FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
11
Wybitne snajperskie legendy futbolu:
25 września 1913 r. w Wiedniu urodził się austriacko-czeski napastnik Josef Bican. Bican to piłkarz austriacki i czeski, napastnik reprezentacji Austrii i reprezentacji Czechosłowacji, uczestnik Mistrzostw Świata w 1934 r. Josef Bican jest uznawany za jednego z najlepszych piłkarzy w historii futbolu. Swoją bogatą karierę rozpoczął w 1928 roku w austriackim klubie Schustek, skąd w 1931 roku przeszedł na krótko do innego austriackiego klubu Farbenlutz. Jeszcze w tym samym roku stał się piłkarzem znanego Rapidu Wiedeń, z którym zdobył mistrzostwo Austrii w 1935 roku. W latach 1935-1937 występował w lokalnym rywalu Rapidu, Admirze Wiedeń, z którą zdobył Puchar Austrii w 1936. W latach 1937-1949 grał już w czechosłowackiej Slavii Praga, zdobywając z nią w 1938 roku Puchar Mitropa, trzy mistrzostwa Czechosłowacji (1937, 1947, 1948) oraz mistrzostwo Czech i Moraw (1940, 1941, 1942, 1943).
Swoją życiową formę osiągnął w latach II wojny światowej. Hitlerowi bardzo zależało, aby podpisał niemiecką listę narodowościową (zwłaszcza że w domu mówiło się najczęściej po niemiecku), jednak Bican odmówił. Po wojnie ubiegały się o niego włoskie kluby piłkarskie oferując 6 mln koron, on jednak wolał zostać w Slavii. W latach 1949-1952 występował w klubie SK VŽ Vítkovice, a w latach 1952-1953 był piłkarzem dzisiejszego FC Hradec Králové, by powrócić do Slavii Praga (1953-1955). Łącznie zdobył 643 ligowe gole! (w tym218 w lidze czechosłowackiej i 232 w lidze czesko-morawskiej) co jest rekordem świata na tym poziomie! Razem z reprezentacją Austrii wystąpił na Mistrzostwach Świata w 1934, rozgrywając 4 mecze i zdobywając 1 bramkę. Łącznie w reprezentacji rozegrał 19 meczów i zdobył 19 bramek. Był królem strzelców ligi austriackiej (1934), czechosłowackiej (1938, 1946, 1947, 1950) a w czasie wojny ligi czesko-morawskiej (1939, 1940, 1941, 1942, 1943, 1944). W reprezentacji Czechosłowacji rozegrał 14 meczów, zdobywając 12 goli.
@Symson
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Sensible
@Roni/VEB
@patataj
@DaPidejpi
16
Barçagate:
25 września 2009 r. Barceloną wstrząsnęła afera ,,Barçagate”. Jak ujawnił dziennik ,,El Periodico de Catalunya”, czterech z pięciu wiceprezydentów FC Barcelony było śledzonych przez detektywów z agencji Metodo 3. Weryfikacja miała na celu sprawdzenie kandydatów pod kątem ewentualnego przejęcia władzy w przyszłości, gdy Joan Laporta nie będzie mógł startować w wyborach z powodu odbycia dwóch kadencji za sterami klubu. Całą sprawę prowadził Joan Oliver, lecz prezydent nie był o niej poinformowany. Z początku gdy o tej sytuacji dowiedział się jeden z wiceprezydentów, poinformował pozostałych i chcieli domagać się dymisji Olivera. Z uwagi na walkę piłkarzy o potrójną korone postanowili nie ujawniać sprawy. Joan Oliver na konferencji prasowej wyjaśnił że cała operacja miała na celu ,,audyt bezpieczeństwa” i miał ,,chronić sprawdzane osoby”. Piąty wiceprezydent, Alfonso Godall nie był poddany ,,audytowi”, gdyż na początku marca tamtego roku wykluczył możliwość kandydowania w przyszłości na stanowisko prezydenta.
@DaPidejpi
@patataj
@Sensible
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
11
Zapomniane boisko:
25 września 1883 r. otwarto w Barcelonie Hipodrom Can Tunis. Obiekt ten przeznaczony głównie do uprawiania jeździectwa(znany także jako Casa Antunez) był również wykorzystywany przez przyszłych założycieli FC Barcelony jeszcze przed oficjalnym powstaniem klubu. Teren ów był jednym z pierwszych, na którym zorganizowano mecz piłkarski: miało to miejsce w 1892 r. a zagrały ze sobą dwie drużyny Reial Club de Regates. Otoczona bieżnią centralna część hipodromu stała się pierwszym placem gry, na którym stanęli tamci pasjonaci futbolu, zanim mecze zaczęły być rozgrywane na welodromie La Bonanova. Teren znajdujący się w pobliżu Hipodromu był używany jako pierwsze boisko treningowe. Bez jednolitych strojów i z niewielkim pojęciem na temat przepisów gry pierwsi barcelońscy piłkarze kopali piłke wyłącznie dla zabawy. Obiekt ten miał trybune mogącą pomieścić 2,5 tysiąca widzów i stał się jednym z centrów spędzania wolnego czasu przez zamożnych mieszczan. Hipodrom funkcjonował nieprzerwanie do 1896 roku, gdy zamknął swoje bramy i opustoszał. Później wykorzystywany był jako lotnisko aż w 1917 roku na nowo został otwarty jako obiekt jeździecki. W następstwie dwóch międzynarodowych pokazów w pobliżu obiektu zbudowano osiedla, w których zamieszkali emigranci, przybyli jako siła robocza. W 1934 r. kompleks jeździecki został zamknięty z powodu poszerzenia portu w Barcelonie i zbudowania mola Lepant i Evarist Fernandez. W roku 2004 zburzono ostatnie pozostałości konstrukcji na terenie dawnego Hipodromu Can Tunis, wówczas zajmowane przez dziesiątki baraków, które postawiły osiadłe w tym rejonie rodziny cygańskie. Paradoksalnie, w ciągu jednego wieku, przestrzeń ta z miejsca, w którym bawiła się arystokracja, stała się domem społeczności cygańskiej…
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Symson
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Sensible
@patataj
@DaPidejpi
11
Witam wszystkich po tygodniowym banie. Jako że jeszcze wczoraj nie mogłem pisać komentarzy to wróce jeszcze do wczorajszego dnia z historii klubu. O rocznicy powstania Camp Nou przypomina serwis fcbarca.com a ja wspomne o innej rocznicy.
