze odprawili z kwitkiem kluby z Krakowa, Wrocławia, Dęblina i Berlina, ale w pojedynku o finał musieli uznać wyższość TSV 1860 Monachium z Ernestem Wilimowski w składzie. Przegrali 0:6, ale chwalono ich ofiarną i ambitną grę. Na boisku zwracali się do siebie po polsku, co zdecydowanie nie podobało się niemieckim władzom. Mimo że nigdy nie zagrał w pierwszej lidze, to miał mocną pozycję w reprezentacji. Pierwszy raz Józef Kałuża dał mu szansę 18 sierpnia 1935 r. w meczu z Jugosławią (2:3). Od tego czasu stał się jednym z jej podstawowych zawodników. Pierwszą bramkę strzelił w meczu z Belgią 16 lutego 1936 r. Na igrzyskach w Berlinie zagrał w spotkaniach z Węgrami, Wielką Brytanią i z Austrią. Zabrakło go tylko w meczu o brąz z Norwegami. Dwa lata później wystąpił w spotkaniu z Brazylią w Strasburgu. Po tym meczu niedowidział na jedno oko, bo brazylijski obrońca Domingos da Guia w czasie jednego ze starć, wepchnął mu w nie palec. Z orłem na piersi ostatni raz wystąpił w zremisowanym 3:3 meczu z Belgią 27 maja 1939 r. Wielokrotnie miał oferty z innych klubów, ale zawsze pozostawał wierny Lipinom. Grał na pozycji prawoskrzydłowego. Był dość wysoki jak na tę pozycję, ale dzięki swojej szybkości, przebojowości i znakomitemu wyszkoleniu technicznemu śmiało można go określić mianem piłkarza najwyższej klasy. Karierę zakończył w 1951 r. Później mógł zostać szkoleniowcem Górnika Zabrze, ale pod jednym warunkiem. Musiał wstąpić do PZPR. Piec nie miał zamiaru się jednak na to godzić i odmówił. W Lipinach spędził resztę życia. Zmarł w wieku 66 lat na miażdżycę. W Reprezentacji rozegrał 21 meczów, strzelając 3 gole.
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
9
Feliz cumpleaños Thierry!
Dzisiaj swoje 45 urodziny obchodzi Henry, francuski napastnik, o którym chyba nie muszę się rozpisywać ponieważ każdy sympatyk futbolu powinien go znać. Dziękujemy Thierry’emu za te 3 lata gry i sukcesów w ,,naszym” klubie. Wspaniale uzupełniał atak z Messim, Ronaldiho i Eto’o.
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Symson
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
14
Oliwa zawsze sprawiedliwa?
17 sierpnia 2011 FC Barcelona wygrała El Clasico w rewanżowym meczu Superpucharu Hiszpanii 3:2 i zdobyła trofeum. Wydarzenia boiskowe zeszły jednak na drugi plan ze względu na sytuacje z samej końcówki drugiej połowy. Marcelo brutalnie sfaulował Fabregasa przy linii autowej i wywiązała się wielka przepychanka pomiędzy niemal wszystkimi piłkarzami i członkami sztabów szkoleniowych. W efekcie czerwone kartki obejrzeli David Villa i Mesut Özil. Jednak najbardziej ordynarne było zachowanie Jose Mourinho, który podszedł do Tito Vilanovy i wsadził mu palec w oko. Tito odepchnął agresora, który ironicznie się uśmiechał a na konferencji prasowej po meczu stwierdził iż nie wie kim jest jakiś ,,Pito Vilanova”. Publiczna hiszpańska telewizja TVE zmanipulowała relację z tych wydarzeń, przedstawiając Vilanove jako prowodyra całego zdarzenia. Po kilku dniach TVE wyemitowała przeprosiny za nierzetelny materiał… o godzinie 3.00 nad ranem!
