FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
10
@FCBparasiempre
Josep Samitier Vilalta, jedna z najwybitniejszych postaci Dumy Katalonii, genialny piłkarz oraz trener. Ponad 100-letnia historia FC Barcelony posiada 4 wielkie symbole: Katalończyka Samitiera, Węgra Kubalę, Holendra Cruyffa oraz Argentyńczyka Messiego. Z nimi zostały zapisane najlepsze rozdziały historii klubu i byli oni bez wątpienia najbardziej emblematycznymi i popularnymi piłkarzami Barçy. Josep Samitier wywarł wpływ na całą epokę i styl gry. Jego sława pokonała granice sportu i stał się legendą podziwianą przez wiele pokoleń. W wieku 11 lat już grał w klubie Internacional, aż do 17 roku życia. W 1919 roku został kupiony przez Dumę Katalonii otrzymując jako podarunek garnitur i zegarek z podświetlaną tarczą. Los chciał że zadebiutował w drużynie Blaugrany tego samego dnia co jego kolega z drużyny, później rywal na boisku ale zawsze przyjaciel- Ricardo Zamora. Był to drugi mecz pod wodzą byłego piłkarza Azulgrany- Jacka Greenwella trenera, który najdłużej zajmował to stanowisko w Katalońskim klubie. Samitier zadebiutował w meczu przeciwko drużynie Krajów Sprzymierzonych aby uczcić zakończenie Ι Wojny Światowej. Było to 31 maja 1919 r. Josep liczył sobie wtedy 17 lat i w debiucie tym strzelił nawet jednego gola. Pod jego wodzą FC Barcelona stała się naprawdę wielką drużyną zdobywając w tym czasie 10 Pucharów Katalonii, 5 razy Puchar Hiszpanii oraz pierwsze(1929) Mistrzostwo La Liga! Jego sława od czasu debiutu nigdy nie zgasła. Był nazywany ,,Człowiekiem-langustą’’ ze względu na niesamowitą elastyczność ciała oraz ,,Człowiekiem-konikiem polnym’’ z powodu niesłychanej skoczności a także ,,Królem piłki ‘’ ale głównie ,,magikiem’’. Jego postać była szeroko rozpowszechniona poza granicami kraju. Europejscy specjaliści od futbolu postrzegali go jako najlepszego piłkarza Europy i zawsze umieszczali go w pierwszej piątce najlepszych na świecie. Samitier ekscytował publiczność fantastycznymi zagraniami i pięknymi golami dzięki swojej zadziwiającej technice i godnym pozazdroszczenia warunkom fizycznym. Jego charyzma i zdolność dokonywania rzeczy niemożliwych przeszły do historii klubu. W barwach FCB w latach 1919-1932 rozegrał 454 spotkania zdobywając 333 gole. W dodatku jego styl gry był niepowtarzalny i miał wszystkie cechy popularnego bohatera jakim dzisiaj jest Leo Messi. Niewielu piłkarzy, którzy grali kiedykolwiek w klubie, na zatrudnienie którego Pep miał decydujący wpływ, miało takie zdolności przywódcze jak grający w Blaugranie przez 13 lat genialny Samitier. Jego niezwykłe umiejętności piłkarskie łączyły się z osobowością jaka uczyniła go niepodważalnym liderem ekipy, która zdobyła wiele tytułów. Często zdarzało się, że to on, a nie trener decydował o wyjściowym składzie. Mało tego, Samitier potrafił nawet wskazać miejsce w szeregu władzom klubu, które nie miały innego wyjścia, jak tylko podkulić ogon i posłuchać najwspanialszego obok Ricardo Zamory i Paulino Alcantary przedwojennego piłkarza Barcelony. Dlaczego? Najtrafniej opisał to Jimmy Burns: ,,Kiwał i omijał przeciwników na całej długości i szerokości placu gry, od jednego końca do drugiego, wprawiając swoich przeciwników w osłupienie, a czasem nawet sprawiając, że jego koledzy z drużyny sądzili, iż znajdują się na boisku jedynie po to, by mu pomagać. Nasz legendarny bohater brał też udział w nocnym życiu miasta. Był bliskim przyjacielem Carlosa Gardela- wielkiego mistrza tanga tragicznie zmarłego w katastrofie lotniczej. Okazał się także jedynym graczem zdolnym przyciągnąć na trybuny genialnego architekta-Antonio Gaudiego, który nie raz gościł na stadionie Les Corts(Gaudi nigdy wcześniej nie był na stadionie zanim nie dostał zaproszenia od Samitiera, któremu nie odmówił).
,,Zostałem zmuszony do odejścia do Realu Madryt’’-wielokrotnie powtarzał Josep(klub pozbył się wówczas innych sław jak Pierę, Masa oraz Sagi Barbę). Konflikty z prezesem a także stałe zainteresowanie jego osobą ze strony Santiago Bernabeu spowodowały odejście Katalończyka do obozu odwiecznego rywala-Realu Madryt co było pierwszą wielką sensacją w klubie. Powodem jego odejścia był rzekomo ,,niski poziom jaki prezentował’’(to słowa prezesa Sarasolsa). Z powodu fali protestów ze strony fanów, którzy byli oburzeni odejściem ich idola, zarząd podał jako przyczynę jego odejścia……wiek(przez pomyłkę przypisano mu 34 lata a miał wtedy 30) i fakt że piłkarz był ,,centrum niezdyscyplinowania’’ drużyny. To było jak odejście z klubu tylnymi drzwiami choć wciąż był on wielkim piłkarzem i większość zawodników była równie niezadowolona z decyzji prezydenta jak i kibice. Był to największy żal wobec klubu jaki miał Samitier, klubu, którego kochał całym sercem. Prawdą jest iż relacje Sarasolsa z Samitierem były złe a do tego po odejściu Katalończyka do Realu prezydent Barçy- Sarasols powiedział: ,,Żaden klub o takim statusie nie będzie kochał piłkarza w jego wieku’’. Właśnie takie słowa spowodowały że legenda Blaugrany zagrała w szeregach największego rywala, gdyż chciał on udowodnić że wciąż nadaje się do gry. Chęć zademonstrowania swoich umiejętności przyczyniła się do zdobycia tytułu mistrza kraju przez ,,Blancos’’ z 9 punktami przewagi nad ukochanym klubem Samitiera-Barçą. Pomimo iż niektórzy interpretowali to jako zdradę to w rzeczywistości fani zawsze go uwielbiali i podziwiali postrzegając jako symbol i najlepszego gracza jaki zakładał koszulkę w bordowo-granatowych barwach. Wojnę domową spędził na wygnaniu we Francjii gdzie grał przez pewien czas w Olympique de Nice. W 1943 roku zawiesił buty na kołku i wrócił do futbolu aby trenować Atletico Madryt. Po roku wrócił do Katalonii i poprowadził swoją umiłowaną Dumę Katalonii z Cesarem Rodriguezem i Escolą w ataku podbijając ligę w swoim pierwszym sezonie(1944-45) zdobywając po 17 latach Mistrzostwo Hiszpanii! Z pewnością miał olbrzymi wkład w sukces drużyny jakim było mistrzostwo La Liga. Był świetnym psychologiem, który doskonale znał sposób bycia i myślenia każdego z piłkarzy. Zawodników traktował poważnie jednocześnie zachowując poczucie humoru. Stworzył drużynę, która bez piłkarzy światowej klasy ale z mieszanką młodości i doświadczenia pozwalała wiązać ze sobą nadzieje. To była grupa prawdziwych przyjaciół dowodzonych przez opanowanego Pepa, który zawsze nosił ze sobą hawańskie cygaro. Josep Samitier grał futbol totalny znacznie wcześniej niż wymyślili go Holendrzy, za pomocą schematu ,,WM’’ Herberta Chapmana z Arsenalu, który dzięki niemu uczynił z Austrii w latach 30-tych słynny ,,Wunder Team’’. Wycofał jednego z trzech środkowych pomocników do obrony(do tamtego czasu grało się dwójką w obronie) lecz jego zdolności psychologiczne okazały się najważniejsze. Następnie objął stanowisko sekretarza technicznego FC Barcelony.
