rafkop8
Dołączył/a: wrzesień 2010
Łęczyca
37 obserwujących
18 obserwowanych
MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest:
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
Znakomity debiut kolejnego syna matki La Masii. Do przodu, z przytupem, bez żadnych zahamowań. Rośnie kolejna gwiazda Barcelony. Trzeba tylko powoli wprowadzać go w wielki piłkarski świat. Najlepiej robi to Pep więc o przyszłość Tello jestem spokojny. Odnośnie wczorajszego meczu. Żaden z zawodników Villareal nie zmieściłby się w tej jedenastce Barcy, która wczoraj wybiegła na El Madrigal. Nie powinniśmy zatem "wykręcać" się licznymi absencjami. Wczoraj nie było natomiast gry - naszej gry. Brakowało polotu, lekkości. Zmęczenie? - prawdopodobnie tak. Styczeń jest gargantuicznie męczący dla naszych chłopaków. To widać. Mamy siedem punktów straty. To dużo, a zarazem mało. Jest jeszcze tyle punktów do zdobycia. Jeśli na dwie kolejki przed końcem strata będzie taka sama wtedy powiem: "Tak. Przegraliśmy mistrzostwo". Póki co walczymy dalej i wierzymy dalej. Nasz główny rywal jeszcze straci punkty. Tego jestem pewien. Czas na laurki za wczorajszy mecz. Wyjątkowo mało jest ich do rozdania. Pierwsza dla Abidala, druga dla - mimo wszystko - Messiego (zwłaszcza za pierwszą połowę). Alves - nagroda za zaangażowanie i za liczbę przebytych kilometrów. Reszta bez wyróżnień. Słabo Xavi, irytująco Adriano. Teraz czas na odpoczynek.
0
Skład dobry. Mamy tak przetrzebioną kadrę, że Pep nie ma zbyt dużego pola manewru. Musimy dzisiaj zagrać swoją piłkę i nie dać się sprowokować przeciwnikowi. Liczę na komplet punktów po ciężkiej walce. Miłego meczu Panie i Panowie.
0
Perełki światowego kina nigdy się nie nudzą. Wybitne przedstawienia teatralne również możemy oglądać w nieskończoność. Podobnie jest w futbolu. Klasyków piłkarskich jest kilka. Żaden jednak tak nie działa na wyobraźnię kibiców jak pojedynki Barcelony z Realem. Możemy wspomnieć o wielu historycznych konfrontacjach, narodzinach nowych gwiazd, zdradach transferowych, mistycznych bramkach, brutalnych faulach, czy też - na samym końcu - wpływach politycznych na te wielkie mecze. Temat rzeka, na pracę doktorską iście zasługujący. Ostatnie spotkanie tych dwóch drużyn to sól futbolu. Kwintesencja piękna której mieliśmy szczęście być świadkami. W tym meczu było wszystko. Radość, nerwy, bramki, gargantuiczna ilość błędów sędziowskich oraz faule - te zwykłe i te podsycone chęcią rewanżu za mecz w Madrycie. Grały dwie drużyny co ostatnimi czasy było rzadkością. Trener Realu w końcu zaryzykował. Nastawił swój zespół ofensywnie (sic!). Zyskał na tym futbol, zyskaliśmy my - kibice. Nasz zespół nie dominował tak jak w poprzednich spotkaniach. Gubiliśmy się wielokrotnie, a oni...wciąż grali. Jak "nigdy". Jak dobrze, że był to rewanż. Jak dobrze, że tam wygraliśmy. Na swoich śmieciach już nie było tak dobrze. Zadziwiające? W tych meczach nic mnie już nie zdziwi.
Spotkamy się w tym sezonie jeszcze raz. To pewne. Czy więcej? - Chciałbym. Na stadionie w Monachium podczas finału Ligi Mistrzów. Byłoby to piękne ukoronowanie sezonu, Dwie najlepsze drużyny na świecie walczące o najcenniejsze trofeum... o swoje serce i nerwy pomartwię się później. Za ostatni mecz pokłony składam naszym chłopakom i ich przeciwnikom. Proszę również o więcej...
0
Wielki spektakl który tym razem nie był tylko monodramem. Naprzeciwko siebie stanęły dwie najlepsze drużyny na świecie, które - jeśli losowanie będzie łaskawe - spotkają się na stadionie w Monachium podczas finału Ligi Mistrzów. Real nas wczoraj zaskoczył. Nie takiej drużyny się spodziewaliśmy. Po regularnych batach myślałem, że wczorajsze spotkanie zakończy się zanim na dobre się zacznie. Zaczęło się... i już po chwili Higuain mógł pobić rekord Benzemy z grudniowego spotkania. Nie był to, jak się później okazało, jedyny wybryk graczy z Madrytu. Zachęcani przez gubiący (sic!) się zespół Barcelony atakowali raz za razem siejąc spore spustoszenie w naszych szeregach. Futbol jest jednak okrutny. Na przerwę, ni stąd nie zowąd, schodziliśmy z dwubramkowym prowadzeniem. To koniec. Żadna drużyna nie podniesie się po takim ciosie. Gramy jak nigdy - przegrywamy jak zawsze. Czyżby nieaktualne już hasło dla reprezentacji Hiszpanii przykleiło się teraz do Realu? Druga połowa to cios w nasze serca i w nasze nerwy. W przeciągu czterech minut Real uwierzył. My - o zgrozo - straciliśmy pomysł na grę. Dotrwaliśmy jednak do końca. Zwycięski remis okupiony krwią, potem... ale nie łzami.