@Sensible
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@patataj
@Ogorinho1974
@Symson
@Pawel13sz
11
Wspominamy byłych trenerów FCB:
16 sierpnia 1995 r. w wieku 83 lat zmarł Ljubiša Broćić. Ljubiša był trenerem FC Barcelony w sezonie 1960-61. Prowadził zespół zaledwie przez pół roku, lecz odpowiada za sprowadzenie takich legend jak Sadurni czy Fuste. Jego drużyna zaczęła sezon od 6 zwycięstw a w późniejszym okresie między innymi wyeliminowała Real Madryt z Pucharu Europy, lecz seria słabszych występów na przełomie roku poskutkowała zwolnieniem Broćicia w styczniu 1961 r. Jego miejsce zajął dotychczasowy asystent, Enrique Orizaola.
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Symson
@Sensible
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@patataj
0
@P33ck No co ty! W żadnym wypadku! To tylko zbieżność nazwisk
11
Legendy rodzimego futbolu:
16 sierpnia 1974 r. w Białymstoku urodził się Tomasz Frankowski. ,,Franek, Franek, łowca bramek”. To jedna z najpopularniejszych przyśpiewek na polskich stadionach na przełomie XX i XXI wieku. Niski, filigranowy napastnik dysponował jednym z najlepszych nosów strzeleckich w Ekstraklasie w historii. Jako ostatni otarł się o legendarne wyniki skuteczności Ernesta Pohla i Lucjana Brychczego. Według różnych wyliczeń strzelił on 167-169 goli. W zależności od przyjętej interpretacji daje mu to: 4, 3 ex aequo z Cieślikiem lub 3. Samodzielne miejsce na liście strzelców wszech czasów Ekstraklasy. Od lat 60-tych nie było więc równego mu snajpera w lidze. Mógł nawet prześcignąć Pohla i Brychczego ale w sumie aż 8 lat kariery spędził na występach zagranicznych. W nawjwyższej polskiej lidze osiągnął średnia 0,55 gola/mecz. W klubie 100 ostatnim zawodnikiem z lepszym wskaźnikiem od niego był Lubański(0,7). Gdyby został w Polsce przez całą karierę i legitymował się taką skutecznością, to jego dorobek wyniósłby blisko ponad 250 goli! Czterokrotnie zostawał królem strzelców Ekstraklasy. Daje mu to ex aequo pierwsze miejsce na liście zdobywców tego tytułu wszech czasów razem z Kmiecikiem i Lubańskim. Repertuar jego możliwości w polu karnym był nieograniczony. Strzelał prawą, lewą nogą, nawet głową, pomimo niezbyt imponujących warunków fizycznych. Po prostu zawsze z piłką stanowił śmiertelne zagrożenie dla rywali. Jego znakiem rozpoznawczym pozostała jednak tzw. ,,podcinka”, czyli miękkie, niezbyt wysokie i mocne przerzucenie piłki nad wybiegającym bramkarzem. Do dziś komentatorzy telewizyjni w Polsce widząc takie zagrania często mówią: ,,podcinka a’la Frankowski”. Jego popisem był szczególnie sezon 2004/05. W 26 kolejkach osiągnął on wynik aż 25 goli. Ostatnie lepsze średnie pod tym względem były dziełem Teodora Anioły, Gerarda Cieślika i Jana Liberdy pół wieku wcześniej! W całym 2004 r. w Ekstraklasie 30 razy skierował piłke do siatki przeciwników, co jest zdecydowanie najlepszym wynikiem.
