0

Sami zobaczcie jaki pułap osiągnęła Barcelona w XXI wieku. Mistrzostwo kraju mamy już praktycznie w kieszeni. Tylko kataklizm mógłby nam odebrać to zacne trofeum. Doszliśmy po raz n-ty z rzędu do półfinału Ligi Mistrzów. Na tym samym etapie zakończyliśmy zmagania w Pucharze Króla. To nie jest aż taki zły sezon. Owszem, mogliśmy osiągnąć więcej, ale każda hegemonia kiedyś się kończy. Nie tylko zresztą w sporcie. Tak jak pisałem pod innym artykułem, nie jestem zwolennikiem radykalizmu. Część z was domaga się totalnej zmiany w systemie gry. Żarty sobie robicie, czy jesteście z Barceloną od czasów Pepa? Filozofia gry Dumy Katalonii zrodziła się bardzo dawno temu. Praktycznie wszystko zostało jej podporządkowane. Począwszy od szkółki, a skończywszy na pierwszym zespole. Tego nie da się całkowicie zmienić z dnia na dzień. Delikatna modyfikacja? Tak. To można uczynić. Trzeba to zrobić. Wymiana połowy zespołu, bo tak wam się "podoba". Kolejny absurd. Kilka zmian jest nieuniknionych, ale tylko kilka. Mamy potężne problemy z formacją defensywną, a tutaj czytam o Aguero, Neymarze i innych napastnikach. To ma być, waszym zdaniem, priorytet na przyszły sezon? Takie czasy pamiętam. Zarząd wychodził z założenia, że da się zwojować świat tylko i wyłącznie grą ofensywną. "Najwyżej będziemy wygrywać 6:4" - takie było motto Barcelony. Jak to się skończyło? Kilka sezonów bez jakiegokolwiek pucharu. Ja wolę dwóch obrońców z potężnymi papierami na granie. To nie koniec. Bramkarz. Jeśli odejdzie Valdes, to trzeba będzie poszukać światowej klasy bramkarza. Tanio nikt nam go nie sprzeda. Przed zarządem oraz sztabem trenerskim ciężki okres. Nie chcę jednak, aby robiono coś na "gwałt". Na zimno i po dokładnej analizie przyjdzie moment na dokonanie zmian. Personalnych (przede wszystkim obrońcy) oraz w sposobie gry (radykalizmowi mówię NIE).

0

Zastanawiam się tylko jak zarząd oraz sztab trenerski podchodzą do tych wszystkich dywagacji prasowych. Musi być pewnie dużo śmiechu. Nieuniknionym natomiast jest pochylenie głowy przez „dowódców” Dumy Katalonii nad tematem przyszłego sezonu. Z mojej strony mogę jedynie napisać, że „coś” trzeba zmienić. Co to ma być i w jakim kierunku ma płynąć łódź o nazwie Barcelona – decyzje pozostawiam osobom odpowiedzialnym za nasz klub. Jedno natomiast jest pewne. Formacja defensywna wymaga wzmocnienia. Tegoroczny sezon uwypuklił wszystkie słabości i problemy naszej obrony. Nie wiem na ile minut będzie mógł sobie pozwolić w przyszłym sezonie Abidal. Ze składu coraz częściej „wypadają” Puyol oraz Adriano. Nasz kapitan młodszy już niestety nie będzie, a Brazylijczyk raz gra, a raz nie. W przypadku ich absencji powstaje w składzie gargantuiczna luka, którą ciężko wypełnić. Nie chcę już sytuacji, w której trener musi na siłę przestawiać graczy z innych formacji. Song jest defensywnym pomocnikiem i tam ma grać. To samo Mascherano. Wielkiemu klubowi, który chce walczyć na wszystkich frontach takie „kombinowanie” po prostu nie przystoi. Potrzebujemy zatem obrońcy, a najlepiej dwóch. Z zacnym CV. Druga sprawa. Victor Valdes. Jeśli odejdzie, będziemy zmuszeni do kupna bardzo dobrego bramkarza. To też niesie za sobą określone koszta. Są bowiem ceny dla klubów oraz ceny dla Barcelony (i kilku innych piłkarskich potęg). Mamy zatem już trzech piłkarzy. Z pewnością drogich. Czy wystarczy środków na zakup kolejnych zawodników? Śmiem wątpić. Czy inne formacje potrzebują wzmocnienia? Tak jak napisałem wcześniej - mamy większe zmartwienia. To tyle.

0

Przed pierwszym meczem pisałem, iż o końcowym wyniku zadecyduje dyspozycja dnia. We wtorek to Bayern miał swój czas. My możemy go mieć w przyszłym tygodniu. Pamiętacie Ateny? Jechaliśmy tam jak po swoje, a Milan odebrał nam wszelką ochotę do gry. Wypunktowali nas wtedy okrutnie, strzelając cztery bramki. Nie stracili żadnej. Wszystko jest zatem możliwe, choć awans do finału zakrawałby na cud. Ja na takowy liczę i z takim przeświadczeniem zasiądę przed telewizorem. Jeśli się nie uda, to trudno. Nadejdzie nowy sezon, a potem kolejny. Przeżyłem z Dumą Katalonii wiele lat bez jakichkolwiek sukcesów. Chciałbym natomiast widzieć u naszych graczy maksymalne zaangażowanie. Jeśli tego zabraknie, poczuję się zawiedziony. Pora tymczasem wrócić na ligowe boiska. Mecz z Baskami nie będzie należał do najłatwiejszych. To trudny teren. Liczę jednak na zwycięstwo, które przybliży nas do końcowego sukcesu w lidze. Potem Bayern i nadzieja, że może wydarzy się coś pięknego.

