9

@FCBparasiempre
W historii piłki nożnej przewinęło się wiele postaci, które odcisnęły duże piętno na tej dyscyplinie sportu. Byli to piłkarze, działacze z ciekawą wizją, czy wreszcie trenerzy. To właśnie szkoleniowcy zmieniali niejednokrotnie spojrzenie zwykłego kibica piłki nożnej. Odmieniali wizję tego sportu, rozwijali taktykę, czy byli po prostu nieprzeciętnymi osobami. Kimś takim z pewnością był Helenio Herrera, legenda Interu Mediolan. Helenio Herrera urodził się 10 kwietnia 1910 roku w Buenos Aires. Oficjalnie, ponieważ są spore wątpliwości co do jego daty narodzin. Mówi się, że Helenio dokonał zabiegu odmłodzenia, edycji swoich papierów, co często można zauważyć wśród obywateli krajów afrykańskich. Hipoteza dotycząca oficjalnej daty narodzin Herrery mówi, że urodził się sześć lat później. Co by nie pisać, to i tak szybko życie nakazało jego rodzinie wyjechać z rodzinnych stron, by osiedlić się w Casablance. Ojciec Helenio, Francisco, był bowiem stolarzem z Andaluzji o poglądach anarchistycznych. Naturalnie przez to został wygnany z Hiszpanii. Matka, Maria Gavilán Martínez, która była sprzątaczką, musiała układać wraz z mężem życie na nowo. Pomogło im to znacząco przyjście na świat młodego Helenio. Casablanca była w latach dwudziestych XX wieku miastem kolonialnym Francji. Herrera trafił z racji tego do jednej z francuskich szkół, gdzie spotkał rówieśników z różnych części Europy. Znaleźli się wśród nich choćby Żydzi, Hiszpanie, Włosi, czy naturalnie Francuzi. Pomogło to stać się Herrerze swego rodzaju poliglotą, aczkolwiek mówił on w mieszance języków włoskiego i hiszpańskiego. Z czasem zaraził się pasją do piłki nożnej, czego efektem był jego wyjazd do Paryża. Tam próbował rozwijać swoją karierę piłkarza. Pierwszym klubem, w którym zagrał we Francji, był Club Athlétique des Sports Généraux. Wcześniej bowiem próbował sił w klubach w Maroko takich, jak Roches Noires i Racing Casablanca. Kolejnymi klubami w karierze Herrery były Stade Français, Charleville, Excelsior Roubaix, Red Star Olympique i CSM Puteaux, w którym rozpoczął karierę trenerską. Początek jego historii jako trenera przypadł na szybki koniec kariery piłkarskiej. Spowodowane było to urazem kolana, jaki przytrafił się Herrerze, gdy miał on około 20 lat. Helenio już wtedy tworzył wokół siebie specyficzną aurę wielkości. Był niezwykle pewny swoich racji. ,,Moją zaletą jest to, że wielcy gracze są pomnikami zarozumiałości, kiedy stają się menedżerami. Nie wiedzą, jak uczyć kogoś, co naturalnie zrobili z tak wielką łaską. Nie w moim przypadku”– podsumował Helenio Herrera. Już wtedy Herrera w sposób enigmatyczny, specyficzny starał się przedstawiać swoje przemyślenia na temat futbolu. W tym samym czasie rozwijał się jego zamordyzm trenerski. Można powiedzieć, że współczesnym odpowiednikiem legendy Interu jest Diego Simeone. Piłkarz Atletico, Alfonso Aparicio wspominał, że Helenio Herrera zmuszał drużynę „Los Colchoneros” do trzygodzinnych treningów dziennie.

