FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
7
Muzyka pogrywa… z futbolem(w odpowiedzi na komentarz):
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Symson
@patataj
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@Sensible
@Pawel13sz
10
Wybitne legendy futbolu:
15 października 1968 r. urodził się Didier Deschamps, francuski pomocnik i trener; Mistrz Świata(1998), Mistrz Europy(2000), Zdobywca Ligi Mistrzów–1993(z Olimpique Marsylia) i 1996(z Juventus Turyn), Zdobywca Superpucharu Europy(1996), Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego(1996). Swoją karierę sportową zaczynał jako zawodnik rugby w klubie Biarritz Olympique. Jednak szybko rozumiał, że jego powołaniem jest piłka nożna i rozpoczął grę w amatorskim klubie Aviron Bayonnais. W 1982 roku został zauważony przez szkółkę FC Nates, ciesząca się jedną z najlepszych opinii w kraju. Po debiucie w Nantes, Deschamps okazał się graczem dobrze poukładanym zarówno technicznie, jak i taktycznie, był niestrudzony, przy czym miał silną osobowość. Zagrał on swój pierwszy mecz w Ligue 1, 27 wrześnie 1985 roku. Jako defensywny pomocnik odznaczał się wieloma przechwytami i instynktem lidera.W 1989 roku trafił do Olympique Marsylii. Spędził on sezon 1990/91 na wypożyczeniu w Bordeaux, po czym wrócił do Marsylii. Wraz z OM zdobył wiele tytułów, oraz został kapitanem. Dwa razy zdobył tytuł mistrza Francji (1990 i 1992), w 1993 roku zwyciężyli, jako jedyny do tej pory zespół z Francji- Ligę Mistrzów, po meczu z AC Milanem. W 1994 roku jego osobą zainteresował się Juventus Turyn, gdzie ostatecznie trafił. Od razu stał się liderem zespołu, prowadząc Juve trzykrotnie po tytuł mistrza Włoch, oraz zwyciężając w wielu krajowych pucharach. Stara Dama stała się krajową i europejska potęgą. Występował obok kolegi z reprezentacji Zinedine Zidane’a. W 1999 roku przeniósł się do Chelsea Londyn, gdzie udało mu się zwyciężyć jedynie w pucharze Anglii. Karierę zakończył w Hiszpanii, a konkretnie w Valencii. Został wybrany najlepszym piłkarzem XX wieku przez francuski dziennik L' Equipe. W kwietniu 1989 roku Michel Platini powołał go do kadry na mecz z Jugosławią. Deschamps miał wówczas 20 lat. W czerwcu 1996 roku został kapitanem reprezentacji Francji. Didier potrafił świetnie współpracować z nowym trenerem, Aime Jacquetem co zaprocentowało późniejszymi sukcesami. W 1998 roku Francja zostaje Mistrzem Świata. Deschamps jest głównym twórcą tego tytułu. Zdobył również tytuł Mistrza Europy w 2000 roku, lecz zwycięstwo nie przyszło mu łatwo. Przez nieregularne występy w Chelsea liczba jego krytyków rosła. Wraz z Laurentem Blanciem i Bernadem Lamą ogłosił koniec kariery reprezentacyjnej. W 2001 roku został trenerem AS Monaco. Pierwszy sezon był fatalny, lecz już kolejne lata przynoszą jego zmiany taktyczne i kadrowe, co obfituje w zdobycie Pucharu Ligi w 2003 roku, a następnie w 2004 dojście do finału Ligi Mistrzów gdzie ulegli zespołowi FC Porto. 19 września 2005 roku został zwolniony, a jego miejsce zajął Włoch, Francesco Guidolin. 10 lipca 2006 roku został zatrudniony prze Juventus Turyn. Za jego kadencji, pod decyzji sądu, za uczestnictwo w aferze korupcyjnej Juventus spadł do Serie B. Deschaps szybko zdołał doprowadzić Starą Damę do Serie A. Jednak 26 maja 2007 roku, Francuz zrezygnował z pełnionej funkcji, decyzje uzasadniając trudnymi stosunkami z prezesem, Alessio Secco. 1 czerwca 2009 roku otrzymał nominację, na podstawie której związał się z Olympique Marsylią na dwa lata. W dniu 27 marca 2010 roku OM zwyciężyła, pod jego wodzą z Bordeaux w finale pucharu Ligi. Był to pierwszy tytuł od pamiętnego zwycięstwa Marsylczyków w Lidze Mistrzów z 1993 roku. Jednak nie było to ostatnie trofeum zdobyte przez Didiera w tym sezonie. 5 maja 2010 roku Olympique Marsylia zdobyła odpowiednią ilość punktów by zapewnić sobie tytuł mistrza Francji. Został jednym z czterech najlepszych trenerów ligi w sezonie 2009/10. Na początku sezonu 2010/11 wywalczył, po meczu z PSG, superpuchar Francji. Wygrał trofeum France Football na najlepszego trenera roku 2010. W sezonie 2011/12 sięgnął po raz drugi z rzędu po puchar Ligi, oraz zajął 10 miejsce w Ligue 1, po czym przedłużył kontrakt z OM o kolejny sezon.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Sensible
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
1
@Symson Słuchaj, tak na marginesie to okropnie ciężko jest ułożyć tą liste całkowicie sprawiedliwie. Otóż przykładowo Lew Jaszyn czy Vladimir Beara są najlepsi na świecie na pozycji bramkarza, natomiast taki Pele, Friedenreich czy Luis Nazario de Lima są bezkonkurencyjni na pozycji napastnika. No i weź tu chłopie sklasyfikuj ich, który jest najlepszy a który gorszy!? Dlatego ja osobiście wolę układać ,,jedenastki" wszechczasów niż 100 czy 200 piłkarzy. Mam juz takie dwie jedenastki to prześle w njalbliższym czasie jak chcesz? No ale tą setke też ułoże, mam już kilka pozycji...
1
@Symson W dużej mierze zgadzam się z tą strona, którą ci podałem ale nie do końca. Jak ułoże swoją liste 100 to ci z przyjemnością prześle. Pozdrawiam :)
16
Prezentacja planów Camp Nou 1993:
15 października 1992 r. FC Barcelona zaprezentowała plany modernizacji stadionu i powiększenia powierzchni muzeum oraz sklepu. Na stadionie zatwierdzono odnowienie łazienek i instalacje wind. Wobec zwiększających się wymogów bezpieczeństwa należało dostosować wejścia na stadion i trybuny a także wybudować nowe centrum kontroli. Z uwagi na przybywającą liczbe trofeów postanowiono również rozbudować muzeum. Liczba pamiątkowych rzeźb, obrazów i innych pamiątek znacząco przekraczała dostępną powierzchnie. Sukcesy Blaugrany powiększyły zainteresowanie kibiców, więc klub rozpoczął negocjacje z Kappą na temat stworzenia nowego sklepu z unikatowymi pamiątkami.