Grande Espectacolo El Clasico:
24 września 1950 r. na Camp de Les Corts, FC Barcelona rozgromiła Real Madryt 7:2 w 3 kolejce Primera Division. To było najwyższe, rekordowe zwycięstwo w historii El Clasico. Gole dla Barçy zdobyli: Nicolau(2), Cesar Rodriguez, Marcos Aurelio(2), Mariano Gonzalvo, oraz Basora. Co ciekawe, w tamtym sezonie Barça powtórzyła identyczny wynik w meczu 27 kolejki Primera Division z Malagą CD. Wówczas Dume Katalonii prowadził legendarny Ferdinand Daučik. Warto również wspomnieć iż w owym sezonie debiutował w barwach Blaugrany genialny Ladislao Kubala, jednak debiut o stawke przypadł dopiero pod koniec sezonu w wygranym meczu z FC Sevilla w Copa del Generalismo, które to rozgrywki Barça wygrała.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@patataj
9
@FCBparasiempre ,,Dziś jest dziwaczny i wspaniały dzień dla kibiców Wimbledonu! Zwariowany Gang pokonał Klub kultury!” Takimi słowami sprawozdawca sportowy BBC, John Motson, skomentował ostatni gwizdek sędziego potwierdzający, że zdobywcą Pucharu Anglii w roku 1988 został Wimbledon FC. Kibice drużyny z południowego Londynu nie mogli uwierzyć, że sen właśnie stał się faktem. Z kolei sympatycy Liverpoolu nie dowierzali, że ich słynny klub dał się tak upokorzyć na krajowym podwórku spisywanemu na straty rywalowi. Była to bez wątpienia jedna z największych sensacji w historii tych najstarszych istniejących do dziś zawodów piłkarskich. Finaliści z tamtej edycji Pucharu Anglii nie mogli pochodzić z bardziej przeciwstawnych biegunów angielskiego futbolu. Liverpool był wówczas absolutnym hegemonem – szesnaście tytułów mistrzowskich (i siedemnasty już praktycznie w kieszeni w tamtym sezonie), trzy Puchary Anglii oraz cztery triumfy w Pucharze Europejskich Mistrzów Krajowych stawiały zespół z Merseyside wśród najbardziej utytułowanych klubów na świecie. Drużyna występowała na robiącym wrażenie stadionie Anfield Road. Dla odmiany, Wimbledon FC większość swej długiej historii spędził jako lokalny klub osiedlowy w ligach amatorskich i pół-amatorskich. W szeregi ligi profesjonalnej wstąpił dopiero 11 lat wcześniej, a w najwyższej klasie rozgrywkowej ,,The Dons” występowali dopiero drugi sezon. Mecze u siebie grali na malutkim i rozwalającym się Plough Lane, znajdującym się pomiędzy fabrykami i zakładami przemysłowymi. Nic dziwnego, że przed finałem nikt nie przypuszczał, że ten mecz może skończyć się inaczej, niż wysokim zwycięstwem Liverpoolu. Spisanie na straty było jednak tym, w czym Wimbledon się specjalizował i trzeba przyznać, że ani jego zawodnikom, ani kibicom taka łatka absolutnie nie przeszkadzała. Wimbledon słynął z dość brzydkiego dla widza, ale skutecznego stylu, polegającego na długich wykopach piłki w pole karne rywala, szybkości i sile fizycznej. Zawodnicy znani byli z tego, że trzymali się razem ze sobą i z kibicami. Wymyślali różne wygłupy i żarty, a zwycięstwa i awanse po ligowej drabince świętowali zakrapianymi imprezami. Bójki na boisku również nie były im obce. Stąd właśnie wziął się ich przydomek, czyli „Zwariowany Gang”. Z kolei Liverpool słynął z wysokiej kultury gry, w związku z czym wspomniany na wstępie komentator BBC ochrzcił ich „Klubem kultury”. ,,Przed meczem prasa pisała że zwycięstwo Wimbledonu cofnie rozwój futbolu o sto lat. Takie nagłówki nas tylko nakręcały”- mówił trener Wimbledonu, Bobby Gould, wspominając tamten dzień w książce Nialla Coupera ,,The spirit of Wimbledon”. Zawodnicy Wimbledonu przygotowywali się do wielkiego finału w swoim stylu. Trener Bobby Gould nakrył kilku z nich pijących piwo w hotelowym barze, więc w obawie, że zostawią po sobie złe wrażenie w hotelu, dał im 50 funtów i powiedział, że mają się przenieść do pubu. Graczom Wimbledonu nie trzeba było powtarzać dwa razy, dlatego udali się do lokalnego pubu, w którym klub przed stu laty doszło do powstania klubu. Tam spotkali wielu kibiców, byłych zawodników i razem, niczym rodzina, spędzali czas przed najważniejszym dniem w historii klubu. ,,Siedzimy w tym pubie i nagle wjeżdża 90-letnia kobieta na wózku inwalidzkim, której ojciec grał w Old Centrals(protoplasta Wibledon FC). Z błyskiem w oczach opowiadała jak oglądała mecze klubu w młodości. Poczułem się częścią czegoś wiekiego”- opowiadał zawodnik klubu- Lawrie Sanchez.