0

Constantine16
Na „Amen” nikt Tobie takiej propozycji nie przedstawi. Zresztą poczytaj sobie komentarze przedmeczowe. Ukazują się składy i większość osób już dokonuje korekt. Dlaczego ten, a nie ten. Gra piłkarz X – mecz mamy już przegrany. Pusty śmiech mnie ogarnia. Ja również nie mam dla Ciebie żadnej propozycji. Tego dnia byliśmy po prostu dużo gorsi i nie widzę absolutnie nikogo, kto mógłby odmienić losy meczu. Przyczepić się jedynie możemy (i to czynimy) do zbyt późnej zmiany. Wynik wygląda, jak wygląda. Gra totalnie się nie klei. Tito… zwleka. Na co czekał? Nie wiem. Tutaj leży pies pogrzebany. Brak jakiejkolwiek reakcji na wynik. W całym tym zamieszaniu większość kibiców zapomniała… docenić naszego rywala. Bawarczycy wznieśli się na gargantuiczny poziom i żadna, podkreślam ŻADNA drużyna nie potrafiłaby im tego dnia zagrozić. Tak jak pisałem wcześniej. Tematów do zastanowienia jest sporo. Zarząd i sztab trenerski pocierpi trochę na bezsenność. Wszystko to powinno być jednak ocenione na chłodno. Przez nich i przez kibiców. Na to jednak przyjdzie czas wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego. Nie jestem zwolennikiem radykalnych innowacji, ale jest kilka aspektów, które coraz bardziej prowadzą Dumę Katalonii w ślepą uliczkę. Wszystko da się jednak „naprostować”. Podwaliny są i to potężne. Nastąpił kres Barcelony? Nie przesadzajmy. Tak jak napisałeś. Rok temu byliśmy drudzy, a teraz jesteśmy pierwsi. Z gigantyczną przewagą punktową nad drugim zespołem. „Krzykaczom” natomiast proponuję zachować więcej dystansu i sięgnąć pamięcią do chwil, kiedy przez kilka sezonów nic nie zdobywaliśmy. Pamiętacie te chwile?
Pozdrawiam serdecznie.

0

c.d
Nie jest to lament gówniarza, który pojawia się na tym forum tylko w trakcie meczów, a Barcelonę poznał dzięki sukcesom Guardioli. To taka (wysłana w próżnię) rada od kibica, który jest z Dumą Katalonii od dawien dawna. Przegraliśmy, ale w przyszłym roku możemy powrócić na szczyt. Nic nie trwa wiecznie. Banalne stwierdzenie, ale do bólu prawdziwe . Każda hegemonia kiedyś się kończy. Nie tylko w piłce. Zdobędziemy mistrzostwo. To cieszy. Rok temu nie mieliśmy nawet i tego. Real pobił wtedy w lidze wszelkie rekordy, a na arenie międzynarodowej odpadliśmy na własne życzenie. Teraz przegraliśmy z potężnym rywalem. Przed meczem porównałem Bayern do czołgu, który miażdży wszystko na swojej drodze. Cztery kule wpakował i nam. Prosto w serce. Co nas czeka w rewanżu? Nie wiem. Mam tylko nadzieję, że nasze chłopaki nie wyjdą na ten mecz ze spuszczonymi głowami. Trzeba walczyć do końca. Jeśli zobaczę rezygnację, poczuję się zawiedziony.
P.S. Szanowna redakcjo. Poświęciłem wczoraj swój czas na przeczytanie niemalże wszystkich komentarzy przed, w trakcie oraz „świeżo” po dotkliwej porażce. Moim skromnym zdaniem opcja komentowania w trakcie meczu powinna być wyłączona. Nie wiem skąd ludzie mają w sobie tyle jadu i chamskiej nienawiści. Nawet nie chcę myśleć jakie byłyby wpisy w okresie, kiedy przez kilka lat nic nie zdobywaliśmy. Przerażające. Nie liczę na ripostę, bo tacy „kibice” znikają gdzieś pomiędzy meczami. Pojawią się później, pisząc (w przypadku prowadzenia): „goooooolllll” lub „Messssi”, a w przypadku przegranej… tutaj pozostawię wykropkowane miejsca. To tyle. Wybaczcie mój długi komentarz i dalej wierzcie w swój klub.

0

Dawnych wspomnień „czar”. Ateny. Barcelona rywalizowała w finale Ligi Mistrzów z Milanem. Pamiętam dokładnie tamto spotkanie. Nasz klub nie istniał, a mecz zakończył się zwycięstwem Rossonerich 4:0. Wczoraj powrócił dawny koszmar. Bawarczycy nie pozostawili nam jakichkolwiek złudzeń. Nie tylko wynikiem, ale i samą grą udowodnili, iż są w tym sezonie drużyną o wiele lepszą od Dumy Katalonii. W naszym zespole zabrakło przede wszystkim osoby, która walnęłaby pięścią w stół, sprowadzając pozostałych piłkarzy do pionu. Zabrakło Puyola. Nie przekreślam szans Barcelony, ale odrobienie strat na Camp Nou zakrawałoby na cud. Póki jednak piłka w grze, trzeba mieć nadzieję. Jestem z tym klubem od przeszło 20 lat i wciąż uważam, iż takie mecze uczą pokory. Nie tylko tego. Trzeba w pewnych sprawach zachować dystans i ocenić wszystko na „chłodno”. Nie dzisiaj, nie jutro. Po zakończeniu sezonu. Zarząd oraz sztab trenerski ma o czym myśleć, a ja będę się temu wszystkiemu uważnie oraz cierpliwie przyglądał. Ten sezon zakończymy z mistrzostwem kraju. Dużo to, czy mało? Niech każdy sam oceni. Najważniejsze jest jednak wypracowanie jakiejś nowej drogi na przyszły sezon. Radykalizm? Tego bym nie chciał. Pewne korekty są jednak w klubie potrzebne. Trochę świeżej krwi nikomu przecież nie zaszkodzi. To co podziwialiśmy w naszym klubie, staje się troszkę naszym przekleństwem. W każdej dziedzinie życia istnieje przecież ciemna strona księżyca. Pytanie do was: Gramy bardzo ważny mecz. Mielibyście odwagę posadzić na ławce graczy, którzy przez wiele lat podnoszeni byli na piedestały. Wyobrażacie sobie Busquetsa, Iniestę i Xaviego na ławce? No właśnie. To są skomplikowane decyzje. Każda broń jest bowiem obosieczna. Duma Katalonii potrzebuje kilku roszad w składzie. Przewietrzenia w szatni. Dla swojego dobra.

0

Nieźle przetrzymali przeciwnika w niepewności. Decyzja lekarzy ogłoszona rzutem na taśmę diametralnie zmienia wizję dzisiejszego meczu. Messi... to Messi. Geniusz, który wyznaczył nowe kanony w świecie futbolu. Jego obecność na murawie w znaczący sposób zmienia obliczę całego zespołu. Widać to było chociażby w rewanżowym spotkaniu z PSG. Argentyńczyk samym swoim "jestestwem" zmobilizował kolegów do lepszej gry. Dla nas to kapitalna wiadomość i większa wiara w końcowy sukces. Nie ukrywam. Dawno nie obawiałem się tak o wynik, jak dzisiaj. Bayern to czołg, który bezlitośnie miażdży wszystkich rywali napotkanych na swojej drodze. Teraz przed Bawarczykami pierwszy poważny egzamin. Duma Katalonii. Wizja powrotu na magiczny i szczęśliwy dla nas stadion Wembley zmotywuje nas wielokrotnie. Musimy po prostu zagrać na 100% swoich możliwości. Powtórka z rewanżowego spotkania z ekipą Rossonerich jest niemal obligatoryjna. Nie ma również co czekać do rewanżowego spotkania w twierdzy co się Camp Nou zowie. Już dzisiaj powinniśmy powalczyć o jak najlepszy rezultat. Jest to jak najbardziej możliwe, choć nie będzie łatwo. Mocno wierzę w końcowy sukces i życzę wszystkim miłego spotkania.
P.S. Wam też się wydaje, iż wskazówki zegara dziwnie zwolniły swoje zwyczajowe tempo?