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Sensible
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Symson
@Lionel_Messi10
@patataj
10
@FCBparasiempre W 1878 roku Brytyjczyk Joseph Wilson Swan opatentował pierwszą nadającą się do masowej produkcji żarówkę. 14 października tego samego roku a więc 144 lat temu, rozegrano pierwszy mecz piłki nożnej na sztucznie oświetlonym boisku. Choć dziś prawie każdy szanujący się klub dysponuje obiektem z elektrycznym oświetleniem, pierwsze stadionowe reflektory nie były specjalnie wydajne i wiele wody upłynęło w Tamizie, nim jasność na stałe zadomowiła się na angielskich boiskach. Historyczny pierwszy mecz pod lampami rozegrano przy Bramall Lane w Sheffield. Na boisku zmierzyły się dwie drużyny złożone z piłkarzy tzw. Sheffieldzkiego Związku Piłkarskiego (takich lokalnych organizacji było w wiktoriańskiej Anglii kilka, każda rozgrywała swoje mecze według nieco innych zasad). Ku zadowoleniu organizatorów, zainteresowanie tym niecodziennym spektaklem było olbrzymie. Sprzedano aż 12000 biletów, co przyniosło łączny dochód 300 funtów. Kolejne 6000 osób skorzystało z zapadających ciemności i dostało się na stadion „na gapę”. Szacuje się, że mecz przy Bramall Lane obejrzało łącznie 18000 – 20000 mieszkańców „Stalowego Miasta” i okolic. Po raz pierwszy spotkanie piłkarskie rozgrywane poza Glasgow przyciągnęło ponad 10000 fanów. Dla porównania Finał Pucharu Anglii w tym samym roku na żywo zobaczyło około 5000 kibiców, tak więc można przyjąć, że wydarzenie było olbrzymim sukcesem. Oświetlenie zapewniło Tasker, Sons & Co., przedsiębiorstwo zajmujące się głównie produkcją obuwia. Jednak właściciel firmy, John Tasker, człowiek otwarty na wszelkiego rodzaju innowacje, nie skąpił pieniędzy na rozwój inżynierii i mechaniki. To właśnie dzięki temu działowi firma była w pewnym momencie głównym dostawcą płyt pancernych dla Marynarki Wojennej Jej Królewskiej Mości. Szczególnym zainteresowaniem darzył sheffieldzki przedsiębiorca wynalazek Grahama Bella – telefon. To Taskerowi zawdzięczało Sheffield pierwszą, obsługującą dwunastu subskrybentów, centralę telefoniczną. Także pierwsza elektrowniaoraz sieć energetyczna miasta powstała przy jego współudziale. Nic więc dziwnego, że człowiek tak bardzo zafascynowany możliwościami nowego źródła energii, stał za pierwszym w historii meczem piłkarskim rozegranym w świetle lamp elektrycznych. Na oświetlenie przy Bramall Lane złożyły się cztery wysokie na 10 metrów drewniane wieże, które podtrzymywały lampy zasilane z czterech znajdujących się za bramkami prądnic Siemensa – po jednej na każdą lampę – napędzanych przez dwa silniki spalinowe. Łączna moc wyprodukowanego w ten sposób oświetlenia miała równowartość „8000 standardowych świec”. Jak donosiły lokalne dzienniki, światło wokół murawy było tak jasne, że kobiety rozkładały parasolki, chroniąc się przed nim, niczym przed promieniami słonecznymi. Niestety oświetlenie nie rozjaśniało całej murawy i nie dało się przemieszczać na tyle szybko, by nadążyć za grą. Ale to nie był jedyny problem. Źródła światła umieszczone stosunkowo nisko nad ziemią oślepiały zawodników i były powodem wielu widowiskowych błędów i pomyłek. Na boisku drużyna „Niebieskich” pokonała „Czerwonych” dwa do zera. I choć z technicznego punktu widzenia spotkanie rozegrane w blasku reflektorów miało swoje mankamenty, to liczba widzów sprawiła, że wydarzenie uznano za organizacyjny sukces.
W ciągu kolejnych kilku miesięcy podobne mecze pokazowe rozegrano w różnych częściach Anglii. Szybko jednak stało się oczywiste, że na tym etapie rozwoju oświetlenie stadionów nie było dostatecznie zaawansowaną technologią. Pierwszym problemem okazała się wysokość słupów, na których montowano reflektory. Tam, gdzie organizatorzy zdołali ustawić co najmniej cztery odpowiednio wysokie wieże, efekt był przeważnie satysfakcjonujący. Większość spotkań rozgrywana była jednak przy dwóch, a czasem nawet przy tylko jednym źródle światła, co nie wystarczało by odpowiednio rozjaśnić murawę. Kolejnym problemem była zawodność ówczesnych urządzeń elektrycznych. Z tego powodu niewiele z tych spotkań trwało regulaminowe dziewięćdziesiąt minut, całej masy meczów nie udało się w ogóle zacząć, a te podczas których kibice doczekali pierwszego gwizdka, często były wielokrotnie przerywane z powodu częstych awarii. Pomimo niedoskonałości testowanych rozwiązań, kluby piłkarskie nie ustawały w kolejnych próbach. Światła sprawdzano na londyńskim stadionie krykietowym The Oval. Mecze przy sztucznym oświetleniu rozgrywał klub Thames Ironworks, który w późniejszych latach przekształcił się w West Ham United. W 1895 roku Ironworks rozgrywało wieczorne mecze z dużym powodzeniem i w obecności pokaźnych tłumów. Aby uzyskać lepszy efekt, zarówno piłkę, jak i ramy bramek malowano przed spotkaniem wapnem. Niestety eksperymenty zostały brutalnie przerwane, kiedy klub eksmitowano ze stadionu, między innymi dlatego, że maszty podtrzymujące lampy zbudowano bez pozwolenia.
Prawdopodobnie najdziwniejsza próba rozegrania spotkania piłkarskiego przy sztucznym świetle miała miejsce w 1920 roku, kiedy to popularna kobieca drużyna Dick Kerr’s Ladies, rozegrała spotkanie pokazowe pod reflektorami przeciwlotniczymi. Kroniki filmowe z tego wydarzenia pokazują, jak piłkarki biegające w kręgu światła jednocześnie zasłaniają rękoma oczy, chroniąc się w ten sposób przed oślepiającym blaskiem. Reszta murawy spowita była prawie całkowitymi ciemnościami. Kolejne trzydzieści lat prób i kolejne trzydzieści lat walki z tradycjonalistyczną Angielską Federacją Piłkarską, która w latach trzydziestych zabroniła rozgrywać mecze o punkty przy sztucznym świetle, aż w końcu na początku lat pięćdziesiątych maszty oświetleniowe zagościły na wszystkich ważniejszych stadionach piłkarskich na Wyspach. Futbol brytyjski mógł wreszcie w pełni korzystać z udogodnienia, jakim było sztuczne oświetlenie.
11
Pierwszy w historii mecz przy sztucznym oświetleniu(wiecie gdzie czytać):
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Sensible
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Symson
@DaPidejpi
13
Campeonato Sudamericano de Selecciones:
14 października 1917 r. Urugwaj pokonuje Argentynę 1:0 na Parque Central w Montevideo w drugiej edycji Copa America i tym samym sięga po raz drugi z rzędu po Puchar Ameryki Południowej. Ciekawe są kulisy tego finału a konkretnie jak do niego doszło? Otóż delegacja ,,Albicelestes” wypłynęła na pokładzie kanonierki ze sporym wyprzedzeniem. Zanim okręt dotarł do sąsiedzkiego portu, pasażerowie przeżyli swoje, bowiem morze tego dnia nie było zbyt spokojne. Potem jeszcze oczekiwanie w Colonii na ekspres do Montevideo, który wyruszył o 2.30 w nocy. W stolicy ledwie żywi piłkarze pojawili się o 8.30 rano, po czym niewiele później, przebrawszy się w stroje sportowe wybiegli na murawe. Przywitała ich burza oklasków, gdyż obiektywna publiczność w pełni doceniła poświęcenie tak heroicznych sportowców. Sprzedano na ten mecz 29 tys. biletów a dalsze kilka tysięcy podnieconych miłośników futbolu wcisnęło się na stadion bez karty lub gęsto oblepiło wzgórza i wszelkie możliwe wyniosłości terenu, okalające Parque Pereyra. Padający z nóg Argentyńczycy zdumiewali ofiarnością i bezprzykładną ambicją, jednak w tej sytuacji przewaga gospodarzy była poza dyskusją. Złoty gol legendarnego Hectora Scarone w 59 minucie zapewniła im zwycięstwo. Końcowy gwizdek sędziego Livingstone’a utonął w wezbranym morzu powszechnego entuzjazmu. Setki kibiców wyległo na płyte, wynosząc na ramionach prawdziwych bohaterów tego dramatu a mianowicie Argentyńczyków. Był to autentyczny przejaw obustronnie rycerskiej, pięknej postawy ale takie też reguły rządziły ówczesnym sportem.