Helenio Herrera swoją karierę trenerską w Hiszpanii rozpoczął w Realu Valladolid. Nie popracował tam jednak zbyt długo, co okazało się cechą charakterystyczną dla jego kariery trenerskiej. Następnie trafił do Madrytu i Atletico, gdzie zaczął święcić pierwsze triumfy w swojej karierze, czego dowodem są zdobyte dwa tytuły mistrza Hiszpanii w sezonach 1949/1950 i 1950/1951. W zespole z Madrytu wytrzymał trzy lata, po czym w 1952 roku trafił do Malagi. Tam jednak metody Herrery nie trafiły na podatny grunt i jeszcze w tym samym roku odszedł do Deportivo La Coruna. Tam również szybko pogoniono Herrerę, po czym trafił do Sevilli. Co prawda jego przygoda w Andaluzji trwała 4 lata, ale nie była owocna w sukcesy. Po odejściu z Hiszpanii wylądował w portugalskim Belenenses, ale szybko zatęsknił za większą częścią Półwyspu Iberyjskiego. Wrócił do jednego z dwóch najwspanialszych klubów w historii kraju, do FC Barcelony. Herrera dostał misję zdetronizowania najlepszej wówczas drużyny świata, czyli Realu Madryt. Zespół naszpikowany takimi piłkarzami, jak Gento, Di Stefano, czy Puskas wygrywał wówczas wszystko. Warto jednak pamiętać, że mogło być zupełnie inaczej, ponieważ Di Stefano był piłkarzem Barcelony, gdzie miał problemy z opuszczeniem klubu na rzecz Realu. Doszło wręcz do interwencji rządu w tej sprawie. Mimo wszystko Herrera zastał grupę naprawdę świetnych piłkarzy. Luis Suarez, Sandor Kocsis, Zoltan Czibor, czy przede wszystkim ten, przez którego Herrera był zmuszony odejść – Ladislao Kubala. Herrera próbował bowiem za wszelką cenę udowodnić, że Kubala źle się prowadzi i próbuje pokazać jakieś niewytłumaczalne choroby. Prawdą jest, że Kubala nadużywał alkoholu. Konflikt miał również podłoże czysto sportowe, ponieważ Kubala, grający przyjemnie i lekko dla oka nie bardzo chciał dostosować się do bezpośredniej piłki Herrery. Sportowo detronizacja Realu się udała, ponieważ Barcelona zdobywała tytuły mistrza Hiszpanii, ale psychologicznie Herrera musiał polec. Piłkarze po pewnym czasie mieli dość jego zamordyzmu i wtrącania się w każdy aspekt życia. Po tym wszystkim odszedł do Włoch, gdzie zaczęła tworzyć się jego legenda. Po odejściu z Barcelony Herrera trafił do Mediolanu. Wkrótce po jego nadejściu, a dokładnie rok po tym zdarzeniu, do Serie A wrócił AC Milan z Nereo Rocco na ławce. Miały być to narodziny wielkiej rywalizacji nie tylko tych dwóch klubów, ale przede wszystkim dwóch strategów. Nikt nie przypuszczał wówczas, że obaj stworzą podwaliny pod zupełnie nowy system taktyczny– catenaccio. ,,Jeśli nie stracimy bramki, nie przegramy meczu”- z takiego założenia wychodził Herrera. Catenaccio polegało na możliwie najczęstszej grze w obronie, by jak najwięcej piłkarzy broniło. Do Herrery i Rocco zarazem przylgnął przez to tytuł „morderców futbolu”. Paradoksalnie jednak zespół Interu grał mimo catenaccio ciekawie dla oka. Herrera po przyjściu do Włoch postanowił zupełnie zmienić podejście wszystkich ludzi interesujących się piłką. Do tej pory mało kogo obchodzili trenerzy.

,,Kiedy Herrera przyjechał do Włoch, nikt tak naprawdę nie znał nazwisk trenerów”- wspominał Sandro Mazzola. Liczyli się wówczas tylko piłkarze. Herrera, jako że lubił być w centrum uwagi, nie mógł tego przeboleć i postanowił sobie za cel stanąć na piedestale. Swoje rządy w Interze rozpoczął podobnie, jak w Barcelonie. Niezwykle ciężkie treningi i obozy miały tworzyć charaktery piłkarzy „Nerazzurrich. Innym punktem w planie Helenio było pozbycie się niesfornych piłkarzy. Za cel obrał sobie Juana Valentina Angelillo, który podobnie jak Kubala źle się prowadził. Angelillo nie miał jednak na tyle wysokiego statusu społecznego w Mediolanie, czego efektem było jego odejście. Następnie z klubu wyleciał Armando Picchi, który zbyt często wdawał się w dyskusje z „dyktatorem”, jak określany był Herrera. Picchi po tym został wysłany do Varese. Jedynym piłkarzem, który przetrwał wszystkie zagrania Herrery był Mario Corso, lewoskrzydłowy. On miał znacznie więcej szczęścia, ponieważ był pupilem właściciela Interu, Angelo Morattiego. Herrera oprócz zamordyzmu szczycił się tym, że był po części też psychologiem. Mówiło się, że Inter czy wcześniej Atletico wygrywały swoje mecze przed ich rozpoczęciem. W Atletico potrafił wyjść przed piłkarzami na płytę boiska, by uwaga fanatyków przeciwnika skupiła się na nim, po czym zmęczeni kibice nie mieli energii do wsparcia drużyny. W Interze z kolei brał piłkarzy w okrąg i wielokrotnie sugerował im, że przyjechali nie po to, by gdzieś grać, tylko by wygrać. Fanatyzm Herrery i chęć wygrywania omal nie doprowadziły go jednak na łono Abrahama. Otóż w drugim okresie pracy w Interze przeżył atak serca. Kilka lat później z kolei przetrwał wypadek, w którym złamał kręgosłup. W Interze ostatecznie wygrał trzy razy mistrzostwo Włoch, dwa razy Puchar Europy i tyle samo Pucharów Interkontynentalnych. W 1968 roku Herrera trafił do AS Romy. Tam już szło mu znacznie gorzej. Nie pomogła mu również sytuacja z Giuliano Taccolą, piłkarzem „Giallorossich”, który po ataku serca został wręcz zmuszony do wyjazdu z drużyną na mecz (słynny zamordyzm). Po porannym treningu przy zimnej pogodzie Herrera tylko bardziej naraził Taccolę na powtórny atak serca. Piłkarz oglądał co prawda mecz z trybun, jednak w szatni przytrafił mu się zawał, czego efektem był zgon zawodnika. Kibice bardzo mocno obwiniali Herrerę za to zdarzenie. Z czasem w Romie łączy się również polski wątek, ponieważ Herrera mierzył się w słynnym trójmeczu w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów. Później powrócił on do ukochanego Mediolanu, jednak po ataku serca postanowił zrezygnować z tak ostrych treningów i stresu. Potrenował później jeszcze w Rimini, by zakończyć karierę w Barcelonie. Po tym czasie zaczął pisać do różnych gazet artykuły, by w 1997 roku odejść z tego świata. Oto, jak pożegnał go legendarny Gianni Brera. ,,Najważniejsze dla mnie jest to, że nigdy nie jest fałszywy, nawet wtedy, gdy sam się zmusza. Helenio Herrera jest zawsze prawdziwy, jeśli nie zawsze nam się podoba”– Brera 33 lata wcześniej. Helenio Herrera jak można łatwo zauważyć, był osobą ciekawą, kontrowersyjną, ale nie można odmówić mu charyzmy i zaangażowania w swoją pracę. Nie znosił sprzeciwu, ale zarazem doceniał tych, którzy chcieli skoczyć za nim w ogień.