0

Do diaska. Tego nikt się chyba nie spodziewał. Po tak długiej przerwie spowodowanej okrutną chorobą do podstawowego składu powrócił Abidal. "Debiut" Francuza wypadł niemalże perfekcyjnie. Pewność i spokój. To widziałem. Lekcja dla młodych zawodników. Wszystko to było. Wielki mecz Erica i dobry prognostyk na przyszłość. Kolejny bohater, czyli wciąż niedoceniany Song. Kameruńczyk jest idealnym przykładem tego, iż każdy gracz potrzebuje jak największej ilości minut spędzonych na boisku. Alex zaczął dostawać od Tito coraz więcej szans i od razu widać, jak cennym piłkarzem dla Dumy Katalonii może być Kameruńczyk. Nawet nie chcę słyszeć o jakiejkolwiek sprzedaży Songa. Byłby to niewybaczalny błąd zarządu oraz sztabu trenerskiego. Ciężkie zadanie, czyli nota dla Fabsa. Były gracz Arsenalu jest niemiłosiernie krytykowany przez wielu użytkowników tej strony. Owszem, nie jest w idealnej formie, ale... spójrzcie na jego osiągnięcia w tym sezonie. Pod względem bramek i asyst Fabregas plasuje się na drugim miejscu wśród graczy Barcelony. Jeśli chodzi o całą ligę, to Cesc również znajduje się wysoko w klasyfikacji. Kolejny "maltretowany", czyli Sanchez. Tym razem Chilijczyk zaliczył asystę przy jedynym trafieniu Cesca. Do Alexisa mam słabość. Cieszę się zatem z faktu, iż ostatnio gra coraz lepiej. Jego występ przeciwko Bawarczykom powinien być moim skromnym zdaniem obligatoryjny. El Guaje? Słaby występ. Pomijam rzut karny. Zdarza się. Mnie jednak najbardziej denerwowały błędy podczas przyjęcia piłki. To nie powinno się przytrafiać takiemu zawodnikowi. To tyle. Ciężka noc przed naszym trenerem. Kogo wysłać w bój przeciwko ekipie Heynckesa. Abidal, Song oraz punktujący Sanchez wypadli w ostatnim meczu ligowym bardzo dobrze. Na kogo postawi Tito? Pożyjemy - zobaczymy.

0

Bardzo ciekawy pomysł. Liczę na kontynuację "spowiedzi" innych redaktorów piszących na tej zacnej stronie. Z chęcią wysłuchałbym także rozmów z niektórymi kibicami. Mam nawet kilku faworytów. Mogłoby to wypalić. W każdym bądź razie temat jak najbardziej godny zastanowienia.

0

Wszystkie myśli koncentrują się praktycznie na jutrzejszym meczu. Kwestia mistrzostwa kraju jest już praktycznie rozstrzygnięta. Tylko kataklizm mógłby nam odebrać to zacne trofeum. Pozostaje Liga Mistrzów i pierwsza bitwa z Bawarczykami. Nie jedziemy tam na ścięcie, ale po raz pierwszy od kilku lat nie będziemy zdecydowanymi faworytami. Nie mówię tylko o jutrze. Mam na myśli dwumecz. Ekipa z Monachium gra w tym sezonie spektakularnie. W rodzimej lidze szybko i praktycznie bezboleśnie rozprawili się z konkurencją. Na arenie międzynarodowej zaliczyli kilka wpadek, ale potrafili je szybko skorygować. Heynckes, w swym zmyśle stratega, potrafił stworzyć zespół z indywidualności. Jest to trudna sztuka, ale jak widać możliwa do realizacji. My z kolei jedziemy (dojechaliśmy) do krainy złocistego trunku z kilkoma znakami zapytania. To co nas prześladuje w tym sezonie, czyli pytanie o formację defensywną. Abidal zagrał w spotkaniu z Levante zjawiskowo, ale czy jest gotowy na dwa mecze w przeciągu kilku dni? Chciałbym, aby był. Para Pique – Abidal wydaje się być na tę chwilę najlepszą opcją. Jeśli nie zagra Francuz, to kto? Niedoświadczony Bartra? Może Song? Kameruńczyk grając jako stoper wiele przecież traci ze swych umiejętności. Tito ma niezły ból głowy. To nie koniec zmartwień. Leo Messi. Argentyńczyk będzie nam potrzebny jak tlen. Mecz z PSG. Jak wyglądała gra bez naszego cracka, a jak z nim. Czy zagra, a jeśli tak – czy jest gotowy na 100%. Kolejny siwy włos na skroniach naszego trenera. Mam nadzieję, że w tym wszystkim odnajdziemy siłę i pokażemy, że wciąż jesteśmy wielkim zespołem. Przeciwnik jest bardzo mocny, ale przy maksymalnym zaangażowaniu naszych chłopaków powinno być dobrze. Czuję, że o końcowym sukcesie jednej lub drugiej drużyny zadecyduje przede wszystkim dyspozycja dnia. Pożyjemy – zobaczymy. Byle do jutra.

0

Myślisz o graczu uniwersalnym i od razu przed oczami pojawia się Adriano. Niestety, w przypadku Brazylijczyka jest jednak pewna ciemna strona księżyca. Myślisz - kontuzje, mówisz - Adriano. Chłopak gra w tym sezonie bardzo dobrze, ale kilka drobnych urazów nie pozwoliło graczowi z Kraju Kawy jeszcze bardziej rozwinąć skrzydeł. Pisząc o jego uniwersalności nie sposób pominąć kwestii wystawiania Adriano na pozycji środkowego obrońcy. Muszę się zgodzić z większością osób piszących na tej zacnej stronie, iż to ustawienie najmniej "leży" bohaterowi wywiadu. Pozycja stopera jest niezwykle specyficzna. Ostatnia instancja przed bramkarzem, a często i ostatnia deska ratunku przed zgubą. Adriano nie czuje się w tym miejscu jak ryba w wodzie. To widać. Chłopak aż się wyrywa do zaprezentowania kibicom swoich rajdów, a tutaj... stop. Nie ta pozycja. Czekam tylko na powrót do zdrowia naszego kapitana oraz Mascherano. Wtedy Adriano wróci na swoją ulubioną pozycję i powalczy o miejsce w pierwszym składzie z Albą. Celowo nie piszę o Abidalu, bowiem Francuzowi przypisana zostanie na stałe rola stopera (tak przynajmniej mniemam). Jak doskonale widać po wczorajszej batalii z Levante, Eric doskonale potrafi się tam odnaleźć. Do wtorku pozostało już niewiele, a przed Tito potężny dylemat. Kogo wystawić obok Pique. Ja bym nie eksperymentował. Jeśli Abidal czuje się na 100% gotowy (fizycznie i psychicznie), to sprawa jest jasna. No nic. Życie trenera do najłatwiejszych nie należy, ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