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Sensible
@Symson
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
12
Prezydenci FCB:
14 października 1953 r. Francesc Miro-Sans zostaje prezydentem FC Barcelony. Pracę w zarządzie rozpoczął w 1950 r. W 1953, po dymisji Marti Carreto z powodu ,,sprawy Di Stefano” objął stery w klubie. Wybory wygrał niewielką przewagą w liczbie głosów(8771 do 8460). Podczas pierwszej kadencji jego największym sukcesem było rozpoczęcie prac przy budowie stadionu Camp Nou, którego konstrukcja pochłonęła dużo większy budżet niż pierwotnie zakładano. Miro-Sans był za to mocno krytykowany. Wyniki zespołu(zdobycie tylko jednego Pucharu Hiszpanii przez 4 lata) również nie były najlepsze. Mimo to dotychczasowy prezydent został wybrany na drugą kadencję ogromna większością głosów(155 do 58, prawo wyboru mieli przedstawiciele socios). Wraz z objęciem stanowiska trenera prze Helenio Herrere poprawiły się wyniki sekcji piłkarskiej(2 tytuły ligowe, Puchar Hiszpanii i 2 Puchary Miast Targowych) a sekcja koszykarska wygrała lige hiszpańską po raz pierwszy w historii. Liczba socios w latach 1953-61 wzrosła znacząco z 33 tysięcy do 40 tys. Dnia 28 lutego 1961 r. Miro-Sans musiał podać się do dymisji z uwagi na fatalną sytuacje finansową klubu.
@Symson
@Sensible
@Pawel13sz
@patataj
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
1
@Symson No z czasem to tak średnio ale zaraz, czy chodzi ci o moją subiektywną liste 100 piłkarzy, czy jakieś inne źródło? bo jest np. FIFA 100 lub najlepsi piłkarze wszechczasów ze strony https://pehasports.com/najlepsi-pilkarze-wszech-czasow/
Na swoją liste to musiałbym poświęcić troche czasu ale czegóż się nie robi z miłości do futbolu!?
11
@FCBparasiempre13 października 1955 roku w maleńkim Zelowie urodził się Krzysztof Surlit. Jego rzuty wolne wprawiały w osłupienie publiczność oraz bramkarzy drużyn przeciwnych. Stałe fragmenty i strzały z dystansu to była jego specjalność. Strzelał bramki największym zespołom z europejskiej czołówki, z Manchesterem United i Juventusem na czele. Niedoceniany symbol Widzewa, który po odejściu jego największych gwiazd – Zbigniewa Bońka i Władysława Żmudy – przyczynił się do jednego z największych sukcesów w historii polskiej klubowej piłki nożnej. Swój żywot zakończył tam, gdzie czuł się najlepiej – na boisku. Poznajcie historię (nie)zapomnianego Krzysztofa Surlita. Mieszkający niewiele ponad 50 km od Łodzi młody zawodnik pierwsze piłkarskie kroki stawiał w miejscowym Włókniarzu. Do Widzewa trafił jeszcze przed ukończeniem 18. roku życia. Być może transfer ten nie doszedłby do skutku, gdyby nie fakt, iż w tym samym czasie do klubu mieszczącego się przy alei Piłsudskiego trafił z Legii starszy brat Krzysztofa Surlita, Wiesław. W roku 1973 zaczął pisać swoją piękną historię, która jest nieodłącznie związana z łódzkim zespołem. Piłkarz ten stanowił symbol słynnego „widzewskiego charakteru”. Hasło, dziś powtarzane chyba nad wyraz, dawniej znaczyło wiele. Wola walki, agresja, gra do upadłego – te wszystkie cechy odzwierciedlały jego grę. Na co dzień był raczej spokojnym człowiekiem, ale na boisku pozostawiał całe swoje serce. Słysząc o atomowych strzałach, mamy przed oczami takich piłkarzy, jak Ronald Koeman czy Roberto Carlos. Pod tym względem Krzysztof Surlit nie miał się jednak czego wstydzić i w niczym nie ustępował wyżej wymienionym gwiazdom. Stałe fragmenty wykonywał z nieprawdopodobną siłą oraz precyzją. Posyłane przez niego piłki nabierały niebywałej rotacji i leciały niczym pociski. Nieważne, czy strzelał z trzydziestu czy czterdziestu metrów. Bramkarzom, którym dane było posmakować jego piekielnych strzałów, wielokrotnie wyginały się ręce lub odparzały dłonie. Józef Młynarczyk, czyli drugi w historii Polak mogący pochwalić się zdobyciem Pucharu Mistrzów, wspominał, że stracił przytomność na jednym z treningów, gdy futbolówka uderzona przez Krzysztofa trafiła go w głowę. Siłę miał nie tylko w nogach, ale i w rękach. Przekonał się o tym pewnego razu jego kolega z zespołu – Zdzisław Rozborski, kiedy po jednym z powitalnych uścisków dłoni, wylądował na pogotowiu z pękniętym palcem. Styl Widzewa odpowiadał charakterowi samego zawodnika. Był to bardzo kompatybilny zestaw. Pierwsze problemy pojawiły się wraz z zawiadomieniem o obowiązku odbycia służby wojskowej. Klub z alei Piłsudskiego za wszelką cenę chciał zatrzymać swojego utalentowanego gracza, dlatego postanowił oddać go na jakiś czas do Startu Łódź. Cały plan spalił jednak na panewce, a piłkarz trafił ostatecznie do Zawiszy Bydgoszcz. Do swojego Widzewa powrócił w roku 1977 i grał tam aż do pamiętnego sezonu 1982/1983, jednego z najlepszych, jeśli nie najlepszego w historii klubowej polskiej piłki nożnej. Koniec lat 70. i początek 80. to bez wątpienia złoty okres w historii Widzewa. Klub, który dziś przeżywa wielki kryzys, świecił wtedy pełnym blaskiem. Kiedy Legia dotarła do półfinału Pucharu Mistrzów w sezonie 1969/1970, „Widzewiacy” zwyciężali w rozgrywkach okręgowych. Dwa lata później awansowali do drugiej ligi, do pierwszej – w roku 1975. Któż spodziewał się wówczas, iż to właśnie oni będą na ustach całej piłkarskiej Polski, a nie odwieczny rywal ze stolicy? Krzysztof Surlit nie strzelał zbyt wielu goli, ale zazwyczaj były to bramki kluczowe. Tak było chociażby w sezonie 1980/1981, gdy Widzew w 1/32 Pucharu UEFA sensacyjnie wyeliminował słynny Manchester United. Decydujące okazało się pierwsze spotkanie – RTS zremisował na Old Trafford 1:1. Gola na wagę awansu zdobył już w 6. minucie Surlit. Nie trzeba chyba dodawać, że bezpośrednio z rzutu wolnego… Rewanż zakończył się bezbramkowym remisem i to Łodzianie przeszli dalej. Swoją przygodę zakończyli w 1/8, kiedy musieli uznać wyższość angielskiego Ipswich Town. Największą sławę przyniosły mu jednak trafienia przeciwko Juventosowi. Sezon 1982/1983 na stałe zapisał się na kartach historii polskiego futbolu. Bez względu na sympatie klubowe, cała Polska kibicowała Widzewowi, który szedł jak burza i eliminował coraz mocniejszych rywali. W 1/16 piłkarze z alei Piłsudskiego poskromili Rapid Wiedeń. Nie pomógł nawet rzut karny strzelony po firmowym uderzeniu Antonina Panenki. W ćwierćfinale polskiemu zespołowi przyszło mierzyć się z naszpikowanym gwiazdami Liverpoolem. Ian Rush, Kenny Dalglish czy Bruce Grobbelaar, który przed Jerzym Dudkiem jako pierwszy zaczarował swoim tańcem przeciwników w finale Pucharu Mistrzów (stanie się to dopiero w 1984 roku). To tylko niektóre z wielkich nazwisk tamtej drużyny. „Widzewski charakter” pokazał wówczas swoją siłę jak nigdy dotąd. Zacięty bój, pełen emocji dwumecz i walka do samego końca dały Widzewowi przepustkę do półfinału. Tam czekał na nich Juventus Turyn. Zawodnikiem Starej Damy był już wtedy Zbigniew Boniek. Podopieczni Władysława Żmudy (nie mylić z byłym piłkarzem Widzewa, słynnym reprezentantem Polski) przegrali w Turynie 0:2. W drugim spotkaniu zremisowali 2:2 i, będąc o krok od wielkiego finału, pożegnali się z turniejem. Dwa gole strzelił wówczas Krzysztof Surlit; i to nie byle komu, bo samemu Dino Zoffowi. Widzewiacy mieli nadzieję na ostateczne zwycięstwo