Wisła Kraków wyposażona na początku dekady w strzelby w postaci Żurawskiego oraz ,,Franka” była śmiercionośną maszyną. Razem z Białą Gwiazdą na przełomie wieków zdobył 5 razy mistrzostwo Polski! Do tego dochodzą też 3 wicemistrzostwa. W żadnym z sezonów w składzie z tym napastnikiem krakowski zespół nie spadł poniżej drugiego miejsca! Do tego dochodzi też Puchar Ligi oraz 2 Puchary Polski. Pierwszy zawodnik w XXI wieku, który strzelił ponad 100 goli. Po wojażach zagranicznych Frankowski zasilił szeregi Jagiellonii Białystok, klubu ze swojego rodzinnego miasta, gdzie w 1992 r. zadebiutował w Ekstraklasie i strzelił swojego pierwszego gola. Na Podlasiu do swojej kolekcji dołożył kolejny triumf w Pucharze Polski, Superpuchar Polski oraz ostatni z czterech tytułów króla strzelców. Dzięki temu został pierwszym zawodnikiem w XXI wieku, który zdobył go w dwóch różnych zespołach. Jest też najstarszym zwycięzcą tej klasyfikacji w historii. Liczył sobie w tej chwili już prawie 37 lat! Temu lisowi pola karnego nie dość było jednak strzeleckich wyczynów. W kolejnej edycji znów seryjnie trafiał do siatek przeciwników. Ostatecznie z liczbą 15 goli miejsca ustąpił tylko młodszemu o 14 lat Rudnevsowi. Po strzeleniu swojego 168 gola i awansie na 3 miejsce w tabeli strzelców wszech czasów zaprezentował okolicznościowy trykot. Były na nim wypisane wszystkie nazwiska asystentów, którzy pomogli mu zdobyć gole. Na szczycie listy znalazł się oczywiście ,,Żuraw”, długoletni konkurent a zarazem kolega klubowy. Jest jednym z 7 piłkarzy figurujących zarówno w Klubie 100, jaka i w klubie 300. Wśród członków tego drugiego grona, liczbą zdobytych goli ustępuje wyłącznie Brychczemu. Jako drugi zawodnik w historii, po Teodorze Peterku, 20 rocznicę swego debiutu w Ekstraklasie świętował jako nadal aktywny gracz tego poziomu rozgrywkowego! W reprezentacji Polski wszyscy pamiętają Frankowskiego głównie z eliminacji zakończonych awansem do mundialu w 2006 roku. Selekcjoner Paweł Janas przekonywał się do niego opornie. Napastnik Wisły znalazł się w składzie chyba bardziej z powodu presji mediów. Trener wprowadzał go zaś początkowo na zmiany. Mimo to snajperowi nie trzeba było wielu kontaktów z piłką. Pokonał golkiperów 4 z 5 rywali w tych kwalifikacjach. Łącznie aż 7 razy wpisał się na liste strzelców, w tym zawiera się m.in. hat-trick z Azerami oraz przepiękny gol przeciwko Anglii zdobyty z woleja. W europejskiej części kwalifikacji skuteczniejsi od niego byli tylko Koller, Ibrahimović oraz Pauleta. Mimo tego Frankowski nie znalazł się w drużynie powołanej przez Janasa na mundial, co stanowiło jedno z największych zaskoczeń. Selekcjoner jednak nigdy nie zaufał mu w pełni a po wyjeździe z Polski ,,Franek” zatracił skuteczność. Ostatecznie więc nie znalazł się w składzie. Nigdy przez to nie wyjechał na wielką impreze. Ponownie głosy o powołaniu Frankowskiego odzywały się przed Euro 2012. Był wtedy w dobrej formie, w dwóch poprzednich sezonach zdobył blisko 30 goli w lidze. Franciszek Smuda postanowił go jednak zabrać tylko w roli… trenera napastników. Indywidualnie wśród jego nagród znajduje się tytuł Piłkarza Roku 2005 katowickiego ,,Sportu” oraz dwie statuetki od ,,Piłki nożnej”. Jedną wywalczył w roli Odkrycia Roku, drugą dostał jako Osobowość Roku. Kariere wyczynową zakończył w 2013 r. Obecnie mieszka w Białymstoku. Był drugim członkiem Klubu 100, który zdobył tytuł króla strzelców w dwóch różnych drużynach, po Erneście Pohlu.