Jego dyplomatyczność i wytrwałość pozwoliły mu na sfinalizowanie trudnego transferu wybitnego Ladislao Kubali. ,,Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem jak on gra od razu oznajmiłem że stałem przed największym fenomenem jakiego widziałem. Kiedy się dowiedziałem że jego trener jest jego szwagrem zadecydowałem iż transfer trzeba przeprowadzić najpierw zatrudniając…. Daucika-jego szwagra. I tak też się stało. W ten sposób pojawił się Ladislao Kubala. Później podpisał również kontrakt z Alfredo di Stefano ale na skutek problemów politycznych i dziwnych manewrów władz Argentyńczyk wylądował w Realu Madryt. Samitier miał wyjątkowe podejście do transferów. Lista graczy przez niego odkrytych przedstawia się następująco: Evaristo, Villaverde, Martinez… Ostatnie nieoczekiwane posunięcie Samitiera miało miejsce w 1961 roku, kiedy z powodu nieporozumień z trenerem Helenio Herrerą(Samitierowi nie podobał się jego sposób traktowania Kubali) wrócił do Madrytu skąd prawie codziennie Bernabeu wzywał go do objęcia pozycji sekretarza technicznego. Enric Llaudet naprawił ten błąd i legenda Blaugrany wróciła do klubu w 1963 aby objąć ponownie funkcję sekretarza. Josep Samitier zmarł w Barcelonie 5 maja 1972 roku. Jego pogrzeb był manifestacją niezwykłej żałoby. Żaden człowiek przed nim nie potrafił tak idealnie zintegrować się z Dumą Katalonii i jej kibicami. Mało kto miał jego umiejętności i mało kto był obiektem takiego uwielbienia i podziwu. Był geniuszem w każdym znaczeniu tego słowa. Dla uczczenia jego pamięci zostało stworzone ,,Forum Samitier’’-pierwsza taka organizacja w katalońskim i hiszpańskim futbolu.
Cześć i chwała legendom ,,naszego” klubu!
8
Wybitne legendy Dumy Katalonii:
2 lutego 1902 r. w Barcelonie urodził się…(powinniście o nim przeczytać w odpowiedzi na mój komentarz)
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
5
O prosze! Gdy nie zainteresowałem się wczorajszym meczem Realu Madrid z Espanyolem to oni przegrali no i fajniutko! W takim razie nie będe już się nimi interesował, to może zaczną przegrywać? Teraz będe miał ich w dupie!
2
@Safrani No nie żartuj! Gdzie?
7
@FCBparasiempre
1 lutego 1969 r. urodził się Gabriel Omar Batistuta, wybitny argentyński snajper. Mały Gabriel od dzieciństwa wykazywał talent do sportu. Początkowo jednak, głównie za sprawą wzrostu, grał więcej w koszykówkę niż w piłkę nożną. Miłością do futbolu zapałał dopiero jako dziewięciolatek. Wtedy to miał okazję oglądać jak Argentyna zdobywa tytuł mistrza świata. Idolem chłopaka stał się Mario Kempes, król strzelców imprezy. Dorastając w miejscowości Reconquista, rozpoczął karierę juniorską w drużynie Platense. Podczas jednego z lokalnych turniejów strzelił w finale dwie bramki drużynie Newell’s Old Boys. Zwróciło to uwagę włodarzy utytułowanego klubu i 19-latek podpisał kontrakt z drużyną z Rosario w 1988 roku. Dla Gabriela była to pierwsza profesjonalna umowa. Przygoda z dorosłą piłką nie zaczęła się całkowicie po jego myśli. Przeprowadzka do Rosario oznaczała rozstanie z rodziną, co w pierwszych miesiącach źle wpływało na jego występy. Pobyt w rodzinnym mieście Lionela Messiego i Che Guevary jednak nie poszedł na marne. Ówczesnym trenerem Newell’s Old Boys był Marcelo Bielsa. Szkoleniowiec dostrzegł wrodzony strzelecki talent bohatera tego tekstu. Ich drogi ponownie zbiegły się po latach w reprezentacji Argentyny. W połowie roku 1989 Batistuta przeniósł się do słynnego River Plate. Tym razem jednak nie mógł odnaleźć wspólnego języka z trenerem. Daniel Passarella, legendarny kapitan Albiceleste z 1978 roku, odsuwał go od składu. Batistuta grał mało, chociaż szkoleniowiec w wywiadach podkreślał jego profesjonalizm: ,,Kiedy Batistuta znajdzie drużynę, z która uda mu się zagrać, to stanie się śmiertelnie groźny” – Daniel Passarella w wywiadzie dla magazynu „El Grafico” z 1990 roku. W 1990 roku Gabriel stał się przedmiotem wyjątkowej transakcji. Z River Plate został przetransferowany prosto do Boca Juniors. Grając w żółto-niebieskiej koszulce wreszcie zaczął występować jako środkowy napastnik. Pozycja okazała się dla niego idealna. Mógł wreszcie w pełni wykorzystać swoją szybkość, technikę oraz znakomite warunki fizyczne. Zakończył sezon jako najlepszy strzelec drugiej rundy, gdy Boca Juniors wygrali mistrzostwo Clausura. Znakomite ligowe występy zaowocowały spekulacjami o powołaniu do kadry na zbliżający się turniej Copa America. Zadebiutował w reprezentacji w czerwcu 1991 roku, podczas towarzyskiego meczu z Brazylią. Choć bramki nie strzelił, to jednak ten występ dał mu miejsce w kadrze na mistrzostwa Ameryki Południowej. Na mecz z chilijskimi gospodarzami Batistuta wyszedł w pierwszym składzie. Alfio Basile, będący selekcjonerem Albicelestes, szybko przekonał się, że była to słuszna decyzja. Gabriel strzelił w tamtym meczu dwie bramki, a całą fazę grupową zakończył z czterema trafieniami. Runda finałowa turnieju to jego dalszy strzelecki popis. Z sześcioma golami stał się królem strzelców imprezy, a Argentyna trzynasty raz została najlepszą drużyną na kontynencie. Napastnik odegrał również kluczową rolę rok później, podczas premierowej edycji Pucharu Konfederacji. Albiceleste wygrali turniej, a Batistuta strzelił dwie bramki w półfinale przeciwko Wybrzeżu Kości Słoniowej. Swój zwycięski marsz Argentyńczycy kontynuowali także na kolejnym turnieju. Trzydziesta szósta edycja Copa America ponownie zakończyła się ich wygraną. Zwycięstwo w finale (wówczas nie było już tej dziwnej finałowej fazy grupowej) przeciwko Meksykowi zapewniły trafienia Batistuty. Znakomite występy w kadrze sprawiły, że napastnikiem zaczęły interesować się kluby z Europy. Po Copa America 1991 Batistuta został zakupiony przez Fiorentinę. Decyzja o transferze do florenckiego klubu okazała się „strzałem w dziesiątkę”. Już w debiutanckim sezonie strzelił 13 goli. Kolejny rok indywidualnie dla napastnika był jeszcze lepszy. Jego 16 goli nie pozwoliło jednak uchronić Fiorentiny przed sensacyjnym spadkiem do Serie B (pomimo iż w drużynie grali również m.in. Stefan Effenberg i Brian Laudrup). Po tym tragicznym wyniku napastnik podjął decyzję, dzięki której stał się legendą we Florencji. Pomimo degradacji postanowił pozostać w klubie i pomóc w awansie. Dowodzona przez Claudio Ranieriego drużyna po roku wróciła do Serie A. W kolejnych sezonach stała się jedną z mocniejszych włoskich drużyn.