do samego końca, gdyż wygrywali 2:1. W końcówce jednak Michel Platini pewnie wykonał rzut karny podyktowany za faul na… Zbigniewie Bońku. Włosi zrewanżowali się tym samym za porażkę sprzed dwóch lat, kiedy to konkurs rzutów karnych zadecydował o tym, iż Widzew wyeliminował Juventus w 1/16 Pucharu UEFA. Niewątpliwie dwa gole z Juve umocniły nieco zapomnianą dziś legendę Krzysztofa Surlita. Ciekawa wobec tego wydaje się historia, którą można przeczytać w książce „Wielki Widzew”. Stefan Szczepłek jako jeden z niewielu dziennikarzy nie wystawił mu pochlebnej recenzji po tym spotkaniu. Napisał: „paradoksem jest, że gole zdobył jeden ze słabszych graczy”. Bohater tego artykułu po przeczytaniu tekstu podobno długo wpatrywał się w podsuniętą kartkę, a po głębszym zastanowieniu miał powiedzieć do kolegów: „on to wpier…”. W latach 90., czyli wiele lat po tym wydarzeniu, jego kolega z boiska, Tadeusz Świątek, zapytał o finał całej sprawy. Krzysztof wyciągnął tę samą kartkę, którą tamtego dnia wsunął to portfela, i rzekł: „Jeszcze go nie spotkałem, ale jak spotkam, to ją wpier…”. Stefan Szczepłek pytany o tę sytuację wspominał, że spotkali się potem kilka razy, ale nie wracali do tematu. W koszulce Widzewa wystąpił łącznie 176 razy i strzelił 30 bramek. Przyczynił się do zdobycia dwóch tytułów mistrza Polski w 1981 i 1982 roku. Jego gole z Manchesterem United i Juventusem Turyn po dziś dzień z nostalgią są wspominane przez wiernych kibiców łódzkiego klubu. Nigdy nie dane mu było wystąpić w dorosłej reprezentacji, choć niewiele brakowało, by pojechał na mistrzostwa świata do Argentyny w 1978 roku. Znalazł się w szerokiej czterdziestoosobowej kadrze, ale na mundial ostatecznie nie został powołany. W dorobku ma jedynie 8 występów w drużynie U-21. Krzysztof Surlit był prawdziwym twardzielem z krwi i kości. Do spotkań podchodził bardzo emocjonalnie. Po zawieszeniu butów na kołku próbował swoich sił jako trener i sędzia piłkarski. W latach 1999-2001 był nawet II trenerem swojego ukochanego Widzewa. 23 września 2007 roku wystąpił w pokazowym spotkaniu Gwiazd Polskiej Piłki Nożnej z Oldbojami Pogoni w Szczecinie. Jak później się okazało, był to ostatni mecz w jego życiu. Krzysztof Surlit zasłabł nagle podczas tego widowiska. Został przewieziony do szpitala, ale próby reanimacji nie powiodły się. Spoczywa na katolickiej części cmentarza na Zarzewiu w Łodzi.
7
Zapomniane legendy rodzimego futbolu(wiecie gdzie czytać):
Na wstępie pozdrawiam wszystkich sympatyków Widzewa, zwłaszcza WIELKIEGO WIDZEWA!
@DaPidejpi
@Sensible
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Symson
@patataj
11
Historia El Clasicos:
13 października 1999 r. na Camp Nou rozegrane zostało ligowe El Clasico, które zakończyło się wynikiem 2:2. To był najlepszy Klasyk z Realem od lat. W meczu nie brakowało goli, sytuacji strzeleckich i kontrowersji. Zawieszony trener Realu John Toshack zasiadł na trybunach. Goście wyszli aż czterema napastnikami. Już w pierwszej połowie Sergi powinien był być usunięty z boiska po wybiciu piłki ręką z linii bramkowej po strzale Geremiego, najlepszego gracza Realu w tym meczu. Zamiast tego Van Gaal zmienił Sergiego(zresztą bardzo niezadowolonego z tej decyzji) na Puyola. W drugiej połowie dzięki świetnej grze Figo, Blaugrana wyszła na prowadzenie 2:1 ale krótko po tym w 55 minucie za obrażanie sędziego został usunięty z boiska Kluivert. Tuż przed końcem spotkania wyrównał Raul Gonzalez(drugi gol w meczu), który palcem przyłożonym do ust uciszył Capm Nou. Był to pierwszy remis tych drużyn na Camp Nou po sześciu zwycięstwach Barçy z rzędu bez straty gola. Zainteresowanie meczem było ogromne, klub zainstalował 30 dodatkowych krzesełek w loży honorowej.
@patataj
@DaPidejpi
@Sensible
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Symson
@NaFazieHitman
10
Wybitne postacie Dumy Katalonii:
Dokładnie 150 lat temu(13 października 1872 r.) w Hottingen urodził się Walter Gustaw Wilde, szwajcarski elektryk ale przede wszystkim pierwszy w historii prezydent FC Barcelony. Wild był jedną z dwunastu osób na spotkaniu, na którym powstał klub, które odbyło się w gimnazjum Solé 29 listopada 1899 roku. Pochodzący z zamożnej szwajcarskiej rodziny był najstarszym z pierwotnych członków klubu a jego koledzy jednogłośnie mianowali go prezesem. Wild był bardzo wszechstronnym dżentelmenem, który pojawił się również w dziesięciu meczach FC Barcelony, w tym w pierwszym z drużyną kolonii angielskiej. Jednak to, z czego zawsze będzie najbardziej pamiętany, to to, co zrobił jako prezydent. Wild zezwolił na wykorzystanie swojego mieszkania w Carrer Princesa na posiedzenia zarządu i prowadził nieustanny spór dyplomatyczny z FC Català, który był najstarszym klubem piłkarskim w Barcelonie. Jednym z najważniejszych osiągnięć Wilda jako prezydenta był sposób, w jaki udało mu się zdobyć dla Barçy swój pierwszy stadion bez konieczności dzielenia się nim z FC Català, przy Hotelu Casanovas. Walter Wild był trzykrotnie ponownie wybierany na prezydenta między 13 grudnia 1899 a 27 grudnia 1900, ale został zmuszony do rezygnacji 25 kwietnia 1901, ponieważ musiał wyjechać do Anglii, będąc prezesem FC Barcelona przez 513 dni. Tego samego dnia, w którym złożył rezygnację, został mianowany członkiem honorowym w uznaniu za wszystko, co zrobił dla klubu. Wild bardzo rzadko śledził późniejszy rozwój klubu a prawie pół wieku później, kiedy był gościem honorowym Złotej Rocznicy FC Barcelony, był zdumiony, widząc, jak urósł klub, którym przewodniczył ponad 50 lat wcześniej.
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Symson
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
0
Wczorajsze starcie z Interem? Cóż to był(pomimo tylko remisu) za fantastyczny, cudowny, niepowtarzalny, spektakularny, dramatyczny, wręcz epicki mecz! Chociaż epicki to bardziej pasuje do pamiętnego meczu z PSG, gdzie absolutnie nie zasłużyliśmy na awans do kolejnej rundy ale to już temat na inny czas. Takie mecze, jak ten z Interem są mile widziane zwłaszcza w fazie pucharowej a tu prosze, Barcunia zafundowała nam kosmiczne emocje już w fazie grupowej, kto by się spodziewał? Czy zasłużyliśmy na zwycięstwo wczoraj z Interem? I tak i nie. Sercem i zaangażowaniem napewno tak, jednak umiejętnościami i jakością całego zespołu to niestety nie. Owszem nasza linia defensywna jest na tą chwile mocno osłabiona ale tak z czystym sumieniem, nawet w najsilniejszym składzie, to ile moglibyśmy osiągnąć w Lidze Mistrzów? Maximum ćwierćfinał a i to zależałoby od losowania 1/8 finału. Niestety ale tylko i wyłącznie Ter Stegenem, Araujo, Kounde, Lewandowskim i w porywach Pedrim czy też Albą, nie mamy czego szukać w Lidze Mistrzów! Jakość ,,naszej" kadry predestynuje co najwyżej na wygranie La Ligi i Pucharu Króla. Nie wiem co myśleć o Xavim i jego upartości co do Dembele a zwłaszcza Ferrana Torresa i Sergi Roberto. Tacy piłkarzy według mnie nie mają czego szukać na poziomie Ligi Mistrzów a takiego poziomu wymaga się od zawsze od ,,naszego" klubu. Bocznych obrońców i skrzydłowych strzelających goli mamy deficyt od dłuższego czasu i nie zanosi się szybko na poprawe tych pozycji. Barcunio, quo vadis?