Mecz rozpoczął się od bardzo ostrego wejścia, znanego z brutalnej gry, dziś gwiazdora Hollywood, Vinnie Jonesa w nogi pomocnika The Reds, Steve’a McMahona. Później po meczu, Jones przyznał, że był to celowy zabieg w chęci pokazania, że gracze Wimbledonu nie tylko nie boją się bardziej utytułowanego rywala. Chodziło wręcz o to, by zastraszyć graczy Liverpoolu już od samego początku. Faul Jonesa przyniósł efekt i tuż przed przerwą Wimbledon niespodziewanie objął prowadzenie po główce Lawriego Sancheza. W drugiej połowie Liverpool kompletnie zdominował mecz, ale kapitan Wimbledonu, bramkarz Dave Beasant, wyczyniał cuda w bramce, łącznie z obronionym w 60. minucie rzutem karnym. Zawodnicy Kopciuszka dawali z siebie wszystko, by utrzymać korzystny rezultat do ostatniego gwizdka. ,,Zszedłem z boiska na 20 minut przed końcem. Nie dawałem już rady. Nie chciałem nikogo zawieść, więc zagryzałem wargi i grałem dalej ale trener poznał że jestem wykończony i dokonał zmiany”- opowiadał potem napastnik Terry Gibson. Napięcie sięgało szczytu i dochodziło do tego, że Vinnie Jones już unosił ręce w geście triumfu, gdy sędzia odgwizdał jakieś drobne przewinienie na 3 minuty przed końcem. Piłkarze Wimbledonu dotrwali jednak do tego właściwego gwizdka i zarówno ich, jak i kibiców, ogarnął szał radości. Jeszcze tylko trzeba było wejść po schodach, by odebrać puchar i można było zacząć świętowanie. Zawodnicy wrócili na swój mały obiekt Plough Lane w południowym Londynie, gdzie razem z kibicami aż do piątej rano świętowali największy sukces w historii klubu. Na drugi dzień lokalna rada zorganizowała przejazd piłkarzy w otwartym autobusie, na którym stawiły się tysiące ludzi. Naturalną koleją rzeczy, Wimbledon powinien był w kolejnym sezonie zadebiutować w Pucharze Zdobywców Pucharów. Nie doszło do tego jednak bardzo pechowo, gdyż kluby angielskie obowiązywał zakaz gry w europejskich pucharach, nałożony przez UEFA po tragedii na Heysel, wywołanej przez nieodpowiedzialność fanów Liverpoolu. Rok później doszło do kolejnej, znacznie gorszej tragedii, na stadionie Hillsborough, która była punktem zwrotnym dla angielskiej piłki, w czym także Wimbledonu. Gdy zdecydowano, że wszystkie drużyny w najwyższej klasie rozgrywkowej muszą grać na stadionach bez miejsc stojących, Wimbledon musiał wyprowadzić się z Plough Lane, który do takiej przebudowy się nie nadawał. The Dons grali jeszcze przez kilka lat na stadionie Crystal Palace, a gdy w 2002 r. nowy właściciel zadecydował o przeniesieniu klubu do Milton Keynes, kibice po nieudanych protestach postanowili zacząć całą przygodę ze wspinaczką od lig amatorskich, od samiuśkiego początku. W czerwcu 2002 powołali nowy zespół i nazwali go AFC Wimbledon, i we wrześniu tamtego roku wystartowali w rozgrywkach okręgowych na poziomie dziewiątej ligi (ale to już temat na zupełnie inne opowiadanie przy herbacie). Po dziewięciu latach wrócili w szeregi ligi profesjonalnej. Dziś grają w League One (trzeci poziom rozgrywek). Po Pucharze Anglii i grze w Premier League pozostały tylko wspomnienia, ale kto wie czy ta mała, charakterna ekipa z południowego Londynu, nie wróci w przyszłości na sam szczyt.
8
Jak ,,Zwariowany Gang” pokonał FC Liverpool(w odpowiedzi na mój komentarz):
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
0
@Barca1922 Generalnie tak, masz racje. Jednak jeśli nie przechodzi bezpośrednio do ,,naszego" wroga, tylko po jakimś tam czasie to już jest zupełnie inaczej widziane. Mówisz że nie ma prawa, nawet na odwrót? A co w takim razie powiesz O Luisie Enrique? Dzisiaj jest naszą legendą...
0
@El Madridista. No z Bayernem tak, w środe ale mi chodziło o ten następny z kolei czyli z Interem, ponieważ ponownie we wtorek, tylko z jakiego powodu?
0
Kochani kibice, mam do was 2 pytania. Pierwsze to czy jest jakaś szansa..; to znaczy szansa zawsze jest, tylko czy Atletico jest w stanie dzisiaj urwać choćby jeden punkt Realowi Madryt? ponieważ postawiłem na jednym kuponie Atletico z podpórka a na drugim remis. A na koniec chciałbym zapytać o nasz mecz w Lidze mistrzów z Interem Mediolan. Otóż ostatni mecz graliśmy z Bayernem we wtorek a ten z Interem też gramy we wtorek, zgadza się? Tylko z jakiego powodu drugi raz z rzędu gramy we wtorek? skoro zawsze było na przemian, raz wtorek, drugi raz w środe. Gdybyśmy grali w środe to obejrzałbym sobie w polskiej telewizji a tak to chyba.... wykupie sobie w końcu kablówke
10
Debiut żywej legendy w europejskich pucharach:
18 września 1991 r. Josep Guardiola debiutuje w europejskich pucharach wygranym meczem 3:0 z Hansą Rostock w pierwszej rundzie Pucharu Mistrzów. Johan Cruijff pozwolił Pepowi rozegrać pełne 90 minut. Gole z Hansą zdobyli: Michael Laudrup(2) oraz Jon Andoni Goikoetxea
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@MesQueUnClub96
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
0
@Barca1922 Nie no, chyba żartujesz? W końcu to zupełnie inny przypadek niż Luis Figo! Wielka szkoda że grał u ,,nas" tylko jeden sezon. Ja go widziałem w akcji tylko na mistrzostwach świata w 1998 i 2002, no i w którymś meczu Ligi Mistrzów ale to wystarczyło żeby przecierać oczy ze zdumienia, jakim był fenomenalnym napastnikiem...
10
Feliz cumpleaños panie Luisie!
Dzisiaj swoje 46 urodziny obchodzi Luis Nazario de Lima, jeden z najlepszych napastników w historii futbolu. Kariere zaczynał w Cruzeiro Belo Horizonte, skąd już w 1994 r. trafił do PSV Eindhoven. W Holandii zrobił furore będąc królem strzelców już w debiutanckim sezonie(30 goli!). W kolejnym roku rozgrywek borykał się z kontuzją kolana, lecz i tak zdobył 19 goli w 21 meczach. Już wtedy był na celowniku największych drużyn Europy i ostatecznie trafił do FC Barcelony. Na Camp Nou stał się największą gwiazdą zespołu a do niewiarygodnej statystyki 47 goli w 49 meczach(z czego 34 w La Liga) nie zbliżył się ani grający wcześniej Romario, ani występujący później Rivaldo oraz Ronaldinho. Te liczby poprawił dopiero Lionel Messi. Młody Ronaldo przypominał zresztą pod wieloma względami Argentyńczyka, dysponując bajeczną techniką, fenomenalnym przyspieszeniem i niezwykłym instynktem strzeleckim. Niestety nie miał szczęścia do agentów, którzy mieszali w głowie młodej gwieździe chcąc zarobić jak najwięcej pieniędzy na jego transferach. Prezydent FC Barcelony był już dogadany na wieloletni kontrakt z objawieniem światowego futbolu, lecz w ostatniej chwili rozmowy zerwano i zaledwie po jednym sezonie Ronaldo opuścił Katalonię na rzecz Interu Mediolan za rekordową wówczas sume 27 milionów dolarów. Pod koniec 1997 r. Brazylijczyk otrzymał ,,Złotą Piłke France Football”, lecz zaledwie po roku gry na San Siro zaczęły się jego permanentne problemy ze zdrowiem, przede wszystkim z kolanami. Doszło do tego że w sezonie 2000/2001 nie rozegrał ani jednego meczu a przez 5 lat w Interze nie uzbierał nawet 100 występów. Wrócił jednak w wielkim stylu do czołówki piłkarzy świata na Mundialu w Korei i Japonii 2002, gdzie został mistrzem Świata i królem strzelców turnieju, co zaowocowało transferem do Realu Madryt. W barwach ,,Królewskich” ponownie zdobył korone króla strzelców La Liga, lecz jego kolana wytrzymały gre na najwyższym poziomie tylko przez 3 sezony. W styczniu 2007 r. w wieku 30 lat trafił do Milanu, lecz był już wtedy cieniem samego siebie. W 2009 r. przeniósł się do brazylijskiego Corinthians, gdzie po 2 latach zakończył karierę.