13

Genialny Wilimowski ,,otworzył” sezon 1938:

Inauguracja sezonu wypadła w Niedziele Palmową 10 kwietnia. Początek wyznaczono na 16.30 a przeciwnikiem ,,Niebieskich” był Śmigły Wilno. Na trybunach przy ulicy Cichej zgromadziło się około 3 tys. widzów, co jak na Ruch było dość przeciętnym wynikiem. Warto jednakże zaznaczyć iż tego dnia była bardzo niesprzyjająca pogoda. Opady śniegu z deszczem i przenikliwe zimno nie zachęcały do przyjścia na stadion. Powszechnie spodziewano się łatwego i wysokiego zwycięstwa gospodarzy. Tymczasem początek był zgoła sensacyjny. Już w drugiej minucie wilnianie po składnym zagraniu ataku zdobyli gola. ,,Niebiescy” ruszyli do ataku i po chwili Wilimowski w swoim stylu wyrównał. Dalsza część pierwszej połowy przebiegała pod dyktando gospodarzy, którzy po strzale głową Peterka po rzucie rożnym objęli prowadzenie 2:1. Jednakże goście jeszcze przed przerwą zdołali wyrównać i po 45 minutach wynik brzmiał 2:2. W drugiej połowie z każdą minutą rósł napór Ruchu. Niesamowite rzeczy w bramce gości wyczyniał bramkarz Czarski, który obronił kilkanaście strzałów ,,Niebieskich”. Na początku drugiej odsłony meczu obronił rzut karny egzekwowany przez Peterka. Dopiero w końcówce spotkania rozwiązał się worek z golami a te gole zdobyli: Wilimowski z podania Wiechoczka, Peterek po główce przy rzucie wolnym Giemzy i na sam koniec po pięknej dwójkowej akcji z Wodarzem, ponownie Wilimowski. Ostatecznie Ruch wygrał 5:2 i rozpoczął marsz po kolejne mistrzostwo Polski.

@1LY0
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@NeroTFP1
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

13

El Clasico w cieniu katastrofy:

10 kwietnia 2010 r. FC Barcelona pokonała Real Madrid 0:2 na Estadio Santiago Bernabeu w 31 kolejce Primera Division. Na ten mecz czekał cały świat. Owszem, odbył się ale kibice w Polsce pierwszy raz w historii oglądali wydarzenie w ciszy, bez komentarza dziennikarzy sportowych. ,,Szok. To bardzo ciężkie wyzwanie i takie nienaturalne. Szczerze mówiąc, nie pamiętam nic z tego, jak komentowałem mecz”- wspominał komentator Canal+ Leszek Orłowski. Wiadomość, jaką dostaliśmy przed meczem na Estadio Santiago Bernabeu, zwaliła z nóg. O 8:41 w Smoleńsku rozbił się samolot z parą prezydencką i 94 osobami na pokładzie. Plan komentatorów wywrócił się do góry nogami. 10 kwietnia 2010 r. odbyło się drugie El Clasico w sezonie. Niezwykły piłkarski klasyk, którego stawką było mistrzostwo Hiszpanii. Real Madryt i FC Barcelona jak walec rozjechały resztę rywali i o tytuł grały już między sobą. Nad trzecią Valencią miały 21 punktów przewagi! Wielka uczta na stadionie, a dla Rafała Wolskiego to był pierwszy komentowany klasyk od 2005 r. Canal+ transmitował ostatecznie ten mecz bez komentarza, aby uszanować pamięć ofiar. - Takie trudne momenty trzeba przeżyć, przemyśleć. Dotarło do mnie dość szybko. To chwile, które nas hartują, powodują, że z tego wszystkiego wychodzimy mocniejsi. Myślę, że to jest uniwersalne i dotyczy każdej branży. Masz większy dystans. Coraz lepiej rozumiesz, że nie wszystko zależy od ciebie. Wspominam ten mecz jako niezłą szkołę, ale tak bardziej w sensie ludzkim - mówił nam Wolski. Razem z Orłowskim komentował ten mecz do "puszki". Ich głos można było usłyszeć dopiero w powtórkach. Dziennikarze z całego świata wyrazili Polakom współczucie i kondolencje na trybunie prasowej. Nie potrafili uwierzyć, że katastrofa zdarzyła się naprawdę. To był trudny dzień także dla Jerzego Dudka. Polski bramkarz "Królewskich" w tym spotkaniu był rezerwowym. Kiedyś grał w jednej drużynie z Lechem Kaczyńskim. ,,W 2007 roku w Cardiff skutecznie walczyliśmy o prawo gospodarza dla Polski na Euro 2012. Wywarł na mnie bardzo dobre wrażenie. Rozmawiał, żartował”- wspominał "Przeglądowi Sportowemu".

Dzięki inicjatywie Dudka wielki klasyk, na który patrzył cały świat, został poprzedzony minutą ciszy. Ze stadionowych głośników grano utwór Ennio Morricone z oscarowego filmu "Pewnego razu na Dzikim Zachodzie". Wprawił prawie wszystkich na stadionie w zadumę. W swoim pierwszym klasyku na Bernabeu Cristiano Ronaldo grał z czarną opaską. Tak cały Real łączył się z Dudkiem i wszystkimi Polakami w tragedii. "Królewscy" starali rzucić się na rywala, ale goście zachowywali stoicki spokój. Gole dające triumf FC Barcelonie strzelili Lionel Messi i Pedro po cudownych asystach Xaviego. Real miał swoje sytuacje, ale nie potrafił ich wykorzystać. Cały atak opierał się na Ronaldo, szczególnie od momentu wejścia będącego wówczas bez formy Karima Benzemy. Z kolei Katalończycy dziurawili obronę rywala raz za razem. Choć kontry ekipy z Madrytu nie ustawały, to nie odpuszczało wrażenie, że Barcelona miała wyraźną przewagę na boisku i kontrolowała sytuację. Po meczu Joan Laporta, ówczesny prezydent "Blaugrany", stwierdził, że "to był mecz, w którym walka dominowała nad pięknem, czyli dokładnie taki, jakiego chciał Real". Trzeba jednak podkreślić, że Barcelona świetnie rozegrała spotkanie taktycznie i po wcześniejszym sezonie pełnym sukcesów wciąż przez jej grę przemawiał głód zwycięstwa. Ten mecz okazał się decydujący w wyścigu o mistrzostwo Hiszpanii. FC Barcelona wygrała 2:0, została samodzielnym liderem i nie oddała prowadzenia w tabeli do końca rozgrywek. Jednak zwycięstwo "Dumy Katalonii" dla części kibiców w naszym kraju zapewne zeszło na drugi lub dalszy plan.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

1

@AssisMoreira A no to chiba że tak...
Smutne to wszystko ale jednak prawdziwe...

0

@Gary No poniękąd masz marcje. Jednak mimo straty do Valencii 9 punktów, to w teorii ta strata była do odrobienia, więc de facto jeszcze walczyliśmy o te mistrzostwo...

0

@SeWo77 Ferran Torres? Żartujesz chyba sobie! Ten patałach nie miał nawet prawa trafić do takiego klubu jak FC Barcelona...

0

@EzioAuditoreDF A tyle to i ja wiem, mnie się rozchodzi o konkretną przyczyne śmierci?

0

@Katalończyk 99 To jasne że nie ma gwarancji. No ale chyba na coś pan Jacek zmarł, jakaś przyczyna tego musi być? W końcu od samego powietrza nie umarł...

9

Śmierć tak zasłużonej postaci w polskim futbolu, w takim wieku to jest niewytłumaczalny szok! Z kolei ja jestem w szoku jak to możliwe że tak zdrowy facet i to jeszcze młodszy odemnie tak nagle zmarł? Wpisuje w google przyczyna śmierci ale żadne internety nie podają przyczyny tej tragedii? Na co własciwie pan Jacek zmarł, skoro był w dobrej formie?