0
Drugi sezon Xaviego a my nie mamy prawego obrońcy na tą chwile nawet na poziomie La Ligi. To jest niewiarygodne jak Xavi uczepił się tego Sergi Roberto, Ferrana Torresa i Dembele. Eeech....
9
Z cyklu najstarsze i najwspanialsze turnieje Świata:
12 października 1924 r. meczem Paragwaj-Argentyna w Montevideo, rozpoczęła się 8 edycja Copa America. Pierwotnie turniej miał się odbyć w Paragwaju, gdyż wcześniej przyjęto zasade rotacyjną. Okazało się jednak że impreza tej rangi przerasta organizacyjne możliwości Asuncion i w efekcie turniej przeniesiono do Urugwaju. Startowały 4 ekipy, z których tylko Chile pogodziło się z rolą chłopca do bicia. Pozostałe trzy toczyły zażarte, wyrównane boje. Argentyński futbol był wówczas pogrążony w organizacyjnym chaosie, który podobnie jak w Urugwaju przybrał postać Wielkiej Schizmy(Asociasion Argentina kontra Asociasion Amateur), lecz przebiegał o wiele drastyczniej. Tak dalece że wielkie kluby zrzeszone w konkurencyjnej lidze zbojkotowały reprezentację. Sklecono ją więc z zawodników stołecznych Boca Juniors i Huracan oraz klubów prowincjonalnych. W tej sytuacji ciężar gry spoczywał na wypróbowanej już, żelaznej defensywie Boca(m.in. genialny bramkarz Tesoriere) i sprawdzonym także wcześniej doskonałym środkowym napastniku z Cordoby, Gabino Sosa. Natomiast Urugwaj, świeżo upieczony mistrz Olimpijski(co traktowano wówczas jako mistrz Świata) przystąpił do ostatniego meczu turnieju(de facto finału) z Argentyną w niemal identycznym ,,olimpijskim” składzie. Mecz zakończył się rezultatem 0:0 co dało pierwsze miejsce w grupie Urugwajowi, który tryumfował po raz piąty w historii.
Również 12 października tyle że 2 lata później mecz Chile-Boliwia w Santiago, zakończony zwycięstwem gospodarzy 7:1 zainaugurował 10 edycje Copa America. Po raz pierwszy w turnieju uczestniczyła Boliwia, która nawet nie mogła marzyć o najskromniejszym remisiku tracąc aż 24 gole! Niewiele lepiej zaprezentował się Paragwaj osłabiony brakiem świetnego Rivasa. Gospodarze wznieśli się na szczyty swoich możliwości szaloną ambicją nadrabiając pewne niedostatki techniczne. T ofiarność przyniosła zaszczytny remis 1:1 z Argentyną, lecz na Urugwaj już nie wystarczyła. Argentyna przywiozła do Santiago na ogół piłkarzy już dobrze znanych. Co raz któryś wyróżniał się bajeczną techniką i precyzją strzałów, jak choćby legendarny Gabino Sosa, zwany ,,Payador de la Redonda”. Payador to taki śpiewający gaucho, poetycki trubador argentyńskiej pampy. Zaś redonda, dosłownie ,,okrągła” to nic innego jak piłka. U boku Sosy pojawił się kapitalnie grający głową napastnik Roberto Cherro z Boca Juniors. Jednak nawet tak wybitni gracze nie byli w stanie sprostać drużynie ,,Celestes”. Która wreszcie przestała upajać się wspomnieniami olimpijskiego tryumfu i po prosto ostro zabrała się do roboty. W efekcie Urugwaj w decydującym meczu pokonał Argentynę 2:0 i do wawrzynu olimpijskiego dorzucił laur kontynentalny. Królem strzelców został natomiast Chilijczyk David Arellano z 7 golami, jednak najlepszym piłkarzem turnieju został wybrany legendarny Jose Leandro Andrade. Warto również wspomnieć iż równie legendarny Hector Scarone strzelił 5(!) goli w jednym meczu(Urugwaj-Boliwia 6:0).
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Symson
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@Sensible
@patataj
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
3
@Kessie O! To bardzo miłe z twojej strony, bardzo dziękuje za polubienia i za pamięć. Gdyby ktoś się ,,wykruszył" z użytkowników, których oznaczam to napewno bede o tobie pamiętał!
11
@FCBparasiempre Pan Roman był dobrze zapowiadającym się bokserem. Wrodzona duma sprawiła, że po pewnym turnieju rzucił rękawice w kąt i zajął się na poważnie piłką nożną. Jego kariera to seria wzlotów i upadków. Przez nieudane spotkanie z Węgrami nie pojechał na Igrzyska Olimpijskie. W meczu przeciwko Hiszpanii zaprezentował się na tyle dobrze, że podobno zainteresował się nim Real Madryt. Jedna przesłana wiadomość sprawiła, że został odsunięty od kadry na dziesięć lat. Poznajcie historię Romana Korynta, swego czasu, najlepszego obrońcy w naszym kraju.
Tylko najlepsi z najlepszych zyskują status legendy za życia. Roman Korynt był dla Lechii tym, kim Gerard Cieślik dla Ruchu i Lucjan Brychczy dla Legii. Być może najwierniejsi sympatycy wymienionych zespołów popukają się w czoło na takie stwierdzenie, lecz były polski obrońca to ktoś naprawdę wyjątkowy. Jeszcze nie tak dawno, kiedy Roman Korynt pojawiał się na stadionie w Gdańsku, ludzie wstawali z miejsc. To mówi samo za siebie.
Roman Korynt przyszedł na świat 12 października 1929 roku w Tczewie. Kiedy miał kilka miesięcy, jego rodzice postanowili przeprowadzić się do Gdyni. Co ciekawe, to właśnie w tym mieście mieszka do dziś, chociaż jego nazwisko niezaprzeczalnie jest kojarzone z Gdańskiem. Już jako kilkunastoletni chłopiec musiał pomóc rodzinie, dorabiając jako pomocnik kowala. Ośmiogodzinna harówka przy użyciu dziesięciokilogramowego młota. I tak dzień w dzień. Ciężka praca od najmłodszych lat zahartowała jego ciało i wpłynęła na osobowość przyszłego nieustępliwego obrońcy. Pan Roman podczas jednego z wywiadów udzielonego dla portalu „Łączy nas piłka” podsumował to w ten sposób:
JAKO NASTOLATEK NABIŁEM MUSKUŁY. PO CZTERECH MIESIĄCACH PRZYSZŁO WYZWOLENIE, NIEMCY POSZLI, A MUSKUŁY ZOSTAŁY.