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Symson
0
@reloaded O Gavim nic nie pisałem. Mówisz że będzie z niego pociecha? Pożyjemy zobaczymy, obyś miał racje bo mnie jego gra na pograniczu czerwonej kartki nie przekonuje...
0
@pt9 Co z tego że za darmo, jak może nam spieprzyć nie jeden mecz. No chyba że Xavi bedzie szybko reagował na jego ,,popisy".
0
Powiem wam że nie podoba mi się Frank Kessie. Gra za ostro i jeśli Xavi go nie utemperuje to będzie łapał czerwone kartki i ewentualnie pozbawiał nas wygranych. I nie mówie tylko o dzisiejszym meczu...
4
Robert Lewandowski dzięki dzisiejszym 2 golom prześciga w klasyfikacji strzelców pierwszoligowych o jednego gola Luisa Alberto Suareza(który gra dzisiaj mecz) oraz Rivaldo, gromadząc 352 gole. Do Hugo Sancheza traci tylko 4 gole.
1
@Janiama No ja tym razem typuje wynik 5:1, oczywiście dla Barcuni
0
@IAmLegend Moim klubem RTS! Cała La Rambla niech o tym wie! Vamos Czerwona Armio!
1
@Lionel_Messi10 Co za początek! Nawet nie zdążyłem włączyć strima...
Vamos Pepito!
Vamos City!
7
Wybitne postacie FC Barcelony:
17 września 1886 r. urodził się Otto Helmut Gmelin, niemiecki kupiec, działacz i sędzia sportowy oraz tenisista. Przede wszystkim Gmelin był prezydentem FC Barcelony przez ponad rok(do listopada 1910). Za rządów Gmelina Blaugrana zdobyła pierwszy w dziejach Puchar Króla Hiszpanii i mistrzostwo Katalonii. Duma Katalonii wygrała również wtedy pierwszy raz w historii mecz z profesjonalną angielską drużyną Corinthians Cardiff(4:1). Otto starał się również odejść od futbolu czysto towarzyskiego pomiędzy kibicami. Jednocześnie dążył do powstania grup stałych fanów, którzy chcieliby oglądać każdy mecz swojej drużyny. Po zakończeniu kadencji wszedł do zarządu i oddał stery Joanowi Gamperowi. W tym samym czasie stał się członkiem hiszpańskiego stowarzyszenia arbitrów.
@DaPidejpi
@patataj
@Sensible
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Symson
9
@FCBparasiempre Dziś piłkarze zarabiają miliony. Obce są im trudności dnia codziennego. Dawniej sportowcy martwili się, jak pogodzić ciężką pracę w fabryce z graniem w piłkę. Teraz niemałym problemem jest wybór nowego (zazwyczaj kolejnego) samochodu. W poprzednim stuleciu nierzadko piłkarze nie tylko pracowali, trenowali, ale sięgali po broń. Wielu z nich walkę o wolność kraju przypłaciło życiem. Poznajcie historię, w której brzmi jedno wspólne słowo – Katyń. Katyń – słowo, które do dziś wzbudza mnóstwo emocji. Przez wiele lat starano się ten niechlubny fakt historyczny skutecznie wymazać ze świadomości. Działania rodaków w niełatwych czasach poprzedniego systemu pozwoliły jednak, by prawda o tej zbrodni ujrzała światło dzienne. Dziś to my nosimy brzemię odpowiedzialności, aby pamięć o zamordowanych przetrwała. Współczesne dane mówią o tym, iż spośród niespełna 22 tysięcy zabitych Polaków, udokumentowanych jest ponad 260 osób powiązanych ze światem sportu. Wśród nich – Adam Kogut i Adam Obrubański. Poznajcie tragiczną historię piłkarzy, których łączy więcej niż myślicie.
Adam Kogut
Adam Kogut przyszedł na świat w 1895 roku w Krakowie. Właśnie z tym miastem był związany przez większość sportowej kariery. Nazwisko doskonale odzwierciedlało jego charakter, który często przysparzał mu problemów na boisku. Niezwykle waleczny i zadziorny zawodnik nie znosił kompromisów. Pierwsze piłkarskie szlify zdobywał w miejscowym Robotniczym Klubie Sportowym, następnie w Polonii i Krakusie. W wieku 19 lat wstąpił w szeregi Cracovii, gdzie grał głównie w rezerwach. Wybuch I wojny światowej zahamował jego przygodę z drużyną Pasów. Pewnym jest, że w latach 1914-1918 wystąpił w dwóch meczach. Być może rozegranych spotkań było więcej, ale ze względu na brak danych są to jedynie domysły. Kogut w okresie wojennym sprawował za to funkcję kierownika i zawodnika 5. Pułku Piechoty Legionów. W 1917 roku walczył na froncie włoskim pod sztandarem armii austriackiej, do której został wcielony wraz z innymi żołnierzami Legionów. Wracając, został pojmany i uwięziony w celi w Stanisławowie, gdzie przebywał do czerwca 1919 roku. Po odzyskaniu wolności wstąpił w szeregi Wojska Polskiego. Wznowił również karierę piłkarską. Cracovię zamienił jednak na Wisłę, choć tylko na jeden sezon. Co ciekawe, w tym samym czasie barw Białej Gwiazdy bronił Adam Obrubański – drugi bohater tego artykułu. Nikt wówczas nie spodziewał się, że ich losy skrzyżują się raz jeszcze, w zupełnie innych okolicznościach niż boisko piłkarskie. 22 czerwca 1919 roku Kogut wystąpił w barwach Wisły przeciwko Pogoni Lwów. Podopieczni legendarnego Henryka Reymana wygrali z lwowskim zespołem aż 5-1. Warto w tym miejscu nadmienić, iż ukraińska dziś drużyna niedawno przypomniała o sobie polskim kibicom piłkarskim. Wystąpiła bowiem w pokazowym meczu z Łódzkim Klubem Sportowym. Spotkanie zostało zorganizowane z okazji otwarcia nowego stadionu ŁKS-u – klubu, który przyczynił się do powstania Ligi Polskiej w 1927 roku i w którego barwach grał także Adam Obrubański. Niespełna miesiąc po meczu we Lwowie, Adam Kogut zagrał przeciwko „swojej” Cracovii. Obecność na boisku zaznaczył cudownym trafieniem z rzutu wolnego. Strzelił również bramkę w kolejnym spotkaniu z Pogonią Lwów, zremisowanym 5:5. Cracovia, Wisła, ŁKS i Pogoń Lwów to zespoły bardzo ważne w historii polskiej międzywojennej piłki nożnej. Do wybuchu II wojny światowej, drużyny te zdobyły wiele tytułów mistrzowskich lub zajmowały miejsca w pierwszej trójce. Pomimo dobrej postawy, przygoda Koguta z Wisłą nie trwała długo. W listopadzie zarząd Białej Gwiazdy podjął decyzję o wykluczeniu zawodnika z zespołu. Powód? Niesportowe zachowanie, niegodne zawodnika klubu, o którego decyzjach decydowali wówczas m.in. dumni żołnierze Wojska Polskiego. Piłkarz wyruszył do Warszawy, gdzie został wysłany na kurs sportowy. Następnie powrócił do Cracovii, w której pozostał do 1923 roku. Jeżeli wierzyć ówczesnym statystykom – strzelił w tym okresie 75 bramek w 73 meczach. Takiego wyniku nie powstydziłby się żaden napastnik, a wynik Koguta jest tym bardziej imponujący, iż grał przede wszystkim w pomocy. Podczas drugiego, bardziej udanego podejścia w „Pasach”, zawodnik dał się poznać także z innej strony. Zadziornym „kogutem” był także na boisku, co pomagało mu na pewno w zdobywaniu goli, jak również bardzo często sprawiało problemy. 