0

Powrót do pierwszego składu po tylu miesiącach nieobecności i od razu znakomity występ. Obserwując we wczorajszym dniu grę Abidala przecierałem oczy ze zdumienia. Pełen dzban spokoju i gargantuiczna pewność siebie Francuza. W ogóle nie było widać tak długiej przecież rozłąki z futbolem. Po raz kolejny chylę czoła przed naszym zawodnikiem. Tito będzie miał niezły orzech do zgryzienia przed wtorkowym spotkaniem z Bawarczykami. Niektórzy stawiali na Bartrę, inni na Songa. Może się jednak okazać, iż to właśnie Abidal będzie partnerem Pique w półfinałowym spotkaniu Ligi Mistrzów. Wiem, że Levante nie gra na takim poziomie co podopieczni Heynckesa, ale patrząc na popisową grę Erica mogę powiedzieć jedno: "Trenerze. Postaw na parę Pique - Abidal". Wracając do meczu z Levante. Widać było, iż chłopaki są już myślami w krainie złocistego trunku. Gra nie kleiła się, a piłkarze wyszli z założenia, iż "w końcu coś wpaść musi". Długo musieliśmy czekać, ale w końcu się udało. Po raz kolejny pojawiła się chemia pomiędzy Fabsem i Sanchezem. Asysta Chilijczyka, precyzyjny strzał Cesca i trzy punkty pozostają w domu. Powoli możemy mrozić szampany. Niedługo okrutna matematyka ostatecznie potwierdzi, iż korona dla najlepszej drużyny w Hiszpanii należy się nam. Pora na indywidualne wyróżnienia. Na temat Abidala już pisałem. Warto również odnotować bardzo dobry występ Songa. Widać, iż chłopak potrzebował regularności w grze. Ostatnio występuje coraz częściej i od razu widać efekty. Jeśli po sezonie odejdzie, będzie to katastrofalny błąd zarządu i sztabu trenerskiego. Brawa dla Cesca za precyzyjny strzał i zimną krew. Większość z was wiesza na nim psy. Owszem, formę ma sinusoidalną, ale popatrzcie na jego osiągnięcia w tym sezonie (bramki i asysty). Chłopak jest na drugim miejscu wśród piłkarzy Barcelony i jednym z najlepszych w całej lidze. Kiepsko?

0

Strasznie jestem ciekawy dzisiejszego składu na spotkanie z Levante. Która opcja zwycięży - czy Tito podejmie decyzję o próbie generalnej (z wiadomych względów pomijam naszego głównego cracka) przed bitwą z Bawarczykami, czy też da odpocząć kluczowym zawodnikom. Gdybym był trenerem i wiedział co piszczy w katalońskiej trawie, to wybrałbym drugą opcję. Może nie aż tak radykalną, ale kilku podstawowych graczy odesłałbym na ławkę rezerwowych. Na pewno nie ryzykowałbym wystawienia w pierwszym składzie Pique. Gdyby, odpukać w drewno wszelakie, coś mu się dzisiaj stało, to zostalibyśmy bez klasycznego stopera na półfinał Ligi Mistrzów. Chętnie zobaczę dzisiaj Bartrę, bo jeśli nie teraz... to kiedy. Chłopak w ostatnim spotkaniu ligowym wypadł przyzwoicie. Liczę zatem na kontynuację. Kto obok niego? Adriano lub Song. Nie są to moi faworyci na tej pozycji, ale sytuację kadrową mamy... jaką mamy. Chyba, że trener postawi na Abidala. Nie wiem jednak, na ile minut może sobie pozwolić Francuz. W jego przypadku liczy się przede wszystkim cierpliwość i delikatne wchodzenie w rytm meczowy. Jeśli chodzi o drugą linię, to postawiłbym na trio Song - Thiago i Cesc. Atak? Alexis - Villa - Tello. No dobra. Koniec bawienia się we wróżkę. Liczę na zwycięstwo i brak jakichkolwiek urazów. Miłego meczu panie i panowie. Niech tarcza zostanie w domu, a chłopaki niech jadą do Monachium w dobrych nastrojach. To tyle.

0

Jeśli Kameruńczyk sam nie poprosi o transfer, to w żadnym wypadku nie powinniśmy go sprzedawać. Song ma jeszcze wiele do udowodnienia i w związku z tym mam nadzieję, że w przyszłym sezonie sztab trenerski obdarzy chłopaka większym zaufaniem. Wiem, że na jego pozycji gra Sergio, który jest jednym z najlepszych defensywnych pomocników na świecie (być może nawet numerem jeden), ale sezon jest długi i wyczerpujący. Zwłaszcza dla takich zespołów jak Duma Katalonii, która chce grać i wygrywać na wszystkich możliwych frontach. Na dodatek od kilku lat (spójrzcie na samą Ligę Mistrzów. Półfinał za półfinałem. Kolejny rekord wpada w ręce graczy naszego klubu) i bez jakiejkolwiek przerwy na zaczerpnięcie niezbędnej dawki tlenu. Każdy swoje minuty powinien zatem otrzymać. Uważam jednak, iż Alex był desygnowany na murawę stosunkowo rzadko. Za rzadko. Dziwna sytuacja. Kameruńczyk rozgrywa dobre zawody i znika w czeluściach ławki rezerwowej na kilka spotkań. Ta sytuacja powtórzyła się de facto wielokrotnie. Boję się natomiast jednego, a mianowicie wizji zarządu i sztabu trenerskiego, iż Song będzie w przyszłym sezonie alternatywą na pozycji stopera. Co za tym idzie? Umywamy ręce od kupna środkowego obrońcy z prawdziwego zdarzenia, a wydajemy pieniądze na kupno medialnego napastnika (którego de facto nie potrzebujemy. Mamy mnóstwo innych priorytetów). W tym sezonie można jeszcze na siłę poeksperymentować (kontuzje obrońców i szczelnie zamknięte okno transferowe). W przyszłym natomiast Kameruńczyk powinien występować tylko i wyłącznie na pozycji defensywnego pomocnika. Innej opcji nie widzę. Czy Busquets musi grać w każdym meczu? Jeśli chodzi o mnie jest to pytanie retoryczne. Trzymam kciuki za Kameruńczyka. Chłopak musi po prostu robić swoje i czekać cierpliwie na większy kredyt zaufania od Tito. Mam nadzieję, że go wreszcie otrzyma.