12

Na kłopoty Messi:

10 kwietnia 2013 r. FC Barcelona zremisowała na Camp Nou z PSG 1:1 w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. W rewanżu szala przechylała się na korzyść PSG, gdy na boisko został posłany kulawy Messi, który na jednej nodze wprowadził Barçe do półfinału. To był wspaniały czas ,,La Pulgi”. Bez niego na boisku, w końcówce pierwszego i na początku drugiego meczu, paryżanie wygrali z Katalończykami 3:1, z Messim przegrali 0:2. Blaugrana szósty raz z rzędu dotarła do półfinału Ligi Mistrzów. Gole w meczu zdobyli: Pedro(71 minuta) oraz Pastore(50 minuta).

@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

1

@PatrykBarca Coś mi się tam jarzy ale kompletnie nie pamiętam w jakim to było meczu?
Ps. Właśnie sprawdziłem i okazuje się że to był mecz ligowy z Bayernem z 2002 r. No ja napewno tego meczu nie oglądałem bo nie miałem dostępu do Bundesligi. Zapewne kojarze to z urywek telewizyjnych.

9

Dzień, w którym Valladolid stał się niezapomnianym wspomnieniem dla Andresa Iniesty:

10 kwietnia 2004 r. Real Valladolid przegrywa z FC Barceloną 1:3 w ramach 32 kolejki Primera Division. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt że pierwszego gola w barwach Dumy Katalonii strzelił Andres Iniesta. To był początek legendarnej kariery. Sezon 2003/2004 był jego pierwszym pełnoprawnym członkiem pierwszej drużyny a Valladolid odegrało w tym kluczową rolę. Real Valladolid podejmował FC Barcelonę na stadionie José Zorrilla a Iniesta dopiero rozpoczynał swoją zawodową karierę. Tego dnia zawodnik z Fuentealbilli rozpoczął mecz na ławce rezerwowych. Blaugrana, która walczyła o tytuł mistrzowski z Valencią CF, która ostatecznie zdobyła mistrzostwo, wyszła na boisko z takimi nazwiskami jak Ronaldinho, młody Xavi Hernández, Víctor Valdés, Saviola czy Luis García i wieloma innymi. Po stronie gospodarzy Bizarri miał za zadanie pełnić rolę muru przeciwko katalońskim atakom a obroną kierowali Torres Gómez lub Alberto Marcos. Atak odbywał się pod butami Óscara Gonzáleza lub Losady. Mecz rozpoczął się dla Realu Valladolid w najgorszy możliwy sposób. W 2. minucie Saviola trafił do siatki. Zimny prysznic od samego początku spotkania okazał się potężnym ciosem dla aspiracji „Blanquivioletas”. W 30. minucie Ronaldinho ponownie trafił do siatki, pokonując Bizarri. Było już 0:2 a szanse Valladolid malały. Jednak w drugiej połowie, w 66. minucie, Óscar González odwrócił losy meczu, strzelając gola na 1:2 i dając swojej drużynie szansę na zwycięstwo. Iniesta, wciąż siedzący na ławce rezerwowych, gdy Óscar González zasiał strach wśród piłkarzy FC Barcelony, wszedł na boisko w 79. minucie. Wystarczyło mu zaledwie 5 minut aby mecz z Valladolid stał się dla niego niezapomnianym przeżyciem. Luis Enrique otrzymał podanie od Xaviego na skraju pola karnego, podczas gdy młody Iniesta ruszył w stronę bramki, zasłaniając rozproszonego Torresa Gómeza. Były trener reprezentacji Hiszpanii zauważył to i podał mu prostopadłe podanie prostopadle w środek pola karnego. Nie zastanawiał się ani chwili. Iniesta uderzył piłkę lewą nogą, nie panując nad nią, po raz pierwszy, nie pozostawiając Bizarriemu innego wyboru, jak tylko patrzeć, jak piłka wpada do siatki po raz trzeci w meczu. To był wynik końcowy 1:3 w 84. minucie i pierwszy gol Andrésa Iniesty dla FC Barcelony w lidze krajowej. Tak Valladolid stało się niezapomnianym wspomnieniem dla piłkarza, który 10 kwietnia 2004 roku zasiał ziarno legendarnej kariery, która zakończyła się w wieku 40 lat.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

14

Piłkarze, którzy kiedyś zagrali jako bramkarze:

Choć nie jest to najczęstsze zjawisko, istnieje długa lista zawodników z pola, którzy okazjonalnie grali na bramce. Od czerwonych kartek po kontuzje odniesione podczas zmian, przyjrzymy się kilku najbardziej uderzającym przypadkom.