Decydujący wpływ na dobre wyniki Violi miała przede wszystkim spektakularna liczba goli strzelanych przez Batistutę. Z 26 trafieniami Argentyńczyk został najlepszym strzelcem w batalii 1994/95. Pobił wtedy 30-letni rekord Ezio Pascuttiego, strzelając bramkę we wszystkich pierwszych 11 meczach sezonu. Kolejny rok to zdobycie z Fiorentiną Pucharu oraz Superpucharu Włoch. W czasie pobytu we Florencji do Gabriela przylgnął przydomek „Batigol”. Argentyńczyk stał się prawdziwym ulubieńcem kibiców. Dla snajpera niezwykle udany okazał się rok 1999. Pomimo prawie miesięcznej przerwy z powodu kontuzji, został wybrany najlepszym zagranicznym piłkarzem ligi, a Viola w lidze zajęła miejsce na podium. W plebiscycie FIFA zajął trzecie miejsce w głosowaniu na Piłkarza Roku. Łącznie, w czasie dziewięcioletniego pobytu we Florencji, Batigol osiągnął spektakularną liczbę 152 trafień w Serie A. Argentyńczyk do dzisiaj jest najlepszym strzelcem klubu w historii ligi włoskiej. Co więcej, w 2016 roku został wybrany w głosowaniu do najlepszej jedenastki Fiorentiny w dziejach. Przez większość lat 90. był podstawowym graczem argentyńskiej kadry. Mundial 1994 Albicelestes rozpoczęli w spektakularny sposób. W wygranym 4:0 meczu z Grecją dali popis technicznej i zespołowej gry. Batistuta zaliczył hat-tricka, a same akcje z tego meczu należą do jednych z najbardziej widowiskowych w dziejach argentyńskiego futbolu. Mistrzostwa w Stanach Zjednoczonych zakończyły się jednak dla kadry skandalem. Narkotykowa afera z udziałem Diego Maradony rozbiła reprezentację od środka. Argentyna odpadła w 1/8 po meczu z Rumunią, ale sam „Batigol” mógł być zadowolony z indywidualnego występu – zdobył na turnieju cztery gole. Później selekcjonerem kadry został dobrze znany Gabrielowi Daniel Passarella. Choć przed laty ich wzajemna współpraca w River Plate nie układa się najlepiej, to jednak trener w końcu przekonał się do napastnika, który nadal strzelał jak na zawołanie, zostając między innymi królem strzelców Copa America 1995. Passarella stracił jednak zaufanie do piłkarza w czasie eliminacji do mundialu we Francji. Decyzja była zaskoczeniem dla kibiców, którzy bez odważnego goleadora nie wyobrażali sobie składu. Na szczęście dla sympatyków reprezentacji, Batistuta znalazł się w kadrze na same mistrzostwa. Przed turniejem, na oczach całego świata, kolejny raz dał popis strzeleckich umiejętności. Rozegrano pokazowy mecz Reszta Świata kontra Europa. „Batigol” zaliczył dwa piękne trafienia, chociaż zagrał tylko 45 minut. Mistrzostwa 1998 Argentyna rozpoczęła od meczu z Japonią, która była absolutnym debiutantem. Jedyną bramkę meczu strzelił nie kto inny jak… Batistuta. Napastnik dokonał jeszcze większego popisu w kolejnym meczu z Jamajką. W ciągu dziesięciu minut strzelił trzy gole! Osiągnięcie okazało się historyczne – stał się pierwszym piłkarzem w historii, który strzelił trzy gole w jednym meczu na dwóch różnych mundialach. W podszytym politycznymi podtekstami meczu z Anglią zaliczył kolejne trafienie. Marsz po tytuł Albicelestes zakończyli jednak na ćwierćfinale. Przepiękna bramka Dennisa Bergkampa pozbawiła Argentynę marzeń o kolejnym tytule. Batistuta z pięcioma golami został wicekrólem strzelców. Cztery lata później kadra pod dowództwem Marcelo Bielsy również należała do jednych z faworytów turnieju. Losowanie grup na turniej w Japonii i Korei okazało się jednak pechowe. Grupa śmierci z Nigerią, Szwecją i Anglią. Wyszła z tego bariera nie do przejścia. Batistuta w wygranym meczu z afrykańską drużyną strzelił swoją dziesiątą mundialową bramkę. Na nieszczęście dla Argentyny, bilans czterech punktów nie wystarczył do awansu. Po turnieju, w wieku 33 lat snajper zakończył swoją bogatą (choć niespełnioną) reprezentacyjną karierę. Nigdy nie udało mu się wywalczyć medalu mistrzostw świata, jednak pozostaje on absolutną legendą argentyńskiej kadry. Najlepiej oddają to liczby. 77 mecze, 54 gole – liczba trafień aż do 2016 roku była najwyższa w historii piłkarzy występujących w biało-błękitnych koszulkach. Do Batistuty ciągle należy jednak inny imponujący rekord. Dziesięć goli na mundialach nie strzelił nigdy żaden inny Argentyńczyk – ani Kempes, ani Maradona, ani Messi! Batistuta przebywał we Florencji do sezonu 1999/2000. Pomimo obiecującego początku ligowych zmagań, klub zajął dopiero siódme miejsce w lidze. Nie udało się również osiągnąć sukcesu w Europie – Fiorentina została wyeliminowana w drugiej fazie grupowej Ligi Mistrzów.
Po dziewięciu sezonach opuścił Florencję. Transakcja do Romy opiewała na wartość 70 miliardów lirów (36,2 miliona euro). Trzyletnia umowa gwarantowała zawrotne zarobki na poziomie 7,6 miliona euro rocznie. Pieniądze zapłacone przez rzymski klub były wtedy najwyższą kwotą, jaka kiedykolwiek została zapłacona za gracza w wieku powyżej 30 lat. „Batigol” okazał się wart wyłożonej sumy. W sezonie 2000/01 w końcu zdobył zdobył z Romą upragnione scudetto. Do zdobycia mistrzostwa przyczyniło się przede wszystkim 20 goli Argentyńczyka. Kolejne lata były już dla napastnika mniej udane. Spadek strzeleckiej formy sprawił, że wypożyczono go do Interu Mediolan. Dużo asystował, ale dwie bramki w 12 meczach były rozczarowującym bilansem. W 2003 roku wyjechał z Włoch do Kataru, dołączając do drużyny Al-Arabi. Na piłkarskiej „emeryturze” strzelił imponujące 25 goli w 21 spotkaniach. W 2005 roku oficjalnie zakończył swoją piłkarską karierę. Parę lat po zawieszeniu butów na kołku, głośnym echem w świecie piłkarskim odbił się jeden z wywiadów z Batistutą. Opowiedział on mianowicie o swoich traumatycznych przeżyciach związanych z towarzyszącymi mu bólami: ,,Krótko po skończeniu kariery, praktycznie nie mogłem chodzić. Moczyłem łóżko, choć toaleta była raptem kilka kroków dalej, ale z bólu nie mogłem do niej dość. Spotkałem się więc z doktorem Avanzim i poprosiłem go, by amputował mi nogi. Lekarz odmówił, powiedział, że oszalałem. Zoperował mnie ponownie, wstawiono mi śruby, ale sytuacja się nie poprawiła. Problemem było to, że nie miałem chrząstek, a ścięgna były w strzępach, cała waga mojego ciała spoczywała na kości i umierałem z bólu”. Na całe szczęście, Batistuta sam dodał, że po trudnej i żmudnej rehabilitacji sytuacja zdrowotna znacząco się poprawiła. W innych wywiadach potrafił podkreślać, że futbol traktował bardziej jako zawód, a nie pasję. Nie wziął całkowitego rozwodu z futbolem. W czasie mundialu 2006 był ekspertem telewizyjnym oraz pracował później w sztabie Club Atletico Colan. W ostatnich latach pojawiały się różne doniesienia o ambicjach trenerskich Batistuty, więc być może wybitny Argentyńczyk jeszcze nam o sobie przypomni.
6
Żywe legendy argentyńskiego futbolu:
@Sysia11
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@Adran360
1
@TR3YWAY Do tej klasy można co najwyżej dodać jeszcze Zalewskiego i Szymańskiego. Więcej klasowych piłkarzy nie mamy, więc nie ma co się dziwić że będą się pojawiać takie mecze jak z Mołdawią...!