W tym miejscu chciałbym podziękować naszym chłopakom za... "brutalną" chęć rewanżu. Faule Messiego, czy też Fabsa mają jasny przekaz - nie jesteśmy tylko grzecznymi chłopcami. To mi się podobało.
Nie podobała mi się praca sędziego, który prowadził wczorajsze zawody katastrofalnie. Masa błędów w jedną i drugą stronę. Każdy może czuć się pokrzywdzony po tym meczu co - właśnie przez sędziego - jeszcze bardziej umacnia konflikt.
Półfinał jest nasz. Brawa dla chłopaków i brawa dla Realu za wczorajszy mecz.
0
El Misterioso
Bardzo fajny komentarz. Też prowadzę stronę na której zamieszczam artykuły. Nie jest to strona związana z futbolem lecz z wydarzeniami kulturalnymi. Redaktor piszący swój artykuł powinien być przygotowany na wszelkiego rodzaju komentarze. Te lepsze i te z gatunku prowokacji (tudzież nawet obrażania). Popieram Twoje zdanie: Ice Man nie powinien wdawać się w zaczepki. Owszem. Na zarzuty okraszone przaśną merytoryką mógłby (jeśli ma czas) odpowiadać. Na zaczepki - never. Natomiast wszyscy którzy krytykują jego artykuły powinni sami spróbować coś napisać. Zwłaszcza gdy trzeba to napisać na "wczoraj". Nie jest to łatwe zadanie, a gawiedź czeka. Pozdrawiam.
Ta strona, przy całym szacunku dla innych, jest najlepszą polską stroną dotyczącą naszego klubu. Większość artykułów pisana jest naprawdę rzeczowo, a przy tym wyczerpująco. To lubię najbardziej, a jak wcześniej napisałem - nie jest to łatwa rzecz. Tym większe pochwały dla ludzi zajmujących się tą zacną stroną.
0
Po raz pierwszy od kilku sezonów podchodzę do tego spotkania spokojniej niż zazwyczaj. Nie, nie jestem pewny awansu na 100%. Zawsze darzę drużynę przeciwną szacunkiem i tak samo odnoszę się do drużyny z Madrytu (za wyjątkiem kilku zawodników). Jestem spokojny bo zdaję sobie sprawę, iż Real ma w ostatnich sezonach ogromny kompleks Barcelony. Dawne lata chwały Realu minęły. Nastał czas Barcelony. Nie wiem jak długo to potrwa, ale jak na razie nie zanosi się na zmiany. My jesteśmy pewni swojej wartości. Nasz przeciwnik na odwrót. Może wszystkich ogrywać lekko, łatwo i przyjemnie, ale kiedy nadchodzi TEN mecz przegrywają spotkanie już w szatni. Winnymi są jednak sędziowie, szczęście, stałe fragmenty gry. Kto będzie jutro winny? - zobaczymy po ewentualnym zwycięstwie. Jeśli chodzi o dzisiejsze spotkanie. Najprostsza metoda, czyli nasza własna, autorska gra. Setki podań oraz nieustanne posiadanie piłki. Bądźmy w tych zagraniach cierpliwi, a rywal w końcu nie wytrzyma. To oni muszą "gonić" wynik. To oni w końcu zaczną cierpieć. Ostatnie mecze dobitnie uwypukliły słabość Realu w meczach z nami. Real biegając za piłką cierpi tracąc z każdą minutą coraz więcej sił. Jeśli chcemy by to się powtórzyło musimy cały czas grać piłką. Na szczęście w tym jesteśmy najlepsi na świecie. Jeśli chodzi o skład - nie wiem, nie chcę zgadywać. Na pewno wyjdzie najlepsza tego dnia jedenastka. Co u przeciwnika? - mam nadzieję, że zagra Pepe. To byłoby piłkarskie harakiri. Ktoś z taką pokrzywioną psychiką, na dodatek podsycony gniewem kibiców "spali się" na starcie. Tego jestem pewien. Wszystkim kibicom życzę wspaniałego widowiska. Mam nadzieję, że to my wygramy. Wiem, że to jest już nudne, ale tak mogę się nudzić przez całe życie.
0
Każde spotkanie pomiędzy Barceloną a Realem jest ważne. Nawet gdy mecze rozgrywane są o przysłowiową "pietruszkę". Liczy się prestiż i zwycięstwo nad odwiecznym rywalem. Niektóre pojedynki tworzyły historię naszego klubu mimo braku zwycięstwa. Trzy gole Messiego nie wystarczyły do zwycięstwa, ale mecz ten na wieki pozostanie w naszej pamięci. Podobnie jak mecz zakończony zwycięstwem naszych chłopaków stosunkiem 5:0. Tam przekroczone zostały wszelkie bariery poziomu gry. Gole Ronaldinho zakończone standing ovation kibiców z Madrytu też zapiszą się złotymi zgłoskami w historii klubu. Pamiętajmy również o porażkach, o dotkliwych chwilach dla każdego kibica Barcy. Szpaler dla graczy z Madrytu też ma swoją wartość. Uczy on nas wszystkich pokory wobec rywala, a dla piłkarzy stanowi przestrogę na przyszłość. Wciąż bowiem da się coś poprawić w grze. W środę karta historii znowu zostanie uzupełniona... oby szczęśliwie dla naszych chłopaków.