0

constantine16
Kłaniam się nisko przed Twoją ostatnią wypowiedzią. Komentowanie czegoś po fakcie? Rzadko spotykam się z taką sytuacją. Mamy za to całe zastępy wróżbitów (pasjonatów drzewek wszelakich) lub też krytyków, którzy w swej ostatecznej perwersji potrafią stwierdzić, iż Tito ma - for example - raka mózgu. Dlaczego? Bo postawił na takich zawodników. Rozumiesz coś z tego? Histeryczne biadolenie po ukazaniu się składów. Czytałeś to kiedyś? Dlaczego ten, a nie ten. Myślałem, że to się skończy po odejściu Keity lub Maxwella. Naiwny byłem. "Owczy pęd" zawsze głośniej beczy, rzadko mądrze. Wszystko to okraszone rynsztokowym słownictwem. Pamiętasz sagę z transferem Fabregasa? Chłopak w końcu wrócił na stare śmieci i ... zaczęło się. Złe zagranie i setki komentarzy w stylu: "No i niech przyznają się ci, którzy byli za powrotem Fabsa". Cesc zalicza asystę lub strzela bramkę i mamy odwrotne komentarze. Paranoja, cynizm i brak cierpliwości. Niektórzy już rozdali karty w tym sezonie. Tito nie jest Guardiolą, a i sam zespół gra gorzej, niż za czasów Pepa. Wszystko jest źle. Począwszy od napisów na koszulkach, a skończywszy na zawodnikach. Pytanie do tych osób. Pamiętacie czasy, kiedy przez kilka lat nie zdobywaliśmy żadnych pucharów? Masa przypadkowych zawodników, zero pomysłu na zespół i mizerne zainteresowanie La Masią. Tak panie i panowie. Barcelona nie rozpoczęła się od Guardioli na ławce trenerskiej. Istnieje słowo "kiedyś" i niekoniecznie było to fajne hasło. Mnie jednak nauczyło pokory, której tutaj przeważnie brakuje. Do tego szacunek. Dla trenera i piłkarzy. Po porażkach jest to towar deficytowy. Szkoda. Podobno kibic potrafi skrzywdzić słowem swój klub, a za tydzień znowu wrócić. Mnie takie hasło śmieszy.
constantine16
Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz wielkie dzięki za Twój Komentarz (-e).

0

Moim skromnym zdaniem pojęcie „fuks” jest względne. Po losowaniu natomiast ostrzegałem na forum, że PSG – niczym Biała Białystok w filmie „Piłkarski poker” – wcale nie jest taką złą drużyną. Paryżanie mają bowiem w składzie kilku zacnych grajków, którzy w pojedynkę mogą rozstrzygnąć losy spotkania. Byliśmy faworytami, ale czy zdecydowanymi? Tego bym nie powiedział. Potwierdził to dwumecz, w którym… nie odnieśliśmy zwycięstwa. Mimo tego, strzelając więcej bramek na wyjeździe, awansowaliśmy do półfinału. Taka gra może jednak nie wystarczyć na walec o nazwie Bayern Monachium. Wracając do potyczek z Francuzami. Analizując na chłodno te dwa spotkania. Mimo wszystko to nam należał się awans. Pomijam błędy sędziowskie z pierwszego spotkania. Z tą chorobą nie wygramy. Chyba , że FIFA i UEFA pochylą jak najszybciej czoła przed nowinkami technologicznymi. Zobaczymy. Oby nie doszło jednak do takiej sytuacji, jaką opisywał w swojej książce mój guru – Ryszard Kapuściński („Wojna futbolowa” – polecam tak na marginesie). Wszystko jest już jednak za nami. Teraz powinniśmy się skupić na arcytrudnych spotkaniach z podopiecznymi Heynckesa. Tutaj, podobnie jak w przypadku rywalizacji z PSG, również ostrzegałbym przed hurraoptymizmem.

0

Zapowiada się pracowite lato dla zarządu i sztabu trenerskiego. Jest bowiem kilka kwestii, które trzeba będzie rozstrzygnąć. Niektóre nawet w trybie bardzo pilnym. Barcelona szuka na rynku napastnika z prawdziwego zdarzenia? No tak. Obrońców mamy przecież wielu (i wszyscy zawsze są zdrowi), a i bramkarzy w przyszłym sezonie możemy mieć nadkomplet. Wiem, że kupno napastnika lepiej się sprzedaje w mediach, ale na litość boską - my takowego nie potrzebujemy. Przynajmniej to nie powinien być priorytet dla klubu. Jeśli Valdes podtrzyma swoją decyzję o opuszczeniu Dumy Katalonii, to na "gwałt" musimy sprowadzić nowego bramkarza. Najlepiej z porządnym CV. To kosztuje. Są bowiem ceny dla klubów i ceny... dla Barcelony (i dla kilku innych topowych drużyn). To nie koniec zmartwień. Tegoroczny sezon stoi pod znakiem ciągłego deficytu obrońców. Uwielbiam Puyola oraz Abidala, ale wiosen im nie ubywa. Bartra? Człowiek z trybun, który nagle ma być naszym zbawcą. Wrócą pozostali, a chłopak powędruje z powrotem na trybuny. Z klasycznych stoperów pozostaje nam Pique. To drastycznie mało. Zwłaszcza dla zespołu, który chce walczyć do końca na wszystkich frontach. Musimy sprowadzić jednego lub dwóch klasowych obrońców. Jeśli tego nie uczynimy, w przyszłym sezonie znowu będziemy cierpieć i szukać zastępstw na siłę (vide: Adriano lub Song jako stoperzy). Napastników mamy. Wśród nich jest Tello. Chłopak z każdym meczem podoba mi się coraz bardziej. Widać, iż w domu śledzi archiwalne nagrania z występów Henry'ego. Poruszanie się po boisku i strzały. Po ziemi, delikatnie, ale cholernie precyzyjnie. Do Francuza mu jeszcze sporo brakuje, ale nigdy nie mów nigdy. Tello to diament, który wciąż potrzebuje szlifu. W zespole jest kilku nauczycieli, którzy przekażą Tello "co" i "jak". Kwota odstępnego jest śmieszna i wymaga korekty. I