6
@FCBparasiempre
1 lutego 1915 r. urodził się Stanley Matthews, prawoskrzydłowy, pierwszy w historii zdobywca Złotej Piłki France Football. Jeśli zapytasz przeciętnego Brytyjczyka o trzy najważniejsza wydarzenia roku 1953, wymieni on finał Pucharu Anglii, koronację Elżbiety II i zdobycie Mount Everest. W takiej właśnie kolejności. 2 maja 1953 to największe wydarzenie w historii klubu z Blackpool i najważniejszy dzień w życiu sir Stanley'a Matthewsa. „Mandarynki” w meczu decydującym o zdobyciu Pucharu Anglii mierzyły się z Boltonem i po godzinie gry przegrywały z Kłusakami 1:3. Gdy sto tysięcy widzów zgromadzonych na Wembley było przekonanych, że jest już po wszystkim i Blackpool po raz trzeci w historii udział w finale prestiżowych rozgrywek zwieńczy niepowodzeniem, sprawy w swoje ręce wziął Matthews.38-letni skrzydłowy, choć nazywany był „Czarodziejem Futbolu”, w swoim piłkarskim życiu nie zdobył żadnego trofeum. Miało się to zmienić dopiero w ten ciepły, niedzielny wieczór. W 68. minucie Matthews dograł piłkę prosto na but Stana Mortensena, a kilka chwil przed zakończeniem regulaminowego czasu gry ten ostatni stan meczu wyrównał. Decydujący cios zadał Bill Perry. Gracz urodzony w Johannesburgu trudnego zadania jednak nie miał, otrzymał bowiem perfekcyjną piłkę od Matthewsa, który wcześniej przebiegł z nią pół boiska, mijając rywali jak słupki parkingowe. ,,To prawdziwy artysta, geniusz futbolu. Maluje jakby akwarelami, jego dzieła zawsze mają piękną barwę’’-zachwycał się grą Matthewsa korespondent Timesa. I choć trzy gole strzelił wówczas Mortensen, to nie on okrzyknięty został bohaterem. Cały splendor zebrał genialny kapitan, a mecz do dziś nazywany jest "Finałem Matthewsa". Dość powiedzieć, że przed kilkoma laty buty, w jakich wówczas grał doświadczony skrzydłowy, trafiły na aukcję i zostały sprzedane za 38 tysięcy funtów! Puchar Anglii to jedyne trofeum w piłkarskim dorobku Matthewsa. Do dziś pozostaje chyba najwybitniejszym graczem w historii futbolu, który nigdy w życiu nie wywalczył mistrzostwa kraju. ,,Był jednym z najlepszych piłkarzy, jakich futbol kiedykolwiek widział, stoi w jednym szeregu z Pele, Maradoną, Cruyffem’’-nie miał wątpliwości pytany o Matthewsa sir Bobby Robson. ,,Opowiadał mi, że grał za dwadzieścia funtów tygodniowo. Dziś wart byłby tyle, co cały Bank Anglii’’- dodawał Gianfranco Zola. Matthews był synem boksera, drogą ojca jednak nie poszedł i wziął się za kopanie piłki. W Stoke szybko wyrobił sobie niezłą markę i gdy klub w 1934 roku spadł z ligi, a on zaczął domagać się transferu, setki kibiców protestujących pod stadionem przekonały go do zmiany decyzji. Z „The Potters” rozstał się dopiero po wojnie. Gdy zmieniał barwy klubowe (jego karta zawodnicza kosztowała 11 tysięcy funtów i butelkę whisky), menadżer Blackpool Joe Smith powitał go słowami: - Masz 32 lata. Myślisz, że będziesz w stanie robić to jeszcze przed kilka kolejnych? - Dziś jego pytanie brzmi zabawnie. Na zawodowym poziomie Matthews kopał piłkę do 50. roku życia(!), powstrzymał go dopiero uraz kolana. W sumie rozegrał ponad tysiąc meczów, nigdy nie dostał żółtej kartki. ,,Pokazał nam, jak należy grać w piłkę’’ -nie ma wątpliwości Pele. W jego pożegnalnym meczu (był rok 1965) wystąpili między innymi Lew Jaszyn, Raymond Kopa, Alfredo di Stefano, Ferenc Puskas i Eusebio a spotkanie to transmitowała Telewizja Polska. Po raz ostatni Matthews piłkę kopnął jednak dopiero 16 lat później - wystąpił wówczas w spotkaniu charytatywnym, choć na karku miał już ósmy krzyżyk. Długowieczność osiągnął dzięki niebywałej dyscyplinie. Dbał o zdrowie, był wegetarianinem, codziennie biegał po plaży, a pierwszym (i jedynym) w życiu kieliszkiem alkoholu uraczył się po pamiętnym finale Pucharu Anglii. Po zakończeniu kariery sukcesów szukał w trenerce, nie wiodło mu się jednak najlepiej. Prowadził Port Vale (jego klub został wyrzucony z ligi za nielegalne płacenie zawodnikom), szkolił dzieci w Ghanie, Ugandzie i Tanzanii, pracował w Australii, Kanadzie i USA. Będąc w RPA, na przekór apartheidowi, zbudował zespół złożony wyłącznie z ciemnoskórych chłopców i zorganizował im podróż do Rio de Janeiro, gdzie spotkali się ze swoim idolem, Zico. W trakcie pogrzebu żegnało go blisko 100 tysięcy osób, przemawiał Tony Blair. Prochy Matthewsa do dziś spoczywają pod murawą Brittania Stadium, a przed stadionem stoi jego pomnik. ,,Doskonale wiedziałeś, w jaki sposób będzie chciał cię minąć, ale nic nie mogłeś na to poradzić’’ -wspominał Matthewsa Danny Blanchflower, legenda Tottenhamu. ,,Jego drybling był niepowtarzalny, potrafił odebrać piłkę i przemknąć obok przeciwnika niczym wąż’’ -dodawał były selekcjoner reprezentacji Anglii, Walter Winterbottom.
Matthews lubił bawić się z obrońcami w kota i myszkę, dysponował fantastycznym przyspieszeniem, kapitalnie panował nad futbolówką i potrafił ją zagrać ze szwajcarską precyzją. Grał jeszcze w czasach piłki sznurowanej - mówiło się, że do kolegi z ataku zawsze dośrodkowywał futbolówkę w taki sposób, aby sznurowadło nie odcisnęło się na jego czole. Jeden z pisarzy porównał Matthewsa do ważki, która potrafi unosić się przez pewien czas w jednym miejscu, by po chwili odlecieć z błyskawiczną prędkości. ,,Na boisku byłem okrutny. Chciałem roznieść mojego przeciwnika i zniszczyć jego pewność siebie - wspominał przed kilku laty swoje boiskowe popisy w rozmowie z BBC sam zainteresowany. - Potrafiłem ustawić piłkę tuż przy nodze przeciwnika i gdy ten myślał, że będzie w stanie mnie powstrzymać, ja już byłem za nim. Wpędzałem rywali w kompleks niższości, z którego długo nie mogli się otrząsnąć. Prawdziwy drybler musi pracować nad sobą i nad tym, żeby na boisku czuć się lepszym od innych’’. W 1946 roku Matthews stał się świadkiem tragedii na Burden Park. Był to pierwszy po wojnie mecz Boltonu na swoim stadionie, „Kłusaki” podejmowały Stoke. Mecz chciało obejrzeć 85 tysięcy widzów (większości zależało przede wszystkim na tym, żeby zobaczyć w akcji Matthewsa), dla wszystkich zabrakło jednak miejsca na trybunach. Ci, którzy się nie zmieścili na obiekcie, napierali na bramy wejściowe. Te w końcu runęły, ludzie w zamieszaniu tratowali się wzajemnie, w skutek niedotlenienia i nadmiernego ścisku zmarły 33 osoby, pół tysiąca zostało rannych. Kibice go kochali. Kiedy po czternastoletniej przygodzie w Blackpool wracał do Stoke, z trybun powitało go 36 tysięcy widzów. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że na poprzednim meczu ligowym „The Potters” frekwencja była niemal pięciokrotnie niższa. Podczas otwarcia Euro 1996, wszedł na murawę Wembley jako jeden z gości honorowych. Otrzymał niezwykłą owację na stojąco. ,,Jego imię jest symbolem piękna futbolu, sława światowa i ponadczasowa, a skromność powszechnie znana. Magiczny zawodnik. Spośród ludzi, dla ludzi’’-głosi napis pod jego pomnikiem przed Britannia Stadium. Anglia wielbi swoich bohaterów. Legendy futbolu kreują mundiale, Matthewsowi na mistrzostwach świata nie było jednak dane zaistnieć. Przed wojną Anglicy w rozgrywkach udziału nie brali, a w 1950 roku jechali na turniej pyszni, nieprzygotowani sportowo i organizacyjnie. Na samym starcie w przekonaniu o własnym geniuszu utwierdziło ich pewne zwycięstwo nad Chile, później sensacyjnie ulegli jednak USA w meczu, który Alf Ramsey nazwał później największym upokorzeniem w historii brytyjskiego futbolu. Oba spotkania Matthews oglądał z ławki, na boisku pojawił się dopiero w starciu z Hiszpanią, jego zespół jednak przegrał i już po pierwszej rundzie musiał pakować bagaże. Dumni synowie Albionu grali archaicznie, hołdując przestarzałej myśli taktycznej Herberta Champana. Cztery lata później w Szwajcarii dotarli do ćwierćfinału, gdzie zatrzymał ich Urugwaj. Matthews w sumie na mistrzostwach świata rozegrał trzy mecze.