0
W przypadku Valdesa mamy do czynienia z najczystszą formą "przyklejenia" komuś piłkarskiej łatki. Przyjęło się, że jest to słabo grający bramkarz grający tylko i wyłącznie dlatego, że jest wychowankiem klubu. Mało tego. Kronikarze donoszą, iż włodarze Barcelony zdecydowali się przed laty na Victora ponieważ w bramce Realu stał Casillas - też wychowanek. Zaszufladkowanie naszego bramkarza jest tymczasem niezwykle krzywdzące. Owszem, na początku kariery popełniał błędy, ale to było wieki temu. Teraz nasz portero jest zupełnie innym zawodnikiem - znakomita gra nogami, wiele wygranych pojedynków jeden na jeden. Do tego refleks, opanowanie i charyzma. Nic to. Jeszcze długo na listach najlepszych bramkarzy widnieć będą nazwiska Casillasa (tutaj chyba wszyscy się zgadzamy), Cecha i Buffona. Ci dwaj ostatni będą na tej liście niejako z urzędu i dożywotnio. Trudno. Najważniejsze, że sam Valdes jest świadomy swojej wartości.
Wielkim krokami zbliża się rewanż z drużyną Realu. Oba zespoły rozniosły w drobny puch swoich ligowych rywali. To dobrze. Zapowiada się, po raz kolejny, wspaniałe widowisko. Nasze chłopaki muszą zagrać swoją autorską piłkę zamęczając rywala ciągłymi podaniami. Real tego nie wytrzymywał i prawdopodobnie znów nie wytrzyma. Musimy również wyjść na to spotkanie maksymalnie skoncentrowani, zapominając o wyniku z pierwszego spotkania. To rywalowi będzie się spieszyć. Dla nas to woda na młyn. Podanie, podanie i podanie. Tak bez końca. To doprowadzi ich do frustracji, a potem do rezygnacji.
Na koniec "brawa" dla komitetu. Niczym małpki - nic nie widzieli, nic nie słyszeli, nic nie powiedzą. Sprawa zamknięta, sprawę chowamy głęboko do szuflady. Może otrząsną się gdy dojdzie na boisku do tragedii. Wtedy już będzie jednak za późno...
0
Constantine16
Dokładnie tak. Alexis znalazł się w nowym, piłkarsko lepszym świecie. Przy całym szacunku do jego poprzedniej drużyny Udinese nie jest Barceloną. Widać w pewnych momentach, iż Sanchez "chciałby, ale boi się". W końcu to debiutancki sezon w barwach Barcelony. Na dodatek najlepszej Barcelony w historii klubu. Na szczęście są to rzadkie sytuacje. Chilijczyk rozwija się i będzie to robić z każdym kolejnym meczem. Piszesz, że będzie to pierwszoplanowa postać w najbliższych latach - nic dodać, nic ująć. Święte słowa i amen. Chłopak ma zadatki na wielkiego grajka. Otoczenie w którym przebywa jeszcze mu to ułatwi. Jest skromny, ma talent i chęć do dalszego rozwijania swoich już i tak nieprzeciętnych umiejętności. Do tej mikstury na lata można dodać jeszcze wiele składników chociażby zażarta walka przez pełne 90 minut. Stracone piłki? Jakie stracone. Takie dla niego nie istnieją. Będzie o każdą walczył. Może mu się to raz czy dwa nie udać, ale zawsze podejmie rzuconą rękawicę.
Pozdrawiam serdecznie.
Odnośnie przyznawania "+" i "-". Jest wielu użytkowników, którzy piszą fajne komentarze. Rzeczowe i wyczerpujące. Potem jak czytam, iż dostali setkę minusów i "komentarz poniżej pewnego poziomu" nie wiem czy mam się śmiać, czy też płakać. Jasne - lepiej napisać "goooooooooool". Dużo plusów i "czyste sumienie". Tylko co to wnosi do dyskusji.
0
Do coraz większej zdobyczy bramkowej dorzuciłbym jeszcze walkę na całej długości boiska. Powroty i odbiory piłek gracza z Chile stają się powoli jego wizytówką. Sanchez idealnie wkomponował się w styl gry preferowany przez Pepa. "Nie biegasz - nie grasz" - dewiza Guardioli, którą Alexis realizuje bez zarzutu. Znakomicie sprawdza się również ustawienie Sancheza na środku ataku. Chłop stoi twardo na nogach i ciężko jest mu odebrać piłkę. Wiele wczorajszych akcji przypominało mi grę jaką widzimy w koszykówce. Sanchez - obrotowy. Za nim Messi. Nowy punkt programu Pepa i jego zespołu. Wielkie brawa dla Sancheza. Oby tak dalej.
0
Ultras.Sur,
Można grać ostro, ale nijak się to ma do sytuacji ze środowego meczu. Messi leży, a Pepe celowo nadeptuje mu na rękę. Nie bardzo zatem widzę koneksję z Twoimi przykładami (cofając się jeszcze dalej wspomnę chociażby Mundial w 86 roku i brutalne faule na boskim Diego). Pozdrawiam.