PELÉ: Dla wielu, najwspanialszy piłkarz wszech czasów. Pelé zawsze chciał się rozwijać i nierzadko widywano go trenującego jako bramkarz. Robił to głównie z dwóch powodów: po pierwsze, aby spojrzeć na piłkę nożną z perspektywy bramkarza, co pozwalało mu poprawić swoje umiejętności strzeleckie. Po drugie, na wypadek, gdyby kiedykolwiek musiał stanąć między słupkami, aby pomóc swojej drużynie. Rzeczywiście, wydarzyło się to w 1959 roku w meczu Santosu z Grêmio. Pelé strzelił w tym meczu trzy gole, ale w drugiej połowie jego kolega z drużyny Gilmar doznał kontuzji. To właśnie wtedy brazylijska gwiazda stanęła na bramce i zaprezentowała się znakomicie. Jego koledzy z drużyny zawsze twierdzili, że był również świetnym bramkarzem.

SAMUEL ETO'O: Niewątpliwie jeden z najlepszych afrykańskich piłkarzy w historii. Przeżył niezapomniane chwile na Majorce, nie tylko strzelając gole i zdobywając tytuły z drużyną Vermilion, ale także zakładając rękawice bramkarskie. Miejsce było idealne: stadion San Mamés, mecz Majorki z Athletic Club de Bilbao. Leo Franco, bramkarz gości, został wówczas wyrzucony z boiska.

JOHN TERRY: Pamiętamy go jako jednego z najlepszych angielskich środkowych obrońców. Był legendą Chelsea przez wiele lat dowodząc defensywą klubu. To kolejny zawodnik z pola, który musiał grać na bramce. Miało to miejsce w 2006 roku, kiedy Petr Cech doznał urazu głowy, który zmusił go do noszenia charakterystycznego kasku do końca kariery i musiał zostać zmieniony.

RIO FERDINAND: Podobny przypadek jak w przypadku Johna Terry'ego. Ferdinand był jednym z najlepszych obrońców Manchesteru United w pierwszej dekadzie XXI wieku. W 2008 roku zagrał w bramce w meczu Pucharu Anglii z powodu kontuzji Van der Sara i wyrzucenia Kuszczaka z boiska.

JAVIER FARINÓS: Farinós odnosił sukcesy w Valencii, co doprowadziło do podpisania lukratywnego kontraktu z Interem Mediolan. To właśnie w barwach Nerazzurrich piłkarz z Walencji musiał zagrać kilka minut jako bramkarz na Mestalla przeciwko swoim byłym kibicom. To był rewanżowy mecz ćwierćfinału Pucharu UEFA. Valencia zremisowała 1:1 w Mediolanie ale Inter prowadził w rewanżu 1:0. W 89. minucie Toldo został wyrzucony z boiska a Włosi dokonali już wszystkich trzech zmian. Farinós stanął na bramce i zdołał zachować czyste konto, zapewniając swojej drużynie awans do kolejnej rundy.

@1LY0
@Safrani
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

2

@Gosciuu To jest ze strony internetowej przetłumaczone na język polski. Dużo artykułów jest sprzed kilku lat a ja nie zawsze mam czas to wszystko skorygować. Najmocniej przepraszam.

2

@FcPortoFan1999 Zgadza się. Już poprawiłem :) Po prostu po skopiowaniu źle dopisałem. Dzięki za poprawke :)

1

@Gosciuu Tak, tak. Chodzi tutaj o mecze bez porażki.

12

10 najlepszych serii bez porażki w historii europejskiej piłki nożnej:


W całej historii było wiele drużyn, które dominowały zarówno w swoich ligach, jak i rozgrywkach międzynarodowych, do tego stopnia, że wydawały się niepokonane, ale które 10 europejskich drużyn może pochwalić się najdłuższą serią meczów bez porażki?


10. REAL SOCIEDAD


Reprezentacja Basków osiągnęła serię 38 meczów bez porażki w sezonach 1978-1979 i 1979-1980. W sezonie 1979-1980 zabrakło im zaledwie jednego punktu do zdobycia mistrzostwa. Wśród ich najwybitniejszych zawodników byli między innymi Arconada , Perico Alonso i Zamora.


9. CHELSEA


Chelsea zaliczyła serię 40 oficjalnych meczów bez porażki. Dokonała tego w sezonie 2004-2005, w którym zdobyła Puchar Ligi Angielskiej i Premier League, tracąc tylko jedną porażkę i kończąc rozgrywki z 12 punktami przewagi nad drugim w tabeli Arsenalem.


8. FIORENTINA (WŁOCHY)


Florence zdobyła swój pierwszy w historii tytuł mistrza Włoch w sezonie 1955-1956, kończąc rozgrywki z ośmiopunktową przewagą nad AC Milan. Między tym sezonem a poprzednim, nie przegrała 40 meczów.