5
Niezwykłe legendy futbolu:
@Symson
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@Adran360
9
Nieco zapomniane legendy rodzimego futbolu:
1 lutego 1965 roku w oddalonych około 40 km od Poznania, Dusznikach urodził się Jarosław Araszkiewicz, pomocnik i napastnik. Do 2010 roku miał na swoim koncie tyle samo tytułów mistrzowskich, co drużyna Lecha Poznań. Miał swój udział w każdym z pięciu triumfów Kolejorza. Do Lecha trafił jako piętnastolatek. Najpierw terminował w zespołach juniorskich, by w wieku 17 lat trafić do pierwszego zespołu. Jego talent dostrzegł trener Wojciech Łazarek. W seniorskim zespole Araszkiewicz zadebiutował w rundzie wiosennej sezonu 1981/1982. Zagrał w trzech meczach w mistrzowskim dla Lecha sezonie. W kolejnych rozgrywkach wystąpił w sześciu spotkaniach i w starciu z ŁKS-em w Łodzi strzelił swojego premierowego gola w Ekstraklasie. Lech znów został Mistrzem Polski, a Araszkiewicz tym samym miał już dwa tytuły na swoim koncie. Sezon 1984/1985 był dla Jarosława przełomowy. Z zawodnika wchodzącego z ławki stał się pierwszoplanową postacią zespołu. Ofensywny pomocnik lub cofnięty napastnik wystąpił w 30 spotkaniach i strzelił cztery gole. Lech nie obronił jednak mistrzowskiego tytułu, kończąc rozgrywki na czwartej pozycji. Latem 1985 roku Araszkiewicz musiał przenieść się do Legii Warszawa by odbyć służbę wojskową. W stołecznej drużynie grał przez prawie dwa lata. Rozegrał 41 spotkań w lidze i strzelił dwa gole. Pod koniec sezonu 1986/1987 wrócił już do Poznania i zdążył jeszcze wystąpić w dwóch meczach. Barw Lecha bronił przez kolejne trzy lata. W tym czasie zagrał w 84 ligowych meczach i zdobył w nich 20 bramek. W 1988 roku wywalczył Puchar Polski. W finale rozgrywanym na stadionie Widzewa, Lech grał z Legią Warszawa. W regulaminowym czasie był remis 1:1, a prowadzenie dla Kolejorza uzyskał właśnie Araszkiewicz. W rzutach karnych lepsi byli Lechici, ale ,,Araś” nie wykonywał jedenastki. Ta wygrana zapewniła Lechowi grę w Pucharze Zdobywców Pucharów. Po wyeliminowaniu albańskiego Flamaurtari Vlore, Kolejorz mierzył się z FC Barceloną. Po dwóch meczach i dogrywce kwestia awansu wciąż była nierozstrzygnięta i o wszystkim decydowały rzuty karne. Araszkiewicz podszedł do piłki w czwartej serii przy stanie 3:3 i posłał piłkę obok bramki. Załamany udał się w kierunku szatni. W tym czasie rzutu karnego dla Barcelony nie wykorzystał Alexanco, ale przez Araszkiewicza sędzia nakazał powtórkę. ,,Araś” zgodnie z przepisami powinien wrócić do koła, a nie opuszczać boiska. Tak orzekł sędzia, choć była to błędna decyzja. Powinien ukarać Araszkiewicza żółtą kartką, ale nie powtarzać rzutu karnego. Alexanco nie trafił jednak po raz drugi i Lech miał piłkę meczową. Pachelski niestety uderzył wprost w bramkarza, potem pomylił się jeszcze Łukasik i w ten sposób historyczna szansa na wyeliminowanie FC Barcelony przepadła.
Z Lecha odszedł latem 1990 roku, po zdobyciu trzeciego w historii mistrzowskiego tytułu. Wyjechał do tureckiego Bakirkoyspor. Spędził tam prawie dwa lata. Rozegrał 50 meczów, w których strzelił 20 goli. Pod koniec sezonu 1991/1992 znów wrócił do Lecha. Zagrał jeszcze w trzech ostatnich meczach i strzelił jednego gola. Tym samym pomógł w wywalczeniu czwartego mistrzostwa. Piąte stało się jego udziałem rok później, choć w Lechu występował tylko jesienią. Zagrał wtedy w szesnastu meczach i zdobył pięć bramek. Rundę wiosenną spędził już w niemieckim MSV Duisburg. Tam wystąpił w dziesięciu spotkaniach. Zdobył jedną bramkę i przed kolejnym sezonem wrócił do Lecha. Jesienią 1993 roku zagrał w pięciu meczach w barwach Kolejorza i znów wyjechał do Niemiec, tym razem do VfL Herzlake. Po pół roku wrócił do Polski. Tym razem do Pogoni Szczecin, gdzie po kolejnych sześciu miesiącach wyjechał na półtora roku do Izraela. Przywdziewał tam barwy Maccabi Netanya i Maccabi Ramat-Gan. Przed sezonem 1996/1997 znów wrócił do kraju. Przez półtora roku występował w Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski i pomógł jej w awansie do Ekstraklasy. Na początku 1998 roku po raz kolejny zawitał na Bułgarską. W Lechu spędził rok i odszedł do Aluminium Konin, skąd ponownie trafił do Dyskobolii. Po raz ostatni do Lecha wrócił w trakcie sezonu 2001/2002, gdy Lech występował w II lidze. Pomógł w awansie i 3 czerwca 2003 roku rozegrał swój ostatni mecz w profesjonalnej karierze. W 81 minucie ostatniego meczu sezonu wszedł na boisko w przegranym 2:4 spotkaniu z Wisłą Kraków i w taki sposób pożegnał się z kibicami Kolejorza. W Lechu spędził w sumie trzynaście sezonów. Wystąpił w 174 meczach i zdobył 40 goli. W reprezentacji Polski wystąpił 15 razy(bez gola). Debiutował w 1985 r. w meczu z Bułgarią, a ostatni mecz w kadrze rozegrał 23 września 1992 przeciwko Turcji. Po zakończeniu kariery Araszkiewicz okazjonalnie grał w zespole oldbojów Lecha Poznań i zajął się trenerką. Zaczynał od zespołu rezerw Lecha, następnie pracował w Warcie Poznań, Sandecji Nowy Sącz, Pelikanie Łowicz, Kolejarzu Stróże, Wiśle Płock, Olimpii Elbląg, Jarocie Jarocin, Fogo Luboń, Unii Swarzędz, Zagłębiu Sosnowiec a ostatnio jako asystent Lecha i Wiary Lecha.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
7
Jubileuszowy gol Azulgrany:
1 lutego 2009 r. Lionel Messi strzelił gola numer 5000 dla FC Barcelony w Primera Division! Blaugrana grała słabo w wyjazdowym meczu przeciwko Racingowi Santander. W 56 minucie Marquez popełnił faul w polu karnym a Żigič wykorzystał rzut karny, dając gospodarzom prowadzenie. Trzy minuty później na boisku pojawił się Messi i odmienił losy meczu, zdobywając 2 gole. Zwycięski gol na 1:2, będący ligową bramką Barçy numer 5000, padł w 80 minucie. Messi przyjął piłke na klatkę piersiową, dynamicznie wbiegając w pole karne i prawą nogą uderzył z kilku metrów obok bezradnego golkipera Racingu. Piłka, którą strzelił tego gola, trafiła do klubowego muzeum.