0

Nie sądzę, żeby trener Bawarczyków pytał się o zdanie kogokolwiek, kto był kiedyś związany z Barceloną. Heynckes nie jest trenerem na dorobku i z niejednego pieca chleb już jadł. Ponadto ma potężne narzędzia w ręku, którymi potrafił skruszyć w tym sezonie wiele zespołów. Bayern jest mocny. Tutaj chyba wszyscy się zgadzamy. W Monachium potrafiono stworzyć monolit z indywidualności. Rzadko kiedy udaje się komuś taka sztuka. Heynckes tego dokonał. Teraz czeka na nich bardzo trudny egzamin. Duma Katalonii. Pierwszy raz od kilku lat nie jesteśmy faworytami dwumeczu. Bayern jest w gazie. My z kolei nie potrafiliśmy wygrać z PSG. Rundę wcześniej cierpieliśmy na San Siro. Rewanż dał nam jednak nadzieję, że ten zespół wciąż potrafi grać na nieosiągalnym dla innych poziomie. Co to wszystko oznacza? Nic. Uparcie będę się trzymał zdania, iż o awansie do finału zadecyduje de facto dyspozycja dnia. Bayern ma w swoich szeregach plejadę gwiazd. My również takową posiadamy. Awansuje ten zespół, który będzie miał przysłowiowy „dzień konia”. Nie jeden. Dwa takie dni. Strzał Iniesty lub Ronaldinho na Stamford Bridge, szalone uderzenie Rivaldo z Valencią, precyzyjny rzut wolny Koemana w spotkaniu z Sampdorią. Tego nie da się rozrysować, zaplanować, ostrzec przed czymś takim swoich piłkarzy. W obu drużynach są jednak gracze, którzy potrafią zrobić z piłką cuda. Oj, będą emocje. Wembley czeka, a ja chcę być świadkiem zdobycia trzeciego Pucharu Europy na tym kultowym obiekcie przez Dumę Katalonii.
P.S. Mężczyźni nie plotkują. My po prostu… wymieniamy się informacjami.

0

Do diaska. Piszemy o meczach, bramkach, paradach bramkarzy, błędach, sędziach, innych drużynach i tym podobnych rzeczach, a nie zdajemy sobie sprawy, że gdzieś tam, w zaciszu szpitalnym rozgrywa się prawdziwy dramat. Dramat człowieka. Piłkarza Barcelony. Cieszę się, że to już za nim. Ból przeminął. Abidal jest i będzie z nami. Wygrana człowieka. Solidarność w świecie futbolu i nie tylko. Brawa od kibiców Saragossy. Koszulki wspierające Francuza w walce z nowotworem. Piękne i wzruszające chwile. Mam nadzieję, że Eric będzie grał w naszych barwach jak najdłużej, a po zakończeniu kariery będzie długo cieszyć się zdrowiem.

0

Wszelkie dyskusje na tym forum związane z Chilijczykiem możemy uznać za „kłopotliwe”. Chłopak ma wielu zwolenników, ale spora część kibiców najchętniej spakowałaby Sancheza i odesłała priorytetem do innego klubu. W tym temacie nic się zapewne przez dłuższy czas nie zmieni. Przypięto mu pewną łatkę, którą trudno będzie zerwać. Nigdy nie ukrywałem, iż do Alexisa mam słabość. Stanę zatem na barykadzie po stronie jego zwolenników, choć nie boję się przyznać, iż ten sezon ma słaby. Wciąż jednak wierzę, mając w pamięci debiutancki rok, iż Sanchez wróci do swojej najlepszej dyspozycji. Wtedy ten dynamit powinien głośno eksplodować. Asysty, jak widać, są. Czekam na gole i odblokowanie psychiczne. Właśnie tutaj leży, moim skromnym zdaniem, pies pogrzebany. Chilijczyk musi sobie wbić do głowy, iż jest ważnym ogniwem zespołu, a za stracone piłki nikt mu głowy toporem nie utnie. Wracając do wczorajszego pojedynku. Spodziewałem się trudniejszej przeprawy. Zwłaszcza, iż nie wystąpiliśmy w najmocniejszym składzie. „Zmiennicy” bez problemu poradzili sobie jednak ze słabym przeciwnikiem, wbijając mu trzy bramki. Wygraliśmy, to samo uczynił Real. Kolejka zatem… dla nas. Coraz mniej zostało bowiem meczów do końca sezonu. Niedługo złowroga matematyka powinna potwierdzić, iż Duma Katalonii jest najlepszym zespołem w Hiszpanii. Nie wiem jak odnieść się do formy poszczególnych zawodników w kontekście zbliżającego się meczu z Bayernem. Zacznę od Bartry. Chłopak zagrał wczoraj więcej niż przyzwoicie, ale czy to wystarczy na Bawarczyków? Nie wiem. Tello mijał obrońców jak tyczki slalomowe, ale czy powtórzy to w półfinale Ligi Mistrzów? Ciężko orzec. To samo dotyczy się kilku pozostałych zawodników. Nic to. Pożyjemy – zobaczymy. Póki co gratuluję chłopakom wczorajszego zwycięstwa. Mistrzostwo jest już bardzo blisko. To jest najważniejsza informacja.

0

Drużyna z Monachium, bez dwóch zdań, gra w tym sezonie wielką piłkę. W rodzimej lidze nie mają sobie równych, a i na arenie międzynarodowej rzadko przytrafiają im się gorsze spotkania. Mają wielu zacnych graczy, którzy w pojedynkę potrafią przeważyć szalę na korzyść swojego zespołu. Indywidualności to jednak nie wszystko. Z tym też Bayern potrafił sobie poradzić. Drużyna tworzy spójny monolit, w którym praktycznie nie ma słabego punktu. Począwszy od pozycji bramkarza, a skończywszy na napastnikach. Nic jednak nie przychodzi łatwo. Teraz na Bawarczyków czeka najtrudniejszy egzamin. Nasz zespół. Duma Katalonii, która po raz pierwszy od kilku sezonów nie jest faworytem dwumeczu. To jednak w żaden sposób nie zwalnia nas od całkowitego "obowiązku" walki o wyjazd na Wembley. Po losowaniu napisałem, iż o awansie zadecyduje de facto dyspozycja dnia. Tej wersji będę się trzymał. Zarówno Bayern, jak i Barcelona potrafią zagrać na kosmicznym poziomie. Dlatego też o tym kto dostąpi zaszczytu gry na kultowym angielskim obiekcie zadecydują niuanse. Jakie? ot, chociażby oddanie w strzał całej swojej duszy. Pamiętacie Stamford Bridge? Na nic wykresy, taktyka i założenia. Awans zapewnił nam cudowny strzał Iniesty. Przy tylu magach futbolu możemy spodziewać się w bitwach z Bayernem wszystkiego.