Najlepszym, moim zdaniem, rozwiązaniem byłaby po prostu zemsta na boisku. Piłkarska zemsta. Pierwszy akt już się spełnił. Czekamy teraz na dalszą część. Sam widok cierpiących graczy Realu, uganiających się bezcelowo za piłką, jest już dostatecznie pięknym widokiem. Można dolać jeszcze oliwy do ognia i zbyć to wszystko uśmiechem tudzież gestem (pamiętamy wszyscy dłoń Pique i Abidala wznoszoną ku górze po zwycięskim meczu 5:0). Nic chyba bardziej nie denerwuje przeciwnika jak takie właśnie zachowanie. Przepychanki? - bądźmy ponad tym. Palec w oko? - nie bądźmy dziećmi. Tak uważa Guardiola, tak sądzą również piłkarze. Chwała im za to. Co do Pepe. Świat piłkarski już go osądził. Krytyka spadła na tego - rzekomo - homo sapiens z każdego futbolowego zakątka. Wzięły się za niego media, a jak wszyscy wiemy - potrafią one zniszczyć człowieka niezwykle szybko uderzając precyzyjnie w sam środek. Wcześniej już pisałem, iż - ironicznie - Real stał się więźniem Pepe. Co tu robić. Sprzedać? - nie zrobią tego uważając Portugalczyka za jednego z najlepszych stoperów na świecie. Zostawić? - jak taki ktoś może przywdziewać koszulkę Realu noszoną kiedyś przez takich graczy jak chociażby Raul, Zidane itp. Nie nasz cyrk - nie nasze małpy. Teraz cieszmy się ze zwycięstwa z Malagą.
0
Skład bardzo dobry. Szaleńcze i nieobliczalne skrzydła powinny dzisiaj zdać egzamin. Odpoczynek dla Puyola i Xaviego jak najbardziej zasłużony. Zagrajmy swoje i wracajmy do domu z kompletem punktów. Mam nadzieję, że nie będzie żadnych urazów. Miłego meczu Panie i Panowie.
0
Najważniejsze jest w tej chwili spotkanie z Malagą. Pojedynek wyjazdowy więc niejako obligatoryjnie zapowiada się ciężka przeprawa. Żartobliwie rzecz ujmując nasi zawodnicy powinni sobie wyobrazić, iż grają przeciwko drużynie w białych strojach. No i tak już do końca sezonu. Poważnie mówiąc - musimy zagrać swoje. Do tego powinniśmy dorzucić szczyptę koncentracji. Strzelamy pierwsi gola, a potem staramy się dorzucić do worka kolejne bramki. Jeśli to zrobimy - o wynik jestem spokojny. Jeśli nie - gracze z Malagi wrzucą do naszego ogródka kolejny wyjazdowy kamyczek. Odnośnie wypowiedzi Guardioli dotyczącej Pepe. Dużo słów zostało już wykrzyczanych na tym i na innych forach. Słowa krytyki padły z ust ludzi, którzy nie są związani z Barceloną. To ważne. To cieszy. Pepe to bękart futbolu, który w dawnych czasach zostałby wygnany z klubu stając się wyrzutkiem piłkarskim. Sytuacja jest jednak taka, iż... Real stał się więźniem tego zawodnika. Władze, tak zgaduję, nie wiedzą co mają z nim zrobić. Sprzedać? - gdzieżby tam. Oni uważają, iż jest to jeden z lepszych stoperów na świecie. Z drugiej jednak strony ten - rzekomo homo sapiens - hańbi po prostu strój, który niegdyś przywdziewali tacy zawodnicy jak chociażby Raul, Zidane itd. Nasz trener mistrzowsko odpowiedział na zadane mu pytanie. Grzecznie, a przy okazji z 'pieprzem". Cały Guardiola. Najważniejsze jest dla niego spotkanie z Malagą. Dla mnie zresztą też. Jutro o tej godzinie zacznę dopiero rozmyślać o meczu rewanżowym z Realem. Tym razem będę troszkę bardziej spokojny niż zazwyczaj.
0
Współczuję wszystkim trenerom, którzy muszą ustalać taktykę przed meczem z naszą drużyną. Kiedy nasze chłopaki podchodzą do spotkania w pełni skoncentrowani wszystkie przedmeczowe założenia są tylko niespełnionymi marzeniami trenerów. My mamy coś czego nie ma i nie będzie mieć żadna drużyna. Kochamy posiadać piłkę. Każdy z zawodników Barcy chce ją mieć przy nodze. Mało tego. Nikt nie jest pazerny i chętnie się tą piłką podzieli z kolegą. Dla wielu jest to nudny futbol. Podanie, podanie i często nic. Malkontentom odpowiem. Spróbujcie sami tak zagrać. Zawodnicy Barcy nie opatentowali takiego sposobu gry. Każdy zespół może to skopiować - życzę szczęścia. Druga sprawa to pressing. Morderczy dla wielu rywali. Spójrzcie na Sancheza. Chilijczyk biegał wczoraj wściekle wzdłuż i wszerz boiska zaliczając wiele kluczowych odbiorów. Wyrasta nam drugi, po Alvesie, diabeł tasmański. Wiele drużyn stosuje ostry pressing podczas meczów, ale tylko jedna wytrzymuje to przez pełne 90 minut. Która? - pytanie retoryczne. Trzeci aspekt? Służę. Uniwersalność zawodników Barcy. Pokłonię się nisko każdemu trenerowi drużyny przeciwnej, który przewidzi gdzie zagra jaki zawodnik Dumy Katalonii. Z długiej listy wymienię chociażby Fabsa, Iniestę, czy też Messiego. Cesc grający na szpicy? - przed sezonem powiedziałbym, iż jest to sen wariata. Dzisiaj? - impossible is nothing. Nasz wczorajszy przeciwnik, ponownie silny jak nigdy, nie potrafi grać z nami. Przegrywa spotkanie już w szatni. Wyniesiony przez wielu na boski piedestał Portugalczyk nie ma pomysłu na grę przeciwko naszym chłopakom. Jego taktyka - jego sprawa - nasze zwycięstwa. Grają u siebie trzema defensywnymi pomocnikami - cóż za odwaga. Kibice muszą być z nich naprawdę dumni. My mamy Pepa, który niczym sprawny dyrygent wymachuje przy linii bocznej. Chłopaki wskakują na właściwe tory i... rozpoczyna się gra. Nasza gra...