7 lipca 1921 roku zagrał w tzw. reprezentacji Krakowa przeciwko węgierskiemu zespołowi Ujpesti. Polacy ulegli 1-3, a krakowianin (wraz z Henrykiem Reymanem) został wyrzucony z boiska za głośne protesty przeciw pracy sędziego. Mecz bowiem był bardzo brutalny i zawodnik nie mógł pogodzić się z biernością arbitra wobec agresji węgierskich piłkarzy. Rok później wystąpił w reprezentacji Polski przeciwko Szwecji. Był to jego jedyny występ w biało-czerwonych barwach. Gola nie zdobył, ale brał udział w pierwszym oficjalnym historycznym zwycięstwie piłkarskiej reprezentacji Polski. W listopadzie 1922 roku Adam Kogut ponownie przypomniał kibicom o swoim krnąbrnym charakterze. Podczas towarzyskiego spotkania Cracovii z Wawelem, piłkarz został wyrzucony z boiska za znieważenie sędziego. Był to jeden z najgłośniejszych skandali w polskim futbolu przed wybuchem II wojny światowej. Za nazwanie arbitra „ślepym” piłkarza czekała półroczna dyskwalifikacja. Karierę piłkarską utrudniła w dodatku kontuzja – złamanie obojczyka. Zawodnik jednak nie załamał się i rozwijał w tym czasie w innych dziedzinach – zdał maturę (co ciekawe – w ŻEŃSKIM Seminarium Nauczycielskim w Krakowie) i awansował do stopnia kapitana. Od 1923 roku, tj. od momentu zakończenia okresu dyskwalifikacji, jego życie przypominało tułaczkę. Reprezentował barwy różnych klubów – m.in. Polonię Przemyśl, Czarnych Radom, czy II zespół krakowskiej Wisły. Stałe miejsce zamieszkania utrudniały obowiązki związane z życiem żołnierza. W latach trzydziestych ślad piłkarskiej kariery Koguta się urywa. Nie ma żadnych wiarygodnych źródeł potwierdzających jego aktywność sportową.
Adam Obrubański
Utożsamianie Adama Obrubańskiego jedynie z karierą piłkarską, byłoby karygodnym zaniedbaniem. Urodzony trzy lata wcześniej od swojego imiennika Koguta, przyszedł na świat na terenie obwodu tarnopolskiego. Był niezwykle wszechstronnym człowiekiem. Jego zdolności wykraczały daleko poza sferę sportową. W 1932 roku uzyskał tytuł doktora praw, będąc jednocześnie absolwentem prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zajmował się także dziennikarstwem – pisał dla bardzo popularnego wówczas „Ilustrowanego Kuryera Codziennego”. Jak można przeczytać na stronie „Historia Wisły”, był to jedyny polski tytuł okresu międzywojennego, który znajdował się w ciągłej sprzedaży i jego dostępność przekraczała 2000 miejsc w Europie. Pełnił także rolę redaktora naczelnego sportowego tygodnika „Raz Dwa Trzy”. Można określić go również „Gallem Anonimem” krakowskiej Wisły. Dzięki jego kronikom do dziś zachowało się mnóstwo informacji dotyczących początków Białej Gwiazdy. Przygodę z futbolem rozpoczął w 1908 roku w barwach AZS Kraków. Pomimo młodego wieku był nie tylko zawodnikiem, ale również klubowym działaczem. Mając 18 lat wraz ze znajomymi założył drużynę akademicką, którą zlikwidowano w 1912 roku ze względów wychowawczych. Był to jedyny przypadek w historii polskiej piłki nożnej, by z takiego powodu rozwiązać zespół. Obrubański tłumaczył wówczas, że był rozczarowany odejściem od idei czystego sportu, której tak był wierny. Decyzja ta, na pewno niełatwa, świadczy o jego prawości i dojrzałości. W 1914 rozpoczął swoją przygodę z Wisłą Kraków, z którą był związany przez większość piłkarskiej kariery. Można pokusić się o stwierdzenie, że gdyby nie życie żołnierza, które zmuszało go do wyjazdów, w Krakowie zostałby od początku do końca. Właśnie przez obowiązki wojskowe trafił w 1920 roku do ŁKS-u. W Łodzi również dał się poznać z jak najlepszej strony – był kapitanem, grającym trenerem i współautorem triumfu w rozgrywkach Łódzkiego Okręgu. Adam Obrubański był prawdziwym człowiekiem orkiestrą. Jako pierwszy Polak sędziował mecz rangi międzynarodowej (Węgry-Austria w Budapeszcie). Ceniono go przede wszystkim za bezstronność podczas prowadzenia spotkań. Świadczyć może o tym mecz o finał Mistrzostw Polski z 1921 roku. Jego ukochana Wisła przegrała wówczas z największym rywalem – Cracovią, aż 0-5. Obrubański nie zrobił jednak nic, co mogłoby sugerować o faworyzowaniu Białej Gwiazdy. W latach 1924-1925 znajdował się na oficjalnej liście arbitrów FIFA. W tym samym roku pełnił też funkcję samodzielnego kapitana związkowego, czyli stricte – selekcjonera reprezentacji Polski. Rolę tę sprawował jedynie przez cztery spotkania – trzy z nich przegrał, jedno wygrał. Po zakończeniu kariery zawodniczej wstąpił w struktury kierownicze sekcji piłkarskiej Wisły Kraków w 1929 roku. Ciekawe jest to, iż nie była to jedyna sekcja spośród gier zespołowych, którą kierował. Jego rola sprowadzała się m.in. do szukania talentów, choć zakres jego zasług względem krakowskiego zespołu, wykracza daleko poza nałożone obowiązki. Był także jednym ze współtwórców sukcesu z 1927 roku, kiedy to Biała Gwiazda zdobyła pierwsze w historii mistrzostwo. Wyczyn ten powtórzono rok później. Obrubański mógł czuć się podwójnie spełniony, gdyż w dużej mierze dzięki jego inicjatywie utworzono w tymże wspomnianym sezonie oficjalną polską ligę piłkarską, powstałą na wzór tych europejskich. Przeciwni temu projektowi byli m.in. włodarze Cracovii, którzy na znak protestu, wycofali się z pierwszych historycznych rozgrywek. Adam Obrubański walczył o jak najlepsze warunki dla rozwoju krakowskiego sportu, przez co nierzadko popadał w konflikty z PZPN-em, którego włodarzy posądzał o protekcję na rzecz Warszawy. Działał również w Polskim Komitecie Olimpijskim. Był prezesem Związku Dziennikarzy Sportowych w Krakowie i wiceprezesem Związku Dziennikarzy Polskich w Rzeczypospolitej Polskiej. Kiedy nie działał na rzecz polskiego futbolu, służył polskiej armii jako zawodowy oficer, następnie kapitan rezerw, dowódca plutonu i członek kontrwywiadu.