Oto ten gol:
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
2
@FCBparasiempre Gdyby ktoś nie wiedział co za twór ten FC X to prosze tutaj link do wikipedii: https://en.wikipedia.org/wiki/X_Sporting_Club
9
Rekordy FC Barcelony:
1 lutego 1903 r. FC Barcelona rozgromiła FC X 13:0(!) w Copa Barcelona. W meczu tym aż 9 goli(!) strzela nie kto inny jak legendarny Joan Gamper, czym wyrównuje swój własny rekord klubowy sprzed 2 lat w meczu o stawke.
@Adran360
@Arkon
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Symson
0
@FcPortoFan1999 Rzeczywiście! Zaczeli nawet 27! Całkiem zapomniałem o tym...
0
@FcPortoFan1999 No ale dzisiaj to historyczna data, bo chyba nigdy jeszcze nie zaczynali w styczniu?
1
Legendarne polskie kluby rozgrywają mecz Ekstraklasy 31 stycznia! Wiekopomna chwila a zarazem ,,koniec świata"!
3
Uooo Panie! Co ten Sousa powyczyniał z moim Widzewem to szok!
0
@aldewir Ależ oczywiście że w Atletico!
0
@FcPortoFan1999 To prawda. Nie wiemy tak naprawde jakby sobie poradził, gdyby dostał szanse poprowadzenia reprezentacji przynajmniej rok czasu...?
0
@FcPortoFan1999 No cóż, to kolejny przykład że nie każdy świetny piłkarz nadaje się na trenera, zwłaszcza reprezentacji...
7
Legendy polskiego futbolu:
31 stycznia 1956 w Bydgoszczy urodził się Stefan Majewski, polski piłkarz grający na pozycji obrońcy, wielokrotny reprezentant Polski, zdobywca 3. miejsca na Mistrzostwach Świata w 1982, trener piłkarski, absolwent Deutsche Sporthochschule Köln (Wyższej Szkoły Sportowej w Kolonii), przewodniczący Rady Trenerów w PZPN. Od 17 września do 29 października 2009 pełniący obowiązki selekcjonera. Do 1978 związany był z klubami bydgoskimi. Jest wychowankiem klubu Gwiazda Bydgoszcz, a od 1972 do końca 1976 występował w Chemiku Bydgoszcz. Wiosną 1977 reprezentował barwy wojskowego klubu Zawisza Bydgoszcz, z którym wywalczył awans do I ligi. W przerwie zimowej sezonu 1978/1979 został zawodnikiem Legii Warszawa. W debiucie w barwach Legii w meczu ze Śląskiem Wrocław (4 marca 1979) strzelił dwa gole. W kolejnych sezonach był podstawowym zawodnikiem warszawskiej drużyny, z którą dwukrotnie zdobywał Puchar Polski. Pod koniec 1984 wyjechał do RFN. 1 grudnia 1984 zadebiutował w zespole 1. FC Kaiserslautern w meczu z Bayernem Monachium, zmieniając po przerwie Andreasa Brehmego. W Kaiserslautern był również graczem podstawowej jedenastki. 3 maja 1985 w spotkaniu z Eintrachtem Brunszwik strzelił swojego jedynego gola w Bundeslidze. Sezon 1987/1988 spędził w 2. Bundeslidze jako gracz Arminii Bielefeld. Po roku gry w cypryjskim Apollonie Limassol wrócił do Niemiec – ostatnie lata kariery spędził we Freiburger FC. Jako zawodnik Zawiszy zadebiutował 30 sierpnia 1978 w reprezentacji Polski w wyjazdowym meczu towarzyskim z Finlandią. W spotkaniu zakończonym wynikiem 1:0 dla Polski strzelił zwycięskiego gola.
W latach 1978–1983 regularnie występował w drużynie narodowej prowadzonej najpierw przez Ryszarda Kuleszę a następnie przez Antoniego Piechniczka. Na Mistrzostwach Świata w Hiszpanii w 1982 wystąpił we wszystkich 7 meczach polskiej drużyny. W spotkaniu z Francją decydującym o 3. miejscu (3:2 dla Polski) strzelił nawet gola. Wystąpił również na Mistrzostwach Świata w Meksyku w 1986, po których zakończył karierę reprezentacyjną. Łącznie w drużynie narodowej rozegrał 40 meczów, strzelił 4 gole. Od 2014 członek Klubu Wybitnego Reprezentanta. Jeszcze jako zawodnik SC Freiburg pracował z juniorami tego klubu. Wiosną 1994 i ponownie od kwietnia 1995 pracował w Polonii Warszawa, z którą w sezonie 1995/1996 awansował do I ligi. W kolejnych latach prowadził zespół amatorów Kaiserslautern. W 1999 wrócił do Polski by objąć stanowisko szkoleniowca Amiki Wronki. Prowadził również Zagłębie Lubin, Świt Nowy Dwór Mazowiecki, ponownie Amikę, Widzew Łódź oraz Cracovię. W 2002 pełnił funkcję asystenta ówczesnego selekcjonera drużyny narodowej Zbigniewa Bońka a w 2009 objął funkcję trenera reprezentacji Polski do 23 lat. 17 września 2009 powierzono mu tymczasowe pełnienie obowiązków selekcjonera kadry narodowej. Poprowadził reprezentację w dwóch końcowych meczach eliminacji Mistrzostw Świata.
@Adran360
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Symson
1
@Commando No wiesz, jest młody ale zawodnik danego kraju, który ma duży wkład w mistrzostwo świata, mistrzostwo Copa America i (czego nie dopisałem) mistrza Anglii, to raczej nie jest piłkarzem przecietnym w rodowitym kraju...
9
Żywe legendy argentyńskiego futbolu:
31 stycznia 2000 r. urodził się Julian Alvarez, wychowanek River Plate, argentyński mistrz świata i zdobywca Copa America 2021, występujący na pozycji napastnika, zarówno w Manchesterze City, jak i reprezentacji Argentyny.
@Symson
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Adran360
14
Grande Espectacolo El Clasico:
31 stycznia 1987 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 3:2 w ramach 25 kolejki Primera Division. Hattricka w tym meczu zanotował Gary Lineker. Blaugrana mogła rozgromić Real w tym meczu gdyż już po 4 minutach prowadziła 2:0 ale podopieczni Terry’ego Venablesa zmarnowali kilka dogodnych sytuacji i w efekcie mecz zakończył się zwycięstwem 3:2. Natomiast nie wielu piłkarzom Barçy w historii pojedynków z Realem udało się strzelić hattricka w meczu o stawke. Pierwszymi, którym to się udało byli genialni Alcantara i Samitier. Obaj to wielkie legendy Dumy Katalonii.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
0
@Walker No rzeczywiście! Tylko co to był za mecz(?) bo nie bardzo kojarze, w fazie grupowej...?
8
Duma Katalonii na szóstke!