7. NOTTINGHAM FOREST


W sezonie 1977-1978 Nottingham Forest nie przegrał 42 meczów. Zespół Briana Clougha zdobył mistrzostwo Anglii i Puchar Ligi, ale co najbardziej imponujące, awansował z drugiej ligi w tym samym sezonie. Brian Clough, cudotwórca Nottingham Forest. Nie tylko osiągnął jedną z najlepszych serii bez porażki w historii ale dokonał tego w skromnym zespole.


6. FC BARCELONA


Kadra Blaugrany w sezonie 2017-2018 okazała się bardzo solidną drużyną. Do tego stopnia, że nie przegrała 43 meczów, zdobywając 25. tytuł mistrzowski i 30. Puchar Króla. Seria zwycięstw FC Barcelony zakończyła się w imponującym meczu z Levante, w którym „Granotes” zwyciężyli 5:4.


5. LIVERPOOL


Zespół Jürgena Kloppa od jakiegoś czasu pokazuje swój potencjał. Aktualni mistrzowie Ligi Mistrzów zaliczyli serię 44 meczów bez porażki między poprzednim a obecnym sezonem, choć odnosi się to tylko do Premier League, ponieważ w obecnych rozgrywkach kontynentalnych odpadli w fazie grupowej z Napoli.


4. JUVENTUS


Juventus osiągnął serię 49 meczów bez porażki w sezonie 2011-2012. Drużyna wygrała Serie A bez porażki i dotarła do finału Pucharu Włoch, gdzie zmierzyła się z Napoli, drużyną, która przerwała ich passę, pokonując turyński zespół 2:0.


3. ARSENAL


Londyńska drużyna, prowadzona przez Arsène'a Wengera , zyskała w świecie piłki nożnej przydomek „Niepokonani”. Stało się tak dzięki 49 meczom bez porażki w sezonie 2003-2004, w których zdobyli mistrzostwo Premier League bez straty gola. Mniej szczęścia mieli w Lidze Mistrzów, gdzie ich sąsiedzi, Chelsea, wyeliminowali ich z rozgrywek po zwycięstwie 1:2 na Highbury (2:3 w dwumeczu).


2. BAYERN MONACHIUM


Bayern Monachium pozostał niepokonany przez 53 mecze w sezonach 2012-2013 i 2013-2014. W sezonie 2012-2013 wygrał Bundesligę z 25-punktową przewagą nad Borussią Dortmund. Wygrał również Puchar Niemiec i Superpuchar Niemiec w rozgrywkach krajowych. W Lidze Mistrzów pokonał Juventus i Barcelonę odpowiednio 4:0 i 7:0 w dwumeczu w fazie pucharowej. Później zdobył trofeum, pokonując Borussię Dortmund 2:1 w finale.


1. AC Milan


Włoski klub, prowadzony przez Fabio Capello, jest rekordzistą pod względem najdłuższej serii meczów bez porażki w Europie z 58 meczami! Ten wyczyn został osiągnięty w sezonach 1991-92 i 1992-93. Zespół miał za sobą prawdopodobnie najlepszy okres w swojej historii pod wodzą Arrigo Sacchiego, poprzednika Capello. Po objęciu sterów przez Capello, zespół przyjął bardziej defensywny i bezpieczniejszy styl gry niż pod wodzą Sacchiego, choć mniej atrakcyjny. Zespół zakończył ligę włoską na pierwszym miejscu bez ani jednej porażki i dopiero w 24. kolejce kolejnego sezonu Parma zdołała zapewnić sobie zwycięstwo 1:0 na San Siro.


Która drużyna jako kolejna wskoczy na listę najlepszych serii bez porażki w historii? Czy komuś uda się jeszcze prześcignąć Milan Capello???


@Adran360
@Bernard777
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@1LY0

1

@Witekk10 No jeśli twierdzisz że geniusz Messiego nie przekładał się na sukcesy w Lidze Mistrzów to rzeczywiście nie ma sensu prowadzić takiej dyskusji...

1

@esem91 Yamal też nie wiele lepszy podając piłki do przeciwników w kluczowym momencie pod bramka przeciwnika...

0

@KamQiX Kosmiczny poziom Yamala nie przekłada się na sukcesy w Lidze Mistrzów a przecież na to czekamy od dłuższego czasu...

1

@KamQiX Tylko co z tego poziomu wynika? bo napewno nie sukcesy w Lidze Mistrzów....