Katyń
Adama Koguta i Adama Obrubańskiego łączy znacznie więcej niż imię i czasy, w których przyszło im żyć. Ich drogi są łudząco podobne zarówno w sferze sportowej, jak i wojskowej. Obaj związani piłkarsko z Krakowem. Wcieleni do austriackiej armii, następnie weszli w szeregi Wojska Polskiego. Brali udział w słynnej kampanii wrześniowej. Przez jeden sezon grali wspólnie w barwach Białej Gwiazdy, choć Kogut zdecydowanie bardziej związany był z Cracovią, Obrubański zaś – z Wisłą. Wydaje się jednak, że umrzeć powinni właśnie tam, gdzie dla dobra kraju i polskiego sportu sił poświęcili najwięcej – w Krakowie. Los chciał jednak inaczej. Spotkali się ponownie w miejscu, które na zawsze pozostanie najbardziej tajemniczym i najtragiczniejszym w naszej historii. Była to ich ostatnia podróż. W obu przypadkach nie są znane okoliczności, w jakich zostali wzięci do sowieckiej niewoli. Wiadomym jest jednak, że zanim zostali zamordowani w lasku katyńskim, byli przetrzymywani w Kozielsku jako jeńcy wojenni. W 2007 roku podczas uroczystości upamiętniających zbrodnię katyńską zostali pośmiertnie odznaczeni przez prezydenta RP, odpowiednio – Obrubański stopniem kapitana, Kogut – stopniem majora.
Adam Obrubański i Adam Kogut to postaci wyjątkowe. Bohaterowie, żołnierze, patrioci i prawdziwi sportowcy. Ich dokonania świadczą najlepiej o tym, jakimi wspaniałymi ludźmi byli. Przedstawione historie są zaledwie dwiema spośród niemal 22 tysięcy istnień, które swój żywot zakończyły w wyniku bestialskiego mordu sowieckiej armii. Rok 1940, sumiennie tuszowany, był, jest i będzie jednym z najczarniejszych w historii Polski. Nie możemy nigdy o tym zapomnieć. Właśnie ze względu na takich ludzi jak Obrubański i Kogut, którzy byli kimś znacznie więcej, niż dobrymi piłkarzami. Mam nadzieję, że udało mi się Was do tego przekonać – by pielęgnować naszą historię. Taki był cel. My jesteśmy im to winni…
10
O pewnym brzasku w katyńskim lasku, strzelali do nas Sowieci…(czytajcie w odpowiedzi na mój komentarz):
@Symson
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
23
Niezapominamy!
17 września 1968 r. urodził się Francesc(Tito) Vilanova, doskonale znany wszystkim cules były piłkarz i trener. Ponad 8 lat temu po długiej walce z nowotworem ślinianki odszedł Tito Vilanova. Kataloński trener jest wciąż obecny w pamięci i sercach socios i cules FC Barcelony na cały świecie.
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
9
Debiut żywej legendy w Lidze Mistrzów:
16 września 1998 r. Xavi Hernandez debiutuje w Lidze Mistrzów meczem z Manchesterem United na Old Trafford zakończonym remisem 3:3. Xavi pojawił się na boisku w 67 minucie zastępując Brazylijczyka Giovanniego. Szanse debiutu otrzymał Xavi od trenera Luisa Van Gaala.
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@DaPidejpi
12
Kultywowanie wartości klubowych:
16 września 1993 r. jedną z ulic Barcelony nazwano imieniem i nazwiskiem legendarnego Josepa Samitiera. Popularny ,,Sami” jest jednym z nielicznych piłkarzy Barçy, który dostąpił zaszczytu posiadania ulicy swego imienia w Barcelonie. Znajduje się ona w Zona Universitaria, miedzy aleją Doctor Marañon a ulicą Baldiri Reixac, nie daleko Mini Estadi. Josep Samitier, zaszczyt posiadania ulicy ze swoim nazwiskiem dzieli z innymi wielkimi postaciami barcelonizmu: Ladislao Kubalą, Ricardo Zamora, Joanem Gamperem i Josepem Suñolem. To ,,Forum Samitier”, stowarzyszenie utworzone w 1990 r. w celu prowadzenia debat wokół sportu i FC Barcelony, kierowane przez Jaumego Llaurado, było pomysłodawcą kampanii aby urząd miasta nadał jednej z ulic nazwisko barcelońskiego piłkarza. Wreszcie rankiem 16 września 1993 r. ulica Josepa Samitiera została oficjalnie otwarta. W uroczystej chwili udział wzięli: burmistrz miasta Pasqual Maragall, prezydent Barcelony Josep Lluis Nuñez a także sam Llaurado. Obecni byli również: Valentina Soler, wdowa po piłkarzu, wielu byłych zawodników Barçy oraz Alfredo Di Stefano, bliski przyjaciel Samitiera.