Zainteresowanie sportem sprawiło, że po zakończeniu wojny zaczął treningi w miejscowym Gromie. W gdyńskim klubie uprawiał zarówno piłkę nożną jak i boks. Z początku wydawało się, że to właśnie pięściarstwo jest jego przeznaczeniem. Korynt zdradzał nieprzeciętny talent. Dwukrotnie został mistrzem Wybrzeża juniorów. W książce Pana Stefana Szczepłka „Moja historia futbolu” możemy przeczytać o tym, iż do treningów zachęcał go legendarny Feliks Stamm – podoficer Wojska Polskiego i wychowawca wielu przyszłych mistrzów boksu – Jerzego Kuleja, czy Zbigniewa Pietrzykowskiego. Korynt był również sparingpartnerem „Bombardiera z Wybrzeża”, pierwszego powojennego medalisty olimpijskiego – Aleksego Antkiewicza. Jedna sytuacja sprawiła, że przyszły reprezentant Polski porzucił marzenia o pięściarstwie. Podczas pewnego turnieju został zwyczajnie oszukany przez sędziów, którym zależało na zwycięstwie boksera Gwardii. Korynt, wyraźnie lepszy od swojego przeciwnika, postanowił unieść się dumą i raz na zawsze zakończyć przygodę z boksem. Nie zerwał jednak całkowicie ze sportem. Poświęcił się za to jednej dyscyplinie – piłce nożnej. Wtedy też przeniósł się z Gromu do nieco zapomnianego dziś, najstarszego klubu w Gdańsku – Gedanii. Po dwóch latach przyszło zawiadomienie o obowiązku odbycia służby wojskowej, przez co zawodnik musiał zmienić otoczenie. Początkowo trafił do zwyczajnej jednostki, gdyż nowi koledzy nie znali jego sportowej przeszłości. Z czasem wznowił treningi w drużynie OWKS Lublin, skąd bardzo szybko został dostrzeżony przez CWKS. W barwach Legii zadebiutował 22 lipca 1951 roku w meczu przeciwko Gwardii. Co ciekawe, w tym samym spotkaniu pierwszy mecz w barwach Wojskowych rozegrał Leszek Jezierski, także sprowadzony z Lublina. Niecały rok później, 25 maja 1952 roku, Roman Korynt zadebiutował z orzełkiem na piersi. Towarzyska potyczka przeciwko Rumunii w Bukareszcie zakończyła się minimalną porażką biało-czerwonych 0:1, a zawodnik Legii przebywał na boisku od początku do końca spotkania. Jak sam przyznawał po latach, niewiele pamięta z tego debiutu, zapewne przez stres. Od tamtej chwili czuł jednak niebywałą dumę i obiecał sobie, że będzie trenował jeszcze ciężej. Po odbyciu służby wojskowej, Roman Korynt przeniósł się do Lechii Gdańsk. Grał dla niej nieprzerwanie w latach 1953-1967, walnie przyczyniając się do największych sukcesów w historii klubu. W 1955 roku wraz z gdańskim zespołem dotarł do finału Pucharu Polski, po drodze pokonując krakowską Wisłę, warszawską Gwardię, czy Odrę Opole. W finale piłkarze z Wybrzeża spotkali się z drużyną Legii. Wojskowi, z Szymkowiakiem, Pohlem, czy Brychczym, pewnie wygrali 5:0. Rok później Lechia wywalczyła za to najlepszy rezultat w historii ich występów w najwyższej klasie rozgrywkowej. Gdańszczanie zajęli trzecie miejsce, ustępując jedynie Ruchowi Chorzów i Legii Warszawa. Osobnym rozdziałem w karierze Romana Korynta jest reprezentacja. Trzy tygodnie po debiutanckim spotkaniu przeciwko Rumunii, nasz bohater miał okazję zagrać drugi raz w biało-czerwonych barwach. Rywal był jednak z dużo wyższej półki. Reprezentacja Węgier, choć trudno to sobie dziś wyobrazić, była prawdziwą piłkarską potęgą. Złota węgierska jedenastka z lat pięćdziesiątych należała do ścisłej światowej czołówki. Statystyki także nie napawały optymizmem przed tym spotkaniem. Dwa ostatnie boje z Węgrami kończyły się dla nas tęgim laniem – 0:6 w 1951 i 2:5 w 1950 roku. Korynt miał bardzo trudne zadanie. Musiał pilnować w tym meczu Kocsisa i Puskasa, czyli jednych z najlepszych piłkarzy tamtego pokolenia na świecie. Młody zawodnik, delikatnie mówiąc, nie poradził sobie z tym zadaniem. Po pierwszej połowie na tablicy świetlnej widniał wynik 0:5 i Korynt został zmieniony. W drugiej odsłonie Węgrzy byli łaskawi i więcej bramek nam nie strzelili. Mecz zakończył się ostatecznie rezultatem 1:5, a Pan Roman czuł się bardzo zawiedziony swoją postawą. Wiedział, że zawiódł i najprawdopodobniej nie pojedzie na Igrzyska Olimpijskie do Helsinek. Na jednej z wycinek dotyczących tego towarzyskiego spotkania z Węgrami, napisał wówczas – „Tracę szansę wyjazdu”. Na kolejne Igrzyska Olimpijskie, w których wzięła udział piłkarska reprezentacja Polski, także nie pojechał, choć z zupełnie innego powodu. W 1960 roku, na kilka miesięcy przed imprezą w Rzymie, Roman Korynt był czołowym obrońcą w naszym kraju. W latach 1959 i 1960 został wybrany najlepszym piłkarzem w plebiscycie katowickiego „Sportu”. Był zatem pewniakiem, jeśli chodzi o miejsce w kadrze. Obok Gerarda Cieślika, wymieniano go jako głównego bohatera niezapomnianego zwycięstwa ze Związkiem Radzieckim w 1957 roku. W meczu eliminacyjnym do mistrzostw Europy przeciwko Hiszpanii, krył samego Alfredo Di Stefano. Spotkanie zakończyło się porażką biało-czerwonych, ale Korynt zaprezentował się na tyle dobrze, że obok Lucjana Brychczego miał znaleźć się w kręgu zainteresowań słynnego Realu Madryt. Co więc poszło nie tak? Podczas pobytu reprezentacji w Niemczech, obrońca poznał mężczyznę mówiącego po polsku. Jegomość opowiadał, że pochodzi z Gdańska. Panowie utrzymali kontakt i pisali do siebie korespondencję. W jednym z listów, tajemniczy nieznajomy zapytał o zarobki piłkarza. Korynt odpisał zgodnie z prawdą, że otrzymuje 300 złotych za wygrany mecz. Kilka dni później informacja ta została przekazana niemieckiej prasie i zrobiła się afera. Zgodnie z panującymi zasadami, w Igrzyskach Olimpijskich mogli brać udział jedynie amatorzy, którzy nie pobierali żadnego wynagrodzenia. Zachodni dziennikarze podgrzewali atmosferę, pisząc, że niemieccy amatorzy grali z polskimi zawodowcami. Dlaczego? Niemcy przegrali z nami w eliminacjach, więc ów jegomość miał nadzieję, że przez tę intrygę zostaniemy zdyskwalifikowani. Piłkarz tłumaczył później przedstawicielom PZPN-u, iż pisząc o pieniądzach, miał na myśli zwrot utraconych zarobków. Wyjaśnienia te przesłano następnie do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, który uznał je za wystarczające. Wydawało się, że sprawa rozejdzie się po kościach, a Koryntowi nic nie grozi. Był to jednak początek poważnych problemów. Zawodnik Lechii nie mógł wyjeżdżać z klubem na żadne mecze zagraniczne, a w reprezentacji Polski otrzymał szlaban na…10 lat. Wrodzona ufność do ludzi spowodowała, że najlepszy obrońca w naszym kraju został potraktowany jak zdrajca. Z tego powodu nie pojechał na Igrzyska Olimpijskie, a jego licznik gier z orzełkiem na piersi zatrzymał się na trzydziestu czterech występach (w tym czterech w roli kapitana). Obrońca był bardzo zdołowany całą sytuacją, ale postanowił, że się nie podda. Motywacja z jaką przystąpił do gry po tym niesprawiedliwym zawieszeniu, korzystnie wpłynęła na defensywę Lechii. Gdańszczanie w dziesięciu kolejnych spotkaniach nie stracili bramki. Zresztą, Pan Roman grał z powodzeniem w klubie z Wybrzeża aż do 1967 roku. Łącznie ma na koncie ponad 200 spotkań w biało-zielonych barwach.
Roman Korynt jest żywą legendą Lechii Gdańsk. Kibice pamiętali o nim, zapraszając na mecze. Miał tam swoją lożę. W końcu to jego drugi dom. Prowadził sportowy tryb życia i jak sam przyznawał, nigdy nie pił podczas zgrupowań. Nawet podczas prywatnych spotkań z kolegami był jednym z nielicznych, którzy odmawiali. Wspominał, że pierwszy raz spróbował alkoholu po pamiętnym zwycięstwie odniesionym nad Związkiem Radzieckim. W dniu jego 85.urodzin, Polski Związek Piłki Nożnej przyjął Pana Romana do elitarnego Klubu Wybitnego Reprezentanta, czym niejako złożył ukłon byłemu piłkarzowi i przeprosił za zawieszenie sprzed lat. Formalnie trzeba bowiem rozegrać przynajmniej 80 spotkań w drużynie narodowej, aby znaleźć się w tym gronie. Obok Zdzisława Puszkarza został również wybrany najpopularniejszym piłkarzem 70-lecia Lechii Gdańsk. Uhonorowano go również Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Ma na swoim koncie również tytuł Piłkarza 50-lecia Wybrzeża. Wielkie sukcesy, co trzeba podkreślić, idą w parze z wielką osobowością Pana Romana. Skromność, z jaką opowiadał o swojej karierze i duma, która rozpiera go gdy wspomina występy z orzełkiem na piersi, powinny stanowić przykład dla kolejnych pokoleń.
11
Zapomniane(a szkoda) legendy polskiego futbolu(wiecie gdzie czytać):
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Sensible
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Symson
@patataj
8
Golazo!