8

Chorzowski debiut ,,Niebieskich”:

Pierwszy oficjalny mecz, po raz pierwszy na stadionie w Chorzowie, po raz pierwszy jako Ruch Chorzów miał miejsce 9 kwietnia 1939 r. Przeciwnikiem ,,Niebieskich” była węgierska ekipa Kispesti(dzisiejszy Honved Budapeszt), w której grali wielokrotni reprezentanci Węgier. Na trybunach 5 tysięcy widzów spragnionych futbolu. Jak duży wymiar miał ten mecz świadczy ilość materiałów fotograficznych z tego spotkania, które znalazły się w archiwum AWR. Chorzowianie prowadzili 1:0 po golu Peterka z rzutu karnego, drugiego dołożył Słota. Po błędzie Dziwisza w doliczonym czasie gry z rzutu karnego wynik na 1:2 ustalił jeden z graczy węgierskich. Ruch był drużyną zdecydowanie lepszą i zrewanżował się za porażke, której doznał AKS Chorzów.

@Safrani
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

0

@Adran360 Rozwój nauki!? Taka czortowina rozwija nauke!? Nie no nie żartuj sobie...

0

@Adran360 Ale po jaką cholere!? Jak to durnota całkowita!

1

@Adran360 Etam, pieprzyć tą sztuczną całą inteligencje! Wogle jej nie zaczepiać a najlepiej zlikwidować!

1

@Adran360 Oni naprawde stawiają mur na murawie przed bramką? Czy to jakaś fikcja? Bo wygląda na prawdziwe

2

@viscaelbarca1998_ No to tylko pozazdrościć!
Oj tam nie takie straszne :) ale rzeczywiście czas płynie jak rzeka...

10

Dublet „Lewego” w Lidze Mistrzów:

Zaledwie roczek temu FC Barcelona rozgromiła Borussię Dortmund 4:0 w pierwszym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów. W dziele demontażu pierwszoplanową rolę odegrał Robert Lewandowski, zdobywając po przerwie dwa gole. "Duma Katalonii" pozostaje w tym roku niepokonana. Z Wojciechem Szczęsnym w bramce nie przegrała już po raz 21. Rewanż na Signal Iduna Park wydaje się formalnością. Już pierwsze fragmenty spotkania pokazały, że Katalończycy na rewanż do Dortmundu chcą jechać tylko po to, by dopełnić formalności. Nie minęło siedem minut, a gospodarze mieli na koncie dwa celne strzały. Groźnie uderzali Lamine Yamal i Robert Lewandowski, za każdym razem skutecznie interweniował jednak Gregor Kobel. Goście nie przetrwali z remisem nawet dwóch kwadransów. W 25 minucie piłkę po centrze z rzutu wolnego zgrał Inigo Martinez, następnie w stronę bramki skierował ją Pau Cubarsi, a dzieła dokończył Raphinha. Zaatakował futbolówkę wślizgiem, gdy ta była już na linii bramkowej. Arbiter zdecydował się jeszcze na analizę VAR. Zachodziło podejrzenie, że Brazylijczyk mógł znajdować się na ofsajdzie. Powtórki wideo wykluczyły taką możliwość. Po objęciu prowadzenia "Blaugrana" zredukowała nieco tempo gry. Konsekwentnie szukała jednak sposobności do zadania kolejnego uderzenia. Tyle że bliżsi zdobycia bramki byli piłkarze BVB. Już w doliczonym czasie pierwszej połowy Serhou Guirassy, autor dwóch goli w grudniowej potyczce, trafił w boczną siatkę. Zaraz po zmianie stron ekipa Hansiego Flicka cieszyła się z podwyższenia rezultatu. Znów w jednej z głównych ról wystąpił Raphinha. Tym razem to on zgrywał piłkę po centrze Yamala, a egzekucji z najbliższej odległości strzałem głową dokonał Lewandowski. Cztery miesiące wcześniej, w meczu ze swoją byłą drużyną, Polak nie wpisał się na listę strzelców. Teraz jednak nadrobił to z nawiązką. W 66. minucie trafił do siatki po raz drugi - huknął bez przyjęcia po zagraniu Fermina Lopeza i zrobiło się 3:0. Dla "Lewego" to 11. gol w bieżącej edycji Champions League (w 11. występie) i już 40. bramka w sezonie. Murawę opuścił usatysfakcjonowany w 81. minucie.

Borussia wyglądała na drużynę odartą z nadziei i potwierdziły to kolejne minuty. Gdy do końcowego gwizdka pozostawało mniej niż kwadrans ekipę Niko Kovacza dobił Yamal. Młodzian wykończył szybką kontrę, robiąc właściwy użytek z asysty Raphinhi. W zespole zwycięzców 90 minut zaliczył Wojciech Szczęsny. Polak wciąż pozostaje talizmanem Barcelony. Z nim między słupkami drużyna jeszcze nie przegrała a fantastyczna passa trwa już 21 spotkań.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

1

@Bernard777 To chyba chodzi ci o innego Goikotxee bo ten to był rzeźnik, który złamał noge Maradonie i Schustera też bardzo mocno poturbował. Ten co grał w naszym klubie(już patrze) to sie nazywał Jon Goikotxea...

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?