0
Dwa aspekty wczorajszego meczu: czysto sportowe i te związane z postawą pewnego zawodnika. Jeśli chodzi o czynniki sportowe po raz kolejny gracze Pepa wykazali się wyższością nad rywalem. Podobnie jak w poprzednim meczu Real zaczął dobrze, a potem wszyscy widzieli co się stało. Gracze z Madrytu nie potrafią grać z Barceloną. Po raz kolejny zamęczyliśmy rywala swoją największą bronią: posiadaniem piłki. My byliśmy w jej posiadaniu, a rywale w białych koszulkach nieporadnie uganiali się za nią. Psychicznie rywal musi być już wykończony. My gramy swoją autorską piłkę a Real cierpi. Z każdym meczem widzę na ich twarzach coraz większą rezygnację. Zapowiedzi są szumne, ale mecze przegrywają już w szatni. Pora na laurki. Pierwsza wędruje do Sancheza. Kapitalny mecz w wykonaniu gracza z Chile. Niezwykle aktywny w ofensywie, a zarazem genialny mecz patrząc na jego grę w destrukcji. Jedna z nielicznych groźnych kontr Realu została zażegnana przed polem karnym właśnie przez Alexisa. Kolejne laurki wędrują obligatoryjnie do strzelców bramek. Kluczowa bramka naszego kapitana, a potem gol Abidala poprzedzony mistyczną asystą Leo. Można wymieniać dalej i dalej. Iniesta, Xavi, Fabregas, Sergio... wszystkim należą się pochwały. Guardiola - strateg, psycholog, mentor pierwszej klasy. Szybka analiza, kilka machnięć ręką i już chłopaki poustawiani są na właściwych torach. Po drugiej stronie Mourinho. "Zbawca" Realu po raz kolejny bezradnie patrzył na grę swoich zawodników. Jak się teraz wytłumaczy? Szczęściem się już raczej nie wykręci. No tak. Pierwszy gol dla nas padł po stałym fragmencie gry - co zdaniem Portugalczyka powinno być zabronione.
Pepe. Nie wiem, czy to jeszcze jest piłkarz. Cały świat widział jego brudne gierki i wszyscy są zażenowani. Piłkarski bękart, któremu powinno zabronić się uprawiania tego sportu.
0
Thiago, jako jeden z niewielu młodych piłkarzy, może o sobie powiedzieć: "Tak. Urodziłem się w czepku". Futbol wyssał z mlekiem matki La Masii - najlepszej z możliwych futbolowych matek. Piękny sen trwał dalej. Guardiola zawezwał go do siebie. Młody Alcantara przekroczył magiczne drzwi za którymi czekała już pierwsza drużyna Barcy. Z otwartymi rękoma przyjęli go wszyscy zawodnicy - mentorzy i nauczyciele. Lepszych "belfrów" nie mógł sobie wyśnić. Wielu o tym marzy, ale niewielu taką szansę otrzymuje. On otrzymał. Tak. Nie jest drugim Xavim, nie jest również kolejnym Iniestą. Z pewnością podpatrywał ich grę na początku wspólnych treningów, chłonął jak gąbka każde wskazówki swych mistrzów. Każdy człowiek, nie tylko piłkarz, wybiera jednak w pewnym momencie swoją własną drogę. Thiago, czując się coraz pewniej w pierwszym zespole, obrał swój własny piłkarski styl gry. Nic tylko przytaknąć. Nie będzie Xavim - jest tylko jeden Generał, nie będzie Iniestą - bardzo dobrze. Będzie sobą. Nie ukrywam, grą Thiago jestem zachwycony. Do tego co wiemy już wszyscy - mistyczna technika, nietuzinkowe podania, pozytywna "bezczelność" na boisku, Alcantara dodał w tym sezonie całkiem dobrą grę w destrukcji. Mamy piłkarza kompletnego? Powoli i systematycznie taki się właśnie rodzi na naszych oczach. Przyszłość należy do niego i... Fabregasa. Cóż za ironia. Przed sezonem się bałem. Nie chciałem powrotu Cesca. Nie chodziło mi o jego umiejętności piłkarskie bo tylko szaleniec mógłby powiedzieć, iż Fabs jest słabym piłkarzem. Bałem się jedynie tego, iż przyjście kapitana Kanonierów skomplikuje sytuację Thiago. Na szczęście się myliłem. Pep tak to wszystko zgrabnie poustawiał, iż teraz mogę jedynie podziękować. Za transfer Cesca, a jednocześnie za wiele minut danych Thiago. Dzięki Pep. To Twoja zasługa... która to już z kolei?