30 stycznia 2019 r. broniąca trofeum FC Barcelona rozbiła przed własną publicznością FC Sevillę 6:1 i awansowała do półfinału Pucharu Króla. Na Camp Nou gospodarze zrewanżowali się rywalom za porażkę w pierwszym spotkaniu 0:2. Straty odrobili jeszcze przed przerwą dzięki golom Brazylijczyka Philippe'a Coutinho z rzutu karnego i Chorwata Ivana Rakitica a także holenderskiemu bramkarzowi Jasperowi Cillessenowi, który obronił rzut karny wykonywany przez Argentyńczyka Evera Banegę. W 54. minucie było już 4:0 a na listę strzelców wpisali się ponownie Coutinho i Sergi Roberto. Nadzieje gości odżyły po trafieniu Guilherme Arani (67.) W końcówce awans gospodarzy przypieczętowali Urugwajczyk Luis Suarez i Argentyńczyk Lionel Messi.
@Symson
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Adran360
2
@Safrani O! W jaki sposób się domyśliłeś?
11
@FCBparasiempre
W historii futbolu zapisało się wielu znakomitych wykonawców rzutów wolnych. Byli to gracze ofensywni ale też obrońcy czy nawet bramkarze. Mało jednak było tych, dla których żaden dystans nie stanowił problemu. Taki był właśnie Juninho Pernambucano. Brazylijczyk zdobywał gole po stałych fragmentach gry z takich miejsc, z których niektórzy nie potrafią nawet dobrze dokopać piłki do pola karnego. Recife, czwarta co do wielkości brazylijska aglomeracja, mieści się we wschodniej części Brazylii i należy do stanu Pernambuco. To właśnie tam 30 stycznia 1975 roku jako ostatni z pięciorga rodzeństwa przyszedł na świat Antônio Augusto Ribeiro Reis Júnior, wkrótce lepiej znany światu jako Juninho. Przygodę z piłką rozpoczynał w miejscowym Recife Sport, a treningi uzupełniał grą w futsal. Już jako nastolatek wyróżniał się świetną techniką, wizją gry oraz dokładnością podań. Razem ze swoim zespołem, wchodząc w wiek seniorski, zdobył dwa regionalne mistrzostwa. Transfer do bardziej znanego klubu był tylko kwestią czasu. W 1995 roku zgłosili się po niego działacze Vasco da Gama. Przejście do krajowego giganta pozwoliło mu wskoczyć na wyższy poziom. W drużynie z Rio de Janeiro spędził sześć lat. Fani go uwielbiali. Nadali mu przydomek Reizinho de São Januário („mały król São Januári”), odnoszący się do nazwy klubowego stadionu. Z Vasco odnosił sukcesy już na większą skalę. W 1997 i 2000 roku wygrał mistrzostwo kraju, a w 1998 roku sięgnął po Copa Libertadores. To właśnie dzięki występom w tych rozgrywkach zapewnił sobie nieśmiertelność wśród fanów Vasco – w półfinale bowiem zdobył zwycięską bramkę przeciwko argentyńskiemu River Plate. Do siatki trafił oczywiście po strzale… z rzutu wolnego. Prawne zawirowania i kontrowersje ciągnące się za członkami zarządu sprawiły, że w 2001 roku Juninho Pernambucano postanowił opuścić zespół. Jego odejście nie było jednak proste, a konflikt z klubem zaprowadził obie strony na drogę sądową. Ostatecznie jednak pomocnik uzyskał zgodę na transfer. Wcześniej wygrał jeszcze nagrodę dla najlepszego zawodnika oraz pomocnika roku. Dziś, w dobie większego dostępu do informacji, Juninho być może szybciej trafiłby do Europy. Jego rzuty wolne wówczas nie były jeszcze znane na taką skalę. Chciał go mieć u siebie Olympique Lyon, który budował swój ciekawy projekt i latem 2001 roku Brazylijczyk powędrował do francuskiego zespołu. Tak tamto wydarzenie wspomina bohater tekstu: ,,Lyon miał już w składzie trzech Brazylijczyków(Edmilson, Claudio Cacapa i Sonny Anderson], co było dla mnie ważne, ponieważ dzięki temu łatwiej było mi zaaklimatyzować się we Francji. Zawsze chciałem grać w Europie, a trener Bernard Lacombe także był zainteresowany pozyskaniem mnie, dlatego zdecydowałem się podpisać kontrakt.” Szybko wskoczył do pierwszego składu Les Gones, stając się dyrygentem drugiej linii. W październiku po raz pierwszy przedstawił się szerszej publiczności, kiedy w domowym spotkaniu przeciwko Sochaux zdobył swojego pierwszego gola z rzutu wolnego dla nowej drużyny. Ponad 20 metrów od bramki przeciwnika, krótki rozbieg, piłka puszczona w kozioł… i bramka. Nie było to najpiękniejsze trafienie Brazylijczyka z podobnego stałego fragmentu, ale wkrótce zaczął trafiać z wolnych regularnie. To sprawiło, że żadnemu rywalowi nie było do śmiechu, jeżeli podchodził do stojącej futbolówki. Po kilkunastu miesiącach wszyscy wiedzieli, że żadna odległość nie jest dla niego problemem. Karierę Juninho na Stade Gerland można opisać w ten sposób: gdy przychodził do Francji w 2001 roku, Lyon ani razu w swojej historii nie był mistrzem kraju. Gdy odchodził po ośmiu latach, klub na swoim koncie miał siedem ligowych tytułów. Tylko w swoim ostatnim sezonie nie usiadł na tronie Ligue 1. Lepiej bliżej przyjrzeć się niektórym jego rzutom wolnym.
Dla ,,Les Gones” strzelił równe 100 goli, z czego 44 właśnie po rzutach wolnych. Trudno byłoby przejść obojętnie obok jego trafienia numer dziesięć. W sezonie 2003/04 Lyon mierzył się w fazie grupowej Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium. Między słupkami rywali stał oczywiście Olivier Kahn, który w tamtym czasie należał do absolutnej czołówki bramkarskiej. Nawet on nie miał nic do powiedzenia, gdy Juninho Pernambucano w 6. minucie odpalił swój firmowy pocisk ziemia-powietrze z ponad 30 metrów. Piłka leciała z prędkością światła, odbiła się od słupka i wpadła do siatki obok bezradnie interweniującego Niemca. Remy Vercoutre, wieloletni rezerwowy bramkarz Lyonu, często zostawał razem z Brazylijczykiem po treningach i wspólnie pracowali nad jego strzałami: ,,Tysiące razy mierzyłem się z jego strzałami. W czasie sesji treningowej robiliśmy po 30 lub 40 rzutów wolnych, a 90% z nich trafiało w bramkę. Kiedy już trafiał w nią trafiał, to zawsze oznaczało to gola. Gdy zdobywał gole w meczach, to pierwszą osobą, w stronę której biegł, byłem ja. To było wspaniałe, czułem, że jest to nagroda dla mnie, za całą pracę, jaką wykonywaliśmy.” Wkrótce regularnie zaczął uprzykrzać życie najlepszym bramkarzom. Les Gones, którzy w tamtym okresie mieli monopol na wygrywanie francuskich tytułów, chcieli swoje sukcesy przenieść na międzynarodowe podwórko. Mimo mocarstwowych planów, nigdy nie stali się aż tak potężną marką, jak we własnym kraju. W Lidze Mistrzów ich największym sukcesem był półfinał z 2010 roku. Musieli jednak uznać wyższość Bayernu Monachium. Nie przeszkodziło im to jednak w częstym psuciu krwi największym klubom. Potyczki z Lyonem i strzały Juninho na pewno niezbyt miło wspomina Iker Casillas, strzegący bramki Realu Madryt. Oba zespoły dosyć często wpadały na siebie w czasie europejskich wojaży i zazwyczaj zwycięsko wychodziła ekipa z Francji – w sezonie 2009/10 udało im się wyeliminować z 1/8 finału Królewskich. Przy rzutach wolnych Juninho nie chodziło tylko o jego skuteczność. Wprowadził technikę strzału na zupełnie inny poziom. Do opisu jego uderzeń za granicą często używa się określenia „knuckleball”, zaczerpniętego z baseballa. Za wynalazcę takiego rzutu piłki uznaje się Eddiego Cicotte’a, miotacza reprezentującego na początku XX wieku drużynę Chicago White Sox. Posyłana przez niego piłka w ogóle nie dostawała w powietrzu rotacji. Do tego nagle opadała przed samym rywalem, przez co bardzo utrudniała mu skuteczne odbicie. Prawie 100 lat później powyższą technikę na boiska piłkarskie przeniósł Juninho. Kwestią czasu było to, kiedy znajdą się jego następcy. Dziś wielu piłkarzy próbuje kopiować jego styl – z lepszym lub gorszym efektem. Chyba jego najbardziej znanymi naśladowcami są Andrea Pirlo oraz Cristiano Ronaldo. Włoski zawodnik nie kryje się z tym, że wielokrotnie podpatrywał Brazylijczyka – poświęcił mu nawet fragment w swojej autobiografii „Myślę, więc gram”: ,,Ten facet sprawiał, że piłka robiła niecodzienne rzeczy. Kładł ją na ziemi, wykręcał ciało w parę dziwnych kształtów, brał rozbieg i strzelał. Nigdy nie robił tego źle. nigdy. Sprawdzałem jego statystyki i nie było w tym żadnego przypadku, był jak dyrygent orkiestry, który batutę trzyma między stopami a nie w dłoniach. Odkrycie jego sekretu stało się moją obsesją. Chodziło tak naprawdę o to, jak uderza piłkę a nie w którym miejscu.”