12 października 1996 r. Luis Nazario de Lima strzela jednego z dwóch goli w meczu La Liga przeciwko SD Compostela, za to jakiego!? To było najbardziej niesamowite trafienia w karierze popularnego ,,El Gordo”, którego przydomek nie pasował do jego ówczesnej formy fizycznej. Już przy drugim golu popisał się fantastyczną asystą, po której Giovanni musiał tylko przyłożyć noge aby zdobyć gola. Historyczna akcja przy golu na 0:3 zaczeła się w środku pola. Ronaldo pokonał w walce o piłke dwóch piłkarzy Composteli i rozpoczął spektakularny rajd. Napastnik rywali Chiba próbował go zatrzymać kopiąc po nogach i ciągnąc za koszulke. Ronaldo nie dał się wytrącić z rytmu i dalej mijał kolejnych rywali. W sumie przedryblował siedmiu graczy z pola i bramkarza. Zachwycony Bobby Robson aż złapał się za głowe, nie dowierzając że taka akcja jest w ogóle możliwa.
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Symson
@Ogorinho1974
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@patataj
@Pawel13sz
10
Debiut wielkiej legendy:
12 października 1950 r. w towarzyskim meczu z Osasuną, wygranym przez FC Barcelone 4:0, w barwach Blaugrana debiutuje i strzela gola w debiucie legendarny, genialny Ladislao Kubala.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@patataj
@DaPidejpi
1
@ciema A czego? Szachów?
8
Czy wiemy że…
Pele jest jedynym piłkarzem, który strzelił hat-tricka w finale nieistniejącego już Pucharu Interkontynentalnego. Król futbolu dokonał tego w dniu 11 października 1962 r. w barwach brazylijskiego Santosu w zwycięskim spotkaniu z Benfiką (5:2), rozegranym na Estadio da Luz w Lizbonie.
@DaPidejpi
@Symson
@Pawel13sz
@patataj
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Sensible
@Roni/VEB
7
@FCBparasiempre 11 października 1937 r. w Ashington urodził się Robert Charlton, angielski pomocnik i napastnik. Mistrz Świata z 1996 r.(Anglia) Zdobywca Złotej Piłki France Football w 1966 r. Zdobywca Pucharu Europy w 1967 i 1968 (Manchester United) Zdobywca Mistrzostwa Anglii w latach 1957, 1965 i 1967 Złota Piłka za najlepszego piłkarz MŚ w 1966 r.(Manchester United) Rekordzista pod względem zdobytych goli dla Manchester United – 249 Najlepszy Piłkarz Angielski XX wieku według IFFHS Członek drużyny wszech czasów według FIFA – 1994
Bobby Charlton był członkiem reprezentacji Anglii, która w 1966 roku zdobyła tytuł Mistrza Świata. To również najlepszy europejski piłkarz 1966 roku. Większość swojej piłkarskiej kariery grał w Manchesterze United na pozycji ofensywnego pomocnika. Był znany z niebywałej skuteczności w sytuacjach podbramkowych oraz potężnych strzałów z dystansu. Jego brat Jack, to były gracz Leeds United, który również występował podczas pamiętnego mundialu w 1966 roku. Charlton zaczął grać w barwach Manchesteru United w 1956 roku. Trzykrotnie, wraz z kolegami z zespołu, zdobywał Mistrzostwo Anglii, raz zdobył Puchar Anglii, a także Mistrzostwo Świata w 1966 roku. Dostał również wiele indywidualnych osiągnięć, między innymi Złotą Piłkę w 1966 roku. Został wybrany do grona 100 najlepszych piłkarzy w historii piłki nożnej oraz drużyny wszechczasów w Mistrzostwach Świata. Rozegrał 106 spotkań w reprezentacji swojego kraju, strzelając 49 goli. 9 lutego 1953 uczeń Bedlington Grammar School- Robert Charlton- został zauważony podczas jednego z meczów swej drużyny East Northumberland, przez jednego ze skautów Manchesteru United. Charlton udał się na testy w tym wielkim klubie i pomimo ofert kilku innych zespołów, podpisał kontrakt z Czerwonymi Diabłami. Miał wtedy 15 lat. Został jednym ze sławnych "Busby Babes"- młodych, utalentowanych piłkarzy, którzy pojawili się w Manchesterze dzięki dobrej polityce klubowej. Wypracowywał swoją pozycję w klubie, grając w zespołach młodzieżowych i regularnie strzelając bramki. Swój debiut ligowy zaliczył w październiku 1956 roku, w spotkaniu przeciwko Charlton FC. W pierwszym sezonie swoich występów w barwach United zdobył 12 bramek w 14 spotkaniach. Przyczynił się w ten sposób do zdobycia przez Czerwone Diabły mistrzostwa Anglii. Charlton był bardzo ważnym punktem drużyny, która w kolejnym sezonie, jako pierwszy angielski klub, rywalizowała w Pucharze Europy. Manchester doszedł aż do półfinału, ulegając w nim obrońcom tytułu, Realowi Madryt. Ich reputacja wzrosła jeszcze bardziej w kolejnym sezonie. W bardzo zaciętych spotkaniach ćwierćfinałowych z Red Star Belgrad wykrzesali z siebie wszystko co najlepsze i z dużą pomocą Charltona, który w wyjazdowym meczu dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, awansowali do czołowej czwórki Pucharu Europy. W bardzo dobrych nastrojach wracali samolotem do Anglii, myśląc o kolejnych meczach ligowych.Samolot, którym gracze i sztab szkoleniowy Manchesteru wracali do domu, wylądował w Monachium w celu zatankowania paliwa. Postój w Niemczech odbywał się w pogarszających warunkach pogodowych. Kiedy pasażerowie zostali wezwani do powrotu na pokład maszyny, padający śnieg z marznącym deszczem spowodował oblodzenia pasa startowego. 2 razy odkładano wylot samolotu z lotniska, co wywołało niepokój pasażerów. Zostali oni poinformowani o konieczności ponownego opuszczenia maszyny, dopóki nie zostanie usunięta drobna usterka. Po powrocie na pokład Charlton oraz jego kolega Dennis Viollet zamienili się miejscami z Tommym Taylorem oraz Davidem Peggiem, którzy zdecydowali, że będą bezpieczniejsi w tylnej części samolotu. Podczas kolejnej próby startu samolot przeciął ogrodzenie lotniska, a jego skrzydło uderzyło w dom i razem z częścią ogona oderwało się od reszty maszyny i uderzyły w drzewo, po czym zatrzymały na śniegu. Bobby Charlton, przymocowany pasem w fotelu, wypadł z kabiny. Został zauważony przez bramkarza Manchesteru, Harry'ego Gregga, który wyszedł z katastrofy prawie bez szwanku. Chwycił leżących w śniegu Charltona oraz Violleta i odciągnął z dala od niebezpiecznej strefy, obawiając się kolejnego wybuchu.