0
Dzisiejszy futbol to już nie tylko gra w piłkę pod czystą postacią. Sport, który stanowi znakomity przykład opium dla mas przejmowany jest chytrze przez polityków, czy też biznesmenów piorących w wielu zasłużonych klubach swe niekoniecznie czyste pieniądze. Do tego coraz silniej o swoją autonomię walczą hiszpańskie regiony - Katalonia, Baskowie itp. Kto chce aby Barcelona zdobyła kolejne z rzędu mistrzostwo? - zapewne nikt poza połową Katalonii. Nikt nie lubi monopolu. Nie tylko w sporcie. Hegemonia naszego klubu wiecznie trwać nie będzie - to wiemy wszyscy. Niedługo znowu na szczyt wdrapie się inny zespół - z braku innych możliwości tą drużyną będzie zapewne Real. Jeśli uczyni to czysto piłkarsko, bez pomocy sędziów, polityków, bożków różnej maści - zaakceptuję to. Nie mogę jednak zaakceptować pracy sędziów. Nie wiem jak to wygląda w innych ligach, ale w Hiszpanii poziom sędziowania jest okrutnie słaby. Przykładów są tysiące i nie mamy tylu znaków by wymieniać. Wszyscy jednak wiemy jak to wygląda. Zdaję sobie sprawę, iż my mamy łatwiej - siedzimy przed telewizorem, oglądamy powtórki, zbliżenia. Panowie z gwizdkami mają sekundę do namysłu i jak w greckiej tragedii co nie zrobią będzie źle. Jednak, na litość boską, to są zawodowcy. Taka liczba błędów, chociażby we wczorajszym spotkaniu, nie powinna się im przytrafiać. Co gorsza - będzie jeszcze gorzej. Futbol idzie do przodu. Panowie sędziowie - niestety nie. Na temat pomocy na rzecz Realu. Tutaj nie chcę się wypowiadać. My musimy grać swoje. To co robiliśmy do tej pory. Żaden sędzia, żadne komisje nic nie wskórają jeśli będziemy grać swoją piłkę. Nowatorski futbol stworzony przez Pepa. Musimy jedynie poprawić grę na wyjazdach - mały a zarazem wielki szczegół. Zróbmy to a żaden Jezus, Budda, czy też Allah nie odbierze nam kolejnych pucharów.
0
Najłatwiej byłoby napisać, iż mecz na stadionie Barcy = zwycięstwo. Nie możemy jednak tak podchodzić do sprawy. Trzeba traktować każde spotkanie z osobna. Dzisiejszy pojedynek zapowiada się niezwykle widowiskowo. Może Betis nie wjedzie na murawę autobusem i pójdzie na wymianę ciosów? Kto wie. My musimy zagrać maksymalnie skoncentrowani. Nie myślimy o Realu tylko o ligowej potyczce z Betisem. Jeśli do tego dorzucimy naszą autorską grę - o wynik jestem spokojny. Miłego meczu Panie i Panowie.
0
Spokój, opanowanie, duża kultura osobista - oto cały Pep Guardiola. Takim właśnie spokojem trener "zaraża" potem cały zespół, który dzięki temu zna swoją boiskową - i nie tylko - wartość. Mnie najbardziej ucieszyła wypowiedź dotycząca wychowanków. "Mam do nich pełne zaufanie" - piękne słowa dzięki którym ci młodzi chłopcy z miejsca poczują się pewniej w pierwszej drużynie. Z czasem również zaczną odpłacać się trenerowi za to zaufanie. Polityka szkoleniowa i transferowa Barcy powinna stanowić wzór dla innych zespołów. Stawiamy przede wszystkim na wychowanków nie zapominając przy tym o świeżej krwi z zewnątrz. Patrząc na grę tych dzieciaków jestem spokojny o przyszłe lata. Cuenca, Tello, Sergi Roberto i wielu wielu innych już niedługo stanowić będą trzon pierwszego zespołu. Możemy zatem spać spokojnie i... czekać na mecz z Betisem. Pojedynek nie będzie należał do lekkich, łatwych i przyjemnych, ale przy odpowiednim zaangażowaniu komplet punktów powinien zostać u nas. Oby tylko nikt nie ucierpiał. Na temat konfrontacji z Realem pomyślimy od poniedziałku.
0
Zawsze do takich spotkań podchodzę z dużą dozą rezerwy i ostrożności. Ostatnimi czasy gramy ze sobą często (dla osób z problemami kardiologicznymi jest to nawet za często). Przeważnie wygrywamy, bezapelacyjnie i w pięknym stylu. Nie ma jednak co ukrywać - to się kiedyś musi skończyć. Statystycznie nie da się ciągle wygrywać lub przechodzić dalej. Ciągle jednak chcę przesuwać ten moment. Jeszcze nie teraz, nie teraz. Real w końcu musi wygrać, ale jeszcze nie w tym meczu, w rewanżu też nie, nie wspomnę nawet o lidze, czy też - potencjalnie - o Lidze Mistrzów. Tak bez końca. Przed zbliżającymi się pojedynkami również nie będę spokojny. Wierzę w nasz zespół z którym jestem od 20 lat. Jesteśmy faworytami do awansu - tutaj nie ma żadnych wątpliwości. Mentalnie jesteśmy silniejsi bowiem z każdą kolejną porażką gracze z Madrytu czują się coraz bardziej skrępowani. Może tak być, iż kolejne spotkanie przegrają już w szatni. Kolejny argument przemawiający za naszym awansem do następnej rundy to dwumecz. Gdyby to było jedno spotkanie szanse wyrównałyby się. Mecz i rewanż - to stawia nas w pozycji faworyta. Pożyjemy - zobaczymy. Teraz jednak całą swoją uwagę skupiam na pojedynku z Betisem. W lidze punktów nie możemy już tracić. To trudne zadanie, ale zespół Pepa zaskakiwał nas wszystkich nie raz. Chcąc być dalej i bezustannie zaskakiwanym pozdrawiam wszystkich kibiców Barcy.