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@patataj
@DaPidejpi
2
@Pawel13sz Zaskoczyłeś mnie bardzo pozytywnie tą wypowiedzią. Serdecznie ci dziękuje za te słowa i pozdrawiam :)
1
@Comentateiro No ja akurat nie szukam sensacji tylko chciałem ci powiedzieć że twoja deklaracja jest bardzo odważna i nieco ryzykowna ale całkowicie ją szanuje. Ja osobiście uważam że Xavi jednak przetrwa do końca sezonu, co by się nie stało...
10
Debiuty legend:
16 sierpnia 1979 r. w barwach Dumy Katalonii zadebiutował Alan Simonsen, błyskotliwy duński napastnik. Miało to miejsce w towarzyskim meczu z Royal Antwerp FC zakończonym remisem 2:2.
16 sierpnia 1997 r. w barwach FC Barcelony zadebiutował Rivaldo Vitor Borba Ferreira. Miało to miejsce w meczu finałowym o Puchar Gampera wygranym przez Barçe rzutami karnymi 6:5(w meczu 2:2). Rivaldo wykorzystał wówczas karnego w serii rzutów karnych.
@DaPidejpi
@patataj
@Pawel13sz
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Sensible
@Symson
@Ogorinho1974
10
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
15 sierpnia 1919 r. w Poznaniu urodził się Edmund Białas, drugi członek poznańskiego tercetu ABC. Grał na środku ataku ale wiedział, że prawdziwym liderem ofensywy jest Teodor Anioła. Ustępował mu w umiejętnościach strzeleckich, ale przewyższał zmysłem taktycznym. Pochodził z rodziny o tradycjach kolejarskich i pisarskich. Od dziecka wiedział, że chce grać w Lechu. Treningi zaczął w 1931 r. a cztery lata później jako niespełna 16-latek zadebiutował w barwach zespołu KPW – Liga Dębiec (pod taką nazwą występował wówczas klub, który po wojnie stanie się znany jako Lech). Swoje pierwsze trafienie zaliczył w tym samym roku w pojedynku z Ostrovią. Jeszcze przed wojną zaliczano go do czołowych snajperów w Wielkopolsce, co zaowocowało włączeniem do reprezentacji Poznania. Latem 1939 r. został powołany przez Józefa Kałużę na mające się odbyć we wrześniu wyjazdowe spotkania z Bułgarią i z Jugosławią. Jest kolejnym przedstawicielem pokolenia, któremu wojna zabrała najlepsze lata sportowej kariery. W czasie okupacji Białasów wysiedlono do Ostrowca Świętokrzyskiego. Stamtąd Edmund przedostał się wuja Derezińskiego do Rzeszowa. W mieście istniał niemiecki klub, któremu brakowało rywali do meczów sparingowych. Naczelnik powiatu zezwolił w drodze wyjątku na zorganizowanie spotkania z Polakami. Polacy oczywiście wygrali 2:0, ale narazili się tym samym na represje okupanta i musieli uciekać. Białas trafił aż do Przemyśla, skąd tuż po wojnie wrócił do Poznania, gdzie pomagał swojemu klubowi stanąć na nogi w trudnej, powojennej rzeczywistości. Był pierwszym lechitą, który zagrał w reprezentacji. Koszulkę z białym orłem po raz pierwszy założył 4 kwietnia 1948 r. w wyjazdowym meczu z Bułgarią (1:1). Nigdy nie opuścił Lecha. Po zakończeniu kariery w 1951 r. został instruktorem i był wierny klubowym barwom praktycznie aż do śmierci. Kilkukrotnie przejmował jako trener pierwszy zespół. Do niego należy klubowy rekord meczów bez porażki (61 meczów od listopada 1969 do listopada 1971). Zawsze życzliwy dla innych ludzi, świetnie grał na akordeonie.
@patataj
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
1
@Pawel13sz Oczywiście napastnik, grał w latach 1943-60. Niedawno o nim pisałem bo urodził sie 28 lipca 1925 r.