Pomocnik Manchesteru doznał obrażeń głowy i przez długi czas znajdował się w ciężkim szoku. Siedmiu jego kolegów(w tym Taylor i Pegg, z którymi zamienił się miejscami) zginęło na miejscu, a kilku kolejnych kolejnego dnia w szpitalu. Ostatecznie w katastrofie życie straciły 23 osoby. Początkowo twierdzono, że przyczyną tragedii był lód na skrzydłach samolotu, lecz oficjalna przyczyna, ogłoszona później, to ubłocony pas startowy, uniemożliwiający bezpieczny start.Charlton był pierwszym ocalałym, który opuścił szpital- wrócił do Manchesteru 14 lutego 1958 roku, 8 dni po katastrofie. Drużyna Czerwonych Diabłów musiała być budowana od podstaw i nikt nie wiedział, czy ocalali w wypadku zawodnicy będą w stanie grać na takim samym poziomie jak wcześniej.Niespodziewanie władze Manchesteru zdecydowały się na kontynuowanie sezonu. United odpadli w półfinale Pucharu Europy i spadli na dalsze miejsce w tabeli ligi angielskiej, lecz jakimś cudem udało im się zdobyć drugi z rzędu Puchar Anglii, a sukces ten zbiegł się w czasie z powrotem rannego w katastrofie w Monachium, trenera Matthew Busby'ego. Niedługo potem Bobby Charlton został po raz pierwszy powołany do reprezentacji kraju na mecz ze Szkocją. Tak zaczęła się jego długa, wspaniała przygoda z reprezentacyjną piłką. Już w pierwszym meczu strzelił 2 bramki, udowadniając, że w tak młodym wieku może być ważnym elementem kadry narodowej. Mimo to, będąc w kadrze podczas Mistrzostw Świata w Szwecji w 1958 roku, nie wystąpił na boisku ani minuty. W 1959 roku strzelił hat-tricka w wygranym aż 8-1 meczu z USA, a po raz drugi trzy bramki w jednym meczu międzypaństwowym zdobył w 1961 roku przeciwko Chile. Kolejny sukces z drużyną klubową osiągnął w 1963 roku, kiedy to Manchester United pokonał w finale Pucharu Anglii Leicester City 3-1. Nowa drużyna Manchesteru, zbudowana po monachijskiej katastrofie, zdobyła również 2 tytuły mistrzów Anglii w przeciągu 3 kolejnych lat.W międzyczasie jego kariera reprezentacyjna rozwijała się w bardzo szybkim tempie. Hat-trick w meczu ze Szwajcarią w czerwcu 1963 roku spowodował, że wskaźnik ilości bramek w narodowych barwach zatrzymał się na liczbie 30, dzięki czemu wyrównał rekord Toma Finneya i Nata Lofthouse'a w ilości zdobytych goli w rozgrywkach międzykrajowych. Samodzielnym rekordzistą stał się 4 miesiące później, kiedy to strzelił swą 31 bramkę przeciwko Walii. Właśnie wokół Charltona budowano reprezentację Anglii, która miała rywalizować o najwyższe cele podczas Mistrzostw Świata w 1966 roku w Anglii. Pierwszy mecz w turnieju z reprezentacją Urugwaju Anglicy zremisowali 0-0, jednak już kolejne z Meksykiem, wygrane 2-0 spotkanie to błysk geniuszu Charltona, który strzelił jedną z bramek. Kolejna wygrana z Francją pozwoliła awansować przybyszom z Wysp Brytyjskich do ćwierćfinału. Dwa kolejne spotkanie to ponownie zwycięstwa: 1-0 z Argentyną oraz 2-0 z Portugalią. W tym drugim meczu Charlton strzelił pierwszą bramkę. W finale Anglicy pokonali Niemców 4:2 i zdobyli upragniony tytuł najlepszej drużyny globu. Największe gwiazdy drużyn, które spotkały się w decydującym meczu, czyli Bobby Charlton oraz Franz Beckenbauer zostały skutecznie zneutralizowane i nie wyróżniły się w tym meczu. W kolejnych Mistrzostwa Świata w 1970 roku Anglicy doszli do ćwierćfinału, gdzie przegrali z drużyną RFN. Był to ostatni mecz reprezentacyjny Bobby'ego Charltona, który w 106 występach w kadrze strzelił 49 goli. W latach 70-tych XX wieku Manchester United przestał się liczyć zarówno na arenie krajowej, jak i międzynarodowej. Charlton opuścił Manchester na końcu sezonu 1972/1973, mając na koncie 758 oficjalnych spotkań, w których strzelił 249 bramek. Jest on rekordzistą pod względem strzelonych bramek w barwach Czerwonych Diabłów. Ostatnim meczem, w którym występował, było spotkanie z Chelsea, przed którym otrzymał pamiątkową papierośnicę z rąk prezesa Chelsea. W 1973 roku Bobby Charlton został grającym kierownikiem zespołu Preston North End, zatrudniając na pozycję trenera swego przyjaciela z Manchesteru Nobby Stilesa. Niestety pierwszy sezon w tej roli zakończył w strefie spadkowej i opuścił zespół. Jednakże w tym okresie został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego. W 1975 zdobył 18 bramek w 31 meczach dla drużyny Waterford United. W 1978 roku wystąpił również w jednym meczu drużyny Shrewsbury Town przeciwko reprezentacji Zambii. Następnie został dyrektorem drużyny Wigan Athletic, po czym kilka lat spędził w Republice Południowej Afryki. Założył kilka szkółek piłkarskich w Wielkiej Brytanii, Kanadzie czy też Australii.
W 1984 roku zaproponowano mu zostanie członkiem rady dyrektorów w Manchesterze United, częściowo ze względu na jego wiedzę o piłce nożnej, a częściowo dlatego, że uznano, że klub potrzebuje słynnej "nazwy" na pokładzie po rezygnacji Sir Matta Busby'ego. Jego obecność w klubie była czynnikiem uspokajającym dla fanów Czerwonych Diabłów, kiedy klub ten, w 2005 roku, został przejęty przez Malcolma Glazera. W 2008 roku, 50 lat po katastrofie w Monachium, Manchester United wygrał Ligę Mistrzów, a Charlton początkowo odmówił przyjęcia medalu zwycięzców, twierdząc, że nie zasługuje na tą nagrodę, gdyż nie uczestniczył w decydujących meczach Pucharu Europy 50 lat wcześniej. W 1994 roku otrzymał tytuł szlachecki, a od 2002 roku jego nazwisko znajduje się w National Hall of Fame, hali poświęconej historii brytyjskiej piłki nożnej. 2 marca 2009 roku został honorowym obywatelem miasta Manchester.
10
Wybitne legendy futbolu(wiecie gdzie czytać):
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@patataj
@DaPidejpi
9
Zapomniane legendy futbolu:
11 października 1889 r. w Budapeszcie urodził się Imre Schlosser, wybitny węgierski snajper. As Ferencvarosu (169 meczów i 269 goli) i MTK Budapeszt (125 występów i 141 goli!) uchodził za niezwykle skutecznego snajpera. Swój niebywały instynkt strzelecki potwierdził też w reprezentacji Węgier, w której strzelał średnio 0,87 gola na mecz (68 występów i 59 goli). Schlosser próbował też swoich sił w austriackim Wiener AC, choć tam nie był już aż tak skuteczny (17 gier i sześć goli). Ciekawostką jest fakt, że węgierski napastnik jako pierwszy piłkarz spoza Wielkiej Brytanii został najlepszym snajperem lig europejskich w 1911 roku.
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
9
Prezydenci FCB:
11 października 1944 r. urodził się Joan Gaspart, 43 w kolejności prezydent FC Barcelony. Swoją funkcje pełnił w latach 2000-2003. Wcześniej przez 22 lata był wiceprezydentem w zarządzie Jospa Lluisa Nuñeza. W 1992 r. obiecał że jeśli Blaugrana wygra finał Pucharu Europy, to wykąpie się w Tamizie i słowa dotrzymał. Przez wiele lat piastowania poważnego stanowiska w klubie dał się poznać jako fanatyczny kibic, który nie przebiera w słowach. Jego prezydentura, mimo pełnego zaangażowania była pasmem klęsk klubu i nieudanych transferów. Przez 3 lata sekcja piłki nożnej FC Barcelony nie zdobyła żadnego trofeum i Gaspart musiał odejść.
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@Sensible
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@NaFazieHitman
@patataj
@Roni/VEB
@Symson
1
@Janiama No cóż, ja go oglądałem wyłącznie w meczach Legii(i to głównie pucharowych) i w kilku reprezentacyjnych i zawsze sprawiał wrażenie solidnego stopera. Nawet kiedyś myślałem że mógłby być trenerem Legii a nawet reprezentacji. Osobiście to nigdy się z nim nie spotkałem ale skoro ty się z nim znałeś to tylko wypada pozazdrościć...
0
@Don-Corleone Całe szczęście że to tylko według For for tu, czy jak mu tam. Nawet jeśli według tego ,,fiu fiu fiu", to 15 miejsce Manoela Francisco dos Santosa jest czystym skandalem lub kompletną ignorancja historii futbolu! Dla mnie osobiście na pierwszym miejscu exequo umieściłbym Edsona Arantesa de Nascimento, Manoela Francisco dos Santosa, Diego Armando Maradone oraz oczywiście Lionela Messiego. Na drugim miejscu na pewno znalazłby się Johan Cruijff, Alfredo di Stefano, Ernest Wilimowski, Zinedine Zidane, Luis Nazario de Lima oraz Eusebio. Dopiero na trzecim Cristiano Ronaldo a co do reszty to trzeba by przeprowadzić głębszą analize.