0
Moim skromnym zdaniem Cuenca jest już "pełną gębą" graczem pierwszego zespołu. Sergi Roberto też już coraz mocniej dobija się do magicznych wrót za którymi czeka drużyna Pepa. Patrząc na "ilość" nie wygląda to jednak za ciekawie. Na szczęście ważniejsza jest chyba "jakość". W tym przypadku mamy tylu uniwersalnych graczy, że póki co możemy spać spokojnie. Kontuzje - rzecz jasna - martwią, zwłaszcza że są to długotrwałe urazy. Do tego doszedł wyjazd Keity na Puchar Narodów Afryki. "Dostępni" zawodnicy muszą po prostu przejść obok tych problemów bokiem, zakasać rękawy i robić swoje. Wtedy sukcesy przyjdą same.
0
Skład bardzo fajny. Ciekawie wygląda zestawienie drugiej linii. Pep, wiedząc iż Osasuna zagra w eksperymentalnym składzie (no i pokaźna zaliczka z pierwszego meczu), pozwolił sobie na spore roszady. Oczekuję dobrego meczu i zwycięstwa Barcelony. Miłego oglądania Panie i Panowie.
0
Mam nadzieję, że będzie mu się wiodło we Francji. W Barcelonie czas Maxwella dobiegł końca. Na wiele minut nie mógł już liczyć, a na dodatek młodzi z La Masii coraz głośniej zaczynają dobijać się do wrót pierwszego zespołu. W PSG gracz z kraju kawy będzie miał więcej okazji do zaprezentowania swoich umiejętności. Doświadczenia też mu nie brakuje. Dzięki za wszystko. Bywaj zdrów.
0
buzinga
Oczywiście, że to nie musi być plota. Może faktycznie, tak jak napisałeś, sondują rynek i zarzucają sieci na kilku piłkarzy. Z drugiej jednak strony orientuję się jak wygląda sytuacja dziennikarza. Masz napisać coś na wczoraj i tyle. Nie ma zmiłuj się. Najłatwiej zatem rzucić jakąś ploteczkę. Bomba pójdzie w górę. To nie koniec. Bomba zaciekawienia wybuchnie ze zdwojoną mocą jeśli wrzucisz do swojej notki gracza Barcelony - najbardziej w tej chwili popularnej drużyny na świecie. Możemy sobie jednak wróżyć i spekulować. Prawdy nie poznamy. "Lat świetlnych" użyłem w znaczeniu czegoś niemożliwego do osiągnięcia - w tym przypadku ściągnięcie Javiera przez drużynę z Mediolanu. Czy jest to jednostka czasu, czy długości - nie wiem, nie wnikam. Z przedmiotów ścisłych nie byłem za tęgi (dlatego poszedłem wieki temu na dziennikarkę). Dzięki jednak za informację - przyda się. Pozdrawiam.
0
Do osiągnięcia zamierzonego celu drużynie z Mediolanu brakuje lat świetlnych. Zapewne jakiś dziennikarz musiał oddać materiał "na wczoraj" i w akcie rozpaczy wymyślił taką bajeczkę. Łatwiej bowiem napisać krótką notkę niż posiedzieć nad potężnym, for example, felietonem. Redaktor naczelny to łyknął. My kibice na takie tanie zagrywki nabrać się nie damy. Mascherano stanowi w tym sezonie mur nie do przebicia. Jego wzorowe odbiory i wślizgi powinny być nagrywane i pokazywane innym zawodnikom. W słownikach pod hasłem "pasja" i "zaangażowanie" powinno widnieć właśnie zdjęcie Argentyńczyka. Trudno mi nawet wymyślić powód dla którego chciałby odejść. Gra dużo (bodajże szóste miejsce w zespole jeśli chodzi o minuty spędzone na boisku), jest również doceniany przez kolegów oraz przez Guardiolę. Wystarczy? a jakże. Drobny anons do powodów - wspólne występy z reprezentacyjnym kolegą oraz duże prawdopodobieństwo zdobywania kolejnych pucharów. Javier jest w tym sezonie najrówniej grającym obrońcą w zespole i to właśnie od niego Pep powinien zaczynać ustalanie składu. Jak dla mnie Mascherano jest wielkim zawodnikiem. Mam nadzieję, że zostanie u nas as long as possible. Działaczom z Mediolanu powiem jedno - swoje "saurońskie" oko skierujcie w inną stronę.
0
Constantine16
Z wzajemnością i cała przyjemność po mojej stronie :)
Pozdrawiam serdecznie.
0
Panie i panowie. Już za chwilę przeczytamy jakiś komentarz, iż artykuł jest o Cuence, a tu znowu pojawia się wątek trenera Realu. Jak widać ucieczki przed tym tematem nie ma... i dobrze. Na temat młodego piłkarza Barcelony wypowiedziałem się parę pięter niżej więc teraz troszkę o Jose. Do księgi skarg i zażaleń na tego pana dorzucę jeszcze zachowanie przed meczem Chelsea - Barcelona. Na konferencji prasowej ów jegomość siedział razem z Rijkaardem. Cóż takiego uczynił Portugalczyk? Otóż odczytał skład swojej drużyny... a następnie skład naszego zespołu. Zadanie nie było trudne gdyż skład mieliśmy wtedy przetrzebiony kontuzjami. Nic to - prasa, telewizja i wszystkie pozostałe media równocześnie wydały okrzyk histerycznego zachwytu - boże, jaki ten trener jest przewidujący. Pewien komentator z telewizji publicznej od ptaka nazwisko posiadający wieszczem światowym obwołać go chciał. Dla mnie było to skandaliczne zachowanie. Zniesmaczony był Rijkaard, zniesmaczeni byliśmy my - kibice. Mourinho wykazał się nieprzeciętnym chamstwem i butą. Pozostało mu to do dzisiaj... no i ta jego twarz podczas ostatniego pojedynku z nami. Spojrzenie zrezygnowanego człowieka, który cierpi wraz ze swoim zespołem. Może coś w końcu zrozumiał? - pomyślałem naiwnie. Gdzieżby tam - tym razem winnym wszystkiego okazało się szczęście.
Z góry odpowiadam komuś kto się zapyta. Odpowiadam w imieniu swoim i zapewne pozostałych kibiców piszących na tej zacnej stronie. Nie, nie mamy kompleksu Mourinho. Nasi piłkarze też takiego nie mają. Wprost przeciwnie... to ten pan, który chodził kiedyś krok w krok za Sir Bobby Robsonem, ma kompleks Barcy. Przykładów jest setki. Każdy już tyle przecież wymienił.
0
Potężny skład. Guardiola nikogo nie oszczędza wysyłając w bój najcięższe armaty. Zapowiada się wspaniałe widowisko. Mam nadzieję, że z happy endem dla nas. Miłego meczu Panie i Panowie. Czas rozpocząć walkę o kolejne 3 pkt.
0
Nowy nabytek pierwszej drużyny Barcelony musiał od razu wypłynąć na głęboką wodę i bez pomocy matki La Masii stanąć oko w oko z silnymi przeciwnikami. Po pierwszym meczu pomyślałem sobie: "Wow. Chłopak ma świetne wrzutki ze skrzydła - na "aferę", ostre. Takie lubię najbardziej. Obrońcy zapewne najmniej". Do tego doszła szczypta dryblingów, jeszcze nieśmiałych, ździebko niepewnych. Warto w niego zainwestować - pomyślałem sobie. Nawet nie warto. Trzeba było na niego postawić niejako w ciemno. Z miejsca. Od razu i bez zbytnich sentymentów. Kontuzje Afellaya, Sancheza, słabsza dyspozycja Pedro i Villi - mieliśmy spory problem. Pep postawił na niesprawdzonego zawodnika i... znowu wygrał. Cuenca nadal wrzuca piły, aż miło. Dryblingi śmiałymi się stały, a niepewność minęła. Chłopak jest tak pozytywnie "bezczelny' w swojej grze, iż - jestem tego pewien - nie przestraszy się żadnego obrońcy tudzież żadnego klubu. Cuenca trafił do pierwszego zespołu w najlepszym momencie. Może liczyć na minuty, a przede wszystkim ma się chłopina od kogo uczyć. Musi się uczyć, choć na boisku wygląda to tak jakby grał z partnerami od czasów szkolnych. Co się stanie jak wrócą kontuzjowani? Jak będzie wyglądał przyszły sezon dla młodego zawodnika? Krezusi z ligi angielskiej już sięgają do kieszeni po pieniądze na transfer i na lepszą "tygodniówkę". Musimy jednak ich przebić (nie pieniędzmi. Tutaj jesteśmy bez szans. Na szczęście są inne wartości, których w klubie jest pełen dzban) i zatrzymać ten talent u siebie. Ta inwestycja się opłaci. Villa młodszy już nie będzie, Afellay (piszę to z prawdziwym bólem serca. Obym się jednak pomylił) chyba jednak nie "zaaklimatyzuje" się u nas. Cuence potrzeba jedynie (aż) oszlifowania, a wtedy drżyjcie stadiony całej Europy.
0
Derby to derby i wszystko w takich meczach może się zdarzyć. Do tego dzisiejsze spotkanie jest na obcym, a zarazem trudnym terenie. Musimy zatem podejść do meczu z maksymalną powagą i szacunkiem do rywala. Najważniejsze, że jesteśmy w wysokiej formie i gramy widowisko. Liczę na trzy punkty i na znakomite widowisko. Mam również nadzieję, że nie będzie wzajemnych pyskówek. Pamiętacie jak przegraliśmy u siebie (wtedy katem okazał się Mały Budda)? Polegliśmy bo daliśmy się wciągnąć w niepotrzebne gierki słowne. Na to trzeba uważać. Miłego meczu Panie i Panowie.