@Sensible
@patataj
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Symson
8
W europejskich pucharach po raz pierwszy:
16 września 1970 r. FC Barcelona pokonała GKS Katowice 1:0 w ramach 1/32 Pucharu Miast Targowych. To był pierwszy mecz Blaugrany w historii o stawke z polskim zespołem i pierwsza wizyta w Polsce. Podróż Barcelony do Polski była drogą przez męke(z Barcelony samolotem przez Monachium i Wiedeń do Warszawy, potem autokarem do Katowic). Jedynego gola w tym meczu strzelił Carles Rexach w 82 minucie. Bilet na mecz kosztował 25 złotych(75 peset) i obowiązywał również na spotkanie Ruchu Chorzów z Fiorentiną, który rozpoczynał się tuż po zakończeniu meczu katowiczan z Barceloną. W rewanżu w stolicy Katalonii GKS niespodziewanie prowadził 0:2 ale Barça odwróciła losy spotkania w drugiej połowie wygrywając 3:2.
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Symson
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Sensible
@DaPidejpi
7
@FCBparasiempre Wacław Kuchar wychował się w rodzinie pochodzenia węgierskiego. W zasadzie to długo sam o tym nie wiedział. Pewnego razu przeszukał wszystkie zakamarki rodzinnego domu i po przejrzeniu sterty rodzinnych pamiątek dowiedział się, że jego pradziadek, Bela Keler był węgierskim kompozytorem. Z kolei jego babcia, pół-Węgierka, pół-Morawianka, wyszła za rodowitego Węgra – Carolusa Kuchara, który zajmował się stawianiem mostów dla kolei żelaznych. Później urodził się jego ojciec Ludwik (nazwany później „najbardziej usportowionym ojcem w historii polskiego sportu”), który wyruszył do Krakowa, gdzie ukończył szkołę handlową. Tam zakochał się i ożenił z Ludwiką Drzewiecką a owocem ich miłości było ośmioro dzieci. A jednym z nich był właśnie Wacław. Nasz bohater urodził się 16 września 1897 roku. Jedenaście lat później państwo Kucharowie postanowili przeprowadzić się do Lwowa, gdzie ojciec Ludwik zapisał swoje dzieci do „Sokoła”, czyli Towarzystwa Gimnastycznego. Trójka starszych braci zaczęła interesować się gimnastyką. Nic dziwnego, że młody Wacek próbując pójść w ich ślady, wkradał się na halę sportową, aby móc podpatrzeć działania swojego rodzeństwa. Marzył o tym, aby także kiedyś spróbować swoich sił w tej dyscyplinie. Postępował sprytnie. Przez cały tydzień zachowywał się bardzo cicho, aby bracia zabrali go ze sobą na trening i w końcu się udało. W taki to sposób zaczęła się jego przygoda z gimnastyką, którą uprawiał dosłownie wszędzie. Próbował nawet w domowym ogrodzie z drzew zrobić „drążek”, jednak ojciec szybko sprowadził go na ziemię, ciesząc się jednocześnie z entuzjazmu, jaki bił od syna. W 1904 roku Wacek poszedł do szkoły. Przeważnie drogę, którą musiał przebyć, pokonywał truchtem. A były to dla niego tylko lub aż trzy kilometry. Przez te lata doskonalił swoją kondycję, a także kształtował swoje umiejętności, próbując sił w nowych dyscyplinach. Sam opowiadał, że prawdopodobnie talent przekazali mu w genach rodzice. Dzięki temu wystarczyło, żeby raz zobaczył, jak ktoś skacze wzwyż stylem nożycowym, a on po prostu go powtarzał. W 1907 roku stała się rzecz historyczna. Rodzice Wacka zaczęli zarządzać klubem sportowym, który powstał z połączenia KGS IV Gimnazjum z „Lechią”. Tak swój żywot rozpoczął Lwowski Klub Sportowy Pogoń. Po czasie zainteresowania Wacka zwróciły się ku piłce nożnej. Jak nie trudno się domyślić, bracia już całkiem dobrze opanowali sztukę posługiwania się futbolówką , więc i młody chciał spróbować swoich sił w tej dyscyplinie. Początkowo kopał podwórkową szmacianke, potem skórzaną skorupę, zszytą bardzo grubo z cholew starych butów. W końcu ojciec postanowił zakupić Wackowi piłkę, taką prawdziwą. Dał za nią 21 koron, czyli równowartość wówczas ośmiuset jaj! Początkowo młody Kuchar ostro trenował na przerwach szkolnych w klubie „Olimpia”, który założył wraz z kolegami ze szkoły. Zapisał się później do klubu sportowego „Sparta”, jednak był za młody, aby tam grać. Postanowił więc stworzyć kolejną własną drużynę o nazwie „Gloria”, kopiąc z kolegami po lekcjach. Skąd Wacek umiał tak wiele? Zwinny, gibki, lubuje się w efektownych zwodach, szybkich przebojowych rajdach i zaskakujących, celnych strzałach. Nikt nie miał do niego pretensji, bo nigdy nie faulował, co zostało mu jako zasada na zawsze… Właśnie: dżentelmeństwo oraz ambicja objawiająca się jako ofiarność.. – Jacek Bryl „Wacław Kuchar” Od urodzenia miał talent. Pomagało mu również to, że miał starszych braci. Na ich meczach czy treningach stawał za bramką, słuchał, analizował, a potem sam wprowadzał poprawki do swojej gry. Po czasie włączono drużyny Wacka „Olimpie” i „Glorie” do rozgrywek juniorów Pogoni. Jego potencjał dostrzegł „Jaśko” Kammerer, który powiedział komu trzeba, aby awansować go do trzeciej drużyny, a po tygodniu Wacek grał już w pierwszej. W 1912 roku jeden z napastników Pogoni się rozchorował. Znów Kamerer poprosił o skorzystanie z usług młodzieńca. Kuchar debiutował więc w wieku 15 lat w pierwszej drużynie i to w meczu, w którym Pogoń rozniosła swojego przeciwnika 7:1 a on sam strzelił trzy gole w tym spotkaniu i stał się ważną postacią Pogoni na lata. Kolejnym meczem, w którym potwierdził swoją wysoką klasę, było starcie z Cracovią podczas otwarcia stadionu Pogoni. Wówczas 16-letni Kuchar strzelił dwie bramki. Potem szło już z górki i ostatecznie podczas swojej całej kariery, strzelił ponad 1000 bramek. Wacław był jednym z pierwszych piłkarzy, który zderzył się ze