Trudno nie zachwycać się strzałami Juninho. Chociażby golem, którego zdobył w marcu 2006 roku w wyjazdowym starciu z Ajaccio. Wzrok was nie myli, on naprawdę podszedł do piłki ustawionej zaraz przy kole środkowym z zamiarem trafienia do bramki. Jak już wspomniałem wcześniej, nie było odległości, z której golkiper rywali mógł czuć się bezpieczny. Jak sam podkreślał: wszystko zawdzięcza godzinom spędzonym na boisku treningowym. Z uśmiechem na twarzy przyznał kiedyś, że po prostu uwielbia odpalać kilka serii rzutów wolnych po zakończonych zajęciach. Swoją technikę opisuje następująco: ,,Lubię podchodzić do piłki z prostym nabiegiem i uderzać ją wewnętrzną częścią stopy, tak jak przy podaniach, ale z większa siłą. Piłka trafiona w środek, w miejscu gdzie styka się ze spodem, myli bramkarza, ponieważ opada w zdradliwy sposób.” Miał jedno wielkie marzenie – zdobyć w barwach Lyonu 50 goli z rzutów wolnych. Niestety nie udało mu się dobić do tej liczby. Zabrakło sześciu trafień, jednak to i tak budzi podziw. Na pocieszenie dane jest mu dzierżyć inny rekord. Jest piłkarzem z największą liczbą goli zdobytych właśnie po tych stałych fragmentach gry. W sumie uzbierał ich 76. David Beckham, który zajmuje drugie miejsce w tym zestawieniu, trafił 11 razy mniej. W maju 2009 roku Juninho ogłosił, że po zakończeniu sezonu pożegna się z Lyonem. Prezes klubu, Jean-Michel Aulas, na konferencji prasowej poinformował media, że razem z piłkarzem podjęli decyzję o odpuszczeniu ostatniego roku na jego kontrakcie. Brazylijczyk siedział obok prezesa. Opuścił pomieszczenie nie wypowiadając żadnego słowa. Parę dni wcześniej zdobył dla francuskiej ekipy setnego gola. Nie przypieczętował jubileuszu rzutem wolnym, a uderzeniem z 11 metrów. Został zmieniony 10 minut przed końcem, a kibice żegnali go owacją na stojąco, wyczuwając, że zbliża się koniec jego przygody z ich ukochanym zespołem. Stade Gerland opuszczał w roli kapitana. Mimo 34 lat, szybko znalazł nowego pracodawcę. W czerwcu podpisał umowę z katarską drużyną Al-Gharafa, która wyłożyła na niego dwa i pół miliona euro. Tam powiększył swoją kolekcję trofeów. Już w pierwszym sezonie zdobył potrójną koronę, wygrywając ligę, Qatari Stars Cup oraz Qatar Crown Prince Cup. W sumie na katarskiej ziemi rozegrał 66 mecze, w których zdobył 25 bramek. W kwietniu 2011 roku powrócił do Vasco da Gama. Co ciekawe, Brazylijczyk uzgodnił z władzami klubu, że będzie zarabiał zaledwie… 55 funtów tygodniowo – nieco więcej, niż wynosi płaca minimalna w kraju. Tam ponownie przywitał się z kibicami w najlepszy z możliwych sposobów – w pierwszym meczu po powrocie strzelił gola (a jakże) z rzutu wolnego. Liczyła się technika uderzenia, więc z wiekiem jego śmiertelne rzuty wolne nie zatraciły swojej mocy. Po roku odnowił swój kontrakt na sześć miesięcy i chwilę po tym trafił z rzutu wolnego do siatki… swojego macierzystego klubu, czyli Recife. Wciąż błyszczał na boisku, ale nie mógł znaleźć wspólnego języka z zarządem. Z tego też powodu postanowił w zimie 2012 roku odejść do Stanów Zjednoczonych. Trafił do New York Red Bulls, ale wytrzymał tam tylko ponad pół roku. Powrócił więc do… Vasco (przeszedł tam trzeci raz w karierze), gdzie znów nieźle grał. W końcu jednak przegrał z wiekiem – w listopadzie 2013 roku, w spotkaniu z Santosem, które okazało się jego ostatnim, wytrzymał na boisku jedynie 10 minut. Nie mógł wystąpić w ostatnich kolejkach sezonu i tylko bezczynnie patrzył, jak jego drużyna stacza się do drugiej ligi. Po tym wydarzeniu postanowił zakończyć piłkarską karierę. Buty na kołku zawiesił w wieku 38 lat.
Do Vasco da Gama przechodził w swojej karierze aż trzy razy. To w tym klubie zabłysnął i wybił się do Europy i także tu zakończył karierę. Zastanawiające jest to, że Juninho nigdy tak naprawdę nie zaistniał w reprezentacji. Rozegrał co prawda dla Brazylii 40 spotkań, ale nigdy nie był centralną postacią zespołu. Zadebiutował w kadrze w 1999 roku. Niedługo po tym dokonał historycznego wyczynu – został pierwszym piłkarzem, który jednego dnia rozegrał dwa oficjalne spotkania w dwóch różnych państwach! Najpierw na ,,Estádio Beira-Rio” przeciwko Argentynie (biegał przez 15 minut), a następnie samolotem poleciał do Urugwaju, gdzie już w koszulce Vasco zagrał przeciwko Nacionalowi w ramach ,,Copa Mercosur”. Był w kadrze podczas MŚ 2002 i nawet rozpoczął wszystkie spotkania fazy grupowej w wyjściowym składzie. Podczas najważniejszych meczów (z Anglią, Turcją oraz Niemcami) nie pojawił się już jednak nawet na chwilę na boisku. Wraz z drużyną pojechał również na mundial cztery lata później, ale po turnieju ogłosił zakończenie reprezentacyjnej kariery, twierdząc, że przyszedł czas na zwolnienie miejsca młodszym zawodnikom. Andrea Pirlo, Didier Drogba, Gareth Bale, Cristiano Ronaldo czy nawet Messi. Wszyscy go podrabiali lub nadal to robią. Ale król jest tylko jeden. Juninho Pernambucano, czyli po prostu Mister Freekick!
8
Czarodziej rzutów wolnych:
@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@Symson
10
(Nie)zapomniane El Clasico:
30 stycznia 1997 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madryt 3:2 w ramach pierwszego meczu 1/8 Copa del Rey. Gole dla Barçy strzelali: Luis Nazario de Lima w 13 minucie, samobójczą Hierro w 70 minucie oraz Giovanni w 78 minucie. Gole dla Królewskich strzelili: Šuker w 16 minucie oraz Hierro w 67 minucie.
Zatem wspomnijmy:
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360