0

constantine16
Od naszego klubu zawsze oczekuję i wymagam zwycięstw (przeważnie moje i Twoje życzenia się spełniają), ale "w tak pięknych okolicznościach przyrody" nie zdziwię się, jeśli nie wrócimy do domu z kompletem punktów. Nie chcę tego, ale nie będę "wieszał psów" na zawodnikach w przypadku niepowodzenia. Chyba, że podejdą do tego spotkania na przysłowiowym luzie i pod hasłem: "coś na pewno wpadnie". Tego nie daruję. Jedno jest pewne. Pomimo kilku nieobecności wciąż mamy silną kadrę. Druga linia w osobach Songa, Thiago oraz Fabsa. Ile drużyn w Hiszpanii chciałoby mieć takich grajków u siebie? Prawie wszystkie. To samo dotyczy się linii napadu. Alexis - El Guaje - Tello. Wygląda to zacnie i grozi sporym zniszczeniem w szeregach przeciwnika. Pożyjemy - zobaczymy. Pozdrawiam serdecznie.

0

Panie i Panowie. Nie ma się co oszukiwać. Tylko kataklizm mógłby nam odebrać tytuł najlepszej drużyny w Hiszpanii. Atletico nie utrzymało tempa z pierwszej fazy rozgrywek, a nasz odwieczny i najgroźniejszy rywal całą swoją uwagę skupia na Wembley i dziesiątym Pucharze Europy. Od wczoraj wiemy, iż naszym przeciwnikiem w półfinale Ligi Mistrzów będzie wyjątkowo potężny Bayern. Trzeba zatem dać chwilę odpoczynku najbardziej przemęczonym graczom oraz tym, którzy mają nie do końca zaleczone urazy. Uważam, przy całym szacunku dla Realu Saragossa, iż skład "rezerwowy" powinien jutro wywieźć dobry rezultat. Remis również nie będzie tragedią. Montoya, Bartra, Song, Thiago oraz Tello potrafią rozegrać fajne zawody i nie zdziwię się, jeśli wszyscy wymienieni przeze mnie gracze zagrają jutro od pierwszych minut. Fajnie byłoby również zobaczyć Abidala od początku spotkania. Pożyjemy - zobaczymy. Mam tylko nadzieję, iż żaden z naszych chłopaków nie odniesie jutro kontuzji.

0

Los tak chciał. Czy nam sprzyjał, czy nie – okaże się po dwumeczu. Trafiliśmy na potężnego rywala, który w tym sezonie rzadko okazuje słabość. Ekipa z Monachium jest póki co walcem, który rozjeżdża każdego napotkanego rywala na swej drodze. Kilka „wpadek” co prawda zaliczyli, ale wszystko to w granicach błędu statystycznego. Do diaska, po raz pierwszy od kilku lat nie jesteśmy jakimś zdecydowanym faworytem dwumeczu. To dobrze, choć z drugiej strony presja na Dumie Katalonii pozostaje taka sama. Oni muszą. My… też. Zapowiadają się dwie wielkie bitwy, w których nikt tanio skóry nie sprzeda. Moim zdaniem o końcowym sukcesie jednej lub drugiej drużyny zadecyduje de facto dyspozycja dnia. Póki co nie ma sensu „rozkładać” tych spotkań na czynniki pierwsze. Pozostało jeszcze trochę czasu i rozgrywki na własnych „śmieciach”. Mam tylko nadzieję, że lista kontuzjowanych nie powiększy się. Zwłaszcza w formacji defensywnej. Już teraz wiemy, że w pierwszym spotkaniu z Bayernem zabraknie Puyola, Mascherano oraz pauzującego za kartki Adriano. Każda kolejna strata będzie gargantuicznie bolesna. Podsumowując: Bayern jest bardzo mocny, ale prawdziwy egzamin dopiero przed nimi. Wembley czeka. Mam przeogromną ochotę zobaczyć trzecie zwycięstwo w Lidze Mistrzów na tym kultowym obiekcie.

0

Panie i Panowie. Losowanie dopiero przed nami, a my już jesteśmy świadkami gierek psychologicznych. Trener Bayernu zna lepiej Dumę Katalonii, niźli swój zespół? Niepojęte. Mało tego. On wie jak grają poszczególni zawodnicy z naszego klubu. Co tam poszczególni. Heynckes zna wszystkich podopiecznych Tito. Nie pozostaje mi nic innego, jak zadać dwa pytania: czy to jakiś żart? Jeśli nie, to pytanie numer dwa: no i co z tego? Podobno każdy wie jak gra Messi, Xavi, Iniesta i inni. Leo praktycznie każdą bramkę strzela w ten sam sposób. Tak grzmią "eksperci" różnej maści. Czy ktoś, pomimo tej podręcznikowej wiedzy, wie jak powstrzymać na boisku naszego cracka? Nie. Choć na upartego kilku piłkarzy byśmy mogli znaleźć, którzy w pojedynczym meczu potrafili zatrzymać Argentyńczyka. Słynna i rozpracowywana przez szpiegów klubów przeciwnych filozofia i system gry Barcelony. Wszyscy podobno to znają. W związku z tym... niewiele zespołów potrafiło nas ograć. Nie wspomnę już nawet o zdecydowanych zwycięstwach rywali nad Barceloną. Strasznie ich było mało.
Nie ma co ukrywać. Wszystkie zespoły, które pozostały na placu boju są bardzo mocne. Rok temu też widzieliśmy na tym etapie rozgrywek Bayern, Real i Dumę Katalonii. To o czymś świadczy. Powiew świeżości, czyli gracze z Dortmundu też potrafią rozagrać zacne zawody. Chociażby w fazie grupowej, w której byli skazywani na pożarcie przez Real lub też Manchester City. Tak się jednak nie stało i mamy Borussię w czwórce najlepszych zespołów tegorocznej Ligi Mistrzów. Jutro losowanie. Jeśli miałbym już wybrać na kogo chciałbym trafić, to byłaby to właśnie Borussia. Nie chcę meczu z Realem. Gran Derbi na Wembley? Brzmi kusząco.