zawodowstwem. No, może prawie pierwszym, bo w rzeczywistości nie do końca tak było. Matka Wacława powiedziała, że za każdą strzeloną bramkę dostanie 5 koron. Po jednym z meczów przyszedł i powiedział, iż strzelił aż 5 bramek. Do wypłaty 25 koron jednak nie doszło. Ojciec Ludwik w zamian za pieniądze dał synowi srebrny zegarek z dewizką, tym samym utrzymując „amatorstwo” na swoim poziomie. Jak wiemy, dawniej dostawano deputaty, więc zegarek można było uznać za formę podarunku od fana, prawdziwego kibica, którym był ojciec. Wzór fair play – Wacław Kuchar. Koszulkę z Orłem na piersi Kuchar wkładał aż w czterech dyscyplinach sportowych: hokeju, łyżwiarstwie szybkim, lekkoatletyce oraz piłce nożnej, którą kochał najbardziej. Grał nawet w pierwszym meczu reprezentacji przeciwko Węgrom w 1921 roku. W tym spotkaniu przylgnęła do niego łatka „boiskowego dżentelmena”. Nasz bohater w 22 minucie spotkania mijając węgierskiego bramkarza, przypadkowo go uderzył. Stanął sam naprzeciw pustej bramki, lecz pozostawił futbolówkę, aby podejść i przeprosić golkipera gospodarzy. W tym czasie obrońca zdążył wybić piłkę. Czyn ten pokazał, że szacunek do rywala jest bardzo ważny. Kuchar brał również udział w igrzyskach olimpijskich w 1924 roku, gdzie reprezentacja Polski odpadła po przegranym meczu 0:5 właśnie z Madziarami. Pomimo fatalnego wyniku francuska prasa uznała Wacława za najlepszego zawodnika tego spotkania. W reprezentacji aż dwadzieścia sześć razy. Od pierwszego do trzydziestego czwartego występu biało-czerwonych. Grał w 1126 meczach. Olimpijczyk. Zdobył 1065 goli – ponad połowę tego, ile nastrzelały w tych meczach jego drużyny. 1065 goli!… Więcej niż Pele! – Jacek Bryl „Bohaterowie Stadionów – Wacław Kuchar”. Od piłki nożnej Wacka odciągnęła pierwsza wojna światowa. Wysłany został na front rosyjski pod Brzezany. Jednak nawet wtedy starał się nie tracić kontaktu ze sportem. Powoływano go czasem na mecze piłkarskie, brał również udział w zawodach żołnierskich. Z Pogonią Lwów Wacław czterokrotnie świętował tytuł mistrza Polski (w latach 1922, 1923, 1925 i 1926). Był dwukrotnie królem strzelców. W 1922 roku zdobył 21 goli a w 1926 wspólnie z Józefem Grabieniem po 11. Był ulubieńcem kibiców, tłumy go kochały. W jednym z sezonów, na 96 goli dających mistrza jego drużynie sam zdobył 41! Strzelił nawet cztery gole w ciągu pięciu minut meczu. Było to spotkanie Pogoni Lwów przeciwko WKS Lublin z 1922 roku. Lwowiacy wygrali wówczas 11:0! a Kuchar strzelił 6 goli, w tym 4 między 77-82 minutą. W czasach przedwojennych podobnym osiągnięciem pochwalić mógł się John McIntyre, zawodnik Blackburn Rovers, strzelając bramki również w 1922 roku przeciwko Evertonowi. ,,Okropnie lubiłem trafiać do bramki. I w ogóle wygrywać” – Wacław Kuchar. Rok po ostatnim mistrzostwie Pogoni, w Polsce utworzono ligę. Lwowiacy nie potrafili już nawiązać do okresu świetności, niemniej jednak mogli pochwalić się trzema wicemistrzostwami kraju w latach trzydziestych. W nowej formule rozgrywek Kuchar nie przestał strzelać. W pierwszym sezonie zdobył 25 goli! Karierę piłkarską zakończył w 1934 roku, miał wówczas 37 lat. W latach 1947-1950 objął opiekę nad reprezentacją Polski. Następnie przejął Legię i Polonię Warszawa. Był także zawodowym sędzią na meczach piłkarskich oraz hokejowych. Działał w PZPN, którego członkiem honorowym stał się w 1977 r. Zmarł 13 lutego 1981 roku. W wielu wspomnieniach mówi się o nim jako bardzo sympatycznym, życzliwym i pogodnym człowieku, dla którego „fair play” było świętością. Do ostatnich dni swojego życia przychodził na warszawskie stadiony, będąc fanatycznym kibicem piłki. Pomimo swojego wieku, nadal zachowywał dobrą kondycję. Jego grób znajduje się na warszawskich Powązkach. Kiedy to 55 lat wcześniej „Przegląd Sportowy” ogłosił pierwszy plebiscyt na najlepszego sportowca w kraju, nie było wątpliwości, kto zgarnie tę nagrodę. Zdecydowana większość, bo aż 94% głosujących było za Kucharem. Dla Wacława nie było takiej dyscypliny sportowej, w której nie próbowałby swoich sił. Mało tego, w każdej dyscyplinie, jaką zaczął uprawiać, pobijał niemal wszelkie możliwe rekordy. Był prawdziwym prekursorem rozwoju poprzez uprawianie ćwiczeń fizycznych i wielu sportów. Tym samym zmienił myślenie wielu ludzi w tym okresie, stając się prawdziwą gwiazdą, idolem swoich czasów. Dzięki temu, czego dokonał, prostszą drogę do sukcesów mieli nasi pierwsi mistrzowie olimpijscy i rekordziści – Halina Konopacka oraz Janusz Kusociński. Dzisiaj w profesjonalnym sporcie nie byłoby takiej możliwości, aby uprawiać kilka dyscyplin naraz. Owszem, znamy historię piłkarzy, którzy zimą zamieniali się w zawodników hokeja, ale bić rekordy we wszystkich możliwych konkurencjach? Wprost niesamowite. Ciekawskich odsyłam do książki Jacka Bryla „Wacław Kuchar”, która w całości opisuje przebieg kariery tego utalentowanego człowieka.
11
Wybitne legendy polskiego sportu:
Panie i Panowie, rodacy, dziś przypada 125 rocznica urodzin wybitnej postaci polskiego sportu. O kogo chodzi? Tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.
@Pawel13sz
@Symson
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@patataj
0
@MesQueUnClub_87 I to też jest poniekąd smutne...
2
To bardzo smutne że my nie mamy polskiego piłkarza, który by w polskim klubie strzelał gole i przechylał szale zwycięstwa w europejskich pucharach i to choćby w Lidze Konferencji. Chyba ostatnim takim topowym piłkarzem był.... Robert Lewandowski!