0

Niesamowita dramaturgia. We wczorajszym meczu było praktycznie wszystko. Emocje, niepewność, początkowy awans Barcelony, potem gol Pastore i zmiana zwycięzcy dwumeczu, pojawienie się Messiego, metamorfoza naszego klubu, gol Pedro i na sam koniec awans Dumy Katalonii do półfinału Ligi Mistrzów. Przeżywałem ten mecz okrutnie. Paryżanie zagrali wczoraj bardzo mądrą piłkę i niewiele zabrakło, by to właśnie oni awansowali naszym kosztem. My przez dłuższy okres czasu cierpieliśmy, na próżno szukając sposobu na pokonanie bramkarza gości. W końcu na arenę wyszedł pewien gladiator, który odmienił jakościowo i mentalnie zespół. Argentyńczyk nie był w pełni sił. To było widać gołym okiem. Uczestniczył przede wszystkim w akcjach, które mogły przynieść korzyść w postaci bramki. Najistotniejsze było jednak to, iż poniósł on swoich kolegów do nieustającej walki. Powinniśmy o tym pamiętać na „wieki”. Wczoraj zobaczyliśmy kim de facto jest Argentyńczyk dla swojego klubu. Wielkie dzięki dla całego zespołu za wczorajszy awans. Nie było łatwo, ale na szczęście to my zostaliśmy z tarczą.
Panie i Panowie. Gramy dalej i czekamy na jutrzejsze losowanie. Nie mam jakiegoś konkretnego faworyta co do losowania. Na placu boju pozostały bowiem same zacne drużyny.

0

KingLeonidas
Święte słowa. Pamiętajmy, że przed pierwszym gwizdkiem arbitra to my jesteśmy (zgodnie z zasadami. Na temat myślenia w tej kategorii napiszę później) w półfinale i to PSG musi nas „gonić”. Trzeba po prostu poczekać na rozwój wydarzeń. Jeśli rywal pierwszy strzeli bramkę, a nie jest to niemożliwe, wówczas trzeba będzie zaryzykować i wpuścić naszego gladiatora na arenę. Jeśli natomiast sprawy od początku ułożą się po naszej myśli, to Leo powinien całe spotkanie grzecznie przesiedzieć na ławce rezerwowych. Nie tylko w tym meczu. Tak jak napisałeś – w meczu ligowym sytuacja powinna się powtórzyć. Pozdrawiam.
Szczerzę mówiąc boję się tego pojedynku. W szeregach gości występuje kilku niezłych grajków, którzy praktycznie w pojedynkę mogą rozstrzygnąć losy meczu. Na dodatek wszyscy wiemy jak mocno osłabiona jest formacja defensywna Dumy Katalonii. Wiem, gramy w swojej twierdzy, a na dodatek piłkarze będą zagrzewani do walki przez komplet publiczności. Jest to z pewnością dodatkowy bonus, ale nie jest on gwarantem końcowego sukcesu. Musimy zagrać tak, jakby nie było jutra i… pierwszego spotkania z Paryżanami. Piłkarze Barcelony powinni „wymazać” z pamięci korzystny wynik wywieziony z Francji, traktując dzisiejszy mecz jako jeden, jedyny. Nie wiem w jakim zagramy składzie. Nie chcę zgadywać. Oczekują natomiast od tych ,którzy zagrają od pierwszych minut pełnej koncentracji, zaangażowania i pasji przez pełne 90 minut. Miłego meczu Panie i Panowie. Zostało kilka godzin. Okrutnie się to dłuży.

0

Jak podaje Mundo Deportivo: „Tito ma już gotowy niemal cały skład, który rozpocznie walkę o awans do półfinału Ligi Mistrzów. Pewne miejsce w drużynie ma dziewięciu graczy”. Uwielbiam takie teksty. Bawią mnie one do łez. Panie i Panowie, wyobraźcie sobie taką sytuację. Tito bierze do ręki gazetę i czyta, że ma już ustalony skład. Padają nawet konkretne cyfry i nazwiska. Ech, ci dziennikarze i ich „twory”. Pedro w wyjściowym składzie? Chłopak nie dostał jeszcze pozwolenia na grę od lekarzy, a już jest anonsowany do składu od pierwszego gwizdka. Na dodatek w tak ważnym meczu. Niepojęte. Jeśli nie zagra Messi, to atak powinni tworzyć Alexis – Fabregas – Villa. El Guaje odpoczywał w spotkaniu ligowym, a Cesc i Sanchez pokazali w sobotę potężną moc. Kolej na Adriano. Podobna sytuacja jak w przypadku Pedro, ale… nie do końca. W związku z ubytkami kadrowymi w formacji defensywnej Tito może zaryzykować i postawić na Brazylijczyka. Czy będzie to dobre rozwiązanie? Przed meczem mogę jedynie zgadywać. Ja bym postawił na Songa (wymiennie z Sergio). Bartra? Nie sądzę. Człowiek z trybun nie może stać się z miejsca kołem ratunkowym.

0

Nasz crack powinien zostać bezapelacyjnie powołany na jutrzejsze spotkanie. Nawet jeśli uraz z pierwszego spotkanie okaże się zbyt poważny, to i tak obecność Messiego na ławce rezerwowych będzie „kopem” motywacyjnym dla jego kolegów. Nie tylko zresztą dlatego. Element niepewności. Leo jako „straszak” PSG. Niech rywal żyje w przeświadczeniu, iż w każdej chwili Argentyńczyk może pojawić się na boisku. Takie same chwyty stosuje również Ancelotti. Zabraknie Alexa, być może nie zagra Silva. Niezłe sztuczki i próba zamydlenia oczu piłkarzom i trenerom Dumy Katalonii. Pożyjemy – zobaczymy. Jedno jest pewne. Jeśli Messi nie będzie gotowy w 100%, to niech rozpocznie jutrzejszą batalię jako rezerwowy.

0

Powrót na szczęśliwy dla Dumy Katalonii stadion Wembley jest póki co w sferze marzeń, ale nie bójmy się ich. Kolejny krok ku temu możemy zrobić już jutro, pokonując ekipę z Paryża. Nie będzie to łatwe zadanie i nie zmieni tego fakt, iż w pierwszym meczu uzyskaliśmy korzystny rezultat. W zespole Carlo Ancelottiego jest wielu zacnych grajków, którzy w pojedynkę mogą rozstrzygnąć losy tej batalii. My z kolei musimy podejść do tego spotkania tak, jak do rewanżowego spotkania z Milanem. Piłkarze Barcelony powinni wymazać z głów wynik pierwszego meczu, traktując jutrzejszy pojedynek jako pierwszy i zarazem jedyny. Nie wiem, czy zobaczymy na murawie Abidala, ale jestem pewny, iż jego powrót (oraz Tito) podniósł morale zespołu do gargantuicznego poziomu. W życiu piękne są tylko chwile. Właśnie takiej doświadczyliśmy w momencie, kiedy Francuz w opasce kapitana wzniósł ku niebu Puchar Europy. Wizja, w której nasz trener dokonuje podobnej rzeczy wygląda nad wyraz pięknie i romantycznie. Do tego tryplet na kultowym obiekcie. Do diaska, musimy tam pojechać i wygrać. Będzie ciężko, bo kandydatów do końcowego sukcesu jest kilku. Nikt jednak nie powiedział, że będzie łatwo. Pierwszy krok jutro, a potem…

Media

Sonda

MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest: